wtorek, 28 października 2014

Przecież ja się dopiero rozkręcam!

Miało być o czymś zupełnie innym, ale chyba trochę za mocno jestem rozwalona własnymi, całkiem pozytywnymi wspomnieniami. Ale może i dobrze się stało, że te wspomnienia mnie dopadły, bo i ta sprawa chodziła mi od dawna po głowie, a jakoś nie mogłam ubrać tego wszystkiego w słowa, by nie było za ponuro, albo za głupkowato. Więc dziś opowiem Wam historię nastolatki. Historię przyprawioną samotnością wymieszaną z czasem totalnym brakiem poczucia konsekwencji. Historię nastolatki, która gdzieś w mojej dwudziestoczteroletniej duszy uwiła sobie wygodne gniazdko i za nic nie chce ustąpić dorosłości mimo, że ta uparcie się z nią przepycha.

Z głośników uchodzą dźwięki ukochanej niegdyś przeze mnie piosenki. Piosenki, której jako pierwszą nauczyłam się grać na gitarze. O ile można nazwać to "grą", bo chwyty do niej są banalne, podobnie, jak mój zapał do gry. Nasze nogi są jak z gumy, jakież to kiedyś było prawdziwe. 


Kiedy miałam trzynaście lat, obiecałam sobie, że będę przykładną i grzeczną córką. I byłam. Przynosiłam do domu świadectwa z paskiem, co niedzielę chodziłam do kościoła, a czasami nawet z moją Iwonką chodziłam na różaniec w październiku. Byłyśmy jak takie dwie poczciwe babuszki, a Iwa nawet popieprzała zimą w berecie moherowym - wierzcie, lub nie, ale był zajebisty! Mam nadzieję, że Franek, który przyjdzie na świat za jakieś piętnaście dni (tak, odliczam!) będzie tak samo zakręcony, jak jego mama, Iwonka. Bo choć byłyśmy grzeczne do granic możliwości, to jednak w jednym byłyśmy (a może jesteśmy i nadal) niepokonane - w śmiechu. Kiedy zaczynałyśmy rżeć na chemii, to nikt nie wiedział z czego. Tylko my. Ja zaciągałam się naśladując kwik zarzynanej świni, a Iwonka chrumkała od czasu do czasu i było uroczo. A powody miałyśmy nieraz tak durne, że dziś aż głupio o tym myśleć. W każdym razie czas gimnazjum wspominam naprawdę nieźle. Cholera, było fajnie, serio. Nie był mi potrzebny do szczęścia facet i nie miałam potrzeby zaglądania na fejsa. Ba, o czym ja mówię. Należałam do ludzi, którzy w gimnazjum dostali swój pierwszy komputer na gwiazdkę. Tak, komputer bez internetu. Wtedy frajdę sprawiało mi pisanie opowiadań w Wordzie i granie w gry z Cyber Mychy. A później? Później rodzice założyli mi internet i... i postanowiłam założyć bloga.

Lat szesnaście. Nadszedł czas liceum. Liceum, które miało być jakąś odskocznią, czymś nowym. A nowość mnie wówczas bardzo przerażała. Nie wiedziałam, co chcę robić w życiu, więc poszłam tam, gdzie szły moja Iwonka i Ika, którą poznałam z gimnazjum - do klasy o profilu biologiczno-chemicznym. Łatwiej było mi się trzymać tego, co już znałam. Nawet nie wyobrażałam sobie rzucić się wtedy w nieznane. 
Z roześmianej dziewczyny stałam się cholernie strachliwa. I coraz częściej chodziłam smutna. Pamiętam, że właśnie wtedy w mojej rodzinie pojawiły się problemy finansowe. Rodzice ledwo wiązali koniec z końcem, ja często chodziłam w trzech sweterkach na zmianę, a to nie budowało we mnie poczucia wartości, gdy patrzyłam, jak dziewczęta w moim wieku się ubierają. I w ogóle... czułam się cholernie brzydka. Pamiętam, że długie włosy ścięłam na krótko, a te w ogóle się nie układały. Wciąż miałam trochę za dużo kilogramów, a na zębach nosiłam aparat, które i tak zawsze pozostaną krzywe. Ale wtedy po prostu chciałam być ładna i ładnie się ubierać, a wiedziałam, że póki co nie mogę sobie na to pozwolić. Żeby było mało, właśnie, gdy byłam w liceum i właśnie w październiku odeszła moja Babcia, na której śmierć patrzyłam przechodząc przez pół roku przez jej pokój. Pamiętam tylko tyle, że to był koszmar, który dodatkowo sprawił, że zamknęłam się w sobie.
I jak to w wieku licealnym, zaczęłam na poważnie oglądać się za chłopcami. Dziwnym trafem - żaden mnie nie chciał. No bo jak miał chcieć smutną dziewczynę "przy kości" z niesforną fryzurą i aparatem na zębach? I jakoś mało miałam kolegów i koleżanek. Z własnej winy. Nie, to nie było tak, że nie byłam fajna. Po prostu nie wychodziłam do ludzi. Moim oknem na świat stał się komputer i blog, w którym poznawałam ludzi. Wspaniałych ludzi. A to był wówczas kolejny, nieświadomy cios, jaki sobie zadawałam, bo przyjaciele, których poznawałam przez bloga byli cholernie daleko. Bądź co bądź, w tamtym czasie pokochałam happysad i Pidżamę Porno właśnie i mogłabym słuchać ich w kółko...

I w końcu nadszedł taki moment, który mnie na swój sposób "wyzwolił" z tego zagnieżdżonego w moim sercu smutku. Pamiętam, jak Mama pozwoliła mi pojechać do Anji, do Krakowa. Miałam wtedy dziewiętnaście lat, złamane serce i wiecznie zapuchnięte oczy.


A tam? Tam wszystko było inne. Spędziłam tam tydzień czasu i poznałam cudownych ludzi. Ludzi, którzy właśnie przez ten tydzień czasu byli moimi przyjaciółmi, których do tej pory mi brakowało. Tak fajnie było po prostu dostać sms'a "Asik, wpadnij dziś z Anją na piwo do Fuksa!" No to szłyśmy na piwo do Fuksa. Albo na domówkę. I mogłam nosić koszulki z zespołami, przymierzać glany i tańczyć pogo w pokoju cztery na cztery metry. I mogłam śmiać się i śpiewać głośno piosenki Pidżamy. I mogłam przytulić się do chłopaka, który mi się wtedy podobał, a on mnie po prostu przytulił i wcale nie powiedział "nie jesteś w moim typie". Powiedział: "jesteś fajna i słuchasz fajnej muzy." To się wtedy liczyło. A mnie się podobało, że miał długie włosy i miał na sobie koszulkę Rancid. Słuchał punka, tak, jak ja. I mogłam wymieniać się ciuchami z Anją, mogłam skakać po parku i drzeć się w niebogłosy, mogłam palić papierochy i pić tanie wino na garażach. Cholera jasna. Mając dziewiętnaście lat po raz pierwszy byłam młoda i robiłam głupstwa. Mając dziewiętnaście lat zrozumiałam, że nie nadaję się do roli grzecznej dziewczynki, która chodzi do kościoła co niedzielę i nosi idealnie wyprasowane sukienki, a zamiast tego chce mieć czerwone włosy i nosić zdarte trampki. 
Jednak po tygodniu przyszło mi wracać do domu. Wracać do rodziców, którym nie spodobały się ani czerwone włosy, ani mój nowy styl bycia. Wracać do miasta, w którym nie miałam przyjaciół, ani znajomych, bo kiedy miałam czas, by ich poznać, nie wychodziłam z domu. Na Boga, zmarnowałam sobie młodość, myślałam.
Ryczałam całą drogę do domu.
A potem, ni stąd, ni zowąd pojawiła się Magda. Magda, która tak naprawdę w liceum zawsze mnie lubiła. Cholera, dało się lubić takiego ponuraka? I zaczęła wyciągać mnie z domu. W końcu miałam koleżankę tu, na miejscu, z którą mogłam iść na piwo, albo wino, z którą mogłam wymienić się bluzkami, z którą mogłam wydzierać się na środku miasta "Kiedyś kuuuupieeee nóóóóż!" i to dzięki niej poznałam w pewnej knajpie paczkę świetnych ludzi, którzy później stali się moimi najlepszymi kumplami. A wśród nich był Patryk... Wiecie, co poczułam, jak się dowiedziałam, że przystojny facet w długich włosach, trampkach, koszulką Iron Maiden i łańcuchem przy spodniach ma na mnie oko? Kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, odwróciłam się, mówiąc pod nosem "pierdolić miłość" i wzięłam ogromny łyk lodowatego piwa, nie mając pojęcia, że ten właśnie facet za parę lat mi się oświadczy. 
Było na zmianę kolorowo i ponuro.
Buntowałam się. Cholernie się buntowałam i gotowałam w środku, ale rodzice... rodzice mnie hamowali. Nadal nie pozwalali mi kupić sobie glanów, nosić czerwonych włosów, jeździć na Woodstock, a jedną z moich koszulek z zespołem wrzucili do pieca. Cóż, kiedy z głośników wydobywały się dźwięki Vadera faktycznie mogli sobie pomyśleć, że ich córka jest satanistką.
Ale ja nigdy żadną satanistką nie byłam.

Martwili się i dziś, jako dorosła kobieta (cholera, to niepodobne do mnie) rozumiem to. Tylko nie pozwolili mi się zbuntować. Nie pozwolili mi zrobić porządku w moich własnych szufladach. Nie pozwolili mi popełniać błędów. Nie pozwolili mi doszukać się pewnych wartości.
Długo miałam im to za złe.

Ale wiecie co? Już nie mam.
Zamiast przesiąkać złością, pomyślałam sobie, że przecież wszystko mogę nadrobić.
Więc teraz, kiedy jestem już rzekomo dorosła, noszę nadal glany, jeżdżę na koncerty (swoją drogą już w listopadzie wybieram się na kolejny, do Krakowa właśnie), w tym roku po raz pierwszy pojechałam na Woodstock, a czerwonowłosa będę już chyba do końca życia. 
Moi rodzice chcieli mnie uchronić, a tak naprawdę sprawili, że jeszcze długi czas będę młoda. Bo nie zdążyłam się wyszaleć, kiedy miałam na to czas. Najpierw ograniczyłam się sama, a później ktoś ograniczał mnie. 
Myślałam sobie, że tak wypada, ze pewnego dnia trzeba będzie po prostu założyć szpilki i białą bluzkę i iść do pracy. Myślałam sobie, że będę magistrem za chwilę, to będzie trzeba spoważnieć. I myślałam sobie, żeby trochę spuścić z tonu, bo może czasem jest aż głupio?
I w pewnej chwili pomyślałam sobie dokładnie, jak wtedy, kiedy ten późny bunt rozszalał się we mnie: Fuck off!
W końcu mam byc rock'n'rollową panną młodą, a zaraz potem trzasnąć sobie porządny tatuaż!
Przecież ja dopiero się rozkręcam...

"Chociaż pogasły milionowe miasta,
Opustoszały rojne ulice,
Ja płynę w sześćdziesiątym siódmym wymiarze
I nikogo, nikogo nie widzę.
Tutaj jest tak bardzo psychodelicznie,
Odbijamy się w kałuży,
Właśnie spadł pierwszy deszcz tej wiosny,
Nasze nogi nogi są jak z gumy (...)" 

111 komentarzy:

  1. hah.. cudowny post, szczery, ale i życiowy :) Rodzice bardzo często nie dają dzieciakom popełniać błędów, chcąc ich uchronić.. a tak na prawdę bardzo źle to na nas działa.. ale trzeba im wybaczyć, bo to przecież z troski :)
    Aa..! Tatuaż!! Też chce, ale mnie jeszcze rodzice 3mają w ryzach.. mimo że 18 lat już nie mam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tak naprawdę chcą uchronić. Dziś to rozumiem i dlatego nie mam im już tego tak bardzo za złe, jak miałam kiedyś, kiedy nie zdawałam sobie z tego sprawę.
      No i ta, mnie też mają jeszcze XD Tylko mi by nie pasował do sukni ślubnej XD

      Usuń
  2. Fajnie napisane, choć ja odczucia mam trochę inne... A może i ta kontrola była inna? Cóż, w każdym razie miło sobie powspominać jak to było, a nawet pośmiać się z siebie i swoich reakcji po czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inna, to znaczy? ;)
      Pewnie, a przede wszystkim podejść do tego z dystansem ;)

      Usuń
  3. Ach... happysad. Uwielbiam, po prostu. <3

    Pierwsza klasa liceum, to był dla mnie koszmar. Przez okrągły rok chodziłam ponura, niemal załamana. Nie potrafiłam się odnaleźć, ani tym bardziej docenić samej siebie. Dokładnie tak jak Ty, uważałam się za brzydką i nie wiele wartą, jako towarzyszka. Bo jakżeby przecież? Miałam kilka kilogramów więcej, jeśli nie kilkanaście. Raczej oddalałam się od innych, nie nawiązywałam zbyt wielu nowych znajomości. Coś Ci to przypomina?

    W końcu coś się zmieniło. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręcę i coś zmienić. Przez rok schudłam naprawdę sporo, zadbałam o siebie. Ale nie tylko to się zmieniło. Może częściowo również przez fizyczną zmianę, ja sama się zmienilam. Stałam się bardziej otwarta, przekonałam się, że ludzie nie gryzą i ktoś może mnie naprawdę lubić. Wszystko teraz wygląda o niebo lepiej niż dwa lata temu, a ja czuję się naprawdę szczęśliwa.

    W niektórych aspektach nasze historie są podobne, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo tego "zmieniło się" się narobiło. Moja polonistka byłaby niepocieszona. :D

      Usuń
    2. Ja już dziś ich tak nie uwielbiam XD W sumie to nie pamiętam, kiedy ostatnio ich słuchałam :P Ale kiedyś to słuchałam jak najęta.

      To mi nie przypomina, to mi idealnie odzwierciedla Kochana. Z tego, co mówisz, wygląda, że miałyśmy naprawdę tak samo. I tak samo sobie strzaskałyśmy ten czas. A może po prostu nie miał nam kto pomóc tak naprawdę? Chociaż... ja wtedy właśnie specjalnie pomocy nie szukałam...

      Wiesz, ja schudłam dopiero na studiach :P
      Ale fakt faktem, w końcu wzięłam się za siebie, zaczęłam się nosić przede wszystkim tak, jak lubię, tak, jak mi wygodnie, żeby lepiej się czuć. I to mi chyba trochę pomogło nabrać pewności siebie :)

      Dokładnie :)

      I wcale nie zwróciłabym uwagi ^^

      Usuń
  4. Czytam, czytam, odliczam te latka razem z Tobą i doszłam do wniosku, że stara już jestem :P Serio :)
    Trochę nas łączy :)
    Gdybym tak miała porównać lata nauki, to okres liceum był koszmarek, a okres studiów chwilą kiedy odżyłam i odetchnęłam z ulgą. Wyrzuciłam skorupę, w której chowałam się przez lata...
    Być może ta metamorfoza miała związek z tym, że urodziłam Małą...
    Ach, na wspominki mnie wzięło :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka znowu stara?! Po uszach dostaniesz Młoniko! :*
      W sumie nie wspomniałam tu o studiach już, ale fakt faktem, były one tą pozytywna odskocznią :)
      A może właśnie tak było :))
      I dobrze, czasem fajnie sobie powspominać! :*

      Usuń
  5. na czyj koncert się wybierasz do Krakowa? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Slash i Myles Kennedy :)

      Usuń
    2. nie znam :-) aczkolwiek możnaby się spotkać na kawusię, kiedyż to jest ten koncert? :D

      Usuń
  6. Dłuższa młodość :) Też nie miałam okresu buntu, więc może to i dla mnie jakaś nadzieja :p

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurczę, też słyszałam od rodziców (i nie tylko), że jestem satanistką, tylko dlatego, że ubierałam się na czarno. Ale ok, mieszkam na wsi, ciężko tam zrozumieć jakąkolwiek odmienność. I chyba właśnie przeciw temu najbardziej się buntowałam. Im więcej plotek o mnie krążyło, tym mniej się tym przejmowałam i tym "mroczniej" chciałam wyglądać. A gadali oczywiście głupoty, że ćpam itp., kiedy ja właśnie siedziałam całymi dniami w domu, czytałam i słuchałam muzyki.
    Uważam, że to fajnie, że nie zatraciłaś tego buntu i tej młodości w sobie. I kurde, może tak jest nawet lepiej, że Ci się to przesunęło? Bo jednak jesteś dojrzalsza i to buntowanie się nie jest takie głupie, bezcelowe, dla samego buntu. A jak się spijesz tanim winem, cóż, jesteś dorosła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, Ty mieszkasz na wsi, a ja w małej mieścinie - w sumie skutek jest podobny. No to niezłą łatkę Ci próbowali przypiąć... W sumie to rozumiem te robienie "na przekór"... bo mnie też to kusiło. Ogólnie nie rozumiałam, jak można przejmować się tym, że ktoś coś o mnie powie, a wiele razy słyszałam od mamy, że sobie zszargam opinię. Nie pojmowałam. Ludzie gadają tak, czy siak...
      Wiesz, to jest nawet fajne na swój sposób :) Bo tu już może nie o buntowanie chodzi nawet, ale o te wyszalenie się. :)

      Usuń
    2. W takich pipidówach zawsze tak samo :P
      No dokładnie, ja znam prawdę, moi bliscy raczej też, więc czemu się przejmować kimś, kto mnie prawie nie zna. Bez sensu.
      O to to to! :D I wydaje mi się, że to już takie rozsądniejsze szalenie niż gdy się ma te 15 lat, więc wychodzi na dobre :)

      Usuń
    3. Taa... -.-
      Otóż to. Nie zna prawie albo wcale, bo takie pierdoły to najczęściej się z plotek roznoszą.
      I nawet całkiem fajne to :D

      Usuń
  8. Ja właśnie marnuję swoją młodość, siedząc całymi dniami w domu, ale buntu jako takiego we mnie nie ma. Glanów nie noszę, a nawet gdybym nosiła to rodzice nie mieliby nic przeciwko. Jakieś 3-4 lata temu chciałam czerwone włosy to stwierdzili, że to moja głowa i nawet na zielono mogę się przefarbować. Ale na koncert i tak by mnie jeszcze nie puścili :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie masz takiej hmm... presji, jaką miałam ja :) Masz więcej swobody i to jest dobre właśnie. Bo to nie może być tak, że się po prostu ogranicza ze wszystkiego, ale kiedy jest to celowe, to po drodze można się wiele nauczyć jeszcze :)

      Usuń
  9. Ja byłam chyba za idealnym dzieckiem. Mój bunt to uparłam się,że ja totalne beztalencie dostanę 5 z matematyki, będę codziennie piec ciasta i nie spojrzę na innego faceta niż Dave Gahan aż do magisterki.
    W sumie nie miałam się przeciwko czemu buntować. Rodzice ciągle mi mówili-uczysz się dla siebie nie dla nas, chcesz mnie same dwóje? Twój problem. Na koncerty tata mnie woził, a najpierw kupował bilety....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, dziecko idealne :D
      Och, jak ja bym chciała, żeby tata woził mnie na koncerty...

      Usuń
  10. we wszystkim trzeba znać umiar, również w chronieniu dzieciaków przed światem - zgadzam się z Toba:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, czy ja będę potrafiła zachować taki umiar... oby :)

      Usuń
  11. Ja też byłam w liceum na biol-chemie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A chyba już kiedyś mi wspominałaś :D
      Ale Ty chyba bardziej trafiłaś w swoje gusta, niż ja, co? :P

      Usuń
    2. Hmmm tak ;) Trafiłam idealnie :)

      Usuń
    3. No to ja tak niezupełnie. Choć ostatecznie wyszło mi to na dobre nawet ;)

      Usuń
    4. Po za tym jest dużo mojej ukochanej chemii, więc jest całkiem spoko. Choć nie wiedziałam zaczynając studia czy to jest to co chce ostatecznie robić ...

      Usuń
    5. Trudno jest wiedzieć w sumie, w tak młodym wieku ;)

      Usuń
  12. Ach te zmiany. Ciekawe ile jeszcze razy w życiu się zmienimy :)
    Myślę, że dobrze się stało jak się stało i rodzice Cię hamowali. 15latka na Woodstock? To by się mogło źle skończyć. Rodzice po prostu Cię chronili i im się udało. Teraz jesteś doroślejsza, mądrzejsza, mniej zbuntowana i masz swojego ochroniarza. :) Mniejsze prawdopodobieństwo że stanie się coś złego :)
    Uśmiechnęłam się jak przeczytałam fragment o tym, jak pierwszy raz zobaczyłaś swojego narzeczonego :) uwielbiam takie historie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcieli mnie puścić nawet, jak miałam 23 lata xD A to już trochę dziwne, co? Znaczy wiesz... puścić by puścili, bo tak naprawdę wiele do gadania by nie mieli już teraz. Ale jednak ta cała presja mnie mocno przygnębia i nie mam serca nieraz i wolę wrzucić na luz.
      Mój ochroniarz zawsze czujny xD Na Woodzie w tym roku się co chwilę do kogoś przytulałam, aż w końcu jakiś koleś się na mnie napalił i Papu musiał mnie bronić xD A czasami ja bronię jego :D
      Ach... nie mogę się przyzwyczaić do określenia "narzeczony" :) Już wolę chyba "przyszły mąż", bo czasem jak do niego dzwonię, to mówię "cześć, przyszły mężu" ^^

      Usuń
  13. Fajnie, że teraz masz okazje być taka jaka zawsze chciałaś, nie rozumiem rodziców, którzy nie pozwalają swoim dzieciom na odkrywanie własnej drogi....no ale jak postawić się na ich miejscu, kto wie czy nie bylibyśmy tacy sami..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, a ja trochę rozumiem. Bo cały ten hmm... "proces" odczułam na własnej skórze i jednak mimo wszystko jego podstawą były troska i miłość. :)

      Usuń
  14. Odpowiedzi
    1. No teraz to żeś mnie zaskoczyła xD

      Usuń
    2. no ja z biochema poszłam potem na FP na studia także tego ;pp

      Usuń
    3. Też miałam taki plan :P

      Usuń
    4. kurde normalnie bratnia dusza :D:D

      Usuń
  15. Asik ja również nie mam fajnych wspomnień z liceum...zdecydowanie wolałam podstawówkę :)!
    ale fajnie ukazałaś historię i zmiany nastolatki :)
    a na bilecie do Krakowa widnieje data 14 sierpnia - urodziny mojej córy :D
    ściskam Cię mocno ;*
    to kiedy wbijasz do krakowa? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja za to podstawówkę bym wycięła ze swojego życia... trafilam na strasznych ludzi, a wiadomo, że dzieciaki potrafią być podłe...
      No proszę, proszę, jaki fajny zbieg okoliczności :D 14 sierpnia to też był bardzo wazny dla mnie dzień ^^
      Prawdopodobnie 19 listopada :) Mam nadzieję, że to nie będzie taki wyjazd "w biegu", bo oprócz samego Krk będziemy musieli dotrzeć jeszcze do Kazimierzy Wielkiej i okolic :)
      Również ściskam :)

      Usuń
  16. happysad <3, już nie pamiętam kiedy ostatni raz ich słuchałam. ale pamiętam, że w Łodzi często bywali a, że to było moje miasto to jak można nie pójść na koncert ulubionego zespołu? no jak? jeeej, nie dało się nie być xD

    jak czytałam Twój post to wiesz, jakoś tak naszło mnie na wspomnienia, znów! zmówiłaś się z Kordianem czy jak? przez was o niczym innym nie myślę jak o swoich czasach w gimnazjum i liceum. tylko, że ja nigdy nie mówiłam, że mam zamiar być grzeczną dziewczynką :d , co najwyżej w podstawówce ale tylko do klasy czwartej :) bo moja klasa była jedna z najgorszych pod względem zachowania, ale za to było zabawnie :). oj Asik, przeniosłaś mnie w inny świat tym postem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj już ich w sumie nie słucham XD A ja na nich nigdy nie byłam. No bo jak miałam być na ulubionym zespole, skoro miałam zakaz? :P A teraz to już mi się nie chce na nich jechać xD

      Nie zmówiłam się, ale trochę za jego sprawą mnie naszło - przez jego ostatni wpis właśnie ;) Hahaha to ja taką klase miałam w gimnazum, z tymi to nigdy nie było nudno :D
      I fajnie, że Cię przeniosłam, czasem fajnie się cofnąć, o! :)

      Usuń
  17. No i bardzo dobrze, że odnalazłaś prawdziwą siebie! Mało jest tak odważnych ludzi, żeby żyć po swojemu :) a Ty tak żyjesz, realizujesz się w tym i jesteś, cholera, szczęśliwa! :)
    I wiesz co? Będziesz najpiękniejszą rockową panną młodą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, trochę mi tej odwagi wciąż brakuje. Myślę, że zrobię to wszystko po swojemu dopiero, kiedy się wyprowadzę :) Ale fakt faktem, już teraz jestem szczęśliwa :))
      Oj, jak miło :) :*

      Usuń
  18. Mega. Widzę, że słuchamy podobnej muzyki. W niektórych moetach widzę siebie, a;e na szczęście rodzice u mnie nie są aż tak nie wiem restrykcyjni (?) chyba za mocne słowo. Mogę jeździć na koncerty, ubierać się jak chcę, oczywiście od 18 roku życia ( to co byo przed to nie musieli wiedzieć xd). Siostra ma łatwiej- 2 lata młodsza ( ja najstarsza) to już w wieku 16 lat ze mną jeździ. Ale wiesz mimo wszystkiego mój tata nadal uważa moja muzykę za jakąś dziwną, ludzi z koncertów za bandytów i ćpunów. Chyba go nie przekonam, ale trudno

    Ważne, żeby przeżyć coś szalonego w życiu, nie ważne w jakim wieku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czego słuchasz? :> No trochę za mocne, bo moi jednak wiesz... czasem mi pozwalali, o xD Ach, te młodsze siostry to chyba mają lepiej ;) Cóż, mi przypadł zaszczyt bycia starszą siostrą dla jedynego brata, więc... :)
      Moi się trochę przekonali, no ale cóż... nadal myślę w sumie po swojemu.

      Ale z drugiej strony jednak wszystko ma swoje hm... granice ;)

      Usuń
  19. Każdy przeżywa swoją młodość w swoim czasie. Im dłużej tym lepiej w zasadzie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Rodzice zawsze chcą chronić własne dziecko, czasem za mocno, wyrządzają krzywdę dziecku nie pozwalając uczyć się mu na własnych błędach i zdobywać doświadczenie.
    Jednak... Poczucie wolności i rozwinięcie skrzydeł to wspaniałe uczucie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... I wiele razy w sumie o tym pisałam, bo ten temat dość mocno we mnie uderza...
      Wspaniałe! :) Same marzenia już są fajne ^^

      Usuń
    2. Ale jeszcze lepiej je spełniać :)

      Usuń
    3. Już nie mogę się doczekać ^^

      Usuń
    4. Nie ma co czekać tylko działać :P

      Usuń
    5. Ale nieraz i czekanie jest potrzebne. Nie od razu Rzym zbudowano, czy jakoś tak :P

      Usuń
    6. Niby nie, ale też można czekać i działać a można siedzieć bezczynnie :P

      Usuń
    7. A to ja na szczęście należę do osób, które nie mogą usiedzieć za długo na dupsku :P

      Usuń
    8. To w sumie dobrze, choć ja jestem niecierpliwa i to raczej wada :P

      Usuń
    9. Zależy z której strony na to wszystko patrzeć :P

      Usuń
  21. W Twojej historii trochę rozpoznaję siebie. Pamiętam jak matka zrobiła aferę, gdy w wieku 14 lat poharatałam sobie włosy, a rok później było to samo, gdy zaczęłam się malować jak Avril. Ostro pilnowała, bym wychodziła z domu nieumalowana. I oczywiście jak mogłam nie chodzić do kościoła? Nigdy nie byłam na żadnym koncercie, ale to tylko dlatego, bo nie miałam z kim się wybrać, a gdybym miała towarzystwo, rodzice by mnie puścili. Od zawsze nie pasowała im moja ulubiona muzyka, znaczy się odkąd zakochałam się w mocniejszych brzmieniach, nawet zwykły rock jest dla nich za ostry, no ale jedynie mówią, bym przyciszyła. I nie miałam takiej sytuacji, by palili moje ciuchy, choć niektóre im się nie podobały. W ogóle to w styczniu kończę 22 lata, a dopiero rok temu odważyłam się przy matce otworzyć piwo. Wcześniej wielce się z tym kryłam, choć alkoholiczką nie jestem. Dalej ciągle słyszę, że nie mogę tak sobie pić w samotności (taa, dwuprocentowe piwo ostatnio piłam, prawie jak kompot). Zrobiła też aferę, gdy powiedziałam jej, co zamierzam zrobić z włosami, bo jak to na wsi będzie wyglądało i jak tak pójdę do kościoła. Jakby mnie to obchodziło. I tak postawię na swoim :) I kolczyk w nosie zrobię, a co! :)
    Wieczne buntowniczki, łączmy się! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, jak ja to znam... "jak ty w tym pójdziesz do kościoła?" No bo ja w sumie... nie mam ciuchów do kościoła. xD Albo mam, ale nie lubię ich zakładać :D
      Ale fakt faktem, podobne przeboje miałyśmy (i mamy) bo jesteś tylko trzy lata młodsza ode mnie. Swoje lata mamy i cholera... ile można się kryć? Wiesz, ja się najbardziej boję, że kiedy będę mogła już naprawdę żyć po swojemu, np kiedy się wyprowadzę, to nie będę miała juz z tego takiej radości. I po prostu będę odczuwała z biegiem czasu jakiś niedosyt...
      A co! Łączmy się! :D

      Usuń
  22. umiesz grać na gitarze super - podziwiam :)
    jak człowiek przez lata się zmienia :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie tak średnio umiem, znam parę chwytów na krzyż :P Ale w końcu mam gitarzystę :D Tylko głupio mi przy nim nieraz grać, bo on tak zasuwa na tych strunach xD

      Usuń
    2. To powinnaś się przemóc on by Cię na pewno nauczył :) - poczuł by się potrzebny jak to faceci lubią :p

      Usuń
    3. No on mnie bardzo chętnie uczył :) Fajnie tłumaczył i w ogóle. Tylko widzisz, na to ostatnio mało czasu jest...

      Usuń
    4. Może kiedyś więcej czasu znajdzie :)

      Usuń
    5. Mam taką nadzieję ;)

      Usuń
  23. ja teeeż!! nie do końca utożsamiam się z Twoim postem, ale widzę parę punktów wspólnych.. ja też się dość późno "obudziłam. moja rodzina chciała mnie "chronić", a mój czas na głupstwa nadszedł koło dwudziestki.. i zastanawiałam się, co ja robiłam wcześniej?
    rozkręcajmy się :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... koło dwudziestki, jak i u mnie...
      Ok! Będziemy napędzać się wzajemnie :D

      Usuń
  24. "Ja zaciągałam się naśladując kwik zarzynanej świni, a Iwonka chrumkała od czasu do czasu i było uroczo." - dziewczyno, zrobiłaś mój wieczór! :) Porównania genialne, oczywiście nie chcę nikomu ubliżać. Szczerze mówiąc, sama wiele razy śmiałam się, jak świnka ;-)
    Dobra, piszę od rzeczy.
    Post świetny. Momentami czułam się, jakbym czytała o sobie. To coś, jak opowieść o mnie, ale tutaj ma zakończenie, a w rzeczywistości dopiero na zakończenie czekam. Moi rodzice, szczególnie mama, także hamują mnie w moim buncie, nie potrafią zrozumieć, że osoba, którą teraz mają przed sobą jest prawdziwa, że z duszy, która udawała grzeczna wyszła prawdziwa bestia, osoba z krwi i kości, która nie boi się świata, która ogłasza wszystkim wszem i wobec, że jest nieustraszona. Teraz jestem bardziej sobą, niż kiedykolwiek indziej. Dlatego też tak bardzo rozumiem Twój post.
    Jedyną różnicą jest chyba to, że nie poszłam za przyjaciółmi do liceum, bo nie miałam za kim iść, a także to, że zamiast Pidżamy słucham Comy, ale happysad tak :D
    Wierzę, że ten beret Iwony był w trąbkę :D Sama chętnie bym sobie kupiła taki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo tak było XD No bo taki śmiech jest najśmieszniejszy :D W ogóle mówią mi, że mam śmiech jak świnia kaszel, albo rozrusznik od jelcza XD Ale nie wiem jak XD
      Bo wydaje mi się, że oni tego po prostu nie chcą widzieć. Nie chcą tego zrozumieć. Moja mama nieraz wariowała, mówiąc, że nie wierzy, że to jej córka, że nie tak sobie mnie wyobrażała... Coż, bolało. I boli do dziś w sumie.
      Comę kiedyś uwielbialam, ale znielubiłam po Hipertrofii, jakoś mnie odrzucił ten album XD
      No był genialny :D Fajnie w nim wyglądała, jak miała dwa warkocze :D

      Usuń
  25. Fajnie się o Tobie czytało, z uśmiechem na twarzy i całość na prawdę mnie wciągnęła - mało co, spóźniłabym się na pociąg. :P
    W gimnazjum chyba każdy miał jakieś tam postanowienia z tym kościołem. Chociaż ja chodziłam strasznie regularnie na wszystko tylko w ostatniej klasie, z racji bierzmowania. No i też nigdy nie wmawiałam sobie, że chcę być grzeczna i ułożona, a już na pewno nie w gimnazjum. To był mój najsłabszy okres jeśli chodzi o naukę, alkohol i włóczenie się po nocach. Aż się ciśnie na usta - co na to rodzice? A nic, ufali mi. Mogłam wszystko, ale w granicach rozsądku. Dlatego chyba bardzo szybko nauczyłam się brać odpowiedzialność za siebie i swoje czyny - także nigdy nie przeholowałam.
    A co do wieku i tego, co wypada - co nie. Powiem Ci, że ostatnio K. powiedziała mi w sklepie, że w pracy będę miała przerąbane - będę musiała nosić koszule itp., co odebrałam nieco arogancko. Ona - od początku studiów nosi się w koszulach, żakietach. Ja - sama mam kilka koszul i ze trzy żakiety. Lubię się nawet tak ubierać, ale po co mam tak łazić na co dzień? Wolę wygodniej. We wakacje codziennie chodziłam do pracy w spódnicy czy koszuli i nie lamentowałam z tego powodu - więc nie wiem o co cho? O to, że na co dzień wolę jakieś luźne swetry i T-shirty z ciekawymi tekstami? Ludu, nikt mi nie powie, że z racji wieku muszę się ubierać tak, a nie inaczej i MUSZĘ zrezygnować z trampek czy w ogóle sportowego obuwia. Tak samo jest z Tobą. Jedyne co musimy, to dążyć do własnego szczęścia i nie zwracać uwagi na to, co nam "wypada". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to nie dobrze! Nie znoszę, jak mi spieprza pociąg :P A czasami są to sceny jak z najprawdziwszego dramatu xD
      I widzisz, właśnie podejście Twoich rodziców jest zdrowe. Tylko... nad tym też można dyskutować. Bo kurcze, Ty masz swój rozum, ale ktoś inny na Twoim miejscu być może wykorzystałby to w inny sposób, gorszy. Ale chyba w końcu chodzi o budowanie zaufania, o naukę na błędach jakąś...
      Masz rację Kochana... bo to tak jest, że ludzie przez obserwowanie nas wyrabiają sobie stereotypy o nas.I potem próbują nam to wmówić. Nie możemy się dać, ale... fakt faktem jednak, że to cholernie irytujące bywa.

      Usuń
  26. Fajnie było wybrać się z Tobą w tę sentymentalną podróż. Pisałaś tak sugestywnie, że widziałam to wszystko oczyma wyobraźni. Wiesz, że nie zgadłabym, iż jesteś fanką takiej muzyki? Dla mnie delikatną osobą jesteś, nawet bardzo. Jedno nie wyklucza drugiego, prawda? Kolejna nauczka: nie oceniać po pozorach.
    Ty swoją blogową przyjaciółkę znalazłaś w Krakowie, a ja jestem stamtąd, tymczasem przyciągam ludzi z dalekich zakątków. Ot, ironia losu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo Ciebie chyba nie było, jak pisałam o moich koncertowych wyczynach xD
      Dokładnie, jedno nie wyklucza drugiego. Lubię być takim... przytulasem, ale jak trzeba, to i walę z łokci w młynie pod sceną :P
      No proszę :) To ja niedługo w Twoich okolicach będę :))
      Wiesz, ja dopiero teraz (a bloguję prawie 9 lat) znalazłam tyle osób z Poznania, zawsze z daleka właśnie...

      Usuń
    2. Nie było, muszę to nadrobić :)
      Fajnie być wszechstronnym i otwartym, takim do tańca i różańca :D
      Widzisz, ironia jest jeszcze większa: znam osoby z Krakowa, ale jakoś nie zaiskrzyło, Lubimy się, jednak bez zażyłości.

      Usuń
    3. A proszę bardzo, zapraszam do lektury ^^
      Pewnie, że fajnie :)
      No to faktycznie słabo... Ale może jeszcze wpadniesz na fajnych, blogowych Krakusów :)

      Usuń
    4. Tak się przez tę przerwę zaniedbałam, że aż wstyd, ciągle się okazuje, czego to ja nie czytałam :P
      Problem jest we mnie, już przywykłam, Jestem osobą ciężką do polubienia tak naprawdę.

      Usuń
    5. Haha, ale przynajmniej wychodzi w praniu ^^ Wszystko jest do nadrobienia :P
      E tam, ja Cię lubię i już :)

      Usuń
    6. To akurat sama przyjemność, co innego zaległości np w nauce nadrabiać :P
      Weryfikacja nastąpiłaby na żywo, teraz nie możesz być pewna ^^

      Usuń
    7. Ano więc właśnie :)
      Cóż, wnioskuję na podstawie tego, co wiem. A to zawsze coś :)

      Usuń
  27. wiesz, czytając to to jakbym czytała siebie. szczególnie okres od szesnastego roku życia. nawet nie wiesz, jak to wszystko jest mi cholernie bliskie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak pozytywnie Ci zazdroszczę, że masz już to wszystko za sobą, wiesz?

      Usuń
    2. Oj Kochana... wbrew pozorom jeszcze nie mam tego za sobą...

      Usuń
  28. W ogóle nie mogę się skupic, żeby napisac taki długi i mądry komentarz, więc na razie będzie krótko :P
    Ale to, co piszesz, to kolejny dowód na to, że nie bez powodu w naszym życiu pojawiają się tacy, a nie inni ludzie, każdy coś wnosi do naszego życia, dobrze, jeśli wnosi coś dobrego :) zresztą, co ja Ci będę mówic, doskonale o tym wiesz :* ten pierwszy raz kiedy do mnie przyjechałaś był najlepszym co mnie spotkało w życiu, a zwłaszcza wtedy. a wspomnienia mamy cudowne za to :*
    A rodzice nie pozwalają nam się buntowac, ograniczają nas, bo chcą dla nas dobrze, to wszystko z miłości i tyle. Czasem robią to aż za bardzo, ale każdy ma prawo do błędów. Zresztą, co się odwlecze to nie uciecze, teraz nadrabiasz i też jest dobrze :)

    No widzisz jak bez sensu? Już nie wiem, co mam Ci napisac, więc napiszę tylko tyle, że Cię kocham, tej :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie wyszło długo, ale spoko xD
      Doskonale o tym wiem. :* Wspomnienia mamy piękne :) Tylko nie mogę odkopać zdjęć z 2010, wiesz? Miałam je na kompie przed formatem, a jak poprzednio padł mi komp to nie mogłam ich znaleźć :(
      Z miłości, ja rozumiem, ale spójrz choćby po swoim przykładzie. Nosiłaś glany, ogólnie no... "cieżko" się ubierałaś, pamiętam nawet zdjęcia z okresu zanim Cię poznałam. A mi tak nie było wolno. Nadrabiam to teraz, ale wiesz... chyba nie sprawia mi to już takiej frajdy. I czuję pewien niedosyt...

      Ady tam bez sensu xD Też Cię kocham, o :D :*

      Usuń
    2. Chciałam więcej :D
      Pewnie, że piękne :) O kurcze, to niedobrze, ale jak formatowałaś wszystkie dyski, to się usunęły po prostu :( jak przyjedziesz do Krk, to weź pendrive'a, to Ci wrzucę :)
      Dobra Asiu, ale to, że nosiłam glany i ubierałam się z reguły na czarno wcale nie znaczyło, że miałam na to pozwolenie. Glany kupowałam z mamą, ale wkurzało ją, że słucham metalu i ciągle chodzę w czarnych ciuchach. I ciągle wysłuchiwałam pretensji :) A teraz słucham, że nie korzystam z życia, nigdzie nie chodzę. I wiesz czego żałuję? Że w tych najlepszych latach nie chodziłam na dyskoteki, tak - na dyskoteki, bo teraz chciałabym to nadrobić, bo strasznie chce mi się tańczyć :D, ale nawet nie mam do tego okazji. I też czuję niedosyt, bo wiem, że to i tak nie będzie to samo. Ale wiesz co? Lepiej nadrabiać i nie czuć z tego 100% radochy niż nie nadrabiać wcale. Tego jestem pewna.

      Ano :D Jej, jak słodko się zrobiło :D :*

      Usuń
    3. Następnym razem xD
      Okej! Wezmę pendrive Papusa, bo ma więcej GB :)
      Ale umiałaś zrobić po swojemu i tak. Nie miałaś takich wyrzutów sumienia, obrazków histeryzowania... Cóż, chyba jednak nie jestem uparta :) No popatrz... Ja myślę, że jeszcze wiele przed Tobą :)
      Coś w tym jest ;)

      Ojej :* :)

      Usuń
  29. Więc może i mi kiedyś uda się nadrobić te niektóre rzeczy, których do tej pory nie zrobiłam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, więc cóż. Życzę Ci tego po prostu :)

      Usuń
  30. Aż strach pomyśleć co będzie po ślubie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam strach :D Fajnie będzie :D

      Usuń
    2. Pewnie nie usiedzisz w domu :P

      Usuń
    3. Wbrew pozorom lubię domowe zacisze :P Wiesz, kocyk, książka, herbata i te sprawy ^^

      Usuń
    4. A kto nie lubi :) chociaż aktualnie tęsknię za spacerkami ^^

      Usuń
    5. Znam takich, co nie lubią. ;) Oj ja też...

      Usuń
  31. Rozkręcaj się Asik i rób to co sprawia ci przyjemność. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. To stara prawda, że: "Jedna nasza połowa to nasze środowisko, a druga to geny rodziców" - a co z nas jest naszego???

    OdpowiedzUsuń
  33. kazdy w zyciu przechodzi rozne dziwne okresy smutku czy radosci ale wszystko to nasz ksztaltuje i sprawia ze jestesmy wyjatkowi :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiesz, do czego jestem zdolna XD
      Witamy na pokładzie, Panie Pisarzu :D

      Usuń
    2. Już nie raz się przekonałem w przeszłości, więc co nie co wiem;p
      Witam ;p

      Usuń
    3. No więc nie wiem o co Ci się rozchodzi XD
      :)

      Usuń
  35. Kurcze...Też bym tak chciała tylko odwagi brak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwaga "rzecz" do nabycia, podobno :)

      Usuń