Mama przyglądała mi się, kiedy siedziałam w kuchni i próbowałam dodzwonić się do mojej Rudej, by zapytać Jej się, czy mogę od niej pożyczyć nawigację na nasz poniedziałkowy wyjazd nad morze. Wszak na nią zawsze mogłam liczyć.
- Więc jednak jedziecie samochodem? - zapytała mama. - Dzieci, nie możecie jechać pociągiem? Przecież do Kołobrzegu macie bezpośredni.
- Ale autem jest przecież wygodniej - odpowiedziałam z uśmiechem, odkładając telefon.
- A pociągiem jest bezpieczniej... Poza tym przy Czaplinku jest taka brzydka droga. Pamiętasz, jak byłaś mała i liczyłaś tam zakręty?
- Pamiętam. A Patryk jest dobrym kierowcą i jeździ powoli, Mamuś. - próbowałam Ją uspokoić, nie przestając się licytować. Moja Mama słynie z tego, że zawsze biedna na zapas się martwi, czasami aż za bardzo. Zresztą... wiem po kim mam tę moją wrażliwość.
- Ale Asiu - nie poddawała się Mama - A po co wam ta nawigacja? Przecież to gada, przeszkadza... Weźcie sobie mapę, będzie wam łatwiej.
Oparłam założone ręce o stół. O tym, dlaczego mamy się tak martwią, przekonam się pewnie dopiero, gdy sama nią zostanę.
- Bo to jest ułatwienie, Mamuś. Za dużo się denerwujesz na zapas. My jesteśmy dorośli, poradzimy sobie. I tak nam dużo pomogłaś, że załatwiłaś nam ten nocleg. Poza tym, ja będę Patryka pilnować, by nie jechał szybko i to ja będę jego nawigacją. Wy z Tatą dojechaliście do Kołobrzegu w dwie i pół godziny, my możemy jechać dwa razy dłużej. Ale na pewno dotrzemy bezpiecznie na miejsce, zobaczysz. - próbowałam ją uspokoić.
- Ponoć podobnie brzmiały ostatnie słowa Izy, jakie wypowiedziała do cioci Ewy.
W tym momencie mnie zagięła tak, że nie mogłam powiedzieć nic.
Jako dzieciak jeździłam z Rodzicami do rodziny, do Czaplinka. Iza była moją kuzynką. Pamiętam ją jak przez mgłę. Czarnulka, w takiej króciutkiej fryzurze, zawsze uśmiechnięta. Nie pamiętam, czy nosiła okulary. Pamiętam tylko, że miała śliczny uśmiech, którego potwornie jej zazdrościłam, jako dziewczynka z aparatem na zębach. Właściwie jedyne wspomnienie, jakie z nią mam, to kiedy powiedziała mi "Rośniesz jak na drożdżach", gdy miałam jedenaście lat. Poznałam wtedy jej maleńką córeczkę, Marysię.
Iza była starsza ode mnie o dekadę i dziś miałaby trzydzieści cztery lata.
Zginęła w wypadku samochodowym.
Dokładnie dziesięć lat temu, mając dwadzieścia cztery lata - tyle, co ja teraz.
Izie łatwo w życiu nie było i długo nie mogła go sobie poukładać. Facet zostawił ją, gdy dowiedział się, że Iza jest w nieplanowanej ciąży. Jeden młodzieńczy wybryk sprawił, że na moment zawalił się jej świat. Myślała, podobnie jak wiele dziewcząt w podobnym położeniu, że jest w sytuacji bez wyjścia. Z depresji pomogła jej wyjść rodzina. Kilka miesięcy później urodziła śliczną Marysię, którą pamiętam, jako małą blondyneczkę. Maleństwo Iza wychowywała samotnie. Po jakichś trzech latach zakochała się ponownie. Pamiętam, jak ciocia mówiła: Izunia była taka szczęśliwa, tak promieniała... Chciała wyjechać z owym chłopakiem pod namiot, na parę dni. Zostawiła Marysię pod opieką cioci. On prowadził. Nie mieli żadnych szans, gdy na szosę wyskoczyła zwierzyna. Wylądowali w rowie. Iza zginęła na miejscu, jej chłopak kilka dni później, po ciężkiej walce o życie w szpitalu, a Marysia została czteroletnią sierotką.
- Mamuś, dlaczego przyszła ci Iza do głowy? - zapytałam, gdy w końcu mogłam z siebie wykrzusić z siebie słowo.
- Bo ja nie wiem, co ja bym bez ciebie zrobiła.
Ścisnęło mnie w gardle.
- Zawsze mi pomagasz. - kontynuowała. - Jestem z ciebie taka dumna, nawet, gdy jestem na ciebie zła. Skończyłaś studia, jesteś mądrzejsza nawet od swoich głupich rodziców po zawodówce.
- Mamuś, przestań! - przerwałam, nie mogąc tego słuchać i czułam, ja w gardle stoi wielka gula.
- Nie przerywaj mi.
Poddałam się i słuchałam dalej.
- Jesteś tak zaradna i inteligentna. Godzisz pracę z dojazdami i studiami dziennymi, nie mając nieraz się gdzie podziać w Poznaniu, bo twoje najlepsze koleżanki już nie studiują. Jestem z ciebie taka dumna, a jednocześnie tak bardzo jest mi cię żal. Tak bardzo chcesz być samodzielna i niezależna. I tak czuję, że cię powoli tracę. Chcemy wyremontować ci pokój, wiesz? I tak dziś sobie pomyślałam... po co, skoro za chwilę oboje z Młodym wyfruniecie z domu? I tak bardzo mi pomagasz z M.* Wstyd mi, że nieraz musisz znosić taki problem.
- Przecież nie miałaś na to wpływu... - odważyłam się wtrącić po cichu.
- Nie miałam. Ale mając taki problem na głowie... gdybym nie miała ciebie, to ja też prędko bym zeszła z tego świata. Dlatego czasem boję się, że nagle cię stracę. Przepraszam za te głupie myśli...
- Nie przepraszaj, Mamuś...
- Ale wiem też, że jesteś uparta. Bo bez uporu nie zaszłabyś tak daleko. Jesteś tak uparta, że musiałaś nosić te cholerne glany, chociaż tak mi się w nich nie podobałaś. Jesteś tak uparta, że musialaś nosić czerwone włosy i czarne ciuchy i jeździć na te wszystkie koncerty. A ja się zawsze tak o ciebie bałam. I przez ten twój upór jestem pewna, że pojedziecie tym cholernym samochodem.
- Zgadłaś, jak zawsze...
Przytuliła mnie mocno, gdy jeszcze nie wiedziałam do końca, co mam powiedzieć. Zrobiło mi się wstyd, gdy przypomniałam sobie o moich myślach samobójczych, gdy byłam jeszcze nastolatką. Zrobiło mi się wstyd, gdy pomyślałam, jaką byłam potworną egoistką i jakim tchórzem, że nie mogłam udźwignąć takich błahostek. Przypomniało mi się, jak Mama zapytała mnie, dlaczego noszę opaski na rękach, gdy miałam szesnaście lat. Powiedziałam jej wtedy, że tak jest modnie, a w rzeczywistości skrywały one moją duszę, którą wórczas sama sobie raniłam. Dziś niejednokrotnie zmagam się z większymi problemami i daję sobie radę. Tak, to jest to, czego nauczyłam się od życia - dawać sobie radę.
- Mamuś, a wiesz, kiedy byśmy pojechali pociągiem?
- Gdyby przyśnił ci się Dziadek. - odpowiedziała Mama. - Przecież on jest twoim Aniołem. Jeszcze nigdy nie zawiódł.
"Kto będzie cię ratował, kiedy odejdę?
I kto będzie nad tobą czuwał, kiedy odejdę?
I kiedy odejdę, kto przerwie twój upadek?
Kogo obwinisz?
Nie mogę odejść
I zostawić cię z tym wszystkim.
To więcej, niż mogę wziąć.
Kto zgładzi twój ból?
Zgładzi twój ból..."
* * *
* M. to niepełnosprawny brat mojej mamy - chory na porażenie mózgowe i chory umysłowo. Mieszka z nami pod jednym dachem i choć jest nieszkodliwy, to potrafi rozrabiać, dlatego ciągle trzeba mieć stale oko na niego - człowieka po pięćdziesiątce. Zajmowała się nim moja babcia, dopóki żyła.
Ale masz kochaną mamę, widać, że jesteście ze sobą bardzo zżyte. :)
OdpowiedzUsuńPatryk nieraz się śmieje, jak nawijam z Mamą przez pół godziny przez telefon :)
UsuńFajnie mieć taki dobry,bliski kontakt z mamą. :)
UsuńRóżnie między nami bywało, ale to prawda ;)
UsuńDobrze jest mieć dobry kontakt z mamą. :)
OdpowiedzUsuńNie zawsze ten kontakt taki był, ale dobrze, że teraz jest jak jest :)
UsuńPamiętam jak przez kilka lat nie mogłam zamienić z mamą trzech zdań bez kłótni, ale i z tego się wyrasta. :)
UsuńChyba każda z nas przechodzi przez taki okres w życiu, ale zdaje się, że to całkiem normalne. Tylko trochę boję się mieć córkę ^^'
UsuńHaha, mam to samo. :)
UsuńCzyli się rozumiemy ;)
UsuńAśka jesteś niesamowita.
OdpowiedzUsuńPodziwiam ludzi,którzy zakładają sobie cel i dążą do niego mimo wszelkich przeciwności.
Takie bliskie relacje z Mamą są czymś czego każdemu życzę.Zawsze byłam bardzo związana z Mamą dlatego doskonale wiem jak to jest.
Ściskam Kochana:*
Miłego wypoczynku :*
Nie zawsze jest łatwo, ale najważniejsze, że jest DLA KOGO przede wszystkim :)
UsuńBo takie relacje są bardzo ważne. Sama chciałabym się kiedyś jako mama spisać na medal :)
Dziękuję :* Mam nadzieję, że zdażę się jeszcze do Was odezwać przed wyjazdem :)))
:*
Matki lubią się martwić. Moja aż za bardzo i to mnie irytuje.
OdpowiedzUsuńMoja też za bardzo. Ale pewnego dnia, zamiast wiecznie się wkurzać, doceniłam to. Bo nie każdy ma takie szczęście, by być dla kogoś tak ważnym. Niektóre matki nie przejmują się swoimi dziećmi prawie wcale.
UsuńNo dokładnie tak. Ale może coś w tym jest.
UsuńAno jest, jest.
UsuńChociaż wnerwia mnie ta jej nadwrażliwość.
UsuńCóż począć...
Usuńte nasze Mamy właśnie takie są i nie ma się co dziwić, kiedyś trochę się denerwowałam, że tak jest, ale teraz już się przyzwyczaiłam... :)
OdpowiedzUsuńMnie też to kiedyś irytowało, ale ja byłam strasznym buntownikiem :P
Usuńsama jestem mamą i córcia jest moim oczkiem w głowie :) chcę dla niej jak najlepiej :)
OdpowiedzUsuńrozumiem Twoją mamę, martwi się nic dziwnego...i jeszcze ta poruszająca historia o Twojej kuzynce...
a my też jechaliśmy do Kołobrzegu w czerwcu samochodem w 8h byliśmy na miejscu z malutką, wiadomo też się martwiłam ale mamy tak mają ;)
pozdrawiam cieplutko! :) to Ty masz bliziutko nad morze co?
Oj wierzę :))) Ja się czasem nie mogę doczekać, aż sama będę miała takie maleństwo ^^ Też pewnie, jak dorośnie, będzie mnie przeklinać, że jestem nadopiekuńcza :P
UsuńNo ale Wy z Krakowa, a toż to kawał drogi :) A my z Wronek, to okolice Poznania, więc bliziutko może aż tak nie jest, ale jak ktoś zna trasę, no to dojedzie w te 2,5 godzinki :)
a jak będziesz w Krk daj znać :)
Usuńokej :)
UsuńNie ma jak to mama, zawsze martwi się na zapas moja też ma tak samo. Porozmawiałyście na spokojnie, wszystko sobie wyjaśniłyście i wyszło na to, że uparciuch z Ciebie :) I co kiedy nad to morze jedziecie? :D
OdpowiedzUsuńNo ze mnie uparciuch paskudny :P I bardzo się denerwuję, jak nie mogę nieraz postawić na swoje xD
UsuńW poniedziałek, na tydzień ^^
Ja podobno tez muszę postawić na swoim i tak ma być i już :D
UsuńO to super zazdroszczę :)
No ale nieraz trzeba iść na kompromis :P
UsuńW końcu jakiś odpoczynek ^^
Ale tylko czasami :P
UsuńTeż tak chce :D
Ja wolę częściej, niż czasami xD
UsuńOjoj :)
Powiem może znowu na wyrost, ale..doskonale cię rozumiem. I nie chodzi już o mamę, bo tej zabrakło...ale o resztę rodziny. Za którą jestem odpowiedzialny, którą kocham i która mnie potrzebuje. Dlatego nie można odejść, dlatego mam kolejny powód, żeby się jednak w tym momencie, w jakim jestem, leczyć. Bo każda miłość wiąże się z odpowiedzialnością. Chociaż liczymy się, że nic nie będzie wieczne, że ktoś odejdzie, ostatecznie, bo takie jest jednak życie- to musimy nieraz robić wszystko, żeby jeszcze chwilę trwać- i nadal kochać. Bo to bywa najważniejszą rzeczą w życiu. I choć nieraz trudną, choć nieraz trzeba uginać karku- rzeczą piękną.
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że mnie zrozumiesz. Właśnie to, że czujesz się potrzebny, potrafi tak napędzić do życia, że czasem nie mieści mi się to w głowie :) Wiadomo, wszystko przemija i mnie to przemijanie bardzo przeraża, bo nie jestem sobie na razie pewnych rzeczy wyobrazić, choć może powinnam jakoś psychicznie się na to nastawić. Po prostu staram się cieszyć tym, co jest tu i teraz. Żyć chwilą ;)
UsuńNo, bo my mamy po prostu dużo wspólnego XD
UsuńMnie już nie do końca przeraża bo po prostu hm...dla mnie już cudze przemijanie, odchodzenie kogoś, kogo się kocha nie jest wyobrażeniem. Choć, każdy ma kogoś kogo kochał i odszedł. Ale nadal jest, prawda?:) I może o to właśnie chodzi, że nawet gdy ktoś przeminie w naszym życiu to zostaje wiele- choćby to poczucie miłości i troski. W przestrzeni, zwał jak zwał. Wiesz o co mi chodzi:)
Bo też jasne, nie można się zamartwiać wiecznie, odchodzeniem, myśleć o tym obsesyjnie. Ale po prostu trzeba mieć świadomość w codziennym szczęściu, o, ja tak to widzę:)
Jak to mi powiedziała ostatnio Norrie "trafił swój na swego" xD
UsuńWidzisz, bo Ty to masz już za sobą, czego Ci wcale nie zazdroszczę. Wiesz, jak to boli. Ja ciągle próbuję sobie jakoś to w głowie tak poukładać, żeby mieć tę świadomość odchodzenia, ale żeby ona nie powodowała czasem tego paraliżującego strachu.
No, ja to określenie ostatnio odbieram osobiście XD
UsuńBo tu nie ma nic do zazdroszczenia ani współczucia też, jest jak jest zawsze w życiu i to się przyjmuje:) Ból też w życiu jest konieczny. Nawet taki, nawet odczucie pustki i bolesnej tęsknoty. W ostatecznym rozrachunku i tak...bywa to "dobre".
Bo oswojenie strachu wymaga po prostu czasu:) Ale nie wątpię, że i tobie się to uda.
Szukam mojego komentarza i widzę, że ktoś tu o mnie plotkuje, haha :D :*
UsuńNorrie, plotkuje na szczęście tylko w pozytywnym tego słowa znaczeniu :D :*
UsuńA odbieraj sobie jak chcesz xD
Wiadomo, że bez bólu nie czulibyśmy tego szczęścia, które nas otacza, więc tak, jest on jak najbardziej potrzebny.
Zapewne, czas bywa lekarstwem na wszystko przecież :)
Dla mama zawsze będziemy dziećmi, wiec to normalne, że się martwi.
OdpowiedzUsuńUdanego wyjazdu :)
Dzięki :)
UsuńA mama się nie przejmuj pomarudzić musi :) Mam nadzieje, że zrelacjonujesz ten wyjazd tu :)
UsuńNa pewno coś napiszę ^^'
Usuńto czekam cierpliwie :P
UsuńJeszcze troche :P
UsuńMamy tak już mają, że zawsze się martwią i myślami sięgają po najgorsze nieszczęścia. Moja mama potrafi poruszyć na nogi całą okolicę, gdy przez godzinę nie odbieram telefonu :P Serio. Ale nigdy jeszcze nie usłyszałam od niej takich komplementów :)
OdpowiedzUsuńMi to mówisz XD Moja mnie kiedyś na mieście szukała, gdy rozładował mi się telefon. A żeby bylo śmieszniej, to byl dzień, jak poznałam Patryka i po powrocie do domu dostałam pierwszy raz w życiu w papę XD Jakiś czas później się z tego tak śmiałyśmy... jak to mama powiedziała "dobrego złe początki" xD
UsuńTeż dostałam raz w życiu w papę o chłopaka :P Do tej pory mam żal o to do mamy, że tak mnie wtedy potraktowała, ale nie czas by do tego wracać. Nie ma sensu.
UsuńZ Twoją notką skojarzyła mi się plakietka, która wisi na ścianie w moim ośrodku zdrowia: "Żyjesz nie tylko dla siebie".
Ja się dzisiaj z tego śmieję, mama też, zresztą... byłam taką wredotą, że w momencie, jak to zrobiła, to też się śmiałam pod nosem. Ale wtedy byłam zakochana, motyle w brzuchu i te sprawy xD
UsuńBo taka jest prawda. A my coraz rzadziej zdajemy sobie z tego sprawę.
Śpieszmy się kochać ludzi :)
Usuń:)
Usuń:))
UsuńNawigacja to fajna sprawa, o ile nie jest w niej kilka głosów do wyboru i da się wybrać taki mniej irytujący ;P
OdpowiedzUsuńMamy w większości przypadków się martwią, bo już takie są. Ciocie, babcie też. Mężczyźni niby mniej to okazują, ale na pewno też się obawiają przed samotną podróżą dziecka czy wnuka. Ale gdy ktoś wyciąga przeciwko nam taki solidny argument, na którym po prostu nie ma kontrargumentów, to też nie wiem, co robić... Tylko że jeśli ja mam taką sytuację, co zdarza się jednak niezmiernie rzadko, to nie słyszę żadnych pochwal czy czegokolwiek, tylko nagle jest koniec tematu i już wiem, że obojętnie, co zrobię, to i tak będzie źle. Wiadomo, że u ciebie nic nie musi się kończyć tak jak w przypadku Izy, bo to byłby za duży zbieg okoliczności, ale jeśli już coś takiego miało miejsce, to łatwiej jest to sobie wyobrazić po raz kolejny ;/ Ale nie musi się wydarzać.
Jedźcie bezpiecznie, odpoczywajcie i bawcie się dobrze :) I życzę ładnej pogody! :D
No ja dzisiaj wypróbuję nawigację od koleżanki, mam nadzieję, że da radę :P A jak nie, to mapa i jedziemy :D
UsuńTo prawda :) Mi się po prostu zdaje, że wielu facetów ukrywa miękkie serce za twardą skórą. W końcu czują się zobowiązani do bycia twardymi :)
Jasne, że nie musi się skończyć, jak w przypadku Izy i na pewno się nie skończy :) A widzisz, u nas jest trochę ciężka sytuacja, właśnie przez wuja i przez kilka innych problemów i mamę od razu naszło, że "co by było, jakby cie nie było." Takie rozmowy, choć trochę mnie przygnębiają, to jednak potrafią sprawić, że czuję się bardzo doceniona.
Dziękuję Kochana! :* Sprawdzałam, czy są jakieś ciekawe koncerty, ale chyba jednak nie ma nic ciekawego xD Poza tym mam nadzieję, że zdążę się do Was odezwać jeszcze przed wyjazdem :)))
Nie macie daleko, więc może nie znudzi wam się ewentualna zabawa z mapą :P
UsuńU mnie chyba to jednak tata bardziej się przejmuję, jak gdziekolwiek jadę i zawsze jest "NAPISZ SMSA, JAK DOJEDZIESZ", a mamie już to zwisa, brzydko mówiąc ;P Ale coś w tym jest - faceci powinni być twardzi i starają się, żeby tak ich odbierani. Choć wiadomo, że nie we wszystkich przypadkach.
Wiadomo, że to wszystko zależy od sytuacji w rodzinie i ogólnie rzecz biorąc przeszłości, ale też nie zawsze.
A Ty tylko o koncertach XD Ale właśnie w wakacje nad morzem całkiem sporo się dzieje. Wiem, że (chyba) wczoraj we Władysławowie byli Bracia :(((
Mamy nawigacje, to damy radę :D
UsuńNo proszę, to u nas jest totalnie na odwrót. Ano jasne, że tak... wszak od każdej reguły istnieją wyjątki :))
No bo ja tak to kocham xD Och :( na Braci to bym się przejechała chętnie :) Chociaż.. kto wie, może coś załapiemy :)
Zazdroszczę takiej Mamy. :) Dobrze, że macie tak dobry kotankt.
OdpowiedzUsuńRóżnie bywa z tym kontaktem, ale w gruncie rzeczy jest ok :)
Usuńbardzo to przykre ale taka prawda ze mozna wyjsc rano do pracy i juz nie wrocic bo jakis pijak wjedzie na chodnik
OdpowiedzUsuńnie mozna zamykac sie na zycie
Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy za rogiem. To przykre i trochę przerażające, ale zamiast się bać, lepiej brać takie sytuacje za nauczkę i żyć każdą chwilą.
Usuńumrzesz na sto procent wiec zyj tez na sto procent
Usuńto moje motto zyciowe
Prawidłowe ;)
Usuń:)
UsuńJak mija sobota? :))
Usuńa dziekuje dobrze
Usuńrower, zumba znowu rower :)
aktywnie
Żebym to ja miała tyle samozaparcia, żeby sobotnie przedpołudnie tak aktywnie spędzać :)
UsuńMoja mama też jest taka, że zawsze się martwi, ale do techniki już się na szczęście przekonała ;)
OdpowiedzUsuńA wypadki się zdarzają. Można być zabezpieczonym na wszystkie sposoby, ale przeznaczenie i tak nas dosięgnie. Ale oczywiście ostrożności nigdy za dużo ;)
Moja ma za to swoje sposoby i twierdzi, że i nam wystarczyłoby to, co jej :)
UsuńCzy to przeznaczenie, czy przypadki, nie wiem. Jednak na pewne rzeczy człowiek wpływu nie ma, dlatego, tak jak mówisz, warto być jednak ostrożniejszym.
Przeczytałam notkę i aż mi łzy w oczach stanęły. Masz dobry kontakt z mamą, wydaje się być ciepłą, troskliwą kobiety. A co do Izy... Szkoda, że los zabiera nam świetnych ludzi, miała jeszcze tyle przed sobą.
OdpowiedzUsuńBo taką kobietą jest :)
UsuńCóż... na pewne sytuacje nie mamy wpływu. Do tej pory zastanawiam się, dlaczego tak musi być.
no no... nie wiem sama, czy chciałabym mieć taką opiekuńczą mamę, z jednej strony to cudowne mieć tak blisko siebie rodzinę, móc na nią liczyć (moja matka od dawna czeka aż wyniosę się z domu), miło się o tym czyta, a z drugiej moja pewnie wzbudzałaby we mnie współczucie, a to niezdrowe na dłuższą metę. chyba nie potrafiłabym być tak uparta. czułabym się winna wybierając pociąg. nie że wnioskuję jak wyglądają Wasze relacje, raczej opisuję odczucia po przeczytaniu posta.
OdpowiedzUsuńza dużo w nim emocji. Iza, M., potem dziadek. przy dziadku łzy stanęły mi w oczach, bez kitu
Moja mama bywa wręcz nadopiekuńcza i nieraz się z tego powodu kłócimy. Wciąż nie dociera do niej, że ja i tak zrobię po swojemu, a mam miękkie serce i wzbudza we mnie to nieraz jakies takie negatywne emocje...
Usuńale kontakt macie ze sobą dobry tak na co dzień? to najważniejsze:) znowu zamuliłam z tym blogiem :x
UsuńWzruszyłam się do łez, to było piękne. :)
OdpowiedzUsuńNieraz wspominam babcię - mojego anioła. Jednak ona mi się nie śni, ale wiem, że przy mnie cały czas jest. Tak jak nad Tobą czuwa Twój dziadek.
Na pewno przy Tobie jest :) Każdy ma takiego osobistego Anioła :)
UsuńNa pewno wszystko będzie w porządku, podróż minie bez zastrzeżeń, a mamie spadnie kamień z serca :) Ale rozumiem jej troskę i zmartwienie, takie myśli towarzyszą jej za każdym razem, gdy gdzieś wyjeżdżasz, bo jesteś jej ukochanym dzieckiem. Choć ta troska zawsze jest większa, gdy ma się dodatkowe powody, zwłaszcza strach oparty na konkretnej historii... :* Nie wyobrażam sobie, co by zrobiła, gdybyś chciała autem przyjechać do mnie :*
OdpowiedzUsuńDokładnie tak :) Oj Anju... nie wiem, co by zrobiła. Jakbym chciała przyjechać, to i tak bym przyjechała ;) :*
UsuńWiem, że byś przyjechała :) bo jesteś uparta bardziej niż osioł :P :*
UsuńOsioł przy mnie się chowa XD :*
UsuńNo przecież! Nie ma mocnych na Ciebie :* a raczej na Twoją upartość ^^
UsuńWiem to nie od dziś xD :*
Usuńzdziwiłabym się, gdyby było inaczej :D
UsuńZatem dziwić się nie musisz :D
Usuńi całe szczęście :D
Usuńw końcu znasz mnie nie od dzisiaj :P
Usuńjuż od prawie 9 lat :D
Usuńtak! :D też ostatnio liczyłam :D
Usuńzimą będzie równe 9 :D jej, jak to leci :D :*
Usuńtej tej... na peeewno? bo ja pierwszego blogaska założyłam w lutym 2006 xD
Usuńno właśnie :D a w zimie będziemy mieć przecież 2015, więc wszystko się zgadza :D
UsuńAle mi się mocno wydaje, że my się poznałyśmy jednak późna wiosną, lub nawet latem :D
UsuńPięknie to napisałaś, naprawdę się wzruszyłaś. Taki kontakt z mamą to skarb, pielęgnuj go :)
OdpowiedzUsuńNade mną też czuwa dziadek. Nigdy nie zostawi swojej księżniczki.
Staram się jak mogę :)
UsuńWięc możesz być spokojna :)
Wzruszający wpis.. kolejny raz przekonuję się o tym jakie emocjonalne są Twoje notki i ile wniosków można z nich wyciągnąć - dla siebie samego ;)
OdpowiedzUsuńMiło mi to czytać :) :*
Usuńwzruszyłam się, wiesz....i już teraz nic mądrego więcej nie napiszę.....bo sobie muszę popłakać
OdpowiedzUsuńHej! Chusteczkę może? :*
UsuńWzruszyłam się.. Tak dobrze wiem, o czym piszesz
OdpowiedzUsuńwejdź do mnie
Miło, że mnie rozumiesz...
Usuńodpowiedziałam ci na moim blogu kochana
Usuń:*
UsuńWspaniała ta Wasza więź :))
OdpowiedzUsuńPrawda :)))
Usuńchyba każda matka czuje to samo jak zbliża się ten moment, kiedy dzieci stają się niezależne :)
Usuńzapewne :) ja mojej wciąż powtarzam "odetnij pępowinę" :P
Usuńmyślę, że mimo wszyscy bliscy zdają sobie sprawę, że nas mają, że doceniają naszą obecność, chociaż przyjęło się mówić, że człowiek docenia coś/kogoś w momencie, kiedy to traci, to miłe, że mimo buntowniczej Twojej przeszłości, teraz umiesz dogadać się z mamą, nie jeden tego nie umie, a sama z autopsji wiem, że to jest relacja nie do zastąpienia.
OdpowiedzUsuńjedźcie więc bezpiecznie i wróćcie cali i zdrowi!!! :*
właśnie to trochę nie fajne, że ktoś obarcza wszystkimi winami nas, a nie pomyśli o tym, że może sam coś czasem robi źle? nie wiem, jak ta znajomość się potoczy, bo sama dalej nie wiem, czego chcę w tej sytuacji, ale póki co nie miałam możliwości jeszcze z nią porozmawiać, dopiero jakoś za około miesiąca będzie tak możliwość, zobaczymy jak wtedy to wyjdzie
czyli aktywne wakacje, to miło! mam nadzieję, że będziesz je miło wspominać! :)
i jak z tą anemia w końcu u Ciebie wyszło?
czyli to Ty jesteś pomysłodawcą tej hmm nie wiem jak to nazwać, ale chwili zastanowienia się na tym, co nam się udało, co nas uszczęśliwia?! naprawdę super jest coś takiego! bo rzeczywiście można przystanąć na chwilę i zastanowić się nad własnym życiem i na pewno coś pozytywnego się w nim znajdzie!
OdpowiedzUsuńchyba większość z nas ma taki buntowniczy okres, mój bunt był w sumie bardziej przeżywaniem wielu spraw w sobie, a tylko czasami wybuchałam, ale wybuchałam na całego...
ale fajnie mieć dobre relacje z rodzicami!
trzymam Was za słowo! ;)
tak, tak zazwyczaj jest, chociaż ja się uczyłam, wciąż się uczę dostrzegać własne błędy i się przyznawać do nich, nie jest to łatwe, czasem wręcz nas to przerasta, ale jakby nie było każdy zrobi w swoim życiu coś nie tak, popełni jakiś błąd, kogoś zrani, to jest nieuniknione.
to chociaż tyle! mam nadzieję, że teraz na ile możesz to odpoczywasz i zbierasz siły!
tak, jak pisałam, nie lubię takich różnych nominowań, jakiegoś odpowiadania na pytania, czasem te pytania są spoko, a czasem sama nie wiem, co napisać! ale coś takiego było zdecydowanie strzałem w dziesiątkę! często pędzimy do przodu nie zdając sobie sprawy z tego, co osiągamy, co mamy, co nas uszczęśliwia! a tutaj, trzeba przystać, zastanowić się, pomyśleć, nie da się tak od razu odpowiedzieć na to, a kiedy sobie uświadamiamy, że jednak niemało nas miłych, dobrych rzeczy spotyka, to od razu się nam humor poprawia i pojawia uśmiech ;)
OdpowiedzUsuńfajnie, że masz tak z mamą, ja w sumie mam podobnie, chociaż np. nie wyobrażam sobie rozmawiania z nią na temat chłopaków, z którymi się spotykam, poznałam kogoś ostatnio, a że z nią mieszkam, to jej mówię, że wrócę później itd., to się cieszy, że kogoś niby mam, gdzie nie uważam, że jesteśmy w związku, gdybym z nią nie mieszkała, pewnie by nawet nie wiedziała, że kogoś poznałam... po prostu to jest dla mnie ciężki temat, trafiałam na wielu dziwnych facetów, dupków, czasem takie spotkania po kilku się kończyły, więc wychodzę z założenia, że dopóki to jest niepewny grunt, to nie bardzo jest o czym mówić, że pewne osoby tego nie zrozumieją i tyle.
ciekawi mnie, czy jednak ta koleżanka się odezwie, czy zacznie tą rozmowę, jak ją zacznie i czy przez ten czas w końcu zauważy o co mi w tym wszystkim chodzi,...
mam nadzieję! bo przemęczenie nie jest fajna! i nie tylko dlatego, że czujemy się osłabieni i tacy jakby o mniejszej energii, ale też dlatego, że może jednak prowadzić do jakiś chorób!
Czytałam to ze łzami w oczach. Jak dobrze usłyszeć takie słowa od najbliższych. Chyba nie ma piękniejszych słów, które można usłyszeć od rodziców jak "kocham Cię" i "jesteśmy z Ciebie dumni".
OdpowiedzUsuńPewnego dnia nie mogąc się zdecydować na to, co chcę robić w życiu, podejmowąłam w końcu decyzję nie dla siebie, lecz dla nich. Dzięki temy dziś jestem tym, kim jestem :)
Usuńech moja mama ma podobnie, bardzo się denerwuje jak jadę ze znajomymi autem nawet jeśli to mały dystans... a jak w góry jechałam autem to już w ogóle ciągle smsy i tel czy dobrze się nam jedzie. no cóż taka już matczyna troska
OdpowiedzUsuńbo te nasze mamy ciągle sobie najgorsze wyobrażają.
Usuńa powinny nam bardziej ufać... by se oszczędziły stresu;p
Usuńwystarczy, ze mniej wiedzą - wtedy lepiej śpią xD
UsuńCzasem tak ciężko przez rodziców. Bo masz poczucie, że nie chcesz ich zostawić, nie mówię tu już nawet o śmierci ale o wyprowadzce czy wyjeździe. Mnie Mama namawia na wyjazdy a i tak się denerwuje i dopytuje czy jesteśmy zdrowi :)
OdpowiedzUsuńMiłego pobytu nad morzem :)
Dokładnie. Czasem mam takie przeczucie, że nie powinnam ich zostawiać samych, że powinnam im pomóc... Na szczęście tata ma teraz urlop, a ja obiecałam im zająć się parę dni domem i sklepem, żeby w sierpniu oni mogli pojechać nad morze.
UsuńTo fajnie, ja miałam zająć się domem jak Mama byłaby po operacji by mogła z Tatą do Hiszpanii pojechać ale Tata teraz jeździ od jutra w podwójnej obsadzie a Mama operację ma wyznaczoną na 11 sierpnia zamiast w tym tygodniu...
UsuńCzyli plany się całkiem pozmieniały...
UsuńRodzice już tak mają, że się o nas martwią. Ale z drugiej strony my się martwimy o rodziców, więc na jedno wychodzi ;-)
OdpowiedzUsuńTak to już jest w rodzinie ;)
UsuńTakie rozmowy z rodzicami są bardzo ważne, zapadają w pamięć i zostają w sercu na całe życie. Ja z moją mamą potrafię tak rozmawiać tylko po wspólnie wypitym alkoholu i to na prawdę rzadko. Zwykle wtedy gdy jest w jakimś dołku. Wtedy jest skora do rozmów. Na trzeźwo nie potrafimy przeskoczyć pewnych barier. Zatrzymujemy się pod nimi, milczymy chwilę i zmieniamy temat.
OdpowiedzUsuńJa pojechałabym pociągiem, bo nie ufam swoim umiejętnościom jeśli chodzi o prowadzenie autaxD Poza tym jazda pociągiem czasem może być fajną przygodą:)
Jaki masz świetny kontakt z mamą! :)
OdpowiedzUsuńKiedyś my będziemy tak się martwić o swoje dzieci - taka już kolej losu :)
fajna sprawa! fajnie, że się tym z nami podzieliłaś, a przy okazji pokazałaś nam, że czasem warto się zatrzymać i pomyśleć o pewnych sprawach, zwłaszcza tych dobrych!
OdpowiedzUsuńtrochę masz rację, czasem jest jakaś potrzeba wygadania się, chociaż ja sama nie wiem, czy aż tak o wielu rzeczach umiem z mamą rozmawiać, może dlatego, że sama widzę, że ona ma problemy nie raz z rozmowami o poważniejszych sprawa, może więc dlatego wolę się zwrócić do jakiejś przyjaciółki?
skoro od października znowu ma być intensywnie, to rzeczywiście dobrze, że nie zwiększasz sobie tych godzin w pracy, musisz odpocząć, nabrać sił, w końcu praca i studia to jest dużo i wymaga poświęceń i nie raz człowiek jest bardzo zmęczony, wiem, bo sama przez połowę studiów pracowałam
Moja Mama martwi się o mnie nawet jak jadę gdzieś na weekend i zawsze mam jej napisać smsa, że dojechałam :) martwi się, jak każda Mama :)
OdpowiedzUsuńPewnie mam dzieci w Twoim wieku - 20 i 18 lat. Teraz już lepiej znoszę ich samodzielność, ale zdarza mi się czasami nie spać w nocy, dopóki córka nie wróci z imprezy. Nie zawsze tak jest, ale czasami denerwuję się wyjątkowo. Staram się wierzyć, ze dzieciaki są zawsze bezpieczne pod opieką swoich Aniołów Stróży i za bardzo im nie dokuczać swoimi obawami. Teraz przynajmniej są telefony komórkowe. Kiedy ja poznawałam świat, moja mama nie miała tego ułatwienia :-)
OdpowiedzUsuńPrzestanę tu do Ciebie wchodzić bo zawsze się rozryczę! :P
OdpowiedzUsuńA wiesz, że ja chyba nie usłyszałam jeszcze od rodziców, że są ze mnie dumni? Mój tata szybciej zauważy moją porażkę niż sukces. I może dlatego ja wiem także, że zawsze sobie poradzę, że robię to dla siebie, że nie ma takiej kłody której nie przeskoczę :)
Takie już są te nasze mamy. Co my byśmy bez nich zrobili? To naturalne, że martwią się o swoje pociechy.
OdpowiedzUsuńZazdroszczę wypadu nad morze *o* Mam nadzieję, że będzie udany.
Pozdrawiam.