Jest na świecie takie miejsce, gdzie podchodzisz do człowieka, mówisz mu: Cześć, siema, przybij piątkę! ... a on? On, cholera, nic do ciebie nie ma. Przybija ci tę piątkę, śmieje się do ciebie, życzy ci miłego dnia i mówi, że ma nadzieję, że jeszcze cię spotka. Jest na świecie takie miejsce, gdzie nagle ktoś znienacka zaczepi Cię w upalny dzień, mówiąc: You look awesome!, po czym przytuli cię serdecznie. Jest na świecie takie miejsce, gdzie raz do roku spotykają się ludzie nastawieni pokojowo do świata, posiadający to, czego brakuje w tej szarej codzienności: dystans. Dystans do świata, ludzi i do siebie samego. Bez złosci, agresji, czy chamstwa. I ja byłam w tym miejscu pierwszy raz.
Tylko ci, co odwiedzili kiedykolwiek Przystanek Woodstock zrozumieją, jak cudownie jest spotykać ludzi i być dla nich serdecznym. I jak pięknie jest tę serdeczność otrzymywać wzamian wraz z gorącym uśmiechem. Ktoś, kto tam nie był, nie zrozumie, jak to jest przytulać ludzi innej rasy, słysząc Thank you i widząc czasem łzy w ich oczach. Jakże nam brakuje tego słowa w codzienności, prawda? Jak pięknie jest tańczyć z Hindusami w wiosce Kryszny i rysować sobie markerem na ramionach serca i pacyfki. Ktoś, kto nie odwiedził Przystanku Woodstock nie poczuje, jak to jest być niesionym podczas koncertu przez tłum pod samą scenę, gapiąc się w niebo, gdy w tle leci ukochana muzyka wprost ze skrzypiec Jelonka, a ty zastanawiasz się, czy po policzkach spływają ci łzy, czy krople deszczu, który nagle okazał się jak zbawienie w upalny dzień. Lądujesz na ziemi, upadek amortyzują ręce ludzi, którzy momentalnie wznoszą cię do góry i pytają, czy nic ci się nie stało. Ludzie, jak to możliwe, że tyle troski jest w was? Przecież nawet mnie nie znacie, Jezu... - myślę sobie po cichu, po czym dopowiadam: "Jasne, jestem cała!" i wykonuję piękny, niski ukłon, po którym zgromadzone wokół mnie kółeczko zaczyna bić mi brawo i każdy pokolei przytula mnie do piersi skandując "ruuudy warkoczyk!". Magia. A może wcale nie magia? Może po prostu to, co każdy z nas ma w sobie - dobre serce, które tam okazuje się trochę silniej.
A Rodzice? Moi Kochani Rodzice zostali fanami Woodstocku.
- Pokaż mi filmiki, pokaż mi zdjęcia! Ja tam od początku wiedziałam, że to wcale nie jest takie złe miejsce! - powtarza moja Mama, a ja śmieję się pod nosem, bo jeszcze przed chwilą patrzyła na mnie spod byka, gdy pakowałam plecak. Dobro czyni cuda, tak samo, jak wybaczenie, o którym wspomniałam w poprzednim poście. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i wszyscy mamy prawo się mylić.
Tylko tak trudno wrócić teraz do szarej codzienności. Do codzienności, w której obcy człowiek widząc twój uśmiech mierzy cię wzrokiem, w której nikt bezinteresownie cię nie przytuli znienacka, w której brakuje wolności i jakiejś takiej wszechobecnej miłości. Trudno mi się po tym wszystkim otrząsnąć i żyć w tym szarym, ponurym świecie. Trzeba po prostu odnaleźć w sercu siłę zawartą w tych wszystkich cudownych wspomnieniach i potraktować każdy dzień jako misję polegającą na kolorowaniu świata dobrem. Wszak ktoś musi wykonywać tę "brudną" robotę. Ja biorę to na siebie.
Na Woodstock jedzie się tylko raz.
Potem się już tylko na niego wraca.


Woodstock to nie moje klimaty, ale festiwale muzyczne uwielbiam właśnie za ten klimat wspólnoty, otwartości... gdyby ludzie chcieli być tacy na co dzień :)
OdpowiedzUsuń...świat byłby lepszy :)
UsuńHmm, P. też uwielbia to miejsce i też w tym roku tam był. :)
OdpowiedzUsuńno proszę, może przybiłam mu piątkę! :)
Usuń:) Kto wie?
UsuńTam wszystko jest możliwe ^^
UsuńPrzez cały post myślałam tylko "jak u mnie, jak u mnie". Oczywiście na stadionie ;-)
OdpowiedzUsuńWprawdzie jak tak czytałam ten post, to i ten Woodstock już mi się nie wydawał taki zły, jednak to nadal nie miejsce dla mnie. Ty mi lepiej powiedz, jak tam z prysznicem wygląda i spaniem - bo to mnie najbardziej odrzuca od tej imprezy.
Więc jakby nie było, jednak na swój sposób mnie rozumiesz :) Jest się gdzie umyć, więc to, że na Woodstocku się nie myje, to tylko kolejny mit. ;) Płatne prysznice - ale do nich były kolejki i niepłatne natryski, gdzie można bylo się szybko umyć - minus taki, że woda lodowata :P A spanie? My spaliśmy pod namiotem. Nawet jak muzyka jeszcze łupała ze sceny (bo byliśmy dość blisko) to człowiek spał jak zabity. A jak się budzisz i słyszysz uderzenia perkusji podczas prób sprzętu - od razu wiesz gdzie jesteś :) Ale spać można też w wynajętym pokoju, czy hotelu w Kostrzynie :)
UsuńPowiem tak: dobrze mieć miejsce, w którym dobrze się czujesz nawet wśród obcych ludzi. Dobrze jest mieć miejsce, do którego chce się wracać i w którym można oderwać się od codzienności. Ja mam stadion, Ty masz Woodstock, ale nie ważne jest czym jest to miejsce, ważne że w ogóle jakieś jest.
UsuńTen pokój czy hotel wydaje się interesujący, ale chyba jakby odbierał trochę klimatu. Tak mi się wydaje. Bo chyba cała zabawa na tych Woodstocku w tym, żeby to właśnie spać pod namiotem itp. No, ale co kto lubi, bo ja np. pod taki namiot bym nie pojechała, ale jakbym miała wynajęty gdzieś hotel lub znajomego blisko, u którego mogłabym się zatrzymać, to pewnie też bym pojechała zobaczyć jak to ten Woodstock wygląda.
Otóż to :)
UsuńCzy hotel odebrałby klimat? Może troszkę i tylko pod tym względem, że do hotelu byłooby po prostu daleko :P Sporo moich znajomych wpadło nawet na jeden dzień, autem. Najważniejsza jest ta atmosfera, która tam panuje, no ;)
Może kiedyś się przejadę i zobaczę jak to wygląda ;-) Ale nie ciągnie mnie, żeby tam pojechać, nie czuję tego klimatu. Nie wiem, czy już pisałam, ale jak coś to powtórzę - nie lubię tłoku i głośnej muzyki ;-)
UsuńMiałam okazję być na koncercie Iron Maiden i to za darmo - nie poszłam. Za tłoczno i za głośno jak dla mnie.
Ano jasne, każdy ma swój klimat. Ja podobnie sobie mówię, że kiedyś wybiorę się z Młodym i Ojcem na mecz Lecha, ale jakoś nie mogę się zmobilizować, bo to nie mój klimat. Nawet, jak próbowali mnie przekonać mówiąc, ze to lepsze niż koncert xD
UsuńDół powoodstockowy pełną parą pewnie u wszystkich się teraz wybudza. Najgorsze uczucie. Cicho tu wszędzie, ale spokojnie, za rok wszystko wróci do normy :) Nie ogarniam. Wydaje mi się wiesz, że na woodstocku ludzie po prostu nie wstydzą się swoich emocji, swoich ludzkich odruchów bo wiedzą, że mogą sobie na nie w pełni pozwolić i nikt ich nie wyśmieje, nie skarci, nie wskaże palcem. I to jest piękne, i za tym się tęskni.
OdpowiedzUsuńNajgorzej było w niedzielę, jak wróciłam. Teraz, jak już byłam w pracy, jak wróciłam do obowiązków, jakoś powoli sie przyzwyczajam, ale i tak jest ciężko.
UsuńTo prawda, nie wstydzą się. Nikt nikogo nie wyśmiewa za ludzkie uczucia, które... no właśnie, są ludzkie do cholery!
Na razie nie wyobrażam sobie, że mam czekać jeszcze rok... ale wierzę, że zleci. Szybko zleci :)
Hyh no nie dziwota. Ja też wróciłam w niedziele, koło 23.00 - byłam w szoku, że tak zgrabnie i szybko weszliśmy do tego pociągu i to zaraz po zakończeniu :o
UsuńPoza tym, jak już wspominałam u siebie - ludzie są chętni do rozmów na czasem bardzo poważne i osobiste tematy. Nieraz mam wrażenie, że niektórzy bardzo takiej rozmowy potrzebuję, a tylko tam mają odwagę o tym opowiedzieć często obcym ludziom. I nie mówię tu o pijackim bełkocie, tylko na prawdę szczerej rozmowie. Dlatego mam wrażenie, że jestem bogatsza o coś w środku. Jeszcze nie wiem o co, ale czuję to :)
O, to ja wróciłam w nocy, autem ze znajomymi, którzy wpadli tylko na koncert Comy. Miałam wracać pociągiem, ale w sobotę rano dopadła mnie ciota i zaczęłam zwijać się z bólu. I Bogu dzięki, że mnie zabrali, bo Patryk wracał pociągiem kolejnego dnia (musiał zwinąć namiot itd) i mówił, że w pociągu do Poznania była masakra :<
UsuńOtóż to! Fajnie było tak po prostu, zwyczajnie pogadać. Wiesz, mi się tamta atmosfera kojarzyła z tą tu, na blogach - tu się poznajemy, rozmawiamy ze sobą szczerze, nawet na najbardziej intymne tematy, choć właściwie nie widzieliśmy się na oczy. I to było to, co właśnie nas wzbogaciło - drugi człowiek :)
I w sumie dobrze, że sobie tak wróciłaś. My wracaliśmy w niedzielę pociągiem o 8 rano i w sumie nie było jakoś najgorzej biorąc pod uwagę, że pociąg do Bielska przejeżdża przez jedne z większych miast i generalnie spodziewaliśmy się większej masakry, ale do Poznania miała prawo być.
UsuńTrochę masz rację. Tylko to wszystko tam jest wzbogacone wizualnymi emocjami. Widzisz drżenie rąk, warg. Nieraz łzy w oczach i to tylko potęguje całą magię rozmowy i jej znaczenie dla osoby.
Tym bardziej, że do Poznania jest bliziutko i wiele było osób jadących "ot tak, żeby wyskoczyć." To chłopcy wracali około 15-stej, ścisk był taki, że ledwo do pociągu weszli :/ Jedynym pozytywem było chyba to, że spotkali Natalke z "M jak miłość" i z tego powodu w całym wagonie była beka XD Ale w sumie jak mi opowiadali o niej, to dziewczyna miała przerąbane XD
UsuńAno prawda. Wiadomo, że to nie to samo. Miałam raczej na myśli samo zrozumienie, ale tak, te wizualne emocje robią ogromne wrażenie.
Nie oglądam "M jak miłość", ale rozumiem, że chodzi o aktorke XD Masakra, co ona robiła w tym pociągu haha. Choć do naszego też weszła osoba "z poza woodstocku". Kurde, taka wypachniana, wystrojona. Jakby kto normalnie odświeżacz powietrza do wagonu dał XD
UsuńNie mam pojęcia co ona tam robiła XD No ale miała przerąbane bidulka. Hahaha :D To się musiała dopiero przerazić XD
UsuńTam każdy jest przyjacielem każdego... cholernie Ci zazdroszczę i przysięgam sobie, że kiedyś tam pojadę :) a dzieli mnie równe 200 km.
OdpowiedzUsuńMusisz wpaść koniecznie! No i namów faceta! :)
UsuńKumpele mam chętną, najwyżej pojedziemy we dwie, a co! :D
Usuń2 czy 3 lata temu miałam jechać z inną koleżanką, we dwie same, biedne takie, nawet Mój tata załatwił nam kolegę z pracy, który tam jeździ i miał nas wziąć pod swoje skrzydło :D ale nie pamiętam co nam wtedy nie nie wypaliło ;/
A co! :D
UsuńOj... to widzę, że wybierasz się tam jak sójka za morze :P
Miałam ten plan właśnie 3 lata temu, później odpuściłam jakiekolwiek plany, aby jechać. :P teraz znowu kusi mnie, żeby za rok jechać, no zobaczymy jak to będzie.
UsuńZrób sobie porządne postanowienie ^^
Usuńrazem. za rok. obiecuję! :)
OdpowiedzUsuńO tak :) :*
UsuńKoeljny wpis o woodstocku sprawia, że jest mi coraz bardziej smutno, że i w tym roku nie udało mi sie przyjechac:P (nie)stety, siedzę na innym kontynencie, ale za rok już muszę byc!
OdpowiedzUsuńOj, toż to cholernie daleko... Jednak mam nadzieję, że może wlaśnie w przyszłym roku się uda znaleźć Ci gdzieś tu, w okolicy :) Bo przecież dla tych wszystkich ludzi i chwil - warto :))
UsuńRaczej bym tam się nie wybrała- zupełnie nie moje klimaty, ale zazdroszczę pofestiwalowej radości i bycia częścią tego zgromadzenia. Za to uwielbiam koncerty i festiwale :)
OdpowiedzUsuńOj, ja też uwielbiam koncerty i festiwale :) Tylko ten festiwal wydał mi się wyjątkowy, zupełnie inny, niż wszystkie :)
UsuńNa Woodstock jedzie się raz, potem już tylko wraca...a potem pewnego dnia podejmuje się tam decyzję, zostawia symbolicznie zdarte buty na polu i wracać się przestaje- jak ja:) Bo wszystko ma swoje miejsce i swój czas:) Wiem doskonale, jak tam pięknie, w ogóle jak moja siostra dzwoniła zanim ja telefon zjebawszy ( tak, mea culpaXD) to miałem takie ukłucie, że powinienem tam być. Ale to tylko ukłucie. Bo wszystko ma swoje miejsce i czas i ja już tam nie należę, jakkolwiek to dziwnie nie zabrzmi:) Teraz jest czas twój- bo na pewno tam wrócisz, mojej siostry i wielu ludzi których znam. Wiecznie wracać nie można:)
OdpowiedzUsuńChociaż..ja i tak mam wrażenie, że kiedyś było lepiej. W sensie, nawet z ludźmi tam. Ale pewnie dlatego, że i ja się zmieniłem czy cośXD Także, teraz wasz czas i wy macie tam mordy zacieszać XD A jakże. Za rok pewnie też XD
I zawsze trudno się wraca w pierwszym momencie do rzeczywistości. Czy z Woodstocku, czy z innych wyjazdów. Ale warto wtedy pomyśleć o milionie pięknych rzeczy jakie mamy na co dzień i domu, który nosimy przecież zawsze w sercu:) To sprawia, że człowiek się śmieje, a rzeczywistosć go wcale nie przytłacza:)
Trochę mi się skojarzyło z tym, co mi powiedziałeś na temat powrotów do miejsc, które mogą budzić jakieś takie wspomnienia, które mają w sobie "złe wilki". ;)
UsuńA może jednak jeszcze kiedyś zapragniesz tam wrócić? Może po prostu nigdy nie mów nigdy :)
Nie, nie... ja od wielu osób słyszałam, że Woodstock się zmienił,szczególnie po koncercie The Prodigy na który zjechali się fani muzyki klubowej i ogólnie zrobiła sie zadyma. Nie wiem, ja byłam pierwszy raz, ale... ludzie narzekali, że było cholernie tłoczno. Bo momentami było. Cóż, w końcu było nas 3/4 miliona :P
Jak Bozia da to za rok też będę, a co! :D
Staram się, staram :) Tak sobie wzięłam do serca, co mi napisałeś w niedzielę - że tu też są ludzie, którzy mnie kochają, że tu też jestem szczęśliwa. Tylko po tym Woodzie taki "szok termiczny" przeżyłam, no :P
Jakoś nie czuję tego klimatu ;)
OdpowiedzUsuńKażdy ma swoje własne klimaty, to zrozumiałe :)
UsuńDokładnie.
Usuń;)
UsuńPo za tym Polska ma kiepskie imprezy niestety.
UsuńJa tam nie narzekam - w moich klimatach imprezy są zajebiste ;)
Usuńja również nie czuję tego i dla mnie ten festiwal mógłby nie istnieć...
OdpowiedzUsuńale oczywiście cieszę się,że Asik poczułaś TO co opisałaś w poście i to jest właśnie Twój klimat :)
trzymaj się słonko ;*
To w sumie rozumiem - dla mnie mogłoby nie istnieć coś takiego, jak Sunrise czy coś w ten deseń :P
UsuńKażdy ma swoje klimaty i ważne, by się ich na swój sposób trzymać, jeśli jest się w nich szczęśliwym :)
Ściskam mocno :*
No pięknie i tak powinno być zawsze na co dzień, niestety rzeczywistość jest inna, ale za to Asik postara się nam wszystko pokolorować :)
OdpowiedzUsuńZrobię co w mej mocy :D
UsuńI to mi się podoba :)
UsuńWiem ^^
Usuń:))
UsuńPiękny uśmiech!
UsuńChyba po prostu Woodstock to taki festiwal, gdzie panuje miłość i przyjaźń, i wszyscy są dla siebie mili, i w ogóle ;D Taka idea. Bo przecież na innych festiwalach czy koncertach ludzie się tak nie zachowują, pomimo że spotykają takich jak oni - fanów, którzy przejechali pół Polski (albo i więcej), żeby zobaczyć swój ulubiony zespół na żywo. Nie, tam liczy się tylko, żeby mieć miejsce jak najbliżej barierek, żeby porobić mnóstwo zdjęć scenie i się później nimi chwalić :| Przynajmniej ja to tak odbieram po osobistych obserwacjach i zachowaniu znajomych. A rodzice cieszą się, że Ci się nic nie stało i teraz próbują odwrócić swoje wcześniejsze słowa ;P :)
OdpowiedzUsuńA szukałaś się już na tym zdjęciu? :D :D :D
Dokładnie! Byłam pierwszy raz i zaskoczyło mnie to, że bez problemu można było podejść pod samuśką scenę. Nikt się nie pchał, nikt nie chciał łamać żeber (jak na koncercie PJ na Open'erze).
UsuńA Rodzice... cóż - to jest to, co mówiłam. W takich nieporozumieniach wina zawsze leży po obu stronach. Dzieci w pewnym momencie muszą się postawić - szczególnie, gdy mają już swoje lata i rozmowa nie pomaga. Po prostu trzeba stosować metodę wstrząsową i tyle, no :P No i wybaczyć sobie. Wybaczanie ma wielką moc :)
Niestety Kochana nie otwiera mi się to zdjęcie :((( Nie wiem dlaczego :(
Słyszałam kiedyś, że na festiwalach w Portugalii też bez problemu można dostać się pod samą scenę, bo Portugalczycy wolą obserwować koncerty z daleka... Taka mała wskazówka na zaś :D
UsuńWiem... Nie można cały czas żyć pod kloszem, bo ani nie jest to dobre dla dziecka, ani dla rodziców.
Mi też się teraz nie otwiera... Dobra, to może tak klik<?
O, dobrze, że mówisz, zapamiętam XD
UsuńAno właśnie.
Teraz się otworzyło. Wooow :D Niestety na tym się chyba nie odnajdę XD
Oj dużo słyszałam o Woodstocku. Ja sama na nim nie byłam, bo takie polowe warunki to nie jest coś, co by mi odpowiadało (możesz mnie uznać za dziwną, ale nie lubię spać na ziemi i nie mieć łazienki). Ale o samym Woodstocku i atmosferze jaka tam panuje mam pozytywne zdanie.
OdpowiedzUsuńNie uważam Cię za dziwną - każdy ma jakieś swoje upodobania :) Mi to generalnie nie przeszkadzało, bo jako dzieciak często jeździłam pod namiot i już wtedy obyłam się z takimi polowymi warunkami, więc "wiem jak se radzić". :)
UsuńOczywiście bez żadnej urazy, ale mi się często wydawało, że na Woodstocku są głównie narkomani :P Dopiero z wiekiem dowiedziałam się, że więcej narkomanów jest na imprezach techno, czyli bliżej takiej muzyki jakiej ja słucham :)
OdpowiedzUsuńRóżnica jest taka, że jak podejdziesz do kogoś na dyskotekę i powiesz "przybij piątkę" to dostaniesz bynajmniej w piątkę :P Zaś dobrze wiedzieć, że jest takie miejsce, gdzie się zbierają ludzie wyluzowani a nie nadęci :)
Oj, Kochana. Narkomani są nawet na Lednicy i na każdej "masowej" imprezie. Mi się wydaje, że jadąc na taki festiwal przede wszystkim trzeba mieć rozum.
UsuńJa w sumie nie wiem, bo na dyskoteki nie chodzę (Boże, nawet chyba nigdy nie byłam, nie licząc podstawówki XD), ale tak czy siak bałabym się przybić komuś piątkę na dyskotece XD
No na Woodzie jest mega luz i to jest właśnie zajebiste :)
Widzisz, w takim razie może kiedyś coś mnie skusi i tam zajrzę :) Chociaż podejrzewam, że w ogóle nie grają tam muzyki, która mi się podoba :)
UsuńTrzy lata temu było Prodigy :P
UsuńTeeeeeeeeeeeeeeeeeż chcę tam być. Marzę o takim odlocie od rzeczywistości. Za rok, za rok na pewno. :D
OdpowiedzUsuńTo za rok Cię wyściskam :D I przybiegnę z piwem XD
UsuńZazdroszczę! :D Ja w przyszłym roku chcę się wybrać.
OdpowiedzUsuńO, to się spotkamy pewnie ^^
UsuńFajnie to opisałaś. :) I pewnie dużo w tym prawdy, ostatnio na blogach i fotoblogach pełno zdjęć z festiwalu, notki o cudownych ludziach poznanych kilka chwil wcześniej, o kontaktach utrzymywanych przez lata... No muszę się wybrać!:D
OdpowiedzUsuńW tym wszystkim tak na serio jest tylko trochę prawdy. Bo tego się nie da tak po prostu opisać, oddać na zdjęciach, a nawet na filmach - to trzeba przeżyć. Także koniecznie się wybierz, jeśli nie przeszkadzają Ci oczywiście polowe warunki ^^
UsuńAż trudno mi sobie to wszystko wyobrazić..
OdpowiedzUsuńTo muszą być wspaniałe chwile i niezapomniane przeżycia..
Zatem możesz uwierzyć mi na słowo - to niesamowite miejsce :)
UsuńWierzę, każdy kto tam był chociaż raz - tak dobrze mówi o tym miejscu, o tych ludziach :D więc coś w tym musi być.
UsuńWięc czas wypróbować :D
Usuńwiesz, że poczułam dzięki Tobie tę atmosferę ? :)
OdpowiedzUsuńps. fajne zdjęcia :)
Cieszę się! I jak wrażenia? :))
UsuńDziękuję :)
Tam jest jakaś magia może kiedyś równie to przeżyje.
OdpowiedzUsuńNie samowite przeżycia :)
Jeśli tylko nie przeszkadzają Ci polowe warunki i zapach kurzu w powietrzu - wpadaj koniecznie :)))
UsuńMyślę, że dla przygody wszystko da się znieść. :P
UsuńI takie podejście jest prawidłowe ^^
UsuńW końcu każdy chciałby poczuć tą magie :p
UsuńNo właśnie chyba nie każdy... ;)
Usuńnie byłam nigdy na woodstoku ale kiedyś pojadę na pewno!
OdpowiedzUsuńZa rok jedź, wyściskam Cię w końcu :D
Usuńspoko! biore urlop wtedy i jadymy :D:D :*
Usuńczaaad :D :*
Usuńmatko a my to się ile już znamy bo tak mnie wzięło na zadumę? 5 lat z bloga? xd
UsuńJak nie więcej :D Ja tak "na poważnie" zaczęłam pisać w 2007 :P
Usuńciesze się, że się dobrze bawiłaś ;)
OdpowiedzUsuńi tak się masz uśmiecha :) :*
UsuńPostaram się :)) :*
UsuńTak ci zazdroszczę! Szczerze i z całego serca chciałam jechać a moi rodzice co?
OdpowiedzUsuń-Narkotyki, alkohol, złe towarzystwo...
Ja uważam, że najpierw trzeba coś zobaczyć a dopiero potem wystawiać opinię...
Wiesz, że ja mając 24 lata pojechałam na Wooda pierwszy raz, bo dawniej moi rodzice twierdzili to samo? Odkąd wróciłam są fanami Woodstocku :P
UsuńJasne, trzeba coś zobaczyć, przeżyć, jestem tego samego zdania! Trzeba tylko znaleźć sposób na to, by "przemówić" rodzicom. By przede wszystkim zaufali - bo mi się wydaje, że to najbardziej o zaufanie chodzi.
Wiesz, jeśli chcesz - zerknij w mojego poprzedniego posta.
Postanowiłam się w końcu postawić. Czasem po prostu trzeba.
Dlatego pojadę tam za rok, choć mam świadomość, że nic nie jest czarno-białe. ;)
OdpowiedzUsuńWybierz się mimo wszystko :)
UsuńPojadę. Choćby po 18, ale pojadę.
OdpowiedzUsuńJedź koniecznie :) Warto! :)))
UsuńNigdy nie byłam na Woodzie, głównie z braku środków finansowych, teraz mieszkam daleko, daleko od Polski...
OdpowiedzUsuńAle wiesz, co mnie najbardziej zaskoczyło - to jak bardzo opisana przez Ciebie rzeczywistość Woodstocku (mam na myśli głównie sprawę uśmiechów i ciepłych słów) jest podobna do otaczającej mnie rzeczywistości. Może dlatego, że póki co więcej przyszło mi poznać emigrantów z Afryki, Indii, Rumunii, niż typowych Brytyjczyków. Emigrant rozpozna emigranta... i tak pięknie jest poczuć szczerość takiego uśmiechu wymienionego z kimś na ulicy, tak miło wdać się w wesołą pogawędkę ze sprzedawcą w sklepie spożywczym podczas pakowania zakupów.
Ale dobra, zboczyłam trochę z tematu, nawet bardzo. To, co opisałaś w notce, można podsumować jednym słowem: magia. Teraz możesz urozmaicić swoją rzeczywistość kolorowymi wspomnieniami i oczekiwaniem na kolejny przystanek Woodstock, bo coś czuję, że Ty napewno tam powrócisz. Ja mam nadzieję wybrać się tam za dwa lata, bo za rok to raczej nie będę w stanie przyjechać do Polski na wakacje. Aczkolwiek moim priorytetem i tak jest Opener ;)
Wiesz, to jest właśnie piękne, że można doznawać takich emocji na codzień i właściwie trochę Ci tego zazdroszczę. Chociaż wiem, że są tu ludzie, którzy mnie kochają, którzy w każdej chwili są gotowi mnie przytulić, ale z kolei obcy człowiek mierzy Cię wzrokiem, gdy do niego się uśmiechniesz. I ten "szok termiczny" po powrocie z Wooda trochę się na mnie odbił.
UsuńDokładnie tak - magia :) I jestem wdzięczna losowi za te wspomnienia. Koniecznie powrócę! :) Mam nadzieję, że właśnie na Woodzie się spotkamy :)
Może pewnego dnia będę bardziej ZA niż PRZECIW Woodstockowi i pojedziemy tam razem :D :* ale wizja ponad 12h pociągiem i polowe warunki mnie tak odpychają... :D
OdpowiedzUsuńZawsze możesz wpaść do mnie na kilka dni przed Woodem, a potem wsiądziemy razem w pociąg i pojedziemy w 2,5h na miejsce ^^ Pasuje? :D:*
UsuńPasuje jak najbardziej! jesteś genialna :D :*
UsuńWiem :D :*
UsuńWitam, to znowu ja. Super opisałaś to, co tam przeżyłaś. Muszę przyznać, że z zazdrością czytam, bo sama nie miałam okazji się tam znaleźć. Może kiedyś mi się uda i wtedy będę mogła podzielić się u wrażeniami u siebie :)
OdpowiedzUsuńWięc wybierz się tam koniecznie :)))
UsuńNie byłam tam nigdy, chociaż chciałam bardzo.
OdpowiedzUsuńDzięki Twoim słowom poczułam się jakbym była tam z Tobą chociaż jedną nogą :)
Może jeszcze kiedyś marzenie się ziści :)
UsuńNiego nie byłam, ale co roku o tym marze, jednak coś czuje ze musze mieć tą 18 żeby rodzice mnie puścili nie krzywiac się za bardzo haha . Właśnie to jest niesamowite na Woodstock u ze każdy jest serdeczny i nie patrzy krzywo. Tak przynajmniej zawsze mi się wydawało :)
OdpowiedzUsuńHaha, mnie nawet po 18 nie chcieli puścić :P Ale po moim powrocie jakoś się przekonali, gdy zobaczyli, żem cała i zdrowa :P Mam nadzieję, że i Twoi w końcu się przekonają :)
UsuńNie byłam nigdy na Woodstocku ale moim marzeniem jest tam pojechać. :) W tym roku byłam tylko na festiwalu w Jarocinie i uważam że to dobry początek, bardzo mi się spodobało, atmosfera, muzyka na żywo, wszystko to co kocham. :) Za rok wracam do Jarocina i mam nadzieję że na Woodstock też się wybiorę. :)
OdpowiedzUsuńJa za to nie byłam na Jarocinie jeszcze :) Nie wiem, czy tam pojadę, ale na Woodstock na pewno wrócę, więc mam nadzieję, że się tam spotkamy :)
Usuńnie byłam nigdy . Słyszałam że świetne klimaty :)
OdpowiedzUsuńDobrze słyszałaś :P
Usuńzawsze mimo wszystko uwazalam ze w ludziach odrobinke dobrego serca jest a widac Woodstock to potwierdza ;)
OdpowiedzUsuńto rozumiem ze za rok wracasz ;>
To prawda, na Woodstocku serducho widać gołym okiem - choć co prawda nie u wszystkich. No ale - od każdej reguły są wyjątki przecież ;)
UsuńJasne, że tak :D
no oczywiscie zawsze znajda sie wyjatki pozytywne jak i negatywne ;)
UsuńTo jest właśnie cała magia tego festiwalu - miłość i dobro. Za rok na pewno tam wrócę. ;)
OdpowiedzUsuńNo to: do zobaczenia ^^
UsuńByłam na Woodstocku i doskonale wiem, o czym piszesz. Niestety w tym roku nie mogłam pojechać - junior jest jeszcze za malutki. Ale mam nadzieję, że kiedyś go tam zabiorę.
OdpowiedzUsuńRównież mam nadzieję, że pewnego dnia wybierzecie się tam razem, a ja będę mogła Was wyściskać :)
UsuńSam wyjazd na Woodstock mnie nie kręci, ale atmosfera tam panując -tak!
OdpowiedzUsuńWszak atmosfera niepowtarzalna :)
Usuńzazdroszczę Ci takiej imprezy:) wspomnienia pozostają na całe życie ;)
OdpowiedzUsuńNie ma co zazdrościć - najlepiej pojechać :)
UsuńFajnie, że masz takie wspomnienia :)
OdpowiedzUsuńTeż się cieszę ^^
UsuńRodzicom takie imprezy kojarzą się jednoznacznie, a tymczasem prawda jest taka, że jeśli ktoś zechce się schlać, napalić marychy czy uprawiać dziki seks wcale nie musi wyjeżdżać z rodzinnej miejscowości. Ja nigdy nie byłam na tym festiwalu, istnieje duże prawdopodobieństwo, że już nie będę, ale jedno jestem pewna - należy cieszyć się życiem, wyciskać każdą minutę :-)
OdpowiedzUsuńOtóż to. I takim moim cichym, życiowym celem jest wycisnąć z życia jak najwięcej :)
UsuńGdyby zwykłego dnia podejść i spróbować przybić piątkę z przypadkowym przechodniem - większość przybiłaby z ostrożnością. Pewnie ktoś z kolei przybiłby... w mordę.
OdpowiedzUsuńSmutne, że człowiek człowiekowi wilkiem każdego dnia. :/