Mój Braciak zdaje w tym roku maturę. Został mu ostatni tydzień zajęć. Obserwuję go od dłuższego czasu i widzę, że chodzi coraz częściej przygnębiony. On, człowiek o żelaznych nerwach, mający w nosie wszystko, oprócz sportu. Postanowiłam zapytać go więc, cóż go tak trapi, bo nie wierzyłam, że nadchodząca matura - przecież jak zwykle miałby to w głębokim poważaniu i jak zwykle by mu się udało (i to zapewne nie najgorzej). Powiedział, że problem tkwi w nauczycielach, którzy robią wszystko, by nie dopuścić ludzi do matury. Robią niezapowiedziane sprawdziany, sypią się jedynki, stwarzają nieziemskie problemy, a rodzice chcą ruszyć do akcji i generalnie jest jedno, wielkie, nerwowe zamieszanie. Doskonale pamiętam to z własnego doświadczenia.
Szkoła od dzieciństwa do ukończenia ewentualnych studiów jest naszym drugim domem. Powinna uczyć nas motywacji, chęci do walki i życia. Tymczasem uczy nas tego jedynie przez okres przedszkola, kiedy zaczynają pojawiać się pierwsze obowiązki. Wtedy dzieci uczą się literek, cyferek, wiązania sznurowadeł, a także zwyczajnie rozwijają swoją wyobraźnię, choćby poprzez rysowanie. A później?
Z własnego doświadczenia mogłabym na palcach jednej ręki policzyć nauczycieli, czy wykładowców z powołania. A co się z tym wiąże? Zamiast nauki motywacji, chęci do walki i życia, rozwija się w nas stres, który skutecznie paraliżuje nas w mniejszym, lub większym stopniu, już w najmłodszych latach. Sprawia, że w momencie, gdy powinniśmy być najbardziej aktywni zawodowo, stajemy się kłębkiem nerwów i nierzadko przestajemy wierzyć w siebie.
Kiedyś byłam podobna do mojego Brata. Pamiętam przedstawienie, bodajże w trzeciej klasie szkoły podstawowej, kiedy musiałam wyrecytować "Samochwałę" Jana Brzechwy. Zacięłam się w połowie i w momencie, gdy pani za kulisami próbowała podsunąć mi zapomniany wers, ludzie na sali wstali i zaczęli klaskać. A ja? Ja zbulwersowana tupnęłam nogą i wydarłam się: "Cicho bądźcie! Ja jeszcze nie skończyłam!" Musielibyście zobaczyć moją wściekłą minę, wielkie oczy ludzi na widowni i płaczącą ze śmiechu panią dyrektor... Awesome :)
A dziś? Dziś jestem totalnym przeciwieństwem mojego Brata. Stałam się zbyt wrażliwa, dokładna i przejmuję się każdą negatywną opinią. Jestem typowym nerwusem i palę pół paczki papierochów dziennie. Przykładowo, już dziś denerwuję się przyszłym tygodniem, kiedy to mam do przedstawienia dwie prezentacje i projekt do oddania. Obecnie jestem typem człowieka, który nie znosi stać na środku, być obserwowany i oceniany. Próbuję od dłuższego czasu, jednak ciągle nie mogę nauczyć się pewności siebie. Stres sprawia, że nie mogę uspokoić drżenia rąk, nerwowo przełykam ślinę, mając wrażenie, że zaraz zwymiotuję i nierzadko nie mogę skleić logicznego zdania. To paskudne. A przecież to tylko prezentacja! Chciałabym mieć tak stalowe nerwy, jak mój Brat, choć i on, biedny, już powoli wysiada. Móc powiedzieć im wszystkim: "Zamknijcie mordy, Asik mówi!" i pokazać tym wszystkim ludziom, na co mnie stać. Bo stać. Tylko czasem myślę sobie, że w ich przypadku zachowanie milczenia jest co najmniej złotem.
To, co szkoła robi z młodzieżą, ich kreatywnością i wyobraźnią, to tragedia. Od podstawówki jesteśmy wrzucani do jednego worka i oceniani na każdym kroku. Nie ma mowy o indywidualności, wszyscy muszą sobie radzić z każdym przedmiotem, nawet jeśli to kompletnie nie nasza dziedzina, jeśli nie potrafisz, jesteś debilem. To przykre, bo w tym momencie czujemy się bezwartościowi, a przecież w każdym z nas drzemie jakiś talent.
OdpowiedzUsuńPamiętam, jak w klasie maturalnej niemalże większość nauczycieli mówiło nam na każdej lekcji, że nie damy rady, że się nie uczymy, jesteśmy beznadziejni, itd. Taka miła "motywacja". Gdyby to była praca, spokojnie można by to nazwać mobbingiem... Chociaż u mnie nauczyciele nie starali się jakoś specjalnie, by nie dopuścić nas do matury. Była prosty schemat, jeśli uczeń był słaby, dostawał "propozycję" - "dam Ci 2 na koniec, ale rezygnujesz z matury".
Ja też mam problemy z występowaniem publicznym, na maturze ustnej myślałam, że umrę... I do dzisiaj unikam takich sytuacji jak ognia :D
Otóż to. Te wieczne dobijanie prowadzi do tego, że kompletnie nie mamy pojęcia do czego tak naprawdę się nadajemy. Wielokrotnie myślałam: "a może do niczego?" A najgorsze jest to, że obecnie dzieciaki muszą podejmować decyzje w wieku szesnastu lat. Licea profilowane, albo technikum. Mnie tak pozamiatało. Poszłam na bio-chem, a z dzisiejszym rozumem wybrałabym studia humanistyczne i filologię. Bogu dzięki, że znalazłam jakąś "iskrę" i zajmuję się dziś tym, co nawet lubię ;)
UsuńU nas było dokładnie to samo. I jest do tej pory, a jestem na studiach magisterskich. W szkole myślałam sobie: "na studiach będą traktować mnie jak dorosłego człowieka" - kpina. Na prawo i lewo moralniaki, jakbyśmy byli dziećmi i nie wiedzieli, jak się zachować.
No ja niestety jestem na takie sytuacje skazana, bo prezentacji mamy od groma :P
Ja do dzisiaj mam problem z określeniem zawodu, który naprawdę dawałby mi spełnienie. Wszędzie w siebie wątpię, bo tak mnie nauczono w szkole, że zawsze jesteś niewystarczająco dobra. Wybrałam technikum i dzisiaj nie żałuję, chociaż wcale nie dało świetlanej przyszłości, jaką nam obiecywano.
UsuńBędę pamiętać, że nie mam sobie zbyt wiele obiecywać idąc na studia :D A jaki kierunek studiujesz?
Z tego, co wiem od znajomych na studiach jest z pewnością więcej prezentacji niż w szkole oraz egzaminów ustnych. Umrę :D
A jakie technikum wybrałaś? ;) Przez semestr studiowałam pedagogikę przedszkolną i wczesnoszkolną (później zmieniłam kierunek, dzisiaj trochę żałuję) i uczyli nas tam "teorii", jak traktować dzieci, jak do nich podchodzić, nie stresować itd. Słuchając wykładów już wtedy wiedziałam, że to bzdura. Teoria niestety nie zawsze idzie z praktyką, choć powinna.
UsuńWiesz, nie nastawiaj się tak. Na każdej uczelni i na każdym wydziale jest inaczej. Tylko nasz wydział jest tak pierdolnięty xD A studiuję architekturę krajobrazu :)
Taa... i ja się ciągle do tych prezentacji nie mogę przyzwyczaić ^^'
Ekonomiczne :) O, moja przyjaciółka studiuje pedagogikę i właśnie też jest zdania, że teoria nie idzie w parze z praktyką. Ogólnie sama doszła do wniosku, że system nauczania jest idiotyczny.
UsuńJa chcę iść na UE, chociaż z pasji to wybrałabym psychologię, jednak nie chcę potem w Maku pracować :D I też słyszałam, że to zależy od uniwersytetu i wykładowców, jak jest prowadzona nauka.
Szczerze, chyba też bym nie potrafiła. I to nawet nie ma znaczenia czy patrzy na mnie 100 osób czy 2 (jak na maturze). Ja się nawet przed mamą stresowałam, jak ćwiczyłam do matury xD
Ja z ekonomii zawsze byłam nogą :D na studiach ledwo ją zaliczyłam :P No to ja mam bardzo podobne zdanie ;)
UsuńWiesz, ja poszłam na AK dlatego, że lubiłam rysować i jakoś to łączyło się z tym, czego uczyłam się w liceum. W połowie studiów zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiem, co będę robila po. Na szczęście na razie dorywczo pracuję tam, gdzie miałam praktyki, ale sam szef powiedział mi, ile mam prespektyw po studiach i że to wcale nie ogranicza się do założenia własnej firmy i projektowania ogrodów. A psychologa potrzebują dziś w wielu miejscach :)
Ja zaczęłam odnosić wrażenie, że same się nakręcamy wręcz na to :P Ale to takie trudne do pokonania :(
Ja za ekonomią nie przepadam, mam na myśli inflacje, popyt, podaż, itd. Za to rachunkowość, księgowość i kadry, o tak, to wielbię :D
UsuńTo dobrze, że szef pokazał Ci wiele perspektyw :) AK wydaje się świetnym kierunkiem, bo można tworzyć coś własnego :) Ja kiedyś myślałam o architekturze, że fajnie by było, tyle, że ja rysować nie potrafię :D
Też tak myślę. Wydaje mi się, że to ma coś wspólnego z samooceną, bo kiedyś próbowałam się postawić w roli egzaminatora i wątpię, bym oceniała osobę zdającą pod względem wyglądu czy "charakteru", tylko tego, co mówi. A my sobie chyba wmawiamy, że oni myślą "o, jaka głupia"...
No proszę! Bycie księgową to dobra sprawa - spokojna praca, no ale trzeba mieć głowę do tego. A księgowego każda firma potrzebuje, więc jeśli się w tym dobrze czujesz, to wal :D
UsuńJa myślałam, żeby zacząć drugi kierunek: albo gospodarkę przestrzenną, albo właśnie architekturę i urbanistykę :) Ale jestem zbyt leniwa :D Wystarczą mi dzienne studia, dojazdy pociągiem i praca na raz :P mam kolegę, który jest magistrem architektury i nigdy wcześniej nie umiał rysować - chodził na zajęcia z rysunku odręcznego i poznał podstawy. Co prawda miał bardzo "wyuczoną" kreskę i mnie jego prace specjalnie nie porywały, bo były bardzo sztywne :P Ale politechnika to nie ASP :)
Mój wychowawca przed maturą powiedział nam, że zazwyczaj, kiedy zaczynamy naszą prezentacje, to chcemy mieć to jak najszybciej za sobą - plącze nam się język, pocą się ręce, mówimy szybko i nieskładnie. A wtedy, na samym początku, kiedy już ma się zacząć, trzeba wziąć glęboki oddech i powiedzieć sobie: "mam to powiedzieć JAK NAJLEPIEJ, a nie JAK NAJSZYBCIEJ" i starać się mówić wolno...
Księgowość to w sumie nic trudnego, jak się przyswoi zasady, numery kont, to już mechanicznie wchodzi :) A ja się czasem lepiej z programem dogaduję niż z ludźmi :D
UsuńMnie samo słowo "politechnika" przeraża :D A sobie ostatnio uświadomiłam, że gdybym zaczęła studia zaoczne i pracę w tygodniu to mam zero czasu dla siebie...
O rany, ja prezentację maturalną skończyłam po 10 minutach wraz z pytaniami :D Wprawdzie mówiłam wyraźnie, ale zamiast myśleć nad tym, co mówię, to myślałam "niech to się już skończy" :D
Wiadomo, jak ze wszystkim - wystarczy się oswoić :) Z ludźmi czasami faktycznie ciężko się dogadać ;D
UsuńE tam :D Jak rozmawiam ze znajomymi z polibudy, to czasem oni mi współczują xD
No to może czas zmienić myślenie? :)
Wiesz co, z tą kwestią szkoły to muszę się podpisać obiema rękami pod tym, co napisałaś. Mi w szkole podstawowej i średniej nauka co prawda szła bardzo dobrze, ale już wtedy pamiętam, że mierził mnie ten cały system, niepisane obyczaje panujące wśród nauczycieli oraz część kadry pedagogicznej.
OdpowiedzUsuńNapisałaś m.in. "Z własnego doświadczenia mogłabym na palcach jednej ręki policzyć nauczycieli, czy wykładowców z powołania" - RZECZYWIŚCIE, NAUCZYCIELI Z PRAWDZIWYM POWOŁANIEM I PASJĄ NIE JEST WIELU.
Ja miałam to szczęście, że w całej swojej ścieżce edukacyjnej spotkałam kilku, może kilkunastu wyjątkowych i wspaniałych nauczycieli bądź wykładowców. Ale to niestety mniejszość ogółu...
Pozdrawiam!
No właśnie mi też szło świetnie w latach szkolnych, ale jednak czułam stres związany z jakąś taką presją. Zawsze zastanawiałam się, dlaczego nauczyciel daje jedynkę za nieodrobione zadanie, ale nie daje piątki za zrobione. Rubryk w dzienniku było dużo, a wieczne metody kar i straszenia, sprawiły, że dzisiaj, jako dorosły człowiek co drugi ma nerwicę.
UsuńDokładnie, czasem mam wrażenie, że większość jest tam dla kasy i na siłę ;)
Ale dobrze, że przynajmniej Tobie udało się na takowych trafić z większą częstotliwością :)
Również pozdrawiam :))
"Zawsze zastanawiałam się, dlaczego nauczyciel daje jedynkę za nieodrobione zadanie, ale nie daje piątki za zrobione" - O MATKO! Z GŁOWY MI TO WYJĘŁAŚ!!!
UsuńNigdy nie mogłam zrozumieć tego fenomenu, choć często mnie on nurtował. Nawet, będąc w szkole średniej, ze dwa razy zapytałam o to (tak całkiem na serio) nauczycieli, ale nie usłyszałam żadnej logicznej odpowiedzi...
Dobrej nocy!
(bez sennych koszmarów szkolnych... ;-))
Nie potrafią logicznie odpowiedzieć na to pytanie, bo to, co robią jest kompletnie nielogiczne i tutaj koło się zamyka...
UsuńSennych koszmarów nie miałam - na szczęście :)
Miłej niedzieli życzę :)
Fajnie, żeby odezwał się tu jakiś nauczyciel i trochę nam to wyjaśnił...
UsuńMiłego dnia!
Mamy tu jedną nauczycielkę angielskiego, ale moim zdaniem należy ona do tych pozytywnych wyjątków :)
UsuńA ja życzę miłego weekendu! :) Mam nadzieję, że trochę się rozpogodzi ;)
Ja też denerwuję się tak, jak Ty, ale na mnie na szczęście stres działa motywująco. Drży mi głos, ledwie stoję na nogach, ale za to mózg pracuje szybciej ;) Mam to szczęście. Z tym, że ja zawsze bałam się publicznych wystąpień, nawet głupich odpowiedzi przed tablicą, właśnie nie dlatego, bo nie umiałam, tylko bałam się jak wypadnę przed całą klasą. Ale ja tak właśnie miałam od zawsze, zastanawiam się, co Ciebie zmieniło... Nauczyciele?
OdpowiedzUsuńA bratu powiedz, żeby w tej całej walce przestał myśleć o ogóle, tylko niech patrzy tylko na siebie i się nie przejmuje innymi. Sposób "walcz o siebie" i "umiesz liczyć? licz na siebie" sprawdza się w takich sytuacjach najlepiej.
Wiesz co? Jak miałam obronę, to stres trwał tylko przed wejściem do sali. Myślałam, że zaraz się za przeproszeniem zrzygam :P Ale kiedy już tam byłam i wylosowałam pytania, to zadziwiłam samą siebie, z jakim spokojem odpowiadałam, układałam ładne zdania i cały czas się uśmiechałam! Za to kiedy mam występować przed większą ilością ludzi (z roku) to po prostu uginają mi się kolana i jest katastrofa. Może też wiele od nastawienia zależy, nie wiem... tak sobie teraz pomyślalam, że od dwóch tygodni przed obroną wpajałam sobie, że to będzie piękny dzień i że dam sobie radę...
UsuńNie jestem pewna, czy to nauczyciele. Też na pewno w jakimś stopniu. Ale ja w okresie dojrzewania (między 14-18 rokiem życia) byłam paskudnie zakompleksiona. Czułam się przez te kompleksy gorsza i brzydsza od innych dziewczyn - może to zbudowało we mnie jakąś taką nieśmiałość.
Powiem mu to :))) Został mu jeszcze tydzień zajęć. To okropne. On ostatnio ciągle się uczy, dużo rozumie, pomagałam mu z matmą... ale znosi jedynki nie za niewiedzę, tylko za np. brak podręcznika, albo 5-minutowe spóźnienie. Przecież to jakaś paranoja!
Na pewno dasz sobie radę :) Pewnie będzie tak jak na obronie. Będziesz się strasznie bać, ale jak już wyjdziesz wszystko jakoś się potoczy :)
UsuńMyślę, że każda nastolatka, a przynajmniej większość z nich nabiera pewnych kompleksów, a później musi sobie radzić z nimi w dorosłym życiu. Część z nich wie, jak sobie z tym poradzić. Ja wciąż szukam sposobów na poradzenie sobie z kompleksami :)
Takimi jedynkami nie ma co się przejmować. Nauczyciele i tak mają tendencję do podnoszenia ostatecznie ocen na świadectwie :) I przecież każdy rozsądny człowiek wie, że jedynka jedynce nierówna ;)
No dałam xD
UsuńWiesz... ja dzisiaj komletnie nie zwracam już uwagi na te rzeczy, które kiedyś były dla mnie kompleksami. A miałam fazę na każdą część ciała, serio... to uszy mi się nie podobały, to nos, to brwi, to włosy, to broda, masakra...
Poradził sobie. Wczoraj był ostatni dzień w szkole. Z jego klasy miały podchodzić 3 osoby, ostatecznie podchodzi 10. Na dwudziestu paru...
5 jest? :D :*
UsuńHehe :P Ja tak mam, że jak już coś w sobie zaakceptuje to znajdę nowy powód to nie spoglądania w lustro :D
To ładnie ich przetrzepali :/ Ale u mnie było podobnie. Z matematyki baba powstawiała banie od góry do dołu i powiedziała, że jak ktoś nie podejdzie do matury to będzie miał u niej 2. Ja się tym nie martwiłam, bo w LO byłam prymuską. To się mnie więc nie dotyczyło. Ale na własne oczy widziałam, co przeżywała reszta.
Zapewne, chociaż nie mówiła, jaka ocena :D
UsuńLustro mnie już nie przeraża, częściej zdjęcia z różnych wypadów :D wtedy sobie myślę: "boże, jaki ryj" xD
No widzisz... identyczną sytuację miał mój kolega. To chore. Ja mówiłam Pawłowi, że czas zacząć nosić dyktafon w kieszeni, co by ich zacząć pociągać do odpowiedzialności.
Na pewno 5 :*
UsuńJa nauczyłam się jednej konkretnej miny i pozy do zdjęcia, więc nie wychodzę najgorzej :P Pod warunkiem, że dobrze się ustawię :P Ale na ogół albo unikam zdjęć, albo w okularach przeciwsłonecznych mam, albo dużo przebieram i wybieram :P Szok, jak na fakt, że przez jakiś czas bawiłam się w fotomodelkę :P
Ale dyktafonem też nic nie zrobisz :/ Jak nauczyciel widzi, że ktoś nie ma szans zdać matury, to chociaż mu to to dwa, żeby szkołę miał, ale tej szkoły nie kompromitował :P
Byłby czad :*
UsuńO, no proszę :P Ja długi czas wmawiałam sobie, że jestem niefotogeniczna, po czym przeglądając zdjęcia doszłam do wniosku, że czasami po prostu źle się ustawię :D
Wiesz co... jak się zdarza jeden taki przypadek w klasie, to spoko - nauczyciel w sumie idzie mu na rękę. Ale kiedy stawia takie ultimatum całej klasie, to znak, że próbuje sobie ratować dupę.
Bo tak właśnie jest! :D Są oczywiście osoby konkretnie niefotogeniczne, ale w większości przypadków chodzi tu o pozę, minę, uśmiech i przede wszystkim dobre światło. Ale to ostatnie to już wyższa szkoła jazdy ;)
UsuńW sumie to prawda, ja swojej nauczycielce to wybaczyłam, bo naprawdę super uczyła. Była bardzo wymagająca, ale potrafiła genialnie tłumaczyć. O ile w gimnazjum z matematyki nic nie kumałam, tak w liceum po prostu zastanawiałam się nad studiami matematycznymi... A reszcie po prostu nie chciało się uczyć/ słuchać, więc naprawdę wybaczyłam tej kobiecie, że postawiła taki warunek. Dużo osób, które miało jedynki zostały dopuszczone do matury i wszyscy ją zdali! Odpuściło część osób (chyba połowa klasy, może trochę mniej) i babka wtedy już nie truła. Powiedziała ogółem, ale nie chodziło jej o wszystkich. Odpuścili słabsi, którzy sami w siebie nie wierzyli. O to jej chyba w gruncie rzeczy chodziło.
Jasne, że tak :) No ale ludzie nie zdają sobie z tego sprawy :P
UsuńNo widzisz. Ale Ty jesteś dowodem na to, że ta kobieta potrafiła uczyć. A więc miała prawo wymagać. I w jej przypadku wszystko jest usprawiedliwione :)
A myślisz, że w przypadku nauczycieli brata było inaczej?
UsuńNiestety było. Przynajmniej w przypadku matematyki i angielskiego. Znam kobietę, która uczyła go matmy. Poszłam do niej kiedyś na korki, ale kiedy byłam już na studiach. Tego nie można było nazwać tłumaczeniem...
UsuńZ nauczycielami chyba jeszcze nigdy nikt nie wygrał, oni mają władzę i są aż nad wszystkim a tak być nie powinno.
OdpowiedzUsuńStres w różnych sytuacjach w życiu jest nie potrzebny, ale się pojawia i trzeba z nim walczyć tak jak Ty to zrobiłaś właśnie na obronie :)
Co do pewności siebie to mi również jej brakuje, ale warto robić wszystko dla własnego dobra :)
Na szczęście są jeszcze organy nad nimi i mam nadzieję, że zostanie zrobiony porządek.
UsuńNa obronie sobie poradziłam, ale różnymi innymi sytuacjami mam problem...
Może w końcu się jej nauczę...
Choćby dla tych uczniów, którzy mają do tego prawo.
UsuńZ czasem i w innych sytuacjach sobie poradzisz :)
Tego Ci życzę :*
Potrzebuję nabrać więcej pewności siebie ;)
UsuńDziękuję :*
Ja też, ale ostatnio kiepsko mi to wychodzi, ale takie życie
UsuńMoże trzeba się bardziej postarać? ;)
UsuńMoże, ale czasami już sił brakuje
UsuńNikt nie mówił, że będzie łatwo Kochana ;)
UsuńJa też taka zawsze byłam. Krępowały mnie publiczne wystąpienia, denerwowałam się na tydzień przed wszystkimi ważnymi rzeczami. Wszystko się zmieniło kiedy zostałam mamą :) Sama nie wiem jak to się stało. Nagle stałam się pewną siebie duszą towarzystwa. Obiecałam sobie, że nie będę żyła w cieniu innych, że będę się odzywała, a nie siedziała cicho i patrzyła jak inni pną się moim kosztem. No i jak postanowiłam tak zrobiłam :) Poszłam na magisterkę, weszłam w nowe środowisko,otoczenie i przestałam byc szarą myszką :) Zaczęłam brac udział w dyskusjach, chętnie prezentowałam coś na forum, choc początkowo bardzo się denerwowałam,ale moim celem była zmiana! Więc walczyłam sama z sobą,no i udało się! :)
OdpowiedzUsuńKosztowało mnie to sporo nerwów, stresu i wyrzeczeń ale dopięłam swego :)
No proszę! Aż się uśmiechnęłam do monitora :))))) Może i ja powinnam zajść w ciążę, bo marzy mi się to po cichu od jakiegoś czasu :P Piękna sprawa :)
UsuńTeż bym chciała zrobić coś ze sobą, tylko nie do końca wiem, od czego powinnam zacząć.
Jakbym czytała o sobie... perfekcjonistka i nerwuska od czwartej klasy podstawówki. Nie palę wprawdzie, moim nałogiem mogłaby być czekolada-na stresik świetna- ale dzielnie ją ograniczam :D
OdpowiedzUsuńBoże... wczoraj poszliśmy na piwo w plener i spaliłam pół paczki fajek. Dzisiaj od rana znów kaszlę na prawo i lewo... O głupia ja! :P
UsuńWolałabym to ścierwo zastąpić czekoladą, serio. Wolałabym, żeby rosła mi dupa, zamiast szansa na raka płuc :/
Wolałabyś, ale tak Cię do nich ciągmieee.... klasyczna postać uzależnienia.
UsuńOstatnio złapałam się na tym, że po prostu lubię sobie zapalić :P
UsuńPewnie z kawką, co? ^^ Rasowi palacze tak mają :P
UsuńTeż :D A kawkę właśnie piję i poszłabym zapalić, ale tata grasuje po domu... i chociaż wie, że palę, to tego nie lubi, a ja nie mam ochoty go specjalnie denerwować:P
UsuńCóreczka tatusia :D
UsuńTak jest ;D
UsuńZ tą wrażliwością to mamy podobnie, zresztą sama wiesz ;)
OdpowiedzUsuńco do stresu to to tez mnie on męczy chociaż teraz trochę wyluzowałam i odpuściłam, ale zajęło mi to dużo czasu , bardzo dużo :) ale myślę, że z czasem Tobie tez się uda nad nim zapanować. Trzymaj się :*
Wiem, wiem ;)
UsuńMuszę znaleźć jakiś środek na niego, tylko jeszcze nie wiem jaki :(
:*
na pewno coś wymyślisz ;D
Usuńnie wiem, czy jestem aż tak genialna :D
Usuńjesteś, jesteś ja to wiem ;D
Usuńserio? :D
Usuńno naprawdę, nie wierzysz mi? ;D
Usuńpróbuję uwierzyć :P
UsuńW sumie dwa tematy. Szkoła jest w założeniach świetną sprawą, ale niszczą ją ludzie, nauczyciele, którzy poszli tam tylko dlatego, aby mieć pracę. To jest niestety podcinanie własnej gałęzi.
OdpowiedzUsuńCo do stresu - zawsze się stresowałem i zapewne będę się stresował. To zbyt silne ode mnie.
No tak, bo wydaje im się to prostą pracą - dwa miesiące wakacji, wolne weekendy, ferie... I idą tam dla kasy, a nie z powołania. A ja nawet studiując ten jeden semestr pedagogikę, słyszałam na wykładach, że cholernie trudno jest dotrzeć do dziecka i trzeba być niezwykle ostrożnym, bo to jest okres, gdy kształtuje się nie tylko ciało, ale także psychika. Niestety teoria nie idzie w zgodzie z praktyką...
UsuńNo to mamy ten sam problem. Może poszukamy wspólnie sposobu na to? :P
Ja przez to straciłem w sumie lata nauki, a dziś już jest za późno na powtórkę.
UsuńRaczej wątpliwe, że uda mi się z tego wyleczyć. Już nie próbuje.
Ponoć nigdy nie jest za późno ;)
UsuńChcesz się poddać?
No niestety, szkoła w tych czasach to jest dno... nauczyciele prowadzą lekcje tylko tak, żeby je skończyć, albo każą zrobić zadania i samemu się uczyć... a później robią sprawdziany czy kartkówki i w ogóle ich nie interesuje czy uczeń to rozumie czy nie... ważne, że materiał zrobiony...
OdpowiedzUsuńI mam jak ty, też się stałam wrażliwa itp. a kiedyś był ze mnie typ bardzo pewnego siebie człowieka... a sytuacja, którą opisałaś musiała być nieziemska.. :D
Wiesz co, w zeszłym semestrze mieliśmy co tydzień 2,5 godzinne ćwiczenia. Większość zajmowały nasze prezentacje, podczas których pani doktor habilitowana grała sobie w węża na telefonie - ten przykład mówi sam za siebie...
UsuńNo była nieziemska :D Chce mi się śmiać, jak sobie to przypomnę ^^'
No czasami świetnie jest sobie powspominać takie historie z dzieciństwa. :D
UsuńTym bardziej, że ze mną mieli różne ciekawe przeboje xD
Usuńfaktycznie, nauczyciele potrafią być nieźle upierdliwi i chamsy. w dodatku matury tak naprawdę coraz trudniejsze robią. ja nie wiem, po co oni chcą nas w tych szkołach zatrzymać?
OdpowiedzUsuńnie wiem, jak to jest dokładnie, ale ponoć za niezdaną maturę ucznia, to nauczyciel ma okrawaną pensję. no i się boją - bo nie umieją nauczyć, a tu ktoś musi zdać maturę, za co oni są odpowiedzialni. i zaczyna się panika... pytanie: po czyjej stronie leży wina?
Usuńpoważnie? to o tym akurat nie wiedziałam. w takim razie po co to robią?
Usuńznaczy wiesz... nie wiem dokładnie, czy okrajają pensję, czy dostają jakąś osobną kasę za ilość zdanych matur. wiesz, to pieniądze za przygotowanie do matury. jaka praca, taka płaca...
UsuńBoże, dzisiaj wszystko musi opierać się na pieniądzach i liczbach. już chyba nigdy nie spotkasz człowieka, który posiada choć mały kawałek serca...
UsuńNiestety... w chorych czasach żyjemy
UsuńJako dziecko nauczycieli akademickich, wnuk nauczycieli uczących niegdyś w liceum powiem z ręką na sercu- znam ludzi, którzy uczą z powołania. Wyobraź sobie, że do moich dziadków, w Dzień Edukacji narodowej, przychodzą ich byli uczniowie- dzisiaj sami mający już nieraz wnuki. Pamiętają ich i mówią zawsze, jak wiele im zawdzięczają. Także...są nauczyciele z powołania, którzy potrafili w ludzie przelać nie tylko wiedzę, tą oczywistą, ale nieraz i życiową. Ale niestety wiem, że takich ludzi jest też właśnie po prostu mało. Chyba- coraz mniej i to jest przykre. Szkoła zniecheca do wielu, wielu rzeczy. potrafi obrzydzić takie wspaniałości jak historia czy fizyka. Bo ktoś nie ma podejścia, komuś się nie chce...ale jak zweryfikować, kto będzie dobrym nauczycielem? Jak zweryfikować, czy to będzie osoba, która nie tylko zmusza do zakuwania dat, ale potrafi przelać pasję- też do życia, nie tylko do przedmiotu? Smutne, ale chyba nie ma takiego narzędzia.
OdpowiedzUsuńI hej no, dziewczyno. Nie daj się. Masz powera w sobie, masz dużo pozytywnej energii. Tylko może pewnego zdystansowania ci trzeba? Nie daj się swojej własnej głowie, bo przecież stres- to tylko twoja własna głowa, no:) Do góry ucha:) W ogóle, przy wystapieniach publicznych pomaga..wyśmiewanie w swojej głowie. Mówi ci to facet, który jąkał się nerwowo i nie był w stanie powiedzieć nic na odpowiedzi ustnej przy tablicy, a teraz bawi się w aktora XD
Tacy nauczyciele, jak Twoi dziadkowie to prawdziwe skarby. Sama znam takich kilku... Widzisz... W podstawówce wmawialam sobie, że nienawidzę historii. Tak naprawdę nie znosiłam nauczycielki. Bo miała swoich pupilków-lizusów, do których ja nie należałam, bo pytała na lekcjach w taki sposób, że trzęsłam się z nerwów (i chyba od tamtej pory zaczęłam mieć problemy ze stresem). No i tak sobie mówiłam: "nie znoszę historii". A ostatnio, ucząc się historii architektury, pomyślałam, że tak łatwo przychodzi mi uczenie się tego, zapamiętywanie dat i że czytam to z przyjemnością... Zaskoczyłam samą siebie.
UsuńWiesz co? Ja myślę, że znalazłoby się narzędzie. Pedagogika wszystkim wydaje się prostym kierunkiem i ludzie idą na nią, kiedy nie mają innego pomysłu na siebie. A to bardzo odpowiedzialne. Z pedagogiem jest jak z lekarzem - nie powinien mieć trój w indeksie i ślizgać się przez całe studia. A gdyby tak zwiększyć praktyki w szkole pod okiem psychologa?
Dziękuję Ci :) Chyba potrzebuję takich słów, by się trochę bardziej optymistycznie nastawić na czwartek i prezentację z seminariów, której się tak boję. Niby mam tylko przedstawić moją pracę inżynierską... Ale kobieta prowadząca jest po 1) wredna i lubi poniżać, a po 2) nie znosi mojej promotorki. No i ci cudowni ludzie z mojego bloku, którzy dają do zrozumienia, że się nudzą i nawet nie próbują udawać, że słuchają i których swoją drogą nie da się w dyskusji przekrzyczeć. Jak zsumuję te trzy rzeczy, to paskudnie się denerwuję i nie mogę nabrać dystansu :(
W aktora? ;>
Wiem, ale babci wolę tego za często nie powtarzać, jeszcze jej sodówka w tym wieku, do głowy uderzy XD
UsuńNo i znowu wyszło, że to kwestia nauczycieli. Ja miałem do tego trochę inne podejście, w sensie-mało do czego, jakiegokolwiek przedmiotu ktokolwiek mógł mnie zniechęcić. Do dzisiaj mam wielkie parcie na wiedzę wszelaką a i tak wiedziałem od dziadków, że nauczyciel nauczycielem, a wiedza moja. Także tego. Dobra, może nie lubiłem wf-u ale to z innych przyczyn, nie przez samo ćwiczenie a nazwijmy to....nie za dobre kontakty z rówieśnikami. Na niczym tak nie idzie się wyzywać jak na tym przedmiocie XD
Ale w każdym razie widzisz, okazuje się nieraz, że może nawet gdybyśmy trafili na innych ludzi, to może i nasze ścieżki życiowe wybory edukacyjne etc. byłyby inne?
To się nie opłaca. Lekarze też nie mają testów psychologicznych, był taki projekt, ale naprawdę, to się nie opłaca, poza tym psychologia nie jest nauką na tyle wymierną nieraz, by stwierdzić, że pewne predyspozycje zawodowe istnieją w kimś naprawdę. W ogóle ok, nawet jak ktoś na studiach się nadawał- co z syndromem wypalenia zawodowego? On dotyka każdy zawód, ale jednak nauczyciele są na niego bardziej narażeni. Nadal, nie ma jak sobie z tym radzić chyba.
W ogóle po pedagogice raczej nie zostaje się nauczycielem np. chemii w liceum, tylko po chemii ze specjalizacją nauczycielską XD
To w czwartek ja bardzo mocno będę trzymał za ciebie kciuki. I hej, skoro to twoja praca- to przecież znasz ją jak nikt inny. Nikt ci nie podskoczy, dziewczyno no. Jak baba się będzie czepiać to się uśmiechnij i potakuj i dalej rób swoje. A buraki do ciebie z grupy? Pies lał na nich ciepłym moczem no XD
Naprawdę będzie dobrze- i wyobraź sobie ich oblanych przez buldoga XD Chcesz, mogę wpaść ze swoim psem- chociaż nie mam buldoga XD
No, aktora. W liceum- chodziłem do Marcinka- były słynne tradycje aktorskie, więc tam się załapałem. W ogóle, teraz to się bawię z paroma osobami nieraz przecież w performeance, amatorskie spektakle. Niedługo z Kaśką chcemy wystawić Dialogi Adama i Ewy, a w ogóle w mojej głowie zrodził się pomysł wystawienia nieszablonowo Hamleta...ale to dopiero projekt:)
No to faktycznie, lepiej nie :D
UsuńO matko, ja też nie znosiłam wf-u. Przez rówieśników też (miałam straszną klasę w podstawówce) i nauczycielki. Często czułam się gorsza, że nie umiem przeskoczyć przez skrzynię... tak dołowały. Ale też nie doceniały, jak do kosza trafiłam 6 na 6 razy...
Coś w tym jest. Ale cóż, los pokierował nas na takich, a nie na innych ludzi.
Jest sporo racji, w tym co mówisz. Mi się wydaje po prostu, ze młodym nauczycielom brakuje praktyki. Wpaja im się do głowy te wszystkie piękne teorie, ale kiedy mają stanąć przed grupką dzieciaków, to te teorie nikną...
No tak :P Ale ja miałam na myśli nauczycieli w tych najmłodszych latach - w szkole podstawowej. Wtedy, gdy wszystko się w nas kształtuje ;) Sama myślałam o kursie pedagogicznym (chciałabym uczyć w technikum architektury krajobrazu - taka alternatywa na przyszłość:)
Trzymaj mocno :) Od 13:30 do 16:00 - chociaż pewnie dopuszczą mnie na końcu dopiero, bo rzucąsię do tych prezentacji jak kojoty do padliny. No cóż, dziś stres jakiś mniejszy, może będzie dobrze :) Byle przeżyć :) Haha :D Wyobrażę sobie tego buldoga, przysięgam xD
Super sprawa! :)))
No ja byłem klasycznym kozłem ofiarnym w podstawówce i gimnazjum bo byłem tym "dziwnym kujonem" i tak dalej. I skoczyć przez skrzynię potrafiłem perfekcyjnie, ale np. nie wolno mi było grać w siatkówkę, kosza, ręczną ( bo palce, można wybić etc a ja musiałem na nie uważać, wiadomo, skrzypce. do dzisiaj nie umiem w to grać, serio.) i wtedy np. sobie sam biegałem, więc był kolejny powód do śmiania się ze mnie . I wieczne przytyki przy przebieraniu w szatni. Brr. Zły okres w życiu.
UsuńWiesz co, nauczycieli w ogóle się już inaczej uczy, zresztą, szkoła jest schematem, pisałem o tym u siebie, no XD Teorie się rozpływają, nawet się zmieniły..albo jest ich za dużo.
W sumie..czemu by nie, kurs zrobić można:)
Właśnie się chciałem pytać, jak poszło, ale widzę, że właśnie idzie...więc daj mi tu znać co i jak wieczorem:>
Buldogi górą XD
I jak, jak poszło? Ja tu czekam na informacje, serio! XD
UsuńZły okres. To może lepiej już nie wspominajmy tych złych czasów :)
UsuńTo prawda... Ja naiwna mialam nadzieję, że kiedyś znajdzie się na ten syf jakiś "złoty środek"... ale to chyba tylko moje upiększone teorie...
Jak napisałeś, to akurat zaczynałam :D równo pięć po wpół :D a poszło super! w ogóle była taka jazda słuchaj xD
To zdam Ci relację :D No ogólnie do prezentacji dziś były trzy dziewczyny w tym ja. W końcu, gdy babka zapytała kto zaczyna, to nawiązała się jakaś dyskusja, na jakiś zupełnie inny temat. Usłyszałam tylko od jednej z koleżanek, która miała też prezentować, że nie chce iść pierwsza. A ja, jak ta cwana, żeby szybciej mieć z głowy, zapytałam tę drugą koleżankę, czy mogę zaczynać :P no i zgodziła się. I Bogu dzięki, bo już mnie brzuch bolał z nerwów xD Poszłam, miałam stres jak cholera, ale tylko przez pierwsze dwa zdania. Potem zaczęłam opowiadać i całkiem mi się te opowiadanie spodobało, słuchaj :P Mówiłam ogólnie o drzewach w mieście, o ich zagrożeniach, funkcjach i takich tam, bla bla, a potem opowiedziałam o mojej pracy inżynierskiej i o tym, że mierzyłam prawie 700 lip... słyszałam jakieś chamskie teksty tych dziewczyn, za którymi nie przepadam... że to "tylko inwentaryzacja"... ale nie przejęłam się. Wręcz przeciwnie - usatysfakcjonowało mnie to, bo zauważyłam, że usłyszała to pani prowadząca... spojrzała na nie, ale pozostawiła bez komentarza - na razie. potem było kilka pytań, też od pani, ale była dla mnie bardzo miła. Kiedy już kończyłam, zapytała mi się, co dokładnie będę robić na magisterce... a ja? że znów drzewa. zrobiła wielkie oczy. "nie zniechęciła się pani?" - zapytała mi się. a te laski z tyłu znowu coś tam szeptały, że takiej roboty by sobie na głowę nie wzięły, że to głupie itd... to wtedy zaczął się cyrk. Babka spojrzała na nie, wskazała palcem w ich kierunku i mówi: "drogie panie"... po czym wskazała na mnie i powiedziała: "swojej koleżance powinnyście PAŚĆ DO STÓP! tu i teraz. i brać z niej przykład! podziwiać za samozaparcie, upór, odwagę i pracowitość. ciekawe, ile z was odwaliłoby taki kawał ciężkiej roboty i się nie zniechęciło!" czy jakoś tak. :D Wierz mi - nie mogłam słowa powiedzieć... A czuję tak cholerną satysfakcję, że ta kobieta tak im dosrała :D Aż musiałam Ci to opowiedzieć, bo wiedziałam ,że trzymałeś kciuki :D
Dziękuje za nie :* :)
W ogóle to ja to już w czw przeczytałem, ale nie miałem kiedy ci odpisać. Serio, zakręciłem się totalnie życiowo XD
UsuńW każdym razie gratuluję i powiem- a nie mówiłem?XD Może te moje kciuki pomogły XD
I bogowie...kocham tą kobietę, w sensie- no w końcu ktoś temu stadu imbecyli nosa utarł, no! Dobrze zrobiła! XD I twojej satysfakcji w ogóle się nie dziwię. No, cieszę się że tak wyszło naprawdę :*
Tak myślałam, że przeczytałeś :D Spoko, ja ostatnio jestem zakręcona, jak domek ślimaka, więc rozumiem ^^
UsuńMówiłeś :D Ale ja jestem wariat i baba i "zawsze wiem lepiej" :D
Pomogły. Jak weszliśmy do sali seminaryjnej to sobie pomyślałam o tym, że trzymasz kciuki, a potem spojrzałam na nich i przypomniałam sobie te buldogi xD Sam fakt, że zgłosiłam się jako pierwsza, to było jakieś szalenstwo. A potem robiłam już z nimi tylko porządek :D
Z tą kobietą to różnie bywa, ale przez tą całą sytuację nasunęła mi się pewna refleksja, o której zapewne dziś napiszę ;)
Też się cieszę :)))
Podoba mi się to określenie, jak domek ślimaka XD
UsuńNo to następnym razem mnie słuchaj, ja naprawdę nieraz dobrze mówię XD
Mówię ci, ośmieszenie zawsze działa, to jest dobre XD Więc cieszę się, że mogłem pomóc jakoś czy coś:)
To...czekam co napiszesz XD
To z piosenki o wdzięcznym tytule "Sraka praptaka" zespołu o jeszcze wdzięczniejszej nazwie - Sedes - słuchałam, jak jeszcze miałam fazę na punka xD
UsuńBędę powtarzała to częściej :D W środę mam kolejną prezentację, ale o dziwo już jakoś się nie stresuję :D
Muszę jakoś ubrać to w słowa. Mam nadzieję, że uda mi się to dziś zrobić. Sobota - wolny dzień. A tu porządki czekają :P
Znam Sedes w sensie- kojarzę. Nie znam na tyle kawałków :) Przynajmniej zdaje mi się, że kojarzę XD
UsuńNo widzisz, teraz to już tylko "do przodu"XD
Sobota...ty miałaś porządki, ja 3 dzieci do pilnowania i obrzyganą parę razy koszulkę XD
Ja znam pojedyncze, te, które kiedyś śpiewalo się przy ognisku :P
UsuńTak jest! :D
Szczerze współczuję :P Ja te porządki robiłam cały dzień... ale nie dlatego, że tyle ich było, ale dlatego, że nic mi się nie chciało - jak dzisiaj :P
No to my tego nie śpiewaliśmy XD
UsuńAle nie ma co współczuć, dzieci są fajne, przynajmniej ja je lubię a że rzyganie...wliczone w cenę, każdemu niemowlakowi się ulewa. Ale mój siostrzeniec jest w tym mistrzem XD
A my tak xD
UsuńNie, no jasne, że są fajne. A to jestem szczerze zdziwiona, bo większość facetów których znam bardzo ciężko reaguje na wymiotujące dzieci, szczególnie nie swoje :D
Wiesz, mają 15 lat przewijałem swojego brata i miałem etat nocny na karmienie go butelką, bo mamę chciałem odciążyć...więc wiesz. To praktyka posiadania młodszego rodzeństwa chyba :) Żadne wymioty zresztą nie są mi straszne! XD No chyba że kałowymity. To jedyna rzecz, która mnie przeraża -.-
UsuńNo to mówi samo za siebie :)
UsuńBrr! :P
Moj brat tez ma w tym roku maturę. I też tak, jak zawsze podchodził do wszystkiego na luzie tak od niedawna zaczął mówić, że chciałby juz mieć tą maturę za sobą. U niego w szkole jest dokładnie tak samo: teraz się nauczyciele obudzili i widza, jak wiele jeszcze uczniom informacji nie przekazali. Teraz robią testy, sprawdziany i demobilizują uczniów jedynkami.
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi mnie, to na studiach miałam podobnie - każda prezentacja była dla mnie moją małą wewnętrzną tragedią :/
Wiesz, ja podejrzewam, że sama matura nie będzie dla nich tak stresująca, jak to, co dzieje się teraz.
UsuńNo to witam w tragicznym klubie :P
U mnie za to przepchnęli wszystkich, bo nikogo już nie chcą trzymać w tej szkole. A nauczyciele... temat rzeka.
OdpowiedzUsuńBoję się tej tragedii wystąpień publicznych na studiach. ;p A matura? Jedyne co mnie stresuje to ustne.
Dla mnie takie "przepychanie" też nie do końca jest okej. Trudno znaleźć złoty środek, zresztą jak we wszystkim.
UsuńKiedy masz ustne? ;)
Mam nadzieję, że ja nigdy nie będę taką nauczycielką, która "dołuje" uczniów i wpędza ich w stresy...
OdpowiedzUsuńTo ostra była z Ciebie zawodniczka i wydaje mi się, że nadal jest, ale musisz ją jakby z siebie "wygrzebać" ;)
Z drugiej strony Cię rozumiem, też się stresuję na zaś, ale dziś już i tak mniej niż kiedyś...a papierosy palę najczęściej po lekcjach, kiedy mówię sobie: "dobra robota, zasłużyłaś na dymka". Druga sprawa, że to można odczytać jako: "zasłużyłaś na śmierć", ale co tam! xD
Również mam taką nadzieję. Że znajdziesz na to wszystko jakiś złoty środek. Chociażby uśmiech :)
UsuńChyba zaczęłam "wygrzebywać" - Boże, jak to brzmi xD
Ja sobie mówię tak samo :D W sumie jest w tym przykra prawda. Kilkakrotnie chciałam rzucić, ale pomyślałam sobie, że ja po prostu lubię palić...
O właśnie, ja mam takie same podejście. Skoro lubię palić, to nie mogę tego nazywać nałogiem, tylko czystą przyjemnością, prawda? :)
UsuńA to sobie jadę samochodem i zapalę, a to relaks przy muzyce i dymku. Nie że mnie tam paluszki świerzbią :P
W sumie coś w tym jest... ja też często palę dla zabicia nudy :P
UsuńTo ja nie wiem czy to jest to samo, co u ludzi stricte uzależnionych...:)
UsuńWiesz co... mam tak do czasu, kiedy mam fajki w torebce. Ale jak nie mam, a chce mi się zapalić, to dostaję cholery...
UsuńCzyli coś jest jednak na rzeczy :P
UsuńJak nie masz, to i nie tęsknisz. Ja w sumie ostatnio zaczęłam je mieć w torebce regularnie i zobaczymy jak się skończą - jaka będzie moja na to reakcja xD
No jest coś na rzeczy. I szczególnie, kiedy mam jakis nerwowy czas, to idzie paczka na dwa dni. :P
UsuńOstatnio nawet przerzuciłam się na grube, co by palić mniej, bo cały czas linki paliłam :P
Ja mam swoje ulubione papierosy L&M Forward, tzw. pykane. I już raczej lepszych nie znajdę. Świeży powiew mięty :P
UsuńSwego czasu też je paliłam :P
UsuńMnie stres paraliżuje i zapominam o wszystkim, co powinnam wiedzieć.
OdpowiedzUsuńUuu... aż tak? To źle... Nie myślałaś o czymś na wyciszenie?
UsuńTo strasznie przykre, że szkoła stresuje, bo powinien to być fajny czas, a stresować ma nas dopiero dorosłe życie ewentualnie.
OdpowiedzUsuńNiestety... Ja patrzę po znajomych dzieciakach i widzę, że jest coraz gorzej...
UsuńJest dokładnie tak jak napisałaś... I wiesz co jeszcze obserwuję? Że nauczyciele, którzy mieli pasje, teraz lecą po łebkach. Po prostu wysiadają i ja się im nie dziwię. Niestety są też tacy, którzy od samego początku nastawieni byli na produkcję maszynową "wyedukowanych" ludzi. Sama jestem maturzystką i na szczęście w mojej szkole nie wszyscy nauczyciele robią problemy na ostatni dzwonek, ale wiem, że naprawdę często różowo nie bywa. I smuci mnie to, że frustracja nauczycieli przelewa się na uczniów. A takie sytuacje potem pamięta się latami.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i trzymam kciuki za prezentacje! :) Wyobraź sobie małą Asik i spróbuj tam im pokazać, ze mają słuchać z zapartym tchem!
W całym tym systemie jest taka swego rodzaju "presja". Smuci mnie, że stres kieruje ludźmi. Mam nadzieję, że ci nauczyciele, nie zatracą tej pasji w sobie do końca...
UsuńBędę trzymała kciuki za Ciebie! :) A będę na bieżąco przez braciaka ^^
Również pozdrawiam! Dziękuję za kciuki, przydały się :) I ta mała Asik jakby na chwilę wróciła :)
Niesamowicie cieszę się, że Ci się udało. :) Jednak nie jest tak, że niesprawiedliwość zawsze zostaje bezkarna. :))
UsuńDziękuję już za te kciuki, niesamowicie się przydadzą...
Też się bardzo cieszę :))
UsuńNie dziękuj, bo zapeszysz :P
Hmm jak tak się dobrze zastanowię to znajduję tylko 3 nauczycieli/wykładowców, którzy mnie inspirowali. A tak to szkoła była dla mnie przykrym obowiązkiem. I boję się, że większość dzieciaków tak myśli.
OdpowiedzUsuńRzuć to palenie :P
Zapewne tak myśli. Znajoma ostatnio żaliła się, że jej córka płacze, że nie chce "tam" chodzić, że odlicza dni tylko do weekendu, że chodzi przygnębiona... To przykre, co sie dzieje...
UsuńPróbuję... znaczy próbowałam :P
Dla mnie w szkole nie pasowało, że jesteśmy... oceniani. Wiem, wiem, to może głupio brzmieć, ale nie znoszę tego z niewyjaśnionych przyczyn do dzisiaj. Nie znoszę też rywalizacji i wcale nie mam ochoty brać udziału w jakichkolwiek wyścigać. Jednak szkoła zwykle nie bierze pod uwagę indywidualistów, bo chyba za dużo pracy by ją to kosztowało. Rozumiem, a jednak trochę szkoda ;)
OdpowiedzUsuńMnie też zawsze gnębił ten taki strach przed oceną, niestety nieuniknioną. Z rywalizacją mam podobnie. Obawiam się Kochana, że tu nie tylko szkoła nie bierze tego pod uwagę, ale przede wszystkim samo życie. Życie nas ocenia i zmusza do rywalizacji...
UsuńNo to mamy pecha, jeśli tak jest ;) Ale w gruncie rzeczy wcale nie musi być tak źle, sami się czasami niepotrzebnie w tym życiu nakręcamy (nie mam tu na myśli szkoły!).
UsuńTo prawda... niejednokrotnie się złapałam na nakręcaniu samej siebie. Chyba czas to zmienić ;)
UsuńW ogóle teraz szkoła to jakaś masakra nie długo dojdzie do tego, że w przedszkolu będzie egzaminy na pójdzie do podstawówki :/
OdpowiedzUsuńWiesz co? Nawet bym się nie zdziwiła...
UsuńDla mnie to przegięcie a potem dziwią się że dzieciaki takie zestresowane są
UsuńTaa... jedno wynika z drugiego.
UsuńJa niestety też jestem takim nerwusem (tylko, że nie pale) , ale mój ukochany właśnie uczy mnie by czasem wyluzować :)
UsuńOj, wiem, wiem... nieraz o tym rozmawiałyśmy :P Mam nadzieję, że ukochany Cię z tego "wyleczy" ^^
UsuńNiektórzy już mają to w naturze, że lubią utrudniać innym życie. Jakby nie można było pozwolić ludziom dążyć do ich celów i nie podkładać nogi, nie wystawiać na próbę. Czasami nauczyciele wcale nie patrzą ile mamy do zrobienia, czasami zapominam jak mam na imię, ponieważ ilość obowiązków i lekcji sprawia że nie mam nawet 10 minut dla siebie. To straszne. Może kiedyś się to zmieni, szkoda tylko że nic nie wskazuje na to, że ja się o tym przekonam.
OdpowiedzUsuńWiesz, gdyby było za prosto, to też byłoby źle. Czasem musimy mieć jakąś poprzeczkę po drodze. Tylko ja nie rozumiem, dlaczego ci ludzie robią tym dzieciakom na złość...
UsuńPewnie, czasami jakieś wyzwania, czy trudności uczą nas, że żeby do czegoś dojść w życiu, trzeba włożyć w to co robimy trochę pracy. Ale gdy jest tego zdecydowanie za dużo, to bywają chwile, gdy odechciewa się dążyć do celów, bo po prostu nie dajemy rady. :) Taka już ludzka natura, w niektórych przypadkach złośliwa.
UsuńTo prawda, w końcu każdy z nas ma jakieś swoje granice ;)
Usuńnauczyciele z powołania to taki skarb. i taka rzadkość...
OdpowiedzUsuńniestety... a tak trudno znaleźć na to lekarstwo
Usuńo kurka, nauczycieli z powołania to teraz ze świeczka szukać... mój brat tez w tym roku zdaje maturę i też nie rozumiem zachowania wielu "wykładowców". pozjadali wszystkie rozumy, gówno wiedzą, mało co potrafią, a czasem uczniowie muszą ich douczać... koszmar!
OdpowiedzUsuńano koszmar... naprawdę nie mam pojęcia, z czego to wynika...
UsuńZe szkołą niestety jest ten problem, że zamiast motywować ta zniechęca. Czasami do tego stopnia, że człowiek nawet nie chce się uczyć. Nauczyciele z powołania są jak dinozaury, a szkoła często nie uczy nas potrzebnych rzeczy, które przydadzą się w życiu, tylko to o czym za kilka lat ten uczeń zapomni.
OdpowiedzUsuńNo jasne... ja na przykład łapię się na tym, że mam problem ze szybkim wydawaniem pieniędzy. Liczenie w głowie, kiedy muszę się pospieszyć, przychodzi mi z dużym trudem. Ale przecież ważniejsze było wyznaczanie logarytmów...
UsuńJa miałam w swoim szkolnym życiu szczęście do paru cudownych nauczycieli - z niektórymi mam kontakt do dziś i buzia sama mi się śmieje, gdy moja licealna wychowawczyni po każdej sesji pyta jak poszło i mówi, że zawsze wiedziała, że sobie doskonalę poradzę :) Ale nie brakowało też takich, którzy obudzili we mnie nienawiść do niektórych przedmiotów, które przecież z założenia są ciekawe. Niestety coraz mniej jest ludzi, którzy potrafią uczyć. Na studiach też - kiedy widzę kogoś kto przez półtorej godzin wykładu klepie z książki, którą mogłabym przeczytać w domu, to ręce mi opadają. Też brakuje mi pewności siebie, a publiczne wystąpienia przyprawiają mnie o zawroty głowy. Chociaż próbuję z tym walczyć - różnie bywa... Będę trzymała kciuki za maturę Twojego brata! :*
OdpowiedzUsuńOj Kochana... ja tak zostałam zrażona do historii... a teraz, na studiach myślę sobie, że bardzo szybko wchodzi mi ona do głowy i że wcale nie jest taka zła. Moja była wychowawczyni (jeszcze z gimnazjum) też pyta o mnie często moją mamę, kiedy przychodzi do niej po gazety (mama prowadzi kiosk). I jest to miłe :)
UsuńTeż z tym walczę. Z dzisiejszą prezentacją poszło mi o wiele lepiej, praktycznie nie czułam strachu - może dlatego, że ludzie byli chętni do dyskusji i faktycznie słuchali, a prowadząca była bardzo miła i uśmiechała się, gdy opowiadałam :)
Trzymaj mocno :) Dziękuję w jego imieniu :*