piątek, 3 lipca 2015

Jak się urządzić i nie zwariować...

No dobra, powiedzmy, że nie zapowiada się, bym na razie odcięła się od tego miejsca. Chociaż... może to tylko próby oderwania się od nauki do obrony, bo przecież mam jeszcze aż pięć dni, by utrwalić to, co wałkowałam przez pięć ostatnich lat. W każdym razie mocno wierzę, że ósmy dzień lipca będzie naprawdę pięknym dniem, jednym z najważniejszych dni w moim życiu. I jakoś ta myśl sprawia, że stresuję się mniej. Ja stresuję się mniej. Ogarniacie? Ja. Wieczny nerwus i wariat, co kiedyś ćmika od ćmika odpalał i o mało na zawał nie schodził. No ale... może nie wywołujmy wilka z lasu. Poza tym czuję, że jeszcze zdążę zacząć panikować.

Tymczasem... ostatnio wspomniałam Wam, że udało nam się znaleźć mieszkanie. Po znajomości i po sąsiedzku z moim rodzinnym domem, więc okazja trafiła się nam nie lada. Żadnej kaucji, niski czynsz, bo właściciele mnie znają, wiedzą, że na weselicho odkładamy, toteż utrudniać życia nam nie chcą. Sześćset złotych miesięcznie to kwota, która nawet jakoś specjalnie w nas nie uderzy przy obecnych wydatkach i przy pomocy, na którą zawsze możemy liczyć.

Umowę podpisujemy więc od pierwszego sierpnia. Wtedy też dostaniemy do ręki klucze i będziemy mogli sobie mieszkanko urządzić po swojemu. I tu zaczynają się schody...

Nie wiem, ile mieszkanko ma metrów kwadratowych, ale w sumie... czy to ważne? Nam wystarczy i to się liczy. Mamy do dyspozycji dwa, małe, przytulne pokoiki, które wystarczy odmalować i urządzić, ale to drugie wielkim problemem nie jest, bo meble właściwie weźmiemy z mojego pokoju. Mamy zatem do dyspozycji moją meblościankę, biurko, zarwane łóżko (nie wnikajcie!), lampę stojącą, a nawet telewizor, który jakoś w miarę działa. Czego chcieć więcej? Przydałoby się jedynie łóżko, na którym nie cierpłoby dupsko, jak na moim zarwanym, ława i stoliczek. To wystarczy, by urządzić sobie sypialnię i mały pokoik gościnny. Na luksusy przyjdzie jeszcze czas.

Mamy też do dyspozycji w miarę dużą łazienkę, odremontowaną dwa lata temu przez poprzednich lokatorów. Wszystko nowe, odświeżone. Jedyne, co musimy sobie sprawić, to sprawna pralka, na którą jest nawet miejsce, a jako, że obie mamusie uparcie odradzają nam używany sprzęt, to pewnie rzucimy się na praleczkę nową. Kwestia przemyślenia.

Sen z powiek spędza nam jednak kuchnia. W kuchni są bowiem troje drzwi: do łazienki, do jednego z pokoików i do przedpokoju. Zbyt wielkiego kombinowania zatem tam nie ma. Jest jedno miejsce, gdzie może być zlew, jedno, gdzie może stać kuchenka i jedno, w którym ustawić można lodówkę. Zostaje trochę przestrzeni na dwie szafki z blatem. Szkopuł tkwi w tym, że kuchnię również urządzić musimy sobie sami, nie wspominając o odmalowaniu, bo ściany odświeżyć trzeba. A do tego potrzebne są pieniążki.

Mój P. uśmiechnięty od ucha do ucha, wciąż planował, kombinował i był (i jest nadal) święcie przekonany, że w sierpniu będziemy już tam mieszkać. Co gorsza - przyszła Teściowa też. Trudno mi studzić wciąż ich entuzjazm, ale sama mam do tego wszystkiego dość racjonalne podejście. Poważne, tak bym rzekła.
- Ty to chyba się nie cieszysz z tego mieszkania tak, jak P. - usłyszałam od Teściowej, może wcale niezłośliwy tekst, może żartobliwy, ale uszczypnął mnie trochę.
Nim zdążyłam zareagować, wyprzedził mnie mój przyszły Teść:
- Daj jej spokój, ona ma teraz co innego na głowie, niech się na spokojnie obroni, a potem będziemy działać - i puścił do mnie oczko.
Dzięki Ci, dobry człowieku, pomyślałam, uśmiechając się. 

Bo ja już tak mam. Może i jestem roztrzepana, ale do takich spraw podchodzę z naprawdę dużym dystansem. Śmiejcie się, powiedzcie, że jestem przewrażliwiona, ale dopóki nie będę miała na strychu lodówki, pralki, kuchenki, mebli kuchennych, to nie widzę sensu wprowadzania się. Bo jeśli mam być samodzielna, to nie chcę biegać z koszem prania do kamienicy obok, do mamusi. Albo ładować się co drugi dzień na obiad, bo nagle okaże się, że lodówka pusta. Rodzice i tak wystarczająco nam pomagają finansowo ze ślubem.

Może moje podejście jest dziwne, ale ostatnio sprzątając dom, co chwile myślałam, co musimy kupić. Przecież samo umeblowanie to nie wszystko, wypadałoby jeszcze to wszystko wyposażyć, nie wspominając o kupnie klamek, których brakuje w drzwiach. A tak dziesięciozłotówka do dziesięciozłotówki i uzbierać może się kolejne kilka stów. Nie idziemy na gotowe.

Ale na razie nikt mnie nie słucha. Serio, jestem przewrażliwona?

Najbardziej logicznym wyjściem wydało mi się odebranie kluczy, odmalowanie, kupienie wszystkiego na miarę możliwości tak, by nie rozpieprzyć wszystkich, odłożonych funduszy, ani nie pakować się w kredyt. I spokojne wprowadzenie się na jesień. W październiku, listopadzie może... 

P. już zdążył kupić lodówkę za stówę, która okazała się bezużyteczna i trzeba było ją zwrócić, zdążyliśmy oglądać szafki, co przyprawiało mnie o wściekliznę, bo po cholerę oglądać szafki, nie znając wymiarów? Na razie to marnowanie czasu i moje zaprzątanie myśli. Myśli, które powinny być skierowane póki co najbardziej ku środowej obronie. Bo na tym mi teraz najbardziej zależy.

Wiem, że długo przyszło nam czekać na te mieszkanie. Cieszę się na nie ogromnie, mimo, że oglądam je z poważną miną i zwracam uwagę na każdy szczegół.
- Takie urządzanie to świetna sprawa, ale zdążycie się nieraz się przy tym porządnie pokłócić - powiedziała mi ostatnio Ada.

Boziu, daj nam dużo cierpliwości...


105 komentarzy:

  1. W ogóle mam wrażenie, że człowiek to cholernie przekorna istota i jakoś...jak chce odejść skądś, to go szybciej z powrotem ciągnie XD
    W ogóle patrzyłam na grafik i tak sobie myślałam, cholera, 8 pracuję, myślałam może się wyrwę na piwo czy coś jakbyś chciała...ale ciekawe, czy dam radę gdzieś się teraz dokulać o kulach XD W każdym razie to na pewno będzie piękny dzień ( spodziewam się nadal tej wielkiej 5 XD) za który będę mocno trzymać kciuki:)
    I w ogóle brak paniki przed obroną mnie nie dziwi, wiesz? To mniej stresuje niż sesja XD
    I, oh god, 600 zł? Serio? Można zazdrościć takiej ceny, patrząc na Poznań przynajmniej...I wiesz, wszystko z mieszkaniem zawsze chyba idzie po prostu po malutku. Na początku nawet nieraz starczają same ściany, tak na moje patrząc i nasze przeżycia mieszkaniowo- przeprowadzkowe. Serio, zarwane łóżko jest lepsze niż pół roku spania w hamaku, bo na żadne łóżko człowieka nie stać XD Wtedy dopiero kręgosłup cierpi XD W każdym razie...nie nazwałabym tego przewrażliwieniem, ale niepotrzebnym może trochę martwieniem się na zapas. Bo co będzie to ma być, wszystko się poukłada, a prać można na początku nawet w pralni ( przerabiałam pół roku bez pralki, wiem co mówię XD). Najważniejsze to zacząć. Potem wszystko przechodzi. Chociaż, po ostatnich przeprowadzkach itp. , nie swoich, mam wrażenie, że tylko ja mam takie olewawcze podejście do tego tematu i stoicki spokój XD Jestem chyba jak Greg Zorba XD
    Btw jeśli idzie o farby itp. to się zgłoś na fejsie bo...mam dojścia do dobrych promocji, tam ci wyjaśnię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno powiedzieć, bo mnie w sumie stąd wyrywa strasznie, ale z drugiej strony no... nie chcę "na łeb, na szyję", o.
      Nie przejmuj się, po prostu trzymaj kciuki o 9:00 rano :P Poza tym pewnie będę mieć obstawę, jak nie Papus, to Tata mnie zawiezie, więc ogarnę :D A potem pewnie zaraz do domu będę chciała wracać, mimo wszystko, wiem, jak ostatnio było. A na chlanie przyjdzie czas xD Wchodzę jako druga, więc mam chill :) A za mną całe stado krzykaczek i nadgorliwców, którzy zamiast 30 min, będą siedzieć z godzinę xD Czyż to nie piękne? :D
      No nie wiem, ostatnio przed obroną nie spałam, nie jadłam, a przed wejściem myślałam, że zwymiotuję. I chyba nigdy wcześniej się tak nie denerwowałam. Teraz może po prostu wiem, jak to jest i to mnie trochę uspokaja.
      Tylko w naszej mieścinie pralni nie ma xD I to jest szkopuł, że trzeba sobie radzić samemu. Cóż, taka już moja natura, że martwię się zawsze na zapas w sumie, ale z drugiej strony - nigdy na tym jeszcze źle nie wyszłam ;)
      Ok :) Chociaż z farbami mamy o tyle luz, że Tata Patryka ma pełno białej farby, pigmenty, mamy sobie tylko wybrać kolor - choć tam będzie i tak beżowy najbardziej pasował, tak mi się wydaje :)

      Usuń
    2. Wiem mniej więcej o co chodzi:)
      I będę, na pewno:) W ogóle nawet nie wiem na którą mam do pracy, ale gdzie nie będę, to kciukasy trzymane XD I wiesz, nie wątpię, że ktoś cię tam dowiezie i będzie na duchu podtrzymywał:) I musi w końcu, musisz wpaść na naszą Wyspę choćby XD
      I zawsze właśnie cieszyłam się, że mam nazwisko na B, bo zawsze byłam wszędzie pierwsza. Ale u was to jakieś...losowane?XD W każdym razie dobrze, że nie będziesz czekać pół dnia i się nakręcać dodatkowo.
      Właśnie, bo to była pierwsza obrona. Przed licencjatem też panikowałam trochę, ale mgr..okoliczności swoje zrobiły, ale właśnie i też to, że wiedziałam co mnie czeka. Że obrona to tak naprawdę formalność.
      No to gorzej. Ale rzekę macie, pożyczę wam tarkę XD A ja jakoś na zapas właśnie się nie martwię i też na to nie narzekam, źle na tym nie wyszłam, bo i tak wychodzi jak ma wyjść, a ja się dodatkowo nie spinam XD
      No, to ci już na fejsie pisałam:)

      Usuń
    3. :) A ja na pewno zaraz napiszę sms'a po :D Ano muszę, chyba nie mam innego wyjścia raczej ^^
      U nas to było tak, że zależy jakie tytuły ma komisja. ja mam w komisji trzech profesorów - promotora, recenzenta i egzaminatora. W tym moja promotorka jest emerytowanym profesorem, więc ma pierwszeństwo. Podobnie jest u dziewczyny, która wchodzi przede mną, ale o tym, że wchodzę druga, a nie pierwsza, zadecydowało już nazwisko :P
      No ja właśnie tak nie do końca wiem, co mnie czeka. Bo u nas jest tak, że promotor pytania nie zadaje, tylko siedzi xD Nie wiem o co zapyta mnie recenzentka, ale jest botanikiem, więc nastawiam się bardziej na pytanie o opisanie drzew. No a na końcu egzaminator - losuję dwa pytania z trzydziestu i odpowiadam. I te pytania idę właśnie zakuwać :D Niby już dużo umiem, ale wiesz, najgorzej, jak ktoś mi przerwie, albo zada dodatkowe pytanie. Chociaż moja pani egzaminator też jest kochana i już na seminariach mówiła, że nam wszystkim chce dać piątki, więc to mnie też podnosi na duchu :P I tak samo powiedziała moja promotorka - że formalność i "spotkanie towarzyskie, takie, żeby sobie pogadać" xD
      No ja wiem, mam to samo cholera xD
      I już wszystko wiem ^^

      Usuń
    4. Mam nadzieję, chcę wiedzieć co i jak xD
      No to 3 osoby to standardowo w sumie, tylko chłopaki mieli kiedyś śmieszniej.na obronie inżyniera prowadzący nie mogli się dogadać kto ma w komisji, więc mieli 6 czy 7 par oczu jak się bronili XD To dopiero był szał XD Tak mi się skojarzyło. Ale w sumie to dobrze wyszło, że takie zawiłości i będziesz miała z głowy:)
      To nie dostałaś wcześniej pytan?XD Dobra, wiem że tak nie powinno być, więc w sumie no...ale często jednak to się zdarza. Patrz- mój licencjat XD I egzamin to już swoją drogą, ale myślę, że po tylu latach rycia na studiach te 30 pytań opanujesz bez problemu:)

      Usuń
    5. No i się dowiedziałaś :D
      O kurde, tyle par oczu to już hardkor xD U mnie generalnie komisja świetnie się bawiła, szampańskie humory mieli, tylko flaszki im brakowało, tak sobie pomyślałam :D
      Od recenzenta? Nie :D Szłam na żywioł ^^ W sumie nie miałam innego wyjścia za bardzo :P

      Usuń
  2. ja jeszcze nie złożyłam pracy, jej, powodzenia na obronie! dasz radę :)
    nie przejmuj się tak wszystkim. na początku Wasze mieszkanie nie będzie stuprocentowo umeblowane, ale powoli uzbieracie na całe wyposażenie i kuchnię :) takie powolne zapełnianie przestrzeni, na której mieszkacie będzie samą przyjemnością! i do domku rodzinnego blisko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) I Ty dasz radę przecież!
      Ale ja wiem, że nie będzie całe umeblowane XD To nie o to chodzi. Trzeba właśnie zacząć od podstaw, ale i same podstawy wymagają dużo wkładu przy naszych obecnych wydatkach. I z tą przyjemnością to bym polemizowała - będzie też dużo kłótni, bo za dużo osób chce nam pomagać XD Ale ostatecznie na pewno wszystko wyjdzie na plus :)

      Usuń
  3. Powolutku wszystko sobie urządzicie. Obronę zdasz, a może i wcześniej się wprowadzicie i już wszystko na bieżąco będzie się uzupełniać ;) mocno zaciskam kciuczki, oczywiście! Poza tym, dobrego masz przyszłego Teścia, co cię z opresji ratuje, hahaha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - powolutku :) I na spokojnie. Jasne, może uda się wcześniej, jeśli tak, to czemu nie :) Dziękować, trzymaj mocno! :*
      No teść to spoko ziom :D

      Usuń
    2. Najważniejsze, że macie te swoje cztery kąty a reszta się ułoży :D to dobrze! :)

      Usuń
    3. Też tak myślę :D

      Usuń
  4. Noo, to już wiem, kiedy dokładnie trzymać kciuki za twoją obronę :). Daj znać, jak to wszystko poszło i w ogóle, numer masz :D. A co do mieszkania - w sumie to twoje podejście jest naprawdę racjonalne, czasem rzeczywiście nie ma się co śpieszyć, lepiej wszystko dopiąć na ostatni guzik, a potem się wprowadzać. A że podchodzisz z dystansem - to nawet lepiej, ustrzeżecie się z narzeczonym jakichś pomyłek przy zakupach itd. Lepiej tak, niż tracić pieniądze, prawda? :)
    P.S. cieszę się, że jednak nie porzuciłaś tego miejsca, dobrze się czyta twoje wpisy. Mimo że nie komentuję każdego, to jakoś... cóż, miło wiedzieć, że nie zostawiasz póki co swoich czytelników:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj mocno, będą potrzebne :) A znać dam jak najbardziej! Dopiszę sobie Ciebie do listy osób które koniecznie muszę poinformować ^^ No dokładnie... na spokojnie. Ja wiem, że niektórzy są zdolni na surowej podłodze spać, ale ja takim hardkorem nie jestem niestety xD
      I ja się cieszę. Coś mnie tu jednak przyciąga, jak magnes, wiesz? ;)

      Usuń
  5. Wszystko pomału :) Pamiętam, jak my przeprowadzaliśmy się do mojego obecnego domu, to początkowo mieliśmy jedno łóżko na cztery osoby, to ja spałam z mamą, a moi bracia na kołdrach na podłodze ;) A później pomału się kupowało różne rzeczy, robiło kuchnię, łazienkę.... Małymi kroczkami, ale jak to mówią grosz do grosza i będziesz miała wymarzone mieszkanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, małymi kroczkami :) Najpierw wykorzystamy to, co mamy, a potem, powolutku będziemy sobie dopieszczać to mieszkanko :)

      Usuń
    2. A myślicie zostać tam już tak na dłużej? :) W sensie 20-30 lat? :D

      Usuń
    3. Oj, raczej nie :P Wszystko czas pokaże. To jest ogólnie takie mieszkanko hmm... dobre na start :) Bo tanie, bo nieduże... ale w przyszłości myślimy się wybudować, więc to będzie dobra opcja, żeby sobie na spokojnie odkładać pieniądze :)

      Usuń
    4. To w sumie lepiej nie inwestować większych pieniędzy narazie w to mieszkanie :)

      Usuń
    5. W remont na pewno nie, na szczęście do remontowania dużo tam nie ma :) Ale wyposażenie zostanie na później w razie czego :)

      Usuń
    6. Dokładnie ;) na dobrych sprzętach to nawet nie ma co przesadnie oszczędzać, bo dziś jak co tańsze to działa tylko póki jest ważna gwarancja :/

      Usuń
    7. Dokładnie kurcze, wszystko na chwilę tak naprawdę...

      Usuń
    8. Nawet porządne i renomowane firmy mają teraz tym problem, ale ostatnio wiele z nich proponuje przedłużoną gwarancję a często zdarza się i tak, że można nawet wymienić na nowy sprzęt, a to oznacza np. drugą pralkę po 4 latach za darmo ;p

      Usuń
    9. Ano są różne "promocje" ^^ Z mojej mieściny pochodzi np. Amica :) I można wyhaczyć za grosze np lodówkę, czy pralkę nową, ale delikatnie uszkodzoną, ale całkowicie sprawną np. mającą małe wgniecenie przy transporcie. To też dobre okazje w sumie :P Bo to można też jakoś zamaskować, a na pewno wyjdzie taniej, niż kupić całkiem nowy sprzęt :)

      Usuń
    10. No pewnie że tak! :D Jak będę miała w planach zakupienia jakiegoś AGD to się zgłoszę do Ciebie ;p Lodówkę mam chyba z tej firmy :D I powiem Ci, że jest ok, mamy ją już sporo czasu i działa bez zarzutu :)

      Usuń
    11. Spoko :D No bo z Wronek, to musi ładnie działać :D

      Usuń
    12. Mieszkasz we Wronkach? :D

      Usuń
    13. Cały czas myślałam, że w Poznaniu :P Chyba, że Wronki to jakaś dzielnica? :D

      Usuń
    14. Nie :D Wronki są 50 km na zachód od Poznania ^^

      Usuń
  6. A ja Ci powiem, że rozumiem i dla mnie nie jesteś przewrażliwiona. Po prostu chcesz to zrobić z sensem. Sama jak myślę o jakimś przyszłym mieszkaniu to zawsze zakładam, że najpierw odkładam kasę na sprzęty, meble, itd. Bo jasne, w dwójkę zawsze raźniej, można spać na podłodze, jeść na parapecie czy coś. Ale jeśli jest możliwość zrobienia tego dobrze, przygotowania się najpierw to warto ją wykorzystać :)
    I trzymam moooocno kciuki za obronę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. We dwójkę raźniej i wszystko da się przetrwać. Trochę się tylko boję, że mimo wszystko dużo będzie kłótni. Nie chcę tego, ale... za dużo osób nam doradza, tak zauważyłam.
      Dzięki Kochana :* Trzymaj i nie puszczaj! :D

      Usuń
    2. To jest najgorsze - "doradcy życia". A to przecież Wasze mieszkanie, związek, plany i życie. Więc życzę wytrwałości, żeby się im nie dać :)
      Nie puszczam! :D

      Usuń
    3. Otóż to :) I tego się trzymamy. Dziękuję :*
      :D

      Usuń
  7. Wiesz, że ja uważam,że masz rację, sama bym tak zrobiła. Moja przyjaciółka koniecznie chciała się przeprowadzić już na swoje, wyjść z domu teściów. Przez pół roku chodziła jednak do niej dzień dnia bo łazienka niezrobiona, bo w kuchni nic nie działa,a to telewizję chcieli obejrzeć. Ja bym na spokojnie przygotowała sobie cztery kąty i zamieszkała jak będzie wszystko co mi potrzeba-nie musiałaby być to luksusy,ale jak samodzielność to samodzielność:)
    Za obronę mocno trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie i ja chcę tego uniknąć. Jak mi mama powiedziała, że będziemy mogli przychodzić na obiady, to aż coś mnie ukuło. Bo skoro się wyprowadzamy, to chcemy być samodzielni, bo ileż można. I dokładnie - władować najważniejsze rzeczy i sobie żyć :)
      Dziękuję :)

      Usuń
  8. No coz nei jest p[owiedziane ze musiecie byc tam na stale, a jak jzu cos kupicie z mebli to mzoecie ze soba w razie wu potme zabrac, wiec wydatek jako ionwestycja. Na razie jednak dobrze bys skupila sie na obronie :) Zycze powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie będziemy tam na stałe, bo nie czarujmy się - to jednak nie jest mieszkanie marzeń :P Taki ciasny, ale własny kąt na początek, w sam raz na start :) Na razie wiele nie potrzeba, ale właśnie plusem jest to, że to, co teraz "włożymy" w te mieszkanie, zwróci nam się w pewnien sposób przy przeprowadzce ;) Dzięki :)

      Usuń
  9. mi sie marzy domek z ogródkiem... nie chce mieszkać w bloku ... ale cóż do mej własnej chałupy to jeszcze hen hen drogi. Zazdroszczę więc Wam tego wszystkiego, nawet tych niusansów i niesnasek. mieszkaniowych..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, mi też :< W bloku, jak bloku - czasami za oknem masz ładnie urządzone osiedle, a ja będę mieć pod tym względem troszkę gorzej. Bo to stara kamienica, więc za oknami mury, mury i jeszcze raz mury. Trochę deprecha :< No ale nie będę przez to wybrzydzać przeca (chociaż mogłabym, przez moje zboczenie zawodowe xD). Będę po prostu mieć dużo kwiatów w domu :D

      Usuń
    2. swój dom urządzisz najlepiej na świecie! Będzie istną oazą dla Was z morzem zieleni:) możecie zrobić np swój prywatny ogródek w mieszkaniu:D wielka wielka micha , albo piaskownica z ziemią się do tego nada:)

      Usuń
    3. A słyszałaś o mobilnych zielonych ścianach? :D

      Usuń
  10. Moim zdaniem nie jesteś przewrażliwiona, a odpowiedzialnie podchodzisz do tematu. Przecież masz absolutną rację, więc nie ześwirowałaś. A i Teść jest za Tobą, cieszę się! :)) Masz kogoś po swojej stronie, kto będzie Cię bronić przed Teściową. Heheh, jej, jak to brzmi. Jakby ciągle na Ciebie naskakiwali, ale wiesz co miałam na myśli. ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, cieszę się, że mnie rozumiecie xD To naprawdę podnosi mnie na duchu :D

      Usuń
    2. Bo my kobiety z reguły potrafimy się DOBRZE rozumieć ;p A tak na poważnie to doskonale rozumiem Twoje "wątpliwości"

      Usuń
    3. Hmm, różnie z tym bywa, w sumie :D Każdy ma prawo mieć inne podejście ;) Ale najważniejsze, że Wy mnie rozumiecie, o ;)

      Usuń
    4. O, co prawda to prawda. Aczkolwiek wydaje mi się, że Twoje podejście jest normalną sprawą, chociaż po części wiem też, że dałabym wiele, aby być już na "swoim". :)

      Usuń
    5. Ja też dałabym wiele ;) i to od paru lat... ale dopiero teraz wiem, jaka do tego nieraz jest trudna droga ;)

      Usuń
  11. Nie jesteś przewrażliwiona, Pysiu :* Masz plan, swoją "wizję", że tak powiem i chciałabyś to jakoś wdrążyć w życie. Możliwe, że właśnie ta obrona sprawia, że tego entuzjazmu teraz troszkę Ci brakuje, także dobrze, że Teściulek wypowiedział na głos... no, prawdę :) Bo pamiętam, jak mi opowiadałaś o tym mieszkaniu, ten entuzjazm w Twoim głosie, o tym malowaniu ścian :) Wciąż może być pięknie, tak jak tego chcesz, powoli - akurat z takimi rzeczami nie ma co na siłę. I pozwól Patrykowi cieszyć się po swojemu, może on ma trochę inną wizję, może to go tez motywuje do działania :) Jak coś pójdzie nie tak, to też was los jakoś naprowadzi - jak z tą lodówką właśnie. Za szybko, niedokładnie, trzeba oddać, szukac dalej. Aż się znajdzie ;)
    A co do tych szafek to się usmiechnęłam pod nosem, bo mi sie przypomniało jak mi opowiadałas, że sobie wyobrażasz siebie spacerującą po sklepach i wybierającą rzeczy, sprzęt do waszego mieszkania :) Pomyslałam "Wut?! Asia nienawidzi zakupów, a się jara na łażenie po smierdzących sklepach z meblami!" xD Bo tam śmierdzi... przynajmniej dla mnie :P No, ale "wróciła" normalna Ty ;) I się tez temu nie dziwię, bo jak ja mam zamiar coś kupić, to po prostu mam cel: to, to i tamto. Idę prosto, wybieram, przeglądam jeszcze kilka innych opcji, ale tego samego produktu. Ale nie... oglądać. Oglądac to mozna zachody słońca, a nie... szafki xD
    No, ale trzymam kciuki i za ten wasz progress z mieszkaniem. Bo wiem, że on nastąpi niebawem. O kciukach na obrone raczej nie muszę już się rozpowiadać, bo obiecałam Ci to już w czerwcu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie uspokoiłaś ^^ :* Na pewno ta obrona. Mimo, że jeszcze się aż tak bardzo nie stresuję, to jednak spędza mi to uśmiech z twarzy. Zresztą wiesz, mówiłam Ci. I jasne, rajcuje mnie to wszystko, sama pamiętasz. Może też nie powinnam jakoś jego radości gasić, ale wydaje mi się, że on po prostu jest momentami w gorącej wodzie kąpany :P Ale też już chyba trochę przyhamował, po środzie zwłaszcza, gdy zamiast skupić się na nauce, przejmowałam się tymi pieprzonymi szafkami.
      No bo nienawidzę :D Ale powiem Ci, że własnie o dziwo po sklepach z meblami, albo ze sprzętem ogrodowym (to już w ogóle!) uwielbiałam chodzić :D No śmierdzi xD ale ja tam ten smród lubię xD
      I dziękuję Kochana :*

      Usuń
    2. No to teraz wiesz - po obronie, po studiach... Możesz powiedzieć ahoj! urządzaniu mieszkania :)
      Może i kąpany, no ale chyba jak przystopował to może się trochę poparzył tą wodą i też zmądrzał trochu :p
      Ze sprzętem ogrodowym, powiadasz? W sumie to do Ciebie pasuje :) to jak kiedyś tam może uda mi się mieć taki fajny dom z ogrodem to Cię wezmę na zakupy, będziesz mi pomagała wybierać sikawki i takie tam xD
      :*

      Usuń
    3. Taki mam plan :D
      Też mam takie wrażenie ^^
      No wiem, że pasuje xD toteż chodziłam :D sikawki xD oczywiście, Tobie pomogę "zaszwe i szwędzie" :D

      Usuń
  12. takie remonty, odnawianie mieszkania, kupowanie różnych pierdół np. klamek itd.. pochłania masę czasu i jeszcze więcej pieniędzy... wiem, bo codziennie to sprzedaję... więc uważam, że Twoje podejście - racjonalne jest bardzo na miejscu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem jesteś po prostu w temacie :) Tylko u nas jest jeszcze kwestia kupienia np. używanych rzeczy - bo takich też jest mnóstwo na sprzedaż. :)

      Usuń
    2. Niestety jestem w temacie i niedawno u mnie był remont łazienki, który pochłonął więcej kasy niż zakładaliśmy...

      Usuń
    3. Wyobrażam sobie :( Dlatego właśnie mówię: powoli i na spokojnie. Przecież nikt nas nie goni, prawda? ;)

      Usuń
    4. dokładnie ;)) poza tym z remontami to jest tak zakładasz, że coś zajmie np. max 2 tygodnie a w praktyce wychodzi miesiąc ;D także na spokojnie, bez nerwów ;)

      Usuń
    5. To mam kolejny argument, żeby mnie słuchali :D

      Usuń
    6. Dokładnie! takich rzeczy nie można tak na hop robić.. spokojnie, powoli Asik :*

      Usuń
  13. Daj spokój! Remont to najgorsze co może człowieka spotkać - pochłania całe dnie i całe pieniądze, ale z drugiej strony.... :D jak miło jest chodzić po sklepach i wybierać, projektować według siebie, wiedząc, że od teraz wszystko będzie ze sobą współgrało, bo zostało do siebie wzajemnie dopasowane kolorystycznie i stylem, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że tak! To ma po prostu swoje plusy i minusy :) Ale chyba jak wszystko :)

      Usuń
  14. Też zwykle podchodzę do takich spraw racjonalnie. Ale spokojnie, nie denerwuj się na zapas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No próbuję się właśnie nie denerwować :D
      Chociaż w stan paniki mnie póki co zaczęła wprawiać środowa obrona :P

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że dobrze Ci poszło :)

      Usuń
    3. Poszło, poszło :D

      Usuń
  15. My z B. po obronie zamierzamy poszukać mieszkania, jednak wolimy je kupić, bo doszliśmy do wniosku, iż na wynajmowanie w Poznaniu już i tak sporo pieniędzy przetraciłam. I powiem Ci, że mam tak jak Ty - z jednej strony się cieszę, ale z drugiej, gdy mamy coś oglądać tak NA POWAŻNIE, to zaczyna mnie ogarniać jakaś taka niechęć, a może nawet strach.
    Jednak wiesz do jakiego wniosku doszłam? Że najlepiej stać przed faktem dokonanym. :D Wówczas nie masz odwrotu ani czasu na panikę i marudzenie. Także życzę Ci trzymania już tych kluczyków w dłoniach i stania w odmalowanej pomierzonej kuchni. :)
    No i strasznie się cieszę z tego Waszego gniazdka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej, że w Poznaniu mieszkania drogie. Ale gdzie będziecie kupować? W Poznaniu? ;> Własnie, bo to jest tak, że fajnie się w sumie planuje, myśli, marzy... ale realizacja okazuje się być dość poważna.
      Chyba tak jest najlepiej :P Bo inaczej człowiek by się wahał i wahał i bez końca zastanawiał :P Dzięki, już nie mogę się doczekać :D
      Ja też! Nawet z jego surowego stanu <3

      Usuń
    2. Tak, w Poznaniu. Wiesz, część jest droga, ale druga strona medalu jest taka, że ludzie bardzo mało mieszkań w dobrym stanie chcą sprzedawać, bo wolą wynajmować. Zapewne sprzedają tylko Ci, co muszą, albo nie chcą się bawić w lokatorów na głowie.
      Fajne uczucie, mieć coś co jest Twoje. <3 I jak jeszcze możecie urządzać je wspólnie, tak jak Wam się podoba, to w ogóle super. Moja mama zawsze mi powtarzała, że to jest najlepsza część mieszkania razem, gdy od początku robicie wszystko po swojemu, :)

      Usuń
    3. To uff, pójdziemy jeszcze na te piwo xD W sumie racja ;) My w sumie zastanawiamy się, czy w przyszłości kupić mieszkanie w szeregowcu, czy się budować, bo zaraz po ślubie właściwie na to będziemy kaskę zbierać ;)
      Dokładnie :))))

      Usuń
    4. Kiedyś na pewno. :D
      My właśnie na początek chcemy małe mieszkanko, a później - jak już się rodzina powiększy, to chcielibyśmy właśnie się wybudować. Ale niestety - wszystko kosztuje. :P

      Usuń
    5. Tja :D Teraz w sumie mamy co opijać :D
      No i to jest prawidłowe podejście :) I dokładnie, zawsze te koszty kurde...

      Usuń
    6. Oj mamy, mamy. :D
      Wiesz, ja już zaczęłam żartować, że zacznę totka puszczać albo smsy do radia puszczać, żeby mi te pieniądze z nieba spadły. :D

      Usuń
    7. :D
      Też o tym myślałam w sumie xD

      Usuń
  16. Kochanie, nie jesteś przewrażliwiona, po prostu rozsądnie podchodzisz do tej przeprowadzki, w końcu to poważna sprawa i wszystko trzeba zaplanowac i zorganizowac, żeby uniknąc zbędnych i niemiłych niespodzianek. Trzeba do tego podchodzic na trzeźwo, bez względu na wszystko. Mam nadzieję, że uda Wam się na spokojnie wszystko wykończyc, choc pewnie nie będzie łatwo, ale dacie radę, no bo jakżeby inaczej? :) Tak długo czekałaś na to wspólne mieszkanie, musi się udac, nie ma, że nie! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podzielasz moje zdanie ^^ Ale właśnie zdania są podzielone :P Mogłabym skakać w sumie z radości, to poniekąd w moim stylu. I pewnie będę, kiedy uporam się z tym, co teraz spędza mi sen z powiek najbardziej, albo inaczej... nawet trochę czekam na ten dzień. Na środę. Bo wiem, że wszystko musi się udać i to na razie mój priorytet.
      Jasne! :*

      Usuń
    2. Jak zawsze zresztą :D wiadomo, każdy podchodzi do tego inaczej, bo poglądy są jak dupa - każdy ma swoją :) Widzisz, już się uporałaś, kolejny cel został zrealizowany, jestem z Ciebie strasznie dumna ;* teraz możesz skupić się na mieszkaniu :)

      Usuń
    3. Otóż to ^^ Lepiej bym tego nie ujęła :P Wiem Skarbie, też jestem dumna i właśnie nadrukowałam chyba rekordowego posta na ten temat :D Na mieszkaniu i wielu innych sprawach, na które wcześniej nie miałam czasu :)

      Usuń
  17. Co do poprzedniego posta - czytałam na telefonie a tam jakoś się nie mogę zalogować na odpowiednie konto google i skomentować ;< a więc Twoje zmęczenie (?) blogiem, to na pewno tylko sen! Nie opuszczaj nas, bo czy po przeprowadzce, czy za rok, ale na pewno byś wróciła. :) Aha i wzruszająco nie znaczy zaraz że dołująco, nieraz było pouczająco i pozytywnie, ale tak że aż łezka się w oku zakręciła, bo taką prostą prawdę piszesz, tak przejrzyście.
    Ha, jestem takim samym nerwusem. Chciałam wszystko mieć od razu, robiłam w głowie listy tego co mamy i co musimy kupić. Miałam stresa, kto nam poprzewozi rzeczy itd. Ale wszystko jakoś poszło, staram się mniej skupiać na nerwach, bo jeżeli K. patrzy pozytywnie, to czy ja muszę martwić się za nas dwoje? I czasami udaje mi się olać te nerwy. :) Co do pralki - wszyscy nam mówili, żeby nową brać... i trzeba ich było słuchać. Kupiliśmy używaną za grosze, jakąś przedpotopową z której wyszły raptem dwa i pół prania i garstka obleśnych czarnych włochów poprzednich właścicieli. I też słyszałam historię prania białych rzeczy, które zamieniły się w szare...ekhem. Lodóweczkę używaną i już ;)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie coś w tym jest, prędzej, czy później pewnie by mnie do blogowania znowu ciągnęło. To trochę jak narkotyk :P I cóż, hmm... miło mi to czytać :)
      U mnie dopiero teraz się zacznie - bo już po obronie :D
      I cóż, chyba ostatecznie odradziłaś mi kupno używanej pralki :D

      Usuń
    2. Haha, no skoro wszyscy odradzają to coś w tym musi być :D sama się przekonałam. Nie warto było kręcić programatorem, trza było zostawić 60 stopni -.- ...

      Usuń
    3. No :P Najlepiej w sumie słuchać ludzi, którzy po prostu na własnej skórze się przekonali...

      Usuń
  18. Nie jesteś przewrażliwiona, dobrze do tego podchodzisz. Ludziom się czasem wydaje, że wynajęcie mieszkania to taka bułka z masłem - że wystarczy co najwyżej odmalować albo meble kupić i o, mieszkamy. Później się robi listę co potrzeba, zbiera grosz do grosza i nagle nic nie jest takie proste. Niewiele jest mieszkań, w których nic robić nie trzeba, za to masa jest ludzi, którzy tego oczekują. Ale spokojnie, powoli, i bez gorączkowania się - dacie radę, nie siwiejąc przy tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, cieszę się, że mnie rozumiesz. ;) I takie właśnie podejście odpowiada mi najbardziej - na spokojnie :) Co nie oznacza przecież, że mi się jakoś też mentalnie nie spieszy, bo pewnie, chciałabym tu i teraz. Ale czasami po prostu się nie da.

      Usuń
  19. Nie dziwie się, że teraz tak o tym nie myślisz. Jednak obrona każdego stresuje. Będę mocno trzymać kciuki :) Ale mimo to super, że znaleźliście mieszkanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, gładko poszło :D Też się własnie bardzo z tego cieszę ;)

      Usuń
  20. ciasne, ale własne mieszkanie, podchodzisz do wszystkiego ze zdrowym rozsądkiem, dobrze będzie ;-) mocno trzymam kciuki za obronę :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, ciasne, ale własne :)
      Dzięki :* Pomogły :D

      Usuń
  21. Ach... cudowne jest takie osiedlanie się na nowym miejscu ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także zazdraszczam ;P

      Usuń
    2. Tak jak ja i Tobie pewnych spraw, ale przecież czas przyjdzie na wszystko ^^

      Usuń
    3. Święte słowa! :)

      Usuń
    4. Jeszcze świętą zostanę ;D

      Usuń
  22. Asia!!! Powodzenia jutro!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Boziu, jak zazdroszczę (pozytywnie :)) Wam tego wspólnego mieszkanka... szczęściarze!
    a mieszkanie nie musi być już takie idealne, kiedy jest się razem. na co dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Jasne, że nie musi być idealne i też nie o to chodzi :) Ale jakoś trzeba mieszkać xD

      Usuń
  24. Myślę podobnie jak Ty. Lepiej na spokojnie wszystko zorganizować niż na wariata i później się martwić.
    A tak w ogóle to gratuluję obrony:) Przeczytałam u Anelise:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mamy podobne zdanie ^^
      Dziękuję :) Własnie próbuję o tym coś napisać :D

      Usuń
  25. Na jakim kierunku studiowałaś? Dzisiaj już czwartek, czyli wczoraj pewnie (na pewno) prze szczęśliwa wróciłaś z obrony.. mylę się? :D
    Super, że będziecie mieć swój własny kąt. A skoro masz wsparcie w narzeczonym, teściach, rodzicach.. poradzicie sobie i z umeblowaniem kuchni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na architekturze krajobrazu :) Nie mylisz się, oszalałam z radochy :D
      Musimy sobie poradzić :) Trochę nerwów pewnie będzie, ale... ogarniemy, właśnie, nie jesteśmy sami :)))

      Usuń
  26. Oj, urządzanie całego mieszkania to nieco męczące przedsięwzięcie. Nawet jeśli mieszkanko jest tymczasowe, to oczywiście każdy chce się dobrze czuć tam, gdzie ma spędzać swoje samodzielne życie... :))

    OdpowiedzUsuń