niedziela, 30 listopada 2014

Tak on sobie płacze, ten listopad niewysłuchany.

To był twój ostatni dzień. Miałeś odejść, już nie sprzątać po sobie nawet, szkód naprawiać, bo przecież tego, co zrobiłeś naprawić się nie da. Modliłam się, być po prostu po cichu odszedł i zamknął za sobą drzwi. Modliłam się, byś przypadkiem nimi nie trzasnął, byś nie zadał kolejnej rany, kolejnego bólu. Byś odszedł, niepocieszony, ze spuszczoną głową i po prostu zniknął cicho w oddali, a ja cały ten bałagan posprzątałabym w końcu sama. Do wszystkiego przecież potrzeba czasu i ja to nawet zrozumiałam, wiesz? Próbowałam się pogodzić z tym, co zrobiłeś, oswoić się, że to tak naprawdę już na wieczność. Że słowo nigdy nasiąka coraz bardziej swym cierpkim posmakiem, stając się tak bardzo dosłowne. Miałeś tylko odejść, nie miałeś dawać szczęścia, miałeś po prostu po cichu odejść...

Taki czarny jest ten listopad, taki zimny, taki obolały od deszczu, od wspomnień, od mokrych rękawiczek - aż strach. Gdybym była listopadem, to rada bym się otrząsnąć z mojej listopadowej doli. Błąkałabym się po uliczkach czarnych jak jary i błagałabym Pana Boga, żeby zmienił zapisy. Ale może on - ten listopad - tak właśnie się błąka, tak się obija i tak szlocha rozpaczliwie; 'O Boże, Boże spraw żebym już nie był listopadem, żeby mi nie było tak ciemno wieczorem i tak mglisto nad ranem, i żeby nie bolały mnie wszystkie liście i żeby nie dokuczał mi reumatyzm miłości! Też bym tak chciał, jak kwiecień pobiec do różowego sadu, albo jak lipiec - wyskoczyć na plażę pełną piłek...' Tak on sobie płacze ten listopad niewysłuchany. Ta beksa.

Pieprzony listopadzie.
Wcale mi cię nie żal. Płoń sobie w piekle, a ja wcale nie zapłaczę nad twoimi przeraźliwymi jękami i twym przeklętym losem. Jesteś najgorszym demonem, jakiego przyszło mi ostatnio spotkać. Jesteś potworem. Zasłużyłeś na to. Zasłużyłeś na najgorsze.

To był spokojny wieczór. Już spokojny wieczór, po porannych kłótniach. Wiesz, siedząc w półmroku i zajmując się sprawami na uczelnię naprawdę myślałam, że poranne łzy będą tymi ostatnimi. Było przecież tak spokojnie, tak cicho, a w powietrzu unosił się aromat kawy, której ostatnio tak mało piję. Czekałam tylko na Niego, byśmy w końcu mogli spędzić razem wieczór, przytulić się do siebie i obejrzeć jakąś durną komedię. Tak, jak dawniej. Po prostu być przy sobie, nic więcej. I taki ten wieczór był, wiesz? Nie popsułeś nam tego, choć bardzo chciałeś. Gdy odpalaliśmy film, usłyszałam dźwięk sms'a. Pomyślałam, że to nic ważnego, że pewnie ktoś pyta o jakieś jutrzejsze zajęcia, że odczytam później.
Jak ja potem żałowałam, że nie przeczytałam od razu.

Gdy później, po kłótni z rodzicami, siedzieliśmy już wcale nie w tak radosnych nastrojach, jak jeszcze chwilę temu, a ja myślałam, że już gorzej być dziś nie może, przypominając sobie o nieodebranej wiadomości złapałam za telefon i odczytałam ją.
Wiadomość od Agnieszki.
Mojej Szki.
Gdy widziałam, że od niej, to już wiedziałam. Przełknęłam tylko jeszcze nerwowo ślinę.

"Z drzewa życia mojej mamy spadł ostatni liść."

- Boże, to się nie dzieje, Boże powiedz, że to nieprawda... - schowałam tylko twarz w dłoniach i znów zapłakałam, a Patryk patrzył na mnie ze zdziwieniem. Przecież przed chwilą płakałam z zupełnie innego powodu.

Zadzwoniłam do niej.
- Wystarczy, że jesteś Asiczku, dziękuję - mówiła, a jej głos był poważny, ale nie drżący. Zawsze uważałam ją za silną babkę, może czasami wierzyłam w nią bardziej, niż ona sama. - Jakoś się trzymam. Dam radę. Muszę, nie? Ech... Okropny ten listopad, co? Najpierw mały Felek. Potem Kordian. Teraz Mama. Ale przynajmniej Felkiem ma się kto zaopiekować nie?
Myślałam, że ryknę płaczem do słuchawki, ale powstrzymałam się jakoś. Już po śmierci Kordiana powiedziała mi, ze będzie się opiekował Felkiem. Felek przecież byłby z Nim w kocim raju. I pewnie jest.

Nie wiedziałam, co jej powiedzieć. Milczałam do słuchawki, a Patryk siedział na brzegu łóżka i podpierał głowę dłońmi. Pieprzone kilometry. Dlaczego najcudowniejszych ludzi muszę mieć tak daleko od siebie? Dlaczego ja muszę być tak daleko od nich, kiedy mnie potrzebują?
- Aga... Aga ja nie wiem co mogę ci powiedzieć. Nie wiem. Przepraszam. Nie wiem...
- Nie musisz nic mówić. Wystarczy, że jesteś, naprawdę.

Ale ile można tylko być? Co to daje do kurwy nędzy?!  Ja potrzebuję działać, a nie siedzieć na dupie - jęknęłam w myślach do siebie.
Młoda noc jeszcze, weszłam do kuchni. Wstawiłam wodę na herbatę i usiadłam na krześle. Na kolana wskoczył mi mój pies, skulił się i ułożył wygodnie. Zawsze do mnie przychodzi, a ja jako jedyna pozwalam mu wskoczyć na kolana, czy polizać po rękach. Nie krzyczę już na niego. Za dużo osób na niego krzyczy za to, jaki jest. I tym razem pozwoliłam mu się przytulić do mnie. Broda zaczęła mi się trząść, a on przyglądał mi się tym jednym oczkiem, bo na drugie, zabielone nie widzi już przecież. Kiedy po policzkach pociekły mi łzy, przyglądał mi się wciąż, z zaciekawieniem odchylając łepek. W pewnym momencie zaskomlał cicho, szturchnął mnie łapką. Zupełnie jakby chciał powiedzieć Ruda, weź się w garść i przestań ryczeć!

A ja wtedy właśnie nie wytrzymałam. Rozpłakałam się, chowając twarz w jego sierści. Za dużo tego wszystkiego, za dużo.

"W Twoim sercu płonie wielki ogień, którego żadne zdarzenie, żadne pozorne nieszczęście nigdy nie ugasi. Nigdy nie ugasi, jeśli tylko Ty sama pozwolisz mu płonąć. To wielki ogień, do którego lgną ludzie, przy którym i inni się ogrzewają, jak podczas tych wspaniałych, późnojesiennych nocy pełnych mroku i zimna. Ale gdy siedzi się przy takim ogniu, można pić słodkie wino i śpiewać wesołe piosenki. I każdy się uśmiecha. (...)

Jednak, ten ogień nieraz mnie trochę też martwi. Zresztą, pewnie zdajesz sobie z tego sprawę. Bo czasem boję się, że za dużo siebie spalasz dając innym. (...) We wszystkim trzeba wypośrodkować, Promyczku. Ogrzewać, rozjaśniać innym życie to wspaniała sprawa. Może nieraz to nasz główny cel, nasza  droga, kto wie. (...) Więc nie chodzi mi o to, mój skarbie, żebyś przestała dorzucać do tego ognia albo żebyś kogokolwiek od niego odganiała. Tylko żebyś za bardzo nie poparzyła sobie przy tym swoich łapek."

Nie wyobrażam sobie nie płonąć. Nie wyobrażam sobie stać się zimnym soplem lodu. Może to właśnie jest główny mój cel, by pomagać innym, by brać na barki czasem cudze problemy, ocierać te łzy i podnosić kąciki ust do góry. Za każdym razem bowiem, gdy spowoduję te małe, radosne wykrzywienie ust na cudzej twarzy, choć czasem przez łzy - czuję się lepiej. Więc może to też jakaś forma egoizmu, ale...

Ja też potrzebuję być czasem jak ten półślepy pies. Potrzebuję przytulić się do kogoś. Albo właśnie zostać przytuloną nawet tak, by nie móc nabrać powietrza w płuca. Wysmarkać się w cudzy rękaw, poczuć, jak ktoś ociera mi łzy. Bo te moje serce, choć przyjmuje dzielnie każdą strzałę z łuku losu, to jednak ma bardzo słabą tarczę. A że jest miękkie, to boli. Boli czasem do granic wytrzymałości, kiedy pozostaje płakać w poduszkę, by broń Boże nikt nie usłyszał. 
I to nie jest tak, że moje serce się boi, że nie chce już dłużej płonąć. Bo to przecież jego przeznaczenie. Tylko o te przytulenie chodzi. O tego drugiego człowieka, który wysłucha, a potem powie coś cholernie mądrego. Coś, co ukoi ten paskudny ból. 

Przez zamglone od łez oczy gapiłam się na paczkę papierosów, która leżała na stole. Nie zapalę, przecież obiecałam. Nie tknę tego kurewstwa więcej. A po chwili zobaczyłam wiadomość od Fridy:
"(...) Pies Kordiana, Śliczna, nie żyje. Myślę, że tak jest nawet lepiej bo przecież...zawsze chciała iść za nim. Nie chcieli jej też już męczyć, zmuszać do jedzenia... sama wybrała. I miała do tego pełne prawo, jak sądzę, tym bardziej, że wiele życia jej nie zostało. Może rok życia w tęsknocie więc...tak chyba lepiej."

Oj listopadzie, przeklęty żniwiarzu... Zabrałeś wszystko, co mogłeś. A teraz odejdź. Zniknij i przepadnij.


100 komentarzy:

  1. Potwórzę raz jeszcze, pierdolony listopad...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakieś takie przeklęte, kilka liter...

      Usuń
    2. No nie? Jakieś durne skupisko liter, które nie powinny się w swoim towarzystwie znaleźć... Hm. Wiesz, przez to, co się stało, poznałam Ciebie, i bardzo się z tego faktu cieszę. Jak mówił Kordian, jesteś Promyczkiem - jego, moim, naszym... I kurde... szkoda, że taka okoliczność nas... hm, połączyła (?) ale ciesze się, że Cię mam, kochana :*

      Usuń
    3. Oj, Kochana moja :) A ja sobie dzisiaj to samo myślałam w tramwaju :) Tak sobie o Tobie myślałam, o! :) I ta nasza znajomość jest juz taka... namacalna w sumie też, bo i realnie się spotkałyśmy :) Cieszę się ogromnie :*

      Usuń
    4. I ta głupia odległość!! Wczoraj po przeczytaniu tego posta miałam ochotę Cię tak mooocno przytulić, o! Bo ja wiem, że my damy radę, bo musimy, bo tak, ale ugh! Pacz, poznały się, tydzień później prawie się spotkały, magia, Asiu, ja się Ciebie boję! :*

      Usuń
    5. Znam tę odległość aż do bólu, w końcu Anję blogowo też znam baaardzo długo. I ta odległość zawsze nas uwierała właśnie... Ale wiesz, my się znałyśmy już dużo wcześniej, ja pamiętam, jak komentowałaś moje dawne posty :) A jednak jakoś trudniejsze sytuacje zbliżają ludzi.
      Mnie się boisz? No ja Ciebie proszę XD
      :*

      Usuń
    6. Widzisz, ja też poznałam Koleżankę w taki sposób... I jeju... Racja! XD Dopiero teraz ogarnęłam XD Czy jednak zaczęłybyśmy gadać poza blogiem? Nie wiadomo. Ano, zbliżają, bo człowiek musi się wygadać, a kto go lepiej zrozumie niż osoba, która ma podobne odczucia?
      Bo tu się okaże że Frida ma prorocze słowo! XD

      Usuń
    7. Ano wiem, wspominałaś :) A widzisz :D A tego to nie wiemy, choć ja zawsze mówię, że z biegiem czasu i tak trafi swój na swego, no ;) Ale tak, jak mówisz, takie sytuacje zawsze jakoś zbliżają.
      Ano Ona w sumie może mieć, w końcu jest Czarownicą :P

      Usuń
    8. Z kim ja się zadaję >.<
      A inną sprawą jest to, że z osobami, które mam przy sobie.. nei rozmawiam na wiele tematów poruszanych u siebie na blogu.
      Dlatego cieszę się, że mogę poznawać wciąż i wciąż się tym zachwycać :P

      Usuń
    9. W sensie, że ze mną? XD
      A widzisz, a ja postanowiłam zacząć rozmawiać :) Wielu znajomych bliższych i dalszych ma też mojego bloga z Patrykiem włącznie :)

      Usuń
  2. Listopad faktycznie...tak symboliczny. Tak...bolesny. Pełen nie tylko tej śmierci natury ale tak dosłownej i...cholernie, cholernie ciężko. Ale Asiu moja droga...my przetrwamy. My musimy przetrwać, iść dalej. Teraz przychodzi grudzień. Potem nowy rok, potem wiosna..i cholera, damy radę. Na pewno, damy radę bo właśnie....kto wie, może to wszystko ma cel. A ty nie możesz właśnie może zgasnąć, bo masz taki cel a nie inny. Jesteś do kurwy nędzy Promyczkiem, szczerze, mało wdzięczne zadanie...ale tylko pozornie. Bo na koniec przecież liczy się tyle ciepła, ile rozdałaś. Nawet w listopadzie. I wiesz, jak będziesz potrzebować, to mimo że nie jestem Promyczkiem a raczej Gruboskórną Hipopotamicą, to możemy sobie posmarkać razem, jak mówiłyśmy, jakby to miało jakoś pomóc. Aż tyle kilometrów do siebie nie mamy właśnie więc...jakby co, wbijasz. Płaczemy i żyjemy dalej, ba, nie tylko żyjemy, kochamy życie. Dalej kochamy życie, choć jest w nim śmierć, ok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy, nie mamy wyjścia. Jakoś tak powolutku, małymi kroczkami. Tylko po takiej "dawce" nieszczęść czasem otwieram jedno oko i rozglądam się, czy nic złego znów się nie dzieje. I ostatnio aż siebie nie poznaje, chciałabym to zmienić, by było jak dawniej, ale coś mnie blokuje. Ale zgasnąć... zgasnąć nie zgasnę, bo to już by była kompletna katastrofa. Też dla mnie, bo to trochę mój egoizm, jakby nie patrzeć ;)
      Gruboskórną Hipopotamicą XD Nie no błagam XD Okej, wiem, pamiętam :) Wbijam :) Wiem, gdzie mieszkasz w końcu XD
      Oj, kochamy, kochamy :)

      Usuń
    2. Dokładnie, człowiek ma dość jak wszystko naraz się wali....w sumie, to ty oberwałaś wyjątkowo, bo jednak....no więcej złych wiadomości masz jeszcze niż ja. Naprawdę, nie dziwię się pewnemu przerażeniu tutaj cholera....ale koniec z listopadem, mamy ładny grudzień. Zimny, ale jak pisałam, nie o pogodę chodzi i tego się trzymam, wiesz :D
      I to przynajmniej dobry egoizm...wiesz, altruizm to też egoizm w końcu :)
      No tak na mnie mówią nieraz :D
      Zabrzmiało jak groźba...:D

      Usuń
  3. och, ten przeklęty listopad. mi też wiele odebrał, zabrał najwspanialszego człowieka na ziemi, bo takich ludzi już nie ma, zabrał jedną z ważnych dla mnie znajomości ( co prawda wirtualną, ale ta dziewczyna była dla mnie ważna ), zabrał mi ją bo przestałam walczyć o to co było już stracone, bo ona nie chciała. przecież nie będę jej zmuszać. już nie chcę płakać, niech ten listopad sobie pójdzie. Asiu, nie pozwól by ten płomień w Tobie zgasł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale widzisz, czasem dobrze popłakać sobie, czasem trzeba. Ja wiem, że musimy być silni, ale ten płacz też czasem jest siłą, wiesz? Bo jak się pozbywasz złych emocji, to później jest lepiej. W końcu i tak trzeba wytrzeć nos.
      Nie pozwolę, by zgasł, przecież to część mnie.
      A Ty trzymaj się tam też jakoś.

      Usuń
    2. ostatnio płaczę bardzo często, wiesz? praktycznie dzień w dzień w ukryciu.
      staram się trzymać, staram się. listopad już sobie poszedł, więc mogę pozwolić na spokojny oddech.

      Usuń
    3. Ale czasem te łzy są potrzebne wiesz? Bo one oczyszczają, nawet kiedy nie widać ich końca. To minie. :*
      Najważniejsze, że się starasz. Nie przestawaj, tylko o to Cię proszę, dobrze?

      Usuń
    4. tylko te łzy są słone i pieką w policzki.
      postaram się nie przestać, choć czasem już mi naprawdę brakuje sił na to wszystko.

      :*

      Usuń
  4. Pełen śmierci listopad... Dość czarny... To przykre ale dasz radę.
    Ja przetrwałam prawie rok okropny :P ale dla każdego co innego może być okropnego... Ale oby był to ylko taki miesiąc.
    Ja od połowy listopada się cieszę i mam nadzieję,że będzie już tak ciągle... Bo nie przeżyłabym kolejnego miesiąca "złego" a wystarczy mi od stycznia tamtego roku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę dać radę. W sumie nie w moim stylu jest poddawanie się, także no... ;) Tylko czasem po prostu ręce opadają, jak wczoraj. Ale dziś już jest troszkę lepiej. Chyba się uodparniam, wiesz?

      Usuń
    2. To dobrze. Ja sie uodpornilam przez prawie dwa lata i teraz nic nie jest mi straszne :p i chyba... Wszystko jest po cos.

      Usuń
    3. Cóż, co nas nie zabije, to nas wzmocni i dosłownie i w przenośni.

      Usuń
  5. Sama nie wiem co ma w sobie ten listopad, że robi wszystko by każdy go nienawidził. Na szczęście sobie poszedł. A grudzień powinien przynieść oddech od nieszczęścia i smutku... Tego Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grudzień to w końcu też święta... jakaś taka cieplejsza atmosfera. Mam nadzieję, że to też pomoże jakoś to wszystko sobie poukładać. Dzięki ;)

      Usuń
  6. Uwierz, że natłok nieszczęść, przykrych zdarzeń i smutnych wiadomości w listopadzie po prostu mnie zmiażdżył.
    Każdego dnia budziłam się ze strachem, co jeszcze złego może się stać. W grudzień wkroczyłam z ogromną ulgą i nadzieją, że to co złe już za nami, że minęło bezpowrotnie.
    Wierzę, że ten magiczny miesiąc przyniesie nam wszystkim ulgę, powieje świeżością i nadzieją na lepsze jutro!
    Limit nieszczęść już się wyczerpał, już koniec!!!
    Teraz musi być już tylko lepiej, musi!!!
    Przytulam Cię mocno, wirtualnie ocieram ostatnie łzy i dziś razem witamy grudzień!!! Niech będzie mroźny, niech będzie biały, niech będzie jaki chce, byleby przyniósł radość i szczęście!!!
    :*:*:*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też, Kochana. I ten strach też mi towarzyszył i towarzyszy w sumie trochę nadal... Też poczułam jakąś taką ulgę, kiedy nadszedł grudzień. Jakiś taki mały, ale cholernie przykry etap się skończył.
      Też mam taką nadzieję. W końcu niosą ją też święta przecież :) I tak, masz rację, musimy być dobrej myśli.
      Dzięki Kochana :* Z całego serducha dzięki.

      Usuń
  7. ja się tak cieszę że już po listopadzie... oby grudzien był lepszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie..

      Usuń
    2. zaciskam mocno kciukasy za ową lepszość:) choć co prawda juz na wstępie grudnia komp mi siadł..

      Usuń
    3. Dzięki, ja trzymam też :) Dobrze, że tylko komp :P

      Usuń
  8. Tyle smutku jest w Tobie aż ma się ochotę zamknąć Cię w uścisku i nie wypuścić...przytulam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyda się przytulenie, oj pewnie, że się przyda...

      Usuń
  9. Boże.
    Pomyśleć, że jeszcze miesiąc temu pisałaś,że listopad nie może być wcale taki zły, że to tylko podejście... Czuję cynizm losu w powietrzu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ironia losu, no nie? I niech mi jeszcze ktoś powie "takie jest życie" to zarobi z patelni w łeb (bo może miękkie serce mam, ale przywalić umiem XD), albo z przyjemnością oddam odrobinę tego bólu.
      Ale z drugiej strony myślę sobie, że co nas nie zabije, to nas wzmocni...

      Usuń
    2. Oczywiście, że tak. Uczymy się całe życie a największe lekcje dostajemy w takich sytuacjach, w których najtrudniej nam się zebrać.

      Usuń
    3. To prawda. W końcu staniemy się przez to silniejsi...

      Usuń
  10. ale w listopadzie urodził się Franiu o którym wspominałaś w poprzedniej notce Asiu :*
    ściskam Cię mocno Kochana :*
    natłok przykrych i niezrozumiałych zdarzeń potrafi człowieka przybić ale...trzeba znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, podnieść się, iść dalej...
    masz dla kogo żyć :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam o tym, tylko zdecydowanie za mało tej radości było...
      Wiem, że mam Kochana. Dlatego idę dalej, mimo, że wciąż się potykam.
      :*

      Usuń
  11. To przerażające, kiedy nieszczęścia skumulują się w jednym przeciągu czasu, człowiek aż boi się rano otworzyć oczy. U Ciebie listopad, u mnie cała jesień, począwszy od września, choć tak - w listopadzie wszystko już przebrało miarkę.
    Ale hej, Skarbie, mamy już dziś grudzień. Choć ja się jeszcze o ten swój grudzień boję. Ale Ty możesz spokojnie zacząć płonąć, jeszcze jaśniej i cieplej :)
    I żadnych fajek! Ja od dzisiaj rzucam, także tego xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, aż się przymruża oczy ze strachu. Oj, Sóweczko moja kochana, a ja tak pisałam, że coś wisi w powietrzu, że jakoś boję się tej jesieni, mimo, że chcialam ją polubić. Bo naprawdę chciałam... A jednak moje przeczucie się nie myliło.
      I tak, pociesza mnie ta "dwunastka" w dacie. A ja tak naprawdę zaczynać nie muszę, bo ja wciąż płonę, tylko muszę trochę do tego ognia dorzucić.
      Fajek nie palę, tylko czasem mam ochotę ;D O, to trzymam kciuki za Ciebie! Nie wiedziałam, że paliłaś ;)

      Usuń
    2. Ja jesień kochałam od zawsze i byłam pewna (!), że ta będzie cudowna. Cóż, los lubi nam udowadniać, że się mylimy.
      To dorzucaj, bo ciepła nigdy za wiele :*
      A, pisałam w mailach zaraz po... wiesz czym, że podobnie jak Ty kopcę jedną za drugą :D Już nie trzymaj, jednak będzie to moje postanowienie noworoczne jednak xD

      Usuń
  12. Ten listopad naprawdę był tragiczny, zresztą sama wiesz, jak Ci pisałam o nim wczoraj. Tutaj oszczędzę epitetów. Na szczęście się już skończył, choć nie skończył się smutek, ból i cierpienie, które on przyniósł... niestety. Ale to też minie, może nie od razu, ale minie, jak wszystko mija. I będzie lepiej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... byłyśmy "na bieżąco", jak zawsze zresztą. Minie, po prostu trzeba to oswoić. :*

      Usuń
    2. Trzeba, jak ze wszystkim. Ale dobra jest myśl, że kiedyś to się stanie, to też jakoś pomaga :):*

      Usuń
    3. Dokładnie :) Przynajmniej wiemy, że czekamy na coś pewnego :*

      Usuń
    4. Tak jest :* to jedno z tych, na co warto czekać i czego nie można się doczekać :*

      Usuń
    5. Otoż to :) Bo przecież ostatecznie jest to dobre, jakby nie było :)

      Usuń
    6. ostatecznie... :) bo wiesz, to jak ciężka i męcząca wspinaczka po stromej górze, na szczycie której czeka nas wspaniały widok :) :*

      Usuń
    7. Zawsze :) Grunt to tylko nie skupiać się jedynie na szczycie, ale idąc dostrzegać też drobiazgi. Choć teraz trudniej, ale da się przecież, prawda?

      Usuń
    8. Pewnie, że się da :) czasem tego nie zauważamy, bo zaślepia nas wizja tego pięknego widoku, ale moment, w którym orientujemy się, że te drobne rzeczy też mają znaczenie, jest bezcenny :*

      Usuń
    9. Dlatego się właśnie staram tak małymi kroczkami. Tyle piękna jest wokół. Tylko trzeba oczy przetrzeć, tak myślę :)

      Usuń
    10. I dobrze myślisz :) wiem, że czasem trudno jest tak robić, ale dobrze mimo tej trudności, patrzeć, po prostu patrzeć i dostrzegać :*

      Usuń
    11. Wydaje się takie banalne :)

      Usuń
  13. Ojeju, teraz aż strach będzie przed każdym następnym listopadem, bo on naprawdę jakiś pechowy jest :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo sobie dzisiaj pomyślałam właśnie...

      Usuń
  14. Czemu przy Twoich notkach tak zawsze jest mi cholernie smutno. Nie smutaj dziewczyno, a przynajmniej nie tak często. Przykro mi z powodu tych wszystkich wydarzeń z listopada, dla mnie też to nie był za dobry miesiąc, ale jeżeli mogę siebie pocieszyć, o ile pozwolisz, to widzę, że Twój był gorszy. Trzymaj się Asiku. Po złym zawsze przychodzi dobre :)
    Piosenka genialna, aż nie mam słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja tak cholernie żałuję... że nie wpadłaś na tego bloga ciut wcześniej. Bo tu zawsze było radośnie, zawsze motywująco, nigdy szaro, no, może czasem, bo przecież od czasu do czasu ten deszcz też jest potrzebny. On nie był nigdy jakąś taką wylewnią łez, jak ostatnio. Tymczasem w ostatnich dniach troszkę się skumulowało. Ale czas to zaleczyć.
      Wiem, wiem, że po złym przychodzi dobre, tak, jak po burzy wychodzi słońce. Dziękuję :)
      Piosenka genialna, bo w końcu to Maynard :D I w ogóle cały Tool jest zajebisty ;)

      Usuń
  15. Czasami nie ma odpowiednich słów...Trzymaj się dzielnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam się dzielnie, ale muszę też pomóc trzymać się tym, którym jest trudniej, niż mi.

      Usuń
  16. Listopad smutny i bolesny, na szczęście już za nami. Oby grudzień przyniósł więcej radości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zszedł ze sceny bez oklasków. Oby. Mam taką nadzieję.

      Usuń
    2. Dla mnie listopad chyba nigdy nie będzie piękny. Zawsze będzie kojarzyć mi się z utratą bliskich osób. A grudzień ma w sobie tą magię:)

      Usuń
    3. Skojarzenia niestety potrafią popsuć cały urok. A ja nadal po cichu wierzę, że taki listopad też moze go miec.

      Usuń
  17. Kurewsko paskudny ten listopad... ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś czytała w moich myślach...

      Usuń
  18. Przytulam więc chociaż kilometry dzielą,chociaż laptop kanciasty...Przytulam.I nie płacz.Wiem,że boli.I nie powiem takie jest życie.Bo życie nie powinno boleć.Ale takie już jest.Może po prostu im będzie lepiej po drugiej stronie...Kto to może wiedzieć...Teraz i tak nic się już nie zrobi.Może po prostu trzeba o nich pamiętać,o tym jacy byli i ile dla nas zrobili...Dzięki tej pamięci oni będą żyli w sercach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję... Jasne, że musimy pamiętać. Pozostaje się tylko pogodzić i żyć jakoś dalej.

      Usuń
  19. Trywialne, ale: śmierć była, jest i zawsze będzie. Przeżywaj w spokoju swoją żałobę.
    Ten smutny, przeklęty listopad też szuka miłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oraz tulę najmocniej jak potrafię, Asiu!

      Usuń
    2. Tylko boli, kiedy zabiera nieodpowiednie osoby.
      Szuka, ale nie sprawił, by szło go jakoś pokochać. Niespecjalnie się starał.
      Dzięki. Przytul się przyda zawsze ;)

      Usuń
  20. listopad był zły ale na szczęście już się skończył... wiesz czasami każdy potrzebuje się tak po prostu przytulić i sobie popłakać :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście. Pewnie. A że ja beksa i przylepa jestem...

      Usuń
  21. Masz piękny styl pisania. Dociera do mnie. Otwiera. Pozwala się rozejrzeć i chłonąć. Dobrze ze piszesz. Bądź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Nigdzie się nie wybieram, będę :)

      Usuń
  22. Myślę, że ten listopad był okresem próby dla nas wszystkich... przykre, że aż tak "zaawansowanej", naznaczonej śmiercią, doznawanymi stratami... ale my jesteśmy silne, Asiu, my nadal żyjemy i wierz co - ja dzisiaj pomachałam środkowych palcem do kalendarza, gdy zmieniałam stronę... a w gębi duszy jednak po chwili podziękowałam temu listopadowi - bo ja sie czuję dzięki niemu silniejsza. Weźmy przykład z Kordiana - on nawet w tak kurewsko ciężkich momentach potrafił dostrzegać pozytywy, a więc... za co my możemy podziękować listopadowi... według mnie chociazby za uświadomienie jakie to życie jest kruche, że po prostu zamiast siedzieć na tyłku i zasłaniać się czarnymi chmurami, trzeba żyć swoim życiem, uśmiechać się, zdobywac wyznaczone przez siebie cele... nawet jeżeli czasami jest cholernie ciężko.
    No już, Promyczku, mamy grudzień, listopad należy do przeszłości, także... no, trzeba iść naprzód, bo my jeszcze w tym życiu mamy wiele do zrobienia. Trzymaj się, Kochana ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo był. I wiesz, że ja środkowym palcem machałam, cholera? :P Ale pomyślałam dokładnie to samo co Ty. Grunt to umieć wyciągnąć choćby iskierkę światła w tunelu ciemności. I jak już komuś dziś pisałam "co nie zabija, to wzmacnia". W końcu tak jest, czyż nie?
      Tylko widzisz, mnie cholernie boli to, że ta nauczka od losu jest taka bolesna i nieodwracalna.
      Ale ten grudzień mimo wszystko daje mi dużo nadziei, więc robię co mogę, staram się, uśmiecham, no.
      :*

      Usuń
    2. Ja z tym machaniem nie mogę przesadzać, bo wiesz, podopieczni chodza za mną jak cienie, jeszcze się zapytają, co to znaczy (o ile już nie wiedzą...) i dupa ;P
      Dokładnie tak jest, Kochana, to nas wcale zabić nie miało, skoro teraz żyjemy, oddychamy, możemy do siebie nawzajem pisać.
      "Nauczka" - tak to trochę strasznie brzmi ;D Moim zdaniem jest to takie bolesne, bo... hm... mamy takie, a nie inne podejście do śmierci, wiadomo z czym ją zazwyczaj łączymy... i łatwo o tym tylko dyskutować, ale mimo wszystko po "fakcie dokonanym"... no, ciężko jest nam zachowywac się spokojnie. Ale mamy teraz przynajmniej wyzwanie: znaleźć w sobie ten spokój. Ja już w sumie zaczęłam go odnajdywać i jak przeczytałam o psie Kordiana, zrobiło mi się smutno, bo przypomniało mi się, z jakim uczuciem pisał o Ślicznej, ale zaraz potem przyszła mi do głowy ta "banalna" myśl: tak właśnie miało być.
      No, usmiechaj się, bo inaczej będę musiała zacząć Cię łaskotać ;P

      Usuń
    3. Wiesz, jak ja byłam mała, to już faki pokazywałam xD
      I musimy nadal żyć, pomagać sobie, cieszyć się... ja nie mogę się Skarbie doczekać, aż Ty w tym Poznaniu zlądujesz, wiesz? :)
      Brzmi strasznie, ale... cholera, prawdziwie. Nauczka od losu, po prostu. Przykra, bolesna, bo ze śmiercią w tle. Mamy wyzwanie, a to znaczy, że wiemy na czym stoimy. Ja tak patrzę na siebie i widzę, że i tak jestem już spokojniejsza, że już jakiś etap minął. A wiesz, że mi się zrobiło też cholernie smutno, a później uśmiechnęłam się. W końcu może z nią biegać, no nie? :)
      O nie, tylko nie łaskotki. Błagam :D

      Usuń
  23. Dobrze, że ten listopad już minął... :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pożegnałam go środkowym palcem :P

      Usuń
    2. Szybko, ale nie bezboleśnie...

      Usuń
    3. Zostawił odciski w sercu na zawsze...

      Usuń
  24. O rany... Ja już nie wiem, nie rozumiem, choć tu chyba nic do rozumienia nie ma, tylko po prostu sobie jest, a raczej było. Nigdy nie zwracałam uwagi na jakieś szczęśliwsze czy nieszczęśliwe miesiące w roku, ale z tym tegorocznym listopadem, to tak jakby... chciał, żeby go zauważono, chciał się odegrać za coś? Ze nikt go nigdy nie lubi? :( Ale jest grudzień, więc, boję się to powiedzieć, ale... może w końcu będzie lepiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja też jakoś starałam się nie ograniczać tego do miesięcy. Dlatego jakiś czas temu pisałam Wam, by tę jesień polubić, że listopad wcale nie będzie taki zły, że on przecież też jest piękny, że wystarczy to dostrzec. Ironia losu?
      Ja też mam mimo wszystko nadzieję, że grudzień będzie przełomowy jednak.

      Usuń
  25. przykro mi tak po prostu...

    OdpowiedzUsuń
  26. Powiem jedno zdanie... Pierdolony listopad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosadnie i prawdziwie, cholera...

      Usuń
  27. Dla ciebie listopad, dla innych październik, czy maj, taki "chichot losu".Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten żal, z którym spotykam się na różnych blogach- to on tak chrzani samopoczucie, nie listopad.

    Asik, bądź dzielna.

    OdpowiedzUsuń