niedziela, 21 grudnia 2014

"Jakoś damy sobie radę"

Najdłuższa noc w roku. Tak bardzo mroczna, wietrzna i zimna, uderzająca w oczy deszczem. Ale mi niestraszna. Od jutra przecież dzień będzie coraz dłuższy.

Minęło parę dni odkąd byłam tu po raz ostatni. Musiałam ponadrabiać zaległości na uczelni i ja - jak to ja, ciągle gdzieś pędziłam i coś załatwiałam. Mimo tego zabiegania, w pociągu najczęściej czytywałam Wasze posty... Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona tym, jak nominacja dobrych myśli rozprzestrzeniła się po Waszych blogach niczym jeden, wielki, pozytywny wirus. Jesteście naprawdę niesamowici :)
A dziś jestem już spokojna. I się uśmiecham. Uśmiecham się, bo od środka grzeje mnie ciepło, które dostałam od różnych, cudownych ludzi. Także od Was.

- Masz coś do odebrania z poczty - powiedział ojciec parę dni temu, kiedy wczesnym rankiem, jeszcze zaspana przydreptałam do kuchni.
Okazało się, że zostałam obsypana nie tylko ciepłymi słowami, ale też i pierniczkami przez Małą Czarną. Dawno nie miałam tak dobrego początku dnia! A pierniczki były tak pyszne, że zniknęły prawie w mgnieniu oka. W miniony piątek zresztą czekała na mnie kolejna niespodzianka od listonosza - obok kolejnych ciepłych słów, śliczna zawieszka z pacyfką od Anji. Prosto z gór. Dokładnie taka, jaka mi się marzyła.
- Byłbym zapomniał! - wypalił Patryk tego samego dnia, kiedy nie mogłam nacieszyć się pacyfką, która zawisła na mojej szyi zaraz, obok drewnianej gitarki. - Mala kazała ci to przekazać. Mówiła że to bardzo ważne!
Powiedział to z taką powagą, z jaką zapewne mówiła to mu jego pięcioletnia siostrzyczka, wręczając mu ten mały drobiazg oblepiony szczelnie zbyt dużą ilością papieru ozdobnego. Otwierałam ostrożnie myśląc sobie, że schowała tam pewnie kolejny rysunek dla mnie, albo wycinankę, która wylądowałaby obok pozostałych na mojej tablicy korkowej. Dużo się nie pomyliłam.


Jakoś tak się kurka wodna, wzruszyłam. Tym bardziej, że z całego serca kocham tę małą, wygadaną kruszynę, która za każdym razem, gdy odwiedzam Patryka obsypuje mnie maskotkami, lemurami i kucykami drocząc się z nim: "Asia przyszła na kawę do mnie, nie do ciebie, idź sobie!"
Co wy mnie tak wszyscy, cholera rozpieszczacie? - śmiałam się w myślach do siebie i wtedy dostałam wiadomość od Lusi. 
- Asik, słuchaj w sobotę o 19-stej Muzo.fm, koniecznie!
A pewnie, że słuchałam. Spóźniłabym się na przedświąteczne piwo z chłopakami, ale słuchałam niecierpliwie. I cóż, usłyszałam w pewnym momencie głos naszej Lusi kochanej, która dedykując mi piosenkę "Damy radę" happysadu powiedziała:
- (...) żebyś tak myślała. Bo tak właśnie będzie, przecież zawsze jakoś damy sobie radę!
No i znów się wzruszyłam. Ale ze mnie przecież rykwa nie z tej ziemi ponoć.

*  *  *

Przygotowania do ślubu ruszyły. Pojechaliśmy dziś obejrzeć pierwszą salę - podobno najdroższą z tych, które sobie upatrzyliśmy. Ale jakoś tak kusiła nas i wybraliśmy się tam z myślą "Pewnie i tak jej nie wybierzemy, ale zobaczmy, żeby mieć chociaż jakieś porównanie." Szczena słuchajcie opadła mi do ziemi. Wystrój przepiękny, menu też zapowiadało się całkiem nieźle, ładnie urządzona przestrzeń na zewnątrz, na co koniecznie przez moje zboczenie zawodowe musiałam zwrócić uwagę, a cena... jak się okazało mieszcząca się w granicach rozsądku. Pani, dość konkretna, przedstawiła nam ofertę w taki sposób, że właściwie nieświadomie odpowiedziała na prawie wszystkie nasze pytania, jakie mieliśmy w zanadrzu. Po świętach ruszamy dalej.
I jakoś tak, cholera... zaczęłam tym w końcu żyć. Po ostatnich wzlotach i upadkach między nami planowanie ślubu stało się raczej ciężarem i powodem do kłótni. Unikaliśmy rozmów o tym i nigdy nie wiadomo było, z której strony ugryźć ten temat, by nie pokłócić się między sobą, albo z rodzicami. I był to jakiś taki powód do mojego powolnego, cichego załamywania się. Bałam się, że nam się ostatecznie nie uda, że nas to wszystko przerośnie, że to może jakieś złe znaki...
A dziś wracaliśmy stamtąd uradowani po uszy, pełni energii do działania dalej, choć czasu przed nami jeszcze sporo, bo przełożyliśmy planowany termin na czerwiec 2016 roku. Zamartwiałam się tylko funduszami i dogadaniem się z rodzicami. Tym bardziej, że szczególnie z tym drugim ostatnio był dość duży problem. Do tego stopnia, że panicznie wręcz zapragnęliśmy się wyprowadzić ze swoich rodzinnych domów i zamieszkać sami, we dwoje. Zależało nam na poszukaniu kawalerki, własnego kąta, ale teraz musimy się zdecydować - albo będziemy odkładać pieniądze na ślub, albo opłacać z nich mieszkanie.

- Zachciało mi się magistra, cholera - przebąknęłam, a mina nieco mi zrzedła. - Gdybym już normalnie pracowała, to z jednej wypłaty moglibyśmy żyć, a drugą odkładalibyśmy na ślub... 
- Żeby ci te studia jeszcze nie zwróciły! - przerwał mi Patryk, dość stanowczo. - Niedługo będziesz dobrze zarabiać, a my będziemy mogli zacząć się budować. I z rodzicami się dogadasz... Zobaczysz. Wszystko będzie dobrze. Jakoś damy sobie radę. 

*  *  * 

Krótko po powrocie siedziałam zamknięta w pokoju i przeglądałam zdjęcia sali. Do pokoju weszła Mama. Przytuliła mnie.
- Gniewasz się na nas jeszcze? - zapytała cicho.

Gapiłam się w ekran monitora. Dwa dni temu kłóciłam się z rodzicami. Padły z ich ust takie słowa, które mi nawet nie przyszłyby na myśl. Przepłakałam przez nie całą przedwczorajszą noc, czując się jak gówno, jak totalne zero. Przez te słowa narodziło się we mnie przekonanie, że jestem nic nie warta i że wszystko, co dobre, jest tylko złudzeniem.
Ale jestem szczęśliwa, że jedną moją umiejętnością, którą opanowałam niemalże do perfekcji, jest wybaczanie. Wybaczyłam im już na drugi dzień, choć blizny zostaną nawet, kiedy zagoją się rany. Do końca życia pozostanie ślad słów, które paść nie powinny, które były ostatnimi słowami, jakich spodziewałabym się usłyszeć od moich rodziców ukochanych, które były jak tępy nóż wbijany powoli prosto w serce.
Ale wybaczyłam. Zawsze wybaczam i jest mi z tym dobrze. Wybaczam mimo tego, że pamiętam.

- Nie gniewam się. - odpowiedziałam spokojnie.

Bogu dzięki, że ta atmosfera między nami jakoś się polepszyła. W końcu idą Święta. Nie chodzi o to, by żyć w niezgodzie. Szczególnie w rodzinie, w której zawsze jakoś szło się ostatecznie dogadać.
Zaczęłyśmy rozmawiać. Rozmawiać na temat ślubu i przyszłości tak, jak jeszcze nigdy. Dawniej ten temat był niczym pole minowe, a teraz mówienie o tym przyszło nam z taką łatwością... Opowiadałam jej o sali, mówiłam o naszych planach i marzeniach, ale też o wątpliwościach, których jest przecież sporo.
- Czegokolwiek nie powiedziałam w piątek wieczorem... - zaczęła niepewnie Mama - ... tak naprawdę nigdy w was nie wątpiłam. Jesteś bystra, pomożemy wam, jakoś to razem ogarniemy, nic się nie bój. Naprawdę, jakoś damy sobie radę, Kochanie.

I wtedy pomyślałam sobie, że ten zwrot usłyszałam w ciągu minionej doby zbyt wiele razy, by ostatecznie w to nie uwierzyć. Mogę śmiało powiedzieć, że pierwszy raz od euforii zaręczynowej jakoś tak na nowo zaczęłam się cieszyć, myśleć o tym pozytywnie i marzyć, marzyć przede wszystkim! Pierwszy raz zamiast "chyba się wykończę, nim tego cholernego ślubu dożyję" pomyślałam sobie "nie mogę się doczekać, to będzie cudowny dzień!" I jest zupełnie inaczej, lepiej. Znów jest nadzieja, która rozgrzewa serce. Serce, które przecież zostało ogrzane przez tylu cudownych ludzi ostatnio.
Tym razem nie mogę się wyzbyć tego przyjemnego uczucia, tej pewności. Że przecież ostatecznie jakoś damy sobie radę. W końcu czuwa nad nami niejeden Anioł.


Znalazłem amulet przynoszący szczęście.
Ozdobiłem go miłością.
Przebyłem siedem mórz do ciebie,
Czy to wystarczy?
I będę tęczą...
Och, gdy przeminie twoja burza...
I przyniosę ci piosenkę,
I nie spocznę, będę kontynuował.

102 komentarze:

  1. Jak miło się czyta notkę zawierającą tyle pozytywnej energii i ciepła.
    Słowa potrafią boleć bardziej niż czyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu ile można się dołować? ;)
      Owszem, bo ranią duszę, a te z trudem się zabliźnia.

      Usuń
    2. Można długo i sama zapewne to wiesz. Ale lepiej być pozytywnie nastawionym, choć czasami bywa to trudne.
      Dokładnie tak.

      Usuń
    3. Bywa trudne, szczególnie, gdy zaczyna się walić drzwiami i oknami. Ale zawsze jest jeszcze nadzieja.

      Usuń
  2. Z wszystkim sobie na pewno poradzicie :) a ten prezencik na zdjęciu - cudo ;)) słodka mała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję ;) Młoda wymiata :) A jaka z niej przylepa! Jak się przyklei, to odkleić jej nie idzie :D

      Usuń
    2. Szkoda, że nie miałam okazji jej poznać ;)

      Usuń
    3. Może jeszcze będziesz miała :)

      Usuń
  3. Jesteś tak cudowną Osobą, że ludzie każdego dnia powinni obsypywać Cię dobrym słowem i nie tylko wywołując tym samym uśmiech na Twojej Twarzy. Niewielu jest tak ciepłych i dobrych ludzi jak Ty! Cieszę się, że pierniczki smakowały :)
    Pewnie, że dacie radę! Czasami upadamy nisko, łamiemy się, tracimy wiarę i nadzieję. I nagle wszystko odwraca się do góry nogami. Pojawia się jasne światełko i ludzie, którzy chcą dźwignąć z nami pewne sprawy. Uda się Kochana i dacie radę! :*
    Jeśli chodzi o przygotowania do ślubu...szczerze? Nie wspominam tego dość dobrze. Wiele przykrych słów padło w tamtym czasie z ust moich rodziców, z naszych ust...
    Oj ile ja przepłakałam nocy...
    Ile razy zastanawiałam się czy to wszystko oby na pewno ma sens.
    Wiele rzeczy zrobiliśmy pod dyktando rodziców.
    Dziś pewnie podjęlibyśmy inne decyzje odnośnie ślubu i wesela, ale i tak jesteśmy zadowoleni i szczęśliwi z tego co było 4lata temu :)
    Róbcie wszystko zgodnie z Waszym sumieniem, tak abyście byli szczęśliwi. To Wasz dzień, Wasza ważna chwila!
    Przytulam mocno! :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, z tą cudownością bym nie przesadzała ^^' Pierniczki były mistrzowskie, Mama chciała przepis nawet, zapomniałam Ci mówić :D
      Był taki moment, że już traciłam wiarę. Przestałam wierzyć, że cokolwiek się poukłada, wydawało mi się to tak odległe, że aż niemożliwe. Ale ruszyliśmy do przodu, zrobiliśmy krok, tak, poradzimy sobie! :)
      Wyobrażam sobie... Do tej pory i nasze przygotowania nie były specjalnie miłe. Kiedy ktoś nas pytał o ślub, to zmienialiśmy temat, unikaliśmy go jak ognia. A mnie to dołowało, bo to cholera powinno przecież cieszyć. I nie chcę zapeszać, bo wszystko tak naprawdę dopiero przed nami. Stasznie się boję tych przygotowań, boję się, że znów będą powodem do kłótni i nieporozumień. Ale mimo wszystko mam nadzieję.
      Wlasnie, najgorzej, kiedy rodzice chcą uszczęśliwić, niby doradzają, mówiąc "ale wszystko zależy od was, to wasz ślub" - tymczasem ostatecznie muszą się cholera wtrącić.
      Również przytulam :**

      Usuń
  4. Pewnie, że dacie. Los i wspaniali ludzie Wam sprzyjają :) Czego chcieć więcej? Chyba tylko, by tak było zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to daje nadzieję. Oby tylko ta nadzieja pozostała, bo kiedy ją się traci, to momentalnie wszystko zaczyna się walić.

      Usuń
  5. Na pewno dacie radę :) Jakoś tak mimo tych rodzinnych kłótni miło się czyta Twoje słowa. Dużo pozytywnej energii zaczęło na nowo w Tobie bić :) A wybaczanie bliskim to najpiękniejsza ale i najtrudniejsza rzecz pod słońcem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu musiało :) Ileż człowiek może się przygnębiać? ;)
      To prawda. Jednak warto mimo wszystko jej się uczyć.

      Usuń
  6. Dużo się u Ciebie działo. Trochę przykro,że z rodzicami się pokłóciłaś, nie wiem o co poszło ale jeśli przygotowania do ślubu ruszyły może rodzice boją się,że Cię stracą? Mi mama przez 3 miesiące płakała po zaręczynach i do tej pory nie dopuszcza myśli, że się wyprowadzę :P Ale niestety trzeba. A ona musi się pogodzić z tym.

    Nie można mówić,że nie da się rady, trzeba próbować, dążyć do czegoś. Trzeba siły i wierzyć,że to siłę się ma :) Trzeba dać radę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano dużo. Nie, to zupełnie nie o to chodzi. Moja mama ani nie płakała po zaręczynach - wręcz przeciwnie, cieszy się i ona i ojciec. Problem jest trochę głębszy, ale niespecjalnie chcę o nim mówić po prostu. To zbyt osobiste.

      Jasne, że nie można. Tylko czasem traci się nadzieję, a to najgorsze chyba, co może się stać. Brak nadziei. Ale już jesteśmy dobrej myśli. Małymi kroczkami do przodu. :)

      Usuń
    2. Rozumiem, tylko tak pomyślałam,że może o to chodzić :)

      Więc oby do przodu :)

      Usuń
    3. Nie, na szczęście nie. Byłoby wszystkiego za dużo już :P

      Oby :)

      Usuń
    4. Oj to nie :) Niech wszystko będzie w porządku i się unormuje :) Swoją drogą niby nie dostajemy nigdy nic co byłoby na nas za wiele :) Więc zawsze daje się rade.

      Usuń
    5. Otóż to! :) Tyle dostajemy od losu na swoje barki, ile jesteśmy w stanie udźwignąć. Nie więcej. Tylko nieraz ludziom brakuje wiary w siebie i poddają się. Dlatego najbardziej się boję nieraz, że właśnie nadziei i wiary mi zabraknie. Jeśli nie przestanie się wierzyć, na pewno da się radę ;)

      Usuń
    6. Trzeba znać siebie i wiedzieć,że jest się na tyle silnym, że wszystkiemu się podoła, nigdy nie wątpić w siebie...

      Usuń
    7. Dokładnie. Niestety nieraz nie bywa to proste. Szczególnie gdy wzrok przymglą przykre doświadczenia. Ale można, zawsze powtarzam, że nie ma niemożliwego, cholera.

      Usuń
    8. W takich wypadkach warto mieć kogoś kto taką mgłę przegoni :)

      Usuń
    9. Dlatego jestem wdzięczna losowi, że nie jestem sama ;)

      Usuń
    10. Choć teraz rozumiem ludzi, którzy nie mają tyle szczęścia i przez samotność nie dają sobie rady z problemami.

      Usuń
    11. Ale zawsze ktoś jest... Tylko nie zawsze chcemy to dostrzegać. Nie musi to być narzeczony/chłopak/mąż... Równie dobrze może to być rodzic, obca osoba czasem, jeśli tylko odezwiemy się.

      Usuń
    12. Tylko właśnie nieraz pojawiają się bariery. Człowiek nie potrafi szukać pomocy w beznadziei, nie ma sił się odezwać. To czasem jak niemy, niesłyszalny dla innych krzyk.

      Usuń
    13. Ale mam wrażenie,że często sam jest sobie winny, bo są ludzie, którzy widzą to, chcą podać pomocną dłoń i odrzucają to i są wielce samotni... Bo lubią narzekać i użalać się nad sobą. Niestety widzę,że w wielu przypadkach tak jest.

      Usuń
    14. Bo to jest właśnie ta ślepota spowodowana brakiem nadziei. I tu koło się zamyka i człowiek w beznadziei się zatraca.

      Usuń
    15. Może się żalić na boki jaki jest samotny, jakie ma beznadziejne sytuacje ale jak ktoś rzuci rozwiązaniem, albo zaoferuje się pomóc to odrzuca to z racji braku nadziei? Nie, to trochę robienie z siebie męczennika :P

      Usuń
    16. Wiesz, to może wydawać się zabawne, ale tak naprawdę to też jest wołanie o pomoc, chociaż nam właśnie wydaje się czymś zupełnie odwrotnym. Poznałam dopiero po fakcie taki przypadek upadania, gdzie właśnie młody człowiek robił z siebie męczennika, a ludzi, którzy chcieli mu pomóc skutecznie tym od siebie odpychał. A ludzie się na to godzili i odsuwali się. Tymczasem wystarczyłoby strzelenie w pysk, brutalne szarpnięcie za ramiona, by się obudził, bo w takich przypadkach mówienie do takiego człowieka czy słuchanie go nie pomaga. Skończyło się niestety tym, że 17-letni chłopak odebrał sobie życie. I do tej pory zadaję sobie pytanie, kto był bardziej ślepy.

      Usuń
    17. Nie mówię, że to zabawne. Ale nie zawsze pomaga szarpnięcie czy strzelenie w pysk. Po czymś takim ktoś by mógł uciec i jeszcze bardziej się pogrążyć. Ale ja znów nie raz się spotkałam z przypadkami, że nie dawałam się odepchnąć a ktoś i tak swoje się żalił, no i nikt taki nie popełnił samobójstwa. Różne przypadki chodzą po ludziach. Może łatwo mi mówić bo nigdy nie odczułam samotności. Czy siedząc sama byłam sama ale nigdy nie samotna bo zawsze ktoś był i czuwał nawet jak tego bardziej nie dostrzegałam. I niestety nie mogę zrozumieć takich osób. Samobójstwo też nie dzieje się od razu, człowiek wpada w depresje, (szczególnie wiek tak od 13-18 lat jest taki podatny) i to się długo ciągnie, i to już są zaburzenia, depresja a nie zamglenie brakiem nadziei... Przy człowieku, który ma depresje może być cały tłum ludzi, wspierać go, pomagać nawet a on tego nie zauważy, bez terapii i leków tego nie wyleczysz. Nie ważne czy ma rodzinę, czy nie, a w depresję jeszcze często wpada grupa wiekowa koło 30-40, gdzie dużo pracują itp i już mają pozakładane rodziny, więc tutaj jakoś widzę zupełnie inną sytuację.

      Usuń
  7. O rety, widzę, że wychwyciłaś klimat Yule:D Mam nadzieję, że właśnie dotarły do Ciebie i nasze dobre myśli które były wysyłane jak zawsze w modlitwie tej nocy:)

    W sumie, nie wiem czemu i Ciebie nie zapytałam o adres wysyłając kartki, cholera, chyba za blisko jakoś mi się wydawało :D Ale to niesamowicie przyjemne, dostawać takie prezenty- niespodziewajki w sumie:)
    I przecież nie ma innej opcji, niż sobie radę dać, no nie?:)

    Jak mam być szczera- mi by się takiego ślubu nie chciało szykować, serio :D Przy cywilnym, tym drugim ( a w sumie trzecim, jakby nie patrzeć) to zasadniczo naszym jedynym problemem był wybór domków nad jeziorem i załatwienie tańszej wódki, z czym nie było problemu z kontaktami Wojtka :D Tak sobie myślę- do takiego ślubu nie bylibyśmy stworzeni przez...swoje lenistwo :D Serio :D Dlatego ja aż podziwiam, że wam chce się biegać, wybierać salę, wszystko po kolei...naprawdę:)
    I w sumie, w ślubie też chodzi o to, żebyście nie zapomnieli przecież o sobie. Bo to cholera ma być wasz szczęśliwy dzień, a nie powód do kłótni, stresu...dlatego dobrze, że tak się w końcu stało, cieszę się :* I cóż...wszystko zawsze jakoś się układa, no nie?:) Tylko czasem cierpliwości trzeba:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo :D Bardzo możliwe ^^ Ja mam za to nadzieję, że moje dotarły wczoraj do Was :)

      Ej, będę naprawdę bardzo okropna, jeśli powiem, że myślałam w dokładnie ten sam sposób? XD Ale myślę, że nadrobimy to w ten, czy inny sposób :D A pewnie, że przyjemne, tym bardziej, że ja wlaśńie niespodziewajki uwielbiam najbardziej ^^
      Nie ma. Tylko czasem traci się w to wiarę, przez te przykre sytuacje właśnie. A ten brak wiary bywa zabójczy.

      Cóż, no my jesteśmy trochę... mentalnie zmuszeni do tego. Spora rodzina, mnóstwo znajomych, oczekiwanie, wszystko robi swoje. Wiadomo, że powinniśmy robić tak, jak my chcemy i nawet przez moment chcieliśmy nawet mini ślub zrobić, z rodzicami, chrzestnymi i świadkami. Ale jakoś z biegiem czasu zdaliśmy sobie sprawę, że chcemy czegoś większego. A jeśli są jakieś marzenia, to i motywacja do działania jest. W końcu jest :) Totez nie ma co podziwiać w sumie ^^
      Dokładnie. A mi się wydaje właśnie, że ta cała otoczka sprawia, że można siebie zagubić i zapomnieć o tym, co najważniejsze. I trzeba na to bardzo uważać.
      :*

      Usuń
    2. W końcu to była dobra, ciepła noc, więc też masz pewnie w tym swój udział :*

      Nie będziesz okropna, bo wychodzi na to samo i to w sumie pewna ulga :D W sumie, mamy pretekst żeby o...dać sobie kartki czy coś. Albo butlę wina, cokolwiek :D Tak w okresie okołoświątecznym :D
      Bo jak człowiek nie oczekuje, to się właśnie jeszcze milej robi:)
      Owszem, bywa...ale płomyczek się zawsze tam jakiś tli, no nie?:)

      No rozumiem. U mnie na przykład zupełnie mama moja nie naciskała na ślub jakiś wielki, wesele, bo sama zwolennikiem tego absolutnie nie jest. rodzina Wojtka co prawda nadal się łudzi że będziemy mieli ślub kościelny ( trudno im zrozumieć nasze inne wyznanie, cóż), ale że z rodziną też jakoś blisko wielce nie żyją, ciotkami jego i tak dalej to też nam na to nie cisnęli...zresztą, my powiedzieliśmy- nasz ślub, robimy po swojemu, bo chcemy się dobrze bawić. Postawiliśmy wszystkich przed faktem dokonanym, jak to my :D I właśnie- to wy jednak chcecie czegoś większego, więc nadal robicie po swojemu:) Ale jest, bo mi by się nie chciało tak latać :D

      Owszem, tu można się pogubić ale no..ostatecznie wychodzi dobrze i o to chodzi:)

      Usuń
    3. Możliwe :*

      Też poczułam ulgę xD O widzisz, będzie trzeba zatem jakoś to wykorzystać :D O ile dam radę wpaść do Pozka :P Zawsze :) I oby nigdy nie zgasł.

      Pamiętam, jak opowiadałaś mi o tych wszystkich ekscesach z rodziną Wojtka... Trochę mnie zawsze przeraża takie zapatrzenie we własne poglądy, brak tej swobody. Szczególnie kiedy cholera... właśnie rodzice mogliby wesprzeć, porozmawiać, chociaż spróbować zrozumieć. Ale najważniejsze, że ostatecznie zrobiliście po swojemu no i jesteście szczęśliwi, o :)
      Ano a u nas jest też tak, że rodzina to też... przyjaciele. Głównie ze strony Patryka. Kuzynostwo, rodzeństwo... a nawet niektórzy wujkowie, czy ciotki. Także nawet bez nich sobie nie wyobrażamy jakoś :D
      A ta dalej swoje xD

      Otóż to :)

      Usuń
  8. ja już Ciebie widzę jako pannę Młodą z pięknej sukni i cudownym mieszkaniu:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem przekonana, że musisz być bardzo dobrym człowiekiem, bo widocznie dobra karma wróciła :)
    Jak dobrze czyta się takie pozytywne, pełne nadziei słowa o poranku
    Wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, staram się być dobra, a czy mi się udaje - to już właśnie pozostawiam zawsze ocenie innych ;)
      Cieszę się, że jakoś no... podniosłam Cię na duchu w ten deszczowy poranek ;)
      Wzajemnie :)

      Usuń
  10. Najbardziej bolesne słowa padają zawsze z ust najbliższych. Dobrze, że Twoja mama przyszła do Ciebie jeszcze przed świętami. Z weselem zawsze jest dużo problemów, dlatego mówi się, że młodzi na swoim weselu bawią się najmniej. Trzymam kciuki by kolejne załatwianie spraw minęło bezboleśnie :)
    Rozpieszczają Cię te bloggerki :) Ja nie znam Twojego adresu oprócz tego blogowego, więc wysyłam Ci tutaj wielkiego buziaka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze przychodzi, mam chyba po niej to, że nie potrafię zbyt długo utrzymywać negatywnej atmosfery i zawsze wolę jakoś załagodzić sytuację.
      O widzisz, a my zamierzamy przełamać stereotypy i chcemy się na swoim weselu bawić zajebiście. :) I do tego dążymy. Dzięki za kciuki, przydadzą się, choć czuję, że sporo ekscesów jeszcze przed nami. No ale jestem dobrej myśli.
      Blogerki i nie tylko :) Dzięki :* Odwdzięczam się :D :*

      Usuń
    2. Nie można się w końcu wiecznie kłócić, zwłaszcza z kimś, z kim się mieszka.
      To życzę Wam również byście się świetnie bawili na tym weselu Waszym i będę Wam dopingować :*

      Usuń
    3. Oj uwierz mi, że można. Znam nawet bardzo bliskich ludzi, którzy to "praktykują".
      Dzięki :* Mam nadzieję, że tak właśnie będzie :)

      Usuń
    4. Serio? :D Zapytaj ich o jakieś wskazówki :D
      Będzie :* Na pewno :*

      Usuń
    5. Ale ich wskazówki mi nie pomogą, bo oni wciąż sie kłócą xD
      :*

      Usuń
    6. Boże, bo ja to odebrałam jako że oni mieszkają ze sobą i się wcale nie kłócą ;p

      Usuń
  11. Ja tam wierzę, że z rodzicami się poukłada, bo jak już gadałyśmy, może jest to wszystko na dobrej drodze? :)

    Cieszę się, że mogłam Ci chociaż na chwilkę poprawić humor, naprawdę czuję się tym wyróżniona :* a happysady dobrze mówią, dlatego pomyślałam wtedy, kiedy to nagrywałam, że ta piosenka dla nas będzie idealna :) no i w końcu nie gadałam jak katarynka!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że jest na dobrej drodze Kochana :)

      Poprawiłaś, nawet nie wiesz jak bardzo :* Mówiłaś bardzo ładnie ^^ No i zgodnie z obietnicą opowiadałam chłopakom :D Zazdrościli xD Pamiętam, że słuchałam tej piosenki jak głupia swego czasu... właśnie takiego dość słabego czasu, parę lat temu. Bardzo mnie wtedy podnosiła na duchu, więc dziękuję, że mi o niej przypomniałaś :)

      Usuń
    2. I bardzo dobrze :*

      Tym bardziej mi się milej na sercu robi ;* Huhuhu! Jest fejm! :D Niektóre piosenki mają to coś w sobie, że można ich nie słuchać kilka lat, ale jak człowiek się w nie "wbije" to nie wychodzą z głowy :)

      Usuń
    3. Jestem dokładnie takiej samej myśli :*

      :* A pewnie, że jest :D Dokładnie ;) Tym bardziej, że ja słuchałam happysadów przez liceum i choć był to raczej słaby czas, to niektóre piosenki kojarzą się jakoś tak... ciepło. :) Choć dziś na pewno odbierałabym je zupełnie inaczej.

      Usuń
    4. Jakieśmy zgodne :D

      Zawsze można zobaczyć, jakby się je odebrało :D ja mam na telefonie kilka piosenek, których nie słucham, które wręcz omijam, ale usunąć za cholerę nie usunę "no bo gdyby mi się zachciało" XD

      Usuń
  12. Jedna z pozytywnych notek ostatnio. Cieszę się, że wszystko powoli wychodzi na prostą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również się cieszę, tym bardziej, że cóż... ten smutek nie był niestety zależny ode mnie.

      Usuń
    2. Wiem, wiem. Ale bardzo cieszę się z tego, że masz kogoś takiego jak Twój ukochany. Czasem bywa ciężko, ale jest wsparciem. :) A to jest naprawdę bardzo ważne.

      Usuń
  13. przed Tobą Asik wspaniały czas :) planowanie,organizacja :) wspominam go cudownie i życzę Ci tego samego :*
    czerpania przyjemności i radości bo to będzie Wasza chwila!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że ludzie skrajnie różnie wspominają ten czas przygotowań. Ja mam nadzieję, że nam upłynie po prostu bez kłótni :)
      :*

      Usuń
  14. Aż miło się czyta. Dzieci potrafią rozbrajać tak pozytywnie.
    Czyli już planowanie wielką parą. My planujemy po sylwestrze zacząć planować bo chcemy ślub za 1,5 roku. Mam nadzieje, że pochwalisz się suknią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj potrafią, zwłaszcza Malwina :)
      O proszę, czyżbyście też myśleli o czerwcu 2016? :) Myślę, że się na pewno się pochwalę ^^

      Usuń
    2. No 2016 ale chyba sierpień jeszcze nie uzgodniliśmy :) Na razie to ja się wprowadziłam i zaczęłam pracę stałą więc człowiek nie miał kiedy pomyśleć (za dużo zmian w tym roku miałam). 11 stycznia idziemy na tragi ślubne , bo są we Wrocławiu

      Usuń
  15. Kurcze, wiesz, że przez ten czas brakowało mi Twoich postów? :)
    Aaaa i muszę Ci coś wysłać, bo ja płakałam ze śmiechu, chociaż może już to wyczaiłaś xD

    Cieszę się, że jednak wszystko się unormowało i że ta radość wróciła. Bo przecież nawet te męczące nieraz przygotowania powinny sprawiać przyjemność, prawda? Chociaż gówno tam się znam na tym xD Ale zawsze jednak lepiej jak coś się robi z przyjemnością, o :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? :) :* Na szczęście już jestem i nigdzie się póki co nie wybieram Ryjku :)
      No i wysłałaś :D Też padłam ze śmiechu xD

      Powinny, tylko nieraz chyba nawet nie da się inaczej, wiesz? Zwłaszcza, gdy każdy chce dobrze i każdy chce po swojemu. No i zaczynają się kłótnie i nieporozumienia. Pewnie jeszcze sporo walk przed nami, ale najważniejsze, że jakoś się dogadaliśmy między sobą. ;)

      Usuń
    2. No jasne, Promyczku :) :*
      Ten inglisz xD

      Właśnie, najważniejsze, że jednak w końcu się dogadaliście, mimo, że pewnie wiele ciężkich chwil przed Wami, ale to tylko jakoś umacnia, po fakcie, prawda? :)

      Usuń
  16. Wczoraj o Tobie myślałam: gdzie ona się podziewa? Aż w końcu się tutaj zjawiłaś. :)
    Ale masz fajnie. Tyle przesyłek i dedykacja od Lusi! Ach! :)
    Zazdroszczę Ci przygotowań do ślubu i nie mogę się doczekać razem z Tobą - aż zdasz nam wszystkim relację i napiszesz, jaki to był cudowny dzień. :)
    Powtarzaj to sobie każdego dnia - damy radę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ściągnęłaś mnie telepatycznie :D
      No uradowana byłam niesamowicie :) Tyle ciepła w serduchu na raz, że szok :)
      Na pewno będę Wam zdawać relacje na bieżąco :*
      Będę, koniecznie będę sobie to powtarzać. Żebym nie zwątpiła :)

      Usuń
  17. Ostatnio też sobie pomyślałam, że teraz będzie tylko lepiej, bo dzień się zacznie z powrotem wydłużać. I, hej, niedługo wiosna :D
    Bo to już tak jest - pewnego razu zwrócisz nagle uwagę na jakiś drobiazg i później już będziesz go wszędzie widzieć. Tak jak z tym "jakoś damy sobie radę" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, zleci, ani się obejrzymy :D
      Ale to taki dobry drobiazg, taki podnoszący na duchu :)

      Usuń
  18. Pewno, że będzie lepiej :) i będziecie mieć cudowną salę i piękny ślub i wspaniałe życie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak czytam Twojego bloga to wraca mi wiara w ludzi. To, jak piszesz zawsze mnie wzrusza. Jesteś wspaniałym człowiekiem, Asiu. Kurczę, może nie powinnam zazdrościć, bo to jeden z grzechów głównych, ale powiem to, raczej napiszę, zazdroszczę Ci Twojego charakteru - niezłomnego, kochanego i dobrego. I wybaczającego. I mającego tysiąc innych zalet. Pięknym jesteś człowiekiem.
    Ta piosenka happysadu zawsze stawia mnie na nogi, więc Ciebie też musi. Dasz radę!
    Życzę udanych przygotowań do ślubu. Poradzisz sobie :)
    I również ciepłych Świąt Bożego Narodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, bo tak naprawdę Kochanie nie ma czego zazdrościć. Po prostu można starać się być dobrym. To wcale nie jest trudne. Tym bardziej, że same próby są już dobrem, takie zamknięte koło. Wiesz o co mi chodzi, prawda? :)
      :*
      Ta piosenka stawiała mnie na nogi w dość trudnym okresie życia, kilka lat temu, więc dobrze było ją sobie przypomnieć ;)
      Mam nadzieję, że sobie poradzimy :)
      Dziękuję i wzajemnie :*

      Usuń
  20. Taka mała karteczka jest więcej warta niż najdroższe prezenty :) Sama mam gdzieś chowane rysunki moich kuzynów :)
    Jeszcze trochę a całkowicie wpadniesz w wir ślubnej gorączki :) lepiej weź notes i wszystko sobie notuj, żeby nic Ci nie umknęło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, takie odbicie dziecięcych,szczerych uczuć ;)
      Tak własnie robię, inaczej już bym zginęła, chociażby z numerami telefonów i terminami sal :P

      Usuń
    2. To dobrze bo dobra organizacja to połowa sukcesu ;)
      Wesołych świąt Asiu ;*

      Usuń
  21. ostatnio przeżywałam to samo, tylko tyle, że usłyszałam takie słowa od brata... którego kocham i szanuję, ale zabolało, też wybaczyłam... ale chyba nie zapomnę, bo wszystko co złe pamiętam bardzo długo - taka moja wada. Cieszę się, Asiu że wszyscy Cię rozpieszczają, bo na to zasługujesz i będzie weselisko za dwa lata ;-) będziemy mieli o czym opowiadać na blogu. pozdrowienia i rodzinnych świąt dla Ciebie, Twojej rodziny i Patryka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc mnie rozumiesz. Zapomnieć się nie da niestety, ale właśnie o te wybaczenie głównie chodzi, zrozumienie, że każdy może popełnić błąd.
      :* Oj, będę opowiadać Wam na pewno, zdawać relacje z przygotowań i w ogóle :) Dziękuję, przekażę na pewno :* I wzajemnie!

      Usuń
  22. Cieszę się, że planujecie już ślub. Kochana, życzę, aby wszystko ułożyło się po Twojej myśli.
    PS koniec z przenosinami już u mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tak właśnie już będzie :)
      To dobrze, bo już się gubię :P

      Usuń
    2. Heheh ;p A coś poza salą już macie załatwione?

      Usuń
    3. Oprócz wstępnej listy gości raczej trudno o to by coś było załatwione :) No i sali też nie mamy na sto procent jeszcze, to była pierwsza, którą oglądaliśmy tak naprawdę:P

      Usuń
    4. Rozumiem :) To powodzenia!

      Usuń
  23. Nawet nie wiesz jak się cieszę, czytając te słowa, Asiu :* tak bardzo martwiłam się tą sytuacją z rodzicami, a ostatnio brakuje mi czasu, zaniedbałam Cię trochę, wybacz :* więc tym bardziej dobrze jest wiedzieć, że jest lepiej, oby z każdym dniem się poprawiało, trzymam za to kciuki mocno :) Cieszę się też z tego, że przygotowania do ślubu ruszyły i że nie są problemem, wiesz o co mi chodzi, że motywują do działania, o :)

    Miałaś dni pełne niespodzianek, ale Ci dobrze, no XD ale potrzebne Ci to było, bo takie prezenty, słowa, dedykacje, wszystko, dają siły i grzeją serducho :) :*
    ps. serio marzyłaś o takiej pacyfce? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Aniu :* Ja sama nie miałam jakoś czasu opisać Ci tego, ale zrobię to, postaram się jeszcze dzis napisać Ci wiadomość, choć cholera nie obiecuję, bo mam co robić :P Więc nie masz mnie o co przepraszać tak naprawdę :* Wiem, wiem :)

      Dokładnie o takiej :D Jeszcze kilka dni temu Marth śmiała się ze mnie, że powinnam sobie pacyfkę na czole narysować, a ja jej powiedziałam, że wolę zawieszkę :D Więc trafiłaś idealnie :P :*

      Usuń
  24. Lubię Cię, Asia! przeurocze :3
    cieszę się, że najdłuższa noc dobiegła końca. teraz dni znów się rozciągają, lato idzie!
    dobrze, że wybaczyłaś rodzicom. każdy czasem powie o parę słów za dużo, zwłaszcza w okresie przedświątecznym, jak wszyscy się denerwują..
    ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się :)
      Otóż to, byle do lata! :)
      Nie wyobrażam sobie nie wybaczyć. Chyba weszło mi to w krew ;)
      Również ściskam :)

      Usuń
  25. Damy radę... aż się uśmiechnęłam :) Nie bez powodu ta piosenka była dla mnie inspiracją na adres bloga :)
    Kurcze, Ty to naprawdę masz szczęście do ludzi. Ale to bardzo dobrze, że tyle cudownych osób Cię otacza, wspiera, zawsze to jest motywacja, powód do uśmiechu. Zresztą,jesteś taką cudowną istotką, że nie wyobrażam sobie, by było inaczej :*
    Cieszę się, że wszystko się u Ciebie układa, żyjesz, a nie stoisz w miejscu, oglądając się za siebie. Tak trzymaj, Skarbie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w dodatku następnego dnia czytalam Twojego nowego posta i kiedy zobaczyłam Twój adres to już w ogóle śmiałam się sama do siebie :)))
      Ano trafiam na takich ludzi rzadko, ale jeśli już, to cholera są naprawdę rewelacyjni :) Dzięki tym wszystkim ludziom nie sposób się uśmiechnąć. I ja bym jednak z tą cudownością nie przesadzała :* :)
      Ruszyłam. Czasem się oglądam, bo mam to chyba we krwi już. Ale cały czas idę przed siebie :*

      Usuń
    2. No widzisz, taki mały zbieg okoliczności :p swoją drogą, nic nie dzieje się bez przyczyny, także to 'Damy radę' to na stowę nie są tylko dwa, puste słowa :)
      Dobra, już taka skromna nie bądź :p Musi coś w Tobie być, inaczej nie przyciągnęłabyś tych wszystkich ludzi do siebie. Nic nie dzieje się przez przypadek :)
      Ważne, byś częściej uwagę miała skierowaną na tym podążaniu do przodu - żebyś w coś nie przywaliła (rada od persony, która nader często miała bolesne spotkania ze słupami i latarniami :p).

      Usuń
    3. Otóż to :) Dla mnie to zawsze były bardzo wartościowe słowa :)
      No to widocznie mam odrobinę pozytywnej energii :D Lubię się śmiać, a śmiech ludzi przyciąga, choć też nie wszystkich ^^ Ale ponuraków to akurat mam w nosie :P :)
      Ja raz przydzwoniłam w znak drogowy bo był za nisko zawieszony xD

      Usuń
    4. Niby proste stwierdzenie, ale ile ma magii w sobie. Swoją drogą Lusia to wiedziała, jaką piosenkę Happysadu Ci zadedykować :p To masz ode mnie na dokładkę jeszcze "Wszystko, co złe", dzisiaj cały ranek tego słuchałam, a Nathan patrzył się na mnie jak na debila, gdy zaczęłam po polsku śpiewać i jeszcze ścierką do naczyń wymachiwać :D
      Ano, masz i to dużą odrobinę, Skarbie :* I dzięki za ostrzeżenie, zapamiętam, by do Ciebie nie pisać,gdy mam fazę na marudzenie i narzekanie.. aczkolwiek, mnie to się powinno w takich chwilach serio związać i zamknąć w jakiejś izolatce *.*
      Wow, to Ty aż taki drągal jesteś? xD

      Usuń
  26. Wspaniale się czyta taki post. Musisz być cholernie szczęśliwa. Masz wspaniałych ludzi wokół siebie, ze swoim ukochanym realizujesz ślubne plany. Żyć nie umierać :)

    A w ogóle to wesołych, zdrowych świąt, kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  27. Aż dziś posłucham Happysad :) Zazdroszczę umiejętności szybkiego wybaczania!

    OdpowiedzUsuń
  28. Asik popłakałam się przez Ciebie!
    Wzruszyłaś mnie, wiesz?
    Moja Siostrzyczka wybierająca salę, szykująca się do ślubu.
    Jak ja bym chciała być tam teraz, blisko Ciebie...

    OdpowiedzUsuń
  29. Asik, Kochana, pewnie, że dasz sobie radę i to nie jakoś, a rewelacyjnie! :) Widzę dobre nastawienie i o to chodzi.
    A teraz już życzę Ci rodzinnych, ciepłych i radosnych Świąt ;*
    I tak, widziałam nominację! :)

    OdpowiedzUsuń