wtorek, 2 grudnia 2014

Liebster Blog Award - dopadło mnie po raz drugi, a więc czas na ponowną spowiedź Asika

Odnosicie takie wrażenie, że zrobiło się tu strasznie ponuro, prawda? Ja też. Może aż za ponuro, bo przecież dawniej starałam się, by ten blog był jakąś taką dawką pozytywnej energii, nie licząc rzecz jasna drobnych wyjątków. Bo przecież każdy musi się od czasu wyżalić, każdy musi od czasu do czasu ponarzekać sobie. I ja też. Dlatego tym bardziej cieszę się, że w takich momentach jesteście, wspieracie i dorzucacie do ognia, by promyczek nie zgasł i co by było w sumie nam wszystkim trochę cieplej. I chwała Wam za to, naprawdę. Dziękuję Wam, bo ciepło się teraz przyda nam wszystkim. W końcu mamy już grudzień i pierwsze przymrozki. Dają w kość, co?

Więc sobie pomyślałam tak, że dzisiaj możemy wspólnie spróbować się w końcu pouśmiechać. A jak ktoś chce, to i pośmiać się ze mnie może, ja się nie obrażę, a co! Mam bowiem zaległą (i to bardzo), drugą już podczas pisania tego bloga nominację od Venus do Liebster Blog Award. Mam nadzieję, że Venus wybaczy mi opóźnienie i fakt, że na pytania odpowiem z nutką ironii, śmiejąc się z siebie czasem. 
A ja tymczasem grzecznie - jak zawsze zresztą - biorę się za odpowiadanie.


1. Sprawdzałaś kiedyś teorię - "przez żołądek do serca?" Jeśli tak, to czy udało Ci się uwieść drugą osobę?
Troszkę może zboczę z tematu, ale... cholera jasna teraz się wyda. Wyda się, że Asik jest totalną nogą kulinarną i gotować nie potrafi. Chociaż nie! Może mistrzem kuchni nie jestem, ale jakby się głębiej zastanowić, to umiem ugotować rosół, pomidorówkę, ogórkową chyba... usmażyć schabowe, mielone i piersi z kurczaka... zrobić pizzę, spaghetti, frytki i ugotować pyry (a co, poznańska pyra jestem!). A co do poznańskich dań wychodzi mi zajebiście gzik (bo przecież jest tak skomplikowany!). I jeszcze śledź w śmietanie. I tu jest pies pogrzebany, bo to, co ja uwielbiam, czyli gzik, śledzia w śmietanie, z cebulką i szczypiorkiem włącznie - mąż mój przyszły nienawidzi. Ale nie moja wina przecież, że za młodu go katowali syropem z cebuli! I teraz mi mówi: "tylko cebulkę drobniutko pokrój, albo wcale mi nie wkrawaj nawet." Sam se krój cholera, co ja poradzę, że ja lubię w piórka kroję. Ale jedno muszę Wam przyznać. Trafiamy do siebie idealnie w jednej kwestii, jeśli chodzi o jedzenie. Wszak niejednokrotnie powtarza się sławetny dialog, który zazwyczaj zaczynam ja:
- Kochanieee?
- Tak, tak, zabiorę cię na ten kebab.
Kebab. Po prostu kebab. Zawsze trafimy do siebie kebabem, a najlepiej w tortilli. Nieraz, jak któreś jest wkurzone, to wystarczy, że powtórzy się powyższy dialog. Tak więc przez kebab do serca. 
No i robię zajebistą jajecznicę. A potem jem ją z keczupem, ale chyba nie o tym miałam. Zresztą ja z ketchupem zjadłabym nawet drożdżówkę.
Z głodu nie pomrzemy.

2. Jakie by były trzy życzenia do złotej rybki, gdybyś ją złapała?
Raz złapałam, ochrzciłam ową rybkę na Zbigniewa. I muszę Wam powiedzieć, że złote rybki mają coś w sobie, Zbigniew był niczym magik. Potrafił trzy doby pływać brzuchem do góry, a potem cudownie ożywał i jakby nigdy nic udawał głupiego dalej. Ale ostatecznie zdechł.
Ale tak na poważnie.
Życzeń bym miała mnóstwo, tak naprawdę ciężko byłoby mi ograniczyć się do trzech. Bo ja z natury bywam niezdecydowana, co Patryka doprowadza do szału nieraz, a złota rybka pewnie skończyłaby, jak wspomniany wyżej świętej pamięci Zbigniew.
Ale skupiając się na najważniejszych...
Począwszy od wrócenia życia Zmarłym, przez odwrócenie niesprawiedliwości losu, przez zdrowie dla ludzi których kocham i lubię, nieustającą miłość, zakończywszy na braku wojen, ludzkiej znieczulicy i nastaniu pokoju na świecie.
Jak mówiłam - nie potrafię wybrać trzech. Marth kiedyś śmiała się, że narysuje mi na czole pacyfkę, bo te ostatnie życzenia powtarzam bardzo często, niczym w piosence Lennona. Ale co ja na to poradzę, że kocham ludzi i świat i boli mnie każda blizna na nim zadawana?

3. Twoja największa słabość to...?
Muszę przyznać, że mam dwie. Pierwsza, to przytulanie, a druga to ludzie. Przytulałabym się do każdego. Na Woodstocku miałam istne pole do popisu, szczególnie, kiedy trafiałam na ludzi z tabliczką "Free hugs". Przytulałam się tak długo, że w końcu jakiś pijany koleś się na mnie napalił, musiałam uciekać, a Patryk musiał interweniować. Sytuacja powtórzyła się, kiedy przytuliłam kolesia przebranego za tygrysa. Łaził za mną i Kaką i nie dawał nam spokoju. Ale wtedy, to już prawie mu przywaliłam. Tak, prawie biłam się z napalonym tygrysem.
A ludzie... Nie wyobrażam sobie życia bez ludzi. Jak za długo muszę siedzieć sama, chociażby w okienku, czy poczekalni - dostaję na głowę. Łapię się na tym, że wtedy wysyłam dużo więcej sms'ów do znajomych. Po prostu nie znoszę być sama. Jasne, czasem potrzebuję, jak każdy pobyć na swojej bezludnej wyspie, ale są to krótkie chwile raczej. Nawet, kiedy jest mi bardzo źle - lgnę do ludzi, potrzebuję wyjść, zadzwonić, pogadać, to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Myślę, że nieustanne powroty na blogi są też jakimś dowodem na to.
4. Jesteś rannym ptaszkiem, czy nocnym markiem?
Zdecydowanie nocnym markiem. Lubię wstać rano, żeby czerpać jak najwięcej dnia, ale jeśli chodzi o mój organizm - lubi się w tej kwestii buntować i poranne wstawanie bywa czasem największą katorgą, a ja przez pół dnia nie mogę wyjść z fazy zombie. 
Za to uwielbiam przesiadywać nocą. Noc jest dla mnie najbardziej twórcza i magiczna. Lubię wówczas pisać, czytać, uczyć się. Nocą wszystko wychodzi mi lepiej.

5. Skąd bierzesz inspiracje na pisanie bloga?
Chciałam się powtórzyć i napisać znów "z ludzi". I to jest prawda, ale moja inspiracje nie ograniczają się tylko do nich. Potrafię czerpać z wielu rzeczy. I nie mam tu na myśli tylko muzyki, malarstwa, rysunku, wspomnień, czy marzeń. Najczęściej "nachodzi mnie" podczas zwykłych, codziennych, drobnych nieraz sytuacji, z których mogę wyciągnąć jakieś sensowne wnioski. A tych doszukuję się często. Iskierka pojawia się nagle - podczas czytania książki, jazdy pociągiem, rozmowy z drugim człowiekiem, czy spaceru po parku. A zaraz po niej nachodzi mnie myśl: Zapisz to, będziesz mogła dzisiaj o tym opowiedzieć. Wiecie, że czasem z drobiazgów wychodzą całkiem fajne historie?

6. Wolisz obcasy, czy adidasy? 
Trampki i glany. 
W adidasach biegam, a obcasy zakładam, kiedy już muszę i kiedy wypada, a jest to dla mnie nieskończoną katorgą nie tylko przez moje wybrzydzanie, ale głównie przez to, że od lat męczę się z nieprzyjemnymi i bolesnymi... haluksami. Skąd one u mnie - pojęcia nie mam, mawiają, że to genetyczne i w tym wypadku to nawet byłoby racjonalne wytłumaczenie. W każdym razie... nie jest to tak, że obcasów nie lubię. Pewnie nosiłabym je częściej, niestety ból bywa nieznośny. I cóż, każdą potańcówkę na weselach, czy innych balach kończę zawsze na boso. Tak, biorę buty na przebranie. Ale na boso mi wygodniej.Cóż, czasem może zdarzyć się, że sama skończę jako bosa panna młoda.

7. Kawa, czy herbata?
Jeszcze jakiś czas temu, jednogłośnie i bezapelacyjnie napisałabym, że kawa. A dziś mówię jednak, że herbata. Uwielbiam herbaty we wszelkiej odsłonie. Zielone, czarne, ziołowe, owocowe, ale nigdy nie gorzkie. Od kawy musiałam się odzwyczaić niestety - piłam ją w nieziemsko dużych ilościach, a jak wiadomo, co za dużo, to niezdrowo. Także u mnie się to sprawdziło i to dosłownie. Małą kawę zatem pijam tylko na rano, żeby wyjść z trybu zombie, a później ewentualnie na uczelni, kiedy zdarzy mi się zasnąć na jakimś wykładzie. I na tym koniec.

8. Makaron, czy ryż?
Makaroniara jestem, zdecydowanie. I uwielbiam makaron w czerninie. Tak, lubię czerninę. Może dlatego, że jak byłam mała, to wciskali mi, że to czekoladowa zupka, to jadłam. Później, kiedy dowiedziałam się, z czego to jest, przestałam jeść, ale jednak smaki z dzieciństwa wzięły górę. Cóż, czernina zawsze będzie dla mnie czekoladową zupką. I ją też umiem ugotować, zapomniałam dodać do mej wyliczanki w punkcie pierwszym.

9. W ludziach cenię...?
Uśmiech, ciepło, chęć życia, szczerość, życzliwość... Oklepane trochę, choć prawdziwe. Ale cenię też wady, mimo wszystko, wiecie? Bo dzięki wadom człowieka można bardzo szybko poznać i zrozumieć jego słabości. A przez to też do niego dotrzeć, prawda?

10. Twoje ulubione wspomnienie z dzieciństwa?
Mogłabym opowiadać Wam o tym, jak wepchnęłam kuzyna do basenu, pobiłam kolegę za to, że mojemu najlepszemu kumplowi pokazał fakersa, darłam się "niech mnie ktoś ratuje!" kiedy tata niósł mnie na rękach zaraz po tym, jak przyrżnęłam w beton potykając się o krawężnik. Ponoć ruscy na targu powtarzali "dziecko porwał!" Tak mówili, naprawdę. 
Ale moje ulubione wspomnienie jest nieco sentymentalne, wzruszające i dla tych, którzy czytają mnie dłużej będzie całkiem zrozumiałe. Moje ulubione wspomnienie z dzieciństwa związane jest z moim Dziadkiem. Pamiętam słabo, miałam osiem lat, jak zmarł, a trochę czasu już minęło przecież. Ale za każdym razem, gdy przypomnę sobie, jak robił ze mną babki z piasku i miał swoją ulubioną, zieloną foremkę, albo jak bronił mnie przez babcią, kiedy ta wyzywała mnie, że znów goniłam kury z kijem, albo jak zawsze odpowiadał, na moje pytanie, czy mnie kocha "A kto by ciebie Asieńko nie kochał?" - to robi mi się na sercu cieplej. Tak, wspomnienia z moim Dziadkiem, moim dziś prywatnym Aniołem, który wciąż opiekuje się mną, broni mnie i śni mi się, kiedy jest mi trudno, są tak naprawdę najlepszymi i najcieplejszymi wspomnieniami z dzieciństwa. Dziś widzę je trochę jakby przez mgłę, ale wciąż pamiętam przecież. I wciąż kocham i dziekuję. Nie wolno przestać kochać i przestać być wdzięcznym tylko dlatego, że ktoś fizycznie odszedł z tego świata.

11. Jaką książkę możesz polecić na jesienny wieczór?
Teraz sobie dopiero uświadomiłam, jakie ja w tej nominacji miałam zaległości. Mowa o jesieni, a tu już zima za pasem! Ale ja myślę, że na takie chłodne, zimowe wieczory śmiało mogę Wam takową literaturę polecić.
Osobiście w minionych tygodniach zakochałam się w książkach Reginy Brett, a kompletnego bzika dostałam na punkcie Beaty Pawlikowskiej. I myślę, że właśnie ją Wam polecę. I wiecie, nie zrażajcie się, jeśli skojarzy Wam się z typowym "poradnikiem życiowym". Też sobie myślałam: nikt nie będzie mi mówił, jak mam żyć. Ale stojąc pewnego dnia przy empikowych regałach zaczytałam się, a później kupiłam. I będę wracać do tej książki niejednokrotnie. A mowa o "W dżungli życia". Ktoś kiedyś mi powiedział, że Beata Pawlikowska to przesadna idealistka. A ja pokochałam ją całym sercem, za jej stosunek do życia, jej miłość do codzienności, do świata, jej odwagę za chęć podróży o których tak pięknie opowiada. I wiecie co? Wielokrotnie się tu nią inspirowałam. Tak, śmiało mogłabym ją dopisać do moich inspiracji.




Zresztą, może po prostu zostawię Was z cytatem:

"Szukałam w życiu szczęścia. Wyruszałam w podróż po drogach dobrze oznakowanych i prowadzących, jak mi się wydawało - we właściwym kierunku. Kiedy okazywało się, że te wydeptane trakty w rzeczywistości są bezdusznym pustkowiem, zaczęłam szukać dziewiczych ścieżek, przez które przedzierałam się wbrew woli i chęci innych ludzi. Ostrzegano mnie, że źle skończę, a ja organizowałam następną wyprawę do Ameryki Południowej, Afryki czy Azji. Wiele razy rzeczywiście byłam bliska utonięcia w trzęsawiskach i bagnach dżungli amazońskiej i życiowych pułapek takich jak narkotyki, alkohol, anoreksja, bulimia, samotność czy przemoc. Ale zawsze w ostatniej chwili ratował mnie wewnętrzny głos, który zaczynał krzyczeć, że przecież nie tego szukałam i nie o to mi chodziło. Nie chciałam kończyć nieszczęśliwie jako bohaterka tragedii. Chciałam żyć i być szczęśliwa. Powracałam więc do przerwanej podróży przez rzeczywistość i wyruszałam na kolejny koniec świata, żeby na nowo próbować znaleźć drogę we właściwym kierunku. Gdybym wiedziała dokładnie czego szukam albo jakie pytania powinnam zadać spotykanym po drodze ludziom, być może byłoby mi łatwiej. Ja tylko czułam, że powinno być inaczej, że życie nie może być beznadziejnym splotem okoliczności, w których człowiek jest bezradnym więźniem. I rzeczywiście. Odkryłam kilka ważnych rzeczy, o których nikt mi nigdy nie powiedział. Musiałam sama sparzyć się wiele razy, żeby je zrozumieć. Dlatego postanowiłam o nich napisać. Nauczyłam się pokonywać trudności i rozwiązywać problemy."
Cóż, no. To by było chyba na tyle. Nominować nie będę, ale nie myślcie sobie, że tak łatwo Wam to ujdzie. Zresztą, przekonacie się w najbliższym czasie, o. Nic nie zdradzę. Nic.
A tymczasem... wiecie, że ilekroć zaczytuję się w biografię Slasha, tylekroć zwiększa się moja chcica na Gunsów? Cholernie dawno nie słuchałam ich, a dobrze jest czasem poczuć się, jak w rajskim mieście.


101 komentarzy:

  1. Cóż, ze mnie też marna kucharka, witaj! :P Frytki zrobię... i w sumie tu moje zdolności się kończą. Dobrze, że ja frytki mogę jeść codziennie i mi sie nie znudzą, co moją mamę cieszy, bo wie, że nie padnę tu z głodu :P Jak to jajecznicę z keczupem?! Przecież... No Asiku! XD
    Ej słodcy są Ci ludzie, z tymi tabliczkami free hugs! widziałam kiedyś nawet takich w Krakowie, tyle, że ludzie się dziwnie na nich patrzyli :P
    Ojjjj lubię, uwielbiam siedzieć pół nocy, a później rano przełączać budzik :P szkoda że to nie jest takie piękne i niestety dupsko trzeba zerwać :D
    Też lubię herbatę :P ale zwykłą, czarną z dużą ilością cukru, o!
    Wiesz, aż się chyba w coś podobnego zabawię :P tyle, że w ileś tam faktów o sobie :P będzie śmiechowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym mogła codziennie frytki wcinać :D Widzisz, to Ty nie padniesz dzięki frytkom, a ja dzięki jajecznicy :D Ano z ketchupem :P Spróbuj, zajebista :D Mama się śmieje, że ja jem ketchup ze wszystkim, a nie na odwrót. Ale co ja poradzęXD
      To wbijaj na Wooda, tam ich wyprzytulasz :D W Poznaniu też kursowali, ale ja nawet nie zauważyłam, że krzywo ktoś na nich patrzył, po prostu na nich ruszyłam XD
      O tak! Sto razy ustawiam drzemkę :D I tak będzie też jutro, o 5-tej rano :P
      Z dużą ilością cukru? Ja słodzę "aż" dwie :P
      W versatile w sensie? :D Fajne to jest, też mi się podobało :D

      Usuń
    2. Jest dla nas nadzieja XD Oj tam, przecież koniec końców keczup nie jest taki zły XD o, ja zajadam frytasy z keczapem!
      Mieli radochę XD
      Boże, nie mogłam dzisiaj wstać :P dzwonił budzik a ja takie cooooo, jaaaak i przestawiłam... of kors :P
      Ja trzy!! I to nieraz nawet więcej :D
      Noo :P bo w sumie i tak gdzieś w szkicach mam coś na ten deseń zapisane, więc się doprawi i będzie :D

      Usuń
    3. Jest :D Ketchup jest zajebisty! Frytki z ketchupem to oczywista sprawa, nie wyobrażam sobie inaczej :D
      Taa :P
      Zupełnie, jak ja :D Aż mama się wkurzyła i zadzwoniła do mnie z kuchni wymownym "kurwa wstawaj" XD i dopiero wtedy otrzeźwiałam :D
      No ja mam zasadniczo pięć budzików ustawionych, tak co 3-4 minuty :D I w każdym włączam drzemkę, wyobrażasz sobie tę wiksę? :D
      No to dawaj :D Możesz się czuć przeze mnie nominowana XD

      Usuń
    4. Dokładnie :D Dzisiaj wychodzę z uczelni, taka zadowolona, że zaraz będą frytasy, a koleżanka tak się na mnie patrzy i mówi "eej, ale jadłyśmy w tym tygodniu frytki!" a ja z taką oczywistością "ale to było w poniedziałek!! a dzisiaj jest czwartek!! frytki!" XD
      To do mnie współlokatorka mówi, jak spotykamy się na śniadaniu, że słyszy moje budziki, czyli drzemki co pięć minut XD miałam jej powiedzieć, że chociaż wstaję a nie kolejny tydzień spędzam na mieszkaniu no ale :D nie dziwię się! No trochę wiksa jest XD
      Ależ voile la :D

      Usuń
    5. Haha :D Ja tam bym mogła jeść codziennie :D
      Mogłaś jej tak powiedzieć xD

      Usuń
  2. Dotrwałem do końca!
    pozdrowienia dla Wilsona x)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem z Ciebie dumna!
      Zasłużyłeś na kebab Wilson XD

      Usuń
  3. Ja ostatnio też stawiam na herbaty! :)
    To się chyba nazywa starość :)
    Miło było poznać Cię od innej strony :):) i w Twoich odpowiedziach zobaczyć odrobinę siebie :)
    :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam starość, czasem przyda się odmiana, o :)
      To cieszę się kochana, że jesteśmy trochę podobne do siebie :)
      :*

      Usuń
  4. Chyba mam uraz do tego Liebsterka. A raczej lekko mieszane, bo pamiętam, że jak zostałem nominowany, to sam nominowałem kogoś, kogo już... no, właśnie. Hm. Tak. Ale! Plus jest taki, iż widzę pewne podobieństwa między mną, a Tobą. Na kilka pytań mam tę samą odpowiedź :) ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, miło Cię widzieć :)
      Wiem, pamiętam, że nominowałeś Indiego - i chwała Ci za to, bo sporo się dzięki temu pośmialiśmy :) Cóż, zauważyłam, że niedawno się dowiedziałeś. Ja troszkę "przywykłam" do tej wiadomości, ale pogodzić chyba się nie da.
      Serio? To fajnie :D Ciekawa jestem jakieś to podobieństwa. Zdradzisz choć jakieś? :>

      Usuń
    2. Tak, tak. I to marudzenie "No zabije cię, mnie się nie nominuje!". Ha, ale odpisał. To było fajne ;)
      Hm, tak, niestety. Ja we wszystkim jestem opóźniony, niestety, najwidoczniej, bo nie tylko spieprzyłem i przez rok nie napisałem do niego maila, ale i dowiedziałem się trzy tygodnie później. Myślę, że tutaj chwała dla Fridy, bo jakoś ta kobieta działa na mnie pozytywnie i jest już jakoś... trochę lepiej ;).
      Hmmm... Zdradzę. A co.
      Po pierwsze, ja też uważam się za nogę w kuchni. Jasne, zrobię jakieś proste rzeczy. Naprawdę proste. Zupę (nieskromnie przyznam, że ogórkowa wychodzi boska), może coś z kurczakiem jestem w stanie "wykminić". O, dobrze idą te "pomysły na". Ale nigdy w życiu nie zrobiłbym kurczaka w mleku kokosowym, tak samo nie wykonam ciasta. Wszystko się pali albo jest niedopieczone xD Zdecydowanie nie.
      Swoją drogą, moja mama też dawała mi ten syrop z cebuli. Tylko że mój był jakiś taki słodki, o ile dobrze pamiętam. Naprawdę, to było słodkie! Nie wiem jakim cudem xD Temu nie mam niechęci do cebuli i uwielbiam na przykład zjeść pomidorka z cebulką i jogurtem. Pamiętam, że moja ś.w. babcia robiła najlepszą taką sałateczkę na świecie. Nikt nie potrafi zrobić tak samo, nie wiem jakim cudem.
      Ja od kebaba wolę tortillę. Kocham tortillę. Omnomnom.
      Słabości się nie zgadzają. Ja nie lubię ludzi. No, przytulanie nie jest złe, ale to zależy z kim.
      Zdecydowanie jestem nocnym markiem. Bardzo nocnym. Mam tak samo. Najwięcej piszę i robię w nocy, nie wiem dlaczego. Tak miałem od zawsze i pamiętam, że jak byłem młodszy i rodzice kazali mi odrabiać lekcje tuż po powrocie ze szkoły to nie potrafiłem się na tym skupić, nigdy. Zawsze czekałem, aż nastał zachód słońca i dopiero wtedy brałem się za zadania domowe, będąc w pełni skupiony. Co zrobisz ;D
      Z blogiem tak samo. Zawsze inspiruje mnie coś tak po prostu. O czymś pomyślę, stwierdzę, że to może niegłupie i tadam, mam posta. A czasem jest totalna posucha i trzeba ratować się oglądaniem filmów, by móc o nich opowiedzieć.
      Ja obcasów nie noszę, to wiadomo. Trampki uwielbiam. Chodzę nawet w zimę. ;D
      I lubię herbatę oraz kawę. Ale jeśli kawa, to tylko te takie latte dziwne oraz rozpuszczalna z mlekiem i cukrem. Pychotka. A herbatę opier... to znaczy wypiję każdą xD Zieloną lubię szczególnie, czarną oraz kiedyś piłem pyszną grejpfrutową.
      Zdecydowanie wolę makaron od ryżu, co rodzi pewne problemy, bo gdy mieszkałem z matką ona woli ryż i była mała kłótnia zwykle w przypadku pomidorowej.
      Co do wspomnienia z dzieciństwa, to troszkę zrobiło mi się samemu ciepło na sercu, bo pamiętam swojego dziadka. Zmarł, gdy miałem osiem lat, więc bardzo słabo go pamiętam, ale kiedyś na pamiątkę dał mi dzwonek. Całkiem spory, ciężki, mosiężny. Jak się tylko go dotknie, dzwoni tak głośno, że przysięgam, obudziłby zmarłych i mielibyśmy apokalipsę zombie. Wszyscy chcieli ten dzwonek wyrzucić, gdy tylko go znaleźli i przestawiali, a ten zaczął dzwonić, ale nie pozwoliłem na to. Wciąż, gdy na niego patrzę robi mi się jakoś cieplej... Sporo mam wspomnień z babcią, dziadkiem dużo mniej.
      O. Proszę ;D

      Usuń
    3. Mi pisał dokładnie to samo, jak wymyśliłam nominację dobrych myśli. I też go od razu nominowałam. Ale potem zrobił ten tag i to naprawdę w wyjątkowy sposób. ;)
      Ale przecież - skąd mogłeś wiedzieć. Nikt tego nie przewidział. Chociaż od czerwca, odkąd dowiedział się, że coś jest nie tak, był jakiś taki lęk. Najgorzej było podczas jego operacji, tyle stresu... wtedy to każdy sms od Idy, że jest lepiej był jak zbawienie. A później tak znienacka, cholera. A jeszcze dzień przed miałam do niego wpaść na herbatę. I nie wyszło. W ogóle nie wyszło. Też czułam, że spieprzyłam, bo mieliśmy do siebie tak blisko, a nie udało nam się spotkać. Ale tak to jest, jak próbuje się umówić dwoje zalatanych ludzi... Tylko przestałam mieć wyrzuty sumienia. On nie lubił, kiedy ktoś je miał z jego powodu, wiesz?
      A Frida niesamowicie potrafi na duchu podnieść, bardzo dobrze, że i tu się pojawiła. Ale to też poniekąd sprawka Indiego, wiedziałeś o tym? :)
      O, szalony XD
      Też bym nie ogarnęła kurczaka w mleku kokosowym, ale! Nigdy nie mówmy nigdy! Może kiedyś się uda, a co! Zwłaszcza, jak już będę mieć swoją kuchnię i nikt mi nie będzie w niej blubrał :P
      Jesteś pewien, że to był syrop z cebuli? XD Cóż, ja też uwielbiam pomidorka z cebulką, ale z ogórkiem i w śmietanie jeszcze :D Cud miód po prostu, aż sobie chyba zaraz zrobię :D
      Bo widzisz, Twój zegar biologiczny przestawiony jest na tzw "sowę" ;) Ja zawsze podziwiałam "skowronków", którzy potrafili wstać o czwartej nad ranem tylko po to, by zrobić sobie kawę i się uczyć. Ja bym padła ryjem w zeszyt XD
      Oglądaniem filmów, albo książką :) Jak załapię jakiś fajny cytat, którym można się zainspirować to też jestem w stanie się rozgadać na blogu jak szalona :P
      I nie jest Ci zimno? :P Mi zawsze szpytki marzną, a nie daj Boże jak przemokną XD Więc w okresie jesienno-zimowym obstawiam glany jednak.
      U nas w pomidorowej też jest ryż, widzisz :D Ale jak będę na swoim w końcu, to chyba z makaronem będę robić ^^
      Czyli nasi dziadkowie zmarli, kiedy byliśmy w równym wieku. A z tym dzwonkiem - cóż, piękna i symboliczna poniekąd historia, choć wydaje się być drobiazgiem. Ale przecież nieraz i drobiazgi potrafią być magiczne :)

      Usuń
    4. Wczoraj przez to, że sobie ten odpis przypomniałem załapałem doła. Po raz drugi kilka aluzji w postaci "No, napisz do mnie, wiem, że chcesz". Ech. Wiem, że nie lubił, gdy ktoś ma wyrzuty sumienia z jego powodu. Tak samo, jak nie lubił ranić ludzi.
      Tylko czasem trudno jest z sobą wytrzymać. Czasem noc to jedyne ukojenie i przekleństwo w jednym.
      Wiem :). Chciał, by zaczęła pisać. A ona, pod wpływem impulsu, założyła blog i zaczęła. To lek dla wielu ludzi po tak wielkiej stracie, sposób na ukojenie bólu. Ale też i jakaś etykietka, jak sama mówiła. Etykietka Fridy, przyjaciółki Króliczka.
      No, może kiedyś skill podskoczy do takiego stopnia, że nic nie spalę. Hm, mogę jeszcze zwalić winę na to, że mam bardzo stary piecyk, stary i brudny, bo niegdyś nikt nie miał nawyku czyszczenia go i być może z tego powodu nie dzieje się tak, jak powinno i... po prostu palę albo nie dopiekam, gdy używam piekarnika. Temu staram się go nie używać, bo on działa tylko, jak się piecze mięso.
      Kocham pomidorki, ogórek, cebulkę. Śmietany być nie musi, może być jogurt. Aaa! Normalnie aż zgłodniałem. Ja w ogóle uwielbiam sałatki, mógłbym się tak żywić cały czas.
      ... Ja bym w ogóle się nie podniósł. Stwierdził, że pierdolę, nauczę się pięć minut przed i zarył twarzą w poduszkę. Zdarzyło mi się robić z rana zadanie domowe kiedyś. I stwierdziłem, że nigdy więcej, gdy większą część czasu przespałem oparty o biurko.
      O, jeszcze w moim przypadku gry komputerowe.
      Nie jest mi zimno, o dziwo xD Glany są okej, ale są w opór ciężkie i zdarza mi się je nałożyć. Te moje obcierają pięty, więc... tak, niezbyt ciekawie. Ale może w tym roku... Zabawne jest to, że gdy masz na sobie glany to nagle nikt nie ma żadnych "ale" co do Ciebie xD. Boją się!
      Makaron pyszna sprawa. <3 Ostatnio miałem z makaronem i ryżem, bo makaronu było za mało XD i dobre było w zasadzie.
      Ano, tak bywa. Małe rzeczy nieraz są ważniejsze, niż te duże.

      Usuń
    5. W sumie Ci się nie dziwię. I mnie dopada jeszcze dołek momentami. Najgorzej, jak dopadnie na uczelni, w okienku. Wtedy zawsze pisałam do Indiego, czy w końcu mogę wpaść na te kakao i czy jest w domu... I najgorzej, jak chcę ten telefon chwycić i napisać i nagle zdaję sobie sprawę, co chciałam właśnie zrobić.
      Ano nie jest łatwo. Ale najważniejsze, że nie jesteś sam w tym wszystkim. Wszyscy się z tym zmagamy i możemy się w każdej chwili podnieść na duchu jakoś.
      Niestety ta etykietka jest dla niej strasznie wkurzająca i ja się w sumie jej nie dziwię. Wiele osób do czegoś zobowiązał :) Mi np kazał rzucić palenie. Ale jak skubany to zrobił! Bo ja mu się zawsze żalilam, że palę, że nie mogę rzucić, że nie mam motywacji. A on mi kiedyś opowiadał, jak obiecał swojej mamie, która umierała na raka, że rzuci. I mówił: "Najlepiej obiecaj zmarłemu." Ja mu na to odpowiedziałam, że wolę już katować płuca, niż mieć okazję do takiej obietnicy. I w sumie rzuciłam prawie, nie paliłam już tak. Ale jak dostałam telefon od Fridy... poszły trzy czy cztery paczki, zanim odebrałam od Niego list, choć jak sięgałam po pierwszego papierosa, jeszcze w amoku łez, to czułam coś dziwnego. Ale zapaliłam. Tymczasem w liście napisał mi, że jeśli jego śmierć była dla mnie kolejną wymówką do tego, by zapalić, to się na mnie obraża i że mogę odpokutować tylko nie paląc. :) Skubany, zawsze miał sposób, zawsze wiedział, jak mnie podejść. Bo gdyby napisał "Asiu nie pal" to bym nie paliła, a bym popalała. A tak... sumienie mnie gryzie. I 13 grudnia minie miesiąc, jak nie palę ostatecznie, choć czasami mam cholerną ochotę na ćmika. Ale teraz nie ma, że boli. Ostatnim papierosem poczęstowała mnie Frida :)
      Aaa, rozumiem :D To u mnie jest dopiero wiksa, jak gotuję ryż, słuchaj. Kuchenka pływa! Ja się wtedy naprawdę zastanawiam, co jest ze mną nie tak :D
      Z jogurtem nie jadłam jeszcze, ale spróbuję! :) Też lubię. Ale to dobrze, zdrowo przynajmniej :)
      No to mamy to samo, faktycznie :D Ja ostatnio spałam nawet (z otwartą buzią XD) na zajęciach o 8-mej rano. Także poranne zajęcia też nie dla mnie. No ale jak się do 3 w nocy siedzi...
      W gry lubię sobie pograć nieraz. Moj laptop niestety średnio je ogarnia, ale lubię sobie online ponaparzać w Happy Wheels XD Papu mnie kiedyś próbował nauczyć grać w LOL'a, myślałam, że nawet mi jakoś idzie, ale mnie od noobów wyzywali, to przestałam XD No i w Slendera, uwielbiam grać w Slendera i drzeć mordę :D W ogóle, jak zamieszkamy razem w końcu to będziemy w gry oboje naparzać, o!
      A niech się boją :D Drzwi w pociągu też się boją, jak muszę je z kopa otwierać nieraz :D
      Ano dobre i to ostatecznie :D
      Otóż to. ;)

      Usuń
    6. Myślę, że nie ma co porównywać mnie do Ciebie, Fridy lub Idy. Albo do kogokolwiek, kto faktycznie z nim dużo rozmawiał i pisał. Ja swoją aktywność z nim miałem przez jakiś czas, a potem zająłem się zaliczaniem semestru. Ciągle było coś, czym trzeba się zająć i co jakiś czas się odzywałem, ale rzadko. Jak postanowiłem w końcu wejść na profil i napisać do niego maila, to... cóż. Napisałem wiadomość. Dosyć długą i w ogóle. Pomyślałem, że odpalę jego blog, będę miał co dopisać może. A tutaj post o jego śmierci. To się nazywa "obudzić się w czasie", co? :) Ale co poradzę.
      Sprytne, trzeba przyznać. Gratuluję, oby jak najdłużej obyło się bez papierosów.
      Okej, umiem ugotować ryż. Chociaż! Chociaż zdarzyło mi się go też spalić, więc może nie do końca umiem? Ale ja zjarałem cztery czajniki i dwa garnki albo trzy, więc może... Tak, może lepiej nie będę nic mówił xD
      A spanie na zajęciach to nic nowego w moim przypadku. Zależy jak to u mnie wygląda, jeśli przespałem całą noc, to spoko, piję kawkę na zajęciach i jest miodzio. Ale jeżeli położyłem się późno albo w ogóle się nie kładłem, żeby nie spóźnić się na zajęciach to koło piętnastej-szesnastej jestem trupem, który opiera głowę o biurko i po prostu nie kontaktuje nic. Zombie xD.
      A mój też średnio na jeża ogarnia gry, ale w LoL'a gram xD Ha. Raz lepiej, raz gorzej, nie od razu Rzym zbudowano, prosy od razu prosami nie stali się, także nie ma co się przejmować. Mute wszystkich i tyle ;D Zawsze działa. Nie cierpię grać w horrory, bo się boję jak posrany i potem po mieszkaniu trudno mi chodzić nawet xD. Ale teraz cisnę Dragon Age'a 2.
      Biedne drzwi w pociągu, pociągi i tak są marne, a Ty je jeszcze katujesz glanami, olaboga.

      Usuń
    7. Początek mógł zabrzmieć niefajnie, więc sprostuję: chodziło o to, że Wasza strata jest nieporównywalnie większa, od mojej.
      W mojej skromnej opinii. Tak, wiem, może nie powinienem porównywać. Ale cóż...

      Usuń
    8. Nie no spoko, wiesz, ja rozumiem o co Ci chodzi. Serio. To samo napisałam Fridzie zaraz, jak się dowiedziałam. A ona mi wtedy powiedziała, że właśnie "nie ma co porównywać" bo wszyscy cierpimy tak samo, bo on wszędzie był taki sam. I potrafił ludzi do siebie przywiązywać. To, co działo się na blogosferze już podczas jego operacji... było niesamowite, ludzie pytali się sobie, czy coś o nim wiadomo itd. A on, jak wrócił, to wszystkich przepraszał, że musieli się martwić. Tak długo przepraszał, aż go wszyscy o to zjebali xD Chyba po prostu nie zdawał sobie sprawy z tego, jak potrafi przywiązywać ludzi do siebie nawet, jeśli miał się z kimś wymienić kilkoma mailami. To wystarczyło.
      Też mam taką nadzieję ;)
      Cholera, to Ty serio masz dar do spalania xD Nawet wodę na herbatę być przypalił :D
      Zombie xD Cóż no, dobrze Cię rozumiem po prostu :D
      No ja zawsze grałam, jak to chłopcy mawiają "pojebaną Anką" XD Bo jak wyjebywałam miśka, to wszystkich napierdalał, a ja biegałam w kółko i miałam radochę :D Tak, wiem, jestem noobem XD Mnie graniem w horrory zaraził Pewdiepie, w Amnesie też naparzałam, chociaż pełne gacie miałam XD
      Nie moja wina, że przymarzły!

      Usuń
    9. Zabawne, że są ludzie, którzy nie mają świadomości o własnej sile przyciągania, co? :) Ale może to dobrze. To... och, zabiłby mnie, gdyby to zobaczył, ale... to urocze. Ten człowiek był uroczy xD Po prostu.
      Eeee, no wiesz, jak się wstawiło czajnik i poszło do pokoju, zasnęło albo zaczęło grać w grę i ta wciągnęła... To potem się orientowałem, że coś śmierdzi jak cholera. I znajdowałem taki zwęglony czajnik albo garnek z miną "No chyba, kurwa, nie". I zdarzyło mi się przypalić wodę na herbatę. Serio.
      TIBBERS! DID U SEE MY BEAR, TIBBERS?! ;D Jest zabawna i mam ładnego skina do niej, muahahhaha. E tam, nie ma co zwracać uwagi na innych wiesz xD Mam koleżankę, która gra absolutnie dla funu. Ma już trzydziesty lvl, ale ona nie chce grać rankedów. Więc bawi się na aramach, na botach, czasem na normalach. Jej ukochaną postacią jest Soraka, szczególnie z tym nowym skinem żniwiary dusz. I nie gra jakoś super zajebiście, często ma za wolne reakcje, ale co tam ;) Razem sobie gramy i się bawimy.
      O rany, drzwi przymarzły? Pociągi, po prostu pociągi... ;c

      Usuń
  5. Ja też w gotowaniu spełniać się nie mogę, chociaż potrawy z `pomysłów na` nawet dobrze mi wychodzą. :D i spaghetti podobno dobre robię ;P
    Herbaty też uwielbiam, ale ja to nigdy w życiu kawy nie piłam. :)
    Makaron lubię, ale to za kaszę dała bym się poćwiartować ;P ryż tylko w potrawce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, z pomysłów zrobiłam kiedyś nuggetsy. I wyszły :D Z tym spaghetti to mogę Ci pionę przybić :P
      A jaką lubisz najbardziej?
      Kaszką się przejadłam, jak byłam mała XD Bo ja jestem francuski piesek na zupy i jak coś mi nie smakowało, to mama robiła mi kaszkę. Dziś nie tknę chyba :P

      Usuń
    2. Czarna z cytryną to dla mnie nr. 1 :D
      Kaszkę nie, kaszę. :D w takich woreczkach jak ryż. :D

      Usuń
    3. To ja muszę osłodzić jednak XD
      Ach więc to tak :D

      Usuń
  6. Makaron i herbata to jest to, a też nie najlepiej idzie mi w gotowaniu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaką herbatę lubisz najbardziej? Ja muszę zainwestować w jakieś smakowe, bo mi się pokończyły :P

      Usuń
    2. Najbardziej z cytryną i miodem, w zimie dodaję imbiru, ale uwielbiam wszystkie :)

      Usuń
    3. O, a ja ostatnio wpadłam na Liptona o smaku owoców tropikalnych. Pychota! :)

      Usuń
  7. Mnie mróz nawet nie doskwiera tak bardzo jak ten zimny, wręcz mroźny wiatr.
    Ja też lubię ketchup i mogę go jeść normalnie z chlebem bez dodatków. I nocne przesiadywanie nas łączy:)
    Słodzisz zieloną herbatę? Bleee:p Ja się przyzwyczaiłam do gorzkiego smaku i bardzo go polubiłam. Nawet kawy nie słodzę (rozpuszczalnej z mlekiem oczywiście).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiatr jest padkudny, to trzeba przyznać... O to tak to :D Ja też :D Nieraz jak jestem głodna i nie chce mi się szykować, to sru! Ketchup na chleb i wcinam :P Nocne przesiadywanie najbardziej lubię latem, jak wyczekuję świtu :)
      No słodzę XD Z tych wymienionych nie słodzę tylko ziołowych, typu melisy itd XD To Ty byś mogła sobie z moim Patrykiem rękę podać :D

      Usuń
    2. Kanapka z ketchupem i nic więcej do szczęścia na śniadanie nie trzeba:p W ogóle nie rozumiem jak można nie lubić ketchupu.
      Ja lubię o każdej porze roku z dobrą książką lub filmem.
      Wiesz, ja uważam cukier za zło, więc do herbaty/kawy wolę sobie zjeść coś słodkiego:D

      Usuń
    3. Otóż to :D Też tego nie ogarniam xD
      O widzisz, to ja za to rzadko coś słodkiego dojadam :)

      Usuń
  8. Czekoladowa zupka? Bosko, mi mama mówiła,że to śliwkowa, ale nie zjadłam ani razu ;)
    Herbaty górą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, ja się dałam nabrać :D Na śliwkową też bym się dała :P
      Otóż to! :)

      Usuń
  9. To w sumie cos tam porafisz ugotować :) Ciekawa jestem jak ty bedziesz na swoim slubie chodzic w butach na obcasie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to sama siebie zaskoczyłam, jak zaczęłam wymieniać :D Sama jestem ciekawa :< Chodzić to pół biedy. A tańczyć?! Chyba kupię na niższym i najpierw je rozchodzę trochę :P

      Usuń
    2. Na pewno dużo jeszcze umiesz :D
      No to ba jasne, że trzeba rozchodzić :)

      Usuń
    3. Wszystko wyjdzie w praniu... to znaczy w gotowaniu :D
      Otóż to :)

      Usuń
  10. Ale tu u Ciebie przyjemnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja makaronu nie lubię, ryżu też nie bardzo;p ale przytulać się lubię :D:D

    OdpowiedzUsuń
  12. Pobiłaś kuzyna? :p Łobuziara jesteś ;p
    Chociaż ja też prałam braci, że aż mi głupio teraz po latach ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, kuzyna wrzuciłam do basenu XD Pobiłam kolege, ale to nie był życzliwy kolega, jak pisałam XD
      E tam głupio :D Widocznie zasłużyli :P

      Usuń
    2. No ale żeby od razu bić?:P
      Wkurzali mnie, ale chyba czasem przesadzałam :P

      Usuń
    3. No ja byłam takim rozjebundem XD
      Czasem im się należało :D Nie można być za dobrym! (i kto to mówi XD)

      Usuń
  13. Słona zupa czekoladowa - no, nie powiem, ciekawa kombinacja :D jak tak kochasz krwiste dania to może ja Ci wyślę taki brytyjski black pudding, co? :p
    Jeszcze co do gotowania, ja myślałam, że potrafię, ba!, że sprawia mi to przyjemność... a potem zamieszkałam z moją host family i zwatpiłam nawet w umiejętnośc przyrządzania jajecznicy :D na szczęście szybko się uczę i teraz wiem jak przygotować afrykańskie matoke czy słodkie ziemniaki (szpan, taaakie to skomplikowane) i wiele innych dań... ostatnio opanowałam robienie szpinaku z masłem orzechowym (ja z masłem orzechowym mam jak Ty z keczupem) i potrafię ugotować ryż na 3 sposoby :D
    Co do tych free hugs - magia, byłam na takim evencie raz w Londynie, więc wiem, że atmosfera nieziemska.
    Ja osobiście jestem miłośniczka trampek... i sandałów. Nawet w październiku na upartego poszłam raz gdzieś w sandałach, mimo że było tak cholernie zimno, że palców u nóg nie czułam *.*
    Co do Gunsów... mi się oni zdecydowanie przejedli od czasów jeszcze "cudownej" gimbazy i na palcach jednej ręki mogę zliczyć, ile razy ich od tamtego czasu słuchałam. Tym bardziej, że moja siostra i mama ich nie trawią, a że z siostrą zawsze wojny lubiłam toczyć to jak ja Gunsów puszczałam to ta chwilę później wylatywała mi z Bring me the horizon, bo wiedziała, że mnie zawsze kurwica przy nich trafia :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale u nas w sumie aż taka słona nie jest... chociaż dobra, w sumie to jest. Nie wiem, jak mi wcisnęli tę czekoladową zupkę, ale się udało. A wyślij, czemu nie :D No proszę, to nieźle Ci idzie :P Ale szpinak z masłem orzechowym? :> Nie ogarniam trochę... Ale lepiej się nie odzywam, przecież ja i ketchup... XD
      No to rewelacja jest :) I ogromna poprawa humoru momentalnie :)
      O widzisz, o sandałach zapomniałam. I o japonkach. Na lato :) W październiku w sandałach? :O Szalona!
      A widzisz ja Gunsów zaczęłam słuchać w sumie jak zaczęłam być z Patrykiem, bo on Slasha uwielbia :) I spodobali mi się, ale głównie dlatego, że dużo fajnych wspomnień się z nimi wiąże, szczególnie z początku związku, a takie są chyba najfajniejsze :)

      Usuń
    2. To wiesz, mi się teraz przypomniała "jajecznica z kaszą" :D bo ja do mięcha to zawsze ostatnia byłam, no nie znosiłam go. Teraz to jestem dorosła i oficjalnie wegetarianka od prawie dwóch lat, ale wcześniej to mnie zmuszano do tego, by np. jeść wędliny. I oczywiście coś się zawsze w jajecznicy znalazło, a ja jak taki Kopciuszek wybierałam i robiłam "wnianuszek" na brzegu talerza xD to jak miałam jakieś 5 lat, Tata tak drobniutko boczek pokroił... a ja niczego świadoma pomyślalam, że to kasza (a ja kaszę kocham do bólu)... i cóż, zrobili mi w konia bez ceregieli, po czym jak już skończyła to zadowoleni z siebie oznajmili, że zjadłam jajecznicę z boczkiem... oszczedzę szczegolow terroru, jaki im za to zrobiłam :D
      Wiesz, jakie to dobre? Oczywiście, jeżeli masło orzechowe lubisz. Ale wiem, jak to brzmi za pierwszym razem, pamiętam jak moja ciocia oznajmiła mi, że robi najlepsze piersi z kurczaka w sosie właśnie z masła orzechowego, a ja oczy jak dwa funty i takie wtf :p a potem jadłam aż mi się uszy trzęsły :p
      Japonki rządzą, zwłaszcza jak się komuś spieszy, że równie dobrze może w papciach z domu wybiec :D co do sandalów w październiku... to moje fanaberie, bo... jakby to określić, nie lubię być więźniem własnych ubrań. Temu kocham lato, bo wystarczą szorty, jakiś fajny T-shirt, czasami krótka spodniczka czy sukienka, sandały i jestem gotowa. A teraz, to ubieranie się "na cebulkę"... wrr, nienawidzę! Także te sandały w październiku to taki trochę bunt był :D
      Przez wspomnienia to ja mam sentyment do AC/DC, bo od nich zaczęła się moja przygoda z rockiem, z nimi mam najwięcej wspomnień związanych zTatą... tylko do jednej piosenki nie potrafię wrócić, do mojej kochanej "Hells Bells". Bo Tata, na kilka dni przed swoją śmiercią powiedział, że jak kiedyś umrze to nie chce pogrzebu kościelnego, że mamy po prostu zebrać się przy miejscu, gdzie go pochowają i właśnie mu tą piosenkę puścić. Mówił o tym pół żartem, pół serio... jakby wiedział... tak czy siak, byłam tą, która wypełniła jego wolę... i od 4 lat nie włączyłam tej piosenki ani razu, mimo że nadal jest ona na mojej playliście w telefonie.

      Usuń
    3. Jajecznica z kaszą? Cholera, nie wiem, czy bym ogarnęła, bo ja jako dzieciak wpieprzałam kaszkę nałogowo i dosłownie - do porzygu XD I do tej pory jak pomyślę o niej, to mnie mdli :D O matko, to ja się nie dziwię wcale, że się wściekłaś i narobiłaś rabanu... bo cholera, to takie robienie na złość. Nie jesz mięsa, to nie jesz, proste. Ludzie jakoś tego często nie rozumieją, zauważyłam.
      Masło orzechowe uwielbiam, tylko cholera, nie wyobrażam go sobie ze szpinakiem! Ale skoro się upierasz, że takie dobre, to przynajmniej będe musiała spróbować :D
      Ale z japonkami też różnie bywa XD Mi kiedyś jednego prawie tramwaj porwał :D Bo jak wysiadałam to się drzwi zaczęły zamykać :D Wyobrażasz sobie tę walkę na śmierć i życie? :D
      Aaa to rozumiem :D Wrr, też nienawidzę ubierania się na cebulkę >.< I nadal uparcie nie noszę podkoszulki, rajstop i czapki.
      Rozumiem... Zatem wcale nie dziwię się, że nie możesz do tej piosenki wracać. Ja sobie pewnego dnia przy piwie zażyczyłam, by na moim pogrzebie zagrali mi Stairway to Heaven. Ciekawe, cholera, czy zagrają...

      Usuń
    4. Masz na myśli grysik czy tak kaszę na ogólnie, bez względu na rodzaje? ;D Bo ja gryzik na mleku kocham do dzisiaj, ale jak sobie przypomę np. zupę grysikową z przedszkola...bogowie, serio mi się wszystko cofa... ale ja nienawidziałam wszelkich obiadów w przedszkolu - no, może makaron z serem był dobry, ale tylko wtedy, gdy się na to cukru nawaliło co nie miara ;D
      Ludzie lubią po prostu jakoś do jednego worka wpychać wszystkich. Ale to też od wychowania zależy... bo ja sie wkurzałam na Mamę, ale jak sobie zgłębiłam troszkę wiedzę na temat czasów, w których ona dorastała to tak ją zrozumiałam trochę, bo przecież to głównie nasze ego woła np. "Ma to, czego ja nigdy nie miałam, a jeszcze wybrzydza!". Sama tak czasami miałam w przypadkach mojego młodszego rodzaństwa. Ale wiesz, są też ludzie, którzy po prostu twierdzą, że wegetarianie są głupi, "bo nie jedzą mięsa" - też mi coś, może g ł u p i są ci, którzy przechodzą na wegetarianizm, bo myslą, że jedząc "roślinki" szybciej schudną... prawdziwym wegetarianom do głupoty daleko, w końcu musimy wiedzieć, jak zaspokoić potrzebu naszego organizmu, jeżeli chodzi o białko, tłuszcze i np. w anemie nie popaść czy inne choróbska. Także, jak ktoś mnie od głupiego wyzwie, to ma w nagrodę wykład z dietetyki, a co tam, bio-chema w końcu w liceum ukończyłam ;P
      To jak będziesz kiedyś chciała poeksperymentować to prześlę Ci przepis, to żadna filozofia w sumie, ale wolałam, by mi Sylvia krok po kroku wszystko napisała, włączając ilość dodawanej soli, bo w moim przypadku stosowanie się do polecenia typu "Przypraw solą do smaku" niezbyt pozytywnie sie kończy ;D
      Em... okay, co Ty żeś w tym tramwaju wyrabiała, że prawie by Ci zajumał buta? ;D
      Ble, dla mnie już poświęceniem jest zakładanie długich spodni... a babcia się mnie zapytała ostatnio, czy zakładam rajstopy pod spodnie - no, niedoczekanie! Tutaj zresztą aż takiego mrozu nie ma... tylko wiatr jest paskudny, może być 0 stopni w słońcu, a Ty będziesz sie czuła, jakby co najmniej -10 panowało.
      Yay, to masz życzenie identyczne jak dwójka moich znajomych. Wiesz, zadeklarowałabym sie, że może bym Ci to zorganizowała, nawet na cmentarzu, chociaz nigdy nie czułam się tam swojo... ale może to właśnie dodało mi odwagi i Tacie to AC/DC pusciłam bez względu na krzywe spojrzenia "mocherów"... ale dobra, nie gadajmy o swoich pogrzebach, młode przecież jesteśmy ;P

      Usuń
    5. Kaszę tak na ogólnie :D O fuj, ta zupa z przedszkola była obleśna! Pamiętam, że pewnego dnia dziewczyna siedząca obok mnie rzygnęła prosto w talerz. W sumie to jej się nie dziwię xD O tak, na makaron z serem trzeba było nawalić cukru, inaczej to był istny koszmar :D
      Piona za bio-chema Bejb! :D No bo to jest racja, ja ogólnie bardzo nie lubię takiego hmm... szufladkowania. Generalnie uważam, ze wszystko jest dla ludzi, tylko właśnie o ten rozsądek chodzi. Trzeba do konkretnej sprawy podejść rozważnie i tyle. Jeśli wiesz, co dla Ciebie dobrze i potrafisz o to zadbać, to przecież wszystko jest okej. No i pojawia się też kwestia szacunku. Ludziom trudno jest uszanować, że ktoś robi coś innego, że ma swój sposób myślenia. Od razu jest dziwny, albo głupi. Ale to niestety przykra łatka naszego społeczeństwa.
      Ok, będę pamiętać :D
      No hm... powiedzmy, że był wypchany i musiałam zejść do drzwi, a one się tak niefortunnie otworzyły, że przycisnęły mi stopę i wpadłam w panikęxD
      Bo to jest najgorsze, co może być! Jak można po prostu...
      Spoko, ja i tak mam zamiar zostać spalona XD Ok :) Chociaż ja tam przez moje dziwne schizy lubię sobie czasem pogdybać XD

      Usuń
  14. Na początek, co by z głowy mi nie uleciało- utwór wieńczący wpis: cudowny, piękny, dający kopa na każdy dzień. Guns N' Roses znajduje się w pierwszej czołówce moich ulubionych zespołów.

    Ha! Potrafisz więcej wyczarować w kuchni niż ja. Ja bez przepisu nie ruszę niczego. Mimo, że mam jasno napisane, ile czego dodać to i tak zawsze przesolę, przysmażę, przepieprzę.

    Masz piękne życzenia. Jeśli chodzi o mnie, jednym z nich byłaby chociażby chwilowa radość dla każdego. By każdy człowiek z osobna uśmiechnął się, mimo kłopotów i zmartwień.

    Jesteśmy podobne do siebie, jeśli mowa o ludziach. Nie wyobrażam sobie bycia samotną. Ludzie napędzają każdy mój dzień, sprawiają, że uśmiecham się, są motywacją. Rozumiem Cię w tej kwestii doskonale.

    Nie pojmuję zaś jak szybko skończyło się to błogie dzieciństwo. Ekstra wspomnienie. Dziś też być tak postąpiła? :D

    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - kopa pozytywnego daje jak mało który utwór :) To również jeden z moich ulubionych zespołów, więc przybijam piątkę :)

      W sumie to sama się zdziwiłam, że aż tyle potrafię, myślałam, że mniej, serio :P A to kwestia wyczucia chyba :) Powiem Ci, że ja przepisy rzuciłam w cholerę, najczęściej, jak nie pamiętam, czego ile dodać, to dzwonię do mamy, a ta mi dyktuje, po czym mówi: "ale potem jeszcze spróbuj i dopraw jak coś!" :P

      O to tez piękne życzenie. Aż sobie człowiek nagle uświadamia, jak trudno jest o uśmiech tak naprawdę...

      Zatem cieszę się, że się rozumiemy :)

      Ale to zależy, które wspomnienie masz na myśli, bo o kilku wspomniałam :P Ale jak chodzi np. o przywalanie kumplowi to wciąż jestem bitna XD

      Również pozdrawiam :)

      Usuń
    2. A Led Zeppelin?

      Ja niestety na taką wygodę liczyć nie mogę. Już jestem zdana sama na siebie. Tak swoją drogą- mój Brat kiedyś gotował ogórkową. Na dwa litry wody, wrzucił dwie kostki rosołowe i dał całe ogórki kiszone. :D

      No właśnie o tym pobiciu. ;D Ja kiedyś przyłożyłam koledze pod pokojem dyrektora prosto w krocze. Jak On się biedny zwijał z bólu...

      Usuń
    3. Własnie przed chwilą słuchałam sobie Ramble on :) Więc kocham :)

      No to Brat pojechał po całości :D Ale to tak jak ja poprosiłam kumpla, jak robiliśmy spaghetti: "przygotuj mąkę, bo będziemy musieli zaciągnąć." Myślałam, że będzie wiedział, że ma rozrobić mąkę z wodą i dolać, a ten jak sypnął mąki prosto do gara to myślałam, że go zatrzasnę XD Mieliśmy przynajmniej spaghetti z kluskami, ot takie urozmaicenie :D

      Aaa :D W krocze? Cholera, to Ty brutalna byłaś xD

      Usuń
  15. Asik jesz wszystko z keczupem jak mój mąż :P podziwiam go bo nawet na pierogi go daje :P
    buziam mocno ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierogi np z mięsem to tylko z ketchupem :D Ostatnio też smażone ziemniaki tak wsuwałam :D
      :*

      Usuń
  16. Boże, ta zabawa nigdy nie umiera...pamiętam j jeszcze z czasów wp, nie sądziłam, że to się i tutaj tak ciągnie mimo wszystko :D
    Na początku, gdy zeszłam się z moim mężem to...on musiał gotować. Bo ja nic, a nic. Zupełnie, nawet jajecznicy nie umiałam zrobić porządnie, bo zawsze mi skorupki powpadały do środka albo po prostu coś zjebałam :D Serio, beztalencie totalne. Za to z czasem..okazało się, że można się gotować nauczyć. I że to jest przyjemne, o dziwo:) Pobierałam nauki u dwóch panów, wiadomo kogo i okazało się, że nawet kurczak w mleku z kokosa może wyjść mi nad wyraz dobrze. Teraz znajomi nieraz się na obiady zlatują więc...wszystko może jeszcze przed tobą, tym bardziej, że i schabowe umiesz robić :D I wiesz co...ja ci aż zazdroszczę, że Twój luby nie lubi cebuli:D Serio:D Bo mój Wojciech to cebulowy potwór i nieraz jak mu z japy jedzie jak się naobżera pomidorów z cebulą...no przesada, głęboka przesada z tym chuchem z pyska :D
    I kebab...tak, ten to chyba wszyscy kochają :D
    Też mi by było wiecznie za mało życzeń. Chyba za zachłanne jesteśmy:)
    Z tym przytulaniem i ludźmi- też się zgadzam, chociaż ja nie nazwę tego słabością, co to to nie :D
    Trampki i glany- high five :D Jak to mówi mój mąż, obcasy to kobieta może nosi tam, gdzie w nich nie chodzi...czyli cóż...no w wyrze nieraz się przydają...ale tu nie będę wchodzić w szczegóły :D
    A za Pawlikowską musiałabym się w końcu zabrać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta zabawa jest nieśmiertelna chyba :D Tak raz na jakiś czas pojawia się fala Liebstera :D
      Skorupki do środka... Boże, jakie to jest wkurwiające XD Ano wiem, że jest przyjemne, bo kilka razy eksperymentowaliśmy w kuchni z Patrykiem i dawało nam to zajebistą frajdę :) A jak coś nie wyszło, no to właśnie - jajecznica :D Z keczupem :D Także cóż, mam nadzieję, że i do mnie będą się na obiad zlatywać XD To będzie satysfakcja, naprawdę :D
      To mi tak Patryk ciśnie zawsze XD Z ryjca mi wali cholera, jak się gziku najem, a po śledziu to juz w ogóle :D A po śledziu to guma do żucia i mycie zębów nie pomaga nieraz XD Albo ja mam takie uczucie dziwne po prostu :P
      Bo kebabu trudno nie kochać :D
      Chyba tak :) Ale zachłanne w dobrej wierze, więc :)
      Słabość, nie słabość, w sumie, zwał, jak zwał. Ja potraktowałam to, jak słabość do słodyczy, o :D Bo sprawia tyle radości, a nie zawsze jest zdrowe :P
      Przybijam :D Tym bardziej, że widziałam, żeś glaniara ^^ Moje glany juz biedne, zdeptane... Ale w sumie służą mi od 4 lat, a nie były to jakieś Steel'e czy HD, czy inne. Jednakowoż nadal pięknie blaszka się nagrzewa, pod grzejniczkiem, jak jadę pociągiem - a potem trzyma :D
      Spoko, powiedzmy, że jestem w temacie XD
      Zabierz się, warto :) Ja się czaję jeszcze na "Kurs szczęścia" i "Księgę kodów podświadomości". Z resztą cała ta seria zdaje się być ciekawa. W domu mam "W dżungli życia" właśnie i "Planetę dobrych myśli" jakbyś chciała. ale to drugie to taki zlepek myśli, słynnych żółtych karteczek, sentencji... ale fajne. Sięgam za każdym razem, kiedy mi źle

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że mnie nie dopadnie :D
      A wiesz, że mi nie przeszkadzały nigdy nawet specjalnie te skorupki, fajnie chrupały...ale ja ze wsi jestem, wcinam surowe jaja :D I pewnie że będzie. Fajnie patrzeć nieraz, jak komuś smakuje jednak. Nie myślałam kiedyś, że aż tak.
      No to ja go rozumiem tutaj widzisz :D O właśnie...mam śledzia z wiśniami w lodówce, chyba się przez Ciebie zaraz na niego rzucę :D
      A jadłaś na teatralce ten dobry?:>
      No w sumie...można tak powiedzieć, radocha jest ale przegiąć łatwo, to takie coś może być słabością. Ale lepiej mieć takie, niż inne przecież:)
      No, nawet na obronę leciałam w glanach, ale grzecznie zmieniłam butki przed :D Ale mi się przedziurwaiły wczoraj w pracy w nocy -.- A mają tylko 2 lata niecałe...ale ja masakrycznie szybko niszczę buty, taki mój urok chyba. Pewnie przez to, że jak chodzę, to się bujam jak penera łazarska :D A wiesz, że galny kiedyś spaliłam na grzejniku w pociągu, jak jeszcze dojeżdżałam ze Środy Wlkp. Zasnęłam z butami na grzejniku, miło, ciepło...aż obudził mnie smród i poparzona stopa, bo się przetopiły na amen. Najgorzej, że z pkp miałam jakieś 2 km do domu teściów...i przez śnieg bez podeszw :D Ale nawet mi się zimno nie zdążyło zrobić po takiej rozgrzewce dzięki pkp ukochanemu :D
      Najpierw skończę swój stos ale może potem się odezwę...czemu nie :>

      Usuń
    3. Myślę, że to nieuniknione jednak :D
      No jak mi się wjebie do środka i chrupnie poźniej, to też jakoś niespecjalnie przeszkadza :D
      I co, rzuciłaś sie na tego śledzia? :D
      No właśnie na teatralce nie jadłam, a wszyscy go tak zachwalają! Najczęściej na ogrodach, albo na dworcu. Bo teatralka to dla mnie takie miejsce, gdzie zawsze się spieszę, albo przesiadam. No ale będę musiała się tam w końcu wybrać :D
      Otóż to :)
      Widziałaś mi się w tych glanach po obronie, serio xD Jak się zobaczyłam, to zastanawiałam się właśnie, czy zdążyłaś się przebrać, czy po prostu wparowałaś w nich na obronę :P Hahaha :D Ja w ogóle jakoś dziwnie "ścinam" wszelkie obuwie, więc też jakoś krzywo łażę :D
      Bo to nie można grzejnika dotykać XD Biedna :D PKP zawsze skore do pomocy :D
      Nie ma sprawy, jak coś :)

      Usuń
  17. A wiesz, że te odpowiedzi czytało się niemalże idealnie? :) Naprawdę uwielbiam czytać pisanie ;* Mogłabym podać rękę Patrykowi - nienawidzę cebuli! Tylko, że ja nie zjem nic w czym będzie cebula. Bleee ;(( też znam ból po soku z cebuli ;/ . Wrr, bleee, ochyda ;p kebaba nie lubię, ale mięso z frytkami i sosem mieszanym mmmmm - palce lizać ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Cieszy mnie to :) Ja nie wiem, jak można nienawidzić cebuli XD Skąd Wy żeście się urwali XD Kebab to ja ubóstwiam :D

      Usuń
    2. Ja ubóstawiam mięso z frytkami ;p Ja nie wiem skąd TY Się urwałaś ;p jak możesz to jeść?!
      SERIO :*

      Usuń
  18. Piąteczka.Też najlepiej wychodzi mi gzik. Ale przytulania nienawidzę.Kurcze cytat genialny ciekawa jestem czy w bibliotece mają jej książkę...Jak tak to od razu biorę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, czyżbyś była gdzieś z okolic Poznania, czy coś? :) Nienawidzisz? A to się trochę dziwię w sumie.
      Myślę, że ta książka mogłaby Ci się przydać, bo bardzo podnosi na duchu i motywuje. Zapytaj, a jakby co, to w empiku nie jest aż taka droga, około 30 zł :)

      Usuń
    2. Okolice Poznania to to nie są. Jakieś 100 km mnie dzieli, ale województwo to samo :)
      Mam swoją awersję dziwny człek jestem.
      Dobrze by było mieć na własność aczkolwiek ciężkie czasy liceum są więc trzeba poprosić na Gwiazdkę to może na ładne oczka dadzą.

      Usuń
    3. Mnie od Poznania dzieli jakieś 50 km, a bywam w nim codziennie w sumie :) No bo gzik to typowo wielkopolskie danie, niekoniecznie "poznanskie" :)
      Więc zrób oczka jak kot ze Shreka :)

      Usuń
  19. Wow super ten Tag zrobiłaś - jestem pod wrażenie . Czytając to uśmiechałam się :) Ja też średnio umiem gotować :p.
    Ojej biedna z tymi haluksami ja również mam problemy ze stopami płaskostopie i zniszczone stopy przez taniec (zapytasz jak to możliwe być tancerze z płaskostopie - to przeszkadza tylko w balecie) Ciężko jest wymienić 3 życzenia ale jakby mogły się spełnić chociaż te 3 to człowiek czuł by się jak milion dolarów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, starałam się ;D Miło, że się uśmiechałaś, trochę mi o to chodziło w sumie :) No widzisz, to jesteśmy dwie :P
      Płaskostopie też przykra sprawa i mnie też nim straszą w sumie. Ale Ty widzisz tańczysz, nosisz obcasy, a ja obcasów dawniej nie nosiłam, bo nie lubiłam, zawsze na płaskim, a teraz nosić nie mogę, bo ból nie do znesienia.
      Otóż to :)

      Usuń
    2. Warto było czekać :)
      Ja mam płaskostopie od dziecka.
      A w szpilkach tańczą towarzyski ja tańczyłam inne tańce (choć liznęłam trochę towarzyskiego)
      Tańczyłam w dzezówkach taki specjalnych do tańca lub w specjalnych butach sportowych. Dlaczego specjalnych ,bo wyglądają jak zwykłe adidasy, ale można z nich obciągać palce itd. Ja uwielbiam szpilki, ale rzadko chodzę, bo moje stopy tego nie lubią :/

      Usuń
    3. sorry nie z nich tylko w nich . Chyba to zmęczenie po pracy.
      aha czytałam jedną książek tej podróżniczki są nie złe - ale nie ma ich w mojej wypożyczalni :/

      Usuń
    4. Cieszę się :) Bo ja tak w ogóle to myślałam sobie, że Ci smutno, że tak nie ogarniam z tym :<
      Rozumiem... Czyli Ty od dziecka masz kłopot z płaskostopiem, a ja z haluksami. Ja mam nadzieję tylko, że to jakoś postępować nie będzie, bo skoro już teraz ból jest nieznośny, to strach pomyśleć, co będzie za parę lat.
      O kurcze, to słabo, jeśli wolisz wypożyczyć ksiażkę. Bo widzisz, ja wolę jednak ją sobie kupić i mieć, więc tego problemu jakoś nie mam, tym bardziej, że empiki kipią od Pawlikowskiej.

      Usuń
  20. Gziiiiiik <3 kocham, kocham, kocham!
    Kurde, mnie też katowali syropem z cebuli :/ Aż mnie wykrzywia na samą myśl, fujka. Ale cebulę jakoś lubię, bo to przecież inny smak niż ten syrop... Ale rozumiem Patrykowy uraz :D
    Byłyśmy w podobnym wieku, gdy zmarł Twój Dziadek i moja Babcia. Zawsze zazdrościłam dziadków xD Nawet jeśli, jak Twój, musiał odejść tak szybko to jednak był. Z moim eks (który też nie miał dziadka) zawsze rozmawialiśmy o tym, że dziadek to taki właśnie spokój i mądrość, że właśnie obroni przed babcią itd. :) Nawet wymyślaliśmy, żeby zrobić adopcje dziadków xD Czasami przesiadywaliśmy w parku i sobie obserwowaliśmy starszych panów i wskazywaliśmy, że tego czy tamtego byśmy wzięli na swojego dziadka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to high five! :D
      A to mnie nigdy nie katowali, miałam te szczęście :D I ja cebulę lubię, ale potem jak wali XD Ok, przekażę mu Twe zrozumienie :D
      O widzisz, a to zbieg okoliczności. Też zawsze zazdrosciłam. Tym bardziej, że drugiego dziadka nawet nie znałam, bo zmarł, jak mój tata miał 16 lat. Otóż to, jednak był. I dobrze jest wiązać z nimi te wspomnienia, choć odeszli wcześnie. Adopcję dziadków? XD No nieźle :D Aż sobie to wyobraziłam :D W sumie to mógłby być dobry temat na jakąś komedię XD

      Usuń
    2. Piona! :D
      Nawet nie wiesz jakie! :D Haha no fakt, wali nieziemsko, ale ja tym się nie muszę przejmować, bo nikogo nie całuję. Oł je, plus bycia singlem xD
      No ja żadnego dziadka nie znałam, więc miałam takie wyobrażenie, chociaż jakby któryś żył to pewnie wcale nie był by taki jak mi się zdaje. Mnie zadziwia jak słabo pamiętam babcie, bo miałam 7 lat, a nie 3 kurde.
      Hahaha no bo dziadki takie samotne nieraz, bo to różnie w życiu bywa przecież. Więc też potrzebują towarzystwa, a skoro my potrzebowaliśmy dziadka to czemu tego nie połączyć xD No komedia mogłaby być niezła, ale ja to widzę tak słodko-gorzko. W sumie jakby to Woody Allen nakręcił to by było git. Bo jednak jest w tym coś smutnego, w tej samotności na starość i w ogóle.

      Usuń
    3. Yeah :D
      Pozostaje się tylko domyślić XD A to nie trzeba całować, czasem wystarczy chuchnąć, albo coś powiedzieć :D
      A tego to akurat nigdy tak do końca nie wiesz... :) Bo ta pamięć z wiekiem się zaciera, ja też coraz słabiej pamiętam Dziadka, a zmarł jak miałam 8 lat. Staram się tych wspomnień jakoś nie zacierać po prostu.
      Ano też tak sobie pomyślałam, że byłaby to komedia z takim gorzkim posmakiem jednak. No jest. I ja się chyba takiej samotności najbardziej boję...

      Usuń
    4. Wiem, wiem, że to wystarcza, ale poleciałam na grubo xD
      Z opowieści o dziadku wynika, że jednak nie byłoby tak sielankowo :P Ważne, że w ogóle jakieś są, nie? :)
      Ja tak samo. Zwłaszcza, że nie chcę mieć dzieci (chociaż to też różnie bywa, czasem dzieci/wnuki mają takiego staruszka gdzieś przecież). I tutaj przerażające wydaje mi się być z kimś przez większość życia i potem patrzeć na jego śmierć...

      Usuń
  21. przez pół dnia nie mogę wyjść z fazy zombie. - skąd ja to znam, o w nocy ten stan przechodzi i jestem twórcza jak nigdy, mam wiele pomysłów i robiłabym to, co ludzie zwykle robią rano.

    Trampki na ciepłe dni, glany zimą! heheheh

    Nie wypowiem się co do herbaty, bo za dużo bym musiała napisać w komentarzu. W skrócie jestem herbatoholiczką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Nawet, kiedy cały dzień przysypiam, to jednak wieczorem zapala się jakaś lampka. ;)

      Otóż to ^^ I latem jeszcze sandały i japonki, zapomniałam dodać, ale trampki najczęściej :)

      Ale to całkiem przyjemny nałóg :)

      Usuń
  22. Tez lubię czerninę z makaronem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piona :D Makaronu to byśmy sobie razem pojadły :D

      Usuń
  23. Pjona, też nie umiem gotować, aczkolwiek wierzę, że przy minimalnych nakładach pracy będę umiała zrobić coś sensowniejszego do jedzenia niż parówki na ciepło, jajecznica lub placki z otrębami na śniadanie każdego dnia :P
    Również w kwestii przytulania utożsamiam się z Tobą :D Dla mnie dzień bez przytulania to dzień stracony, i nie mam pojęcia, jak można komuś odmówić przytulenia <3

    "Nominować nie będę, ale nie myślcie sobie, że tak łatwo Wam to ujdzie. Zresztą, przekonacie się w najbliższym czasie, o. Nic nie zdradzę. Nic."- Osz ty, tajemnicza!! To czekam z niecierpliwością XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybijam ^^
      No to pozostaje mi się po takowej deklaracji tylko do Ciebie wirtualnie przytulić :D

      A czekaj, czekaj :D

      Usuń
  24. Tez sie lubie przytulać ;P A gotowanie? mojego meza powala moj jablecznik a nie wiem czmeu ^ ^Teść też nie mogl wyjsc z podziwu;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no popatrz ^^ Czasem nie zdajemy sobie sprawy z własnej świetności :D

      Usuń
  25. Kebab, herbaty :)
    Przypomniało mi się,że boczyłam się ostatnio coś i Wilk mówi " to co? Zamówić ci kebaba?" :D
    A herbaty uwielbiam, zdarza mi się kupić też jakąś lepszą, suszoną :) albo własne zielsko ususzyć na jakiś napar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Papu ma to samo :D Chyba wiedzą, że to dobry sposób :D
      O to też :) A ziołowe herbatki prosto z ogródka to jest coś ;)

      Usuń
    2. Nie, u mnie to słodkościami zawsze :P Jak widzi,że mam zły dzień, albo dobry xD to kupuje mi coś słodkiego i sprawa załatwiona :D Ale ja znów uwielbiam pichcić i wiem,że zawładnęłam jego sercem przez jedzenie :P

      Usuń
    3. Słodkościami też, chociaż to on jest "ciasteczkowym potworem" z naszej dwójki :D

      Usuń
    4. Mój jest... Wszystkożernym potworem xD ale to ja potrafię zeżreć 300 g czekolady na raz :P

      Usuń
  26. Też jestem nocnym markiem. Kiedyś byłam nałogową herbaciarą, ale ze względów bardzo zdrowotnych na 10 lat musiałam zaprzestać w ogóle picia herbaty. Z braku laku została kawa, ale nie każda i nie w każdy sposób parzona. Gdybyś widziała jak jest przyrządzana czernina, nigdy byś tego do ust nie włożyła...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale ja właśnie wiem, z czego jest przyrządzana przecież! Sama nawet robię :P I jem jakoś, nie przeszkadza mi to.

      Usuń
  27. A piszesz, że jesteś totalną nogą kulinarną... Więc jak to jest z Tobą?...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo tak mi się wydaje ^^ Potrafię zrobić kilka dań, które wymieniłam w poście, ale wciąż wydaje mi się, że to mało. Szczególnie w porównaniu do mojej przyszłej Teściowej :D

      Usuń
  28. Nie porównuj się z innymi, bo będziesz wiecznie zdołowana. Tak naprawdę może się okazać, że może i umiesz mniej, ale za to lepiej od innych robisz to, co już potrafisz.

    A tu ciekawostka dla chrześcijan lubiących czerninę i czarną kaszankę:
    Księga Kapłańska 17:11-14
    "Bo dusza ciała jest we krwi,+ a ja dałem ją na ołtarz, abyście dokonywali przebłagania+ za swe dusze, gdyż to krew+ dokonuje przebłagania+ dzięki duszy, która w niej jest. 12 Dlatego powiedziałem synom Izraela: „Żadnej duszy spośród was nie wolno spożywać krwi i żaden osiadły przybysz, który przebywa pośród was jako przybysz,+ nie może spożywać krwi”.+

    13 „‚Jeśli jakiś człowiek z synów Izraela lub jakiś osiadły przybysz, który przebywa pośród was jako przybysz, złapie podczas łowów dzikie zwierzę lub ptaka, które można jeść, to wyleje jego krew+ i przykryje ją prochem.+ 14 Bo duszą wszelkiego ciała jest jego krew dzięki duszy, która w niej jest. Toteż powiedziałem synom Izraela: „Nie wolno wam spożywać krwi żadnego ciała, gdyż duszą wszelkiego ciała jest jego krew.+ Każdy, kto ją spożywa, zostanie zgładzony”.

    OdpowiedzUsuń
  29. Strasznie podoba mi się to jak piszesz, a opowieść o rybce Zbigniewie to po prostu rozwala na łopatki ;D
    Ja też mam ze swoim chłopakiem teksty, które zawsze nas godzą jak zaczynamy się ze sobą "drażnić" :D

    OdpowiedzUsuń