czwartek, 6 marca 2014

Dobrze jest mieć swojego Anioła

Wspomnienia z dzieciństwa zacierają się w mojej pamięci z wiekiem, jednak jedno nie odstępuje mnie na krok. Miałam nie więcej, niż cztery lata. Lubiłam być utwierdzana w tym jak wszyscy w domu kochają swoją małą jeszcze wtedy jedynaczkę. Biegłam do Mamy: "Mamusiu, a kochasz mnie?" Odpowiadała: "Tak, kocham cię". To samo pytanie zadawałam Tacie, odpowiadał: "No pewnie, kocham cię". Podobne odpowiedzi słyszałam od Babci i Wuja. Dobrze pamiętam, że o mało nie zamęczałam ich tym pytaniem na śmierć i wcale nie dziwię się, że czasem mieli dość.

Była jednak jedna Osoba, która nigdy mnie nie miała dość, nawet, kiedy okazywałam się małym szatanem. Na pytanie, czy mnie kocha, Dziadek nie odpowiadał tak, jak reszta domowników. Do dziś pamiętam jego: "Asieńko, a kto by cię nie kochał? Ciebie nie da się nie kochać." Zawsze szłam do Niego z tym pytaniem na końcu, bo chciałam się upewnić, że nikt nie odpowie mi tak, jak On. Nigdy się na mnie nie zezłościł, nigdy nie nakrzyczał, nawet kiedy skradałam się do Jego łóżka o czwartej nad ranem i darłam się na całą papę: "Dziadku ja chcę grać w karty!" Albo jak budziłam Go prezentując moją nową wymowę słów "rower" i "rura", gdyż właśnie nauczyłam się wymawiać głoskę "r". Nie przeszkadzały Mu nawet tak brutalne pobudki, jak próba ugrzania lodowatych stóp o Jego stopy. A kiedy zobaczył, jak traktuję Jego kury kijem, zamiast na mnie nakrzyczeć, usiadł na schodach i popłakał się ze śmiechu na widok mojej wystraszonej miny. Nigdy nie był na mnie zły. Zawsze spoglądał na mnie z uśmiechem. Tak, byłam Jego oczkiem w głowie. Bawił się ze mną w piaskownicy, pamiętam nawet Jego ulubioną foremkę. Lubiłam patrzeć na Jego twarz. Było na niej dobro, miał takie ciepłe oczy, pamiętam je do dziś. Dziś wiem, że było też na niej cierpienie, choć wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Był moim najlepszym Przyjacielem.

Kiedy miałam siedem lat dziadek zachorował na chorobę Alzheimera. Mama przygotowywała mnie do tego, że Dziadek się zmienia, że z czasem może nie pamiętać mojego imienia. Tak też się stało - zaczął mylić mnie z Mamą. Mówił: "Jak to nie jesteś Gosią? Przecież masz takie same, zielone oczy." Powoli przyzwyczaiłam się do bycia moją Mamą dla Niego. Z czasem bardzo schudł, potrzebował opieki. Próbowałam oswoić się z myślą, że odchodzi. On, mój najlepszy Przyjaciel. Kiedy nie otaczało Go grono pielęgniarek i lekarzy, siedziałam na poręczy fotela i przyglądałam Mu się. Nie miał już ciepła w oczach. Na jego zmęczonej i wychudzonej twarzy widziałam tylko cierpienie. Nie podchodziłam już do Niego, bo wiedziałam, że znów pomyli mnie z Mamą. Nie rozpoznawał mnie już ponad pół roku.

Pewnego, niedzielnego wieczoru idąc pokazać Mamie zadanie z matematyki, przechodziłam przez pokój w którym leżał. Próbowałam Go zignorować, Jego widok był dla mnie już zbyt przykry. Wtedy usłyszałam: "Asieńka moja kochana... Moja malutka. Kto by ciebie serduszko nie kochał?" Pamiętam tylko, że zeszyt z matematyki wylądował z hukiem na podłodze, a ja się do Niego mocno tuliłam, trzymając Go za rękę i rycząc jak bóbr - jak teraz. Nie mogli mnie od Niego odciągnąć. Nie chciałam Go zostawiać, bo w końcu wiedział, kim jestem. Tamtego wieczoru rozpoznał mnie po raz ostatni. Dokładnie tydzień później, w następną niedzielę, odszedł na zawsze.




Zmarł 27 lipca 1998 roku. Długo nie mogłam przyzwyczaić się, ze Go nie ma. Widziałam, jak cierpiała Mama, jak codziennie chodziła na cmentarz, jak płakała po nocach.

Śmiejcie się z mej przesądności, jednak po śmierci Dziadka (początkowo trochę nieświadomie) związałam swoje życie z liczbą 27. Widzę ją, gdy spoglądam na zegar, na rejestrację przypadkowego samochodu, czy numer mijanego domu. Kiedy zdarzały się jakieś małe cuda w moim życiu, szczęśliwe chwile - przeważnie był to 27 dzień miesiąca. Mój numer w dzienniku w gimnazjum - 27. Dzień, w którym dowiedziałam się, że dostałam wymarzoną pracę - 27 kwietnia. Dzień, w którym dowiedziałam się, że zdałam egzamin z rysunku - 27 czerwca. 27 było wszędzie, gdzie działo się coś dobrego w moim życiu, lub kiedy pojawiała się przestroga. Z czasem, jak z datą egzaminu, zaczęłam doszukiwać się tej liczby, bo wiedziałam, że Dziadek wtedy jest przy mnie, że czuwa nade mną i nadal jestem Jego oczkiem w głowie, choć minęło już wiele lat.

Rzadko mi się śni, jednak kiedy taki sen się już przytrafi, zapamiętuję go na bardzo długo. Zwykle śni mi się przed wydarzeniami, których się boję, lub które mnie stresują. Przyśnił mi się pierwszy raz po paru latach przed moją obroną. Siedział na moim łóżku i mówił: "Dasz sobie radę, przecież jesteś najlepsza, a ja przy tobie będę, Asieńko, jak zawsze." Nagle pospiesznie dodał: "O, ale już mój czas. Zobacz na zegar, zbliża się 8:00, zaraz zadzwoni ci budzik, muszę iść..." Kiedy był przy drzwiach, budzik zadzwonił o godzinie 8:00. Wyskoczyłam z łóżka, jak z procy, jeszcze w półśnie, miałam nadzieję, że choć na chwilę Go zobaczę, ale Jego już nie było. Podobny sen miałam po kłótni z P. Śniło mi się, że Dziadek znów siedział na moim łóżku i mówił: "Daj spokój, nie złość się na niego, to dobry chłopak. Kocha cię przecież nad życie, tak jak ja."

"Dobrze, że masz swojego Anioła" - powiedział mi kiedyś P., kiedy opowiedziałam Mu o Dziadku, chociaż sam jest niewierzący. On daje mi siłę i wiarę w siebie, myślę o Nim przed każdym egzaminem, przed każdą trudną rozmową, przed każdym ciężkim dniem. 

Dzięki Niemu wiem, że nie jestem sama. 

105 komentarzy:

  1. Mogłabym napisać wiele, w tym złorzeczyć na swojego dziadka, który jest okropnym człowiekiem, ale nie jestem w stanie... mam łzy w oczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chusteczkę? :* napiszesz mi innym razem. :* ja beczę cały czas, tak mnie naszło na wspomnienia, ale chciałam Wam opisać w końcu to, co jest dla mnie tak cholernie ważne.

      Usuń
    2. I pięknie Ci wyszło, takie wyznanie prosto z serca :*

      Usuń
    3. dziękuję :* pod koniec wkurzyłam sie, że się tak rozpisałam ;P ale nie mogłam wyrzucić ani wersu...

      Usuń
    4. Nie mogłaś, bo to odebrałoby notce cały sens. Naprawdę, tu każde słowo jest ważne.

      Usuń
    5. każde płynęło prosto z serca :)

      Usuń
    6. a właśnie wróciłam z uczelni, zjadłam czekoladę i za godzinkę lecę do szefa ustalić grafik :) a u Ciebie? :)

      Usuń
    7. Doczytałam dziś książkę naukową kolejną i znów walczę z licencjatem :)

      Usuń
    8. no proszę :) i jak Ci idzie?

      Usuń
    9. Najnudniejsza część w sumie, taki długaśny opisowy rozdział, ale... jestem do przodu :)

      Usuń
    10. najważniejsze, że udało się przebrnąć :))

      Usuń
  2. twój dziadek bardzo przypomina mojego. z tym, że ja mogę się cieszyć, że jeszcze swojego mam przy sobie.

    i wiesz co? ja wierzę akurat w takie rzeczy. może nie do końca rzecz osobową...ale w pewną energię, tą pozytywną, którą ten, kto nas kochał, do nas przesyłać ciągle może. więc..dobrze, że możemy to nieraz odczuwać tak wyraźnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. więc ciesz się :)) mój niestety nie dożył 70 lat. a to chłop jak dąb był, okaz zdrowia i wszyscy w domu byli w szoku, że tak go nagle położyło.

      dobrze jest w to wierzyć, bez względu na to w jakiej postaci sobie wyobrażamy tę energię. ja miałam taki czas, kiedy byłam ateistką, ale wtedy to wszystko się tak nasilało, że po prostu nie byłam w stanie dłużej nie wierzyć.

      Usuń
    2. los się różnie układa widzisz. u mnie i babcia i dziadek mają ponad 80 lat, a tryskają doskonałym zdrowiem i energią. jasne, mają jakieś tam problemy, stawy im strzelają, nadciśnienie atakuje...ale jednak.

      po prostu, kto czego potrzebuje:) jakiego rodzaju wiary albo jej braku...pełna dowolność, że tak to określę. bo to czucie, a nie żadne logiki i każdy ma swoje:)

      Usuń
    3. najważniejsze, że się trzymają i oby jeszcze jak najdłużej żyli! ja niestety już dziadków nie mam. dziadka ze strony taty nawet nie znałam, bo zmarł, kiedy mój tato miał 16 lat. babcie miałam dość długo, bo odeszły, kiedy byłam w liceum, ale naoglądałam się tak przykrych obrazków - szczególnie w przypadku Babci, która mieszkała z nami - że może lepiej, że skończyły się ich cierpienia.

      dokładnie, najważniejsze to podążać za swoimi potrzebami. :)

      Usuń
    4. no ja nie poznałem za dobrze z trochę innych powodów.
      i czasem tak jest. w pewnym momencie niestety można powiedzieć, że to śmierć staje się ulgą- i dla tej osoby i dla otoczenia.

      otóż to, nie oglądać się w tym na innych:)

      Usuń
    5. prawda to... przez pół roku byłam świadkiem ogromnego jej cierpienia. podziwiałam wtedy moją mamę, bo nie wzywała pielęgniarek i wszystkim zajmowała się sama...

      czasem trudno, bo spoleczeństwo wywiera taką presję, że czasami brakuje mi słów...

      Usuń
    6. cóż, to akurat mogę zrozumieć.

      to fakt akurat. ja czasem np. wolę nie mówić nieraz o swoim wyznaniu, bo jak mam słuchać po raz milionowy, że trzeba mi egzorcysty albo jestem naiwny jak mało kto i prymitywny, to mi się odechciewa XD ale cóż, nie można się oszukiwać. trzeba dumnie swoją ścieżką kroczyć:)

      Usuń
    7. trzeba żyć po swojemu po prostu. w zgodzie ze swoimi przekonaniami, czy wierzeniami :) chociaż głupie komentarze są w stanie dołować, czy wkurzać...

      Usuń
    8. są, ale tonie znaczy, że można spuścić głowę że tak rzeknę:)

      Usuń
    9. no nie :) z tym, że czasem jest naprawdę trudno.

      Usuń
    10. nikt nie obiecywał, że łatwo jakoś ma być:) ale...gdyby było za łatwo, to też byśmy może nie potrafili tego docenić?

      Usuń
    11. coś w tym jest... trudy muszą być wpisane w nasze życie :P

      Usuń
    12. inaczej byśmy tylko pod palmami siedzieli i się od much odpędzali, co to za życie?XD

      Usuń
    13. oj tam, od razu od much :D

      Usuń
    14. komary mogą być :D

      Usuń
  3. Wow choć to się czasem zdarza. Dobrze mieć anioła stróża.

    Mnie kiedyś coś dziwnego życie uratowało. Dawno temu ... chciałam popełnić samobójstwo - wbiec pod samochód (idiotyzm jak teraz o tym myślę) i jak już próbowałam wbiec pod auto coś lub ktoś mnie pociągnął za rękę mocno tak , że aż się wywalił . A nikogo nie było tylko ja i kierowca , który z przerażeniem na mnie trąbił. Na dodatek auto mu się nagle zepsuło to też dziwne.

    Może to tez jakiś anioł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo możliwe, że to Anioł, ja wierzę, że każdy z nas takiego ma ;)

      Usuń
    2. Oby , bo my robimy czasem takie głupoty więc ktoś musi nam pomagać :P

      Usuń
    3. no, żeby Ci lepiej więcej nic podobnego do głowy nie przyszło!

      Usuń
    4. Już nigdy :) wtedy na prawdę miała ciężki okres :)
      Ale dzięki tamte przeżyciu udało mi się 2 osoba pomóc(odwieść od działania), które chciał popełnić samobójstwo .

      Usuń
    5. jak widać, nawet takie sytuacje mają swoje "plusy"

      Usuń
  4. Masz piękne wspomnienia - i szczęście że miałaś takiego dziadzia - który był wspierał, kochał. Zachowaj te wspomnienia w najgłębszej szczelinie serca. Ciągle jest przy Tobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zachowuję te wspomnienia w serduchu od dziecka :) pomagają mi w trudnych chwilach.

      Usuń
  5. Pięknie to napisałaś, można pozazdrościć Ci wspomnień o tak wspaniałym dziadku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam go bardzo krótko, bo zmarł, kiedy miałam osiem lat, ale też dzięki Niemu moje dzieciństwo było tak wyjątkowe :)

      Usuń
    2. Ale jeszcze dobrze go pamiętasz i zapamietasz to na bardzo długo

      Usuń
    3. z pewnością tego nie zapomnę

      Usuń
  6. Wzruszająca historia, od której przeszły mnie ciarki i gdybym nie miała zakazu stresowania się to pewnie bym się rozpłakała. Naprawdę zazdroszczę Ci dzieciństwa. To na pewno było wspaniałe uczucie wiedzieć, że wszyscy Cię kochają, a nie tolerują. Taki dziadek to skarb. Nawet nie umiem sobie wyobrazić w takiej roli mojego.
    Właśnie skończyłam czytać książkę i nie długo ją zrecenzuję. Myślę, że przed przeczytaniem tej recenzji powinnaś pomyśleć o dziadku, bo temat tej książki to właśnie próba pogodzenia się ze śmiercią bliskiej osoby. Zadedykuję tą notkę dla Twojego dziadka :) Wiążę się również z jedną piękną historią, która na pewno Ci się spodoba :) Notka o książce niebawem, bo dziś jeszcze muszę napisać coś w ramach egoizmu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie płacz :* tak, to było świetne uczucie (i nadal jest). dzięki temu czułam i czuję się szczęśliwa.
      przeczytam z ogromną przyjemnością :* dziękuję Kochana :)

      Usuń
    2. Dziadek z pewnością wiele Cię nauczył :) Na pewno wiary w siebie, poczucia własnej wartości, otwartości i wiele innych rzeczy, których nie da się wywnioskować z tej notki :)

      Usuń
    3. z czasem te wszystkie cechy o których wspomniałaś niestety się we mnie zacierały. ale fakt faktem, samo wspomnienie o nim przypomina mi o mojej wartości :)

      Usuń
    4. Gdyby żył, na pewno by do tego nie dopuścił. Niech pamięć o tym pomoże Ci walczyć z kompleksami :)

      Usuń
    5. nawet nie tyle z kompleksami, co ze zbyt dużym braniem wszystkiego do siebie :)

      Usuń
    6. A to nie jest też jakiś rodzaj kompleksu? :D Tak w ogóle to ja sama chyba powinnam zainteresować się tym tematem. Ja biorę do siebie nawet rzeczy, których nie ma xD

      Usuń
    7. ja to odbieram raczej, jako głupią cechę charakteru, która specjalnie mi nie przeszkadzała do tej pory, ale przez nią dużo rzeczy się na mnie odbijało...

      ano właśnie, moja Droga :D

      Usuń
    8. A co się stało? Opowiadaj.

      Usuń
    9. dużo by opowiadać :) po prostu wiele razy dostałam kopa w tyłek za zbyt dobre serce i obrywam nadal...

      Usuń
  7. Bardzo współczuję, to jedna z najstraszniejszych dla mnie chorób, musiało Ci być naprawdę ciężko.

    Ruda, na razie jeszcze ruda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja miałam wtedy 7 lat, więc pamiętam to średnio. często miałam się zamykać u siebie w pokoju. podziwiam moją Mamę, która to wszystko dzielnie znosiła.

      Usuń
  8. z takich rzeczy nie ma się co naśmiewać czy ignorować. często one są (jak dla mnie) powiązane z Pismem Świętym. warto sobie sprawdzić.
    mój tata nigdy mi nie mówił, że mnie kocha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy ma na to swoje teorie :) dla mnie to nawet się zgadza, bo jestem wierząca ;)

      Usuń
    2. również jestem wierząca. :) wydaje mi się, że już wiele doświadczyłaś w swoim życiu, skoro kierujesz się w większości sprawach wiarą. a w szczególnie takiej.

      Usuń
    3. różnie to u mnie bywało. szczególnie z wiarą - swego czasu byłam ateistką. ale nie mogłam długo tak...

      Usuń
    4. czegoś brakowało, tak?

      Usuń
  9. Masz piękne wspomnienia. W dodatku zawsze możesz liczyć na niego - na swojego anioła stróża. Masz wyjątkowe szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda :) ogromnie jestem szczęśliwa, że nadal Go mam i wierzę, że pewnego dnia się spotkamy :)

      Usuń
  10. Wzruszające, aż mam łzy w oczach. Przypomniałaś mi o moim dziadku, z którym tez łączyły mnie silne więzi i który zmarł w tamtym roku.. Nawet nie wiesz jak wiele łączy Twoją i moją historię..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyobrażam sobie :* mój niestety odszedł wiele lat temu, kiedy byłam mała. dzisiaj łatwiej mi o tym mówić, ale wiem, że dla Ciebie wszystko jeszcze jest świeże...

      Usuń
  11. czuje łzy na moich policzkach :*
    od razu pomyślałam o moim dziadku - najwspanialszy człowiek na świecie. nie wyobrażam sobie, że kiedyś zniknie z mojego świata. uwielbiam spędzać z nim czas, rozmawiać, żartować. nikt tak we mnie nie wierzy jak on i nikt nie jest ze mnie tak dumny. to nie prawda, że nie ma ludzi niezastąpionych :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie płakaj :*
      więc ciesz się każdą chwilą z Nim :* nie pozwól zmarnować tego czasu :*

      Usuń
    2. i to najważniejsze :) :*

      Usuń
  12. Ja miałam taki dobry kontakt z babcią :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziadkowie to wspaniałe istoty - naprawdę, mi mojego dziadka też brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda... trudno się oswoić z myślą, że kogoś już nie ma...

      Usuń
    2. nie wyobrażam sobie ponownej utraty kogoś bliskiego ...

      Usuń
    3. ja się boję o tym nawet myśleć

      Usuń
  14. Wzruszająca historia. On zawsze będzie z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wierzę w to z całego serducha. ;)

      Usuń
  15. Mój też odszedł 27... Też był moim Aniołem. Tak samo jak babcia. Kurde, wzruszyłam się fest, czytając Twe słowa. Mnie nadal boli, że ich nie ma. Byli najwspanialszymi dziadkami jakich można sobie wymarzyć. Za szybko odeszli. Oboje. Minęły dopiero 2 lata. Ból jest świeży. A miłość na zawsze pozostanie.

    3maj się Asik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2 lata to bardzo niedawno... trudno jest się z tym wszystkim oswoić. ściskam mocno. wierzę w Twoje Anioły :* dasz radę :*

      Usuń
  16. Piękne i wzruszające wyznanie.

    Mój dziadek też był przecudownym człowiekiem i mam mnóstwo wspaniałych z nim wspomnień. Niestety odszedł za wcześnie... Brakuję mi go do dziś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to zdaje się być tak niesprawiedliwe, że niektóre wspaniałe osoby tak prędko odchodzą... za nimi tęsknota chyba nigdy nie mija...

      Usuń
  17. Chodź osobiście jestem nie wierząca, to życzę Ci aby dziadek w każdej chwili Cię wspierał i był przy Tobie, a czytając notkę aż się popłakałam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... i super, że miałaś taką sytuację z dziadkiem, jest co wspominać! :*
      Mój dziadek jest w sumie Moim największym wrogiem .

      Usuń
    2. dziękuję :* czuję Go, że jest, w każdej chwili :) dzięki temu jest mi łatwiej :)
      a są jakieś szanse na to, byście się pogodzili?

      Usuń
  18. Nie, mieszka tu gdzie ja, w tym samym domu, ale prawie 2 lata nie wymieniliśmy ani słowa, może poza dwoma sytuacjami, w których wyzywaliśmy się od najgorszych. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie nie ma się czym przejmować, taki typ człowieka...

      Usuń
    2. chyba, że tak. cóż, bywają i takie przypadki

      Usuń
  19. Cóż, mi chyba brakuje takiego anioła..

    OdpowiedzUsuń
  20. Wspaniałe słowa, które sprawiły, że w moich oczach pojawiły się łzy :( Cudownie jest mieć takich aniołów, szkoda tylko, że nie ma ich już wśród nas, nie można z nimi porozmawiać, przytulić się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. własnie... czasami zastanawiam się, co by mi dziś powiedział, jak cieszyłby się z mojej obrony, czy wcześniej zdanej matury, jak dogadywałby się z P. - bo na pewno by się dogadali :) wtedy mam łzy w oczach.

      Usuń
  21. słowa piękne, budujące, że ktoś tam gdzieś nad nami czuwa i chroni... mimo że już go nie ma blisko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wierzę, że gdzieś tam jest. przyzwyczaiłam się, że nie ma go tutaj. bardzo krótko miałam go przy sobie "fizycznie", bo zmarł, gdy miałam osiem lat. ale zdążył zostawić kawał pięknych wspomnień ;)

      Usuń
  22. Ja się dosłownie rozpłakałam...na takie momenty warto czekać. On wiedział, że Cię kocha, tylko być może choroba nie pozwoliła mu tego okazać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to łap chusteczkę :*
      wtedy mnie nie poznawał... nie poznawał już nikogo, moich rodziców, babci i mnie. w moim tacie widział swojego zmarłego brata... okropna choroba. ale ten moment, gdy rozpoznał mnie tydzień przed śmiercią, zapamiętam do końca życia...

      Usuń
    2. On chyba chciał, żebyś zapamiętała go takim jak kiedyś...tym kochającym. Okropna jest ta choroba, wiem...ale jak widać nic nie może zniszczyć prawdziwej natury człowieka.
      Dzięki, miękka jak aksamit :)

      Usuń
    3. też tak myślę. i właśnie dlatego staram się go pamiętać tylko takim :)

      Usuń
  23. Potrafisz wzruszyć człowieka! Dla mnie nikt taki serdeczny nie był kiedy byłam malutka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może jeszcze los Ci to wynagrodzi ;)

      Usuń