Wczesnoporanna kawa już zimna, niedopita. Serce gorące i szczęśliwe, bo ustabilizowało się w końcu kilka spraw, które wyrwały mnie na chwilę z blogowego świata i chciały porwać w nicość. Jeździliśmy wczoraj rowerami po naszym więziennym mieście, śmiejąc się tak, jak kiedyś, a kiedy zaczęłam klnąć głośno z przedokresowej złości, przytulił mnie mocno do siebie, tak abym zamknęła w koncu jadaczkę. Tak, jak robił kiedyś.
Zrobiliśmy sobie przystanek na wronieckim dworcu. Rzuciliśmy rowery bez ładu i usiedliśmy na ławce. Powietrze było już nieco bardziej rześkie, nasze uśmiechy nieco bardziej prawdziwe, niż ostatnio. I piękne niebo, które już nieraz dało popis nad więziennym miastem.
Pociąg osobowy z Poznania Głównego do Kostrzyna wjedzie na tor pierwszy przy peronie drugim.
- Hej, toż to pociąg na Woodstock! - zapiszczałam, odrzucając za plecy dwa, rude warkocze.
Pociąg wjechał, pozostawiając dzwonienie w uszach po pisku hamulcy, a ja dopiero po chwili zauważyłam dziewczynę, która obserwowała nas zza karimat, uśmiechając się pod nosem. Zupełnie tak, jakby któreś z nas znała, albo jakby po prostu zobaczyła, że w końcu jesteśmy szczęśliwi. Gdy szarpnęły wagony i skład ruszył, dziewczę pomachało do nas radośnie z szerokim uśmiechem. Odmachaliśmy, po czym wznieśliśmy dwa palce w górę, pokazując sobie znak pokoju.
Jak ja kocham uśmiechy ludzi! Czy taki jest właśnie ten słynny klimat na Woodstocku? Do zobaczenia w czwartek, dziewczyno z pociągu!
Wróciłam do domu, z takim własnie uśmiechniętym nastrojem, który jednak szybko zamienił się w uczucie czegoś ciężkiego w brzuchu. Spotkały mnie wszak lodowate spojrzenia. No tak, zapomniałam. Przecież przestałam być dobrą córką, bo znów postanowiłam być sobą. I w końcu postawić na swoje.
Na (podobno) najpiękniejszy festiwal świata ruszam jutro. Ruszam pierwszy raz w życiu w miejsce, które od wielu lat było moim marzeniem. W miejsce, w które zakazano mi dawniej jeździć, bo w moim domu panują zupełnie inne zasady. Teraz mogę robić, co chcę, bo jestem dorosła, sama zarabiam i życie zamierzam ułożyć sobie z Patrykiem, a nie z Rodzicami.
Przez chwilę nie chciałam jechać, wydawało mi się, że z tego wyrosłam, że to już nie sprawi mi takiej frajdy, jaką sprawiłoby kiedyś, kiedy przeżywałam buntowniczy okres.
- Aśka, z czego ty wyrosłaś? Wyrosłaś z marzeń? W wieku dwudziestu czterech lat się zestarzałaś?!
Nawet nie chciałam dopuścić do mojego upartego łba, jak cholernie dużo racji miał Patryk w tym, co powiedział. Wydawało mi się, że jestem za stara, że z pewnych marzeń się wyrasta, że powinnam być, jak moje koleżanki, rówieśniczki - zaręczyć się, wyjść za mąż i urodzić dzieci. Tylko, że ja zawsze byłam od nich inna.
W przeszłości zabroniono mi być zbuntowaną. Wszak pochodząc z religijnej rodziny, musiałam pokazać, że jestem normalna. Ważniejsze od mojego szczęścia było to, co powiedzą ludzie. Nieważne było to, że pewnego dnia chciałam po swojemu uruchomić myślenie, odwróciłam się od Boga nie dlatego, że tak nakazywał stereotyp, jak myśli większość rodziców. Odwróciłam się od Boga, bo widziałam wiele złego. Widziałam Mamę, jak płakała, widziałam sytuację z Bratem Mamy, widziałam, jak odchodzi Babcia. Gdyby Bóg był miłosierny, to by mnie wysłuchał i na to nie pozwolił. - myślałam. Gdy jednak pewnego dnia postanowiłam pójść do kościoła w środku tygodnia, uklęknąć przy ławce, spojrzeć na Jego twarz spoglądającą z ołtarza i zadać kilka pytań, prosto z serca, pewien ksiądz powiedział mi, przy bramie kościelnej, że jestem opętana i powinnam udać się do egzorcysty. Opętana tylko dlatego, że weszłam do kościoła w glanach i czerwonych włosach.
Moi Rodzice - cudowni ludzie, których kocham ponad życie - nigdy nie pozwalali mi tak naprawdę być młodą. Łudzili się, że żeby zapalić trawkę, musiałabym jechać na "jakiś festiwal dla brudów." Choć dziś zapewniają mnie, że są ze mnie dumni, zawsze miałam takie poczucie, że wcale nie jestem ich wymarzoną córką. Nie chodziłam grzecznie do kościoła w niedzielę, nie nosiłam ładnych sukienek, nie słuchałam grzecznej muzyki, nie wracałam do domu przed dwudziestą drugą. I zawsze byłam za to tępiona.
Mamo, czy tak robi przyjaciel, którym zawsze chciałaś dla mnie być? Naprawdę myślisz, że to studia sprawiły, że jestem dziś kłębkiem nerwów? Że nie wierzę w siebie? Że czasem patrzę w lustro i mam ochotę rozwalić je pięścią, bo widzę tam kogoś, kto do niczego się nie nadaje? Czy nasza więź jest tak bardzo silna tylko wtedy, gdy się z Tobą zgadzam, a gdy mam swoje zdanie pęka, jak pajęcza nić? I nagle staję się złym człowiekiem, którego stworzyłaś sobie w głowie. Bo przecież jutro znów nie ubiorę grzecznej sukienki i znów będę wyglądać jak "dziwka."
Kolejny z listów utknie na dnie szuflady. Jutro, kochani Rodzice, będziecie mierzyć mnie znów wzrokiem, gdy zrobię to, przed czym zawsze próbowaliście mnie uchronić. Gdy założę plecak, do którego przywiążę glany i karimatę, a pod pachę wezmę śpiwór. Dziś wiem, że się o mnie martwiliście. Ale nigdy nie zrozumiecie, że próbowaliście mnie uchronić też przed byciem sobą. I tego, że o mało mnie nie zabiliście. Wiecie, co kiedyś powiedział Jim Morrison?
"Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi, jakimi oni chcą, żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego, kim naprawdę jesteśmy. To dosyć subtelny rodzaj morderstwa. Większość kochających rodziców i krewnych popełnia je z uśmiechem na twarzy."
A ja mimo wszystko będę szczęśliwa.
Bo już jest za późno na łzy.
Już zrozumiałam, że mnie nigdy nie zatolerujecie takiej, jaka jestem.
I zrobiłam coś, o co być może nigdy byście mnie nie podejrzewali:
Wybaczyłam Wam.
"Hej! Zamyślone glowy,
Nie chcę z wami walczyć!
Mówicie, że jestem winny,
Bo naruszam waszą przestrzeń...
(...)
Wolność będzie górą,
Przezwycięży strach.
W obawie przed nieznanym
Radość, radość będzie w nas!"
A może jeszcze nie jest za późno, by się zapytać: czy ktoś z blogowej społeczności wybiera się na tegoroczny Przystanek Woodstock i zechce się wyściskać z asikowym rudzielcem? :)

Chciałam bardzo, bardzo jechać, już i rok temu i w tym... ale mój A. mówi wielkie NIE :( Może za rok, albo za któryś następny uda mi się go namówić.
OdpowiedzUsuńAle nasz kumpel jedzie i w tym momencie cholernie Tobie i Jemu zazdroszczę! :)
Może więc wybierzecie się za rok! A może i w tym, wsumie jeszcze nic straconego :) Może po prostu wpadnijcie choć na jeden dzień, nie od razu na cały festiwal? :)
UsuńA. nie daje się niestety przekonać. :) może za rok właśnie.
UsuńMusisz znaleźć dobry sposób, aby go namówić :D
UsuńJak kiedyś będziesz w Krakowie to zapraszam.
OdpowiedzUsuńA będę i to chyba w sierpniu xD
UsuńNo o ile wszystko dobrze pójdzie to będę tam, ale dopiero końcem września ;)
UsuńNo to się chyba miniemy :<
UsuńAsik ;* baw się dobrze :)))
OdpowiedzUsuńnie zmieniaj się! rodzice nieraz świadomie a nieraz nie wyrządzają krzywdę własnemu dziecku...oby tylko zrozumieli swój błąd!
uczyniłaś wielki krok wybaczając im - szacun :*
Dziękuję! :)) :*
UsuńMoi wyrządzili nieświadomie... robili to z troski. Bali się o mnie. Może kiedyś zrozumieją, może nie - musza się pogodzić z tym po prostu.
:*
Aśku :* Jedź Kochana i baw się dobrze! :*
OdpowiedzUsuńJesteś młoda korzystaj z życia i nie wahaj się!!
Rodzice kochają nas nad życie, ale czasem starając się uchronic nas przed całym światem robią nam krzywdę.
Zrozumieją Twoje wyboru prędzej czy później.
Głowa do góry! :)
Trzymaj się cieplutko :*
P.S Piosenkę uwielbiam :)
Kiedyś w czasach studenckich szlajaliśmy się po mieście z piwkiem i fajką w ręce i śpiewaliśmy właśnie "Hej! Zamyślone głowy,
nie chcę z wami walczyć!"
Ach, to były czasy... :)
Dziękuuuuję :*
UsuńMam nadzieję, że nikt mnie nie podepta xD
Własnie tak zrobili moi Rodzice - nieświadomie, chcieli dobrze, ale mieli dziwne (nie chcę mówić "ograniczone") myślenie.
Dziękuję Kochana :))) :*
Też uwielbiam :D Jest niesamowita i zawsze tak pozytywnie nakręca :D
Jakie piękne zdjęcie <3 Asiu, uśmiechaj się jak najwięcej i się nie zmieniaj, bądź sobą :* i przede wszystkim baw się dobrze :)
OdpowiedzUsuńZdjęcie piękne :) Ale nie mojego autorstwa. W dodatku sprzed roku. Chyba najlepsze zdjęcie dworca, które zrobił pewien czytelnik portalu, dla którego kiedyś pisałam :)
UsuńNie zamierzam się zmieniać. Choć bywa naprawdę trudno momentami. Ciężko jest być wciąż mierzoną wzrokiem...
Wood miał być marzeniem spełnionym w tym roku, szkoda, że życie pokrzyżowało ten plan. Może za rok... A Tobie... SZALEŃSTWA! :D
OdpowiedzUsuńNo to może za rok :) Oby wtedy nic nie pokrzyżowało planów :)
UsuńDzięki :D
Taką mam nadzieję!
UsuńPrzywieź same dobre wspomnienia. :)
Tylko takie zamierzam przywieźć :))
UsuńI prawidłowo. :D
UsuńUdało się - same dobre wspomnienia ;D
UsuńCo Ty znowu jedziesz na koncert?!
OdpowiedzUsuńJa bym Cię wyściskała, ale nie wybieram się na Woodstock :( Słyszałam wiele na masę pozytywnych opinii od całkowicie różnych od siebie ludzi, ale jakoś mnie to nie kręci. Baw się wyśmienicie! :D
A to myślenie "co ludzie pomyślą/powiedzą", to takie trochę... przestarzałe? Takie charakterystyczne dla mniejszych miejscowości i wiosek, gdzie wszyscy się znają i nic nie można ukryć. Ale chyba nie da się wyrosnąć z takiego podejścia :(
No tak wyszło xD
UsuńOj jaka szkoda :< W sumie miałam nadzieję, że Ty możesz być :P Też słyszałam sporo pozytywnych opinii. Cóż, jak tylko okaze się, że coś jest nie tak, to wsiadam w pociąg i jadę do domu :) Dziękuję! :*
No jest przestarzałe. Kiedyś nie mogłam nic z nim zrobić, ale... teraz jestem już dorosła. I choć słyszę potworne słowa, których nawet sobie nie wyobrażałam, że mogę usłyszeć, to odbijają się ode mnie. Już nic we mnie nie uderzy. Za dużo słyszałam.
No i jak było? :D
UsuńTak to już jest, że człowiek się przyzwyczaja i nieważne, jak bardzo powinny boleć pewne słowa, w końcu przestaje się na nie zwracać uwagę...
Przepięknie ^^ Mam Wam co opowiadać :)
UsuńW pewnym momencie po prostu się uodporniamy.
Co Wy widzicie w tym Brudstocku? Jedyne z czym mi się to kojarzy to z brudem, tłumem ludzi i głośną muzyką - trzy rzeczy, których nie lubię. Mój kolega jedzie, pytał, czy przyjadę, ale nie, nie, nie, nie, nie... to nie jest miejsce dla mnie.
OdpowiedzUsuńRównie dobrze mogłabym zapytać Ciebie, mojego Ojca i Brata: "co wy widzicie w tych meczach, bo jedyne z czym mi się to kojarzy, to z pseudokibicami i bójkami z policją, gdzie normalny człowiek nie ma czego szukać."
UsuńNie żyjmy stereotypami. Nie popadajmy w paranoję. Byłaś? Wiesz, jak tam jest? Bo tak najczęściej mówią ludzie, którzy w życiu na Woodstocku nie byli. :)
Ja jadę sprawdzić, jak tam jest i dopiero wtedy będę się wypowiadać - uważam, że to jedyne "zdrowe" podejście, by się wypowiadać ;]
Różnica pomiędzy meczami a Woodstockiem jest taka, że mecz to 2h, po których każdy wraca do domu i może się wykąpać i umyć, natomiast Woodstock to kilka dni, gdzie nie bardzo jest gdzie się umyć ;-) Głównie o to mi chodzi, że źle bym się czuła, gdybym przez kilka dni się nie myła, a z tego co mi opowiadał kolega (który na Woodstock jeździ) - prysznice są, ale płatne i są długie kolejki do nich.
UsuńAle masz rację, nigdy nie byłam, więc kieruję się tutaj stereotypami.
Czy mówi się o 2h, czy 3 dniach, nie lubię, gdy ktoś kierując się stereotypami i sieje bzdety na prawo i lewo, a inni to później powtarzają przekonani, że tak właśnie jest. Owszem, są prysznice płatne i bezpłatne i - zaskoczę Cię - można się umyć w każdej chwili i wcale nie trzeba stać w długich kolejkach. Poza tym, jak ktoś posiada jakąkolwiek pomysłowość i jeździł kiedyś pod namiot, to wie, jak w takich warunkach poradzić sobie z myciem - a sposobów jest wiele ;)
UsuńKochana,
OdpowiedzUsuńnigdy nie rezygnuj z marzeń i z tego, kim jesteś , bo to podstawa :)) Nigdy nie byłam w/na W... (nie mogę zapamiętać nazwy). Wyjątkowy chciał mnie zabrać, ale w tym roku odmówiłam :)
Nie mam takiego zamiaru ;) Może więc w kolejnym się wybierzesz? :)
UsuńMożliwe ;))
UsuńNo to może wtedy się zobaczymy :)
Usuńnigdy sie rodzicom nie dogodzi jak tylko sie narodzimy czesto maja plan jacy bedziemy a chociaz mamy ich geny jestesmy indywidulana jednostka i najwazniejsze bysmy byli soba i dobrzy dla innych ludzi bo jesli sie jest dobrym czlowiekiem dla siebie i innych to chyba wieksza wartosc nie zaleznie czy sie ma czerowne wlosy i glany czy nie ;)
OdpowiedzUsuńOtóż to. Ja chcę żyć po prostu w zgodzie z ludźmi i ze światem i nie chce być postrzegana źle :) A swoją drogą do satanisty mi daleko, bo mimo wszystko - wciąż jestem wierząca :)
Usuńno wlasnie! mozna nosic glany i byc czlowiekiem wierzacym :)
UsuńJasne, że tak! Znam wielu wierzących glaniarzy. :) Tylko trzeba powiedzieć "stop" stereotypom ;)
UsuńByłam 2 razy na Woodstocku - jak byłam w podstawówce bo miałam blisko :P
OdpowiedzUsuńSzalej! Baw się! Miłej zabawy :) :*
I napisz koniecznie, jak wrócisz, jak tam było :)
Wow :D W młodym wieku :D
UsuńDziękuję :*
Na pewno napiszę :) I mam nadzieję, że złamię stereotypy.
Moja koleżanka co roku jeździ i pierwsze co robi po powrocie do domu to długa kąpiel w wannie ;)
UsuńMoże jeszcze kiedyś mi się uda tam pojechać ;) a na razie będę w tv oglądała ;)
o tak, jak dziś w nocy wpadłam pod prysznic, to nie mogłam spod niego wyjść :P
UsuńNo to mam nadzieję, że w kolejnych latach się tam zobaczymy - to miejsce, w którym po prostu trzeba być :)
Jedziesz sama czy z Patrykiem? Rodzice nie zawsze nas rozumieją, ale pogodzą się z tym, że pojechałaś, bo to twoje życie i twój wybór :)
OdpowiedzUsuńZ Patrykiem i (prawie) całą naszą ferajną :) Oby tak było :)
UsuńTo bawcie się dobrze i czekam na relacje :D
UsuńBawiliśmy się świetnie :D
UsuńZauważałam na fotkach, no i super :)
UsuńZdjęcia mówią wszystko ^^
UsuńWoodstock jest fantastyczny! Byłam rok temu, dokładnie "niepowtarzalna atmosfera" ;)
OdpowiedzUsuńMiałam w tym roku jechać, ale kwestie finansowe jak i spięcia z siostrą mi na to nie pozwoliły. Będę za rok.
Ech, długo toczyłam krwawe batalie o samą siebie w moim domu. Od piątej klasy podstawówki po trzecią gimnazjum. Ale wygrałam. Choć i ja czasem mam wrażenie, że łypią na mnie z dezaprobatą. I czasem budzę się z tym idiotycznym poczuciem, które dręczy i Ciebie - że wcale nie jestem ich wymarzoną córką.
Mimo wszystko robię po swojemu. A spięć będzie jeszcze wiele.
I już jutro poczuję tę atmosferę - jeeeej :D
UsuńTo za rok Cię wyściskam w takim razie ;)
Więc mnie rozumiesz. Spięć jest mnóstwo, choć mniej, niż kiedyś - włąściwie odkąd zaczęłam na siebie zarabiać. Pocieszam się tym, że zawsze chcieli mieć rozsądną córkę z głową na karku - może nie są pewni, czy taka jestem, ale siebie znam na tyle, że mogłabym im powiedzieć "bądźcie o to spokojni, pod tym względem jestem tą wymarzoną." Dzięki za zrozumienie.. ;)
Ja zawsze chciałam jechać na Woodstock, ale kiedy AR i reszta pojechali, a potem dostałam recenzję, to uznałam, że nie dla mnie taka wyprawa :D Znaczy, niby wszystko było super, ale ja bym nie dała rady w takich warunkach raczej :D Baw się dobrze, Kochanie, daj znać jak będziesz na miejscu i w ogóle :)
OdpowiedzUsuńA co do rodziców... cóż, oni chcą jak najlepiej, ale nie zawsze im to wychodzi. Czasem chcą, byśmy byli lepsi od nich samych, dlatego wiele oczekują, nie zdając sobie sprawy z tego, że my jesteśmy inni niż oni i chcemy żyć własnym życiem. Słowa Jim'a są prawdziwe jak brylant, nie ujęłabym tego lepiej. Ale kiedyś zrozumieją, że takim podejściem nie ułatwiają Ci życia, tymczasem dobrze, że im wybaczyłaś, to naprawdę wiele zmienia :*
To za rok możemy wynająć pokój w Kostrzynie - wiesz, dach nad głową, łazienka, kuchenka :D Ja sama się przekonać muszę, jak ja ogarnę takie warunki, ale... wszystko wyjdzie w praniu :) Może uda mi się zadzwonić na chwilę :)
UsuńBo Jim to mądry chłop był, chociaż pokręcony. Gdy pierwszy raz przeczytałam te słowa, to uznałam, że nie można było tego trafniej ująć. I stał się jednym z moich ulubionych cytatów. Bo taki prawdziwy. Chociaż też cholernie smutny.
Haha :D to trzeba by zaklepywać pokój chyba pół roku wcześniej :D Myślę, że jakoś ogarniesz, kto jak kto, ale Ty byś nie ogarnęła? :) Super by było!
UsuńZgadza się, mądry był, nie można zaprzeczyć. Cytat smutny i to bardzo, ale prawda zawsze jest najsmutniejsza. Niestety, nie każdy jest w stanie zauważyć to, o czym mówił Jim.
Nawet jeśli, to... co z tego? xD Przynajmniej będziemy miały pewność, ot co :D
UsuńNo a jak :D Postaram się :))) Zaśpiewam Ci masochiste xD
No w tym przypadku prawda jest bardzo przykra. Ale cóż... nikomu nie można też wpajać niczego na siłę, prawda?
No pewnie, że tak, ja nie mówię, że to zły pomysł :D Ej, obiecujesz, że zaśpiewasz? będę na to czekać :D
UsuńPrawda, nie można. To znaczy nie... wpajać można, ale nie powinno się nikogo zmuszać, by to wpajanie stosować we własnym życiu.
Cholera ;( Nie było szans by zadzwonić na masochiście, bo akurat fruwałam w powietrzu xD Ale mam baaardzo obszerną relację i jak tylko Młoda mi podeśle zdjęcia to napiszę :D
UsuńWpajanie czasem za bardzo kojarzy mi się właśnie ze zmuszaniem, ale może tylko ja to tak dziwnie odbieram :P
Ano, mówiłaś :D ale szkoda, że się nie udało, bo fajnie byłoby posłuchać the billa, chociaż przez telefon :D no to ja z niecierpliwością czekam na tę relację! choć w sumie wiem już chyba wszystko :D
UsuńWpajać a zmuszać to jednak nie jest to samo, bo wiesz... przy pierwszym stosuje się coś w stylu "możesz", "zwróć uwagę na", "u nas jest tak, że", "bierz z nas przykład", a zmuszanie to wiadomo "musisz", "powinnaś", "tak trzeba", ale między jednym a drugim jest bardzo cienka granica :)
Obawiam się, że byś jednak nic nie słyszała, a co najwyżej odpadłoby Ci ucho :( Poza tym, my się moja droga jeszcze na The Billa wybierzemy :)
UsuńAno wlasnie - granica bardzo cienka. I to, w jaki sposób to odbieramy, zależy chyba od naszej wrażliwości. Ja jestem za to bardzo wrażliwa ;)
Też dużo pozytywów słyszałam o Woodstocku :) aż żałuje, że nigdy tam nie byłam. Miłej zabawy :)
OdpowiedzUsuńMoże kiedyś się wybierzesz? :)
UsuńDziękuję :)
Może kto wie nigdy nie mów nigdy :)
UsuńByłam, sprawdziłam - warto! :) O ile nie przeszkadza Ci wieczny kurz w powietrzu :P
UsuńByłam na Woodstocku i gdybym miała wypuścić gdzieś dziecko samo na wakacje, to wyłącznie tam. Bo jest tam świetna atmosfera i wszyscy się o siebie troszczą. Oczywiście swój rozum trzeba mieć, ale bez rozumu to nawywijać można wszędzie.
OdpowiedzUsuńW tym roku nie jadę, bo junior jest jeszcze mały, ale mam nadzieję, że za parę lat będę mogła go tam zabrać i mu to wszystko pokazać.
Właśnie wiele podobnych opinii słyszałam! Bardzo mnie to cieszy, nie mogę zasnąć przed jutrem wręcz :)
UsuńOczywiście. Rozum jest potrzebny wszędzie, ot co.
To ja mam w takim razie, że się za tę parę lat tam spotkamy! :)
Na Woodstock mnie nie ciągnie, zupełnie nie moja bajka muzyczna, ale do samej imprezy nic nie mam. Moi rodzice są dość religijni, ale jakoś zła tam nie widzą. Może nie widzą bo już kiedyś mamie powiedziałam,że muzyka z Woodstocka mi nie pasuje, i raczej tam nigdy nie zajrzę. Poza tym nie lubię błota :)
OdpowiedzUsuńAle Tobie życzę udanych koncertów, świetnych emocji i samej radości ;)
Moi w końcu dostrzegli w tym wszystkim dobro, kiedy wróciłam cała i zdrowa dzisiejszej nocy. Chętnie słuchają opowieści, gdy zobaczą coś w telewizji, wołają mnie i cały czas są uśmiechnięci - zupełnie inaczej. niż przed wyjazdem :) Może przywiozłam tak wiele tej energii, która tam panuje, że ich zarazilam ;)
UsuńByło przepięknie, dziękuję :)
wielu rodziców właśnie tak się zachowuje, jakby na nieświadomce. a tego księdza biblią w łeb...
OdpowiedzUsuń"Odmachaliśmy, po czym wznieśliśmy dwa palce w górę(...)" - zgadnij co mi przyszło pierwsze do głowy XD
Hahahaha :D Ej, ej, ej xD Nie wyrywaj z kontekstu XD Jest wyjaśnione, że pokazywaliśmy znak pokoju XD Ale fakt faktem, dziwnie ubrałam to w słowa - ach te emocje :D
Usuńchociaż śmiesznie i zaskakująco :D!
UsuńA co! Przynajmniej nie nudno :D
Usuńno w poście powinna być przynajmniej jedna rzecz na którą się człowiek uśmiechnie - ewentualnie ryknie śmiechem ;d;D
Usuńniekoniecznie zamierzona xD
UsuńAsiu życzę Ci udanego wyjazdu i walcz o swoje szczęście! ;)
OdpowiedzUsuńAsiu udanego wyjazdu Ci życzę i walcz o swoje szczęście! :)
OdpowiedzUsuńDzię-ku-ję! :*
Usuńzawsze chciałam pojechać, ale jakoś się nigdy nie pozbierałam....baw się dobrze, kochana :)
OdpowiedzUsuńMoże w kolejnym roku? :))))
UsuńMoim zdaniem zawsze jest jakiś złoty środek i można być zarówno sobą jak i dobrym dzieckiem. :) Ale przede wszystkim nie można rezygnować z marzeń!
OdpowiedzUsuńZgadza się i właśnie ten złoty środek próbuję odnaleźć. Tylko czasem trzeba umieć postawić na swoim po prostu :)
UsuńTakiego złotego środka można szukać nawet całe życie :) Ważne jednak by Twoi rodzice wiedzieli chociaż, że się starasz :)
UsuńNo w końcu nikt życia za Ciebie nie przeżyje! Asertywność to zaleta :)
Chyba w końcu zdali sobie z tego sprawę ^^
UsuńBo rodzice nieraz krzywdzą. Jak to zresztą mówiliśmy przecież- każdy człowiek popełnia błędy. Nierzadko po prostu nie potrafią wyjść ze swojego świata, czym nas ranią. Mają swoją otoczkę, swoją wizję na nas, plan...myślą, że wiedzą co dla nas najlepsze. Robią to nieraz z miłości, choć toksycznej. Bo jeśli ludzie są tak ze sobą blisko...zawsze musi być między nimi coś toksycznego. Tak mi się przynajmniej zawsze wydawało, wiesz?
OdpowiedzUsuńNieraz płaczemy, nosimy w sobie rany długo- ale mi się wydaje, że w pewnym momencie dorastamy i jeśli ich błędy nie zakorzeniły w nas rzeczy tak głębokich że trzeba odejść, by sobie z tym poradzić, możemy w pewnym momencie być ponad to. Nie ma nic piękniejszego i bardziej leczniczego dla tych ran niż zrozumienie i wybaczenie. Wiem to po sobie mniej więcej. Trzeba umieć wybaczyć i nieraz zostać i nadal kochać. Zwłaszcza, że twoi rodzice pomimo błędów...no wiesz że cię kochają i ty zresztą piszesz o nich zawsze z miłością.
To jest najważniejsze, miłość. Ale musi też być nieraz rozsądna i pozwolić na wolność wyboru. Może z czasem zrozumieją. Jeśli nie- nadal będziecie się kochać, z rysami. Bo która miłość nie ma rys?:) Ale dość moich wywodów XD
Powiem, że mam nadzieję, że bawicie się tam dobrze i was nie zalało czy coś XD
Jak w słynnej piosence R.E.M.'u - "Everybody hurts". Po prostu miłość nieraz za silna staje się na swój sposób wręcz niebezpieczna. Lub toksyczna, jak to nazwałeś. Tak, jak mówił Jim - bardzo łatwo kogoś "zabić", mając uśmiech na twarzy, nieraz nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ale wiesz już, że jak wróciłam cała i zdrowa dziś w nocy, to oboje wybiegli z lóżek, by mnie przywitać. I tylko ojciec powiedział: "jak ty wyglądasz..." - przez śmiech :) Po czym dodali: "ale żyjesz" :) A dziś... dziś chcieli słuchać opowieści i za każdym razem, gdy w mediach pojawiło się coś o woodstocku - wołali mnie :) Czasem takie przeciwstawienie się, nawet po latach okazuje się lekarstwem na tą toksyczną miłość.
UsuńWłaśnie. Nie powiem o moich Rodzicach złego słowa. To jedni z tych ludzi, na których zawsze mogłam liczyć. Czasem bywali nadopiekuńczy, ale... w kryzysowych sytuacjach chwytali mnie za warkoczyki i stawiali do pionu. I to jest najważniejsze :)
Ja tam lubię Twoje wywody, nie mam nic przeciwko xD
Bawiliśmy się cudnie, zresztą wiesz wszystko, jesteś na bieżąco xD
Bo tylko ci co cię kochają tak naprawdę potrafią cię zranić. Bo przecież mają twoje kawałki serca. I chociaż tego nie chcą to cóż...zdarza się. W każdej ludzkiej bliskiej relacji to się zdarza.
UsuńAle widzisz, jednak coś im się odwidziało XD Po postu pewnie cóż...zrozumieli pewne rzeczy. Wszyscy się uczymy, przede wszystkim siebie nawzajem.
I tak, wszystko wiem xD
Święte słowa... tylko rana zadana przez kochających ludzi boli tak bardzo, że czasem aż trudno ją znieść.
UsuńAno xD Aż nie dowierzałam :D Totalna odmiana!
^^
Woodstck... jest to także moje wrażenie, ale w tym roku nie jade. Jednak mam nadzieje,że sie ono spełni. więc baw sie dobrze.
OdpowiedzUsuńRodzice chcą dla nas jak najlepiej, ale najwyraźniej nie zawsze im to dobrze wychodzi. Czasem wychodzi na to,że robią nam krzywdę.
Pewnie tez bym miała uraz do kościoła, gdybym usłyszała taki tekst od księdza.
Może w przyszłym roku się spełni, kto wie :)
UsuńRobią nam krzywdę, ale najważniejsze, jeśli w pewnym momencie zrozumieją. Wszak nikt z nas nie jest nieomylny i czasem trzeba to dopuścić taką myśl.
No coż... ja miałam uraz. Teraz staram się mówić sobie: "miej większy dystans, niż on, czy ona." Ot co ;)
Czasami mam wrażenie, że niektórzy rodzice pragnąc wychować swoje dzieci na porządnych ludzi trochę przedobrzają i zamiast prawdziwej rodzinnej więzi chcą stworzyć rodzinną mafię. Nie wiem dokładnie jak jest w Twoim przypadku, wiec wspomnę o swoim doświadczeniu. Moi rodzice akurat byli bardzo tolerancyjni, ale dopiero po ukończeniu przeze mnie 18 lat. Wcześnie uważali, że we wszystkich powinnam się ich słuchać, co i tak trochę mnie "skrzywiło". Natomiast kiedy obserwuję rodzinę mojego M. to jestem przerażona - tam nie ma indywidualności, dorosłe już dzieci są ciągle pilnowane i krytykowane przez starzejącą się matkę, która od razu strzela focha, kiedy coś jest nie po jej myśli. Nie do pomyślenia jest np. że ktoś może nie chcieć chodzić do kościoła, bo w ich rodzinie takich przypadków nigdy nie było. Komentowane są fryzury i styl ubierania - taka "mini Korea".
OdpowiedzUsuńBaw się dobrze, wiesz przecież, że to na nasze myśli i postrzeganie świata czynią nas starymi ludźmi :-)
No to ten przykład to już hardkor totalny. Na szczęście u mnie te odcinanie pępowiny - choć dość powolne - jakoś postępuje do przodu. Dużo też zależy nie tyle od rodzica, co od samego dziecka, tak mi się wydaje. Bo ta druga strona często nie chce rozmawiać, a z wiekiem nie potrafi też postawić na swoim, doskonale wiedząc, że ma do tego święte prawo.
UsuńDziękuję, bawiłam się świetnie :)
Asik, dobrze wiem, o czym piszesz. Rodzice chcą dobrze, ale nieświadomie nas ranią. Większość moich przekonań na temat siebie i świata - tych złych i negatywnych - jest wynikiem dzieciństwa. Jednak, naszym zadaniem jest uczynić, mimo wszystko, nasze życie szczęśliwym. Ty to robisz :) I podziwiam, że potrafiłaś wybaczyć. Ja wciąż się tego uczę.
OdpowiedzUsuńPewnie już się dobrze bawiłaś/bawisz :) Czekam na relację! :D
Wybaczanie to piękna, choć trudna sztuka. Piękna także dla nas, bo nas oczyszcza, sprawia, że czujemy się silniejsi, lepsi, niż przed wybaczeniem - nie mamy w sobie złości. Bo po co nam złość i frustracja? Nie ma co podziwiać, Kochana, Ty też potrafisz wybaczyć, musisz tylko w to uwierzyć.
UsuńRelacja będzie :D :*
Mi Woodstock kojarzy się z błotem, chlańskiem i pijaństwem, mniej z muzyką. Dlatego chyba nigdy mnie to nie jarało... Szczególnie,że teraz usłyszałam,że "koledzy" mojego młodszego tam pojechali...
OdpowiedzUsuńJednak jeśli chodzi o spełnianie marzeń i bycie sobą to jak najbardziej nie patrz się na nikogo, na rodziców tym bardziej. Jesteś dorosła. Kiedy będziesz szaleć jak nie teraz? Mi Mama powiedziała ostatnio,że to jedyny taki czas, prędko przeminie, niedługo będzie praca, rodzina i nie będzie czasu na szaleństwa.
Skojarzenia więc pozostawię bez komentarza, dopóki napiszę kilka konkretnych słów na temat Woodstocku.
UsuńTylko widzisz, ja mam taki charakter, że nie potrafię patrzeć tylko na siebie. Dlatego spełnianie marzeń i robienie czegoś dla siebie przychodzi mi z dużym trudem, chociaż wiem, że warto.
Cóż... Nie wiem co Ci na to powiedzieć. Bo postawiłaś się zwyczajnie rodzicom, to nie odbierało im korzyści a pewnie tylko się denerwowali,że nie postępujesz tak jakby chcieli...
UsuńJa też myślę o innych, często brak mi zdrowego egoizmu,ale przede wszystkim chcę być sobą, chcę być akceptowana taka jaka jestem a nie taką jaką inni by chcieli bym była. To dla mnie dwie różne rzeczy...
Bo widzisz... moje "ja" często innym przeszkadzało. Po prostu nie pasowałam do środowiska, w jakim się wychowywałam i to był problem. Nabawiłam się kompleksów i innych niezdrowych rzeczy. Na szczęście w końcu mam dość siły, by jakoś się temu wszystkiemu przeciwstawic i - co najważniejsze - być szczęśliwą.
UsuńAsiku kochany, mam nadzieję, że poczułaś tę wolność. Że wyszłaś na spotkanie swoim marzeniom. Czekam na Twoją relację z Kostrzyna. Ja sama staram się jakąś dopracować to, co napisałam i pojawi się jeszcze jedna notka tym razem już ze zdjęciami. Szkoda, że nie udało nam się spotkać. A może się spotkałysmy, tylko nawet o tym nie wiedziałyśmy? Zdarzało mi się myśleć o Tobie i tym, gdzie możesz sie teraz znajdować, także no :) Osobiście dalej oddycham tamtym powietrzem. Dużo czasu minie, zanim się ogarnę i wróce do codzienności
OdpowiedzUsuńKochaaana moja! :* Jak mi Kordian napisał, że jedziesz, to akurat siedziałam w pracy i nawet chciałam, żeby Ci mój numer telefonu wysłał, bo ma, żebyśmy się jakoś zdzwoniły, ale już byłaś chyba w drodze :<
UsuńWiesz, bardzo możliwe, że Cię przytuliłam :) Podbijałam do dziewcząt w koszulkach Luxtorpedy i pytałam: "masz na imię Marysia? nie? to nic, i tak Cię przytulę!" :)))) Ja tę magię czuję cały czas i nie mogę się otrząsnąć. Z pewnością się minęłyśmy... a świadomość, że jesteś gdzieś blisko, na tym samym koncercie, sprawiała, że na buzi malował mi się uśmiech :)
Ja mogę chyba dopiero dziś ogarnąć coś sensownego...
A wyściskam Cię za rok, o! Chyba, że wpadniesz na LuxFest do Poznania :D Pójdziemy z Królikiem, bo też go namawiałam :D
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNo ja już 29 lipca wyjeżdżałam przed 13.00 na pociąg. Nikt się mnie nie pytał o imię po przytuleniu, ale wystarczy mi, że byłyśmy razem na jednym koncercie i jakoś tak do siebie wracałyśmy tymi myślami :) Za rok Ci nie odpuszczę za cholerę. A na Luxfeście to się już na pewno zobaczymy, bo mam już bilety kupione :D A Kordiana też namawiałam to mi mówił, że się zastanowi, ale szarp go tam za kudły aż na samą arenę, jak będzie stawiał opory XD
UsuńAno to tak... to ja się za późno obudziłam. :< My wyjeżdżaliśmy dopiero w czwartek do południa, ale kumpel zaklepał nam miejsce i tak ogarnęliśmy urlopy, poza tym my mamy bliziutko, więc... O, to się wyszalejemy na Luxfeście, jeeeej :D Jasne, że go namówię, nie odpuścimy mu tym razem xD
Usuńehhh, skąd ja to znam.
OdpowiedzUsuńdobrze, że jesteś sobą mimo wszystko! i trzymam kciuki by ciągle tak było! :*
tuptam na fb, by zapytać o wooda!
Ja się zmieniać nie zamierzam, o nie :*
UsuńI już wszystko wiesz :P
Opowiadaj jak było! :)
OdpowiedzUsuńOpowiadaj jak było! :)
OdpowiedzUsuńOpowiem jeszcze dziś :D
UsuńAh ten Woodstock.. Planowaliśmy jechać w tym roku, ale niestety nawał pracy na to nie pozwolił... Cóż, może za rok. :)
OdpowiedzUsuńNo to ja mogę Was tylko zachęcić, bo było cudownie! :)
Usuń