W moich głośnikach rozbrzmiewa po cichu "Just Brathe" w wersji live, a ja jeszcze mam w oczach łzy szczęścia nie dowierzając, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Zdarte i lekko podziębione gardło jeszcze lekko mnie drapie, ale wspomnienia z kilku ostatnich dni sprawiają, że nie mogę przestać się uśmiechać. Jestem totalnie zaczarowana. Zaparzcie sobie herbatę - może być owocowa, jak moja - i usiądźcie wygodnie, bo mam dla Was naprawdę obszerną relację z jednych z najszczęśliwszych dni w moim życiu.
Wszystko zaczęło się od kilku godzin spędzonych w środę w pociągu relacji Poznań Główny - Gdańsk Główny w towarzystwie cholernie głośno rozmawiających dziewcząt i pewnej starszej pani, której poniekąd współczułam towarzystwa, choć może niepotrzebnie, bo kobiecina wznosiła z nami toast za udaną zabawę na Open'erze wodą mineralną, cały czas się do nas uśmiechając. Wiecie co? Świetnie jest przebywać w towarzystwie uśmiechniętych ludzi. Uśmiechajcie się jak najczęściej, uśmiechajcie się do ludzi, których mijacie, wierzcie mi, możecie okazać się lekarstwem na lepszy dzień.
Planowo dotarliśmy do Gdańska po osiemnastej od razu wyhaczając na dworcu nasze kochane Łosie, u których mieliśmy nocować. Wiedziałam, że już ten wieczór będzie magiczny. I był. Był wieczorny spacer po Gdańsku, whisky z colą przy zachodzącym słońcu, kąpiel chłopaków w lodowatej wodzie... Wiecie, jak fajnie było się tam upić? Boże, jak ja dawno się nie upiłam... Pamiętam tylko bieg mój i Karoliny w stronę morza, ból brzucha ze śmiechu, kiedy trzymając się za ręce przyjęłyśmy glebę tuż przed samym morzem, chłopaków krzyczących "Gonić dziewczyny!" i mokre jeansy Karoliny, kiedy podcięła ją fala i chłopcy wyciągali nas za szmaty z lodowatej wody... A my tak po prostu nie mogłyśmy przestać się śmiać chlapiąc wodą i krzycząc do zdziwionych ludzi: "To już jutro! Jutro zaśpiewamy z Eddie'm! Jutro jedziemy na Pearl Jaaaaaam!" A później? Później pamiętam tylko powrót tramwajem na gapę i jak nie mogąc przestać się śmiać robiłam sobie jaja z chłopaków, strasząc ich powtarzanym w kółko "chyba będę rzygać", gdy zajęta była łazienka. Ich panika była bezcenna, mnie ze śmiechu bolał brzuch, a na drugi dzień wcale nie miałam kaca :)
Już na miejscu, w oczekiwaniu na Pearl Jam. Koncert MGMT.
Tak, ten kawałek czegoś rudego po lewej, przy barierce to ja. :)
Na Open'erze byłam po raz pierwszy, ale od strony organizacyjnej zaskoczył mnie mega pozytywnie. Ze strony organizatorów czuć było troskę o uczestników festiwalu. Gdy sprawdzono nam bilety, dostaliśmy opaski na nadgarstek, mapy festiwalu i Trójmiasta i małą butelkę wody (którą nota bene i tak musieliśmy zwrócić wchodząc na teren przy scenie głównej). Darmowe autobusy co pół minuty zawożące ludzi na lotnisko Gdynia-Kossakowo spod dworca głównego to był rewelacyjny pomysł. Podobnie było w drodze powrotnej. Nie zauważyłam, by ktoś się przepychał, organizatorzy zadbali o to w każdym calu.
Pod sceną wylądowaliśmy po siedemnastej, a od ukochanego Pearl Jamu dzieliło nas jeszcze pięć godzin oczekiwania. Siedząc pod barierką zastanawiałam się, cóż zrobić z moją torbą - wszak ktoś musiał poświęcić się, by zabrać bluzy. Ochroniarz pozwolił położyć mi ją za barierką, mówiąc, że po wszystkim mi ją odda.
O dziewiętnastej rozpoczął się koncert MGMT. Byłam pewna, że nie znam kapeli, ale pomyliłam się. Całkiem przyjemne dla ucha riffy, indiańskie tańce z tamburynami wśród publiczności, zachodzące słońce w tle i coraz szybciej bijące serce z radości. Rozglądając się po ziewających ludziach od razu było widać, kto przyjechał po prostu koczować na koncert PJ. Ostatni kawałek "Kids" porwał jednak większość, a zza pleców dało się usłyszeć "Cholera, to ich kawałek? Ja to znam!"
A później... później została już tylko godzinka czekania. Mimo upływu czasu nie czuliśmy zmęczenia. Przyglądając się, jak ekipa techniczna Pearl Jamu wnosi na scenę instrumenty, próbowaliśmy odgadnąć, co zagrają. Widziałam, jak montują wielkie lampy i zasłonę z grafiką z okładki najnowszej płyty Lighting Bolt. I wtedy jeden z technicznych powiedział ochroniarzowi, że musimy wziąć nasze torby zza barierek, ani że nie może być tam żadnych dziennikarzy. Później na własnej skórze przekonaliśmy się, dlaczego tak musiało się stać... Ale o tym za chwilę.
Pięć minut do koncertu. Podniecenie rosło, tłum ludzi też. Czułam już, że jestem wgnieciona w barierkę, ale dopóki mogłam oddychać i czułam Patryka za sobą, wiedziałam, że nic mi nie grozi. Scena przyciemniona, muzyka ucichła, serce biło coraz szybciej, a ludzie zaczęli skandować "Pearl Jam! Pearl Jam! Pearl Jam!" I po chwili... są! Wchodzą!
Pearl Jam - wejście na scenę :)
I już rozbrzmiewało "Go". Tłum oszalał, a ja trochę spanikowałam, czując, jak niesie mnie fala, a jakąś dziewczynę ochroniarze już po pierwszych riffach ściągali nieprzytomną zza barierek. Zdzierając gardło spoglądałam co chwilę za siebie, czy jesteśmy wszyscy razem. I po chwili zrozumiałam, co techniczny miał na myśli, każąc nam zabrać torby i plecaki. Ochroniarze mieli ręce pełne roboty. Co chwilę wyciągali kogoś zza barierek, dlatego musieli mieć tam łatwy dostęp. Widok noszy i dziewcząt wynoszonych przez ramię mnie przerażał, więc trzymając się mocno barierki starałam się patrzeć tylko i wyłącznie na scenę.
Trudno ubrać mi w słowa, jak świetny kontakt muzycy mieli z publiką. Eddie co chwilę przemawiał, cały czas się uśmiechał, lecz najbardziej w pamięć zapadł mi moment, gdy próbował mówić po polsku. Był dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałam. Niesamowicie sympatyczny człowiek, od którego biło tak wiele ciepła, pozytywnej energii... i troski, gdy widząc, co wyprawia się przy barierkach powtarzał: "be careful!"
O, a tutaj właśnie Eddie próbuje mówić po polsku :)
Tak, "to jest piękna noc!" :)
Zdzierałam gardło śpiewając ukochane utwory. Usłyszałam na żywo "Corduroy", "Mind Your Manners" i "Getaway". Kark bolał mnie od trzepania rudą czupryną. Gdy zaczęli grać "Got Some", Karola powiedziała mi coś, co wydawało się być totalnym szaleństwem.
- Musimy stąd jakoś wyjść! Niech ochroniarze nas wyciągną za barierkę, to pobiegniemy pod scenę! Przez chwilę będziemy jeszcze bliżej Eddiego, pomachamy mu, a wtedy... wtedy niech się dzieje co chce!
I chłopcy uznali to zadobry pomysł, twierdząc, że choć nie wyglądamy, jakbyśmy miały zasłabnąć, to jednak cały czas się o nas boją, bo w tym szalejącym tłumie w którym dziewczęta powoli się wykruszały, byłyśmy naprawdę drobniutkie. Poza tym to, co się tam wyprawiało, przestało być normalne. Wszystko było zrozumiałe, włącznie z totalnym szaleństwem, ale jednego, czego nie mogłam pojąć, to chamstwo. Kiedy poczułam rwący ból w okolicach żeber i wgnieciona w barierkę zaczęłam krzyczeć i rozpychać się łokciami w panice, że zaraz coś mi się tam stanie, Patryk krzyknął, że nie mamy już wyboru i że musimy spieprzać, nim dojdzie do tragedii.
I stało się. Karola odwiązała nasze torby, pomachałyśmy do ochroniarzy. Pierwsza przefrunęła Karolina, później na, a później chłopcy. Wypuszczali nas pokolei.
To był moment.
- Złap mnie za szyję, mocno! - usłyszałam od ochroniarza.
I fruuuu, po chwili byłam już za barierką, a na wprost siedział Eddie. Ochroniarz kazał mi biec w kierunku sceny. Boże, serio?! - pomyślałam szczęśliwa i ruszyłam, podskakując i machając do Eddiego. Stojąc pod schodami na przód sceny rozglądałam się w lekkiej panice za Karoliną i nim rzuciło się na mnie kilku ochroniarzy, zobaczyłam, jak skręca w prawą stronę wciąż machając do Eddiego i wysyłając mu buziaki. Pobiegłam za nią, a ochroniarze przekazywali mnie sobie, jak piłkę na meczu i każdy pytał mnie, czy wszystko dobrze. Po chwili byłyśmy już obie w bezpiecznej strefie. Pozostało czekać na chłopaków. M. do nas dobiegł po paru sekundach. Ale nie było Patryka. Minęła dłuższa chwila i... nadal go nie widziałam.
Zaczęłam panikować.
- Gdzie on jest do cholery?! - wykrzyczałam do Karoli, mając przed oczami najgorsze scenariusze.
Chciałam się cofnąć, wrocić tam, ale ochroniarze nie pozwolili mi już wejść pod scenę. I wtedy zagrali "Nothingman'a". Moją ukochaną piosenkę. Naszą piosenkę. Piosenkę, która grają tak rzadko na koncertach, piosenkę, o którą się modliłam, by usłyszeć na żywo i przy której tak bardzo chcieliśmy się do siebie przytulić. Rozpłakałam się. Nie wiedzialam, co robić, gdzie iść, gdzie go szukać, myślałam o tym, czy on na pewno zdążył stamtad wyjść...
Po kilku chwilach odchodzenia od zmysłów dostałam od niego sms'a, że ochroniarze pokierowali go na lewą stronę i przez to nas rozdzielili. Był za reżyserką.
I wtedy trzymając za ręce Karolę i M. zaczęliśmy się przebijać przez tłum. Po kilku minutach znalazłam go i zapłakana rzuciłam mu się w ramiona.
- Teraz już nigdy cię nie wypuszczę! - mówił mi przytulając mnie mocno.
- Ale... Nothingman - powiedziałam umazana jak małe dziecko.
- Nothingman? To był właśnie znak, jak bardzo się kochany Skarbie...
Założył mi bluzę, przytulił mnie, pozwolił się wypłakać i uspokoić, a resztę koncertu oglądaliśmy już z bezpiecznej odległości.
Jeszcze zapłakana uslyszałam ukochane "Sirens" z najnowszej płyty i pomyślałam o mojej arafatce, którą zapomniałam zabrać, a która była moją ukochaną arafatką, jeszcze z czasów liceum.
- Pomyśl, że zginęła w słuszym celu! - powiedział mi Patryk, próbując mnie pocieszyć. - A ja kupię ci nową, taką samą, nie martw się.
Gdy trochę opadły ze mnie emocje, zaczęłam znów podskakiwać i śpiewać głośno, szczególnie, gdy pojawiały się utwory z mojego ukochanego krążka "Ten". Nie sądziłam, że zaśpiewają "Jeremy'ego", jeden z moich ulubionych utworów. Po "Rearviewmirror" zespół zszedł ze sceny, ale doskonale wiedziałam, że wrócą. No, panowie, ja czekam jeszcze na "Alive", "Porch" i "Better Man'a"!
Długo czekać nie musiałam. Po chwili Eddie wrócił z resztą zespołu i swoją butelką wina, rozpoczynając bis od "Elderly woman" - kolejnego utworu, który ubóstwiam. A później usłyszałam mojego "Better Mana", na którym znów się popłakałam, tym razem ze szczęścia. Ciarki miałam na całym ciele. Och Eddie, jak ty potrafisz wzruszać...
"Better Man"
Nie zabrakło też "Alive" i "Porch". A na zakończenie zagrali cover grupy The Who "Baba O'Riley", który w ich wykonaniu zabrzmiał po prostu przezajebiście, a gościnnie wystąpił na nim wokalista wspomnianego wcześniej MGMT.
Gdy zgasły światła, nie dowierzałam jeszcze, że to już koniec, ale jednocześnie czułam szczęście tak ogromne, że nie potrafię tego ubrać w żadne słowa. Przeżyłam to, widziałam i słyszałam na żywo. Dzwoniło mi w uszach, a ja wiedziałam, że nie odpuszczę kolejnego koncertu. Nie zamieniłabym tych paru chwil na nic innego.
- Ej a wiecie... - zaczęła Karola - bo jak ja machałam do Eddiego, to on mi odmachał. I rzucił mi kostkę! Ale przez tych cholernych ochroniarzy... nie mogłam się po nią schylić!
Gdy wracaliśmy do Gdańska, każdy z nas był zaczarowany. Bo to była magia. Niesamowita magia, chociaż mam nadzieję, że kolejnym razem posłucham ich na zwykłym koncercie, a nie na festiwalu.
* * *
A nad morzem zostaliśmy o jedną dobę więcej, niż planowaliśmy. Cały kolejny dzień spędziliśmy na plaży. Znów śmiałam się, patrząc na moich wariatów, jak próbują wbiec do lodowatej wody. Poszliśmy na rybę, a później znów oglądaliśmy zachód słońca, słuchając Pearl Jamu z telefonu i popijając drinki z whisky z colą - choć tym razem się nie upiliśmy :)
- Wiesz, co sobie pomyślałem? - powiedział mi Patryk, gdy na dworcu czekaliśmy na pociąg do Poznania. - To były tylko trzy dni, ale tego nie da się opisać. Chyba długo będziemy musieli czekać, by znów przeżyć tak zajebiste chwile.
Miał rację. Za tydzień jedziemy we dwoje do Kołobrzegu, ale już teraz wiem, że po tych chwilach będzie nam tam czegoś brakowało, choć pewnie i tak zrobimy wszystko, by ten czas spędzić jak najlepiej :)



Porównanie mamy 'świetne', więc jest blisko, blisko :D
OdpowiedzUsuńPJ nie słucham jakoś często, ale pamiętam emocje, które towarzyszą koncertom, nie do opisania wręcz ;)
Też zwróciłam na to uwagę :D Blisko, choć mogłoby być "super" :P
UsuńMi się udało tu ująć tylko niewielką garstkę tych emocji, które tam były. Mimo, że osobny koncert na pewno byłby lepszy, niż ten festiwalowy, gdzie kręcili się ludzie, którzy nie mieli pojęcia, co to jest PJ, to jednak bylo to coś niesamowitego :)
Ja za koncertami nie przepadam. Wole spokojne chwile i takie tam ;) Ale czytajac to to wiem, ze dla Was to bylo piekne. Ja czekam na zachody i wschody slonca na plarzy czy nad jeziorami. Na bycie obok zdala od codziennosci.
OdpowiedzUsuńAno wiem, wiem, że wolisz spokojniejsze klimaty :) Ale ja już jestem takim świrem, co poradzić. :D Dlatego, tak, to było właśnie dla mnie coś pięknego i nieziemskiego :) Hmm, niedługo załapiesz wschody i zachody słońca. Ja jestem ciekawa, czy wyciągnę Patryka na poranne bieganie nad brzegiem o wschodzie :D
UsuńMy razem ćwiczymy w domu, dwa tygodnie przerwy w ćwiczeniach miałam i masakra :P ale ogólnie ja fizycznie coś słabo, słabo i dalej nie wiem co robić ;/
UsuńJa lubię ciągłe spacery po mieście np. Wrocławiu i wyjścia do kina, na zakupy, na jakieś mniejsze, miastowe koncerty czy jakieś festyny, morze, chcę w góry połazić. A tak, gdzie jest mnóstwo ludzi i głośno i tak dalej... Jakoś no mnie to nie kręci :P Może też dlatego,że prędko bym padła. Może,że czulabym się duszno? Nie wiem, nie potrafię tego wytłumaczyć. I tak bardzo chcę nad morze... Szkoda,że to tylko 2 dni, albo 1, zobaczymy :P I nie iwem jak nad jeziora się wybierzemy, ogólnie wszystko to jest jakieś śmieszne :P
Może jesteś po prostu przemęczona i jakichś witamin Ci brakuje?
UsuńO widzisz, a ja lubię też wszystko to, co wymieniłaś, oprócz zakupów - ja po prostu musze wiedzieć co chcę kupić i wtedy wybieram się do sklepu ;)
Możliwe. Widzisz nawet ja mam momentami taką fobię przed tym, że będzie mi duszno, zresztą - miałam przygodę na Aerosmith. Ten koncert był na świeżym powietrzu, ale i tak była taka duchota w tym tłumie, że szok.
Wiesz, tak naprawdę nawet jeden, dwa dni nad morzem potrafią naładować akumulatory. Jod i te sprawy :D
My myślimy jeszcze o górach :)
Może, nie wiem co. Po prostu jest fizycznie źle :P A teraz się nie oszczędzam.
UsuńMi to i tak mało, miałam taki rok, z resztą i nadal nie jest lekko i potrzebuje odpoczynku, energii... Bo są pewne sprawy i no za dużo tego. Ja góry też chciałam, ale nie mam jak jechać. Po prostu za mało dni. Lipa. Okropna. Nie wiem co będzie, póki co wszystko mnie blokuje. A przez to jest jeszcze gorzej.
No i te nieoszczędzanie wlasnie sie odbija...
UsuńRozumiem Cię, bo i ja miałam fatalnie ciężki rok. I wiem, jak bardzo tego potrzebujesz.
Ale nie możesz przez pracę?
Ja nie pracuje. Nie mogę przez sprawy rodzinne. Mamy operacja się przesunęła, od Wilka ze strony w sierpniu jest mały problem i tak o... Uh.
UsuńI był kurewsko ciężki. Psychicznie jestem wykończona i oszczędzać się nie mogę bo bym leżała tylko w łóżku całe lato jakbym miała się oszczędzać.
To fatalnie, ale... powiem Ci, że wiem, jak to jest. Dlatego paskudnie Cię rozumiem. Gdyby nie moi rodzice nie miałabym serca wyjeżdżać i zostawiać ich tutaj, ale dosłownie wyganiają mnie z domu, bym w końcu odpoczęła.
UsuńNo mnie mama też niby wygania ale mam urzędowe sprawy jutro, 10.07 12.07 i 15.07 i jeszcze 31.07... To te odstępy są takie kiepskie... Wpakował mnie Wilk jeszcze w Kartofelka, którego musimy brać ze sobą i aby wyjechać na jeziora musimy wyjechać w weekend (innej opcji dojazdu nie ma) no i tarabanić się tylko na tydzień, a jak będzie lać? Chyba umrę... ;p w dodatku jest milion innych, niby drobnych spraw ale jak się wezmą do kupy to tak skutecznie wszystko utrudniają... I nie wiem co robić i jak robić. Dlatego teraz ja Wam zazdroszczę tego morza i w ogóle bo okazuje się,że będę siedzieć w domu na dupie i po prostu zdychać z duchoty.
UsuńW sierpniu znów od 10-13.08 mam operacje Mamy i wiem,że nie będzie wstanie się ruszyć i czegokolwiek zrobić sama po operacji. Więc muszę zostać. Samej kobiety w domu nie zostawię. Ja po operacji nie mogłam w rękach przez miesiąc talerza utrzymać... Więc bezsilność totalna. A we wrześniu? Mam 3.09 poprawkę (raczej :P) i nie wiem co z pracą już też. Mam ciągle i co chwila nową propozycję i już się nawet nie ugaduje i nie wymyślam bo nie wiem...
Uuu no faktycznie... te odstępy najgorsze, przez to naprawdę ciężko cokolwiek zaplanować...
UsuńNie no jasne, że w takiej sytuacji nie możesz zostawić Mamy samej. A może po tej poprawce się uda, co?
No właśnie nie wiem jak z pracą. Nie wiem jak zaczynam i co wybrać, po prostu wrzesień to niewiadoma. Ostatnio zaczynałam 20 września a teraz nie wiem.
UsuńTaka niepewność jest najgorsza :(
UsuńNiepewność, te małe odstępy, gdzie niewiele można zrobić jeśli chodzi o miejsca, gdzie chcemy jechać. A na inne to jednak nas nie stać. Choć mam odłożone pieniądze to niestety...
UsuńDlatego nie wiem. Siedzimy i się seksimy i ja umieram na depresję więc się więcej seksimy :P co z tego,że zajebiście mam wolne jak nie mam wolnego ? :P
Przy tak dziwnych odstępach, to sprawdziłyby się Wam chyba tylko spontaniczne wyjazdy...
UsuńSpontaniczne wyjazdy... Taki zamierzamy sobie zrobić, patrzymy też na pogodę no i jak wspomniałam mam Kartofelka, kochane maleństwo ale mogę go zostawić góra na 2 dni... A i tak w ciągu dnia za mną płacze. Siedziałam dziś w salonie (on w moim pokoju) i idąc do kuchni mnie wyczuł i zaczął jęczeć, musiałam go wziąć do nas :P Taki płaczek, że masakra, serce mi rozrywa dodatkowo on... I mieliśmy zamiar wziąć go na wakacje i było już uzgodnione, nawet miał mieć własną "willę" ale o, dupa :(
UsuńTo widzę, że do Ciebie takie maleństwa lgną tak, jak do mnie :P
UsuńOgólnie do mnie wszystko lgnie :P Jak wczoraj z Wilkiem się bliźniaczkami zajmowaliśmy to one siedziały obie na mnie a do niego żadna :P I choć starał się jak mógł to ja byłam ta "kochana" :P Z nim się niby bawiły, przedrzeżniały ale o :P Ale szczerze, to jeśli chodzi o futrzaka to jeszcze żadnego z takim serduchem nie widziałam. Żaden tak nie kochał, nie płakał... Po prostu małe a ogromne serce :)
UsuńNo to jesteś wtedy oblężona na maxa. :P U nas się to jakoś w miarę dzieli, bo do Patryka też w miarę lgną, mniej niż do mnie, ale lgną xD
UsuńWiesz, może dlatego,że u Wilka w rodzinie nie ma dzieci, a te Wilka drugi raz w życiu widziały :P No nie wiem :) Ja gdzie jestem to do mnie idą :)
UsuńA Patryk ma w ogóle małą siostrzyczkę. Mam całą tablicę rysunkow od niej ^^ A jak idę do niego to nieraz nie możemy w spokoju filmu obejrzeć. Ale i tak kocham tę małą przylepę :)
UsuńNo my niestety nie mamy okazji być z dzieciakami. Ja mam tylko jak jestem na praktykach albo gdzieś na wolontariacie.
UsuńTo możemy Wam dać młodą na jakiś czas xD
UsuńO chętnie :P
UsuńCiekawe kiedy byście powiedzieli, że macie jej dość xD
Usuńfaktycznie obszerna relacja
OdpowiedzUsuńmoj znajomy tam byl wiec jutro pewnie zasypie mnie opowiesciami
Cóż, wyszła trochę dłuższa, niż planowałam ^^
UsuńZ pewnością, bo jest co opowiadać :)
To jest niesamowite.
OdpowiedzUsuńAż do tej pory mam ciary :)
UsuńMoże kiedyś się wybiorę. ;)
UsuńJeśli lubisz takie muzyczne klimaty to polecam ;)
UsuńWszystko lubię :p
UsuńWszechstronne dziewczę z Ciebie ^^
UsuńDużo lubię wiedzieć;)
UsuńTo dobrze! ^^
UsuńI robić dużo rzeczy sama, ale podobno lubię wszystkim organizować robotę, ale nikt nie ma nic przeciw skoro wszyscy wyjdziemy wcześniej ;)
UsuńJeśli dobra z Ciebie organizatorka, to czemu nie :)
Usuńsuper.. najlepsze to spędzać czas z ludźmi, którzy czują Twój klimat. dlatego chciałabym pojechać z ekipą na hip hop kemp.
OdpowiedzUsuńpo herbatkę mi się nie chciało iść, ale za to czytałam pożerając frytki ;d hehe
O widzisz i to jest właśnie to :) Grunt to mieć pod ręką ludzi którzy nadają na podobnych falach ^^
UsuńFrytki zawsze spoko :D
noo właśnie :) ziomek mojego K. zabiera się z ludźmi nad morze a potem jadą na hh kemp i tak się zajarałam :o pewnie byśmy się z nimi zabrali, gdyby nie to że oni mieszkają w Szkocji, ale zobaczymy..:)
UsuńHmm, może uda Was się jednak wybrać? ;>
Usuńobszerna relacja ale jaka doklada ze az czulam ze tam bylam ;)
OdpowiedzUsuńswoja droga jak Ci sie podobalo w Trojmiescie?
Taki miałam zamiar, by trochę Was w to wciągnąć :)
UsuńBardzo! Na pewno tam będę często wracać, bo nie zdążyłam zbyt wiele zwiedzić ;)
to zapraszam :D
Usuńtylko uwazaj bo ja w tych terenach buszuje ;p
Nie ma sprawy! Chętnie na Ciebie wpadnę ^^
UsuńAż mnie zazdrość ugryzła w tyłek nooo! :D
OdpowiedzUsuńUwielbiam takie chwile!
Następnym razem jedź ze mną :D
UsuńOj, ja też :) Teraz pozostaje mi czekać do listopada ;)
z tą piosenką to takie bardzo romantyczne było :D....
OdpowiedzUsuńNo romantyczne w pytkę :P
Usuńjak się szukaliście i jak Cię w końcu wziął w ramiona i Twój rozmazany make up och i ach :D:D
UsuńA tak sie starałam z tym make upem, cholera xD
UsuńAsik...czytając Twojego posta poczułam to COŚ bijące z monitora :)
OdpowiedzUsuńte Twoje uczucia tak prawdziwe!
cieszy mnie Twoje szczęście :)
miłych chwil z Kołobrzegu gdzie jeszcze nie tak dawno sama plażowałam :D
Bo ja do tej pory przeżywam, nawet jak chodzę ze słuchawkami na uszach i słucham ulubionych utworów ^^
UsuńDziękuję! :* Było szaleństwo, teraz czas na odpoczynek :)
Kurde, no! Zazdroszczę Ci tego wyjazdu i takich zajebiście spędzonych chwil! :)
OdpowiedzUsuńA ja Ci życzę, byś przeżyła coś podobnego! :)
UsuńNie byłam nigdy na Open'erze, ale od wielu znajomych słyszałam, że jest świetnie zorganizowany. Ale skoro to największy polski festiwal, to nie może być przygotowany na odczepnego.
OdpowiedzUsuń"Time To Pretend" od MGMT jest też świetne!
Bosz, dopiero doszłam do wejścia PJ na scenę, a już płaczę ze wzruszenia... To nie jest zabawne XD A podobno cała przemowa Eddiego po polsku brzmiała tak: "To jest piękna noc, robi się chłodno więc rozgrzejmy się nawzajem, na zdrowie!". Połowy niby nie rozumiem, bo przecież "polski język to trudny język", ale być może tak to miało brzmieć :-)
I naprawdę nie odczułam, że twoja relacja jest taka długa... Za bardzo się chyba wczułam w ten "koncert".
To prawda. Ja byłam pierwszy raz i organizacja bardzo mnie pozytywnie zaskoczyła :)
UsuńNo są całkiem nieźli, chociaż... repertuar dobrali tak, że cały koncert byl dość... usypiający, przynajmniej dla ludzi, którzy nie są ich fanami :P
Ej nie płacz :D Chociaż... ja beczałam, jak wchodzili xD Bardzo możliwe :D Aczkolwiek na pewno dalo się wyłapać coś w stylu "jestem pewny" no i ładne, wyraźne "to jest piękna noc" a potem jakieś niewiadomo co i "na zdrowie!" :D i bardzo ladnie Eddiemu wychodziło "cześć" a to taki trudny wyraz ^^
Serio? To cieszę się :) Tak czułam, że się wciągniesz :)
Dla mnie to nie byłoby problemem, bo jak się wybieram na czyjś koncert, to staram się wcześniej popatrzeć na poprzednie setlisty i bardziej słuchać tych piosenek, które raczej się pojawią niż wszystkich danego zespołu (ale wiem, że nie wszyscy tak mają) :D
UsuńOglądałam jeszcze inny filmik z przemową Eddiego niż ten, który dodałaś i tam ludzie zastanawiają się, co on w ogóle mówi :P Ale i tak muszę przyznać, że "cześć" było bardzo ładne :))
Uwielbiam być na koncertach i je przeżywać, więc tak samo przeżywam koncerty, o których tyko u kogoś czytam - nieważne, czy lubię ten zespół, czy niezbyt, czy znam, czy niekoniecznie, ale wiem, co osoba opisująca czuje, także ten :*
Z tym, że ja MGMT nie słucham :) I jakoś specjalnie nie interesowało mnie, że będę na ich koncercie, toteż setlisty nie przeglądałam :P
UsuńHaha :D Tak czy siak przemowy Eddiego były urocze :D
To ja mam tak samo, high five! :))) Jak my doskonale się rozumiemy :) :*
Aaaa, okej, już rozumiem :D
UsuńJak to mówią - trafił swój na swego! :D
Dokładnie tak! :D :*
UsuńOoo byłaś w Gdyni na Openerze ! (: Super, mieszkam niedelko Gdyni :D
OdpowiedzUsuńNo to zazdroszczę, piękne okolice ;)
UsuńAsieńka, Asieńka!
OdpowiedzUsuńNie dziwię się, że takie emocje odczuwałaś, poważnie. Jak "zgubiłaś" Patryka to hmm nie dziwię się, że się popłakałaś!
Cześć Słoneczko! :)
UsuńTo był stres jakich mało :P
o jaaa, co za przeżycia :D i piękne wspomnienia :) ciesze się, że wypad Wam się udał :) a Gdynia - Kosakowo to hmm bardzo blisko mnie ;D
OdpowiedzUsuńPrzeżycia godne powtórki, dlatego kolejnego koncertu nie odpuszczę :D
UsuńWiem - widziałam w SKM-ce napis "Rumia" i żałowalam, że mam za mało czasu, by tam podjechać :)
dla mnie festiwale mają coś, czego brakuje na zwykłych koncertach ;) zwłaszcza, jak się tam jest w doborowym towarzystwie :)
OdpowiedzUsuńno i zazdroszczę strasznie tego Openera w ogóle :P chociaż w tym roku nic mnie szczególnie nie ciągnęło ^^
To ja mam odczucia zupełnie na odwrót. Towarzystwo towarzystwem, ale na konkretny koncert jadą ludzie, którzy chcą zobaczyć konkretną kapelę. A tu, wcisnęło się przed nas kilku hipsterów, którzy pytali "co to w ogóle jest ten Pearl Jam"? I takich było więcej. A co więcej - tacy najbardziej sie chamsko zachowywali podczas koncertu. No i ja sie pytam po cholere :P
UsuńNo my tam ze względu na Eddiego i PJ pojechaliśmy :D
Ja z festiwali co roku zaliczam Woodstock i na tym poprzestaję, bo szczerze powiedziawszy wolę jeździć na koncerty jednych kapel gdzie wiem, że spotykają się fani konkretnej muzy i tworzą pewną, specyficzną wspólnotę. Jednak cieszę się, że spełniłaś swoje marzenie. Sama za Pearl Jam nie przepadam, ale cieszę się z Twojego szczęścia :)
OdpowiedzUsuńNa Woodstocku jeszcze nie byłam i bardzo tego żałuję. Od paru lat co roku sobie obiecałam, że się wybiorę i nigdy się nie udało. Zawsze coś. Choć w tym roku chcieliśmy choć na jedną noc pojechać...
UsuńA na Open'erze byłam tylko ze względu na PJ. Od jakiegoś czasu zaczęłam się w nich już zakochiwać, a ostatnio bym sobie nogi za Eddiem połamała. :)
Jedyne co mi przychodzi do głowy to wow;p Z jednej strony zazdroszczę, bo być na takiej dużej imprezie to jest coś. Ale ja zdecydowanie wolę zwykłe koncert, bo to jest inna magia no i nie ma takich tłumów i jednocześnie niebezpiecznych sytuacji.
OdpowiedzUsuńWiesz, swego czasu, gdy pracowałam w domu kultury a póżniej w redakcji, miałam okazję widzieć takie zwykłe koncerty od kuchni. Niestety dziś niebezpiecznie jest wszędzie.
UsuńAle co racja, to racja. Takie większe imprezy trzeba po prostu czuć :)
Świetna relacja :)
OdpowiedzUsuńOpenera bardzo lubię-za świetną organizację. Ale po tym jak byłam na openerowym Archive im osobnym koncercie później doszłam do wniosku,że tysiąc razy bardziej wolę wydać pieniądze na osobny koncert, zupełnie inny klimat.
Ja tam pod barierki się nie pcham. Moje 46 kilo pół godziny by nie wytrwało, i nie mówię tu o koncercie, a samym czekaniu :)
Dziękuję! :)
UsuńOj, to prawda. Tym bardziej, że sam PJ na zwykłych koncertach gra dużo dłużej, oni wlaściwie z tego słyną, no :)
Moje 55 kilo miało na szczęście za sobą silne ramiona, które w razie potrzeby chroniły :D
musiało być niesamowicie :)
OdpowiedzUsuńz tego co czytam :)
Oj było, bylo :)
UsuńCoś niesamowitego zobaczyć ulubiony zespół na żywo. Pamiętam, jak byłam na koncercie Lacuny Coil i jak zaczęli grać "Falling Again" oraz "Senzafine", mhmmm.... tak, takie chwile są magiczne.
OdpowiedzUsuńOoo! Lacuny Coil uwielbiam "Heaven's a lie" - dawno temu, gdy usłyszałam właśnie ten kawałek jako pierwszy, od razu się zakochałam :)))
Usuń(:
OdpowiedzUsuń:)
Usuńcieszę się, że miałaś tak cudowne wrażenia! Oby więcej ich było w te wakacje!:D
OdpowiedzUsuńBędzie z pewnością :D Planuję te wakacje tak, aby się właśnie świetnie bawić :)
Usuńwiesz, tak to opisałaś, że byłam w stanie wszystko sobie wyobrazić :) i bardzo się cieszę, że było tak wspaniale !
OdpowiedzUsuńA ja się cieszę, że choć trochę udało mi się przekazać Wam te emocje :)
UsuńPogoda była w końcu fantastyczna na plażę :) Ja również się nie obijałam :P
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o koncert to wszystko pięknie, ładnie ale przeraziła mnie ta sytuacja, że wynoszono nieprzytomne dziewczyny a Tobie prawie połamali żebra :/ Przeraża mnie to. Też wpadłabym w panikę, gdyby do tego wszystkiego zaginął mi chłopak...
No cóż... sama wiem, jak to jest zesłabnąć na koncercie. Po takowych trochę pojeździłam i już nie takie rzeczy widziałam, ale fakt faktem, za każdym razem trochę mnie to rusza. Mi by żeber nie połamali, bo ja waleczne dziewczę jestem i od razu kolesia z łokcia potraktowałam XD Dla mnie takie tłuczenie się na koncertach to rzecz całkiem normalna i nawet trochę rajcująca, nie wiem, może masochistka ze mne XD No ale na poważnie, to co kto lubi :)
UsuńByć może :P Ja to nienawidzę nawet jak jakaś starsza pani w kolejce się tak pcha do przodu i tak przybliża do mnie. Nie znoszę tego. Ostatkami sił się powstrzymuje by się na takich delikwentów nie wydrzeć... :/
UsuńCzemu zasłabłaś na koncercie? Mi się takie zasłabnięcia zawsze z braniem narkotyków kojarzyły :/
Ja bym się nie powstrzymywała XD No ale ja to ja ;)
UsuńTe skojarzenia to stereotypy Kochana :) Choć w każdym stereotypie jest trochę prawdy. Ja zasłabłam wtedy na Aerosmith - bo byl to koncert na hali i po spędzonych tam kilku godzinach było potwornie duszno. No i zabrakło mi tlenu, no :P
Ja jeszcze nigdy w życiu nie zemdlałam :P Raz tylko w podstawówce zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczami, nic nie widziałam :P
UsuńJa pierwszy raz w życiu zemdlałam w kościele, jakieś dwa, trzy lata temu. Ale tak do utraty przytomności. A takie zesłabnięcia, kręcenie w głowie to się zdarza częściej :P
UsuńRobiłaś sobie badania? Może coś jest nie tak skoro tak często słabniesz?
UsuńRobiłam, okazało się, że jestem po prostu przeforsowana. Mam dwa tygodnie urlopu i odpoczywam :)
UsuńPrzez cały post myślę tylko "ja chcę na koncert"!
OdpowiedzUsuńTo trzeba poszukać, kiedy ktoś fajny gra :D
UsuńZa 2 tyg idę na Bednarka, haha. ;D Niedługo będzie duże miasto to będą i prawdziwe koncerty. :D
Usuńna Bednarka się załapałam w maju, na dniach mojego miasta :P w sumie gość wydawał mi się nieco przereklamowany, ale show robi całkiem dobre, skoro ja: biedna dziewczyna z jelitówką i jedyna trzeźwa tego dnia na końcu najbardziej się bujałam XD i te dialogi chłopaków z Bednarkiem:
Usuń- Hej załoga, dobrze się bawicie?
- BEZAPELACYJNIE KU*WA!!! XD
Haha u nas też będzie na imprezie plenerowej i też podobnie sobie to wyobrażam, tylko jelitówkę sobie daruję. ;p
UsuńNo to będzie podobnie :) Jelitówki oczywiście Ci nie życzę :P Tylko cholernie ciężko zrozumieć słowa, tak szybko nawija ;P
UsuńByłam w niedziele na dniach mojej gminy. Gwiazda wieczoru około północy porzuciła swój repertuar i zaczął śpiewać 'Domowe przedszkole'. ^^
UsuńHahaha :D WTF? :P
UsuńChyba udzieliła mu się atmosfera od publiczności i wchłonął opary. ^^
UsuńBardzo możliwe :P
UsuńFajnie, że w Polsce funkcjonują takie festiwale :)
OdpowiedzUsuńTeż mnie to cieszy :) Choć od festiwali wolę zwykłe koncerty ;)
UsuńA ja nawet nie powiem że zazdroszczę bo oprócz NIN nawet ostatnio tego typu koncerty, festiwale mnie nie ciągną...znaczy, nie mówię że bym nie pojechał w ogóle, ale nie mam na to parcia, o XD Bo mam chyba inne priorytety. Ale przede wszystkim to ja się tutaj cieszę z twojej radochy, bo to kolejne chwile do kolekcji najpiękniejszych po prostu, czyż nie? Cenne male skarby, które zostają z człowiekiem na zawsze.
OdpowiedzUsuńAle niestety jak zawsze jakaś łyżka dziegciu w beczce miodu być musi. Cóż, ludzie nie myślą, ludzie nawet nie mają często odpowiedniego instynktu. Ale summa summarum i tak skończyło się dobrze więc...nie ma co narzekać na pewno XD
A ja miałam parcie na PJ i nawet jakby w stodole grali jakiejś, to bym pojechała, serio xD Prawda, skarby cenne, kolejna perełka do wspomnień :)
UsuńChoć teraz czekam na zwykły koncert, nie na festiwal, bo jednak zagrali duuużo krócej.
Skończyło się zajebiście :D Takich przygód to ja się nie spodziewałam. I nie spodziewałam sie, że przefrunę przez barierkę i pobiegnę tuż przed scenę :D Tylko że Karola tej kostki nie złapala xD
Wielki festiwal, wiele przygód :)
OdpowiedzUsuńJak tak popatrzeć, to muzyka ma ogromny wpływ na funkcjonowanie człowieka. Bez niej nasz świat byłby uboższy i tyle osób pozostałoby anonimami śpiewającymi pod prysznicem.