niedziela, 6 lipca 2014

"I'm still alive...", czyli o spełnionym marzeniu

W moich głośnikach rozbrzmiewa po cichu "Just Brathe" w wersji live, a ja jeszcze mam w oczach łzy szczęścia nie dowierzając, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Zdarte i lekko podziębione gardło jeszcze lekko mnie drapie, ale wspomnienia z kilku ostatnich dni sprawiają, że nie mogę przestać się uśmiechać. Jestem totalnie zaczarowana. Zaparzcie sobie herbatę - może być owocowa, jak moja - i usiądźcie wygodnie, bo mam dla Was naprawdę obszerną relację z jednych z najszczęśliwszych dni w moim życiu. 

Wszystko zaczęło się od kilku godzin spędzonych w środę w pociągu relacji Poznań Główny - Gdańsk Główny w towarzystwie cholernie głośno rozmawiających dziewcząt i pewnej starszej pani, której poniekąd współczułam towarzystwa, choć może niepotrzebnie, bo kobiecina wznosiła z nami toast za udaną zabawę na Open'erze wodą mineralną, cały czas się do nas uśmiechając. Wiecie co? Świetnie jest przebywać w towarzystwie uśmiechniętych ludzi. Uśmiechajcie się jak najczęściej, uśmiechajcie się do ludzi, których mijacie, wierzcie mi, możecie okazać się lekarstwem na lepszy dzień. 

Planowo dotarliśmy do Gdańska po osiemnastej od razu wyhaczając na dworcu nasze kochane Łosie, u których mieliśmy nocować. Wiedziałam, że już ten wieczór będzie magiczny. I był. Był wieczorny spacer po Gdańsku, whisky z colą przy zachodzącym słońcu, kąpiel chłopaków w lodowatej wodzie... Wiecie, jak fajnie było się tam upić? Boże, jak ja dawno się nie upiłam... Pamiętam tylko bieg mój i Karoliny w stronę morza, ból brzucha ze śmiechu, kiedy trzymając się za ręce przyjęłyśmy glebę tuż przed samym morzem, chłopaków krzyczących "Gonić dziewczyny!" i mokre jeansy Karoliny, kiedy podcięła ją fala i chłopcy wyciągali nas za szmaty z lodowatej wody... A my tak po prostu nie mogłyśmy przestać się śmiać chlapiąc wodą i krzycząc do zdziwionych ludzi: "To już jutro! Jutro zaśpiewamy z Eddie'm! Jutro jedziemy na Pearl Jaaaaaam!" A później? Później pamiętam tylko powrót tramwajem na gapę i jak nie mogąc przestać się śmiać robiłam sobie jaja z chłopaków, strasząc ich powtarzanym w kółko "chyba będę rzygać", gdy zajęta była łazienka. Ich panika była bezcenna, mnie ze śmiechu bolał brzuch, a na drugi dzień wcale nie miałam kaca :) 

Już na miejscu, w oczekiwaniu na Pearl Jam. Koncert MGMT. 
Tak, ten kawałek czegoś rudego po lewej, przy barierce to ja. :)

Na Open'erze byłam po raz pierwszy, ale od strony organizacyjnej zaskoczył mnie mega pozytywnie. Ze strony organizatorów czuć było troskę o uczestników festiwalu. Gdy sprawdzono nam bilety, dostaliśmy opaski na nadgarstek, mapy festiwalu i Trójmiasta i małą butelkę wody (którą nota bene i tak musieliśmy zwrócić wchodząc na teren przy scenie głównej). Darmowe autobusy co pół minuty zawożące ludzi na lotnisko Gdynia-Kossakowo spod dworca głównego to był rewelacyjny pomysł. Podobnie było w drodze powrotnej. Nie zauważyłam, by ktoś się przepychał, organizatorzy zadbali o to w każdym calu. 

Pod sceną wylądowaliśmy po siedemnastej, a od ukochanego Pearl Jamu dzieliło nas jeszcze pięć godzin oczekiwania. Siedząc pod barierką zastanawiałam się, cóż zrobić z moją torbą - wszak ktoś musiał poświęcić się, by zabrać bluzy. Ochroniarz pozwolił położyć mi ją za barierką, mówiąc, że po wszystkim mi ją odda.

O dziewiętnastej rozpoczął się koncert MGMT. Byłam pewna, że nie znam kapeli, ale pomyliłam się. Całkiem przyjemne dla ucha riffy, indiańskie tańce z tamburynami wśród publiczności, zachodzące słońce w tle i coraz szybciej bijące serce z radości. Rozglądając się po ziewających ludziach od razu było widać, kto przyjechał po prostu koczować na koncert PJ. Ostatni kawałek "Kids" porwał jednak większość, a zza pleców dało się usłyszeć "Cholera, to ich kawałek? Ja to znam!"


A później... później została już tylko godzinka czekania. Mimo upływu czasu nie czuliśmy zmęczenia. Przyglądając się, jak ekipa techniczna Pearl Jamu wnosi na scenę instrumenty, próbowaliśmy odgadnąć, co zagrają. Widziałam, jak montują wielkie lampy i zasłonę z grafiką z okładki najnowszej płyty Lighting Bolt. I wtedy jeden z technicznych powiedział ochroniarzowi, że musimy wziąć nasze torby zza barierek, ani że nie może być tam żadnych dziennikarzy. Później na własnej skórze przekonaliśmy się, dlaczego tak musiało się stać... Ale o tym za chwilę.

Pięć minut do koncertu. Podniecenie rosło, tłum ludzi też. Czułam już, że jestem wgnieciona w barierkę, ale dopóki mogłam oddychać i czułam Patryka za sobą, wiedziałam, że nic mi nie grozi. Scena przyciemniona, muzyka ucichła, serce biło coraz szybciej, a ludzie zaczęli skandować "Pearl Jam! Pearl Jam! Pearl Jam!" I po chwili... są! Wchodzą!

Pearl Jam - wejście na scenę :) 


I już rozbrzmiewało "Go". Tłum oszalał, a ja trochę spanikowałam, czując, jak niesie mnie fala, a jakąś dziewczynę ochroniarze już po pierwszych riffach ściągali nieprzytomną zza barierek. Zdzierając gardło spoglądałam co chwilę za siebie, czy jesteśmy wszyscy razem. I po chwili zrozumiałam, co techniczny miał na myśli, każąc nam zabrać torby i plecaki. Ochroniarze mieli ręce pełne roboty. Co chwilę wyciągali kogoś zza barierek, dlatego musieli mieć tam łatwy dostęp. Widok noszy i dziewcząt wynoszonych przez ramię mnie przerażał, więc trzymając się mocno barierki starałam się patrzeć tylko i wyłącznie na scenę. 

Trudno ubrać mi w słowa, jak świetny kontakt muzycy mieli z publiką. Eddie co chwilę przemawiał, cały czas się uśmiechał, lecz najbardziej w pamięć zapadł mi moment, gdy próbował mówić po polsku. Był dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałam. Niesamowicie sympatyczny człowiek, od którego biło tak wiele ciepła, pozytywnej energii... i troski, gdy widząc, co wyprawia się przy barierkach powtarzał: "be careful!"

O, a tutaj właśnie Eddie próbuje mówić po polsku :)
Tak, "to jest piękna noc!" :)

Zdzierałam gardło śpiewając ukochane utwory. Usłyszałam na żywo "Corduroy", "Mind Your Manners" i "Getaway". Kark bolał mnie od trzepania rudą czupryną. Gdy zaczęli grać "Got Some", Karola powiedziała mi coś, co wydawało się być totalnym szaleństwem. 
- Musimy stąd jakoś wyjść! Niech ochroniarze nas wyciągną za barierkę, to pobiegniemy pod scenę! Przez chwilę będziemy jeszcze bliżej Eddiego, pomachamy mu, a wtedy... wtedy niech się dzieje co chce!
I chłopcy uznali to zadobry pomysł, twierdząc, że choć nie wyglądamy, jakbyśmy miały zasłabnąć, to jednak cały czas się o nas boją, bo w tym szalejącym tłumie w którym dziewczęta powoli się wykruszały, byłyśmy naprawdę drobniutkie. Poza tym to, co się tam wyprawiało, przestało być normalne. Wszystko było zrozumiałe, włącznie z totalnym szaleństwem, ale jednego, czego nie mogłam pojąć, to chamstwo. Kiedy poczułam rwący ból w okolicach żeber i wgnieciona w barierkę zaczęłam krzyczeć i rozpychać się łokciami w panice, że zaraz coś mi się tam stanie, Patryk krzyknął, że nie mamy już wyboru i że musimy spieprzać, nim dojdzie do tragedii. 


I stało się. Karola odwiązała nasze torby, pomachałyśmy do ochroniarzy. Pierwsza przefrunęła Karolina, później na, a później chłopcy. Wypuszczali nas pokolei. 
To był moment.
- Złap mnie za szyję, mocno! - usłyszałam od ochroniarza. 
I fruuuu, po chwili byłam już za barierką, a na wprost siedział Eddie. Ochroniarz kazał mi biec w kierunku sceny. Boże, serio?! - pomyślałam szczęśliwa i ruszyłam, podskakując i machając do Eddiego. Stojąc pod schodami na przód sceny rozglądałam się w lekkiej panice za Karoliną i nim rzuciło się na mnie kilku ochroniarzy, zobaczyłam, jak skręca w prawą stronę wciąż machając do Eddiego i wysyłając mu buziaki. Pobiegłam za nią, a ochroniarze przekazywali mnie sobie, jak piłkę na meczu i każdy pytał mnie, czy wszystko dobrze. Po chwili byłyśmy już obie w bezpiecznej strefie. Pozostało czekać na chłopaków. M. do nas dobiegł po paru sekundach. Ale nie było Patryka. Minęła dłuższa chwila i... nadal go nie widziałam.
Zaczęłam panikować. 
- Gdzie on jest do cholery?! - wykrzyczałam do Karoli, mając przed oczami najgorsze scenariusze. 
Chciałam się cofnąć, wrocić tam, ale ochroniarze nie pozwolili mi już wejść pod scenę. I wtedy zagrali "Nothingman'a". Moją ukochaną piosenkę. Naszą piosenkę. Piosenkę, która grają tak rzadko na koncertach, piosenkę, o którą się modliłam, by usłyszeć na żywo i przy której tak bardzo chcieliśmy się do siebie przytulić. Rozpłakałam się. Nie wiedzialam, co robić, gdzie iść, gdzie go szukać, myślałam o tym, czy on na pewno zdążył stamtad wyjść...
Po kilku chwilach odchodzenia od zmysłów dostałam od niego sms'a, że ochroniarze pokierowali go na lewą stronę i przez to nas rozdzielili. Był za reżyserką.
I wtedy trzymając za ręce Karolę i M. zaczęliśmy się przebijać przez tłum. Po kilku minutach znalazłam go i zapłakana rzuciłam mu się w ramiona. 
- Teraz już nigdy cię nie wypuszczę! - mówił mi przytulając mnie mocno.
- Ale... Nothingman - powiedziałam umazana jak małe dziecko.
- Nothingman? To był właśnie znak, jak bardzo się kochany Skarbie...
Założył mi bluzę, przytulił mnie, pozwolił się wypłakać i uspokoić, a resztę koncertu oglądaliśmy już z bezpiecznej odległości. 


Jeszcze zapłakana uslyszałam ukochane "Sirens" z najnowszej płyty i pomyślałam o mojej arafatce, którą zapomniałam zabrać, a która była moją ukochaną arafatką, jeszcze z czasów liceum. 
- Pomyśl, że zginęła w słuszym celu! - powiedział mi Patryk, próbując mnie pocieszyć. - A ja kupię ci nową, taką samą, nie martw się.
Gdy trochę opadły ze mnie emocje, zaczęłam znów podskakiwać i śpiewać głośno, szczególnie, gdy pojawiały się utwory z mojego ukochanego krążka "Ten". Nie sądziłam, że zaśpiewają "Jeremy'ego", jeden z moich ulubionych utworów. Po "Rearviewmirror" zespół zszedł ze sceny, ale doskonale wiedziałam, że wrócą. No, panowie, ja czekam jeszcze na "Alive", "Porch" i "Better Man'a"!

Długo czekać nie musiałam. Po chwili Eddie wrócił z resztą zespołu i swoją butelką wina, rozpoczynając bis od "Elderly woman" - kolejnego utworu, który ubóstwiam. A później usłyszałam mojego "Better Mana", na którym znów się popłakałam, tym razem ze szczęścia. Ciarki miałam na całym ciele. Och Eddie, jak ty potrafisz wzruszać...

"Better Man"

Nie zabrakło też "Alive" i "Porch". A na zakończenie zagrali cover grupy The Who "Baba O'Riley", który w ich wykonaniu zabrzmiał po prostu przezajebiście, a gościnnie wystąpił na nim wokalista wspomnianego wcześniej MGMT. 

Gdy zgasły światła, nie dowierzałam jeszcze, że to już koniec, ale jednocześnie czułam szczęście tak ogromne, że nie potrafię tego ubrać w żadne słowa. Przeżyłam to, widziałam i słyszałam na żywo. Dzwoniło mi w uszach, a ja wiedziałam, że nie odpuszczę kolejnego koncertu. Nie zamieniłabym tych paru chwil na nic innego. 

- Ej a wiecie... - zaczęła Karola - bo jak ja machałam do Eddiego, to on mi odmachał. I rzucił mi kostkę! Ale przez tych cholernych ochroniarzy... nie mogłam się po nią schylić!

Gdy wracaliśmy do Gdańska, każdy z nas był zaczarowany. Bo to była magia. Niesamowita magia, chociaż mam nadzieję, że kolejnym razem posłucham ich na zwykłym koncercie, a nie na festiwalu. 

*   *   *

A nad morzem zostaliśmy o jedną dobę więcej, niż planowaliśmy. Cały kolejny dzień spędziliśmy na plaży. Znów śmiałam się, patrząc na moich wariatów, jak próbują wbiec do lodowatej wody. Poszliśmy na rybę, a później znów oglądaliśmy zachód słońca, słuchając Pearl Jamu z telefonu i popijając drinki z whisky z colą - choć tym razem się nie upiliśmy :) 

- Wiesz, co sobie pomyślałem? - powiedział mi Patryk, gdy na dworcu czekaliśmy na pociąg do Poznania. - To były tylko trzy dni, ale tego nie da się opisać. Chyba długo będziemy musieli czekać, by znów przeżyć tak zajebiste chwile.

Miał rację. Za tydzień jedziemy we dwoje do Kołobrzegu, ale już teraz wiem, że po tych chwilach będzie nam tam czegoś brakowało, choć pewnie i tak zrobimy wszystko, by ten czas spędzić jak najlepiej :) 


109 komentarzy:

  1. Porównanie mamy 'świetne', więc jest blisko, blisko :D
    PJ nie słucham jakoś często, ale pamiętam emocje, które towarzyszą koncertom, nie do opisania wręcz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zwróciłam na to uwagę :D Blisko, choć mogłoby być "super" :P
      Mi się udało tu ująć tylko niewielką garstkę tych emocji, które tam były. Mimo, że osobny koncert na pewno byłby lepszy, niż ten festiwalowy, gdzie kręcili się ludzie, którzy nie mieli pojęcia, co to jest PJ, to jednak bylo to coś niesamowitego :)

      Usuń
  2. Ja za koncertami nie przepadam. Wole spokojne chwile i takie tam ;) Ale czytajac to to wiem, ze dla Was to bylo piekne. Ja czekam na zachody i wschody slonca na plarzy czy nad jeziorami. Na bycie obok zdala od codziennosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano wiem, wiem, że wolisz spokojniejsze klimaty :) Ale ja już jestem takim świrem, co poradzić. :D Dlatego, tak, to było właśnie dla mnie coś pięknego i nieziemskiego :) Hmm, niedługo załapiesz wschody i zachody słońca. Ja jestem ciekawa, czy wyciągnę Patryka na poranne bieganie nad brzegiem o wschodzie :D

      Usuń
    2. My razem ćwiczymy w domu, dwa tygodnie przerwy w ćwiczeniach miałam i masakra :P ale ogólnie ja fizycznie coś słabo, słabo i dalej nie wiem co robić ;/
      Ja lubię ciągłe spacery po mieście np. Wrocławiu i wyjścia do kina, na zakupy, na jakieś mniejsze, miastowe koncerty czy jakieś festyny, morze, chcę w góry połazić. A tak, gdzie jest mnóstwo ludzi i głośno i tak dalej... Jakoś no mnie to nie kręci :P Może też dlatego,że prędko bym padła. Może,że czulabym się duszno? Nie wiem, nie potrafię tego wytłumaczyć. I tak bardzo chcę nad morze... Szkoda,że to tylko 2 dni, albo 1, zobaczymy :P I nie iwem jak nad jeziora się wybierzemy, ogólnie wszystko to jest jakieś śmieszne :P

      Usuń
    3. Może jesteś po prostu przemęczona i jakichś witamin Ci brakuje?
      O widzisz, a ja lubię też wszystko to, co wymieniłaś, oprócz zakupów - ja po prostu musze wiedzieć co chcę kupić i wtedy wybieram się do sklepu ;)
      Możliwe. Widzisz nawet ja mam momentami taką fobię przed tym, że będzie mi duszno, zresztą - miałam przygodę na Aerosmith. Ten koncert był na świeżym powietrzu, ale i tak była taka duchota w tym tłumie, że szok.
      Wiesz, tak naprawdę nawet jeden, dwa dni nad morzem potrafią naładować akumulatory. Jod i te sprawy :D
      My myślimy jeszcze o górach :)

      Usuń
    4. Może, nie wiem co. Po prostu jest fizycznie źle :P A teraz się nie oszczędzam.
      Mi to i tak mało, miałam taki rok, z resztą i nadal nie jest lekko i potrzebuje odpoczynku, energii... Bo są pewne sprawy i no za dużo tego. Ja góry też chciałam, ale nie mam jak jechać. Po prostu za mało dni. Lipa. Okropna. Nie wiem co będzie, póki co wszystko mnie blokuje. A przez to jest jeszcze gorzej.

      Usuń
    5. No i te nieoszczędzanie wlasnie sie odbija...
      Rozumiem Cię, bo i ja miałam fatalnie ciężki rok. I wiem, jak bardzo tego potrzebujesz.
      Ale nie możesz przez pracę?

      Usuń
    6. Ja nie pracuje. Nie mogę przez sprawy rodzinne. Mamy operacja się przesunęła, od Wilka ze strony w sierpniu jest mały problem i tak o... Uh.
      I był kurewsko ciężki. Psychicznie jestem wykończona i oszczędzać się nie mogę bo bym leżała tylko w łóżku całe lato jakbym miała się oszczędzać.

      Usuń
    7. To fatalnie, ale... powiem Ci, że wiem, jak to jest. Dlatego paskudnie Cię rozumiem. Gdyby nie moi rodzice nie miałabym serca wyjeżdżać i zostawiać ich tutaj, ale dosłownie wyganiają mnie z domu, bym w końcu odpoczęła.

      Usuń
    8. No mnie mama też niby wygania ale mam urzędowe sprawy jutro, 10.07 12.07 i 15.07 i jeszcze 31.07... To te odstępy są takie kiepskie... Wpakował mnie Wilk jeszcze w Kartofelka, którego musimy brać ze sobą i aby wyjechać na jeziora musimy wyjechać w weekend (innej opcji dojazdu nie ma) no i tarabanić się tylko na tydzień, a jak będzie lać? Chyba umrę... ;p w dodatku jest milion innych, niby drobnych spraw ale jak się wezmą do kupy to tak skutecznie wszystko utrudniają... I nie wiem co robić i jak robić. Dlatego teraz ja Wam zazdroszczę tego morza i w ogóle bo okazuje się,że będę siedzieć w domu na dupie i po prostu zdychać z duchoty.
      W sierpniu znów od 10-13.08 mam operacje Mamy i wiem,że nie będzie wstanie się ruszyć i czegokolwiek zrobić sama po operacji. Więc muszę zostać. Samej kobiety w domu nie zostawię. Ja po operacji nie mogłam w rękach przez miesiąc talerza utrzymać... Więc bezsilność totalna. A we wrześniu? Mam 3.09 poprawkę (raczej :P) i nie wiem co z pracą już też. Mam ciągle i co chwila nową propozycję i już się nawet nie ugaduje i nie wymyślam bo nie wiem...

      Usuń
    9. Uuu no faktycznie... te odstępy najgorsze, przez to naprawdę ciężko cokolwiek zaplanować...
      Nie no jasne, że w takiej sytuacji nie możesz zostawić Mamy samej. A może po tej poprawce się uda, co?

      Usuń
    10. No właśnie nie wiem jak z pracą. Nie wiem jak zaczynam i co wybrać, po prostu wrzesień to niewiadoma. Ostatnio zaczynałam 20 września a teraz nie wiem.

      Usuń
    11. Taka niepewność jest najgorsza :(

      Usuń
    12. Niepewność, te małe odstępy, gdzie niewiele można zrobić jeśli chodzi o miejsca, gdzie chcemy jechać. A na inne to jednak nas nie stać. Choć mam odłożone pieniądze to niestety...
      Dlatego nie wiem. Siedzimy i się seksimy i ja umieram na depresję więc się więcej seksimy :P co z tego,że zajebiście mam wolne jak nie mam wolnego ? :P

      Usuń
    13. Przy tak dziwnych odstępach, to sprawdziłyby się Wam chyba tylko spontaniczne wyjazdy...

      Usuń
    14. Spontaniczne wyjazdy... Taki zamierzamy sobie zrobić, patrzymy też na pogodę no i jak wspomniałam mam Kartofelka, kochane maleństwo ale mogę go zostawić góra na 2 dni... A i tak w ciągu dnia za mną płacze. Siedziałam dziś w salonie (on w moim pokoju) i idąc do kuchni mnie wyczuł i zaczął jęczeć, musiałam go wziąć do nas :P Taki płaczek, że masakra, serce mi rozrywa dodatkowo on... I mieliśmy zamiar wziąć go na wakacje i było już uzgodnione, nawet miał mieć własną "willę" ale o, dupa :(

      Usuń
    15. To widzę, że do Ciebie takie maleństwa lgną tak, jak do mnie :P

      Usuń
    16. Ogólnie do mnie wszystko lgnie :P Jak wczoraj z Wilkiem się bliźniaczkami zajmowaliśmy to one siedziały obie na mnie a do niego żadna :P I choć starał się jak mógł to ja byłam ta "kochana" :P Z nim się niby bawiły, przedrzeżniały ale o :P Ale szczerze, to jeśli chodzi o futrzaka to jeszcze żadnego z takim serduchem nie widziałam. Żaden tak nie kochał, nie płakał... Po prostu małe a ogromne serce :)

      Usuń
    17. No to jesteś wtedy oblężona na maxa. :P U nas się to jakoś w miarę dzieli, bo do Patryka też w miarę lgną, mniej niż do mnie, ale lgną xD

      Usuń
    18. Wiesz, może dlatego,że u Wilka w rodzinie nie ma dzieci, a te Wilka drugi raz w życiu widziały :P No nie wiem :) Ja gdzie jestem to do mnie idą :)

      Usuń
    19. A Patryk ma w ogóle małą siostrzyczkę. Mam całą tablicę rysunkow od niej ^^ A jak idę do niego to nieraz nie możemy w spokoju filmu obejrzeć. Ale i tak kocham tę małą przylepę :)

      Usuń
    20. No my niestety nie mamy okazji być z dzieciakami. Ja mam tylko jak jestem na praktykach albo gdzieś na wolontariacie.

      Usuń
    21. To możemy Wam dać młodą na jakiś czas xD

      Usuń
    22. Ciekawe kiedy byście powiedzieli, że macie jej dość xD

      Usuń
  3. faktycznie obszerna relacja
    moj znajomy tam byl wiec jutro pewnie zasypie mnie opowiesciami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, wyszła trochę dłuższa, niż planowałam ^^
      Z pewnością, bo jest co opowiadać :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Aż do tej pory mam ciary :)

      Usuń
    2. Może kiedyś się wybiorę. ;)

      Usuń
    3. Jeśli lubisz takie muzyczne klimaty to polecam ;)

      Usuń
    4. Wszechstronne dziewczę z Ciebie ^^

      Usuń
    5. Dużo lubię wiedzieć;)

      Usuń
    6. I robić dużo rzeczy sama, ale podobno lubię wszystkim organizować robotę, ale nikt nie ma nic przeciw skoro wszyscy wyjdziemy wcześniej ;)

      Usuń
    7. Jeśli dobra z Ciebie organizatorka, to czemu nie :)

      Usuń
  5. super.. najlepsze to spędzać czas z ludźmi, którzy czują Twój klimat. dlatego chciałabym pojechać z ekipą na hip hop kemp.
    po herbatkę mi się nie chciało iść, ale za to czytałam pożerając frytki ;d hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz i to jest właśnie to :) Grunt to mieć pod ręką ludzi którzy nadają na podobnych falach ^^
      Frytki zawsze spoko :D

      Usuń
    2. noo właśnie :) ziomek mojego K. zabiera się z ludźmi nad morze a potem jadą na hh kemp i tak się zajarałam :o pewnie byśmy się z nimi zabrali, gdyby nie to że oni mieszkają w Szkocji, ale zobaczymy..:)

      Usuń
    3. Hmm, może uda Was się jednak wybrać? ;>

      Usuń
  6. obszerna relacja ale jaka doklada ze az czulam ze tam bylam ;)
    swoja droga jak Ci sie podobalo w Trojmiescie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki miałam zamiar, by trochę Was w to wciągnąć :)
      Bardzo! Na pewno tam będę często wracać, bo nie zdążyłam zbyt wiele zwiedzić ;)

      Usuń
    2. to zapraszam :D
      tylko uwazaj bo ja w tych terenach buszuje ;p

      Usuń
    3. Nie ma sprawy! Chętnie na Ciebie wpadnę ^^

      Usuń
  7. Aż mnie zazdrość ugryzła w tyłek nooo! :D
    Uwielbiam takie chwile!


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem jedź ze mną :D
      Oj, ja też :) Teraz pozostaje mi czekać do listopada ;)

      Usuń
  8. z tą piosenką to takie bardzo romantyczne było :D....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No romantyczne w pytkę :P

      Usuń
    2. jak się szukaliście i jak Cię w końcu wziął w ramiona i Twój rozmazany make up och i ach :D:D

      Usuń
    3. A tak sie starałam z tym make upem, cholera xD

      Usuń
  9. Asik...czytając Twojego posta poczułam to COŚ bijące z monitora :)
    te Twoje uczucia tak prawdziwe!
    cieszy mnie Twoje szczęście :)
    miłych chwil z Kołobrzegu gdzie jeszcze nie tak dawno sama plażowałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja do tej pory przeżywam, nawet jak chodzę ze słuchawkami na uszach i słucham ulubionych utworów ^^
      Dziękuję! :* Było szaleństwo, teraz czas na odpoczynek :)

      Usuń
  10. Kurde, no! Zazdroszczę Ci tego wyjazdu i takich zajebiście spędzonych chwil! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci życzę, byś przeżyła coś podobnego! :)

      Usuń
  11. Nie byłam nigdy na Open'erze, ale od wielu znajomych słyszałam, że jest świetnie zorganizowany. Ale skoro to największy polski festiwal, to nie może być przygotowany na odczepnego.
    "Time To Pretend" od MGMT jest też świetne!
    Bosz, dopiero doszłam do wejścia PJ na scenę, a już płaczę ze wzruszenia... To nie jest zabawne XD A podobno cała przemowa Eddiego po polsku brzmiała tak: "To jest piękna noc, robi się chłodno więc rozgrzejmy się nawzajem, na zdrowie!". Połowy niby nie rozumiem, bo przecież "polski język to trudny język", ale być może tak to miało brzmieć :-)
    I naprawdę nie odczułam, że twoja relacja jest taka długa... Za bardzo się chyba wczułam w ten "koncert".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ja byłam pierwszy raz i organizacja bardzo mnie pozytywnie zaskoczyła :)
      No są całkiem nieźli, chociaż... repertuar dobrali tak, że cały koncert byl dość... usypiający, przynajmniej dla ludzi, którzy nie są ich fanami :P
      Ej nie płacz :D Chociaż... ja beczałam, jak wchodzili xD Bardzo możliwe :D Aczkolwiek na pewno dalo się wyłapać coś w stylu "jestem pewny" no i ładne, wyraźne "to jest piękna noc" a potem jakieś niewiadomo co i "na zdrowie!" :D i bardzo ladnie Eddiemu wychodziło "cześć" a to taki trudny wyraz ^^
      Serio? To cieszę się :) Tak czułam, że się wciągniesz :)

      Usuń
    2. Dla mnie to nie byłoby problemem, bo jak się wybieram na czyjś koncert, to staram się wcześniej popatrzeć na poprzednie setlisty i bardziej słuchać tych piosenek, które raczej się pojawią niż wszystkich danego zespołu (ale wiem, że nie wszyscy tak mają) :D
      Oglądałam jeszcze inny filmik z przemową Eddiego niż ten, który dodałaś i tam ludzie zastanawiają się, co on w ogóle mówi :P Ale i tak muszę przyznać, że "cześć" było bardzo ładne :))
      Uwielbiam być na koncertach i je przeżywać, więc tak samo przeżywam koncerty, o których tyko u kogoś czytam - nieważne, czy lubię ten zespół, czy niezbyt, czy znam, czy niekoniecznie, ale wiem, co osoba opisująca czuje, także ten :*

      Usuń
    3. Z tym, że ja MGMT nie słucham :) I jakoś specjalnie nie interesowało mnie, że będę na ich koncercie, toteż setlisty nie przeglądałam :P
      Haha :D Tak czy siak przemowy Eddiego były urocze :D
      To ja mam tak samo, high five! :))) Jak my doskonale się rozumiemy :) :*

      Usuń
    4. Aaaa, okej, już rozumiem :D
      Jak to mówią - trafił swój na swego! :D

      Usuń
    5. Dokładnie tak! :D :*

      Usuń
  12. Ooo byłaś w Gdyni na Openerze ! (: Super, mieszkam niedelko Gdyni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zazdroszczę, piękne okolice ;)

      Usuń
  13. Asieńka, Asieńka!
    Nie dziwię się, że takie emocje odczuwałaś, poważnie. Jak "zgubiłaś" Patryka to hmm nie dziwię się, że się popłakałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Słoneczko! :)
      To był stres jakich mało :P

      Usuń
  14. o jaaa, co za przeżycia :D i piękne wspomnienia :) ciesze się, że wypad Wam się udał :) a Gdynia - Kosakowo to hmm bardzo blisko mnie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeżycia godne powtórki, dlatego kolejnego koncertu nie odpuszczę :D
      Wiem - widziałam w SKM-ce napis "Rumia" i żałowalam, że mam za mało czasu, by tam podjechać :)

      Usuń
  15. dla mnie festiwale mają coś, czego brakuje na zwykłych koncertach ;) zwłaszcza, jak się tam jest w doborowym towarzystwie :)
    no i zazdroszczę strasznie tego Openera w ogóle :P chociaż w tym roku nic mnie szczególnie nie ciągnęło ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja mam odczucia zupełnie na odwrót. Towarzystwo towarzystwem, ale na konkretny koncert jadą ludzie, którzy chcą zobaczyć konkretną kapelę. A tu, wcisnęło się przed nas kilku hipsterów, którzy pytali "co to w ogóle jest ten Pearl Jam"? I takich było więcej. A co więcej - tacy najbardziej sie chamsko zachowywali podczas koncertu. No i ja sie pytam po cholere :P
      No my tam ze względu na Eddiego i PJ pojechaliśmy :D

      Usuń
  16. Ja z festiwali co roku zaliczam Woodstock i na tym poprzestaję, bo szczerze powiedziawszy wolę jeździć na koncerty jednych kapel gdzie wiem, że spotykają się fani konkretnej muzy i tworzą pewną, specyficzną wspólnotę. Jednak cieszę się, że spełniłaś swoje marzenie. Sama za Pearl Jam nie przepadam, ale cieszę się z Twojego szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Woodstocku jeszcze nie byłam i bardzo tego żałuję. Od paru lat co roku sobie obiecałam, że się wybiorę i nigdy się nie udało. Zawsze coś. Choć w tym roku chcieliśmy choć na jedną noc pojechać...
      A na Open'erze byłam tylko ze względu na PJ. Od jakiegoś czasu zaczęłam się w nich już zakochiwać, a ostatnio bym sobie nogi za Eddiem połamała. :)

      Usuń
  17. Jedyne co mi przychodzi do głowy to wow;p Z jednej strony zazdroszczę, bo być na takiej dużej imprezie to jest coś. Ale ja zdecydowanie wolę zwykłe koncert, bo to jest inna magia no i nie ma takich tłumów i jednocześnie niebezpiecznych sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, swego czasu, gdy pracowałam w domu kultury a póżniej w redakcji, miałam okazję widzieć takie zwykłe koncerty od kuchni. Niestety dziś niebezpiecznie jest wszędzie.
      Ale co racja, to racja. Takie większe imprezy trzeba po prostu czuć :)

      Usuń
  18. Świetna relacja :)
    Openera bardzo lubię-za świetną organizację. Ale po tym jak byłam na openerowym Archive im osobnym koncercie później doszłam do wniosku,że tysiąc razy bardziej wolę wydać pieniądze na osobny koncert, zupełnie inny klimat.
    Ja tam pod barierki się nie pcham. Moje 46 kilo pół godziny by nie wytrwało, i nie mówię tu o koncercie, a samym czekaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Oj, to prawda. Tym bardziej, że sam PJ na zwykłych koncertach gra dużo dłużej, oni wlaściwie z tego słyną, no :)
      Moje 55 kilo miało na szczęście za sobą silne ramiona, które w razie potrzeby chroniły :D

      Usuń
  19. musiało być niesamowicie :)
    z tego co czytam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Coś niesamowitego zobaczyć ulubiony zespół na żywo. Pamiętam, jak byłam na koncercie Lacuny Coil i jak zaczęli grać "Falling Again" oraz "Senzafine", mhmmm.... tak, takie chwile są magiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! Lacuny Coil uwielbiam "Heaven's a lie" - dawno temu, gdy usłyszałam właśnie ten kawałek jako pierwszy, od razu się zakochałam :)))

      Usuń
  21. cieszę się, że miałaś tak cudowne wrażenia! Oby więcej ich było w te wakacje!:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie z pewnością :D Planuję te wakacje tak, aby się właśnie świetnie bawić :)

      Usuń
  22. wiesz, tak to opisałaś, że byłam w stanie wszystko sobie wyobrazić :) i bardzo się cieszę, że było tak wspaniale !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się cieszę, że choć trochę udało mi się przekazać Wam te emocje :)

      Usuń
  23. Pogoda była w końcu fantastyczna na plażę :) Ja również się nie obijałam :P
    Jeśli chodzi o koncert to wszystko pięknie, ładnie ale przeraziła mnie ta sytuacja, że wynoszono nieprzytomne dziewczyny a Tobie prawie połamali żebra :/ Przeraża mnie to. Też wpadłabym w panikę, gdyby do tego wszystkiego zaginął mi chłopak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż... sama wiem, jak to jest zesłabnąć na koncercie. Po takowych trochę pojeździłam i już nie takie rzeczy widziałam, ale fakt faktem, za każdym razem trochę mnie to rusza. Mi by żeber nie połamali, bo ja waleczne dziewczę jestem i od razu kolesia z łokcia potraktowałam XD Dla mnie takie tłuczenie się na koncertach to rzecz całkiem normalna i nawet trochę rajcująca, nie wiem, może masochistka ze mne XD No ale na poważnie, to co kto lubi :)

      Usuń
    2. Być może :P Ja to nienawidzę nawet jak jakaś starsza pani w kolejce się tak pcha do przodu i tak przybliża do mnie. Nie znoszę tego. Ostatkami sił się powstrzymuje by się na takich delikwentów nie wydrzeć... :/
      Czemu zasłabłaś na koncercie? Mi się takie zasłabnięcia zawsze z braniem narkotyków kojarzyły :/

      Usuń
    3. Ja bym się nie powstrzymywała XD No ale ja to ja ;)
      Te skojarzenia to stereotypy Kochana :) Choć w każdym stereotypie jest trochę prawdy. Ja zasłabłam wtedy na Aerosmith - bo byl to koncert na hali i po spędzonych tam kilku godzinach było potwornie duszno. No i zabrakło mi tlenu, no :P

      Usuń
    4. Ja jeszcze nigdy w życiu nie zemdlałam :P Raz tylko w podstawówce zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczami, nic nie widziałam :P

      Usuń
    5. Ja pierwszy raz w życiu zemdlałam w kościele, jakieś dwa, trzy lata temu. Ale tak do utraty przytomności. A takie zesłabnięcia, kręcenie w głowie to się zdarza częściej :P

      Usuń
    6. Robiłaś sobie badania? Może coś jest nie tak skoro tak często słabniesz?

      Usuń
    7. Robiłam, okazało się, że jestem po prostu przeforsowana. Mam dwa tygodnie urlopu i odpoczywam :)

      Usuń
  24. Przez cały post myślę tylko "ja chcę na koncert"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba poszukać, kiedy ktoś fajny gra :D

      Usuń
    2. Za 2 tyg idę na Bednarka, haha. ;D Niedługo będzie duże miasto to będą i prawdziwe koncerty. :D

      Usuń
    3. na Bednarka się załapałam w maju, na dniach mojego miasta :P w sumie gość wydawał mi się nieco przereklamowany, ale show robi całkiem dobre, skoro ja: biedna dziewczyna z jelitówką i jedyna trzeźwa tego dnia na końcu najbardziej się bujałam XD i te dialogi chłopaków z Bednarkiem:
      - Hej załoga, dobrze się bawicie?
      - BEZAPELACYJNIE KU*WA!!! XD

      Usuń
    4. Haha u nas też będzie na imprezie plenerowej i też podobnie sobie to wyobrażam, tylko jelitówkę sobie daruję. ;p

      Usuń
    5. No to będzie podobnie :) Jelitówki oczywiście Ci nie życzę :P Tylko cholernie ciężko zrozumieć słowa, tak szybko nawija ;P

      Usuń
    6. Byłam w niedziele na dniach mojej gminy. Gwiazda wieczoru około północy porzuciła swój repertuar i zaczął śpiewać 'Domowe przedszkole'. ^^

      Usuń
    7. Chyba udzieliła mu się atmosfera od publiczności i wchłonął opary. ^^

      Usuń
    8. Bardzo możliwe :P

      Usuń
  25. Fajnie, że w Polsce funkcjonują takie festiwale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to cieszy :) Choć od festiwali wolę zwykłe koncerty ;)

      Usuń
  26. A ja nawet nie powiem że zazdroszczę bo oprócz NIN nawet ostatnio tego typu koncerty, festiwale mnie nie ciągną...znaczy, nie mówię że bym nie pojechał w ogóle, ale nie mam na to parcia, o XD Bo mam chyba inne priorytety. Ale przede wszystkim to ja się tutaj cieszę z twojej radochy, bo to kolejne chwile do kolekcji najpiękniejszych po prostu, czyż nie? Cenne male skarby, które zostają z człowiekiem na zawsze.
    Ale niestety jak zawsze jakaś łyżka dziegciu w beczce miodu być musi. Cóż, ludzie nie myślą, ludzie nawet nie mają często odpowiedniego instynktu. Ale summa summarum i tak skończyło się dobrze więc...nie ma co narzekać na pewno XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja miałam parcie na PJ i nawet jakby w stodole grali jakiejś, to bym pojechała, serio xD Prawda, skarby cenne, kolejna perełka do wspomnień :)
      Choć teraz czekam na zwykły koncert, nie na festiwal, bo jednak zagrali duuużo krócej.
      Skończyło się zajebiście :D Takich przygód to ja się nie spodziewałam. I nie spodziewałam sie, że przefrunę przez barierkę i pobiegnę tuż przed scenę :D Tylko że Karola tej kostki nie złapala xD

      Usuń
  27. Wielki festiwal, wiele przygód :)
    Jak tak popatrzeć, to muzyka ma ogromny wpływ na funkcjonowanie człowieka. Bez niej nasz świat byłby uboższy i tyle osób pozostałoby anonimami śpiewającymi pod prysznicem.

    OdpowiedzUsuń