środa, 22 października 2014

A ludzie mawiają, że Jezus przyjdzie w glanach...

Lubię z Nim rozmawiać, ale kiedy to robię, wolę patrzeć w niebo, zamiast na figury i obrazy. Jadąc pociągiem, lub idąc do pracy wpatruję się w błękitne i słoneczne, lub szare i mokre niebo. I mówię w myślach, a pod nosem się uśmiecham. Rano i wieczorem. Bo wtedy najłatwiej Go spotkać, wiecie? Jest w porannej rosie, w płatkach śniegu, w promieniach słońca, w kroplach deszczu, a nawet w gwiazdach, które wygasły, ale ich światło rozjaśnia jeszcze kosmiczne przestworza.

I za każdym razem, kiedy z Nim rozmawiam, mówię Mu "dziękuję". Bo jestem wdzięczna, choć przez wiele lat nawet nie próbowałam dziękować. Kiedyś mówiłam, że nie mam komu i nie mam za co. O głupia ja... 

Nauczyłam się wdzięczności, gdy wpoiłam sobie do głowy pewien cytat, do którego od czasu do czasu wracam. 
„Jeżeli dzisiaj rano wstałeś z łóżka raczej zdrowy niż chory… masz większe szczęście niż milion ludzi, którzy nie przeżyją tego tygodnia. Jeżeli nigdy nie doświadczyłeś niebezpieczeństw wojny, samotności, więzienia, tortur ani głodu.. jesteś w lepszym położeniu, niż 500 milionów ludzi na świecie. Jeżeli możesz chodzić do kościoła bez strachu, nie obawiając się aresztowania, tortur lub śmierci… jesteś szczęśliwszy niż miliard ludzi na tym świecie. Jeżeli masz dach nad głową, ubranie na grzbiecie, jedzenie w lodówce i masz gdzie spać… jesteś bogatszy niż 75% ludzi. Jeżeli masz pieniądze w banku i trochę drobnych w portfelu… jesteś wśród 8% światowych bogaczy. Jeżeli twoi rodzice żyją i ciągle są małżeństwem… jesteś wyjątkową rzadkością.
Jeżeli możesz przeczytać tą notkę… Jesteś szczęśliwszy niż dwa miliardy ludzi, które w ogóle nie umieją czytać.”

Pokrzepiające, czyż nie? Nie pamiętam, gdzie wyczytałam te słowa, ale zapisałam je sobie jako moją małą, osobistą motywację. Bo ja... dziękuję. Tak po prostu. Dziękuję za to, że mogę chodzić, wstawać każdego dnia z łóżka. Dziękuję za moją rodzinę, z którą nie zawsze się dogaduję. Dziękuję za przyjaciół, którzy nie zawsze są wtedy, gdy ich potrzebuję, ale to uczy mnie samodzielnej walki. Dziękuję za ludzi, którzy mnie otaczają, choć nie za wszystkimi przepadam, choć niektórzy sprawiają mi przykrość, kładą kłody pod nogi, choć przez niektórych upadam... dziękuję. Bo właśnie dzięki tym, którzy próbują uczynić mnie słabą, ja staję się silniejsza. Dziękuję, że umiem się śmiać. Bo wiecie, Kochani, nie każdy potrafi. I nie każdy ma dystans do siebie. I dziękuję za miłość, jaką zostałam obdarzona. To więcej, niż potrafiłam sobie kiedykolwiek wymarzyć.

I mówię Mu, że nauczyłam się wybaczać. Że pamiętam, bo trudno zapomnieć - przecież jestem tylko człowiekiem. Ale wybaczyłam, nie trzymam urazy w sercu. I jestem wolna. Wolna od złości wszelakiej.

I mówię Mu, że przepraszam. Przepraszam za to, że nie jestem zawsze taka, jaka być powinnam. Przepraszam za to, że ranię czasem. Przepraszam za to, że czasami składam obietnice, których nie jestem w stanie później dotrzymać. Przepraszam za to, że czasami chciałabym za dużo. I przepraszam za to, że czasem mam za dobre serce.

I mówię Mu, że proszę. Proszę o zdrowie dla mojej rodziny i przyjaciół, a później dla mnie. Proszę o dobry dzień. Proszę o pomoc w moich małych i wielkich walkach. I proszę o to, by pewni ludzie nigdy ode mnie nie odeszli. Bo odejścia bolą czasem aż za bardzo.

I po każdej takiej rozmowie czuję się szczęśliwa i spokojna. Bo lubię rozmawiać z Nim.
Lubię rozmawiać z Bogiem.
Bo wierzę w Niego.
Ale nie wierzę już w Kościół.

A przynajmniej nie w taki Kościół, który zepsuli ludzie, a nie taki, jaki stworzył Chrystus. Bo coś, co dostanie się w dłonie człowieka zawsze prędzej czy później staje się wadliwe tak samo, jak on. Taki Kościół był, ale dla mnie dziś już nie istnieje. To, co stworzył Bóg było dobre. A może nadal jest, tylko dostało się pod władze niewłaściwych ludzi?

I nie chcę tu mówić o wizerunku księdza-pedofila, czy księdza chytrego na pieniądze. Bo nie chcę być hipokrytką. Bo nie chcę osądzać stereotypowo tak, jak pewien ksiądz ocenił mnie, nazywając mnie opętaną, gdy chciałam wejść do kościoła w glanach i ogniście rudych włosach. "A co to za piekło w tych włosach!? - do dziś jego głos szumi mi w głowie. Bo ja nawet nie zauważyłam, że mam glany, a do rudych włosów przyzwyczaiłam się już za bardzo. Po prostu noszę się, jak się noszę. Mimo moich dwudziestu czterech lat jeszcze z rudości i glanów "nie wyrosłam" w przeciwieństwie do innych "glaniar", które znałam w przeszłości. A gdzie ten Bóg, o którym ksiądz mówił? Gdzie ten Bóg, który kocha nas takich, jacy jesteśmy? Gdzie ten Bóg o którym ksiądz mówi w swoich kazaniach?
Pewne pytania nie dawały mi spokoju.
A znam paru cudownych księży i świetnych braci franciszkanów. Nawet takich, z którymi można było usiąść przy piwie i pogadać o Bogu. Albo pograć na gitarze. Takich, przy których można było siarczyście przeklnąć. Takich, którzy przychodząc po kolędzie odpalali ćmika, a potem mówili, że Jedyneczka Zeppelinów to najlepszy album wszech czasów.
Ale znam też takich, którzy podczas spowiedzi pytali się, w jakich pozycjach uprawia się seks.

I w pewnym momencie się zbuntowałam.
Kiedyś myślałam, że jestem ateistką.
Tylko ze względu, że pochodzę z religijnej (choć nie przewrażliwionej!) rodziny, moją rzekomą niewiarę mogłam skrywać tylko głęboko w sercu. Kiedy szłam z nimi do kościoła, "bo tak trzeba", stawałam z tyłu i wbijając wzrok w ziemię zaciskałam usta, czasem do bólu, czasem do krwi. Starałam się nie słuchać, nie czuć. Buntowałam się całą sobą.
Jednak gdy umarła Babcia, poszłam do kościoła w środku tygodnia. Podziękowałam Bogu, że wreszcie przestała się męczyć, że wreszcie się nad nią ulitował, że wreszcie nie muszę patrzeć, jak cierpi. I poprosiłam, by trafiła do Nieba, jeśli ono istnieje. Płakałam.

I wtedy pomyślałam, że trudno nie wierzyć w nic...

Wydawało mi się więc, że znów wierzę. Choć nie byłam pewna w co. I nie byłam pewna jak. Byłam zagubiona. Dziś też jestem, chociaż nieco mniej.

Wciąż nie rozumiałam tego, o czym mówił Kościół. Nie umiałam wyznawać czegoś, co wydawało mi się nielogiczne. O przykazania, których sensu nie rozumiałam. Ktoś kiedyś powiedział mi: "uznałem, że jestem katolikiem, bo po co mam się kłócić o wiarę z ludźmi, którzy wiedzą więcej ode mnie na jej temat?" No zdecydowanie. Wiedzą nawet więcej od seksuologów chociażby i od doktorów innych nauk. I nie chodziło tu o "ułatwienie sobie wiary" - jak powiedział mi pewien ksiądz. Chodziło o nadzieję, którą te sprzeczności mi odbierały.

Przecież jestem dobra do cholery, więc o co chodzi? - myślałam.

Ale wiecie co? Pewnego dnia zechciałam zgodnie z zasadami Kościoła pójść do spowiedzi, bodajże przed Bożym Narodzeniem i powiedzeniem wszystkich grzechów, nawet tych, których do tej pory wstydziłam się wypowiadać. Po czym wyczuwając, że ksiądz jest w porządku zadałam mu to samo pytanie, co wyżej.  
- Przecież czuję, że jestem dobra, staram się, więc o co chodzi?
Nigdy nie zapomnę tego, co wtedy mi powiedział:
- Wiesz, w ostatecznym rozrachunku Bóg zada ci tylko jedno pytanie. Czy kochałaś? Tylko to się liczy. Nie ma na tym świecie nic ważniejszego od miłości. A jeśli będziesz chciała się szczerze wyspowiadać, po prostu idź, usiądź tam w ławce i pogadaj z Jezusem, jak z najlepszym kumplem od piwa. Powiedz mu, co leży ci na sercu, a on cię wysłucha.

I wiecie... od tamtej chwili po prostu staram się kochać. Kochać świat, ludzi i Boga, choć widzę Go nieco inaczej, niż mówi o tym Kościół. Bo "mój" Jezus siada czasem ze mną w ławce i wiecie co? On też, cholera, ma glany!
Swoją drogą, z tego, co mi wiadomo ksiądz, od którego usłyszałam powyższe słowa został przeniesiony do innej parafii za głoszenie herezji. Głosił herezję, bo dawał nadzieję?
Dziękuję za takie zasady.
I chodzę do kościoła. Wbrew pozorom. Wchodzę do niego nawet w glanach. Nie zawsze jestem w nim w niedzielę, bo niekoniecznie lubię czuć na sobie wzrok starszych pań w moherowych czapeczkach z kikutem, ale lubię do niego iść w tygodniu, wieczorami, gdy świeci pustkami.
Siadam w ławce i rozmawiam z Nim, bo tak po prostu chcę.
I chcę mieć nadzieję.
Czasem po prostu tyle wystarczy, by móc spokojnie żyć.


151 komentarzy:

  1. Też nie wierzę w kościół, chociaż w Boga bardzo. Ostatnio dużo się dzieje w tej mojej wierze i wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie, więc wiem, co czujesz. Dawno temu doszłam do wniosku, że wiara w Boga, a kościół, to zupełnie dwie różne kwestie. Można je łączyć, ale niekoniecznie trzeba je akceptować. Bo Bóg to Bóg, a kościół to kościół. A raczej kościół to ksiądz, bo od tego wiele zależy. U mnie jest tak, że księża są... przynajmniej proboszcz, bo reszty nie znam na tyle, by wyrobić sobie o nich zdanie, totalnie antyreligijny. Ma kochankę (nauczycielkę z mojego technikum), bił się o nią publicznie z innym księdzem, jest łasy na kasę i to bardzo!, no i daje kazania, do których sam się nie stosuje. To jest dopiero hipokryzja. Ale wiem, że gdy wierzy się w Boga, w Jezusa, to księża, mimo, że mogą zniechęcać, nigdy nie ustaje. Teraz to wiem i dlatego chętnie chodzę na msze. Bo jak napisałaś, On jest wszędzie. I w każdej chwili mogę z nim pogadać. Kościół, jako miejsce, dom boży, też jest w porządku. Jedyne ale jakie mogę mieć, to właśnie do zachowania niektórych księży, bo na szczęście, nie wszyscy są tacy sami :)
    A ten ksiądz dobrze Ci powiedział, nie ma nic ważniejszego od miłości. Szkoda tylko, że ten ksiądz został przeniesiony za głoszenie herezji (?), bo według mnie, takich księży teraz potrzebujemy! Takich, którzy wierzą, a jednocześnie rozumieją i akceptują wiernych, zwłaszcza tych młodych. No ale co zrobić, sprawiedliwości nigdy nie było i nie będzie :) Najważniejsze, że chcesz i lubisz rozmawiać z Nim, z tym najwyższym, który nigdy nie ocenia, jak jego wysłannicy, nie powie, co masz robić, nie doradzi, ale mimo wszystko - pomoże, a nie skrytykuje. To jest dopiero coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się zmienia i wiesz, jest to jak najbardziej normalne. Bo jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do tego, by wątpić. Poza tym... kiedy patrzę na dzisiejszych "katolików" i widzę na czym to wszystko dzisiaj polega, to po prostu mi wstyd. A nawet czuję obrzydzenie. Co to za wiara, którą rządzi pieniądz?
      O widzisz. I ja naprawdę wszystko rozumiem, każdy jest człowiekiem, ma swoje słabości itd... ale właśnie o tę hipokryzję w wielu przypadkach mi chodzi.
      Ano tak, został przeniesiony. Bo za bardzo był "dla ludzi" a nie "dla Boga". A może głosił jakieś prawdy, które są zakazane? Cholera wie. Takich księży teraz potrzebujemy, tak samo jak ks. Lemańskiego (nie wiem, czy wdrożyłaś się trochę w tę akcję na Woodzie). A ja popieram jego słowa.
      Otóż to :)

      Usuń
    2. Oczywiście, że tak, że mamy prawo wątpić, mamy prawo zmieniać zdanie, ale dzięki temu kształtujemy swój światopogląd i to wbrew pozorom jest nam bardzo potrzebne. Daj spokój... coraz więcej księży jest nimi z chęci zarobienia kasy, a nie z powołania. Za wszystko biorą pieniądze, w ogóle nie myślą o wiernych, a w kazaniach mówią o tym, że Jezus nauczał, nie miał nic, ale dawał innym, nie oczekując nic w zamian. A oni? Patrzą tylko jak zarobić. Oczywiście, nie wszyscy tacy są i całe szczęście. Wyobraź sobie, że u nas w parafii proboszcz sobie wymyślił, żeby płacić za groby, opłata jest raz na 25 lat, po 10 zł, ale na raz wychodzi 250 za jeden grób. A jak ktoś ma więcej grobów... No, a jak ktoś nie zapłaci, to wyciągną szczątki i je wyrzucą, żeby było miejsce na kolejnych zmarłych. Paranoja.
      Mi się wydaje, że ksiądz, który jest bardzo "dla ludzi" dzięki temu jest bardzo "dla Boga", ale nie każdy tak uważa, niestety... Właśnie, takich księży potrzebujemy, ale "władza wyższa" tego nie rozumie, bo to niby sprzeczne z kościołem. Z wiarą to na pewno nie jest sprzeczne. Coś słyszałam o ks. Lemańskim, głośno było na ten temat. Ja to bym chciała, żeby księża byli tacy jak papież Franciszek, tak bardzo ludzcy, skromni, z sercem na dłoni, a nie z ręką wyciągniętą po pieniądze, choć nie tylko o pieniądze chodzi. To temat bardzo dyskusyjny :)

      Usuń
    3. Otoż to ;)
      Wiesz, mi się np bardzo podoba u nas zakon franciszkanów. Co prawda słyszałam, ze i oni święci nie są, no ale... jeśli chodzi o tę "kasę" to są zakonem żebraczym jednak. Żyją biednie i skromnie, tak, jak powinni w sumie.
      To wszystko jest chore. W sumie... będąc katolikiem aż strach być chowanym :/
      Nie, bo wg wielu księży Bóg jest ważniejszy od ludzi. Ba, jest wazniejszy od ludzi których kochamy.
      A papież najwyraźniej zaczyna im przeszkadzać, bo zbyt wiele rzeczy wychodzi na jaw za jego pontyfikatu, chociażby pedofilia.

      Usuń
    4. Nikt nie jest idealny, niezaleznie od "rodzaju" wiary, nawet nie wiem jak to nazwac :), ale to, ze zyja skromnie to wielki plus. Bo teraz swiatem rzadzi pieniadz, a gdy oni od tego stronia, to ludzie to doceniaja. A o to wlasnie chodzi.
      ano strach, ale co poradzic? Trzeba i z tym dac jakos rade.
      Tacy ksieza maja poprzestawiany system wartosci i wiary przede wszystkim. Ale dzieki temu widac ktory ksiadz jest dla ludzi, a ktory dla kasy.
      Przeszkadza im i to bardzo. Bo chce wprowadzic w obieg wlasne przekonania, ktore sa dobre i powinno sie je wprowadzac, np druga szansa dla rozwodnikow. Przykladow jest wiele, ale szkoda, ze papiez tak naprawde nie ma decydujacego glosu w podejmowanych decyzjach (z reguly).


      Usuń
    5. Dokładnie, właśnie chodzi o to, by zrozumieć, że światem powinno rządzić co innego, a nie pieniądz właśnie ;)
      Otóż to.
      Chociażby, właśnie też o tej "drugiej szansie" słyszałam. Ale właśnie... oni i tak robią, co chcą ;]

      Usuń
  2. Pięknie napisane... jak zawsze w sumie, Kochana :-)
    Ja to w Boga nie wierzę, nigdy nie wierzyłam, już jako dziecko. I zapewne nigdy w niego nie uwierzę. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem :) W końcu każdy ma prawo do swojej wiary, albo niewiary właśnie. :)

      Usuń
    2. Takie samo mam zdanie. :-)

      Usuń
    3. Więc cieszę się, że znów się rozumiemy :)

      Usuń
    4. :)
      Jak tam ślubne przygotowania?

      Usuń
    5. Oj, jeszcze odległe :) Na razie rozglądamy się za salą :)

      Usuń
    6. No sala jakby nie było najważniejsza, bo trzeba ją rezerwować jako pierwszą. :-)

      Usuń
  3. Kurczę...Ty to potrafisz napisać. Zawsze jak Cię czytam to przenoszę się gdzieś hen, hen daleko. Dziękuję Ci za to :*
    A teraz do rzeczy :)
    Ja zawsze byłam anty nastawiona do kościoła, księży i całej tej kościelnej otoczki. Miałam ku temu powody.
    Mama całe życie mówiła mi, że do kościoła chodzimy nie dla księdza, a dla Boga...no, ale weź chodź do kościoła dla Boga i słuchaj głupot, które opowiada ksiądz! Słuchaj kazań polegających na wyłudzaniu od parafian pieniędzy! Mogłabym wymieniać do jutra, ale po co...szkoda nerwów.
    Zaczęłam modlić się w domu, do kościoła wchodziłam wtedy kiedy nikogo w nim nie było, albo była garstka ludzi.
    Modlić, rozmawiać, opowiadać...
    Nie podoba mi się ślepa wiara, albo wiara na pokaz...na cholerę takie coś??
    Kiedy urodziła się Zuzia zaczęłam zabierać Ją do kościoła, na msze, zaczęła uczyć się pacierza, modlić przed snem, pytać i interesować się wszystkim...
    Staram się wychować Ją na dobrego człowieka, będę przekazywała wiarę i uczyła Jej, ale nigdy nie będę do niczego Jej zmuszała.
    Ach, ciężki to temat, ale niezwykle ważny.
    Ściskam Cię mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, nie ma sprawy ^^ :*
      Dokładnie. Ja pewnego dnia miałam dosyć siedzenia w kościele i klęcia pod nosem, bo ksiądz opowiadał takie farmazony, że nie szło tego słuchać.
      A wiara na pokaz to bardzo częste. A najlepsi są ci, co chodzą do kościoła na Wielkanoc i Boże Narodzenie i zapieprzają do pierwszych ławek. -.-
      I to bardzo dobre podejście Kochana, żeby nie zmuszać. Bo ja właściwie byłam zmuszana, można powiedzieć i wiem, że nie wyszło mi to na dobre. To bardzo ważne, żeby takie dziecko, czy nastolatek miał prawo wyboru.
      :*

      Usuń
  4. Ja najczęściej rozmawiam z Bogiem przy oknie. Wiem, że mnie słyszy, bo kilka razy, gdy znajdowałam się w sytuacji pozornie bez wyjścia - stałam przy tym oknie, uryczana i prosiłam Go o pomoc, o wskazówkę, prosiłam żeby WSZYSTKO BYŁO DOBRZE. I wiesz co? Za każdym razem mi pomógł, za każdym razem wszystko skończyło się dobrze. Dlatego uważam ten swój parapet, za mój prywatny konfesjonał, przy którym On zawsze czeka i zawsze mnie wysłucha.
    A cytat, który napisałaś jest na prawdę piękny i daje porządnego kopniaka w tyłek - oczywiście pozytywnego. Spójrz, jakie mamy szczęście! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo widzisz, ja uważam, że taka własna modlitwa jest lepsza i bardziej szczera, niż klepanie regułek w kościele. I nie trzeba się do niej zmuszać, po prostu rozmawia się, kiedy ma się takową potrzebę :)
      No widzę właśnie :) A kto by pomyślał, nie? :D Tym bardziej, że ja dzisiaj wstałam z łóżka bardziej chora niż zdrowa XD
      Ale to prawda, mamy ogromnie dużo i warto o tym pamiętać :)

      Usuń
    2. Mam takie zdanie jak Ty i też w kościół już nie wierzę. Chodzę tam tylko w święta, duże święta. Jak mam okazję, to się wyspowiadam.
      Ja dziś się obudziłam tak zmarznięta, że spod kołdry wystawał mi tylko czubek głowy. :P

      Usuń
    3. To ja chodzę częściej, ale własnie wolę iść wtedy, kiedy jest tam mało ludzi, np w tygodniu. Bo jednak to miejsce mnie wycisza. :)
      Uroczo :D Obyś się tylko nie rozchorowała, jak ja!

      Usuń
    4. Mnie też do kościoła zraził mój proboszcz, który ciągle ma do ludzi jakieś pretensje. Wyobraź sobie, że nawet w Sylwestra, na mszy o 16. potrafił wyzywać wszystkich tych, którzy idą na zabawę, bo jest jest złe i szatańskie - chory człowiek, już się nie ma czego czepiać.
      Moja współlokatorka od dwóch tygodni próbuje mnie zarazić, kaszląc wszem i wobec, ale nie dam jej tej satysfakcji i BĘDĘ ZDROWA. :D

      Usuń
    5. Dokładnie, chory człowiek, który nie ma się czego czepiać. Bywają i tacy, wierz mi, sama odczulam to na własnej skórze...
      Dobre postanowienie xD Nie daj się! To odporna kobitka z Ciebie jest ^^

      Usuń
    6. Ech, szkoda gadać na taki temat... U mojej babci jest za to całkiem fajny ksiądz. Czasem przychodzi wyspowiadać mojego dziadka przez bramę. xD
      Wiesz, doszłam do wniosku, że już byłam chora w tym roku i to w same wakacje, nad morzem (dodam, że dobijałam się lodowatymi drinkami i żyję! :P) - więc na ten rok mi wystarczy. :D

      Usuń
    7. Haha, a to Ci kwiat :D
      no nieźle xD Ja zasadniczo choruję dwa razy do roku, na wiosnę i na jesień właśnie :D

      Usuń
    8. Ale ogólnie jest bardzo pozytywny i wszyscy Go lubią. :D
      Ja staram się w ogóle nie chorować. W te wakacje byłam chora pierwszy raz od.... nawet nie wiem od kiedy. :P
      Nad morzem śmiałam się, że się hartuję tymi drinami. xD

      Usuń
    9. No i tacy są najlepsi, bo są dla ludzi przede wszystkim :)
      W takim razie zazdroszczę :D Chociaż musze poszukać sposobów na zahatrowanie xD
      To jest dobry sposób :D Mimo ze zimne, to jednak procenty zabijają bakterie xD

      Usuń
    10. Dokładnie. :)
      To już jeden Ci podsunęłam xD
      Dokładnie! Chociaż patrząc w ten sposób, to niektórzy powinni być nieśmiertelni. :D

      Usuń
    11. A Królik podsunął mi drugi, żeby się kąpać pod zimnym prysznicem xD Już widze, jak jestem zdrowa dzięki Wam xD
      Cóż, alkohol zabija bakterie, ale głupoty już nie :P

      Usuń
  5. Ja siebie nazwałabym raczej agnostyczką. Ciężko jest mi wierzyć, a do księży i kościoła się zraziłam. Pamiętam, że kiedyś ksiądz chciał mnie wyrzucić z konfesjonału tylko dlatego, że kilka miesięcy nie byłam u spowiedzi, bo po prostu nie miałam takiej możliwości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm też się kiedyś nazywałam agnostyczką. I cóż, takie sytuacje chyba najbardziej zrażają...

      Usuń
  6. Ale mi dziś potrzebne były te słowa o tym,że nie mam tak źle-bardzo, bardzo potrzebne.
    Co do wiary, wierzę, nie lubię niektórych księży, nie lubię zakłamania pewnego, pewnych procedur. Ale lubię być w kościele, wolę pusty niż pełen wystrojonych pań-pisałam zresztą o tym. Ale mocno wierzę i wiara wiele mi daje. A z Bogiem gadam kiedy mnie najdzie ochota, czy przy obieraniu marchwi, czy oglądaniu serialu. Lubimy się, tak myślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc dobrze, że tu trafiłaś dziś :)
      I właśnie taka świadomość jest fajna. Wydaje Ci się, że się lubicie i to jest dobre :)

      Usuń
  7. Te słowa i ja musiałam sobie zapisać. Wręcz wybacz ale musiałam je udostępnić na fejsie :) Są tak piękne, że i ja z przyjemnością się nimi podzieliłam :)
    Kiedyś byłam pod względem wiary osobą podobną do Ciebie. Właściwie przez dłuższy czas tylko dziękowałam Bogu że mam to co mam. Chociaż zaczęło się od tego, że modliłam się zawsze o coś i zawsze to dostawałam. Później byłam tylko wdzięczna, a później znów przyszły gorsze czasy i zaczęłam się modlić o poprawę sytuacji. I ilekroć o coś się modliłam to było dokładnie na odwrót. Zostawały same najczarniejsze scenariusze. A jak przestałam się modlić to sytuacja układała się po mojej myśli. Przestałam się modlić. Ale po jakiejś dłuższej przerwie znów zaczęłam. I znów było to samo. Do tej pory się nie modlę. Po prostu dostałam tak po łapach, że zupełnie się boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, nie gniewam się xD
      Hmm, więc i u Ciebie było to dosyć... zagmatwane. W sumie to się nie dziwię, że po takich "huśtawkach" człowiek zaczyna wątpić, a brak rozmowy z Bogiem wydaje mi się właściwie po czymś takim całkiem normalny.

      Usuń
    2. Ja właśnie uwielbiałam z nim rozmawiać. O wszystkim i o niczym. Miałam nawet ulubioną katedrę w mieście, gdzie chodziłam i siedziałam czasem nawet godzinę i rozmawiałam z Bogiem. Często bywało tak, że jak na przykład pokłóciłam się z kimś, to po wyjściu dostawałam od tej osoby smsa. Naprawdę! To były takie cuda każdego dnia, w które kiedyś wierzyłam. Teraz wierzę, że Bóg się na mnie obraził, może dlatego, że obiecywałam mu chodzić do kościoła, a nie chodzę. Ale ja nie lubię moich księży!

      Usuń
    3. A bo widzisz wiele jednak od księży zależy. Sama dobrze wiem, jak oni potrafią odepchnąć od wiary nieraz, także wiesz...

      Usuń
    4. U nas to takie plotki chodzą o tych księżach, że po prostu uszy wiedną...
      Jeden to po prostu imprezowicz taki, że policja na niego po lasach poluje żeby go złapać jak jedzie po pijaku...

      Usuń
    5. Hahahaha, rozrywkowy chłop XD

      Usuń
  8. ja jestem wierząca chodzę do kościoła modlę się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeśli czujesz się z tym szczęśliwa, to chwała Ci za to :)

      Usuń
  9. Tak pięknie ujęłaś sedno sprawy,że chyba nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z tym wszystkim :)
    wiara,nadzieja,miłość - na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miło Sissi, że się zgadzasz :)

      Usuń
  10. Znam ten cytat :D Na co dzień co prostu nie zwraca się uwagi na takie drobiazgi, bo jak się porównujesz, to raczej do drugiego Polaka, a nie np. do mieszkańca Afryki, który naprawdę nic nie ma.
    I chyba jednak nie rozumiem niektórych stanowisk Kościoła skierowanym przeciwko homoseksualistom chociażby, bo podobno Bóg i Jezus kochają wszystkich bez wyjątku, a Ci najbardziej zagorzali katolicy usiłują udowodnić, że nie, wcale tak nie jest, bo oni kochają tylko tych "normalnych"... ;|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na fejsie go kiedyś wyczaiłam :D A jednak Polaki to cebulaki, no...
      Dokładnie, Kościół sam sobie zaprzecza. A kiedy napiszesz to któremuś księdzu to odpowie Ci, że plujesz szatańskim jadem. Super, naprawdę super podejście.

      Usuń
    2. Ja nie pamiętam gdzie, ale niewykluczone, że też tam :D
      Słyszałam, że w Biblii też znajdują się fragmenty, które sobie przeczą, ale jak ktoś się kiedyś zapytał o to księdza, to on odpowiedział, że niektóre rzeczy się jakoś inaczej interpretuje, więc wszystko jest okej... o_O

      Usuń
    3. Szkoda, że zamiast tłumaczyć to na kazaniach właśnie, to oni w kółko mówią tylko o tym, że Bóg jest miłosierny.

      Usuń
  11. Pięknie to napisałaś. W życie staram się postępować tak żeby nigdy nikt przeze mnie nie płakał, staram się, chociaż nie zawsze wszystko wychodzi tak jak bym chciała. Ja nie wiem, w co lub kogo wierze. Kiedyś wierzyłam, że dobro zawsze zwycięża, ale dzisiaj to ja już do tego nie jestem przekonana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc po prostu próbujesz być dobra i jak mniemam właśnie taka jesteś ;) Cóż, choć wierzę z Boga, nie wierzę w kościół, to ostatnio bliżej mi nawet do wiary w reinkarnację.

      Usuń
  12. Przyznaję się szczerze, też chodzę w glanach :D Latem w trampkach, ale teraz, kiedy jest zimno i mokro to po co mam się męczyć? Wyzywanie glaniarzy od satanistów to tylko kolejny stereotyp i przykład głupoty którym nie zamierzam się zajmować. Ja się nie czepiam, że Iksiński co niedzielę przychodzi do kościoła pijany i zasypia w ostatnim rzędzie, a Kowalska ubiera się makabrycznie i zalatuje czosnkiem. Ogólnie mówienie że jest się niewierzącym bo w kościele zimno, ksiądz głupi a przykazania trudne to jedna z większych głupot jakie w życiu słyszałam.
    Jakbyśmy nie mogli dać sobie spokoju z tą całą ziemską otoczką. Ona musi być, bo Kościół to instytucja, i tak jak Urząd Skarbowy musi liczyć forsę, zatrudniać pracowników, mają w niej miejsce skandale, oszustwa i idiotyzmy (i tak mniejsze niż w naszym Sejmie a jakoś opinia publiczna nie deklaruje się nagle zwolennikami monarchii). Więc dajmy sobie spokój z instytucją i zajmijmy się wreszcie tą sferą sacrum. Nie ma nic gorszego niż przyziemność, w każdej dziedzinie życia, i to jedna z cech których u ludzi nie mogę tolerować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wyczytałam :D Też latem popylam w trampkach, bo najwygodniej, no i ogólnie nie lubię obcasów ^^
      Dlatego ja po prostu unikałam tu hipokryzji i mówienia o księżach pedofilach chociażby. Bo nie chciałam zniżyć się poziomem myślenia do pewnego księdza, który wlaśnie uznał mnie za satanistkę.
      Ale cóż, żyjemy w kraju, gdzie stereotypy to podstawa, tak czuję.
      Kościół to instytucja, która tylko w naszym kraju tak bardzo wpieprza się w politykę i nie tylko. I to mnie najbardziej wkurza po prostu.
      I wiesz, ta przyziemna otoczka niestety mocno się odbija na ludziach, którzy mimo wszystko chcą wierzyć. Bo po prostu wpaja absurdy. A ludziom rodzą się w głowach pytania, na które nie otrzymują odpowiedzi. I rodzi się chaos. Bo księża sami nie wierzą w to, co mówią.

      Usuń
  13. podobno Bog nie daje nam na barki ciezszego krzyza tylko taki ktory bysmy dali rade uniesc i moze nawet jak czasemi sie nie dzieje dobrze to ma jakis cel... moze tez w zyciu nie bedzie sie mialo wszystkiego ale czasem szczescie moze byc zawarte w banalnych sprawach a nie wielkich sprawach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam kiedyś taką teorię. Jednak wciąż zastanawiam się na ile jest to sprawiedliwe.

      Usuń
    2. no nie zawsze jest sprawiedliwe to co nas spotyka ale czasem tak po prostu bywa... czasem musi byc ciekzo by pozniej bylo lekko...

      Usuń
  14. Nie rozumiem co to ma wspólnego, że chciałaś wejść w glanach do kościoła czy to jakiś zakaz, idziesz tak jak ci się podoba a Bóg nie patrzy czy idziesz w glanach czy w szpilkach. Ważne, że chcesz iść i normalnie z nim porozmawiać, wyznać co cię boli i za co chcesz podziękować. Niektórzy księża nie idą za powołaniem tylko za pieniądzem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tego nie rozumiem XD

      Usuń
    2. Nikt tego chyba nie umie wytlumaczyc :)

      Usuń
    3. No bo to jest poronione, cóż rzec więcej...

      Usuń
  15. Ciekawa, ciut przydługawa historia.
    A jeśli o glany chodzi... moja znajoma była Marianką i chodziła w nich na msze, żaden problem ;)
    Bardzo ładny nagłówek, chociaż kot wygląda jak cyborg xD
    Pozdrawiam,
    Lina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, mam skłonności do rozpisywania się XD Aczkolwiek czytelnikom to nie przeszkadza, jak mniemam. ;)
      Super, fajnie miała Twoja znajoma!
      Uważaj, nie mów tak o nim, bo jego jedno oko cyborga wysysa ludzkie dusze, a potem je zjada.

      Usuń
  16. Wiesz, to, co napisałaś..daje do myślenia. Jednakże...ja nie wierzę ani w Boga ani w Kościół. Przestałam. Nie wierzę, że istnieje coś po śmierci. Po prostu.
    PS gdybyś chciała zaproszenie na bloga to napisz do mnie: diablica.z.wyboru@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można i tak, cóż, każdy wierzy, lub nie wierzy właśnie i ja to w pełni rozumiem i akceptuję. Po prostu ;) Wolna wola, o.
      Odezwę się ;)

      Usuń
    2. :) Dokładnie. Każdy wierzy w to co chce. ;)
      Okej!

      Usuń
    3. No i już wszystko wiem ^^

      Usuń
  17. Ja wierzę w Boga, jestem wierząca i praktykująca... i to właśnie Jego siła, pozwoliła mi przetrwać najtrudniejszy moment w moim życiu kiedy Luby odszedł z dnia na dzień. Ale wiem, że ludzi dobrych Pan Bóg zabiera szybciej... a tym gorszym daję szanse na poprawę i ja w to wierzę... Cieszę się Asiu, że Ty wierzysz... tak pięknie o tym napisałaś ;-) nie ujęłabym tego lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem o czym mówisz. Ja też szukałam Boga własnie w takim momencie, kiedy odszedł ktoś bliski. Ano wierzę, na swój własny sposób, ale wierzę ;)

      Usuń
    2. wiele osób mi się dziwiło, że ja wtedy chodziłam do kościoła i nie miałam żalu do Boga, że mi Go zabrał... ale właśnie modlitwa dawała mi siłę i wiedziałam choćby przez łzy,że nic nie dzieje się bez przyczyny... na pewno wiesz o czym mówię, ściskam! :*

      Usuń
    3. Dobrze wiem o czym mówisz Kochana. Bo modlitwa naprawdę pomaga, bez względu na to, w co wierzymy. Ale wlaśnie - dobrze jest wierzyć :*

      Usuń
    4. Jak zawsze mnie rozumiesz ^^ :*

      Usuń
    5. Oj Asiu, powiem Ci,że patrząc na liczbę komentarzy u Ciebie jak i burzliwe dyskusję nie tylko ja Cię rozumiem :* ;)

      Usuń
  18. Lubię czytać takie wpisy/teksty.Może dlatego, że intryguje mnie wszelki kontakt z Bogiem/ relacje innych ludzi ze Stwórcą. Sama często z Nim rozmawiam. Czasami chciałabym wiedzieć co On o mnie myśli.. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dla mnie jest to dość ciekawe :) A myślę, że takie postrzeganie Go na swój sposób jest o wiele wartościowsze, niż "klepanie regułek" i uczenie się ich na pamięć ;)

      Usuń
    2. Na pewno ;) rozmowa z Nim (chociażby w myślach) jest zapewne lepsza niż bezmyślne powiedzenie modlitwy, po której zastanawiamy się czy już ją całą powiedzieliśmy czy dopiero będziemy to robić ;]

      Usuń
    3. ...a nie raz o co w niej w ogóle chodzi :)

      Usuń
  19. Wiara w Kościół umiera... i chyba bardzo dobrze. Wiadomo, że to kult, tradycja, ale patrząc na to, co robią księża, zakonnicy, czy ogólnie ludzie, którzy powinni dawać przykład... Wiadomo, każdy popełnia błędy, ale czasem ma się ochotę powiedzieć takiemu tylko 'ogarnij się, bo robisz dużo gorzej'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie... bardzo dobrze. Bo uważam, że to nie jest to, co stworzył Chrystus. A może jest, ale zostało spaczone przez człowieka po prostu... i niewiele ma wspólnego z tym, co miało być na początku.

      Usuń
  20. Jesteś pierwszą blogerką, która sprawiła, że się poryczałam. Dziękuję.
    Chciałam opowiedzieć moją historię wiary, ale się nie udało - nie chcę pisać drugi raz tego samego dlatego tylko napiszę podsumowanie:
    Niedawno miałam drugi kryzys wiary. Na szczęście miałam, bo teraz już nie mam. Nie mam żadnych wątpliwości. Wiem, że Bóg jest. Bóg nas szuka. Gdy mówimy, że Go nie ma - nie dajemy Mu do siebie dostępu, nie ma szans, żebyśmy poczuli Jego obecność, gdy wszem i wobec będziemy ogłaszać, że Go nie ma. Bóg chce byśmy w Niego wierzyli, Bóg szuka nas, gdy zbłądzimy.
    Może to, co teraz napiszę wyda się dziwne, ale nawet w Twojej notce odnajduję Boga. Jeszcze kilka tygodni temu po prostu ominęłabym taki post, stwierdziła, że nie ma sensu tego czytać, bo i tak dzięki temu nie uwierzę, to nie rozwiąże moich wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nosz cholera jasna, nie beczeć mi tu! XD
      Rozumiem Twoją historię, choć napisałaś ją w największym skrócie. Bo ja siebie nawet ateistką nazywałam, ale teraz sobie myślę, że w pewien sposób robiłam sobie krzywdę, bo odbierałam sobie nadzieję po prostu.
      I widzisz, ja nawet nie miałam takiego zamiaru, byście Boga odnajdowali w tym poście, czy coś. Najbardziej zależało mi na tym, by wylać te moje uczucia, uporządkować jakoś to, co siedzi w środku :)

      Usuń
  21. Mądry ten cytaty :)
    I mam podobnie jak ty nie lubię modlić się (rozmawiać z Bogiem) do figurek lub obrazków, lecz patrząc na niebo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, dlatego podzieliłam się nim z Wami :)
      W niebo, albo... wgłąb własnej duszy ;)

      Usuń
    2. i to jest to.
      W końcu Bóg jest wszędzie :)

      Usuń
    3. Poza tym kościół jest strasznie zakłamany - moja babcia pracowała u proboszczy i to co się na słuchałam to aż włos się jeży

      Usuń
    4. Włąśnie też siędowiedziałam sporo od ludzi,którzy mają takie informacje z pierwszej ręki...

      Usuń
  22. Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Podpisuję się pod tym wszystkim. I dziękuję za inspirację. Od dawna mam pomieszane w głowie jeśli chodzi o sprawy religijne. Twój post dał mi do myślenia i powoli wszystko zaczyna się układać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy ^^ Więc cóż, hmm... cieszę się, że pomogłam Ci to na swój sposób "poukładać" :)

      Usuń
  23. Właśnie miłość stawiam na pierwszym miejscu i kilka osób mi się dziwiło i wmawiało, że przecież najważniejsza jest nauka, praca, pieniądze. Ja jednak nadal trzymam się swojego zdania i nie mówię, że te rzeczy są nieważne, bo są potrzebne w życiu, ale nie wiem jak można stawiać je ponad miłością.
    Ten post dał mi bardzo dużo do myślenia. Cieszę się, że zostawiłaś komentarz u mnie na blogu, bo dzięki temu trafiłam na Twojego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, że trzymasz się swojego zdania, bo masz rację. Najważniejsze, to nie dać się zwariować.
      Cała przyjemność po mojej stronie, również się cieszę, że trafiłam do Ciebie :)

      Usuń
  24. Jako osobie niewierzącej trudno mi się wypowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to możemy porozmawiać o pogodzie :)

      Usuń
  25. zgubiłam się w swojej wierze, błądzę, do kościoła chodzę od czasu do czasu bo wypada, kiedyś prosiłam Boga o to by moje życie trochę się zmieniło, i zmieniło się, ale nie wiem czy czasem nie na gorsze, bo przecież nie jest tak jak dawniej z moją wiarą, a teraz tak jakby jej nie było, życie mi przyspieszyło, ucieka gdzieś, Twój post dał mi do myślenia i przypomniał o religii, i zgadzam się z tym, że Kościół został po części zniszczony przez niektórych księży, a nawet bardziej przez pieniądze, jak wiele one znaczą w dzisiejszych czasach i jak bardzo potrafią zniszczyć coś co jest naprawdę ważne, nie mam wątpliwości przed stwierdzeniem faktu: światem rządzi pieniądz, kilka dni temu śnił mi się konfesjonał i to też spowodowało, że zaczęłam myśleć o Bogu, z moich obliczeń wynika, że już niecały rok mija od mojej ostatniej spowiedzi, zaniedbałam się co nieco w tej kwestii, a teraz jeszcze dzięki Tobie trafiłam na ten post, wierzę, że nic nie dzieje się przez przypadek, staram się doszukiwać jakiegoś sensu, więc może to nie zbieg okoliczności, że spotykają mnie takie incydenty jak sen i ten wpis ;) spowiedź bywa dla mnie kłopotliwa, z miłą chęcią praktykowałabym w wersji ja - Bóg (a nie, ja-ksiądz-Bóg)
    Co do cytatu, z pewnością nie jednak osoba dzięki niemu uświadomiła sobie jakim jest szczęśliwym człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc jeśli masz taką ochotę, to pójdź po prostu do kościoła, gdy będzie ostatni i porozmawiaj z nim :) Ktoś mi kiedyś powiedział, gdy mówiłam, że nie potrzebuję pośrednika, by wierzyć w Boga, że "nie można mieć rybek bez akwarium." A co, jeśli akwarium jest wadliwe, albo jest brudna woda w nim?
      Wiesz, takie zbiegi okoliczności dają do myślenia, mimo wszystko. Więc rozumiem Cię :)
      Z pewnością! Dlatego właśnie chciałam się nim z Wami podzielić. Bo jest w nim coś takiego, co podnosi na duchu.

      Usuń
  26. Najważniejsze, że się w Niego wierzy i niestety coraz więcej ludzi wierzy w Boga ale nie wierzy w Kościół i w sumie rozumiem to. Chodzę do kościoła w niedzielę, chyba, że idę do pracy ale i tak wolę wejść do pustego kościoła w czasie kiedy nie ma żadnego nabożeństwa i się pomodlić, rozmawiać z Bogiem w ciągu dnia podczas codziennych obowiążków też lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie najważniejsze, że daje Ci to siłę :) To jest Twoje i nikt Ci tego nie zabierze :)

      Usuń
  27. Bo z Nim właśnie się rozmawia, a nie patrzy w obrazki i wyklepuje nauczone w wieku 6 lat pacierze.. :)
    Jak dla mnie ateiści nie istnieją.. każdy w coś musi wierzyć, każdy musi odnaleźć Drogę w swoim życiu :)
    Z Kościołem bywa różnie.. z księżmi tym bardziej, ale czy z nami też nie bywa różnie wobec Boga?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Tym bardziej, że to "klepanie" nie ma wiele wspólnego z prawdziwą modlitwą. Szkoda, że tak mało mówi się o tym, "jak" należy się modlić.
      Cóż, ja zawsze mówię, że Ateiści po prostu wierzą w to, że nic nie ma. Jednak dla mnie taka "wiara" była zbyt ponura.
      Z nami też, wszak nikt nie jest idealny. ;)

      Usuń
  28. jak Ty staram się dziękować za wszystko - nawet za najmniejszą rzecz. jednak ostatnio zaskoczył mnie mój kolega: "wiesz, dziękuję za to, że po prostu jesteś" dla takich słów warto żyć i dlatego staram się sama je jak najczęściej mówić.

    trafiłaś na wyjątkowego księdza. rzadko się teraz tacy spotykają, bo jak spowiadają to tylko po to, żeby jak największą liczbę ludzi przerobić. jak w sklepie. w sumie, ja dawno nie byłam u spowiedzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo widzisz, właśnie dobrze jest umieć podziękować komuś, a nawet sobie za te drobiazgi. One wbrew pozorom najbardziej czynią nas szczęśliwymi :)

      Też nie byłam dawno, unikam tego jak ognia. Ale spróbuję się wybrać na dniach chyba. :)

      Usuń
  29. Dobra lekcja. Nawet jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Warto przemyśleć parę spraw i po prostu podziękować bliskim. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Dobrze jest nauczyć się być wdzięcznym :)

      Usuń
  30. tez mu dziekuje za to, że jestem kim jestem i otacza mnie to co otacza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze :) Warto zdawać sobie z tego sprawę :)

      Usuń
  31. Niestety nigdy nie wiadomo ile takie szczęście potrwa... Trzeba na prawdę dużo sił, energii, samozaparcia, by taki związek utrzymać. Aczkolwiek - trzeba mieć nadzieję, na lepsze jutro:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niczego nie możemy być dziś pewni, ale właśnie - dobrze jest mieć nadzieję. ;)

      Usuń
  32. Bardzo fajna notka :) Gdy ją czytałam dopełniała tego niesamowitego spokoju, który teraz czuje :) W momencie gdy dotarłam do słów "Ale nie wierzę już w Kościół." coś we mnie chrypnęło :P Nie pogadam z Tobą aż tak masakrycznie teologicznie, bo sama niewiele wiem :) Po prostu coś, co jest często powtarzane "Nie wierzę w Kościół, ale w Boga tak" - już z automatu chce mi się wyjaśniać, wyjaśnić że Kościół to Bóg. Ja sama dopiero zaczęłam się nad wszystkim bardziej zastanawiać gdy poszłam na oazę do braci mniejszych kapucynów - dopiero potem postanowiłam zacząć chodzić do kościoła w swojej parafii. Nie będę tego negować, bo boję się konfrontacji (serio :(), ale z tego jak to wszystko sama rozumiem... Kościół został nam dany przez Jezusa. Nam - ludziom. Ludziom - którzy grzeszą, na których jest brzemię w postaci grzechu pierworodnego. Przez te dwa tysiąclecia ludzie w gruncie rzeczy pozostawali tacy sami, a jednak te wszystkie wartości przetrwały do naszych czasów i wciąż są aktualne, wciąż wśród nas są święci. Podczas spowiedzi księża/bracia modlą się. Gdy podchodzisz do spowiedzi - pamiętaj - to nie ksiądz Cię spowiada, a Chrystus - może tylko posłużył się tym księdzem wtedy, by do Ciebie dotrzeć, nie wiesz tego.
    Więcej nie napiszę, bo trochę padam pod mocą faktu, że gadałaś z różnymi księżmi itp :P
    I przy okazji gratuluję Ci bardzo :) Ja nie potrafię tak za wszystko dziękować i po prostu czerpać z wiary radośćci :) :)
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Cieszę się, że trafiłaś na mojego bloga :) Do tej pory miałam wrażenie, że w sieci mało kto jest skory do tego typu tematyki, a Ty po prostu się pojawiłaś i takie wow, ale fajnie :D Dziękuję ;))

      Usuń
    2. Naprawdę długo starałam się tak do tego podchodzić, wiesz... I po prostu pewnego dnia podczas "wyznania wiary" w kościele nie mogłam wypowiedzieć słów "wierzę w jeden święty powszechny katolicki kościół." Bo wydawało mi się, że to jest sprzeczne z tym, co czuję. Wiesz, ja też niewiele wiem na ten temat, wciąż się w tym wszystkim bardzo gubię. Bo skoro Bóg jest Kościołem, to dlaczego Kościół jest taki wadliwy? Dlaczego coraz częściej bywa zły? To niby proste - bo rządzi nim człowiek. Tylko właśnie mam wrażenie, że z Kościołem wygrywa zło, a nie dobro, które przecież jeszcze istnieje. Jak sama napisałaś, mamy jeszcze świętych, mamy dobrych ludzi, ale ich siła przebicia wydaje mi się być zbyt słaba. I właśnie... kiedy klękam do konfesjonału, wiesz... juz kiedyś chcialam sobie wyorbazić, że rozmawiam z Jezusem. Ale kiedy ksiądz zaczął mi zadawać zbereźne pytania, to pomyślałam: "naprawdę Jezus zrobiłby coś takiego? naprawdę moje życie jest takie złe i podłe, by mnie tak poniżył? Nie wierzę w to..." No i zaczął się bunt, wewnętrzny, który też mnie bardzo męczy niestety.
      Nie ma czego gratulować tak naprawdę :) Wiesz, tak naprawdę każdy z nas to potrafi, wszyscy potrafimy być wdzięczni, tylko czasem tę umiejętność w sobie zaniedbujemy po prostu. Ja będę trzymała za Ciebie kciuki w takim razie, żebyś pewnego dnia umiała tak po prostu podziękować za to, co Cię spotkało do tej pory :)
      I cóż, i ja się cieszę, że trafiłaś do mnie! :) Rozgość się tu śmiało ^^

      Usuń
  33. "Ale nie wierzę już w Kościół. A przynajmniej nie w taki Kościół, który zepsuli ludzie..." - rękami i nogami się pod tym podpiszę.

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo podoba mi się ten cytat. Jest taki prawdziwy. Szkoda, że nie znasz źródła. Wiele osób nawraca się i zaczyna wierzyć w Boga po jakimś wydarzeniu. Bardzo ważnym. A czy ja wierzę? Chciałabym powiedzieć, że tak. Choć nie chodzę do kościoła tak często jak powinnam, ani nie modlę się każdego wieczora... To czasem lubię porozmawiać z Bogiem. Nie tylko, aby o coś poprosić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również mi się podoba i dlatego postanowiłam się nim z Wami podzielić. Niestety nie pamiętam źródła właśnie :(
      Ale wiesz, ja myślę, że taka wiara też jest dobra. Bo jednak jest, a jeśli istnieje choćby iskierka Nadziei to jest już coś.

      Usuń
  35. Pięknie o tym napisałaś, ale to wypowiedź tego księdza jest jak dla mnie bohaterem powyższego wpisu. Gdyby było więcej takich właśnie księży to i ludzie mieliby większą wiarę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to... brakuje księży "dla ludzi" po prostu.

      Usuń
  36. Szczerze mówiąc, też chodzę do kościoła w glanach...
    Jestem dzieckiem z wierzącej rodzinki i wiara zawsze była dla mnie naturalna. Inna sprawa, po bierzmowaniu naprawdę zaczęłąm jej nie lubić. Bo bierzmowanie to było zetknięcie się z całą "papierkową" stroną kościoła. Płać za to, płać za tu, tu próba, tam próba, jeszcze róba śpiewu, a znowu zapłąć, a sukienkę kup, a rodzinę cała sprosimy na nudny zjazd rodzinny... Nie wytrzymywałam tej całej otoczki religijnej w mojej parafii i rodzinie. Ale nie umiem żyć bez Boga, bo jestem na to za słaba... Chociaż na religii wolę się nie odzywać, mam za bardzo zniszczony umysł wiedzą i filozofia, jak to o sobie mówię. Ktoś, kto twierdzi, że ludzie są z natury źli, a podstawą religii jest strach przed nieznanym i potrzeba nadziei... No nie przejdzie. Nie wiem, może mam takie "inteligenckie" podejście do wiary... Na pewno ambiwalentne. Ale w liceum trafiłam do środowiska ludzi dość religijnych, i po prostu przejmuję ich nawyki.
    Uznaję za swój przywilej chodzenie do kościoła w glanch i spodniach. U mnie na wsi do kościoła trzeba się odstrzelić jak diabeł do oświc. Ja tego nie uznaję. Nie uznaję długich rodzinnych spotkań po kościele, któe mnie nudzą. Nie pozwalam, aby wyganiali mnie na milion lekcji, spotkań z młodzieżą i innych dennych akcji u mnie wyjątkowo kiepsko organizowanych. Do wiary trzeba mieć zdrowe podejście...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to high five ^^
      Więc dobrze wiesz, o czym mówię. A raczej dobrze mnie rozumiesz, bo i ja z takiej rodziny pochodzę. U mnie po prostu chodziło się do kościoła. I właśnie też pewnego dnia coś mi zaczęło nie pasować w tym wszystkim, poczułam wewnętrzny bunt i pomyślałam sobie, że nie mogę wierzyć tak do końca w coś, co mi nie pasuje kurcze. W coś, czego nie rozumiem. Bo co to za wiara? Wadliwa?
      I właśnie ważne, żeby pozostać sobą. Jeśli już mamy wierzyć w Boga, to musimy być świadomi, że On nas kocha takich, jacy jestesmy. I serio, nie jest ważne, czy pójdzie się do kosciołą w garsonce (sic!) czy sukni i szpilkach, czy właśnie w glanach a nawet łańcuchach. Liczy się człowiek i jego dusza, a nie to, co powierzchowne. Przynajmniej tak mi się naiwnie wydaje...
      Również pozdrawiam ;)

      Usuń
  37. Wzruszyłam się czytając Twój post.
    Ten cytat muszę sobie sama zanotować.
    Ostatnio często słyszę od znajomych ich rodzinne historie i dopiero teraz dostrzegam jakie mam szczęście, bo ciągle mam pełną rodzinę.Kiedy w przeciągu 2 tygodniu usłyszałam 3 historie o rozwodach, to miałam łzy w oczach. A wchodząc do pokoju i widząc moich rodziców objętych, cicho dziękuję w duchu za to co mam.
    Mimo tego, że mam marzenia i do wielu rzeczy dążę, to cieszę się z tego co mam. Dobrze widzieć, że więcej ludzi tak ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanotuj koniecznie :) Też to zrobiłam, gdy przeczytałam go pierwszy raz :)
      Widzisz, rozumiem Cię. Ja po powrocie na bloga i poznaniu kilku historii uznałam, że wcale nie mam tak źle, jak mi się wydaje.
      Dobrze wiedzieć, oj dobrze :)

      Usuń
    2. Już sobie zapisałam :D
      Dobrze wiedzieć, ale warto też tę wiedzę wykorzystać i podzielić się nią z innymi. Dlatego warto pisać takie mądre posty jak Twój :)

      Usuń
    3. Czad :D
      Cóż, miło mi to czytać:) Postaram się pisać takich więcej, o :D

      Usuń
  38. Ach tak, ja też długo się zarzekałam, że byłam ateistką... ale to nigdy nie była prawda. Od małego byłam dzieckiem wierzącym, z tym poczuciem, że jakiś bóg/bogowie/siła wyższa istnieje. Później na pierwszy plan wkroczyły moje problemy rodzinne i mówiąc, że jestem niewierząca, robiłam ojcu na złość... Takie to głupie i pokręcone było.
    Mi wiara w "coś" wróciła niecały rok temu, bo ostatecznie swoje załamanie przeżyłam, a myślałam, że to będzie mój koniec. Bóg (/./) chciał, żebym jeszcze żyła. W to wierzę. Cokolwiek chciało, bym spotkała takich a takich ludzi, żyłą w tym a nie innym miejscu i coś osiągnęła.
    Uznaję, że jestem z wychowania katoliczką, ale nie umiem się jednoznacznie podpisać pod K. Katolickim... jak i pod żadną inną religią. Bo ja obecność Siły Wyższej czuję także wyraźnie na łonie natury i w wielu rożnych miejscach, np. w miejscach kultu innych religii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... znów się powtórzę, miałam to samo. Też się we mnie te "poczucie" zagnieździło, tak naprawdę od dziecka. I też lubiłam robić na złość mówiąc, że nie wierzę. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że okłamywalam siebie.
      Dobrze jest wierzyć, że po prostu chce dla Ciebie dobrze.
      Mam bardzo podobnie.

      Usuń
  39. Jejku, to było.. piękne. Tak cudownie opisałaś swoją sytuację. Ja pochodzę z rodziny wierzącej, no cóż, nawet bardzo. Rok temu pod wpływem głupot z internetu pomyślałam, że Bóg nie ma sensu, Kościół nie ma sensu i.. "o co w tym wszystkim chodzi?". Z tamtego "okresu" wyrwały mnie pielgrzymka i rekolekcje. Łaziłam na nie co weekend. Poznawałam wspaniałych ludzi, z którymi spokojnie mogłam porozmawiać o wierze. Zaczęłam chodzić do innej parafii, która stała się tą "moją", dominikańską. Dominikanie mają inne podejście do ludzi i wiary niż ci "zwyczajni" księża, to właśnie tacy.. kumple, jak Ty to ujęłaś. I to jest wspaniałe. Bo jak można nie wierzyć w nic? Niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, chyba wiem o czym mówisz. Dominikanie tak, jak franciszkanie, których nawet bardzo cenię. Bardziej, niż księży. Po prostu dobrze, by wierze sprzyjała jakaś idea, coś dobrego, coś, co nas umacnia i daje poczucie, że jesteśmy jeszcze dobrymi ludźmi. Cieszę się, że poznałaś ludzi, z którymi mogłaś o tym wszystkim po prostu szczerze pogadać :)

      Usuń
  40. No to ja się zbuntowałam jak i Ty wobec instytucji kościoła. I sama nie wiem do końca jak to jest z tą całą religią. Chyba każdy z nas czasem rozmawia z kimś kto jest dla niego jakimś Bogiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każdy tego potrzebuje, tylko właśnie - każdy na swój sposób.

      Usuń
  41. Jestem osobą wierzącą, nawet głęboko ale niektóre rzeczy mi po prostu nie pasują...I chyba mi też przydałby się taki Jezus w glanach albo w trampkach, który jest obok a nie siedzi na wielkim tronie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pasują, albo się po prostu ich nie rozumie. I trudno wierzyć w coś, co wydaje się być nielogiczne conajmniej.

      Usuń
  42. Jakbym czytała notkę napisaną przez siebie samą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc hmm... chyba mnie rozumiesz ^^

      Usuń
  43. Hmm... Ja w kościół też nie wierzę, widząc jakimi furami jeżdżą, jak "co łaska przyjęło się... " i podają kwoty zamiast pomagać i np. być wdzięcznym,że człowiek pieniężnie wspiera to nie udzielą ślubu czy pogrzebu nie poprowadzą jak za mało dasz... Od dawna nie chodzę do kościoła bo głupoty gadane przez nich aż mnie skręcają... Księżą sobie teraz wymyślają czego nie można, co możemy i starają się narzucić nam wszystko tak jak w średniowieczu, ale władzy nie mają... No dobra, mają nad ludźmi z małym móżdżkiem - inaczej nazwać tego nie mogę. Moja koleżanka po pielgrzymce wstąpiła do jakiegoś zgrupowania i zaczęła mi newsy sprzedawać na zjeździe. Że nie powinno być invitro bo jeśli kobieta bardzo chce to może urodzić przecież... No jasne, poroniłam 2 razy, mam wycięty jajnik i co ? Za mało chcę? Mhm, to chory na raka też nie powinien brać chemii, wystarczy,że chce by wyzdrowiał to wyzdrowieje... Albo jak ktoś będzie mieszkał przed ślubem ze sobą to nie udzielą ślubu. A niech nie udzielają, zobaczymy jak szybko zmienią zdanie bo kasy im będzie brak :P

    Trafiłaś przy spowiedzi na naprawdę jakiegoś mądrego księdza. Mnie na początku do chodzenia do kościoła zniechęcił ksiądz bo strasznie najeżdżał na "satanistów" i na młodzież... Akurat byłam ubrana na czarno, lubiłąm się ubierać tak bo mnie ten kolor wyciszał. Nie było to jakoś wiesz... Żadnego makijażu gotha czy tam czegoś. Po prostu ciemne spodnie, czarna bluzka, albo czarna spódnica i czarne buty. W końcu i do mnie zarzut padł,że jestem satanistką - mimo,że co niedziela na mszy młodzieżowej siedziałam z przodu no ale przecież na czarno byłam :P Więc... Przestałam przychodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sarenka wróciła :D
      I właśnie takim podejściem odsuwa się ludzi od kościoła. Bo własnie oni wszystko o wszystkim wiedzą. W każdej dziedzinie są w stanie Ci za przeproszeniem dosrać. Jasne, jak ktoś ma raka i umrze, to po prostu za mało się modlił. Na to wychodzi.

      Cóż no, ja też jestem "opętana" z podobnego powodu, także rozumiem :P A tamten ksiadz... cóż, był naprawdę super. Szkoda, że takich brakuje na co dzień. Takich którzy naprawdę chcą być dla ludzi.

      Usuń
    2. Wróciłam :P Miałam niezły przewrot ale robię kolejny i jest w sumie bardzo dobrze... Tylko te zdrowie właśnie... Co u Ciebie,że musisz zadbać? U mnie wyszło przez przypadek... Że chyba jest bardzo źle:P Lekarka była przerażona ale na razie nie panikuje i badam i się sprawdzam... No dobra, troszkę olewam bo książeczka do wypełniania domowego leży :P
      A przytulenie miłe, a zagubienie w sumie nie było jakieś takie... Po prostu mam jego przyczynę i już nie ma zagubienia :P

      No właśnie, za mało modlił... Parenaście lat temu, za czasów jak moja babcia pracowała w szkole oskarżono matkę jednej uczennicy,że umarła bo matka jej nie ochrzściła... Niestety czasy ciemnoty nadal są.

      Ja już mniej chodzę w czarnym, miałam też swoistą żałobę w latach gimnazjum i wyciszenie w czerni i bolalo,że ktoś woła na mnie szatanistka :P I racja, szkoda księży... Teraz spotyka się nastawionych na nie wiadomo co ;/

      Usuń
    3. Wiesz, u mnie to tak... profilaktycznie. Po ostatnich akcjach po prostu postanowiłam o siebie zadbać. ;) No i zarejestrowałam się do gina, zrobię sobie badanie krwi i zacznę uprawiać sport, bo się zasiedziałam troszkę. No i samo to, że wrzuciłam na luz, to już dużo :)

      Dokładnie, niejeden taki przypadek. Typowy przykład ciemnogrodu...

      Usuń
    4. O, ginekolog ważny :) Szczególnie,że lada moment będziecie małżeństwem i kto wie czy o dziedzica nie będzie trzeba się starać :) Ja niestety profilkatycznie nie mogę, muszę już po prostu wszystko leczyć ;/

      Usuń
  44. Kosćiół, czy ksiądz to tylko budynek i wyuczony zawód...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko chciałoby się wierzyć, że jest inaczej.

      Usuń
  45. Trudno się wierzy, gdy z różnych stron dochodzą nas sprzeczne informacje, a zwłaszcza jeżeli chodzio kościół. Ale podoba mi się Twoja postawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, za dużo w tym wszystkim sprzeczności...

      Usuń
  46. O religii rozmawialiśmy nieraz, o wierze, zawsze jakoś ten temat bokiem wypłynął więc...ja chyba nie będę się powtarzał. Bo wiesz doskonale jak to jest u mnie, z moim szukaniem religii, w ogóle u mnie w rodzinie ze wszystkimi swobodami wyznaniowymi i tak dalej...zawsze, po prostu najważniejsze jest znaleźć to, co samemu się czuje. Znaleźć swój sposób na odczuwanie świata i przepływającej przez niego energii. Znaleźć ten uśmiech, nazwę na strumień miłości, który przez wszystko przepływa- bo chyba do tego to mogę tak ogólnie sprowadzić. W każdej religii w końcu chodzi o miłość. I w każdym życiu, prawda?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten temat mamy już "przerobiony" na wszystkie sposoby chyba, że tak powiem :P
      Dobrze wiem, z licznych dyskusji. I Ty też wiesz co nie co o moim podejściu. Więc własnie o tę miłość chodzi, a w tej przyziemnej otoczce bardzo często się o tym zapomina niestety.

      Usuń
  47. Trafiłaś w samo sedno moich ostatnich dylematów. Porównuję swoje nastawienie tuż po Lednicy i teraz, to "letnie" chodzenie do Kościoła lub niechodzenie - w sumie nie ma zbyt wielkiej różnicy - i zastanawiam się, co tak właściwie się stało. Ale jest mi z tym źle, więc zabieram się do świątecznych porządków, tyle że w środku, a nie w mieszkaniu.
    Chyba się zakoleguję z Twoim spojrzeniem na religię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie porządki trzeba zrobić od czasu do czasu. Właśnie dobrze jest się hm... "oczyścić", przemyśleć pewne rzeczy i być może otworzyć się na coś nowego.
      A proszę bardzo :)

      Usuń
  48. ja przez księży bardzo zraziłam się do Kościoła, było kilka różnych sytuacji, historii i po prostu cierpliwość trafił szlag. chociaż nie twierdzę, że nie ma już księży takich tych z prawdziwego zdarzenia, są, ale nie ma ich raczej za dużo... i teraz nieraz rozmawiam z Jezusem od tak, niekoniecznie mówiąc wyuczone na pamięć modlitwy.
    a co do tego, że ludzie nie doceniają tego, co mają, nie doceniają tego, że są zdrowi, wstają codziennie, że mają co zjeść, co na siebie włożyć itd. - rzeczywiście wiele jest takich ludzi, ale potrzebują oni wstrząsu, żeby się z tego ocknąć...

    widzisz, może i nie warto słuchać innych na temat danej osoby - też wychodzę z takiego założenia, ale widzisz, w tej sytuacji słowa innych jednak się sprawdziły, i mimo, że nie słyszałam nic na temat tego, że P. gadała o mnie głupoty - zawiodła po całej linii swoją najlepszą przyjaciółkę, a moją bardzo dobrą koleżankę, więc coś w tych słowach o niej musi być.

    może kiedyś wpadnę do Poznania na kawę z Wami? na wiosnę można coś pomyśleć ;)

    nie uciekam stąd, nie umiem tego zrobić, ale musiałam odpocząć od bloga, jakoś ostatnio naprawdę mam mniejszą ochotę tu wpadać, jakoś ostatnio nawet znajomym nie chcę mi się na wiadomości odpisywać... ale może się to zmieni z czasem.

    duże miasta są jedna bardzo spoko!

    to ja - duń ka,

    OdpowiedzUsuń
  49. wiesz, kiedy jadę samochodem jako tylny pasażer czy pociągiem również lubię patrzeć w niebo i na przemykające obrazy. i zawsze sobie myślę, kiedy tak patrzę czy ktoś tam faktycznie jest, że ktoś kto stworzył ludzi czyli nas musiał mieć chyba kiepski dzień. nie chcę o tym pisać bo nie wszyscy muszą godzić się z moimi poglądami dlatego zostawię resztę dla siebie. powiem tylko, że ładnie to napisałaś i kiedy Cię czytałam przeniosłam się do innego świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo widzisz, czasem dobrze jest pewne rzeczy zachować dla siebie. Jak taki skarb :)
      Ja czułam potrzebę powiedzenia o tym po prostu.

      Usuń