Spacerowaliśmy późnym wieczorem przez spustoszałe i zmęczone miasto, a powietrze było tak ciężkie, jak atmosfera między nami. Coś jest nie tak, powtarzałam sobie w myślach, odpalając kolejnego papierosa i doszukując się błyskawic w czarnym niebie nad blokami. Coś ostatnio jest nie tak.
Próbowaliśmy rozmawiać. O wszystkim i o niczym. "Próbowaliśmy" - o tak, to odpowiednie słowo, choć niekoniecznie dobre. Częściej odpowiadała nam cisza. Cisza, której tak bardzo nienawidzę.Odwracałam głowę, kiedy chciał mnie pocałować. Odsuwałam się, kiedy próbował mnie dotknąć. Coś jest nie tak.
Ciężkie, burzowe powietrze przeplecione z ponurą ciszą i ciemnością towarzyszyły nam, kiedy się rozstawaliśmy. Mi ponadto towarzyszył smutek, kiedy szukałam w torebce kluczy, choć na pożegnanie posłał mi uśmiech. Ten sam uśmiech, który za każdym razem od prawie czterech lat hipnotyzuje moje serce.
* * *
Oczy kleiły mi się niemiłosiernie, głowa bolała od nadmiaru myśli, marzyłam tylko o ciepłym łóżku i wyciszeniu burzy w mojej głowie. Zdziwiłam się, gdy wychodząc z łazienki zobaczyłam Tatę, palącego w kuchni papierosa. Przecież jest po północy, powinieneś spać, o piątej wstajesz! - powiedziałam, mu, ale za bardzo się moim biadoleniem nie przejął.
Nie do końca wiedziałam o co chodzi, choć po cichu domyślałam się. Wolałam się jednak upewnić. Zrobiłam coś źle? - zapytałam żywiąc nadzieję, że nie czekają mnie żadne kazania, że znów szlajam się po nocy, bo moje ciężkie powieki i pulsujący ból wręcz domagały się odpoczynku.
- Ty?! - zaśmiał się pod nosem. - Ty Asiu jesteś dobra. Czasem wydaje mi się, że aż za dobra.
Coś ścisnęło mnie za serce. Wiedziałam, że niekoniecznie chce przekazać mi, że myśli, że postępuję dobrze, choć czułam, że tak uważa. Między wierszami wyczytałam jednak jego pogląd o tym, kto ostatnio dobrze nie postępuje. Intuicja mnie nie zawiodła.
- Jesteś dobra. Ale ktoś tego nie docenia. Czy ty widzisz, jak on cię ostatnio traktuje? Niczym sobie na to nie zasłużyłaś. Bo jesteś dobra.
Próbowałam Go bronić, chociaż doskonale wiedziałam, że Tata ma rację. Widział to, co i ja ostatnio zauważyłam. On zauważył, jak się męczę. Za dnia siałam uśmiech do każdego, kogo spotykałam na swej drodze, nawet, jeśli nie miałam siły się uśmiechać. W nocy kładłam się do łóżka samotna, telefon milczał, a ja coraz częściej usypiałam się łzami. Następnego dnia nie przyznawałam się do tego nawet sobie. Budząc się z zapuchniętymi oczyma mówiłam sobie: Głupia, o co ci chodzi? Weź się w garść.
Ostatnio P. bardzo rzadko odwzajemniał mi uśmiech. Nawet, kiedy w poniedziałek mieliśmy jechać z Malką do lasu, bo pogoda była cudowna. Będziemy zbierać szyszki kochanie, wiesz? A potem budować z nich domek! - mówiłam jej, próbując wymusić uśmiech, w momencie, gdy P. burczał z boku: Jakby nikt inny nie mógł się tym kurwa zająć.
Jestem Jego, ale czuję się samotna. Bardzo samotna. Całymi dniami. I to nie tylko, kiedy załatwiam swoje małe sprawy, ale też, kiedy On jest dwa pokoje obok, a ja pomagam Mamie przy obiedzie. Nie przyjdzie do kuchni, jak kiedyś, tylko leży na łóżku i przegląda durne strony w internecie. Coraz częściej zapomina o tym, że moi Rodzice nie znoszą przeklinania przy stole. Coraz częściej mylą Mu się żarty z oczernianiem mnie. Przy Rodzicach. A Oni mają swoją cierpliwość i naprawdę podziwiam Ich, że jeszcze nie wybuchli. Nie rozumie tego, że mój dom charakteryzuje się tym, że panują w nim pewne zasady. Zasady, które zostały wpojone mi od dziecka. Nie szanuje tego, że jestem wierząca. Ma to gdzieś. Jakieś dwa lata temu powiedział mi: "Jak będziesz chciała, abym poszedł z tobą do kościoła, to powiedz mi wprost." Cieszyłam się wtedy, bo miałam nadzieję, że wcale nie jest tak do końca niewierzący - w sumie nigdy się tak konkretnie nie określił. Powiedziałam więc, prosząc go, by poszedł ze mną w Wielkanoc. Usłyszałam, pytanie: Ile razy będziesz mi wciskać tą twoją chrześcijańską wiarę?! Zatkało mnie. Co prawda do kościoła ostatecznie poszedł, ale zachowywał się tak, że szybko pożałowałam, że nie wybrałam się tam sama.
* * *
Położyłam się do łóżka, a z czarnych chmur, w które jeszcze kilkadziesiąt minut temu się gapiłam, lunął deszcz. Uderzał bezlitośnie w parapet, ale burzy nie było. I znów zaczęłam płakać.
Brakuje mi Go. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zapytał, co u mnie słychać, albo czy wszystko dobrze. Smutne jest to, że częściej dzwoni do mnie Mama, pytając, czy pociąg się nie opóźnił, czy wszystko dobrze na uczelni, albo czy nie odebrać mnie z dworca.
Masz rację tato, coś jest nie tak i to bardzo. A najgorsze, że było już na ten temat tyle rozmów, że ja nie mam pojęcia kompletnie, jak zacząć i czy jest jakikolwiek sens. Jaka jest recepta na prawie czteroletni związek? Powiecie mi, że pewnie powinnam wiedzieć, albo porozmawiać. Tylko, że On ostatnio nic nie rozumie, a każde moje słowo odbiera jako atak.
Coś jest nie tak...
Ścisnęłaś mnie za serce tym postem.
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak mi się przykro zrobiło i jak bardzo Cię w tym wszystkim rozumiem.
Ale cholera mimo tego, że bardzo bliskie są mi Twoje słowa nie napiszę nic, bo sprawi, że sytuacja się poprawi :(
Bo sama nie znam złotego środka na poprawienie relacji w związku.
Wydaje mi się, że nie potrzeba cudów, że wystarczą drobne gesty, ale często okazuje się że to tylko moja teoria.
Rozmowa? Fajna sprawa, poza tym że obie strony jej chcą, a nie jest tylko jednostronnym monologiem.
Wiesz? Wydaje mi się, że faceci którzy są już jakiś czas w związku, spoczywają na laurach, Przestają się starac, bo i po co...przecież jesteśmy ich!
Nic bardziej mylnego!
Moja Mama ciągle powtarza, że związek jest jak ogród pełen kwiatów, o które trzeba dbac i je każdego dnia pielęgnowac. Jeśli tego nie będziemy robili uschną bezpowrotnie.
Faceci często dostrzegają, że coś jest nie tak, kiedy nie ma już szans na poprawę...
Aśku, musisz byc twardą i silną babką i pokazywac Mu jak bardzo Go kochasz i jak Ci na Nim zależy! Obdarowywac drobnymi gestami i mówic, że liczysz na odzew!
Moja Przyjaciółka w kryzysowych chwilach swojego związku mówi: "zagnę go moją miłością"...i działa.
Chwali, przytula, całuje, i mówi: potrzebuję cię, kocham, brakuje mi ciebie, tęsknię za dawnym tobą...
Nie zamykaj się w sobie, nie duś w sobie złych emocji, bo to rujnuje wszystko, ale Ciebie przede wszystkim.
Kochana jesteście w takim momencie, że możecie wszystko...w małżeństwie bywa trochę gorzej...
Ściskam Cię bardzo mocno i trzymam kciuki! :*
Oby to był chwilowy kryzys!
dziękuję Ci Kochana... aż mam łzy w oczach :*
UsuńTwoja Mama ma rację... piękne słowa i takie prawdziwe. ja własnie odnoszę takie wrażenie czasem, że jestem już jego i że jest zbyt pewny siebie. wczoraj pisaliśmy wieczorem, krótko po tym jak napisałam tego posta. jaka to ironia, kiedy zapytał: "coś jest nie tak?" po tej rozmowie poczułam się bardzo dziwnie. przed chwilą dzwoniłam do niego, bo jest w pracy i akurat ma przerwę. ale ta rozmowa była tak dziwna, pusta... "co u ciebie? co w szkole? co w pracy? jesteś w domu? aha. no cześć, pa". i znów chce mi się płakać.
może ja mu daję za mało z siebie, nie pokazuję mu, że go kocham. wczoraj nawet zapytał mi się, czy się go nie brzydzę, albo coś. tak mnie to dotknęło, że nie może mi wyjść z głowy. mówił, że zawsze, jak zbliżaliśmy się do siebie, jak była między nami jakakolwiek namiętność, to nie kłóciliśmy się wcale, wszystko było wtedy dobrze, a teraz? od wczorajszej rozmowy mam wrażenie, że stajemy się sobie obcy...
zobaczymy się najprędzej w sobotę. chciałabym w końcu wyjść z nim sam na sam, kupić flachę wina, pojść w plener i porozmawiać. ja wiem, że on nie zachowuje sie tak bezpodstawnie. znam go od prawie czterech lat. jestem przekonana, że ma jakiś problem. tak, jak ja. tylko moim problemem jest duszenie tego w sobie. musimy powiedzieć sobie wszystko, być szczerzy. inaczej nie wiem, jak to będzie :(
I może ta butelka wina byłaby początkiem zmian na lepsze. Wygarnijcie sobie oboje co Wam leży na sercu bez ściemniania i owijania w bawełnę. Może On tak jak i Ty bije się z myślami. Może problem, który Go męczy jest do rozwiązania. Pokłóćcie się nawet, żeby potem na zgodę spędzic romantyczną noc!
UsuńTrzymam kciuki, będzie dobrze! MUSI BYC!
Kryzysy są w każdym związku, ale można z nich wyjśc! RAZEM!
:*
On po winie zawsze jakoś tak się otwiera i zaczyna mówić o tym, czego nie powiedziałby mi, gdyby mu trochę nie zaszumiało w głowie. Dlatego czekam niecierpliwie do soboty. Masz rację, pokłócimy się nawet, poryczymy się, jak zwykle. A swoją drogą na zgodę zawsze smakuje lepiej :)
UsuńDziękuję :* nawet nie wiesz, jak bardzo podniosłaś mnie na duchu. dobrze, że jesteś :)
:*
BTW: "zagnę go swoją miłością" - cholera, to działa! :)))))
UsuńNo właśnie, chyba nie ma recepty na długoletnie związki. Rozumiem co czujesz, bo u mnie bywa podobnie. Rozmowy o niczym, niewielkie zainteresowanie moimi sprawami, a wspólny czas spędzamy "osobno". To wszystko boli...
OdpowiedzUsuńrecepta jest: to miłość, szczerość, rozmowa... dlatego chcę z nim jak najszybciej porozmawiać bez owijania w bawełnę.
UsuńSama miłość bez chęci i starań nie wystarczy.
Usuńwszak jedno wynika z drugiego przecież...
UsuńNie zawsze i nie dla wszystkich...
Usuńmiłość podświadomie zmusza do starań i chęci. jeśli tego brakuje, widocznie ta milość nie jest prawdziwa...
UsuńZagięłaś mnie. Czytając to, czułam się jakbym niekiedy czytała coś co sama pisałam, bo mój A. niekiedy zachowuje się podobnie.
OdpowiedzUsuńChociaż nigdy by mnie nie oczernił przy rodzicach, bo zwyczajnie nie miałby na to odwagi i ogólnie jest dla mnie dziwne, że facet może to zrobić przy rodzicach partnerki.
Musisz z Nim jakoś szczerze porozmawiać, o ile on będzie chciał rozmawiać, bo inaczej chyba nic nie zdołasz...
Ewentualnie może przestać się odzywać na jakiś czas? Niech się pomartwi...
może to ten sam typ charakteru?
Usuńwiesz, oczernił... P. raczej żartuje. są to złośliwe żarty, żeby mnie wkurzyć. i ja sie lubię z nim droczyć, jak jesteśmy sami, czy jak jesteśmy u niego, ale takie teksty przy moich rodzicach po prostu nie przechodzą i ja muszę świecić oczami przed nimi potem.
będzie chciał rozmawiać, a raczej będzie musiał, bo nie ma wyjścia. nie odpuszczę. ja wiem, że to, co on robi jest spowodowane jakimś problemem, o którym nie chce mi powiedzieć. znam go od czterech lat...
bo widzisz... my tkwimy w takim blędnym kole. on jest, jaki jest, ja się przez to źle czuję, nie mam ochoty go pocałować, nie mówiąc o czymś więcej, a on przez to źle się czuje, staje się nieprzyjemny i koło się zamyka. wczoraj zapytał mi się, czy się go brzydzę, że nie daję się dotknąć... myślalam, że pęknie mi serce.
nie znoszę cichych dni, ani robienia sobie od siebie przerw. należę do osób, które muszą wyłożyć kawę na ławę i koniec. więc czekam do soboty, bo wtedy będzie dane nam się spotkać i porozmawiać.
Ja sobie nie wyobrażam takiego oczerniania nawet w żartach... A. czasami tez lubi mi DOWALIĆ, ale to tak raczej na luzie, nie żeby mnie oczerniać...
UsuńO ja... chyba bym spanikowała jakby się mnie coś takiego zapytał, na prawdę...
Wiem, że nie to pewnie chcesz przeczytać, ale może czas to zakończyć. Może nie ma sensu przedłużać agonii? Może powinien poczuć stratę? A może za rogiem czeka Cię coś lepszego? Nie pozwól się tak traktować! Nikt na coś takiego nie zasługuje.
OdpowiedzUsuńzgadzam się z Królową Karo... chciałam to napisać, ale nie wiedziałam jak. nie można się do niczego zmuszać, pamiętaj.
UsuńTylko, że ja się do tego nie zmuszam. To nie jest chwilowy związek - planujemy wspólną przyszłość, a rozstanie byłoby pójściem na łatwiznę, zmarnowaniem tych prawie czterech lat, nie mówiąc o ogromnym cierpieniu, bo na tę chwilę nie wyobrażam sobie być z nikim innym. znam go na wylot. znam jego słabości, jego czułe miejsca, wiem, jak go uszczęśliwić i na odwrót. i tym razem wiem także, że on ma problem. ma i nie chce, albo wstydzi się o tym mi powiedzieć - męska duma. dlatego muszę z nim usiąść, porozmawiać i sprawić, by był taki, jak dawniej.
UsuńTeż miałam taki kryzys w związku. I też było to chwilę przed czwartą rocznicą i też, podobnie jak Królowa Karo i Corset, zastanawiałam się czy nie prościej będzie pójść w dwie różne strony i poszukać szczęścia gdzie indziej. Ale zaryzykowałam i zostałam. I napiszę Ci szczerze, że cieszę się, że zostałam. Bo każda chwila jest wspaniała.
UsuńTo, że czasami pada deszcz nie oznacza, że trzeba przestać wyczekiwać słońca :)
jak to ktoś już napisał: każda burza oczyszcza atmosferę. ja nie zamierzam się poddawać i rezygnować z tego, ile razem już przeszliśmy. i nie zrezygnuję ;)
UsuńTwoja notka wzruszyla mnie i dala wiele do myslenia... jestescie ze soba cztery lata i wiadomo ze nie ma tej iskry jak na poczatku tych motylkow w ilosci miliona czy bibliona ale zeby ich nie bylo w cale... kiedy Twoi Rodzice widza ze cos jest nie tak (zdecydowanie uwazam ze to jest wrecz tupet obrazac swoje dziecko w wlasnym domu i to robi partner swojego dziecka), a przeciez oni zycza Ci jak najlepiej to mysle ze i przyjaciele i znajomi tez to widza... jak on traktuje Cie! nie szanuje Twoich pogladow chocby odnosnie wiary, zasad panujacych w Twoim domu zdecydowanie to nie wyglada dobrze a planowanie dalszej przyszlosci tez nie wrozy rozowo jesli nic sie nie zmieni...
OdpowiedzUsuńzostaje Ci rozmowa szczera wyjasniajaca wszystko i moze w konsekwencji cos sie zmieni, a jesli nie to coz powiem ze ja bym odeszla niz bym byla z kims kto mnie obraza przy rodzicach... oczywiscie musisz sama podjac decyzje ale jesli tak mialby wygladac kryzys to jest bardzo powazny...
trzymaj sie cieplutko i nie poddawaj sie bo jestes warta o wiele wiecej niz myslisz!
to nie tak, że nie ma ich wcale... są, ale pojawiają się rzadko. moi rodzice po prostu nie znają się na jego żartach. lubię się z nim droczyć i sypiemy sobie nieraz złośliwościami, rzecz jasna w żartach, ale on doskonale wie, że przy moich rodzicach nie powinien tego robić. są "na luzie", ale do pewnych granic.
Usuńwłaśnie tej przyszłości się boję. Mama powtarza mi: "co zrobisz w przyszłości, jak będzie trzeba iść do kościołą z dziećmi? będziesz chodzić sama? sama przygotowywać do komunii? a on będzie leżał przed telewizorem?" coś w tym jest. z jednej strony nie chce i nie mogę go zmuszać. tylko jest mi cholernie ciężko, kiedy słyszę takie odzywki, gdy proszę go, by poświęcił jedną godzinę na pół roku. na jedną mszę. już nawet powiedziałam to pod pretekstem tego, że będzie w kościele tłum ludzi, a mi się wtedy robi duszno i słabnę. nie chciałam iść sama...
tak Kochana, właśnie zamierzam tak zrobić - porozmawiać. nie uznaję żadnych cichych dni, ani fochów na siłę. tym bardziej, że znam go od prawie czterech lat i wiem, że cierpi, że coś go trapi, a on nie chce mi powiedzieć co. porozmawiamy. będziemy mieli do tego okazję w sobotę.
dziękuję Ci za każde ciepłe słowo :*
skoro on nie uznaje tego ok ale moglby sie troszke poswiecic i pojsc z Toba choc na wieksze swieta Wielkanoc Wigilia przeciez miloby bylo Tobie... czasem to tylko godzinka a ile by Ci to radosci dalo bo z pewnoscia przezywanie takich chwil z kims bliskim jest milsze...
Usuńmam nadzieje ze wyjasiliscie sobie wszystko na rozmowie ktora mieliscie przeprowadzic
prawda, byłoby mi miło... ale tak naprawdę chyba tylko wtedy, gdyby robił to z potrzeby, a nie z przymusu. zobaczymy, jak będzie w przyszłości.
Usuńtak, wszystko na szczęście zostało wyjaśnione :)
Tyle razy doradzałam, co robić, gdy serce pęka wpół. Tym razem brakuje mi słów, by cokolwiek mądrego tutaj napisać.
OdpowiedzUsuńMiłość zachęca dobrem, radością i szczęściem. Po jakimś czasie dopiero potrafi pokazać swoją "złą" stronę. Ja zawsze powtarzam, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Silny człowiek nawet miłości, potrafi stawić czoła.
Macie za sobą dość długi stać związku. Znacie się bardzo dobrze. Zacznij od rozmowy. Powiedz co Ci się podoba, a co nie. Może dalej się potoczy. Oby się potoczyło...
Trafiasz w me gusta z muzyką...
Usuńprawdziwe Twoje słowa... wszak nikt z nas nie jest idealny, każdy ma swoje dwie twarze, czasem słabość bierze górę nad człowiekiem i ta gorsza twarz wygrywa...
Usuńto prawda. ten "staż" ratował nas ostatnio niejeden raz. tak zamierzam. zacznę od rozmowy. dojdzie do niej jednak nie prędzej, niż w sobotę. wtedy wszystko się okaże.
cieszę się :) a czego dokładnie słuchasz? :)
Owszem, racji mnóstwo jest w tym, co piszesz. Mimo wszystko, człowiek posiada rozum, którym powinien posługiwać się cały czas w swoim życiu. Słabości swoją drogą, ale ważnym jest wstać, gdy się potkniemy, otrzepać spodnie i iść dalej.
Usuńhttp://www.lastfm.pl/user/hetera_
Powyżej część mojej biblioteki.
prawda... ja dzisiaj myślę o slowach, które wczoraj między nami padły i czuję, że też przesadziłam. szkoda, że człowiek w emocjach mówi rzeczy, o których normalnie nigdy by nie pomyślał.
Usuńno proszę, mamy czerwony paseczek :) ja również posiadam lasta: http://www.lastfm.pl/user/diviene
"Miłość wybacza".
UsuńPiękna biblioteka. Zaproszenie wysłałam. Część utworów u mnie nie jest subskrybowana, ze względu na niedopełnione szczegóły we właściwościach.
zgadza się. a my w dodatku oboje miękkie serca mamy, jak przyjdzie co do czego.
UsuńTwoja również! widziałam, już zaakceptowałam. :) ano, czasem się tak zdarza. ja ostatnio więcej muzyki słucham na YT, bo ostatni format komputera wyczyścił mi całą muzykę, a dysk google zrobił psikusa i nie zapisał...
Możesz powiedzieć z ręką na sercu, że jesteś szczęśliwa z Nim?
Usuńz ręką na sercu, najszczęśliwsza na świecie.
UsuńWiem, że minęło dopiero dwa dni, ale jak sytuacja ma się między Wami?
Usuńnieco lepiej. udało nam się porozmawiać wczoraj i kamień spadł mi z serca :)
UsuńRozmowa, szczera, z serca, potrafi zdziałać więcej niż tysiące gestów. Cieszę się, że nie robiłaś "podchodów" i nie czekałaś na pierwszy krok z Jego strony. Jesteś odważną kobietą, która walczy o swoje.
UsuńTeraz tylko będzie lepiej?
wiesz co? wczoraj pocalowałam go znienacka. ot tak, jak opowiadał mi o pracy. powiedział, że ostatni raz czuł coś takiego na początku naszego związku. dało mi to do myślenia.
Usuńmam taką nadzieję ;)
Znów się powtórzę, ale najlepiej jest chyba doceniać małe gesty. Twój Mężczyzna, wie o co chodzi, skoro pocałunek- niby jeden z wielu, sprawił Mu tyle radości.
UsuńKiedy się spotykacie teraz?
to prawda. otworzyliście mi oczy szeroko pod tym postem! czasem widzi się tylko czyjeś blędy, nie dostrzegając swoich.
Usuńdziś. w sumie niedługo. mieliśmy iść na długi spacer i na wino w plener, ale niedawno była burza i chyba zapowiada się kolejna :(
Jesteśmy tylko ludźmi, którzy mają prawo do omyłek.
UsuńW domku też może być miło. :P
Z jakiego województwa jesteś?
grunt to się do tego przyznać ;)
Usuńjasne, że może być miło i zadbam o to, by właśnie tak było :D
z Wielkopolski, z okolic Poznania :)
Życzę zatem przyjemnego wieczoru ;)
UsuńOłłł. Kawał drogi ode mnie.
dziękuję, nie było najgorzej.
Usuńa skąd Ty jesteś?
to boli, gdy niby jesteś z kimś a tak naprawdę jesteś sama.....niby on jest, ale wiesz, że możesz liczyć głównie na siebie albo na wszystkich oprócz niego.....znajome uczucie......nie daj się smutkom !
OdpowiedzUsuńnie dam się. dobrze, że jest blog i Wasze ciepłe słowa przygotowują mnie do dość trudnej rozmowy. dziękuję... :*
Usuńnajlepszym lekarstwem na udany zwiazek jest rozmowa...wiem to z doswiadczenia :)
OdpowiedzUsuńzgadza się :) dziś już jest lepiej. mam nadzieję, że uda się nam jutro w spokoju porozmawiać :)
Usuńtrzymam za to kciukim:)
Usuńprobuje dolaczyc do obserwujacych,ale jakis blad mi wyskakuje...sprobuje pozniej...
udalo sie ;) jesli pozwolisz zostane...rozejrze sie i dodam do ulubionych :)
Usuńtrzymaj mocno...
Usuńjasne, rozgość się i czuj się jak u siebie! :)
trzymam kciuki za poważną rozmowę i żeby wszystko było tak!
OdpowiedzUsuńwpadam z rewizytą i...zostaję :) pozdrawiam!
dziękuję! mam nadzieję, że tak właśnie będzie...
Usuńmiło mi! :)
Matko jedyna! Jakbym czytała o sobie i swoim związku. Tylko zwykle wychodzę na wariatkę, której się wydaje, że jest coś nie tak, ale po czasie jednak wychodzi na moje. Zamiast porozmawiać i oczyścić atmosferę wciąż się szarpiemy, bez sensu. Mam nadzieję, że już u Ciebie nieco lepiej. Trzymaj się! ;*
OdpowiedzUsuńcoś mi się wydaje, tym bardziej po Waszych komentarzach, że w prawie każdym związku tak jest. w sumie, gdyby było za słodko, to też byłoby źle. jest nieco lepiej, bo i atmosfera lepsza między nami, ale jutro czeka nas nieunikniona poważna rozmowa.
Usuńdziękuję:*
Wszedłem tu i jestem...bardzo zaskoczony. Znaczy, pisałaś też kiedyś tam, że macie trochę problem z dogadaniem się przez brak czasu..ale nie sądziłem, że aż tak. Wiesz, ty zawsze o nim z takim uczuciem i czułością piszesz, że ja sobie w głowie może nawet trochę ten wasz związek wyidealizowałem, wiesz? Dlatego czuję to zaskoczenie. Ale każdy związek, nawet najlepszy, miewa od czasu do czasu kłopoty..i gdy one się zjawiają są chyba tylko dwa wyjścia- ludziom po ciężkim boju uda się te problemy pokonać i to ich umacnia..albo nie starcza uczucia i rozchodzą się w swoje strony. Oba wyjścia są dobre, wiesz? Znaczy, ja nie chcę też żebyś mnie źle zrozumiała. Tylko czasem...nic na siłę. Na pewno warto walczyć, wy jesteście ze sobą długo, kochacie się ( a przynajmniej na pewno ty go kochasz, jego słów nie czytam, więc...no nie znam osoby no:)) wydajecie się być dobraną parą z tego co opowiadasz..i może te parę jego grzechów idzie "zwalczyć"?
OdpowiedzUsuńJasne, nie powinien cię na pewno tak traktować, to jest przekroczenie pewnej granicy...ale każdy jest też człowiekiem i popełnia błędy. Dopóki ty nie będziesz cię sama czuć nie szanowana jakoś, niekochana całkiem, dopóki nie będzie momentu że nie potraficie w ogóle porozmawiać...to chyba warto jeszcze walczyć. No takie są moje odczucia, bo właśnie cóż- wszyscy jesteśmy nieraz tylko ludźmi, czyż nie? Tylko nie można tak nieraz też tłumaczyć wszystkiego. Ale to wasze życie i tylko wy możecie znaleźć rozwiązania, czego ja wam bardzo życzę, a przede wszystkim tobie. Żebyś już nie musiała w ten sposób z tatą rozmawiać i płakać przez niego po nocach. Żeby się ułożyło, w ten czy inny sposób. Bo nie ma magicznych recept, czasem tylko trzeba może znaleźć na nowo magiczny klucz do cudzego serca- cierpliwością i słowami najczulszymi.
Powodzenia, no, tyle chciałem rzec:)
rozumiem o co Ci chodzi... znam go od paru lat i wiem, że mnie kocha, tylko ostatnio nie umie tego okazać. wiem też, że ma jakiś problem, bo bez powodu się tak nie zachowuje. nade mną też czasem emocje biorą górę, nie okazuję mu uczuć i błędne koło się zamyka. wydaje mi się, że nasze codzienne problemy przenosimy na związek, a to nie powinno tak być. dlatego jutro czeka nas poważna rozmowa, chociaż dzisiaj już nawet przez telefon rozmawialiśmy inaczej. jest lepiej i jestem przekonana, że wyjdziemy z tego. po prostu musimy się oboje przełamać i wyjaśnić sobie kilka spraw a przede wszystkim przestać udawać, że jest dobrze. bo pod tym względem, to i ja nie jestem święta.
Usuńmasz rację. nie powinien. tak naprawdę niczym sobie na to nie zasłużyłam. mama mówiła, że wpadł dziś do niej do pracy po coś. i żaliła się, że kiedyś wypił z nią kawę, pogadał, pożartował... a teraz był jakiś taki zmieszany. wyjaśniłam jej, że się spieszył, ale fakt faktem - kiedyś i do moich rodziców miał inne podejście. chcę mu jutro wszystko na spokojnie wyjaśnić. te kilka dni niewidzenia się - głównie przez brak czasu - dobrze nam zrobiło. zastanawia mnie tylko jedna rzecz... kiedy ostatnio sie kłóciliśmy (a ta kłótnia wyszła w idiotyczny sposób, bo przez komunikator), to napisał mi coś takiego... że "planował coś wielkiego, ale że teraz to już nie ma żadnego znaczenia." a potem żalił się, że nie pozwalam mu się dotknąć i że ma wrażenie, że się go... "brzydzę". te słowa mnie potwornie zraniły i kompletnie nie mogą mi wyjść z głowy...
dzięki za dobre słowo :*
Bo nigdy też nie ma winy po jednej stronie. Ale jeśli się kochacie, to będziecie umieli dojść z tym do ładu, przynajmniej ja w to wierzę, może chcę wierzyć:)
UsuńCzyli dzisiaj rozmawiacie..to ja trzymam za was kciuki. Żebyście wszystko sobie dokładnie wyjaśnili, popłakali nawet po drodze, na końcu wyznali jak się bardzo kochacie i żeby wszystko się ułożyło no. To nie są nigdy łatwe rozmowy..ale nieraz potrzebne jak te burze. Nic tak nie oczyszcza powietrza.
Czyli coś jest jakby głębiej na rzeczy?
Wiesz...ja ci powiem, że my, faceci, po prostu pewne rzezy odbieramy bardzo wprost. Myślimy prosto, jesteśmy prości, jak takie cepy. I pewne zachowania może twoje jakieś, które mają inny powód, on zrozumiał..no jak to my, cepy. Przez to że myślimy w tak różny sposób po prostu..ranimy się nieraz. Ale to też idzie wyjaśnić, czyż nie?
To daj znać jak tam będzie po rozmowie czy coś, a ja tu będę kciuki znowu trzymał.
dokładnie... i ja nigdy nie uważałam, że tylko on jest winny. doskonale zdawałam sobie sprawę, że winni jesteśmy oboje, choć czasem w bardzo różnym stopniu.
Usuńdziś się widzimy, ale... udało nam się porozmawiać wczoraj. zadzwonił do mnie wieczorem i próbowałam jeszcze udawać focha, ale tak mnie to wszystko bawiło i on mnie w dodatku rozśmieszał, że oboje śmialismy się do słuchawki, jak takie głupki :P potem spotkaliśmy się, bo o 22 kończył pracę. pogadaliśmy o takich codziennych sprawach, obejrzeliśmy serial, a potem... było miło, no XD no i taka "zgoda" załatwiła wszystko. pobeczeliśmy się sobie. i zaczęliśmy rozmawiać... powiedział, że miał wrażenie, że się go "brzydzę", bo odskakiwałam na metr od niego, jak próbował mnie dotknąć, czy przytulić, że było mu potwornie źle, bo nie wiedział, co się stało. a moja wina, taka, że tłumiłam to w sobie. bo i skąd miał wiedzieć, co mi leży na sercu?
no i zapytałam, co takiego wielkiego planował, co nagle straciło znaczenie. odpowiedział, że nie może mi powiedzieć i się uśmiechnął. to mi gula w gardle stanęła i prosiłam, by chociaż wyjaśnił mi, że cokolwiek to jest, dlaczego to nagle miałoby stracić znaczenie... odpowiedział, że mówił to w złości i że teraz odzyskało to znaczenie z podwójną siłą. i potem znowu było miło XD więc chyba jest ok :)
Znowu zmiany XD
UsuńOwszem, to jest w różnym stopniu nieraz, ale no...zawsze chociaż jedno ziarenko piasku które powoduje tarcia i od tej drugiej strony pochodzi.
Czyli w sumie jak widzę, wszystko jest na dobrej drodze:) Widziałem, ha! XD Wszystko nieporozumienia, które da się wyjaśnić, skrzywienia, które da się naprostować. I o to nieraz idzie, żeby po prostu umieć się dogadać.
Czyli cieszę się, że jest ok:)
kobieta zmienną jest :D teraz to takie konkretne zmiany :P
Usuńprawda... dlatego nigdy nie uważałam, że jestem bez winy.
ano jest na dobrej drodze :) jeszcze jednym problemem jest tylko to, że jego nadal coś gnębi, a mi trudno jest z niego to wyciągnąć. ma taki charakter. raz się śmieje, żartuje, a za chwilę zamknie się w sobie i koniec...
I dobrze że jest zmienna, nie można się z kobietą nudzić XD
UsuńDlatego że jesteś też rozsądna. Niestety, na tym świecie jest wielu ludzi, którzy sądzą bardzo często w konfliktach, że są wręcz nieskalani i mogą tym kamieniem przysłowiowym rzucić :P
Wiesz co..to chyba też męska potrzeba ucieczki do jaskini. Znasz teorię jaskini, prawda?:)
ja nie pozwalam się nudzić, tak swoją drogą xD
Usuńoj, wielu takich jest. właściwie, to żal mi takich ludzi, bo są tak ślepo zapatrzeni w siebie, że nawet nie widzą, jak ranią innych.
znam :) i właśnie chyba uświadomiłam sobie, że najwyższy czas przestać naciskać. będzie chciał powiedzieć, co jest grane, to powie :)
I słusznie XD
UsuńJa nie wiem czy żal bardziej ich, czy tych, którzy ich kochają...
No właśnie:) Pewnie powie jak sobie to na półkach jaskini właśnie poukłada.
A tak w ogóle, z całkiem innej beczki-będziesz na Wielkim Grillowaniu UAM/ Agronaliach/POA (właściwie zaznaczyć XD) ?
:D
Usuńmyślę, że każdego z nich na swój sposób :)
zapewne :) na razie jest okej i tego się trzymamy :)
a wiesz... dziewczyny dziś mnie namawiały właśnie na Wielkie Grillowanie UAM :P ale nie mam pojęcia, jak to będzie, szczerze mówiąc. z jednej strony chciałabym wpaść choć na chwilę, z drugiej mam tego dnia zajęcia do 16-tej, a na drugi dzień pracę :<
Kochana w sumie rozumiem Cie co czujesz. U mnie w związku tez był taki czas, ze jakoś nie mogliśmy się dogadać, ale po rozmowach, które były monologiem oczywiście mówiłam tylko Ja, bo on nie widział w niczym swojej winy. W końcu jakoś się dotarliśmy i jest ok. Wiem, ze w związek wkrada się taka monotonia i bardzo ciężko jest z tym żyć ale jakoś trzeba sobie radzić, bo jakby nie było zależy nam na tej naszej drugiej połowie. sama przezyłam z moim te ponad 6 lat i cokolwiek już wiem. Wierzę, że i Wam uda się jakoś dogadać :)
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że i u nas to minie. podczas naszych rozmów też często jest mój monolog. zobaczymy, jak będzie podczas jutrzejszej rozmowy, ale wychodziliśmy już z większych "kryzysów", więc jestem pełna nadziei, że i tym razem damy radę.
UsuńWpis smutny, ale bardzo dobrze oddaje Twoje uczucia i emocje..
OdpowiedzUsuńW sumie to nie wiem co napisać.. razem, czy osobno - najważniejsze byś była/czuła się szczęśliwa..
wydaje mi się, że szczęśliwa będę tylko z nim.
UsuńWiesz, że z fascynacją czytałam każde Twoje słowo odnajdując w nich kawałek siebie? Nade mną również od dłuższego wciąż zbierają się czarne chmury. Jak pewnie wiesz, chociaż nie jestem tego pewna, przez kilka dni nie byłam z Ciachem. Tak jakoś wyszło, że on stwierdził, że nie byliśmy razem. Pogodziliśmy się, pewnie dlatego, bo już za długo ze sobą jesteśmy by zrywać, a jesteśmy połowę mniej niż Wy. A wiesz, że dziś zadzwonił i powiedział: "dzwonię, żeby się dowiedzieć jak się czujesz?". Nie doceniłam tego nawet, dopóki tego tu nie przeczytałam. Przy drugim telefonie bardzo się ucieszył, gdy usłyszał, że lepiej.
OdpowiedzUsuńMoże nie ma lepszego sposobu na czarne chmury niż burza, grad, pioruny i tornada? Może nie ma lepszej metody niż terapia szokowo-wstrząsowa? Może najzwyczajniej w świecie facet, żeby docenić, musi stracić?
tak myślałam, wszak i u Ciebie wszystko jeszcze bardzo świeże. wiesz, argument "jesteśmy za dlugo, by zrywać" jest akurat dość kiepski... ludzie czasem rozstają się po wielu latach, byc może wcześniej myśląc podobnie. ale wiesz... ja się cieszę, że u Ciebie, u Was już okej.
Usuńu nas też. chociaż zadziałała troche inna terapia xD
A jaka terapia Wam pomogła? Chętnie posłucham jak sobie jeszcze można poradzić w takiej sytuacji ;)
Usuńhmm, no cóż ^^' szczera, długa rozmowa i seks na zgodę :P
UsuńWcześniej pisałaś, że rozmowy nie przynosiły efektu :P Czym go zmusiłaś do pogadania? :D
Usuńkilka dni się nie widzieliśmy. mała-czarna napisała mi coś, na co nie wpadłam sama. co zaniedbałam. powiedziała, bym "zagięła go swoją miłością". wiesz, że wystarczył zwykły pocałunek znienacka? był w takim szoku, że hej! ale kiedy powiedział, że poczuł się, jak na początku naszego związku, to dało mi to do myślenia...
UsuńHm. Do mnie więc to się chyba nie odniesie ;)
Usuńdlaczego nie?
UsuńBo u mnie jest mnóstwo spontanicznych pocałunków i przytalasów. Niemal cały czas jest tak, jak na początku. u mnie raczej problem tkwi w tym, że nie idziemy do przodu ;)
Usuńa widzisz... u nas jednak tego zabrakło. :(
UsuńCałe szczęście, że w porę uświadomiliście sobie problem i jest już ok :)
Usuńotóż to :)
UsuńKochana, nie wiem co Ci powiedzieć... Jestem chyba osobą, która jako ostatnia może udzielać jakiejkolwiek porady co do związków.
OdpowiedzUsuńWierzę, że wyjdziecie z tego kryzysu, a Ty jeszcze napiszesz mi, że jesteś najszczęśliwsza na świecie. Trzymam za was mocno kciuki i przytulam najmocniej! :* Na razie tylko wirtualnie, ale wiesz... ;) <3
wiem :* nie mogę doczekać się, aż się wyściskamy niewirtualnie :) już jest po wszystkim :)
UsuńCiężko mi cokolwiek napisać bo nigdy nie byłam w tak długim związku ale to byłaby wielka strata odejść zostawiając tyle pięknych chwil. Kurcze musisz mu powiedzieć wszystko, co Ci leży na wątrobie bo nie możesz ciągle udawać, że wszystko jest w porządku. Oby szybko się ułożyło między Wami ;)
OdpowiedzUsuńtak, wiem... zawiniłam w ten sposób, że ukrywałam to, co mnie bolało. na szczęście, właściwie już wszystko sobie wyjasniliśmy :)
UsuńTak? Już lepiej? To super :)
UsuńA następnym razem potwory zabijaj jak są małe, z tymi większymi jest trudniej walczyć - pamiętaj ;) Tfuu co ja piszę - nie będzie następnego razu :)
tak, juz lepiej :)
Usuńoj Kochana... jasne, że będzie kolejny raz. w każdym związku pojawiają się potwory. mniejsze i większe.
Ale lepiej, żeby pojawiały się potwory typu "dlaczego nie wyniosłeś śmieci" niż "on nie chce ze mną rozmawiać" :P
Usuńjasne, że tak! pozostańmy przy małych potworach :)
UsuńTylko zabijaj ich przy zarodku :p
Usuńchyba nie zawsze się da :P
UsuńNo jak potwór zostawia swojej jajka po kątach to czasami trudno je zauważyć :P
Usuńano właśnie :P
UsuńNiedobre potwory :D
UsuńA tak z innej beczki - 4 lata z jednym facetem - to musi być miłość ;)
bardzo niedobre :P
Usuńteż tak myślę i tak czuję :)))
A ja myślę, że czasem jednak lepiej odpuścić.
OdpowiedzUsuńpo prawie czterech latach trudno odpuścić.
UsuńZawsze zastanawiało mnie dlaczego facet jak już ma kobietę, przestaje ją zdobywać, myśli, że ją ma i nie musi się starać. Zaczyna wszystko olewać i zachowywać się jak burak... Po czym chwilowo znowu jest wspaniale, żeby za chwile znowu zachowywał się jak idiota. O ironio -_- A to ponoć kobiet nie da się w żaden sposób zrozumieć.
OdpowiedzUsuńAle wiesz co? po naszej wczorajszej rozmowie uświadomiłam sobie, że to działa w obie strony. ja też nie okazuję uczuć, a przynajmniej bardzo rzadko i w tym też leży problem.
UsuńK. ma problemy, żeby powiedzieć mi, że mnie kocha. Ostatnio powiedział mi, że o tym nie mówi i wie, że mam mu to za złe, ale on tak nie potrafi, ale mimo to mnie kocha. Jak ja mu powiem on powie, że też mnie kocha, sam od siebie nie robi tego prawie w ogóle. Buziak, przytulas, trzymanie za rękę - owszem.
Usuńwidocznie łatwiej idzie mu okazywanie uczuć, niż mówienie o tym...
UsuńA ja może spytam się po prostu, czy warto się męczyć?
OdpowiedzUsuńwarto.
Usuńno to po prostu trzymam kciuki <3
Usuńtrzymaj mocno! :)
Usuńnie ma sprawy :) w dobrym celu.
Usuńz pewnością się przydadzą :)
Usuńnie rozumiem dlaczego kobiety uwielbiają się męczyć w toksycznych związkach? Nie powiem, że tego nie przerabiałam, bo mam to za sobą. Tylko, że ja wybaczałam zdrady i było coś nie tak. Aż w końcu stwierdziłam, że muszę być silna, przecież nie mogę być tak poniżana! Zerwałam (a schodziliśmy się z 5 razy), stałam się silniejsza, w życiu nastąpiły zmiany (najpierw inna fryzura i taka tam reszta), aż znalazłam fantastycznego Mężczyznę, z którym jestem do dzisiaj (już 3 lata, może mało, ale jak prawdziwie, bo mieszkamy już razem). W końcu jest coś tak :) Zastanów się czy warto? ;)
OdpowiedzUsuńgdyby ten związek był toksyczny, to nie przetrwałby niespełna czterech lat. on mnie nie zdradził. nie oszukał. nie skrzywdził. po prostu, po ludzku się nie dogadujemy. szukam wyjścia z pewnych "barier", które nas ostatnio otaczają.
UsuńNie jestem specem od związków, bo mam dopiero 16 lat, ale uważam, że to trochę dziwne i nie powinno tak być, on może z czasem przestać Cię szanować już wgl. Trudno tak po 4 latach odpuścić, lecz może to będzie lepsze ? Sama nie wiem.
OdpowiedzUsuńowszem, odpuścić trudno, dlatego robić tego nie zamierzam.
UsuńKażdy związek wymaga pracy a im dłużej trwa tym więcej poświęcenia i troski potrzebuje. Jeśli kochasz i czujesz że warto walczyć to walcz i nie patrz na innych, przecież to Twoje życie!
OdpowiedzUsuńCo do "burzy" to chyba każdy trafia wpewnym momencie na mur, związek trwa, rozwija się, ludzie się przyzwyczajają, przestają się aż tak starać i wkracza w to wszystko codzienność i rutyna. Teraz Wasza w tym głowa żeby ją przezwyciężyć od na nowo odnaleźć siebie w tym wszytskim. Trzymam kciuki ;*
za bardzo się przyzwyczailiśmy. jasne, będę walczyć... nie można się poddawać bez walki będąc ze sobą prawie 4 lata. to byłoby idiotyczne.
Usuńdzięki za kciuki :* z pewnością się przydadzą...
"Mezczyzni są z Marsa a Kobiety z Wenus", czasem myślę, że tytuł tej książki nie jest do końca tylko metaforą i naprawdę jesteśmy z innych światów. John Gray pisał tam że mężczyzna czasem musi zamknąć się w swojej jaskini i najlepiej wtedy nie przeszkadzać nie odzywać się i pozwolić mu się wyciszyć, wtedy po takim chwilowym zamknięciu sam z powrotem otworzy się i wszystko wróci do normy.. Długo tego nie rozumiałam, dopóki sama nie zaczęłam potrzebować takiej jaskini... chociaż jeszcze nie miałam odwagi sprawdzić czy to pomaga.. Ale może właśnie to jest wyjście z waszej sytuacji. Zamiast rozmów które do niczego nie prowadzą potrzebujecie wyciszenia, aby każde mogło wszystko sobie przemyśleć i poukładać?
OdpowiedzUsuńNigdy nie patrzyłam na to w ten sposób. Ale masz rację, może to jest właśnie wyjście z sytuacji. Zawsze wydawało mi się, że rozmowa jest rozwiązaniem, tymczasem on zamykał się często w takiej właśnie jaskini. Trudno mu jest rozmawiać, mówić, co jest nie tak. Ma taki charakter. Raz się śmieje i wygłupia, a za chwilę zamyka się w sobie i jest cisza. A ja mu wtedy wiercę dziurę w brzuchu, ale... przypomniałam sobie, że on właściwie zawsze po jakimś czasie SAM mówił, co leżało mu na sercu. Dziękuję Ci za te słowa...
UsuńNie wiem czy się nie powtórzę z przedmówcami, bo tyle tych komentarzy, że nie mam siły wszystkich przejrzeć :-) Mężczyźni czasami robią nam takie problemy - jestem mężatką od wielu lat i wiele już widziałam w wykonaniu mego faceta. Jak to matka, postawiłam sobie za cel naczelny, dobro moich dzieci. Spłodził je, więc ma je kochać, zapewniać utrzymanie i dawać poczucie bezpieczeństwa. Nie raz musiałam oglądać tego typu fochy i wiesz co u mnie najlepiej skutkowało? Proste stwierdzenie: widziały gały co brały, jak się nie podoba, droga wolna, maszeruj tam, gdzie będzie Ci lepiej, najlepiej jeszcze dzisiaj! Oczywiście, istnieje opcja, że koleś faktycznie wymaszeruje, ale chyba wszystko jest lepsze od bycia tak traktowaną. Nie ma co udawać, że takie traktowanie jest nam obojętne. Ono przynosi nam smutek, czuję go też w Twoich słowach.
OdpowiedzUsuńta cała sytuacja nauczyła mnie jednego: by w końcu przestać udawać. zrozumiałam, że nie tędy droga i że wina leży zawsze po obu stronach. jak widać każda kłótnia jest potrzebna, bo wnosi coś cennego, jakąś nauczkę. mam nadzieję, że teraz, jak już sobie wszystko wyjaśniliśmy, będzie już tylko lepiej.
UsuńTo dobrze, że już OK, bo jakoś tak przygnębiająco brzmiał ten post :-)
UsuńTeż to przeżywałam. Całkiem niedawno. Wszystko się sypało, wszystko. Sama nie miałam sił, oboje nie mieliśmy, ale jednocześnie żadne z nas nie chciało tego skończyć. Trzymaliśmy się siebie kurczowo, mimo tego, że było nam Ciężko. Moja rada: przeczekać, chociaż to trudne. Teraz mój związek wygląda jak marzenie, wszystko się ułożyło.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki, żeby Tobie też się udało. Albo żeby rozwiązanie przyniosło Ci ulgę.
zdaje się, że każdy związek chyba przez to przechodzi. my nie potrafimy już bez siebie iść... po prostu sobie nie wyobrażamy. dlatego chcemy szukać rozwiązania wspólnie.
Usuńmoże to taki przejściowy kryzys? :*
OdpowiedzUsuńaż mi trudno uwierzyć, że coś niepokojącego dzieje się z Wami :(
tak się zdaje, Siostro :*
Usuńchoć ostatnio wiele było takich niepokojących sytuacji...