sobota, 29 sierpnia 2015

Blue Valentine

Otworzyłam nad ranem zaspane powieki. Trochę zapuchnięte, bo płakałam w nocy. Płakałam cicho, by nikt nie słyszał. By nie słyszeli mnie Aga z Ibim, śpiący w drugim pokoju, by nie słyszał mnie On, leżący obok. Nie lubię zwracać na siebie uwagi, nie lubię płakania przy ludziach, przy przyjaciołach nawet, nie lubię litości i klepania po ramieniu, kiedy drży mi broda. Wiem, że wtedy pomaga tylko jedno. Jego przytulenie, nic więcej. Głupie będzie dobrze wyszeptane do ucha. Przytuli? - myślałam nad ranem, gdy usłyszałam, jak się przebudza. Zawsze przytulał przecież, gdy budziliśmy się obok siebie, nawet, gdy całą noc spaliśmy odwróceni do siebie czterema literami, lub toczyliśmy zajadłe walki o kołdrę.

Od paru dni nie poznaję siebie. Posypało mi się parę spraw. Straciłam ukochaną pracę, o której często Wam pisałam i która wydawała się być nadzieją na najbliższą przyszłość. I choć nie straciłam jej z mojej winy, po prostu firma upada... to jakoś umiem sobie z tym poradzić. Żyję teraz nadzieją w oczekiwaniu na telefon z Przedsiębiorstwa, które w moim mieście ma przejąć pieczę nad zielenią. Bo podobno będą potrzebowali architekta krajobrazu, a to byłaby dla mnie szansa na rozwój i pracę w zawodzie. Raczej na pewno będą potrzebowali. Nie wiem tylko, czy za tydzień, czy za miesiąc, czy może za pół roku. Póki co pozostaje mi tylko czekać. I się modlić. W międzyczasie biegam po urzędzie pracy załatwiając tymczasowy staż w sklepie mojej Mamy, bo pomóc muszę jej i tak, a każde pieniądze są naprawdę potrzebne. Trochę wręcz histeryzuję. Prawie wkopałam się w pracę fizyczną z dwugodzinnymi dojazdami w jedną stronę, o co dostałam ochrzan od Rodziców. Powiedzieli, że nie mogę być aż tak zdesperowana...

A może ja jakoś dziwnie zdesperowana jestem. Za dużo spadło na mnie zmian, rozdroży, a ja nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić. Jestem bez pracy, poszukuję, czekam, żyję w niepewności. Nie zacznę już studiów w październiku, do czego też trudno mi się jakoś przyzwyczaić. Nie mam żadnej bezpiecznej przystani, pewnej przystani. Teraz nawet nie wiem, gdzie mieszkam tak naprawdę, bo raz spędzam czas na mieszkaniu sprzątając i śpiąc na karimatach, bo jeszcze nie mamy mebli, a raz w swoim rodzinnym domu. Zupełnie, jakbym przez moment nie wiedziała zupełnie kim jestem. Jakbym o tym zapomniała.

Pluję jadem na prawo i lewo. Jak nie ja. A później się za to biczuję. Bo to przecież nie w moim stylu. Najgorzej jest, gdy patrzę czasem na Agę i Ibiego. Jak się przytulają, jak patrzą sobie w oczy, jak po prostu rozkwita w nich miłość. Coś mnie kłuje w sercu. Wbija się w nie do tego stopnia, że boli strasznie muszę odwrócić wzrok. Boże, co jest z tobą - myślę. - Przecież sama chciałaś, żeby byli razem, sama do tego doprowadziłaś poznając ich ze sobą, cieszyłaś się z tego jak głupia, bo od początku wiedziałaś, że pasują do siebie jak ulał... Poza tym... nie pamiętasz, jak wy tacy byliście na początku? ...Wy?

Napisałam o tym pewnego dnia Anji.
- Hmm, tak się zdarza, ze irytują nas zachowania, które nam tez się zdarzały, ja to rozumiem - odpowiedziała. - Ale ostatnio doszłam do wniosku, ze jeśli wkurza nas coś, co kiedyś sami robiliśmy to albo dlatego, ze nam tego brakuje albo ze zrozumieliśmy jak głupie to było, ale to zależy od zachowania...

Dobrze wiem, że to nie było głupie. Byliśmy sobą zaślepieni, jak to bywa na początku związku, jak teraz właśnie zaślepieni są sobą Aga i Ibi. Ale to było dobre. Magiczne. Gdy odliczał dni do mojego powrotu z Krakowa, gdy mówił mi, zapłakanej z tęsknoty przez telefon "ja też tęsknię Skarbie, muszę ci coś powiedzieć... i powiem ci, powiem te dwa słowa, tylko wróć, bo nie chcę przez telefon, chcę patrzeć ci w oczy." Gdy obejmował mnie znienacka. Gdy dał mi płytę z naszymi piosenkami na którąś rocznicę. Gdy nauczył się dla mnie jednej z moich ulubionych piosenek i zagrał mi z zaskoczenia na gitarze w pewien zimowy wieczór, a ja się popłakałam. Bo zawsze wściekałam się, gdy brał do ręki gitarę przy mnie. Dobrze wiedziałam, że "zniknie" na długo, wystygnie mu herbata, a ja swoją dopiję sama. Gdy łapaliśmy na język płatki śniegu na środku ruchliwej ulicy. Gdy zrobiłam mu album na pierwszą rocznicę. Gdy schowaliśmy się przed deszczem do myśliwskiej ambony i przeżyliśmy tam swój pierwszy raz. Gdy zobaczyłam, że w portfelu trzyma ususzoną stokrotkę, którą pewnego dnia mu zerwałam i dałam na spacerze, żeby poprawić mu humor. Gdy po prostu byliśmy... razem.

I to nie były tylko początki, bo przez cały związek mieliśmy mnóstwo naprawdę magicznych chwil. Chwil, którym nasi przyjaciele przyklaskiwali i trzymali za nas kciuki. Nie zapomnę słów Ibiego sprzed trzech lat:
- Założę się, że to wy pierwsi weźmiecie ślub, mówię wam! Daję stówę, albo dwie. Albo i więcej. Za was!
I ja teraz też powinnam przyklaskiwać i trzymać kciuki za niego. I w głębi serca robię to, ale te moje plucie jadem i chamskie teksty, które nigdy nie wyszłyby ode mnie tak naprawdę uświadomiły mi jedno.

Gdy patrzę na nich, potwornie mi tego wszystkiego brakuje.
Brakuje.
I dlatego pluję jadem. Jestem opryskliwa, chamska i wychodzę nagle z pokoju, trzaskając drzwiami ku zdziwieniu wszystkich. 
Po prostu brakuje mi, gdy idą przed nami objęci, a my z tyłu nawet nie łapiemy się za ręce. Patrzymy w dwie różne strony po kolejnej kłótni. Kiedy robię wszystko, żeby się nie rozpłakać przy ludziach, bo tak bardzo, bardzo tego nie znoszę. I jest źle, bo czekam. Bo nie robię pierwszego kroku. Bo już nie chcę się starać, nie mam sił kolejny raz wyciągać pierwsza ręki.

I nie chodzi o to, by robić to wszystko na pokaz, przy ludziach, żeby widzieli. Bo oboje nie mamy takiej potrzeby. Sami zawsze wiedzieliśmy przez co przeszliśmy i rozumieliśmy się bez słów. To wszystko było takie nasze. I przeważnie jedyną formą okazywania sobie uczuć wśród ludzi było zwykłe trzymanie się za ręce. 

Ale teraz tego brakuje. Brakuje nie tylko trzymania za ręce przy ludziach, ale też czułości na osobności. Zawsze byliśmy jak para kumpli, ale za każdym razem towarzyszyło temu uczucie. 

I boję się. W tym wszystkim boję się tego, co będzie. Bo po prostu nie mam sił wyciągać ręki pierwsza. Nie mam siły zaczynać rozmowy, podczas której znów się popłaczę. Nie kolejny raz. Albo  nie teraz. Po prostu czasem czara goryczy się przelewa i nie ma się siły, leżąc nad ranem i czekając, aż to on przytuli. Nie mam siły, w tej wczesnojesiennej depresji, która mnie dopadła, zupełnie, jak w zeszłorocznym sierpniu.




I boję się, że będzie zupełnie tak, jak w tym jednym filmie, który pewnego dnia wstrząsnął nami do łez. Gdy zdaliśmy sobie sprawę, co wyprawiamy. I jak bardzo siebie niszczymy.
Po prostu się boję tej jesieni. 
I tęsknię. 
Bo nie przytulił.

100 komentarzy:

  1. Nagadałam się Ci już dzisiaj (w różnych formach) na ten temat wiele... Sama się o Was boję i martwię, ale wiesz co, Słońce, powtórzę się tylko z jednym: wszystko wkrótce się ułoży i będzie dobrze. Ty wiesz... w głębi swojego kochanego serduszka wiesz, Asiu.
    Tulę (jeszcze w Polsce) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, i wierz mi, że kiedy zadzwoniłaś, to miałam co robić, żeby się nie rozryczeć :P Ale akurat miałam w tym przerwę, chyba mi się musiało znowu uzbierać, więc całe szczęście :P
      I cóż mam więcej dodać... wszystko wiesz, jesteś na bieżąco, nawet co nie co widziałaś.
      :* A teraz to już w Anglii pewnie, albo w pobliżu gdzieś? ^^

      Usuń
  2. Meh. Chyba dużo więcej, niż powiedziałam, już do powiedzenia nie mam. Bo po prostu prywatne kryzysy, brak pracy, wszelkie zmiany trudne jak cholera ( choćby zwykły koniec studiów to jednak szok, człowiek już przywykł do czego innego) odbijają się na związku. I jak nie ma pewnej pracy z obu stron, poczucia wsparcia...to sypać się zaczyna. Nie ma innej opcji.
    I walczyć z tym można. I można to przetrwać...albo i nie. Ale tak naprawdę wy sami o tym decydujecie- ale nie ty sama. Wiem, że zaczynam się już powtarzać więc powiem tylko, znów powtórnie- niech pierdolnie, a nie narasta. A potem można iść dalej. I jaki by wynik nie był...taki miał może być. Cokolwiek nie będzie, to będzie dobrze, wiesz? Zawsze, ostatecznie, jest dobrze. I może tym razem, ten pierwszy tak poważny kryzys naprawi coś trwale? Może jest potrzebny. Jak właśnie wszelkie burze, po męczących upałach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo chyba przejrzałyśmy te sprawę na wszystkie możliwe sposoby, póki co. Na tyle, na ile się dało. Dokładnie. Po prostu za dużo spraw mi się najebało na jeden raz, że tak to ujmę. I nie mam w sobie tyle siły, co zazwyczaj. Albo po prostu jej nie widzę...
      I wiem. Właśnie wiem, że nie ode mnie to tylko zależy. Cóż, pierdolnąć chyba musi, atmosfera jest już i tak cholernie ciężka, zupełnie, jak przed burzą... ba, jak przed nawałnicą jakąś. Cóż, no zobaczymy, jak to będzie.

      Usuń
    2. Dokładnie. Pod każdym kątem ale..patrzeć można, ale to rozwiązania nie przyniesie. Jedynie nieraz na nie naprowadzi, ale, może czasem to i to już dużo:)
      I wiesz, to jest też tak że...ty masz prawo nie mieć siły. W gorszym okresie czasu....masz do tego pełne prawo i w tym momencie to...związek powinien stawać się twoją siłą. Tak sobie wczoraj o tym myślałam, bo mi nie mogło wyjść z głowy rzecz jasna. Widzisz...związek się psuje przez to, że otoczka zła, nie przeczę, bo wiem, jak waliło się u nas, ale w burzy zaczynasz widzieć, że właśnie...to związek jest podporą i możesz sobie też na słabość pozwolić. Tyle chyba teoria, bo teorie to można snuć zawsze, a rzeczywistość rzeczywistością nieraz. Ale może właśnie, jak pierdolnie to to się "objawi"? I mówię, oby było dobrze. Jakkolwiek, będzie dobrze. Ale coś mi z kolei intuicja podpowiada, że jednak za rok będzie ślub:)

      Usuń
    3. Dlatego sobie w końcu na ten brak siły całkowicie pozwalam, na pewną samotność... pomyślałam sobie, że może tych sił miałam w sumie w sobie za dużo? Skoro za każdym razem to ja walczyłam, bo nie chciałam, żeby było źle? On potrafiłby milczeć kilka dni, a ja odchodziłabym od zmysłów. Jednak czuję, że teraz mi załączyła mi się obojętność level hard. Po prostu przelało się. I tak, jak mówiłyśmy - musi pierdolnąć. I albo ta burza to oczyści, albo nie. Najgorzej, że nie potrafię się wyzbyć tego dziwnego uczucia "wszystko mi jedno"...

      Usuń
  3. Może powinniście obejrzeć ten film jeszcze raz?
    Ja wiem, że wszystko będzie dobrze, bo zbyt wiele razem już przeszliście i mieliście plany na przyszłość i wogóle. Ale wiem też, że takie słowa nie działają, kiedy w brzuchu mamy kamienie, serce rozpada się na kawałki a w gardle mamy wielką gulę, która wyciska nam z oczu łzy. Ale zawsze muszą kiedyś nadejść gorsze chwile. I po każdej burzy zawsze świeci słońce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie wypali... nie lubimy oglądać filmów drugi raz, przynajmniej razem. Ale gdyby znalazł się jakiś podobny...
      Takie słowa zawsze działają Skarbie. Ale właśnie pewne sprawy musimy ogarnąć sami. Musimy się po swojemu z nimi uporać. Nie wiem, jak to zrobimy i czy w ogóle zrobimy. Bo czasami są takie burze, które łamią drzewa... i zostawiają za dużo szkód.

      Usuń
    2. Ja niestety nie za bardzo znam się na filmach, ale tu może przyjść z pomocą osoba, która ogląda dużo filmów :)
      Nic nie dzieje się bez powodu i na pewno wiesz dobrze o tym, że każda taka burza i kłótnia umacniała Wasz związek. I teraz też umocni. Jakiś czas temu pisałaś o tym, że macie swoje własne mieszkanie. Ale tutaj zrozumiałam, jakbyście mieszkali jeszcze z dwie osobami? Jak to się stało?

      Usuń
    3. Albo sama poszperam ^^
      Mamy mieszkanie, ale ono jest na razie remontowane i urządzane, zatem mieszkać się tam póki co nie da ;) czasem tam nocujemy, jak robimy sobie maraton filmowy - tak, jak z Agą i Ibim, bo zapewne wspomnienie ich w drugim pokoju mogło być mylące. Po prostu nas odwiedzili, a że mamy teraz gdzie przenocować gości... :)

      Usuń
  4. Myślę,że dopadł Was taki moment zderzenia z trudną rzeczywistością. Pamiętam jak skończyłam studia, nie dostałam nigdzie pracy, zarejestrowałam się w urzędzie i myślałam,że całe moje życie jest do niczego. Najchętniej schowałabym się wtedy w jakiejś ciemnej piwnicy i wyszła dopiero jak nad moją głową pojawiłoby się słońce. Ten pierwszy moment po studiach bywa naprawdę ciężki, ale wiem jedno-minie. I u Was będzie lepiej. Mocno za to trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wręcz idealnie opisałaś mój obecny stan. Jestem strasznie tym wszystkim rozpieprzona. I Twoje słowa niosą dużo nadziei, dziękuję :*

      Usuń
    2. Znam ten stan i naprawdę Asiu minie :) Nie powiem Ci,że jutro, czy za 3 dni. Ale pamiętam,że kończąc studia myślałam,że świat na mnie czeka, a tu nic. Rozczarowanie za rozczarowaniem. W końcu zaczęłam przyjmować życie jakim jest, i wtedy zaczęły przychodzić miłe chwile. Najważniejsze to nie pogłębiać dołka w którym się jest. Wiele dobrego przed Wami!
      https://sweetcruel.wordpress.com/

      Usuń
    3. Wierzę Ci zatem na słowo Kochana. :*

      Usuń
  5. Zupełnie jakbyś opisywała moje uczucia... w tym kawałku o miłości, o byciu z drugą osobą. Wzruszyłam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, czyli po prostu "trafiłam" w podobną sytuację...

      Usuń
  6. Jak ja doskonale wiem o czym piszesz i co czujesz. I tak się zastanawiam, czy to jest kolejny kryzys, czy może ewolucja kilkuletniego związku... W każdym razie tak samo jak Ty tęsknię za tymi magicznymi chwilami, za trzymaniem za rękę, za spontanicznymi pocałunkami, za czułością...
    Mam nadzieję, że zarówno Tobie jak i mnie wszystko się ułoży i przestaniemy tęsknić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozumiesz... i cóż, mam taką samą nadzieję...

      Usuń
  7. Będzie dobrze. Ściskam i przesyłam MOC! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Asik, to na pewno jest chwilowe:* ja w Was wierzę :) myślę, że to przez nerwy i ciągłe stresy, teraz na pewno nie jest Wam łatwo, pojawiające się problemy na pewno nie ułatwiają sprawy, ale to normalne. Daj sobie czas i jemu też mi na pewno wszystko się ułoży :* a on na pewno już wkrótce Cię mocno przytuli, jestem tego pewna :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kochana... aż mi się oczy zaszkliły kiedy to przeczytałam :*

      Usuń
  9. Kurczę. Nie wiem, co powiedzieć - napisać, bo mi po ludzku smutno. Napisałaś sama, że musicie się z tym uporać, a ja będe najmocniej jak potrafię zaciskała piąstki, żeby wszystko się ułożyło. Pewnie będzie trudno, wierzę jednak w Was, w to, że się dogadacie, i że z tą pracą się uda. Szkoda, że nie wyszło... ale... [i] moze tak po prostu miało być[/i]? Masz mój numer, jakbyś chciała pogadać, czy coś, to naprawdę w nocy o północy jestem dla Ciebie, Kochana <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Kochana gdzie Cię szukać i dziękuję za to :* naprawdę miło mi to czytać ;) Też sobie to tłumaczę tak, że może tak miało być... ale jednak złości mnie, że wszystko tak na raz się sypie człowiekowi. :(

      Usuń
    2. przeklęte domino... jak się wali, to wszystko, ale kurde no! jak się wali, to sie i układa od nowa, innym sposobem, podąża się inną drogą ale cel jest jeden i ten sam :) i przede wszystkim, jest osiągalny :)

      Usuń
    3. Jak to mawiają, nieszczęścia chodzą parami, no nie? Kiedyś nie wierzyłam w słuszność takich powiedzeń, ale coraz częściej to się potwierdza.
      Tylko własnie - najpierw tę drogę trzeba poznać ;) A przede mną póki co pozatrzaskiwane drzwi.

      Usuń
  10. Ten sierpień, cholerny. Coś chyba w powietrzu jest, bo i mnie się posypało wiele spraw i moja mama też ciągle kłody pod nogami znajduje, moja przyjaciółka włóczy się po mieszkaniach znajomych... i teraz Ty. Co jest, do cholery.
    Wiesz, ale mam wrażenie, że czasem na ten płacz, złość trzeba sobie pozwolić. Jesteśmy tylko ludźmi, dotykają nas różne sytuacje - jak chociażby utrata pracy, a co za tym idzie stabilizacji - człowiek boi się o swoją przyszłość i ma prawo się pogubić. Więc wyrzuć to z siebie wszystko, wykrzycz, wypłacz, pozbieraj się i ruszaj do przodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie taki zły, jak listopad przynajmniej. Tego to ja się dopiero obawiam. I cóż... "psia gwiazda", jak ktoś mi ostatnio powiedział.
      Dlatego sobie właśnie pozwalam. Pierwszy raz od naprawdę dawna nie udaję superbohaterki i pozwalam sobie na łzy. I na to, żeby po prostu mi się... nie chciało.
      :*

      Usuń
    2. W zasadzie do listopada nic nigdy nie miałam, bo okres od września do grudnia zazwyczaj mam udany, ale zeszłoroczny, wiadomo, przegiął totalnie.
      I prawidłowo, nie jesteś przecież żadnym nadczłowiekiem, i czasem trzeba, no ;*

      Usuń
    3. A dla mnie to też był jakiś taki dołujący czas, ciężko mi się było wtedy pozbierać... a o zeszłorocznym, to cóż... aż strach wspominać.
      :*

      Usuń
    4. Wiele osób tak właśnie reaguje na ten czas. Ja znowu, widzisz, zawsze kochałam jesień ze względu na aurę, bynajmniej nie deszczową, a taką kolorową, jak masz chociażby na zdjęciu nagłówkowym :)
      Miejmy więc nadzieję, że tegoroczna jakoś nam tamtą wynagrodzi.

      Usuń
    5. O, na taką to ja wyczekuję <3
      Oby...

      Usuń
  11. Coś jest nie tak z tym tegorocznym sierpniem, bo i w moim życiu i w życiu moich znajomych też coś się psuje w tym miesiącu, a teraz czytam, że u Ciebie też nie najlepiej... W każdym razie prędzej czy później będzie lepiej, ja innej opcji nie widzę. Trzymaj się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dużo osób pisze, że sierpień nie sprzyja. Cóż, po każdej burzy wychodzi słońce podobno ;)

      Usuń
  12. Jeny, też potrafię być uparta w swoich fochach. Bez względu na to czy są słuszne czy nie... Tym bardziej jak się zawsze wyciaglo rękę to choć raz chce się być goniona, przepraszana itd. I to boli, gdy nikt nie goni jednak. Zblizajaca się jesień na pewno w tym nie pomaga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano boli. Może po prostu czasem człowiek sobie za dużo wyobraża...

      Usuń
    2. To tez racja. Ale nie możemy winić kogoś za nasze wyobrażenia. Bo nasze oczekiwania to nie jego obietnice.

      Usuń
    3. Zgadza się. Choć w naszym przypadku jest nieco inaczej.

      Usuń
  13. Czasem tu zaglądam, kiedyś częściej... I odniosłam dziwne wrażenie, że zaręczyny były wymuszone wpisami na blogu... Bo on to czytał (podobno? mylę się? ). Mieszkanie wspólne często wiele weryfikuje... Jeśli przed ślubem jest źle to po nic się nie zmieni, tak samo jak nie zmienił tego pierścionek... Nie wszyscy faceci są romantyczni, jednak tak jak piszesz o przytulaniu to raczej taki naturalny gest, który dalej powinien występować. Ja bałam się bardzo tego o czym wszyscy mówią "docierania się", "rzeczywistości" albo że to już"nie początek związku". Ale czegoś takiego nie doznałam. Mieszkamy razem i jest tylko cudowniej. Myślę, że coś w tym jest... I albo trzeba to jakoś naprawić albo odpuścić jeśli się nie da... Choć większość ludzi trzyma się kurczowo bo to przyzwyczajenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, zaręczyny nie były wymuszone. Tego jestem akurat pewna. Bo wtedy było idealnie. Po wczorajszych przemyśleniach i szarpaniu się ze sobą doszłam do smutnego wniosku... niedługo minie nam rok od zaręczyn. Tymczasem (o ile dotrwamy, bo różne myśli mnie nachodzą naprawdę) będziemy mogli wznieść toast za rok, w którym kłóciliśmy się więcej, niż przez całe pięć lat. I najgorsze jest to, że nie nasz tylko w tym udział. Święte są słowa, że żadni rodzice nie powinni się wpierdalać między młodych.
      I cóż, pozostaje mi pozazdrościć, że Tobie się układa ;)

      Usuń
    2. Evelyn, jak zawsze w formie, pełna złotych myśli i dogłębnej wiedzy na temat związków i wizji swojego związku- idealnego aż do bólu.
      Ale jak to mówią, pod latarnią jest najciemniej...

      Usuń
    3. Anonima proszę o podpisanie się - inaczej komentarze będą usuwane!

      Usuń
    4. Jeśli wchodzą w to osoby trzecie to bardzo smutne, a najgorzej jeśli chodzi o rodziców - tak jak piszesz. I nie wystarczy mieszkać na swoim bo wiem, że rodzice potrafią się wpieprzać nawet jak już dorosłe dzieci mieszkają sami. Teraz doceniam jakie mam szczęście, że teściów i rodziców mam spoko, że wspierają nawet jak jest trudno, a nie dokładają cegieł. Życzę abyście wznieśli toast i wszystko minęło.
      A co do Anonima... Cóż, przynajmniej nie jestem anonimowa ze swoimi "złotymi myślami" i zapraszam pod tą moją latarnię bo tam całkiem jasno jest, ale masz rację, pewnie byś się porzygała/ porzygał/porzygało od wielkiej miłości :) Przynajmniej nie mam bólu dupy, że ktoś jest szczęśliwy.

      Usuń
    5. Zgadza się - to jest ogromne szczęście i naprawdę życzę Ci, żeby tak pozostało. I cóż, dziękuję... mam nadzieję, że to minie.

      Usuń
    6. Musicie jakoś się od tego odciąć, bo inaczej będzie to powracać, tak myślę, że chyba nie można tego przeczekać. Może nie mam doświadczenia co do związku osobiście, ale w innych sprawach, gdzie ktoś z rodziny gada i gada i w człowieku to siedzi i zaczyna się zastanawiać a to działa na psychikę, trzeba się odciąć choć to czasem jest straszne, bo to jednak rodzina...

      Usuń
    7. Wiem, dlatego załatwiliśmy sobie mieszkanie, które remontujemy. Moi rodzice pomagają przy ślubie, ale co do nich to nie wydaje mi się, żeby byli jakoś toksyczni. Jednak wiem, że wszystko będzie dobrze dopiero, kiedy będzie "po wszystkim."

      Usuń
    8. Ja mówię, że nie zawsze wystarczy mieszkanie :) Ja zapierałam się nogami i rękoma przed mieszkaniem pod wspólnym dachem z jakimikolwiek rodzicami ale... Wylądowałam u teściów. Ze strachem w oczach a okazuje się nie potrzebnie bo to cudowni ludzie, stan przejściowy, ale nie da się inaczej bo nasze mieszkanie się dopiero buduje. I myślałam, że kiedyś tego nie przeżyje, że wynajęte i koniec a tu o, szkoda kasy na wynajem. Co najzabawniejsze, gdy mieszkałam sama miałam jakieś złe nastawienie co do teściów poprzez moją babcię. Ta gadała mi ciągle swoje, nie dało się tego słuchać, odcięłam się i żyje kolorowo z teściami :P Teraz patrzę z perspektywy czasu jak było to nienormalne i śmieszne nastawienie, bo ona ich nie znała i nie zna. A oni nam bardzo pomagają. Myślałam (nawet nie wiem czemu), że nikt nam nie pomoże przy ślubie... A teraz rodzice nam pomagają jak tylko mogą i wspierają nas. Ktoś nas na odległość może źle nastawić na coś. Do tej pory nie raz widzę małżeństwa już ze stażem, gdzie któraś matka nastawia jednego na drugiego. To smutne ale trzeba w tym znaleźć swój rozum, to nie jest łatwe.

      Usuń
    9. No tak, wiem, o co chodzi. Na szczęście tak źle jeszcze nie jest i dopóki jesteśmy sami i "na odległość" to nic złego się nie dzieje. Dlatego wiem, że w naszym przypadku mieszkanie wystarczy. I owszem, nakręcanie jednego na drugiego jest potwornie złe i trudno się nieraz w tym wszystkim połapać.

      Usuń
    10. Jeśli to tylko ten problem to poradzicie sobie. Bo wystarczy się wyprowadzić :) Więc nie jest tak źle. Choć czytając ten wpis miałam wrażenie, że jest przepełniony smutkiem i żalem, że jest bardzo źle, ale jak widać się myliłam i źle to odebrałam. Pokuszę się o napisanie, że właściwie to mały problem i prosty do rozwiązania. Remonty nie są łatwe ale zawsze możecie się wprowadzić i remontować spokojnie.

      Usuń
    11. Może dlatego, że wstępnie rozmawialiśmy i jest odrobinę lepiej. Ale dopiero jutro długo spacer i rozmowa w cztery oczy wszystko pokaże. Sęk w tym, że na razie wprowadzić się nie da, bo mamy naprawdę masę rzeczy do zrobienia - wlącznie z wyposażeniem. Dlatego musimy jeszcze trochę wytrzymać. Nie wiem ile, ale wiem, że jeśli zaciśniemy zęby to dobijemy do finiszu. Tylko, że teraz jest trudniej, niż kiedykolwiek.

      Usuń
    12. Może jest najtrudniej ale jeśli uznacie, że warto to wytrwacie. Pamiętam jak mi było ciężko bez pieniędzy, nie mogliśmy nic zrobić bez pracy, trzeba było zacisnąć zęby, choć gula w gardle była i przetrwać to. Nim się obejrzysz a będzie koniec :) Uważam, że jeśli się stara - to znaczy, że warto, a potem ma się "nagrodę" za swoje wysiłki.

      Usuń
    13. Zawsze mawiam zresztą, że jeśli to, co złe się jakoś przetrwa, to będzie lepiej. Takie burze cholernie umacniają.

      Usuń
    14. Burza zawsze dobrze mi się kojarzy :P Nie raz na blogu pluło się na mnie jadem, że rzyga się moim idealnym związkiem, bo nie mieliśmy kłótni i zawsze wsparci razem, ale mieliśmy inne przeciwności. Brak pracy, pieniędzy, brak zdrowia często, odległość... Ale nie poddawaliśmy się i w końcu się udało :) Więc każdą przeciwność można pokonać jeśli się tylko chce. Teraz mam mega satysfakcję mając dobrze płatną pracę, mogąc gotować obiadki i rzygać tęczą :P A do tego nie bać się, że mamy datę ustaloną w kościele i opłacimy wszystko bez problemu. Głupi, materialny punkt a tak ważny... Chodzi mi o to, że czasem wystarczy jednego ogniwa i jest ciężko ale da się wszystko przetrwać.

      Usuń
    15. Bo zawsze są jakieś przeciwności. Nie może być kolorowo - rzeknę prosto, inaczej nie doceniałoby się tego, co się ma. Grunt to umieć być wówczas razem. I cóż, ja na razie pracy "dobrze płatnej" nie mam, tęczą rzygać też nie mogę, pozostaje mi czekanie, nadzieja i walka o to, co zbudowaliśmy do tej pory.

      Usuń
  14. Oh, kochana! Nie bój się, musisz znaleźć w sobie siłę, ona tam na pewno jest! Tylko głupia bawi się z Tobą w chowanego :) W kocu wygrasz <3

    OdpowiedzUsuń
  15. u mnie fochy szybko się pojawią i szybko uciekają... wierzę że Twe tez pójdą w niepamięć i będzie u Was dobrze:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem to nie są po prostu... fochy. Tak mi się wydaje...

      Usuń
    2. nie chce nic mówić ale ja zwykle przez takie fochy rozwalałam swoje związki... Bo to mi sie nie podobało bo tego nie zrobił bo tamto bo nie jest jak na początku bo nie ma tego ŁAŁ. I tak bujam się w relacjach dwuletnich, jednorocznych od liceum. Koleżanki sytuacje mają stabilne, już są mężatkami matkami a ja dalej się bujam i skaczę tu to tam. Przez fochy ;/

      Usuń
    3. Wierzę, ale wiesz... ja nie strzelam też jakoś specjalnie fochów o byle co. Dawniej rzadko się to zdarzało, a fochy były co najwyżej w formie żartów zwykle, więc calkiem nieszkodliwe... w sumie ciężko byłoby rozwalić pięcioletni związek przez bezsensownego focha, prawda?

      Usuń
    4. 5 lat łał... Tym bardziej dziwne że się tak jakoś... oddalacie od siebie z tego co napisałaś wnioskuję:( próbowałaś rozmawiać z nim na ten temat, pytać się co się dzieje z Wami?

      Usuń
    5. Ktoś mi kiedyś mówił o "przechodzonych związkach", ale nigdy w to nie wierzyłam i mam nadzieję, że to nie to...

      Usuń
  16. Kochana, nie bój się..a wiesz dlaczego? Ponieważ strach nas tylko paraliżuje. Dacie radę razem, Iskierko!

    http://delikatnamateria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie boję się już. Po prostu jest mi przykro

      Usuń
    2. Kochanie, dlaczego jest CI przykro?

      Usuń
    3. Bo w obecnej sytuacji trudno o uśmiech raczej

      Usuń
    4. Znajdziesz kochanie pracę, wszystko się poukłada, zobaczysz!

      Usuń
    5. Z pracą to teraz najmniejszy problem...

      Usuń
    6. Szachownica, dalej zmieniasz bloga za blogiem?:>

      Usuń
    7. Tak, wiem o tym, że praca to najmniejszy problem. Jednak wiem/wierzę, że poukładasz sobie wszystko. A wiesz dlaczego? Bo ktoś z góry na Ciebie spogląda ;)

      Usuń
  17. No tak ja też to znam jak jest się razem a jednak osobno, jak wszystko zaczyna się robić takie.....normalne, zwyczajne codzienne i już nic nie jest takie jak wcześniej. Kiedyś mąż kwiatki mi często przynosił, starał się dla mnie...teraz siedzi rozwalony na kanapie o kwiatach już całkiem zapomniałam i o tym jak się kiedyś starał też.... mam nadzieje, że się między Wami zmieni bo to jak jest teraz nie doprowadzi do niczego dobrego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety obawiam się, że wszystko zmierza nie w tym kierunku, w którym powinno...

      Usuń
  18. No cóż. Wiem, jak się teraz czujesz. Sama przechodziłam przez coś podobnego. Ale jeśli kocha to to pokaże i trzeba czekać. A jeśli nie - no cóż. Naprawdę jesteś teraz w złej sytuacji i rozumiem, że samo "będzie dobrze" nie pomoże... Czas leczy rany i pokazuje prawdę, zobaczysz jak będzie. Szkoda tych trzech lat, naprawdę. Trzymam za Was kciuki, naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego czekam, bo w sumie nic innego mi nie pozostało. Nawet nie chce mi się już próbować, starać się, rozmawiać. Czekam. I to aż pięć lat, nie trzy, więc jeszcze bardziej byłoby żal... ale cóż. Dzięki :*

      Usuń
  19. Przyklasnę słowom Anji, bo to tak chyba często jest - że się zazdrości takich uroczych gestów... Ale z drugiej strony - taki nadmiar też raczej nie jest zdrowy.
    Podobno nieszczęścia chodzą stadami, jakby chciały sprawdzić naszą wytrzymałość. Ale kiedyś coś słyszałam, że na człowieka spada tylko tyle (o ile w jakimkolwiek przypadku można stwierdzić, że o "tylko tyle") nieszczęść, z iloma jest w stanie sobie poradzić. Myślę, że to kwestia czasu. Tego Wam życzę. I ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadmiar nadmiarem, ale niemalże totalny brak... chociaż takie cudze "urocze gesty" też potrafią o ból głowy przyprawić. :P
      Też o tym słyszałam, dlatego jakoś się jeszcze trzymam. I dzięki ;*

      Usuń
  20. Jakbym czytała o sobie.. identycznie.. myślałam, że tylko ja toczę taka wojnę ze swoimi myślami, odczuciami.. a tu Ty też.. "mam tak samo jak Ty"..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a kto to wrócił tu? :)
      I cholera... też jest u Was tak źle? Zmartwiło mnie to :(

      Usuń
    2. Wróciła, nie wrócił.. do Ciebie tylko weszłam.. nie wiem, chcę tu być, a nie potrafię..
      Paweł tego nie widzi, ale ja widzę mega różnicę między tym co było kiedyś, a tym co jest teraz.. jest mi cholernie przykro z tego powodu..

      Usuń
    3. Zatem NIE WRÓCIŁA.
      Cóż, mi też jest przykro.

      Usuń
  21. Asik, jesteście jeszcze tacy młodzi. Szargają Wami emocje, które dają wiele cierpienia, ale i wiele namiętności. Przynajmniej ja tak to pamiętam.
    Niestety faceci nie mają takiej jak my wrażliwości i czasami trzeba im prosto z mostu powiedzieć co nas boli. Ileż ja łez wylałam przez Miśka, a przecież tak bardzo go kochałam??? A on wiecznie zdziwiony, co ja taka kapryśna i nie w humorze!!! Faceci!!!
    Trochę Wam się w życiu pozmieniało i to też wpływa, tak na Twoje, jak i jego zachowania!!! Prawdziwa miłość przetrwa każdą burzę, ale trzeba rozmawiać!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest... i wiesz, ja w sumie zauważylam, że też nie mogę tak walić prosto z mostu, bo to niczego dobrego nie przynosi. On też jest wrażliwy, tak jak ja...
      I fakt faktem, nagłe zmiany potrafią wytrącić człowieka z równowagi totalnie.
      Dzięki za dobre słowo :*

      Usuń
  22. Kochana ja życzę Ci żebyś jak najszybciej znalazła tą pracę, wiem jakie to wszystko jest dołujące sama to przeżywałam. Co do Waszego związku to może rozstanie na jakiś czas dało by jakąś poprawę On by zatęsknił Ty byś zatęskniła później rozmowa i jakoś wyszlibyście na prostą. Nie zawsze w związku jest idealnie, ale zawsze trzeba się starać i nawet czasem pierwsza musisz wyciągnąć rękę na zgodę, bo facet to jest facet i nic nie zrobisz. Ściskam Cię mocno, bo tego też Ci potrzeba :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana... tak, dokładnie pamiętam, jak pisałaś o użeraniu się z pracą, więc wiem, że mnie też rozumiesz. A co do przerw/chwilowych rozstań... sama nie wiem. Kiedyś uważałam to za złe rozwiązanie, ale teraz... po prostu nie wiem.

      Usuń
    2. Jeśli nie zaryzykujesz to się nie przekonasz, więc może warto, przemyśl to :)

      Usuń
    3. że się wtrącę wybaczta - Nadiuszka nie mogę do Ciebie trafić do bloga. :(

      Usuń
    4. Nadia - wiem Kochana :*

      Usuń
  23. Trzeba zacisnąć zęby Asiku i przejść przez to, przeczekać. Może nie wyciągaj ręki, nie próbuj rozmawiać, skoro słowa zadają Wam ból, a po prostu przyjdź i go przytul, tak z zaskoczenia, jak on kiedyś Ciebie. Pokaż mu po prostu, że to uczucie nadal trwa, pokaż co do niego czujesz.
    Wszyscy mamy gorsze dni i założę się, że każdy związek przeszedł chociaż jeden taki poważny kryzys, że nie chciało się już nic, tylko odwrócić się i iść w drugą stronę. Ale ja podczas jednego z nich zadałam sobie pytanie: po co marnować wspólny czas na te wszystkie fochy i oddalanie się od siebie?? - i wiesz co zrobiłam? Po prostu się przytuliłam, pokazując jak bardzo potrzebuję by był, byśmy my byli. <3 Nie poddawaj się i pomyśl jak wiele Was łączy i jak wiele jeszcze pięknego przed Wami. Słowa czasem są na prawdę zbyt ciężkie, jednak gesty - w obecnej sytuacji wydają mi się najlżejszym rozwiązaniem .
    Trzymam kciuki kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej... Kochana dziękuję Ci naprawdę za tyle ciepłych słów. I cóż, robię to. Wczoraj dokładnie tak zrobiłam i pomogło, ale wiesz co? Ja własnie mam dość robienia tego pierwsza. Też czekam... ciągle czekam i tak rzadko się to zdarza z jego strony.
      I dziękuję za kciuki :* Trzymaj mocno, bo teraz będą nam bardzo potrzebne. :*

      Usuń
  24. Może to dziwnie zabrzmi, ale trochę Cię rozumiem i wiem, co czujesz. Znam też to uczucie, kiedy ma się czegoś dość, ale nic się już nie powie, bo jeśli to wyjdzie z jego strony, to po prostu będzie jakiś znak, że zależy, że chce, że się postara też i że to on mnie wyciągnie, a nie ja jego. I myślę, że naprawdę to minie, trudne chwile, zderzenie wszystkiego, co tylko mogło. Trzymaj się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że rozumiesz i wiesz, co czuję wcale nie brzmi dziwnie. Zawsze to jest pokrzepiające, dla mnie przynajmniej. I dzięki, trzymam się jakoś ;)

      Usuń
  25. Cóż, kłótnie w związkach były, są i będa. najforsze nie są one, lecz własnei te obumarłe chwile po nich, gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że sam się stara. Nie powiem Ci co masz robić, nie dam żadnej rady. Mam nadzieję, że poczujesz w swoim sercu co jest właściwe, nawet jeśli to będzie kolejny raz wyciągniecie ręki pierwszą lub czekanie na jego ruch. Mam nadzieję, że wszystko sie ułozy i za to mocno trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że nie dajesz rad, bo tak naprawdę wyjście muszę znaleźć sama. I dziękuję ;)

      Usuń
  26. Po tym, co wcześniej pisałaś o Waszym związku, mam wrażenie, że jesteście w stanie przetrwać ten przedłużający się kryzys i jakoś ostatecznie z nim sobie poradzić. Ale wiesz, żadnego spełniania czyichś oczekiwań, ślubu, gdy nie jesteś przekonana itd. Nic na siłę.
    Trzymam kciuki, żeby się Wam jednak udało, nie poddawajcie się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, żeby nie robić niczego na siłę. Tak się nawet nie da, przynajmniej ja nie potrafię.
      I dzięki ;)

      Usuń