środa, 9 lipca 2014

Nie mogę odejść

Mama przyglądała mi się, kiedy siedziałam w kuchni i próbowałam dodzwonić się do mojej Rudej, by zapytać Jej się, czy mogę od niej pożyczyć nawigację na nasz poniedziałkowy wyjazd nad morze. Wszak na nią zawsze mogłam liczyć.
- Więc jednak jedziecie samochodem? - zapytała mama. - Dzieci, nie możecie jechać pociągiem? Przecież do Kołobrzegu macie bezpośredni.
- Ale autem jest przecież wygodniej - odpowiedziałam z uśmiechem, odkładając telefon. 
- A pociągiem jest bezpieczniej... Poza tym przy Czaplinku jest taka brzydka droga. Pamiętasz, jak byłaś mała i liczyłaś tam zakręty?
- Pamiętam. A Patryk jest dobrym kierowcą i jeździ powoli, Mamuś. - próbowałam Ją uspokoić, nie przestając się licytować. Moja Mama słynie z tego, że zawsze biedna na zapas się martwi, czasami aż za bardzo. Zresztą... wiem po kim mam tę moją wrażliwość. 
- Ale Asiu - nie poddawała się Mama - A po co wam ta nawigacja? Przecież to gada, przeszkadza... Weźcie sobie mapę, będzie wam łatwiej.
Oparłam założone ręce o stół. O tym, dlaczego mamy się tak martwią, przekonam się pewnie dopiero, gdy sama nią zostanę.
- Bo to jest ułatwienie, Mamuś. Za dużo się denerwujesz na zapas. My jesteśmy dorośli, poradzimy sobie. I tak nam dużo pomogłaś, że załatwiłaś nam ten nocleg. Poza tym, ja będę Patryka pilnować, by nie jechał szybko i to ja będę jego nawigacją. Wy z Tatą dojechaliście do Kołobrzegu w dwie i pół godziny, my możemy jechać dwa razy dłużej. Ale na pewno dotrzemy bezpiecznie na miejsce, zobaczysz. - próbowałam ją uspokoić.
- Ponoć podobnie brzmiały ostatnie słowa Izy, jakie wypowiedziała do cioci Ewy.
W tym momencie mnie zagięła tak, że nie mogłam powiedzieć nic.

Jako dzieciak jeździłam z Rodzicami do rodziny, do Czaplinka. Iza była moją kuzynką. Pamiętam ją jak przez mgłę. Czarnulka, w takiej króciutkiej fryzurze, zawsze uśmiechnięta. Nie pamiętam, czy nosiła okulary. Pamiętam tylko, że miała śliczny uśmiech, którego potwornie jej zazdrościłam, jako dziewczynka z aparatem na zębach. Właściwie jedyne wspomnienie, jakie z nią mam, to kiedy powiedziała mi "Rośniesz jak na drożdżach", gdy miałam jedenaście lat. Poznałam wtedy jej maleńką córeczkę, Marysię. 
Iza była starsza ode mnie o dekadę i dziś miałaby trzydzieści cztery lata. 
Zginęła w wypadku samochodowym.
Dokładnie dziesięć lat temu, mając dwadzieścia cztery lata - tyle, co ja teraz.
Izie łatwo w życiu nie było i długo nie mogła go sobie poukładać. Facet zostawił ją, gdy dowiedział się, że Iza jest w nieplanowanej ciąży. Jeden młodzieńczy wybryk sprawił, że na moment zawalił się jej świat. Myślała, podobnie jak wiele dziewcząt w podobnym położeniu, że jest w sytuacji bez wyjścia. Z depresji pomogła jej wyjść rodzina. Kilka miesięcy później urodziła śliczną Marysię, którą pamiętam, jako małą blondyneczkę. Maleństwo Iza wychowywała samotnie. Po jakichś trzech latach zakochała się ponownie. Pamiętam, jak ciocia mówiła: Izunia była taka szczęśliwa, tak promieniała... Chciała wyjechać z owym chłopakiem pod namiot, na parę dni. Zostawiła Marysię pod opieką cioci. On prowadził. Nie mieli żadnych szans, gdy na szosę wyskoczyła zwierzyna. Wylądowali w rowie. Iza zginęła na miejscu, jej chłopak kilka dni później, po ciężkiej walce o życie w szpitalu, a Marysia została czteroletnią sierotką.


- Mamuś, dlaczego przyszła ci Iza do głowy? - zapytałam, gdy w końcu mogłam z siebie wykrzusić z siebie słowo.
- Bo ja nie wiem, co ja bym bez ciebie zrobiła. 
Ścisnęło mnie w gardle.
- Zawsze mi pomagasz. - kontynuowała. - Jestem z ciebie taka dumna, nawet, gdy jestem na ciebie zła. Skończyłaś studia, jesteś mądrzejsza nawet od swoich głupich rodziców po zawodówce.
- Mamuś, przestań! - przerwałam, nie mogąc tego słuchać i czułam, ja w gardle stoi wielka gula.
- Nie przerywaj mi. 
Poddałam się i słuchałam dalej.
- Jesteś tak zaradna i inteligentna. Godzisz pracę z dojazdami i studiami dziennymi, nie mając nieraz się gdzie podziać w Poznaniu, bo twoje najlepsze koleżanki już nie studiują. Jestem z ciebie taka dumna, a jednocześnie tak bardzo jest mi cię żal. Tak bardzo chcesz być samodzielna i niezależna. I tak czuję, że cię powoli tracę. Chcemy wyremontować ci pokój, wiesz? I tak dziś sobie pomyślałam... po co, skoro za chwilę oboje z Młodym wyfruniecie z domu? I tak bardzo mi pomagasz z M.* Wstyd mi, że nieraz musisz znosić taki problem. 
- Przecież nie miałaś na to wpływu... - odważyłam się wtrącić po cichu.
- Nie miałam. Ale mając taki problem na głowie... gdybym nie miała ciebie, to ja też prędko bym zeszła z tego świata. Dlatego czasem boję się, że nagle cię stracę. Przepraszam za te głupie myśli...
- Nie przepraszaj, Mamuś...
- Ale wiem też, że jesteś uparta. Bo bez uporu nie zaszłabyś tak daleko. Jesteś tak uparta, że musiałaś nosić te cholerne glany, chociaż tak mi się w nich nie podobałaś. Jesteś tak uparta, że musialaś nosić czerwone włosy i czarne ciuchy i jeździć na te wszystkie koncerty. A ja się zawsze tak o ciebie bałam. I przez ten twój upór jestem pewna, że pojedziecie tym cholernym samochodem.
- Zgadłaś, jak zawsze...

Przytuliła mnie mocno, gdy jeszcze nie wiedziałam do końca, co mam powiedzieć. Zrobiło mi się wstyd, gdy przypomniałam sobie o moich myślach samobójczych, gdy byłam jeszcze nastolatką. Zrobiło mi się wstyd, gdy pomyślałam, jaką byłam potworną egoistką i jakim tchórzem, że nie mogłam udźwignąć takich błahostek. Przypomniało mi się, jak Mama zapytała mnie, dlaczego noszę opaski na rękach, gdy miałam szesnaście lat. Powiedziałam jej wtedy, że tak jest modnie, a w rzeczywistości skrywały one moją duszę, którą wórczas sama sobie raniłam. Dziś niejednokrotnie zmagam się z większymi problemami i daję sobie radę. Tak, to jest to, czego nauczyłam się od życia - dawać sobie radę.

- Mamuś, a wiesz, kiedy byśmy pojechali pociągiem?
- Gdyby przyśnił ci się Dziadek.  - odpowiedziała Mama. - Przecież on jest twoim Aniołem. Jeszcze nigdy nie zawiódł.

"Kto będzie cię ratował, kiedy odejdę?
I kto będzie nad tobą czuwał, kiedy odejdę?

I kiedy odejdę, kto przerwie twój upadek?
Kogo obwinisz?

Nie mogę odejść
I zostawić cię z tym wszystkim.
To więcej, niż mogę wziąć.
Kto zgładzi twój ból?
Zgładzi twój ból..."


*    *    *
M. to niepełnosprawny brat mojej mamy - chory na porażenie mózgowe i chory umysłowo. Mieszka z nami pod jednym dachem i choć jest nieszkodliwy, to potrafi rozrabiać, dlatego ciągle trzeba mieć stale oko na niego - człowieka po pięćdziesiątce. Zajmowała się nim moja babcia, dopóki  żyła. 

126 komentarzy:

  1. Ale masz kochaną mamę, widać, że jesteście ze sobą bardzo zżyte. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patryk nieraz się śmieje, jak nawijam z Mamą przez pół godziny przez telefon :)

      Usuń
    2. Fajnie mieć taki dobry,bliski kontakt z mamą. :)

      Usuń
    3. Różnie między nami bywało, ale to prawda ;)

      Usuń
  2. Dobrze jest mieć dobry kontakt z mamą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze ten kontakt taki był, ale dobrze, że teraz jest jak jest :)

      Usuń
    2. Pamiętam jak przez kilka lat nie mogłam zamienić z mamą trzech zdań bez kłótni, ale i z tego się wyrasta. :)

      Usuń
    3. Chyba każda z nas przechodzi przez taki okres w życiu, ale zdaje się, że to całkiem normalne. Tylko trochę boję się mieć córkę ^^'

      Usuń
    4. Haha, mam to samo. :)

      Usuń
    5. Czyli się rozumiemy ;)

      Usuń
  3. Aśka jesteś niesamowita.
    Podziwiam ludzi,którzy zakładają sobie cel i dążą do niego mimo wszelkich przeciwności.
    Takie bliskie relacje z Mamą są czymś czego każdemu życzę.Zawsze byłam bardzo związana z Mamą dlatego doskonale wiem jak to jest.
    Ściskam Kochana:*
    Miłego wypoczynku :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze jest łatwo, ale najważniejsze, że jest DLA KOGO przede wszystkim :)
      Bo takie relacje są bardzo ważne. Sama chciałabym się kiedyś jako mama spisać na medal :)
      Dziękuję :* Mam nadzieję, że zdażę się jeszcze do Was odezwać przed wyjazdem :)))
      :*

      Usuń
  4. Matki lubią się martwić. Moja aż za bardzo i to mnie irytuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja też za bardzo. Ale pewnego dnia, zamiast wiecznie się wkurzać, doceniłam to. Bo nie każdy ma takie szczęście, by być dla kogoś tak ważnym. Niektóre matki nie przejmują się swoimi dziećmi prawie wcale.

      Usuń
    2. No dokładnie tak. Ale może coś w tym jest.

      Usuń
    3. Chociaż wnerwia mnie ta jej nadwrażliwość.

      Usuń
  5. te nasze Mamy właśnie takie są i nie ma się co dziwić, kiedyś trochę się denerwowałam, że tak jest, ale teraz już się przyzwyczaiłam... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to kiedyś irytowało, ale ja byłam strasznym buntownikiem :P

      Usuń
  6. sama jestem mamą i córcia jest moim oczkiem w głowie :) chcę dla niej jak najlepiej :)
    rozumiem Twoją mamę, martwi się nic dziwnego...i jeszcze ta poruszająca historia o Twojej kuzynce...
    a my też jechaliśmy do Kołobrzegu w czerwcu samochodem w 8h byliśmy na miejscu z malutką, wiadomo też się martwiłam ale mamy tak mają ;)
    pozdrawiam cieplutko! :) to Ty masz bliziutko nad morze co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wierzę :))) Ja się czasem nie mogę doczekać, aż sama będę miała takie maleństwo ^^ Też pewnie, jak dorośnie, będzie mnie przeklinać, że jestem nadopiekuńcza :P
      No ale Wy z Krakowa, a toż to kawał drogi :) A my z Wronek, to okolice Poznania, więc bliziutko może aż tak nie jest, ale jak ktoś zna trasę, no to dojedzie w te 2,5 godzinki :)

      Usuń
    2. a jak będziesz w Krk daj znać :)

      Usuń
  7. Nie ma jak to mama, zawsze martwi się na zapas moja też ma tak samo. Porozmawiałyście na spokojnie, wszystko sobie wyjaśniłyście i wyszło na to, że uparciuch z Ciebie :) I co kiedy nad to morze jedziecie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ze mnie uparciuch paskudny :P I bardzo się denerwuję, jak nie mogę nieraz postawić na swoje xD
      W poniedziałek, na tydzień ^^

      Usuń
    2. Ja podobno tez muszę postawić na swoim i tak ma być i już :D
      O to super zazdroszczę :)

      Usuń
    3. No ale nieraz trzeba iść na kompromis :P
      W końcu jakiś odpoczynek ^^

      Usuń
    4. Ale tylko czasami :P
      Też tak chce :D

      Usuń
    5. Ja wolę częściej, niż czasami xD
      Ojoj :)

      Usuń
  8. Powiem może znowu na wyrost, ale..doskonale cię rozumiem. I nie chodzi już o mamę, bo tej zabrakło...ale o resztę rodziny. Za którą jestem odpowiedzialny, którą kocham i która mnie potrzebuje. Dlatego nie można odejść, dlatego mam kolejny powód, żeby się jednak w tym momencie, w jakim jestem, leczyć. Bo każda miłość wiąże się z odpowiedzialnością. Chociaż liczymy się, że nic nie będzie wieczne, że ktoś odejdzie, ostatecznie, bo takie jest jednak życie- to musimy nieraz robić wszystko, żeby jeszcze chwilę trwać- i nadal kochać. Bo to bywa najważniejszą rzeczą w życiu. I choć nieraz trudną, choć nieraz trzeba uginać karku- rzeczą piękną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że mnie zrozumiesz. Właśnie to, że czujesz się potrzebny, potrafi tak napędzić do życia, że czasem nie mieści mi się to w głowie :) Wiadomo, wszystko przemija i mnie to przemijanie bardzo przeraża, bo nie jestem sobie na razie pewnych rzeczy wyobrazić, choć może powinnam jakoś psychicznie się na to nastawić. Po prostu staram się cieszyć tym, co jest tu i teraz. Żyć chwilą ;)

      Usuń
    2. No, bo my mamy po prostu dużo wspólnego XD
      Mnie już nie do końca przeraża bo po prostu hm...dla mnie już cudze przemijanie, odchodzenie kogoś, kogo się kocha nie jest wyobrażeniem. Choć, każdy ma kogoś kogo kochał i odszedł. Ale nadal jest, prawda?:) I może o to właśnie chodzi, że nawet gdy ktoś przeminie w naszym życiu to zostaje wiele- choćby to poczucie miłości i troski. W przestrzeni, zwał jak zwał. Wiesz o co mi chodzi:)
      Bo też jasne, nie można się zamartwiać wiecznie, odchodzeniem, myśleć o tym obsesyjnie. Ale po prostu trzeba mieć świadomość w codziennym szczęściu, o, ja tak to widzę:)

      Usuń
    3. Jak to mi powiedziała ostatnio Norrie "trafił swój na swego" xD
      Widzisz, bo Ty to masz już za sobą, czego Ci wcale nie zazdroszczę. Wiesz, jak to boli. Ja ciągle próbuję sobie jakoś to w głowie tak poukładać, żeby mieć tę świadomość odchodzenia, ale żeby ona nie powodowała czasem tego paraliżującego strachu.

      Usuń
    4. No, ja to określenie ostatnio odbieram osobiście XD
      Bo tu nie ma nic do zazdroszczenia ani współczucia też, jest jak jest zawsze w życiu i to się przyjmuje:) Ból też w życiu jest konieczny. Nawet taki, nawet odczucie pustki i bolesnej tęsknoty. W ostatecznym rozrachunku i tak...bywa to "dobre".
      Bo oswojenie strachu wymaga po prostu czasu:) Ale nie wątpię, że i tobie się to uda.

      Usuń
    5. Szukam mojego komentarza i widzę, że ktoś tu o mnie plotkuje, haha :D :*

      Usuń
    6. Norrie, plotkuje na szczęście tylko w pozytywnym tego słowa znaczeniu :D :*

      A odbieraj sobie jak chcesz xD
      Wiadomo, że bez bólu nie czulibyśmy tego szczęścia, które nas otacza, więc tak, jest on jak najbardziej potrzebny.
      Zapewne, czas bywa lekarstwem na wszystko przecież :)

      Usuń
  9. Dla mama zawsze będziemy dziećmi, wiec to normalne, że się martwi.
    Udanego wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mama się nie przejmuj pomarudzić musi :) Mam nadzieje, że zrelacjonujesz ten wyjazd tu :)

      Usuń
    2. Na pewno coś napiszę ^^'

      Usuń
    3. to czekam cierpliwie :P

      Usuń
  10. Mamy tak już mają, że zawsze się martwią i myślami sięgają po najgorsze nieszczęścia. Moja mama potrafi poruszyć na nogi całą okolicę, gdy przez godzinę nie odbieram telefonu :P Serio. Ale nigdy jeszcze nie usłyszałam od niej takich komplementów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi to mówisz XD Moja mnie kiedyś na mieście szukała, gdy rozładował mi się telefon. A żeby bylo śmieszniej, to byl dzień, jak poznałam Patryka i po powrocie do domu dostałam pierwszy raz w życiu w papę XD Jakiś czas później się z tego tak śmiałyśmy... jak to mama powiedziała "dobrego złe początki" xD

      Usuń
    2. Też dostałam raz w życiu w papę o chłopaka :P Do tej pory mam żal o to do mamy, że tak mnie wtedy potraktowała, ale nie czas by do tego wracać. Nie ma sensu.
      Z Twoją notką skojarzyła mi się plakietka, która wisi na ścianie w moim ośrodku zdrowia: "Żyjesz nie tylko dla siebie".

      Usuń
    3. Ja się dzisiaj z tego śmieję, mama też, zresztą... byłam taką wredotą, że w momencie, jak to zrobiła, to też się śmiałam pod nosem. Ale wtedy byłam zakochana, motyle w brzuchu i te sprawy xD
      Bo taka jest prawda. A my coraz rzadziej zdajemy sobie z tego sprawę.

      Usuń
    4. Śpieszmy się kochać ludzi :)

      Usuń
  11. Nawigacja to fajna sprawa, o ile nie jest w niej kilka głosów do wyboru i da się wybrać taki mniej irytujący ;P
    Mamy w większości przypadków się martwią, bo już takie są. Ciocie, babcie też. Mężczyźni niby mniej to okazują, ale na pewno też się obawiają przed samotną podróżą dziecka czy wnuka. Ale gdy ktoś wyciąga przeciwko nam taki solidny argument, na którym po prostu nie ma kontrargumentów, to też nie wiem, co robić... Tylko że jeśli ja mam taką sytuację, co zdarza się jednak niezmiernie rzadko, to nie słyszę żadnych pochwal czy czegokolwiek, tylko nagle jest koniec tematu i już wiem, że obojętnie, co zrobię, to i tak będzie źle. Wiadomo, że u ciebie nic nie musi się kończyć tak jak w przypadku Izy, bo to byłby za duży zbieg okoliczności, ale jeśli już coś takiego miało miejsce, to łatwiej jest to sobie wyobrazić po raz kolejny ;/ Ale nie musi się wydarzać.
    Jedźcie bezpiecznie, odpoczywajcie i bawcie się dobrze :) I życzę ładnej pogody! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja dzisiaj wypróbuję nawigację od koleżanki, mam nadzieję, że da radę :P A jak nie, to mapa i jedziemy :D
      To prawda :) Mi się po prostu zdaje, że wielu facetów ukrywa miękkie serce za twardą skórą. W końcu czują się zobowiązani do bycia twardymi :)
      Jasne, że nie musi się skończyć, jak w przypadku Izy i na pewno się nie skończy :) A widzisz, u nas jest trochę ciężka sytuacja, właśnie przez wuja i przez kilka innych problemów i mamę od razu naszło, że "co by było, jakby cie nie było." Takie rozmowy, choć trochę mnie przygnębiają, to jednak potrafią sprawić, że czuję się bardzo doceniona.
      Dziękuję Kochana! :* Sprawdzałam, czy są jakieś ciekawe koncerty, ale chyba jednak nie ma nic ciekawego xD Poza tym mam nadzieję, że zdążę się do Was odezwać jeszcze przed wyjazdem :)))

      Usuń
    2. Nie macie daleko, więc może nie znudzi wam się ewentualna zabawa z mapą :P
      U mnie chyba to jednak tata bardziej się przejmuję, jak gdziekolwiek jadę i zawsze jest "NAPISZ SMSA, JAK DOJEDZIESZ", a mamie już to zwisa, brzydko mówiąc ;P Ale coś w tym jest - faceci powinni być twardzi i starają się, żeby tak ich odbierani. Choć wiadomo, że nie we wszystkich przypadkach.
      Wiadomo, że to wszystko zależy od sytuacji w rodzinie i ogólnie rzecz biorąc przeszłości, ale też nie zawsze.
      A Ty tylko o koncertach XD Ale właśnie w wakacje nad morzem całkiem sporo się dzieje. Wiem, że (chyba) wczoraj we Władysławowie byli Bracia :(((

      Usuń
    3. Mamy nawigacje, to damy radę :D
      No proszę, to u nas jest totalnie na odwrót. Ano jasne, że tak... wszak od każdej reguły istnieją wyjątki :))
      No bo ja tak to kocham xD Och :( na Braci to bym się przejechała chętnie :) Chociaż.. kto wie, może coś załapiemy :)

      Usuń
  12. Zazdroszczę takiej Mamy. :) Dobrze, że macie tak dobry kotankt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnie bywa z tym kontaktem, ale w gruncie rzeczy jest ok :)

      Usuń
  13. bardzo to przykre ale taka prawda ze mozna wyjsc rano do pracy i juz nie wrocic bo jakis pijak wjedzie na chodnik
    nie mozna zamykac sie na zycie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy za rogiem. To przykre i trochę przerażające, ale zamiast się bać, lepiej brać takie sytuacje za nauczkę i żyć każdą chwilą.

      Usuń
    2. umrzesz na sto procent wiec zyj tez na sto procent
      to moje motto zyciowe

      Usuń
    3. Jak mija sobota? :))

      Usuń
    4. a dziekuje dobrze
      rower, zumba znowu rower :)
      aktywnie

      Usuń
    5. Żebym to ja miała tyle samozaparcia, żeby sobotnie przedpołudnie tak aktywnie spędzać :)

      Usuń
  14. Moja mama też jest taka, że zawsze się martwi, ale do techniki już się na szczęście przekonała ;)
    A wypadki się zdarzają. Można być zabezpieczonym na wszystkie sposoby, ale przeznaczenie i tak nas dosięgnie. Ale oczywiście ostrożności nigdy za dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja ma za to swoje sposoby i twierdzi, że i nam wystarczyłoby to, co jej :)
      Czy to przeznaczenie, czy przypadki, nie wiem. Jednak na pewne rzeczy człowiek wpływu nie ma, dlatego, tak jak mówisz, warto być jednak ostrożniejszym.

      Usuń
  15. Przeczytałam notkę i aż mi łzy w oczach stanęły. Masz dobry kontakt z mamą, wydaje się być ciepłą, troskliwą kobiety. A co do Izy... Szkoda, że los zabiera nam świetnych ludzi, miała jeszcze tyle przed sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo taką kobietą jest :)
      Cóż... na pewne sytuacje nie mamy wpływu. Do tej pory zastanawiam się, dlaczego tak musi być.

      Usuń
  16. no no... nie wiem sama, czy chciałabym mieć taką opiekuńczą mamę, z jednej strony to cudowne mieć tak blisko siebie rodzinę, móc na nią liczyć (moja matka od dawna czeka aż wyniosę się z domu), miło się o tym czyta, a z drugiej moja pewnie wzbudzałaby we mnie współczucie, a to niezdrowe na dłuższą metę. chyba nie potrafiłabym być tak uparta. czułabym się winna wybierając pociąg. nie że wnioskuję jak wyglądają Wasze relacje, raczej opisuję odczucia po przeczytaniu posta.
    za dużo w nim emocji. Iza, M., potem dziadek. przy dziadku łzy stanęły mi w oczach, bez kitu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama bywa wręcz nadopiekuńcza i nieraz się z tego powodu kłócimy. Wciąż nie dociera do niej, że ja i tak zrobię po swojemu, a mam miękkie serce i wzbudza we mnie to nieraz jakies takie negatywne emocje...

      Usuń
    2. ale kontakt macie ze sobą dobry tak na co dzień? to najważniejsze:) znowu zamuliłam z tym blogiem :x

      Usuń
  17. Wzruszyłam się do łez, to było piękne. :)
    Nieraz wspominam babcię - mojego anioła. Jednak ona mi się nie śni, ale wiem, że przy mnie cały czas jest. Tak jak nad Tobą czuwa Twój dziadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno przy Tobie jest :) Każdy ma takiego osobistego Anioła :)

      Usuń
  18. Na pewno wszystko będzie w porządku, podróż minie bez zastrzeżeń, a mamie spadnie kamień z serca :) Ale rozumiem jej troskę i zmartwienie, takie myśli towarzyszą jej za każdym razem, gdy gdzieś wyjeżdżasz, bo jesteś jej ukochanym dzieckiem. Choć ta troska zawsze jest większa, gdy ma się dodatkowe powody, zwłaszcza strach oparty na konkretnej historii... :* Nie wyobrażam sobie, co by zrobiła, gdybyś chciała autem przyjechać do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :) Oj Anju... nie wiem, co by zrobiła. Jakbym chciała przyjechać, to i tak bym przyjechała ;) :*

      Usuń
    2. Wiem, że byś przyjechała :) bo jesteś uparta bardziej niż osioł :P :*

      Usuń
    3. Osioł przy mnie się chowa XD :*

      Usuń
    4. No przecież! Nie ma mocnych na Ciebie :* a raczej na Twoją upartość ^^

      Usuń
    5. Wiem to nie od dziś xD :*

      Usuń
    6. zdziwiłabym się, gdyby było inaczej :D

      Usuń
    7. Zatem dziwić się nie musisz :D

      Usuń
    8. i całe szczęście :D

      Usuń
    9. w końcu znasz mnie nie od dzisiaj :P

      Usuń
    10. już od prawie 9 lat :D

      Usuń
    11. tak! :D też ostatnio liczyłam :D

      Usuń
    12. zimą będzie równe 9 :D jej, jak to leci :D :*

      Usuń
    13. tej tej... na peeewno? bo ja pierwszego blogaska założyłam w lutym 2006 xD

      Usuń
    14. no właśnie :D a w zimie będziemy mieć przecież 2015, więc wszystko się zgadza :D

      Usuń
    15. Ale mi się mocno wydaje, że my się poznałyśmy jednak późna wiosną, lub nawet latem :D

      Usuń
  19. Pięknie to napisałaś, naprawdę się wzruszyłaś. Taki kontakt z mamą to skarb, pielęgnuj go :)
    Nade mną też czuwa dziadek. Nigdy nie zostawi swojej księżniczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się jak mogę :)
      Więc możesz być spokojna :)

      Usuń
  20. Wzruszający wpis.. kolejny raz przekonuję się o tym jakie emocjonalne są Twoje notki i ile wniosków można z nich wyciągnąć - dla siebie samego ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. wzruszyłam się, wiesz....i już teraz nic mądrego więcej nie napiszę.....bo sobie muszę popłakać

    OdpowiedzUsuń
  22. Wzruszyłam się.. Tak dobrze wiem, o czym piszesz
    wejdź do mnie

    OdpowiedzUsuń
  23. Wspaniała ta Wasza więź :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba każda matka czuje to samo jak zbliża się ten moment, kiedy dzieci stają się niezależne :)

      Usuń
    2. zapewne :) ja mojej wciąż powtarzam "odetnij pępowinę" :P

      Usuń
  24. myślę, że mimo wszyscy bliscy zdają sobie sprawę, że nas mają, że doceniają naszą obecność, chociaż przyjęło się mówić, że człowiek docenia coś/kogoś w momencie, kiedy to traci, to miłe, że mimo buntowniczej Twojej przeszłości, teraz umiesz dogadać się z mamą, nie jeden tego nie umie, a sama z autopsji wiem, że to jest relacja nie do zastąpienia.
    jedźcie więc bezpiecznie i wróćcie cali i zdrowi!!! :*

    właśnie to trochę nie fajne, że ktoś obarcza wszystkimi winami nas, a nie pomyśli o tym, że może sam coś czasem robi źle? nie wiem, jak ta znajomość się potoczy, bo sama dalej nie wiem, czego chcę w tej sytuacji, ale póki co nie miałam możliwości jeszcze z nią porozmawiać, dopiero jakoś za około miesiąca będzie tak możliwość, zobaczymy jak wtedy to wyjdzie

    czyli aktywne wakacje, to miło! mam nadzieję, że będziesz je miło wspominać! :)

    i jak z tą anemia w końcu u Ciebie wyszło?

    OdpowiedzUsuń
  25. czyli to Ty jesteś pomysłodawcą tej hmm nie wiem jak to nazwać, ale chwili zastanowienia się na tym, co nam się udało, co nas uszczęśliwia?! naprawdę super jest coś takiego! bo rzeczywiście można przystanąć na chwilę i zastanowić się nad własnym życiem i na pewno coś pozytywnego się w nim znajdzie!

    chyba większość z nas ma taki buntowniczy okres, mój bunt był w sumie bardziej przeżywaniem wielu spraw w sobie, a tylko czasami wybuchałam, ale wybuchałam na całego...
    ale fajnie mieć dobre relacje z rodzicami!

    trzymam Was za słowo! ;)

    tak, tak zazwyczaj jest, chociaż ja się uczyłam, wciąż się uczę dostrzegać własne błędy i się przyznawać do nich, nie jest to łatwe, czasem wręcz nas to przerasta, ale jakby nie było każdy zrobi w swoim życiu coś nie tak, popełni jakiś błąd, kogoś zrani, to jest nieuniknione.

    to chociaż tyle! mam nadzieję, że teraz na ile możesz to odpoczywasz i zbierasz siły!

    OdpowiedzUsuń
  26. tak, jak pisałam, nie lubię takich różnych nominowań, jakiegoś odpowiadania na pytania, czasem te pytania są spoko, a czasem sama nie wiem, co napisać! ale coś takiego było zdecydowanie strzałem w dziesiątkę! często pędzimy do przodu nie zdając sobie sprawy z tego, co osiągamy, co mamy, co nas uszczęśliwia! a tutaj, trzeba przystać, zastanowić się, pomyśleć, nie da się tak od razu odpowiedzieć na to, a kiedy sobie uświadamiamy, że jednak niemało nas miłych, dobrych rzeczy spotyka, to od razu się nam humor poprawia i pojawia uśmiech ;)

    fajnie, że masz tak z mamą, ja w sumie mam podobnie, chociaż np. nie wyobrażam sobie rozmawiania z nią na temat chłopaków, z którymi się spotykam, poznałam kogoś ostatnio, a że z nią mieszkam, to jej mówię, że wrócę później itd., to się cieszy, że kogoś niby mam, gdzie nie uważam, że jesteśmy w związku, gdybym z nią nie mieszkała, pewnie by nawet nie wiedziała, że kogoś poznałam... po prostu to jest dla mnie ciężki temat, trafiałam na wielu dziwnych facetów, dupków, czasem takie spotkania po kilku się kończyły, więc wychodzę z założenia, że dopóki to jest niepewny grunt, to nie bardzo jest o czym mówić, że pewne osoby tego nie zrozumieją i tyle.

    ciekawi mnie, czy jednak ta koleżanka się odezwie, czy zacznie tą rozmowę, jak ją zacznie i czy przez ten czas w końcu zauważy o co mi w tym wszystkim chodzi,...

    mam nadzieję! bo przemęczenie nie jest fajna! i nie tylko dlatego, że czujemy się osłabieni i tacy jakby o mniejszej energii, ale też dlatego, że może jednak prowadzić do jakiś chorób!

    OdpowiedzUsuń
  27. Czytałam to ze łzami w oczach. Jak dobrze usłyszeć takie słowa od najbliższych. Chyba nie ma piękniejszych słów, które można usłyszeć od rodziców jak "kocham Cię" i "jesteśmy z Ciebie dumni".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnego dnia nie mogąc się zdecydować na to, co chcę robić w życiu, podejmowąłam w końcu decyzję nie dla siebie, lecz dla nich. Dzięki temy dziś jestem tym, kim jestem :)

      Usuń
  28. ech moja mama ma podobnie, bardzo się denerwuje jak jadę ze znajomymi autem nawet jeśli to mały dystans... a jak w góry jechałam autem to już w ogóle ciągle smsy i tel czy dobrze się nam jedzie. no cóż taka już matczyna troska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo te nasze mamy ciągle sobie najgorsze wyobrażają.

      Usuń
    2. a powinny nam bardziej ufać... by se oszczędziły stresu;p

      Usuń
    3. wystarczy, ze mniej wiedzą - wtedy lepiej śpią xD

      Usuń
  29. Czasem tak ciężko przez rodziców. Bo masz poczucie, że nie chcesz ich zostawić, nie mówię tu już nawet o śmierci ale o wyprowadzce czy wyjeździe. Mnie Mama namawia na wyjazdy a i tak się denerwuje i dopytuje czy jesteśmy zdrowi :)
    Miłego pobytu nad morzem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Czasem mam takie przeczucie, że nie powinnam ich zostawiać samych, że powinnam im pomóc... Na szczęście tata ma teraz urlop, a ja obiecałam im zająć się parę dni domem i sklepem, żeby w sierpniu oni mogli pojechać nad morze.

      Usuń
    2. To fajnie, ja miałam zająć się domem jak Mama byłaby po operacji by mogła z Tatą do Hiszpanii pojechać ale Tata teraz jeździ od jutra w podwójnej obsadzie a Mama operację ma wyznaczoną na 11 sierpnia zamiast w tym tygodniu...

      Usuń
    3. Czyli plany się całkiem pozmieniały...

      Usuń
  30. Rodzice już tak mają, że się o nas martwią. Ale z drugiej strony my się martwimy o rodziców, więc na jedno wychodzi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Takie rozmowy z rodzicami są bardzo ważne, zapadają w pamięć i zostają w sercu na całe życie. Ja z moją mamą potrafię tak rozmawiać tylko po wspólnie wypitym alkoholu i to na prawdę rzadko. Zwykle wtedy gdy jest w jakimś dołku. Wtedy jest skora do rozmów. Na trzeźwo nie potrafimy przeskoczyć pewnych barier. Zatrzymujemy się pod nimi, milczymy chwilę i zmieniamy temat.

    Ja pojechałabym pociągiem, bo nie ufam swoim umiejętnościom jeśli chodzi o prowadzenie autaxD Poza tym jazda pociągiem czasem może być fajną przygodą:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Jaki masz świetny kontakt z mamą! :)
    Kiedyś my będziemy tak się martwić o swoje dzieci - taka już kolej losu :)

    OdpowiedzUsuń
  33. fajna sprawa! fajnie, że się tym z nami podzieliłaś, a przy okazji pokazałaś nam, że czasem warto się zatrzymać i pomyśleć o pewnych sprawach, zwłaszcza tych dobrych!

    trochę masz rację, czasem jest jakaś potrzeba wygadania się, chociaż ja sama nie wiem, czy aż tak o wielu rzeczach umiem z mamą rozmawiać, może dlatego, że sama widzę, że ona ma problemy nie raz z rozmowami o poważniejszych sprawa, może więc dlatego wolę się zwrócić do jakiejś przyjaciółki?

    skoro od października znowu ma być intensywnie, to rzeczywiście dobrze, że nie zwiększasz sobie tych godzin w pracy, musisz odpocząć, nabrać sił, w końcu praca i studia to jest dużo i wymaga poświęceń i nie raz człowiek jest bardzo zmęczony, wiem, bo sama przez połowę studiów pracowałam

    OdpowiedzUsuń
  34. Moja Mama martwi się o mnie nawet jak jadę gdzieś na weekend i zawsze mam jej napisać smsa, że dojechałam :) martwi się, jak każda Mama :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Pewnie mam dzieci w Twoim wieku - 20 i 18 lat. Teraz już lepiej znoszę ich samodzielność, ale zdarza mi się czasami nie spać w nocy, dopóki córka nie wróci z imprezy. Nie zawsze tak jest, ale czasami denerwuję się wyjątkowo. Staram się wierzyć, ze dzieciaki są zawsze bezpieczne pod opieką swoich Aniołów Stróży i za bardzo im nie dokuczać swoimi obawami. Teraz przynajmniej są telefony komórkowe. Kiedy ja poznawałam świat, moja mama nie miała tego ułatwienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  36. Przestanę tu do Ciebie wchodzić bo zawsze się rozryczę! :P

    A wiesz, że ja chyba nie usłyszałam jeszcze od rodziców, że są ze mnie dumni? Mój tata szybciej zauważy moją porażkę niż sukces. I może dlatego ja wiem także, że zawsze sobie poradzę, że robię to dla siebie, że nie ma takiej kłody której nie przeskoczę :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Takie już są te nasze mamy. Co my byśmy bez nich zrobili? To naturalne, że martwią się o swoje pociechy.
    Zazdroszczę wypadu nad morze *o* Mam nadzieję, że będzie udany.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń