niedziela, 2 listopada 2014

"Wytrzymaj i zostań wewnątrz tej świętej rzeczywistości"

Myślałam, że lubię ten dzień. Albo przynajmniej próbowałam go polubić. Lecz późnowieczorny spacer po mglistym cmentarzu w pewnym momencie przyprawił mnie o dreszcze. Te same dreszcze, które poczułam widząc, jak panujący chłód sprawił, że i mój oddech staje się mglisty. Para wydobywająca się z ust była tak podobna do dymu tytoniowego... Znów poczułam ochotę na papierosa. Ale tym razem obiecałam nie sobie, a komuś, że spróbuję z tym skończyć na dobre. Spróbuję, bo ponoć palaczem pozostaje się do końca życia. Ale ja przecież nie palę. Tylko parę razy mi się zdarzyło, odkąd postanowiłam rzucić, sporadycznie.

Tak dużo białych zniczy i tylko trochę czerwonych... a kiedyś wieczorem na cmentarzu było tak kolorowo - powiedziałam do Patryka, starając się odpędzić od siebie przykre myśli. Aura jednak temu nie sprzyjała.

Stojąc nad grobem Dziadka przyglądałam się liczbie "27" przy dacie Jego śmierci. Liczbie, która od tamtego czasu tak po prostu pojawia się na mojej drodze. Czasami chce mnie ostrzec, a czasami po prostu przynosi coś dobrego. Dlatego uważam mojego Dziadka za swojego osobistego Anioła. Bo przecież każdy Go ma.

Co Ty byś zrobił Dziadku? Powiedziałbyś Im coś? Kiedy dostawałam wychowawczego klapsa, jako dzieciak, mówiłeś Im, by mnie nie bili. Ale przecież nie robili wtedy nic złego i oboje wiemy, że biciem nie można było tego nazwać. A może powiedziałbyś coś mi, żebym wiedziała, co robić? Tak dawno mi się nie śniłeś, a znów bym Cię po prostu potrzebowała jak przyjaciela, który sam w życiu przeszedł niejedno, a teraz po prostu usiądzie na brzegu łóżka i doradzi, porozmawia ze mną, a później zniknie razem ze świtem.

Zastanawiam się, ile mam w sobie cierpliwości. Każdego dnia budzę się z poczuciem wdzięczności za to, co mam, nauczyłam się cieszyć z drobiazgów, doceniać piękno każdej chwili. Nauczyłam się zwalniać. Ale nie nauczyłam się być cierpliwą.

To, co tak niedawno przyprawiało mnie o szczęście, teraz przyprawia mnie o ból brzucha z nerwów. Chora sytuacja, chory układ.

A ja mam problem z emocjami.

I czuję się dokładnie tak samo, jak te dziesięć lat temu, kiedy byłam nastolatką i w przypływach bezsilności wpadałam w nałóg naznaczania swojego ciała. Przykry nałóg, z którym nie umiałam wtedy walczyć, o którym nikomu nie umiałam powiedzieć. Przykry nałóg, który był wówczas moim niemym krzykiem.

Dziś też miałam ochotę tak po prostu zacząć krzyczeć milczeniem. I ta chęć przeplatała się z ochotą na papierosa. To i to krzywdzi. To i to jest złe. Chyba mam manię robienia sobie krzywdy. Tylko resztkami rozumu zastanawiam się, co skrzywdzi mnie mniej i komu tak naprawdę wyjdzie to na dobre. Mi?

Miewam te cholerne ataki paniki, w których nie umiem sobie poradzić. Tak bardzo nie chcę znów usłyszeć pewnych słów, tak bardzo nie chcę zamknąć się na swoim własnym dnie, na które sprowadzam się sama nieraz, przez własną bezsilność. Bo ja jeszcze nie wiem, jak z tym walczyć. Bo ja jeszcze nie umiem nazywać rzeczy po imieniu.

Za duży bałagan, za duży chaos słów. Sama nad nimi nie panuję. Palce tak po prostu suną po klawiaturze, tak, jak łzy po moich policzkach.

Skąd wziąć cierpliwość?  Tylko jej mi teraz potrzeba. Potrzeba mi jej, jak najlepszej przyjaciółki.

Skarbie, mówisz, że się ułoży, że wszystko będzie dobrze... A ja bym tak po prostu chciała móc zrobić sobie herbatę w środku nocy, niczym się nie stresując. Albo po prostu przytulić się do ciebie, gdybym miała na to ochotę. I nie prosić się już o nic nikomu.

Podobno każdy ma jakieś swoje przekleństwo. Moim przekleństwem jest zbyt dobre serce przez które nie umiem wszcząć wojny. Serce, które ostatecznie zawsze mięknie, każe się uśmiechnąć, każe przytulić, każe powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i nie pozwala powiedzieć nawet złego słowa. Serce dobre dla innych, ale toksyczne dla mnie.

I powiecie mi dziś: Czemu się nie wyprowadziłaś, czemu nie uciekłaś, czemu nie wynajęłaś mieszkania? Odpowiedź jest tak głupia, że aż przed samą sobą mi wstyd. Nie wiedziałam jak, nie wiedziałam gdzie. Byłam tylko prostą dziewczyną, która nagle z małej mieściny zaczęła dojeżdżać na studia do Poznania. Przecież nie miałam na co narzekać. Wracałam na ciepłe obiady i kładłam się do własnego łóżka. Wydawało mi się, że tu jest dobrze. Przecież to mój dom. Dom, w którym mieszkam od dziecka.
Nawet nie przeszło mi przez myśl, że mogłoby być w nim coś toksycznego.

I powiedz mi, Dziadku, co ja mam teraz zrobić? Zostać tu, odkładać pieniądze, zacisnąć zęby? Czy spierdalać gdzie pieprz rośnie?

Listopad zaczęty w iście pięknym stylu. Z zapuchniętymi oczami i bolącym z nerwów sercem. Znów przegrałam. A tak bardzo chciałam, żeby było dobrze.


"Ledwo pamiętamy
Kim lub czym byliśmy
Nim nastała ta cenna chwila.
Wybieramy bycie tu i teraz.
Wytrzymaj i zostań
Wewnątrz tej świętej rzeczywistości,
Tego świętego przeżycia
Wybierając bycie tu.

To ciało. To ciało które trzyma mnie.
Bądź dla mnie przypomnieniem, 
Że nie jestem w nim sam
To ciało. To ciało które trzyma mnie.
Czując się wiecznym
Cały ten ból to iluzja"

36 komentarzy:

  1. Nie wiem co mogę napisać... Czy w ogóle ma prawo pisać i cokolwiek... "radzić"? ... Ale masz narzeczonego, możecie razem wspólnie już poszukać mieszkania, prawda? Przecież on pracuje, Ty dziennie też coś tam wspominałaś i jesteś dorosła, pisałaś w poprzedniej notce o marzeniach itp... A tu taki post...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż...widzę, że ani dla ciebie, ani dla mnie listopad nie okazał się łaskawy. Jego początek. Ale...mimo wszystko, nadal tak uważam, trzeba iść do przodu ze wszystkim. Właśnie może zaciskać pięści i się starać. Bo przecież nic innego nie zostaje. Może walczyć o szczęście, bo cholera, kto jak kto, ale ty na szczęście zasługujesz, jeśli ma tu być w ogóle mowa o jakimś zasługiwaniu.
    I wiesz, miękkie serce to nie przekleństwo tak naprawdę. To tylko się tak wydaje ale przecież...ostatecznie, chodzi o miłość i dobro, jakie ona sprowadza. Nawet jeśli za to obrywamy nieraz. Nawet, jeśli potem wijemy się w bólu. Bo ostatecznie, umierając, będziesz mogła sobie powiedzieć, że byłaś fair. Choć...nieraz może to nie było fair w stosunku do ciebie. Tak po prostu.
    I cóż, mogę tylko poprosić, żebyś krzywdy sobie nie robiła. Świat starczy. Ty sama nie musisz. Nie powinnaś, nie zasługujesz. Tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak wracam do domu na weekendy, to przez jeden dzień cieszę się, że wróciłam, drugiego zaczynają mnie już wkurzać ich zachowania... jednak mija tydzień, nadchodzi kolejny weekend... i znów przyjeżdżam... cóż za naiwne przyzwyczajenie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Eh, intrygujące, nie wiedziałem, że można tak zapomnieć pisać komentarzy. Przeczytałem całość, wychwyciłem co mogłem i nadal siedzi mi pustka w głowie. Może pewnie też, że nie lubię tego wczorajszego święta, ale nie z powodu jakiejś straty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam wrażenie, że listopad wszystkich przygnębia...

    OdpowiedzUsuń
  6. I to bardzo ważne umieć cieszyć się z drobiazgów.
    Ja byłam weekend wcześniej na grobach bo nie lubię takich tłumów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest mi tak cholernie przykro po przeczytaniu Twoich słów, że nawet nie potrafię skleić logicznie jednego zdania.
    Przytulam Cię mocno i przesyłam pozytywne myśli. Wierzę, że już niedługo wyjdzie słonko na Twoim prywatnym niebie.
    Zasługujesz na to jak nikt inny!
    :*

    OdpowiedzUsuń
  8. wiesz jako osoba żyjąca z palaczem powiem Ci, że palenie da rzucić się całkiem. choć pewnie siedzi gdzieś głosik w głowie i szepcze Ci ,, chodź do mnie ". tak jako palacza mam na myśli mojego tatę, nie pali już od ponad dwudziestu lat, a robił to przez całe życie. więc i Tobie się uda , wierze w to i trzymam za to kciuki.

    tak bardzo bym chciała by listopad już minął. święto zmarłych. zawsze płakałam za moją pra babcią i pra dziadkiem. a teraz i za dziadkiem, który odszedł na dzień przed moimi urodzinami. kurcze no :/. i ... cholerny listopad :/.

    ale wiesz, zapraszam do siebie. na kawę. usiądziemy w ogrodzie na słoneczku ubrane w krótki rękawek i nawzajem będziemy przeklinać ten miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
  9. Żeby tak bliscy zmarli dawali nam odpowiedzi na nurtujące nas pytania.. A może to robią - w postaci różnych znaków.. tylko my tego nie dostrzegamy..
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Serce mi pęka jak to czytam. Tak bardzo chciałabym Cię teraz przytulić :*
    Listopad zaczyna się z bolącą duszą i roztrzaskanymi emocjami. Dla mnie może jest bardziej łaskawy, choć wczorajszy dzień był dla mnie ważny, ale nie dlatego, że wszystkich świętych, że nostalgia, przemyślenia, wspomnienia, nie. A dlatego, że to 1-szy, jak każdego miesiąca, który mówi mi, ile mam swoją miłość u boku i przypomina, że ona tego nie pamięta. Zaczynam zastanawiać się czy ma to w ogóle jakąś przyszłość. Listopad więc jest passe. Kochanie, zbyt dobre serducho nie jest Twoim przekleństwem, dostajesz czasem za to po tyłku i wtedy masz to za szkodę, ale to najpiękniejsze co możesz mieć, mimo wszystko. Kiedyś, gdy spotkacie się z Dziadkiem gdzieś w przestworzach, powie Ci, że jest z Ciebie dumny, że jest dumny z tej dobroci, którą w sobie nosisz. Bo temu światu tego właśnie brakuje, tych wrażliwych serduch, które przez te braki muszą czasem cierpieć. Ale później zobaczysz, że warto było :*
    A cierpliwości trudno się nauczyć. Nie mogę dać Ci rady jak to zrobić, bo ja się jej nie musiałam uczyć, miałam ją odkąd pamiętam, teraz muszę "tylko" nad nią pracować. Ale warto próbować, bo co jak co, cierpliwość jest nam potrzebna. Bez niej można więcej stracić niż osiągnąć. I tak strasznie odczuwa się jej brak, kiedy jest nam źle, kiedy jesteśmy w kropce, martwym punkcie, nie wiemy co robić. Najlepiej byłoby uciec, gdzie pieprz rośnie, ale dokąd, ale za co? Czasem więc dobrze jest przetrwać, bo przeczekaniem nie można tego nazwać. I Ty przetrwasz, bo jesteś silna, bo jesteś dobra, mimo, że brakuje Ci cierpliwości. Ale wiesz... kiedy już się uda, kiedy przejdziesz tę walkę, kiedy przetrwasz i będziesz mogła odetchnąć z ulgą, powiedzieć "nareszcie", zobaczysz, że to właśnie była cierpliwość, której nie mogłaś w sobie odnaleźć.
    Pogadamy wieczorem? :*

    OdpowiedzUsuń
  11. i teraz wiem dlaczego ja tak wszystko biorę do siebie, za bardzo :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzę, że czytelnicy podzielili sie na dwa obozy : tych, którzy po przeczytaniu tej notki napisali baaaaardzo długi komentarz, oraz tych, którzy nie potrafią w tej chwili napisać czegokolwiek konkretniejszego. Nie wiem, czy mam prawo Ci radzić, dlatego nie będę tego robić. Jedyne, co chcę napisać to : "porzuć negatywne myśli " .

    OdpowiedzUsuń
  13. Cokolwiek postanowisz, jest ktoś, kto Cię w tym wesprze. Życzę Ci tej cierpliwości, której tak Ci brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przyjdzie dzień, w którym zrealizujesz swój plan i zmienisz wszystko. Każdy ma swój przełom na drodze, a nawet kilka. Żyj i wyglądaj go. Ale nie biernie. Planuj, podejmuj decyzje i kto powiedział, że cierpliwie? Do zmian trzeba chwili, spontanicznego pomysłu, którego Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że w każdym domu jest coś toksycznego. Mój też skrywa tajemnicę, o której nie mogę powiedzieć absolutnie nikomu. Przytulam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Co ci mogę napisać...nie znam się na życiu,ale powiem ci,że miękkie serce czy też wrażliwe (lepsze określenie) wcale nie jest przekleństwem.Wiele razy dostaje się po tyłku,ale jednak czasem się przydaje.Też się uczę cierpliwości żeby wszystkiego nie chcieć już.Wierzę,że wkrótce twój Dziadek ci pomoże.Bo wierzę,że on gdzieś jest widzi twoje problemy i bardzo bardzo chce ci pomóc. Nie wiem czy jakoś ci pomogłam.Życzę ci za to powodzenia.Wierzę w ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  17. pamiętam ja kiedyś czytałam u Ciebie (parę miesięcy temu) post o Twoim dziadku. to tak na marginesie. ;) chodzi mi głównie o to, że osoby pozostają przy nas dopóki mamy ich w swoim sercu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mój tata nie pali od prawie 15 lat. I na początku też mu się zdarzyło skusić. A teraz nawet o tym nie myśli pewnie, bo mu sam zapach przeszkadza. Początki zawsze są trudne, prawda? :)
    Sama chciałam się wyprowadzić, gdzieś się to zawiesiło aktualnie, więc wiem, że wbrew pozorom to nie jest takie proste.
    Listopad zaczął się piękną pogodą, ale też melancholią. Tulę mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Szczerze mówiąc, moim zdaniem, nie warto tęsknic za tymi, którzy odchodzą, gdziekolwiek odchodzą, bo jeśli są w naszych sercach - to znaczy, że nie odeszli. Śmierć jest względniejsza, niż nam się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kurcze, gdzie nie wejdę tam przeczytam smutny wpis ;(
    27? Hm... kojarzy mi się z kolei z Tatą..

    OdpowiedzUsuń
  21. Wiesz... czasem lepiej jest zacisnąć zęby i poczekać. Jeżeli tylko się da, jeżeli to na naszą miarę. Jeżeli to opłaci się finansowo, warto. Bo i przez ten czas może psychicznie czegoś się nauczymy, chociażby dystansu do problemów. Ja tak naprawdę zaczęłam się go uczyć, kiedy zrozumiałam, że teraz nie mam gdzie uciekać. A nocą przychodzą do mnie wizje, w których jestem daleko stąd...
    Tulę, Asiku. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  22. Stojąc nad grobem dziadka bywa, że mam żal- tylu rzeczy mi nie powiedziałeś, i nie powiesz, tyle tajemnic tego świata zabrałeś i tak mnie zostawiłeś głupią i naiwną... naiwną bo wierzę,że kiedyś mi to wszystko powie. I Tobie też.

    OdpowiedzUsuń
  23. Widać, że tęsknisz za dziadkiem. Dobrze, że miałaś takiego swojego anioła :) I masz. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. u mnie na szczęście oboje dziadkowie i babcie żyją . ale cioci , wujów czy pradziadków brakuje..

    OdpowiedzUsuń
  25. Asik ;* a ja wiem,że Dziadek wskaże Ci tą dobrą drogę po której będziesz kroczyć do szczęścia tylko musisz uzbroić się w cierpliwość....poszukaj jej....ona czeka niedaleko, tuż za rogiem...musisz się tylko dobrze rozejrzeć ;*
    ściskam Cię Kochana bardzo mocno!

    OdpowiedzUsuń
  26. Takie dni przywołują wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  27. hm.. ciężko jest radzić sobie samemu.. ciężko dźwigać ciężar.. ale może podziel się tym z narzeczonym? Może poszukaj innego wyjścia?
    Ciężko coś radzić, trzeba chyba samemu sobie dopomóż.. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. W takich chwilach właśnie najbardziej brakuje nam naszych bliskich, którzy odeszli. Pozdrawiam i trzymam kciuki, żeby wszystko pomyślnie się ułożyło.

    OdpowiedzUsuń
  29. Każdy z nas ma w głębi serca jest rozdarty, ja wiele razy przechodziłam takie stany i wiem, że to jest ciężkie... mam nadzieję, że sytuacja się ustabilizuje, choć dokładnie nie jestem w nią wtajemniczona...

    OdpowiedzUsuń
  30. Mieć dobre serce to coś złego? Na pewno nie :)

    OdpowiedzUsuń
  31. wydaje mi się, że papieros raz na jakiś czas to nic złego o ile nie po jednym nie ma się od razu ochoty na kolejnego.
    kurcze, ja za dzieciaka lubiłam święto zmarłych, ciepło i światło świeczek, miałam wrażenie że szczęśliwe (no, dzieckiem byłam!) dusze unoszą się w powietrzu
    Tak w ogóle zawsze jak piszesz o Dziadku, Aniele Stróżu, to ciarki mnie przechodzą

    OdpowiedzUsuń
  32. Z roku na rok, z dnia na dzień, robię się coraz bardziej niecierpliwa, coraz częściej i łatwiej się denerwuję, coraz bardziej się wszystkim przejmuję, nawet tym, co mnie w ogóle nie dotyczy. I też sama nie wiem, co mam robić ze swoim życiem...
    A co do zniczy, to ja najbardziej lubię te, których jest najmniej na cmentarzach: niebieskie, zielone, fioletowe, o. W tym roku zauważyłam, że modne są takie... hm, nie wiem, jak je nazwać, ale takie, które zmieniają kolor w zależności pod jakim kątem się na nie patrzy, np. tu są różowe, tu złote albo fioletowe.

    OdpowiedzUsuń
  33. Oj.. cierpliwości bardzo trudno się nauczyć. Ale warto się starać. Patrz uważnie na znaki Dziadka, na pewno jeszcze nie raz Cię wspomoże zza swiatów ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. z cierpliwoscia jest ciezko pdoobno czesto sie ja nabywa jak sie ma wlasne dzieci ale poki co trzeba szukac innych sposobow by ta umiejetnosc posiadac ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo ciepło piszesz o dziadku... Szkoda, że ja o swoim tak nie potrafię...
    Nie wiem co się stało kochana, ale zmartwiłam się.
    W razie czegoś, pamiętaj - jestem "obok". :*

    OdpowiedzUsuń