Pewne kwietniowe, piątkowe popołudnie.
- Jakie ty masz długie włosy! Wciąż ruda. I chudniesz w oczach, dziewczyno. Zmieniłaś się jak cholera... Tylko ta wariacka muzyka wciąż u ciebie w głośnikach.
Wyściskała mnie serdecznie. Moja Iwonka, szkolna przyjaźń, z którą przeżywałam szczeniackie obozy, szkolne biwaki, nastoletnie radości i smutki, pierwsze miłości, zwierzenia i nieodwzajemnienia. Kontakt mamy nieco słabszy, niż dawniej, ale kiedy wpadniemy na siebie, nagadać się nie możemy.
Zaśmiałam się pod nosem.
- Ano mam nadzieję, że już chudnąć przestałam. Te piętnaście kilo, które wyparowało ze mnie od początku studiów, zupełnie wystarczy. A to nie wariacka muzyka, tylko Pearl Jam!
Zaparzyłam nam herbatę i usiadłyśmy w moim pokoju, w którym nawet w miarę udało mi się posprzątać.
- Ja coś dla ciebie Asiu mam.
Wręczyła mi kopertę. Domyśliłam się, co jest w środku, choć nie do końca byłam pewna, czy zostanę zaproszona, wszak nasze drogi mocno się rozeszły. Wiedziałam, że się zaręczyła niedawno i że w czerwcu bierze ślub, choć znieść nie mogłam myśli, że dowiedziałam się o tym z portalu społecznościowego.
- Dziękuję Kochana... tylko... dlaczego tak szybko?
- Ano... szósty tydzień.
No i się poryczałam.
- Chodź ty głupku!
Wyściskałam ją znów. Nie posiadałam się ze szczęścia. Moja Iwonka, ta, która ryczała na co drugiej imprezie, że starą panną zostanie i że żaden facet jej nie będzie chciał. Ta, z którą zawsze śmiałyśmy się na lekcjach chemii i tak naprawdę nikt nigdy nie wiedział, z czego rżymy. Ba, my same często nie wiedziałyśmy. Ta, do której nieraz biegłam w środku nocy, bo ją atak doła złapał. Głupia młodość, piękna, niezapomniana...
Miała wypić herbatę i jechać dalej rozwozić zaproszenia. Siedziała trzy godziny. Poczekają, mówiła. A my wspominałyśmy nasze szkolne lata.
- Asik, a pamiętasz, jak na biwaku biegałaś po dworze owinięta kocem, wydając odgłosy Indianina i kiedy wychowawca zapytał cię, co ty właściwie robisz, to mu wyjebałaś, że jesteś babokiem?
Dżizas, pomyślałam, jakim ja byłam debilem. No tak. Nie na darmo na zakończenie liceum napisał mi wierszyk:
"Nie spuszczajcie dzieci z oka,
gdy gniew spadnie na baboka."
- Jasne, że pamiętam! A ty w tym samym czasie siedziałaś w domku i o ciemku czytałaś gazetę do góry nogami. Miałaś taką drzyzdę, że zastanawialiśmy się, jak cię otrzeźwić, coby nie mieć przypału na obchodzie! Na dodatek złamaliśmy wtedy klucz.
Łzy ciekły nam ze śmiechu.
- M. wtedy z nami urzędował, nie?
Cholera, musiała. Już mi przestało być wesoło.
- Ano tak, był. Zresztą, jak widać na zdjęciach. Ale poszukam zdjęć z osiemnastek...
Serio, chciałam zmienić temat.
- Asik, rozmawiacie?
- Nie. Nadal się nie znamy. Jesteśmy sobie obcy.
Zauważyła, że nie chcę o tym rozmawiać, więc i temat pospiesznie zmieniłyśmy, ale ślad tej rozmowy we mnie pozostał. Siedziałam wieczorem na parapecie i myślałam, jakie to cholernie smutne, że człowiek, którego kiedyś nazywało się przyjacielem (jakież to fałszywe określenie), dziś jest obcym. Ocieramy się o siebie, przeciskając się przez tłum w pociągu. Wsiadamy do tego samego tramwaju. Wysiadamy na tym samym przystanku. Jak obcy ludzie. Ba... czasem obcy ludzie się lepiej traktują. Jak niewidzialni. Tak, niewidzialni to dobre określenie.
Od tamtego piątku takich wspomnień pełno w mojej głowie. Wczoraj spotkałam się z dziewczynami, coby dogadać kwestię wieczoru panieńskiego, który Iwonce organizujemy. Poczułam, jak inaczej mi się z nimi rozmawia. Inaczej, niż kiedyś, choć tej inności nie umiem Wam opisać. Jestem inna. Inna, niż wtedy. Inna także od nich. Na swój sposób tęsknię za tamtymi czasami, choć nie czułam się wtedy szczęśliwa. Byłam zakompleksioną, nieszczęśliwie zakochującą się i mającą skłonności do depresji dziewczyną. Dziś nie jestem już krótkowłosym pulpetem z aparatem na zębach, tylko szczupłą, wysoką, rudą dwudziestoparolatką. Długo szukałam swojej drogi. Każda z nas szukała. Tylko moja przystań okazała się inna od ich przystani. I pomyśleć, jak kilka lat może zmienić człowieka. Największym szczęściem napawa mnie fakt, że nauczyłam się wybaczać. Wybaczyłam M., choć mówiłam sobie, że tego nie zrobię. To jednak temat na głębsze rozważania i opowiem Wam o tym innym razem. Najważniejsze, że nauczyłam się czuć ten spokój ducha, gdy go widzę, choć nierzadko w duecie ze smutkiem.
Ale cóż tu się smucić, kiedy cieszyć się trzeba! Zostanę przybraną ciocią, od przyszłego tygodnia zaczynamy się bawić. Najpierw panieński w najbliższy piątek, tydzień później purtelam, a za trzy tygodnie ślub. Przygotowań wiele, także ze strony naszej - jej starych, dobrych kumpeli. Spotykamy się teraz tak często, jak dawniej, choć rozmawiamy o zupełnie innych sprawach, niż kiedyś.
- Wiesz Asik? Iwonka już od nas odpadnie. - powiedziała mi wczoraj D. ze smutkiem - Pierwsza będzie mężata i dzieciata.
Jakich "nas", pomyślałam mimowolnie. Przecież "nas" już praktycznie nie ma, jesteśmy tylko, gdy musimy. Tamta paczka już nie istnieje.
I chcąc nie chcąc, dopadł mnie smutek. Zaczęłam zastanawiać się, czy to mogłoby się jeszcze powtórzyć. Może wizja najbliższych imprez, ponownie zbliży nas do siebie? Może nasi faceci będą pić ze sobą piwo? Może znów będziemy wychodzić na długie spacery, jak kiedyś, a dziewczyny będą próbowały mnie zaciągnąć do tego klubu, którego nie znoszę?
Chciałabym. Chciałabym jak cholera, bo w głębi duszy pamiętam, jakie to wszystko było na swój sposób magiczne.
Niech ta magia jeszcze nadejdzie tego Ci kochana życzę z całego serca :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Mamy szansę to odnowić i mam cichą nadzieję, że tego nie zmarnujemy...
UsuńOch życzę Ci tego! Tak dobrze rozumiem to pragnienie i te emocje...
OdpowiedzUsuńCieszę się, że mnie rozumiesz ;) Emocje nieziemskie, same wspomnienia chwytają ze serce. Dziękuję :)
Usuńale tu pieknie!!!
OdpowiedzUsuńmagia bedzie trwala jesli dacie jej szanse by zaistniala na nowo :)
Dziękuję:) Nieco mroczniej, niż wcześniej ;)
UsuńSpróbujemy dać jej szansę... w końcu mamy okazję. Pierwsza z nas wychodzi za mąż ;)
Coś mi to przypomina. Moje relacje z osobami, za którymi jeszcze niedawno w ogień bym skoczyła, są podobne. Chociaż nie... są o wiele gorsze. Gadamy ze sobą, czasem gdzieś się spotkamy u któreś, ale to wszystko jest takie sztuczne, takie udawanie, że wszystko między nami jest w porządku.
OdpowiedzUsuńTo smutne, że to, co kiedyś wydawało się na zawsze, tak nagle znika.
Masz rację, to smutne. Właśnie ten M. o którym wspomniałam, był kiedyś moim przyjacielem (tfu, tfu). Pisałam na starych blogach o tym, jakie nadzieje z nim wiązałam, ale cóż. Dziś jesteśmy dla siebie niewidzialni, bo obcy to nawet zbyt "dobre" określenie. W dodatku ostatnio moje relacje z dziewczynami też były sztuczne. Czułam, że jestem inna od nich... Dlatego doskonale Cię rozumiem.
UsuńAleż tu u Ciebie zmiany piękne! :)
OdpowiedzUsuńWiesz, Twoja Iwonka przypomina mi mnie samą sprzed 3lat...naprawdę :)
Oby to co zniknęło, powróciło na nowo! :*
Buziaki!
Ja do mojej przyjaciółki też mówię Asik :)
Dziękuję, trochę mroczniej i inaczej, ale póki co tak pozostanie :)
UsuńWierzę! :)
Oby powróciło. Mam nadzieję, że te wydarzenia na nowo nas do siebie zbliżą. Naprawdę, chciałabym po tym, co razem przeszłyśmy.
:*
Serio? No proszę ^^
Ta relacja i to jak do siebie mówicie przypomina mi moja utraconą przyjaźń , więc trochę mi się smutno zrobiło. Super, że Cie zaprosiła :) będziesz się bawić na weselu.
OdpowiedzUsuńDomyślam się, bo przeżyłam podobną utraconą "przyjaźń" i też ciężko mi z tego powodu... Ano będę się bawić i już doczekać się nie mogę :)
Usuńczytam to i czytam i jakby ktoś pisał o moim życiu, moich przyjaźniach. To zawsze boli, kiedy się kogoś traci, kiedy ma sie wrażenie, że świat jest niesprawiedliwy. Może jednak coś magicznego w was odżyje z racji nadciągających wydarzeń. :)
OdpowiedzUsuńZawsze sobie mówiłam, że prawdziwa przyjaźń nie przemija, bo jeśli przeminęła, to zapewne przyjaźnią nie była. cóż... jesteśmy tylko ludźmi, mamy okazję to odbudować i mam nadzieję, że tak się właśnie stanie. ;)
UsuńMoże akurat najbliższy czas jest tym, który zbliży Was do siebie i będzie jak dawniej. :)
OdpowiedzUsuńA i zazdroszczę tego wesela, też bym sobie na jakieś poszła. :D
Wszystko się okaże :)
UsuńAno cieszę się bardzo, brakowało mi takich imprez :D Chociaż najbliższe tygodnie i tak będę miała baaardzo intensywne, pod wieloma względami :P
Też jakieś większe imprezy? :)
Usuńimprezy, nie imprezy, ten ślub, panieński, purtelam, moje urodziny, imieniny, koncerty dwa, wyjazd do Łodzi, sesja, egzaminy, praca, olaboga :P
Usuńtu czekoladka i jej nowe namiary http://schocollate.blogspot.de/
OdpowiedzUsuńprzez nieuwage stracilam cale googlei bloga :( i musze Was wszystkich na nowo szukac i prosic o adres mailowy :(
już Cię "namierzyłam" :) mój mail: joannask90@gmail.com :)
UsuńDlatego nie lubię spotykać ludzi, którzy kiedyś byli mi bliscy a potem wyruszyli gdzieś w swoją drogę. Nie umiem już z nimi rozmawiać, a niektóre wspomnienia wracają, nie zawsze te dobre niestety...Trzeba być na to przygotowanym, znajomości znikają, przyjaciele znikają i już nie będzie tak jak dawniej. Niedługo sama tego doznam na mojej skórze. Zawsze można z tymi starymi znajomymi zdobywać nowe, dobre wspomnienia i to odbudowywać.
OdpowiedzUsuńWidzę właśnie, jaka inna jest między nami rozmowa... jedyne wyjście, to właśnie zacząć od nowa. Z jednej strony chciałabym, aby było jak dawniej, ale z drugiej... średnio w to wierzę.
UsuńWłaśnie tak to w życiu jest, czas pokazuje kto jest prawdziwym przyjacielem a kto nie.
OdpowiedzUsuńUh, ja się na własnej skórze boleśnie przekonałam o tym...
UsuńNie przejmuj się, ja też :) Myślę, że jeszcze nas to w przyszłości czeka :) Ale będziemy już mniej zdziwione :)
UsuńJa już dostałam od losu taką nauczkę, że w kwestii "przyjacioł" stałam się bardzo ostrożna. Próbuję nie przyzwyczajać się do ludzi, choć jest to trudne.
UsuńJa się powinnam od swoich już dawno odzwyczaić, bo od dłuższego czasu nie poszerzam grona przyjaciół. Też stałam się ostrożna, nawet we własnym gronie. Lepiej trzymać język za zębami ;)
UsuńWiesz, potwornie trudno się odzywczaić, zdecydowanie łatwiej się nie przyzwyczajać, choć tez nie lekko... Racja, czasem lepiej nie mówić nic.
UsuńNigdy nie wiadomo kto co komu powtórzy i na co to wszystko. ja tylko Ciachu mówię najwięcej teraz i na blogu ;) Z moją przyjaciółeczką od piwa Karoliną już prawie nie utrzymuje kontaktu. Wysłałam do niej w piątek chyba ze trzy smsy i mi nie odpisała do dziś :/ Miałam do niej pisać, czy się dziś spotkamy, ale nawet nie piszę, bo co sie będę narzucać :/
UsuńPamiętam, jak o niej opowiadałaś... daj spokój, takim ludziom nie ma się co prosić. Nawet nie o narzucanie tu chodzi, ale po prostu... też mam taka znajomą i też nieraz pokazuje, jak bardzo ma mnie za przeproszeniem w nosie. No, chyba, że się nudzi, wtedy pisze. Tylko, że ja nie jestem od zaspakajania nudy.
Usuńja właśnie zazwyczaj się nudzę to się zgadzam jak mi coś proponuje, ale nie pamiętam kiedy ostatnio mi coś proponowała. jestem dla niej po prostu za nudna, bo nie piję na umór, nie szlajam się po nocach w klubach i nie zdradzam faceta.
UsuńDziś spotkałam się z inną koleżanką, też z tej właśnie paczki i myślę, że zacznę zabiegać o jej przyjaźń. Jest dużo lepszym materiałem, narazie na dobrą koleżankę a z czasem sie zobaczy.
Skoro brak takowych zachowań jest dla niej wyznacznikiem nudy, to pozostaje nam jej tylko współczuć. Wiesz... nie do końca miałam na myśli to z tą nudą.To, że Ty się zgadzałaś na spotkania z nią, gdy się nudziłaś, to nic złego. Po prostu nie można się odzywać do kogoś, kogo ma się za przyjaciela tylko, kiedy się nudzi. Trzeba o tej osobie pamiętać także, kiedy ma się nadmiar spraw na głowie.
UsuńOby więc okazała się odpowiednią osobą :)
Dokładnie. Dystans do niej trzymam już od dłuższego czasu. Nie ma sensu po prostu. Wczoraj do mnie napisała na fb wieczorem to ją traktowałam oschle. Nawet niespecjalnie miałam ochotę jej się zwierzać jak było na Juwenaliach. Wiem, że też była, a ona udaje, że już spała jak do niej pisałam.
UsuńMyślę, że będzie można z nią miło spędzić czas. Zaproponowała nawet wspólny wyjazd w góry pod koniec czerwca, ale Ciacho nie będzie mógł :(
No i bardzo dobrze. Konkretna babka jesteś i nie możesz pozwolić, by sobie z Tobą leciała w kulki no...
UsuńO, to szkoda... ale mam nadzieję, że prędko nadarzy się jeszcze okazja :)
Haha :P
UsuńWłaśnie nie wiem co z tymi okazjami. Kiedyś Ciacho chciał wyjeżdżać ze mną, mówił, planował, a teraz cisza... W tamtym roku planowaliśmy od stycznia wakacje i pojechaliśmy pod koniec sierpnia. Potem po wakacjach powiedział, że zimą pojedziemy w góry, ale w tym roku już nic nie mówi na ten temat.
Oj wiem jak to jest. Trudno teraz cokolwiek zaplanować, studia, praca, bla, bla... My chcieliśmy zostać w lipcu nad morzem, bo jedziemy do Gdyni na koncert, ale lipa z urlopem... Więc myślimy o sierpniu, ale ciągle nie wiadomo, jak to będzie.
UsuńMoże mu przypomnij? :P
ja tam nic nie proponuje bo nie mam kasy ;)
Usuńano chyba, że tak... ;p
UsuńNiestety, trudne czasy nastały, głównie przez tą komunię... Po za tym spodziewałam się dwóch wesel we wrześniu a okazało się, że chyba nie będzie żadnego, więc zobaczymy :)
UsuńA to się tak mówi, że "na weselu za darmo się napijesz i najesz!" Tak dobrze nie ma... Może jednak uda Ci się coś odłożyć, jeszcze jest trochę czasu :)
UsuńU mnie też wydatków sporo, a wypłata niewielka, bo pracuję na ćwierć etatu i za to dojeżdżam na studia i się tam "utrzymuję" całymi dniami. Cel osiągnęłam - usamodzielniłam się na tyle i na tyle odciążyłam rodziców, że w domu właściwie tylko śpię :P Ale odłożyć mi jest paskudnie trudno.
Za darmo? :P Mój Boże :P Chyba, że idziesz jako osoba towarzysząca to tak :P
UsuńNie mam za bardzo z czego odkładać, dlatego wiem, że mi się to nie uda :)
mam podobną sytuację, uniezależnienie się jednak ma też minusy :)
Chyba tylko w takim wypadku :D
UsuńMa swoje minusy, jak wszystko. Dla mnie samo wydawanie pieniędzy jest trudniejsze, bardziej je liczę i czasem trudno wygospodarować je tak, aby wystarczyło na cały miesiąc. No ale na razie jakoś sobie radzę, więc chyba aż tak rozrzutna nie jestem :P
Dobrze cię rozumiem. Też miałam takiego przyjaciela. I teraz zostają tylko wspomnienia jak to pani od chemii musiała nas uciszać,bo tak się tam bawiliśmy.A teraz ja idę na profil chemiczny on matematyczny. Ciężko zapomnieć jak było fajnie nie?Ale chyba nie warto trzymać się przyjaźni,która stała się powodem smutku.No,a osoba,która to zrobiła chyba nie powinna się już mianować przyjacielem...
OdpowiedzUsuńWiesz, jeśli chodzi o wspomnianego M. to owszem, nigdy już nie nazwę go swoim przyjacielem, bo skoro tak mnie potraktowal, jak mnie potraktował, to nigdy nim tak naprawdę nie był. Ale o nim opowiem Wam innym razem :)
UsuńTymczasem z Iwonką cały czas miałam kontakt, choć słaby. Czasem spotkałyśmy się w pociągu, dzwoniłyśmy do siebie na święta i ras na ruski rok wychodziłyśmy razem na piwo. Tylko ciężko było się przyzwyczaić, bo dawniej widziałyśmy się codziennie i to nie tylko przy szkolnej ławce.
Nie wiem, czy zauważyłaś, ale ja w ogóle unikam słowa "przyjaciel" ;)
Czyli nie będziecie mieli już ze sobą kontaktu?
W sumie to było tak jak w twoim przypadku. Po prostu przestał gadać,odsunął się...Nie byliśmy taki super przyjaciółmi.Lubiliśmy się razem śmiać,wydurniać...Potem tego brakowało.W jakimś okresie czasu jeszcze mówił cześć a potem to już nawet tego nie. Mamy się w znajomych,ale nie piszemy ze sobą.
UsuńOj też to znam.Moja kumpela chodzi do innej szkoły i też trudno przyzwyczaić się,że nie można z nią gadać kiedy sie chce...Ale taki czas w końcu by przyszedł
Drogi się czasem rozchodzą, ale jeśli fundamenty są solidne, to wszystko jest jeszcze możliwe :) Mam taką przyjaciółkę, z którą przez 8 lat rozmawiałam od święta, a widywałyśmy się raptem raz w roku - po prostu było nam "nie po drodze". Nie wiedziałam, jaką zupę lubi najbardziej, z czym nie zje pierogów, czy jaki ma kolor ścian w pokoju, ale jak się spotykałyśmy, to nie szło się nagadać. O problemach, o pierdołach i o wszystkim. Od dwóch lat jesteśmy w tej samej szkole, widujemy się codziennie i przyjaźń stała się jeszcze mocniejsza :)
OdpowiedzUsuńSą tacy ludzie, z którymi nie trzeba rozmawiać codziennie.
Mam nadzieję, że z Twoją Iwonką będzie tak samo :)
Oj, również mam taką nadzieję... Wydaje mi się, że to zaproszenie na ślub sprawi, że znów wszystko się odrodzi. Za chwilę panieński, purtelam i wesele, wierzę, że ponownie nas to zbliży do siebie. A jeszcze jak maleństwo będzie miala, to będę musiała ją w ogóle częściej odwiedzać!
UsuńI coś w tym jest - mogę widzieć ją raz na ruski rok, a ona jeszcze nigdy nie odmówiła mi pomocy. Ja jej zresztą też :)
Pamiętaj, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Bywało różnie, czasem może nawet i nie bywało w ogóle, ale teraz macie szansę zacząć od nowa :)
UsuńI właśnie to jest ważne. Co z tego, że nie widujecie się tak często jak kiedyś. Jeśli tylko napisałaby ci smsa, że potrzebuje Twojej pomocy, zgaduję - rzuciłabyś wszystko w cholerę i gnała na łeb, na szyję. A o to właśnie chodzi :)
Może czasem i takie przerwy są potrzebne. Wszak teraz mamy sobie tyle do opowiedzenia...
UsuńJasne, że tak! Nawet bym się nie zastanawiała. Ja tak unikam słowa "przyjaźń", ale może właśnie to jest ona?
Spróbuj, daj Wam szansę :)
UsuńJasne, że spróbuję! :)
UsuńGratuluję przyszywana Ciociu:)
OdpowiedzUsuńWiem o czym mówisz, bo moja licealna paczka już też nie istnieje. Spotykamy się od czasu do czasu i to w niepełnym składzie. "Przyjaciółki" też nas unikają, zapomniały chyba o tym co było. No cóż, takie życie, ale trzeba iść dalej.
a dziękuję, radość to wielka :)
Usuńwłaśnie przedwczoraj koleżanka odkopała zdjęcie sprzed sześciu lat, z ostatniej wigilii klasowej. łzy się polały... przykre.
Przykre, ale co zrobić. Czasu się nie cofnie, a i zmuszać kogoś do spotkania nie ma sensu. Trzeba pielęgnować piękne wspomnienia.
UsuńNikogo zmuszać nie zamierzam :) Tym bardziej, że nie wszystkie wspomnienia z tamtego okresu są takie piękne.
UsuńI o tych powinnaś zapomnieć. Po co pamiętać bolesne wspomnienia?
UsuńWiesz, chyba nie da się zapomnieć. Po prostu staram się nie chować urazy i jak najrzadziej o tym myśleć, ale te wspomnienia wracają nieraz ze zdwojoną siłą.
UsuńI przypomniałam sobie o swoich przyjaźniach.. były i nie ma..
OdpowiedzUsuńTeż kiedyś miałam takiego M.
W takim razie nie zasługiwały na miano przyjaźni. Podobno przyjaźń nie mija...
UsuńNo proszę, jeszcze powiedz, że kończył się na "n"?:P
No podobno, też to kiedyś słyszałam, że jak się przyjaźń kończy, to nie była przyjaźnią ;]
UsuńNie, kończył się na "ł" ;]
Wszystko zależy od tego, jaką kto ma definicję przyjaźni. :)
UsuńAno to wszystko już wiemy :P
Ja też przypominam sobie o relacjach, ale wydaje mi się, że co jest prawdziwe to przetrwa. Ja z moją przyjaciółką buduję tą relacje kilka lat, fakt, że bywało różnie między nami ale jest niezwodna.
OdpowiedzUsuńWiadomo, że nie zawsze będzie kolorowo, ale właśnie te gorsze chwile pokazują, jak silna jest ta więź między ludźmi. Jeśli twierdzisz, że mimo ciężkich chwil Twoja przyjaciółka jest niezawodna, to tylko pogratulować :)
UsuńPo prostu możemy być ze sobą 100% szczere. Bywało różnie, a prawdziwe relacje nie znikają od tak.
UsuńTaka szczerość jest najważniejsza. To chyba podstawowy wyznacznik przyjaźni, zaufanie liczy się przede wszystkim.
UsuńPo prostu wiem, że mnie nie zawiedzie i że obie możemy sobie powiedzieć to co myślimy. Najgorzej jest dawać komuś złudne nadzieje na coś. Ale jak obie strony chcą to relacje się nie rozpadną. A ludzie teraz olewają.
UsuńOtóż to... wzajemne pozytywne relacje i chęci to podstawa ;)
UsuńCóż...moja wieloletnia przyjaźń także się zakończyła...ja mam jeszcze żal, gdyż pierwsza nigdy nie mówię 'cześć'....
OdpowiedzUsuńWiesz, ja bym mu nawet te "cześć" powiedziała. Ja bym nawet do niego podeszła. Ja się śmieję pod nosem, kiedy on nie wie, gdzie ma patrzeć, gdy stoimy na peronie, ale to nie jest już złośliwe, mnie to po prostu bawi, bo to zachowanie trzylatka, no... ;)
UsuńDlaczego zatem nie powiesz?
UsuńBo za mocno mnie bolało to, co zrobił, to, jak bez powodu przestałam dla niego istnieć.
UsuńRozumiem. Jednak czasem warto pokazać, że jesteś ponad to wszystko/
UsuńBo jestem, dziś już tak. Oj... jak ja Wam jeszcze opowiem tę historię. Niebawem...
UsuńZatem czekam...ale pozwolisz, że zmienię teraz temat. Bardzo ładny, gustowny szablon ! ;)
UsuńBardzo dziękuję! Cieszę się, że się podoba, choć klimat całkiem odmienny od poprzednich :)
UsuńAleż proszę. Mnie się on podoba. Przyznam, że mnie zaskoczyłaś trochę tym wyglądem , szablonem. Poważnie! ;)
UsuńSerio? Dlatego, że tak inaczej? ;D
UsuńSerio. Jakoś taki nie podobny do Ciebie (?). Sama nie wiem, chociaż te kwiaty idące jakby z włosów...to jednak jakoś mi pasuje do Twojej osoby. Inaczej - też plus.
UsuńPS nie zrozum mnie tylko źle ! ;p
Nie, no czaję XD
UsuńWiesz... kurcze, nie wiem, jak to ująć, bo nie chcę napisać,że mam "kilka twarzy". Generalnie jestem osobą kochającą życie, ludzi i mającą takie dość pacyfistyczne poglądy i to się raczej nie zmienia. Ale moja życie posiada też w sobie taki swoisty mrok, który na swój sposób ukształtował mój charakter. I wiesz, ja ten mrok w sobie lubię. A więc, żeby nie zawsze było pięknie i kolorowo, muszę od czasu do czasu trochę zmienić atmosferę :)
Widzę u Ciebie też był rozdział zaczynający się na M? U mnie też był i też teraz to wygląda w ten sposób, że mijamy się na ulicy uciekając od siebie wzrokiem i udając, że się nie znamy. To w człowieku zawsze siedzi, ale ja się jakoś na to uodporniłam.
OdpowiedzUsuńMiło tak powspominać przeszłość, jeśli jest tego warta. Zmieniamy się tak szybko, że szkoda gadać. Ja sama obecnie przechodze przez jakiś dziwny okres zmian. Mimo, że proces ten jest mi znany, to specyfika tego, co się dzieje teraz jakoś mi nie podchodzi i czuję się z tym źle.
Si, zaczynający się na M i kończący na N :P Czyli dokładnie, jak między nami. Wiesz, u mnie już troszeczkę czasu minęło, bo pięć lat aż, więc jedyne, co mnie żenuje w jakiś tam sposób, to to, że jemu nadal nie przeszło. Dopiero teraz widzę, jakiego człowieka... kochałam. Aż ciężko to słowo przechodzi przez myśl...
UsuńTe zmiany czasami same w sobie bywają niepokojące. Mam nadzieję, że mimo wszystko jednak u Ciebie okażą się one dobre.
Ty chociaż jesteś pewna, że go kochałaś. Ja nie wiem, czy tak było i dlatego może aż tak mi to już nie przeszkadza, gdy go gdzieś tam zobaczę przelotnie.
UsuńKiedy Ci to pisałam, to wiesz, przez moment się zawahałam, czy to na pewno była miłość. Z perspektywy czasu wydaje się to co najmniej dziwne, a nawet trochę mnie przeraża. Może dlatego, że dziś wiem, jakim on był człowiekiem. Ale tak, kochałam go, zwłaszcza, jak przypomnę sobie te cierpienie. Tak potwornie można cierpieć tylko przez miłość.
Usuńpiękne są takie przyjaźnie. sama mam taką przyjaciółkę. :)
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że będziecie utrzymywać kontakt i pielęgnować wspólną relację jeszcze przez długie lata!
Również mam taką nadzieję :)
Usuńbędę trzymać kciuki. :)
Usuńa tak w ogóle, to takie wspominanie przeszłości jest bezcenne; w tamtych momentach wydawało się to takie albo straszne, albo niesamowite, albo cholernie trudne, a z perspektywy czasu to śmieszne się wydaje.
Tutaj sprawdza się to powiedzenie: "za parę lat będziesz się z tego śmiać!" Fakt, faktem, że z perspektywy czasu wszystko wygląda inaczej, wręcz zabawnie, ale w tamtych momentach wcale nie było tak wesoło. Fajnie powspominać, pośmiać się z siebie, jednak dobrze, że to minęło :)
Usuńno dokładnie. :) ja mam teraz właśnie taką sytuację, że teraz to jest nieprzyjemnie i jest napięta atmosfera, ale wiem - ba, wszyscy wiedzą! - że za kilka lat będzie z tego kupa śmiechu.
UsuńA wiesz, taka świadomość czasem pomaga :)
Usuńoj i chyba nawet nie wiesz jak bardzo... gdyby nie to, to bym zwariowała z nerwów.
Usuńa tak ogólnie to jak u Ciebie, kochana? :*
Więc powtarzaj to sobie jak najczęściej :*
UsuńA u mnie wszystko dobrze, dziękuję ^^ Mam tyle rzeczy na głowie, że średnio ogarniam, ale jakoś daję radę xD :*
Fajne są takie wspominki z przyjaciółką, posiedzieć i pośmiać się ze wspólnych historii- bezcenne !!! I masz rację, że wszystko się w tych relacjach koleżeńskich zmienia, każdy idzie w swoją stronę, ma swoje problemy, trudno się zgrać i dogadać na wspólne wyjścia. Już trzymam kciuki za udany panieński, wybawcie się za wszystkie czasy !!!!
OdpowiedzUsuńTo prawda, tym bardziej, że tych wspomnień mamy od groma! Jak zaczniemy wspominać, to skończyć nie możemy. Dziś już jest zupełnie inaczej, niż kiedyś, każda z nas jest w związku, studiuje, pracuje i tego czasu jest naprawdę mało. Ale cieszę się, że w razie czego zawsze możemy na siebie liczyć :)
UsuńDziękuję! Oj wybawimy się na pewno, na razie walczymy z organizacją, bo robimy jej niespodziankę :))
Jak mówiłam, ludzie przychodzą i odchodzą i wielki szacunek dla tych, którzy mimo odsunięcia się na jakiś czas, są przy nas nadal - niewielu na to potrafi się zdobyc :)
OdpowiedzUsuńMoże na tym właśnie polega próba zaufania do drugiego człowieka :)
UsuńLubię takie momenty, kiedy wspomina się jakieś drobnostki, a każda z osób obecnych wie, o co chodzi, bo była uczestniczką tych wydarzeń. Ale... pisałam o tym jakiś czas temu, że w liceum też miałam takie nierozłączne przyjaciółki, a z upływem lat wszystko pomału wyparowuje, mamy coraz mniej wspólnych tematów do rozmowy i jakoś nie lecimy na spotkania "na skrzydłach wiatru". Szkoda, ale żeby utrzymać przyjaźń nie wystarczy chęć jednej osoby.
OdpowiedzUsuńWszystko przemija. Tak, jak napisałam, każda z nas ma swoją przystań. Dziś jesteśmy już w związkach, studiujemy, pracujemy i chodzimy na zupelnie inne imprezy. Każda z nas ma swoją paczkę, swoje upodobania... Może kiedyś stanie się coś, co znów nas do siebie zbliży. Może właśnie teraz, kiedy powoli zaczynamy się "hajtać" ;)
UsuńWiesz co, my teraz próbujemy się zejść naszą paczką, jak już wszystkie mamy dzieci i rodziny. Wcześniej każda miała inne priorytety i było trudniej.
OdpowiedzUsuńTo my wlaśnie teraz przez taki okres przechodzimy. Każda z nas ma swoją przystań, swoje własne podejście do życia, swoją muzykę i swój mały świat. Może w przyszłości, gdy na świat przyjdą nasze dzieci, znów zbliżymy się do siebie :)
Usuńszkoda ze z czasem wiele spraw sie zmienia... ale widocznie niestety tak musi byc ale czy warto sie smuci jak tyle milych i fajnych chwil przed Toba :) to udanej zabawy zycze :)
OdpowiedzUsuńAno jasne, że nie warto się smucić. Tylko czasem człowiekowi dużo wspomnień wraca w takich momentach i to niekoniecznie dobrych...
UsuńDziękuję :)
Widzę zmiany w szablonie :)
OdpowiedzUsuńEh, tak to jest, że paczki się rozsypują, swoją drogą nie wiem czemu ale tak jest. Moja trwała tylko w okresie liceum i jak prędko się zawiązała tak bardzo prędko się rozsypała.
Trafne spostrzeżenie ^^ Trochę odmiany nie zaszkodzi :)
UsuńMi się łza w oku kręci, kiedy widzę zdjęcia z pewnego osiemnastkowego ogniska, jak wszyscy przytulamy się do siebie, coby się w kadrze zmieścić. Ale mam nadzieję, że choć z dziewczynami będzie jak dawniej.
fajnie,że masz takie fajne koleżanki a nawet przyjaciółki :) z którymi możesz o wszystkim pogadać.
OdpowiedzUsuńPrawda :) Tylko niestety widujemy się bardzo rzadko... każda ma swoje obowiązki.
Usuń