poniedziałek, 21 września 2015

O małym, listopadowym cudzie trzymanym w ramionach i jego wielkich, niebieskich oczach

- Asik, dasz radę zrobić rysunek dla mnie? Wiesz, na roczek Marcelinki, chciałam jej portret - usłyszałam w słuchawce głos Iwonki.
- Dla ciebie wszystko Słońce - odparłam, krocząc w pośpiechu do domu.
- Ale na pewno dasz radę? Nie chciałabym robić ci kłopotu... 
- Dam radę, dam. Spokojnie.
 
Nie byłam pewna, czy dam. Owszem, próbowałam wrócić do rysowania i nawet nie sądziłam, że po roku czasu tak ciężko będzie mi "oderwać się" od kartki papieru. Zaczęłam od portretu Khaleesi, całkiem nowego, tamten już nieważny, ale chciałam jakoś się przełamać. Ale to był portret dla mnie, taki, który albo powiesiłabym na ścianie, albo schowała starannie do teczki, albo jak część moich niedokończonych rysunków - po prostu wylądowałby w koszu na śmieci. Gdybym tylko zechciała. Ale rysowanie dla kogoś, to coś innego, to zobowiązanie, obietnice, których - obiecałam sobie - nie powinnam już składać, by nie czuć zmuszania się do tego, co powinno sprawiać mi radość.

No to się wkopałam - jęknęłam w duchu. Ale Iwonce po prostu nie potrafiłam odmówić. Tym bardziej, że bez względu na to, czy nie widzimy się dwa dni, miesiąc, czy rok, zawsze mogę na nią liczyć. Wystarczy jeden telefon. I tak od jakichś piętnastu - olaboga! - lat, odkąd jeszcze chodziłyśmy do podstawówki.

Rysunek był jej potrzebny na jutro, na wtorek, w sobotnie popołudnie zabrałam się więc do pracy. Złapałam kontury, zrobiłam szkic i... tak zostawiłam do niedzieli. Nawet nie spodziewałam się wczoraj, że tak szybko się z nim uporam. Kolejny raz się przekonałam, że uwielbiam rysować maleńkie dzieci, ich duże, błyszczące oczka i delikatną skórę.

Gdy dokończyłam portret, przyglądałam mu się dłuższą chwilę zastanawiając się, czy powinnam coś jeszcze poprawić. I jakoś tak wtedy do oczu wezbrały mi łzy. Udało się. Przełamałam się. Dokończyłam rysunek. Pierwszy raz od roku, pierwszy raz od tamtego portretu, którego nie zdążyłam skończyć i komuś dać przez jego nagłą śmierć. Pierwszy raz od tamtego portretu, który najpierw stał na biurku przyklejony do sklejki i straszył mnie wyrzutami sumienia, a później wylądował najgłębiej w szufladzie. A teraz... zobaczyłam, że wciąż potrafię to robić. I, cholera, nawet nieźle mi to wychodzi.

Zrobiłam zdjęcie, wysłałam Iwonce mms-a, z pytaniem, czy mam coś jeszcze poprawić.
Oddzwoniła.
- Jej Asik! - zapiszczała mi do ucha. - Jak ty to zrobiłaś... to jest... świetne po prostu. W ogóle... ja ci zapłacę, matko, gdzie bym ja coś takiego dostała!
- Weź, nic nie chcę... Najważniejsze, że ci się podoba - odpowiedziałam, uśmiechając się do siebie. Naprawdę największą zapłatą było dla mnie to, że sprawiłam jej tak ogromną radość. I że wróciłam dzięki niej do tego, co kocham.
- Asik, tak nie może być, to naprawdę kawał dobrej roboty... powiedz tylko, ile...
- Jakąś czekoladę do kawy. Tyle starczy.

I dziś wpadła na kawę z wielką czekoladą i winem w podzięce dla mnie.
I z dziesięciomiesięcznym Frankiem.
- Hej, teraz to ci nie odpuszczę - śmiałam się. - Musimy te wino wypić we dwie!
- Wiesz Asik, ja wciąż karmię, ale obiecuję, że jak tylko przestanę, to będziesz pierwszą, z którą wina się napiję.  
- Ach, no tak... zapomniałam.
- Póki co macie z Patrykiem na weekend, wypijcie nasze zdrowie.
- To to zawsze! - uśmiechnęłam się i spojrzałam na Franka, który jest najgrzeczniejszym dzieckiem, jakie przyszło mi poznać.

Rozłożyłam łóżko i koc, żeby Mały miał gdzie się bawić.
- Teraz to masz tu istny raj - zaśmiała się Iwona do synka. - Musisz ciotkę wyściskać, że tak cię rozpieszcza!
Nie mogłam się powstrzymać i wzięłam tę kruszynę na ręce. Nawet nie wiem, kiedy chwycił mnie obiema rączkami za twarz i obdarował najpiękniejszym, dziecięcym uśmiechem, jaki kiedykolwiek przyszło mi zobaczyć. Takim uśmiechem tylko dla mnie.
- Brrr brrr buuuuuu..... ammmammmmapuuu - oświadczył radośnie, klepiąc mnie po policzkach.
- Ja też cię kocham, a jakżeby inaczej! - odpowiedziałam mu, pewna, że rozumie.
Przytulił mnie mocno, oplatając się małymi ramionkami wokół mojej szyi.
Chyba zrozumiał.
- No czegoś takiego jeszcze nie widziałam! - zaśmiała się Iwona. - Prawdziwa miłość!
- Zobaczymy Franciszku drogi, czy pokochasz też tak wuja Patryka, jak ci zagra na gitarze i narobi hałasu, jak to na niego przystało - powiedziałam, usiłując się uśmiechnąć.
Tak naprawdę próbowałam się nie rozryczeć.

Mały Franek. Kochane Słoneczko. Jedyne Słońce minionego listopada, Promyczek, którego tak wyczekiwałam, modląc się każdego dnia za Iwonkę, by szczęśliwie urodziła. Za moją Iwonkę, tą, z którą siedziałam w ławce w gimnazjum i z którą planowałam, że zostaniemy albo starymi pannami, albo zakonnicami.

I ten maleńki Promyczek uśmiechał się do mnie przyglądając mi się tymi wielkimi, pięknymi, niebieskimi oczyskami. Czasem głaskał mnie po buzi, jakby wiedział, że się wzruszyłam. Czasem śmiał się z moich głupich min, jakby próbował mnie rozśmieszyć. Po prostu był. Taki kochany, malutki aniołek.

Zawsze w takich chwilach nie mogłam się nadziwić temu, że przyjaźń moja i Iwony jakoś tak przetrwała. Mimo tego, że w pewnym momencie zaczęłyśmy nadawać na zupełnie innych falach. Ona, spokojniejsza, częściej rozmarzona, gustująca w zupełnie innej muzyce, w innych imprezach, w innych ciuchach. Dziś żona i matka. Ja, roztrzepana, mimo pewnego "artyzmu" w mojej duszy, paradoksalnie większa realistka. Wciąż kochająca zabawy i przypałowe historie, koncerty, zamiast domowego zacisza. Dziś - narzeczona mojego ukochanego gitarzysty.

A jednak trzymając ten maleńki skarb na rękach poczułam, że i ja byłabym na to gotowa. Gotowa, by zwolnić. By oddać się temu, co gdzieś tam w duszy i sercu zapisane jest jako najważniejsze. By zostać żoną i matką. Ba... nawet jakoś chciałabym się już wyciszyć. Nawet, jeśli ktoś by mi powiedział, że się starzeję. Kiedyś trzeba dojrzeć, mimo dziecka pozostającego gdzieś w środku, mimo duszy wariatki, roztrzepańca i kogoś, kto uwielbia się głośno śmiać. Mimo wszystko. Byłabym gotowa, a nawet powiem więcej - poczułam, że chciałabym. Chciałabym tu i teraz. Mieć przy sobie zawsze ukochaną osobę i... i tego kogoś trzeciego, będącego naszym maleństwem. Bo poczułam, że to już czas, że byłabym gotowa. Tym razem już naprawdę, na sto procent. Mogłabym być matką, tak po prostu.

I wzruszenie ogromne ogarnęło moje serce, bo w takich chwilach człowiek zdaje sobie sprawę, że wciąż marzy. Czuje, jak budzą się w nim uśpione cele, plany i marzenia. Że wciąż ma po co i dla kogo żyć. I do czego dążyć.

Tak bardzo potrzebne było mi to teraz. Gdy w jednym aspekcie się przełamałam, gdy w drugim uderzała we mnie jesień, budząc jakiś taki niepokój i niepewność.

- Ze wszystkim sobie poradzicie Asik - powiedziała mi Iwonka w pewnym momencie. - Bo się kochacie. Bo macie plany i marzenia, a to... to chyba najważniejsze.

Musimy dać sobie radę. Po prostu musi się udać. Bo kiedy zaczyna się na nowo marzyć, żadna zła myśl nie przychodzi już do głowy.
Wystarczy tylko odrobina cierpliwości.


"Teraz dostrzegam
Twój nieskończony horyzont
W ciszy Ziemi
Chwianej tysiącami
wstrząsów
Wpuściłaś mnie
Do swojego schronienia
Szukałem nas
Wśród samotnych gwiazd"

59 komentarzy:

  1. A ja wiem, że wszystko Wam się ułoży :)) wierzę w Was :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nominowałam Cię do Liebster Blog Award :) miłej zabawy :)

      Usuń
  2. Jak piszesz o Iwonce to myślę sobie o mojej przyjaciółce i jak bardzo chcę, żeby nasza przyjaźń też przetrwała i tak właśnie wyglądała za kilka lat...
    O, Khaleesi, właśnie zaczęłam sobie oglądać na nowo GoT, żeby sobie poprzypominać co nieco :D
    Mi w te wakacje przyszła jakaś ochota na rysowanie, zrobiłam kilka rysunków i jakoś przeszła ta nagła potrzeba :P Chyba jednak wolę pisać, choć pewnie kiedyś tam znów przyjdzie ochota by chwycić za ołówek. To odstresowuje w nieco inny sposób, zmusza do koncentracji, precyzji, uważnego patrzenia... dobry sposób, żeby wejść w stan medytacji, cholera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Wam więc, żeby tak było :)
      Ja zamierzam nadrobić książki :D Stanęłam na "Starciu królów" :P
      Hmm, może jeszcze Cię najdzie ochota na rysowanie :) I cóż, powiem Ci, że mam bardzo podobnie, jakoś łatwiej pisanie mi wychodzi. I faktycznie, można to określić pewnego rodzaju medytacją :)

      Usuń
  3. Iwonka ma rację, dacie radę, To naprawdę Twoje (Wasze) marzenia, więc jeśli o nie zawalczycie, na pewno się spełnią.

    OdpowiedzUsuń

  4. Love your style you look gorgeous!Share collocation more popular fashion accessories!
    louisvuittonlvbag http://www.2015baglvlouisvuitton.com
    cocobag
    lvbagukshop   http://www.chanelshandbagoutlet.com
    hollisteroutletestore
    heygoodtimes   http://www.2015handbagshops.com
    louisvuittonshop
    handbagshops http://www.shopchichandbag.com
    shoplvbags   
    shopmcQueenbags http://www.topbaglv.com
    Vivienne Westwoodmaikun
    topbagshops  http://www.2015topbagshops.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem pewna,że wy dacie radę i spełnicie Wasze marzenia i te duże i te małe. Musisz, bo jesteś moją inspiracją:)
    Piękna przyjaźń jest między Wami:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie nie ma wyjścia - musi być dobrze :)
      :*

      Usuń
  6. Każdy musi po prostu dojrzeć do wszystkiego i może to jest właśnie dobry moment?

    OdpowiedzUsuń
  7. ach jakie to piękne co piszesz:) wyczuwam faktycznie taką tęsknotę za Twym własnym, małym asikowcem rozrabiaką:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym, że będzie małe, rude i roztrzepane, ale z natury nie jestem ruda, cholera xD

      Usuń
  8. Mi też obiecałaś kiedyś coś narysować :P tak się przypominam tylko :P
    Uśmiech dziecka jest niesamowity i nawet mnie rozczula ;) Chociaż na ogół za dziećmi nie przepadam, to gdy przyjedzie do mnie koleżanka z dzieckiem, albo gdy widzę jak kolega opiekuje się swoim malcem to też przez chwilę myślę o swoich dzieciach :P Ale Tobie do nich bliżej niż mi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, choć szczerze przyznaję, że nie pamiętam, co to miało być xD
      Bo mają w sobie coś... dobrego takiego :)

      Usuń
    2. Marilyn Monroe ;p
      Są niewinne...

      Usuń
  9. Ja w 90% sytuacji mówię, że dam radę. Nawet kiedy mam wątpliwości - po to właśnie, żeby zmotywować siebie i dać z siebie wszystko, Zazwyczaj wychodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się bardzo, że się przełamałaś. Że udało Ci się dokończyć portret. :*

    I Iwonka ma świętą rację - dacie sobie radę ze wszystkim - bo się kochacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę :*

      Oby tak było :)

      Usuń
  11. Do wszystkiego trzeba dojrzeć... Mnie dzieci wciąż irytują i mam nadzieję, że jeszcze jakiś czas tak pozostanie. :) Trzymam za was kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, mnie w sumie nigdy nie irytowały... chyba, że miałam gorszy dzień ^^
      Dziękuję :)

      Usuń
    2. Naprawdę? A miałaś w najbliższej rodzinie jakieś dzieci?

      Usuń
  12. Cieszę się, że dokończyłaś ten rysunek, całkiem nowy, a jednak.to dość symboliczne.
    I małe dzieci...cóż. Lubię, ale jak wiesz doskonale, nie budzą we mnie takich odczuć. Jednak, jeśli człowiek jest świadomy i zdecydowany na pewne sprawy to właśnie...przychodzi pora, żeby się jakoś uspokoić. Po prostu dojrzeć. A czy jest bardziej naturalny proces? Jak wszystkie owoce dojrzewamy, jak wszystkie stworzenia, mamy swój czas i swoje miejsce na pewne sprawy i płyniemy z równym, miarodajnym rytmem..i jeśli się mu nie poddamy, to przeczymy nieraz sobie i stajemy się ludźmi nieszczęśliwymi. A nie o to w życiu chodzi, no nie?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie trochę przełomowe dla mnie - pozbyłam się złych skojarzeń, tylko, lub aż tyle.
      Ogólnie rzecz ujmując, najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą. ;)

      Usuń
    2. Raczej- aż. Wbrew pozorom złe skojarzenia przy pozornie błahych czynnościach najtrudniej z serca wymazać.
      No ogólnie owszem XD Ale ja nie lubię ogółów, muszę się rozwlekać XD

      Usuń
  13. Ach tyle wspaniałych wiadomości! W końcu powróciłaś do rysunku <3 Tylko żałuję, że nie podzieliłaś się z nami swoim dziełem, bo jestem bardzo ciekawa efektu. Co tu dużo mówić - po prostu też chciałabym się zachwycić. :)
    A co do tego maleństwa - ja już od jakiegoś czasu czuję wewnętrznie, że bym chciała, że bym mogła, a jedynie rozsądek mi podpowiada, że jeszcze nie teraz, że należy poczekać. :) To niesamowite, jakie uczucia potrafią w nas wzbudzić te małe słodkie istotki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie bym się z Wami podzieliła, ale to niestety taki dość... prywatny rysunek, o :) Prezent dla Iwony siostrzenicy, toteż nie do końca zawsze wiadomo, czy można takowe portrety publikować :) Ale myślę, że jeszcze się nieraz pochwalę :)
      Zupełnie, jak u mnie... gdybym sie teraz dowiedziała, że jestem w ciąży, to cieszyłabym sie cholernie, a z drugiej... tyle teraz na głowie, jeszcze inne plany... zdecydowanie, trzeba poczekać :)

      Usuń
    2. Rozumiem. :) Poczekam Więc na kolejne dzieło, którym już pozwolisz się nam zachwycić. :)
      Oj tak... Chociaż z drugiej strony, ktoś kiedyś powiedział bardzo mądre słowa - że na dziecko nigdy nie przyjdzie odpowiedni czas - zawsze będzie coś do zrobienia, zawsze coś będzie nas martwić. Cóż coś w tym jest, więc chyba najlepiej mają Ci, co zostają rodzicami z zaskoczenia - postawieni pod ścianą, nie ma odwrotu i dają radę. :D

      Usuń
  14. Dzieci są cudowne, szczególnie te małe, takie niewinne. Zawsze mnie rozczulają :) To wspaniałe, że masz przyjaciółkę, z takim stażem :) Oby Twoje marzenia się spełniały. Jeszcze trochę i u Ciebie się taki promyczek pojawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobne odczucia :) I cóż, również mnie to cieszy. Mimo, że widujemy się czasem naprawdę rzadko, to zawsze o sobie pamiętamy :) i oby tak było :) Dziękuję Ci :)

      Usuń
  15. Marzcie, bo marzenia są początkiem wspaniałych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy byłam młodą dziewczyną, nie lubiłam dzieci i unikałam ich jak ognia - drażniły mnie i nudziły. Nie myślalam, że kiedykolwiek sama urodzę. Ale zaszłamw ciążę. Nie myślalam nawet o tym, czy kocham dziecko, które w sobie noszę. Kiedy urodziłam i spojrzałam na maleństwo, jeszcze sine i pomarszczone, już wiedziałam, że to miłość na zawsze. Wcześniejsza niechęć po prostu zniknęła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają więc w sobie coś magicznego, co budzi w człowieku momentalną miłość :)

      Usuń
  17. A ja nic więcej nie napisze, napisałaś już wszystko....ściskam

    OdpowiedzUsuń
  18. Uśmiech dziecka jest zawsze taki szczery i bezinteresowny. Potrafią cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy i to jest takie piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ach... dziecko jest największym skarbem :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kochana do tego Ci idzie, już bliżej niż dalej :) Dzieci są naprawdę rozczulające ja moją chrześnicę zobaczę w niedziele i już się nie mogę doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby Kochana :) To tak jak ja jutro Franka :D

      Usuń
  21. Jeśli czujesz w głębi duszy, że to już czas, to... gratuluję. Ja osobiście jeszcze bedę musiała chyba jeszcze długo poczekać.

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak to już chyba jest, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Nie ma co głupio się zapeszać, że "ja nigdy..." Trzeba iść przez życie swoim tempem, wsłuchiwać się w siebie, w swoje potrzeby i się spełniać, a przy okazji być szczęśliwym ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. nie napiszę wiele...
    zawsze kiedy tu przychodzę i czytam Twoje słowa... niemalże dotykam Twojego szczęścia. :) życzę Ci, żeby Wasze marzenia się spełniły. żebyś i Ty kiedyś miała takiego Aniołka przy sobie. żeby zawsze był przy Tobie Twój gitarzysta :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ależ mi się buziak cieszy jak czytam Twój tekst :).
    Odkąd zostałam mamą mam bzika na tym punkcie!!! Uwielbiam filmy / książki, w których jest wątek z kobietą w ciąży lub młodą mamą. Jakieś takie zboczenie mam, pomimo tego, że na co dzień ,,użeram się" z moimi Szkódniczkami :D!!! Coraz częściej ogarnia mnie też tęsknota za trzecim maleństwem!!!
    Asiu, życzę Ci spełnienia marzeń!!!

    OdpowiedzUsuń
  25. Halo halo, dacie radę, nic nie jest nie do zrobienia :) Widzę w Twoich słowach wiarę, a skoro wiara czyni cuda... ^^

    OdpowiedzUsuń
  26. Dzieci potrafią rozczulić i rozbudzić te marzenia o rodzinie, macierzyństwie i w ogóle... z Ciebie to będzie super rockowa mama :)) :*

    OdpowiedzUsuń
  27. lubię taką tematykę, aż radośnie czytać:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Taka długoletnia przyjaźń jest naprawdę piękna, sama z moją najlepszą przyjaciółką dzisiaj już jako studentki w różnych miastach, nieczęsto się widujące w roku akademickim, staramy się zawsze spotkać w wolnej chwili, wspominamy często jak to było kiedy byłyśmy w jednej i drugiej szkole, po trosze się smucąc, że koniec dzieciństwa. Chociaż ja właśnie opieram się temu i nie mam jeszcze ochoty na zakładanie rodziny, chcę jak najdłużej pobyć dzieckiem :)
    Talentu się tak po prostu nie traci, choć fakt, że trzeba go pielęgnować :) Zazdroszczę umiejętności :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Uwielbiam czytać..to, co mi piszesz. Bardzo mnie chwyciło to, co napisałaś..dziecko potrafi złapać za serce, prawda?

    http://okiem-kobiety-na-swiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń