czwartek, 27 lutego 2014

Wybaczyłam

Stąpa po tym świecie paru ludzi, których nie darzę sympatią. Mogłabym nawet użyć określenia "nienawidzę", choć to dzisiaj dla mnie za mocne i za ostre słowo. Są to ludzie, którzy mnie krzywdzili, źle traktowali, zadawali ból, lub budzili we mnie zazdrość. Za każdym razem, gdy mijałam któregoś z nich, budziłam w sobie (świadomie) najgorsze uczucia, przeklinałam i złorzeczyłam im. Jak myślicie, co czułam wtedy w sobie?

Frustrację. Jedną wielką frustrację, która sprawiała, że robiłam rzeczy, których dzisiaj żałuję i wstyd mi za siebie, że dałam ponieść się emocjom. I wiecie co? Zauważyłam coś, chociaż psycholog ze mnie żaden: każde negatywne uczucie jest jak demon, który gdy zagnieździ się w mojej duszy, rodzi kolejnego, unieszczęśliwia mnie. I dzieje się tak do czasu, aż sama sobie definitywnie i zdecydowanie nie powiem "stop". 

(Beata Pawlikowska)

Pomyślałam sobie, że ktoś może mieć mnie na takiej samej liście nienawiści. Osobiście znam parę takich osób i doskonale wiem, że nigdy nie zrobiłam im świadomie krzywdy. Okropnie poczułam się z taką świadomością, że znienawidzili mnie przez własne urojenia, a ja nie dostałam kolejnej szansy. 
Dlatego postanowiłam nauczyć się wybaczać. Wierzcie mi, że wcale nie jest mi łatwo, tym bardziej, że długo nawet nie zamierzałam próbować. Nie znosiłam ludzi, bałam się ich, bo wydawało mi się, że potrafią tylko ranić, a takim lękiem przecież zadawałam rany sobie sama. Dziś czuję się lepiej. Jestem spokojniejsza o własne sumienie i o siebie. Próbuję wpoić sobie tę neutralność, nie czuć nienawiści, nie czuć frustracji, nie czuć wstydu. Uśmiechać się do ludzi, uśmiechać się do siebie i zwyczajnie być szczęśliwym człowiekiem. 

Miłej reszty "tłustego" czwartku Kochani! :)

A na koniec zostawiam Was z Eddiem i Pearl Jam'em. 


wtorek, 25 lutego 2014

Bezsenne wspomnienia

Znalazłam wczoraj bardzo stare wpisy, z początków mojej blogowej przygody. Przeglądałam najstarsze zakamarki do trzeciej w nocy, czasem śmiejąc się pod nosem, a czasem mając w oczach łzy. Powiedz mi człowieku, myślałam sobie, kiedy minęło te osiem lat? Gdzie? Jak to się stało? Znalazłam moje komentarze na blogach ludzi, którzy wtedy pisali mi, że jestem dla nich ważna, wiedzieli wszystko o moich nastoletnich problemach a ja wiedziałam wszystko o nich. Dziś zostały tylko ich słowa na zakurzonych zakamarkach sieci. Z kilkoma blogerami było dane mi spotkać się osobiście, nawiązały się nawet niebłahe przyjaźnie, a ze sporą częścią utrzymuję kontakt wirtualny. Jednak często myślę o tych, co zniknęli na dobre z mojej rzeczywistości, albo zwyczajnie zamilkli, bo przestaliśmy czuć się sobie potrzebni. Przeglądając stare komentarze, odnajdowałam nicki i pseudonimy osób i uśmiechałam się na samo wspomnienie o nich. Każde z nich wryło mi się mocno w serducho. Każde na swój sposób zostawiło tam ślad, ciepłe wspomnienie. Ja czuję się potrzebna Wam, moim blogerom, wirtualnym Przyjaciołom, by słać Wam choć odrobinę uśmiechu i wiosny w tym ponurym świecie. Wiem, wiem... czasem znikam - ale przecież dobrze mnie znacie. Lubiłam znikać od zawsze, ale nigdy nie zniknęłam na dobre.