piątek, 17 października 2014

O zgubionym chłopcu, którego imienia nie pamiętam

Choć dobrze wiedziałam, że za oknem panuje chłód, a mgła uparcie próbuje przytulić się do każdej napotkanej istoty, wyobraziłam sobie burzowe, duszne powietrze i przyjemnie ciepłe krople rozbijające się o moje ciało w pewne letnie popołudnie. Takie deszcze pamiętają dobrze wczesnoletnie burze. I ja pamiętam. Pamiętam nie do końca obumarłe jeszcze lato.

I w takie dni, jak dzisiejszy piątek dobrze jest przypomnieć sobie też bajecznie błękitne niebo i ciepło lipcowego słońca muskającego po policzkach. Nadmorskie powietrze łaskoczące przyjemnie płuca przy każdym oddechu.

Wędrowaliśmy sobie we dwoje na jedną z (prawie) dzikich plaż, daleko za przeludniony turystami Kołobrzeg. Rozmawiałam z Mamą przez telefon o dość nieciekawej wówczas sytuacji z jej Bratem i w pewnej chwili zauważyłam, że Patryk, który jeszcze chwilę temu wędrował przede mną obrywając z nudów liście z przydrożnych krzewów, zatrzymał się i zaczął rozmawiać z jakimś chłopcem.

- ...a co jest kolego? Zgubiłeś się? - tylko tyle usłyszałam z tego, co powiedział.
- Mamuś, oddzwonię - rozłączyłam się i podeszłam do nich, słysząc z ust małego rozmówcy "dom dziecka". - Co się dzieje? - zapytałam, przyglądając się chłopcu.

Rower, który prowadził, był większy od niego. Chłopcu nie dałabym mu więcej, niż dziewięć lat. Niski, w ciemnych włosach, z okularami na nosie. Chłopiec, jak chłopiec. Tylko w tych jego bystrych oczach, którymi mrugał zbyt często, widać było strach i powoli napływające łzy.
- Zgubiłeś się? - powtórzył Patryk. - Hej...

Po policzkach chłopca popłynęły dwie wielkie łzy.
- Tak proszę pana... Bo ja jestem na wakacjach... byłem u mamy, ona tu niedaleko pracuje... Miałem jechać do mojego taty, on mieszka w centrum, ale chyba... chyba pomyliłem drogi... I teraz... Teraz nie wiem, gdzie jestem.

Pociągnął nosem i wytarł oczy brzegiem dłoni. Poczułam, jak coś kłuje mnie w sercu. Coś mi w tej jego opowieści nie pasowało.
- Nie martw się kolego. Dobrze trafiłeś, mam w kieszeni mapę miasta. - powiedział Patryk i przykucnął, odkładając ciężki plecak na chodnik i rozkładając mapę Kołobrzegu. - Zobacz, jesteśmy tutaj.
- Pamiętasz nazwę ulicy? - zapytałam.
- Tak proszę pani... - odpowiedział chłopiec, energicznie kiwając głową, po czym podał adres domu, w którym mieszka jego tata.
- To spory kawałek stąd... Właściwie drugi koniec miasta - powiedział Patryk. - Ale nic się nie martw. Zaprowadzimy cię do taty.
- Ja... ja... dziękuję - z oczu chłopca znów popłynęły łzy.
- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz - powiedziałam, uśmiechając się do niego, choć sama czułam w gardle wielką gulę.

Ruszyliśmy, a chłopiec podążał obok nas, co jakiś czas pociągając nosem. Spojrzeliśmy na siebie z Patrykiem, oboje ze zdziwieniem w oczach. Dziwna sytuacja, myślałam. Ale pomóc dzieciakowi było trzeba.
- A jak ty masz właściwie kolego na imię? - zapytał go Patryk.
I choć próbowałam dzisiaj długo przypomnieć sobie, jak chłopiec się przedstawił, to jednak mam nieuchwytną lukę w pamięci. A mówiłam do niego po imieniu kilkakrotnie.
Zdążyliśmy dojść do plaży, a chłopiec pokazał już na wysoki budynek.
- O, to tutaj! W tym hotelu pracuje moja mama!
- Więc możemy zrobić tak, że zaprowadzę cię do niej? - zapytałam. Już nawet nie chodziło mi o to, że nie chce mi się iść tych paru kilometrów pieszo, bo przecież spacer promenadą w tak piękny dzień byłby istną przyjemnością, ale w głębi serca miałam ochotę porozmawiać z tą kobietą i zapytać, dlaczego każe dziecku samemu się poruszać po obcym (?) mieście.
- Dobrze, proszę pani - odparł chłopiec.

Postanowiliśmy się rozdzielić z Patrykiem. On miał jedną sprawę do załatwienia jeszcze - oddanie innej zguby, telefonu, który znaleźliśmy po drodze.
- A pani dobrze zna Kołobrzeg?  - zapytał się chłopiec, kiedy wędrowaliśmy.
- Może nie aż tak dobrze, ale całkiem nieźle - uśmiechnęłam się do niego. - Jak byłam mała, przyjeżdżałam tu często z rodzicami. Ile masz lat?
- Trzynaście.
W życiu nie wyglądał na trzynastolatka. Jak Wam napisałam, dałabym mu może z dziewięć lat. Drobniutki. Ale od samego początku wydawał mi się cholernie bystry i inteligentny. Niezwykle grzeczny, jak na chłopca w jego wieku. I bardzo kontaktowy.
- Jest pani bardzo miła i dobra - powiedział do mnie w pewnym momencie, uśmiechając się przez te zapuchnięte od łez oczy.
Coś ukuło mnie w sercu znów.
- Ty też - odpowiedziałam, uśmiechając się.

Weszliśmy do hotelu. Był to dość duży, czterogwiazdkowy hotel. Po głównym holu spacerowało wielu ludzi w szlafrokach, znajdowało się tam jakieś spa. Podeszłam do pani recepcjonistki i zaczęłam opowiadać o sprawie, podczas, gdy chłopiec trzymając się blatu, opierał się o niego brodą i przysłuchiwał się rozmowie z uwagą.
Recepcjonistka potrafiła wzbudzić w człowieku zaufanie. Młoda czarnulka, mogła być w moim wieku, może trochę starsza. 
Chwyciła za telefon.
- Kolego, zaraz zadzwonię do kogoś, kto zawoła twoją mamę. Przedstaw się proszę - powiedziała z uśmiechem, a chłopiec powiedział jej swoje nazwisko. - Mhm, rozumiem, że twoja mama nazywa się tak samo...
- Nie, proszę pani - przerwał jej. - Moja mama ma inne nazwisko.
Recepcjonistka spojrzała na mnie dziwnie zatroskanym wzrokiem. Chłopiec podał jej nazwisko swojej matki, a ja przyglądając mu się, jak z nadzieją spogląda na tę kobietę zastanawiałam się, co go w tym jego trzynastoletnim życiu spotkało. Co spotkało tego bystrego i wygadanego chłopca. Najprawdopodobniej wychowuje się w domu dziecka, przyjechał do rodziców na wakacje, którzy być może mieli odebrane prawa rodzicielskie, ale widocznie na pewnych warunkach mogą spędzać czas z chłopcem. Szkoda tylko, że tak nieodpowiedzialnie.
Recepcjonistka odłożyła telefon.
- Usiądź sobie na kanapie, tam, proszę. - powiedziała do chłopca z uśmiechem. - Zaraz przyjdzie tu twoja mama. A pani może już spokojnie iść, zaopiekuję się nim - zwróciła się do mnie.
Uśmiechnęłam się nieśmiało. Z jednej strony wiedziałam, że będzie w dobrych rękach, a z drugiej nie chciałam zostawiać chłopca z jego matką znów. Z kobietą, która postąpiła tak nieodpowiedzialnie. Zaprowadziłam go na kanapę i poprosiłam, by usiadł. Gdy na niego spojrzałam, znów miał łzy w oczach.
- Niech mnie pani nie zostawia samego, proszę... nie chcę być znów sam, pani jest dla mnie taka miła...
Nie wytrzymałam. Przytuliłam go mocno do siebie. Wydawało mi się, że bardzo brakowało mu takiego przytulenia. Recepcjonistka przyglądała się nam smutnym wzrokiem. Co chwilę podnosiła słuchawkę do góry. Szukała jego matki. Matki, która się nim w ogóle nie interesowała.
- Dobrze, nie zostawię cię - powiedziałam mu, mocno go przytulając. - Posiedzę sobie tu i poczekam z tobą na twoją mamę.
- A pani chłopak? Niech pani do niego zadzwoni, żeby się nie martwił. Jest tak samo miły, jak pani.
- Dobrze, dam mu znać, obiecuję - poczochrałam go po jego czarnej czuprynie.
Później siedzieliśmy chwilę w milczeniu. Przyglądałam mu się, jak nerwowo splata palce u rąk i wbija wzrok w podłogę.
- Hej, kolego - odezwała się recepcjonistka, która znalazła się tuż obok nas. - Twoja mama jest na górze. Chodź - złapała go za rękę - pójdziemy do niej. Proszę już iść, naprawdę, zaopiekuję się nim - zwróciła się do mnie widząc zapewne, że chłopiec gra mi trochę na emocjach.
Tak szybko ruszyli w stronę schodów, że nawet nie zdążyłam się z nim pożegnać. Patrzyłam tylko, jak znikają między ludźmi. Chłopiec się jeszcze odwrócił, zdążyłam mu pomachać, ale on nie odmachał już mi. I kiedy tak stałam i się przyglądałam, zadzwonił Patryk.
- No i jak kochanie? Gdzie jesteście? Jak to wszystko wyszło?
- Już do ciebie idę - powiedziałam. - zaraz wszystko ci opowiem.


- Ta sprawa faktycznie śmierdzi - stwierdził Patryk, kiedy opowiedziałam mu o całej sytuacji. - Wiesz, że ja na początku pomyślałem, że powinniśmy zgłosić to na policję? W pierwszej kolejności.
- Ja też tak pomyślałam. Ale wiesz co? Chyba dobrze, że tego nie zrobiliśmy... - odparłam.
- Wiem, też tak myślę. Może jego rodzice mieliby jeszcze jakieś problemy przez to. I może nie mógłby ich już wcale widywać. Chociaż...
- Chociaż może to by było lepsze - odpowiedziałam smutno.
Przyglądał mi się przez chwilę, po czym mnie przytulił. Rozumieliśmy się bez słów.
- Za dobre masz serce, skarbie. Nie zbawisz jednak całego świata.
A mi było tego chłopca tak po prostu cholernie żal. Bo ja jeździłam nad morze z rodzicami, jako dziecko. Cudownie spędzałam czas. Może bywają czasem nadopiekuńczy, szczególnie Matka, ale wiem, że mnie kochają. A nawet nad taką nadopiekuńczością da się popracować, da się ją zmniejszyć. Wszak lepsza nadopiekuńczość od braku zainteresowania i miłości. Miałam wyrzuty sumienia, być może powinniśmy zaprowadzić go do jego ojca, chociaż... i on był jedną wielką niewiadomą, podobnie, jak jego matka.
A może ten chłopiec był takim małym Aniołem, który stanął na naszej drodze? Może miał nam coś do powiedzenia? Może chciał nam coś przekazać?
- Za dobre serducho - powtórzył się Patryk. - Ale wiesz co? Będziesz kiedyś świetną mamą.

124 komentarze:

  1. Wiesz, chyba się powtórzę, ale poraz kolejny czytając Twoją notkę poleciała mi łza po policzku... i aż serce mi się łamie na myśl o tym chłopcu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to tak jak ja...siedzę i ryczę.
      Ściskam Cię Kochana :*

      Usuń
    2. Łejeeeny, nie beczeć mi tu! :* Serio będę musiała zainwestować w wirtualne chusteczki :P
      Też mi się łamało serce...

      Usuń
    3. Przyłączam się do ogólnego płaczu... Asik! - dzięki Tobie chociaż nam się oczy oczyszczą :)

      Usuń
    4. Chociaż coś dobrego w tym wszystkim! :P

      Usuń
  2. Chciało by się pomóc całemu światu... Zwłaszcza tym, którzy tak bardzo na to zasługują, tak jak ten chłopiec. Znałam osobę podobną do niego, przesympatycznego chłopaka z przeszłością... bardzo czarną. Miał 15 lat i przeżył więcej niż większość dorosłych, z próba samobójczą włącznie. Nie dziwię ci się, ze nie chciałaś zostawić go samego w tym hotelu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, chciałoby się pomóc szczególnie takim ludziom, małemu człowieczkowi, który nie miał nawet czasu nauczyć się, jak "radzić sobie" chamstwem w tym świecie.

      Usuń
  3. Ojej, ja nie lubię dzieci, więc nie wiem czy bym tak podeszła do niego. Boże, jak to okropnie brzmi... xD Ale no, wiem, że jakoś nie mam podejścia do dzieci i nie potrafiłabym wzbudzić w nim takiego zaufaniu, nie wiem jak z tymi małymi ludźmi rozmawiać. Dlatego podziwiam :) Ale może właśnie brak mi jakiegoś instynktu czy coś xD Albo wiem, że dzieci bywają wredne i jeszcze by mnie zjebał, że się wpierdalam xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, ten by Cię raczej nie zjebał, ten sam by za Tobą chodził, szukając pomocy xD Wiesz, podejście podejściem, ale tu chodzi o zwykłą, ludzką pomoc, myślę, że na to spokojnie byłoby Cię stać :)

      Usuń
    2. Nie wiem, nie lubię jak ktoś za mną chodzi xD A tak serio to cóż, pewnie by mnie to jednak ruszyło. Ale ja sama wiecznie zagubiona to za wiele bym mu nie pomogła xD

      Usuń
    3. Ooooj, lecz wierzę w Twe dobre serce, nie ma, że nie ^^ Nawet Patryk się zlitował nad nim, a on nie lubi ludzi tak trochę xD

      Usuń
    4. To zależy, bo jak mi się włączy tryb zimnej suki to nie ma znaczenia czy dzieciak czy nie... xD ale to muszę mieć chujowy dzień. Dzisiaj bym się zlitowała pewnie. Chociaż tak się śmiałam, że miałam tak fajny dzień, że wyrwałabym samego Goslinga xD (a on nawet mi się jakoś specjalnie nie podoba xD)

      Usuń
    5. to Ty tak, jak moja Ruda xD ta to dzieci nienawidziła xD

      Usuń
    6. No ja ostatnio powoli przeszłam chyba z nienawiści do obojętności xD

      Usuń
  4. Mam świeczki w oczach, rozmiękczyłaś mi serce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak działasz na ludzi :*

      Usuń
    2. Zgadza się, nie zdaję sobie sprawy... aż tak? :*

      Usuń
    3. Aż tak :D A wiedz, że mnie nie tak łatwo wzruszyć...

      Usuń
    4. No to serio, co do wzruszania to chyba wbiłam level hard ^^

      Usuń
    5. Dokładnie, masz naturalny talent :D

      Usuń
    6. W sumie dobrze wiedzieć xD

      Usuń
  5. Ooo, nowy nagłówek to Twoje dzieło? :)
    Jejku, jesteś na prawdę dobrą osobą. Też zrobiło mi się żal tego chłopca. Pewnie nie mogłabym przestać o nim myśleć czy na pewno wszystko jest dobrze. Całe szczęście, że spotkał Was na swojej drodze, bo nie wiadomo co mogło mu się stać. To Ty byłaś jego aniołem stróżem przez ten czas. :) Miejmy nadzieję, że taka sytuacja więcej się nie powtórzyła i chłopiec nie błądzi już sam po mieście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, to nie moje dzieło, wyszukałam na deviantart :) A że rude, to mi się spodobało xD
      Dobrą, nie dobrą... może po prostu... ludzką. Bo wiesz, tak naprawdę pomaganie wydaje mi się oznaką bycia człowiekiem. Też nie mogłam przestać o nim myśleć, przez resztę dnia chodziłam jakaś taka przybita i nieraz mnie naszła myśl "ciekawe co u tego chłopca." Patryk sam mu powiedział, że dobrze trafił... bo mógł trafić na różnych ludzi. :( Też mam nadzieję, że u niego wszystko dobrze...

      Usuń
    2. W każdym razie - bardzo ładny. :)
      No tak, ale jednak mimo wszystko niestety nie wszyscy ludzie są na tyle ludzcy, żeby pomagać. Wolą nie brudzić rąk i udawać, że nic się nie dzieje...
      Na pewno miło Was wspomina. :)

      Usuń
    3. Też mi się podoba, dzięki :)
      Mnie by zżarło sumienie chyba...
      Mam taką nadzieję :) Oby tak było! :)

      Usuń
    4. Całe szczęście, że są jeszcze ludzie z sumieniem. :P Bo to co ludzie wyczyniają czasem przechodzi ludzkie pojęcie. Np. sąsiedzi, którzy całe lata NIC NIE SŁYSZELI, że ojciec znęcał się nad rodziną itp. Ehh...

      Usuń
    5. Dobija mnie taka znieczulica. Po prostu nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, jak tak można...

      Usuń
    6. We mnie się wprost gotuje jak oglądam różne reportaże na ten temat. Mam ochotę wpier*** i temu gościowi i tym sąsiadom.

      Usuń
    7. Tacy sąsiedzi i ten gość to właściwie po równych pieniądzach... taki brak reakcji to też jest tak naprawdę krzywda.

      Usuń
    8. Dokładnie, swego czasu była chyba nawet jakaś taka kampania społeczna, by nie być obojętnym - ale mam wrażenie, że nie wiele to dało.

      Usuń
    9. Wiesz... nawet lepiej, że dało niewiele, niż wcale. Ja mam takie wrażenie, że te nasze społeczeństwo wciąż trzeba uświadamiać.

      Usuń
  6. Cudownie się zachowaliście, wzruszyłam się :) Nie wiadomo co spotkało i co spotka tego chłopaka, ale wspomnienie o Was będzie na pewno dla niego iskierką nadziei w złych chwilach. A to dużo znaczy.

    OdpowiedzUsuń
  7. W takich momentach dziękuje Bogu za swoich rodziców. Mają swoje za uszami, ale nikt nie jest idealny. Wybaczyliśmy sobie wszystkie negatywne kwestie, które nam gdzieś tam ciążyły na duszy i nabraliśmy takiego przekonania, że wszystko, co dobre, ale także i złe nieraz wynikało z miłości. Wszystkie kłótnie, chwile ciszy. Współczuję temu chłopcu, choć może... może nie ma czego? Mówimy, że rodzice zachowali się nie odpowiedzialnie. Może tak było, ale nie wiemy do końca. Może pewne okoliczności zmusiły matkę do takiego, a nie innego postąpienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie jak moi, ale właśnie - nikt nie jest idealny. I właśnie dobrze, że sobie wybaczyliście, bo to jest pierwszy przystanek w drodze do bycia dla siebie dobrym.
      Ano własnie, może. Dlatego użyłam słowa "najprawdopodobniej", pisząc to. Bo to, co go spotkało, tak naprawdę stworzyliśmy sobie w głowie, nie byłam do końca pewna, jak było. Nie zmienia to jednak faktu, że rodzice byli nieodpowiedzialni, według opowieści chłopca...

      Usuń
    2. też się z tego powodu cieszę :)
      No pewnie, że nie, nie usprawiedliwiam ich w żaden sposób.

      Usuń
    3. Ale wiesz, tak naprawdę możemy próbować ich usprawiedliwić. To dość pogmatwane. Tak naprawdę nie mamy pojęcia, co ich spotkało.

      Usuń
  8. wlasnie nie ma nic gorszego niz obojetnosc kiedy wlasni rodzice nie interesuja sie dzieckiem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są gorsze rzeczy, ale to prawda, obojętność jest przykra...

      Usuń
    2. nooo a najgorsze ze najwieksze przykrosci ludzie sobie sami robia...

      Usuń
    3. Zgadza się... drugi człowiek może być dla kogoś zbawieniem, albo przekleństwem.

      Usuń
    4. no dokladnie i czasem to wszystko moze byc w jednej osobie zawarte...

      Usuń
    5. Nawet sobie czasem nie zdajemy sprawy, ile znaczymy...

      Usuń
    6. no dokladnie i jak potrafimy ranic lub uszczesliwiac...

      Usuń
    7. I jak wiele od nas zależy...

      Usuń
    8. no dokladnie az czasem sobie ztego wszystkiego nie zdajemy sprawy...

      Usuń
  9. Ta historia pokazuje, że jesteś świetnym człowiekiem i będzie cudowną mamą.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dokładnie, jesteś świetnym człowiekiem o wielkim sercu. I to się ceni. Jestem tego samego zdania co Lena :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, miło mi :) Ale wydaje mi się, że to, co zrobiłam, było po prostu ludzkie.

      Usuń
    2. Wiesz, tylko w obecnym świecie trudno o "ludzkich" ludzi. Panuje totalna znieczulica, pewnie 99% ludzi przeszło obok niego zupełnie obojętnie.

      Usuń
    3. Znieczulica jest i owszem... ale czy aż tak duża? Nie no, serio wątpię :P A może się łudzę, ale nie chcę wierzyć w aż tak zły świat.

      Usuń
    4. Niestety tak jest ... Wiesz, ludzie bawią się uczuciami nie mówiąc o najzwyklejszej pomocy.

      Usuń
    5. Hmm, wiem. Ale ja trafiłam na sporo naprawdę fajnych ludzi, a nie sądzę, bym miała jakieś wyjątkowe szczęście :P

      Usuń
  11. mały Asik o sercu co pomieści cały świat i np. 10 potomstwa :D :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam od razu 10 xD Ja chcę móc chodzić, hahahahahah xD

      Usuń
    2. nie mówię że od razu będzie 10-raczek ;p

      Usuń
  12. Wzruszyłam się, naprawdę. Masz wielkie serce, bo nie wiem czy ja miałabym odwagę tak podejść do obcego dziecka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musiałam do niego podchodzić - to on podszedł do nas :) I cóż, myślę, że to kwestia bycia człowiekiem, niekoniecznie wielkiego serca. Ale dziękuję, to miłe :)

      Usuń
  13. Przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie ta historia. Jednakże ja chyba uparłabym się, że pójdę z nim, aby porozmawiać z Jego mamą, nie chodziłoby tutaj o podziękowanie, ale rozmowę. Gdyby tak trafił na kogoś innego? Jednakże jestem pełna dumy i gratuluję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, miałam taki zamiar i nawet wyrzuty sumienia po wszystkim, że tam nie poszłam, wiesz? Bo właśnie, chciałam z nią pomówić. Dać do zrozumienia, że mógł trafić na kogoś innego, niż my. Ale ta recepcjonistka choć prawie "wyrwała" mi go, to jednak dała dała do zrozumienia, że jest osobą godną zaufania. Widziała, że chlopak gra mi na emocjach. I chyba jednak moim przekleństwem jest, że mam ochotę wszystkim pomagać :P

      Usuń
    2. Wiesz, przekleństwo przekleństwem, ale wiele scenariuszy mogło się przydarzyć chłopcu, a trafił na Was..

      Usuń
    3. Cóż no... miał szczęście, że trafił na ludzi, których ostatnim zamiarem było robienie mu jakiejkolwiek krzywdy.

      Usuń
    4. Miał szczęście, pewnie ;) I przy tym zostańmy.
      Kochana, będziesz dobrą mamą ;))

      Usuń
    5. Mam taką nadzieję :D I to myślę, że w nie aż tak odległym czasie ^^

      Usuń
    6. Jakieś już plany? ;p

      Usuń
    7. Na razie skromne - za ok. 1,5 roku ślub, więc zobaczymy jak to będzie ^^

      Usuń
    8. Zobaczysz, szybko minie ;))) Oj , moja Kochana Asik'ówna ( ;p ) stanie na ślubnym kobiercu ;) . A zdradź mi jeszcze, ślub kościelny/cywilny?

      Usuń
  14. cudownie się zachowaliście :) będziesz kiedyś dobra mama- bo umiesz się dogadać z dziećmi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tak będzie :)

      Usuń
    2. Na pewno :) wierze w Ciebie :)

      Usuń
    3. Nie dziękuj piszę jak Ciebie odbieram :)

      Usuń
  15. Wzruszałam się... Nie mogę :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, no kurde nie becz! :P Chusteczkę? :P :*

      Usuń
  16. Mamą będziesz dobrą, poza tym musisz zasłużyć do końca na skrót MILF, no nie?XD Musiałem, przepraszam XD
    W każdym razie cóż...niestety, rodzice zdarzają się różni. Sam trochę dzisiaj o ten temat zahaczyłem ale po prostu...nie ma idealnych. Popełniają błędy, ale szkoda, gdy są to błędy rażące, które odbić się mogą na przyszłym życiu dziecka. Szkoda, gdy sprawy miedzy dorosłymi rzutują na relację z samym dzieckiem. Niestety, taki mamy świat. Nieidealny. I tylko można nieraz po prostu okazać trochę serca i sprawić, żeby choć przez chwilę dla kogoś był cieplejszym i milszym miejscem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha spoko xD Tak, muszę zasłużyć na ten zacny tytuł xD
      Nie ma idealnych ludzi i nie ma idealnego świata. Po prostu. Tylko boli serducho, kiedy się widzi takie dzieciaki właśnie, kiedy ta "nieidealność" na nich się odbija. Ale tak, jak mówisz, warto po prostu okazać trochę serca. Być człowiekiem, żeby do końca nie utraciły wiary w ludzi.

      Usuń
    2. Otóż to XD Więc musisz najpierw narodzić dzieciaków, żebyś potem była zacna "mother"XD
      Bo na dzieciach to najbardziej po prostu widać. Są najbardziej kruche, ale z drugiej strony....nie można też dziecka trzymać pod kloszem, tak mi się nasuwa. Zupełnie może obok tematu, ale po prostu. Tak samo jak mądrze powiedziała moja siostra w związku z tym, że nie będzie chrzcić dzieci. Bo jedna z ciotek zaczęła, że mogłaby ochrzcić dla świętego spokoju, żeby inne dzieci w tym kraju nie wytykały ich palcami. Na co ona ze stoickim spokojem rzekła, że nie będzie trzymać dzieci pod kloszem. Prędzej i tak i tak dostaną od świata po dupie, a będą wiedziały, że mają rodziców z którymi mogą o tym pogadać. Ale dzieciaki i tak się do czegos w szkole przyczepią, tak jest zawsze. Jak nie o chrzest to o co innego. I trudno, przynajmniej nauczą się świata.
      Więc dzieci są kruche, obrywają najbardziej, nieraz od samych siebie...ale może muszą. Widzisz, bo jednak coś nas musi ukształtować, a nie da się przejść przez życie bezboleśnie. I czasem chce się komuś ulżyć, pomóc ale jak potem pomyślisz...może dzięki temu, że komuś jako dziecko było trudno, stanie sie mimo wszystko silnym i dobrym człowiekiem? Nigdy nie wiesz. Ale to takie szersze gdybanie, bo wiadomo, w pierwszym odruchu jest po prostu przykro, serce boli.

      Usuń
    3. Hahaha, najpierw muszę się wziąć za siebie, bo potem może być za późno, by zostac hot mamuśką xDDD
      Ach, bo to jest od razu takie mówienie "co ludzie powiedzą." Jeśli te dzieci w przyszłości uznają, że chcą być ochrzczone, to w pewnym wieku będą mogły same podjąć taką decyzję. Oby to nie była tylko decyzja podjęta przez presję społeczeństwa, bo nieraz też tak bywa. No ale muszą się nauczyć życia, a i taka presja jest jego częścią nieraz.
      Właśnie, wiesz... można analizować. Może faktycznie takie trudy nauczą go bycia silnym i dobrym człowiekiem. Ale tak, jak mówisz... w pierwszej chwili po prostu chce się być dla takiego dzieciaka dobrym, chciałoby mu się pomóc, bo to też jest zwyczajnie ludzkie.:)

      Usuń
    4. To do roboty XD
      Otóż to, a że moja siostra praktykowała swojego czasu buddyzm, a mój szwagier to w ogóle ateista to cóż...słuchać presji? Ochrzcić dzieci tylko dlatego, że większość jest chrzeczona i to też, sporo ze społecznej presji? No bez przesady jednak. I..wiesz, wątpię żeby tak było. Bo jeśli w pewien sposób jesteś wychowana w domu w duchu jakiejś religijnej czy ideowej swobody, to potem łatwiej opierasz się presji społecznej. Jasne, to nie reguła. Ale jakaś podstawa, choć nikła. Wiele zależy od cech indywidualnych, których nijak się nie wychowa, które po prostu są.
      Więc miejmy nadzieję, że i w jego życiu w pewien sposób nie będzie tego złego, co na dobre nie wyjdzie:)

      Usuń
    5. No już, już xD
      Rozumiem... Wiesz, trochę zazdroszczę Tobie i Twojemu rodzeństwu tego, że mieliście tę swobodę. Każde z Was mogło się odnaleźć w tym, w co wierzy i czy w ogóle chce w coś wierzyć. U mnie takiej swobody nie było, dlatego dzisiaj jestem po prostu bardzo zagubiona.
      Oby tak było :)

      Usuń
    6. Wiesz, nie mieliśmy jej póki mieszkaliśmy z ojcem w sumie. Nie był co prawda jakimś gorliwym katolikiem, ale jednak- był nim. Za to moja mama to wiadomo, raczej wierzyła w hippisowski wymiar Chrystusa ( wiem jak to brzmi XD), moi dziadkowie to katolicy ale jednak cóż...swobodni w poglądach i kłócący się wiecznie z księdzem proboszczem na kolędzie ( kiedyś Sisi wyprosiła księdza za obrażanie gejów, cóż, nic dziwnego, wnuczka lesbijka, no nie?XD) i do tego cóż...dziadek ma wielkie uwielbienie dla antyku, czyli ten religii politeistycznej, jednej z wielu. I jakoś to poszło, że teraz to każdy w swoją stronę XD I ja to doceniam właśnie i się cieszę, że nikt nas do niczego nie przymuszał, po prostu zawsze byliśmy zachęcani do swobodnego myślenia i własnej analizy. A jak zadajesz pytania to cóż..trudno w coś ślepo wierzyć.
      I...wiesz. Mi się wydaje, że wiele dobrych rzeczy zaczyna się od zagubienia. Także, w tej kwestii, a może przede wszystkim w niej:) Tylko nie można tego samemu sobie zostawić.

      Usuń
    7. Brzmi, jak brzmi, ale ja w sumie postrzegam Jezusa być może w podobny sposób :P I dobrze, że wyprosiła. Najgorsi są tacy, co wszystko o wszystkim wiedzą, począwszy od orientacji seksualnych, zakończywszy na utrzymaniu rodziny. Ja też mam słabe nerwy, jak mi ksiądz zaczyna mówić o tym, jak być dobrą żonę. Bo i skąd on to kurwa wie? O.o No i bardzo dobrze, to bardzo ważne, żeby mieć taką możliwość hm... samodzielnego myślenia.
      A najgorsze... że w tym chrześcijańskim świecie tak naprawdę nie ma z kim pogadać o swoich poglądach. Bo co? Pójdę do księdza, który bedzie mi mówił, że mam chodzić co niedzielę do kościoła, dawać na tacę, a podczas spowiedzi mówić w jakich pozycjach uprawiam seks? (serio, nie mi, ale mojej koleżance zadawał takie pytania, z płaczem wybiegła od konfesjonału xD)

      Usuń
  17. Ostatnio miałam jakąś awarię z blogiem i mój komentarz chyba się nie zapisał.
    Ja uważam, że powinniście byli zadzwonić po policję. Gdyby policja stwierdziła, że nie należy nic robić to by po prostu rodzice się wystraszyli. A z tego co przeczytałam, to się nawet jego matka nie przejęła, bo nawet po niego nie wyszła :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak się okazało, jego matka pracowała na kuchni, trochę nie doprecyzowałam. Z tego, co wywnioskowaliśmy, po prostu nie mogła po niego wyjść - no bo jak, skoro była pora obiadowa i mieli nadmiar roboty? A chłopiec też nie był za tym, żeby na policję dzwonić. Widocznie mimo młodego wieku zdawał sobie sprawę, jaka jest sytuacja i my też - może mieliśmy prawo - ale nie chcieliśmy dzwonić na policję.

      Usuń
    2. Zrobiliście to, co uważaliście za słuszne :) Ważne, że chłopiec trafił na tak dobrych ludzi jak Wy a nie na jakiegoś pedofila albo porywacza :/

      Usuń
    3. Ano wlasnie, mogło być różnie. Miał naprawdę dużo szczęścia...

      Usuń
    4. Mam nadzieję, że już więcej mu w takich przypadkach nie będzie potrzebne...

      Usuń
    5. Własnie pozostaje mieć nadzieję.

      Usuń
    6. Ma już 13 lat, poradzi sobie :) Ja w jego wieku byłam już bardzo dojrzałym dzieckiem.
      Chociaż zaczynam teraz podejrzewać, że on nie miał 13 lat tylko rodzice kazali tak mu mówić, bo dziecko w tym wieku jak coś zrobi to już może częściowo sam za to odpowiadać....

      Usuń
    7. Ale widzisz, dzieciaki są różne. Choć on wydawał się bystry, to tak naprawdę mógł być wystraszonym w środku dzieckiem. Mimo to trzymam za niego kciuki...

      Usuń
  18. Biedny chłopiec... nic dziwnego, że łzy ściskały Cię za gardło, sama zareagowałabym podobnie na tego typu widok... Sytuacja, ogólnie rzecz biorąc, bardzo smutna, dziecka w tym wszystkim najbardziej szkoda. I tylko teraz się modlić, by przez tego typu sprawy nie zatracił w tym wszystkim siebie, swojej wrażliwości i inteligencji. Wiadomo, jak to bywa, kiedy ludzie zaczynają dojrzewać - dlatego tak dobrze jest mieć wsparcie kochających rodziców, nawet jeżeli zanadto przesadzają z nadopiekuńczością... Ale w tym przypadku sytuacja jest najprawdopodobniej zupełnie odwrotna. A my mamy na dodatek związane ręce i pomimo chęci nie możemy nic zrobić - trochę ten fakt jest frustrujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, najbardziej w tym wszystkim szkoda chłopca. Myślę o nim często i naprawdę mam nadzieję, że ułoży mu się w życiu. Że ta cała sytuacja (jakakolwiek by nie była) go nie zmieni na gorsze. Wiesz, z tą nadopiekuńczością też różnie bywa, wiem to na swoim przykładzie... ale fakt faktem, lepsze to od kompletnego braku zainteresowania.

      Usuń
  19. oj Asik będziesz cudowną mamą kiedyś :)
    ale niestety nie wszystkim da się pomóc...pozostaje mieć nadzieję,że z chłopcem jest ok
    buziam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      Pomogliśmy mu na tyle, na ile mogliśmy, mam nadzieję...

      Usuń
  20. Widać że to dziecko za bardzo ich nie interesuje a tak być nie powinno. Jak miał się niby odnaleźć w obcym mieście i to jeszcze sam. Niektórzy nie zasługują na takie dzieci a tym bardziej na jakąkolwiek szansę opiekowania się nimi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak słów. Chociaż tak naprawdę nie znamy do końca sytuacji. Głupio mi też było wypytywać tego chłopca, bo widziałam, że to dla niego bolesny temat... Ale fakt faktem, nieodpowiedzialność jest i to duża.

      Usuń
  21. Ostatnio mama stała w kolejce do kasy w sklepie. Stało przed nią małżeństwo z dwójką, trójką małych dzieci. Wykłócali się o jakiś kupon, dzięki któremu za zakupy za dwadzieścia złotych mogliby zapłacić tylko połowę. Nie wyszło. Te dzieci, jak mi mama mówiła, były takie.. po prostu biedne. Któreś z nich poprosiło o jakąś pierdółkę, batonika czy gumę do żucia, nawet, kiedy dopowiedziało, że zapłaci za swoje, nie zgodzili się... Dlaczego życie, świat jest taki niesprawiedliwy? Jedni mają za dużo forsy i nie wiedzą co z nią zrobić, innym nie starczy nawet na głupi batonik dla małego dziecka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kochana, wiem, o czym mówisz. Moja mama prowadzi sklep - kiosk, artykuły papiernicze, szkolne, pamiątki etc. I nieraz widzę obrazki, jak matka żałuje dziecku gumy do żucia, czy mentosa, bo dwa złote to majątek. Czasem, kiedy zastępuję mamę, to sama nie wyrabiam i po prostu daję temu dziecku tego cukierka...

      Usuń
    2. Ja jak coś takiego widzę, to mam łzy w oczach. I gdybym była kiedykolwiek odważniejsza, to dałabym im tą dychę, ja nie zbiednieję, a oni by mogli uszczęśliwić małe dziecko...

      Usuń
    3. Żeby tylko ta dycha na te dziecko poszła...

      Usuń
  22. Wow, myślę że tak własnie miało być. Ten chłopiec miał trafić właśnie na Was.. Świetnie się zachowaliście. Wzrusza mnie takie postępowanie, bo nie ma teraz dużo takich ludzi..
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest dla mnie... cóż, no ludzkie po prostu. Gdybyśmy minęli tego chłopca bez słowa, to chyba zeżarłyby mnie wyrzuty sumienia.

      Usuń
  23. Jesteś Wielka, a chłopiec miał wiele szczęścia, że trafił na was. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wielka, to nie wiem, ale może po prostu ludzka :)

      Usuń
  24. Niby to zwykły gest, niby taki ludzki, ale tak naprawdę nie każdego stać na takie zachowanie, nawet, jeśli ktoś ma dobre serce. Tak więc to ogromny gest z waszej strony, że pomogliście temu chłopcu, dla niego to na pewno wiele znaczyło :) Nie rozumiem zachowania jego matki, że nie odprowadziła go do ojca, że musiał sam przejść całe miasto. To, że ma 13 lat nie znaczy, że jest w stanie sam trafić na drugi koniec miasta. Mogę zrozumieć, że była w pracy, że nie mogła się wyrwać, ale mogła znaleźć kogoś, kto tego chłopca odprowadzi... No, ale na szczęście pojawiliście się wy i mu pomogliście. To najważniejsze :)
    A Patryk ma rację, na pewno będziesz wspaniałą mamą! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie każdy potrafi. A to powinno być ludzkie przecież, prawda? Taki odruch. Oj Aniu, ja też jego matki nie rozumiałam, ale cóż... też nie chciałam do końca pisać o niej źle, bo tak naprawdę nie znałam sytuacji. Ona akurat była w pracy, według wersji chłopca, ale właśnie - mogła poprosić kogoś o pomoc. A może nie miała kogo? Wersji mogłoby być milion.
      Oby tak było :D :*

      Usuń
  25. przeczytałam jednym tchem.. smutno mi strasznie, jak pomyślę o tym chłopcu. potrzebuje miłości i czułości, a rodzice najwidoczniej mu jej nie dają.. to naprawdę przykre. mam nadzieję, że wyrośnie na silną bestię.
    trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję, że da sobie w życiu radę. Wydawał się cholernie bystry. :)

      Usuń
  26. Mi też żal tego chłopca, jednak dobrze, że Was spotkał :) dobrzy ludzie zawsze mają pod górkę, nawet w tak młodym wieku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w końcu mawiają, że idziemy wszyscy na szczyt... Tylko czasem bywa za stromo po prostu.

      Usuń
  27. Jak to mówił Karol w miodowych latach?
    Maleńka jesteś wielka :*

    OdpowiedzUsuń
  28. Wiem, że wszyscy Cię chwalą i ja też chcę się do tego dołączyć, ale żebyś się od tego za bardzo nie napuszyła! :D Rodzice od tego są, żeby pilnować swoich dzieci (ale znowu nie tak zaborczo, żeby wszystkiego zabraniać i wychowywać pod kloszem), ale z drugiej strony, 13 lat to już nie takie maleństwo i można takim dzieciakom pozwalać robić, co chcą. W granicach przyzwoitości, oczywiście. Ale w sumie, żeby się tak sam błąkać po mieście... Chyba i tak źle, i tak niedobrze ;|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, ogarniam sytuację xD Ano właśnie tak źle i tak niedobrze... Pozostaje mieć tylko nadzieję, że teraz chlopcu jest lepiej. Gdziekolwiek jest.

      Usuń
  29. Czytając notkę nie spodziewałam się, że tak to się zakończy. Snułam takie domyślenia, że może faktycznie porozmawiasz z jego mamą. Ale jednak nie. Ale... i tak była to ciekawa historia. Być może rzeczywiście ten chłopak był takim Aniołem, który chciał Was nakierować?

    OdpowiedzUsuń