sobota, 11 października 2014

A gdyby moje serce kiedyś w innej piersi zabiło...

W środowy wieczór, po późnym powrocie z Poznania siedziałam sobie w kuchni z Mamą i Patrykiem. Kuchnia jak zwykle zadymiona, bo Mama odpala papierocha od papierocha, a kawa była jak zbawienie, bo niewiele brakowało, a przespałabym stację w pociągu.

- A wiecie co ja sobie dzisiaj pomyślałam? - zaczęłam nagle, a dwie pary oczu wbiły we mnie wzrok. - No bo sobie tak myślałam i mnie tak naszło, że... wiecie... chciałabym zostać... no... pośmiertnym dawcą narządów.
Patryk nie odrywał ode mnie wzroku. Nic nie mówił, tylko przestał bawić się pierścionkiem zaręczynowym, który dziwnym trafem, mimo ostatniego pomniejszenia, znów zsuwa mi się z palca.
- Skończ! - rzuciła Mama już prawie ze łzami w oczach. - O jakiej śmierci mi tu mówisz?! Nie masz innych zmartwień?

Wiedziałam, że nie będzie lekko.
Łatwy temat to jednak nie jest, a już kiedyś pisałam Wam, że moja Mama nie dopuszcza do siebie myśli, że coś mogłoby mi się stać. Bywa nadopiekuńcza i jak za długo nie daję znaku życia, gdy chociażby wyjeżdżam gdzieś ze znajomymi, to zaczyna panikować, zasypując mnie telefonami. Kiedyś bardzo mnie to irytowało, ale wiecie... dziś mnie to nawet cieszy, bo wiem, że bardzo mnie kocha, a ja to doceniam. Po prostu dojrzałam do tego. Tymczasem moja Mama bardzo boi się śmierci i tak jakby nie akceptuje faktu, że ta prędzej, czy później zapuka do drzwi każdego z nas. Za każdym razem bardzo przeżywała śmierć kogoś z naszej rodziny. Unika jak ognia rozmów o niej, a wiem, że często o niej myśli. A takie podejście wydaje mi się po prostu nieco niezdrowe.

- Ale ja się przecież nie wybieram na tamten świat! - upierałam się. - Pewnie umrę dopiero, jak się zestarzeję, nie martwcie się.
Patryk nadal nic nie mówił, tylko mi się przyglądał.
- No to jak będziesz stara, to już twoje narządy nikomu się nie przydadzą. - odpowiedziała Mama.

Za życia bardzo chciałabym oddawać krew. Niestety nie mogę tego robić, bo po niedawnych omdleniach i zesłabnięciach lekarka powiedziała mi, że choć wyniki badania krwi mam w porządku i ogólnie zdrowe dziewczę ze mnie, to jednak póki co krew muszę pozostawić przede wszystkim dla siebie. Na razie muszę się powstrzymać i dbać o siebie, jeśli chciałabym dzielić się swoją krwią w przyszłości. Mimo to za każdym razem pęka mi serce, kiedy znajomi wybierają się grupowo na oddawanie krwi, mając z tego wielką radochę, a ja muszę odpuścić.
Ale nie dziś, to jutro przecież.

Dawniej, podobnie jak moja Mama bałam się mówić o śmierci, a jednak myślę o niej prawie codziennie. Czy się jej boję? Chyba trudno nie bać się czegoś, co jest jedną wielką niewiadomą. Ale przecież nie można popadać w paranoję. Przy donacji mowa jest o tym, co nastąpi po śmierci, a nie o samym odchodzeniu z tego świata, a o tym chyba zapominamy.

Narządy można oddawać od 7 do 70 roku życia, z tym, że aby decydować w pełni o swoim ciele, należy być osobą pełnoletnią. W naszym kraju jest możliwość sporządzenia oświadczenia dotyczącego chęci oddania tylko wybranych przez siebie narządów. Takie oświadczenie należy spisać własnoręcznie, a następnie złożyć na nim podpis. Oświadczenie woli nie ma żadnej mocy prawnej. Jest to informacja przede wszystkim dla rodziny, żeby ta wiedziała, jaka była wola osoby zmarłej. Ponadto takie oświadczenie nie jest wyrażeniem zgody na oddanie jakichś organów, chociażby nerki, za życia. Dotyczy to tylko i wyłącznie transplantacji pośmiertnej.

Kłopotliwe wydaje się tylko to, że poniekąd zaczyna się być świadomym tego, co będzie działo się z moim ciałem właściwie z mojej własnej woli. Trzeba być po prostu pewnym, że się tego chce. I w ogóle świadomość samej śmierci staje się tak jakby silniejsza. Więc jeśli takie myśli są dla kogoś zbyt ciężkie, czy na swój sposób przygnębiające, jak chociażby dla mojej Mamy, gdzie na samo wspomnienie o śmierci mimowolnie dostaje gęsiej skórki - nie powinien podpisywać oświadczenia woli, albo przez jakiś czas się wstrzymać.

A ja się zastanawiam.
Cały czas zastanawiam się, czy taka świadomość zrobienia czegoś już po śmierci z własnej woli nie będzie mnie na swój sposób przytłaczała.

Ale coraz silniejsza staje się myśl, że być może moje serce uratuje komuś życie. Moje serce, które mi nie będzie już zupełnie do niczego potrzebne. A może uszczęśliwi rodziców, którzy odchodzą od zmysłów, bo ich córka od dawna czekała na przeszczep. Podobnie, jak reszta organów, które chciałabym oddać. Bo mi się już nie przydadzą, a komuś innemu być może tak.

A w zamian chciałabym tylko tyle, by osoby, które być dostaną moje organy dowiedziały się, kim byłam i mogły o mnie pomyśleć dobrze, lub pomodlić się za mnie, jeśli są jakiś sposób wierzące.

Jednak zanim podejmę jakąkolwiek decyzję, chcę być pewna, że moja rodzina to po prostu zaakceptuje. Nie muszą się na to zgadzać, tak samo, jak nie zgadzali się na krzykliwy kolor włosów, glany, czy spontaniczne wyjazdy na koncerty, na drugi koniec Polski. Ale chciałabym, żeby to w końcu po prostu zaakceptowali, bo robienie czegoś im na złość nawet w drobiazgach bywa dla mnie zbyt przygnębiające.



- Bo widzisz Mamuś, ja to bym chyba wolała, żeby po śmierci moje serce uratowało komuś życie, uszczęśliwiło czyichś rodziców... a nie zostało pożarte przez robale, czy spalone.
- Ty naprawdę chcesz, żebym miała koszmary... - odpowiedziała Mama, ale już uśmiechała się pod nosem.
- No ale pomyśl! Przecież jak będę leżeć w trumnie bez serca, to przynajmniej się w niej nie obudzę i nie będę walić w wieko, dusić się i w ogóle! - próbowałam, żeby zabrzmiało, jak żart, naprawdę!
- Ani słowa więcej!

Cóż, chyba muszę popracować nad moim darem przekonywania, który gdzieś się zapodział. I przemyśleć pewne sprawy. Bo coś mi się mocno zdaje, że chyba jednak warto. I że tego właśnie chcę.

116 komentarzy:

  1. Od zawsze noszę w portfelu kartę dawcy świśniętą z jakiejś akcji szpitalnej, z onko chyba nawet, tak, na wszelki wypadek, i cóż, serca nie oddam z wiadomych przyczyn, ale rogówki oczu, wątroba, cała reszta...zresztą, ja nawet trochę bardziej poszalałem chyba, można rzec:) Bo przecież, to wiesz zresztą, bo pisałem o tym, podpisałem już na wszelki wypadek akt notarialny, że po śmierci oddaję ciało uczelni medycznej. Bo tak naprawdę...po co mi one? Gdy już nas nie ma...możemy nadawać znaczenie ciału, bo to część tego, kogo kochamy, część tego, czym kochamy. Ale jeśli może komuś pomóc i po tym, jak większa część nas odejdzie...to dlaczego by nie?
    I wiesz, ja się cieszę, że pomimo pewnej hm, ostatnio histerii, jednak ostatecznie u mnie w domu zawsze na ten temat można było rozmawiać. Może to też oswojenie po śmierci mamy, bo przecież wiadomo, trzeba z nią było omówić pewne kwestie przed jej śmiercią i to niesawmowicie nam ułatwiło sprawę. Dobrze jest po prostu wiedzieć, czego ktoś sobie życzy, jeśli coś się stanie. I nie ma co się przed tym bronić, bo przecież śmierć to tylko część życia i tak, po tym jak mi się na kilka minut niby znowu umarło, nadal tak mówię XD
    Aha i co do narządów, można się zdziwić. Jak jesteś stara, ale nie masz np, poważnych chorób towarzyszących, to nadal niektórych część można dokonać przeszczepu, np. nerek, jeśli nie było obciążeń, wątroby etc.:)Taka ciekawostka:) Ale...z kolei mnie zastanawia inna kwestia. Słyszałaś pewnie o pamięci tkankowej? Jak nie to ci mogę podesłać jeden swój stary felieton nawet XD Ale w każdym razie, mnie momentami to bardziej przejmuje, cała ta otoczka właśnie problemu z pamięcią serca, nerek etc. A może nie przejmuje, co ciekawi, o.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, wspominałeś kiedyś, że oddajesz ciało medycznej, pamiętam :) Mi chodzi po głowie "wziąć wszystko, co się przyda, a resztę spalić". Tylko nawet, jeśli mi pasuje taki układ, to moi bliscy nie są z tego za bardzo zadowoleni, a wynika to chyba właśnie z tej dużej miłości i strachu przed utratą i przed samą śmiercią. Tylko widzisz... ja cały czas myślalam, tak, jak moja rodzina właśnie, w tym takim lęku przed utratą ich i siebie i teraz dopiero się na to przestawiam. A ja bym chciała żyć tak wiesz... dobrze. I po śmierci też się przydać, a co :) I powolutku przekonuję się do tego, no bo właśnie "dlaczego by nie" :)
      To dobrze, że mogliście o tym rozmawiać, bo to jest bardzo ważne. Moja mama raz napomknęła, jak wypiła o jednego drinka za dużo, gdy siedzieliśmy sobie pewnego zimowego wieczoru razem - "mnie spalcie, biada jak mnie do ziemi wsadzicie, bo ja się boję robali!" I od razu pospolite ruszenie, że "co ty gadasz, skąd takie myśli w głowie, do śmierci ci śpieszno?!" itd. A potem spojrzała na mnie i chyba widziała, że zakodowałam. Dla mnie też bolesne są takie myśli, jak dla wszystkich, ale śmierć to "rzecz" nieunikniona i musimy być jej świadomi. I czasem dobrze jest powiedzieć to, czego się chce, bo gdy taka bliska osoba umrze, to wtedy jest łatwiej (jeśli można tak to nazwać) wszystko hmm... zorganizować. Właśnie tak, jak to było w przypadku Twojej mamy.
      Najważniejsze, że zająłeś się jednak mimo wszystko nieumieraniem, jak poradziła Ci Frida :P
      Wiem, wiem :) Naczytałam się o tym trochę, wiesz? Dlatego w sumie się w to wkręciłam.
      Jasne, że słyszałam! Ale podesłać ten felieton też możesz xD Bo mnie to rajcuje i też ciekawi i chętnie poczytam, a co!

      A co do Twojego komentarza jeszcze pod poprzednim postem, to... podpytaj :D A ja też pomyślę, gdzie by to można było zorganizować, tak w razie wu. Jestem nawet pewna, kto by przyjechał :D Bo ja sobie tak myślałam, że w sumie część osób się na Woodstock też wybierało (a ja o tym nie wiedziałam xD), więc sobie kminilam, że może taki zlocik na Woodzie właśnie ogarnąć :D Kurde, zaczynam się nakręcać xD

      Usuń
    2. Bo to chodzi właśnie o oswojenie strachu, którego może nawet nie powinno być. Znaczy, powinien zawsze istnieć ten freudowski nawet instynkt który nas przed śmiercią chroni, ale cała otoczka społeczna...wiesz, w dawnych kulturach nie istniał problem rozmów o śmierci. Można spojrzeć nawet na dzisiejszych Czukczy albo na ludy Mursi. Bo śmierć była nieodzowną częścią życia, nawet jak się kochało, ona była obecna a teraz cóż...zdehumanizowaliśmy śmierć, zamykając ją w szpitalach, hospicjach, nieraz nie dając odejść tym, co powinni, sztucznie nadają wielką wartość życiu, które nieraz naturalnie powinno odejść, bo śmierć też jest częścią życia właśnie. Ale, chyba idę tu za daleko, po prostu chodzi mi o to, że jednak duży wpływ ma ta cała otoczka kultu życia i witalności zachodnich społeczeństw i zaczęliśmy się bać odchodzenia, śmierci. A tak nie powinno być.
      No bo właśnie dlaczego nie- no chyba że ta pamięć tkankowa XD Ale jak żyjesz dobrze, to kto wie, może i w ten sposób możesz coś dobrego dać?:>
      I jest łatwiej nawet psychicznie jak ktoś odejdzie, a wiesz czego chciał. Bo organizacja to jedno, wiesz po kolei jak załatwiać formalności etc. ale są też pewne rzeczy, które łatwiej i zostającym pozwalają wszystko znieść. Tak na przykład było z Vincentem, który pogrzebu nie chciał, ale wiedzieliśmy jak chciał być pożegnany i to pożegnanie w stylu iście Gaimanowskim było cóż...oczyszczające? Może to nieodpowiednie słowo, ale czasem cudza wola zostawia w nas coś, co pozwala przetrwać.
      A dawcą szpiku jesteś?
      To ci potem wyślę, jak się od tego dogrzebię XD

      Woodstock to wiesz, większy spęd, mi chodzi o coś mniej ogólnego ( pewnie dlatego, że mi też na Wooda się nie chce już jeździć XD). A gdyby tak pod Poznaniem, nad jeziorkiem?XD

      Usuń
    3. Boimy się za bardzo po prostu i nie da się zaprzeczyć. Ja dobrze pamiętam, chociażby z Twoich opowieści z Indii, gdzie wydawało mi się, że ludzie są po prostu z jej wizją oswojeni i nie jest im ona przez to taka straszna. Zresztą. Ty tam byłeś, widziałeś i wiesz o tym jak mało kto :) Ale z drugiej strony... mając na myśli śmierć bliskich... boimy się śmierci, bo czasem za mocno się przywiązujemy do ludzi, prawda? Potrafimy kochać całym sercem, a jest to czasami bardzo "niebezpieczne" że tak powiem. Dla nas. Bo ból i tęsknota, jakie się z tego rodzą, bywają wówczas nie do zniesienia. Tylko jak tu się nie przywiązywać, jeśli ktoś ma taki właśnie charakter?
      Rozumiem... wiedzieliście, jak chciał zostać pożegnany i choć było to na pewno bolesne - to chyba czuło się tę ulgę właśnie, oczyszczenie o którym mówisz. Że zrobiło się to, co On chciał.
      Nie, nie jestem dawcą szpiku, ale jak dalej się będę wkręcać, to zacznę się wszystkim dzielić :D
      Ok, to dogrzeb się do tego felietonu xD Jak ja bym dała komuś trochę mojej świadomości, takiej osobie pokroju pani sierżant... XD może wreszcie taki ktoś by przestal nosić kij w dupie XD

      No dobra, dobra, już wiem :D I chyba wiem, co masz na myśli, ale to pogadamy sobie o tym u Ciebie, jako, że rozwinąłeś tę myśl :D

      Usuń
  2. Jak powiedziałam mojej mamie, że chce być po śmierci spalona a nie pochowana, żeby się nie obudzić w trumnie to spojrzała na mnie jak na debila i powiedziała, żebym to swoim dzieciom mówiła a nie jej. I wróciła do tego co robiła :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było to samo! :P
      Zawsze trąbię wszystkim, że mają mnie spalić, bo boję się że się kiedyś tam obudzę :P
      I niech biorą ode mnie co chcą, jeśli miałoby się to komuś przydać to dlaczego nie :) Chociaż nie ukrywam, że cholernie boję się śmierci...
      Ściskam Kochana :*

      Usuń
    2. No to mogę Wam przybić piątkę, dziewuszki :P
      Wiecie, ja to w sumie rozumiem. Moja mama powtarza, ze najgorsze, co mogłoby dla niej być, to przeżyć swoje dziecko. I ja jej tłumaczę, że wcale nie musi tak być, ale wiadomo - są różne sytuacje. Cóż, może pewnego dnia uda mi się porozmawiać z nią tak, żeby mi nie przerywała :P
      I też się boję śmierci, ale staram się jakoś z myślą o niej oswoić, bo przecież najgorsze, co możemy zrobić, to katować się za życia.
      :*

      Usuń
    3. Myślę Asik, że faktycznie nie ma sensu dołować Twojej mamy ;) Masz teraz narzeczonego, więc może lepiej to jemu uświadomić ;)

      Usuń
    4. Tak myślisz? Cóż, ja wolałabym, żeby rodzina mimo wszystko była świadoma. Nie zamierzam umierać, ale zdaję sobie sprawę, że różne przypadki chodzą po ludziach, dlatego między innymi staram się żyć tu i teraz. A wiem, że moja mama potrafiłaby zrobić wojnę :P Tymczasem wolałabym nie być powodem dla którego mieliby się z Patrykiem rozstrzelać na froncie.

      Usuń
    5. w sumie tak, o tym nie pomyślałam. Póki nie jest Twoim mężem o takich rzeczach na chwilę obecną będzie decydować Twoja mama. Jak chcesz to możesz sobie napisać oświadczenie i włożyć do portfela ;) Można je podobno też znaleźć gdzieś na necie :)

      Usuń
    6. Ano można znaleźć w necie i myślę, że własnie takie "porządne" oświadczenie sobie w portfelu zamieszczę :)

      Usuń
    7. Tylko z tym, że kolega mi kiedyś mówił, że jak ratownicy znajdą przy Tobie takie oświadczenie podczas wypadku to Cię już nawet nie ratują ;)
      Ale wątpię, że naprawdę tak jest :)

      Usuń
  3. Nie wyobrażam sobie, że mieliby mnie ze wszystkimi narządami, które mogą się komuś przydać, wsadzić po prostu do ziemi! Zawsze się śmieje, że niech biorą co tylko się nada łącznie z oczami, skórą, nawet zębami xD Wszystko w pizdu dla kogoś, kto może tego potrzebować. Mnie i tak już się przecież nie przyda, prawda? :>
    Kooooooocham ten kawałek! łaaaaaaaaaa! <3 tak bardzo! a nawet bardziej, o! xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko w pizdu, hahaha :D Ale to jest zdrowe podejście właśnie, kiedy można się z tego nawet pośmiać. Mi się wydaje, że my do tematu śmierci podchodzimy czasem aż za poważnie i ze zbyt dużym strachem. Chociaż jest to po prostu ludzkie i zrozumiałe, to jednak wbrew pozorom da się wrzucić na luz.
      Tak :D Ja sobie wczoraj wertowałam yt w szukaniu jakiś nowinek, które by mi się spodobały, a Incubus nie słuchałam nigdy wcześniej i zakochałam się od pierwszego przesłuchania :D

      Usuń
    2. Ja nie wiem skąd mi się to wzięło, takie swobodne podejście do tematu. W sumie u mnie w domu nigdy nie ma poważnych rozmów tylko zawsze w formie żartu (niestety), więc i jakoś tutaj nikt nie podchodził zbyt poważnie. A może też trochę przez śmierć babci, bo wcześniej nawet żadne zwierzątko mi nie zdechło, więc trzeba było się oswoić z tematem. I być może od tamtego momentu było dla mnie oczywiste, że jesteśmy śmiertelni i to całkiem normalne. Zresztą u mnie to trochę fascynacja się z tego zrobiła. Śmierć kliniczna była moim ulubionym tematem i największym marzeniem. A inne dzieci tego nie podzielały :C (xD) A może to dlatego, że urodziłam się trochę w objęciach śmierci?
      Bo Brandonowy głos tak działa! :3 Co niektórzy już mają dość mojego jarania się nim, ale to nie moja wina, że robi ze mną takie rzeczy samym głosem (i czasami klatą też...) xD

      Usuń
    3. Dobrze Cię rozumiem pod względem tych rozmów w formie żartu... w ogóle dzisiaj sobie tak myślałam, że u mnie w domu mało się mówiło na takie poważniejsze tematy. A - właśnie - szkoda.
      Też mam bzika na punkcie śmierci klinicznej, szukam reportaży w necie i w ogóle xD
      W objęciach śmierci?
      Klata zawsze działa xD W ogóle mam w ostatnich dniach chcicę, więc na samą myśl o klacie robi mi się gorąco xD Ale fakt faktem, głos też potrafi zdziałać cuda :D

      Usuń
    4. Zawsze to szkoda jak się mało rozmawia.
      No ja w podstawówce czytałam książki na ten temat, plus te fascynujące rozmowy na koloniach xD
      A bo mi się nie śpieszyło na świat i nawet jak już mama w skurczach, rozwarcie, a ja dalej twardo siedzę w środku xD lekarz stwierdził, że albo mama przeżyje, albo ja (suprise, kurwa). Musieli mnie wręcz wypychać xD No i jak już wyszłam - nieco bardziej sina niż powinnam i nie płakałam to było parę sekund grozy, ale klaps w dupsko i się odezwałam xD Z mamą w sumie tez za wesoło nie było. Także może faktycznie śmierć gdzieś tam czekała za drzwiami :P
      Hahaha wiem o co chodzi xD Weź w ogóle, kiedyś trafiłam na tatuatora, który miał cholernie niski, seksowny głos... Mamuniu, mógłby mnie tak całą dziarać byleby do mnie mówił xD A jeszcze, skubany, już po wszystkim rozmawialiśmy (omg, jak to zabrzmiało xD), a ten usiadł tak cholernie blisko, patrzy się prosto w oczy, głupio się uśmiecha... Czułam jak się czerwienię normalnie xD

      Usuń
    5. Taa... a mnie kiedyś kumpel rozwalił: "a co jeśli te światło, które się widzi przy umieraniu, to wyjście na świat u naszej nowej mamy?" xD
      No nieźle... To faktycznie, rozrabiałaś od samego początku... ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło i dla Ciebie i dla mamy ;)
      Cholera xD A ja sobie postanowiłam, że po ślubie idę sobie coś wytatuować :D

      Usuń
    6. Hahaha to nie taka głupia myśl :D chociaż ja mam swoją teorię, że trzeba iść w stronę światła, bo na końcu zawsze jest Woodstock xD
      To się nazywa życie na krawędzi xD Ale właśnie, ważne, że wszystko się dobrze skończyło.
      Oj to żebyś nie trafiła na takiego seksownego pana, bo będzie kusił xD

      Usuń
    7. Hahaha, również genialna teoria :D
      Taa xD Dokładnie, najważniejsze, że jesteś :)
      Oby nie xD

      Usuń
  4. Ja już w wieku 13 lub 14 lat stwierdziłam, że chcę by po mojej śmierci zabrali wszystko co komuś może uratować życie. Moja mama odpowiedziała tylko ''to dobrze'' :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Popieram Twój pomysł... też o tym myślę.
    W sumie nie obchodzi mnie los mojego ciała po śmierci. Chcę, by moje prochy rozsypano, a jeśli ktoś sobie zażyczy, to niechże mi postawi jakiś symboliczny nagrobek gdzieś w lesie - np. zasadzi dąb, inne drzewo. To będzie idealne.
    A jak organy będą dobre, to będzie super, jeśli się komuś przydadzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O popatrz, to też dobry pomysł. Choć ja bym wolała tradycyjnie, tylko bez trumny, wrrr, żeby się w niej nie obudzić! Naczytałam się za dużo i teraz się cykam! :P Już wolę, żeby mnie spalili.

      Usuń
    2. Szczerze mówiąc perspektywa obudzenia się w trumnie we mnie też budzi grozę xd
      Ja nie lubię cmentarzy. Czuję jakąś taką niechęć, taką być może masowość, biorąc pod uwagę ich dzisiejsze rozmiary. No i te zwyczaje - nie chcę, by ktoś odwiedzał mój grób raz do roku, bo "tak wypada". Niech lepiej nie stawiają mi grobu w ogóle. A Ci, którzy będą chcieli pamiętać, to pamiętać będą.

      Usuń
    3. No bo to jest schiza jak stąd do Wadowic xD
      Smutne to w sumie, ale tak sobie myślę, że z biegiem czasu świat i tak zapomni o naszym istnieniu... A sama pamięć... cóż, mi nawet o samo stanie nad grobem nie chodzi, bo nawet jeśli ktoś by raz do roku przyszedł to bym się cieszyła. Ale o to, by pamiętać tak wiesz... sercem. Wiesz o co mi chodzi :)

      Usuń
  6. Nigdy o tej kwestii nie myślałam w odniesieniu do siebie, ponieważ - podobnie jak Twoja mama - bardzo boję się śmierci. Tym bardziej podziwiam Twoją decyzję, dojrzałość, a przede wszystkim złote serce. Musisz być wspaniałym człowiekiem o niesamowicie wysokim poziomie moralności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten lęk jest bardzo zrozumiały i ludzki, wiesz? Widzisz, ja tak naprawdę decyzji ostatecznej jeszcze nie podjęłam, ale myślę nad tym intensywnie. I cóż, miło mi czytać takie słowa, dziękuję :* To naprawdę podnosi na duchu, choć na co dzień staram się być po prostu... dla ludzi.

      Usuń
    2. Wiem, tym bardziej, że miałam samobójstwo w rodzinie, które ten strach spotęgowało. Nic, że nie podjęłaś, myślisz poważnie, a to już powód do podziwu. Zauważyłam jaka jesteś. Oby Cię tylko ludzie brutalnie nie wykorzystali. Sama ich uwielbiam, ale wiem, że potrafią być podli.

      Usuń
    3. Och... przykro mi z tego powodu... :( Jak to Kordian ostatnio napisał: myśl to początek planu, czy jakoś tak :) Wiesz... ja mam wrażenie, że cały czas próbują wykorzystać. Serce mam zbyt miękkie, a na podłych ludzi trafiam każdego dnia. Ale radzę sobie (póki co:P)

      Usuń
    4. Miej się na baczności, skoro już to zauważasz. Mam nadzieję, że bliscy stoją za Tobą murem, bo ich wsparcie jest najważniejsze. Pozostali to tylko goście - przychodzą i odchodzą.

      Usuń
    5. Na szczęście stoją za mną murem i czasem podnoszą do góry za warkoczyki, jak dzieje się ze mną źle. No i dostaję ochrzan, kiedy bywam za dobra ;)

      Usuń
    6. Więc znów mnie rozumiesz :)

      Usuń
  7. Też mam w portfelu kartkę, gdzie zgadzam się na przeszczep w razie czego. Z pewnością serca nie mogłabym oddać, ale inne narządy? Dlaczego nie? Jednakże nie dziw się , że Mama zareagowała w ten sposób. Ciężko dla rodziców jest to , kiedy muszą "przeżyć" swoje dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, ja doskonale rozumiem jej lęk i właśnie dlatego zanim podejmę jakąkolwiek decyzję, to chcę, żeby się i ona z tym na swój sposób pogodziła i zrozumiała, że to, że chcę to zrobić, wcale nie oznacza, że ma mnie przeżyć. Chcę tylko, żeby była tego świadoma i to w jakiś sposób akceptowała, bo sytuacje są różne i o tym też trzeba niestety pamiętać. A ja chciałabym, żeby było jednak "po mojemu" :)

      Usuń
  8. Ja od dawna posiadam takie oświadczenie woli i moi bliscy o tym wiedzą. W sumie to jest tak, że teoretycznie każdy człowiek wyraża zgodę na przeszczep organów, chyba że oficjalnie złożył oświadczenie, że się na to nie zgadza. Mam nadzieję, że nie wyszło masło maślane...
    Tak jak mówisz, organy po śmierci nie są nam potrzebne, a przecież mogą uratować komuś życie i to nie jedno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego ja zamierzam też zacząć takie oświadczenie w portfelu nosić. Dokładnie. Tylko jakos zawsze sobie tak myślę, żeby te organy trafiły do dobrych ludzi, choć na to już raczej wpływu nie mamy.

      Usuń
  9. Może Cię zaskoczę, ale od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tym samym! Chciałabym po śmierci komuś pomóc i mieć pewność, że się w tej cholernej trumnie nie obudzę (to jest najstraszniejsza ze strasznych wizji jaka błąka się po mojej głowie).
    Poza tym ogólnie o śmierci mówić i myśleć nie lubię. Przytłacza mnie to i wielokrotnie pisałam już o tym Kordianowi, który swego czasu dość intensywnie zarzucał nas taką tematyką. Wiem, że umrę. Kiedyś wszyscy umrzemy, ale wolę jakoś o tym nie myśleć.
    Wracając jeszcze do samego oddawania organów - chociaż tyle mogę zrobić dla ludzi, którzy potrzebują pomocy. Krwi nigdy nie oddam, bo jestem na to za słaba i już przy zwykłym pobieraniu krwi odjeżdżam pielęgniarce z krzesła. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nasze myśli powędrowały w tym samym kierunku :) Dokładnie! Ja się swego czasu naczytałam o ludziach, którzy się w trumnach budzili, o podrapanym od wewnątrz wieku i o świadomości, że brakuje ci tlenu i leżysz dwa metry pod ziemią. Masakra!
      Bo to myślenie jest przygnębiające i jest to jak najbardziej ludzkie. Ja się troszkę z nią oswoiłam, moze przez klimaty muzyczne, w których kiedyś tkwiłam :P
      Ano bo widzisz, nie każdy może krew oddawać. Niektórzy nie mogą tak, jak ja - bo póki co muszę dbać o siebie, a inni nie mogą, bo to siedzi w psychice po prostu. Ale to jest zrozumiałe. I można pomagać na milion innych sposobów :)

      Usuń
    2. Ja kiedyś oglądałam chyba nawet jakiś film o tym - totalna masakra. W dodatku mam lekką klaustrofobię i na samą myśl o tym jest mi słabo. Brrrr....
      Wiesz, w czasach mojego buntu miałam wyje... na śmierć i jak ktoś mi "sapał" to odpyskowywałam mu "I tak wszyscy umrzemy." Teraz jednak się ogarnęłam i ta oczywistość jakoś nie napawa mnie radością. :P
      Dokładnie, ja od ponad roku jestem np. wiernym zbieraczem plastikowych nakrętek - z moim bratem do klasy chodzi dziewczynka, która ma chorą siostrę. Myślę, że nawet taka lokalna akcja wiele daje. :)

      Usuń
    3. W Kill Billu była taka schiza :D W drugiej części :D Ale Uma Thurman siała rozpierduchę xD Wiesz, chyba też mam lekką klaustrofobię... Więc rozumiem :P
      To ja zawsze mówiłam "i tak wszyscy do jednej ziemi pójdziemy" xD Ano bo to nie powinno nas napawać radością, ale też ważne, żeby zbytnio nie panikować przed tym, no :)
      Też zbieram nakrętki :D Pewnie, że takie akcje dużo dają. Każda inicjatywa pomocy jest ważna :)

      Usuń
    4. O tak, to też widziałam. Zastanawiałam się wtedy czy też dałabym radę wyjść. :P
      Wiesz, obecnie mam jakąś tam świadomość końca, ale jakoś na co dzień staram się o tym nie myśleć. :)

      Usuń
    5. Musimy zacząć ćwiczyć sztuki walki xD
      Bo nie ma sensu myśleć o tym, tak naprawdę. Bo oswoić się z czymś, a myśleć non stop to różne kwestie. A po co się dołować? :)

      Usuń
  10. Mam tę kartę w portfelu, moja mama też uważa,że to lekko przerażające, ale dla mnie to piękny gest. Lepiej by mi było żyć, że cząstka bliskich żyje i daje radość i nadzieję innym. Zresztą gdyby to ktoś z naszej rodziny był w potrzebie miło wiedzieć,że są ludzie gotowi pomóc. więc ja już dawno się zdecydowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też to by było łatwiejsze :) Ale widzisz, podejścia są rożne i też trzeba to... zrozumieć, no :) Nie chcę, żeby moim bliskim było z kolei jakoś ciężko z tego powodu. Dlatego chcę najpierw ich uświadomić i jakoś pomóc to strawić.

      Usuń
  11. Uważam, że to dobry pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja to się ogólnie śmierci boję, bardzo...
    Ale jak coś ze mnie się przyda, to nircj biorą, a później resztę spalą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się nie bać tego, co tak naprawdę jest jedną wielką niewiadomą i po prostu my, jako ludzie jesteśmy zbyt słabi, by ją pojąć.

      Usuń
  13. ja się nei zastanawiałam nad tym jeszcze, ale w sumie co po moim ciele by było tu na ziemi jeszcze jak by wykitowało. jeśli coś z niego ma się przydac komuś innemu, by mógł dłużej pożyć to czemu nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie podejście jest chyba najlepsze :)

      Usuń
    2. uratować kogoś sobą to takie szlachetne :D

      Usuń
    3. uszanowanko i w ogóle ;D

      Usuń
    4. kiedyś oddawałam krew :D brałam za to tylko czekolady xd

      Usuń
    5. Te czekolady to genialna sprawa ^^

      Usuń
    6. Bleee, nie lubie kokosowej xD

      Usuń
  14. jestem za oddawaniem organow po smierci bo faktycznie mozna komus pomoc przedluzyc zycie a przeciez nie liczy sie cialo a dusza czlwoieka a jesli duszy nie ma to po co nam cialo nawet podobno czytalam ze jak umiera czlowiek to traci jakas mase jakby to byla masa jego duszy... ciekawe.. generlanie jestem za oddawaniem organow jesli jest taka mozliwosc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ciekawe :P Chociaż ja też gdzieś o tym czytałam, może coś w tym jest, kto wie? Więc cieszę się, że i Ty mnie rozumiesz :)

      Usuń
    2. pewnie ze rozumiem w koncu brzydko mowiac po naszej smerci zostanie tylko cialo czyli mieso nic wiecej a czasem ten kawel miesa w postaci serca czy nerki moze komus pomoc...
      wiem brzydko to brzmi miesa ale coz na chirurgow mowi sie rzeznicy wiec wszystko zostaje w temacie ;p

      Usuń
    3. Zwał, jak zwał, ale wszystko zostaje w temacie. Wiadomo, o co chodzi :)

      Usuń
  15. Ja też chciałabym oddać krew, zwłaszcza, że mam bardzo rzadką grupę i mogłabym pomóc wielu osobom, ale póki co nie jest mi to dane. A szkoda, naprawdę szkoda. Dlatego też myślę od oddaniu narządów po śmierci, bo tak jak piszesz, nam to już nie jest potrzebne, a innym może uratować życie. Niestety najbliżsi nie zawsze to rozumieją i akceptują, ale to normalne, bo... jak ktoś odchodzi, to dla nich cios i gdy mieliby jeszcze zwiększyć tą stratę oddaniem organów zmarłej osoby to tak, jakby zabrano im jeszcze więcej. No, ja nie potrafię tego bardziej wytłumaczyć, ale myślę, że wiesz o co mi chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam rzadką grupę. Chociaż nie pamiętam teraz dokładnie, ale wiem, że zerówkę. Znaczy... moja grupa pomoże każdemu, ale osoby mające taką samą grupę, jak ja, będą mogły przyjąć tylko taką, nie inną. Zgadza się, najbliższych nie możemy też jakoś za to winić, tak, jak napisałaś - ich strach i brak akceptacji są normalne. Ale to nie znaczy, że nie mogą spróbować przyjąć tego do wiadomości. Przecież tu nie o umieranie chodzi w końcu, no :)

      Usuń
    2. Ja mam tzw. błękitną krew, ab-, ale nie mam pojęcia jak to działa, wiem tylko tyle, że jest bardzo rzadka. Rozumiem. W każdym razie krew jest na wagę złota :)
      Nie no, oczywiście, że nie mogą spróbować tego przyjąć, ale czasem nie potrafią tego rozdzielić, zwłaszcza, gdy ktoś już umrze. Ale skoro się tylko o tym rozmawia, to myślę, że z czasem mama zacznie to rozumieć :)

      Usuń
    3. A faktycznie, ta jest rzadka :) Zgadza się :)
      Mama i jeszcze kilka osób. Po prostu dobrze, by przyjęli do wiadomości, o :)

      Usuń
  16. masz rację, to, że ktoś zdecydował się zostać dawcą narządów nie oznacza, że na drugi dzień ma go rozjechać samochód albo popełni samobójstwo żeby zaraz z niego wszystko wycięli.
    w dzisiejszych czasach medycyna poszła tak bardzo do przodu, że jeśli tylko narządy, które uda się pobrać w odpowiednio krótkim czasie mogą komuś uratować życie, to warto podjąć taką decyzję. W końcu tak, jak napisałaś - nam to po śmierci nie będzie już potrzebne, a ktoś może dzięki temu zyskać nowe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to :) Niestety takie tematy skutecznie potrafią pobudzić wyobraźnię :)
      Właśnie, również uważam, że warto :)

      Usuń
  17. bardzo mądra i szlachetna decyzja :) rozumiem, że gadanie o śmierci wzbudza w ludziach strach i pewien rodzaju szacunek, ale oczywiście działania takie jak wpisanie się na listę pośmiertnych dawców czy spisanie testamentów nie czynią z nas nieboszczyków... bardzo fajnie, że tak zadecydowałaś. może nawet pośmiertnie będziesz mogła uratować komuś życie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dokładnie, dlatego trzeba nauczyć się i takie tematy wdrażać w życie. Może, kto wie? :)

      Usuń
  18. poważna decyzja...nigdy się nad tym nie zastanawiałam ale ja właśnie choć trochę podobnie jak Twoja mama...chyba obawiam się myśleć o śmierci i niej rozmawiać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki strach jest normalny, Sissi. Ale trzeba próbować go przełamac czasem. Poza tym... tu też chodzi o oddzielenie pewnych spraw. Ja nie zamierzam umierać :) Chcę po prostu zrobić coś dobrego "potem". :)

      Usuń
  19. Zdarza mi się myśleć o tej całej sprawie z narządami i ich przekazaniem komuś po śmierci, ale tak na prawdę to nigdy nie doszłam do żadnych konkretnych wniosków. Jest to krok moim zdaniem bardzo odpowiedzialny. A sama rozmowa o śmierci... cóż, u mnie w domu oddycha śmierć od kilku ładnych lat. Mam nieuleczalnie chorych dziadków, którzy nie robią już teraz nic innego, tylko czekają na koniec w swoich czterech ścianach, bo nie są w stanie nawet wyjść z łóżka o własnych siłach. Ma się świadomość jej obecności. Wręcz wyczuwa się ja w powietrzu, jest w jakimś stopniu namacalna. Ten fakt oswoił nas z tym, że taki temat istnieje i sama ta sytuacja dała mi dużo do myślenia. U mnie kwestia śmierci ociera się też o wiarę oczywiście, więc... Jedno jest pewne: nie chcę się bać śmierci, ale mimo wszystko się boję. Tak jak mówisz - jak tu się nie bać jednej, wielkiej niewiadomej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. U mnie też swego czasu długo było czuć zapach śmierci, więc wiem o czym mówisz. Ale mimo wszystko trudno o niej rozmawiać. Ja się staram, ale nie widzę tego starania u rodziców.
      Bo właśnie ta nasza wiara opiera się na tej niewiadomej. Bo my wierzymy, a nie wiemy. Dlatego strach jest jak najbardziej uzasadniony.

      Usuń
    2. To u mnie była sytuacja odwrotna. To rodzice od zawsze jakoś oswajali mnie z tym tematem. Generalnie u nas nie było czegoś takiego, jak temat Tabu. Gadało się wszędzie o wszystkim. Nawet w restauracji przy kawie umiałyśmy poruszać z matką takie tematy, że głowa mała.

      Usuń
    3. Więc możesz się z tego tylko cieszyć ;) Bo to jest właśnie bardzo ważne, żeby umieć wszelkie tematy poruszać. Także te trudne.

      Usuń
  20. W naszej miejscowości zmarł jakiś czas temu młody chłopak, jego rodzice oddali wszystkie możliwe narządy..
    Ja kiedyś miałam podpisaną "kartę woli", reakcja mojej mamy była podobna do reakcji Twojej mamy ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te mamy nasze, to chyba nie chcą sobie nawet tego wyobrażać. Ale w sumie, nie powinnyśmy im się dziwić ;)

      Usuń
  21. Myślę, że oddawanie organów jest dobrą ideą. Ja na pewno nie miałabym nic przeciwko by ktoś z moich skorzystał, mi nie byłyby już potrzebne. A takie myśli, jak Mamy, nachodzą i mnie i osłabiają zarazem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to są mimo wszystko trudne myśli, które potrafią zaburzyć tę naszą wewnętrzną harmonię...

      Usuń
  22. Niestety nie mogę oddawać krwi... ale uważam zarówno oddawanie krwi jak i bycie dawcom organów za bardzo szlachetne :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja też chciałabym zostac pośmiertnym dawcom i moi bliscy o tym wiedzą. Ale ja im to tłumaczyłam inaczej, powiedziałam, że kawałek mnie będzie gdzieś żył na świecie i dawał radość ludziom w około, a jak trafi do dzieci to tym bardziej będę szczęśliwa, bo one są naszą przyszłością, a ja będą nią w nich. Może kiedyś spotkają na swojej drodze te osoby i stwierdzą, że było warto...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, mi tłumaczenie czegoś delikatnie, zazwyczaj wychodzi... ciężko XD

      Usuń
    2. To zupełnie jak mojemu mężowi on wali prosto z mostu i twierdzi, że było delikatnie ;)

      Usuń
    3. Haha, ma się te wyczucie :)

      Usuń
  24. Niech biorą co chcą :) ponoć wraz z oddanymi narządami oddaje się cząstkę własnej osobowości to chociaż czytelnictwo wzrośnie dzięki moim narządom :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Oj, Asik, Asik
    Równie dobrze mogłabyś napisać testament, listy pożegnalne i wybrać wiersz, jaki byś chciała na nagrobku. Wiemy, że z Ciebie dobra duszyczka i twoja mama pewnie też to wie i w głębi serca czuje jak chciałabyś postąpić. Trudno jest jej o tym rozmawiać, bo nie dopuszcza do siebie myśli, że może taka sytuacja nastąpić. Wypiera to i wypierać będzie, i dobrze, ciężko jest żyć myśląc o śmierci najbliższych, nie każ jej tego sobie wyobrażać. Trudno jest jej teraz pogodzić się z twoją wolą, bo to tak jak by już zaakceptowała to, że odejdziesz z tego świata. A to jest zdecydowanie nie do przyjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale widzisz, tu właśnie o to chodzi, że to nie jest to samo, co testament, czy listy pożegnalne. To nawet ma z tym niewiele wspólnego. Bo ja się na tamten świat nie wybieram, nie, nie, nie - póki co, jest mi tutaj fajnie :)
      Wiesz, ja jej nie każę tego sobie wyobrażać. Nawet nie chcę, by myślała o mojej śmierci, bo wiadomo,że to bolesne.
      A rozróżnienie tych rzeczy jest bardzo ważne. Chciałam po prostu, by wiedziała, wie Patryk. Ale ona też powinna, bo wiem, że wypadki chodzą po ludziach, mimo wszystko, no :)

      Usuń
  26. Kochana wszyscy jesteśmy dawcami póki nie napiszesz deklaracji, że się nie zgadzasz. Rodzina ma tylko decyzje czy Cie odłączyć od aparatury. Ja też jestem za oddaniem swoich, ale tylko, gdy naprawdę umrę - bo wielu ludzi, ze śpiączki się budzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam, że tak jest, ale... skoro tak, to dlaczego mamy nosić w kieszeni oświadczenie, że się zgadzamy?

      Usuń
    2. Kochana nie zrozumiałaś. Oświadczenie musisz mieć tylko jak się NIE ZGADZASZ. :) Kiedyś było na odwrót

      Usuń
    3. Czyli zmieniły się zasady...? :O

      Usuń
  27. Venus ma chyba rację, takie sytuację jednak się zdarzają, choć rzadko, ale jednak. Też chyba taką deklarację podpiszę, tym bardziej, że nie potrafię myśleć z czułością czy przywiązaniem o martwym ciele. Ostatecznie to tylko puste, psujące się opakowanie, tak wygląda dla mnie prawda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak właśnie jest, przykra prawda... Dlatego właśnie z tego "pudełka" dobrze jest zrobić jakiś uzytek :))

      Usuń
  28. To piękny gest Asik ;)
    Tylko Twoja Mama bardzo boi się o Ciebie i dlatego tak reaguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego bać, bo ja się na tamten świat nie wybieram, o nie :) I muszę jej to po prostu uświadomić.

      Usuń
    2. Coś czuję, że czeka Cię ciężka przeprawa z tym ;)

      Usuń
    3. Wiem to... ale spróbuję, no co mi szkodzi. ;)

      Usuń
    4. No nic :) a Twój Narzeczony co na to? ;)

      Usuń
  29. Ja takie oświadczenie woli wydrukowałam z internetu napisałam swoje dane i trzymam to w portfelu, nawet nie wiedziałam, że już mam go tam 2 lata choć teraz jest już chyba nie ważne, bo mam stare nazwisko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, szczerze powiedziawszy nie wiem, jak to jest... może powinnaś się zorientować, czy trzeba takie oświadczenie wypisać ponownie? ;)

      Usuń
    2. Chyba nie ma problemu abym to napisała jeszcze raz

      Usuń
  30. Podziwiam takie decyzje i sama chcę dołączyć do grona takich osób :) na razie zarejestrowałam się w DKMS i czuję się z tym świetnie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także z Twojej strony to super gest :) Dobrze wiedzieć, że są jeszcze tacy ludzie na świecie.

      Usuń