wtorek, 1 września 2015

Lekcje, które mnie czegoś nauczyły [1/30]

Wczorajsze popołudnie okazało się lekiem na wczesnojesienną chandrę i smutki, które ostatnio mną zawładnęły. Piękna pogoda, leśna droga i wyprawa rowerowa nad nasze stawy we dwoje. Może to nie wyleczyło wszystkiego od razu, bo tak się chyba nawet nie da, ale pomogło nam nawiązać cieniutką nić porozumienia. Cieniutką i delikatną, niczym babie lato, taką, którą można w każdej chwili zerwać. Lecz nawet ona sprawiła, że się śmiałam. Naprawdę szczerze się śmiałam. Przez chwilę, po ciężkim dniu, po kolejnych łzach. Śmiałam się.


W euforię żadną popadać nie chcę, bo wciąż przede mną jest mnóstwo drzwi, za którymi tkwią nieoczekiwane zmiany, dla mnie będące póki co cichymi niespodziankami, snującymi wokół mnie mgiełkę niepewności i zwątpienia.

Jedyną myślą, która podnosi mnie na duchu jest fakt, że to minie. Zazieleni się i urośnie kilka drzew, jak śpiewa VooVoo w jednej z moich ulubionych piosenek.

Tymczasem widząc moje zaległości w dość ciekawym i podsuwającym pomysły na ciekawe posty czelendżu, w którego wkopała mnie Lu (nawet nie pozwoliła mi odmówić, cholera jedna), pomyślałam sobie, że to dobry czas, żeby zacząć nadrabiać. Zatem i u mnie od czasu do czasu będą pojawiały się posty dotyczące The Pillower's Chellenge. Podejmuję wyzwanie dzielnie, bo pytania są niebanalne i pozwolą wydobyć mi coś, co siedzi gdzieś głęboko w serduchu. I o to chodzi.


Dziś zatem czas na opowiedzenie Wam o lekcjach, które mnie czegoś nauczyły.

Generalnie wychodzę z założenia, że każdy dzień mnie czegoś uczy. Każdego dnia zasypiam zastanawiając się co zrobiłam dobrego i dziękując za to - uważam swoją drogą, że to najlepszy sposób na modlitwę. Wdzięczność. Nie więcej, nie mniej, ot, zwykła wdzięczność. Przed snem pod powiekami widzę ludzi, którzy powiedzieli mi coś ważnego, nie zawsze miłego, ale takiego, co zapadło gdzieś w pamięć i sprawiło, że uznałam, że należy coś z tym zrobić.

Nie potrafię podać Wam zatem konkretnych przykładów, a może niektórych podawać nie chcę. Pozostanę więc przy tym, że uczy mnie każdy dzień, każde zrządzenie losu, każdy człowiek i każda podjęta przeze mnie decyzja - dobra, czy zła, jest przepustką do nauki życia. Jest lekcją. A o to przecież chodzi.

Zdecydowanie łatwiej będzie mi powiedzieć, czego te wszystkie dni, odkąd stąpam po ziemi, ludzie, których spotkałam i decyzje które podjęłam mnie nauczyły. Czasem najbardziej dotkliwie, boleśnie policzkujące, ale dające nauczkę na przyszłość.

Czego więc nauczył mnie nie zawsze łaskawy los?

Żeby nie odkładać niczego na później. Jestem człowiekiem, który przyzwyczajony jest do zabieganego trybu życia. Może też dlatego tak trudno ostatnio znaleźć mi swoje miejsce. Jednak... przez wieczny bieg wiele razy odkładałam naprawdę ważne sprawy na później. Odkładałam ludzi, których chciałam przytulić, odkładałam przyziemne sprawy związane z pracą, czy z uczelnią, odkładałam na później nawet siebie samą. Skutki takiego odkładania bywały nieraz opłakane. Ileż razy powtarzałam "nie zdążyłam", "to moja wina", "a gdyby..." A gdyby... chyba najgorsze, co można sobie powiedzieć, kiedy straciło się na coś ostatecznie szansę, nieraz daną drugi raz przez los.

Idąc dalej tym tropem... kolejnym kopem od losu i nauczką od życia było jedno słowo: zwolnić. Jako właśnie taki zabiegany człowiek zostawiałam zawsze siebie na dalszym planie. Nie dbałam o siebie, tylko o innych. Innych zaganiałam do tego, żeby się ogarnęli, zrobili dla siebie coś dobrego, a sama... sama o sobie nie myślałam prawie wcale. Mówiłam: "Zrób sobie dzisiaj pachnącą kąpiel i wypij gorącą czekoladę, zobaczysz, będzie lepiej." Tymczasem sama nie pamiętam, kiedy pozwoliłam sobie na wylegiwanie się w wannie z kubkiem gorącej czekolady, czy kakao. Myślałam, że to fajne, bo nie jestem egoistką. I egoistką być może nie byłam. Ale byłam głupia. Głupia, bo stawianie wszystkich innych spraw i ludzi ponad siebie i swoje siły sprawiło, że upadłam na zdrowiu. I gdybym nie spojrzała na siebie, nie skierowała swoich ambicji w kierunku lepszego odżywiania, sportu i snu, mogłoby skończyć się tragicznie. Na własnej skórze przekonałam się, że przemęczenia nie wolno lekceważyć. I cóż - słynne "wyżej dupy nie podskoczysz" - nabrało nowego znaczenia.

Cieszenie się drobnymi rzeczami - tego nauczyło mnie życie. Tak, jak wczoraj, kiedy siedząc na miękkim mchu cieszyłam się z ważki, która usiadła na moim trampku, ze słońca, którego promienie czasem trochę natarczywie łaskotały moje policzki. Ale cieszyło mnie to, bo pomyślałam sobie, że niedługo tego łaskotania będę naprawdę mocno i z wytęsknieniem wyczekiwać. Cieszyłam się z pachnącego wilgocią leśnych stawów powietrza, które mocno wciągałam do płuc, zamykając oczy. Cieszyłam się z pierwszych gwiazd pojawiających się na niebie, cudnych gwiazd, które sprawiają, że chce mi się czasem jeszcze wzruszać. Cieszyłam się z babiego lata, bo jego widok jakoś tak zawsze mnie rozczula. Cieszyłam się z obecności drzew, które tak kocham i które lubię w myślach rozpoznawać i nazywać po łacinie. Cieszyłam się z bijącego serca przyrody, której przecież jestem częścią, tak samo jak i Ty, drogi Czytelniku. Cieszyłam się też z Jego obecności. Z tego, że po prostu jest, że mogę oprzeć głowę na Jego ramieniu, że nie muszę się wstydzić tego, że do moich oczu wzbierają łzy, że On też chce, chociaż nie wie jak, chce, żebyśmy się w tym wszystkim odnaleźli i nie rozstawali się po tylu pięknych, wspólnych latach. Tyle starczy - nie bać się doznawać. W tym wszystkim, co nas otacza wciąż tkwi mnóstwo piękna.Wystarczy patrzeć i widzieć, słuchać i słyszeć, dotykać i czuć... a da się. Naprawdę się da.

Ktoś kiedyś powiedział, że uśmiech jest najprostszą drogą do ludzkich serc. Życie również obfitowało w mnóstwo lekcji, które mi to uświadamiały. Pewnego dnia uznałam, że świat bywa zbyt smutny i ponury przez miny innych ludzi, żebym jeszcze ja musiała go psuć swoją wykrzywioną w smutku twarzą. Wiecie... przekonałam się, że kiedy człowiek się uśmiecha, to nawet te najbardziej "wredne baby" - w urzędach, w rejestracji przychodni, czy w szpitalach - zaczynają odwzajemniać. Bo nikt nie jest ze stali i każdy uśmiechu potrzebuje, potrzebuje pokrzepienia, ciepła i czułości. A jeśli mogę dać komuś mój uśmiech, to dlaczego nie? Dlatego też życzliwe "miłego dnia" na pożegnanie, którego z kolei nauczyłam się od Agi powoli wchodzi mi w krew. I naprawdę wierzę, że miłe gesty z biegiem czasu przestaną budzić takie zdziwienie.

Idąc śladami uśmiechu... życie nauczyło mnie też dystansu do siebie. Naprawdę nieraz nie warto chodzić z kijem w dupie. Warto za to zacząć się z siebie śmiać. Myślisz, że nie jesteś zabawny? Przypomnij sobie chwile, w których nawet przez przypadek robiłeś z siebie totalnego debila. Zupełnie jak ja, kiedy wchodząc na jeden z ustnych egzaminów potknęłam się na progu i wpadłam na jednego z wykładowców. Przynajmniej rozluźniła się atmosfera, ludzie się śmiali. I ja też się śmiałam, a co!

I wiecie... mogłabym tak jeszcze pisać, pisać i pisać. O lekcjach, które mnie czegoś nauczyły, mogłabym właściwie pisać bez końca. Bo nauczyło mnie życie. Ono jest dla mnie najważniejszą lekcją, z której czerpię każdego dnia. I każdego dnia tak naprawdę mam z niego klasówkę. Nie pisemną, nie ustną, a życiową. Tu nie ma ocen w skali od jeden do sześciu. Tu są tylko konsekwencje, które dotykają nas do głębi samego serca. I uczą. I o to chodzi. Bo przecież życie jest nieustającą nauką. I mam nadzieję, że także chęcią tej nauki.


"powiem ci jak
mogłabyś mnie kochać
ale najpierw uleczę twoje serce

znam cię lepiej
niż ty znasz
widzę
kim się staniesz
wierzę, że
to jest to, kim jesteśmy
jaśniejszy płomień
ciemniejszy jest cień"

44 komentarze:

  1. Świetny post. Kurcze, czytałam ten post z pełnym uśmiechem na ustach. I podobnie, jak jedna z Twoich lekcji, tak, uśmiech mega zmiękcza, a co najważniejsze - z uśmiechem kobieta wygląda najpiękniej. W końcu skądś się wzięło powiedzenie, że uśmiech jest najlepszym makijażem kobiety :) Ja czasami lubię się uśmiechnąć do smutnego człowieka, mając nadzieję, że jakiś tam promyk się w nim zapali :)

    I powiem Ci szczerze, że Twoje lekcje ładują pozytywną energią i optymizmem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) I cóż, cieszę się, że się uśmiechałaś, bo taki właściwie miałam zamiar. Dokładnie :) Też często uśmiecham się do przechodniów i choć często zamiast odwzajemnienia widzę zdziwienie, to nie poprzestaję.

      Cieszy mnie to! :)

      Usuń
  2. Ja od zawsze miałam problem z okazywaniem uczuć. Dzieciaki latały do rodziców i mówiły "kocham cię!", a ja miałam z tym spore opory. Dopiero po wizycie w szpitalu (jednej z wielu) zrozumiałam, że nie warto. Powinniśmy pokazywać co czujemy, inaczej się dusimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem również dostałaś lekcję od życia... i teraz wiesz, co robić. ;)

      Usuń
  3. To wszystko jest takie proste, a my tak często o tym zapominamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie zawsze jest proste - czasami bywa trudno i to też jest normalne. Mamy prawo o tym zapomnieć. Ale właśnie ważne, żeby od czasu do czasu ktoś, albo coś o tym przypomniał ;)

      Usuń
  4. Niby takie to oczywiste, a tak łatwo w codzienności zapomnieć o sile uśmiechu :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo, łatwo... sama się dzisiaj na tym łapię ;)

      Usuń
  5. Super , też muszę się nad tym głębiej zastanowic;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Proste życiowe lekcje!!! Zrozumienie ich powagi, docenienie ich, nie zawsze jest jednak proste!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, to wymaga czasu i przemyślenia... ale warto :)

      Usuń
  7. Och w końcu się za to wzięłaś. Wiedziałam, że wykrzeszesz z tego coś niesamowitego i tak też się stało. Niby proste lekcje, ale niosą za sobą takie ważne przekazy. Ważne i mądre.
    Cieszę się, że w końcu zwolniłaś. Pamiętam post, w którym to opisywałaś moment, w którym zauważyłaś, iż powinnaś to zrobić. na prawdę się wówczas zmartwiłam, ale teraz jest już lepiej.
    I bardzo się cieszę, że mieliście z P. chwile tylko dla siebie i razem mogliście cieszyć się pięknem słonecznego dnia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w końcu :D I esz, jakiego tam niesamowitego :) Mi się wydawało raczej, że to takie no... oczywiste, no ale miło mi, że tak mówisz :)
      Oj :* Musiałam, ale i tak... no uwiera mnie to jakoś. Chciałabym się znowu rozpędzić i móc żyć na pełnych obrotach. Zauważyłam, że czekanie i siedzenie w miejscu mnie dobija bardziej, niż niewyrabianie się w czasie.
      Też się z tego cieszę. Takich chwil naprawdę nam brakowało...

      Usuń
    2. No już nie bądź taka skromna. ;)
      Wiadomo, że trudno zwolnić, gdy całe życie robiło się milion rzeczy na raz, ale dasz radę. Jak nie Ty, to kto? ;)
      Oby było ich teraz tylko więcej!

      Usuń
    3. Tak już mam, no :D
      Ano też sobie tak mówię ;)
      :*

      Usuń
  8. Dlaczego nie uczą o takich rzeczach w szkole? Tylko jakieś głupie twierdzenia i symbole, zamiast wzoru na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, żeby to jeszcze taki wzór szło przekazać ;)

      Usuń
    2. Podobno każda para pisze własny wzór na szczęście :)

      Usuń
    3. Z pewnością :) Każdy z nas jest inny i każdy pragnie czegoś innego ;)

      Usuń
  9. Piękne miejsce, nie dziwię się, że właśnie je wybraliście na odpoczynek :)
    O, i bardzo podobają mi się te lekcje życiowe, szczególnie cieszenie się drobnostkami, bo w tym naprawdę jest magia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, dlatego bardzo lubię się tam wybierać :)
      Ano jest magia. I to możemy ją mieć na własne życzenie, bo wiele od nas zależy :)

      Usuń
  10. Podobno nic nie dzieję się bez przyczyny i każda chwila nas czegoś uczy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. no bo ja wiedziałam, że jakbym powiedziała "a proszę bardzo, moze pani odmówić", to byś nie zrobiła! a tak, pod lekkim przymusikiem, wychodzącym wprost z mego serduszka - udało się! :D

    to ja Cię przymusę może i do tej kąpielki z kakałkiem? co? może powinnam? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dobra xD Dobrze, żeś jeszcze jakiegoś szantażu emocjonalnego nie zastosowała :D

      Taa, a potem matka mi się będzie drzeć, że zasnęłam w wannie xD i geez, jak mi bedzie wanienki brakować jak się wyprowadzę... bo tam prysznic mamy :<

      Usuń
  12. jakie mądre nauki płyną z tego posta :) zdecydowanie się podpisuję pod cieszeniem się drobiazgami i ogólnym zwolnieniu... po co pędzić przez życie na złamanie karku...
    szkoda, że wiele osób nie wie, że jak się do nich uśmiecham, to nie dlatego, że jestem psychopatką, tylko tak po prostu, bo mam dobry dzień..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Otóż to - nie ma to sensu większego jednak ;)
      I och - znam to aż za dobrze ^^ Ale na szczęście w końcu ktoś ten uśmiech odwzajemnia :)

      Usuń
  13. dobrze że znaleźliście chwilę dla siebie na taką wyprawę:) od razu uśmiech na twarzy że jest lepiej nieco z Wami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy to jak najszybciej powtórzyć :)

      Usuń
  14. Niby to wszystko jest proste, a czasem tak trudno jest się do tego dostosować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego to wymaga czasu ;)

      Usuń
    2. Ciężko czasem Sis jest dać sobie czas w niektórych sytuacjach...

      Usuń
    3. Wiem Kochanie... ale przecież nigdy nie jest się zupełnie samym, prawda?

      Usuń
  15. Wczesnojesienna chandra? Dopóki o niej nie napisałaś, nawet nie przyszłaby mi do głowy. Smuci mnie tylko, że koło dwudziestej trzeba już światło zapalać, żeby poczytać.
    A ja wciąż mam okropny zwyczaj odkładania wszystkiego na później. Czasem później znaczy nigdy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to mnie to jeszcze jakoś nie razi, wcześniej chodzę biegać, bo własnie lubię tak zaraz po zachodzie słońca ;)

      Usuń
  16. Powtórzę się, ale cieszę się, że jednak dochodzicie do ładu. I może nawet bez wielkiej burzy?:) Może wszystko przejdzie samo, płynnie i...zimą już właśnie będzie świecić słońce:)
    Widzisz, a mnie życie nauczyło nie mówić właśnie nigdy "a gdyby". Bo to cholernie przeszkadza w akceptacji tego, co nas spotyka, tego, co po prostu jest. A to co jest, jest jedynym co mamy i jak widać, jedynym słusznym. I póki tak na to nie spojrzymy, możemy być bardzo nieszczęśliwymi ludźmi nieraz.
    Zwolnić...tak, wiem coś o tym ostatnio zwłaszcza XD
    I cóż, prawda. Życia sie uczymy...żeby żyć. Pozorny paradoks, kolejna ostateczna prawda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkiej burzy nie było co prawda, ale błyska się od czasu do czasu... chociaż jak sobie dzisiaj pomyślałam - czasem po prostu wychodzi słońce :)
      Wiem. Dla mnie to póki co niestety najgorsza zmora i nie potrafię przestać gdybać...
      Taa :P
      Otóż to :)

      Usuń
    2. Czasem słońce, czasem deszcz?:D W sensie, jak w Boolywood?:D Dobra, ok, będę poważna. Tak naprawdę, to czasem i błyskać się musi, może lepiej, że to nie jest istny szkwał stulecia:) Tak może i też dobrze powoli, z małymi burzami a nie nawałnicami...aż dojdzie do siebie. No i dzisiaj dosłownie nawet po burzy było, no nie?:)
      Wiem właśnie. A nieraz trzeba sobie powiedzieć dość. Bo to męczy, męczy, a nic z tego nie przychodzi. Chyba, że chcesz pogdybać o fizyce albo o filozofii jakiejś XD

      Usuń
    3. Taa, można tak powiedzieć cholera xD Nie, spoko, mi samej już chce się z tego wszystkiego śmiać :D
      Dokładnie, dosłownie wręcz ;) Zobaczymy, co przyniesie czas.
      Obawiam się, że od fizyki rozboleć mnie może głowa, ale o filozofii... czemu nie xD

      Usuń
  17. Każdego dnia czegoś się uczymy, ale ważne jest, tak jak piszesz, żeby cieszyć się małymi rzeczami i te małe rzeczy, które często są lekcjami w życiu dostrzec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie trzeba mieć oczy szeroko otwarte ;)

      Usuń
  18. Dystans do siebie jest chyba najważniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszystko po trochu jest ważne. Tak samo ważne, o ;)

      Usuń