środa, 15 czerwca 2016

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy...

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy... czujesz, jak wszystkie troski odchodzą na bok. Wszystkie niedograne jeszcze sprawy, wszystkie, które trzeba będzie jeszcze załatwić.

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy, jeszcze taką niewykończoną, pospinaną szpilkami, wiesz, że jesteś szczęśliwa. Bo przecież będzie taka, jaką sobie wymarzyłaś. Skromna, delikatna, bez zbędnych zdobień, a wymarzony, kolorowy wianek ślubny zamiast welonu pasowałby do niej idealnie. Byłby taki... taki mój.

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy, przestajesz wreszcie się bać i zaczynasz z niecierpliwością wyczekiwać tego dnia. Na twarzy maluje się radosny uśmiech. Czujesz, że będzie pięknie, kolorowo, szczęśliwie. Wiesz, że na pewno będzie stres, na pewno nie raz zadrży ci głos i zatrzęsą się ręce, ale... ale otaczać będą cię przecież ukochani ludzie. A oni są lekarstwem na wszystko. I będzie On. Pan Młody.

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy, przypominasz sobie dzień, w którym się poznaliście i nikt nie widzi uronionej w przymierzalni łzy. Przypominasz sobie, jak czarne oczy uciekały nieśmiało przed twoim zaciekawionym, łobuzerskim trochę wzrokiem. I przypominasz sobie, jak nagle spojrzały prosto w twoje i wbiły cię w ziemię czyniąc maleńką. Przypominasz sobie pite wino przy ognisku, długi pijacki już lekko spacer pełen śmiechu, podczas którego założył ci na plecy swoją kurtkę, choć sam trząsł się przez chłód dziwnie zimnej lipcowej nocy. Przypominasz sobie wspólne liczenie gwiazd na niebie i pierwszy pocałunek. Przypominasz sobie ogromną tęsknotę, która była tak bardzo potrzebna, bo oboje zdążyliście się zakochać w sobie na zabój. Przypominasz sobie koncert Perfectu na który wyciągnął cię po twojej prawie dziesięciogodzinnej podróży pociągiem z Krakowa, tylko po to, by po jednej z piosenek powiedzieć pierwszy raz, że... że kocha.

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy, wracają najpiękniejsze, wspólne wspomnienia. Nagle przychodzi ci do głowy piosenka, którą zagrał ci na gitarze, a ty się popłakałaś. Przed oczami masz pierwszy, koślawy jak cholera rysunek, który dla niego zrobiłaś. Pamiętasz nagle, jak po kłótni przywiózł ci na przeprosiny bukiet marchewek, zamiast kwiatów tylko po to, byś za chwilę zaczęła się śmiać przez łzy. Recytujesz w myślach napisany przez niego wiersz. Wiersz, który miał być dedykowaną piosenką, a pozostał najpiękniejszym wylanym na kartkę słowotokiem schowanym głęboko we wspólnej już szufladzie.

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy, przypominasz sobie najtrudniejsze chwile. Jakbyśmy się często nie żarli jak pies z kotem, jakbyśmy nie rzucali na siebie najgorszych słów, które nieraz trudno było zapomnieć, a niektóre pamięta się do dzisiaj, jakbyśmy nie trzaskali drzwiami i nie fundowali sobie morza łez... on zawsze był. Po prostu w najgorszych chwilach zawsze był. Z kochanka stawał się najlepszym kumplem. Trzymał za rękę i głaskał po głowie, wycierał zapłakaną twarz. Był, gdy moja mama była w szpitalu i pomagał, był, kiedy umarł Ktoś dla mnie ważny, trzymał na kolanach i mocno przytulał, bym wypłakała Mu się w rękaw... był nawet, kiedy wybiłam sobie przedniego zęba na imprezie i powtarzał, że kochałby mnie nawet bez rąk i nóg, że co tam głupi ząb...

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy, przypominasz sobie najważniejsze chwile. Był, kiedy panikowałam przed najtrudniejszymi egzaminami. Stał pod drzwiami dziekanatu z bukietem kwiatów, kiedy obroniłam pracę magisterską. Cieszył się ze mną, kiedy dostałam - jak mi się wtedy wydawało - wymarzoną pracę. I choć nieraz bywało naprawdę źle między nami - ostatecznie zawsze mogłam na niego liczyć. Jak właśnie na najlepszego kumpla.

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy, zapominasz o tym, co było złe. Wiesz, że niebawem zwiążecie się ze sobą jeszcze mocniej, jeszcze silniej, że od tego dnia, który już przecież niedługo, będziecie na dobre budować swoją przyszłość. Jakaś niewidzialna siła pomaga ci myśleć jak dawniej... po twojemu. Przestają istnieć cudze sugestie i opinie. Słyszysz trochę uciszone ostatnio różnymi sprawami serce, które wyraźnie podpowiada ci, co masz robić.

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy, przypomina ci się dzieciństwo i wracają marzenia małej dziewczynki. Pamiętasz, jak chciałaś założyć białą sukienkę i zostać szczęśliwą panną młodą. Teraz właśnie okrywa twoje ciało.

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy, uświadamiasz sobie, jak bardzo kochasz i jak bardzo chcesz być kochana.  Czujesz, że wszystko zaczęło się układać. I ułoży się do samego końca. Bo kochasz ze wszystkich sił całym swoim sercem i wiesz, że nic oprócz tej miłości się nie liczy.

Kiedy masz na sobie suknię ślubną po raz pierwszy, przypominasz sobie, jak bardzo jesteś szczęśliwa. I wiesz, że nikt, ani nic tego szczęścia w tobie nie zadusi.

I ja miałam moją suknię ślubną pierwszy raz na sobie. Wczoraj. Jeszcze niewykończoną, jeszcze spinaną właśnie szpilkami. Uśmiecham się do siebie cały czas. Trafiłam w dziesiątkę, po prostu. Niekoniecznie z suknią - z Nim. Z moim przyszłym mężem. Nie złamie mnie nic. Kiepska praca, szukanie innej, zwykłe, codzienne smutki i stresy. Nie złamie mnie nic. Bo kocham.

...i chyba jestem cholernie szczęśliwa.