wtorek, 22 lipca 2014

Wszystkie wiersze mają w sobie wilki

Zeszły tydzień miał być przełomem dla naszego związku, który zresztą dziesięć dni temu postawił pieczęć na kalendarzu, przypominając "tak, to już cztery lata." Miał pozwolić mi odpocząć i nabrać sił na dalszą wędrówkę. Miał. I częściowo spełnił swoje zadanie, ale też obudził we mnie mnóstwo wspomnień, które w wielu sytuacjach okazywały się wilkami. Złymi wilkami.

- Jesteś szczęśliwa? - zapytała mnie Szka, gdy dzwoniłam do niej w sobotni wieczór, po raz ostatni podczas tego pobytu czekając na morski zachód słońca.

Siedziałam na usypanych, wielkich kamieniach na jednej z (prawie) dzikich plaż za Kołobrzegiem i nie wiedzieć dlaczego, gdy zadała mi to pytanie poczułam ogromną gulę w gardle. Bardzo często chciało mi się tam płakać. I płakałam. Płakałam, bo czułam, że mnie to oczyszcza. Czulam, że te łzy spływające po policzkach, słone jak te morze są jak katharsis dla duszy. Czułam, że coś jest nie tak. 


- Asiu, jest gorzej, niż myślałam. Nie daję już rady... - słyszałam, jak płakała. - Dobrze byłoby usiąść z tobą w kuchni i pogadać, wiesz, Tacie nie mogę wszystkiego powiedzieć, a ty zawsze rozumiesz. Ale... Jakie jest morze? - usłyszałam, jak pociąga nosem, próbując odbiec od tematu i jak nadal łamie jej się głos. - Spokojne? To dobrze... Uda ci się odpocząć i nabrać sił. Korzystajcie, dzieci...

Mama bardzo walczyła ze sobą, rozmawiając ze mną przez telefon. Z jednej strony bardzo chciała się wygadać, a z drugiej chciała, bym odpoczęła od domowych problemów. Patryk czasem śmiał się, że dzwonię do niej tak często, ale nie był o to zły. Rozumiał. Wiele razy patrząc na te nawet najspokojniejsze fale tak bardzo chcialam, by była obok mnie. Czułam się źle, gdy co jakiś czas nachodziła mnie myśl, że wolałam, by na chwilę zajęła miejsce Patryka, któremu czasem zbierało się na marudzenie. 

Przypomniało mi się nagle w środku nocy obudziła mnie, pytając: Chcesz zobaczyć gwiazdy nad morzem? Chodź! Miałam wtedy dziesięć lat. To był jeden z ostatnich wyjazdów z Rodzicami, przed powolną śmiercią Babci. Tata stał na schodach, trzymając na rękach mojego pięcioletniego Braciaka. A my we dwie, jak szalone, na boso biegałyśmy po lodowatym piasku tak długo, aż padłyśmy na plecy. Boże, jak pięknie. Nie wiem, kiedy miałam przed oczami cudowniejszy widok. Nie wiem, kiedy czułam się lepiej. 

W zeszłym tygodniu oglądałam z Patrykiem zachód słońca. Było cudnie. Było cudnie, gdy próbowaliśmy wepchnąć się do morza, wracając z centrum na naszą (prawie) dziką plażę. Było cudnie, gdy śmialiśmy się z byle czego. I było cudnie, gdy powiedział mi W końcu kochanie wrzuciłaś na luz... Oparłam głowę na jego ramieniu, gdy słońce było już prawie poza horyzontem.
- Chcesz zobaczyć gwiazdy? - zapytałam, choć widziałam, jak pociera ramiona. Miał za cienką bluzę. - To piękny widok.
- Gwiazdy, jak gwiazdy, kochanie... wszędzie świecą tak samo.
Znów zachciało mi się płakać.


W Kołobrzegu spędziłam sporą część swojego dzieciństwa. Siedząc na plaży wspominałam Mamę, która jeszcze nie odpalała papierosa od papierosa. Wspominałam Tatę, który miał jeszcze wszystkie włosy na głowie i trochę częściej się śmiał. Wspominałam Braciaka, z którym bawiliśmy się przy brzegu, nie spodziewając się jeszcze przykrości, jakie staną na naszych życiowych drogach.

Wspomnienia pożarły mnie żywcem. Jak wilki. Złe wilki.
Zapomniałam o tu i teraz.
Zapomniałam, że teraz jestem z Nim, że mamy być szczęśliwi, że to czas, w którym możemy się cieszyć z naszej czwartej rocznicy, że to pierwsze tak długie wakacje na które wyjechaliśmy zupełnie sami. 
Prawie ciągle chodziłam ze łzami w oczach.

I wiecie... nawet nie chciało mi się płakać przez to, co dzieje się teraz. Mieszkanie z chorym psychicznie Bratem Mamy pod jednym dachem powoli staje się koszmarem. I tu nie chodzi o porażenie mózgowe ciała, z którego Babcia jeszcze za życia go prawie całkowicie wyciągnęła. Może chodzić i sam funkcjonować. Ale niestety to, co siedzi w głowie to inna sprawa. To człowiek, który nieraz nad sobą nie panuje. Był już kilka razy w szpitalu psychiatrycznym. Nasza domowa lekarka powiedziała kiedyś Mamie: Oddaj go tam, gdzie będzie wśród swoich. Tak samo, jak poleciła Mamie oddać Babcię do hospicjum. Ale ja już wiem, po kim mam tak dobre serce. 

Tymczasem ostatnie wydarzenia stają się jakby przełomowe. Agresja w nim rośnie. Mama dzwoniła do mnie, gdy siedziałam wieczorem na balkonie. Patryk się kąpał. Ja płakałam, z przyzwyczajenia szukając w kieszeni od bluzy paczki fajek. Asieńko, ja się boję spać. Ja się boję, że on coś nam zrobi.

Myślałam, że będę miała moment załamania. Naprawdę myślałam, że po prawie dwóch miesiącach pójdę do najbliższego sklepu i zapłakana kupię papierosy. 


Tak bardzo chciałabym Jej pomóc. Chciałabym, by odpoczęła, zamiast mnie. Ciągle żyje w biegu, w stresie... I ciągle stara się, bym to ja była szczęśliwa, twierdząc, że ona już schodzi z tego świata. Tylko, że nie skończyła jeszcze nawet pięćdziesięciu lat. I tak bardzo chciałabym pomóc Braciakowi, który ostatnio nie może znaleźć sobie znów miejsca, z powodu kilku spraw. A gdy patrzę na Patryka, który zawiedziony zastanawia się, co się ze mną dzieje, serce pęka mi z nadmiaru miłości i żalu.

Ostatni raz pojechałam do Kołobrzegu - mojej wylęgarni wspomnień. Dobrych i szczęśliwych wspomnień. Wspomnień, które w pewnych sytuacjach stają się bardzo złymi wilkami.

Jesteś szczęśliwa? - zapytała mnie Szka, gdy dzwoniłam do niej w sobotni wieczór, po raz ostatni podczas tego pobytu czekając na morski zachód słońca.
- Jestem, Kochana, jestem. - odpowiedziałam, nie będąc do końca pewna, czy przypadkiem nie kłamię.

105 komentarzy:

  1. Jesteś ogromnym wsparciem dla swojej Mamy i takim promyczkiem szczęścia i radości w trudnych chwilach.
    To niesamowite i rzadko spotykane w dzisiejszych czasach.
    Nie macie łatwo, i pewnie nikt kto w takiej sytuacji nie jest, nie potrafi sobie nawet wyobrazić Waszych odczuć.
    Nie znam słów, które w jakikolwiek sposób mogłyby podnieść Cię na duchu. Zarówno Mama jak i Ty jesteście wielkimi szczęściarami, że macie siebie. Taka relacja to ogromny skarb.
    Siły i wytrwałości Asiu :* i ogromu szczęścia Kochana należy Ci się to bardzo :*
    Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana :*
      Wiesz, z tymi relacjami z moją Mamą bywało bardzo różnie - w wielu sprawach nasze poglądy diametralnie się różnią i powstawały przez to różne zgrzyty. Na szczęście koniec końców jest całkiem dobrze między nami i mam nadzieję, że tak już pozostanie i że jakoś się z tą sytuacją uporamy.

      Usuń
  2. Wątpliwości potrafią pojawić się w odniesieniu do wszystkiego - szczerze mówiąc staram się do tego przywyknąć. Taki ludzki mechanizm związany z instynktem samozachowawczym.
    Hmm... dobre serce - na pewno... ale czy mądre?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobro nie zawsze idzie w parze z rozsądkiem (bo nie chciałabym tutaj używać słowa "mądrość"). Jest wiele sytuacji, w których rozsądek podpowiada nam rozwiązania, na które serce przytaknąć nie potrafi. Ale chyba dzięki temu potrafimy być jeszcze ludzcy. A jakim kosztem? No własnie...

      Usuń
  3. Masz wielkie dobre serducho.!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem aż za i to okazuje się niezdrowe, szczególnie dla mnie.

      Usuń
    2. Wiem, ale mimo wszystko dobro wraca. Doświadczysz tego.

      Usuń
    3. Doświadczam cały czas :)

      Usuń
    4. Ale dużo buziaków :D :*

      Usuń
    5. Będzie jeszcze więcej.

      Usuń
    6. Jak samopoczucie? ;)

      Usuń
  4. Jestes wsparciem dla Mamy ale tez nie zapominaj, ze jestes dorosla i musisz ukladac tez wlasne zycie. Doskonale Cie rozumiem, moja mama jest nie tylko chora ale mam i mlodszego brata chorego. Jest schizofrenikiem bez lekow.... Tyle, ze ona jest pod jego wladza i sie martwie. Ale wyjazd bedzie moj. Nie bede sie martwic. Nie moge. Nie bede tez cale zycie ciagle przy niej bo to chore i niezdrowe. Trzeba tez pomyslec o sobie i odetchnac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kochana, ale ja o tym pamiętam. Po prostu wydaje mi się, że wybrałam na odpoczynek nie do końca odpowiednie miejsce - zbyt bardzo nabuzowane wspomnieniami i emocjami. Zbyt często porównywałam moje obecne szczęście (bo przecież jestem szczęśliwa!), do tego, co było kiedyś. Ja nie potrafię się śmiać, kiedy wiem, że bliskie mi osoby są utrapione. A akurat wyjechałam w takim momencie, gdy sytuacja z wujem stała się gorsza, niż zazwyczaj. Jedyne, co mnie pocieszało to to, że tata zaczął od 14 lipca trzytygodniowy urlop. Bo on.. do tej pory był nieszkodliwy. Miał swoje "widzimisie", ale ograniczało się to raczej do generalnych porządków codziennie punkt o siódmej rano (bo o tej rodzice wyjeżdżali do pracy, więc miał "wolną rękę" bo przede mną nie czuje respektu żadnego), jedzenia tym, a nie innym widelcem i spacerów punktualnie o 15:30. Tak dla przykładu. Tymczasem teraz stało się dla niego normalne rzucanie puszką od kawy, trzaskanie w pokoju i wydzieranie się. A że ja mieszkam w starej kamienicy. mieszkanie jest "przechodnie", wszyscy przechodzimy przez jego pokój, który jest w pierwszej kolejności - czasem "zwykłe" jego zachowania działały nam na psychike, bo normalne to nie jest, ale da się to tolerować. Po prostu człowiek jest chory i tyle. Ale w momencie, gdy staje się agresywny, to już zupełnie inna bajka.

      Usuń
    2. Ja znam to. Znam dokładnie :) Mój brat też odpierdala, ciągle. Ale to nie znaczy,że skoro Ty się wyrwałaś to nie możesz odpocząć. Ja wiem co będzie jak wyjadę, pewnie to samo. Mama chora zostanie z chorym bratem, który może ją nożem zadźgać dlatego,że np. będzie coś nie tak. I może to się stać tak naprawdę zawsze. Ale trzeba po prostu odpocząć, inaczej się nie da. Mieliście odpocząć a wygląda jakby ten wyjazd był bardzo smutny... Nie powinno być tak,że wolisz mamę od Patryka... Byliście razem, jesteście ze sobą 4 lata i jesteście już dorośli, założycie prędzej czy później swoją rodzinę i nie będziesz ciągle obok Mamy...

      Usuń
    3. Nie rozumiem, jak osoby z zaburzeniami czy chorobami psychicznymi mogą być bez leków.
      A potem słyszymy w TV, że ktoś rozgniata autem ludzi na molo albo lata z tłuczkiem do mięsa po ulicy..
      I wszyscy myślą "Jak to możliwe?".
      Brawo.

      Usuń
    4. Tylko widzisz, ja mam taki charakter, że mimo wszystko się martwię. I wiesz, nie uważam, że nie powinno tak być, że wolałam Mamę od Patryka. Momentami naprawdę wolałam, by tak było. Po prostu łączy nas silna więź, a ja chciałabym ją wyrwać choć na chwilę i mam nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek wyciągnę ją na wakacje. I wiesz, to nie było zupełnie tak, że cały wyjazd był smutny. W gruncie rzeczy było tam rewelacyjnie ;) Tylko miewałam doły i czasem wychodziło, jak wychodziło.
      I wiesz... nie miałabym serca, gdybym myślała w takich sytuacjach tylko o sobie. I nie chodzi o zdrowy egoizm. Chodzi o to, że moja Rodzina (nie tylko Mama) wyciągnęła mnie z najgorszego dołka w życiu. Więc nie wyobrażam sobie zostawić ich samych.

      Drogi Anonimie - brzydko tak się zwracać, dlatego bardzo proszę o podpis kolejnym razem, gdyż inaczej będę zmuszona usuwać komentarze ;) Brat Mamy bierze leki regularnie, również przeciwpadaczkowe. Prawa jazdy nie ma, więc w nikogo autem nie wjedzie. A nasza medycyna niestety nie poznała jeszcze wszystkich tajnik ludzkiej psychiki.

      Usuń
    5. Coz nie znam sytuacji. Opisalas wyjazd jako same smuty. Dlatego ja doradzilabym egoizm. Chyba, ze jestes w stanie zalozyc wlasna rodzine, wyprowadzic sie... bo jesli czujesz zobowiazania i wlasne szczescie stawiasz ponad rodzine to nie jest zdrowe...

      A co do super anonima to widac czlowiek bez pojecia jakiegokolwiek o systemie leczenia w naszym panstwie. Panstwo nie stac na leki i na leczenie osob psychicznych. A przyklad z molo zajebisty. Gratuluje ograniczenia.

      Usuń
    6. Jasne, że planuję założyć własną rodzinę. Powiem więcej, nie wyobrażam sobie zakładać jej tutaj ;) No cóż, następnym razem nie bierz aż tak dosłownie tego, w jaki sposób opisuję :) Zresztą... Trudno opisać tydzien w jednej notce. Mam Wam sporo do opowiedzenia ;) A że zaczęłam od smutków... No cóż, i ja nie jestem ze stali - czasem dopada mnie dołek ;) Ale na szczęście dziś jest o niebo lepiej :)

      Usuń
    7. Słońce świeci i w ogóle :D Chociaż miałam jechać nad jeziorko i nie wypaliło :(

      Usuń
  5. kurcze wiadomo że musisz pomagać mamie zarówno w kwestii psychicznego "wstawania" jak i fizycznego, bo pewnie przy chorym jej bracie jest mnóstwo do ogarnięcia, ale też masz swoje sprawy, swoje życie... na wakacjach powinnaś odpocząć a nie stresować się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety... wybrałam zły moment na odpoczynek. Ale kto mógł wiedzieć, że nagle sprawy nabiorą takiego charakteru? Próbowałam wyluzować... normalnie mama nie dzwoniłaby do mnie, gdyby działo się coś złego, bo nie chciałaby mnie stresować. Ale to już stało się przerażające...

      Usuń
    2. jasne że przecie jako mama chciąłaby abyś się zrelaksowała ... więc wyszło troszkę nie tak :((

      Usuń
    3. Ale na szczęście to były tylko chwile i nie popsuło mi to całego wyjazdu ;)

      Usuń
    4. czujesz więc regeneracyjną moc?:D

      Usuń
  6. Łączy Was niezwykła więź i silna relacja. Z jednej strony to piękne i warte podtrzymania- to nie zdarza się tak często. A z drugiej strony też musisz zapomnieć o problemach, chociażby po to by potem móc silną wrócić i wspierać bliskich.
    Dużo siły Ci potrzeba i jej życzę. Tobie i mamie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście mimo całej sytuacji nabrałam duuużo sił :)

      Usuń
  7. Kurczę, domyślam się, że przez co musicie przechodzić. Kiedy moja mama zajmowała się sparaliżowanym dziadkiem, to też towarzyszyły nam podobne emocje. I też wiele razy marzyłam o tym, by mama w końcu odpoczęła, by gdzieś wyjechała na kilka dni, ale to było raczej nierealne. Teraz dziadka już nie ma, a ona i tak nie potrafi odpoczywać. Musi coś ciągle robić, pomimo, iż twierdzi, że nie ma siły. Taki chyba już mają niektórzy charakter..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, taka kwestia charakteru. Widzisz, u Was był Dziadek, u nas była taka sytuacja z Babcią. Dokładnie pół roku. Tylko wiesz... w tym przypadku po prostu wiedziałaś - jakkolwiek strasznie to nie zabrzmi - że ten człowiek nic nie zrobi. Trzeba się nim opiekować, ale jest nieszkodliwy. Teraz mamy do czynienia z człowiekiem, po którym niewiadomo czego się spodziewać...

      Usuń
    2. Wiem, wiem, dostrzegam tą różnicę :/
      Trudne to wszystko..

      Usuń
    3. Na szczęście podobno z każdej sytuacji jest wyście...

      Usuń
  8. Asik ;* pomyśl sobie,że musisz sama mieć dużo sił żeby wspierać mamę! dlatego miej na uwadze swój odpoczynek fizyczny i psychiczny! lepiej się poczujesz :*
    trzymaj się mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha no i jestem pod wrażeniem Waszej więzi z mamą :) chciałabym żeby moja córa kiedyś miała taką ze mną :)

      Usuń
    2. Moja kochana Sissi :))
      Możesz uwierzyć mi na słowo, że dbam zarówno o fizyczny, jak i o psychiczny odpoczynek. Już po samym powrocie czuję się dużo lepiej :)
      Życzę Wam takiej więzi zatem :*

      Usuń
  9. Wiesz, wczoraj już przeczytałem twoje słowa...ale nie napisałem od razu, bo musiałem sobie parę rzeczy chyba przemyśleć, bo dużo myśli, jak to mi się nasunęło.
    Bo to bywa najtrudniejsze pytanie w życiu- czy jesteś szczęśliwa. Bo każdy ma swoją jego definicję i...szczęście to nie słowa, szczęście to czucie. Jak wiara. Dla mnie szczęście to nie brak problemów czy łez. Dla mnie to poczucie że wszystko się ułoży. Po swojemu, z biegiem czasu. To stabilny grunt i ciepło pod sercem, wielka kula spokojnej miłości do której można wracać. To, że jest źle nie znaczy, że nie jesteśmy szczęśliwi, wiesz? Tak sobie po prostu pomyślałem...że ty masz w sobie cholernie dużo ciepła, bywasz dla świata cholerną żarówką wokół której można się rozgrzać, można znaleźć dzięki niej drogę, jak jest ciemno. Ale nawet żarówki nieraz są zmęczone. I widzisz Asiu moja droga, mi chodzi o to, że pomimo tego, że świecisz teraz trochę mniej...nie pozwól się całkiem zagasić. Niech ten pręcik w środku się żarzy. Też dzięki miłości. Bo jak kochasz świat, to on kocha i ciebie. Tylko nieraz rzuca cholerne kłody pod nogi i nieraz rzuca nas na kolana złośliwie. Przekornie może. Ale świat to miłość, a miłośc taka nieraz jest.
    Pomyślałem sobie o tych twoich wspomnieniach. Są miejsca, do których nieraz nie możemy wracać. Nie w tym momencie ale Asiu...pomyśl nad tym, że teraz, gdy jesteś już dorosła, masz czas na to, żeby tworzyć nowe miejsca. W których szybciej bije serce. Nowe miejsca, w których będziesz płakać, ale ze szczęścia, niezmąconego przez chwilę tymi wilkami.
    Bo wiesz, wilki też nie są złe. One muszą być w życiu a my...my musimy je nieraz po prostu oswoić. Ugłaskać. Nieraz nas przedtem pokąsają. Nieraz poszarpią i trzeba będzie szyć. Ale się zszyje, wszystko się zrośnie. Ja to wiem i ty naprawdę też to wiesz, nawet jak ci kurewsko źle. Bo jesteś żarówką, pamiętaj o tym:)
    I widzisz, teraz jest źle...ale pamiętaj, że ty może jesteś człowiekiem który pomaga innym, Któremu zależy. Ale i obok ciebie są ludzie, którym też zależy. To, co dzieje się u ciebie w domu nie jest łatwe. To nie jest coś, co można rozwiązać jak za dotknięciem magicznej różdżki. Ale jeśli mógłbym coś zrobić, jeśli byś potrzebowała czegokolwiek- czy nawet pogadania o pierdołach żeby na chwilę zapomnieć, wypłakania się, a nawet nie wiem, przewiezienia czegoś autem czy pomalowania ram okien- to wiesz gdzie mnie szukać, no nie? Naprawdę, jeśli coś by się działa gdzie potrzebowałabyś pomocy i ja byłbym odpowiednim do tego jakimś cudem człowiekiem, to wal jak w dym.
    No, to tyle chciałem ja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to miałaś mi i tak już coś zeskanować, no nie?:>

      Usuń
    2. Rozumiem :)
      Widzisz... ktoś bliski powiedział mi kiedyś, że to, że czuję się szczęśliwa, to nie znaczy, ze szczęśliwa jestem. Że jest różnica między "czuć się" a "być". Zupełnie, jak ze zdrowiem. Czujesz, ze wyzdrowiałeś po przeziębieniu, a tak naprawdę od czasu do czasu pociągasz jeszcze nosem. A przez te porównanie do cholernej żarówki resztę czytałam przez zaszklone oczy, bo tak wiele w tym prawdy. Najgorsze jest to, że dla niektórych byłam taką żarówką, która pozwoliła tylko chwilę się ogrzać. A ja bardzo przywiązuję się do ludzi, a to niebezpieczne i długo z tego powodu cierpiałam. Ale... znów odbiegam od tematu - tym razem ja :P
      I znów masz racje. Tym razem Ty rozświetlileś mi drogę. Jest tak wiele miejsc, w których nie byłam, a bardzo chciałabym być. Nigdy jeszcze nie byłam na Mazurach, czy w Zakopanem. Trzeba i tam wbić chorągiewkę i wyhodować tam dobre wilki :) Pewne wspomnienia trzeba zostawić do chwili, aż przestaną byc złymi wilkami i uda się na nowo je oswoić. Dlatego uznałam, że na razie pojechałam tam ostatni raz ;) Teraz wszystko się właśnie zabliźnia, właściwie odkąd wjechaliśmy w okolice Wronek stałam się zupełnie inną osobą - silniejszą, przebojową, taką, jak zawsze. Tam po prostu osłabiły mnie wspomnienia.
      A swoją drogą idealnie ująłeś to z tą żarówką, bo farbuję włosy płomienną iskrą ^^ I właśnie cholernie mi zjaśniały nad tym morskim słońcem, muszę się znów urudzić :P

      I dziękuję Ci :) Dziękuję z całego serca, bo ja też jestem tylko człowiekiem i nieraz potrzebuję się wygadać. Będę pamiętać, by w razie czego zwrócić się do Ciebie. I vice versa :)

      Ach tak! Te moje niby zaniżone płytki krwi :D Na śmierć zapomniałam, bo odkąd wróciłam z Open'era, to czułam się wyśmienicie ^^ I w sumie nadal czuję się dobrze. Może faktycznie to było zwykłe przemęczenie :) Mama idzie jutro do naszej domowej lekarki właśnie w sprawie wuja. Chce zapytać, co zrobić, do jakiego lekarza się zgłosić, bo wszyscy lekarze, którzy mieli z nim do czynienia, zaczynają umywać ręce. No i powiedziała, że zabierze jeszcze raz te moje wyniki i jej pokaże, bo ona chyba tych płytek nie zauważyła :P

      Usuń
    3. Dlatego też mówię, każdy ma swoja definicję szczęścia. Jedni wiedzą, jedni czują, inni po prostu są szczęśliwi i nie potrzebują definicji nawet. To trwa i dobrze, że trwa, po prostu:)
      Wiesz, chyba...nie żebym to jakoś umniejszał czy coś- ale chyba każdy z nas miał kogoś takiego, kto albo go za krótko grzał, albo kogo za mało się ogrzało. I to zawsze musi boleć, jednych mniej, innych bardziej...ale hej- czy to nie uczy jednak? Ja wiem że to brutalne..ale może nieraz, z perspektywy czasu, jeśli już nic nie możemy zrobić, należy na to spojrzeć od tej strony?

      Jak nie spojrzysz- nie odwiedziłaś nawet 1/1000 świata, miejsc, które są piękne i które mogą być w twoim sercu, tak samo jak ja. Spójrz, jakie to wspaniałe pole możliwości, poznawać je, rozsiewać tam trochę swojej duszy i duszy tych miejsc chłonąć ^^ Spójrz jak wiele wspomnień możesz tworzyć, jak wiele przygód przeżywać XD Zakopane, Mazury, Alaska, Kaukaz....wszystko przed tobą jeśli tylko zechcesz, żeby cię nogi poniosły no :) Dlatego może trzeba poszukać innych miejsc, a może po czasie, może też żeby rozliczyć się jakoś z sobą..wrócić i do tych dawnych. Jak już się człowiek ze swoimi i miejscowymi wilkami oswoi:)
      To nazwa koloru?XD Zawsze mnie rozwalają XD Ale farbuj, farbuj dalej i dbaj o żarówkę w środku:)

      Cóż, póki co nie ma za co:)

      No a mi się przypomniało widzisz dzisiaj też dopiero, nie jestem lepszy :P Wszystko możliwe:) I wiesz..ja jednak mam lekarzy niektórych za pan brat, nawet znam świetnego psychiatrę który Vincenta leczył jakby był potrzebny czy coś, bo tak wnioskuję ze może być, on chyba jeszcze normalnie przyjmuje i tak dalej, jakby co mogę się poorientować, tutaj w Poznaniu.

      Usuń
    4. Otóż to, każdy odczuwa to po swojemu ;)
      Wiesz, ja się staram na to patrzeć właśnie od tej strony i z każdego, przykrego doświadczenia staram się wyciągać wnioski. tylko że... no właśnie, czego to powinno mnie nauczyć? Dystansu do ludzi? Może do samej siebie? A ja wciąż popełniam te same błędy. Ale może mam to za bardzo "wryte" w charakter.

      Takie spojrzenie daje bardzo dużo nadziei :) I, serio, bardzo podniosło mnie to na duchu. Zresztą... już zupełnie inaczej odbieram nasz Bałtyk w Gdańsku, gdzie spędziliśmy kilka dni podczas Open'era. Po prostu takie zdrowie wspomnienia, dobre myśli, które sieją uśmiech. Dobre wilki :) Poszukam sobie zatem więcej takich nowych miejsc. Kto wie? Może jeszcze w te wakacje? ;)

      Otoż jest za co, Kordianie drogi i ja wiem lepiej, więc się nie kłóć :P A na serio... Czasem dobre słowa, które pomagają spojrzeć na sytuację z innej, lepszej perspektywy bywają cenniejsze od uczynków.

      O! To gdyby rodzice chcieli działać w taki sposób to dam Ci znać i najwyżej podasz mi kontakt do tego lekarza. Na razie zobaczymy, co jej powie ta lekarka, ma do niej iść dziś popołudniu. O ile pójdzie, bo wczoraj znowu jej siadały nerwy i było gadanie typu, że już ma dosyć i ma ochotę umyc ręce od tego wszystkiego. Nagadałam jej trochę, że jeśli mówi się "A" to trzeba powiedzieć też "B", no i że problemy się rozwiązuje, a nie chowa sie przed nimi w kąt. Proponowałam nawet, że z nią pójde do tej lekarki, bo to będzie jak już wrócę z pracy, ale zobaczymy, co będzie chciała zrobić.

      Usuń
    5. Może właśnie na odwrót, nie spojrzałaś na to z tej strony? Złe rzeczy które robią nam ludzie uczą nas miłości mimo wszystko. Tego, że może i jesteśmy zranieni, ale nie powinniśmy rezygnować paadoksalne. Nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi, jak nie to rozwinę XD

      Właśnie, widzisz, masz już swój Gdańsk teraz:) I kto wie, bo czemu by nie:) Wyruszyć tak naprawdę zawsze można i ich szukać, wiem coś o tym:) A w Berlinie byłaś?:>

      Bo co, znowu będziesz groźna?XD Tylko ja nie lubię tylko gadać, bo to bywa...za mało. Wiesz na pewno o co mi chodzi.

      No, jak już będziesz wszystko wiedzieć to daj mi znać co i jak, jakby co ja tam zadzwonię do niego, wiesz, jakby co znam jeszcze innego psychiatrę. Nie pytaj skąd ja lekarzy ogarniam, ale ogarniam XD No i jasne, nie możma problemów zamiatać pod dywan, bo nie znikają, a tylko rosną dziko.

      Usuń
    6. Nie, nie, myślę, że jednak rozumiem do czego zmierzasz :P Wszak każde złe doświadczenie niesie ze sobą naukę. Tylko czasem chciałabym, by było więcej tych dobrych...

      A może od jutra będę miała mój Kostrzyn? :P Nie, nie, nie byłam w Berlinie. Ja to w ogóle za granicą byłam tyle co nic :( Tylko w Czechach w Skalnym Mieście i w Niemczech, ale to przy granicy tylko, we Frankfurcie :<

      Będę groźna, bo mam PMS xD Wiem, o co Ci chodzi :) Ja mam z kolei na odwrót - dla mnie to słowa bywają oczyszczające. Same chęci. To bardzo dużo :)

      Haha :) Jasne... zresztą. Wszystko wiesz, pisałam Ci w mailu. I odpiszę jeszcze dziś, bo kompletnie nie miałam wczoraj czasu, a trochę spraw się, powiedzmy, ustabilizowało. :)

      Usuń
    7. I te dobre też się po prostu zjawią:) Wiesz, mi się czasem zdaje, że to nadal zależy od naszego patrzenia. Im więcej nauki wynieśliśmy, tym czasem więcej zdarzeń wyda nam się dobrymi, bo mamy już jakąś inną perspektywę. Ale może coś mieszam XD

      To zawsze możemy się do Berlina kopnąć:) Ja bym wziął kogoś od siebie, ty od siebie, na benę się zrzucimy, gdzie spać jest ( taki dziwny dom artystów, no ale XD ). Można pomyśleć:)

      Znaczy, ja po prostu ze swojej perspektywy wolę dla kogoś coś zrobić konkretnego, niż tylko mówić. Jak to facet chyba XD

      Spoko, to czekam na wiadomości:)

      Usuń
    8. Tylko cholera... czasem brakuje mi sił, wiesz? :(

      Haha :D W sam raz na spontan :D

      Ano może właśnie z tego coś wynika :) Ale ja wiem, że mogę na Ciebie liczyć, a taka świadomość jest bardzo ważna :)

      To jak już nadrukowałam notkę to idę po kompocik i lecę Ci odpisać :D

      Usuń
  10. Jesteś wielkim wsparciem dla mamy a ona nie odpocznie tak naprawdę dopóki będzie z Wami mieszkał jej brat, cały czas będzie żyć w stresie i tak nie powinno być. Dlaczego nie chcecie go oddać tam gdzie jego miejsce, tam by miał opiekę 24 h na dobę a u Was w domu to tylko Wy się męczycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, bo u nas panuje taka dziwna mentalność. Brat mojej mamy był oczkiem w głowie babci - wyciągnęła go z wielu chorób i tak naprawdę - może nie powinnam tego mówić, ale u nas mówi się już o tym głośno - na siłę próbowała z niego zrobić normalnego człowieka. Babcia nie żyje od ośmiu lat i stopniowo sytuacja z wujem się pogarsza. Ale z drugiej strony wciąż pamięta się to, ile ona włożyla sił w to, że on nie jeździ dziś na wózku i że tak naprawdę nadal żyje. To jakoś tak psychicznie zobowiązuje. Może po prostu wystarczy stopniowo się przestawiać na to, że to jednak byłoby dobre wyjście.

      Usuń
    2. Ale twoja babcia na pewno by nie chciała żebyście się tak męczyły, wtedy on był w lepszym stanie a teraz już głowa nie jest taka jak wcześniej a co to za życie żyjąc w ciągłym strachu

      Usuń
    3. Oj, wierz mi - babcia należała do takich osób, które poświęciłyby wszystko i wszystkich dla niego.

      Usuń
    4. Ale życie toczy się dalej i trzeba je odpowiednio przeżyć

      Usuń
    5. Mi to mówisz, Kochana?

      Usuń
  11. Ciężko ma Twoja mama. Ale ważne, że się wspieracie :) Tej więzi żaden facet nie przebije :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w końcu kto lepiej zrozumie jak kobieta - kobietę :)

      Usuń
    2. i z tym bywa różnie :P

      Usuń
  12. Ej, ważne, że ma Ciebie! To już naprawdę dużo, dacie radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie, Braciaka i Ojca. Jakoś sobie poradzimy z tym :)

      Usuń
  13. I tak zamiast cieszyć się wyjazdem z facetem musiałaś zamartwiać się o to, co jest w domu i gonić wspomnienia. Trochę szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, po pierwsze nie musiałam, a mogłam - czepiam się, ale strasznie nie lubię określenia "muszę" :P
      Po drugie... widzisz, są ważniejsze sytuacje od opalania dupska nad morzem :) Swoją drogą, ja się nie opalam, jestem biała jak córka młynarza xD
      Poza tym wydaje mi się, że to wspomnienia dogoniły mnie. Podobnie, jak sytuacja w domu - nie miałam na nią wpływu. Na szczęście Patryk to zrozumiał i sam się martwił. Takie sytuacje też dają bardzo dużo do myślenia, wiesz? Wiele uświadamiają, jak bardzo można liczyc na ludzi, którzy są blisko.
      Szkoda, nie szkoda. Przed nami jeszcze wiele wyjazdów w te wakacje, tych bardziej i mniej spontanicznych :)

      Usuń
    2. Tak, ja też go nie lubię, wiem o co chodzi :P
      ja to wszystko rozumiem, po prostu szkoda, że nie mogłaś mieć takiego pełnego chill out'u, wrzucić na luz i zupełnie się zrestartować. W Twojej sytuacji na pewno też bym się martwiła i była wdzięczna chłopakowi, że nawet w takich chwilach jest wsparciem.

      Usuń
    3. Więc cieszę się, że mnie rozumiesz :)
      I wiesz, serio, mocno się zrestartowałam. Nabrałam sił na to wszystko. Jakiś mam taki zapał w sobie i motywację do działania. A trochę wyzwań na mnie czeka :)
      No chłopaka mam kochanego :)

      Usuń
    4. W takim razie cieszę się z tego że mimo wszystkich tych przykrych wydarzeń udało Ci się odpocząć. Z notki wyczytałam same zmartwienia a spodziewałam się naprawdę pozytywnej relacji :)

      Usuń
    5. Cóż, nie zawsze musi być kolorowo. Wszak byłoby za słodko, prawda? :) A poza tym kilka relacji mam jeszcze dla Was ^^'

      Usuń
    6. I jakby wtedy było nudno :P
      Właśnie miałam Ci to napisać, że mam nadzieję, że jeszcze jakieś relacje i zdjęcia będą :D

      Usuń
    7. Ano właśnie :P
      Spoko orinoko :D

      Usuń
    8. To ogólnie ile czasu byliście tam? :)

      Usuń
  14. Ale mimo wszystko - wyjazd był udany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko - bardzo udany :)

      Usuń
    2. Nooo! I o to chodzi! Każdy człowiek ma problemy, większe czy mniejsze. Ważne aby złapać oddech ;)

      Usuń
    3. Otóz to! Na szczęście udało się wyczerpać sporo z tego wyjazdu :)

      Usuń
  15. Rozczuliłam się pod Twoim postem, chociaż nie jest bardzo optymistyczny. A mimo wszystko, dostrzegam w Tobie siłę, dobro i wsparcie. Oraz piękne więzi rodzinne. To pozwoli Wam przetrwać :) Ściskam mocno do serducha! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję Kochana :* Za każde dobre słowo - one dodają bardzo dużo siły. :)

      Usuń
  16. słyszałam tę niepewność, Kochanie. przytulam Cię mocno.
    chciałabym dać Ci ostatki moich sił i kawałki szczęście, które mam, by było Ci lepiej. wszystko dla Ciebie! pamiętaj, że jestem i będę, nawet jak mnie porwą kosmici. ;-)
    Asik, czy Ty wiesz ile jest w Tobie dobra? chyba aż za dużo, bo się wylewa. ale to piękne.
    kocham Cię Serduszko! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że słyszałaś, Słońce. Ale bardzo mi poprawiłaś nastrój wtedy, wiesz? Patryk mnie nie poznał, jak zlazłam z tych kamieni tylko po to, by go gonić wokół zdziwionych ludzi ^^'
      Pamiętam Kochanie! I tak dobrze, że jesteś. :* Dobrze jest mieć tą świadomość, że ktoś się jednak martwi. :*
      Czasem dużo we mnie dobra, czasem zła, ale jestem tylko człowiekiem.
      Też kocham! :*

      Usuń
    2. no widzisz! trza było częściej dzwonić. ;-)
      zdziwieni ludzie są spoko. :D
      no jakbym się miała nie martwić, Głuptasie. :*
      człek, dziwna istota. znam ją troszkę. ;)

      Usuń
    3. Fakt faktem, musimy koniecznie dzwonić do siebie częściej :D
      Tak, bawią mnie jeszcze bardziej :D
      Oj :*

      Usuń
  17. Kochana, masz w sobie dużo siły....i mądrości takiej życiowej mądrości....wierzę, że się ułoży....przytulam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się wtulam jeszcze mocniej :) Dziękuję :*

      Usuń
  18. Smutne to wszystko. Macie ciężką sytuację. Życzę Tobie i Twojej rodzinie dużo siły i poprawy sytuacji. Ściskam wirtualnie ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Staram się być dobrej myśli mimo wszystko.

      Usuń
  19. siedzę, czytam i marszczę brwi. i nie potrafię sensownie skomentować. zastój i wgl moje ostatnie problemy zdają się być błahe przy tym, co przeżywa Twoja mama, co Ty przeżywasz. to jest niewyobrażalnie przytłaczające, jak ma się takie problemy na co dzień za zamkniętymi drzwiami.. dobrze, że masz z kim porozmawiać. razem z mamą zdecydujecie, co - czy cokolwiek- robić, Ty jesteś ta bardziej uparta. w takich chwilach to chyba ważniejszy rozsądek niż miłość, ale nie mi to oceniać bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt faktem - sytuacja jest serio bardzo trudna. Ciężko się tu czymkolwiek kierować. Ja być może już bym podjęła jakąś sensowną decyzję, ale wiem, że mama ma po prostu powody, by się w tym wszystkim gubić.

      Usuń
  20. poruszyły mnie te słowa Asia, dobrze, że macie siebie... w tak niekomfortowej sytuacji,przytulam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to być razem :* Wtulam się :)

      Usuń
  21. Czytałam tego posta kilka razy i nadal nie wiem co napisać gdy ktoś przechodzi tak ciężkie chwile. Jesteś mądrą o dzielną kobietą i trzymam kciuki, żeby los dał Ci nie tylko smutne momenty.
    Ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :* Chociaż do mądrej chyba dużo mi brakuje ^^

      Usuń
  22. Ja wiem, że to jest Brat Mamy, ale jeżeli bywa niebezpieczny i się go boicie, to czy naprawdę nie lepiej byłoby, aby poszedł do szpitala? To tak się mówi, że rodzina, że nie wypada, że musicie się nim opiekować, no ale kurcze, jeżeli jest niebezpieczny? A co jeżeli któregoś dnia coś Wam zrobi? Nie wiem, jak wygląda sytuacja, tylko to co piszesz, ale jeżeli jest agresywny, to chyba naprawdę nie ma co ryzykować. To wcale nie będzie czyniło z Was złych ludzi. Troska o bezpieczeństwo swoje i bliskich z nikogo nie czyni złego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mi tego mówić nie musisz Kochana. Ja doskonale to wiem. Tutaj większy problem ma moja mama, której przeszłość i podejście babci wpoiły trochę inne wartości do glowy. To w ogóle jest skomplikowana sytuacja. Ja już dawno zrobiłabym cokolwiek, tymczasem póki co wszystko stoi w miejscu, a ja muszę to obserwować z pokoju obok.

      Usuń
  23. "A we mnie samym wilki dwa
    Oblicze dobra, oblicze zła
    Walczą ze sobą nieustannie
    Wygrywa ten którego karmię"

    Wiem, że lepiej być szczęśliwym, ale nie zawsze się da. Moja przyjaciółka w czasach liceum (chodziłyśmy do różnych szkół), zawsze na początku, gdy się spotykałyśmy, zadawała mi 3 pytania: "jak się masz? Jesteś szczęśliwa? Czy masz chłopaka?". Ale doszłam do wniosku, że chyba można być szczęśliwym pomimo że wokół nie wszystko układa się po naszej myśli.
    Ale Patryk mógł się dla Ciebie raz poświęcić o obejrzeć z Tobą gwiazdy, no przecież ;)
    Co do Brata Mamy... ciężko jest mi coś powiedzieć, ale jeśli istnieje szansa, że on może Wam zrobić krzywdę, bo nad sobą nie panuje, to byłabym zdania jak koleżanka wyżej. Ale z drugiej strony to jest Brat Mamy, czyli jej bardzo bliska osoba. Sama już nie wiem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luxtorpeda zawsze mądrze...

      Wiesz co? Ja jestem potwornie szczęśliwa :) Bo kocham świat i ludzi a oni to odwzajemniają.
      Ano mógł. Ale miedzy nami też było bardzo źle ostatnio. Bogu dzięki od przedwczoraj pomaga mi się znowu śmiać :)
      Wiesz... to tak naprawdę długa historia i nigdy nie powiedziałabym, że on jest mamie bliski, glównie przez to, co przeszła w przeszłosci. Na razie wszystko stoi w miejscu i jestem o to zła. Patrzę na to zza ściany i nie mieści mi się w głowie ta obojętność.

      Usuń
  24. Kochana :* Tak to jest, że zapełniamy miejsca swoimi wspomnieniami, minionymi chwilami. Dlatego tak fajnie jest wybrać się w nieznane :) Rozumiem te wyrzuty sumienia - ja tak trochę też z tym walczę, kiedy jeżdżę gdzieś na weekend, a wiem, że mama zostaje sama w domu. Ale walczę, walczę o świadomość, że jestem młoda, że muszę to swoje życie przeżyć po swojemu, muszę z niego korzystać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja postawiłam własnie na to samo - dlatego dziś pakuję plecak i jutro śmigam na Woodstock. Koniec dołowania samej siebie. :)

      Usuń
  25. Nie dziwię się, że trudno Ci określić, czy jesteś szczęśliwa. Tak trudno być TU i TERAZ, kiedy wiesz, że najbliższe osoby przeżywają ciężkie chwile. Ja niestety też mam tę słabość, że kiedy dopadają mnie ciężkie chwile, to wraca chęć powrotu do dawno rzuconego nałogu. Na szczęście, kiedy jest już po wszystkim, wszystko mija :-) Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja mam takie coś... że ja bym chciała wszystkim dookoła pomóc, ale niekoneicznie sobie. Bo mi się wydaje, że ja wszystko zniosę, że udźwignę, a oni nie będą mieli na to tyle sił.

      Usuń
  26. ciezko byc szczesliwym jesli najblizsi nam nie sa szczesliwi maja problemy zmartwienia....

    OdpowiedzUsuń
  27. Czasem zastanawiam się co to jest to szczęście. Ale wiem, że macie ogromne serca i magiczną więź z Mamą. Nie wiem co jeszcze mogłabym napisać, wiem z własnego życia, że słowa nic nie zmienią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak do końca nigdy nie znajdziemy na to odpowiedzi - musimy to poczuć i tyle ;)

      Usuń
    2. Tak, chyba masz rację.

      Usuń
    3. Czasem mi się uda :D

      Usuń
    4. To są cudowne chwile gdy to czujemy.:)

      Usuń