W pewne sierpniowe popołudnie wybrałam się na spacer z Iwoną. Gdy machała mi z daleka na przywitanie, uśmiechnęłam się szeroko na widok jej niemałego już brzucha. W końcu zaczął jej się wtedy szósty miesiąc. Od dwóch miesięcy była już mężatką, a ja cieszyłam się, że ostatecznie jakoś jej się te życie poukładało. Bo przecież wiedziałam dobrze, że bywało różnie - razem przecież dorastałyśmy i przeżywałyśmy szkolne rozterki.
Siedziałyśmy naprzeciwko siebie w ulubionej knajpie. Ona z wiadomych względów popijała soczek, ja piwo. Kiedyś byłyśmy do siebie bardzo podobne, pamiętam nawet, jak w gimnazjum nosiłyśmy takie same sweterki i słuchałyśmy takich samych, smętnych piosenek o nieszczęśliwej miłości. Teraz jesteśmy skrajnymi przeciwieństwami pod wieloma względami. Łączy nas jednak wciąż jedno, od lat to samo. A jest tym śmiech. Kiedy zaczynamy się śmiać, nikt wokół nie musi wiedzieć o co chodzi, czasem nawet i my same nie mamy pojęcia, z czego się śmiejemy. Ale po prostu, będąc obok siebie zawsze ocieramy łzy ze śmiechu.
Gdy Iwona opowiadała o domu, mężu i swojej ciąży, cieszyłam się jej szczęściem, ale dobrze wiedziałam, że to wszystko dopiero przeze mną. Czasem trochę jej zazdrościłam, ale przecież doskonale zdawałam sobie sprawę, że i na mnie przyjdzie odpowiedni czas, że wcale nie ma sensu, bym się spieszyła, bo choć czuję się dostatecznie dojrzała psychicznie na te sprawy, to jednak dobrze wiem, że potrzebuję jeszcze czasu na te wszystkie moje szaleństwa. Na te wszystkie szaleństwa, na które nie pozwalałam sobie dawniej, zgrywając poukładaną i porządną nastolatkę. Długo będę jeszcze totalnym roztrzepańcem, o ile nawet nie pozostanę nim do końca. Próbowałam to w sobie stłumić, ale pewnego dnia uznałam to za swój atut i polubiłam to w sobie. Bo w tych moich szaleństwach, nawet nie o bunt już chodzi, nawet nie o robienie komuś na złość, udawanie kogoś innego, czy udowadnianie czegoś na siłę. Chodzi przede wszystkim o bycie sobą właśnie i pokazanie tej dziecięcej jeszcze tak bardzo czasem radości, w której tkwi jednak pewna dojrzałość wynikająca z mojego wieku. Bo piętnastu lat już przecież nie mam.
Kiedy z kolei ja opowiadałam Iwonie o ostatnich wyjazdach na koncerty i o świeżych jeszcze wtedy woodstockowych szaleństwach, o tym, że wracałam do obozu cała ubłocona, zmarnowana, potargana i szczęśliwa z tego, że zaniesiono mnie na fali pod samą scenę, ta krzywiła się pod nosem. Zawsze twierdziła, że słucham wariackiej muzyki. I że świr trochę jestem. No bo w sumie jestem.
- Aśka, jesteś roztrzepana, jak byłaś. Ale to jest właśnie chyba takie no... "twoje" - powiedziała mi wtedy.
I tak siedziałyśmy sobie wtedy, rozdrapując nawet czasem pewne rany i wspomnienia, o których wiemy tylko my. Blizny, o których nigdy nikomu nie powiedziałyśmy. Kiedy zrobiło się dość ponuro, zapytałam ją w końcu:
- To kiedy ty właściwie masz termin? 22, czy 23 listopada?
- Aleś wybiegła, dziewczyno! - zaśmiała się. - 13 listopada... Ale uważaj, jak mi wywróżyłaś i mi się opóźni!
Sama nie wiem, dlaczego przyszła mi do głowy taka data. Może dlatego, że 22 listopada to dokładnie pół roku po moich urodzinach, a 23 to pół roku po imieninach Iwony. Ma je dokładnie dzień po moich urodzinach. I jakoś tak sentymentalnie mnie naszło, że może akurat wtedy. Czysty przypadek, nic więcej, a jednak uśmiechałam się pod nosem.
* * *
Im bliżej było 13 listopada, tym bardziej, mimo przykrych wydarzeń moje myśli wybiegały w stronę Iwony. Tym bardziej, że widziałam się z nią trzy dni przed terminem, kiedy już z "kwadratowym" brzuchem mimo wszystko śmiało kursowała na mieście. Mówiła wtedy, że zadzwoni, że da mi znać.
Nie dzwoniła, a ja się martwiłam, bo nie chciałam jednak zawracać jej głowy. Nie miałam przecież pojęcia, czy to "już", czy jeszcze będzie trzeba trochę poczekać. Gdy po paru dniach zadzwoniłam do jej Bratowej dowiedziałam się tylko, że wciąż czekają, że się opóźnia faktycznie. A kiedy wracałam z Krakowa, Iwona napisała mi, że jakoś się trzyma, że czuje się dobrze, ale że próbują wywołać poród, bo przecież już czas najwyższy, a jeśli do wtorku nie urodzi, będzie miała cesarkę.
* * *
W niedzielny wieczór ogarniałam powoli sprawy na uczelnię. Nadszedł czas najwyższy, by na nią wrócić, by nadrobić zaległości i by w końcu spotkać się też z promotorką. Myślałam sobie, że przecież ostatecznie trzeba się pozbierać, że muszę żyć dalej, że mam po co i dla kogo przecież.
I wtedy do mojego pokoju wparowała Mama.
Rozmawiała przez telefon.
- Już, już daję Aśkę! Jezu, jak się cieszę, ale fajnie! No, ale Aśka, Aśka masz, telefon prosto ze szpitala!
Odebrałam od niej telefon. To była bratowa Iwony.
- Asiu, Iwonka urodziła! Dosłownie parę minut temu mały Franek przyszedł na świat, jest cały i zdrowy! - płakała mi do telefonu, z radości rzecz jasna. - Iwona mnie prosiła, jak się zaczęło, że mam cię poinformować jak będzie po wszystkim, że się martwiłaś przecież i cholera no... możemy się cieszyć! Aha i macie wpaść z Patrykiem na kawę, jak już będą z Franiem w domu!
No to jej wywróżyłam, 23 listopada!
Popłakałam się ze szczęścia, siedząc nad tymi cholernymi notatkami, z którymi sobie nie radziłam.
W tym smutnym listopadzie, którego końca tak bardzo wyczekuję, wyczekiwałam chyba jeszcze bardziej na tę jedną, dobrą nowinę. Szczęśliwą wiadomość, pośród tych wszystkich nieszczęść, jakie ostatnio się wydarzały. Czekałam na telefon z wiadomością o cudzych narodzinach, kilka dni po tym, jak dostałam telefon o cudzej śmierci, o cudzym umieraniu, o cudzej chorobie i o cudzych rozstaniach. I płakałam, płakałam ze szczęścia i nadmiaru emocji, odsuwając od siebie powoli notatki, wiedząc dobrze, że przecież już się na nich nie skupię.
Ale może o to właśnie chodziło.
Może właśnie chodziło o to, że w momencie, kiedy powiedziałam łzom stop, one popłynęły, ale z zupełnie innego powodu. Z powodu szczęśliwego. Może właśnie chodziło o to, by przestać czytać smutne cytaty w smutnych książkach, odstawić je na wysoką półkę i zamiast nich sięgnąć po te radosne. Może właśnie chodziło o to, by przestać nucić smutne piosenki, a zacząć śpiewać wesołe. I może właśnie chodziło o to, by łzy spływały po podniesionych w uśmiechu policzkach, a nie tak drżących wciąż, przybierających grymas smutku.
Iwona napisała do mnie jeszcze przed północą.
- Asik, dzisiaj przed dziewiętnastą urodziłam. Mały jest śliczny :)
- Wiem, Skarbie, już wszystko wiem (...) Powiedz mu do uszka, że ruda, roztrzepana ciocia Asia oszalała ze szczęścia.
Jak dobrze, że ten listopad nie był do końca taki zły, mimo, że tych dobrych wydarzeń było bardzo mało, a tych przykrych w nadmiarze, to jednak zawsze będzie się pamiętać, że stało się coś dobrego. I to wydarzenie, że Iwona urodziła, jest takim światełkiem na szczycie tych listopadowych zawirowań. I dobrze, że on już się kończy.
OdpowiedzUsuńA rodzina, pewnie, że masz na nią czas, mimo, że jesteś na nią gotowa. Na każdego przychodzi właściwa pora, zawsze :*
Chociaż powiem Ci szczerze, że wolałabym, by może nawet ten listopad pozostał taki. Zawsze z narodzinami Małego zostanie jakieś takie przykre skojarzenie. Chociaż fakt faktem - jest to takie maleńkie światełko, nadzieja, zupełnie jakby coś mówiło, że ma być lepiej.
UsuńOtóż to :) Na wszystko przyjdzie czas :)
Wiem, że listopad nigdy nie kojarzył się dobrze, a w tym roku to już w ogóle. I to zawsze będzie smutny miesiąc, bo przynosił za dużo smutku, za dużo łez, za dużo bólu i tęsknoty. Ale to nie znaczy, że mamy go nienawidzić (wiesz o co mi chodzi), bo czasem zdarzają się te światełka, jak narodziny Frania czy choćby Nasze spotkanie. I to jest pewnego rodzaju nadzieja, jak ukojenie po tych wszystkich złych rzeczach. Jak miód na obolałe serce.
Usuń:*
Wiem, właśnie wiem. I te chwile ukojenia są zbawienne właśnie i z całych sił za nie Losowi dziękuję :)
Usuń:*
I bardzo dobrze, dobrze jest czasem w ciemności dostrzec ten nawet najmniejszy blask, iskierkę czegoś dobrego :) :*
UsuńPewnie, że dobrze :) To dobry "pierwszy krok" :)
Usuńjasne :)) :*
UsuńJakie my zgodne znów :D :*
UsuńJak zawsze :D :* to aż się nudne robi czasami, tej XD
UsuńJedni się rodzą,drudzy umierają...Życie niestety...A jeśli chodzi o termin to zostałaś prorokiem we własnym domu c: Franciszek bardzo ładne imię.Tak to prawda,że za wszystko przyjdzie czas.Może na ciebie ma przyjść później żebyś była idealnie przygotowana...
OdpowiedzUsuńNo jakoś wyjątkowo trafilam z tym terminem XD
UsuńMoże i tak, kto to wie :) Wszystko przyjdzie z czasem i wtedy też wszystko się okaże.
To gratulacje Ciociu! :* :)
OdpowiedzUsuńOstatecznie, mimo przykrych wydarzeń, świat kręci się dalej i pojawia się nowy człowiek, nowe życie, nowe możliwości, nadzieje. I kiedyś to Ty będziesz informować ludzi, że "to już". Mówi się, że na dzieci nie ma dobrej pory, bo zawsze coś jest jeszcze do zrobienia. Dlatego one same wiedzą kiedy mają się zjawić, wyczekiwane mniej lub bardziej. Jesteś wierząca, więc możesz powiedzieć, że to Bóg, a On przecież wie najlepiej kiedy ma Ci zesłać to Szczęście :) A teraz pozostaje brać to, co przynosi los.
Dzięki :D Chociaż w sumie nie mi się one należą, ale tak - w sumie to się cieszę, że jestem ciocią XD
UsuńBo widzisz dla mnie to tak, jakby to wszystko było takim symbolem jakimś. Że trzeba. Po prostu trzeba iść do przodu, o. Bóg, Siła Wyższa, czy Przeznaczenie - zwał, jak zwał, ale może właśnie coś w tym jest, że los wie, kiedy zesłać taką małą istotkę, choć nieraz, jak mówiłam ostatnio, myślimy zbyt przyziemnie i zbyt ludzko, by pewne sprawy pojąć.
Ale właśnie trzeba się cieszyć tym, co jest :)
No nie da się ukryć, że się cieszysz :D
UsuńBo czasami myślimy, że chcemy coś już teraz, natychmiast, a przecież nie wiemy co się stanie jutro. Mogą się zdarzyć różne rzeczy. I może dopiero jak one miną będzie właściwy czas na dziecko. Może trzeba jeszcze coś przeżyć, dojrzeć w inny sposób.
Pewnie, masz ślub na głowie przecież! :D A to przecież wyjątkowy dzień :)
W końcu zacieszam ^^ I nie paliłam już dwa tygodnie! Nawet nie myślę o ćmikach :) No, może czasami mam na nie kurewską ochotę, ale szybko mija, to ułamki sekund :P
UsuńZnaczy wiesz, jeśli chodzi o ten właściwy czas... to mimo wszystko myślę, że gdyby to miało być teraz, to też mój świat by się nie zawalił. Po prostu by się zmienił, ale nie zawalił :) Bo czuję się na tyle dojrzała, ale fakt faktem - moje dziecko będzie miało roztrzepaną matkę xD
Ano mam :) Mamy! I między innymi dlatego właśnie czas wrócić do rzeczywistości i znów się na tym skupić :)
To super! :D Wychodzi na to, że idzie Ci lepiej ode mnie xD Ale no, mnie nie ciągnie ani nic. A kasę odkładam, a to przecież był mój główny cel :)
UsuńNo jakby teraz Ci się przytrafiło to już ten czas musiałby być właściwym :) Ale wiesz co, ja myślę, że to fajne! Bo być sztywniarą to żadna sztuka, a taką fajną, roztrzepaną mamuśką to już coś :)
No właśnie, bo to przecież raczej przyjemne przygotowania, co? :>
Idzie, jakoś teraz to nie mam sumienia :P Ale Ty też rzucisz, nie martw się :) Właśnie kasa też jest dobrą motywacją...
UsuńNo nie wiem czy wiesz, ale ja muszę zasłużyć na tytuł "zajebistego milfa" XD Jak to kiedys mi Papu wyjebał, że będę za ileś tam lat zajebistym milfem xD to musze teraz tego dopilnować :D No i mamuśką muszę zostać XD I zacząć robić brzuszki, cholera xD
Pewnie, że przyjemne, choć jest też trochę nerwów, ale tylko trochę :)
Bardzo dobrze :) Nie no, nie przejmuję się. Jak patrzę na palącą A. to czuję ulgę, że ja tego nie robię. Nawet nie wiem czemu.
UsuńHahaha to wszystko przed Tobą :D Dobry cel w życiu to podstawa xD
A to nerwy naturalne przy tym, ale właśnie dobrze, że w większości to jednak przyjemność :)
A ja wiem xD Jak ostatnio przeszła obok mnie Marta, bo wróciła z ćmika na zajęciach, to ja do niej wyjebałam: "Boże, to aż tak jebie?! Ja aż tak waliłam? Geez." Dobrze, że ma dystans do siebie xD Ale fakt faktem, jak się nie pali, nawet te 2 tygodnie to dopiero się czuje ten smród.
UsuńOtóż to xD Mam do czego dążyć, to popycha mnie do życia i działań wszelakich xD
Nerwy nerwami, najgorzej, jak przychodzi "wkurw" i walki z rodzicami nieraz :P
A nie, to swoją drogą. Bo podobnym tekstem rzuciłam mojej A. xD Bo faktycznie jebie okrutnie, myślałam, że się porzygam xD
UsuńHahaha to powodzenia, mam nadzieję, że wytrwasz i osiągniesz cel :D
Aaa to już w ogóle, bo przecież ciężko powiedzieć rodzicom żeby się nie wpierdalali :/
Okropnie, w ogóle się tego nie czuje, jak się jara :/
UsuńTez mam taką nadzieję XD Bo cel zacny XD
No ciężko. Przez to chyba też najtrudniej przebrnąć.
Ja czułam, że jebię, ale kurde, nie w takim stopniu xD
UsuńPewnie! :D
No to powodzenia w bojach, siły i cierpliwości :) :*
Gratuluję! ;-)
OdpowiedzUsuńDzięki :D Chociaż w sumie gratulacje to nie do mnie XD
UsuńNo to wykrakałaś ruda roztrzepana ciociu :p
OdpowiedzUsuńSzaleć można zawsze. Kto powiedział, że mając ponad 20, 30, 40... lat nie można szaleć i być sobą?
Może powinnam w lotka grać, czy coś :P
UsuńAno można. Mówi się o tym cały czas niestety. Z tym, że ja uparcie się temu sprzeciwiam ;)
No i się poryczałam!
OdpowiedzUsuńWitaj na świecie Okruszku!! :)
Gratulacje dla Dzielnej Mamy i dla Ciebie świeżo upieczona ciociu :)
Już zazdroszczę Franiowi takiej rewelacyjnej ciotki! :D
Nie mógł lepiej trafić! :*
Cieszę się, że mimo ostatnich przykrych wydarzeń to małe Cudo, namalowało szczery uśmiech na Twojej twarzy! :*
Ty to jednak jesteś rykawa większa niż ja nawet :D :*
UsuńA gratulację przekażę, ba, myślę że nawet pokazę jej ten wpis :)
Ej, bo wpadnę w samozachwyt XD :*
No bo nie da się nie uśmiechać jednak, nie w takiej chwili :) :*
Francio:D teraz widzę powraca moda na staropolskie imiona :) można rzec melancholijnie, że najpierw była śmierć a teraz są narodziny....
OdpowiedzUsuńPowraca moda... Trochę się martwię, że taki Marcin, czy Łukasz to będą "dziwne" imiona w kolejnym pokoleniu :P Właśnie zauważyłam, że jest teraz wysyp Franciszków i Marysi :P
Usuńalbo stefanów :D
UsuńA o Stefanach to nie wiedziałam :D
Usuńjak do nas przychodzą ludzie dzieci zapisywac na kursy językowe to co trzeci jest stefan albo władek albo zbigniew xd
Usuńnie nazwałabym tak swojego synka, ale niech Franek bęzie okazem zdrowia bo to najważniejsze w życiu :) .
OdpowiedzUsuńtak, listopad to niezbyt miły miesiąc, prawda? ale już niedługo się kończy, jeszcze parę dni i koniec. trzeba żyć dalej.
Ano imię to już wyłącznie wola rodziców :) Otóż to, oby był zdrowy, nic ważniejszego :)
UsuńPrawda, przykra prawda. Kończy się, a z nim odchodzi pewien etap. Przyszedł, narobił bałaganu, a teraz odchodzi...
Ehh aleś wywróżyła :) Dobrze,że mały zdrowy i cały, ja żałuję,że nie mam w swoim otoczeniu nikogo takiego, ale może i dobrze? Niby się trzymam ale jak w październiku zobaczyłam test ciążowy na jakimś blogu albo przeczytałam coś o ciąży to potrafiłam się popłakać.
OdpowiedzUsuńAle masz rację, na każdego przyjdzie czas i pora. A ja wiem dzięki temu, że mam wspaniałego faceta i że to nie będzie wpadka, tylko wyczekane maleństwo, wypełnienie naszego małżeństwa :)
Uważaj, mam dar krakania, czy coś :P
UsuńOtóż to, najważniejsze, że zdrowy. A ja nie mogę się doczekać, aż go zobaczę.
Na każdego przyjdzie pora. I taka myśl właśnie powinna dawać Ci sporo nadziei i zapewne daje przecież, bo chyba się nie mylę, co? :)
Daje :) Sierpien - poczatek litopada okres byl okropny a teraz czuje sie lepiej. Wyszlam z malego dolka i zupelnie inaczej wszystko widze :) choc... od wczoraj ciut dziwnie sie dobrze czuje wiec nie chce sie nakrecac :p
UsuńCóż, no, najważniejsze, że jest lepiej :)
UsuńLepiej... jest cudownie :) choc szkoda, ze dla tak wielu osob listopad mimo wszystko jest okropny...
UsuńNapisałaś Anji to, o czym ja sama pomyślałam, czytając posta. Nowy człowiek na świecie, szczęście dla tych, którzy dziecko poczęli, wywrócenie się świata do gory nogami - pozytywne, szczęście dla cioć, dla wszystkich... ale jednak dla Ciebie, dla nas ten listopad będzie taki, jaki jest - mimo najszczerszych chęci. Niech ten Franuś będzie tym Twoim słonkiem w głowie, oczkiem, który przywróci wiarę w ten pierdzielony miesiąc, różnorodny, pod względem szczęścia i nieszczęścia. Bo tak musi być... Trzymaj się kochana ciotko!! :D
OdpowiedzUsuńWiary w ten miesiąc nic mi chyba już nie wróci... Chociaż nie - nigdy nie mówię nigdy :) Ale właśnie cieszę się, że Mały jest taką iskiereczką, światełkiem... nie mogę się doczekać, aż go zobaczę :)
UsuńZawsze może się odmienić i tego Ci życzę z całego serca :* Będziesz najlepszą ciotką :D
UsuńDzięki Skarbie :*
UsuńWiem XD
Będziesz Frania na koncerty zabierała!
UsuńW każdym człowieku przez całe życie powinna być jakaś szczypta szaleństwa, bo jeśli jej brakuje, to się robi nudnym i zgorzkniałym :(
OdpowiedzUsuńNie odpisałaś mi na maila, ale dobrze, że tu pochwaliłaś się, kiedy masz urodziny, to sobie zapiszę ♥ W nowym kalendarzu na 2015 rok, jak go w końcu nabędę! Na razie pamiętam ^^
Moja znajoma ze studiów urodziła w lutym i też wybrali z mężem imię "Franek" :P Rzucił mi się w oczy gdzieś wyżej komentarz o wracającej modzie na staropolskie imiona i chyba coś w tym jest. Moda na staropolskie imiona, a jednocześnie moda na takie nowe, ale wymyślniejsze, mniej popularne.
Wiesz... z listopadem już nic nie zrobimy, ale jednak dobrze, że nie jest dla Ciebie taki tylko naładowany negatywną energią. Wiadomo, że od razu nie zrobi się taki neutralny, ale choć trochę do tego podskoczył. :)
Na szczęście mi to chyba jeszcze nie grozi, czasem mam w sobie szaleństwa aż za dużo, tak mi się wydaje XD
UsuńDżiiiz, ja Cię przepraszam, tak się zajebałam z tymi mailami, że szok. Ale widzisz - telepatia zadziałała ^^ I i tak wiesz, kiedy mam urodziny :) A zapisz sobie, pewnie :*
Też właśnie zauważyłam to... i jak też już gdzieś mówiłam, jest wysyp Franciszków i Marii :P Ale cóż, może w koncu "Joanna" będzie mniej pospolita XD
Ano wiadomo... ale tak jak mówisz, jest te światełko w ciemnym tunelu.
No to dobrze, bo przynajmniej wesoło z Tobą będzie na starość XD
UsuńNie szkodzi, właściwie nic takiego ważnego tam nie napisałam. Chyba ;)
Nie wiem, czy moje imię (Magdalena) nie jest bardziej popularne niż Twoje :P Jak było nas 9 osób na seminarium, to była m.in. jedna Magda i 3 Magdaleny. Ratunku :( Ale jakiś czas temu dwie moje znajome, nieznające się nawzajem nazwały córeczki Nadia. Jak mi się to imię nie podoba, ugh! :(
Ha, miałabyś niezłe zadatki na czarownicę, jakby cię podszkolić, ładnie datę wywróżyłaś! :D Ale tak poważnie już całkiem- cieszę się niezmiernie, że wszystko poszło dobrze. Tak sobie właśnie przypominam tą Twoją ekscytację w związku z tym, że ten dzieciaczek miał przyjść na świat.
OdpowiedzUsuńI....może nie powinnam, ale narodziny, może właśnie w tym listopadzie, też są cholernie symboliczne. życie toczy się dalej. Narodziny, trwanie, śmierć...zaklęty, dla nas często niezrozumiały, ale piękny krąg. Tak samo jak łzy rozpaczy i łzy szczęścia, które przenikają się w życiu.
No kurdę, cieszę się. Jutro wzniosę za te narodziny toast!
A jeszcze zabawniejsze jest to, że ja wiedziałam, że Ty to powiesz XD Nie wiem czemu, ale byłam pewna, że napiszesz, że miałabym zadatki na czarownicę :D Cholera, ja w ogóle często coś przeczuwam, szczególnie, jak o daty chodzi. I to nawet jest w pewnym sensie zabawne, ale tak całkiem na poważnie - czasem mnie to ogromnie zastanawia.
UsuńWiem. Wiem, że są symboliczne. I w ogólnym kontekście i tak dla nas, czy dla mnie, bardziej w kontekscie ostatnich wydarzeń... Pamiętam, jak sama Iwona mi się żaliła, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży: "szkoda tylko, że taki brzydki miesiąc, że ten listopad..." Coś mnie wtedy też w sercu tknęło, ale mówiłam wtedy, że to nie ma znaczenia, że to nic przecież...
Aj Kochana :) I ja wzniosę toast. I za te narodziny i za Was (bo za Was też dawno nie piłam XD)
Przychodzisz do mnie na kurs tarota, serio :D Zresztą, to widać. Każdy z nas ma w sobie coś co można wydobyć, ale u niektórych to jest...bardziej.Większy potencjał, może i ty taki masz:) Kwestia, w co człowiek chce się "bawić". Bo czasem lepiej zostawić jak jest:)
UsuńNo dokładnie o to mi chodziło. Sam kontekst ale i ogólnie przecież. Nawet...w stosunku do pory roku właśnie..niby brzydka. Ale i w niej jest życie, choć wydaje się, że powinna być tylko śmierć...
To jutro pijemy razem telepatycznie?:D
Hahaha :D A kto to wie, co drzemie w człowieku, może coś w tym jest, ja w takich kwestiach nigdy nie mówię "nie" :) Ale faktycznie, pewne sprawy dobrze zostawić tak, jak jest :) Choć z drugiej strony znając moją ciekawość, może nawet chciałabym się "pobawić" w to, ale to może kiedyś :D
UsuńAno jest, taka mała iskierka ciepła i to jest cholernie ważne.
Pewnie, że tak :D
Nie wiesz póki nie spróbujesz, ale kwestia czy się chce po prost próbować, a jak nie teraz, to może kiedyś:) Bo to jest kwestia czego potrzebujesz sama, czy masz jakieś "ciągoty", w co chcesz się zagłębiać i tyle:) Jak dusza niespokojna i się do pewnych rzeczy rwie to warto, ale tak...nieraz gra niewarta świeczki, jak mam być szczera. Bo pewne rzeczy to nie jest łatwy chleb jak to się mówi. Bo właśnie nie zawsze to tylko zabawa. Ale...wchodzimy tu na grząski grunt :D
UsuńBo już przy iskierce można się ogrzać:)
Tylko nie załatw sobie znowu kaca :D
Może kiedyś, otóż to - widzisz, wszystko przyjdzie z czasem :) We mnie jest bardzo dużo ciekawości generalnie, może też czasem nieostrożnej. Ale tak, jak mówisz, tu wchodzimy na grząski grunt :P
UsuńOtóż to :)
Nie zamierzam, cholera :D A nie wiem czy nie wylądujemy dzisiaj w Poznaniu tak w ogóle ;)
Ciekawość ponoć nigdy ostrożna nie jest ale....bez niej stalibyśmy w miejscu całkiem bez sensu :D
UsuńO proszę. To możecie dać znać w razie czego, bo najpierw idę z Kaśką na 19 na spektakl, ale potem idziemy do baru z Werą, Lipą, Robsonem, no ludźmi co byli na roku z Wojtkiem i Kordianem. Taki wypad mały może się zrobi więc jak byście gdzieś byli w okolicach Starego, to możecie dać znać po prostu jeśli chcecie:)
Byłoby nudno, i w ogóle :D
UsuńTo jakbyśmy mieli plan zapuścić się w te rejony, to dam znać :D W sumie byłoby fajnie ^^ Chociaż z tego co pisał Małpa to mają zamiar dzisiaj być w ciężkim stanie XD Ale znając ich odpały to nigdy nie wiadomo, co im do głowy przyjdzie :D
powiem Ci,że ja też tak oszalałam czekając na mojego bratanka w szpitalu 16 września. radość nie miała końca także wiem co czujesz :* :)))) gratulacje wróżko!! :*:*
OdpowiedzUsuńZatem rozumiesz mnie :) Dzięki, choć w sumie nie mi te gratulacje się należą :D
Usuń:*
świetny blog ! obserwuję !
OdpowiedzUsuńDzięki ;)
UsuńRadość z narodzin jest wielka. A uważam, że każdy ma swój czas i nadejdzie w Twoim życiu taki moment, że też zapragniesz być matką, zechcesz stworzyć dom, wychowywać dzieci. :)
OdpowiedzUsuńJasne, że tak. Ale wiesz, właśnie o tym mówiłam też, że gdyby to stało się teraz, to nie zawaliłby mi się świat - czuję się dostatecznie dojrzała psychicznie na to i czasem nawet mi się zamarzy.
UsuńNo tak, a ja coraz bardziej łapię się na tym, że chciałabym mieć takie małe dziecko. Ale w obecnej sytuacji, kiedy studiuję i nie mam finansów jest to niestety nie możliwe.
UsuńWiadomo, wszystko trzeba dopasować do sytuacji ;) Albo może niekoniecznie trzeba - w każdym razie, tak jest łatwiej i bezpieczniej :)
UsuńNo wiadomo tak jest bardziej stabilnie ;)
UsuńTo wiem kogo prosić o szczęśliwe liczby w totka;)
OdpowiedzUsuńFranek-jakie to piękne imię:)
A taka kolej rzeczy, zachodzi słońce, ale i zawsze wschodzi... Śmierć i życie. Krąg idealny.
Cholera, chyba sama powinnam zacząć grać xD
UsuńTeż mi się podoba, ale tylko w odmianie męskiej :)
Krąg idealny - otoż to.
Aż się uśmiechnęłam :) Pamiętasz, jak jeszcze niedawno pisałam Ci, że coś czuje, że jeszcze nie wróciłaś do siebie? Przyznałaś mi rację i teraz chyba też mi przyznasz rację, że już pomału wracasz :)
OdpowiedzUsuńAno wracam, ale bardzo powolutku. Małymi kroczkami. Po prostu z pewnymi sprawami nie dam rady się ot tak pogodzić, jeśli rozumiesz, o co mi chodzi. Jeśli było się z kimś dużo bliżej - jest cholernie trudno nieraz. Tak, jak teraz - normalnie chwyciłabym telefon i wysłała Indiemu sms'a, że zostałam ciocią. Bo wiedział, jak się z tego cieszę. I nawet miewam takie odruchy "a, napiszę!", "a, zadzwonię!"... I wtedy zderzenia z rzeczywistością, te ułamki sekund są okropnie trudne.
UsuńMożesz wysłać smsa do mnie jeśli chcesz :*
UsuńSpoko :D :)
UsuńNo ale kurcze, wiesz o co mi chodzi, prawda?
Oczywiście, że wiem. To znaczy... domyślam się, bo ja nigdy nic takiego (jeszcze) nie przeżyłam. Ale to chyba spotka chociaż raz każdego z nas... Takie życie, ludzie przychodzą i odchodzą...
UsuńPo burzy zawsze wychodzi słońce :) Ładnie się to u Ciebie potoczyło: śmierć i narodziny zaraz potem, bardzo symbolicznie.
OdpowiedzUsuńU mnie to poszło trochę inaczej, bo żadnego życia w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale też przecież nikt mi z mojej materialnej rzeczywistości nie zginął. Jak na razie upadają kolejne mury... i dobrze mi patrzeć na te zakończenia, bo pewne sprawy już rozpaczliwie wymagają nowego początku.
Otóż to... Chociaż nie wiem, czy "ładnie" to dobre określenie po prostu. Ale symbolicznie, jak najbardziej.
UsuńI wiesz co... to po prostu też dobrze docenić, że z tej rzeczywistości nic nie zginęło. Małymi kroczkami do przodu, a będzie dobrze wszystko.
Ładny okrąg, w tym sensie. Często wyobrażam sobie życie pod postacią okręgu.
UsuńTak, pośpiech nigdy niczemu nie służy.
Wszystko ma swój czas...
OdpowiedzUsuńOtóż to..
UsuńGdy rodzi się dziecko jedyne o czym możemy myśleć to szczęście, a wszystko co przygnębiające staje się tak strasznie nie ważne. Gratuluję ciotka :)
OdpowiedzUsuńNawet ja się popłakałam :) ale wywróżyłaś Frankowi datę na pojawienie się na świecie ;) i dzięki niemu już co roku listopad będzie troszkę lepszy :)
OdpowiedzUsuńNo hej imienniczko! ;) Widzisz jednak wywróżyłaś jej ten termin! Niby przypadek, ale to chyba jednak coś w sobie ma ;) Cieszę, się z Twojego szczęścia, w sumie ze szczęścia koleżanki ;)
OdpowiedzUsuńTeż miałam taką, z którą mogłam pogadać, śmiać się, ale zmieniła się i to bardzo, teraz już o mnie nie pamięta, jedynie czasem pogadamy, ale nie ma już o czym, jeszcze niedawno miałyśmy o czym powspominać teraz już nie...
Aż się wzruszyłam.
OdpowiedzUsuńZasłużyłaś na szczęście, bo jesteś dobrym człowiekiem, bo się starasz żyć i wyjmujesz z ludzi to, co w nich najlepsze (wyjmujesz to nie najodpowiedniejsze słowo, bo kojarzy się z jakąś transfuzją albo przeszczepem, ale w tej chwili nie umiem wymyślić innego, mam nadzieję, że wiesz, że chodzi mi o to, że zauważasz zalety i ich się kurczowo trzymasz). Po za tym bycie sobą to coś wspaniałego, masz rację, że masz czas, że powinnaś się bawić, bo kiedy, jak nie teraz.
Franek - bardzo ładne imię :)
Piękna historia.. życiem pisana..
OdpowiedzUsuńJa też tak czasami mam, że coś palnę, a potem znajduje to odzwierciedlenie w rzeczywistości..
W sumie zabawny fakt, większość jednak ludzi uważa małe dzieci za strasznie brzydkie co innego młode innego gatunku xD
OdpowiedzUsuńGratulacje dla mamusi i cioci Asi. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńnarodziny to wielki CUD i radość! tak sobie wspominałam swój poród czytając Asiu Twoją opowieść:)
OdpowiedzUsuńściskam :*
Ludovico w wersji,którą udostępniłaś jest niesamowity :)
OdpowiedzUsuń`Cooperwoolf`