czwartek, 13 listopada 2014

Kruki, znaki i list.

Nie byłam pewna, czy dam radę. Ale jakimś dziwnym trafem udaje mi się. Tak samo, jak myślałam, że nie będę już w stanie słuchać motywu z Władcy Pierścieni wykonywanego przez śliczną Lindsey, którą kiedyś podesłał mi Kordian, a tym bardziej oglądać teledysku. Tego samego utworu, który słuchałam tamtej feralnej, środowej jeszcze nocy, wtedy uśmiechając się od ucha do ucha. Powolutku. Małymi kroczkami. Dam radę.



Sobotni poranek. Obudziłam się z zapuchniętymi oczami. Wstałam i czując, jak znów szklą mi się oczy, zaczęłam zbierać chusteczki porozrzucane po całym pokoju. Podniosłam też szklankę po drinku, którego tata przyniósł mi dzień wcześniej, żebym się uspokoiła i przestała płakać. Nie, nie byłam pijana. Choć tak cholernie mam ochotę się upić, to jakoś na razie nie mam okazji. Wypiłam jednego, słabego drinka i zasnęłam, uśpiona łzami. Piątkowy wieczór. Tak, piątkowy wieczór to był kryzys. W piątkowy wieczór gapiłam się w jego zdjęcie i dławiłam się łzami.

Jeść, Asiu, musisz jeść! - odezwał się głos w mojej głowie. Podreptałam więc do kuchni. Coś wypadałoby w siebie wmusić, choćby z rozsądku. Tata zaparzył mi kawę, a ja siedziałam przy stole w kuchni, gapiąc się przez okno na brzydkie jak mops podwórko. Cóż, uroki mieszkania w starej kamienicy.

I nagle na wysokim, szarym budynku tuż za moim oknem przysiadł kruk. Pierwszy raz kruk. Wcześniej lądowały na tym dachu tylko sroki. Sroki, które tak wkurzały mnie o piątej nad ranem w soboty.
- Kruk to chyba mój ulubiony ptak. Jest taki... tajemniczy. Chyba najbardziej lubię malować kruki - powiedział mi parę lat temu jeden z moich kolegów na zajęciach z malarstwa.
Tym razem do głowy przyszła mi inna myśl.
"Moje prawdziwe imię, które znam od wieków, od wcieleń poprzednich, imię czarnego ptaszyska powinno być we mnie, w moim ogrodzie. Kruk, symbol mnie, mój totem. Zwierzę szamanów, ten który stale chce wiedzieć i widzieć, łącznik z zaświatami, przewodnik umarłych...umarłych?"

To ty? Cholera, to naprawdę ty?
Poczułam, jak coś szturcha mnie w ramię. A raczej ktoś. Podskoczyłam, wyrwana z objęć własnych myśli. Mój tata, który próbował wmówić mi, bym coś zjadła.  
Nie mogę jeść, nie mogę jeść, nie mogę jeść.

***

W niedzielne popołudnie miałam wybrać się z rodzicami do Poznania. Nie miałam ochoty na żaden wyjazd, na żadne sztuczne uśmiechy na kawie u rodziny, a tym bardziej na chodzenie po sklepach. Przecież ja nienawidzę zakupów. Ale przecież obiecałam, że pojadę.
Wyszłam z domu, spacerowałam po pustych ulicach, a nad Wartą unosiła się mgła. Raz za razem moje płuca wypełniał papierosowy dym. Dym, którego dawno nie czuły, albo po prostu czuły rzadko. Teraz znów katowałam je nim, bez żadnych uczuć. Raz za razem. Czasem aż zabolało, czasem zaczynałam kaszleć.
- Asik, weź, on by tego nie chciał - odezwał się jeden głos w mojej głowie.
- Wiem.
- Wiesz, że by cię ochrzanił.
- Wiem.
- Więc dlaczego to robisz? Dlaczego palisz? 
- Bo mnie nie ochrzani. Nie żyje.
Nie żyje, nie żyje, nie żyje.
Buch za buchem, katujcie się płuca. Mam was w dupie. 
Pierdolona egoistka.

Wieczorem chciałam wysłać sms'a do Anji. Kiedy chciałam wybrać kontakt, znów wyskoczył mi jego numer w najczęściej wybieranych.
Jak, kurwa?! Przecież skasowałam go w piątkowym amoku, skasowałam, usunęłam, żeby więcej się nie pojawiał.
A on znów wyskoczył. Ale nie zapisany już jako "Kordian", tylko po prostu, sam numer.
- To znak, że on nad tobą czuwa Skarbie. I znalazł sposób, żeby ci to powiedzieć. - powiedziała mi Anja tego samego dnia.

***

- Asiulku, nie doszukujesz się czasem jakichś znaków? Za bardzo może aż? - zapytała mnie Anja, kiedy rozmawiałyśmy przez telefon, a ja mówiłam jej, że zdarzają się małe cuda wokół mnie. 
Sama nie wiem, może za bardzo.

Huśtawka, za huśtawką. Łzy i uśmiech na zmianę. Zgrywanie silnej. Jak długo dam jeszcze radę?
I znowu ćmik.
Ćmik za ćmikiem.
Ćmik od ćmika.
Boją płuca, oj bolą.

***

Wczoraj spotkałam się z Fridą. Miałam wpaść do niej na piwo i odebrać list od Indiego. Ale źle się poczułam. Rano zrobiło mi się na uczelni słabo. Doigrałam się fajkami i niejedzeniem. Ostatkiem rozsądku pomyślałam sobie, że piwo jednak nie wchodzi w grę, że po prostu spotkamy się pod poznańską Areną, ja zdążę ją wyściskać, pogratulować obronionego tuż przed chwilą tytułu magistra, zapalimy sobie, ja odbiorę co moje i będę biegła na pociąg.
Przesiedziałyśmy na ławce dwie i pół godziny. Jedna nadawała przez drugą. O różnych sprawach. Nieraz po policzku płynęły łzy, ale... ze śmiechu. Tak, tak, śmiałyśmy się do łez opowiadając sobie o różnych przypałach. Nie tylko przypałach Indiego, choć wszyscy wiedzą, że te trzymały się go, jak mało kogo. No bo kto nie pamięta jego opowieści o publicznych striptizach, albo paradowaniu w sukience przez Poznań w ramach przegranego zakładu?
- Frida to bitna dziewczyna, tak jak ty, musisz ją poznać, polubicie się! - napisał mi kiedyś w mailu Kordian.

Szkoda tylko, że poznałyśmy się w takich okolicznościach.

I polubiłam ją. Polubiłam ją od pierwszego, tak cholernie sympatycznego uśmiechu, jaki mi posłała. Uśmiechu mimo tego bólu, jaki musi czuć. Przecież to ona znała go od lat. I straciła przyjaciela. Wspaniałego przyjaciela. Po raz kolejny zresztą.

I na pewno wypiję z nią jeszcze nieraz. I za nią. I za tych wszystkich, którzy cierpią bardziej, niż ja, czy Wy. O nich też trzeba pamiętać. O nich nawet trzeba pamiętać najbardziej. Mam dziwny dar do wyczuwania ludzi, choć i miękkie serce przez które ci ludzie mnie tak ranią nieraz. 

Gdy odbierałam list, coś ukłuło mnie w środku.
To nie tak miało być - pomyślałam. - Nie miałam tego odbierać.
- Ale tak właśnie jest Skarbie - odezwał się znów głos w mojej głowie - Tak właśnie jest i do tego trzeba się przyzwyczaić.

***

Wytrzymałam. Nie otworzyłam listu w pociągu, choć przyglądałam się mu przez dłuższą chwilę. Jadąc do domu czułam się cholernie senna. Zawsze tak reaguję na nadmiar emocji. A tego dnia czułam ich wiele, jakby nie było.
Wparowałam do domu. Ledwo odsznurowałam glany, rzuciłam torbę i pobiegłam do pokoju. Śmiałam się z siebie, gdy wyciągałam z torebki paczkę chusteczek. Czułam, że będą mi potrzebne. Niecierpliwie rozklejałam kopertę, choć ostrożnie, żeby nie uszkodzić listu.

"Cześć, Rudy Roztrzepańcu ty mój!"

Nie wiem, jak głośno ryknęłam płaczem, ale łzy popłynęły po policzkach momentalnie. Literki rozmazywały się, musiałam czasem odrywać wzrok od jego słów i pomrugać kilka razy, by móc czytać dalej.
I tak po prostu zaczęłam robić się spokojna. Z każdym słowem, z każdym wersem.

"Po prostu oddychaj, spokojnie oddychaj. Zawsze pamiętaj, żeby oddychać."

Więc zaczęłam  powolutku wciągać i wypuszczać powietrze. I nie mogłam wziąć głębokiego oddechu. Cholerne ćmiki - pomyślałam. 
Nie zdążyliśmy spotkać się na piwie nad Rusałką. Cały czas obwiniałam o to siebie, bo taki mam charakter. Ale Kordian wziął i tym razem winę na siebie. "Odkładałem, odkładałem i myślałem, że wystarczy mi czasu." I cholera jasna, nie starczyło. Dwa obwiniacze, trafił swój na swego - zaśmiałam się w myślach.
O zmarłych nie trzeba się martwić, zmarli mają się dobrze - pisał w pożegnalnym liście do nas wszystkich. Dodał, że ja powinnam to najlepiej wiedzieć. Bo wiem. Mój Dziadek wciąż żyje. Mam go przecież w sercu. Zmarli nie odchodzą, dopóki o nich pamiętamy, dopóki o nich dobrze myślimy i dopóki chcemy, by byli obok.
Ja chcę.
"Jesteś jedną z niewielu osób, o które się nie martwię aż tak (...) Ma ci kto ogrzać łapki i nosek zasmarkany wytrzeć. Masz Jego i dzięki temu jestem o ciebie spokojny. (...) I nic się nie martw Skarbie. Ty sobie poradzisz w życiu. Będziesz miała piękne życie. (...) Wszystko będzie dobrze, Promyczku."

"Wszystko będzie dobrze" - kłamstwo, które powiedziała mu jego mama przed swoją śmiercią. Dobre kłamstwo, które teraz przekazał mi. Spróbuję w nie uwierzyć, obiecuję. Przecież sama ci tak skłamałam dzień przed Twoim odejściem.  - powiedziałam w duchu.

Poczułam tak ogromny spokój i siłę po przeczytaniu listu. I nie czułam już tej pustki. A może po prostu się zatarła, w każdym razie te uczucie na pewno było mniejsze. I jest mniejsze nadal.

"P.S.: (...) Jeśli przez to, że umarłem znów znalazłaś sobie wymówkę, by zapalić ćmika, to ja się na ciebie obrażam. I odpokutować możesz tylko nie paląc."

Śmiałam się jak głupia. Trzy paczki fajek poszły z dymem. I jeszcze Fridę zdążyłam z kilku ożydzić. No to mam najtrudniejszą pokutę ever! Ktoś tu przejął pałeczkę w obiecaniu niepalenia...

Dzięki, że byłeś. Dzięki, że jesteś. 
Bo napisałeś, że będziesz nadal, jeśli tylko zechcę. 
Jak mogłabym nie chcieć?

Dopisek: 
Jak część z Was już wie, od przyszłej środy będę w Krakowie i okolicach na parę dni. Dokładnie wyjaśnię w kolejnym poście, ale zapytać mogę już teraz w sumie: może ktoś z okolic miałby ochotę napić się tego wina? :)
 

144 komentarze:

  1. Siedzę właśnie na przystanku pełnym ludzi, akurat przeczytałam notkę i ryczę jak wół..
    Nie wiem co mam napisać aż.. wiem, że Ci cholernie ciężko, ale trzymaj się... zrób to dla Niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, wszyscy płaczą XD
      Trzymam się Skarbie, jak mogę :*

      Usuń
  2. Ja nie umiem napisać nic mądrego...ryczę...znowu ryczę.
    Przytulam mocno, najmocniej jak potrafię. Tyle mogę.
    Byłaś dla Niego ważna, jesteś nadal!
    Rąbnij te fajki w kąt dla Niego.
    Dasz radę w końcu kto jak nie Ty!
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      No rąbnęłam już, rąbnęłam :)
      Teraz to nawet nie mogę pomyśleć o ćmiku, bo mam wyrzuty sumienia :P
      Skubany wiedział, jak do mnie trafić.

      Usuń
  3. I się nachlejemy razem i fajki rzucimy, o! :)
    No i jeszcze raz - cieszę się, że list zadziałał tak samo jak u mnie. Bo kurczę, to tak cholernie pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już wczoraj nie paliłam :D I jestem z siebie dumna ^^ W ogóle mam taki kaszel tej O.o Serio pokutuję.
      Pomaga, pomaga. Tylko martwilam się o Ciebie wiesz? Jak była ta... druga reakcja. Wiesz o czym mówię zresztą.

      Usuń
    2. To super, gratuluję! Też jestem dumna! :D Oj, wiem o co chodzi z tym kaszlem :/ Chociaż mnie tak męczył, bo paliłam więcej niż zwykle. A teraz zostały mi dwie fajki, które pewnie dzisiaj spalę. I już więcej nie kupuję. Pewnie jak mnie ktoś poczęstuje to czasem zapalę xD Ale stwierdziłam, że kasę, którą wydałabym na fajki będę wrzucać do skarbonki, o.
      Ojej, niepotrzebnie. Już przecież doszłyśmy do tego, co to było :D

      Usuń
    3. Dziękówa :D Idę jak burza :D
      I już dopaliłaś i już nie kupuj, o :) A ze skarbonką to świetny pomysł ^^
      No dobrze już, dobrze.

      Usuń
  4. Zaraz pół Internetów zacznie się ze mnie śmiać, ale nie ma przypadków. Ten kruk u Ciebie, znak w telefonie - to nie jest przypadek. Nie wiem, jak, nie wiem, nic na ten temat, ale wiem, że takie rzeczy się dzieją. Przecież trzeba uporządkować swoje życie, jak nie za życia, to po jego zakończeniu. Kiedyś trzeba. Myślę, że Kordian nie chciałby, żebyś ryczała, wierzył w Ciebie i w Twoją siłę, dlatego nie powinnaś płakać.
    Z tymi fajkami rozumiem, trzeba jakoś pozbyć się parcia, wypluć te zatrute emocje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam kolejny raz już na spokojnie bez łez i myślę dokładnie tak samo!
      To nie był przypadek!!
      Mieliście się spotkać, zależało Mu na tym, nie zdążyliście, zrobił to teraz!
      Jestem o tym przekonana!
      Wierzę bardzo w takie rzeczy jak znaki.

      Usuń
    2. Different ja też wierzę w znaki widzisz, opisałam to nawet i póki co internety się ze mnie nie śmieją. Przynajmniej na razie XD
      Nie chciałby, ale cholera, jak tu nie ryczeć? Chociaż teraz to się już nawet jakoś trzymam. Tylko mam kaszel jak stąd do Wadowic XD Cóż, pokuta musi być XD

      Moniczko, cóż, napisał mi, że ma nadzieję, że się spotkamy w kolejnym życiu. A taka wiara pomaga po prostu.

      Usuń
  5. Kurczę, nie wiem co napisać bo uważam,że to takie mega Twoje i osobiste... Rozumiem,że przezywasz i jedyne co mogę powiedzieć to to,że ja nie wierzę w takie przypadki przypadki. Wierzę,że te znaki coś znaczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja również wierzę. Tak samo, jak mocno wierzę w sny, a też mi się przyśnił jakieś dwa dni po śmierci.

      Usuń
    2. Och w sny i ja bardzo wierzę, nie we wszystkie ale mam takie co się spełniają. Z resztą... Ja nie mam wujka, ukochanego wuja, który był drugim tatą wręcz. I jeśli coś się dzieje takiego albo ma stać to on mi się zawsze przyśni albo komuś z rodziny. Zawsze.

      Usuń
    3. Dobrze rozumiem, bo ja tak mam z moim Dziadkiem właśnie. Oni zawsze wiedzą po prostu.

      Usuń
    4. Choć mi spełniają się też i inne sny. Takie niby zwyczajne ale coś w nich jest.

      Usuń
    5. Widzisz, a mi się właśnie ostatnio bardzo rzadko coś śni.

      Usuń
    6. A mi nie... I jeszcze właśnie jeden sen pogorszył sprawę ;/

      Usuń
    7. Tak... Bo wiem,że się spełni bo miałam 3 podobne wcześniej i każdy, każdy się spełnił. Teraz modlę się,że jak ten ma się spełnić to chociaż by nie spełniał się w pełni... A wiem,że się spełni. Tylko to kwestia czasu...

      Usuń
    8. A może to też się jakoś zakorzeniło w Twojej podświadomości? Wiesz, kiedy za mocno w coś uwierzymy to to też się często spełnia. A łatwiej nam wierzyć w złe rzeczy, niestety.

      Usuń
    9. Nie, to jest po prostu sen, jeden z tych przepowiedni i niestety zazwyczaj są one złe, ostrzegające... Pojawił się nagle i nie mogę o nim zapomnieć. Ale nie wierzę,że miałby się spełnić bo ja tak sobie myślę... Musiałabym "dopomóc" temu. A nie zamierzam.

      Usuń
    10. Najważniejsze, że się przeciwstawiasz temu. Bo najtrudniej chyba właśnie zmienić kierunek myślenia po takich snach, szczególnie, jak człowiek zacznie się bać.

      Usuń
    11. Ciężko, ja staram się myśleć, rozgryźć to, że może to nie był do końca jakiś tragiczny omen...

      Usuń
    12. Mimo wszystko trzeba być dobrej myśli po prostu.

      Usuń
  6. Ja po prostu napiszę "Trzymaj się Asik". Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Kordiana poznałam przez swojego bloga, właściwie to on mnie znalazł, jak się okazało, czytał mnie przez rok, zanim zostawił po sobie jakiś ślad. Znaliśmy się około 1,5 roku, w trakcie ja usunęłam swojego bloga, on założył swojego. Niestety nie zdążyliśmy się spotkać, choć miałam już bilety na 11 listopada, miałam go odwiedzić... Ciebie czytam już od jakiegoś czasu - to on mi polecił twoje zapiski. I jakoś teraz dopiero mam odwagę, żeby coś u ciebie napisać. :)
    Mnie też zostawił list, czeka na mnie, aż przyjadę do domu ze stancji. Jestem ciekawa, co tam zawarł, bo jedno jest pewne - bez niego jest cholernie ciężko. Ale to wiemy wszyscy. I cóż, chyba lubił nadawać ludziom jakieś ksywki, do mnie zwracał się per "Elfie" :).
    Trzymaj się, Kordian zostawił nam wszystkim coś dobrego. Chciałby, żebyśmy byli silni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ten Kordian... ciężko było się z nim "zgadać". Cholera jedna. A jeszcze dzień przed śmiercią miałam do niego wpaść w okienku i też nie wypaliło, bo była ta kłótnia z Sisi, o której opowiadał. To odpuściłam i napisałam mu później, że nam to się chyba nie uda spotkać. Odpisał, że mamy jeszcze dużo czasu...
      Mam nadzieję, że i dla Ciebie ten list będzie takim... lekarstwem po prostu. Że pomoże. A wydaje mi się, że pomoże, bo on doskonale wiedział, jak się za to zabrać.
      Zgadza się, lubił nadawać ksywki i za każdym razem były jakieś takie... trafne, no :)
      Dziękuję za dobre słowo. Również się trzymaj :*

      Usuń
  8. Alez nie tylko napijemy się wina, ale, Kordianie, zapalimy dla Ciebie świeczki, żebys wiedział, że wciąż pamiętamy!

    A co do ćmików, to miał nosa Skubany, wiedział jak Cię podejść Skarbie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już za tydzień, wiesz? ^^ Módl się, żebym przestała kaszleć, bo zaraz płuca wypluję -.-

      Wiedział XD Bo jakby napisał: "Asiu, rzuć" to i tak bym popalała. A tak mnie zjedzą wyrzuty sumienia po prostu.

      Usuń
    2. Modlę się! Kordianie, no pomóż!

      No a tak, to bardzo nie masz wyjścia zbytnio, bo wystawiać się na gniew Kordiana, tam wysoko? XD

      Usuń
    3. Będziesz się śmiać, tej XD

      Nie, nie chce żeby mnie straszył w nocy. I tak miał tendencje do przenoszenia ludzi z miejsca na miejsce, jak lunatykował XD

      Usuń
    4. Już się z nas śmieje, Skubany! XD

      Jak za życia ludzi przenosił, to co teraz wymyśli - będzie cię straszył! Choć napisał, że raczej ma zamiar się śnić tylko w dobrych snach, to, mimo wszystko XD

      Usuń
    5. A ja już kaszlę mniej :P

      Wolę nie myśleć, bym miała się obudzić pod stołem w kuchni z jednym wielkim WTF XD

      Usuń
  9. Cudna ta piosenka! A film uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że cudna, byle czego przecież Wam tu nie polecę XD

      Usuń
  10. Mi jak jarałam cierpiętne papierosy trzęsła się ręka, bo wiedziałam, że Kordian nie byłby zadowolony i kurcze dałam z tym na luz jeśli tak można powiedzieć. Nie mogę palić i myśleć o nim.
    On tak bardzo by nie chciał byśmy płakały... Znając Jego czułe serce pewnie obwiniałby się o to i okrutnie się z tym czuł. Trzeba zebrać się do kupy i zacząć wnosić do świata, to co on chciał wnosić. Choć on miał w sobie takie wielkie pokłady miłości, że wszyscy tu razem chyba nie mamy jej tyle... Ale próbować trzeba. Bo patrząc na Jego przykład widzę, że warto... Pamięć o Jego czułości zostanie na zawsze.

    Przytulam mocno!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się trzęsła ręka, jak sięgałam po paczkę z półki u mamy w sklepie zaraz po telefonie od Fridy. Ja się cieszę, że mi jakoś tak no... pomógł z tym. Bo ja mu się wiele razy żaliłam, że mam problem z rzuceniem, że nie wiem jak... A on mi wtedy właśnie na swoim przykładzie powiedział, że najlepiej obiecać zmarłemu. Pamiętam, że wtedy mówiłam mu, że wolę już palić, niż rzucać w ten sposób.
      Nie chciał Skarbie, ale wszyscy wiemy, że się nie da. Przy najmniej na razie. Ja troszkę już ochłonęłam, ale Ty dopiero co się dowiedziałaś praktycznie. I też nie miej wyrzutów o te łzy, dobrze? Bo jeśli one mają być oczyszczające, to to są jak najbardziej dobre łzy.

      Również przytulam :*

      Usuń
  11. Oooo, jakie piękne wykonanie! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to Lindsey, to musi być piękne XD

      Usuń
  12. Ja ja jaaaa! :D
    A nie, sorki, ja na Zachodzie mieszkam :p
    A teraz nie masz wyjścia - musisz rzucić te fajki, dla Niego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Zachodzie? :>
      Nawet jakoś mi to wychodzi ;)

      Usuń
    2. Kraków jest na wschodzie, a ja z drugiej strony niestety. Ale jak będziesz na Dzikim Zachodzie to zapraszam ;)
      No no, nie pal, palenie szkodzi płucom itp :p

      Usuń
    3. Ale ja też z Zachodu, dokładnie spod Poznania :D
      Wiem, wiem, wiem ;)

      Usuń
  13. rzucaj to cholerstwo w najciemniejszy kąt-zrób to dla Niego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grzeczny Rudy Roztrzepaniec :)

      Usuń
    2. I wypluwający płuca :P Ładna mi pokuta...

      Usuń
    3. pokaszlesz,pokaszlesz ale potem będziesz zdrowsza i ładniejsza...wiesz,że papierosy niszczą urodę ?

      Usuń
    4. Wiem. Choć bardziej martwiłam się o zdrowie właśnie, bo na nim odbiło się najbardziej swego czasu.

      Usuń
  14. Jechałam tramwajem, weszłam na blog Kordiana i zobaczyłam nowy wpis u Ciebie, oczywiście oczy już wypełnione łzami, jak doczytałam do momentu ze striptizem to pojawił się śmiech przez łzy, ale jak przeczytałam "Cześć, Rudy Roztrzepańcu ty mój!" to już nie dałam rady, resztę zostawiłam do dokończenia w domu.
    A ja przez Niego oblałam piątkowe kolokwium! ;) Dobrze, że przeczytanie listu dało Ci jakąś ulgę. Teraz już tylko zostało Wam wypić wino i Kordian będzie zadowolony :). Aaa i te Twoje fajki - rzuć je w cholerę, nie pozwól, żeby takie fajki były silniejsze od Ciebie! Jak będziesz miała ochotę zapalić powiedz sobie NIE moje kochane, nie tym razem - obietnica! Trzymam za Ciebie kciuki :).



    i.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie właśnie maluję uśmiech przez przypominanie sobie tych jego przypałów. Bo chyba to jest jakiś sposób, wiesz? Sposób żeby się uśmiechnąć. Bo myślę, że najlepiej właśnie będzie pamiętać go takim z jednej strony czułym, a z drugiej strony roztrzepanym i szalonym. I niech będzie ten śmiech, choćby przez łzy. On przecież bardziej ucieszyłby się z naszego uśmiechu, a nie z łez.
      No popatrz! Ja za to w piątek dostałam wolne od szefa, jak mu się poryczałam do słuchawki, to dopiero poruta XD Dokładnie, teraz już tylko wino. :)
      Rzucam, rzucam. Już raz mi się udalo, nie paliłam dwa miesiące i zajarałam na Woodstocku. I od tamtego czasu to jakoś sobie tak... szło. Popalałam po jednym, po dwa, jak ktoś poczęstował. A po jego śmierci to kopciłam jak smok...
      A rzucić mi się uda na pewno, teraz mnie zjedzą wyrzuty sumienia. :P

      Usuń
    2. To jest jakiś sposób, ale z drugiej strony, pomyśleć sobie, że już nie będzie nowych przypałów to robi się smutno. Ale już chyba nie powinnyśmy tego rozpamiętywać w taki sposób, a tylko z uśmiechem na twarzy, że mogłyśmy spotkać w życiu takiego człowieka jak On :).
      Hmm... A kolos, chwilę przed tym jak się dowiedziałam miałam zamiar zacząć coś ogarniać, ale po tej wiadomości, nie byłam w stanie, a w piątek oprócz zapuchniętych oczu niewiele więcej widziałam. Mam nadzieję, że na poprawie Kordian jakoś się postara i mi pomoże! ;)
      A rzucić, teraz już na pewno rzucisz ;). Wczoraj miałam taaak pechowy dzień, ale z każdym pechowym wydarzeniem (a było ich naprawdę wyjątkowo dużo), przypominałam sobie jak Kordian mówił, że wszystko co dzieje się w życiu jest po coś, więc przyjmowałam to z 'pokorą' i bardziej się z tego wszystkiego śmiałam niż denerwowałam ;). Kiedyś chyba byłoby inaczej. Więc Twoje pożegnanie z fajkami to tylko kwestia czasu :).



      i.

      Usuń
    3. Robi się smutno i to nieuniknione. I może nie powinniśmy, faktycznie, ale mamy do tego prawo tak naprawdę. Bo to normalne. Jasne, że każdy by chciał posłuchać o kolejnych jego przypałach, tych zupełnie nowych. Ale teraz czas pogodzić się z tym, co jest po prostu. I dokładnie - cieszyć się. :)
      Jasne, że pomoże! To mu chyba najlepiej wychodziło, pomaganie innym. I czuję właśnie, że nawet teraz robi tyle dobrego dla nas.
      No widzisz :) Po prostu te jego "słowa" stały się dla nas pewną nauką, którą teraz możemy wdrażać śmiało w życie.

      Usuń
  15. "Czasami nie zwracasz zbyt wielkiej uwagi na rzeczy, których nie spodziewasz się zobaczyć". A jak zobaczysz, to doszukujesz się dziury w całym, choć najzwyczajniej w świecie jej tam nie ma. Ale równie dobrze - może tam jednak być, bo to nigdy nic nie wiadomo... A po post scriptum widać, jak Kordian dobrze Cię znał. Mimo wszystko :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A poza tym, to zapomniełam, ale Lindsey jest taka urocza ♥ Ale ja ją bardziej kocham za piosenkę "Shatter Me" z Lzzy Hale, bo Lzzy też jest świetna (i jej zespół - Halestorm). Jak nie znasz, to poznaj :)

      Usuń
    2. Coś być może, a coś być nie musi... dokładnie. Wiesz, ja chyba od śmierci Dziadka mam tak, że doszukuję się pewnych znaków. I może tę liczbę 27 też sobie ubzdurałam jakoś... Ale najważniejsze jest to, że te znaki przywołują dobre myśli wiesz? Myśli, że się nie jest samym.
      Znam, znam. Lindsey to akurat tak mnie zaraził, że słuchałam jej na okrągło :D a potem katowałam nią Patryka XD

      Usuń
    3. Wiem, rozumiem, bo to tak... raźniej się chyba od tego robi :)
      No i dobrze! Dobrze, że uczysz go słuchania dobrej muzyki :D

      Usuń
    4. Otóż to ;)
      On mnie też nauczył słuchać dobrej muzyki :D Jemu akurat nie podskoczę w tym temacie :D

      Usuń
  16. Bo zmarli zawsze są z nami, ja wierzę, że ich dusze na zawsze zostają na ziemi. A pamiętając o nich, nie ma szans, żeby ta dusza nas opuściła. A Kordian jest wszędzie, gdzie tylko zechce być, choćby te znaki :), a w Twoim sercu zostanie już na zawsze. I zawsze będzie nad Tobą czuwał, zupełnie tak, jak Dziadek :*
    A te fajki to Ty musisz rzucić w cholerę, teraz już nie masz wyjścia (i całe szczęście!) :P bo jak tego nie zrobisz, to On Cię będzie ochrzaniał w snach, zobaczysz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja bym wolała jednak, żeby jego dusza była w miejscu, gdzie będzie mogła być po prostu spokojna. Myślę nawet, że ziemia to już nie jest dla niego najlepsze miejsce. Ale widzisz, nasze serca już tak. I tego się może trzymajmy, zresztą tak, jak sam prosił :)
      Pewnie się we dwójkę nabijają tam ze mnie ;)
      No nie mam wyjścia XD Już, już rzucam, no co mam zrobić :P
      Albo jeszcze zacznie mi robić paranormal activity takie, że się za przeproszeniem zesram XD

      Usuń
    2. A czy na ziemi dusza nie może być spokojna? wiem, że ten typowo ziemski, ludzki świat już nie pasuje do niej, ale chodzi mi o to, że ona nigdy nas nie opuści :) i może właśnie bardziej trafne jest tu serce, a nie ziemia :)
      E tam nabijają... opowiadają zabawne historie :))
      No co zrobisz? Nic nie zrobisz :D haha, o ja Cie, ale to byłby hardkor :D

      Usuń
    3. Wiesz, ja wyznaję taką osobistą "filozofię" o ile można to tak nazwać. Że czyściec mamy tu, na ziemi. Że tego już wystarczy. Że niektórzy zasługują na coś lepszego po prostu. Ale ja się naczytałam ksiażek o reinkarnacji to wiesz :P
      Być może :))
      Taki hardkor, że aż strach myśleć :D

      Usuń
  17. Rzucaj to cholerstwo!
    Umieranie na raka płuc to nic przyjemnego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No już, już rzuciłam, nie bij XD

      Usuń
  18. Myślę, że masz teraz spora motywacje, by rzucić fajki ;-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Eh ten Królik.
    Wiesz... ja się taka spokojna tak na prawdę poczułam zaraz po ponownym przeczytaniu całego jego listu do nas wszystkich. Wiadomo, że smutek bywa silniejszy, ale spokój mimo wszystko wypełnił moją duszę. Niesamowicie mówił o śmierci, a swoim odejściem ukazał mi jej zupełnie inną perspektywę. Jego odejście uświadomiło mi jeszcze bardziej, że to nic innego, jak tylko nieobecność ciała. Z resztą pamiętasz, co Ci pisałam. On jest teraz w trakcie odkrywania swych mocy duchowych. Jeszcze nam nieraz da w kość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo widzisz Skarbie, po prostu potrzebny jest ten czas. Na początku wszystko wydaje się takie nierealne i nie do przeżycia. Ale on łagodzi wszystkie rany. Zawsze zostaną jakieś blizny, ale nie będzie boleć przynajmniej. A na pewno nie będzie boleć aż tak.
      Widzisz, a mnie zawsze tym mówieniem o śmierci wkurzał. I wiedział o tym. Czasem pisał o niej tak, jakby ją prowokował po prostu. I w końcu, bezczelna wzięła go na poważnie...
      Pamiętam, pamiętam :)

      Usuń
    2. Mnie też tym wkurzał. Po prostu dlatego, że nie chcieliśmy w ogóle dopuścić do siebie faktu, że może go zabraknąć. Przecież on był buntownikiem... On często robił na przekór. Przynajmniej takim go zapamiętam po części.

      Usuń
    3. Dokładnie. A on miał po prostu ten taki spokój w sobie, mimo tej miłości do życia, jaką posiadał.

      Usuń
  20. Szkoda, że nie jestem w Krakowie :( niestety nie znałam Kordiana, choć bywałam na jego blogu, przykro że Go już nie ma, ale na pewno jest teraz szczęśliwszy i nie cierpi. Trzymaj się Asik :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj widzisz :( Innym razem :*
      Trzymam się, trzymam :*

      Usuń
  21. Kordian był niesamowitym człowiekiem.. Z każdym przeczytanym zdaniem tylko coraz bardziej utwierdzałam się w swoim przekonaniu.
    No i teraz musisz rzucić palenie, nie masz innego wyjścia :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba większość odnosiła takie wrażenie właśnie :)
      Nie mam wyjścia, bo mnie nawiedzi w nocy i mnie zje :P

      Usuń
  22. Wiesz, myślę, że Kordian po prostu przypomina Tobie o sobie ;))
    Mnie niestety Tata nie daje żadnych znaków, więc...nie czekam już na nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie trzeba czekać. Czasem one pojawiają się właśnie wtedy, gdy w ogóle się ich nie spodziewamy. Albo po prostu nie potrafimy ich dostrzec. W każdym razie... dobrze jest mieć świadomość, że ta osoba wciąż jest przy nas. Bo przecież jest, Twój Tata na pewno też.

      Usuń
    2. Dziękuję za...miłe słowa.
      :*

      Usuń
    3. Nie ma za co Skarbie :)

      Usuń
  23. Nie byłam w stanie skomentować poprzedniej notki, ale myślę, że teraz czuję się bardziej na siłach, by tutaj zostawić swój ślad.
    Co prawda sam Kordian mi kiedyś napisał, że listy to sprawa osobista i osoby trzecie nie powinny niczego komentować... więc napiszę tyle, że doskonale rozumiem tą sytuację ze znakami. Znaki są wszędzie w naszym życiu, trzeba tylko umieć je dostrzegać no i też prawidłowo interpretować. Ja sama w ostatnich dniach wręcz błagałam go, by mi ukazał chociaż jeden taki znak... jakąkolwiek wskazówkę.
    Tak czy siak... myślę, że ten list możesz uznać za moment przełomowy. Wszystko jest po coś, Kordian chyba wiedział, że będziesz potrzebować tych słów skreslonych jego pismem na kartce papieru. A on był człowiekiem, którego słowa mają magiczną moc. Nie jesteś sama i nie będziesz, więc myślę, że tą "pokutę" nie będzie aż tak trudno wprowadzić w życie, bo nie masz czego wypełniać tym paskudnym dymem z papierosów :)
    No, trzymaj się tam :* przytulam Cię mentalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że jesteś :*
      Tylko na te znaki też trzeba uważać. Żeby przypadkiem nie popaść w jakąś paranoję. Ale to tak, jak ze wszystkim chyba, po prostu trzeba podchodzić ostrożnie i jakoś w miarę rozsądnie sobie pewne sprawy tłumaczyć.
      Myślę, że dostaniesz, albo już dostałaś niejeden znak od niego. ;)
      I tak właśnie uznałam ten list. Taki moment przełomowy, choć jeszcze jest trochę ciężko i jest jeszcze ta złość i pojawia się te pytanie: "Dlaczego?" Tylko doszłam do takiego wniosku, że my sobie wiele spraw tłumaczymy zbyt przyziemnie. Jesteśmy mali i nie jesteśmy w stanie pojąć pewnych spraw. Stąd chyba bierze się te cierpienie też...
      Również Cię przytulam (i niebawem odpiszę na maila, tak, pamiętam XD)
      :*

      Usuń
    2. Nie mogłoby mnie nie być, Kochana, moje sercejest jednak silniejsze od ego, więc jestem i wspieram jak mogę :*
      Wiesz, wszystko w nadmiarze szkodzi. Wiadomo, że gdybyśmy przesadzaly z tą interpretacją i dostrzeganiem znaków to najprawdopodobniej balybyśmy się wyjść z domu - bo co, jak zauważymy jakiś znak dotyczący naszej śmierci? Zresztą, my mamy w sobie moc i możemy wiele osiągnąć i bez tych wskazówek - one są tylko darem dla nas od Wszechświata :)
      Hm... wiesz, chyba dostałam kilka, aczkolwiek wymagały one głębszej interpretacji i taki prawdziwy sens dopiero wczoraj zaczęłam dostrzegać tego wszystkiego. Ale Kordian w moim przypadku uwielbiał mnie tak "trenować" - dawał szczyptę informacji, ja doszukiwałam się reszty i gdy zaczęłam mu narzekać, że mógłby coś więcej napisać to ten "Mógłbym, ale w sumie to chciałem, żebyś sama trochę też poszukała xD".. złośliwiec :p
      Właśnie to tłumaczenie wszystkiego to taki nasz trochę "brzydki" zwyczaj. Czasami nawet za dużo chcemy wiedzieć, marnujemy czas, który jest nam dany na jakieś niewytłumaczalne zagadnienia. Moja host w sobotę mi powiedziała, żebym przestała doszukiwać się odpowiedzi na to "Dlaczego?". Że jest to niczym usilne staranie się podzielenia 2014 przez 0. Wiadomo z reguł matematyki, nie da się i tyle. Oczywiście, są pewne definicje, ale po co to nam... lepiej skupic się na tym, że można 2014 podzielić przez 0,000000000000001 i coś wyjdzie. Tego się trzymać.
      Dasz radę, posyłam Ci mnóstwo dobrej energii, bo dzisiaj już troszkę znalazłam w sobie, więc się dzielę :*

      Usuń
    3. I vice versa Skarbie :*
      Ja mam troszeczkę też taką "manię" nadmiernego interpretowania nieraz. Patryk mnie w tym właśnie gasi trochę, bo jest realistą. I kiedy powiedziałam mu o tym numerze telefonu, to powiedział, że na pewno po prostu został gdzieś na karcie sim. Ale jak? Jakim cudem ja się pytam? Jak ja caluśką wyczyściłam...
      Złośliwiec, ale kochany złośliwiec :) Bo nas właśnie tego nauczył, czytania między wierszami. To nie były tylko puste słowa z jego strony, zawsze musiał trochę "zakręcić". Tak, jak z fajkami w liście. A jak ja teraz pokutuję, ojojoj, kaszel nie z tej ziemi. I miała rację. Bo z "Dlaczego?" jest dokładnie tak samo jak z "A gdyby..." Dokładnie ta sama zasada i dokładnie ten sam wniosek - że po prostu nie warto. Bo człowiek się przez to wszystko wykończy.
      Dziękuję Ci Kochana :* I ja ją znalazłam, także również się z Tobą dzielę :*

      Usuń
    4. No to się dobrałyśmy ;D Ale to dobrze, że mamy siebie, zawsze w ten sposób jest chociaż troszeczkę łatwiej ;*
      Cóż, między realistami i ogólnie tymi, co nie wiedzą zawsze będzie jakaś mała "wojna" z tymi, co wierzą ;) Ale my wiemy, że to nie przypadek (w które zresztą nie wierzę), że to sie stało z określonego powodu. Tak samo jak mnie wywalało z jego bloga, gdy wręcz nadmiernie tam wchodziłam. Najpierw na laptopie. Później na telefonie... więc pomyslałam sobie, że okay, ma w końcu swoje 4 lata staruszek to świruje, tym bardziej, że zdarza mu sie to częściej, gdy przeszłam na angielską kartę SIM. I znów próba z laptopem... po pięciu minutach, gdy znów zaczęłam dawać upust łzom, znów mnie wywaliło. A miałam jeszcze otwarte chyba 3-4 karty z innymi blogami i tam wszystko działało bez zarzutu - identycznie na telefonie z Gmailem i Facebookiem. To nie mógł być przypadek.
      Nie, on nigdy nie był taką... "maszyną do mówienia". Nawet, jeżeli czasami "zakręcał" to każde pojedyncze słowo miało swoją moc. To wszystko tłumaczy, czemu ludzie kochali za nim podążać, wdrążać jego rady w życie. Niejeden psycholog czy innego rodzaju terapeuta mógłby się wiele od niego nauczyć.
      Kurcze, wiem jak ten kaszel męczy. Co prawda ja z fajkami nigdy problemów nie miałam, moją nikotyną zawsze był cukier (do którego i w tej sytuacji uciekłam... mimo że wiem, iż nie powinnam), ale pamiętam swojego pierwszego papierosa i ten kaszel... a co dopiero Ty po takiej hurtowej wręcz ilości. Próbowałaś pić coś ciepłago? Ciepłe płyny trochę zawsze łagodzą to wszystko, wiem bo sama zmagam się od tygodni z suchym kaszlem i jak tylko przychodzi taki "atak" to sięgam nawet po ciepłą wodę tylko i to trochę pomaga. Zawsze coś ;)
      Wykończy się, a odpowiedzi i tak nie znajdzie. Więc lepiej nie szukać tego na siłę, tylko odnajdywaćinnego rodzaju wskazówki, malutkie kawałeczki, które koniec końców dadzą upragnioną całość.
      No, z takim zapasem energii to nie ma na nas mocnych - damy radę ;*

      Usuń
    5. I dobrze, tak być powinno :D
      Otoż to. Cóż, ja też nie wierzę w przypadki a na pewno nie do końca. Podobnie jak Ty zresztą. Może nadmiernie pewne rzeczy analizuję, ale cholera, właśnie dobrze mi z tym. Lepiej. Pomaga. I może właśnie dlatego dobrze w to wierzyc.
      Dokładnie... a sam się śmiał, że psycholog przy nim wysiadł kiedyś. W sumie to ja się nie dziwię XD
      Tak, tak... chociaż okazuje się, że ten "kaszel palacza" przeszedł w jakieś ostre przeziębienie i muszę na serio uważać na siebie. Ale już jestem na lekarstwach i syropie na kaszel i ładnie o siebie dbam. Nawet nie pojechalam na uczelnię, a to serio cud, kiedy ja odpuszczam :P
      Otóż to.
      W końcu - nie mamy innego wyjścia :*

      Usuń
  24. Nie znałam Kordiana, ale czytając Wasze posty płaczę jak głupia...

    OdpowiedzUsuń
  25. Fajnie, że tę siłę odnalazłaś - takie było właśnie przeznaczenie Kordiana. Dać ludziom siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie nie sposób było jej nie odnaleźć.

      Usuń
  26. Ja wierzę w te znaki i wierzę w to, że nie trzeba niczego szukać na siłę. Coś lub ktoś zawsze nad nami czuwa - wierzę w to i nigdy nie przestanę.
    Widzisz, byłaś dla Niego jedną z ważniejszych osób i ukazuje Ci to wszystko byś już nie płakała, byś była szczęśliwa i żyła dalej.
    Jejku sama nie dowierzam jak On dobrze Cię znał i jak przewidział Twoją reakcję z fajkami, aż mi się paszcza zaśmiała. No popatrz, nawet po śmierci potrafi być uparty jak... Królik (przed samą śmiercią oznajmiłam mu, iż zamieniam osła ze znanej frazy na królika).
    Dobrze, że jest już lepiej Kochana. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja w to nawet nie wierzę. Ja to po prostu wiem, bo czuję, widzę te znaki odkąd skończyłam osiem lat i kiedy zmarł mój Dziadek.
      Dlatego już nie płaczę, a przynajmniej staram się płakać mniej.
      Skubany, wiedział! Bo jakby mi napisał: "Asiu, ja cię prosze nie pal" to pewnie paliłabym tak, jak ostatnio, czyli ogólnie bym nie paliła, ale jakby ktoś poczęstowal, to tak XD Mam nadzieję, że nie zagmatwałam za bardzo :P
      Widziałam ten Twój komentarz i też się śmiałam, że tak trafnie to ujęłaś...
      Mam nadzieję, że u Ciebie też :*

      Usuń
    2. Fajnie tak wiedzieć, że ktoś tam nad nami czuwa, nie? Nawet jak jesteś sama - to faktycznie nie jesteś. :P
      Połapałam się, spokojnie. :D Zdążył bardzo dobrze Cię poznać, no i Jego charakter też robił swoje. Jak mu się coś nie podobało, to mówił wprost - tak jak powinno być. (nie zliczę ile razy opierniczał mnie za jakieś wyrazy, które go irytowały :P)
      Tak, u mnie też już lepiej. Już nie płaczę, chwilami zrobi mi się smutno, ale oczy pozostają suche.

      Usuń
    3. Jasne, że fajnie, na swój sposób fajnie :)
      To dobrze, bo czasami za mocno zakręcam XD Ja nie zapomnę, jak mnie opierdolił o "Kordka" XD
      Więc cieszy mnie to :*

      Usuń
  27. Nie znałam go, więc nie będę się wypowiadać. Gdybyś uprzedziła to może znalazłabym czas, żeby się spotkać, tym bardziej, że mieszkam niedaleko Krakowa, a tak to ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No uprzedzam przecież XD

      Usuń
    2. Trochę za późno. Mam inne plany. Ale może innym razem się uda.

      Usuń
    3. Ale ja trąbiłam o tym od dawien dawna XD

      Usuń
  28. gdybys nie miała patryka pomyślałabym że Ty i Królik mieliście pretendencje do zostania parą kiedyś tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no gdzie XD
      Co to to nie ;)

      Usuń
    2. no po tych listach czy komentarzach czy postach byłam święcie przekonana że coś jest na rzeczy ;p;p

      Usuń
    3. No cóż, widzę, że niektórzy dopuszczali do siebie myśli, które nawet obok mej głowy by nie przeszły XD

      Usuń
  29. Ja tak sobie myślę... Kordian obiecał swojej mamie, że nigdy nie zapali. Myślę,że chciałby byś Ty obiecała jemu, żeby nie palić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jemu dokładnie o to chodziło właśnie.
      On mi kiedyś opowiadał, jak rzucił palenie, bo ja często pisałam, ze nie mogę sobie poradzić z rzuceniem. I wtedy właśnie mówił mi, że najlepiej obiecać zmarłemu i że wtedy jest najłatwiej, bo ma się motywację. A ja mu powiedziałam, że jak mam wdrażać w życie takie obietnice, to ja juz chyba wolę jarać... Więc wiedział w jaki punkt uderzyć po prostu.

      Usuń
    2. No ale Ty i tak sięgnęłaś po papierosa, więc jak złamałaś to na wstępie to Cię już to motywować nie będzie....
      Co na to wszystko Twój chłopak?

      Usuń
    3. Tylko wiesz... On wiedział, że ja to zrobię. Bo mnie znał na tyle. I dlatego tak zakręcił to w swoim liście, żebym miała wyrzuty sumienia i rzuciła. Wiesz teraz o co mi chodzi?
      A mój chłopak.. Cóż, no wspiera mnie jak może. Sam się bardzo przejął. Mieli pograć razem.

      Usuń
    4. Tak, teraz wiem :) Pomogło? :P
      Też go znał?
      Kurcze. Ja bardziej spodziewałam się, że zazdrosny będzie, bo powiem Ci, że gdybym nie wiedziała, że masz chłopaka to bym pomyślała podobnie jak Kathy Leonia :P Gdybym nie znała Ciebie i Kordiana :P

      Usuń
    5. Jasne, że pomogło :) Teraz nawet nie śmiem ruszyć fajki. On po prostu wiedział, że to jedyny sposób. Bo nie miałam możliwości być przy nim i mu obiecać, tak jak on obiecał swojej mamie.
      Znali się bardziej z opowieści i pozdrowień. Ale cóż, też chcieli się poznać.
      Na szczęście Patryk zdaje sobie sprawę, że zawsze "wolałam chłopców" XD To znaczy trzymać z chłopakami po prostu. Kiedyś był zazdrosny o jednego mojego kumpla, który dziś... jest naszym wspólnym kumplem. Po prostu mu przeszło i zrozumiał, że może mi ufać. :)

      Usuń
    6. Skoro tak, to ja, póki żyję, będę Cię pilnować i opierniczac :P Od tej pory kiedy będzie Ci się chciało palić to będziesz siadać i malować mi obraz :P
      Zaufanie to bardzo wazny element związku, ja prawie zapomniałam, że coś w końcu o Was świadczy fakt, że jesteście zaręczni :P Zapomniałam się, przepraszam :*

      Usuń
    7. Spokojnie, myślę, że nie będziesz miała potrzeby mnie opierniczać :P Bo jak ja sobie coś tak naprawdę mocno w sercu zakorzenię, to takie przyziemne rzeczy, jak właśnie te fajki nie mają już takiej "siły rażenia" jak przedtem.
      Ahahah, bo ja Ci miałam coś narysować, faktycznie XD Jezu, naprawdę nie mam weny, kupiłam sobei w czerwcu blok i olówki i od tamtej pory na moim biurku stoi niedokończony portret Lindsey właśnie.
      Ale nie masz za co przepraszać :* My sami o tym zapominamy czasem XD Bo wiesz, z nas jest taka łajdacka para trochę:) Dziś mieliśmy też tak genialną rozmowę, że będę musiała Wam o tym opowiedzieć XD

      Usuń
    8. No, ale w razie czego wiesz... Możesz się bać xD
      Uuuuu, rozmowę, ale nie kłótnię?

      Usuń
    9. Wolę nie XD
      Nie, nie kłótnię XD Rozmowę podczas której śmiałam się do łez :D

      Usuń
    10. Ooo to ja chcę to poczytać xd

      Usuń
    11. Spoko, muszę odkopać wenę ;) Nieprędko wróci mi pisanie o radosnych rzeczach chyba.

      Usuń
  30. W znaki warto wierzyć, ja w nie wierzę. I wierz w nie.
    Nic innego nie potrafię napisać.

    OdpowiedzUsuń
  31. Asik , napisałam Ci meila. przepraszam, że nie napiszę Ci tutaj nic, ale wybacz nie umiem.


    sprawdź proszę skrzynkę.

    OdpowiedzUsuń
  32. Asik ;* jesteś silną dziewczyną! czuję to :)
    i rzucaj te zakichane papieroski i to szybko!

    OdpowiedzUsuń
  33. Fajnie było mieć takiego przyjaciela a teraz na zawsze pozostanie on w twoim sercu :)
    Jeśli mogę zapytać co mu się stało, czy to taka nagła śmierć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie byłoby go mieć cały czas. Ale trzeba się z tym pogodzić...
      Chorował na serce, w tym roku wyjątkowo się pogorszyło.

      Usuń
  34. wiesz Kordian zawszę będzie w naszych sercach... wierzę, że był w końcu tak dobrze zdążył Cię poznać ;))
    ściskam! :*

    OdpowiedzUsuń
  35. Razem damy radę! Musi ci się udać. Trzymam za ciebie kciuki. :)

    Zapraszam!
    hollyandholly1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  36. Trzeba wierzyć w znaki i trzeba umieć je dostrzegać wokół nas. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie - wierzę i dostrzegam :)

      Usuń
  37. Też dostałam list, doskonale wiem co czujesz.
    Całuję mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Papużko. :*
      Również tulę :*

      Usuń
  38. Na pewno jeszcze się spotkacie...To wielka strata takiego przyjaciela...Nawet nie wiem co napisać...To na pewno nie był przypadek,że ten kruk się tam pojawił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wierzę w przypadki. Wiesz, czasem nie trzeba nawet zastanawiać się, co pisać. Czasami wystarczy po prostu być.

      Usuń
  39. ech niestety nie moje strony buuu :( a Krakow fajnie :))

    OdpowiedzUsuń
  40. Kordian jak to Kordian - postawił na swoim i oduczy Cię tego palenia :)

    OdpowiedzUsuń
  41. nie pal! z szacunku dla siebie, swoich płuc i Kordiana.
    wspaniale,że on daje Ci siłę, był niesamowitym człowiekiem. trzymaj się cieplutko!

    OdpowiedzUsuń