niedziela, 2 marca 2014

Mierz siły na zamiary

Niecałe trzy tygodnie temu skakałam dwa metry w górę ze szczęścia. Nie dość, że stałam się świeżo upieczonym inżynierem architektem krajobrazu, to jeszcze miałam przed sobą wizję czterotygodniowego odpoczynku, który - powiem egoistycznie - należał mi się jak cholera po półrocznych łzach, męczarniach i stresach. 

Żeby było mało, dzień po obronie zadzwoniłam do mojego szefa od praktyk, żeby się pochwalić, bo to dusza człowiek jest i bardzo pomógł mi przy pisaniu pracy inżynierskiej, ratując masą przydatnych publikacji i innych materiałów. Zaskoczył mnie pozytywnie jego entuzjazm. Przez piętnaście minut wymieniał mi dziesiątki firm w ramach rozglądania się za pracą, a na końcu dodał, że jeśli nic nie znajdę, to jest w stanie od ręki przyjąć mnie na pół etatu. No to wtedy skakałam już trzy metry w górę. Lepiej być nie mogło. No,bo przecież ilu młodych ludzi dostaje pracę w zawodzie dzień po obronie tytułu zawodowego? Dobrze wiedział, że chcę kontynuować studia dziennie, na które bez problemu się dostałam. Miałam zgłosić się w momencie, gdy dostanę plan zajęć, co by jakoś logicznie grafik dostosować. Ponadto dostałam nakaz odpoczynku i zregenerowania sił - i nie powiem, nie pogardziłam. 

No i plan się pojawił. Jako, że ja nocny marek jestem, zobaczyłam go w nocy, z piątku na sobotę. Pierwsza myśl: "super jest, piątek wolny!" A później zobaczyłam pozostałe dni. Co drugi poniedziałek wolny, ale wtorek, środa i czwartek zawalone zajęciami od godziny 8:00 do 20:00. Przewróciło mi się coś w żołądku i już wiedziałam, że z nerwów nie będę spać. Dojeżdżam pociągiem na uczelnię niecałą godzinę z mojej skromnej mieściny (w której notabene znajduje się firma, w której mam pracować), a z pociągami jest bardzo słabo, a kończenie zajęć o 20:00 wiąże się z bardzo późnymi powrotami.

Jeden dzień takiego maratonu był dla mnie wykańczający, a co dopiero trzy dni pod rząd? Tak cholernie zależy mi na tej pracy, a jednocześnie chciałabym kontynuować studia. I nagle czar mej radości prysł. i pojawiło się zatroskanie. Pewnie dam radę, ale już teraz wiem, że będzie mi cholernie ciężko, może też z winy mojego charakteru, bo kiedy za coś się biorę, to robię to porządnie, przynajmniej na tyle, na ile potrafię i daję z siebie wszystko. Mama powtarza: "wykończysz się dziecko, bo jesteś za ambitna". Jednak chcę się kształcić i chcę pracować, usamodzielniać się i zdobywać doświadczenie. Nie mam już piętnastu lat i głupio mi wyciągać pieniądze od Rodziców. Czuję się wtedy jak rozpieszczony dzieciak. To jest właśnie ten moment, kiedy potrzebny jest mi przełom. Ponadto mamy plany z P., nie mogę teraz się poddać, przestać działać. Tylko boję się, bo z moim zdrowiem bywało źle, nerwica i przemęczenie dawały mi się we znaki, a moja wizyta u lekarza, którą sobie obiecałam od roku, skończyła się na zbesztaniu służby zdrowia od stóp do głów.

Dziś zostawiam Was z Jimem, bo poza nim, jedno, co mnie teraz pociesza, to fakt, że mam przed sobą jeszcze jeden wolny, piękny, wiosenny tydzień i chcę go wykorzystać najlepiej, jak tylko się da. Oby tylko głowa mi nie pękła od zamartwiania się.

104 komentarze:

  1. Ja też tak mam, jak się już za coś biorę, to chcę to doprowadzić do końca i zrobić porządnie. I też często słyszę te słowa: "Ty to jesteś ambitna". Mamy coś wspólnego ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło :) przynajmniej się zrozumiemy ;)

      Usuń
    2. tez tak myślę i to przesądziło o dodaniu Twojego bloga do ulubionych :D

      Usuń
    3. ooo jak mi miło :D uczynię zatem to samo ^^

      Usuń
    4. to teraz jest miło i mnie :D hehe
      dzięki

      Usuń
    5. no to się nam słodko zrobiło ;D

      Usuń
  2. Mam to samo, na studiach się męczę nad każdą pracą zaliczeniową, inni bezczelnie kopiują. Ciężko mi idzie licencjat, bo nie umiem lać wody, przepisując zdania z książek, tylko w innym szyku. Chcę, żeby to było, dopieszczone. moje, w efekcie czego nieraz wyję ze zgryzoty. Ach, ta ambicja.
    Tobie życzę powodzenia z całego serca. W razie czego pamiętaj jednak, że zdrowie jest najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witam w klubie... ja długi czas byłam jeszcze Matką Teresą :P i udostępniałam moje wykłady, bo miałam nadzieję, że kiedy ja będę w potrzebie, to inni się ze mną podzielą. o głupia ja... o naiwna :/
      a najsmutniejsze jest to, kiedy jeszcze tak wszystko dopieścisz, a tu wykładowca tego nie doceni :(
      dziękuję :) pamiętam, pamiętam... kilka razy przejechałam się i musiałam zwolnić. dlatego teraz jestem ostrożniejsza :)

      Usuń
    2. Rozumiem, ja tak miałam ze wspieraniem innych: zawsze mogli się zwierzyć, wyżalić, wypłakać, a jak mnie się posypało, zostałam sama.
      Zobaczymy, co mój promotor powie, cała drżę :P
      No to pozostaje wierzyć w Twój rozsądek :)

      Usuń
    3. życie uczy nas tego, aby nie być za dobrym, niestety...
      trzymam kciuki, aby było dobrze! :*
      dziękuję :) mam nadzieję, że sama siebie nie zawiodę...

      Usuń
    4. Ale ja chyba nigdy nie przyswoję sobie tej lekcji do końca, taka natura.
      Trzymaj mono, a ja będę ściskać za Ciebie :*

      Usuń
    5. mam bardzo podobną naturę i z reguły jestem za dobra... moja mama miała bardzo podobny charakter i w końcu nauczyła się chamstwa... choć do tej pory trudno jej to przychodzi i kosztuje wiele nerwów.
      ok! to będziemy się teraz wzajemnie wspierać ^^ :*

      Usuń
    6. Ja i chamstwo to zupełne przeciwieństwa poza wyjątkowymi sytuacjami...
      Taka życzliwość tylko w blogosferze :*

      Usuń
    7. dokładnie... też mam z tym problem, nawet w trudnych sytuacjach...
      jasne, że tak :*

      Usuń
  3. może jakoś to wszystko się ułoży, prawdę mówiąc życzę Ci tego z całego serducha :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Kochana :* mam nadzieję, bo tak cholernie się cieszyłam na tę pracę, a tu już studia wszystko krzyżują :(

      Usuń
    2. wiadomo praca jest naprawdę ważna, bo tak ciężko ją znaleźć, pójdziesz na uczelnie dowiesz się wszystkiego, może coś przełożyć itp.

      Usuń
    3. będe kombinować... na razie nawet nie podali nam obecnego podziału na grupy i bloki, więc nie wiem jeszcze do końca na czym stoję...

      Usuń
    4. może nie ma co się martwić Asia :) znając Ciebie coś wymyślisz :*

      Usuń
    5. będę musiała :* obiecałam sobie, że tym razem podejdę na luzie, a tu znów wychodzi jak zwykle :P

      Usuń
    6. tak trzeba, szkoda zdrowia... choć mi jest łatwo mówić a ja zachowuję się podobnie :)

      Usuń
    7. ciężkie te nasze charaktery ;)

      Usuń
    8. za bardzo się wszystkim przejmujemy ;)

      Usuń
    9. dokładnie tak... za bardzo bierzemy do siebie ;)

      Usuń
    10. kiedyś nas to zgubi...

      Usuń
    11. mnie gubiło już parę razy, dostawałam nauczki i nadal swoje...

      Usuń
    12. chyba obie musimy nad tym popracować

      Usuń
  4. no to gratulacje! aż miło się czyta o tak pozytywnych rzeczach. sama chciałabym, żeby tak mi się ułożyło... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :)
      ale chyba nie, żeby się krzyżowało, co? :P

      Usuń
    2. to znaczy? co masz na myśli? :)

      Usuń
    3. ech, pisałam o tym. tak ułożyli mi plan zajęć, że teraz zastanawiam się, czy nie będę musiała zrezygnować z pracy, na którą tak się cieszyłam.

      Usuń
    4. wiem, ze pisałaś, tylko po prostu nie załapałam.
      no cóż, wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. z tego co czytam, raczej za zaocznymi studiami nie jesteś, więc to w grę nie wchodzi.

      Usuń
    5. długi czas zastanawiałam się własnie nad zaocznymi i powiem Ci, że miałam poważny problem, by ostatecznie się zdecydować. podjęłam decyzję dopiero, kiedy dowiedziałam się, że mogę pracować na pół etatu. z tym, że u nas semestr jest drogi, sporą część tego, co zarobiłabym, przeznaczałabym na studia, a tak, nawet, jeśli teraz zarobię mniej, to przez wakacje mogę dać z siebie wszystko. ;)

      Usuń
    6. no i tu się z Tobą zgodzę. sama wiem jak to jest, bo mój T. pracuje w tygodniu, a w weekendy studiuje. co miesiąc stara się odkładać na studia, ale różnie to wychodzi... zaś spłacać do miesiąc studia w ratach jeszcze bardziej się nie opłaca i ciężej by było.

      Usuń
    7. no niestety, studia zaoczne kosztują i to niemało, ale można pracować na pełen etat. studia dzienne są tańsze (wcale nie darmowe, bo ja np. dojeżdżam pociągiem, wykupuję bilet miesięczny na PKP i tramwaje, nie mieszkam w Poznaniu, więc kompletnie nie znam się na "życiu studenckim"). ale z kolei na dziennych jest ciężko pracować. no ale nikt nie mówił, że będzie łatwo ;)

      Usuń
  5. może zabrzmię gejowsko, ale jezuuu...jak ja kocham Jima! XD

    A po tym wstępie rzeknę po prostu, ze gratuluję! :* i przepraszam, ale muszę zapytać- skoro pytałaś, czy jestem z Poznania...studiowałaś na UP może?XD
    i to fakt dziewczyno, masz cholerne szczęście- od razu praktycznie po obronie dostać pracę? w czepku się rodziłaś:)
    więc...coby nie było, skoro takie szczęście masz, dasz radę:> nie możesz się np. jakoś pozamieniać zajęciami z osobami z innych grup, żeby było ci łatwiej?coś wykombinować zawsze przecież można. jak złapałaś takie szczęście to go nie puszczaj no, trzym się go mocno:)będzie dobrze...tylko też nie przesadzaj z ambicjami, po prostu działaj w tym, co los dał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jima trudno nie kochać :D

      dziękuję :)))) dokładnie tak :P a dokładnie na WOiAK-u :P
      nie myślałam o tym w ten sposób... znaczy... myślałam o tym, że mam cholerne szczęście, ale bardziej bałam się, że zaraz coś się zepsuje - nie wiem, skąd u mnie ten pesymizm. może z tego, że za dużo rzeczy działo się jak na jeden raz, a ja miałam nadmiar wolnego czasu, za dużo myślałam i nie ogarniałam :P
      własnie planuję to zrobić. siedzę jak na szpilkach, bo lada chwila, może jutro, dowiem się w jakim bloku w końcu wylądowałam, co ten plan się jakoś uściśli. a wtedy wskoczę na rower, pojadę do szefa i zobaczę, co da się ustalić. a kiedy tylko rozpocznę semestr, to będę kombinować jak koń pod górkę. najchętniej olałabym wykłady, ale od jakiegoś czasu na UP są obowiązkowe :(
      no ale cóż, w każdym razie tak łatwo się nie poddam :)

      Usuń
    2. wiem XD
      No, to ja też kończyłem UP, jako jedną z uczelni, ochrona środowiska się kłania XD a mieszkam na ogrodach, niedaleko,także tego, może kiedyś na ciebie wpadłem XD

      hm...może być, że człowiek boi się, ze jest "za dobrze". bo przecież życie wymaga, życie potrafi nagle się zawalić...ale hej, póki jest dobrze, nie można marnować czasu na zamartwianie:)
      to wszystko jeszcze do dogadania, nie ma co panikować:)
      i wiem, że są, co mnie trochę przerażą. dobrze, że mój rocznik nie miał takiego obowiązku i dzięki temu mogłem łączyć dwie uczelnie dziennie i jeszcze pracę XD
      trzymam kciuki w takim razie:)

      Usuń
    3. no proszę :D pewnie wpadliśmy na siebie nieraz, nawet o tym nie wiedząc. zwłaszcza na tych wściekłych światłach, gdzie ludzie się o siebie zabijają, a jak jeszcze na to wjedzie tramwaj na pętlę, to już w ogóle jest gnój :D

      wiem to :) ale taki mój głupkowaty charakter, że zaczynam niepotrzebnie się zamartwiać. powinnam znaleźć sposób na wychillowanie się :P

      no widzisz... te wykłady to jakaś masakra. ale i tak będę robić swoje i będę jeździć na co chcę. :P mogę też spróbwać zagadać, chociaż do większości wykładowców nawet nie przemawia fakt, że człowiek dojeżdża i tłucze się pociągiem dzień w dzień -.-

      Usuń
    4. no to możliwe akurat:) zwłaszcza, że wiosną i latem zapitalam po Dąbrowskiego na desce albo na rolkach jak jadę do pracy, to łatwo na ludzi wpadam. jakbyś miała z takim kraksę, to wiedz, że to ja XD
      poćwicz techniki relaksacji, cokolwiek, bo się spalisz dziewczyno!
      no właśnie można też z profesorami niektórymi pogadać, wiem, że część to palanci, ale z niektórymi można się ułożyć. swoją drogą to my się śmialiśmy zawsze, że największych palantów na Ogrody wysłali, żeby nie zatruwali atmosfery innych katedr XD bo tam mieliśmy najgorsze przeprawy, choćby z prawem czy zrównoważonym rozwojem. nie to co katedra gleby, z której profesorowie rzygali u nas w domku na terenówce XD oj, to były czasy:)

      Usuń
    5. to jak wpadnę na kogoś takiego, to dam Ci znać, a nuż będziesz to Ty :P

      będę musiała... jedyne co mi przychodzi na razie do głowy to melisa co wieczór ;P

      moja promotorka należała do takich osób, z którymi szło się dogadać. dlatego teraz też chciałabym pisać pracę u dendrologów :P ona sama twierdziła, że większość na Ogrodach to palanci. ja największe przeboje miałam z entomologią i historią sztuki i architektury. i na Piątkowskiej, na wydziale melioracji - z fizjografii :P

      Usuń
    6. nigdy nie wiadomo XD a jakby co masz blisko na obiad w okienku XD

      melisa lepsza niż nic, ale chociaż właściwości ziół doceniam, warto by było się nad czym innym też rozejrzeć...

      spoko, moja rzucała we mnie kryształową popielniczką i darła się wniebogłosy, najukochańsza osoba, pomimo takich epizodów, do dzisiaj zdarza mi się z nią iść na kawęXD
      czyli nasze twierdzenie było słuszne jednak, Ogrody to taki Sybir UP, zsyła się tam tych, z którymi się nie chce przebywać XD
      wydział melioracji....mówi mi jeszcze xD

      Usuń
    7. uważaj, jak wparuję :D

      powiem Ci, że bardzo mi pomagała, kiedy piłam ją regularnie przez co najmniej miesiąc. tak po dwie dziennie. w końcu zaczęłam normalnie sypiać i nawet, kiedy czekały mnie prezentacje, czy inne wystąpienia publiczne, nie czułam aż takiego stresu. a ostatnio nie pomaga mi już specjalnie, a nie chcę sięgać po cięższe środki, bo nie chcę się faszerować za młodu, ciągle sobie mówię, że to siedzi w mojej głowie i że mogę to pokonać...

      haha :D bardzo podobnie miałam, kiedy chodziłam na korki z pracy maturalnej :P bałam się kobiety jak cholera, ale na końcu obie się śmiałyśmy. nigdy nie zapomnę, jak kazała mi czytać na głos to, co napisałam (bo tak łatwiej było jej wyłapać błędy stylistyczne). no i ja sobie czytam, produkuję się, a ta po czterech pod stołem: "czekej, gdzieś tu ta suka była, je*ana osa... mów dziecko, mów... a! mam cie cholero!" xD
      ja moją promotorkę do tej pory chetnie odwiedzam :) taka dobra energia od niej biła :)
      chociaż powiem Ci, że aż takiej tragedii nie było... bywali idioci kompletni, ale sporo bywało takich, których daleko szukać :)

      a bo to wydział bardziej dla geografów i meteorologów :D my tam mieliśmy budownictwo między innymi ^^

      Usuń
    8. ależ proszę cię bardzo, robię fenomenalne obiady..i jak jak ja...ale moja babcia...XD

      a no tak, pewne składniki zdeponowały się w organizmie można rzec i wtedy to działało. wiesz...zawsze obok melisy jest jeszcze waleriana..i inne ziółka XD a tak na poważnie, faktycznie, nie warto pakować się w coś ciężkiego, lepiej zwalczyć to w swojej głowie właśnie, skoro ma się tą świadomość.

      no to widzisz, nie taki smok straszny, jak się okazuje, w prawie każdym przypadkuXD
      to mgr u niej też będziesz pisać? bo ja pisałem i inż i mgr u tej samej.
      meteorologia? te zajęcia wspominam z rozrzewnieniem...XD

      Usuń
    9. uważaj, bo naprawdę się skuszę :P jak wygłodniała studentka wparuje na obiad to dopiero będzie :D

      inne ziółka ^^' będę nad sobą pracować. myślę, że najważniejsze jest to, że chcę i spróbuję :)

      zgadza się ;D
      chciałabym :) u niej, albo u pani, z którą miałam ćwiczenia. jedynym minusem mojej promotorki było to, że musiałam z nią się spotykać osobiście, bo mailowo nie ogarniała (jako starsza kobieta). a trochę uciążliwe było tłuczenie się do Baranowa, bo tam jest ta katedra. chciałabym w tej samej katedrze, bo jest tam naprawdę fajne podejście do studenta - wymagają, ale potrafią docenić i zrozumieć.
      nie miałam meteorologii, chociaż jak biegałam z obiegówką, to naszukałam się tej katedry :P

      Usuń
    10. u mnie i tak się gotuje jak dla pułku wojska i i tak z reguły są jakieś dodatkowe osoby na obiedzie. taki dom otwarty XD

      otóż to, chcieć to klucz do móc:)

      wiesz, mi się zdaje nieraz nawet lepiej, że osobiście, mail tworzy nieraz za dużo..nieporozumień. ja też jakby co do "szefowej" szedłem osobiście. w ogóle przypomniało mi się, że moja promotorka kojarzyła mi się z pewną postacią z anime XD Izumi Curtis z Full Metala, jeśli oglądałaś kiedyś to anime ( co mało prawdopodobne) to zrozumiesz, o co chodzi z dobrym promotorem XD
      a ja miałem. na nic mi się potem nie przydała XD

      Usuń
    11. czyli dom zawsze pełen ludzi. fajnie, że tak tętni życiem ;)

      to prawda, ale osoby, które akurat z tą drugą babką się kontaktowały, nie miały żadnych problemów - a praca była dopieszczona na maxa :) niestety anime nigdy nie oglądałam :P

      a nie nauczyłeś się przewidywać pogody? :D

      Usuń
    12. ano, pełen i na to nie narzekam..chociaż są momenty, że to człowieka zmęczy, ale to chyba naturalne :)

      wiesz co, już lepiej mi to wychodzi z ludowych podań niż dzięki temu, czego nauczyłem się na uczelni XD

      Usuń
    13. wierzę, podobnie jest u mojego P. tam człowiek na osobności nie porozmawia ;)

      bo uczelnia nie uczy, uczelnia wkurza ;D

      Usuń
  6. Gratulacje! To dopiero się nazywa mieć szczęście,ale też musisz być dobra w tym skoro Cię chcieli :)
    Dojeżdżanie nie jest takie złe, ja studiowałam dziennie i pracowałam jednocześnie a dojeżdżałam do pracy godzinę czasu codziennie a potem szłam jeszcze pracować w klubie, więc nocka niemal zarwana, wolną miałam tylko niedzielę ;) powiedzmy bo z klubu wracałam czasem późno,zależy jak się skończyłą impreza. Jak się człek wbije w rytm to ze wszystkim da radę ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :* w tym samym miejscu miałam praktyki i to dwa razy :) aż takim gjerojem nie jestem w tej dziedzinie - wszystkiego uczyłam się od podstaw, są dużo lepsi ode mnie, dlatego tym bardziej cieszę się, że mi się udało :) i chyba jako jedyna wyszłam uryczana po ogłoszeniu wyników obrony - ze szczęścia ^^
      jak widać wszystko da się zrobić :) mam nadzieję, że uda mi się to jakoś pogodzić, bo cholernie mi zależy, aby i jedno i drugie się udało. na początek chciałabym, żeby choć odrobinę wrócił mi entuzjazm ;)

      Usuń
  7. Dasz radę, ale będziesz musiała trochę wyluzować.
    Bo zdrowie powinno być na pierwszym miejscu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będę musiała, ale łatwe to nie będzie, bo ja wariat i nerwus jestem :(

      Usuń
    2. Ja również taka jestem, ale trzeba się tego nauczyć. Kiedyś też byłam za ambitna i mnie to do szpitala doprowadziło teraz staram się luźniej podchodzi

      Usuń
    3. chciałabym znaleźć na to jakiś sposób :(

      Usuń
    4. Mi pomógł trochę facet - bo on mnie uczy luzować. Poza tym zrozumiałam,że wole być zdrowa

      Choć czasem mój facet potrafi też działa na mnie odwrotnie drażniąc

      Usuń
    5. mi też P. bardzo pomaga, ale niestety, kiedy jadę na uczelnię, to jestem tam sama. a teraz na domiar złego odeszły dziewczyny, z którymi się trzymałam i jak zobaczyłam, że trafiłam do najgorszego bloku (pod względem ludzi) to trochę się podłamałam...

      Usuń
    6. Dasz radę wiesz ile razy ja traciłam swoich znajomych (tzw. kółko , bo każdy w inna stronę -specjalizacje poszedł)

      Usuń
    7. chyba czas zacząć myśleć o sobie, a nie o ludziach...

      Usuń
    8. Zgadzam się skup się na sobie !!!!

      Usuń
  8. Może warto spróbować. A jak sobie nie poradzisz to z czegoś zrezygnujesz. Spróbuj może się jakoś pozamieniać, bo na pewno masz jakiś podział na grupy. Może jakoś wszystko się ułoży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdybym nie spróbowała, to pewnie bym sobie tego nie wybaczyła. będę próbowała pozamieniać się grupami w miarę możliwości, chociaż wiem, jakie to na moim wydziale bywa kłopotliwe...

      Usuń
    2. Tak jest chyba na każdym wydziale. U mnie też cudem można się tylko zamienić, ale jak człowiek bardzo chce to potrafi sobie wszystko załatwić.

      Usuń
    3. pewnie, że się da :) a ile człowiek przy tym nerwów natraci :P

      Usuń
  9. ja też jestem zbyt ambitna, co pod koniec zeszłego roku udowodnił mi mój organizm - studia, praca na pełen etat i szkoła językowa w jednym czasie to nie był najlepszy pomysł ;) ale co z tego, skoro wciąż robię to samo? :P nie lubię marnowania czasu, chciałabym wykorzystać wszystkie okazje jakie podsuwa mi zycie, przecież ono jest takie krótkie...

    kochana, obiecasz mi, że będziesz o siebie dbać i będziesz na siebie uważać? :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie Cię rozumiem, bo ja też nie znoszę marnowania czasu. teraz, kiedy mam wolne, chciałabym zrobić tyyyle rzeczy... chciałam pomagać mamie w sklepie i wstawać codziennie o 5, ale po prostu nie bylam w stanie... musiałam zregenerować siły, odespać. widzisz, musimy chyba zmienić podejscie, życie jest tak krótkie, ale jak nie zwolnimy, to wykończymy się dużo wcześniej :P

      obiecuję :* a przede wszystkim będę jeść! chociaż teraz trochę nadrobiłam, przez te ostatnie 3 tygodnie :P

      Usuń
    2. no tak, jak pod koniec zeszłego roku robiłam całą serię badań w celu sprawdzenia co jest nie tak, to też obiecałam sobie, że zwolnię.
      no a wyszło jak zawsze...

      Usuń
    3. ja nawet poszłam do lekarza - właśnie w celu tych badań. ale po 2 godzinach czekania w kolejce, pani doktor powiedziała mi, że jestem nieubezpieczona, co jest bzdurą, bo po prostu mają bajzel w papierach. ja już ze łzami w oczach powiedziałam jej: "ale ja nie mogę drugi raz tyle czekać na wizytę" - z łaską wysłuchała, co mi jest. powiedziała, popędzając mnie bym wyszła: "to może być coś złego, anemia, albo coś poważniejszego, musisz mieć zrobioną morfologię, ale najpierw musisz wyjaśnić tę sprawę."
      wyszłam, trzasnęłam drzwiami i zaryczana poszłam do domu. i już tam nie wróciłam...

      Usuń
  10. Kochana musisz dbać o siebie. Mama ma rację. Sama studiowałam dziennie, na 2 roku zaczęłam pracować. Potem umowę miałam o pracę. Musiałam być te 8 h w pracy. Bywało, że dłużej. I przez to zawaliłam pisanie pracy, miałam opóźnioną obronę, przez co rok do tyłu. strasznie mnie to podłamało. Jak to nie dałam rady? Ale takie są realia. Na magisterkę wróciłam po roku przerwy. Poradziłam sobie, ale przy wielu wyrzeczeniach. Przy ogromnym stresie, zmęczeniu, problemach z żołądkiem(nerwy). Uważaj na siebie. Czasem niektóre rzeczy wymagają czasu. A cel i tak osiągniemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie... przejmujemy się takimi pierdołami powinnyśmy sobie wytłumaczyć, że studia to tylko dodatek... tym bardziej, że mam już wykształcenie wyższe i tytuł inżyniera. moja Mama dlatego się tak potwornie martwi, bo miałam kłopoty ze zdrowiem. wiele razy słabłam na zajęciach, najprawdopodobniej z przemęczenia, albo niejedzenia, bo nie miałam kiedy zjeść czegoś porządnego. no i papierochy robiły swoje, a ja głupia nie mogę się od nich odzwyczaić :(

      Usuń
  11. to się chwali, że jesteś perfekcyjnie ambitna i, że dążysz do celu mimo życiowych zakrętów. ale jeśli w głębi siebie czujesz, że jednak dasz radę i ta gonitwa cię mobilizuje w pewien sposób to ładnie. a w dzisiejszych czasach mało takich ludzi jak ty :) imponujesz mi!

    ja studiowałam 2 kierunki, ale mi je zamknięto z powodu coraz to małej ilości ludzi na zajęciach... koszmar! zraziłam się i postanowiłam poszukać pracy, może to nie szczyt marzeń, ale już mam propozycje zostania zastępcą kierownika więc chyba się opłaciło.
    a tobie powodzenia kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Kochana! jak miło czytać takie słowa :)
      mam nadzieję, że dam radę, wydaje mi się, że powinnam dać, tylko muszę trochę wyluzować. wtedy powinno być dobrze ;)

      o matko... toż to szczyt chamstwa zamknąć kierunki w toku studiów... nie dziwię się, że się zraziłaś, ale widzę, że z pracą ładnie się układa, więc również z całego serducha życzę Ci powodzenia :)
      dziękuję :)

      Usuń
    2. dokładnie trzeźwe myślenie nakręca apetyt na więcej :)
      dokładnie chamstwo bez granic, ale narazie jest mi dobrze jak jest mimo, że mam skończone liceum i zdaną maturę. według mnie i tak zaszłam daleko :)

      Usuń
    3. zgadza się :)
      pewnie, że tak! grunt, że doceniasz siebie i wiesz na co Cię stać ;)

      Usuń
    4. szanowanie człowieka w pracy to coś bezcennego i wiem, że mimo pewnych zgrzytów to jestem tam kimś więcej niż zwykłym pracownikiem. a po za tym nie dam sobie w kasze dmuchać.

      Usuń
    5. wiem o czym mówisz :) mialam tak na praktykach. mój szef powiedział, że nie chce, bym pracowała w zieleni, tylko zaprosił mnie do pracy w biurze (a ja wolałam pielić, bo bałam się że w biurze coś schrzanię :D). docenił mnie bardziej, niż ja siebie doceniałam. i nauczył wiele :) dlatego szanuję takich pracodawców :)

      Usuń
  12. Jakoś sobie dasz radę ja w ciebie wierzę :) Dobrze, że się nie poddajesz i walczysz o to co tak naprawdę jest dla Ciebie w życiu najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, że wierzysz ;* jak to mawiają: zesram się a nie dam się ;D

      Usuń
    2. No właśnie i to mi się podoba :)

      Usuń
    3. mi też, choć niekoniecznie dosłownie ^^'

      Usuń
    4. To akurat wiadomo :)

      Usuń
  13. Dopóki Twoja ambicja nie będzie chora, to będzie ok. Będzie ciężko i męcząco, ale dasz radę. Cek, to dobra motywacja :-) Pamiętaj jednak, że nie warto robić pewnych rzeczy kosztem zdrowia!
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to już wiem, dlatego postanowiłam uważać na zdrowie ;) myślę, że będzie dobrze - ostatnio brakowało mi trochę optymizmu :)

      Usuń
  14. No coz, zdecydowanie lepiej miec jakies ambicje (oby nie chore) i realizowac swoje plany, niz siedziec bezczynnie, patrzac w sufit i narzekac na otaczajacy swiat...
    Nerwica to paskudna choroba, polecem melisse lub lawende.
    Trzymam kciuki za powodzenie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na szczęście moje ambicje nie są jeszcze chore, przynajmniej taką mam nadzieję :)
      meliskę popijam wieczorem, a z lawendą kupiłam sobie płyn do kąpieli, więc regeneruję się :D
      dziękuję bardzo :)

      Usuń
  15. oj powiem ci, ze mam dokładnie ten sam problem... co prawda mój szef od praktyk niczego mi nie proponował, ale intensywnie szukam pracy, chociaż nie mam pojęcia jak zdołam ją pogodzić z tym koszmarnym planem. ale pocieszam się myślą, że jak zwykle wszystko się jakoś ułoży, u Ciebie na pewno też ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem dobrze jest mieć taką myśl: "jakoś to będzie". :) nie jesteśmy w stanie przewidywać, ale nadzieja dodaje sił :)

      Usuń
  16. Nie poddawaj się, będzie dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Więc proponuje a nawet zalecam - wyłączyć zamartwianie się na tydzień :) a włączyć relaks i odpoczynek - zamartwianie się niczego nie zmieni... Dobrze że jesteś ambitna - powoli, spokojnie, poradzisz sobie - dzień po dniu. Z czasem jakoś wszystko się poukłada - zobaczysz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam taki głupkowaty charakter, że sporo się zamartwiam. ;P i wiem, niepotrzebnie. a najgorsze, że martwię się sprawami, na które nie mam wpływu - takie należy czasem po prostu zaakceptować.

      Usuń
  18. Ten ktoś kto układał ten plan zajęć musiał chyba wcześniej coś łyknąć...
    No cóż Ci mogę poradzić... oby do przodu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oni tam wszyscy łykają coś regularnie ;D
      oby, oby :)

      Usuń
  19. Trochę głupia sytuacja, ale wierzę, że podjemiesz rozsądną decyzję i wyjdzie Ci to na dobre :))

    OdpowiedzUsuń
  20. :) entuzjazm i siła najważniejsze, ale też samozaparcie i dążenie do celu :) mi ostatnio wszystkiego tego brakuje, czuję się jak wypompowana krewetka, zimy niby już nie ma, ale wiosny też nie widać, pogoda barowa nic tylko spać i spać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. toż to chyba przesilenie wiosenne nas dopadło? tak mi się wydaje, senna jestem i słaba :<

      Usuń
  21. gratuluje tytułu inżyniera!!! oraz pracy w zawodzie!! to super okazja, no i masz rację, mało kto może się pochwalić dzień po obronie propozycją pracy w zawodzie!! mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży, że wszystko poukładasz i będziesz mieć na to siły, chociaż... trochę się i martwię, ja ostatnio wzięłam na siebie dużo, za dużo i niestety zasłabłam z przemęczenia, mam nadzieję, że Ciebie to nie spotka!

    ja tak na dobrą sprawę, to może ze 3 razy miałam z tym do czynienia? w tym tylko raz paliłam, a dwa razy siedziałam z ludźmi, który palili więc chcąc nie chcąc też coś wciągnęłam,...

    mój kumple po trawce sięgnął po tzw. ciężkie narkotyki i niestety od jakiś 2 lat ma problemy psychiczne, facet ma 25 lat. strasznie mi go szkoda, kiedyś był moim dobrym kumplem, a jakieś pół roku temu, jak go spotkałam, to mnie chyba nie poznał, tj. na początku na pewno nie wiedział, kim jestem, a później, to już sama nie wiem, czy sobie przypomniał, a był naprawdę moim dobrym kumplem, w pewnym etapie jego życia była jego jedną z bliższych koleżanek.... smutne. ale niestety prawdziwe, no i obawiam się, że ON się jednak nie opamięta, nie sam, moim zdaniem potrzebuje on specjalisty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję z całego serducha za każde dobre słowo :))) niestety, wiem o czym mówisz, również słabłam kilkakrotnie z przemęczenia, dlatego muszę być teraz ostrożniejsza. Ty na siebie również uważaj ;)

      rozumiem. u mnie też na palcach jednej ręki można policzyć te "razy" - no, może na dwóch ;)

      to jest przykra różnica między marihuaną a alkoholem. wielu ludziom wydaje się, że to pierwsze nie robi krzywdy, że ludzie są wtedy pokojowi, śmieją się, nie mają kaca na drugi dzień, że nie uzależnia, za to można wpaść w alkoholizm. ale to nie do końca tak jest. czasem lekkie narkotyki nie wystarczają. a jeśli dana osoba twierdzi, że "to słabe", to najprawdopodobniej jest już uzależniona. mam szczerą nadzieję, że Twój kolega się opamięta i nie zmarnuje sobie reszty życia. młody jeszcze jest, tylko 2 lata starszy ode mnie...

      Usuń