piątek, 3 października 2014

Czasem warto otworzyć oczy

Środowe popołudnie. Październikowe. Stałam na pętli na Ogrodach i czekając na osiemnastkę przyglądałam się ludziom spieszącym w różnych kierunkach. Uśmiechnęłam się do siebie. To chyba ja powinnam teraz się spieszyć... - rzekłam do siebie w myślach. Ale jakiś czas temu przestałam przejmować się rzeczami, na które nie mam wpływu. Jeśli osiemnastka podjedzie, to zdążę na pociąg. Jeśli przyjedzie dziesięć minut później, pojadę następnym. Przynajmniej będą miejsca siedzące, a ja zdążę sobie jeszcze kupić gorącą kawę do pociągu. Zamknęłam oczy i wciągnęłam mocno do płuc wilgotne, jesienne powietrze, a moją twarz rosił delikatny deszcz. Ach, jak ja tęskniłam za Poznaniem. Jak ja tęskniłam za Jeżycami... Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo.

Nagle poczułam, jak mój węch gryzie zapach papierosa. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Po mojej lewej stronie stała dziewczyna. Ładna, blondyneczka, o delikatnych rysach. Drobniutka i niższa ode mnie. Katowała swoje płuca dymem papierosowym. I w pewnym momencie zrobiło mi się jej żal, bo zobaczyłam w niej siebie - nie tak dawnego palacza. Przypomniało mi się, jak co przerwę w zajęciach wybiegałam na zewnątrz, na papierosa. Lubiłam palić od strony ulicy Dąbrowskiego, bo stamtąd mogłam obserwować ludzi. Tak, jak tej deszczowej środy, gdy przyglądałam się blondyneczce. I zawsze wychodziłam na papierosa z Olką, która właściwie nauczyła mnie palić i z Rudą, która prawie nigdy nie miała przy sobie paczki, ale zawsze brała papierosa od którejś z nas, mówiąc za każdym razem: Kurde, a skuszę się, sorry, znowu was oszwabiam z fajek, następnym razem ja kupię.

Zatęskniłam za tymi moimi dwoma wariatkami. Do Rudej, do Lubonia nie mam jeszcze tak daleko, ale Olka mieszka w Kaliszu, a ja nawet nie zdążyłam z nimi porządnie się upić, kiedy obroniłyśmy inżyniera. Mój Boże, a to było  lutym. Czas pędzi nieubłaganie. I  pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu spędzałam z nimi całe dnie na uczelni, albo nad Rusałką, lub właśnie na papierochu, siedząc na schodach od strony Dąbrowskiego i narzekając na facetów i wykładowców, lub śmiejąc się do łez. Nieraz dosiadał się do nas Dziedziu i żydził fajkę, a później namawiał mnie, bym pojechała do jego ekipy na wieczorne jam session. Kimniesz się garażu, a jutro pójdziemy na zajęcia! - mówił. A ja nigdy nie pojechałam, bo przecież zawsze spieszyłam się na pociąg.

Teraz rozpoczęłam piąty rok studiów. Ostatni. Nikt nie wyciągał mnie na papierosa od strony Dąbrowskiego. Bo ja już nie palę, nie licząc lekkich grzechów imprezowych, kiedy to nawet nie mogę dokończyć fajki, a nawet, gdybym paliła, pewnie robiłabym to w samotności. Dawniej wyczekiwałam października, bo tęskniłam za moimi Łosiami. Zawsze witaliśmy się rzuceniem się sobie w ramiona, a że ja przylepa jestem i przytulać się uwielbiam, z każdym jesiennym powrotem wyprzytulałam pół roku. Jednak w ten poniedziałek, wejście na uczelnię było niczym zderzenie ze szklaną szybą. Nie miałam ochoty przytulać nikogo. I znów przyszła mi do głowy myśl, że nie tego chcę, że wolałabym być gdzie indziej, że wszystko, tylko nie to i wszystko, tylko nie oni.

Ale nie wolno mi było rozczulać się. Nie zmienię tych ludzi, ale mogę zmienić siebie. Mogę uczyć się hamować moją wrażliwość, uodpornić się na chamstwo, ale nie stanę się zimna, jak oni. Już wolę być tam czerwonowłosą o bladej, poważnej buzi, która w kulminacyjnych momentach zamyka oczy i myśli: "tylko oddychaj", a jednak przytuli i pomoże, kiedy ktoś będzie mnie potrzebował. 

Bo ja lubię być dla kogoś dobrą duszą, promyczkiem rozświetlającym mrok, dobrym sercem, które przytuli. Czasem przez to cierpię, ale lubię to mimo cierpienia, nawet, jeśli to brzmi masochistycznie. Lubię to w sobie.

I wtedy miałam ochotę przytulić tę drobną blondyneczkę, w której oczach zasiany był lęk. Ale zmierzyła mnie już wzrokiem, kiedy próbowałam się do niej po prostu uśmiechnąć, a gdybym spróbowała do niej podejść, pewnie uznałaby mnie za dziwną. 

Pozostałam więc na swoim miejscu, nadal pozwalając zraszać się październikowemu deszczowi.

- Asik, czekasz na osiemnastkę? Jedziesz na pociąg? - zapytała Marta, która pojawiła się tam zupełnie niespodzianie, wybijając mnie nieco z tego mojego melancholijnego rytmu. Jedna z tych dobrych dusz, które zostały jeszcze na tej uczelni. 
Uśmiechnęłam się.
- Ano jadę, jadę, tylko chyba nie zdążę na ten o siedemnastej, będę musiała pojechać kolejnym. Ale to może...
- Kawa albo żarcie? - czytała w moich myślach. - Mogę ci potowarzyszyć? Bo nudzi mi się, a w domu jest ojciec i wiesz... niespecjalnie chce mi się wracać.

Dobrze było mieć ją obok. To była pierwsza osoba, z którą udało mi się nawiązać taki dobry kontakt na uczelni. To jedna z tych osób, z którą można płakać ze śmiechu, że rozlało się kawę na uczelnianym korytarzu, a plastikowy kubek nadal niemiłosiernie parzy w palce. Nie zawsze się dogadywałyśmy, nieraz milczałyśmy, ale myślę dzisiaj, że nawet to milczenie było nam potrzebne. Bo Marta to dziewczyna po przejściach, jakby nie patrzeć. Lubiłam z nią rozmawiać, pomagać jej, ale pewnego dnia po prostu zagubiłam się między jej życiem, a swoim, mając wrażenie, że ona nie chce dać sobie pomóc. Egoistycznie uciekłam, mówiąc, że nie dam rady, że nie rozwiążę jej problemów za nią, bo zagłębiałam się w nie tak mocno, że o mało zapomniałam o własnym życiu, o własnym związku i o własnych przyjaciołach. Ona z kolei nie do końca przyjmowała do wiadomości, że ja poza uczelnią mam jednak swoje życie, do którego wracam, kiedy zamykają się drzwi od pociągu. Wtedy niemiłosiernie znikałam, zostawiałam ją samą, obwiniałam się o to, ale przecież nie miałam innego wyjścia. Musiałam wracać. To był właśnie ten ból masochistycznie dobrego serca. Czasem aż za dobrego.

Ale dziś jest już dobrze. I nawet jeden z projektów będziemy robić razem. Czekając na mój pociąg siedziałyśmy na dworcu wcinając fast foody i pijąc pyszną kawę.

- No to opowiadaj, mamy godzinę czasu! - rzuciłam, zabierając się za frytki. Spędzenie prawie całego dnia o jednej bułce nie było rozsądne, ale tam brakowało mi czasu na rozmowę z ludźmi, a co dopiero na jedzenie. Chyba szybko zrzucę te pięć kilo, które nadrobiłam w wakacje.

No to zaczęła opowiadać o tym, co robiła przez te ponad trzy miesiące, odkąd ostatni raz się widziałyśmy. Mówiła o pobycie w Holandii, o swoim dużo starszym facecie, do którego uczucie może nie do końca jest rozsądne, ale ja jej za to nie potępiam. Potrafię zrozumieć. Tym bardziej, kiedy opowiada, że on o nią tak dba i daje jej tyle ciepła. Mało tego ciepła od życia dostała - myślałam, patrząc jej w oczy. Nie ma się co dziwić, że szuka go w ten sposób. Mówiła o swoim buddyzmie, a ja słuchałam ją z zainteresowaniem. O Portugalczyku, którego poznała w pracy w Holandii, a który okazał się strasznie upierdliwy. Nie przerywałam. Widziałam, jak bardzo chce mi to opowiedzieć. Uśmiechałam się tylko pod nosem.

Gdy skończyła, ja opowiedziałam jej o moich wakacjach. Mówiłam o koncercie Pearl Jamu, o tym, jak ochroniarz przerzucał mnie przez barierkę, jak pijane od whiskey z Karoliną wparowałyśmy w nocy do morza w Gdańsku śmiejąc się z "małych" fal, które mimo wszystko powaliły Karolinę na dupsko. Opowiadałam jej o wyjeździe nad morze z Patrykiem i o zagubionym chłopcu, który szukał u nas pomocy. Opowiadałam jej o Woodstocku i mówiłam, że muszę ją tam zabrać. O tej atmosferze, jaka tam panuje, o ludziach, o muzyce. O tym, jak tłum zaniósł mnie na fali podczas koncertu Jelonka pod samą scenę, bo powiedziałam tylko, że nie mam siły się przeciskać do przodu. Opowiadałam jej o zaręczynach, o tym naszym szczęściu. I o LuxFeście, na którym byłam w niedzielę i który nie do końca wyglądał tak, jak chciałam, aby wyglądał.

- Wiesz co Asik... - powiedziała Marta, kiedy skończyłam snuć swoje wakacyjno-rock'n'rollowe opowieści. - Zmieniłaś się.
Zaśmiałam się pod nosem.
- No co ty... - odpowiedziałam i zerkając na zegarek uświadomiłam sobie, że muszę zacząć się pakować, bo spóźnienie się na kolejny pociąg sprawiłoby, że zlądowałabym w domu po dwudziestej, a tego nie chciałam.
- Mówię poważnie. Ach, jak ja sobie przypomnę ciebie na pierwszym roku... 
Wzięłam torbę na kolana i spojrzałam na nią.
- Byłaś straszną marudą, wiesz? - kontynuowała. - Na wszystko narzekałaś. A bo pogoda kiepska, a bo musisz jechać na pociąg, a bo trzeba zrobić projekt, a bo masz odrosty, a bo jesteś zmęczona, a bo Patryk krzywo spojrzał... Nawet nie wiesz, jak wtedy zazdrościłam ci twojego życia. Fajnego faceta, świetnych przyjaciół...
Zrobiło mi się głupio.
- A teraz... Teraz jesteś osobą od której można się uczyć radości z każdego dnia. Bije od ciebie takie ciepło, wiesz? Bo jesteś szczęśliwa, doceniasz to i umiesz to kurcze... przekazać. Dlatego fajnie jest spędzić z tobą trochę czasu.

Nie byłam jej w stanie odpowiedzieć na to ani słowa, a że musiałam biec na pociąg, zdążyłam ją tylko wyściskać i uśmiechnąć się do niej najszczerzej, jak potrafiłam. 

Nie mam już tu, na studiach swojej paczki, jest mi tu trudniej, niż kiedykolwiek, bo czasem, kiedy nie mam Marty obok - a jesteśmy w różnych blokach - nie mam z kim po ludzku pogadać. Czuję się tu czasem obca, czuję, że straciłam coś, ale jestem pewna, że zyskałam dużo więcej.

Bo nauczyłam się czerpać radość z każdego dnia, nie przejmować się rzeczami, na które nie mam wpływu. I zrozumiałam, jak ogromną siłę mają dobre wspomnienia, które rozpalają w sercu prawdziwy ogień. Takie marudzenie i narzekanie jest ludzkie, szczególnie teraz, kiedy jesienna aura daje ku temu mnóstwo powodów. 

Ale czasem warto otworzyć oczy, zaciągnąć się tym jesiennym, mokrym od mżawki i mgły powietrzem i powiedzieć sobie w duchu: kocham cię życie. 

Naprawdę warto.


113 komentarzy:

  1. Warto Asik! oj warto! mój dzisiejszy wpis na blogu mogłabym załączyć tu do Ciebie ;*
    przyjemnego weekendu :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz zajrzę do Ciebie! :)
      Dziękuję i wzaemnie :) Oby była ładna pogoda ^^

      Usuń
  2. Ja także staram się nie narzekać tyle i podobnie jak Ty cieszyć się życiem. I naprawdę zaczęłam je doceniać, nawet chłodne powietrze zwiastujące zbliżającą się zimę. Przypomina mi ono dzieciństwo.
    Podziwiam za silną wolę jeśli chodzi o rzucenie palenia. Muszę jednak pochwalić się, że ja nawet nie znam smaku papierosa. Boję się uzależnienia, bo moja wola do silnych nie należy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te chłodne powietrze też da się polubic, chociaż fakt faktem - aura czasem nie sprzyja. Ale my możemy czuć się dobrze mimo niej, prawda?
      No to ja Tobie mogę pogratulować! :) U mnie wygrała ciekawość i chęć "zaszpanowania" - Boże, jakie to było głupie. A później okazało się, jaki to jest potworny nałóg. Teraz i owszem, zdarzają się grzeszki, ale nie mam już tej potrzeby posiadania całej paczki. W ogóle nie liczę już, że "oj, nie palę już tydzien!" Bo nie pale wcale :) A jeśli już, to tylko do piwa :)

      Usuń
    2. Myślę, że by rzucić palenie potrzeba wiele samozaparcia, tym bardziej więc gratuluję:) Wydaje mi się, że w moim przypadku trudno byłoby porzucić ten nałóg, dlatego wolę nie rozpoczynać choć rozumiem palaczy i chęć odstresowania się w ten sposób;)

      Usuń
    3. I to jest właśnie takie hmm... zdrowe podejście :) Tym bardziej, jeśli znasz siebie i wiesz, że trudno byłoby się pozbyć nałogu. :)

      Usuń
  3. Ja też w ciągu ostatnich dwóch lat sporo się zmieniłam. Też na wszystko narzekałam, marudziłam i teraz też czasami mi się to zdarza, bo to normalne, ale mimo wszystko staram się cieszyć z tych drobnych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wszyscy się zmieniamy :) I właśnie - jest to normalne, ale... czasem mamy skłonności do przesadzania i sami siebie niepotrzebnie dołujemy.

      Usuń
  4. Przydała Ci się rozmowa z Martą, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne :) Na pewno o wiele bardziej, aniżeli samotne gapienie się na ludzi.

      Usuń
    2. I coś dzięki niej zrozumiałaś. ;)

      Usuń
    3. Dzięki Ludziom, każdego dnia zaczynam rozumieć coś innego :)

      Usuń
  5. Czytając tę notkę, zdałam sobie sprawę, że byłam taką Martą swojego roku, ale nikt nie wyciągnął do mnie ręki. Osobę podobną do Ciebie chyba bym ozłociła. Dla mnie zawsze byłaś optymistką, od początku blogowania emanowałaś dobrą energią. Cieszę się, że w Twoim prawdziwym świecie również to doceniają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Papużka :) (mogę tak do Ciebie mówić? :)) Bo ja mam w sobie tej pozytywnej energii dużo i bardzo, ale to bardzo chciałabym Wam ją w jakiś sposób przekazać. Czasem myślę sobie, że chciałabym wziąć na siebie choć część problemów ludzi, których kocham, albo lubię, żeby im ulżyć. Bo to wszystko wydaje mi się takie niesprawiedliwe.

      Usuń
    2. Jasne, będzie mi miło :)
      Też ją kiedyś miałam, ale stopniowo się ulatniała, a teraz...? Chyba w śladowych ilościach istnieje. Aż mi głupio, że mogę tylko brać od takich dobrych dusz jak Ty, ale miejmy nadzieję, że kiedyś i to się zmieni :)

      Usuń
    3. To dobrze Papużko :D :*
      Wiesz, ja sobie myślę, że nie powinniśmy mieć w takich chwilach wyrzutów sumienia. Bo role czasem się odwracają... i cóż, jak to mówią "dziś ja pomogę Tobie, jutro Ty mi." Tak samo można się odnieść do malowania uśmiechu na czyjejś twarzy :)

      Usuń
    4. Tylko u siebie tej zamiany nie zaobserwowałam już od dawna, a kiedyś było zupełnie odwrotnie. Trochę to niepokojące..

      Usuń
    5. Widocznie tak musi być i ta chwila chce potrwać dłużej. Ale wierzę, że i u Ciebie ta rola się odwróci ;)

      Usuń
  6. jakie to banalne- uszczęśliwiając siebie i akceptując swoje słabości a jednocześnie dbając o swoje szczęście, uszczęśliwiamy tych, którzy z nami przebywają.....piękna sprawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uhm... piękna sprawa :) Czasem zbyt uparcie szukamy sobie problemów :)

      Usuń
  7. Oj Asik, Asik jak Twoje słowa do mnie przemawiają...
    Ja przeszłam ogromną metamorfozę po urodzeniu Młodej, zmieniłam się całkowicie. Kiedyś też narzekałam, marudziłam, ryczałam, wiecznie coś było na nie i pod górkę...
    Jasne, że pewne tego typu zachowania mi zostały, ale odzwierciedlają się one w zupełnie innych sprawach.
    Noo i jeśli miałabym jeszcze powrócić do zmian i metamorfozy poporodowej to mam na wydanie plus 7kg :P :P
    Bardzo podoba mi się komentarz Ineczki,podpisuję się pod nim lewą i prawą ręką! :)
    Spokojnego weekendu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      Teraz i przede mną sporo zmian, sama jestem ciekawa, jak ja się zmienię w przyszłości...
      Ja bym te 7kg chętnie przyjęła, bo ja ostatnio ciągle chudnę XD a jak przytyję to i tak zrzucę :D Cholera :D
      Bo Ineczka mądrze prawi :)
      Również Kochana :*

      Usuń
  8. Oj Asia jaki budujący jest ten post, bądź tą dobrą duszyczką i nie zmieniaj się nigdy :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja coś czuję, że w przyszłości będzie sporo spraw, które będą mogły mnie zmienić. Ale nie dam się!

      Usuń
    2. Nie daj się :-) z resztą poradzisz sobie i taaak :-)

      Usuń
    3. Wszystko wyjdzie w praniu ^^ Ale jestem dobrej myśli, no :)

      Usuń
  9. Wiesz, że mam tak samo? Uwielbiam być dobrą duszyczką, taką dającą radość, dobro i ciepło (...) i też jestem czarnowłosa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, ale ja jestem nie czarnowłosa, a czerwnowlosa :D Chociaż w sumie w słowie pisanym wyglada to podobnie ^^

      Usuń
  10. Miło usłyszeć takie słowa.
    Brak paczki to trudna sprawa, ale w ciszy też może być fajnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że miło ;)
      Trudna, bo ja nie znoszę samotności. Lubię być wśród ludzi. Ale czasem się nie da, po prostu...

      Usuń
  11. Ja na szczęście mam swoją paczkę, która niestety się sypie - ale staram się trzymać ich całą sobą i cieszyć, że mam z kim usiąść i zawsze jest ktoś w kim mam oparcie. Bo wiesz, tu na studiach ludzie jakoś patrzeć na mnie nie mogą. Szczególnie dziewczyny, ale... mniejsza o to.
    Musiałaś poczuć takie mega ciepełko od środka, gdy Marta powiedziała Ci takie słowa. Fantastyczne uczucie. Musisz być wspaniałą, pozytywną osobą. :)
    P.S. ja we wtorek czekałam na 18 i się doczekać nie mogłam... Ona tak zawsze??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te sypiące się paczki, skąd ja to znam? Na mnie też nie mogą patrzeć dziewczyny :P
      Oj bardzo mi się ciepło na serduchu zrobiło :) Czy wspaniałą to nie wiem, ale na pewno pozytywną, przynajmniej się staram :)
      No właśnie wydawała mi się w miarę punktualna ostatnio, tylko w tę środę nawaliła :P A może czekałaś na nią w godzinach szczytu? :P

      Usuń
    2. Czyżbyś też miała lepszy kontakt z ZAKAZANYMI facetami? :P (mi się osobiście za to oberwało, no trudno)
      To fantastycznie, że jesteś jedną z tych nielicznych, którzy potrafią dostrzegać w życiu pozytywy. Mam nadzieję, że sukcesywnie zarażasz innych. :D
      A wiesz, czekałam koło 17. w momencie dość obfitych opadów, gdy nawet na skrzyżowaniu Ratajczaka i Powstańców zrobił się korek - co widziałam pierwszy raz w życiu. :P Może to przez ten deszcz, gdzie wszyscy nagle MUSZĄ jechać autem.

      Usuń
    3. A to nie XD Znaczy... ja ogólnie mam lepszy kontakt z facetami, zauważyłam, ale po uszach nigdy za to nie dostałam :P Ale u mnie to dlatego, że jestem "kobietą-kumplem", jak to znajomy powiedział i czasem nie odnajduję się w rozmowach z dziewczynami. Zwłaszcza o szpilkach, czy o jakiejś przecenie w H&M'ie :P
      Robię co mogę XD
      We wtorek to był jakiś koszmar! Dokładnie, Korek jak cholera, a co się przy dworcu działo :P A ludzie, jak muchy w smole, na trasie Ogrody-Most Dworcowy pod tramwaj wparowałyby ze cztery osoby :P Serio, ucieszyłam się, kiedy siedziałam już sobie spokojnie w pociągu...

      Usuń
    4. To witam w klubie. Też zawsze lepiej mi szło w dogadywaniu się z facetami. Ogólnie na zajęciach mam dwie koleżanki i chyba z tuzin facetów z którymi całkiem mocno się kumpluję. :)
      Wiesz, ja nawet lubię zakupy, ale nie ogarniam latania po sklepach co tydzień czy dwa, byleby coś kupić. :P Zdecydowanie wolę pogadać o wczorajszym meczu. :D
      No ja się na co dzień włóczę po drugiej stronie Poznania, ale powiem Ci, że jak Poznań masakrują korki, to na całej powierzchni .:P

      Usuń
    5. To my chyba obie mamy męskie mózgi trochę :P Zazdroszczę Ci, ja teraz na studiach nie mam ani jednego faceta ;(
      Ja lubię zakupy, kiedy wiem, co chcę kupić. Ale takie bezsensowne chodzenie po sklepach, byleby coś kupić też mnie bardzo irytuje :P
      I beknąć sobie, pijąc piwo xD
      Ano bo Ty po drugiej stronie Warty urzędujesz ^^ Ale fakt faktem, Poznań ostatnio bywa skutecznie paraliżowany. No ale cóż - miasto doznań XD

      Usuń
  12. Trzeba łapać chwilę! Ostatnio też dużo marudzę... ale mogę powiedzieć, że to wina pogody, nie moja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niech będzie, że masz to usprawiedliwione :P Bo aura rzeczywiście ostatnio jakoś tak nie sprzyja.

      Usuń
    2. Och, to super! ;p tylko teraz trzeba coś zrobić, żeby ta pogoda nie miała na to wpływu.

      Usuń
    3. Zrób dla siebie coś dobrego :)

      Usuń
  13. Bardzo lubię Cię czytać, bo piszesz tak lekko i ciekawie:) Że też ja tak nie potrafię:p
    Lubię obserwować ludzi gak jak Ty. Ileż można się o człowieku dowiedzieć tylko go obserwując no i czasami można dojść do ciekawych wniosków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak mi miło :) Dziękuję :)
      Prawda? To naprawdę ciekawa sprawa :)

      Usuń
  14. Dlatego teraz już się nie zmieniaj, Promyczku:) Bo marudzić nie warto nieraz ( chociaż dobra, sam jestem teraz marudą numer jeden XD) choć nieraz trzeba sobie na to pozwolić. Ale zawsze, w tym wszystkim, nawet jak nam źle, najważniejsze jest docenianie tego, co już i tak mamy. Przypomniało się nie zresztą powiedzenie jedno, może trochę naokoło ale..:
    "Z czym obudziłbyś się dzisiaj, jeśli obudziłbyś się tylko z tym, za co wczoraj podziękowałeś Bogu?". Ja co prawda dziękuje innym bogom niż ty ale hm..nad tym warto się zastanowić, prawda? Co z tego, że niektórzy ludzie sprawiają, że płaczemy, że nam źle, jak te twoje Szparagi, skoro masz i Łosie, dzięki którym się uśmiechasz?:) Właśnie o takie myślenie chyba nieraz chodzi. Umieć dziękować i cieszyć się tym, co mamy, zamiast marudzić, choć nieraz i też można, bo w końcu- jesteśmy przecież po prostu ludźmi:)

    I tak jeszcze mi się nasuwa...ja wiem, jak okropnie to ciężkie nieraz, ale za nikogo życia nie przeżyjemy. Mamy zawsze swoje i o tym nie można właśnie zapominać, jak bardzo byśmy komuś nie chcieli pomóc. To nieraz tak samo dobre, jak i niebezpieczne. A wiem, że oboje mamy chyba momentami tendencję do "przeżywania za kogoś". A tak nie można. Trzeba być dla kogoś, zawsze jednak będąc i w swoim życiu. Choć zdaje się to nieraz okropne i jest niezwykle trudne do zrealizowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamierzam się zmieniać :) Ty dostajesz pozwolenie na marudzenie XD Wyrażam zgodę, o! :P A powiedzenie bardzo trafne i naprawdę warto o tym pomyśleć. Bo z czasem zapominamy, jak dużo dostaliśmy od życia.
      Łosiów teraz mam niewiele na tym moim roku. A przynajmniej nie jest to to, co dawniej... większość to Szparagi. Sepleniące, drące pape na każdych zajęcach Szparagi - wyobrażasz to sobie? XD Nie mogę siedzieć w ich pobliżu, bo plują, serio.
      Ale wracając... pomagają mi wizje tych właśnie dobrych chwil, wspomnienia choćby tych dobrych ludzi. To bardzo pomaga :)

      Nawet nie wiesz, jakie te słowa dziś są trafne w stosunku do mojej osoby. Odkąd wrócłam do domu, martwię się o Brata. "Rzuciła" go dziewczyna. A on teraz cierpi, widać to po nim, choć nie mówi od razu. I jeszcze dowiedzial sie od jednego trenera, ze jednak nie będzie mógł grać w lidze w drużynie UAM. Po prostu wali mu się wszystko... A on jest taki dobry i nie zasłużył sobie na to. I kurwica mnie bierze, bo wzięłabym na swoje barki chociaż trochę tego, co jego ostatnio przytłoczyło.

      Usuń
    2. Ale jakoś nawet mi to marudzenie nie wychodzi, bo w sumie...na co ja mam marudzić? Nawet nie ma na co tak szczerze. Można się bać, smutać, ale nie ma na co marudzić. Bo jest jak jest i to się przyjmuje, reszta jest ze środka, to sam na siebie mam marudzić?XD
      Niewiele, ja wiem, ale są w ogóle, to już coś. I mówiłaś, mówiłaś jakie to potwory XD Ale ja i tak nadal wolę określenie Buraki xD
      Wiem:)

      Ale życia za niego nie przeżyjesz, słynne słowa. Możesz być z nim, pomóc mu, dzielić jego ból- ale jego bólu samego nie zabierzesz, zawsze, ostatecznie, musi sobie poradzić sam. Z twoim wsparciem, ale jednak- sam. Rozumiesz o co mi chodzi, prawda?:)

      Usuń
    3. Ja to bym wolała, żebyś już marudził, zamiast tyle spać, no!
      Wiem, wiem... Szparaga zachowam dla Ciebie xD

      Rozumiem, Króliczku... rozumiem.

      Usuń
  15. Po co się śpieszyć? Cieszmy się tym życiem, kochajmy je :) Szkoda, że nie masz już swojej paczki, ale na rozmowę i pójście na kawę zawsze ktoś się znajdzie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to :) Liczy się tu i teraz. Ano szkoda, szkoda. Bez nich to nie to samo.

      Usuń
  16. czytając Ciebie przypomniały mi się czasy gimnazjum i liceum, czasy w których narzekałam jak to było mi źle, na jakich ludzi trafiłam bo nie mogłam nikomu zaufać. zawsze na ostatnim miejscu, zawsze ostatnia. ja też pomagałam ludziom i dostawałam za to najczęściej po dupie. ale wiesz? dobrze, że jesteś taka, nie zmieniaj się. dobrze było wejść tu i spotkać tak dobrą duszyczkę w blogsferze. zostanę sobie tu ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to możemy sobie Kochana podać ręce...
      A siadaj, rozgość się i czuj się jak u siebie ^^

      Usuń
    2. tak, więc ( podaję rękę ) :)

      właśnie usiadłam z herbatą z miodem, cukrem i z cytryną - wiem dziwne połączenie ale rozgrzewa w deszczowe dni, w dni takie jak dziś. ładnie tu :)

      Usuń
    3. (podaje też) :)

      Dziwne? Ja takie połączenie uwielbiam :D Aż mi smaka narobiłaś ^^ U Ciebie było wczoraj deszczowo? U mnie słonko grzało, nawet odważyłam się wyjść w krótkim rękawku (choć szybko pożałowałam :P). Dziś też jest całkiem ładnie. ;)
      Dzięki :)

      Usuń
    4. miło mi :)

      mówiłam dziwne bo nie wszyscy lubią takie połączenie. mój P np. pije tylko samą z miodem bez dodatków. tak, było deszczowo, dziś jest deszczowo i zimno. brr... cały Londyn.

      :*

      Usuń
    5. Mój to w ogóle nie słodzi herbaty, ani nic :D I pyta mi się, jak można taką słodką herbatę pić :P

      Usuń
  17. A bo w tym pędzie, to lecimy jak szaleni, byle do piątku, byle do świąt i tak wszystko szybko i nie zauważamy, że mimo że czasem jest źle, to raczej zawsze wychodzi na dobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, wciąż "byle do..." i tak kółko. A ile nas przez to omija...

      Usuń
    2. No właśnie... Bo przecież nigdy nie ma czasu żeby na chwilę usiąść, coś obejrzeć, przeczytać, uspokoić się...

      Usuń
    3. A tu głównie chęci brak...

      Usuń
  18. wlasnie warto czerpac radosc z zycia bo mimo traz moze byc cos nie tak wszystko zawsze ulozy sie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Każdy się zmienia, życie nas zmienia. Warto łapać chwile w tym naszym życiu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i nie oglądać się za dużo wstecz :)

      Usuń
  20. Opis Ciebie z pierwszego roku przypomina mi do złudzenia dziewczynę, którą mam teraz w grupie na studiach :D No identiko :P Też jest rudzielcem xD

    OdpowiedzUsuń
  21. A wiesz, że człowiek zmienia się co kilka lat? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć nawet codziennie ;)

      Usuń
    2. Codziennie? To chyba niemożliwe :)

      Usuń
    3. A ja myślę, że możliwe :) Małymi kroczkami.

      Usuń
  22. Na Ogrodach...? Jesteś z Gdańska?
    Nie ma co smęcić ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, pisałam o Ogrodach w Poznaniu :P

      Usuń
  23. Czasami człowiek się zmienia i nawet tego nie odczuwa, dlatego taka rozmowa z kimś kto to uświadomi jest potrzebna..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze jest się dowiedzieć o zmianie... "na lepsze" :)

      Usuń
  24. ech ja myślę że tez się zmieniłam.. mniej we mnie dawniej Karii, teraz zaczynam myśleć bardziej o przyszłości i ustabilizowaniu się wreszcie..

    OdpowiedzUsuń
  25. I ja bym się chciała zmienić. Muszę nauczyć się kontrolować swoje życie.

    Dobrze, że Tobie się udało. Zyskałaś w ten sposób wiele dobrego, chociaż pewnie już o tym wiesz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Codzienność Cię zmieni Kochana, prędzej, czy poźniej :) Oby tylko na lepsze.

      :)

      Usuń
  26. Skoro to już ostatni rok, to musisz go po prostu przetrwać. W końcu nie dla ludzi studiujesz, ale dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie. Tyle, że ludzie potrafią zepsuć atmosferę i samopoczucie, a bez tego jest po prostu trudniej nieraz.

      Usuń
    2. Wiem o tym. Od ludzi cholernie dużo zależy w naszym życiu.

      Usuń
    3. Chcąc, czy nie chcąc jesteśmy od nich na swój sposób uzależnieni.

      Usuń
    4. Nic na to nie poradzimy, więc trzeba to po prostu przyjąć na klatę. :)

      Usuń
  27. Mogłabym, a raczej powinnam, uczyć się od Ciebie cieszenia się z każdej chwili, docenianie tego co mam, ale pytanie "co mam?" - rzuca mi się teraz na usta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, przypomniał mi się pewien cytat:
      „Jeżeli dzisiaj rano wstałeś z łóżka raczej zdrowy niż chory… masz większe szczęście niż milion ludzi, którzy nie przeżyją tego tygodnia.
      Jeżeli nigdy nie doświadczyłeś niebezpieczeństw wojny, samotności, więzienia, tortur ani głodu.. jesteś w lepszym położeniu, niż 500 milionów ludzi na świecie.
      Jeżeli możesz chodzić do kościoła bez strachu, nie obawiając się aresztowania, tortur lub śmierci… jesteś szczęśliwszy niż miliard ludzi na tym świecie.
      Jeżeli masz dach nad głową, ubranie na grzbiecie, jedzenie w lodówce i masz gdzie spać… jesteś bogatszy niż 75% ludzi.
      Jeżeli masz pieniądze w banku i trochę drobnych w portfelu… jesteś wśród 8% światowych bogaczy.
      Jeżeli twoi rodzice żyją i ciągle są małżeństwem… jesteś wyjątkową rzadkością.
      Jeżeli możesz przeczytać tą notkę… Jesteś szczęśliwszy niż dwa miliardy ludzi, które w ogóle nie umieją czytać.”

      :)

      Usuń
  28. A ja widziałam elektrycznego papierosa ostatnio za złotówkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ty gadasz? :D Jeszcze jakiś czas temu pewnie bym się na to skusiła :D

      Usuń
    2. Serio Ci mówię :) Okazja w pobliskim centrum handlowym ;)

      Usuń
  29. Cudowne jest usłyszeć takie słowa :) Często sami nie dostrzegamy zmiany w sobie. Zmieniłaś się na lepsze, promieniejesz, ludzie to zauważają i możesz się z nimi tą radością i dobrym, "masochistycznym" sercem dzielić - i to jest piękne :) Takich ludzi, jak Ty z pewnością świat potrzebuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że cudownie :) Mojego serca chyba nigdy za dużo, czy coś XD
      :)))

      Usuń
  30. Jak dobrze to czytać, Asiu :* Jak dobrze wiedzieć, że mimo ludzi, ich nastrojów, miejsca, miasta, że mimo wszystko masz takie pozytywne podejście do życia, bo to jest mega ważne. To nie świat czyni nasze życie pięknym, tylko my sami, dlatego te słowa są jak miód na moje serce ;)) a ludzie to czują, bo przecież emocje przechodzą na innych, słuchaj, można się uzależnić od pozytywnych ludzi, zwłaszcza od takich jak Ty ;)) ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to :) A ja zawsze powtarzam, że świat jest zbyt brzydki, żebym musiała go jeszcze psuć swoim złym humorem i wiecznym niezadowoleniem.
      No to ja z chęcią będę uzależniać, o! :D
      :*

      Usuń
    2. Coś w tym jest... zamiast na coś narzekać, lepiej znaleźć w tym jakieś plusy, żeby było lepiej. Wiadomo, że zdarzają się gorsze dni, konkretne powody, przez które jesteśmy smutni, źli i zdenerwowani, bo nic nie jest idealne, ale pomimo tego dobrze jest odnajdywać pozytywy w tym naszym życiu.
      Uzależniaj! A co :D :*

      Usuń
    3. Bez tych wszystkich pozytywów byłoby nam bardzo trudno. Więc warto o nich pamiętać nawet, gdy jest źle.
      :*

      Usuń
  31. Świetnie napisane. O Kalisz, miasto godzinkę ode mnie. :3 Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda Ci się spotkać z przyjaciółkami.
    O tak, ludzie często się zmieniają nawet o tym nie wiedzą. Dobrze, że na lepsze. Uważam, że pewnie było Ci miło usłyszeć takie fajne słowa.
    Nie ma się co śpieszyć, życie jest krótkie, ale przez pośpiech nie zauważamy wielu cennych chwil. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę! :) Coś czuję, że zjedziemy się dopiero na swoje śluby :P
      Jasne, że miło :) Chociaż z drugiej strony nie spodziewałam się, że byłam aż taką marudą :P
      Dlatego dobrze jest zwolnić :)

      Usuń
  32. Miło musi być słysząc takie słowa :)
    Uświadomiłaś mi, że ja chyba też za dużo narzekam.. muszę nad tym popracować. Choć zmiana sposobu myślenia na pewno nie jest łatwa..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że miło ;)
      Pracuj, pracuj. Łatwo nie jest, ale warto.

      Usuń
  33. Pozytywna osóbka z Ciebie i to widać :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Tylko pogratulować pogody ducha. Ważne, ze umiesz się cieszyć chwilą. Czas tak szybko przemija. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy powinniśmy się tego nauczyć tak naprawdę ;)

      Usuń
  35. zawsze tęskni się za tym co już było. Ale daj szanse może też będzie fajnie

    OdpowiedzUsuń
  36. Może w tym szaleństwie, żeby cieszyć się każdym dniem, jest metoda? :) Muszę wziąć z Ciebie przykład ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. tak, zdecydowanie warto doceniać, to co się ma, czerpać radość z życia, bo mimo cierpienia i tak dużo dobrego jest wokół nas, tylko trzeba umieć to dostrzec, to były z pewnością miłe słowa ze strony tej Marty!
    szkoda, że nie masz już swojej paczki na studiach, ja też mgr robiłam bez mojej najlepszej przyjaciółki i bardzo mi jej brakowało, ale z czasem przekonałam się do ludzi na roku i jakoś dałam radę, Ty też dasz!

    ano w sumie racja, ale nie, jednak nie odważyłam się na to spotkanie, to jednak nie facet dla mnie - on oczekuje, że kobieta dostosuje się do jego życia, a ja tak nie umiem, nie umiem się dostosować do kogoś, ale umiem wypracować kompromis, tu by tego nie było. a ja bym chyba za przeproszeniem jebła.

    OdpowiedzUsuń