poniedziałek, 29 czerwca 2015

O niemocy - tak prosto z serca

Unikałam zaglądania tutaj. Zastanawiałam się, czego właściwie tutaj szukam. I kiedy wczoraj nieśmiało przeglądając statystyki dostrzegłam, że wciąż odwiedza tego bloga kilkadziesiąt osób dziennie... zaszkliły mi się oczy. Właściwie, to rozryczałam się jak bóbr. Czego tu szukacie, kochani ludzie? - szeptałam do siebie, ocierając łzy.

Kilka poprzednich postów było jak nieudolne powroty. Takie powroty pełne nadziei, że pisanie tutaj jeszcze jakoś mi wychodzi. Tymczasem dobrze wiem, że umarłam. Umarłam wirtualnie, jako dawna ja. A może tylko zapadłam w jakiś dziwny sen...

- Jezu, ile ja bym dała, by pisać, jak dawniej, by pisać, jak rok temu... - żaliłam się ostatnio Martynie.

Pamiętam, że założyłam tego bloga z nudów w pewne, zeszłoroczne, lutowe popołudnie, kiedy to "cierpiałam" na nadmiar wolnego czasu tuż po obronie inżynierki. Tytuł wpadł mi do głowy od razu, adres właściwie taki sam, jak przed laty. Szablony z kwiatami i drzewami na zmianę były tu od samego początku. I pamiętam, że pomyślałam sobie wtedy, że blog przyniósł mi przed laty już tak wiele, że już więcej nie śmiem oczekiwać. Przyniósł najpiękniejsze przyjaźnie, spotkania na dworcach, niezwykłe emocje, łzy szczęścia i tęsknoty. I myślałam, że po co mi więcej... że po prostu będę sobie pisać. Bo byłam i jestem w sumie na takim hmm... ciekawym - tak, to dobre słowo - etapie życia. Wiele zakończeń, jeszcze więcej nowych startów. Niekończące się rozdroża, które chciałam tu uwiecznić. I uwieczniłam.

Opisywałam Wam tu najfajniejsze chwile z życia, absolutnie najbarwniejsze. Byliście świadkami moich zaręczyn, wyjazdów na koncerty, które zawsze z chęcią Wam relacjonowałam, choć wiedziałam, że nie każdy jest fanem cięższych brzmień. A jednak... zawsze ciepło te relacje przyjmowaliście. Nawet, kiedy opisywałam Woodstock, który dla niektórych na zawsze pozostanie "brudstockiem". Byliście ze mną, uśmiechaliście się do moich wspomnień a ja uśmiechałam się do Waszych odbić w monitorach. I pozostaliście, gdy serce pękało na kawałki, gdy łzy kapały na nie bezwiednie będąc niczym sól na ranę.

Ten blog przyniósł mi więcej dobra, niż kiedykolwiek mogłam się spodziewać.

Zawsze intrygowało mnie, gdy pisaliście, że wzruszacie się, czytając moje wpisy. A jednocześnie trochę mnie to wkurzało. Myślałam sobie: Cholera, jak?! Ma być ciepło, pozytywnie, a nie z rykiem mi tu... A ostatnio sama wyłam jak głupia, czytając dawne wpisy. Wpisy obcej osoby, która zapadła w jakąś dziwną śpiączkę, a może odeszła na zawsze.

Wiecie, bardzo poważnie myślałam nad tym, by stąd odejść. Zastanawiam się nad tym nadal. Nie mogę znieść gapienia się w pustą, wirtualną kartkę, zmuszania się do otwierania laptopa, który i tak szwankował ostatnio, pozwalając mi ledwo na dokończenie pracy magisterskiej... Nie dał mi za to możliwości odpisania na kilka maili i komentarzy, zacinając się i robiąc mi na złość.

A z drugiej strony... może właśnie potrzebowałam odciąć się od wirtualnego świata. Może to mi właśnie pomogło. Przestałam wypatrywać dobra w tłumie, stając na palcach. Dostrzegłam je tu i teraz. Dostrzegłam Przyjaciół, których po raz pierwszy od wielu lat nie boję się nazwać Przyjaciółmi. Przyjaciółmi tu i teraz. Przyjaciółmi, z którymi w przyszłym tygodniu będę walczyć o tytuł magistra, a potem rozlewać szampana przed uczelnią, bo raz kiedyś można, bo raz kiedyś się należy. Kochanych Agi i Marth, przy których nie wstydzę się płakać i śmiać, wpadać w panikę, poświęcać się i... być sobą. Tak po prostu, po ludzku, nie zagryzać warg, kiedy chce się płakać. Bo łez czasem nie warto hamować, łez nie trzeba się wstydzić.

I znów literki rozmazują mi się na ekranie... to chyba wina właśnie tych łez. Cholernych łez, które kapią w końcu na czerwone loki. Tyle chciałabym Wam powiedzieć, tyle przede mną rozdroży, znaków zapytania, radości i smutków... Ale nie wiem, czy jeszcze potrafię.

Bo ja tęsknię. Tęsknię za tymi, którzy stąd odeszli. Jedni na chwilę, inni na zawsze, ale cholera jasna... przyzwyczaiłam się do Was, Przyjaciele. Czasem człowiek nie zdaje sobie sprawy, jaki ślad potrafi wyryć na cudzym sercu. Dopóki jest prawdziwy, dopóki nikogo nie udaje.

Tyle chciałabym Wam powiedzieć... o tym, jak skończyłam studia, jak oddałam pracę magisterską, jak jakimś dziwnym trafem nie panikuję aż tak przed obroną, jak znaleźliśmy mieszkanie z P., jak przygotowujemy się do ślubu... o tym, jak znów, po paru latach mogę wpadać na próby chłopców, chować się za perkusją i pić Desperadosa, o tym, jak popieprzyło mi się w pracy i za chwilę będę kolejnym magistrem szukającym śmieć-roboty, byle uciułać trochę grosza. O tym, jak na zmianę chce mi się śmiać i płakać i o tym, jak sobie nieraz nie radzę. O tym, co zrobiłaby dawna Asik, zaciskając pięści i mówiąc: "Nosz ja, kurwa nie dam rady?!"

Tyle chciałabym Wam powiedzieć, tylko nie wiem, czy umiem.
Czy potrafię tak, jak kiedyś.


Ale... może chociaż uda mi się zarazić Was muzycznie.
Dawniej wrzucałam tu utwory Fismolla, bo działały na mnie zawsze kojąco i przywoływały dobre wspomnienia. Zresztą przy jednej z jego piosenek wymyśliłam nawet "nominację dobrych myśli". Pamiętacie? :)
Tymczasem nowy singiel i album, który właśnie dziś się ukazał to dla mnie absolutna magia.
Coś, co wypływa prosto z serca i w samo serce trafia.

111 komentarzy:

  1. Dlaczego ludzie tu wciąż wchodzą? Mam na to jedną odpowiedź: po prostu piszesz mądrze, szczerze, prosto z serca i tak cholernie pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi miło :) Dobrze wiedzieć, że ten pierwotny cel jakoś się hmm... spełnił :)

      Usuń
  2. A ja tak sobie myślałam, że właśnie Asik potrzebuje czasu, a jak ten czas minie - jakkolwiek długi by był - to wróci. Bo mi tęskno za Tobą i choć wiem, że zmuszanie się do pisania nie ma sensu... Nie opuszczaj nas, Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* A mi tęskno za Wami. I właśnie ta tęsknota nie pozwala mi stąd odejść tak ostatecznie. Jakoś nie mogę...

      Usuń
    2. I dobrze! Bo ja nie kcę, żebyś sobie szła! Aczkolwiek do niczego zmuszać Cię nie mogę :>

      Usuń
    3. No mnie trudno zmusić do czegokolwiek xD
      Ja też nie chcę... ale właśnie - czas pokaże, czy uda mi się tu jakoś pozostać.

      Usuń
    4. To dobrze... Chyba XD
      To trzymię kciuki :)

      Usuń
    5. Wyczuwam jakieś wątpliwości? xD
      Trzym, trzym :)

      Usuń
    6. No bo z jednej strony dobra jest upartość, ale czasem przeszkadza, wiem po sobie xD

      Usuń
  3. Kochana...ale mi Ciebie brakowało. Bo widzisz, znalazłaś tutaj swoje miejsce, a teraz...kiedy jest trudno i tyle się dzieje, nie potrafisz tutaj wrócić. Potrzebujesz trochę czasu dla siebie, daj sobie czas i wróć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łudzę się właśnie, że czas pomoże. Chociaż on zawsze pomaga w sumie :) I mi brakowało, mam nadzieję, że nie gniewasz się za nie odpisywanie na sms'y - moj telefon ostatnio żyje własnym życiem xD :*

      Usuń
    2. Nie łudź się, ponieważ tak się stanie - czas Ci pomoże. :) Nie gniewam się, ale odzywaj się! :)

      Usuń
    3. Mam taką nadzieję :)
      No ostatnio zamilkłam na amen. Na fb, na mailu, na tel... odcięłam się, ale chyba było mi to potrzebne.

      Usuń
    4. Zauważyłam, nie trudno to zauważyć, aczkolwiek fakt faktem coraz częściej to robisz.

      Usuń
    5. Wiem, sama się na tym łapię. Zaczęłam nienawidzić telefonu, maila i fejsa - a to ostatnie możliwe, że na dniach zlikwiduję :P

      Usuń
    6. O nie! Muszę CIę do pionu sprowadzić?!?!?!?

      Usuń
    7. Bo nie może Cię zabraknąć!

      Usuń
  4. Lubię, ba uwielbiam jak piszesz prosto z serca. Czy raz na tydzień, czy raz na pół roku. Jesteś taka prawdziwa, szczera, obiektywna wobec swoich wad i rzeczywistości. Dlatego zawsze będę tutaj wracać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zawsze będę się uśmiechała widząc Ciebie tutaj :) Mam nadzieję, że wkrótce znów będę pisać minimum dwa razy na tydzień...

      Usuń
  5. Pisania się nie zapomina, to ma się we krwi. Czasami po prostu potrzebna jest przerwa i wyciszenie się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne masz rację Siostro :)

      Usuń
    2. Mam :D starsi zwykle mają rację :)

      Usuń
    3. Patrzcie, jaka cwana :D

      Usuń
  6. Też miałam burzliwy okres, problem za problemem... miotałam się. Tylko czas może nas uspokoić tak naprawdę. Pisać bloga nie trzeba umieć, to się czuje. I ja wiem, że kiedy serce da Ci znak, wrócisz na dobre :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Papużko, wszak czas to najlepsze lekarstwo. :*
      Och, jakże ja bym chciała tutaj już tak na dobre być... jak dawniej.

      Usuń
    2. Wiem po sobie, ostatnie trzy miesiące były koszmarem psychofizycznym i dopiero po zatarciu w pamięci choć trochę, odzyskuję równowagę,
      Pierwszy krok już zrobiłaś, teraz będzie z górki :)

      Usuń
    3. Ja wierzę, że będzie już tylko lepiej, wiesz?
      No okaże się :)

      Usuń
    4. Ja też, nic nie może przecież wiecznie trwać...
      Jesteś na dobrej drodze :)

      Usuń
    5. Otóż to :)
      Obym z niej nie zboczyła, jak ostatnio :P

      Usuń
    6. No coś Ty, na zboczeńca mi nie wyglądasz xD

      Usuń
    7. Nigdy nie wiesz xD

      Usuń
    8. *potwierdzam - nie wygląda* :D

      Usuń
    9. A co to za spisek? :D

      Usuń
    10. Taki, ze "nie wygląda", ale to nie znaczy, że nie jest XD

      Usuń
    11. Ale z Ciebie uparta bestia xD

      Usuń
    12. Powiedziałabym, że szczera, ale to może być odebrane jako autopocisk xD

      Usuń
    13. No uparta jak nie wiem! Widziałam Cię, i Twe oczyska nie mówiły mi, że jesteś jakąś psychopatką :D

      Usuń
    14. Muszę się sama przekonać i już! :D

      Usuń
    15. Lu, skoro tak twierdzisz :D
      Dobrze Papużko, przekonasz się ]:->

      Usuń
  7. A ja się dzisiaj właśnie zastanawiałam, co się z naszym Asikiem dzieje, że taka cisza, bo coś stanowczo za długo. I masz Ci, odpowiedź jak na zawołanie :)
    Wiesz, powiem Ci, jako weteran w blogowym miotaniu się, że niekiedy potrzeba czasu, a niekiedy głębokiego zastanowienia się nad tym, czy rzeczywiście chcesz pisać. Albo jednego i drugiego. Byleby nie robić niczego wbrew sobie, bo to gwarantuje już totalną niechęć. Więc wracaj do nas, kiedy tylko poczujesz, że nadszedł odpowiedni moment :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, ściągnęłaś mnie telepatycznie :P
      U mnie jest takie właśnie... rozdarcie. Chcę pisać, chcę tak, jak dawniej. Ale otwieram tę wirtualna kartkę i cisza. Nic. Chyba najlepiej oddać się czasowi, tak mi się też wydaje... ;)

      Usuń
    2. Się śmiej, ale ja ostatnio mam tak często :D O czymś pomyślę i po krótkim czasie mam odpowiedź xD
      Znany problem przeze mnie bardzo dobrze. Niby chcesz, a jak dochodzi do pisania to czarna dziura. Mnie przeszło w jakimś stopniu, tfu, tfu, więc mam nadzieję, że i Ty wkrótce odzyskasz zdolność pisania :) Bo o umiejętności to się martwić nie musisz :)

      Usuń
    3. A wiesz, że i ja mam ostatnio podobne hmm... moce? xD
      Otóż to... Chociaż po prawie nieprzespanej nocy przyszło mi do głowy bardzo dużo pomysłów na posty w najbliższym czasie :P Tak, mogłabym je sobie zapisać gdzieś... z cyklu "rób wszystko, byleby się nie uczyć do obrony" xD

      Usuń
    4. Fajne to, co nie? :D
      O, proszę, jaka to nieprzespana noc może być owocna :D I znam to, odśnieżymy Antarktydę, pozamiatamy pustynię, żeby się tylko nie uczyć xD

      Usuń
    5. Też mi się podoba :D
      Owszem, może być xD O tak, a w międzyczasie będziemy panikować, że nie zdążymy, ale do notatek nie usiądziemy :D

      Usuń
  8. Asik Ty jesteś dobrymi słowami które nas leczą w każdej notce! Nie wolno Ci, zabrania Ci się zaprzestać pisania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej... taki zakaz? :D

      Usuń
    2. powinnaś pisać książki i słowa na papier przelewać:)

      Usuń
    3. chciałabym :) Może kiedyś :)

      Usuń
    4. pamiętaj że będziesz miała publikę chętną na Twe powieści:)

      Usuń
  9. Coś, co właściwie całkiem niedawno zatrzymało mnie na Twoim blogu i nie pozwoliło tak po prostu rzucić okiem i tu nie wracać, to była pewna pozytywna emocjonalność w Twoich postach. Piszesz o prostych rzeczach, a robisz to tak pięknie, z taką, być może, wdzięcznością do świata, z zachwytem codziennością. Nawet jeżeli było to pełne melancholii, to było nadal prawdziwe i pełne nadziei.

    Kiedy zobaczyłam w moim czytniku nowy wpis na Twoim blogu, ucieszyłam się, a jednocześnie, czytając tytuł i początek, domyślałam się, że ten wpis będzie inny. I właściwie nie potrafię się temu dziwić. Często widzę na blogach zwątpienie autorów. Zostawiają w sieci cząstkę własnych emocji, pewnie dlatego tak trudno im czasem się zdystansować, pewnie - tak przypuszczam - stąd chwile zwątpienia.
    Chętnie tutaj wracam, ale zrozumiem każdą Twoją decyzję, bo to Ty jesteś autorką bloga i najważniejsze jest, abyś czuła się dobrze, pisząc. Mimo wszystko jednak pamiętaj, że ludzie tu zaglądają, więc mają do tego powody i nie ma się co temu dziwić. ;) Może też przyciąga ich tutaj, jak mnie, ta prawdziwość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dobrze mi to czytać... Tym bardziej, że to, co jest tutaj - to właśnie czysta prawda. Nie potrafię jakoś udawać, ściemniać... klucz do tego miejsca mają moi znajomi, przyjaciele. I to, za co wypada mi podziękować, to ta... szczerość. Szczerość która jakoś mnie tu jeszcze trzyma. Dziękuję zatem :)

      Usuń
  10. Asiu, cieszę się, że odezwałaś się. Podziwiam Cię, że mimo tego, że nie wiedziałaś, co pisać, że to nie był Twój czas, że pomimo tego nie poddałaś się i nie spieprzyłaś z tego kawałka sieci, tak jak ja zrobiłam u siebie. Nie wiem, co Ty nazywasz niemocą, ale ta notka absolutnie pod tą kategorię nie podchodzi. Napisałaś coś szczerego, coś absolutnie wzruszającego, zwłaszcza przy wtórze tej muzyki z końca (nie myśl, że znowu ryczę, tym razem jest pozytywnie :)). Oj, Asiu. Przecież wiesz, że czytelnicy Cię kochają. Wracaj do nas!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj :* Nie mogę nic obiecywać, bo nie chcę skłamać, ale po tym, co tu przeczytałam pod tym wpisem, jakaś niewidzialna siła ciągnie mnie tu kilka razy bardziej :)

      Usuń
  11. Asik, umknęłaś mi gdzieś kilka miesięcy temu, a przecież Twoje posty czytam z taką przyjemnością!!! Dzięki, że się odezwałaś :).
    Piosenka jest przepiękna!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi zatem, że ponownie mogłaś tu trafić :))
      Trudno się nie zgodzić :) Polecam cały album! :)

      Usuń
  12. W zeszłym roku miałam dokładnie to samo! Parokrotnie zabierałam się za napisanie posta, kilka razy nawet coś tam napisałam, ale to było takie nic. Nie potrafiłam nic z siebie wykrzesać, aż w końcu niechętnie odwiedzałam swój internetowy zakamarek. Postanowiłam zrobić porządną, długą przerwę i dać na wstrzymanie. Po kilku miesiącach wróciłam z nową energią :) Blog wnosi w życie tyle dobrego, że ciężko jest porzucić pisanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to chyba właśnie o ten czas chodzi, który pomaga tak tę energię w człowieku odświeżyć... A ja się jakoś tak szarpałam i nie dałam go sobie.

      Usuń
    2. Czasem trzeba się cofnąć, aby pójść do przodu. Usilne gnanie na przód tylko zatrzymuje nas w miejscu.

      Usuń
    3. To głupie, ale przypomniał mi się genialny tekst kolegi jeszcze z czasów podstawówki... "nigdy nie cofaj się do przodu" xD

      Usuń
    4. Tja :D Wtedy wygrał :D

      Usuń
    5. Szkoda, że nie w Lotka ;P

      Usuń
    6. A kto wie, może akurat ^^ Po takich mistrzach nigdy nic nie wiadomo :P

      Usuń
    7. A coś jeszcze ciekawego walnął? ;D

      Usuń
    8. Upierał się, że istnieje w języku polskim słowo na "Y" - uwaga: "Ye". A tak to dużo kwiatków było, ale musiałabym pomyśleć:D

      Usuń
  13. Nie musisz opowiadac tak jak kiedyś, opowiedz inaczej, tak jak dzisiaj ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno, ale jednak chciałabym, aby cząstka tego "kiedyś" pozostała ;)

      Usuń
  14. Jak Ty ciekawie piszesz! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? ^^ Dziękuję zatem, miło mi :)

      Usuń
  15. Asik! Dla mnie Twoje posty zawsze były i nadal są świetnie pisane. Czyta się je z lekkością, praktycznie same wchodzą w głowę i proszę, nie pisz, że chcesz przestać, bo na prawdę jest tutaj pusto, gdy Cię nie ma. Każdy przechodzi czasem jakiś kryzys, czasem jest źle, ale czy nie było Ci lżej, gdy mogłaś się tym wszystkim podzielić? Gdy mogłaś wyrzucić z siebie ten cały ciężar? Cokolwiek postanowisz, pamiętaj, że są tu osoby, które zawsze chętnie przeczytają, to co masz do powiedzenia, które chętnie pomogą, może nawet utulą - wirtualnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, weź, bo znowu się pobeczałam :*
      Zaraz serio mnie przekonacie na dobre i nigdzie się stąd nie ruszę... :P

      Usuń
  16. Rozumiem jak najbardziej taką niemoc w pisaniu...sama już w maju chciałam odejść z tego własnego miejsca w sieci, choć z całkiem innych powodów, sama teraz w czerwcu przez nadmiar osobistych problemów miałam zastój w pisaniu...i to chyba normalne, że nieraz człowieka tak nachodzi. Zwłaszcza, jak się ma za dużo na głowie. Jak to mówią, nigdy nic na siłę nie można robić ale..sama wiem z doświadczenia, że zawsze jakoś się tu wraca. Więc mam dziwną pewność, że nawet jak teraz odejdziesz to i tak wrócisz. Tylko w momencie, kiedy będzie ci to bardziej pasować. Kiedy będziesz miała po prostu na to siłę...chociaż, jak tak patrzę na te komentarze i na to co widzę, mam wrażenie, że siły już chyba trochę wracają, prawda?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie przecież... Ty pod tym względem ostatnio zrozumiesz mnie jak mało kto. Jest po prostu czasem taki zastój. Chyba za wiele miałam na głowie. Ale dziwiłam się, bo rok temu też miałam, a jednak nie brakowało mnie tutaj. Może to pewne wypalenie... sama nie wiem. Albo usilne bycie dawną sobą. A przecież wszyscy się zmieniamy, każdego dnia, tygodnia, miesiąca, czy roku.
      Chyba siły wracają, ale... nie chcę jeszcze zapeszać ;) Zobaczymy, jak to wyjdzie w praniu.

      Usuń
    2. Bo mamy obydwie korki po prostu, korki mentalne, tamy i za dużo na głowie w takim no, realnym życiu. I wiesz, czasem masz za dużo na głowie i to działa w inny sposób, czasem chcesz to wylać, a czasem się blokujesz i słowa uciekają aż za bardzo...każda sytuacja jest inna, każda reakcja, nawet nasza własna, tak samo przecież.
      I no właśnie, po co na siłę być kimś dawnym, skoro człowiek całe życie ewoluuje, zmienia się? to nieuniknione, zmiany są nieuchronne i chyba najgorsze co możemy zrobić, to trzymanie się kurczowo dawnego obrazu. Bo nie pozwalamy sobie ruszyć do przodu. A może właśnie w tym momencie, właśnie teraz, musisz to zrobić?
      Dokładnie:) Przecież to w ogóle takie miejsce, że nie musisz o niczym decydować ostatecznie, no nie?:)

      Usuń
    3. Reakcje są różne, właśnie...
      Najgorzej, kiedy się lubiło dawną wersję siebie, a teraźniejszą... jakoś tak mniej. A może po prostu trzeba ją oswoić.
      Jasne :)

      Usuń
    4. Otóż to. I nawet ktoś, kto ma wrażenie, że już zna siebie, swoje jasne i ciemne strony, swoją wrażliwość i odporność...nawet taka osoba nie może wszystkiego z góry jasno założyć.
      Właśnie tak mi się wydaje. Wiesz co, mi się zdaje że jednak my często podświadomie idealizujemy to co było, to, jacy byliśmy. Ja sama się często na tym właśnie łapię, że myślę byłam taka a nie inna a teraz...ale po chwili okazuje się, że wszystko jest w porządku. Tylko właśnie trzeba się oswoić, a przede wszystkim na to pozwolić.

      Usuń
    5. Jasne, że nie... jesteśmy na to wszystko zbyt skomplikowani :P
      Możliwe własnie... tym bardziej, że po czasie wiele spraw się idealizuje, zupełnie inaczej wyglądają z perspektywy czasu. No to cóż - oswajam się :)

      Usuń
    6. Albo za prości, wręcz w drugą stronę XD
      Otóż to. Tak samo jak wiele, wiele osób idealizuje swoje dzieciństwo, wymazuje złe wspomnienia. W sumie to naturalne, bo bronimy się przed tym co złe i nie chcemy nad sobą rąk załamywać. Z jednej strony dobry mechanizm. Z drugiej, cholernie uporczywy i utrudnia.

      Usuń
    7. W sumie cholera wie, jak to jest :D
      Właściwie to się zastanawiam zawsze, czy to typowe idealizowanie, czy po prostu to, że te ciepłe wspomnienia jakoś bardziej chwytają za serce. Sama nie wiem. Choć od złych wspomnień staram się uciekać...

      Usuń
    8. Wiesz co, ja ogólnie o tym kiedyś nawet na psychologii miałam, już nie pamiętam jak się nazywa ten mechanizm, ale istnieje nawet z własną nazwą. To, co broni nas przed przeszłością. To trochę jak z wyparciem choćby dzieci molestowanych, które przypominają to sobie dopiero jako osoby dorosłe. Albo z amnezją wsteczną przy traumatycznych wypadkach, ludzie potrafią zapomnieć nawet, co do wypadku doprowadziło. To działa tak samo, tylko że o wiele łagodniej. Bo gdybyśmy mieli rozpamiętywać wszystkie swoje rany...to wszyscy byśmy dosłownie i dosadnie oszaleli.

      Usuń
    9. Dosłownie, oszaleli... cóż, chyba jednak jesteśmy solidnie pokomplikowani, wbrew pozorom :D

      Usuń
    10. A nieraz nawet i chcemy oszaleć, więc cóż XD

      Usuń
    11. Nie ma rady na człeka :D

      Usuń
    12. Na każdego jakaś jest, tylko ją znaleźć..tu robi się problem:D

      Usuń
    13. I to spory problem :P

      Usuń
  17. czasem po prostu nie ma sie weny xD

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeśli nie masz ochoty pisać, to nie pisz. Wtedy jeszcze bardziej się zniechęcisz. Może potrzeba Ci przerwy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to niestety bardziej złożony proces XD Nie potrafię jednoznacznie się określić i to jest chyba właśnie mój problem. No i coś mnie tu wciąż ciągnie.

      Usuń
  19. Teraz napisałaś, więc się udało! ;) Nie pisz pięknie, pisz szczerze i wtedy kiedy potrzebujesz. Będziesz się pojawiała tutaj co dwa miesiące? To super! Ważne, że wracasz. A my często mamy braki słów. Pisałam sporadycznie przez niemalże półtora roku, a kiedyś potrafiłam wystukać kilka słów, które podobają mi się do dziś codziennie. Coś znika bezpowrotnie, więc trzeba to zastąpić czymś innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano udało się :) Właśnie jedyne, czego jestem pewna w moich postach tak naprawdę to szczerość. Czasami może aż zbyt wymowna, ale jednak - cenię ją w sobie ogromnie, jeśli chodzi o pisanie. Bo na pięknym pisaniu się nie znam, ani na wierszach. Ot, co tu dużo mówić - pozostaje mi szczerość właśnie :)
      I chyba właśnie trochę tej hmm "nowości" będę musiała wnieść. Zbyt kurczowo trzymałam się dawnej siebie.

      Usuń
    2. Więc przeanalizuj siebie. Szczerość jest ważna, przecież to taki nasz pamiętnik, a dużo osób koloryzuje, absurd.

      Usuń
    3. Nie mam innego wyjścia ;) Otóż to... też tego nie rozumiem. No, ale cóż...

      Usuń
  20. Wiesz, Asik, nigdy nie będzie już tak samo.
    Ale nikt nie mówi, że nie może być równie wspaniale :) Poznasz tu jeszcze wiele osób i jeszcze wiele spotkań czeka Cię na dworcach, pod warunkiem, że będziesz tego chciała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się...
      Jasne, że bym tego chciała... bo te emocje bywają nie do opisania :) Tylko, czy podołam...

      Usuń
    2. Pisanie bloga to nie podróż dookoła świata :) To nie wychowanie dziecka, pieczenie ośmiopiętrowego tortu ani budowanie ścian działowych. :) To tylko chwila wolnego czasu, podczas której opowiadasz swoim przyjaciołom, czyt. nam :P, co się u Ciebie ostatnio ciekawego działo i czym chcesz się z nami podzielić. :) Ja bym Ci radziła wyznaczyć sobie czas na pisanie notek. Po prostu w każdą niedzielę, godzina 16 to godzina bloga i spędzasz ją tu :) A jak masz czas to z doskoku siadasz w tygodniu :)

      Usuń
    3. No ja wiem, ja to wszystko wiem, itd XD ale dla mnie to jest jednak no... ważna część mnie. Tak jakoś. Ta cała pisanina, ci wszyscy ludzie. Od lat.
      A tak to właśnie już w ogóle nie potrafię. Moją cechą wlaśnie w pisaniu było zawsze to, że to wszystko było spontaniczne, bez żadnego stwarzania sobie terminów. Ja nawet nie potrafiłam ustawić daty i godziny publikacji posta - tylko napisałam i od razu publikowałam. Więc nie dam rady tak xD

      Usuń
    4. Ale skoro ta spontanicznosć przestała działać to może pora znaleźć inną formę motywacji? :)

      Usuń
    5. Wiem, że inna się nie sprawdzi po prostu...

      Usuń
  21. kiedyś miałam ambitny plan usunięcia swojej osoby z każdej czeluści internetu, ale wyszło jak wyszło, założyłam bloga i jestem najszczęśliwszym i najbardziej upierdliwym blogerem na świecie, o! życzę znalezienia motywacji do pisania iiii zaglądaj do nas częściej <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Powiem Ci, że ja wrócić już nie umiem. Ale uważam, że to dobrze w pewnym sensie. Bo trzeba kiedyś właśnie zacząć żyć tu i teraz. W tym świecie realnym, a nie wirtualnym. Nie ma nic złego w blogowaniu, jednak ono nigdy nie trwa wiecznie. I tak chyba powinno być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wszystkim po prostu trzeba jakoś złoty środek odnaleźć. ;)

      Usuń