środa, 21 maja 2014

Są takie wspomnienia, które rozrywają serca

Widok z okna mam paskudny - uroki kamienicy. Jednak mały, widoczny skrawek nieba, który głaszczą zarośla z ogrodu sąsiada jest wyjątkowy, szczególnie o zachodzie słońca. Taki sam urok to niebo miało wczoraj, gdy chmury zostały świeżo rozwiane. Przesiąknięta świadomością zbliżającego się egzaminu i tego, że jest mi wręcz głupio, gdy pomyślę nie tyle o mojej niewiedzy, co o tumiwisizmie, leżałam na łóżku, z rękoma założonymi za głową i gapiłam się w te różnokolorowe cudo, gdy z głośników dobiegał mnie słodki, niski głos Morrisona.

Nic mi nie może spieprzyć tak pięknego wieczoru - myślałam sobie. No i dnia w sumie też, bo rzadko które poniedziałki bywają tak udane. 

Skrawek mojego nieba stawał się coraz ciemniejszy i powoli zakładał na siebie swoją czarną, nocną pelerynę. Z trudem wracając do rzeczywistości przyciągnęłam do siebie laptopa, coby na jednym z portali społecznościowych sprawdzić, czy przypadkiem ktoś nie wpadł na pomysł przełożenia tego nieszczęsnego egzaminu. Ku memu rozczarowaniu nikomu podobny pomysł jeszcze wtedy w głowie nie zaświtał, jednak czekała na mnie inna niespodzianka. Zaproszenie do znajomych od kogoś, po kim w życiu bym się tego dziś nie spodziewała. Od kogoś, na kogo jakikolwiek odzew czekałam pięć lat. Od kogoś, kto był kiedyś moim przyjacielem, a później stałam się dla niego niewidzialna. Od kogoś, o kim wspomniałam ostatnio, o ironio! Nieszczęsny M. Ten sam, o którym moje opowieści doskonale znają ci, którzy są przy mnie w blogosferze od kilku lat.

Podświadomość podpowiedziała mi: po takiej niespodziance, masz prawo na dymka. Ale ja nie miałam ochoty palić. Czułam, że nie zasmakowałby mi żaden papieros. Lekarstwem okazała się piosenka Tool'a, która wyzwoliła ze mnie wszystkie uśpione przez te lata emocje.


- Świetnie razem wyglądaliście, wiesz? I w ogóle biła od was taka pozytywna energia. Brakuje mi tego Asik, brakuje jak cholera.
- A mi brakuje was, ale jego ani trochę - skłamałam mojej D., kiedy przyłapała mnie, że przyglądam się jednemu, wspólnemu zdjęciu z pewnej licealnej imprezy. Zastanawiałam się, dlaczego pozując do zdjęcia M. kładł tak często głowę na moim ramieniu.

Przez okres liceum byliśmy z M. najlepszymi przyjaciółmi. Nocne sms'y, długie spacery, wspólne siedzenie na lekcjach i te nasze imprezy zwane przez nas "chrześcijańskimi" - z winem i chlebem na zagrychę. I tak naprawdę wszystko było dobrze, do czasu, aż moje przyjacielskie uczucia względem niego zaczęły wymykać się spod kontroli. Ja w ogóle jakoś tak tą naszą znajomość wtedy wyidealizowałam - myślę sobie dziś. Nie wynikało to ot tak, z niczego - otóż od pewnego czasu nie umieliśmy wytrzymać dnia bez dzwonienia do siebie, a M. obdarowywał mnie drobnymi prezentami. Jednym  nich był grający, pluszowy słonecznik, którego nazwaliśmy Edwardem. Ot tak. 
- Edward ma stać tutaj - postawił go na szafce, naprzeciwko mojego łóżka. - Tak, abyś budząc się śmiała się na jego widok. Masz się uśmiechać. Dużo uśmiechać. Nie chcę widzieć cię smutnej.

Śmiałam się. Matko, jak on umiał malować na mojej twarzy uśmiech. Te wszystkie nasze durne żarty, które rozumieliśmy tylko my, męskie, choć przyjacielskie ramię, które wspierało mnie w trudnych chwilach. Nie da się tego zapomnieć. Nie da się zmazać przeszłości. Choć piszę o niej dziś spokojnie, w oczach mam łzy. Wszystko do mnie wraca.

Pewnego dnia czar prysnął. I to był największy szkopuł. Z najlepszego przyjaciela, bratniej duszy, stałam się dla niego powietrzem. Nie byłam obcym, bo obcy ludzie czasem ze sobą rozmawiają, chociażby oschle, ale rozmawiają. On nie mówił nic. Odwracał się ode mnie. Z dnia na dzień stałam się niewidzialna. Nie powiem, że stało się to bez powodu, bo na pewno jakiś miał, tyle tylko, że po dziś dzień nie usłyszałam słowa wyjaśnienia. A wiecie, co było w tym wszystkim najgorsze? Że ja już wtedy zdążyłam się w nim zakochać.

Pisałam sms'y - nie odpisywał. Dzwoniłam - nie odbierał. Podchodziłam do niego - odwracał się na pięcie i odchodził, jakbym była jakąś paskudną odrazą. Pewnego dnia, na ostatniej klasowej imprezie pomaturalnej wysłałam mu pijackiego sms'a, że go kocham. Nie pamiętałam tego, co zrobiłam na drugi dzień, lecz gdy przypomniało mi się, wtedy jeszcze nie żałowałam. Nie słucha mnie, może chociaż przeczyta - myślałam, próbując okiełznać największego w życiu kaca. Nie odpisał po dziś dzień.

Nie umiem Wam opisać, jak bardzo cierpiałam, jak się męczyłam i walczyłam, by wstawać każdego dnia z łóżka. Może dlatego, że starałam się o tym wszystkim zapomnieć i poniekąd mi się udało. Nie chciałam pamiętać wiecznie zapuchniętych oczu, czerwonych krech na rękach, choć obiecałam, przysięgałam, że nigdy więcej tego nie zrobię. Dziś mi jest wstyd. Nie chciałam pamiętać, jak przez całą tę sytuację zawaliłam maturę, nie dostałam się na studia i odwróciłam się od koleżanek. Nie chciałam pamiętać nieprzespanych, zapłakanych nocy, krzyków w poduszkę, samotności i potwornego bólu - bólu odrzucenia. Bo, zrozumcie mnie, moi mili - to nie była zwykła, nieodwzajemniona miłość. To była o wiele większa wówczas dla mnie strata. Strata przyjaciela, najbliższej bratniej duszy, kogoś, bez kogo nie wyobrażałam sobie życia. A najgorsze w tym wszystkim było to, że nie wiedziałam dlaczego tak się stało. Nie rozumiałam i nie rozumiem po dziś dzień, co mu takiego zrobiłam, że tak bardzo mnie nagle znienawidził.

Powiecie mi - to tylko durne zaproszenie. Wiem, głupi portal. Ale wierzcie mi, w jego przypadku te jedno kliknięcie myszką w moją stronę, to stumilowy krok. Myślałam wczoraj, co zrobiłabym, gdyby podszedł do mnie na peronie. Gdyby chciał pogadać. I wiecie co? Porozmawiałabym z nim. Ale gdybym mogła, najpierw zdzieliłabym go w pysk. Pięć lat robi swoje, a ja mu wybaczyłam. Nie umiem przekreślić czegoś, co było dla mnie tak ważne, nie umiem przekreślić drugiego człowieka, bo wiem, że każdy popełnia błędy. I powiedziałabym mu, że wybaczyłam, choć może nie od razu. Najpierw chciałabym poznać tylko odpowiedź na jedno, proste pytanie: "Dlaczego nagle stałam się dla niego potworem, powietrzem, nicością?"

"Do not look at me
like I am a monster."

Nie byłam, nie jestem i nie będę potworem. Jestem człowiekiem, a nieraz jestem wręcz zbyt ludzka i za to dostaję porządne kopy w tyłek. Nie będzie to dla mnie ujmą, jeśli jego odwaga i potrzeba porozumienia się ze mną, będzie polegała jedynie na wirtualnym wysłaniu zaproszenia do grona znajomych. - wykreśliłam go ze swojego życiorysu, ułożyłam sobie życie, mam nowych przyjaciół, faceta, pracę i wiedzie mi się świetnie. Pięć lat robi swoje. Jednak po cichu liczę na to, że skoro zrobił pierwszy - jakże na razie durny i tchórzliwy krok - zrobi i drugi, bo jakikolwiek miałby powód by mnie znienawidzić, to mam święte prawo dowiedzieć się, za co.

144 komentarze:

  1. Czułam się beznadziejnie ostatnio kiedy intuicja podpowiedziała mi, żebym wróciła. Zobaczyłam jego, totalne zaskoczenie, że w ogóle jest w kraju. Pisał smsa, co mnie zdziwiło, bo zawsze oddzwaniał. Zadzwoniłam, widział połączenie, ale nie odbierał, dopiero po chwili jak odwrócił głowę to mnie zobaczył. Gdybym nie podeszłą wtedy do niego to nic bym się nie dowiedziałą i dalej nie wiedziałabym o co chodzi. Zmienił się, nie poznaję go.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, a ja nie wiem, czy zbiorę się na to, by do niego podejść. Nie po tym, co mi zrobił. Takie wysłanie zaproszenia to najprostsze wyjście z sytuacji. Nie, to tylko powiedzenie "A". Jeśli chciałby, abym z nim porozmawiała musi powiedzieć i "B". Za dużo upokorzeń przeżyłam, także ostatnio, kiedy przy naszej starej paczce nadal udawał, że mnie nie zna.
      Ludzie się zmieniają, nie wiem, co ma na nich aż taki wpływ, ale to smutne, że odbija się to na tych, którym na nich najbardziej zależy.

      Usuń
    2. Po prostu wtedy nie wiedziałam co się dzieje, a ten nieodebrany telefon tylko udowodnił mi jedno. Po tym wszystkim co zrobił nic nas nie łączy i jeśli zrozumiałby swój błąd, nie chciałabym, żeby cokolwiek nas łączyło.

      Usuń
    3. Czasem jedno skrzywdzenie jest w stanie przekreślić wszystko.

      Usuń
    4. Tak, to prawda. Ale jeśli człowiek jest ok to nie pozwoli sobie na to, żeby zranić osobę, na której mu zależy.

      Usuń
    5. Zatem on albo nie był okej, albo mu na mnie kompletnie nie zależało. Nie wiem, co jest gorsze.

      Usuń
    6. Albo i to i to. Bo nieraz też tak bywa. Najgorsza jest niewiedza, brak nici porozumienia i jakieś niewyjaśnione sprawy.

      Usuń
    7. Dziś wychodzę z założenia, że w sumie nie muszę wiedzieć. Minęło tyle czasu, że nauczyłam się to olewać. Nie był wart nawet przyjaźni.

      Usuń
    8. Wiesz, też tak mam teraz w odniesieniu do mojego przedostatniego partnera. Że już tyle czasu minęło odkąd byliśmy razem, że jakoś nie specjalnie mnie to obchodzi. Ale wiesz różnie między nami bywało, zrobił coś co wszystko przekreśliło. A w mojej obecnej sytuacji jest trochę inaczej. Bo jednak chciałabym wiedzieć jak jest i na czym stoję.

      Usuń
    9. Najgorszy jest ten niepewny grunt. Może w Waszym przypadku się to jeszcze jakoś wyjaśni. U mnie już nawet nie ma na to nadziei, toteż specjalnie nie czekam.

      Usuń
    10. Wiesz, nie wiem czy się wyjaśni i czy cokolwiek da się zrobić, skoro nie potrafię się z nim porozumieć. Totalnie, jedna śpiewka. Nie poznaję go, nie wiem jak do niego trafić. I to trwa. Nie wiem czy coś się zmieni, skoro przez tyle czasu mówi jedno i to samo. A po za tym jeśli nawet coś go olśniło i chciałby wrócić to nie wiem czy warto by było po tym wszystkim co usłyszałam. I nie wiem jak to w ogóle było, czy ma kogoś po prostu, nie wiem jak jest teraz w jego życiu.

      Usuń
    11. Masakra jakaś... wiesz co... ktoś mi kiedyś powiedział, że niedokończone sprawy prędzej czy później się odzywają. Nie wierzyłam w to, ale jednak po pięciu latach zostałam przez niego "szturchnięta w ramię". Wiesz, teraz potrzebny jest czas, gdybanie nic nie da, a tylko pogorszy sprawę.

      Usuń
    12. Wiesz, też mi się tak wydaje, że niedokończone sprawy prędzej czy później mogą wrócić. Z moim jednym byłym w zasadzie też mam niedokończone sprawy, ale wydaje mi się, że raczej i tak tu w tej kwestii się nic nie zmieni. Ułożył sobie życie na nowo, więc de facto nie mamy ze sobą nic wspólnego. Jedna ze znajomości, która się również skończyła bez słowa wyjaśnienia skończyła, potem okazało się, że on chciał jakoś ze mną kontakt nawiązać, ale jakoś tak było, że ja unikałam tego. A teraz wiesz, nie wiem ... Ale jestem zdania, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

      Usuń
    13. Bo to bardzo często sprawdza się, że nie wchodzi się drugi raz do tej samej rzeki, choć ja staram się nie myśleć stereotypowo i wychodzę z założenia, że wszystko zależy od człowieka i charakteru (podobnie jak z przyjaźniami damsko-męskimi). Ale uważam, też tak z własnego doświadczenia, że czasem po prostu warto zacząć od nowa.

      Usuń
    14. Wiadomo, każdy popełnia błędy. Ale czasem jest to takie coś, że nie da się zapomnieć ani wybaczyć. Mam przyjaciela jednego, który jest w porządku. I wierzę w przyjaznie damsko-męskie, bo to jest możliwe, ale najgorzej jest jak jedna ze stron przekroczy tą granicę i się zakocha, bo i tak bywa.

      Usuń
    15. Otóż to. A każdy z nas tę "granicę zakochania" ma gdzieś indziej, jeden bliżej, drugi dalej. Wierzyć, też wierzę w takowe przyjaźnie :) Ale najmocniej, kiedy obie strony są w związkach.

      Usuń
    16. Np. miałam przyjaciółkę, nie wiem kim ja dla niej byłam. A potem okazało się, że nawet nie zaprosiła mnie na swój ślub i wesele. Chciała mi coś tłumaczyć, ale stwierdziłam, że to nie ma sensu. Potem nawet mi nie uwierzyła, że facet jej koleżanki chciał się ze mną umówić.

      Usuń
    17. Nieraz ludzkie drogi się tak rozchodzą, że aż trudno w to uwierzyć...

      Usuń
    18. No dokładnie. W moim przypadku też tak było. Jeszcze gdyby się nie układało. A on nawet nie chce pogadać o tym wszystkim.

      Usuń
    19. Ja zaczynam myśleć o tym w taki sposób, że po prostu nie był tego wart...

      Usuń
  2. Nigdy nie napisałabym Tobie, że to tylko....durne (?!) zaproszenie. NAjgorszej jest , że jeśli kogoś kochamy to wybaczymy mu...większość spraw. I uświadomiłam sobie, że pomimo żal, niesprawiedliwości porozmawiałabym ze swoim byłym gdyby on wykazał chęć.... Taaak. Marzenie. Marzenie dobra rzecz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może M. w końcu "coś" zrozumiał? Może to krok ku lepszemu? Przyjęłaś zaproszenie? :)

      Usuń
    2. A wiesz, ja to odbieram, jako całkiem "durne", bo mamy już po tyle lat, że pewne sprawy powinno się załatwiać prosto w oczy. Gdyby wyraził chęć... jasne, pogadałabym, tak, jak wspomniałam. I nie zabrakłoby mi odwagi, by zdzielić mu w pysk. Ile potrzeba czasu, by zrozumieć, że się kogoś bezpodstawnie raniło? A przepraszam, właściwie to miał podstawy, tylko ja do tej pory nie wiem, jakie, choć winy z mojej strony nie widziałam żadnej. Może zauważył, że czuję coś więcej i się przestraszył? Zachowanie dziecka...
      Ku lepszemu... wątpię Słonko. Jedyne, co mogłoby wyniknąć, to krok ku rozmowie, ku wyjasnieniu. Jednak nie wyobrażam sobie, aby było jak dawniej, mimo, że mu wybaczyłam. Stracone zaufanie bardzo trudno odbudować, szczególnie po tak długim czasie.
      Nie przyjęłam i serio, nie wiem, czy przyjmę. Nie wiem, czy chciałabym, aby miał wgląd w moje życie.

      Usuń
    3. Wybacz,że dopiero teraz komentuje, choć czytałam Twój komentarz wcześniej. Niestety nie wyrabiam się ^^ . Powinno się wyjaśnić pewne sprawy prosto w oczy....ale faceci to w większości przypadkach po prostu tchórze...Tak jak ten, na którym mi zależało (?). Tak, stracone zaufanie ciężko odbudować.. Skoro się zastanawiasz nad tym zamiast to "poczuć" (że się tak wyrażę) to znaczy, że nie jesteś hmm na to gotowa albo iż tego nie chcesz..

      Usuń
    4. Nie ma sprawy ^^ Doskonale Cię rozumiem, bo ja też zabiegana jak cholera...
      Wiesz, ja nie chce budować stereotypów, bo w nie nie wierzę. Ja trzymam teraz praktycznie z samymi facetami i w żadnym z nich tchórza nie widzę. A trudno powiedzieć, bym statystycznie trafiła akurat w tą mniejszość, bo to konkretne i zdecydowane chłopy są ;) Myślę, że po prostu miałyśmy pecha... i Ty i ja.
      Wiesz co? Ja jestem gotowa na rozmowę z nim, ale w cztery oczy. Dla mnie takie wysłanie zaproszenia to najprostsze wyjście z sytuacji.

      Usuń
    5. Rozumiem. Czasem wysłanie zaproszenia to początek...wyjaśnienia. Oczywiście w niektórych sytuacjach. Nie mówię, że to reguła. Taak, pech - to chyba 'dobre' określenie.

      Usuń
    6. Ano dla mnie dość tchórzowski początek zatem, po tym co przeszłam.

      Usuń
    7. Kochana, zmieniając temat...piękny szablon! Urzekł mnie!

      Usuń
    8. Dziękuję! :* Już jestem i... biorę się za Was :)

      Usuń
    9. :)
      Zabrzmiało jak....groźba xD

      Usuń
  3. ciekawe czy po tym zaproszeniu Wasz kontakt odżyje na nowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpię... ale naiwnie liczę na słowo wyjaśnienia.

      Usuń
    2. wypadałoby by kurcze.. zniknąć bez słowa i tak nagle z dupy po latach zaproszenie Ci wysyła lol..

      Usuń
    3. Cóż... niektórzy po prostu nie dorośleją :)

      Usuń
    4. no mój jedni dwuletni związek zakończył się w sumie bez słowa- milczeniem ;)

      Usuń
    5. To chyba najgorsze, co może być...:*

      Usuń
  4. od tamtego czasu w ogóle ze sobą nie rozmawiacie? dziwne niedorosłe zachowanie z Jego strony naprawdę. Ciekawe co teraz zrobi? ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Kochana, nie rozmawiamy ze sobą ponad 5 lat... A cholera go wie. Pewnie poczeka, czy zaakceptuję, a jak tego nie zrobię, to pewnie będzie milczał do końca życia.

      Usuń
    2. pff z jego strony to bym proponowała zagadać :)

      Usuń
    3. Chyba nie ma na to odwagi ;)

      Usuń
    4. w sumie miał odwagę milczeć a pogadać już nie..

      Usuń
    5. Milczenie jest łatwiejsze od rozmowy ;)

      Usuń
    6. bardziej bym to nazwała tchórzostwem.

      Usuń
    7. Też to miałam między innymi na myśli ;)

      Usuń
  5. Najgorsze jest to, jak ktoś się od Ciebie odwraca bez słowa wyjaśnienia. Nie wiem, może usłyszał coś o Tobie od kogoś znajomego albo zdał sobie z czegoś sprawę, ale przecież to nie podstawówka, żeby się tak zachowywać.

    Nie wiążę już żadnych nadziei z Facebookiem, bo niektórzy po prostu wysyłają zaproszenia ludziom, którym znają, a czy się z nimi pokłócili i się do nich nie odzywają, czy są dalej znajomymi/przyjaciółmi, to dla nich nie ma już żadnej różnicy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe, że coś o mnie usłyszał, moja mama miała bardzo podobne podejrzenia. Wiesz, tylko nawet, gdyby tak było - ktoś dojrzały nie przekreślałby takiej przyjaźni tylko dlatego, że ktoś nagadał mu o mnie farmazonów.

      Dokładnie... tylko widzisz, w jego przypadku względem mnie to z pewnością nie była obojętność. Zgrzyt między nami był zbyt duży.

      Usuń
    2. Wiem, wiem. Skoro się przyjaźniliście, to przecież mógł bez obaw się Ciebie zapytać, czy to i to jest prawdą. Albo cokolwiek.

      Powiem Ci z doświadczenia, że nawet takie rzeczy blakną i są zapominane z biegiem czasu. Albo to dotyczy tylko mojego otoczenia i moich znajomych...

      Usuń
    3. Wydawało mi się, że mnie zna. Starałam się być bardzo wyrozumiała...

      Ano prawda, blakną. Między nami też wyblakły w dużym stopniu. Ale nadal czuję do niego jakąś taką niechęć...

      Usuń
  6. Odnoszę wrażenie, że D. maczała w tym palce. Może była go zaprosić na wesele i wspomniała że będziesz i że mógłby się odezwać? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie XD Trochę się zajebawszy XD
      D. to jedna z koleżanek, ale nie ta, która organizuje wesele. A M. zaprosił mnie na fejsie. Na weselu Iwonki (bo to ona bierze ślub :P) jego nie będzie i Bogu dzięki!

      Usuń
    2. Właśnie! O Iwonke mi chodziło tylko mi się imiona pomyliły ;p Iwonka go nie zapraszała? I tak mam wrażenie, że maczała w tym palce, bo to podejrzane, że dopiero o nim rozmawiałyście a tu o!

      Usuń
    3. No to już jesteś w domu xD
      Nie zapraszała, ona nie była z nim tak zżyta, jak ja. Właściwie zostali już tylko na "cześć" :)
      Tego akurat jestem pewna, że jej nic podobnego do głowy nie przyszło :) To ironia losu... wspomnienia się na mnie rzuciły jak lwy :P

      Usuń
    4. ja nie wierzę w przypadek :P

      Usuń
    5. A ja tak :D I to był ewidentny przypadek :)

      Usuń
    6. No to niech Ci będzie ;p

      Usuń
    7. No przecież nie ma za co :P
      Czy oprócz tego zaproszenia odzywał się do Ciebie? :)

      Usuń
    8. Za przyznanie racji XD
      Nie :) I tym samym właściwie sprawa przesądzona - olewam go ciepłym moczem tak, jak on olał mnie pięć lat temu.

      Usuń
    9. Może potrzebuje jeszcze czasu ;)

      Usuń
    10. Ja na niego czekać nie będę i czasu też mu nie dam. Zaproszenie usuwam, tak samo jak on usunął mnie ze swojego życia parę lat temu. I niech mi więcej nie miesza.

      Usuń
    11. Ale on pewnie miał swoje powody, nie chciałabyś ich poznać?
      Moim zdaniem powinnaś dać mu jakąś szansę wytłumaczenia...

      Usuń
    12. Szczerze, bardzo chciałam je poznać kiedy ta znajomość się nagle skończyła. Teraz, to mi już to zwisa. Wiesz co... ja cały ten czas myślałam, że on miał jakieś powody, ale po rozmowie z kumplem z byłej klasy (całkiem przypadkowej) uznaliśmy, że on jest co najmniej rozchwiany emocjonalnie.
      Kochanie, ja mu mogę dać szansę wytłumaczenia, ale pierwsza na niego nawet nie spojrzę ;)

      Usuń
    13. W sumie to po co wracać do przeszłości i robić mętlik w teraźniejszości... W końcu teraz jest chyba w Twoim życiu, ok, prawda?

      Usuń
    14. Tylko widzisz... on narobił takiego mętliku tym zaproszeniem. Teraz jest w moim życiu bardzo ok :)

      Usuń
  7. Hmmm, wiesz...byłam w podobnej sytuacji.
    Może nie była to przyjaźń na taką skalę jak Wasza, ale pewnego pięknego dnia facet powiedział mi jedno słowo...KONIEC.
    Odszedł, zostawiając mnie między jednym,a drugim mailem!
    Dorosły facet, bez wyjaśnienia! Po prostu kopnął mnie w tyłek.
    Dopiero po jakimś czasie powiedział mi, że to co było między nami zaczęło z przyjaźni przeradzac się w coś więcej...
    A my oboje na "coś" więcej pozwolic sobie nie mogliśmy (oboje jesteśmy w związkach). Powiedział mi,że odszedł w najbardziej brutalny i głupi sposób z nadzieją, że Go znienawidzę i łatwiej będzie mi zapomniec,(nic bardziej mylnego).
    Dziś nie mamy żadnego kontaktu...
    Tak mi się to moje doświadczenie skojarzyło z Twoją historią.
    Może takim właśnie myśleniem kierują się faceci...
    Może jeszcze nic straconego?
    Może uda się odbudowac namiastkę czegoś?
    Ściskam Kochana :*

    P.S Lady Pyra mądrowała się w autobusie Bydgoskim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko... i to go tak wystraszyło? Głowa mała, to dla mnie szczyt niedojrzałości. Ale widzisz... jednak marne, bo marne, ale jakieś wyjaśnienie dostałaś od niego po czasie. A ja żadnego...
      Ale dałaś mi do myślenia. Może on chciał, abym go znienawidziła? Może przeszkadzałam mu w czymś? Ale cholera... przecież oboje byliśmy wolnymi strzelcami, moglibyśmy być razem. A przecież, gdyby nic do mnie nie czuł, to wystarczyło powiedzieć. Na pewno mniej by mnie to bolało, niż to, co zrobil.
      Nie mam pojęcia Kochana, czy da się to odbudować. Szczerze wątpię, tym bardziej, że jeśli nawet, to na pewno nie będzie tak jak dawniej. Ale słowo wyjaśnienia by mi się przydało.
      Też ściskam mocno! :*

      Ano widzisz, a ja już miałam nadzieję, że poznanianka i że wyciągnę Cię na kawę :*

      Usuń
  8. Pamiętam tę historię. I pamiętam tego słonecznika... Pamiętam nasze rozmowy po nocach i pamiętam jak źle czułam się z tym, że nie umiałam ci pomóc. I dlatego też teraz wyobrażam sobie jak ciebie to zaproszenie ruszyło. Najgorzej kiedy ktoś bez powodu nagle się od nas odwraca. Albo raczej bez znanego nam powodu. Mimo wszystko zawsze zasługujemy na prawdę. To jest coś co nam się tak po prostu należy.
    A wiesz, że ja czekam na słowo wyjaśnienia już pól roku prawie? Niewiarygodne, że faceci są takimi tchórzami.

    OdpowiedzUsuń
  9. Napisałam tu długi komentarz, który został zjedzony w czeluściach internetu i nazwany errorem! -.-

    Więc wybacz że teraz polecę skróconą wersją :P
    Kochana :* Pamiętam tę historię. I tego słonecznika. I pamiętam jak źle się czułam z tym, że nie umiałam Ci pomóc.
    Ale dzisiaj wiem, że faceci są skończonymi tchórzami. Nie potrafią zdobyć się na prawdę i zachowują się jak dzieci. To boli najbardziej - że w ich mniemaniu nie zasługujemy na prawdę czy wyjaśnienia. Jesteśmy dorośli, zniosłybyśmy to, ale widać że wymagamy za wiele. Ja czekam na słowo wyjaśnienia pół roku... Chociaż 'czekam' to już też złe słowo. Bo ja już nie czekam. Ale dalej myślę, że mi się należy.

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o! teraz masz dwa komentarze :D
      chociaż ten pierwszy jest niecały :P

      Usuń
    2. Ho ho, blogspot świruje :P
      Wiem, że pamiętasz, Kochana... Tez pamiętam nasze rozmowy. Szczerze? Dziś mogę śmiało powiedzieć,że byłaś jedną z tych osób, które mi cholernie pomogły i bez których bym sobie nie poradziła. A więc to ogromnie dużo.
      Dziś słonecznik leży gdzieś na wysypisku śmieci...
      Wiesz, ja nie chce wkładać wszystkich do jednego worka. Powiem inaczej: tacy faceci, jak on.. O tak, typowy tchórz. Uciekał przede mną nawet, jak wysiadaliśmy z pociągu pewnego razu. Bał się, że mu powiem "cześć"? Że zapytam, o co mu chodziło?
      Mam nadzieję, że chociaż doczekasz się słowa wyjaśnienia. To się należy. To pokazuje, na ile się daną osobę szanuje. Jeśli tego szacunku nie ma - to znak, że znajomość nie była nic warta.
      Dobrze, że jesteś :*

      Usuń
  10. Historia Twojej znajomości z M. wydaje się w pewnym stopniu bliska memu sercu. Bo mój przyjaciel też ostatnio zaczął się ode mnie odwracać. Od kilku miesięcy wszelkie informacje o nim zdobywam od naszej wspólnej przyjaciółki, która chodzi z nim do tej samej szkoły. Na całe szczęście ja w nim zakochana nie jestem, ale brakuje mi go... przez cały okres maturalny mi go brakowało, bo nikt tak jak on nie potrafi poprawić mi humoru. A my jeszcze nie mieszkamy w tych samych miejscowościach...
    Nawet nie mam możliwości ratowania naszej przyjaźni, gdyż on mnie po prostu odsunął od siebie, a informacji, które czasami przekazuje mi L. w gruncie rzeczy nie powinnam znać.
    Co do Twojego przypadku, mam nadzieje, że M. zechce chociaż z Tobą porozmawiać - to już byłaby połowa sukcesu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc mnie rozumiesz... U mnie było dokładnie to samo. Też bardzo brakowało mi jego wsparcia, rozśmieszania, głupawek. I też działo się to w okresie matury.
      Może jednak uda Wam się odnowić kontakt i będzie jak dawniej?
      Zechce - to zechce, nie - to nie. Wiesz, po tych pięciu latach to mam to szczerze powiedziawszy w nosie, bo na pewno nie będzie już jak dawniej. Ale jeśli na tym zaproszeniu się skończy... To uznam, że serio, nie dojrzał mimo tych pięciu minionych lat. Nagle przypomniał sobie, że jestem jego "znajomą"?

      Usuń
    2. Sama nie wiem... już teraz mieszkamy daleko od siebie. Wcześniej jakoś to rekompensowały telefony każdego dnia, w miarę regularne rozmowy na gg... Pomagałam mu w problemach sercowych, w szkole. I bum! najpierw w ogóle przestał mi pisać, co się u niego dzieje, wszystkiego dowiadywałam się od L., a teraz się w ogóle nie odzywa. A ja już tyle razy byłam zostawiana wcześniej na lodzie, że po prostu... nie wiem, taka “zimna powłoka“ zaczęła okalać moje serce. Już nawet z L. nie mam ochoty o nim pisać, gdy się o coś tam w jego sprawie żali - bo to jednak specyficzny osobnik jest.
      A ja jeszcze chcę wyjechać z Polski to już w ogóle... zastanawiam się, czy by krzyżyka przypadkiem na tej znajomości nie postawić...
      No tak, w końcu sama przeszłaś drogę pewnej rehabilitacji, musiałaś zacząć zupełnie inne życie - bez M.
      Wiele pewnie włożyłaś w to, by znów poczuć się szczęśliwą.
      Jeżeli tylko na tym zaproszeniu się skończy... to faktycznie jest to warte tyle, co nic...

      Usuń
    3. Rozumiem... odległość jednak robi swoje. Wiesz co, z tego co opowiadasz, on wydaje się bardzo podobnym człowiekiem do M. Kiedy tak patrzę z perspektywy czasu, to mam wrażenie, że tacy ludzie nie zasługują na nas. Chociaż doskonale wiem, że wspomnienia robią swoje.
      To prawda, długo się "rehabilitowałam" i pomogł mi właściwie dopiero wyjazd i poznanie innych ludzi. A potem jakoś sama sobie to w głowie układałam.
      Prawdopodobnie się skończy właśnie na tym. Ani nie zaakceptowałm, ani nie odrzuciłam, ale na więcej się nie zapowiada, więc niech spada :)

      Usuń
    4. Możliwe, że nie zasługują. Możliwe, że to my zbyt wiele po tych znajomościach oczekiwałyśmy i nagle los zdecydował się nam pokazać, że nie tędy droga... Mimo to ja zbyt się do ludzi przywiązuję, nie lubię rozstań. A jeszcze bardziej nie lubię takiego wystawienia w pola, kiedy nawet nie wiem "za co?" ktoś mnie opuścił tak nagle, tak niespodziewanie.
      Fakt, zmiana środowiska to jedno z lepszych "lekarstw" - zwłaszcza, jeżeli trafi się na właściwych ludzi. Chciałabym takich poznać, nie tylko na blogach.
      Fakt, a takie fejsbukowe "posiadanie" w znajomych jest tyle warte... co nic, właściwie ;)

      Usuń
    5. Ech, gdyby ten los mógł być bardziej łaskawy... ale chyba nie da się inaczej zapomnieć, oderwać od drugiego człowieka. Wiem Kochana... ja też się bardzo przywiązuję...
      Wiesz, ja takich ludzi poznałam właśnie przez blogi :)))
      Dokładnie. Może chciał mieć wgląd w moją codzienność?

      Usuń
  11. to ta toksyczna znajomość? niestety takich znajomości nie sposób zapomnieć, takim ludziom nie da się nie wybaczyć, i w jakimś stopniu chce się, by ten człowiek wrócił do naszego życia, by chociaż pewne rzeczy nam wyjaśnił. w sumie uważam, że zasługujesz na wyjaśnienia, może jednak się odezwie, może po tych kilku latach uda się Wam porozmawiać? oczywiście przyjęłaś jego zaproszeni?

    masz rację! życiu trzeba czoła stawić! i iść do przodu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak...
      Może się uda... choć serce mi mięknie tylko wtedy, kiedy patrzę na niego przez pryzmat przeszłości. Gdy tamtego nie wspominam, jestem zimna jak lód, gdy go widzę. Nie przyjęłam. Nie wiem, czy przyjmę, serio. Cały czas o tym myślę.

      I się nie poddawać :)

      Usuń
  12. W sumie to ciekawa sytuacja. Nie miałam okazji się w takiej znaleźć i nie bardzo wiem co napisać. Szkoda,że przez tyle lat nic nie robił...Ciekawe co go zmotywowało do takiego czegoś.Skoro zerwał kontakt to czy chce go znowu odnowić? Jeśli uda wam się porozmawiać to dobrze. Może się wszystko wyjaśni.Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I życzę Ci, aby Cię taka sytuacja i taki zawód na człowieku nigdy nie spotkał. Odnowić kontakt można zawsze, ale mi nie wystarczy wysłanie zaproszenia na fejsbuku. Ja będę sobie czekać na wyjaśnienia. Chociaż nie... czekać nie będę. Będę myślała, że po prostu one mi się należą.

      Usuń
    2. No i dobrze.Bo się należą.

      Usuń
    3. Ale chyba się ich nie doczekam.

      Usuń
  13. Strata przyjaciela boli i wcale się nie dziwię, że po tym co przeszłaś zawaliłaś maturę. Przyjaźń jest bardzo ważna w życiu, szkoda że nie wszyscy potrafią ją docenić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy nie wiedzą, że przyjaźń to odpowiedzialność za drugiego człowieka.

      Usuń
  14. wlasnie uwazam ze masz prawo wiedziec dlaczego tak Cie potraktowal zwlaszcza ze byliscie takimi dobrymi przyjaciolmi i mysle ze dlatego mu wybaczylas to jak Cie potraktowal bo jednak gdzies tam jest sentyment do tych dobrych chwil... hmm ciekawe co sklonilo go do wyslania Ci zaproszenia ciekawe ech jednak facetow sie nigdy nie zrozumie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co... nie tyle sentyment, co czas uleczył rany, choć blizny zostały.

      Usuń
    2. niestety blizny juz zostana wiadomo jjuz nigdy tak do konca nie bedzie to dla Ciebie ktos obojetny to zawsze bedzie oosba z ktora beda sie wiazac jakies wspomnienia dobre czy zle ale zawsze jakies wspomnienia konkretne beda z ta osoba...

      Usuń
    3. To prawda. Chyba nigdy nie spojrzę na niego, jak na zwykłego, szarego człowieka.

      Usuń
    4. no znam ten bol ze ktos nie moze byc calkowicie Ci obojetny... byc wlasnie takim szarym czlowiekiem ktorego spotykac na ulicy w trnawaju autobusie i o ktorym nic nie wiesz i nic Cie nie laczy nic...

      Usuń
    5. Tak byłoby chyba najlepiej...

      Usuń
  15. jedno zaproszenie i wszystko wróciło....takie rzeczy i takich ludzi się pamięta, kurczę....
    dziwne, że gość tak się zachował i zaczął traktować "po niewidzialnemu". I zastanawiam się, z jakiego powodu to zaproszenie? Może go wyrzuty sumienia nękają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co... ostatnio spotkałam kolegę z byłej klasy (też go zna). Mówił, że jest jakiś rozchwiany emocjonalnie... więc w jego wyrzuty sumienia nie wierzę.

      Usuń
  16. Może każdy ma w życiu kogoś takiego... Ja też miałam. Kiedy zniknął, miałam wrażenie, że nie potrafię bez niego oddychać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może właśnie tak jest, że każdy musi przez to przejść...

      Usuń
  17. A Ty przyjęłaś to zaproszenie czy nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przyjęłam, ani nie odrzuciłam, choć skłaniam się ku temu drugiemu.

      Usuń
    2. Bo niby dlaczego masz przyjmować to zaproszenie, jeśli on cię tak wcześniej potraktował

      Usuń
  18. takie wspomnienia zawsze rozrywają serce :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście tylko przez chwilę...

      Usuń
    2. W końcu nie można się całkiem dać temu :*

      Usuń
    3. Dobrze, że to było tylko takie chwilowe ukłucie :)

      Usuń
  19. nie wiem, co bym zrobiła na Twoim miejscu... może bym przyjęła, a potem się mściła - prawdopodobnie. lubię być wredna.
    jak dla mnie powinnaś go unikać. wiadomo, że wspomnienia oraz uczucia ciągną do czego innego, ale lepsze jest cierpienie, że go unikasz niż cierpienie ponowne przez niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy wiesz... ja już nie cierpię. To już było, stare dzieje. Przez moment zadrżało mi serce, ale poza tym, czuję chłód. A zaproszenie prawdopodobnie odrzucę.

      Usuń
    2. więc może niech tak już zostanie. życzę dużo siły i wytrwałości. :)

      Usuń
  20. Nawet nie wiesz, jak bardzo ta sytuacja przypomina mi moją. Z tymże u mnie nie było to takie dyrastyczne. Ja po prostu z czasem zaczęłam dopuszczać do siebie fakt, że ludzie przychodzą i odchodzą. Chwil ciszy i cierpienia z tego powodu była masa. Jeszcze 2 miesiące temu potrafiliśmy rozmawiać jak przez ostatnie 4 lata, a teraz kompletnie nic. I też był motyw z zakochaniem się, ale przeszło.

    Ja pewnie przyjęłabym zaproszenie, ale... nic więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, a mi właśnie trudno dopuścić do siebie taką myśl, ale dużo w tym prawdy.

      A ja nie przyjęłam, ale też nie odrzuciłam :) Choć sklaniam się ku temu drugiemu.

      Usuń
  21. A proszę jaka niespodzianka - ciekawe tylko czy okaże się dobra ;] Oby ;) "Mój M." raczej się już nie odezwie, ani też nie kliknie na żadnym portalu - chociaż nigdy nic nie wiadomo. Jednak nie wiem czy chciałabym do tego wszystkiego wracać - chociażby myślami ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to chyba nie będzie dobre. Właśnie... tyle się namęczyłam, by w końcu zostawić to za sobą, że po prostu nie chcę do tego wracać.

      Usuń
  22. też bym nie wiedziała, czy przyjąć to zaproszenie, chociaż znając mnie pewnie po kilku dniach bym je zaakceptowała...

    dziękuję, to naprawdę miłe :* chciałabym, by właśnie tak było, dlatego staram się na tą miłość nie czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Minioną noc spędziłam na bardzo podobnych rozmyślaniach... =*

    Spóźnione - najlepszego! Spełniaj marzenia i bądź szczęśliwa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem i tak bywa, kiedy wspomnienia się nawarstwią :*

      Dziękuję Kochana! :)))) :*

      Usuń
    2. U mnie ostatnio dużo tych wspomnień.

      Przyjęłaś to zaproszenie?

      Usuń
    3. U mnie podobnie...

      Nie. I prawdopodobnie odrzucę.

      Usuń
    4. Takie wspomnienia wykańczają...

      Usuń
    5. Ja się na nie chyba jakoś uodporniłam...

      Usuń
    6. A może to wynika z tego, że masz P. przy sobie? Dlatego może łatwiej się uodpornić?

      Usuń
    7. mam P., przyjaciół i jestem samodzielna. więc wszystko, do czego on się odwraca.

      Usuń
  24. Nie rozumiem jak można być takim człowiekiem jak on... żeby tak z dnia na dzień kompletnie olać drugą osobę, biorąc pod uwagę fakt, że byliście przyjaciółmi. Naprawdę, ja już rozumiem coraz mniej spraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kochana, wielu jeszcze takich spotkasz na swojej drodze... na takich ludzi trzeba się po prostu uodpornić.

      Usuń
  25. Doskonale rozumiem sytuację, jeszcze na świeżo poturbowana takim pięknym końcem znajomości bez wytłumaczenia. Już drugim z kolei! Przeraża mnie tylko fakt, że skoro masz na dany moment ułożone życie, a i tak od tych wspomnień łzy stają Ci w oczach, to znaczy, że te znajomości zawsze pozostaną w głowie. Cholera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, zostają. To właśnie mają do siebie złe wspomnienia - trudno je zatrzeć. Ale serio, to nie musi być nie przerażającego. Z biegiem czasu się na to człowiek uodparnia, a takie ukłucia w serce, o których pisałam na szczęście okazały się chwilowe.

      Usuń
  26. Jakbym czytała o sobie! Z tą różnicą, że mój "przyjaciel" nie jest z liceum, a ze studiów. Ale też - dogadywaliśmy się świetnie, aż nagle któregoś dnia zaczął mnie kompletnie ignorować i do dzisiaj nie wiem dlaczego. Czy ja mu coś zrobiłam, czy on się znudził.
    Rozumiem Twój ból, jak się wtedy musiałaś czuć. I cieszę się, że przetrwałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc mnie rozumiesz... Królowa Karo napisała wyżej, że chyba każdy człowiek musi przez taką stratę przejść. Cóż... życie nas uczy wytrwałości.

      Usuń
  27. Czytam i czytam.. I jakbym widziała siebie. Te nieprzespane noce, krzyki w poduszkę. Nadal czasem tak mam. I pewnie będę miała. Uświadamiam sobie, że czas mija, leczy rany, ale blizny pozostają. Są takie, które nigdy nie znikną..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znikną, ale uodpornisz się na nie. Stana się częścią Ciebie i je zaakceptujesz. Da się z tym żyć, a z biegiem czasu nawet nie zwracać na nie uwagi. Trzymaj się :*

      Usuń
  28. szczerze mówiąc, jestem w szoku, jak można kogoś tak potraktować. po prostu nie mieści mi się to w głowie!
    chociaż może powinno, bo moja rzekomo najlepsza przyjaciółka nie odzywa się do mnie od lutego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano można... ludzie bywają podli niestety.

      Usuń
  29. Ach, Boże.. to wszystko potrafi się czasem tak "pięknie" odgrzebać.

    OdpowiedzUsuń
  30. Powracające osoby z przeszłości... to wywołuje u mnie niepokój i obawę ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też. Na szczęście to było chwilowe...

      Usuń
  31. Asik a to była Twoja pierwsza miłość?

    OdpowiedzUsuń
  32. heh niezła historia...trzymam kciuki żebyś dowiedziała się co było powodem zerwania kontaktu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się nie dowiem... ale specjalnie mi z tego powodu na dzień dzisiejszy przykro nie jest :)

      Usuń
  33. To chyba najgorsze, kiedy najbliższa osoba zrywa kontakt nie podając najmniejszej przyczyny... Odeszłabym od zmysłów i wcale się nie dziwię, że tyle wycierpiałaś. Mimo wszystko, cieszę się, że te 5 lat zaowocowało w nowe życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 5 lat to mnóstwo czasu i sporo może się zmienić. Mogłam cały ten czas płakać, ale zdałam sobie sprawę, ile zależało ode mnie. Udało się :)

      Usuń
  34. przyjaciele mają jednak to do siebie, ze odchodzą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielokrotnie się o tym przekonałam. I dla mnie takie osoby nie zasługują już na miano "przyjaciela"

      Usuń
  35. nie wiem, czy to dobrze jak przeszłość wraca. może dowiesz się czegoś, tylko czy po latach chcesz się dowiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, chciałabym. Ale to się raczej nie stanie :) Za duży tchórz z niego.

      Usuń