sobota, 27 grudnia 2014

Kiedy śnieg skrzypi pod glanami, a myśli stają się tak spokojne, że aż można nimi oddychać.

Patryk odwiózł mnie do domu po rodzinnej imprezie u niego. Jechał powoli, bo święta znienacka stały się białe. I to porządnie białe.
- Pamiętasz, jak łapaliśmy kiedyś na języki płatki śniegu? - zapytałam go, kiedy wyjmował jeszcze coś z samochodu, a ja dość rozweselona białym winem podskakując na parkingu wystawiałam jęzor na mróz.
- Eee, nie bardzo - mruknął i uśmiechnął się na mój widok.
- No jak to nie pamiętasz? - oburzyłam się. - Patrz, tak robiliśmy o! -  znów wywaliłam jęzor z nadzieją, że spadnie na niego choć jeden płatek.
- Dobra, dobra, chodź już roztrzepańcu - objął mnie i odprowadził do drzwi.

A ja dobrze pamiętam. Zawsze kiedy spadał pierwszy śnieg zimy stawałam się jak dziecko. I kiedyś zarażałam tym jego. Pamiętam, jak staliśmy objęci na środku miasta i wystawialiśmy jęzory śmiejąc się jak para dzieciaków. To było dawno, bo jakieś cztery lata temu, ale pamiętam, dobrze pamiętam, jak się wtedy czułam. Dobrze, spokojnie i bezpiecznie.

I tak też działa na mnie pierwszy śnieg. Sprawia, że staję się spokojniejsza. Jakaś taka bardziej wyciszona, upewniona, ze mgła listopada została zduszona przez biały puch, a to, co złe i smutne zostało zamrożone w sercu. I przypomina mi się dzieciństwo. Nie styrani tak jeszcze wszelkimi troskami Rodzice. I uśmiechnięty Dziadek wyjmujący sanki.

"Zabrałbym cię dziś na sanki, ale jestem przykuty do łóżka" - napisał mi rano Patryk. Cóż, choroba nie wybiera przecież. Choć na początku zrobiło mi się smutno, bo ten dzień mógł wyglądać inaczej. Mogliśmy tarzać się w śniegu, robić anioły, wygłupiać, śmiać się z małą Malwiną i rzucać śnieżkami. Potem rozgrzać się ciepłą herbatą z cytryną, obejrzeć razem film i pójść na piwo i bilarda z chłopakami.

Ale choroba nie wybiera właśnie. A mi taki dzień, po tym świątecznym zamieszaniu też był potrzebny. Dzień spokojny i samotny. Długi sen, herbata z pomarańczą i cynamonem, czytanie dawnych słów, które nie umierają, tylko brzmią trochę ciszej w przestrzeni. I spacer. Długi, mroźny spacer ze śniegiem skrzypiącym pod glanami i muzyką brzmiącą w słuchawkach. Muzyką wesołą, która zagłuszała śmiech dzieci rzucających się śnieżkami. Ale nie zagłuszała ich uśmiechniętych oczu. Nie zagłuszała pocałunków zakochanej pary, którą mijałam. Nie zagłuszała mroźnego wiatru, który szczypał w twarz. I nie zagłuszała też moich myśli, które uspokojone pierwszym śniegiem zaczęły powolutku układać się w logiczną całość.

Jeden z ostatnich dni w tym roku. Roku, który był dla mnie absolutnie wyjątkowy, który wbrew pozorom był dobrym rokiem. Czas na pewne podsumowania, które póki co układam sobie w głowie i na kartkach papieru. 

To był dobry rok, bo zmieniłam się. I wydaje mi się, że zmieniłam się na lepsze. Odkryłam w sobie nową wrażliwość i przestałam się jej wstydzić. Przestałam się wstydzić być sobą.

A nawet tę wrażliwość w sobie polubiłam. Te pojawiające się w oczach łzy na myśl dobrych też wspomnień, łzy pojawiające się podczas rozmów o marzeniach. Łzy przeszkadzające w mowie podczas trudnych rozmów. Łzy będące oznaką wrażliwości. 

"Podobno każdy ma jakieś swoje przekleństwo. Moim przekleństwem jest zbyt dobre serce przez które nie umiem wszcząć wojny. Serce, które ostatecznie zawsze mięknie, każe się uśmiechnąć, każe przytulić, każe powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i nie pozwala powiedzieć nawet złego słowa. Serce dobre dla innych, ale toksyczne dla mnie."

Tak pisałam na początku listopada. Później przez pewne wydarzenia, przez łzy właśnie, przez dobre i złe nieraz słowa moje myślenie się odmieniło. Przestałam widzieć w swoim dobrym sercu przekleństwo. Bo czasem właśnie obrywam, czasem wiję się bólu przez nie. W bólu, w którym jestem ostatecznie zawsze sama. Bo choć wielu ludzi mówi mi "jestem obok" tak naprawdę fizycznie prawie nigdy nikogo nie ma. Nikogo poza Patrykiem, o ile ten może do mnie dotrzeć akurat. Brakuje mi strasznie słów "Dzwoń nawet o trzeciej w nocy, a ja wskoczę w auto i przyjadę, jak będziesz chciała pogadać". Brakuje jak cholera. I jakoś w tym bólu bywam sama nieraz, ale to też okazało się dla mnie dobre. Bo kiedy człowiek dochodzi do lepszych wniosków, niż podczas wewnętrznych walk ze samym sobą?

Oparłam się o barierkę i patrzyłam na płynącą wolno rzekę. Taki paradoks, że nagle zatęskniłam do samotności. Bo przecież ja, wbrew pozorom czuję się człowiekiem strasznie samotnym. Tylko czy "czuję się" i "jestem" to na pewno to samo?
Warta jakoś tak zawsze uspokaja, jakoś pozwala pewne sprawy przemyśleć. Wzięłam głęboki oddech i wciągnęłam mroźne powietrze do płuc. Zamarzyłam o papierosie. Ale nie palę już przecież. Nie palę już półtora miesiąca. Uśmiechnęłam się do siebie. Niedługo pobiję swój rekord w rzucaniu. Faktycznie, tak lekko mi się teraz oddycha. I nie kaszlę już, kiedy wciągam mroźne powietrze. Mogę w pełni cieszyć się tym ciężkim, zimnym powietrzem.

Przestałam się wstydzić swej wrażliwości i dobrego serca, bo zrozumiałam, że ostatecznie będę fair w stosunku do siebie i do ludzi, których kocham. Ostatecznie, kiedy i mi przyjdzie zmierzyć się ze śmiercią. Bo cóż piękniejszego można dać za życia komuś, kogo się kocha, aniżeli właśnie serce na dłoni?

Kilka tygodni temu stałam z Karoliną na progu ich kamienicy w listopadowy jeszcze wieczór. Ona paliła papierosa, ja jej towarzyszyłam. 
- I co, czytałaś? - zapytałam z uśmiechem. Kilka dni wcześniej wysłałam jej adres mojego bloga.
- Kurwa, Asik - oczyska zaszły jej łzami. - Jak ja czytałam o Gdańsku i Pearl Jamie i o tym, jak leżałyśmy pijane w lodowatym morzu to się poryczałam. Tak się nawspominałam. I cholera... ja nie wiedziałam, że ty jesteś tak kuźwa wrażliwa...
I przytuliła, a dym papierosowy zaczął mi wtedy jakoś dziwnie paskudnie śmierdzieć. 

Bo po mnie nie widać. Zawsze uchodzę za tą silną babkę, której to wszyscy się zwierzają. Nawet, jeśli pół dnia ryczę, to robię mocny makijaż i idę do ludzi. A potem nierzadko mażę się po alkoholu i wstyd mi. A taki wstyd, wstyd tego pęknięcia bywa dla mnie najgorszy.

Dlatego najprościej było mi przestać udawać. I tego się uczyłam, żeby było zabawniej - zupełnie nieświadomie. Uczyłam się by coś, co do tej pory mi przeszkadzało, co wadziło na drodze, stało się jakby atutem. 
I jakimś dziwnym trafem stało się. Ten rok nauczył mnie, że zawsze warto kochać. 
I nigdy, przenigdy nie wstydzić się łez.



Byłem zagubiony, a teraz się odnalazłem.
Przekroczono linię, statek osiadł na mieliźnie.
Chłopak zniknął, opłakujmy go i pozwólmy mu odejść.
Opuścił to miejsce, kiedy świtało, ale oto nadchodzi nowy dzień, nie widzisz?

W towarzystwie wilków siedzę w ciszy
Obserwujący i przerażony.
To wtedy w towarzystwie ich oczu jak płomieniejący żar
Mężczyzna, którego widzisz, został stworzony.

Byłem na dole, teraz jestem u góry.
Dobrze wiedzieć, spokój znikąd
Oh, coś jest nie tak, coś jest nie tak,
Kiedy wszystko pozostaje takie samo
Dlatego staw czoła ogniowi,
Bądź godzien swego imienia.

88 komentarzy:

  1. Wiesz, każdy z nas ma takie chwile, do których z uśmiechem wraca. Każdy z nas ma takie "czynności", które leczą obolałe serce. :* Dobrze, że Ty również masz takie "czynności".
    PS śnieg drugi dzień u mnie, a dzisiaj tak zmarzłam, że szkoda gadać ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nawet nie zdaję sobie sprawy, jakie to są "czynności" ;) Po prostu nagle poczułam, że dobrze mi dziś z tym, że jestem sama, że mogę sobie pewne sprawy przemyśleć i poukładać. To też jest bardzo potrzebne i trzeba przestać się z czasem tej samotności bać. Przynajmniej ja się staram tak do tego podejść, o ;)
      U mnie też leży cały czas, ale ja nie marznę jakoś o dziwo :D

      Usuń
    2. Czasem trudno zrozumieć jakie czynności dają nam radość.. które potrafią uleczyć zbolałe serduszko...

      Usuń
    3. Dlatego własnie trzeba ich cały czas szukać.

      Usuń
    4. To prawda... Jednakże dobrze, że Ty znalazłaś :)

      Usuń
    5. Tak naprawdę wciąż dalej szukam ;)

      Usuń
    6. Ważne , że szukasz :)

      Usuń
  2. Ta piosenka stała się... idealna, co? Nie mam lepszego określenia.
    I kurde, ze śniegiem mam tak samo. Właśnie wczoraj z kuzynką latałyśmy po jej podwórku łapiąc śnieg do buzi, a jej chłopak śmiał, że wyglądamy jak pac-man :D
    Człowiek czuje, że się zmienił a może właśnie jakoś zaakceptował w sobie pewne rzeczy. Ale to przecież też jakaś zmiana, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja ją dopiero wczoraj obczaiłam? Bo jakiś czas temu dopiero ściągnęłam sobie dyskografię Incubus, a jakoś wcześniej ich nie słuchałam. I podczas pisania przesłuchiwałam sobie albumu "If not now, when?" i tak mnie ten utwór wpadł w ucho, że się w nim zapętliłam. A później przeczytałam tekst dokładniej i... cholera, masz, jak ulał.
      Hahaha :D pac-man :D Dobre :D To ja dzisiaj poudaję pac-mana, o ile będzie padać :D
      Jasne, ta akceptacja to jest pewnego rodzaju dojrzałość ;) A dojrzałość to też zmiana i to na lepsze, tak sobie myślę :)

      Usuń
    2. No co Ty? :D Mi się zawsze podobała, ale teraz faktycznie nabrała jakiegoś większego sensu.
      Polecam też wciąganie powietrza jak płatek śniegu się zbliża :D
      To na pewno :) O ile nie jest jakaś przesadna, bo to dziecko w środku też trzeba dopuszczać do głosu przecież :)

      Usuń
    3. Poważnie :P W sumie racja... Coś mnie ukuło jak się wsłuchałam w tekst. Ale wiesz co? Coś Ci opowiem, ale to gdzieś na fb.
      Jak odkurzacz? :D
      O tym dziecku w środku to ja chyba nigdy nie zapomnę xD A raczej ono nigdy mnie nie opuści xD

      Usuń
    4. Dobra, ja przeżywam jakbym ich całe życie znała xD Dobra to wal tam czy maila czy gdzie Ci będzie wygodniej, nawet jak mnie nie będzie. A to też zawsze możesz napisać smsa, że mam wleźć czy coś :)
      Hahaha tak :D
      Też mi się tak wydaje :D Ale to dobrze, nawet bardzo :)

      Usuń
  3. Kurcze, zaskakujące jest to, ile możemy w niezwykle krótkim czasie znaleźć podobieństw w drugiej osobie. Tak czytałam o tej obecności fizycznej, o samotności... i uzmysłowiłam sobie, że mi też tak czasami brakuje długich, nocnych rozmów telefonicznych, pisania smsów z nudów, oczekiwania na kolejne spotkanie z szerokim usmiechem na ustach. A jednocześnie nie potrafię narzekać na samotność, kocham robić te swoje małe, 5-kilometrowe wyprawy do miasta, gdzie mogę spędzić czas w ulubionej bibliotece i wrócić z powrotem albo w mroku, jak teraz, albo w blasku zachodzącego słońca, lubię te swoje samotne wycieczki do nowych miejsc... świat jest pełen paradoksów czasami ;)
    Tylko z tą wrażliwością mam trochę inaczej, bo jakoś mi nieswojo płakać przy ludziach, wolę sama, leżąc w łóżku i wpatrując się w sufit czy w jakimś innym odosobnionym miejscu. Owszem, bywają "wyjątkowe" sytuacje, gdy wybucham płaczem przy kimś, ale to już serio musi byc we mnie nagromadzone w uj bólu, smutku i żalu. O, i na filmach ryczę - chyba jedyny dowód na to, że wrażliwiec ze mnie jakiś jest ;)
    I, och, gdyby tak płatki śniegu były skłonne spadać mi na język, a nie na szkła okularów - świat byłaby idealny ;P
    I jeszcze jedno... bądź sobą, moja Asiu kochana, bo, Bogowie świadkami, jesteś niesamowitą osóbką ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi brakuje jak cholera. Prawda jest w sumie taka, że raz na jakiś czas potrzebuję tej swojej bezludnej wyspy, tej odskoczni, pobycia sam na sam tak naprawdę. Ale tylko po takim właśnie chaosie, jak święta. Na co dzień lgnę do ludzi, zwłaszcza, gdy mi źle. I wtedy widzę, jak niewielu z nich ma czas. Niewielu z tych, za którymi ja bym sobie połamała nogi, gdybym się dowiedziała, że coś jest nie tak.
      Wiesz, ja zazwyczaj też płaczę w samotności. Mnie to jednak peszy, kiedy rozryczę się przy wszystkich. A dzieje się tak po alkoholu najczęściej, bo wtedy wszystkie hamulce puszczają. Na filmach też ryczę :D A najbardziej na świecie beczałam na "Uwierz w ducha" XD Ale wtedy też Papu ryczał. I od tamtej pory nie chce ze mną oglądać smutnych filmów :P
      Hahaha niedobre płatki XD
      Jestem sobą, staram się :* Choć z tą niesamowitością bym nie przesadzała też ;) :*

      Usuń
    2. Ja na nieszczęście zawsze miałam tak, że wszyscy, do których lgnęłam mieszkali daleko ode mnie, a teraz to już w ogóle "daleko" jest jednym wielkim eufemizmem. A jakoś ludzie ze szkoły... hm... dobrze czułam się w ich towarzystwie, mam na myśli czasy liceum, ale jakoś wystarczyło mi to, że mogę z nimi spotkać się w szkole, czasami na jakiejś imprezie, na które rzadko uczęszczałam, ale od czasu do czasu bywałam. Ale właśnie coś się porobiło nawet z tymi, z którymi jeszcze w Polsce non stop pisałam na gg czy facebooku. Nie mają czasu odpisać (chociaż już na lajkowanie czy zmianę statusu to why not), urywają rozmowy w trakcie i znikają na tygodnie, miesiace nawet. I mnie to boli coraz bardziej, bo ja zawsze właśnie zawsze byłam w gotowości, by pomóc, wesprzeć.
      No bo to tak... wiesz, ludzie zaczynają się pytać "Co się stało?" i wiesz, to bycie speszonym działa w dwie strony, bo też czasami nie wiadomo, co zrobić, jak ktoś przy nas łzami wybucha. A weź, ja pierwszy raz poryczałam się tak poważnie mając 10 lat na "Opowieściach z Narnii" ;D Normalnie wystarczy jakaś sentymentalna scena i mam co najmniej świeczki w oczach ;D
      Zło wcielone! *.*
      Dobra, to sobie bądź ze swoją skromnością nie-niesamowita, a dla mnie będziesz niesamowita, deal? ;* ;p

      Usuń
    3. Ano tak, teraz to Cię "wywiało" moja Droga :P Ale wiem, o czym mówisz. Tak naprawdę najlepszych ludzi poznałam przez bloga właśnie. A niewielu z nich mieszka w Poznaniu... I w sumie z tym towarzystwem ze szkoly też Cię rozumiem. Jakoś zawsze "odstawałam" od reszty, nie wiem, dlaczego, ale czułam się zawsze inna. Miałam przez to spore kompleksy, a może tak po prostu miało być. I Kochana wiesz, jak to jest, prawda? Że jak ma się za miękkie serce, to trzeba mieć twarde dupsko. Bo ludzie właśnie nie szczędzą jakoś kopniaków, mimo tej okazanej dobroci.
      Dokładnie, bo wtedy też ta druga osoba czuje się niezręcznie. Ja nigdy nie wiem, co powidzieć, to... przytulam, a jak ta druga osoba zanosi się szlochem to i mi niewiele brakuje xD Nie wiem, czy jestem dobra w pocieszaniu tak swoją drogą :D
      No bo jak na takich scenach nie beczeć :D
      No dobra, niech tam jakoś to będzie, ale ja zostaje przy swoim xD :*

      Usuń
  4. Od jakiegoś czasu zastanawiam się jaki właściwie był ten rok...nie robię bilansu zysków i strat, tak po prostu myślę wspominając różne sytuacje...i sama nie wiem, mam mętlik.
    Wiele nas łączy, wiesz? Mnie też czasami dopadają takie chwile, kiedy największą ochotę mam na bycie sam na sam...ale to tylko chwile :)
    A wrażliwość to moje drugie imię. Niektórzy uważają, że jestem aż nadto wrażliwa, że to moja wada, ale ja nie mam zamiaru z tym walczyć, taka już jestem.
    Ważne jest to, aby umieć w pełni siebie zaakceptować i świetnie, że Tobie się to udaje :*
    Bycie sobą to sztuka! :)
    Ściskam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może powinnaś to sobie jakoś uporządkować? Może niekoniecznie robić bilans zysków i strat, ale właśnie wypisać sobie miesiąc po miesiącu to, co było dobre. Bo chyba mimo wszystko na tym najlepiej się skupić.
      Wiem Kochana, wiem. Bo czasem to jest potrzebne, żeby się wydostać z tego zgiełku i szumu dosłownie ;)
      Bo nie ma sensu z tym walczyć. Taka jesteś i to też się ceni, bo wrażliwość to dobra cecha :)
      :*

      Usuń
  5. Wiesz co, Asiczku? Jak wtedy czekałam na Was w Macu, i zobaczyłam Cię idącą na przodzie, i później, jak podeszliście wszyscy... Ty naprawdę wyglądasz, wyglądałaś wtedy, tak z zewnątrz, na taką babkę że ho-ho, góry przeniesie, wszystko zrobi, taką... właśnie twardą, dzielną. Tyle, że tak może powiedzieć ktoś, kto Cię tylko przelotnie widział a nie ten, kto z Tobą rozmawiał. Bo ja wiem, że Ty właśnie taka się wydajesz, ale jesteś mega wrażliwą kobietką, która chciałaby każdemu góry przenieść, tylko żeby móc mu pomóc. :*
    A łzy... Właśnie przenigdy nie wstydzić się łez powinno się stać mottem. Bo łzy wcale nie są oznaką słabości, a nawet jeśli, to człowiek nie jest z kamienia i czasem na taką chwilę rozmowy z samym sobą każdy powinien sobie pozwolić. Bezapelacyjnie.
    I choć czasem we dwie rozdrapujemy rany zupełnie niepotrzebnie, to bardzo się cieszę że Cię znam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja chyba ogólnie takie wrażenie sprawiam. I jeszcze mi mówią, że rozśmieszam, tak, rozśmieszam, to mnie jakoś tak pociesza XD Lubię rozśmieszać ludzi, to chyba jedno z moich ulubionych zajęć :P Tylko właśnie, tak jak mówisz, w środku jest zupełnie inaczej. Jest ta wrażliwość, która bardzo rzadko pęka przy ludziach, częściej w samotności właśnie.
      Ja myślę, że to jest po prostu oznaka bycia człowiekiem. Bo duszenie wszystkiego w sobie jest po prostu toksyczne.
      Niepotrzebnie... a może właśnie potrzebnie, może właśnie, żeby wyrzucić to z siebie? Gdyby jednak zbyt wiele tego w środku nie siedziało, to może byśmy nie miały takiej potrzeby?

      Usuń
    2. No taka pocieszna jesteś, po prostu :D Ciepła osóbka, Promyczek :D
      Dlaczego inni gnębią w sobie to człowieczeństwo? Tylko maszyny nie są sklonne do posiadania uczuć.
      Kto wie, na pewno w tym sens jakiś jest... tylko, no cóż, czasem trudno go odnaleźć :)

      Usuń
    3. Może :D
      To chyba jedno z tych pytań, na które nigdy nie poznamy odpowiedzi...
      Ale we wszystkim się da ponoć ;)

      Usuń
    4. Na pewno :D
      Ludzie i ludziska:)
      Ponoć... mam nadzieję, że kiedyś ten sens odnajdę :)

      Usuń
  6. Ja tam lubię swoją wrażliwość i potrzebę samotności, chociaż czasem mam ich serdecznie dość. Mam ochotę je spakować do jakiejś walizy i wyrzucić z siebie na amen.
    A akceptacja samej siebie, swoich wad, zalet, łez, smutków i porażek- to chyba najpiękniejszy prezent jaki można sobie zrobić pod koniec roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo co za dużo to niezdrowo jednak. ;)
      Otóż to. Akceptacja w tym ostatecznym bilansie ;)

      Usuń
  7. Czasem samotność jest nam potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy potrzebuje chwili tylko dla siebie, żeby odetchnąć od wszystkiego, poukładać myśli, emocje. Trzeba spojrzeć na wszystko innym wzrokiem. Często ludzie nie doceniają tego, co mają. Dopiero różne wydarzenia uświadamiają im co jest tak naprawdę ważne.

      Usuń
    2. Dlatego właśnie cieszę się, że nauczyłam się jakoś wygospodarowywać czas tylko i wyłącznie dla siebie.

      Usuń
    3. Dobra organizacja to podstawa.

      Usuń
    4. Jakieś plany na sylwestra macie :) ?

      Usuń
  8. łzy nas oczyszczają, sprawiają że możemy iść dalej naprzód z podniesioną głową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ;) W końcu "jaki by nie był powód do łez, w końcu i tak trzeba wytrzeć nos" :)

      Usuń
    2. pretekst do oczyszczenia zatok zawsze dobry xd

      Usuń
    3. u nas przez klimę w robocie non stop chodzę z zatkanymi przegrodami ;/

      Usuń
  9. Dobrze jest moc byc soba. Zazdroszcze troche tej akceptacji siebie.. przede mna jeszcze sporo pracy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czego zazdrościć tak naprawdę. Wystarczy nad tym pracować, sama praca daje nieraz satysfakcję.

      Usuń
  10. Być sobą.Coś pięknego.Radość z bycia wrażliwym.Coś pięknego.Będę się tego od ciebie uczyć.Dzięki,że jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy ^^' Wiem przecież, że potrafisz :*

      Usuń
  11. Cóż. Udawanie siebie - nie siebie na co dzień przy ludziach to bardzo często spotykana sprawa. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ale to właśnie przez lęk. Ludzie boją się pokazać swoje prawdziwe twarze. Wolą udawać twardzieli. Największą szkodą jednak jest to, że to jest toksyczne przede wszystkim dla nich.

      Usuń
  12. Teraz też zaczęłam się zastanawiać jaki ten rok był dla mnie. Zaczął się niezbyt dobrze, ale koniec końców - chyba było dobrze. :)
    Ja sama przy ludziach płakać nie potrafię, nie chcę. Wolę uchodzić za twardzielkę, a łzy wylewać tylko nocą w poduszkę. Nie raz ktoś przykazywał mi złe wieści i patrzył głęboko w moje oczy - jakby szukając łez, wzruszenia. A ja tylko kiwnęłam głową, że rozumiem i nie dawałam po sobie nigdy poznać, jak bardzo ta wiadomość mnie przybiła. Wstydzę się łez nadal i chyba nie jestem gotowa pokazać światu, że pod tą skorupką jest ktoś inny, delikatniejszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może go sobie na swój sposób podsumujesz? :) To dobry sposób, oczyszczenie takie i wyjaśnienie często pewnych spraw przed samym sobą :)
      Wiesz, ja do tej pory zaciskam zęby. Ale jak puszczą hamulce ze łzami to już nie udaję. Po prostu wiem, że robię krzywdę tylko sobie. I może właśnie czasem trzeba tę delikatność pokazać. Bo zauważyłam, że kiedy przychodzi co, do czego, to widzę, że jestem zasypana problemami innych ludzi, którzy wiedzą, że wysłucham, że przyjmę na klatę. Ale mam też swoje złe wilki, demony jakieś... A ich nie widać przez tę maskę, którą zakładam.

      Usuń
    2. Właśnie o tym myślę. Jednak zrobię to po nowym roku, jak ten obecny już się zupełnie zakończy. :)
      Zdarzają się chwile, gdy na prawdę nie mogę pohamować łez, ale NA SZCZĘŚCIE jestem wtedy sama. Nie wiem jak zareagowaliby ludzie, którzy nie znają mnie od tej strony, gdybym nagle rozpłakała się przed nimi. Ale tu nawet nie chodzi do końca o nich, tylko o takie moje obnażenie się - hej, jednak nie jestem taka silna jak Wam wszystkim próbuję udowodnić! . Także jak już pisałam, jeszcze nie teraz...

      Usuń
    3. O, też można w sumie :) Chociaż ja z kolei zawsze miałam tak, że jak nowy rok się zaczynał, to już starego nie chciałam podsumowywać. Nie chciałam oglądać się za siebie. Dlatego właśnie chciałam zdążyć przed końcem, o ;)
      To dobrze, że te chwilę się tak hmm... wstrzeliwują w odpowiedni moment, że tak to ujmę ;) A ludzie, zauważyłam, reagują normalnie całkiem. Właśnie chyba, cholera w końcu po ludzku, wiesz? I to mnie jakoś tak zdziwiło. Nawet nie wtedy, kiedy płakałam, bo jednak na szczęście płaczę przy ludziach w miarę rzadko, ale czasem po prostu lapię się na tym, że ostatnio... lubię powiedzieć, nawet obcej osobie w skrócie, co mi leży na sercu czasem.

      Usuń
  13. Uważam, że płacz jest wręcz wskazany, daje ujście emocjom - przynajmniej mi. Lubię jednak robić to w samotności. czasami podczas wspominania pięknych wydarzeń serce zaczyna boleć, że dana sytuacja nigdy się już nie powtórzy, a na pewno nie w takich samych okolicznościach.
    Życzę Tobie wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy przypominam sobie o takich dobrych chwilach właśnie, to wtedy staram się nie płakać. Wciąż się uczę, bo wiadomo, że człowiek tęskni przede wszystkim i że jest to trudne. Ale ostatecznie uczę się jakoś tej no... wdzięczności :)
      Dziękuję i wzajemnie :)

      Usuń
  14. O rety...widzisz, ja na złość sobie nie dzwoniłam do nikogo podczas nocy, chociaż wiedziałam, że mogę. Ty z kolei mówisz, że nie masz do kogo ale...jak się otworzy szerzej oczy, to się widzi, że można. Jest wielu takich ludzi w każdym życiu. Nawet do mnie możesz, o. Może do twojego City nie dojadę, bo auta nie mamy obecnie ani nic, ale pogadać zawsze można:) Wiadomo o co chodzi.
    Bo ostatecznie, właśnie, jak było u mnie, wychodzi na to, że nie jesteśmy nigdy sami. Tylko nieraz odmrażamy sobie na złość tak naprawdę uszy :D Wiesz o co mi chodzi? Wszystkie rzeczy, złe, kumulują się w nas nieraz, wydaje się inaczej, niż jest naprawdę. A potem wychodzi inaczej, jak przyjdzie co do czego...
    A i samemu nieraz być trzeba, bo przecież, wszystkie sprawy, dobre i złe, ostatecznie rozwiązjemy w sobie. Możemy gadać, przytulać się, przerzucać nawet swoje zmartwienia na innych...ale to nic nie da, jeśli nie rozwiążemy swoich spraw, w swoim wnętrzu właśnie. To tam tkwią wszystkie odpowiedzi i tam szukać, będąc samemu, musimy:)
    I rety..znam ten wstyd. Ale ostatecznie wychodzi na to, że właśnie wrażliwości, nawet pewnego pękania nie ma się co wstydzić. Bo to mówi o największej przecież sile.
    Więc chyba...ważniejszej nauki już nie ma:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wy nie macie auta, a ja kasy na miesięczny i ubolewam, ze muszę na tym zadupiu siedzieć xD I wiem, wiem, że do Ciebie. Tak naprawdę mogłabym jeszcze do paru osób i może też sobie wlaśnie "odmrażałam uszy", ale cholera, tu nawet nie o dzwonienie chodzi. Mi zabrakło tej fizycznej obecności nagle. Właśnie wtedy, w listopadzie nagle zaczęłam wydzwaniać do chłopaków, który wyjdzie na fajkę. I pamiętam, jak M. się smiał, ale wyszedł ostatecznie ze mną, kupiliśmy po piwie i poszliśmy w plener, na takie nasze wronieckie zadupie (tam, gdzie się pociągi wypierdalają, ale mniejsza xD). I nagle się okazało, że jak zaczęłam mu o tym wszystkim opowiadać, palić ćmika za ćmikiem, że łzy mnie naszły, a ja nawet nie wiedziałam, czemu akurat jemu o tym mówię. Zwłaszcza kiedy powiedział "Nie wiem co ci powiedzieć, serio, nie wiedziałem, że się zmagasz z takimi rzeczami." Bo i skąd ludzie mają wiedzieć, jak ja to wszystko duszę, a potem, kiedy się przelewa, nagle szukam w panice... I nagle było mi głupio. Bo oni widzą mnie jako taką twardą kobitkę, co i wódki się z nimi napije i przeklnie, a jednak nie widzą tej wrażliwości... więc jakoś właśnie, trzeba było nagle przestać udawać.

      Dlatego też dobrze mi ta samotnia zrobiła. Bo jakoś łatwiej było mi poszukać odpowiedzi w sobie, niż znów szukać tej fizycznej obecności i znów poczuć zawód. Tak jakoś jest mi ciężej, od kiedy nasza paczka się tu rozpadła.
      I to w sumie też prawda. I jakoś lepiej mi, że się i z tym ogarnęłam ;)

      Usuń
    2. Ale teraz nie ma, potem będzie. Zresztą, na pociąg mnie jeszcze stać z kolei jeszcze chyba. Ile kosztuje do ciebie normalny w ogóle?:D
      Właśnie, tak jak mówiłam u siebie chyba ( nie wiem co powtarzam, a co nie, ale chuj, nie szkodzi chyba :D) nieraz na siłę szukamy tego złego i...po co? I fakt, nieraz to tak dosłownie, fizycznie człowieka potrzeba ale...to i tak jest tylko środek doraźny, na chwilę przecież. Bez niego nieraz też się układa, tylko inaczej czasem, troszkę wolniej, ale przecież to nie szkodzi.
      Wypierdalają? Jak to?
      I wiesz...nie chodzi właśnie nieraz o to, komu mówimy, czy ktoś wie co powiedzieć...ale że posłucha. Sama się o tym znowu przekonałam przecież, na dniach. Słowa, które można wyrzucić, potoki, których nie zatamujesz. Ale właśnie powinny mieć nieraz jakiś oddżwięk...tylko w życiu nie zawsze mamy, co chcemy. Ale i tak się ułoży i tak ( patrz wyżej :D ja dzisiaj plączę jak cholera, pewnie przez gorączkę).
      I skąd mają wiedzieć, no właśnie. Dlatego, ściągać maski trzeba, choć, nie przeczę też, że te nieraz...chronią nas samych.

      I to na pewno. Miałam tak swojego czasu jak mi sporo ludzi z Poznania pouciekało w ostatnich latach ale...jedni odchodzą, drudzy przychodzą. Trzeba patrzeć do przodu, nie na to, co było:)

      I to najważniejsze:)

      Usuń
    3. Normalny? Jakieś 13 zł w jedną stronę xD Dlatego Patryk zawsze ubolewa, jak go ciągnę do Poznania :D A niby tylko 50 km...
      Spoko, możemy powtarzać, najwyżej się utrwali, o xD Właśnie, wolniej. Może cholera, zachłanna jestem :P Ale czasem po prostu brakuje mi tej obecności. Jest po prostu jak chęć zapalenia ćmika, o. Na teraz, zaraz. Żeby chociaż po ludzku się przytulić. A głupie przytulenie potrafi mi dać zapas sił na naprawdę długo.
      No wykolejają się xD Cała Polska swego czasu lała z tego, że praktycznie dokładnie rok, po roku, w lipcu w dokładnie tym samym miejscu wykoleił się pociąg. Całe szczęście "tylko" towarowy... Ale te miejsce w ogóle jest jakieś dziwne. Właśnie jak tam staliśmy z M., to podbił do nas jakiś dziwny koleś, mówiąc że w tym miejscu czyhają złe duchy, bo tyle złego się tu dzieje i że mamy uważać. xD
      Otóż to. A mi właśnie wtedy chyba bardzo zwykłego wysłuchania było trzeba. I też to mu mówiłam, kiedy powiedział te swoje "nie wiem, co mam ci cholera powiedzieć." "Wystarczy, że sluchasz, że mam się komu wygadać." I tutaj też ta fizyczna obecność cholernie mi pomogła.
      I spoko, nie plączesz, na razie udaje mi się połapać :D
      Ano chronią, nie da się ukryć. Choć nie na dluższą metę zdecydowanie...

      Staram się tak patrzeć na to właśńie, tylko u nas i z tym przychodzeniem jakiś zastój, cholera...

      :)

      Usuń
    4. No ja do Rakoniewic płacę 15.30 zł, za 60 km więc cóż...pkp to zdzieracz, nie od dziś. Ale jeszcze te 26 zł ( bo muszę i wrócić, nie?:D) w razie czego mogę przeboleć :D
      W sumie, fakt. Powtarzane tak łatwo nie zginie :D No to ja jednak aż tak już, zaraz, natychmiast nie mam bo właśnie no...nauczyłam się nieraz czekać. Chyba że naprawdę dostaję już jakiejś historii. I umiejętność czekania cóż, można wyćwiczyć ale wiadomo....jak naprawdę, naprawdę trzeba to nieraz i żadne czekanie nie pomaga. Ale dobrze, że taka prosta rzecz chociaż bateryjki ci ładuje na długo.
      A, to u was się wykolejają, u nas na trasie do Środy Wielkopolskiej, jak tam mieszkaliśmy i dojeżdżaliśmy z Wojtkiem swojego czasu, to co najmniej raz w miesiącu mieliśmy...samobójcę. To u was jakieś fatum wykolejnania, u nas było skakania na tory. A to też nie za fajne, nawet nie dla samobójcy ale no...czekasz potem na prokuraturę, oględziny...i stoisz w polu 4-5 godzin dodatkowo....
      I wiesz, dziwny bo dziwny koleś, ale takie miejsca są :P I je wyczuć idzie. I można je też oczyścić, o :D Ze złej energii znaczy.
      Dokładnie, bo mówić nieraz nic nie trzeba. Ważne, że ktoś jest i masz tą świadomość, że chociaż przez chwilę przemyka i jakoś no...zwraca uwagę na to, że ci źle. Obecność i tyle.
      To tyle dobrze :D Bo nadal mogę plątać, bo do tej pory mi nie minęło, przeczuwam fajnie smarkającego Sylwestra :D Dobrze, że u nas w chacie :D
      Nic w sumie nie chroni wiecznie:) Wszystko to środki doraźne.

      Ale wy się niedługo wyprowadzacie to wiesz, będzie świeży powiew że tak powiem. Też i ludzi pewnie:)

      Usuń
    5. Ano zdzieracz i to jak cholera. Ano w sumie razem 26 zł xD Ale w zamian mogę zapewnić Ci pyszną herbatę, albo coś mocniejszego, o :D
      Otóż to ^^
      Ach te czekanie, złota umiejętność. Nauczyć się da, jasne. Tylko też wydaje mi się, że wszystko od człowieka zależy. Jeden będzie cierpliwie się uczył czekania, drugiemu cierpliwości zabraknie. Mi chyba brakuje jej niestety.
      A to wiesz, że tam, gdzie te pociągi się wykolejają u nas, to też dwa razy się ktoś pod pociąg rzucił w ostatnich latach? Po prostu jakieś przeklęte miejsce. I ten kolo zaczął nam opowiadać właśnie o jakimś starym cmentarzysku, czy coś, a tam było ciemno, jak w dupie, a my posrani ze strachu w pewnym momencie xD Ano te stanie przez samobójce to właśnie też kolorowe nie jest. A najgorzej, jak to się zimą jeszcze trafi :/
      Otóż to, czasem nic więcej nie trzeba ;)
      Mimo wszystko mam nadzieję, że jakoś wydobrzejecie do jutra :P
      Ano właśnie.

      I mam nadzieję, że wylądujemy w Poznaniu, naprawdę.

      Usuń
  15. Bo Ty niesamowita kobieta jesteś ;D Kochany Asik wrażliwiec :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Pozory mogą mylić ;p Myślę, że ja też nie wyglądam na kogoś, kto pisze internetowy dziennik ;p
    Kurde, czemu te choroby wszystkich wokół dopadły teraz? :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak wygląda ktoś, kto pisze internetowy dziennik? :D
      Ano bo święta, sylwester, wiesz, złośliwość losu xD

      Usuń
    2. Wyobrażam sobie taką osobę jak osobę o ciekawej osobowości ;) Ja siebie za taką nie uważam ;)
      Oj złośliwość, mnie też coś zaczyna brać ;)

      Usuń
    3. Oj tam, dlaczegóż to nie? ;)
      To się kuruj!

      Usuń
    4. Bo jestem zwykłym, szarym człowiekiem, który niczym ciekawym się nie zajmuje :P
      Gardło właśnie daje mi się we znaki, mam tylko nadzieję, że to zapowiedź przeziebienia a nie anginy :/

      Usuń
  17. U mnie też znienacka napadało :) kurde, ja ze słuchawkami nie potrafię chodzić, mam wrażenie że coś mnie omija, nie lubię nie skupiać się na otoczeniu. Dziwne, nie?
    Fajnie tak pokazać komuś cząstkę siebie, którą się wcześniej ukrywało. I dobrze, jak ten ktoś to docenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego znów dziwne? ;) U mnie w sumie to od dnia zależy. Czasem nie wyobrażam sobie spaceru bez słuchawek, a czasem rzucam je w kąt, dokładnie z tego samego powodu, co Ty ;)
      Zauważyłam, że ludzie mimo wszystko doceniają. A może po prostu zaczynają zachowywać się... ludzko.

      Usuń
  18. To jest naszym przekleństwem, co sami sobie przekleństwem uczynimy. A niczego nie warto, bo przecież wszystko ma swoje plusy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Twój blog, Twoje pisanie, Ty - to tak cholernie wzrusza. Nawet Cię nie znam. Na Twojego bloga trafiłam dopiero jakoś w listopadzie, jak nie było uroczo, słodko, jak wszystko Ci się waliło, a teraz? Teraz zaczynam się przywiązywać i przeżywać wszystko z Tobą. I momentami zazdroszczę Ci, tak, jeden z grzechów głównych to zazdrość, ale może nie trafię za to do piekła, że masz takie fajne życie, pełne ciepła. Taak, chyba to jest najpiękniejsze.
    Co ciekawe, ja nie pomyślałam, że w rzeczywistości możesz być taką twardą babką, za jaką Cię biorą. Dla mnie jesteś Asikiem z tego bloga, cholernie wrażliwą kobietką, z sercem, które wzrusza innych. I tylko taki obraz mi się jawił.
    + bądźmy dziećmi. To jest w nas najpiękniejsze. Bo małe dzieci nie znają złego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, ale tu nie ma co zazdrościć, naprawdę :) I ja będę to do usranej śmierci powtarzać, że tak z buta powiem. :P Bo najprostszym sposobem do uzyskania ciepła w codzienności jest uśmiech właśnie. A o niego jest bardzo łatwo i jeśli ktoś przeczy, to uznaję, że po prostu mu się nie chce. A właśnie - trafiłaś do mnie jakoś w listopadzie, widziałaś, jak było, a bywało momentami skrajnie źle. Jednak mimo wszystko nie wyobrażałam sobie nie uśmiechnąć się. Dla siebie, dla kogoś, kto tego uśmiechu bardziej by sobie życzył, aniżeli łez.
      Ano jestem :D I przywalić nawet umiem, jak trzeba xD I to facetowi xD
      I śmieją się mimo zbitego kolana :)

      Usuń
  20. Czasem brakuje mi tego, aby też dalej czuć śnieg jako coś miłego. Zdarzy mi się. Gdy idę i czuję chrzęst śniegu pod trampkami albo zupełnie odruchowo zbiorę trochę śniegu z płotu, napiszę coś na samochodzie, który jest blisko. Ale taka radość z śniegu szybko mija. Przykre wspomnienia z śniegiem czasem potrafią zniszczyć każdą, nawet najlepszą zabawę ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo niestety, jeśli z czymś wiąże się złe wspomnienie, to potrafi ono szybko zabić tę radość, która nagle się pojawia :(

      Usuń
    2. Szkoda, co? Chciałbym czasem zamknąć te złe wspomnienia w jakimś słoiczku, postawić na biurku, niech sobie tam będą, ale na czas śniegu i zimy nie chcę o was pamiętać. Wtedy można by czerpać radość z takiej prostej, prozaicznej rzeczy bez przeszkód.

      Usuń
    3. Ale wiesz... wtedy z kolei chyba byłoby nam za słodko. I ostatecznie też byłoby źle.

      Usuń
  21. Trzeba mieć odwagę, żeby być sobą :) Też łapałam płatki śniegu na język! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i odwagę :) Zauważyłam właśnie, że sporo ludzi tak robi ^^

      Usuń
  22. Każdy ma jakiś swój poziom wrażliwości. Każdy może pokazać coś co pochodzi z serca. Ta samotnosc? Każdy jest tak naprawdę samotny w tłumie bezimiennych twarz.
    pozdrawiam/ wszystkochcenie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy też z której strony patrzymy na samotność. Jak napisałaś, każdy ma swój poziom wrażliwości, a ja może jeszcze dodam, że każdy ma swój wymiar samotności, o.

      Usuń
  23. Weź... 4 lata temu to wcale nie tak dawno. Nigdy tak nie łapałam płatków śniegu, a na sankach byłam ostatnio jakieś 4 lub 5 lat temu :((
    I wiesz co? Bardzo często ludzie widzą w nas tylko to, co chcą widzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w sumie dawno, czy nie? xD
      Zgadza się. Albo też widzą tyle, na ile im pozwalamy.

      Usuń
    2. Weź, bo mnie motasz XD Nie tak dawno! Ale tylko mówię, że ostatnio mniej więcej w tamtym okresie byłam na sankach i tęskni mi się za tym XD
      Masz rację - też prawda. Ale obie te rzeczy są w pewien sposób "złe" ;|

      Usuń
  24. Cholernie Ci teraz zazdroszczę jednego. Przez ten post przebija tak ogromny spokój. Nie wiem, czy dobre wrażenie, ale po prostu - pozazdrościłam harmonii. Może pewnie jakby u mnie był ten spokój, to ja bym go wyganiała i żałowałabym, że kiedyś go chciałam, ale ta harmonia, spokój dałyby mi bezpieczeństwo. Najlepsze uczucie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja czasami mam tak, że jak za długo przebywam z ludźmi to muszę raz na jakiś czas kilka dni spędzić w samotności, bo bez tego się duszę. Masz rację, czuć się, a być samotnym to dwie inne rzeczy, czasami człowiek nie wie co tak naprawdę czuje albo posiada.
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  26. nie lubię, jak wspominam coś tak miłego, a ktoś nie pamięta :D
    bardzo dobrze, że oceniasz ten rok i swoją przemianę jako udane. życzę Ci samych sukcesów w nadchodzącym roku :) ściskam

    OdpowiedzUsuń
  27. Samotność też jest potrzebna nieraz, zwłaszcza, gdy ciągle lgnie się do ludzi. To działa w drugą stronę, człowieka wolącego samotność czasem ciągnie do drugiego człowieka, do spotkania, rozmowy. Takie wyciszenie jest... dobre, po prostu.
    A Twoje dobre serducho... ja zawsze uważałam, że to nie jest żadne przekleństwo, mimo wszystko. Bo czasem wydaje się, że nie warto być dobrym, wydaje się tak, gdy ktoś nas zrani w to serducho, ale... dobro zawsze wraca, taka karma. I ta Twoja dobroć, wielkie, wspaniałe serce jest jedną z najpiękniejszych zalet, które masz :) :*

    OdpowiedzUsuń