wtorek, 16 września 2014

Gdy winobluszcze powoli się czerwienią...

Wskazówki zegara zatrzymały się na godzinie o nazwie melancholia. Budzik zapiszczał, co sił mu było w płucach, wykrzykując głośno najbardziej znienawidzone przeze mnie słowa. Smutek, przybicie, szarość! Nie chciałam otwierać oczu, w końcu jednak siłą rzeczy zmusiłam się do wstania z łóżka nie lewą nogą i podeszłam do okna. Gdy je odsłoniłam, w moje zaspane i kurczące się momentalnie źrenice uderzyły promienie jesiennego słońca. Jaki smutek? Jakie przybicie? Jaka szarość? 

Przecież jest pięknie...

Spacerując po ogrodzie, pozwalałam chłodowi poranka muskać zbyt lekko okryte ciało. Czułam się tak po prostu dobrze. Trudno było mi to przyznać. Tak naprawdę nigdy Jej nie lubiłam. Nie znosiłam panny o imieniu Jesień. Dziś przyglądając się Jej zauważyłam, jak wiele nas łączy. Miała tak samo czerwone włosy jak ja, młode listki rumieniącego się wolno winobluszczu opadały na jej nagie, blade ramiona. Oczy zielone i prawie zawsze mokre od rosy. I muśnięte niedbale czerwoną szminką usta, wykrzywiające się w ciepłym uśmiechu, tak często przysłonięte przez chłód niespokojnego oddechu.

I tak trudno było jej nieraz dopasować się do towarzystwa. Była tak bardzo inna. Była odmieńcem, tak samo jak ja. Wiosnę kochają wszyscy, za nadzieję, którą przynosi i za życie, jakie rodzi. Za pachnące bzy i półnagie magnolie i wiśnie ubrane jedynie w kwiaty. O lecie cudnym nie wspominając, które rozgrzewa serca beztroskie i radosne szumem fal morskich i górskimi przygodami.

I nagle Ty, Bidulko, Odmieńcu jeden zastąpić masz to Lato, które tak trudno pożegnać, od którego tak trudno się odzwyczaić. Wcale się teraz nie dziwię, Kochana, że zalewasz się łzami w te listopadowe noce. Że dmuchasz wiatrem chłodnym, by w końcu ustąpić Zimie, która zasypie ulice białym puchem, uszczęśliwi dziecięce pragnienia w Wigilię i da znów nadzieję na nowy rok. Tak wiele zimna w Twym sercu jest przecież, tak wiele samotności. Tak, wiem, jak potworna jest samotność. Pamiętam.

Może się zrozumiemy? Może uda się nam zaprzyjaźnić i polubić nawzajem?

Ludzie tak kochają magnolie i wiśnie wiosenne, czy letnie szaleństwa, ale na drugi plan oddalają jesienne dary. Nie doceniają wieczornego zapachu palonych liści na działkach, jesiennych zachodów słońca, czy koszyków pełnych grzybów. Nie cieszy ich wilgoć stóp od rosy porannej, nie lubią jesiennego deszczu. Nie widzą, że zostawiasz po sobie piękniejszy ślad nieraz, aniżeli głośne i kłaniające się nisko pozostałe pory roku. Piękne wrzosy, czerwień winobluszczu, wybijające się coraz wyżej kwiaty astrów, jeżówek, czy dalii. Kasztany i żołędzie, sprawiające tyle radości dzieciom. I te różnokolorowe, egzotyczne nieraz wręcz, jak u sumaka liście, które powoli opadają i pozwalają się zasuszyć na pamiątkę cudownego lata.

Ja też tego nie doceniałam.
Ja się tego bałam. Wręcz panicznie czasem.
Tak często powtarzałam: Nie chcę jesieni, nie chcę!
 
Ale właśnie dzisiejszego ranka zrozumiałam, że w tym wszystkim też tkwi to piękno, którego na co dzień tak uparcie szukam.
Zrozumiałam, że po raz kolejny dostaję od świata dar. Tym darem jest kosz pełen sił, motywacji i pozytywnych myśli, które będą mi w najbliższych miesiącach bardzo potrzebne. I tylko ode mnie zależy, czy ten prezent przyjmę.


"Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości 
siebie odnaleźć,
Tęskność zawrotna przybliża nas.
Zbiegną się wreszcie 
tory sieroce naszych dwóch planet,
Cudnie spokrewnią się ciała nam.
  (...)
Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić,
Siebie zachwycić i wszystko w krąg.
Wojna to będzie straszna, 
bo czas nas będzie chciał zniszczyć,
Lecz nam się uda zachwycić go.

Jest już za poźno?
Nie jest za późno..."

110 komentarzy:

  1. Mnie tam zawsze jesień się podobała. Trochę niepokoiła, smuciła też. Ale kolorowymi liści potrafiłam się zachwycać tak samo jak kwitnącymi kwiatami na wiosnę :) Moim ulubionym dniem w roku jest 1 listopada. Chłodne powietrze, poranna mgła, zapach melancholii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie 1 listopada nigdy nie lubiłam... Zawsze mnie przygnębiał, choć fakt faktem, miał w sobie coś takiego... magicznego jakby nie patrzeć. No i zawsze jakis taki lęk, bo jednak ta jesień kojarzyła mi się z czymś przykrym bardzo często. Ale kolorowe liście potrafią mnie też zaczarować :)

      Usuń
    2. Mi właśnie to przygnębienie się zawsze podobało, ale ja dziwna jestem xD Zresztą o wielu lat 1 listopada to też już pewne tradycje, taka jedyna stała rzecz, która od jakiegoś czasu prawie się nie zmienia. I nawet ta magiczna wigilijna atmosfera już jest jakaś mniej magiczna, to jesień ze swoim pierwszym dniem listopada pozostaje smutnie wierna, niezmienna. I tak, lęk też. I samotność. Ale tarzanie się w liściach, lub samo ich podziwianie rekompensuje to wszystko :)

      Usuń
    3. Ponoć każdy ma swoje fetysze xD No ale tak na serio to jest coś w tym całym dniu. Fakt faktem że robi na mnie wrażenie dopiero wieczorami ;)

      Usuń
    4. Racja :D
      Bo wieczór jest piękny, ma swój urok, któremu trudno się oprzeć.

      Usuń
    5. A taki jest właśnie tylko raz na rok :)

      Usuń
  2. A ja tam zawsze lubiłam jesień :) Co prawda zawsze na początku dopada mnie chandra, ale z czasem doceniam te jesienne wieczory spędzane pod kocem z kubkiem gorącej herbaty i jakąś książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo najgorsze jest chyba te przestawienie się :) A takie wieczory też są potrzebne właśnie - kiedyś trzeba się wyciszyć ;)

      Usuń
  3. Jak ja lubie takie klimatyczne blogi. Można z kubkiem herbaty czytać i czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to czytać, dziękuję :) Może i sama sobie zaparzę herbatę :)

      Usuń
  4. Kocham Twój opis jesieni!! Przedstawiłaś ją w taki sposób, że spokojnie możnaby ją było wkleić do podręczników dla dzieci ze szkół! :D Naprawdę :)
    Ja kiedyś też nie lubiłam jesieni i nie wiem dlaczego. Teraz ją uwielbiam, zwłaszcza taką, jaka jest ostatnio - ciepła i słoneczna. Słońce nigdy nie świeci tak jak jesienią, nigdy nie ma tak kontrastowych barw jak teraz. Z resztą często mnie denerwuje to, że ludzie zaczynają mówić, że jest już jesień od 1 września podczas gdy kalendarzowe lato trwa prawie do końca września :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, serio? xD Ej, może wyślę na jakiś konkurs literacki, czy coś? :D To miłe, dzięki :)
      Wiesz, niektórzy mówią o jesieni w sierpniu już. Ale to zazwyczaj ci, którzy najbardziej się jej boją, o. Bo jednak ta wizja przygnębienia, chandry która potrafi dopaść jednak jakoś przestrasza czasem. Ja się bardzo bałam tego przygnębienia. Jesień kojarzyła mi się tylko ze złymi doświadczeniami. A później zrozumiałam, że wszystko tak naprawdę siedzi tylko w mojej głowie :)

      Usuń
    2. Wyślij! :) Koniecznie :)
      No pewnie, że tak. Nawet jak ma przyjść jakieś przygnębienie to dopiero pewnie pod koniec października, chociaż z tego co pamiętam rok temu o tej porze była taka pogoda jaką mamy dziś :)

      Usuń
    3. :)
      Ja się właśnie nie chcę już nastawiać na to przygnębienie. Pomyślałam sobie, że październik i listopad mogą być pozytywne. Wszystko zależy ode mnie i po prostu warto dać temu sznasę :)

      Usuń
    4. No pewnie że tak! Przecież nawet w najgorszą szarugę można się uśmiechać i być radosnym :)

      Usuń
    5. Jasne :) Tylko ja właśnie długi czas miałam problem z tym, że bardzo na mnie oddziaływała taka szaruga... negatywnie. Ale może czas wziąć się w garść :)

      Usuń
    6. Ale to nie tylko Ty :) Chyba na każdego tak działa :) Mnie na przykład już drugi tydzień kusi żeby kupić papierosy, jakbym już się spodziewała tej szarugi :)

      Usuń
    7. A ja znam właśnie wiele osób, na które ten klimat działa o dziwo dobrze. Ale ze mnie się śmieją, że jestem meteopatką xD
      Nie kupuj papierochów!

      Usuń
    8. Narazie się właśnie powstrzymywałam z powodu kasy, zobaczymy czy dam radę dalej :P Pogoda ostatnio ładna i jakoś tak dziś już nawet o tym nie myślałam :P
      Nie wiem jak szaruga może na kogoś działać dobrze xD

      Usuń
    9. Nie daj się! Papierochy to cholerstwo!

      Usuń
  5. Ja ostatnio też doszłam do wniosku, że jesień jest piękna. Może jest kapryśna, bo deszcze, bo wiatr targający włosy, ale to nie odbiera jej uroku. Bo są jesienne kwiaty, równie piękne co wiosenne, kolorowe liście, kasztany, świeże powietrze nie tylko z rana. Może tylko ta jesienna depresja, która czasem się zdarzy przez wieczory, które zaczynają się po południu, ale i w nich można znaleźć coś miłego. A ta tegoroczna... nie ma opcji, żeby nie była dobra, bo będzie między innymi Nasza :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mnie te wieczory "popołudniowe" urzekały nieraz. Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką i chodziłam chyba do drugiej klasy podstawówki, to któregoś dnia miałam zajęcia popołudniu. Kończyły się o 16:10 dokładnie. I ja uwielbiałam w listopadzie, albo w grudniu czekać aż się sciemni, patrząc się za okno i zastanawiać się, czy kiedy wyjdę, to faktycznie będzie już ciemno :)
      Będzie nasza. Czy w tę sobotę, czy w listopadzie dopiero, ale będzie nasza :*

      Usuń
    2. One są urzekające, mają w sobie coś magicznego, ale ja nie lubię kiedy wcześnie robi się ciemno, bo nie lubię sama chodzić, gdy jest ciemno. A poza tym to nie mam zastrzeżeń :) Ja też się tak zastanawiałam w podstawówce, to było wtedy takie fajne :) pamiętam, że w 5 klasie w poniedziałki miałam na 14:30 i kończyłam o 17:10, tak strasznie nie lubiłam wtedy kończyć o tej godzinie, a im bliżej zimy tym bardziej myślałam "teraz będzie coraz ciemniej, ciekawe JAK BARDZO ciemniej" ^^
      Mam nadzieję, że w tę sobotę, bo nadzieja musi być do końca, ale nawet jeśli się okaże, że w listopadzie, to szybko minie ten czas :*

      Usuń
    3. Teraz będziesz mogła takie wieczory kojarzyć pozytywniej, jak będziemy w Krk w listopadzie :) Spędzimy razem fajnie czas i mam nadzieję, że oprowadzisz nas po Krakowie nocą :)
      O właśnie, tak samo liczyłam na to, że się ściemni :D To je to :)
      Mi się nasunęło, że cokolwiek by się nie działo... wiesz jak to dalej leci, prawda? :)

      Usuń
    4. Nocą może być ciężko z oprowadzaniem po Krakowie, ale myślę, że wieczorem na pewno :) wypijemy sobie wino na bulwarach wiślanych :D
      Hahaha :D a jak przychodziła wiosna, to liczyłam, dokąd jeszcze będzie widno :D
      Pewnie, że wiem :) ...to sobie poradzimy :*

      Usuń
    5. Mówiąc o nocy, miałam na myśli wieczór ;) Chociaż ja bym tam chętnie pospacerowała do drugiej nawet :P O, pomysł z winem bardzo mi się podoba :D
      Też tak robiłam ^^
      Ano :*

      Usuń
  6. Ja to jesieni wręcz nienawidzę, ale Twój styl pisania, te opisy, emocje - UWIELBIAM :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło mi to czytać, dziękuję ^^ :*

      Usuń
  7. Pięknie napisane, oczarowałaś mnie. A gdy przeczytałam o tym odmieńcu i czerwonych włosach, bardzo się zadumałam. Wyszło na jaw, że też mam wiele wspólnego z nadchodzącą porą roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę :) Czyżby Papużka miała czerwone piórka? :P

      Usuń
    2. No to dwa redhead'y z nas ^^

      Usuń
    3. Ze mnie farbowany w dodatku, czyli podwójnie fałszywy :P

      Usuń
    4. To my dwie podwójnie fałszywe xD

      Usuń
  8. Kochana dziś odkładam książkę i z kubkiem kawy siadam i czytam Twoje słowa. Pięknie piszesz.
    Ja lubię jesień, szczególnie taką jak teraz gości u mnie :)
    Babie lato w pełni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zapraszam, rozgość się :)) Dziękuję :*
      Właśnie teraz jest przepiękna! Nie mogę się nią nacieszyć :)

      Usuń
  9. Bo jesień kojarzy się z przemijaniem, nadejściem szarości, zimna... Nigdy nie należała do moich ulubionych pór roku, ale zeszłoroczna była przepiękna i ta też na razie miło się zapowiada. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano kojarzy się. A najgorzej, kiedy na swój sposób się z tym przemijaniem hmm "utożsamiała". Miałam pod tym względem złe wspomnienia, szczególnie, jeśli chodzi o przemijanie właśnie, o śmierć, o odchodzenie. Ale później zdałam sobie sprawę, że wszystko siedzi tylko i wyłącznie w mojej głowie i że - Bogu dzięki - mam nad tym kontrolę ;)

      Usuń
  10. A mi się jakoś jesień nie podoba, bo nie luboę zimna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie też straszny zmarzluch jestem... Ale zimą to czapki ani rusz xD

      Usuń
    2. Wiesz jak ja się długo zimą ubieram?! Kurtka, czapka, szalik że ledwo oddycham i rękawice - bez nich ani rusz! xD

      Usuń
    3. Wyobrażam sobie :P Mi najwięcej czasu zajmuje... zasznurowanie glanów :P

      Usuń
  11. A jak - jak to ja, jestem bardzo opacznym człowiekiem i nie znosze wiosny/lata. Nie znoszę wszechobecnych owadów (a pszczół i os - bo te owady mi się najbardziej kojarzą z tymi porami roku - to ja unikam jak ognia i biegam w kółko jak któreś koło mnie lata) i tego, że kicham non stop, bom alergik pierdzielony. Jesień mnie urzeka swoją kolorystyką, chłodem. Tym, że można się otulić w ciepły sweterek, szal, kurtkę i maszerować przez... no te same miejsca, co zawsze, jednak w zupełnie innej osłonie. Chłodu, jakiegoś takiego dziwnego wręcz mroku.

    I może odczuwam delikatne przygnębienie, ale w tym roku wydaje się ono być nawet znośne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja podobne tańce odstawiam, jak coś lata koło mnie :D Śmieją się ze mnie, że jak leci osa, albo coś w ten deseń, to robię temu czemuś miejsce XD Musi to wyglądać żałośnie XD Ale co tam... Oj, a to z alergią przerąbane masz, ja niebiosom dziękuję, że nigdy mnie ta przypadłość nie dopadła. Ano właśnie... a taka inna odsłona też się przyda, może i bardziej surowa, ale pozbawi nas monotonii i może zmusi do przemyśleń, takich, na które nie wpadlibyśmy w ten wiosenno-letni radosny czas.

      Przygnębienie lekkie jest chyba nieuniknione, wiesz? Jednak najważniejsze, że jeszcze jest znośne. :*

      Usuń
    2. Hahah no więc pjona. Pamiętam pierwszy dzień woodstocku; rozbiliśmy namioty a dosłownie kawałek pod nami leżały pale drewniane, bo ludzie, którzy zrobili obóz zostawili te, które nie wykorzystali na flagi. I tak se leżały. Poszłam sobie kupić monstera, bo się czułam wypompowana po całej podrózy pociągiem (15 godzin </3) i rozkładaniem tych namiotów. Otwarłam i piję, i już jakieś ustrojstwo (czyt. osa taka... wielka :<) mi lata koło głowy i chce się dopierdzielić do tego monstera. To ja w nogi i ganiam po całym obozie z piskiem. Warto zaznaczyć, że na bosaka XD I tak się złożyło, że stanęłam na jeden z tych pali i kuźwa, akurat w miejsce, gdzie był jakiś ostry kawałek drewna. Wbiłam se w nogę i potem cały woodstock chodziłam jak paralityk, bo stopa napierdzielała non stop :p Pierdzielona osa. Wszystko jej wina. Bękę miał ze mnie cały obóz, ale jak wracaliśmy pociągiem i ciągle mnie bolało, to się zastanawiałam, czy się jakieś zakarzenie nie wdało, bo co z tego, że to przemyłam, jak przecież coś takiego, jak CZYSTE STOPY na woodstocku po prostu nie istnieje.

      Ja Ci życzę, by ten bezalergiczny stan rzeczy utrzymywał się cały czas, bo bywa, że się ujawnia dopiero po kilku latach :D Także no.

      Usuń
    3. Pjona bardzo XD Oj to niezłą przygodę miałaś :P Ale doskonale Cię rozumiem, bo ja też nieraz zrobiłam sobie krzywdę przez takie latające gówno, które jest sto razy mniejsze ode mnie xD Wiesz, woodstock woodstockiem, tam mogłaś sobie pobiegać... ale najlepsza akcja jest jak takie coś siedzi w promieniu metra ode mnie, kiedy np siedzę na zajęciach, albo w kościele, czy w pociągu... Tam to nawet sobie kwiknąć jest głupio xD Pewnego dnia wyobraziłam sobie, co taka osa musi myśleć :D I osa osą, ale te cholerne chrabąszcze ;(

      Yh, to ja mam nadzieję, że jednak się nie ujawni :P

      Usuń
    4. Hahah no najgorzej ale... ja i tak jestem w stanie np: wyjść z ławki w kościele i se iść gdzie indziej. No nie mogę po prostu xd

      Usuń
    5. Haha :D A mi nieraz głupio xD Albo nie mogę się przecisnąć:P

      Usuń
  12. Pięknie piszesz o tej jesieni, tak ciepło, tak przytulnie, tak kolorowo. Mam problem z jesienią. Moja melancholia - nie lubię jej. Nie lubię późnej jesieni, nie widzę nic pięknego w szarym listopadzie. Ciężko mi się przekonać do jesieni w pełni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja też tak miałam długi czas i stawiałam sobie barierę. Sama. I często sama przez takie myśli się dołowałam. Aż w końcu doszłam do wniosku, że do rzeczy, których nie zmienimy, najlepiej jest przywyknąć, albo chociaż spróbować polubić :)

      Usuń
  13. Pięknie to napisałaś. Opisałaś Jesień niesamowicie, pewnie kilka razy przeczytam ten post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, rozgość się, tylko nie zapomnij o herbacie ^^

      Usuń
    2. Uwielbiam herbatę :p To chyba jedyny napój, który mogłabym pić bez przerwy ;)

      Usuń
    3. Ja też! A ostatnio kupiłam sobie biedronkową :D malina i kardamon :D Jest przepyszna <3

      Usuń
    4. Oj lubię najróżniejsze herbaty, pewnie sobie taką też kupię:)

      Usuń
    5. Spróbuj koniecznie :) Na jesień dobrze sobie skolekcjonować takie herbaciane cuda :)

      Usuń
    6. Też tak właśnie myślę, gdzieś widziałam stoisko z sypanymi, takie najlepsze :)

      Usuń
    7. Kiedyś miałam taką fajną z dodatkiem pomarańczy w plastrach, była świetna! Akurat to była bożonarodzeniowa herbata.

      Usuń
    8. No taka z dodatkiem pomarańczy to typowo się kojarzy z Bożym Narodzeniem właśnie :) Będe musiała sobie taką sprawić :P

      Usuń
    9. Oj koniecznie, myślę, że będzie Ci smakować :) Dostałam ją od znajomej.

      Usuń
    10. Łee, a już chciałam Ci się pytać, gdzie taką herbatkę upolowałaś :P

      Usuń
    11. U nas w centrum handlowym jest stoisko więc jest spoko :)

      Usuń
  14. Ależ Ty piszesz.....niesamowite! Dzięki Tobie od dzisiaj inaczej patrzę na Jesień....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, dziękuję :) Cieszę się, że udało mi się trochę zmienić Twoje spojrzenie... chyba w dobrą stronę, co? :)

      Usuń
  15. A ja zawsze do jesieni miałem wielką słabość, parafrazując pewnego mądrego pana "zawsze miałem wrażenie, że to nie wiosna jest początkiem wielkich rzeczy, a jesień". Zawsze lubiłem każde z jej obliczy- i to w którym tarzasz się w wielkiej kupie liści ze śmiechem, zbierasz kasztany z małymi dziećmi ( jaką ja mam słabość do kasztanów!) i to zimne, depresyjne ponoć...bo tak naprawdę, w tym żadnego smutku nie ma. Choć coś zabiera cię do gorbowca, którym jest zamieranie, bezruch...to tak naprawdę, symbolicznie i nie tylko, daje szansę na odrodzenie. Tak naprawdę, jesień daje nadzieję. Nie wiosna, bo ta już serwuje ci taką oczywistą, w pełnej krasie. A jesień? Cóż...czytałaś może mity o Demeter i Persefonie? Tak naprawdę, jesień i zima, żal Demeter istniały po to, by inna miłość. Persefony i pana podziemi mogła się spełnić. Grecy byli mądrzejsi, niż myślimy:)

    I aż mi pana Bursę tym wszystkim przypomniałaś, o :
    "Przez złoty park mój pies kosmaty goni
    Wiewiórka w liściach rudy orzech chowa
    Opowiadaj mi moja mała żono
    O srebrnych trąbkach wołających w dąbrowach

    Październik z trudem wiąże koniec z końcem
    Purpurowa kurteczka nie ukryje biedy
    Usiadł sobie w gospodzie pod Nowym Sączem
    Żółte piwo pije na kredyt

    A gdy ostatnią przepije kapotę
    Wymknie się wiatrem i złoty liść przez okno rzuci
    Ach opowiadaj mi o tym
    Jak oszwabiony szynkarz się zasmucił

    Jedzie zima w kożuchu na wozie
    Nasze palta ostrą igłą podszywa
    Będziemy patrzeć wieczorami w ogień
    Jak nastroszył czerwoną grzywę"

    Jesień zima...to też czas. kiedy można snuć opowieści i być naprawdę blisko. Choć, może nieraz trudno tak na to spojrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i coś w tym jest :) Po prostu pomyślałam sobie, że sama siebie ograniczam, stawiam sobie barierę i nie dopuszczam do siebie tego piękna, które przecież istnieje i tych wszystkich szans, które zostaną mi dane :)
      Ooo kasztany uwielbiam :D I liście od dziecka kochałam zbierać własnie jesienią. I prawdę powiedziawszy zastanawiam się, czy Mala nie będzie miała takiego zadania w zerówce, żeby zbierać liście, czy coś, bo wtedy ją kradnę na "zbiory" :D
      Właśnie. Wiosna to już tak naprawdę spełnienie tej nadziei. Jesień odbiera nam na chwilę to, co na wyciągnięcie ręki. Uczy nas wierzyć, że to wróci. Taka terapia bolesna czasem, ale też potrzebna, prawda?
      A opowieść o Demeter i Persefonie znam dobrze i bardzo lubię! W ogóle ostatnio jak sprzątałam, wpadła mi w ręce mitologia i na nowo zapragnęłam ją przeczytać :D Wielu z tych historii, mitów już nie pamiętam, a były pełne mądrości :)

      A fragmentu Bursy nie znałam, ale... wlasnie, trudno na to spojrzeć. Sama chęć nauczenia się takiego spojrzenia jest jednak już dużym krokiem do przodu :)

      Usuń
    2. Bo tak naprawdę cóż, wszytko tkwi zawsze w naszej głowie, właśnie to my sami stawiamy sobie bariery, nikt inny. To my nieraz musimy zdecydować o swoim wewnętrznym wszechświecie:)
      No ja z kasztanami nawet w szpitalu przesadziłem, wszystkim rozdawałem jak dziecko XD To oby miała XD A robiłaś kiedyś róże z liści klony?:>

      Nawet może i odbiera, ale właśnie daje coś innego w zamian. Bardzo dużo ,wbrew pozorom. I owszem, czasem lekarstwa muszą być gorzkie, żeby były skuteczne, co nie?:)

      No proszę, to powtórz sobie mity, o XD A lubisz i mity innych ludów?

      I chcieć to móc, więc to dobry początek po prostu:)

      Usuń
    3. Otóż to :) Jacy my bywamy bezlitośni dla siebie :P
      Ano wiem, wiem, czytałam xD Nie, nie robiłam nigdy - ale zrobię :D

      Ano właśnie dużo i cieszę się, że to dostrzegłam w końcu ;) Jasne, że tak :)

      A powtórzę, a co! xD Prawdę powiedziawszy samych mitów nie znam, ale po obejrzeniu "Wikingów" mam ochotę naczytać się o ich bogach :D

      :)

      Usuń
  16. cieszę się,że w końcu dostrzegłaś te cudowne rzeczy i aspekty jesieni Asiu :*

    OdpowiedzUsuń
  17. dla mnie jesień to melancholia zaduma.. cosik mi nie po drodze do tej pory roku;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale bez tej melancholii trudno byłoby się cieszyć na wiosnę :)

      Usuń
    2. szkoda że cały czas ze może być wiosny:D

      Usuń
    3. Ale ile by nas ominęło wtedy :P

      Usuń
    4. oj tam oj tam :D ale kwitnąco wszędzie i pachnąco by było:D

      Usuń
  18. Do prawdziwej jesieni na szczęście jeszcze nam daleko. Uf.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak daleko to znowu nie ;)

      Usuń
    2. Ale pogoda jak na wrzesień jest rewelacyjna :)

      Usuń
    3. Oj zgadza się :) Nie mogę się nią nacieszyć... Oby było tak jak najdłużej, pamiętam, że kiedy w zeszłym roku wróciłam na studia, to długo jeszcze taki październik właśnie był :)

      Usuń
    4. Jakieś dwa lata temu chodziłam w październiku w sandałkach, to było coś.

      Usuń
    5. Oj, to nie, to ja się na sandały nie odważyłam XD

      Usuń
  19. A ja to wszystko zawsze lubiłam! porównywałam jesień do swojego charakteru, odczuwam ją jak przystanek - nie wiem czemu. no i lubię, od zawsze lubię, jak się robi wcześnie ciemno. gorzej że rano ciężko wstać, ale wczesna noc to jest coś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie najgorsze są chyba te "poranki", nieraz przed piątą, gdy trzeba wstać na pociąg, a tu piździ, wieje, pada i jest ciemno :P Ale przecież wszystko da się przeżyć :)

      Usuń
  20. Chyba nigdy się do niej nie przekonam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może akurat? Nigdy nie mów nigdy ;)

      Usuń
    2. Dlatego mówię chyba :P może kiedy polubie, na razie nie bardzo, bo zbyt zimna, bo zawsze z samotnością mi się kojarzyła.

      Usuń
    3. A raczej "chyba nigdy" :P

      Usuń
  21. A ja ostatnio mam tyle zajęć, że zapomniałam na chwilę o jesieni. Kwestia tkwi także w letniej pogodzie, która nie daje za wygraną deszczom. Ale gdy sobie przypomniałam, odkryłam, że i mnie przestała przerażać. Bo ona też jest potrzebna, choć nie polubimy się nigdy. Zawsze będę dzieckiem ostatniego dnia lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że jest potrzebna. Grunt to właśnie zmienić te myślenie, że wcale nie należy nam się tylko i wyłącznie to, co dobre. Poza tym tego dobra nie widzielibyśmy bez ciemności.

      Usuń
  22. Jesień to jedyna pora roku, która osobiście mi się podoba:) Jedynie tu jest tyle kolorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kolei ja najbardziej jednak lubię wiosnę - bo ja majowa jestem :P Ale i w jesieni odnalazłam cząstkę siebie :)

      Usuń
  23. Zostałaś nominowana do zabawy Liebster Blog Award u mnie :) Zapraszam na zabawę pod linkiem: http://anelisowo.blogspot.com/2014/09/d-ni-sobie-leca.html

    OdpowiedzUsuń
  24. Jesień w pełi słońca potrafi być piękna. Zawsze lubiłam patrzeć na mieniące się liście wirujące w powietrzu. Niestety, nie wiele jest takich chwil. Jesień kojarzy mi się głównie z pluchą, szarością i nagimi gałęziami drzew, które wyglądają tak ponuro bez swojego okrycia. Poza tym jesień jest zapowiedzią zimy, pory, której osobiście nieznoszę najbardziej.

    Pomimo tego, sposób w jaki opisujesz jesień pozwala na odrobinę sympatii do tej pory roku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest niewiele takich chwil, dlatego podwójnie powinniśmy je docenić. A właśnie taka plucha i szarość też są potrzebne - bez nich nie doceniłabyś zapewne tak pierwszych płatków śniegu, a później wiosennych kwiatów :)

      Więc może uda Ci się nabrać trochę sympatii do niej, hm? :)

      Usuń
  25. Ja tam lubię siedzieć w kuchni i wpatrywać się za okno, bo tam mam widok na las gdy zbliża się jesień to widać jak szybko kolor liści się zmienia :) Jakie to wszystko jest piękne. Będzie mi tego brakować na co dzień...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Ci zazdroszczę! Ja mieszkam w kamienicy i za oknem mam tylko podwórko i mury :P No ale trochę roślin też tu jest i też bardzo lubię im się przyglądać :)

      Usuń
  26. ha, sama właśnie napisałam post o jesieni i zwlekam z publikacją, jest mniej pozytywny niż Twój :D jestem na tym mainstreamowym etapie wszystkich, kwitnące rośliny napawają mnie energią, ale spadające liście i skracający się dzień przyprawiają o dreszcze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem i takie mniej pozytywne posty są potrzebne, dobrze się wyżalić i ponarzekać. :)

      Usuń
  27. To zdjęcie w nagłówku jest takie właśnie jesienne, piękne.. kolorowe.. :) I oby taka była ta nasza jesień :)

    OdpowiedzUsuń