niedziela, 4 maja 2014

Fruń jak najwyżej - po marzenia

Już za kilka tygodni będziemy mogli, jak co roku z Braciakiem, usiąść przed telewizorem i oglądać Ligę Światową mężczyzn w piłce siatkowej. Siatkówka to coś, co na swój sposób nas łączy - ja namiętnie oglądam nasze Orzełki w akcji, Braciak zaś prócz samego oglądania, kocha przede wszystkim grać. I kiedy tak przeglądałam dziś kalendarz, odliczając dni do pierwszego meczu, zrobiło mi się cholernie smutno, gdy pomyślałam, że być może nieprędko znów będzie dane nam wspólnie oglądać zmagania naszych kochanych siatkarzy. I paradoksalnie powiem Wam: oby tak było!

Bo wiecie, Braciak to typowy sportowiec. Ma osiemnaście lat, nie pije, nie pali, nie sięgnął nigdy po żadne używki. Czasem myślę sobie, że ma poukładane w głowie bardziej ode mnie - swojej o pięć lat starszej siostry, której od czasu od czasu odwali jeszcze coś totalnie głupiego. Wielu naszych znajomych uważa to za co najmniej niespotykane, by młody chłopak miał taki swój własny, niezależny od tak wpływowego środowiska system wartości. 

Jak wspomniałam - sport to dla Braciaka całe życie. Kilka lat temu, kiedy Jego przygoda ze sportem dopiero się zaczynała, pojawiły się też pierwsze problemy z Jego zdrowiem. Częste wymioty, silne bóle brzucha, zesłabnięcia... Kilka razy lądował w szpitalu, pod kroplówkami. Lekarze straszyli wtedy, ze może mieć to podłoże rakowe i że to nie przelewki. Pamiętam, jak pewnego dnia Mama mówiła mi, że musimy wybić Braciakowi sport z głowy, że oprócz ścisłej diety to jedno z najważniejszych zaleceń lekarza - nie wolno było Mu się przemęczać.



Już wtedy wiedziałam, że się nie podda. Braciak to człowiek, u którego załamanie trwa tylko przez chwilę. Kilka miesięcy później jeździł już na zawody i zdobywał medale. I to nie tylko w siatkówce, ale też w kręglach, biegach, czy piłce nożnej. Siatkówka jednak była ponad wszystko. Pewnego dnia trener powiedział mu: ty musisz grać w siatkówkę. Trudno w to nie uwierzyć, słysząc, że ma się zasięg wyskoku do bloku niższy tylko o 20 cm od Arka Gołasia, przy niekoniecznie siatkarskim wzroście 1,84 m. 

I wtedy, w listopadzie minionego roku, jak grom z jasnego nieba spadło kolejne nieszczęście. Pewnego dnia nie mógł wstać z łóżka. Znów szpital. Znów kroplówka. Znów nerwy. Lekarze tym razem straszyli go nie rakiem, lecz wózkiem. Zwyrodnienie kręgosłupa - mówili.

Gdy Braciak leżał w szpitalu, a mi znów przyszło posprzątać Jego pokój, znalazłam na Jego biurku otwartą Biblię, a na tablicy korkowej cytaty Arka Gołasia - zmarłego młodo siatkarza reprezentacji Polski, a jeden szczególnie zapadł mi w pamięć.

"Jeśli na boisku czujesz się jak ptak, 
to poczuj, jak wspaniale jest latać 
i fruń jak najwyżej - po marzenia."

Poryczałam się jak głupia. On wierzył, cały czas wierzył, modlił się o to, by mu się udało i trwał w tym. Wiedziałam, ze za chwilę wstanie i znów wbrew lekarzom będzie fruwał w powietrzu... Jego wiara czyni cuda.

Moje przeczucia potwierdziły się. Już miesiąc po wyjściu ze szpitala fruwał w powietrzu. Nic mi nie jest - powtarza, a trener obecnie obdzwania Skrę Bełchatów i kilka innych klubów, aby mogli przyjąć Młodego na testy.

Jutro najważniejszy egzamin w twoim życiu - powiedziałam Mu na dobranoc, choć doskonale wiem, że Jemu zupełnie co innego w głowie. Matura to tylko warunek, który postawiła mu Mama, tłumacząc, że w życiu może potoczyć się różnie i dobrze jest mieć jakieś zaplecze. 

Wierzę w Niego najmocniej na świecie. Wierzę, że będzie grał. To, ile złego już pokonał, jest dla mnie najlepszym dowodem na to, jak silną ma wiarę w siebie, w Boga i jaką miłość do tego, co robi. Wierzę, że pewnego dnia zobaczę Go na małym boisku telewizyjnego ekranu i wcale nie będzie mi smutno, że nie będzie Go obok - będzie frunął po marzenia. Wierzę, że Mu się uda. Tacy ludzie jak On powinni świecić przykładem, że trzeba wierzyć w siebie i pokonywać swoje słabości. Wiara przezwycięża wszystko, bez względu na to, czy wierzy się w podświadomość, bogów, czy po prostu w siebie. 

________________________________________
A pozostałym maturzystom życzę połamania długopisów! :)

104 komentarze:

  1. Twojego brata nie znam, ale trzymam mocno kciuki, żebym mogła go kiedyś zobaczyć w reprezentacji Polski i co najważniejsze, żeby z jego zdrowiem wszystko było w porządku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. reprezentacja Polski to bardzo odległe marzenie, ale po cichu myślę sobie: "może kiedyś" :) teraz najważniejsze, by dostał się do dobrego klubu i aby grał, trenował i walczył dalej :) też mam nadzieję, że z jego zdrowiem wszystko będzie już dobrze...

      Usuń
    2. Ale trzymać kciuki będę ;-) W końcu: mierz wysoko, nawet jeżeli nie trafisz na księżyc, będziesz wśród gwiazd ;-) Oby mu się kiedyś udało i z klubem, i z reprezentacją.

      Usuń
    3. Trzymaj mocno! :) mam nadzieję, że mu się powiedzie, bo naprawdę zasłużył sobie na to masą poświęceń.

      Usuń
  2. Madry i silny ;) Musisz byc z niego dumna. Ale wazne by sie nie poddawac - dzis to ode mnie pewnie dziwnie brzmi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem cholernie dumna :)
      o nie, Kochana - to nigdy dziwnie nie brzmi, nawet, jeśli sama nie wierzyłabyś dziś w te słowa w jakimkolwiek kontekście.

      Usuń
    2. Akurat w nie wierzę ale nie praktykuję obecnie. Choć w sumie jeśli chodzi o pasję to sama się staram mimo wszystko. Ale młody chłopak i to rzadkość,że ma tyle w sobie pasji i zaparcia - to dla mnie po prostu podziw i taki plusik do moich działań :)

      Usuń
    3. Bardzo się poświęca temu co robi. Podziwiam go, bo pomijając fakt, że nie pije alkoholu (a jeśli już, to bardzo okazjonalnie), mimo, że piją wszyscy jego koledzy, to jeszcze całe dnie spędza na treningach. Chciałabym mieć chociaż odrobinę takiego samozaparcia, jak on...

      Usuń
    4. Ja takiego samozaparcia dostałam po operacji, po chorobie... Teraz się staram choć są jakieś dołki i potknięcia a czasem zwątpienie. Myślę,że jeśli ktoś nie otarł się o śmierć, o poważną chorobę to nie będzie mieć takiego zaparcia (choć może się mylę ) ale ludzie co przeżyli i mogli coś stracić bardziej doceniają wszystko.

      Usuń
    5. Wiadomo, że w momencie zagrożenia, czy możliwości straty zaczynamy bardziej doceniać to, co mamy. On też docenił i umiejętnie to wykorzystał... teraz tylko oby mu się to opłaciło.

      Usuń
    6. Myślę,że już mu się opłaciło. Przecież robi to co chce, żyje mu się dobrze :)

      Usuń
    7. Jasne, że tak. W pewnym sensie. Miałam na myśli bardziej to, że walczy o swoje marzenia i o grę w ulubionej drużynie :)

      Usuń
    8. A jak poszła mu matura ? :)

      Usuń
    9. Stwierdził, że na luzaku, więc chyba dobrze :) ja go właśnie za te takie opanowanie podziwiam... jutro czeka go matma - za to trzeba ciut mocniej trzymać kciuki :)

      Usuń
    10. E, ja do matur pisemnych też podchodziłam na luzie, z resztą jak do egzaminów i to najzdrowsze podejście bo stres "nie zasłania" wiedzy :P Gorzej się stresowałam na ustnych ale trzymam kciuki i niech mu ten "luz" zostanie :)

      Usuń
    11. Ten Łoś nawet ustnymi się nie denerwuje. Dał mi do sprawdzenia swoją pracę maturalną. Stylistycznie - byk na byku! Nie miałam siły tego poprawiać, zawołałam go, pytam się, co on tu odwalił, a on: "no co? przecież tak nie będę z pamięci mówił!" to ja mu tłumaczę, że w stresie różnie bywa, że może zapomnieć, co chciał powiedzieć... a on mi na to, że czego tu się bać? wejść, powiedzieć swoje i wyjść. dlatego jestem o tyle o niego spokojna, bo wiem, że nie jest nerwusem, takim jak ja ;)

      Usuń
    12. Hehehe :D mój brat podobnie, próbowałam mu pomóc bo ten znów gimnazjalne zdawał, co ty... On nawet rozprawki nie napisał " nie napisałem bo nie wiedziałem co to" :P I luz totalny :P ale myślę,że to wszystko i tak się do niczego nie przydaje :P

      Usuń
    13. Haha, drugi kwiat :P O, jak ja bym chciała mieć ich podejście! Chociaż po obronie i tak mi się już nieco odmieniło i trochę wyluzowałam, ale nerwus ze mnie nadal jest...

      Usuń
    14. A nerwy na nas źle wpływają i stres ;) Więc lepiej wyluzować.

      Usuń
    15. Oj, dokonale to wiem... nerwy wiele razy odbiły się na moim zdrowiu.

      Usuń
    16. Ja przez stres straciłam jajnik :P Zdenerwowałam się uczelnią, egzaminem - przez wykładowce i tak o... Wylądowałam w szpitalu a choć ktoś może powiedzieć,że guz się wziął znikąd i to nie możlwie to możliwe. Przez stres i w ogóle pojawił się szybko, a rósł po 1-2 cm na tydzień...

      Usuń
    17. o matko... to mnie doprowadził co najwyżej do omdleń, nerwobóli i kłopotów z sercem.
      musimy chyba poszukać czegoś na wyciszenie :P

      Usuń
    18. Ja już się uspokoiłam :P Bo to nie bezpieczne, a jak Ty masz jeszcze przez to kłopoty z sercem... Trzeba po prostu przestać i trochę wyluzować :D

      Usuń
    19. no ale... cholera, nie da się :P

      Usuń
    20. Wszystko się da :)
      Może jakieś zajęcia odrestaurowujące ?

      Usuń
    21. Myślę o nich od dłuższego czasu...

      Usuń
    22. Mnie np. uspokaja często słuchanie muzyki, rysowanie, albo nawet zabawa z moimi futrami czy książka :) A w stresujących sytuacjach staram się myślęć o czymś przyjemnym:)

      Usuń
    23. O, rysownie to także dla mnie dobra forma terapii :) Z tym, że nie mam na nie czasu ostatnio...
      Co rysujesz? ;>

      Usuń
  3. Poryczałam się czytając Twój post...
    Musicie byc bardzo zżyci! Czuc to w każdym Twoim słowie. Piękne to, taka siostrzano - braterska miłośc! :) Oby tak dalej! :)
    Trzymam mocno kciuki za Brata i w czasie matur i w osiąganiu dalszych sukcesów w sporcie! :)

    Ja i moja Siostra trenowałyśmy obie pływanie synchroniczne i sportowe. Ona zawsze była bardziej sprawna fizycznie niż ja i znakomita w różnych dziedzinach sportu. Od pływania zaczynając, na piłce nożnej kończąc :)
    Jej pokój w domu rodzinnym po brzegi wypełniony jest medalami i pucharami.
    Jestem z Niej bardzo dumna, bardzo!
    Dziś jest na drugim roku AWF-u w Poznaniu :)
    Sport ma we krwi.
    Ale kontuzji przy tym mnóstwo....niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ty gadasz, żremy się jak pies z kotem :D
      no ja cały czas czekam na sms'a od niego, jak ta matura poszła ;)

      no proszę, to też miałaś takiego sportowca w domu :) dokładnie... kontuzje to swoją drogą. swego czasu śmialiśmy się z młodego, że nie może z nami nigdzie wychodzić, bo się połamie :P

      Usuń
  4. Cholernie silnego i wspaniałego masz brata. ;)
    Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano jest bezbłędny ;)

      Usuń
    2. Nie jedna osoba na jego miejscu już dawno by odpuściła - ja chyba też.
      A jak przeczytałam o jego wzroście to się rozpłynęłam. <3 Przystojniak pewnie z niego. :D

      Usuń
    3. ja mam w porównaniu do niego bardzo słabą wolę, niestety...
      no jest niczego sobie xD

      Usuń
    4. No ja też. Słomiany zapał to wszystkiego prawie. :D
      Mrr :D

      Usuń
    5. Ostatnio poszłam pobiegać... wróciłam zziajana, ale zadowolona i powtarzałam sobie: "co dwa dni taki bieg!". skończyło się na razie :P
      kto to mruczy? :D

      Usuń
    6. Ja kiedyś też biegałam, ale chyba po trzech dniach mi się skończyło. :P
      W badmingtona mogłabym grać codziennie, ale nie mam z kim. :P

      Ja! :D

      Usuń
    7. Mi po prostu brakuje czasu. Uczelnia, praca, dojazdy... jak wracam do domu, to mam ochotę po prostu wejść pod koc i się nie ruszać :P
      o, to to lubię :D też nie mam z kim, nie chcą ze mną grać, bo koszę xD

      ładnie mruczy :D

      Usuń
    8. Ja czas bym znalazła, ale zwyczajnie mi się nie chce, kiedyś nawet chciałam wstawać rano i biegać, ale jakoś mi nie wyszło. ;)
      Ja jakoś cudownie nie gram, ale sobie radzę, mama kiedyś ze mną grała, ale jej się też często nie chce. ;P

      Starałam się. ;P

      Usuń
    9. mi się kilka razy udało wstać rano, by pobiegać - dzień zupełnie inny :) obiecuję sobie, że w wakacje, kiedy odejdzie mi szkoła, zabiorę się za siebie - co z tego wyjdzie, zobaczymy :P
      a to mama chętnie ze mną gra latem. tata z nami nie daje rady, bo obie kosimy :D

      udało Ci się ;D

      Usuń
    10. Mi się nie udało i pewnie nie uda, bo ja to mogłabym spać dzień i noc. ;P

      Yeah ! :D

      Usuń
    11. ja w nocy niekoniecznie - lubię siedzieć do późna :P ale potem za to sypiam do południa... :P

      Usuń
  5. racja, rzadko kiedy spotyka się tego typu chłopaków/facetów w takim wieku w naszym świecie ;) Wspaniałym musi być człowiekiem. Oby zawsze miał swoje zdanie i był tego pewny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja życzę mu tego z całego serducha. Cóż, czasem bywa nieznośny, ale serducho ma dobre :)

      Usuń
  6. Asia Ty masz w domu prawdziwego sportowca i na dodatek wrażliwego chłopaka! :) życzę Mu jak najlepiej! w sumie to już teraz bardzo bardzo dużo osiągnął, powodzenia dla Niego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję w jego imieniu! :) właśnie on aż tak wrażliwy nie jest, ma konkretne i dość spokojne podejście do wszystkiego, w przeciwieństwie do mnie. a kolejnym naszym przeciwieństwem jest to, że ja z kolei byłam i jestem straszną nogą jeśli chodzi o sport :D

      Usuń
  7. Tacy właśnie ludzie są skazani na sukces. Trzymam za niego kciuki z całego serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję w imieniu brata! :)

      Usuń
  8. Wiesz co? Czytałam i się poryczałam.
    Bratu życzę dużo sukcesów i dużo cierplowści, która na pewno mu się przyda.
    I zdanej matury oczywiście! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dużo ryczycie przez te moje wpisy xD
      dziękuję w jego imieniu :) mam nadzieję, że wszystko mu się spełni według jego myśli :)

      Usuń
    2. Oby tak właśnie było :)

      Usuń
    3. mam taką nadzieję :)

      Usuń
  9. Uwielbiam siatkówkę i oglądać i grać w nią (choć nie zawsze można to grą nazwać;p).
    Aż się wzruszyłam czytając to, a raczej się popłakałam. Twój brat na prawdę ma siłę, że walczy o swoje marzenia. Ja przypuszczam, że od razu bym się poddała. I trzymam kciuki za to, by mógł kiedyś w przyszłości reprezentować nasz kraj:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja gra też gry nie przypomina, więc jak pogramy kiedyś we dwie, to może być śmiesznie :D
      no ja niestety też nie mam tak silnej woli, jak on. ale może warto czerpać z niego przykład pod tym względem ;)

      Usuń
    2. Na pewno byłoby wesoło;p
      Na pewno warto, ale ja mam problem z wytrwaniem w diecie czy regularnych ćwiczeniach, a co dopiero mówić o dążeniu do jakiś większych marzeń.

      Usuń
    3. no i o to chodzi! xD
      a ja ostatnio chce zabrać się za jakieś ćwiczenia właśnie.. jeśli teraz się za siebie nie wezmę, to później będzie coraz trudniej :P

      Usuń
    4. Ja ćwiczyłam z MelB przez 2 tygodnie i w końcu odpuściłam. Od czasu do czasu kręcę hula hopem i jeżdżę na rowerku stacjonarnym, a poza tym nic.

      Usuń
    5. z Mel B zaczęłąm ćwiczyć i to była masakra dla mnie... nawet te 10-minutowe treningi. chociaż wierzę, że sporo dają...

      Usuń
    6. A co ćwiczyłaś? Bo ja uda, próbowałam wykonywać ćwiczenia na brzuch i dla mnie to był kosmos, więc od razu zrezygnowałam. A ćwiczenia na uda jak dla mnie były znośne.

      Usuń
    7. uda też były dla mnie znośne, co mnie zdziwiło, bo byłam przekonana, ze mam kompletnie zastygnięte mięśnie :P brzuch to dla mnie kompletna masakra... ćwiczenie z butelką mnie powaliło :(

      Usuń
  10. wzruszyłam się....trzymam mocno kciuki :-)
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kciuki na pewno się przydadzą - dziękuję w imieniu brata :)

      Usuń
  11. Ja nie tyle co wierzę, ale jestem o tym przekonana.
    Twój brat ma nie tylko predyspozycje. Ma ogromną siłę przebicia i dobrego trenera. Ma wiarę. Ma głęboką motywację. Ma wszystkie cechy, które umożliwiają osiągnięcie sukcesu.
    Tylko to zdrowie :( Na co w końcu jest chory? Za pierwszym razem to nie był rak, prawda? Więc o co chodziło? I czemu nie mógł wtedy wstać z łóżka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      otóż to. i dlatego uważam, że ten sukces mu się należy. nawet, jeśli mi wyfrunie na drugi koniec Polski. ;)
      tego za pierwszym razem lekarze nie umieli do końca określić. ostatecznie stanęło na refluksie żołądka, tylko o nieco silniejszych objawach, niż zwykle przy takiej przypadłości. dlatego lekarze rozkładali ręce. to było dawno i na szczęście już to za nami.
      a nie mógł wstać z łóżka, ani chodzić bo bolał go kręgosłup. no i lekarze stwierdzili zwyrodnienie kręgosłupa, czyli generalnie coś, przy czym jakiekolwiek uprawianie sportu graniczyłoby z cudem. no ale on się nie dał. rehabilitacja, ćwiczenia, maści i do boju :)

      Usuń
    2. Najgorzej jest właśnie, gdy długo nic nie wiadomo, a lekarze rozkładają ręce :/
      Jest szansa że wyleczy się z tego zwyrodnienia? Czy jest to choroba na zawsze?

      Usuń
    3. dokładnie...
      szczerze? z jego podejściem z pewnością z tego wyjdzie. nie znam się na medycynie. pamiętam tylko że lekarz tłumaczył coś w stylu, że między kręgami znajduje się płyn, odpowiedzialny za to, by one się nie tarły o siebie... a u mojego brata wystąpił zanik tego płynu, a z tym wiązał się rwący ból. wiem, że dostał jakieś maści, leki, leżał w łóżku trzy tygodnie (co do niego niepodobne). potem zaczął ćwiczyć i jest lepiej, dziś trenuje normalnie i nie narzeka, więc chyba jest okej :)

      Usuń
    4. Sama nazwa choroby brzmi okropnie. Dobrze, że lekarze ją rozpoznali, a Twój brat przy intensywnych treningach nie rezygnuje z leczenia.
      Podziwiam takich ludzi. To są właśnie ci ludzie, których wiara potrafi przenosić góry.

      Usuń
    5. no z tego, co widziałam, co przechodził, to należy to do dość nieprzyjemnych spraw. zdaje mi się, że właśnie jego wiara jest w stanie przenosić góry :)

      Usuń
    6. wspierajcie ten skarb jak tylko się da :)
      Szkoda, że nie znam Twojego brata :) bardzo chciałabym znać taką osobę, jak on :)

      Usuń
    7. będziemy! :)
      może kiedyś poznasz kogoś takiego :)

      Usuń
  12. To nasi bracia mają dużo wspólnego.. mój też jest ode mnie 5 lat młodszy, tez nie wyobraża sobie życia bez sportu, kiedyś powiedział, że sport to całe jego życie (gra w klubie w piłkę ręczna). Tez nie pije, nie pali - co w obecnym zwariowanym świecie jest rzeczywiście czymś zaskakującym (na szczęście pozytywnie). No i dziś pisał maturę tak, jak Twój brat :) Trzymam kciuki za naszych tegorocznych maturzystów! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no proszę, jakie podobieństwo :D trzymamy mocno kciuki! :)

      Usuń
  13. moj braciszek tez zdaje mature...dzis rano napisalam mu pamietaj,zwyciezac moga Ci co wierza, ze moga...trzymam mocno kciuki
    odpisalno to jestem mistrzem,poszlo mi lepiej niz sie spodziewalem...

    mnie z moim bratem laczy wiez taka jak matki z dzieckiem...mama zaraz po jego urodzeniu wrocila do pracy i ja bylam jego dzienna opiekunka to ja pierwsza dowiedzialam sie o jego dziewczynie,o pracy jaka podjal...o tym co go smuci,co cieszy...jest dla mnie 3 dzieckiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomnialam napisac,ze jestem starsza od niego o 16 lat ;)

      Usuń
    2. to różnica spora u Was :) ale jemu na pewno dobrze, że ma taką "drugą mamę" w swojej siostrze ;)
      więc trzymamy razem kciuki za naszych maturzystów! :)

      Usuń
  14. Rzadko spotyka się takich ludzi jak Twój brak, którzy bardzo wierzą w siebie i swoje możliwości. Życzę,aby wszystko mu się udało i aby osiągnął to co dla niego w życiu jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, rzadko. dziękuję w jego imieniu :) mam nadzieję, że mu się uda ;)

      Usuń
  15. Powiem może dziwnie..ale cholernie mocno rozumiem twojego brata. Ja miałem wiecznie takie samozaparcie jeśli chodzi o muzykę. Godziny ćwiczeń, aż do zawrotów głowy ,bo się zapominało o jedzeniu. Wszystko podporządkowane graniu. Tylko u mnie to były marzenia, cele zaszczepione, więc troszkę inaczej...a i z wiekiem moje marzenia zmieniły kształt:) W każdym razie chodzi mi o to, że rozumiem w pełni ten rodzaj zacięcia w swojej pasji, to, że to rzecz najważniejsza w życiu. I jemu życzę, żeby się udało. Tym bardziej, pomimo tych przeciwieństw. Dobrze jest robić co się kocha:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem wiesz, jak to jest... zastanawiam się, czy jego marzenia zmienią kiedyś kształt. Ja mam nadzieję, że się nie podda, bo tyle razy już się podnosił, że aż trudno mi wyobrazić sobie, jak rezygnuje z marzeń. Dlatego wierzę w niego i myślę o nim pozytywnie niemal każdego dnia :)

      Usuń
    2. Wiesz, zmiana kształtu to nie poddanie się:) To po prostu zmiana myślenia. Jeśli się zmienią, też dobrze, ważne, żeby był szczęśliwy w tym co robi i właśnie nie rezygnował przez coś, nie poddawał się. Czegokolwiek by nie chciał...ale to już chyba dotyczy każdego z nas, co? Jeśli na czymkolwiek nam zależy, kochamy to, nie wolno nam ot tak po prostu rezygnować.

      A z tematów na maturze zadowolony?XD

      Usuń
    3. No wiem, wiem... chciałabym, żeby jakkolwiek nie było, to żeby właśnie był szczęśliwy i robił to, co kocha. Żeby się pewnego dnia nie załamał, nie powiedział sobie, że starał się za mało, bo tego akurat nie może sobie zarzucić...

      Matko, jak ja zobaczyłam, ze był "Potop"... pamiętam, jak baliśmy się tego na maturze :P Dzwoniłam do niego, pytam, co wybrał (przekonana, że "Wesele"), a ten: "No Potop wybrałem. Było super. Na luzie. 100% wleci" - ile ja bym dała by mieć takie podejście do życia, jak on xD

      Usuń
    4. Otóż to:) I wiesz...on tak robił- ale ty też, co nie? Żebyś robiła to, co kochasz. Lubisz chociaż i żebyś się sępom losu nie dawała:)

      A ja bym chciał nawet pisać z Potopu, w moim domu Potop się cytuje przy stole więc wiesz XD To by było jak ta bułka z masłem przy śniadaniu xD Dlatego się mu nie dziwię wcale wcale XD To teraz matma, żeby był tak samo na luzie XD Trzymam za niego kciuki:) Ale zda na pewno:)

      Usuń
    5. Ano też staram się robić to, co kocham :) Przede wszystkim dla siebie ;)

      No to rzeczywiście bułka z masłem :P U nas niestety się nie cytowało ani Potopu, ani Lalki, a polonista (który był zresztą naszym wychowawcą) stwierdził, że przeczytamy te lektury w jeden dzień. :P Tak więc graniczyło to z cudem. Szczerze nawet nie pamiętam, jakie lektury miałam na maturze! :P
      Trzymaj mocno. Ja też trzymam choć jeden kciuk, bo w pracy jestem :P Wierzę, że zda, bo z matmą było trochę przebojów... nawet nie dlatego, że sobie nie radził, czy nie rozumiał, tylko... znów problem nauczyciela...

      Usuń
    6. Toć i dobrze:)

      Ty faktycznie miałaś jakiegoś pecha do tych nauczycieli jak ja tak czytam. W jeden dzień, no super, to niektórym streszczenie więcej czasu zabiera XD
      A ja pamiętam:) Ale najbardziej pamiętam swoją prezentację maturalną...bo nikt nie zauważył, że gadam pół godziny, znaczy że tak bardzo przekroczyłem limit czasu, bo serio mnie słuchali XD Ale przez te dodatkowe minuty i moje nadmierne rozgadanie ucięli mi 2 pkt. Szkoda :P
      Rozumiem. Ale ja sobie przeglądałem arkusz to nie był trudny w tym roku, więc na pewno sobie poradził:)

      Usuń
    7. chociaż on ogólnie był bardzo w porządku. doceniał mnie bardzo i ubolewał, że nie poszłam na profil humanistyczny, bo zawsze kradł do oceny moje wypracowania. chyba miałam najwięcej ocen z całej klasy :P
      ja właśnie mojej prezentacji maturalnej wolałabym nie pamiętać... ;) no to ładnie zaszalałeś :D
      nie był trudny, ale za długo się pizdraczył. mówił, że nie zdążył zrobić wszystkich zadań :(

      Usuń
  16. ...a u mnie matura dopiero (już?) za dwa lata. I o ile swojego pozytywnego wyniku pewna nie jestem, Twojemu bratu wróżę bardzo dobrze. Bo czasem realne umiejętności z łatwością dominuje szczera i niewymuszona wola wygranej.
    Pozdrawiam, trzymaj(cie) się ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dasz radę ;) matura to tylko jeden z wielu egzaminów, jakie czekają nas w życiu.

      Usuń
  17. niesamowity gość z tego Twojego Brata , aż się wzruszyłam....pozdrowienia dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uparty jak cholera :) dziękujemy! :)

      Usuń
  18. powinnyśmy obie czerpać od Braciaka. może zapiszemy się do Niego na jakieś szkolenia motywacyjne? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak on by nas zaczął szkolić, to obie byśmy kwiczały ze śmiechu :P
      chociaż ostatnio próbuje mnie namówić na bieganie. z tym, że on przebiegnie dla zdrowia 10 km, a ja 1 i jestem zmachana :P

      Usuń
    2. zawsze jakiś pozytyw. :D
      to ja będę z Tobą biegac ten jeden km. :D i zdechnę xD

      Usuń
    3. to będziemy zdychać we dwie xD

      Usuń
  19. szczęściara z Ciebie, że masz takiego brata. :) naprawdę. czasami więcej jesteśmy w stanie nauczyć się od młodszego rodzeństwa. ja uczę się powoli od mojej siostry nie zwracania uwagi na tzw. hejty oraz opinie innych ludzi o mojej osobie.
    cudownie jest mieć rodzeństwo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano cieszę się, że go mam :) jasne, że tak! nie wyobrażam sobie być jedynaczką ;)

      Usuń
  20. Kurcze, Asik!
    Jak miło przeczytać jak piękny wpis. Widać, że chłopak ma siłę walki i walczy. Walczy , bo cel. Jesteście świetnie zgranym rodzeństwem ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. walczy, a ja mu nie pozwolę zrezygnować. jesteśmy zgrani, chociaż bywają dni, że żremy się jak pies z kotem :P

      Usuń
    2. I to jest piękne! ;)

      Usuń
  21. No i jak tu w niego nie wierzyć? Ten wpis wygląda jak początek życiorysu wielkiego człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a kto wie :) ja mu życzę wielkiego sukcesu! :)

      Usuń
  22. Twoj Brat rzeczywiscie jest niezwykly patrzac ja dzisiejsze nastolatki jest kompletnie inny i widac jak konsekwentnie dazy do realizacji swojego celu i marzenia i tego mu zycze by je zrealizowal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie... on mnie bardzo zaskakuje, kiedy patrzę na niego przez pryzmat dzisiejszych nastolatków. pozytywnie zaskakuje :)

      Usuń
  23. To jest właśnie to, czego mi w życiu brakowało - rodzeństwo. Nie mam rodzeństwa i trochę żałuję, że tyle pięknych emocji przez to mnie omija. Jakbym była niekompletna. Mam nadzieję, że brat osiągnie sukces, czyli będzie robił to co kocha najbardziej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano szkoda... rodzeństwo to ogromny skarb, chociaż czasem niedoceniany... ;-)

      Usuń