niedziela, 13 września 2015

"Przetrwaliśmy. Niezmienni, jak gwiazdy w lasach..."

Zatrzymał samochód.
- ...ale teraz ty będziesz rozmawiać! - zaśmiał się P., kiedy wysiedliśmy. - Ja się za cholerę na takich rzeczach nie znam.

Też się nie znam - pomyślałam. Noszę mało takiej biżuterii, a jeśli już, to srebro. Ze złota mam tylko jeden pierścionek, wciąż za duży na moje kościste palce. Jedyną pamiątkę po ukochanym Dziadku, którą dostałam na komunię, choć nie z Jego rąk, bo zmarł ponad pół roku wcześniej.

Weszliśmy do sklepu jubilerskiego.
- W czymś państwu pomóc? - zapytała trochę zbyt miła pani.
- Umm... - zaczęłam jakoś dziwnie niespokojnie - Chcieliśmy się zorientować... w temacie obrączek. Złotych. Bez udziwnień, ani grawery. Najzwyklejszych.
- Rozumiem - odparła z uśmiechem. - Znacie państwo rozmiary palców?
- Ja znam - pokazałam jej pierścionek zaręczynowy. - Ale nie wiem, jak...
Prawie parsknęłam śmiechem widząc jego wystraszony wzrok.
- ...chyba będziemy musieli zmierzyć - dokończyłam.
- No to przymierzymy - uśmiechnęła się pani zza lady przynosząc pudełko z obrączkami. - Na takie drobne palce... ta dwunastka dla pani, proszę przymierzyć.

I założyła mi na serdeczny palec złotą, maleńką obrączkę.

Nie wiem, co to było, ale coś mnie ścisnęło za gardło. Ktoś powie, że to tylko symbol, że to tylko kawałek złota. Ale mnie to poruszyło. Ogromnie.

Rok temu było trochę inaczej.
- Gotowa? - zapytał.
- Pewnie, że tak! - zapiszczałam radośnie, bo już bardzo się niecierpliwiłam. No i miałam ochotę na wino. I na burrito.

Zdjął mi z oczu chustę. I co ukazało się mym oczom?
Koc, dwa kieliszki i moje ukochane, czerwone Cin Cin.

- Jeeej kochany jesteś! - ucieszyłam się.  
Tylko zaraz, zaraz... gdzie burrito? Nie ma burrito?

I wtedy spojrzałam na Niego.
Co Ty wyprawiasz... Ej, co robisz... Skarbie? Nie! No nie! Chrystusie amerykański... Bogowie wszystkich plemion, Matko Boska i Wszyscy Święci.
O mój Boże, On klęka!

Zza koszuli wyjął małe, czerwone pudełeczko w kształcie serca.
- Oszalałeś... - nie pytajcie, dlaczego to mi się wyrwało, naprawdę nie wiem!

- Wyjdziesz za mnie? - zapytał. Głos Mu drżał, nerwowo przełykał ślinę. Zależało Mu! Wyczułam to. Tak cholernie Mu zależało, jak nigdy wcześniej! Poryczałam się jak głupia. Nie wierzyłam.
- Jasne, że wyjdę! Tak, tak, tak!
I jak para dzieciaków rzuciliśmy się w sobie w ramiona i się poryczeliśmy. Nawet nie zdążył założyć mi pierścionka.
Rok temu było trochę inaczej. Rok temu u jubilera był sam. Rok temu trochę mocniej świeciło słońce i było nieco cieplej.

Dokładnie za tydzień minie pierwsza rocznica naszych zaręczyn.

Tylko my pozostaliśmy tacy sami. Przetrwaliśmy. Niezmienni, jak gwiazdy w lasach - jak śpiewa Ben Howard w jednej ze swoich piosenek. My przetrwaliśmy. Nie zmieniliśmy się, choć ostatnio zażartowałam smutno, że w przyszłym tygodniu wypijemy wino wznosząc toast za rok, w którym kłóciliśmy się bardziej, niż przez pozostałe wspólne lata.

My jednak pozostaliśmy niezmienni. Cały czas będąc jak dwa wulkany. Dwójka choleryków, którzy najpierw mówią, potem myślą. Dwójka nerwusów, zbyt mocno przejmująca się wszystkim i wszystkimi. Wciąż po kłótniach lądowaliśmy sobie zapłakani w ramionach. Tak, jak ostatnio, kiedy powiedział smutno "Boże, co my wyprawiamy?!"

Może niektórzy twierdzili inaczej, ale nie potrafiliśmy się rozstać.
Niektórzy...

Ot, co się zmieniło. Ludzie. Ludzie wokół nas. Okazało się, kto chce pomóc, a kto potrafi tylko podcinać skrzydła. Okazało się, kto nam kibicuje, a kto nie szanuje naszych marzeń.

"Też na to czekam. Na nic tak nie czekam, jak na dzień, w którym zostaniesz moją żoną." - powiedział mi wczoraj, gdy leżeliśmy wieczorem przytuleni w łóżku. Nie widział, jak moja łza skapnęła ukradkiem na jego koszulkę. Bo ja się bałam, że to już tylko moje marzenie. Bo ja się bałam, że ten ślub to taki ciężki orzech do zgryzienia trochę.

Jedni ludzie odkładają pieniądze na podróże. Inni na kupno wielkiego domu. Jeszcze innym marzy się drogi samochód.

My odkładamy pieniądze na ślub. Na wesele. Zwykłe, pospolite, dla rodziny, którą należy uszanować. Zwykłe, szczęśliwe - dla nas. Na złote obrączki. Na późniejsze życie.

Ludzie śmieją się. Pytają: "po co wam to?", "ile pieniędzy wydacie?", "nie da się taniej?" Mówią "to już przeżytek, tandeta." Za każdym razem mam ochotę odpowiedzieć - brzydko odpowiedzieć - gówno wam wszystkim do tego.

Ileż to złotych rad usłyszeliśmy. Po co nam urządzenie mieszkania przy takim wydatku? Po co nam kupno złotych obrączek? Po co robić wesele, przecież lepiej żyć bez ślubu, bo przecież to nic nie zmienia.

Każdy tylko pięknie mówił. Każdy radził. Każdy miał swój idealny plan dla nas.

Ale cudzych marzeń nie da się zmienić. My naszych za nic nie zmienimy, a tym bardziej nie będziemy spełniać czyichś oczekiwań w stosunku do nas. Mamy swoje.

Może ktoś widzi nas inaczej. Może jesteśmy zbyt pospolici. Może jesteśmy zbyt nudni, bo kochamy się tylko ze sobą, bo nie mamy wygórowanych marzeń, bo chcemy mieć w przyszłości dom z ogrodem, trójkę dzieci i psa. Tyle nam starczy. Dopóki sami kochamy swoje życie i siebie, dopóki nieśmiało sięgamy dopiero po to, co dla innych już oczywiste. Dopóki patrzymy w tym samym kierunku nawet, jeśli nasze spojrzenia bywają różne.

Wciąż się kochamy. Od ponad pięciu lat. Mamy swoje wspomnienia, którym nie oddamy nikomu za nic. Wspomnienia na myśl o których śmiejemy się, bo tych złych staramy się nie pamiętać. Dzięki tym złym staliśmy się tylko silniejsi. Bez nich nie wytrwalibyśmy tego roku. Roku pełnego wyrzeczeń i przygotowań. Bez nich nie byłoby po co kupować wina, którym będziemy mogli uczcić nasze małe święto. Bez nich nie bylibyśmy pewni czy oby na pewno "na dobre i na złe". Mamy wspomnienia, które udowodniły nam, że osobno się nie da. Tak, jak wtedy, na koncercie Pearl Jamu, gdy nasza ukochana kapela zagrała naszą piosenkę, zagrała Nothingmana, a my, spanikowani, rozdzieleni przez ochroniarzy przebijaliśmy się na ślepo przez tłum szukając siebie. Gdy w końcu te duże, kochane, czarne oczy powiedziały mi, że nigdy więcej nie pozwolą, by nas rozdzielono. I nie pozwoliły.

Na przekór wszystkim wciąż jesteśmy tak szczęśliwi, jak wtedy, dwudziestego września zeszłego roku, gdy siedzieliśmy nad brzegiem stawu ciesząc się z kolejnego kroku do przodu. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak będzie ciężko. Ale wciąż umiemy patrzeć sobie w oczy z czułością, gdy po ostrej kłótni nagle nie wytrzymuje i przyciąga mnie do siebie, mocno przytulając i całując tak samo, jak za pierwszym razem.

Nikt nas nie rozdzieli. Nikt nie zmieni naszych marzeń. I nikt nie przeżyje życia za nas.

Zatroskana trochę spojrzałam na mojego P., który wciąż walczył z przymiarką. Bądź, co bądź, ale na ślubie na pewno nie pomylę obrączek.
- Jeszcze większa? - zdziwiła się pani jubiler. - No wie pan...

Bo to dłoń mojego gitarzysty - uśmiechnęłam się do siebie. Gitarzysty, który za dziesięć miesięcy zostanie moim mężem.



Zorientowani już nieco w temacie obrączek wyszliśmy ze sklepu jubilera.
- Zobacz - zaczął P. - Takie te cholerstwo małe, a takie drogie. I tak nie będę tego nosił...
Zatrzymałam się gwałtownie.
- Cholera - próbował wybrnąć - znowu za dużo klapnąłem... to znaczy wiesz, nie będę zakładał do pracy, bo tam przy maszynach i robotach to niebezpiecznie, nie wolno... ale tak poza tym to zawsze... dla ciebie.

Nic dodać, nic ująć. Kwintesencja naszego związku.
Czasem zastanawiam się, które z nas jest bardziej roztrzepane.

57 komentarzy:

  1. Bo tak naprawdę macie siebie i pokonujecie przeszkody wspólnie, razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko :)
      Miło Cię znów widzieć :)

      Usuń
    2. Ale czasem ludzie po prostu gubią się gdzieś i zapominają co ich łączy.
      Miło mi to słyszeć :)

      Usuń
  2. Asiulku, ależ mnie poruszyłaś..złapałaś mnie za serce..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie za mocno? ;D

      Usuń
  3. Jeny, jeny, nie dziwię się, że sama przymiarka Cię poruszyła, bo ja miałam łzy w oczach jak tylko to przeczytałam! :D I oczywiście, że będzie nosił, przecież to idealny otwieracz do piwa xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się wie ^^ Sam przyznał, że to idealny patent :D

      Usuń
  4. Zgadzam się z Koniczynką! Piękne oświadczyny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No naprawdę miło je wspominam :)

      Usuń
    2. Ja tak nieraz śmieję się do M. jakby On się oświadczył.. Ale w rzeczywistości chciałabym żeby to naprawdę była niespodzianka :)

      Usuń
  5. Mój ślub też się zbliża wielkimi krokami, a ja panikuję i nie wiem co mam robić z tymi wszystkimi załatwieniami! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaa! Gdzieś Ty się dziewczę podziewała? :D
      Ja jeszcze w panikę nie wpadłam, ale czuję, że to przede mną xD

      Usuń
    2. A byłam tu i tam :)
      Najgorsze to są nauki, bo nikt nie bierze aktualnie ślubów w pobliskich warszawskich parafiach i nie wiemy co robić :P

      Usuń
  6. Powiem Ci,że jak czytałam to jakoś tak na przemian serdecznie się uśmiechałam i wzruszałam :) Piękny jest ten Wasz związek:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że właśnie tak nas hmm... odbierasz :))

      Usuń
  7. I wiesz...teraz tak pomyślałam, że no...może to źle mogło wyjść. Z tymi obrączkami i moją propozycją nawet, czy z Castodramaetem Wojciecha. Bo widzisz, ja w żaden sposób nie chcę się wtrącać, nie oceniam, tak samo moje pytanie ile wydacie- dopiero teraz pomyślałam, że mogło być niedelikatne jakoś. Ale no...ja po prostu chcę jakoś pomóc, bo wiem, jak nieraz jest ciężko z organizacją, z urządzaniem, ze wszystkim po kolei. Sama wiem jak ciężko uzbierać nawet na takie wesele, jak nasze ( choć my faktycznie, woleliśmy wydawać na podróże w góry, ale my to my przecież:)). I dlatego no...ja nie tyle się wpierdalam czy coś, tylko po prostu...to tak z troski. A nieraz potem dopiero przyjdzie mi do łba, że to niedelikatne jakoś. Tak samo jak hm...pewne rozmowy. Powiedziałam pewne słowa, tak sobie teraz pomyślałam, że wyjdzie jak wyjdzie i że oby było dobrze..to też mogło w sumie źle zabrzmieć. Także, chcę, żebyś wiedziała że to nigdy żadne wpierdalanie czy coś tylko...jakaś próba pomyślunku na pewne sprawy. I chyba tyle:)
    A Wojtek też teraz nie nosi obrączki, bo prawie stracił palec w pracy...więc wiadomo, o co chodzi. Ale jemu to kupimy chyba ładny łańcuszek, żeby go nosił XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tutaj też nie o to chodzi, o żadne wpierdalanie z Twojej strony, bo ja zawsze od Ciebie czułam jakąś taką właśnie troskę. Te Twoje słynne matkowanie :) Także tutaj o żadnym wpierdalaniu proszę mi nie mówić :) Zresztą... sama widziałaś, że nie odcinałam się, ani nic, bo pomagało mi chociażby głupie wygadanie się Tobie. Ale właśnie zauważyłam, że ludzie po drodze zapominają w tym wszystkim, że my to jednak my. I jasne, nim to wszystko się zaczęło, to tak jak Wy na podróże, my odkładaliśmy sobie na koncerty. Chociaż w sumie te nasze jeżdżenie po koncertach też się z pewnymi podrożami wiązało, choć w sumie tylko po Polsce. Ale frajda to dla nas była ogromna. I w zeszłym roku chyba nawet rekord pobiliśmy, trzy duże koncerty, kilka mniejszych, Woodstock i inne festiwale... Brakuje mi tego jak cholera. Tak, jak Tobie, Wam brakowało wyjazdu w góry, który ostatecznie jakoś dojdzie do skutku. :) W każdym razie modlę się, by plotki okazały się prawdą o tym, że Slash pojednał się z Axlem i być może ruszą w trasę "po dawnemu" a my tuż po ślubie sprezentujemy sobie koncert Gunsów w oryginalnym składzie :D
      No wiadomo, to jednak cholera niebezpieczne jest. I czemu nie, sprezentuj mu :D

      Usuń
    2. No tylko ja właśnie wiem, że z matkowaniem potrafię przesadzić ( serio, staram się tłumić te zapędy, za co pewnie Red mnie dzisiaj nienawidzi, bo jej budyniu nie zrobiłam xD) i wiem, że może wyglądać to inaczej. A ja nie chcę cudzego życia ustawiać ani trochę tylko...czasem dzielę się pomysłami, tak bym rzekła. Ale cudzy kawałek podłogi to dla mnie jednak zawsze świętość. Więc jakbym znowu nieświadomie jakoś przegięła, to mnie spław po prostu XD Jebnij mi,o:D
      I poczekaj, aż będziecie mieli dzieci...wtedy to każdy będzie znał złoty środek na kolki i ząbkowanie XD
      Bo człowiek miał inne cele:) Wy jednak chcecie mieć troszkę bardziej, minimalnie bardziej uporządkowane życie, bo chcecie mieć dzieci ( a to dużo robi) dlatego tym bardziej no...trzeba coś wybrać. A raczej, wypośrodkować finansowo póki co, a potem czas pokaże:) I dojdzie, bo jemy za grosze XD Ale się zaparliśmy i koniec XD
      I nope...oni mnie nie kręcą XD Ja płaczę za tegorocznym FF, ale cóż...trudno się mówi.
      Muszę:) Chociaż dzisiaj to ja sobie prawie czubek palca ucięłam i mam mięcho na wierzchu XD To ja jestem niebezpieczna XD

      Usuń
  8. To Wasz dzień i jak Wy sobie go zaplanujecie tak będzie innym nic do tego. Ja bez obrączki czuję się tak dziwnie, że nie wyobrażam sobie jak mogłabym jej nie nosić. Mój mąż ściąga do pracy, bo lepiej nie ryzykować, że się gdzieś oparzy czy zaklinuje, ale mówi, że jak ściągnie to mu strasznie dziwnie. Raz zapomniał jak wracał z pracy to się musiał wrócić, bo mu nie dało w końcu co by żona powiedziała hehe :D Czas leci a u nas już będzie rok jak jesteśmy zaobrączkowani :) A Wy na kiedy planujecie ślub?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie rozumiem o co Ci chodzi, bo ja tak jakoś nie mogę zdjąć pierścionka zaręczynowego :) Znaczy... nie nosiłam go kilka dni kiedy mieliśmy naprawdę ostrą kłótnię, ale poza tym jakoś trudno mi się go pozbyć :)
      I jej, faktycznie Wam niedługo rok minie... jak ten czas leci :)
      A my mamy datę na 16 lipca :)

      Usuń
    2. Z obrączką będziesz miała to samo :D A no leci :)
      No to super :D

      Usuń
  9. Bo to nie pieniądze, a właśnie te marzenia się najważniejsze w życiu. Zawsze wkurzały mnie złote rady w stylu: "na co wam wesele" "po co to, założysz raz w życiu suknię i później wyrzucisz" "to się nie opłaca". Może jestem zbytnią tradycjonalistką, ale dla mnie jak ktoś po ślubie robi jedynie przyjęcie to tak jakoś... czegoś brak. Jakby to nie był prawdziwy ślub. Więc trzymam kciuki za wasze odkładanie i za wasze wesele marzeń! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieniądze się zwrócą - jak to powtarza nam moja mama :) Tym bardziej, że my właśnie o nie planujemy prosić gości, nie chcemy prezentów. Pieniądze bardziej nam się przydadzą :) Bo widzisz, zauwazylam ,że ludzie uwielbiają mówić co oni by zrobili na naszym miejscu. Wiesz, moze to sprawka tego, że jakoś sobie nas wyobrazili po swojemu i zapomnieli, że my to my. I cóż, też jestem tradycjonalistką :) I dlatego stawiam na tradycyjny ślub.

      Usuń
    2. Oj.... minęły już czasy w których za wesele się kasa zwraca ;p O ile kiedykolwiek tak było ;p No chyba, że macie bardzo bogate rodziny to wtedy nie można tego wykluczyć :D
      Jeśli chodzi o prezenty to też już dawno się nie spotkałam z tym, raczej wszyscy przychodzą z kopertami. Babcie, starsze ciocie jeszcze może przynoszą jakieś zastawy czy coś, ale myślę, że i tak możecie się spodziewać głównie kasy :)

      Usuń
  10. To już rok?! Ale ten czas ucieka w tym roku...
    Coś pięknego, magicznego jest w tej Waszej miłości. I tak bardzo uwielbiam o niej czytać, słuchać... =*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano rok, rok :) Czas zasuwa strasznie.
      Naprawdę cieszy mnie, że to tak odbierasz :*

      Usuń
    2. Uwielbiam Was po prostu. :)
      I wiem, jak ważne jest dla Was to uczucie, które Was łączy. I ogromnie mnie cieszy ten Wasz ślub! =*

      Usuń
  11. Czas leci jak szalony! :) dopiero co czytałam rozemocjowaną notkę o tym, jak Patyś się oświadczał... a już obrączki...aaa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi już się żołądek kurczy jak sobie pomyślę, co będzie za dziesięć miesięcy :D

      Usuń
    2. Piękny i cudowny dzień :D

      Usuń
    3. Nie powiem, jak mi się skojarzyło kurczenie żołądka połączone z terminem 9 miesięcy....XD

      Usuń
    4. DZIESIĘĆ, Frida, 10! :D

      Usuń
  12. Asik wzruszam się za każdym razem gdy piszesz o Was o Waszej miłości, emocjach... to jest coś pięknego niespotykanego, władasz słowami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojojoj, ile miłych słów Leonie :*

      Usuń
    2. ja Ci mówię napisz książkę:) o Was, o Waszych życiu troskach radościach:)

      Usuń
  13. Mam kilka bliższych znajomych, którzy w ostatnim czasie wzięli ślub i rok czasu pomiędzy zaręczynami a ślubem wspominają jako okres pełen emocji, ale w pozytywnym sensie i za nic by tego nie zamienili - nawet kwestie organizacyjne wspominają z sympatią. Mam też dużo dalszych znajomych, którzy wzięli już ślub. Gdyby tak porządnie się zastanowić, to miałabym problem ze wskazaniem kogokolwiek, kto zdecydował się żyć bez ślubu. Dużo się mówi o tym, że młodzi obecnie żyją na tzw.kocią łapę. Nie zgadzam się z tym, bo ja naprawdę nie znam takich osób. I dobrze! :-) Życzę dużo szczęścia i podobnie pięknych chwil!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że i my w ten sposób będziemy ten czas wspominać, chociaż no... nie będę ukrywać, że bywa jednak trudno. Ale mocno wierzę, że te wszystkie trudności nas jednak jakoś no... umocnią w tym wszystkim i pomogą przetrwać. A po wszystkim będziemy się z tego jeszcze śmiać :)
      Dziękuję ogromnie :)

      Usuń
  14. Dobór obrączek... jeju, kiedy to było! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Asik, jak ja bym chciała, żeby Wam się życie pięknie ułożyło :)) z całego serca Wam kibicuję i nie przestanę :) buziaki dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ach jak cudownie! :) To już rok? Jejku, jak ten czas szybko leci! Ani się nie obejrzymy, a będziesz nam tutaj zdawać relację z wesela. :D
    A co do obrączki - mój B. od x czasu mówi mi, że nie będzie obrączki nosił, jak już to na szyi. :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Pamiętam to burito :D
    A ja bym obstawiała, że Ty jesteś bardziej roztrzepana :p

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowna historia, cudowne wspomnienia, cudownie, że nie patrzycie na innych ,tylko robicie to po swojemu :) mam nadzieję, że wszystko sie uda jak zaplanujecie, ja radzić nic nie będę, niech to będzie Wasz czas :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Haha nam się też zdarzają takie teksty jak na końcu! :D i powiem tylko - w dupie z tymi wszystkimi ludźmi. To Wy decydujecie, na co chcecie wydać swoje pieniądze. Jak ja nie lubię jak ktoś próbuje być taki mądry, wpieprzać się w cudze, tak bezmyślnie.
    Ale skoro dzięki temu dowiedziałaś się, kto jest kto, to wyszło na lepsze;)

    OdpowiedzUsuń
  20. dobrze czytać o waszym szczęściu. od razu jakoś tak cieplej na sercu :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ależ przyjemna historia :).
    Asiu, życzę Wam, aby wszystko potoczyło się tak, jak sobie wymarzyliście!!! Ech, na pewno tak będzie :D!!!
    P.S. Ach... ta farba, miałam Ci napisać :). Loreal Prodigy, odcień Cynober. Kolor jest ładny, ale bardzo szybko się zmywa i niestety farba bardzo wysusza włosy.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. A no, jakaś taka faktycznie przyjemna ta historia. A czy ślub to przeżytek? Nie wiem, ale bez niego nie można na pewno urządzić tak zajebistej imprezy - to fakt.

    OdpowiedzUsuń
  23. Rety, tak czytałam ten fragment o Waszych zaręczynach i aż mi się wszystko poprzypominało - ten mój zaciesz nad Twoim szczęściem, to jak się śmiałam, że Twoje życie to istny rock'n'roll... I chyba jeszcze wtedy planowałam Cię wyściskać na spontanie w maju... geesus, gdzie to zleciało? I ile znów się pozmieniało...
    Ale wiesz co, Skarbie, najważniejsze jest to, że Wy jesteście razem - bez względu na jakiekolwiek zmiany scenerii, ludzi w waszym otoczeniu. I chociaż czasami takie pozbycie się klapek z oczu boli - to, gdy odkrywamy, iż osoby, od których najbardziej oczekujemy ciepła i wsparcia w trudnych chwilach, tak naprawdę mają nas w dupie. .. to i takie sytuacje mają swoje dobre strony, czynią nas silniejszymi po prostu. I ja w Was tą siłę widzę. W pewnym sensie. ..Wyście w sierpniu obudzili w moim serduchu pewną nadzieję.
    A co do obrączki... ja zapewne swoją (o ile kiedykolwiek mieć takową będę)... zgubię w najmniej odpowiednim momencie - jak większość kolczyków xD

    OdpowiedzUsuń
  24. Pamiętam jak czytałam o Waszych zaręczynach tak na świeżo:) Przepiękne, bajkowe.
    Nie lubię takiego radzenia bez proszenia o wyrażenie opinii. Najważniejsze by Wam odpowiadała cała oprawka ślubu i ślub sam w sobie. Cieszę się z Wami w każdym razie:)

    OdpowiedzUsuń
  25. dobrze czytać to wszystko... choć dla mnie to jak bajka, w którą prędzej czy później przestajesz wierzyć. są ludzie, którzy naturalnie wchodzą w relację, zakochują się, przyjmują miłość... i mają to szczęście trafić na odpowiednią osobę. są też ludzie, którzy jakby nie byli stworzeni do długotrwałych związków. chyba jestem w tej drugiej grupie.
    pozdrawiam ciepło! i szczęścia dla was! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Wzruszyłam się...I nie wiem czy potrafię napiać coś więcej niż: cieszę się waszym szczęściem i mam nadzieję, że będzie mi dane coś takiego przeżyć :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Och, no czuć tę Waszą miłość, widać żeście świetnie dobrani :D Zatem cieszę się, że jednak przetrwaliście te burze i życzę szczęścia na dalszej drodze. Pewnie będzie raz łagodna i sielankowa, a raz wyboista, ale na pewno zawsze piękna ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Tak bardzo Ci zazdroszczę tego szczęścia, które posiadasz. Nawet nie wiesz ile osób marzy o takiej odwzajemnionej, silnej miłości jaką masz :) powodzenia dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Kochajcie się tak do końca świata, zwyczajni? Być może, ale w tym też niezwykli, bo rzadko kto potrafi być równie szczery w codzienności. Prawdziwy. Świat goni za nowoczesnością, efektem wow i tym całym bajzlem, a Wam marzy się tradycyjny, szczęśliwy dzień, a potem proza - ta magiczna :) Nawet przez moment nie wątpiłam, że dacie radę kryzysowi!

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie ma burito, gdzie jest burito:)
    Poraz kolejny czytając Twoje posty wyruszyłam się i popłakałam. Popłakałam ciesząc się Waszym szczęściem i trochę tego zazdroszcząc.
    Uwielbiam Cię czytać, bo w Twoich tekstach czuć Twoje emocje, a to jest piękne:)

    OdpowiedzUsuń
  31. tyle pięknych emocji, też bym tak chciala

    OdpowiedzUsuń
  32. tak bardzo Tobie zazdroszczę i tak bardzo Tobie gratuluję, kochana! <3

    OdpowiedzUsuń
  33. Kurcze, cieszę się z Waszego szczęścia...a co więcej poruszyłaś moje serducho ;) Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń