środa, 10 września 2014

Tylko trochę uczucia na tej zimnej i wietrznej drodze

Wieczór, jak każdy. Łóżko zawalone notatkami z pomiarów do pracy magisterskiej, z którymi nie spędzam nawet połowy czasu, który zamierzam dziennie na nie przeznaczyć. Herbata zaparzona z ostatniej torebki z pudełka, którą znów piję w samotności. Samotność... tak bardzo paradoksalna w moim życiu, ale jednak obecna.

Jakoś tak mnie przygniata. Przygniata mnie myśl, że życie przepływa mi przez palce, a marzenia, które wciąż na nowo sobie wymyślam znajdują sobie miejsce w kolejnych zakamarkach mojej duszy tylko po to, by wygodnie się w nich rozsiąść i nie mając zamiaru nigdzie się ruszać. A ja, podobnie jak one trwam w jednym miejscu czekam, aż coś zrobisz. Aż weźmiesz mój świat w swoje ręce i zrozumiesz, że Ci go oddałam. Że możesz zrobić z nim, co chcesz, zabrać w najpiękniejsze miejsca na świecie, cudownie pokolorować każdy z mych dni i wziąć dla siebie, co tylko zapragniesz. Ale możesz także skraść moje dni, możesz wypełnić je pustką, lub rozgoryczeniem i zostawić z czarnymi rysami już do końca. Rysami, które choć wolno zagoją się, to i tak pozostawią blizny. Możesz wszystko, bo Ci zaufałam. Wybór należy do Ciebie.

Tak, wiem, że powinnam wstać, ruszyć się. Że może lepiej byłoby, gdybym zrobiła coś z tą pustką sama. Tylko, że ja wciąż staram się zapełnić ją sama. Sama się budzę, sama planuję sobie dzień, sama gapię się na telefon, na której nie ma żadnej wiadomości, bo przecież po co powiedzieć, że się kocha, bo przecież to takie oczywiste. I sama spędzam wieczory pijąc z tego cholernego kubka tę cholerną herbatę, którą mieliśmy pić razem. Tak samo, gdy sama piłam ją gapiąc się na dzisiejszy popołudniowy deszcz, jeden z ostatnich tak pięknych, letnich deszczy rodzących wraz ze słońcem dwie cudne tęcze, jedną wyraźniejszą od drugiej. Niebo wysiewało krople na zielone jeszcze liście drzew, a ja wiedziałam, że znowu uznałeś, że jesteś niezastąpiony. 
Nikt nie jest niezastąpiony, Skarbie. 

Każdy centymetr mojego ciała i mojej duszy jest ostatnio przesiąknięty samotnością. Tak, nawet, gdy jesteś obok. To takie paradoksalne, prawda? To takie paradoksalne, gdy wydaje się, że jestem czyjaś. Że jestem i będę, że zostanę, bo inaczej być mnie może. Że o mnie dbać nie trzeba.
A jednak trzeba.
Jestem tylko jedną z tych istot, które są nazbyt wrażliwe i przerażone samotnością, które potrzebują czasem rozmowy, które potrzebują przytulenia częściej, od innych. 

A ja tylko czuję, jak usycham. Jak przyszłość, o jakiej marzyłam powoli staje się teraźniejszością, zupełnie inną od tej, którą sobie wyobrażałam. A ja tak po ludzku tęsknię i się boję jednocześnie. Bo straconego czasu się nie cofnie.
I tęsknię. Tęsknię za tym, żeby chodzić po naszym małym mieście upita winem i śpiewać religijne pieśni, nie zważając na to, co powiedzą ludzie. Tęsknię za tym, by pijąc to wino, gdzieś w plenerze prowadzić rozmowy, jak najlepszy kumpel na świecie. Tęsknię za tym, by móc Cię słuchać. Bo tęsknię za Twoim niemilczeniem. Ale choćbym była takim właśnie najlepszym kumplem na świecie, zwyczajnie tęsknię za byciem kobietą. Tęsknię za dostaniem kwiatów bez okazji, za zabraniem mnie w inne miejsce, niż ten las, w którym lubimy pić wino, za pocałunkami niespodzianymi, za najbardziej szalonymi pomysłami dwóch zakochanych w sobie ludzi. Tęsknię za tym, by każdy dwunasty dzień miesiąca był naszym małym, wspólnym świętem. Tęsknię za tym, byś nie wstydził się łez, mówiąc, że "zaraz pękniesz". Tęsknię za tym, żebyś tęsknił. Tęsknię nawet za trzymaniem mnie za rękę, kiedy idziemy obok siebie, za spacerem w objęciach, za oczami zaszklonymi ze szczęścia, a nie ze strachu przed samotnością. Tęsknię za brakiem strachu przed samotnością.
I tęsknię za nadzieją.




"Czekając na mały znak,
Wydaje się, że na próżno
Spaceruję dalej chodnikiem bez celu.

Ona modli się za kogoś, by porwał jej bagaż wspomnień,
Jak to się nazywa? Przeznaczeniem?
Kiedy krzyż, który dźwigasz jest twoim jedynym
Towarzystwem." 

102 komentarze:

  1. Pamiętam taki okres w swoim życiu, kiedy samotność była jak moja siostra syjamska. Zrośnięta z moimi ciałem i duszą. A miałam wokół siebie tylu ludzi. A jednak w tłumie czułam się najbardziej samotnie.

    Mogę więc domyślać się przynajmniej, jak się czujesz.

    Mam nadzieję, że odnajdziecie się na nowo, że nie będziesz musiała już tęsknić, bo wszystko za czym teraz tęsknisz, będziesz znów miała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo właśnie najczęściej w tłumie czujemy się samotni. Wtedy najbardziej odczuwamy to, czego nam brakuje.

      Chciałabym, żeby tak było. Czas pokaże.

      Usuń
  2. Mam wrażenie jakbym czytała o sobie...
    Ba, myślę że nie tylko ja...pewnie poza nami dwiema jest mnóstwo kobiet, które tęskni za takimi sprawami.
    Niby nic wielkiego taki pocałunek w locie, albo sms na dzień dobry. Niby nic wielkiego, a znaczy tak dużo. I to, że zapewne takich jak my jest więcej nie daje nam przyzwolenia na jawne zaakceptowanie takich sytuacji, albo wspierania się w trudnych dla nas kobiet chwilach. Asik my musimy o tym mówić WPROST! Łopatologicznie jak Herman krowie na rowie, bo te nasze dziady się nie domyślą!
    Aśku, ja już jestem mężatką i ciężko jest mi zmienić wiele rzeczy z różnych powodów, mimo że bardzo się staram.
    Ale Ty Kochanie nie podjęłaś jeszcze tak ważnej decyzji, masz jeszcze czas na uporządkowanie wszystkiego.
    Nie chcę się mądrować, bo nie o to w tym chodzi. Tylko ja przed ślubem też tak mówiłam jak Ty, i miałam nadzieję, że po ślubie będzie inaczej...a tak wcale nie jest.
    Kochana jesteście młodzi, róbcie wszystko to co sprawia Wam przyjemność, rozmawiajcie, spędzajcie ze sobą jak najwięcej czasu! To bardzo ważne! I mów Mu o swoi uczuciach!
    Ściskam Cię bardzo mocno i trzymam kciuki za Was! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się podpisać pod słowami poprzedniczki. Zgodzę się z Małą Czarną - ja również poniekąd mam takie wrażenie jakbym czytała o sobie. Aczkolwiek moja samotność trwa od lata, ale chyba najbardziej ją odczuwam od .. ponad roku. Chociaz samotność zaczęła towarzyszyć mi prawie osiem lat temu. Myślę, że powinnaś powiedzieć swojemu facetowi wprost. Faceci czasem (?) nie zauważają takich "drobnostek".

      Usuń
    2. Tylko Kochane... ile można powtarzać? Z biegiem czasu takie rozmowy, właściwie już regulanie, jak sam uznał "wciąż o tym samym" pomagaja tylko na chwilę. A i stają się uciążliwe, bo pewnych rzeczy po prostu jakoś tak... nie idzie w ten związek wdrożyć, nie wiem dlaczego. I nie wiem też do końca, czyja to wina.
      Mówię o tych uczuciach, staram się, naprawdę. Ale ja bym chciała częściej słyszeć to od niego. Żeby być pewną, że nie pozwoli mi odejść...

      Usuń
    3. Kurcze...miałam kiedyś taką sytuację, że wiedziałam, że pozwoli mi odejść, dlatego mimo wszystko byłam z nim ;/ Taak, cholerna naiwność. Zastanawiam się nad tym co Ci napisać. Myślę, że jakoś tą sprawę powinnaś załatwić, bo jesteś nieszczęśliwa i powinniście to sobie wyjaśnić. Inaczej "to" będzie między Wami.
      :*

      Usuń
    4. Tylko ja wciąż staram się to wyjaśnić. A kiedy chcę go poprosić o taką rozmowę, to mówi, że kolejny raz chcę rozmawiać o tym samym :( Więc chyba nie przyjmuje do wiadomości tego, co mówię :(

      Usuń
    5. Nie dobrze, że Cię nie słucha...

      Usuń
  3. szczera rozmowa powinna choć trochę ulżyć Ci w tej tęsknocie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale my co chwilę szczerze rozmawiamy :(

      Usuń
    2. wiesz co Asiu? nie wiem czy Ci kiedyś o tym mówiłam/ pisałam. Ale mój Luby też wylewny nie jest, nie raz mu o tym mówiłam,mnóstwo rozmów o tym było.Unikał rozmowy.Raz mu powiedziałam, że ja nie umiałabym nie powiedzieć jak Go kocham,a wiesz co On mi na to? ...że nie mówi o sprawach, rzeczach oczywistych.Twój Patryk napewno Cię kocha, nie raz pewnie chciałby pokazać jak Cię kocha czy też o tym powiedzieć, ale nie byłby sobą, gdyby tak zrobił. Nie raz było mi przykro z zachowania swojego... bo nie zachował się tak jak należy moim zdaniem.Podobnie jak Ty potrzebuje uwagi, zainteresowania swoją osobą, potrzebuje przytulenia itp. dlatego Cię rozumiem...i nie potrafię Ci doradzić, ale służę rozmową.

      Usuń
    3. Oj to nie... to Patryk nigdy mi czegoś takiego nie powiedzial. Ja sobie teraz tak myślę na spokojnie, że ja chyba za dużo problemów stwarzam sama w głowie...
      Ale więcej uwagi mi potrzebne, tego nie da się ukryć.
      Dziękuję :*

      Usuń
  4. To takie smutne, że czasami ludzie zapominają, żeby "zdobywać się" cały czas. Bo właśnie nigdy nie będziesz czyjaś z gwarancją na 10 lat. Może właśnie rozmowa, takie przypomnienie o tym wystarczy? Nie ma co się męczyć i udawać, że nic się nie dzieje, prawda? Samotność w związku jest przygnębiająca, przecież nikt nie chce się tak czuć, gdy się kocha i jest się kochanym.
    Ogólnie o samotności wypowiadać się lepiej nie będę, bo wystarczyło przeczytanie tego posta, żeby pojawiły się łzy, także... Zabieram je ze sobą, pod swój koc samotności :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Nie beczeć mi tu! Wystarczy, że ja beczę, a chusteczek mam mało, a jeszcze dzielić się muszę xD No już :*
      Tylko widzisz, te rozmowy, przypominanie od jakiegoś czasu trwa non stop. I to już jakoś weszło w krew w tym naszym związku. Ja wiem, że on chce dobrze, że pracuje dla nas, że się stara, że chce odłożyć, ale... gubi mnie po drodze po prostu, no. Traci.

      Usuń
    2. Pochłaniam czekoladę, powinno pomóc :D Mogę się podzielić :)
      To trochę tak jakby starał się o jedno i zapominał o drugim. Te drobne, z pozoru błahe gesty są równie ważne przecież. Nie jestem ekspertem od związków, więc nie za bardzo wiem, co mogę Ci powiedzieć. Ale, to może nie jest pocieszające, w tych związkach, które mnie otaczają widzę ten sam problem. I to jest smutne. Bo niby wszystko, cała reszta, jest w porządku. A brak tych drobiazgów jakoś to psuje :/

      Usuń
    3. To co? Czekolada za chusteczki? :) Dobry interes w sumie :P
      No bo to właśnie tak jest. Wiesz, to w sumie z jednej strony pociesza, a z drugiej smuci. Bo choć ten problem nie dotyczy tylko nas, to jednak widać, jak bardzo wciąż jesteśmy ślepi na te drobiazgi własnie... Które są równie ważne (jak nie ważniejsze nawet) od tych wielkich gestów.

      Usuń
    4. I to z orzechami :D
      Najgorsze jest to, że właśnie nie wiadomo jak to zmienić, co z tym zrobić. Skoro rozmowa nie pomaga...

      Usuń
    5. Omnomnom :D
      I ta niewiedza jest najgorsza. Zwłaszcza, kiedy się kocha. Jestem rozdarta w środku ostatnio.

      Usuń
    6. Niewiedza i bezradność... Trudno się dziwić. Nie jest łatwa i komfortowa sytuacja :/

      Usuń
    7. I taka dziwna huśtawka... To jest chyba najgorsze

      Usuń
  5. Więc jednak chyba nie można tak naprawdę do końca się przyzwyczaić do tego, że facet zapomina (albo uważa za zbędne częste robienie tego) napisać, że kocha, że tęskni, co? :* Bo tak mi się przypomniała nasza rozmowa sprzed kilku tygodni. Kochanie, każdy chce czuć się ważny i potrzebny w życiu drugiego człowieka, zwłaszcza, jeśli to osoba, z którą wiążemy przyszłość i bardzo kochamy. Czasem zdarzają się takie momenty jak ten, nie wiem czy tak powinno być, chyba nie, bo przecież facet powinien starać się o kobietę codziennie, ale wiem, że zdarzają się chwile, kiedy czujemy taką samotność, że nie możemy jej w sobie dusić i to jest zrozumiałe. I Patryk o tej samotności powinien wiedzieć :* mi wtedy ten wybuch emocji, to poczucie, że nie jestem już ważna, ten, gdzie mówiłaś, że przesadzam :), pomógł i to bardzo. Wewnętrznie poczułam ulgę, Przemek też to chyba wziął do serca, bo widać, że się stara, nawet tym zwykłym sms na dobranoc. Szczera rozmowa potrafi czynić cuda :* Ja wiem co mi powiesz, że słowa nie zawsze docierają, ale nawet jeśli nie, to przynajmniej będzie Ci lżej na serduchu, a to też jest bardzo ważne. A z czasem ta tęsknota za tym wszystkim będzie maleć, bo będziesz ponownie czuć wszystko to, czego tak bardzo Ci brak. Wszystko się poukłada :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że się nie da przyzwyczaić. I Aniu... ja uznałam, że przesadzasz :) tylko dlatego, że widziałam Twoją rozmowę z Przemkiem i jego podejście było i tak o niebo lepsze od podejścia Patryka w takich rozmowach. I widzisz, w końcu się dogadaliście, a u nas po prostu regularnie musi być burza i koniec. Poza tym mi tu bardziej chodziło o to, że on... podchodzi do wielu spraw tak, jakby był niezastąpiony. Pracuje w pracy i... po pracy. Ciągle jest zmęczony, bo ile może tyrać też? I to sprawia, że ja spędzam dnie i noce samotnie, chociaż mamy do siebie tak blisko. Dostaję głupich myśli i dobrze wiem, że sama przesadzam nieraz, bo łapię się ostatnio na nadpobudliwości. Ale za każdym razem, gdy wiem, że przegięłam, że niesłusznie go osądziłam, potrafię powiedzieć "przepraszam".
      I ja się trochę boję przyszłości, bo ostatnio w żartach śmiał się z moich jakichś tam marzeń, boję się, że zamiast brać z życia jak najwięcej, zamknę się w czterech ścianach i będę cały dzień, czy noc, w zależności od zmiany czekała, aż wróci z pracy tylko po to, by powiedzieć, że jest zmęczony...

      Usuń
    2. To, ze podejscie Przemka bylo lepsze niz Patryka nie oznacza, ze bylo dobre. Ale grunt to dojsc do jakiegos porozumienia. Hm, niezastapiony... nikt taki nie jest, ale faceci maja to do siebie, ze musza wszystko robic najlepiej, wiec zazwyczaj zaharowuja sie myslac, ze to dobre. Pracowitosc sie ceni, ale bez przesady. Rozumiem, ze Patryk sie stara, ze chce odlozyc jak najwiecej, ale nie moze zapominac o tym, ze jestes, ze go potrzebujesz. Dlatego tym bardziej sprobuj z nim porozmawiac, mimo wszystko. I o swoich marzeniach tez, bo nie powinien sie z nich smiac, powinien Cie wspierac i pomagac w ich realizacji. Bo masz prawo do marzen, jak kazdy czlowiek. On nie moze Cie takimi reakcjami "tlamsic", sprawiac, ze zamkniesz sie w sobie i zaczniesz uzalezniac swoje szczescie od szczescia Patryka... Asiu, to nie wrozy nic dobrego, nie zwlekaj z rozmowa :*

      Usuń
    3. Nie powiedziałam, że było dobre. Ale może ja po prostu przywykłam do gorszego "traktowania" i na takie słowa po prostu byłabym uodporniona. Tylko Aniu, ja rozmawiałam już o tym z nim, trąbiłam tyle razy. Okazało się, że dziś popołudniu ma wolne jednak, ale ja z kolei nie wiem, czy mam ochotę się spotkać.
      Wiem, że nie wróży nic dobrego... kiedy dojdzie do rozmowy też nie wiem. Nie wiem, kiedy będzie miał po ludzku czas zabrać mnie gdzieś i pogadać.

      Usuń
    4. Wiem, ale chodzilo mi o to, ze nie jest dobre na tyle, bym mogla przesadzac. Asiu, nie mozna przywyknac do takiego traktowania, mozna sie uodpornic, ale przywyknac? Nie zaslugujesz na to.
      Nie watpie, ze te rozmowy nic nie daly, ale ktoras z kolei musi w koncu dotrzec. Rozumiem, ze mozesz nie miec ochoty sie dzis z nim spotkac, bo czujesz sie samotna i odtracona, ale moze jednak warto? Moze dzis bedzie inaczej?
      W kazdym razie wierze w to, ze w koncu uda wam sie pogadac szczerze i ze nie bedzie na to za pozno :* na pewno bedzie dobrze!

      Usuń
    5. W sumie nie wiem, co by musiał wymyślić, żeby naprawdę, szczerze mi się dzisiaj chciało.

      Usuń
    6. Moze Cie zaskoczy i przyjdzie bez zapowiedzi, mimo Twojego braku checi na spotkanie. I wtedy pal szesc niechec :)

      Usuń
    7. Chciałabym, żeby tak było...

      Usuń
    8. I bedzie, zobaczysz :*

      Usuń
    9. Skąd wiedziałaś? :P

      Usuń
    10. Bo jestem czarownica, ktora czaruje, tak pozytywnie (jak to Przemek mowi - bez tego pozytywnie xd) :P
      Ale jak tylko mialam racje, to sie ciesze :) jest Ci teraz chociaz troche lepiej? :*

      Usuń
  6. Chyba nikt nie lubi samotności. Samotny człowiek za dużo myśli, ma czas by myśleć, a myślenie nie zawsze jest dobre.
    A jeśli chodzi o marzenia - walcz o nie. I nigdy się w tej walce nie poddawaj. Nie wszystkie się spełnią, ale nawet jakby się miała spełnić tylko mała ich część, warto o nie walczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja właśnie po cichu staję się "pracoholikiem" ostatnio, choć ta praca dotyczy tylko mojej magisterki.
      Tylko właśnie ja nie wiem, czy one się spełnią, kiedy będziemy razem.

      Usuń
    2. Zawsze to lepsze niż siedzenie i rozmyślanie. A przy okazji robisz coś pożytecznego ;-) Też powinnam się za coś wziąć, żeby nie myśleć tylko, że... u mnie wakacje w pełni, nie ma się za co wziąć, tylko zabawa z siostrzenicą została.
      No to musisz się zastanowić, czego bardziej byłoby Ci szkoda - niespełnionych marzeń czy nie bycia razem ;-) Poza tym, nie wiesz czy się spełnią czy wiesz, że się nie spełnią?

      Usuń
    3. Tylko tak naprawdę do końca nie umiem się skupić, zebrać myśli. Zawsze lepiej pracuje mi się, kiedy wiem, że jest dobrze...
      Nie wiem. Ja mogę tylko podejrzewać...

      Usuń
    4. Wiadomo, jak każdemu.
      Może warto porozmawiać?

      Usuń
    5. Myślę, że na pewno warto, tylko nie wiem, kiedy przyjdzie na to czas.

      Usuń
  7. Ponoć najłatwiej być samotnym w tłumie. Nikt nie lubi tego stanu, jesteśmy zwierzęta stadne wszakże....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ja nawet w tłumie nie potrafiłam być samotna. Nie sądziłam, że to uczucie mnie jeszcze dopadnie.

      Usuń
  8. Wiesz... Chyba przechodzicie jakiś trudny okres, może za długo żyjecie bez kroku dalej ? Bo Twoje notki co drugie są o tym jak Ci źle w związku... Jeśli rozmowy nie pomagają to ja nie wiem co mogę powiedzieć... W ogóle nie lubię czegoś takiego komentować ale mi przykro jak czytam ten Twój post... Można czuć się samym ale nie samotnym. Bo wiesz, są obowiązki, czasem sprawy, których człowiek nie ominie i siedzi się samemu w domu albo coś robi, tylko jeśli to nie takie obowiązki a Ty czujesz samotność to chyba już jest źle... Może przemyśl sobie to wszystko? Może porozmawiaj z nim o tym jak się czujesz?
    Z Twojej notki bije ból i smutek :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem :( I to jest potwornie smutne i trudne, bo po czterech latach zdaje się, że znamy się na wylot. Ale moment, w którym ja idąc obok niego zaczęłam zazdrościć dziewczynom, które ze swoimi chłopakami przechodziły obok nas... Bo on zaskoczył ją czymś, sprawił, żeby się uśmiechnęła, poprosił o kwiatka od pani, która siedziała przy straganie i dał jej... Po prostu małe gesty. U nas ich nie ma. I wiem, że ostatnio jest wciąż smutno, łapię się na tym. Ja się łapię na tym, że przestaję być szczęśliwa i nie umiem sobie z tym poradzić :(

      Usuń
    2. Pamiętasz jak mówiłam,że boje się,że 4 lata to za długo? My jesteśmy w trochę innej sytuacji bo chcemy iść na przód ale nie ma jak... I wiem,że jeśli się nie robi skoku w dal to się zaczyna psuć wszystko... może u was to czas pójścia dalej ?
      Ja wiem jakie gesty są małe ważne. Ostatnio trochę wstyd mi przez to bo choć Wilk nie mógł przyjechać i miał sajgon na głowie to pisał, mówił,że kocha i rymował na dobranoc itp. I nawet tego nie doceniłam tylko od razu stwierdziłam, że dupek i idę sobie w świat i w pizdu ze wszystkimi :P Ale potem zastanowiłam się o co mi chodzi i czemu wrzeszczę i nienawidzę wszystkich. Boje się,że to nie tylko było zmęczenie, natłok problemów i usilne wrócenie do zdrowia (ale inny problem zdrowotny). I wtedy zdałam sobie sprawę,że nie ważne jak jest źle on zawsze o mnie pamięta, nawet jak dzwoniłam tamtej feralnej nocy o 1, o 2, o 3... i pisałam o 5 i o 6... Zawsze odebrał, odpisał był dla mnie a nie doceniałam. I wiem,że te gesty są mega, mega ważne. Dlatego może warto pomówić,że jest źle? Albo zrobić sobie przerwę ? Podobno przerwy są też dobre.

      Usuń
    3. Ale nie takie rozstanie, jeśli nie potraficie bez siebie żyć to i tak pewnie nie wytrzymalibyście godziny :P Może naczytałam się charakterów, ale czasem nabranie oddechu dobrze robi.

      Usuń
    4. Pamiętam... Tylko ja się zastanawiam nieraz, jak? Czy znów ja będę musiała wziąć wszystko we własne ręce? Czasem czuję się facetem w tym związku. Nie wiem, może ja jestem winna, że wszystko stoi w miejscu, bo studiuję dziennie. Nie mogę zarabiać więcej. A i tak, jak uda mi się dorabiać u mamy w sklepie, to mogłabym miesięcznie nawet tysiaka ogarnąć, przy dziennych. Robię co mogę, no... ale chcę skończyć te cholerne studia :( A on chyba nie rozumie, że ja się zmieniłam, że zmieniło się moje podejście do przyszłości i do życia. I nie wiem, czy myśli, że ja po ślubie stanę się jakaś inna... nie. Mówię sobie: "trzasnę sobie dziarę, ale dopiero po ślubie, bo do sukni nie będzie pasowała." Więc chyba wciąż będę tą samą osobą. I dobija mnie trochę jego podejście do zycia... na studia tak naprawdę nie chce iść, bo... nie. A znajomy powiedział ostatnio, że byłoby mu najgorzej, gdyby jego dziewczyna zarabiała więcej od niego. P. to nie przeszkadza.
      Ano właśnie... ja sobie nie wyobrażam dzwonić do niego w nocy. Miałabym wyrzuty sumiena, bo ostatnio wciąż jest zmęczony. Ale jak ma nie być zmęczony, skoro wciąż pracuje...
      Wiesz, nigdy nie uznawałam przerw. Ale kto wie, może to by było jakieś wyjście.

      Usuń
    5. Ano własnie, ja sobie rozstania nie wyobrażam. Nawet raz, gdy odważyłam się mu powiedzieć, że to koniec... po chwili cofnęłam się i pobiegłam do niego. Tylko... żal mi do tej pory, że wtedy nie próbował o mnie walczyć. Po prostu przyjął to do wiadomości.

      Usuń
    6. Jeju, ale jeśli potrzebujesz to powinien być dla Ciebie, na tym polega wsparcie, wiesz? I skoro nie walczył to bardzo przykre... Nie chcę Ci doradzać, bo tu widzę rady z kosmosu a człowiek i tak najlepiej sam zna swoją sytuacje. Myślę po prostu,że powinnaś z nim porozmawiać, dać wam czas do przemyślenia tego. Dlatego napisałam o przerwie,że pogadacie, dacie sobie czas... Bo samotność to nie jest norma, tak samo nie jest normą,że się kłócicie....
      A skoro on pracuje i się stara to przecież dlatego,że chce tego ślubu tak ? Tylko najpierw powinien się oświadczyć, to też byłby duży krok, tylko to nie oznaczałoby końca starań.

      Usuń
    7. Nie może mi to wyjść z głowy, wiesz? Te jego "Okej" i odwrócenie się na pięcie. Nie pierwszy raz zresztą. Ostatnio załapałam syndrom spieprzania z imprez, bo wkurwia mnie jego zachowanie, a jak wypiję o jednego drinka za dużo, to mi odwala. I nawet bym siebie nie usprawiedliwiała, bo tak się nie robi, ale wiesz co? On wtedy też nie biegnie za mną, mówiąc chłopakom: "przejdzie jej." Chyba to mnie boli najbardziej. Bo nie wierzyłam, nie chciałam wierzyć, że to, że się nie stara oznacza, że nie będzie o mnie walczył. Kiedyś nasza wspólna koleżanka powiedziała mi, żebym nie oczekiwała bycia romantykiem od kogoś, kto nim po prostu nie jest. Ale chyba nie na tym brak romantyzmu polega? Może się mylę...
      Tak. Chce tego ślubu, ale... to wszystko jest bez ładu i składu. Kiedyś jak był na imprezie rodzinnej (mi wtedy nie pasowało, więc nie mogłam być z nim), nie odzywał się, choć obiecał i zadzwoniłam poźnym wieczorem. Słyszałam, że język mu się plącze. Zapytałam, czy zdaje sobie sprawę, że na drugi dzień idzie do pracy... Powiedział, że tak, że on musi iść, bo on to robi dla nas, dla naszej przyszłości, że mnie kocha i że będzie tak pracował, żebyśmy byli szczęśliwi... Popłakałam się wtedy po tym telefonie. Wiedziałam, że on też jest zagubiony, zrobiło mi się źle, że mowi mi takie rzeczy tylko po pijaku. Brakuje mi tego potwierdzenia, tych oświadczyn, by mieć pewność... Bo na razie to ja jestem jakoś tak zawieszona między tym wszystkim. A ta samotność, która mnie dopadła... On po prostu chce dążyć do czegoś dobrego, ale nie zdaje sobie sprawy, że może mnie zgubić po drodze. Chociaż mówiłam mu o tym nieraz.

      Usuń
    8. Wiesz, ciężko mi cokolwiek powiedzieć, bo nie chciałabym być tak zrozumiana jak niżej. Bo co z tego,że znajdziesz kolejne zajęcia? Jego to nie zmieni... I choć stara się i tak dalej to nie rozumiem ,że ani razu nie pobiegł za nim. Ja miewam chwile zwiątpienia w cały świat i nie jestem zawsze tylko szczęśliwa, ale gdy tylko odwracam się na pięcie Wilk mnie łapie i pomaga tą wiarę odzyskiwać.
      Zawsze myślałam,że po prostu musi tak być, że w każdej chwili można na siebie liczyć. Po prostu zawsze się starać i dbać o siebie nawzajem. Przestrzeń też własną trzeba mieć, i ja sobie ją cenie. Bardzo.
      Tylko moje pytanie teraz, bo narzekasz,że to on się nie stara a Ty co zrobiłaś ostatnio dla niego? Napisałaś smsa? Coś sprośnego albo słodkiego ? :) Albo zaprosić na coś co ugotujesz, zrobisz, albo zabierz go w wolnej chwili do ulubionego miejsca. To może dziwnie brzmi ale faceci też czasem tego potrzebują.

      Usuń
    9. Ale ja Cię rozumiem, dobrze rozumiem ;) Najlepiej byłoby znaleźć sobie nowe zajęcia wspólnie. Gdy znajdę je sobie sama, to zeżre mnie samotność już do reszty. Więc cholernie zazdroszczę Ci takiego podejścia, jakie ma Wilk. Wciąż łudzę się, że on zrobi tak samo pewnego dnia, gdy znów stracę wiarę.
      Wiem, wiem, że potrzebują. I - tak. Pisałam, nieraz w środku nocy, chciałam go zabrać na bilard (ale był zmęczony), proponowałam wyjazd do kina, na basen, ale nie ma czasu. Mówiłam, by wpadł na obiad, bo zrobiłam spaghetti, to odpisał, że już jest po obiedzie. I po prostu w pewnym momencie ja zaczęłam tego potrzebować, tego zainteresowania. A gdy odłożyłam telefon i przestałam pisać i dzwonić - on milczy.

      Usuń
    10. To dzieje się źle... Wiesz, jeśli tak się mijacie i te zmęczenie...
      I jak tu znaleźć wspólne zajęcia jak nie ma czasu ? Bo jak sama wynajdziesz nowsze to też nic nie da bo będziesz wciąż sama a nie o to chodzi. Ja nie potrafię nic doradzić, pomóc. Przykro mi,że tak jest.

      Usuń
    11. Wiem. Widzę właśnie, że dzieje się źle. I nie wiem, co zrobić. Dziś nie mogę się kompletnie za nic zabrać - mam ochotę owinąć się kocem, żreć czekoladę jak świnia i użalać nad sobą :P

      Usuń
    12. Nie, tak nie można :P Może powiedz wprost co czujesz,że chciałabyś by pogodził jakoś pracę i związek bo choć stara się by zarobić na wspólną przyszłość to w tym wszystkim zatraca was i tyle :P Nic innego nie potrafię Ci powiedzieć. Ja np. egoistycznie chciałam ostatnio uwagi, bo u mnie problemy były i u niego i to był kosmos, ale nie można było chcieć wszystkiego - bo się starał na ile mógł. Więc spokojnie odczekuje - czasem czuje się jak dziecko co nie dostaje tego co chcę i jest świetnie. Ale też trzeba o tym mówić i przytupnąć nóżką :P

      Usuń
    13. Jeśli się odezwie i się spotkamy, to mu powiem. O ile będzie miał więcej czasu, niż na wypicie herbaty. Ale nie, nie odezwę się pierwsza, bo tym razem ja potrzebuję zainteresowania. Tym bardziej, że od poniedziałku strzela na mnie fochy i do tej pory nie wiem za co xD

      Usuń
    14. Eh i to też do niczego nie prowadzi :P Właśnie powinnaś się odezwać bo tak będziecie się nie odzywać i fochać nie wiadomo ile, lepiej od razu jasno sytuacje postawić, po co się męczyć?

      Usuń
    15. Tylko dlaczego znowu ja?
      Mam po prostu wrażenie, że on wie, że każde głupie zachowanie uchodzi mu na sucho, bo ja i tak wybaczam i rękę wyciągam pierwsza. No i wtedy nie ma co za mną biec, kiedy tracę wiarę, bo jest przekonany, że i tak "mi przejdzie"

      Usuń
    16. Dlatego właśnie zaproponuj spotkanie i poważną rozmowę, wyjaśnij,że tak być nie może i niech on się zastanowi :P

      Usuń
    17. Wiesz ile razy tak robiłam?

      Usuń
    18. To jak już tak było to ja nie wiem, to wygląda naprawdę źle i już nic nie potrafię powiedzieć ani pokrzepić ;/

      Usuń
    19. Po prostu pierwszy raz chcę, by role się odwróciły.

      Usuń
    20. Więc mam nadzieję,że się odezwie :)

      Usuń
    21. Mówią, że nadzieja matką głupich... może więc obie "głupie" jesteśmy :) Bo nie odezwał się, a przyjechał bez zapowiedzi.

      Usuń
  9. Asik - a wiesz co ja myślę ? Że samotność to część życia każdego z Nas - trzeba nauczyć się cieszyć tym czasem - kiedy jest się samemu. Żeby kochać i być szczęśliwym w związku - trzeba mieć to szczęście w sobie, rozwijać swoje zainteresowania, wypełniać czas w pojedynkę dobrymi rzeczami - mówisz że masz marzenia - zrób listę drobnych rzeczy które Cię przybliżą do spełnienia tych marzeń - zajmij się swoim życiem a nie czekaniem na Niego... I nie, tu nie chodzi o to że masz Go zostawić, czy że go nie kochasz - czy coś :) Mówisz że rozmowy nie pomagają, że On czuje się niezastąpiony... może spróbuj pokazać że dobrze radzisz sobie bez Niego - niech zobaczy że potrafisz być szczęśliwa sama... umów się z koleżankami, pójdź sama do kina, na koncert - nie wiem gdziekolwiek... zapisz się na jakiś kurs - rozwijaj swoje zainteresowania - daj sobie trochę dobrego czasu... zobaczysz że będzie lepiej... pokaż jak to jest bez Ciebie - odsuń się na chwilę - zaopiekuj sobą - tak jakbyś chciała żeby On to zrobił... Może zobaczy że jesteś daleko - będzie się zastanawiał co się dzieje, dlaczego tak... wiem że jest trudno - ale spróbuj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Wtrące się i przepraszam ale tu się nie zgodzę. Bo oddalanie się w związku nie jest dobre. Trzeba porozmawiać o uczuciach, razem przerobić sytuacje, a nie życie samej i robienie planów bez Niego. Równie dobrze może iść na kurs, może iść z koleżankami i porozmawiać z nim o tym. Bo w związku każdy musi mieć przestrzeń, owszem. Ale to ma sprawić,że on zacznie się starać? Jak ludzie się oddalają i nie rozmawiają i nagle jeszcze każdy zaczyna robić swoje to związek się rozwala.
      A samotność nie jest częścią życia, nie musi być. To ,że nie ma faceta obok nie znaczy,że jestem samotna, bo nie jestem, mogę być w obecnej chwili sama a nie samotna. Gdy człowiek czuje samotność to jest coś nie tak... Bo nie powinno się być samotnym we dwoje.

      Usuń
    3. Ale Selinze... może właśnie coś w tym jest? Gdyby miała być przerwa, może właśnie tak miałaby wyglądać?

      Usuń
    4. Ale to musicie ustalić, wiesz? A nie nagle po prostu zaczynasz żyć bez Niego. Bo potem i on stwierdzi,że skoro tak to ja też idę z kumplami, idę tam i robie to bo po co mam się starać jak ona sobie dobrze radzi ? I tak rodzą się zdrady i rozpadają związki :P

      Usuń
    5. Ano rzecz jasna - niczego nie zrobiłabym bez jego wiedzy, czy wspólnego ustalenia. Przecież po czterech latach zasługuje się na szacunek, mimo wszystko :)

      Usuń
    6. No właśnie, o to mi chodzi, może źle zrozumiałam Iskre ale to tak jakbyś nagle miała żyć własnym życiem i go olać a wtedy on miałby się starać :P A tak nie będzie. Wielu facetów po prostu nie rozumie i trzeba im mówić wprost wszystko bo się nie domyślą.

      Usuń
    7. Ale tu nie o to chodzi żeby sobie nagle zniknąć, czy się oddalać nie wiadomo jak... chodzi po prostu o to żeby umieć cieszyć się życiem w pojedynkę - a nie tylko czekać... Asik pisze że rozmowa nic nie daje, pisze o tym że czuje się nieszczęśliwa, pisze że ma marzenia które pozostają tylko w jej głowie - ja chciałam tylko pokazać że - mężczyzna to nie "stwórca szczęścia" - tylko ktoś z kim to szczęście się przeżywa - i oczywiście że się o tym rozmawia - ale właśnie o to chodzi - będzie rozmowa o tym co roiła, gdzie była - będzie radosna - a nie o tym ze znowu mi źle bo Ciebie nie ma - i kiedy On zobaczy ją radosną to może będzie chciał sprawić Jej więcej szczęścia - od i tyle ;)

      Usuń
    8. Ale Asik jest normalną, zdrową dziewczyną i ma swoje zajęcia w związku, ma studia, ma różne wyjazdy i spotkania , o których nie raz pisze i jestem święcie przekonana,że to nie siedzenie i czekanie na faceta jak na księcia :) A podejrzewam,że te marzenia to w pewnej części są wspólne z nim.

      Usuń
    9. Ale może niech o swoim życiu wypowie się Asik :)

      Usuń
    10. Oj dziewuszki :*
      Własnie cały szkopuł tkwi w tym, że większość tych marzeń jest wspólna. Ja mogę pojechać do kina sama, mogę pójść na koncert, na który on nie chce iść... ale wtedy mnie samotność pożre po prostu. ja będę w tym kinie siedzieć i ryczeć, a na koncercie się upiję i skończę jako obraz nędzy i rozpaczy :D
      Własnie mam dużo takich zajęć, którymi też się zajmuję... Może faktycznie powinnam poszukać sobie nowego zajęcie, bo te mimo wszystko nie pozwalają mi o tej samotności zapomnieć. I nie sprawiają, że czuję się szczęśliwsza, bo nie mam z kim się tym szczęściem podzielić.

      Usuń
  10. Właśnie - ja tylko namawiam Cię do znalezienia czegoś dla siebie - dobrego i radosnego - tylko tyle ;) Nie chodzi o zajęcia, studia, pracę czy takie tam... chciałam tylko powiedzieć że fajnie jest mieć coś dobrego - coś co będziesz mogła robić sama - i będzie Ci to sprawiało frajdę - od i tyle :) i że to może pomóc w Waszej relacji, że może trochę się uspokoisz, wyciszysz - może uda się porozmawiać inaczej niż zawsze - kiedy będziesz w dobrym nastroju...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zobaczymy. Może by to pomogło, tylko na razie sama jeszcze nie wiem, za co mogłabym się na tę chwilę zabrać, żeby się wyciszyć.

      Usuń
  11. Wystarczy porozmawiać o swoich uczuciach. To bardzo ważne w związku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że nie rozmawiamy?

      Usuń
    2. Ja z kolei uważam, że aż za często.

      Usuń
    3. Może za mało o tym co czujecie. To miałam na myśli, a potem takie niewytłumaczone i niewyjaśnione sprawy się kumulują.

      Usuń
    4. Więc wierz mi, że rozmawiamy często i o nas, i o uczuciach, i o przyszłości. Ale jeśli on ostatnio wyszedł z założenia, że wciąż rozmawiamy o tym samym...

      Usuń
    5. Wiesz, ja też z J. rozmawiam codziennie o różnych rzeczach, ale mimo wszystko były takie problemy, że się to skumulowało potem i wychodziło niestety nieciekawie.

      Usuń
    6. Tylko, że my wiemy, w którym miejscu te problemy są i rozmawiamy o nich. Nie mają prawa się więc skumulować. Problem leży gdzie indziej widocznie.

      Usuń
    7. Jedyne co Ci mogę powiedzieć to to, że całkowicie zgadzam się z Selinze. Może po prostu powinniście dać sobie trochę przerwy i się zastanowić czego chcecie.

      Usuń
    8. Wiesz, ja nie uznaję przerw... chociaż może faktycznie to dobre wyjście. Sama nie wiem.

      Usuń
    9. Niby tak, ale oboje sobie to wszystko uporządkujecie. I odetchniecie od siebie.

      Usuń
    10. Tylko ja tego nie ogarniam po prostu. Od zawsze uważałam, że jeśli się kogoś kocha, to się od niego nie odpoczywa. Można milczeć, można dać sobie czas, ale nie robić przerwy. Kiedyś próbowaliśmy zrobić sobie tydzień przerwy i skończyło się na dwóch dniach - oboje skończyliśmy z płaczem w ramionach. I nigdy do przerwy nie doszło tak naprawdę, a jesteśmy ponad cztery lata ze sobą i... chyba ich brak to dobry sposób jednak?

      Usuń
  12. Asiku mój kochany ;*
    warto żeby chłopak przeczytał tego posta :>
    czasem łatwiej napisać niż powiedzieć...
    ściskam Cię mocno ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma adres bloga, czasem zagląda, więc mam nadzieję, że przeczyta :)
      Również ściskam :*

      Usuń
  13. Samotność... skąd ja to znam. Jestem takim małym noł lajfem z marzeniami, które i tak się nie spełnią i z nadzieją, że jutro będzie lepiej. Co do niego... nie jestem jakąś ekspertką... ani nawet nowicjuszką... Ale myślę, że takie powtarzanie nie ma sensu. Piszesz, że nie uznajesz przerw. Ale może rzeczywiście taka przerwa jest konieczna..? Po takiej przerwie możesz znowu spróbować porozmawiać z nim na poważnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale taka przerwa u nas nawet się nie uda, bo już kiedyś próbowaliśmy. I z planowanej tygodniowej przerwy zrobiły się dwa dni, po których rzuciliśmy się do siebie, jak dzieci z płaczem :P I bez tych przerw wytrzymaliśmy cztery lata. Ponad cztery lata.

      Usuń
  14. Wpis przepełniony smutkiem i tęsknotą.. Być samotnym - będąc równocześnie wśród ludzi, to coś przykrego :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety często się przytrafia...

      Usuń
  15. Mam nadzieję, że się mylę, ale z tego tekstu zrozumiałam, że zwyczajnie się od siebie oddalacie... Trzeba coś z tym zrobić. Kiedy pamiętam, że u jakiejś blogowej dziewczyny ktoś napisał: "Zagnij go swoją miłością". I to poskutkowało. Zapamiętałam i teraz przekazuje Tobie. Bądź bardziej miła, flirtuj z nim, zdobądź go na nowo. To nie jest tak, że tylko facet ma się starać. Uwiedź go :) A jak już poczujesz znów tą bliskość porozmawiaj i powiedz: "brakowało mi takiego Ciebie"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie napisała Mała Czarna i ja bardzo sobie to do serca wzięłam :)
      Myślę, że zdążę jeszcze mu to powiedzieć

      Usuń
  16. ech samotnosc w zwiazku smutne to ale przeciez miedzy Wami dobrze? wiec co sie dzieje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jakieś ostatnie letnie burze nas dopadają...

      Usuń
  17. Oj Aś...zastanawiałem się, czy napisać ci maila, czy napisać tutaj, ale w sumie na jedno wyjdzie chyba, nawet mam wrażenie, że tu jesteś częściej...jakbym pisał coś głupiego, to z góry przepraszam. Zostałem ćpunem XD
    W każdym razie...jeny, jeszcze smutniej mi się tego chujowego dnia zrobiło jak to przeczytałem. Naprawdę, pomimo wszystkiego, to ja ciebie chciałbym teraz przytulić jakoś, sprawić, żeby ci było lepiej...nawet bym ci kwiatka kupił jako kumpel, o. Ale to przecież nie do mnie należy. A do niego. To tylko sprawa między wami i to, co ktoś z boku powie...nie ma znaczenia tak naprawdę. Nie mylę się chyba za bardzo co?
    Zresztą, my już na ten temat rozmawialiśmy.
    Wszyscy ci piszą to oczywiste, musicie pogadać. Bo musicie, jasne. Szczerze. Tylko ty mówisz, rozmowy nic nie dają.
    Samotność, jak dla mnie, nosi się pod sercem. Każdy ma swoją, nikt do końca nie wyleczy nas z naszej samotności. Ale ona czasem się powiększa, a czasem zmniejsza. I widzisz, człowiek, z którym mamy spędzać życie, jak dla mnie, powinien tą samotność zmniejszać. Nigdy powiększać, nie do rozmiarów czarnej dziury, w której my toniemy. I...jeśli rozmowy nic nie dają, dają tylko chwile ułudy że jest lepiej ( bo, jak tak czytam to co tu piszesz od jakiegoś czasu, od momentu tej rozmowy przez Woodem...wybacz mi, jeśli powiem za dużo, ale ja mam wrażenie, że te euforie np, jak po tym jak wróciliście z Wooda- to wygląda jak ułuda. Bo jest chwilowa, euforia. Ale dzisiaj mogę gadać od rzeczy. ) a potem wszystko wraca...nie wiem. Naprawdę nie wiem, co może pomóc. Bo jasne, od czasu do czasu to się może zdarzyć, że człowiek się tak czuje...ale nie tak nagminnie chyba. Jeśli nawet nadziei nie starcza.
    Ja wiem, że wy się ogromnie kochacie, mimo tego, co się dzieje. Ale ludzie nieraz, nawet gdy się kochają, potrafią się unieszczęśliwiać. Ja nie chcę, tak stojąc z boku ( więc nie mam znaczenia, jakby nie patrzeć) żeby ta miłość, której piszesz, się rozpadła. Ale jeśli nic się nie zmieni...jego nie znam, znam jakoś ciebie. I jakoś no...chcę, żebyś ty była szczęśliwa. Jeśli w ten sposób nie jesteś...cóż. Co tu dużo mówić. Tylko jasne, to nie jest coś, o czym myśli się, mówi od razu.
    Chociaż nie jestem tu katastrofistą, bo jak mówię, trzymam kciuki, żebyście jednak byli szczęśliwi we dwoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to "high five" :P Bo fakt faktem, na maila zaglądam naprawdę rzadko ostatnio (ale i tak widziałam, że na mojego ostatniego mi nie odpisałeś i jestem z tego powodu zbulwersowana xD)
      To niech Ci się teraz Króliczku drogi zrobi już lepiej, bo jak już wiesz i ja się lepiej poczułam (i nie, nie, to nie wina wina! - chociaż może trochę też). I dziękuję za każde dobre słowo, bo potrafisz podnieść na duchu, serio (chociaż tak, wiem, Ty byś wolał w czynach, nie w słowach, dobra, dobra). I tak, zgadza się, to sprawa między nami. Właściwie... napisałam tego posta w takim jakimś rozgoryczeniu, że teraz patrzę na niego dziwnie i zastanawiam się, czy w ogóle powinien powstać. Bo czasem człowiek chce usłyszeć dobre słowo, a nie rady, które, choć z dobrego serca pochodzą, to jednak sprzeczają się z moim podejściem do pewnych spraw.
      Pogadać musimy i po dzisiejszym wiem, że znów długa rozmowa nas czeka, ale pomyślałam sobie, że to nawet dobrze, wiesz? Zresztą... rozgadam się o tym w najbliższym poście.
      Nie, nie gadasz od rzeczy. Ja się ostatnio czuję jak na huśtawce, raz dobrze, raz źle, a potem znowu dobrze... Za dużo tego. Tak, jak zmiany pogody źle na mnie działają, tak źle działają na mnie takie zmiany. I na niego zresztą też. To się czuje. A my oddalamy się od siebie ewidentnie i serio, boję się, jak to będzie. Ale wciąż mam tę wiarę, która od nadziei jest silniejsza, bo tej, jak sam napisałeś, czasem nie starcza po prostu.
      I ja mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, że znajdziemy ten złoty środek...

      Usuń
  18. u mnie podobnie. i paradoksalnie jak nie chcę go widzieć, bo chcę zatęsknić, to on pojawia się na siłę. kiedy go potrzebuję, nie ma go w pobliżu, albo nie potrafi powiedzieć tego, czego od niego oczekuję.
    ja pierdolę, faceci... i jeszcze bycie "kobietą kumplem", czasami za bardzo jestem tym drugim niż tym pierwszym i to jest chyba niszczące

    OdpowiedzUsuń