piątek, 12 września 2014

Kolejna część układanki

Noc już w pełni, budzik nastawiony na pobudkę do pracy, a w głowie jeszcze szumią resztki wina, które wypiliśmy tak niespodzianie. Nie spodziewałam się, że przyjedziesz, przeprosisz i mówiąc, że masz dla mnie niespodziankę wyciągniesz butelkę z plecaka, byśmy mogli obejrzeć film razem, nic nie mówiąc, po prostu przytulając się do siebie. Bez względu na to, że jest środek tygodnia, bez względu na to, że jutro trzeba iść do pracy, bez względu na to, że z szumem w głowie nie mogłam iść śpiewać na środku miasta, bo za mocno padało i bez względu na to, że chciało mi się jeszcze trochę płakać.

I znów wychodzę z dołka. Znów wędruję pod górkę, by poczuć się lepiej i zastanawiam się, kiedy spadnę z powrotem? W górę i w dół, w dół i w górę. To ostatnio stało się tak naturalne, te nasze huśtawki. Zbyt częste zmiany pogody działają źle, tak samo, jak wieczne zmiany aury pomiędzy dwojgiem ludzi.

Jednej rzeczy jestem całkowicie pewna: do tych zmian nie możemy się przyzwyczajać. One nie były i nie są wieczne. Są chwilowe, wierzę w to, choć nadzieję miewam czasem już słabą.

Mogłabym znów napisać, że rozwiązaliśmy problem - nie, nie rozwiązaliśmy. Za każdym razem mi się tak wydawało, a później znów spadaliśmy w dół. Zauważyliście, prawda? Teraz wiem, że po każdej z kłótni po prostu odnajdowaliśmy gdzieś nową część układanki, tych naszych życiowych puzzli, która za każdym razem okazywała się jakąś nauczką. Oboje mamy trudne charaktery i prędko nie dojdzie do rozwiązania całej zagadki, która buduje między nami zbyt wysokie nieraz mury. I oboje do szczęścia wędrujemy własnym trudem - może dlatego jest nam czasem ciężko i zapominamy o sobie, o drobiazgach po drodze. Może jest tak dlatego, że gapimy się na te wspólne marzenia, które już są na tym naszym horyzoncie widoczne. Może jest tak dlatego, że czasami jest nam po prostu za trudno.

I rozmowa... Tak cholernie ważna rozmowa. Kiedyś wydawało się, że wciąż o tym samym. Może i tak było, może i wdarła się w nią monotonia, ale za każdym razem ta rozmowa właśnie pomagała odnaleźć nowy fragment układanki i rozjaśniała nam drogę do szczęścia, którą my budujemy sobie wciąż sami. Od początku do końca.

Część z Was napisała mi, że powinniśmy zrobić sobie przerwę. Dlaczego nie uznaję przerw? Z dwóch prostych przyczyn. Bo po pierwsze, jeśli się kogoś kocha, to się od niego nie odpoczywa. Można dać drugiej osobie swoistą wolność, ale to powinno być uznane przez obie strony. A po drugie, przerwa w naszym wypadku jest niewykonalna po prostu. I tak, zrobiliśmy sobie kiedyś przerwę. A raczej mieliśmy ją w planach. Skończyło się tak, że po dwóch dniach nieodzywania się do siebie skończyliśmy z rykiem w swoich ramionach. 

I może znów spadniemy w dół. Może jutro, może za tydzień, może za miesiąc. Upadków nie da się wykluczyć. Każdy związek ma jakieś brzemię, które musi dźwigać. My dźwigamy swoje, potykając się co chwilę. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa, nie wiem, czy dojdziemy do tego, co jest na horyzoncie, bo często tracę tę nadzieję...

...ale to takie ważne dla mnie, kiedy słyszę, że potrafisz powiedzieć przepraszam, że potrafisz jeszcze pokolorować mój dzień i że mam tę świadomość, że chcesz, chociaż czasem nie do końca wiesz jak.


"Muszę chwycić Twą dłoń, 
Poczuć Twój oddech
Z obawy, że kiedyś to się skończy.
Przyciągam Cię blisko, 
Mając tak wiele do stracenia
Wiedząc, że nic nie trwa wiecznie."

141 komentarzy:

  1. Jestem przeciwniczką czegoś takiego jak przerwy.
    Całe życie powtarzam dokładnie tak samo jak Ty, jeśli się kogoś kocha, to się od niego nie odpoczywa.
    Najłatwiej jest spakować manatki i na chwilę się wycofać, odpocząć od siebie, ale to nie jest wyjście z sytuacji.
    Związek to ciężka droga i niezwykle wyboista, ale do przejścia zwłaszcza z kimś bliskim ;)
    Wszystkiego dobrego dla Was :*
    Dacie radę, macie siebie! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po prostu nie ogarniałam tego. Teraz przerwa? Okej... ale jak się do takiego rozwiązania człowiek przyzwyczai, to co będzie własnie, gdy przyjdą dzieci, dom i życie samodzielne i pojawią się problemy. Wtedy też? Wtedy też jedno spakuje manatki i wyprowadzi się na tydzień? Po prostu tego nie ogarniam.
      Więc cieszę się, że mnie rozumiesz :)
      Dziękuję Kochana :*

      Usuń
  2. Nie mowilam o przerwie, tszie jedna osoba sie zgadza i przerwie dajacej wolnosc. A raczej hmm... Czas gdzie oboje byscie mogli cos przemyslec nie rozstajac sie. Ciesze sie, ze sie spotkaliscie i oby klotni juz nie bylo. Bo to nie jest normalne i czlowieka wykancza az w koncu padamy. Wierze, ze dojdziecie do porozumienia, ze nie poczujesz juz nigdy samotnosci. Trzymam za was kciuki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie miałam na myśli Ciebie, Skarbie :) Bardzo mi pomogłaś rozmową i dziękuję Ci za to. Tylko w ostatnich dniach czułam się linczowana tekstami "musicie zrobić sobie przerwę, to wam pomoże!" To trochę tak, jakby osobie niewierzącej wmawiać "Bóg cię kocha." Bo wiesz, ta teoria "bezludnej wyspy" jest dla mnie zrozumiała - kiedyś naciskałam na rozmowy, wolałam od razu wszystko wyjaśnić. Teraz wiem, że czasem i ja i on potrzebujemy chwili tylko dla siebie, żeby pewne rzeczy wyjaśnić. Ale te wczorajsze jego wejście do pokoju, gdy w życiu się go nie spodziewałam, gdy podszedł, złapał mnie i przytulił, odciągając od komputera i mówiąc "przepraszam" - to się liczy, liczy się jak cholera.
      Dziękuję :*

      Usuń
    2. Ale może ja się źle wyraziłam, bo ja też nie wyobrażam sobie przerwy, nigdy nawet nie pomyśleliśmy o czymś takim, ale była pewna sytuacja dla nas bardzo ciężka i na parę godzin po prostu odseparowaliśmy się by móc przemyśleć i potem porozmawiać. Ale to sytuacja była wyjątkowa i nikomu nie życzę takich problemów :P
      Dobrze,że przyszedł. Dobrze,że przeprosił a przede wszystkim,że wiedział za co :P Bo to też ważne :) Podobno 4 rok ze sobą to jest pełen kłótni i spin choć my się nie kłócimy to los za to nam dał inne sprawy na głowę :P Ale może to już tak jest, że to taki sprawdzian ? :P Jak na zakończenie szkoły :P

      Usuń
    3. Wiesz, takie parę godzin to jest nawet zdrowe - to jest właśnie ten syndrom bezludnej wyspy o którym wspomniałam. Mimo, że jesteś z kimś, to jednak nieraz potrzeba tego chwilowego odosobnienia, by pomyśleć, by pewne rzeczy zrozumieć.
      Wiedział, bo ma adres bloga i przeczytał. ;) Czasem łatwiej jest coś napisać niż powiedzieć, zresztą sama wiesz.
      Coś może jest w tej teorii ze sprawdzianem :P

      Usuń
    4. Ja też często wolę pisać niż mówić :) Nawet kupiłąm dziś papier taki ozdobny w biedrze i zrobię Wilkowi laurkę :) On codziennie wieczorem mi wysyła smsy - cudowne,że aż mi się w oczach łza kręci :)
      I ja lubię czasem po prostu poleżeć i nic nie mówić :P U nas problemy polegają na tym,że ja mam je w domu i on ma je w domu ale teraz wybrnął mega z sytuacji i jestem z niego dumna :) A ja swoje rozwaliłam problemy :P Może nie za dobre wyjście... Ale innego nie widziałam. I najgorsze było to,że on tam i ja tu i nikt nie mógł sobie pomóc, z resztą nawet będąc obok siebie byśmy nie mogli.

      Usuń
    5. Bo jakoś tak napisać jest łatwiej :)
      My też mamy problemy. I wydaje mi się, że wszystko jest dobrze po prostu do momentu, aż nie zaczną one mieć wpływu na związek.

      Usuń
    6. Niby nie mają wpływu bezpośrednio na związek, tylko na każdego z nas z osobna i wtedy człowiek pada, nie ma sił, potrzebuje jakiegoś wsparcia, pomocy choć nie ma skąd i wtedy jest ciężko, ale mimo to nie kłóciliśmy się i nie mieliśmy wątpliwości. Bo rozmowy były ciągłe, nawet jak pisałam Ci to kilka razy w nocy do niego pisałam/dzwoniłam bo po prostu jego potrzebowałam i to było dużo.

      Usuń
    7. No to fajnie, że między Wami jest aż tak dobrze :)

      Usuń
    8. Nie wiem czy aż tak :P Po prostu tak jak powinno być, tak mi się wydaje :) Ale męczą człowieka problemy, przez to nie widzieliśmy się prawie miesiąc :( a mieliśmy mieć sierpień i wrzesień dla siebie...

      Usuń
    9. Ale z tych problemów też można z biegiem czasu wyciągnąć coś dobrego. One człowieka z czasem też umacniają.

      Usuń
    10. Zawsze umacniają jeśli wychodzi z nich człowiek obronną ręką :) Ale czasem mogą przygnieść, bo to za dużo jak na jedną osobę. Ja nie chcę narzekać, bo o tym nie pisze, staram się nie mówić a wie tylko Wilk ile i przez co przechodzę. I np. ostatnio wybuchłam i padłam trupem. Po prostu nie dałam rady i co najśmieszniejsze te problemy odpuściły jak się poddałam. Jednak było blisko by po prostu było ogromnie źle z moim stanem fizycznym i psychicznym.

      Usuń
    11. Bo problemy chyba mają to do siebie, że lubią nas gnębić, dopóki nie upadniemy. Gdy już im się uda nas do takiego stanu doprowadzić, to w sumie... po co mają gnębić dalej?

      Usuń
    12. Po to by czlowiek strzelil sobie w leb ;p Ale ja juz nie narzekam. Koniec. Nie dam sie i Wilk tez sie nie da. Szkoda naszego mlodego zycia ;) Choc za duzo tego itp. To jednak to ksztaltaltuje moj charakter, jestem silniejsza, dojrzalsza.... Wiec skupiam sie na plusach ;p

      Usuń
    13. W sumie mówiąc o upadku miałam na myśli strzał w łeb xD

      Usuń
    14. No mi do niego ostatnio dużo nie brakowało :P

      Usuń
    15. Mi swego czasu też, ale... najważniejsze, że to już za nami.

      Usuń
    16. I oby się nie powtórzyło! :) Póki co jest lepiej.

      Usuń
    17. Otóż to :) Teraz to trzeba się cieszyć po prostu, że jest, jak jest ;)

      Usuń
    18. Będę się cieszyć jak będę miała naprawdę stabilną sytuacje bo teraz to jeszcze taki grząski grunt :P

      Usuń
    19. Ale dobrze jest chociaż stać na nogach

      Usuń
    20. To prawda, zawsze można gdzieś iść :P Coś zrobić a nie leżeć i nie mieć na nic wpływu.

      Usuń
    21. :)

      A jak mija dziś weekend ? Jakieś plany ?
      Ja polazłam na zakupy bo widziałam tydzień temu na bazarze cudowną koszulę w kratę a dziś jej nie było a się naszłam :P

      Usuń
    22. Dziś... Całkiem nieźle :) Do południa byłam z mamą na sklepie (która twierdziła, że wstałam lewą nogą xD), odkąd wróciłam sprzątałam, teraz sobie odpoczywam, niedługo widzę się z Patrykiem, a wieczorem gnam z chłopakami na piwo i bilard :) Więc całkiem nieźle :)

      O matko, następna :D Wszystkie mi tak przypominacie o tych koszulach w kratę, których tak pragnę ostatnio xD Też muszę się wybrać na zakupy, bo wiem co chcę kupić i wyczuwam kraciastą jesień :D Ale może jeszcze znajdziesz podobną? :)

      Usuń
    23. Ja teraz tak... Niby sprzątam ale to takie porządki by powyrzucać co nie potrzebne :)
      Ja zawsze chciałam ładną koszulę ale co mierzę to jakieś takie :P A to w cyckach się rozchodzi, a to nad ramionami odstaje jakaś niewymiarowa jestem :P Ale tamta była taka czerwona, żywa i ze wstawkami z jeansu i wyglądało to mega, a nie tandetnie.
      Ja na jesień i zimę mam sweterki i mam cudowną tunikę taką bordo sweterkową :D Wczoraj mi przyszła bo z allegro zamówiłam - nasze polskie i świetne są, nie wychodzi tak też drogo bo po ok 50 zł za sweterek różnej maści i się nic nie siepie, nie mechaci i z poprzedniego roku mam jak nowiuśki taki na suwak :)

      Usuń
    24. Takie porządki też są dobre :)
      Ja bym chciała, żeby mi się w cyckach koszula rozchodziła xD No to musiała być naprawdę świetna, jak tak sobie wyobrażę :)
      Właśnie też bardzo lubię tuniki... Tylko ja wlaśnie wolę ciemne kolory, także bordo bardzo by mi odpowiadał :)

      Usuń
  3. Bo ogólnie związki międzyludzkie to cholernie ciężka rzecz. Ale jeżeli ludzie naprawdę się kochają to pokonają te trudności. Jeżeli im zależy. Przerwę robią Ci co chcą uciec od problemów a nie je rozwiązać. A problemy zasadniczo trzeba rozwiązywać na bieżąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my uciekać od problemów nie chcemy. Tak nie można po prostu. To tylko pogarsza sprawę.

      Usuń
  4. Zgadzam się z Leną. Związki między ludźmi to ciężka sprawa. Wszystko najlepiej sobie wyjaśnić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy wszystko jest jakieś takie wyraźniejsze. ;)

      Usuń
    2. Wiesz, sama po sobie wiem, że niewyjaśnione sprawy tylko oddalają ludzi.

      Usuń
    3. Wiesz, i ja wiem sporo na ten temat ;)

      Usuń
    4. Dlatego Cie rozumiem :)

      Usuń
  5. Życie samo w sobie nie jest łatwe, a co dopiero dzielenie go z drugą osobą. Ale najważniejsze, by mimo tych wszystkich upadków mieć nadzieję, że wzlotów będzie najwięcej i by z tych upadków wychodzić razem. I nie warto się zastanawiać, kiedy coś pójdzie nie tak, tylko cieszyć się, że teraz, w tej chwili, jest dobrze. A cała reszta przyjdzie z czasem. I w końcu spełnicie wszystkie wasze wspólne marzenia :*
    Cieszę się, że spędziliście ten wieczór razem i że mimo wszystko, było dobrze. Może to niewielki krok, ale krok, do przodu :)
    A przerwom mówię zdecydowane nie, sama wiesz dlaczego. Tylko pogarszają sytuację, mimo, że pozornie mogą wydawać się pomocne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa Aniu... Trochę mi tej nadziei ostatnio brakuje, no ale staram się też, bo nie chcę, żeby było źle. Myślę, że spróbujemy się uporać z tym wspólnie, z tymi huśtawkami zwłaszcza, bo one nas wykończą, jak tak dalej pójdzie.
      Też się cieszę, chociaż się nie spodziewałam :)
      Wiem. I dlatego też między innymi ja jestem im przeciwna. :)

      Usuń
    2. Nadzieja umiera ostatnia, wiec na pewno ja masz, po prostu musisz ja w sobie odnalezc :*
      Hustawki ciezko zniesc, ale wierze, ze i z nimi sobie poradzicie. Bo jak nie wy, to kto? :*
      Takie niespodziewajki sa dobre :)
      I tak ma pozostac :)

      Usuń
    3. No to w takim razie dobrze się schowała ;)
      Czas wszystko pokaże :)
      Oj zgadza się. Brakowało mi takich niespodzianek :)
      :)

      Usuń
    4. Ale na pewno nie na tyle, bys nie mogla jej znalezc :)
      Wiadomo, jestem dobrej mysli:*
      Nie watpie :)

      Usuń
    5. Chyba znalazłam :)
      I dobrze :*

      Usuń
  6. u mnie zwykle przerwy kończyły się rozstaniem... więc nie warto w to się bawić, lepiej pogadać, dotrzeć do sedna tego co nie pasuje i iść dalej.. ale razem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc to faktycznie nie jest dobre rozwiązanie...

      Usuń
    2. nie róbcie sobie przerw nie warto... rozmowa i tylko rozmowa pamiętaj:**

      Usuń
    3. to teraz powiedz że jest lepeij :)

      Usuń
  7. Każdy ma swoje brzemię. Upadanie jest ludzie po prostu, o. Ale nie ma co działać pochopnie, czas zwykle jest najlepszym lekarstwem. Przerwy? Też ich nie uznaję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas. My już trochę czasu mamy też za sobą i to sprawia, że każda kłótnia boli bardziej, bo to nie jest już taki byle związek, który można zakończyć, kiedy coś się odwidzi. I to jest motywacją, by się starać, razem. Wyjdziemy z tego. Mam nadzieję.
      Więc mnie rozumiesz ;)

      Usuń
  8. Udany związek wymaga wielokrotnego zakochiwania się - ciągle w tej samej osobie.
    przerwy w zwiazku nie sa niczym dobrym,zamiast zblizac oddalaja...burza cala ta magiczna wiez...
    musimy uczyc sie byc z soba w tych dobrych i tych zlych momentach.kazdego dnia uczymy sie siebie nawzajem,poznajemy swoje mocne i slabe strony,wiemy o sobie wszystko...to moim zdamiem podstawa udanego zwiazku,takiego na cale zycie...

    nie kazdego faceta stac na slowo PRZEPRASZAM...boja sie go jak ognia,wstydza sie przyznac do bledu...
    trzymam za was kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sobie chyba gdzieś zapiszę te pierwsze zdanie :)
      Otóż to. Po tych ponad czterech latach wiemy dobrze, że nie ma samych dobrych chwil. To by było nawet trochę niezdrowe. Ale próbujemy nauczyć się i życia w tych złych, chociaż czasem jest potwornie ciężko. Ale chyba o to chodzi też właśnie, prawda? by nauczyć się ze sobą być.

      Wiem, wiem właśnie. I dlatego bardzo to wczoraj doceniłam :)
      Dziękuję :*

      Usuń
    2. jestem 16 lat z Malaszynskim...i powiem szczerze,nie wyobrazam sobie teraz zycia bez niego...bywa ciezko,ale przeciez nie moze byc ciagle pieknie...jak mawia moj maz: burze i gory w zwiazku sa potrzebne...inaczej byloby nudno ;)
      a godzenie sie tez jest fajne ;)

      Usuń
    3. W takim razie mam nadzieję, że i nasz związek będzie tak trwały jak Wasz. Bo u Was naprawdę cudnie się czyta :)
      Ano właśnie, też zawsze lubiłam się godzić :D

      Usuń
  9. Asiczku również nie uznaję przerw!
    wszystko jest na dobrej drodze...ten jeden mały z natury niepozorny krok z jego strony,a jednak :)
    cieszy bardzo!
    ściskam Cię radosnego weekendu Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc znów mnie rozumiesz Kochana ;)
      Oby było, jak mówisz. Obyśmy wyszli na prostą i przestali się chwiać na prawo i lewo, bo to nas wykończy.
      Dziękuję i wzajemnie :*

      Usuń
  10. Znaczy ja nigdy nie miałam takiego problemu, bom wieczny singiel, ale te przerwy to chyba nie wróżą nic dobrego. A czy upadek, to najważniejsze, że jesteście, macie siebie a wszystko się ułoży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas nic dobrego nie wywróżyły - chociaż... w sumie dobrze wspominam ten powrót do siebie z rykiem po dwóch dniach xD

      Usuń
    2. No tak, to może być dobry powód i mobilizacja zarazem XD

      Usuń
    3. No i samo godzenie się jest fajne przecież xD

      Usuń
  11. Pierwsze, co mi się skojarzyło, to cytat z któregoś odcinka specjalnego Lost: "Jest coś uroczego w dwójce ludzi, którzy wiedzą, jak się razem potknąć, w przeciwieństwie do ludzi, którzy wiedzą, jak razem latać". A co do przerw, to jednym służą, a innym tylko zawadzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, prawdziwe słowa. Z tymi przerwami jest chyba jak ze wszystkim - zależy od ludzi. ;)

      Usuń
  12. A może właśnie chodzi o to, żeby wciąż układać te puzzle, a nie żeby je już ułożyć? Ciągle odnajdywać kolejny fragment, ale nie żeby złożyć całość. Dopasowywać się do siebie, znajdować nowe rzeczy, pokonywać kolejne przeszkody. Proces, który trwa i który będzie trwał. Bo jednak pewne rzeczy w nas się zmieniają z upływem lat, wiadomo, że nie jesteśmy tacy sami jak 5 lat temu i za kolejne 5 nie będziemy dokładnie tacy jak teraz. Więc takie zmiany też pewnie wpływają na związek, na wzajemne relacje. Może wystarczy czerpać przyjemność z samego układania puzzli, a nie czekać na efekt końcowy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że tak. ;) Tyle, że u nas właśnie odnajdywanie "nowego puzzla" jest dosyć... burzliwe :P Dlatego też trochę ciężko czerpać z tego przyjemność. Ale w sumie przyjemność można czerpać z godzenia :P

      Usuń
    2. Haha tak, z godzenia zawsze :D A burzliwie to przynajmniej nie nudno, choć czasami może zbyt boleśnie.

      Usuń
    3. No czasami jest boleśnie. Ale wiesz, kiedy było za słodko to też niedobrze :P

      Usuń
    4. Oczywiście, równowaga musi być xD

      Usuń
    5. Bo czasem do porzygu będzie i w ogóle :D

      Usuń
    6. Rzygać tęczą też czasem trzeba xD

      Usuń
    7. No ale nie za często, bo żołądek rozsadzi xD

      Usuń
    8. Moja mama zawsze mówi, że rzyganie jest niebezpieczne i że lepiej... drugą stroną, bo "sraniem się nie zachłyśniesz" xD

      Usuń
    9. Ja się póki co przez Ciebie zachłysnęłam kawą xD

      Usuń
    10. Nie ma sprawy, nie gniewam się :P

      Usuń
  13. Związki to raczej nie moja bajka, ale wydaje mi się, że takie przerwy raczej nie są dobre...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się już nawet nie wydaje, ja to wiem! Przynajmniej nie sprawdzają się na naszym przykładzie.

      Usuń
  14. Przerwy w takim sensie: rozstać się na jakiś czas i zobaczyć co będzie dalej, to dla mnie trochę nie do przyjęcia.. Chyba, że bez rozstania się - dać sobie trochę czasu na przemyślenia, na poukładanie sobie wszystkiego, potem poważna rozmowa, to OK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jeszcze zdaje się być opcją do przyjęcia ;)

      Usuń
  15. Życie to ciągnąca się w nieskończoność sinusoida. Krzywa uczuć, wzlotów i upadków, chęci i rezygnacji, spokoju i frustracji. Ciężko jest za tym czasem nadążyć. Ale dobrze jest wierzyć, że po gorszych dniach przychodzą te lepsze. Nie da się ciągle lecieć w dół.

    Przerwa w związku... Co to w ogóle oznacza? Jaki jest sens w całkowitym odcinaniu się od siebie? Choćby to było tylko kilka dni?

    Mój związek, taki nowy i świeży... Składa się z praktycznie z samych przerw. Widuję A. kilka razy w miesiącu, może dwa. Od paźdxiernika pewnie będzie jeszcze rzadziej. Dlatego tak się martwię. Bo czy to, co tworzymy da się w ogóle określić mianem związku?

    Dobrze, że odnajdujecie się nawzajem. Gubić się, to nic strasznego. Najgorsza jest niemożność znalezienia drogi powrotnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko wiesz, ja chciałabym, żeby to się wszystko tak jakoś ustabilizowało, chociaż w minimalnym stpniu.

      A nie wiem. Dla mnie nie ma to najmniejszego sensu ;)

      Jeżeli się kochacie, to tak, to jest właśnie związek. Nie mierzy się tego w częstotliwości spotkań, ale w miłości właśnie :)

      Może to więc jednak dobry znak jest ;)

      Usuń
  16. Wiesz, ja także nie jestem za robieniem sobie przerwy. Albo kogoś akceptujesz albo nie. Albo kochasz albo nie. Koniec kropka. Nie ma pomiędzy. Takie jest moje zdanie. Ja w Was wierzę. Dacie radę ;* !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc nasze zdania są podobne. Dzięki :*

      Usuń
    2. Cała przyjemność po mojej stronie. :)) Nie ma sprawy.
      :**

      Usuń
    3. Zresztą nie pierwszy raz :))

      Usuń
  17. Ja w sumie już chyba się wypowiedziałem w sporej części pod tamtym postem, w sumie, nic dziwnego, bo to e..kontynuacja? Coś takiego, no XD
    W każdym razie, to już jakiś krok właśnie, część rozwiązania. Chyba po prostu nie można wpadać w euforię od razu, za każdym razem jak się poprawia, skoro no...problem jest większy. Ale jeśli tym krokiem idzie ku lepszemu to przecież już jest dobrze. Wraca nadzieja, co?:) I o nią też, nie tylko wiarę chodzi:)
    A ja dalej trzymam za was po prostu kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie można powiedzieć, że kontynuacja pisana pod niezłym, wczorajszym "natchnieniem" xD
      Ale tak, właśnie... chyba tym elementem układanki tym razem jest nauczka, by za wcześnie w euforię nie popadać. Bo wiesz, mi brakuje trochę dystansu chyba jednak. Do tego wszystkiego i do siebie ogólnie. Albo daję z siebie wszystko, albo nic, jakoś nie mogę znaleźć złotego środka. Ale w końcu znajdę, wypośrodkuję to, przecież nie ma rzeczy niemożliwych, prawda? :) Nadzieja wraca, ale bardzo małymi kroczkami. Czasem ciężko namówić skubaną do powrotu - tak samo jak zaufanie ;)
      Kciuki się przydadzą na pewno, więc dziękuję :)

      Usuń
    2. No tak, nie ma jak haj XD
      Bo właśnie nieraz euforia, choć pozornie piękna, bywa zgubna. Po prostu...na spokojnie i do przodu jakoś:) Odpowiedni dystans się znajdzie tak naprawdę zawsze, jeśli podejdzie się do pewnych rzeczy rozsądnie. Właśnie do samego siebie, od tego trzeba chyba zacząć w ogóle.
      I nie ma, w niemożliwe nie wierzę:)
      Ale w końcu wraca. Czasu trzeba i tyle, cierpliwości. Tą też ćwicz XD

      Usuń
    3. Ano :P
      Jak w wielu sytuacjach i tutaj trzeba zacząć od siebie. Mi się bardzo przyda takie wyluzowanie...
      No to tak jak ja :)
      Cholera, dużo ćwiczen przede mną xD

      Usuń
    4. Rób dużo "om" XD Sorry, musiałem XD
      Cóż, całe życie się przecież musimy uczyć i ćwiczyć, no nie?:)

      Usuń
    5. Póki co robię tylko "omnomnom" :P To też się liczy? xD
      Wiadomo :)

      Usuń
  18. Mówią, że prawdziwa miłość jest trudna. Ty przynajmniej doskonale wiesz, że jemu na Tobie zależy. Nawet, jeżeli zdarzają się między Wami jakieś sprzeczki, nawet jeśli macie gorsze dni, to i tak nie przekreślają one Waszego związku. To piękne, gdy facet potrafi przyznać się do błędu i przeprosić kobietę, którą w końcu tak bardzo kocha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. I dlatego bardzo to doceniłam. Nawet nie mając tu na myśli samych facetów - zbyt często nie zdajemy sobie sprawy, jaką ogromną magię posiada nieraz to słowo "przepraszam". Tylko szkoda, że tak często tłamszone jest przez dumę.

      Usuń
    2. I tak powiem Ci, że fajnego musisz mieć faceta. Koleś ma jaja i tyle w temacie.

      Usuń
    3. W sumie to jestem identycznego zdania :)))

      Usuń
    4. Nie powiem, że nie ma czego. Ale wierzę, że każdego dopada to szczęście w pewnym momencie.

      Usuń
    5. Faceta nie sposób znaleźć, ale to ma być mężczyzna, a nie ciota.

      Usuń
    6. Teraz to z tym ciężko bywa :P Coraz bardziej jestem zdania, że obowiązkowe wojsko to nie był taki zły pomysł :P

      Usuń
  19. Ważne, że obydwoje się staracie, jest między Wami dialog. Zależy każdej stronie. Samo to dobrze wróży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano próbujemy, próbujemy ;*

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że jesteście w tym wszystkim bardzo dojrzali.

      Usuń
    3. Mnie się z kolei zdaje, że wciąż zbyt dziecinni... ale może to zależy, której strony patrzeć. ;)

      Usuń
    4. Doświadczenia to ja nie mam, co nie zwalnia mnie od obserwowania innych i wyciągania wniosków :D

      Usuń
    5. Ale to miło, że z punktu obserwatora wyglądamy na dojrzałych :)

      Usuń
    6. Powinno Cię to natchnąć nadzieją :)

      Usuń
    7. Daje dużo nadziei, naprawdę :)

      Usuń
  20. Ja też nie uznaję przerw. Jak być razem to razem, a nie mieć przez chwilę kogoś na boku a potem wracać. To nie tak działa. Problemy trzeba rozwiazywać a nie ich unikać...
    Moim zdaniem miło z jego strony że wyszedł z inicjatywą. Nie wiem o jaki dokładnie Wasz problem chodzi, ale myślę, że powinnaś zapamiętać jedno: życie to sinusoida i raz jest się na górze a raz na dole. Ważne by będąc w dole wiedzieć, że będziesz znów na górze, a jak jesteś na górze to wcale nie chodzi o to by się zamartwiać być może tym, co nigdy się nie wydarzy tylko chłonąć chwilę jak się da najbardziej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to...
      Mnie to też bardzo pozytywnie zaskoczyło. Widzisz, a ja mam chyba właśnie ten syndrom zamartwiania się, będąc "na górze" i często myślę o tym, jaki będzie kolejny dół. To chyba też ma zły wpływ...

      Usuń
    2. Oj bardzo. Nie chciałabyś chyba by to on miał wciąż takie wątpliwości?
      Ciesz się chwilą i uwierz mi, że się da :)

      Usuń
    3. Wiesz... ja staram się nie sprawiać, by je miał ;)

      Usuń
  21. Przerwy? Albo się z kimś jest, albo nie. Tak uważam. Wiesz. Puzzle puzzlami, lecz czasem coś z pozoru przypomina bałagan tworząc przy tym istny fraktal. Kwestia spojrzenia z odpowiedniej perspektywy. Życzę wam, byście i wy umieli takową znaleźć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Mam właśnie czasem takie wrażenie, że z niewłaściwej perspektywy na pewne sprawy patrzymy...

      Usuń
    2. Tylko pamiętaj, że perspektywa to jedno, a rzeczywistość to drugie ;)

      Usuń
    3. Pamiętam o tym dobrze :)

      Usuń
  22. masz racje z tymi przerwami... po prostu widocz\nie w zwiazku bywaja lepsze i gorsze chwile i tyle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko najgorzej się przyzwyczaić do tych huśtawek właśnie. Ale ja już złapałam się na tym, że za szybko się złoszczę i za szybko wpadam w euforię xD

      Usuń
  23. o! to podkreślone na grubo, to właśnie. czasami w to nie wierzę, a potem jak już on jest obok i wywołuje mój uśmiech, to nie chcę żeby odchodził.
    miłość jest głupia, takim pozytywnym akcentem zakończę, bo to jakby część druga mojego komentarza do poprzedniego posta. ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano własnie. I nawet kiedy jest ta złość jakaś taka wewnętrzna, to mimo wszystko śmiech ją zastępuje. Bo się kocha :)
      No bo jest :P
      I wracając jeszcze do Twojego komentarza z tamtego posta... znów możemy sobie ręce podać. Bo też wydaje mi się, że częściej jestem tym kumplem właśnie, niż kobietą. A natura kobieca jednak od czasu do czasu lubi się odezwać.

      Usuń
    2. Dokładnie! To jak z głupiego romansidła, ale prawda jest taka że ta złość się chowa, jak się czuje jego zapach, jak się czule uśmiecha - mój jak się nie spina, tylko się ze mnie śmieje i nazywa mnie "złośliwą zarazą", to jak mam być dalej wkurwiona xD
      no i wtedy facet jest zdziwiony, bo się spodziewa że nie będziemy nic wymagać prócz głupich żartów i jak tu to pogodzić? bo i być samym kumplem się nie da

      właśnie doszliśmy do kompromisu z K.:D bo jutro jest festyn u mnie nad jeziorem, a u mnie w domu się kładą wcześnie spać (nie czaję tego, moja babcia dłużej ogląda telewizor niż matka i jej facet w weekend...) i nie chcę go przez to zapraszać żeby nie musiał słuchać sapania matki, tak więc postanowiłam pojechać do miasta, nawalić się i razem przyjedziemy do mnie wypici tak że uda nam się wcześnie zasnąć;d dobrze wymyśliłam? dooobrze.;D

      Usuń
    3. Słodko :D Ja bywam Babokiem, Złośnikiem, Blubrotem xD a najbardziej mi się widzi tekst, że jestem "nieprzyjazna i nieprzytulna" :D
      I jak tu ma się człowiek nie zacząć śmiać :P Jeszcze mając takie podejście, jak Ty, czy ja.
      Ale właśnie chodzi o to, by czasem było też jak z głupiego romansidła, no :)

      No pewnie, że dobrze wymyśliłaś :D Mam nadzieję, że plan Twój się ziścił pięknie :D

      Usuń
    4. co to jest blubrot Ty mi powiedz XD?!!! nieprzyjazna i nieprzytulna też mi się podoba :) :D

      ziścił się, i to jak. nawaliłam się jak świnia i nie pamiętam za bardzo jak weszliśmy do domu, ale grunt że mama nic nie mówiłam bo ją uprzedziłam!:D po 23 na pytanie czy wracam do domu odpisałam "alj bi bak." to mówi samo za siebie...;D

      Usuń
  24. Masz rację, najważniejsze jest to, że on potrafi przeprosić. Bo skoro przeprasza to chce, żeby było lepiej. Czyli się stara i zależy mu na tym, żeby było dobrze.
    Ile jesteście z sobą? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano chce. :) Stara się, choć wiem, że czasem mu nie wychodzi, to wciąż się stara.
      A jesteśmy ze sobą ponad cztery lata ;)

      Usuń
  25. Najważniejsze, że nawet, jeśli się kłócicie, to nadal wam na sobie zależy i dobrze wiecie, że i tak do siebie wrócicie. To piękne. Takie... pewne, mądre i dojrzałe :)
    (jejku, jak ja uwielbiam głos Eddiego!)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... że ta wiedza wlasnie, że do siebie wrócimy, jest jak uzależnienie? Człowiek nieraz chciałby się jej wyzbyć, może poczuć strach i to, czy na pewno nam na sobie zalezy... Ale z drugiej strony to jakoś.. uspokaja. Cholera, znowu paradoks :)
      Też uwielbiam! A jak na żywo brzmi, mmmmm :D
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  26. Życzę szczęścia i przesyłam pozytywną energię. Po moich perypetiach związkowych wierzę, że każdy związek da się naprawić. A co do przerw, to wcale nie są takie złe i nie oznaczają nie prawdziwego kochania... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! :) A może i nie są złe, wszak ile ludzi, tyle podejść do wielu spraw, prawda? Po prostu na nas się nie sprawdzają.
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  27. Trzeba chcieć, prawda?
    I trzeba się starać?

    OdpowiedzUsuń
  28. hmm, takie momenty są trudne.. trzeba być silnym, przeanalizować sytuację i podjąć decyzję.. słuchając i serca i mózgu :)
    zgadzam się, przerwy nie działają..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jest znaleźć kompromis między głosami serca i rozumu, ale zawsze warto próbować ;)

      Usuń
  29. Związki są pełne wzlotów i upadków i każda para ma swoje problemy ale najważniejsze by próbować je rozwiązywać i chcieć być razem mimo wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Widać, że Wam obojgu bardzo zależy na tym związku, a to najważniejsze. Czasami jest lepiej, czasami gorzej, ale najważniejsze, żebyście zawsze mieli siebie ;-) Trzymajcie się! Razem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbujemy, próbujemy ;) Dzięki :)

      Usuń
  31. Przeczytałam gdzieś dziś piękne słowa - wybacz, że nie powtórzę ich dokładnie - że drugiego człowieka trzeb wziąć z całym inwentarzem. Tym dobrym i tym trochę trudniejszym.

    Ja ze swoim P układam puzzle już od dłuższego czasu. Może kiedyś wyjdzie coś z tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nie trzeba przytaczać słów dokładnie, by zrozumieć ich sens. To prawda. ;)

      Usuń
  32. W każdym związku są wzloty i upadki, a jeśli potraficie rozmawiać, potraficie przepraszać i zależy wam obojgu... Musi się udać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie zawsze potrafimy, ale próbujemy ;)

      Usuń
  33. Ja też uważam, ze związki nie są po to, aby fundować sobie przerwy to mało dorosłe... Oprócz tego w każdym związku są wzoty i upadki, żaden związek nie jest idealny. Trzeba walczyć o swoje szczęście! Nie poddawaj się, to musi się udać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mnie rozumiesz :) Nie poddam się, nie zamierzam nawet :)

      Usuń