Gdyby ideały istniały, mogłabym powiedzieć, że mam idealnego faceta. Pracuje za dziesięciu. Dniówki, popołudniówki, nocki, a nawet dorywcza praca. Kiedy liczę na wspólny weekend, dowiaduję się, że w weekendy jest większa płaca i warto wtedy zrobić nadgodziny. Kiedy okazuje się, że weekend jednak jest wolny, przyjeżdża do mnie, pada na łóżko i z wyczerpania mógłby zasnąć w ułamku sekundy, gdybym nie marudziła mu nad głową.
Czasem sobie myślę, że jestem wstrętną, marudną babą. Doskonale wiem, jak On się poświęca, że robi to dla nas, dla naszej wspólnej przyszłości. Że nie poszedł na studia, by móc pracować i zarabiać. Że prosił mnie, abym poczekała, abym była cierpliwa. A ja ostatnio jestem tak rozstrojona nerwowo, że potrafię się rozryczeć na dzień dobry tylko dlatego, że powiedział mi, że przyjechał autem. Śmiejcie się! No jak to? Przecież w poniedziałek masz imieniny. Kupiłam wino, wszystko przygotowałam...
Karcę siebie za to, że nie doceniam tego, co mam. Wiem, że przesadzam. Tylko czasem tęsknota wygrywa. Jest jak igła wbijana prosto w serce. Nie radzę sobie z nią. Cały miniony tydzień użerałam się z uczelnią, na której niestety nie panuje przyjemna atmosfera. Wracając styrana do domu, myślałam tylko o tym, by móc się do Niego przytulić i zapomnieć o tych wszystkich ludziach i przykrych sytuacjach. By zapomnieć o codziennej samotności. Ale teraz będziemy widywać się raz na tydzień i zapewne niezbyt długo, bo zmęczenie da Mu się za bardzo we znaki, tak, jak wczoraj... Będzie pod górkę i coraz trudniej, a ja nie mogę przestać myśleć o wspólnym mieszkaniu i o tym, że po okropnym dniu będę mogła wyryczeć się w Jego koszulę i zasnąć przy Nim, zamiast walczyć z tym wszystkim sama.
Każda z nas chyba ma chwile, gdy jest wielką marudą i nic nam nie pasuje. Wiem to, bo sama też potrafię się czepiać o wszystko. Jest w porządku, mam wszystko, a jednak znajdę jakiś drobiazg, coś co potrafi w sekundę mnie zdenerwować i już czar pryska. :) Jednak warto się zatrzymać i przestać marudzić, bo przecież tak naprawdę powody naszego marudzenia zwykle nie są tak poważne, o wiele lepiej docenić to co dobrego mamy. :)
OdpowiedzUsuńWarto się zatrzymać. Ale czasem po prostu trafia mnie szlag :P
UsuńJestem o to sama na siebie zła i to tylko dobija mnie wewnętrznie. Wtedy nie umiem poradzić sobie z tym, że po prostu tęsknię.
Ja też zachowuję się najpierw, tak jak się zachowuję, a potem mi smutno i źle, że tak postępuję. Tęsknota jest czasami bardzo dobijająca, ale dzięki niej zdajemy sobie często sprawę, że mamy coś co warto docenić i warto powstrzymywać się przed marudzeniem i oszczędzić kochanej osobie stresów naszym zachowaniem. :D
UsuńJa na dodatek mam choleryczny charakter - nerwus ze mnie. I mam dokladnie, jak Ty. Ostatnio łapię się na tym, że często go przepraszam, bo wiem, że przesadzam. Ale i tak ostatnio się pilnuję :D
UsuńZe mnie czasami też, mam swoje humorki na dodatek. :D Ja też najpierw narozrabiam, a potem przepraszam, odkręcam i żałuję, że czasami zachowuje się trochę dziwnie. :) Jednak na szczęście moi bliscy w miarę rozumieją, że mam swoje "akcje" i już tak ich to nie rusza :D
UsuńBo widzisz, grunt to przyzwyczajenie :D
UsuńTakie już jesteśmy, potrzebujemy opieki, wsparcia, silnego ramienia. Jeśli mu wytłumaczysz, że to z tęsknoty, to na pewno zrozumie Twoje zachowanie :) Teraz jest ciężko, ale gdy zamieszkacie razem, to będzie dużo łatwiej :*
OdpowiedzUsuńOn mnie rozumie i sam mi powiedział, że nie umie się na mnie długo złościć. Czasem sobie myślę skąd u mnie takie problemy emocjonalne... Czasem sama siebie nie mogę znieść :(
UsuńNie mogę się tego doczekać. :(
To tyle dobrze :)
UsuńJa siebie też, zwłaszcza jak zaczynają się cudowne wahania nastrojów i sama nie wiem czego chcę :/
Ja też czekam, więc łączymy się w bólu razem ;)
Dokładnie... A faceci często myślą, że to uciążliwe tylko dla nich, a my się z tymi naszymi huśtawkami świetnie czujemy, albo co gorsza - robimy to specjalnie :P
UsuńRazem raźniej ;)
No właśnie, a to przecież wcale nie jest od nas zależne, wszystko przez te buzujące hormony :( Ale teraz to nic, w ciąży dopiero będzie masakra...
UsuńMożemy sobie razem ponarzekać :D
Ja juz się boję, co to będzie w ciąży :D Jak mam pms, to potrafię beczeć, śmiać się i krzyczeć w ciągu minuty :D
UsuńOtóż to :D
Będzie prawdziwy hardcore :D Już współczujmy ojcom naszych dzieci ;p
Usuńbiedni, nie wiedzą co ich czeka :D chociaż najgorsze jest to, że jak nieraz jestem taka wredna i widzę, jak on załamuje ręce i łapie się za glowę mowiąc: "ja już nie wiem, co mam robić, ja nie wytrzymam" - to najbardziej mnie bawi w czasie pms i poprawia humor. wiem, jestem potworem :D
UsuńDoskonale Cię rozumiem. Czuję się nie raz podobnie. Z Ciachem widuje się dwa razy w tygodniu, głównie w weekendy. Też jak nie pracuje, to się uczy i wciąż ma coś do zrobienia. Czasem też mi się chce płakać z byle powodu, gdy coś mu wypadnie i nie będzie mógł przyjechać. Zauważam, że on też teraz chce rozkręcać jakiś biznes i nawet go w tym wspierałam, ale aż do tej notki. Bo masz rację, będzie już na tyle zajęty, że w ogóle nie będziemy się widywać.
OdpowiedzUsuńMoże odłóżcie wspólne zamieszkanie na inny czas? Nie warto wykańczać się i psuć waszą miłość. Chyba już lepiej mieszkać osobno i mieć dla siebie więcej czasu, prawda?
Dobrze, że się rozumiemy... Nie jest łatwo. Wydaje mi się, że jesteśmy na takim trudnym etapie. I Wy i my. Musimy do wszystkiego dojść sami. Patrzę czasami na znajome pary i widzę, jak wszystko mają podane na tacy: mieszkanie od rodziców, kasa na ślub, itd. My budujemy to sami. Moi rodzice mówili, że nam pomogą, kiedy dojdzie do oświadczyn i będzie można zacząć poważnie planować, ale tak czy siak, na razie walczymy z tym sami. Dlatego tak się cieszę, że dostałam pracę.
UsuńAle, Kochana, właśnie wspólne mieszkanie rozwiązałoby problem. Mieszkamy osobno odkąd się poznaliśmy. Czasem łapiemy się wieczorem na fb, leżymy w osobnych łóżkach i opowiadamy sobie o swoich dniach i zwykle pada to zdanie: "chciałbym, abyśmy mogli chociaż zasnąć przy sobie"...
Może wystarczy się oświadczyć i wtedy rodzice ruszą z pomocą? :P
UsuńNie wchodzi w grę, byś Ty czasem nocowała u niego czasem on u Ciebie? Ciacho chociaż jak przyjeżdża to zostaje na noc to chociaż mam go więcej, bo przytuli w nocy i obudzi buziakiem rano. Ładuje akumulatorki po prostu.
Może wystarczy lepiej zorganizować czas?
No czekam niecierpliwie :D Zastanawiam się, kiedy do tego dojdzie, bo wiem, że to planuje - powiedzial mi w sylwestra, że ten rok będzie przełomowy dla naszego związku i doskonale wiedziałam, o co mu chodzi. Ale mówił, że zrobi to w specjalną okazję. No to się zastanawiam: moje urodziny, czy nasza czwarta rocznica :D Oj wtedy to ruszą z pomocą na pewno i to ostro :D
UsuńNocujemy czasem u siebie, ale ciągle rzadko... Ja mogę u niego nocować bez problemów, ale on mieszka na pokoju z trójką rodzeństwa, więc sama wiesz... a ja mam brata za jedną ścianą, a moich rodziców za drugą i czasem peszy to, że śpimy w jednym łóżku :D Ale zgadzają się czasem :) Mimo to i tak najbardziej lubię, jak przychodzi do mnie o 6 nad ranem, po nocnej zmianie, kiedy ja udaję, że śpię i gramoli się pod kołdrę ^^
Jejku :D Jaki słodki ten Twój chłopak :D Długo już jesteście razem?
UsuńBo my po dwóch latach stoimy w miejscu, a przynajmniej często tak mi się wydaje :/
No właśnie swoje mieszkanie to jednak będzie swoje, ale za ścianą i tak zawsze będą sąsiedzi :/
W lipcu będzie 4 lata ^^'
UsuńU nas 2 lata to był taki... przełom. Czasem miałam wrażenie, że popadamy w monotonię, ale na szczęście to było chwilowe :)
sąsiedzi to mnie już tak nie martwią xD
To może ja też muszę jeszcze poczekać trochę ;) Bo u nas dwa lata będą jakoś latem, pod koniec roku powinno więc coś się przełamać. Wiesz... ostatnio zaczynam myśleć o ślubie. Wszyscy wokół się zaręczają, hajtają... A ja... ech.
UsuńOdrobina cierpliwości się przyda, z pewnością :) Nie patrz na wszystkich, tylko na siebie i na Was! :)
UsuńPatrząc tylko na nas to zdecydowanie jeszcze nie ten czas :P Mam nadzieję, że chwilowo mi tylko odbijało :D
UsuńA jak między Wami? :) Widujecie się troszkę częściej czy wciąż z tym słabo?
Haha :P no to trzeba czuć. trzeba wiedzieć, że to już :)
UsuńAno jest lepiej :) w minionym tygodniu łapaliśmy każdą chwilę, odbierał mnie z pociągu, albo wpadał na herbatę przed pracą, a ja starałam się z tego cieszyć :) no a dziś planujemy spędzić miły wieczór ^^
To trzymam kciuki by się udał! :D Planujesz coś specjalnego? :D
UsuńWidzę, że trzymałaś mocno :) wiesz, wolałam nie planować, bo najlepsze rzeczy wychodzą na spontanie. poza tym nam wiele do szczęścia nie trzeba, bo tak rzadko się widujemy, że wystarczy nam wtulony wieczór, film, piwo i długie rozmowy :)
Usuńjak tu wszedłem to zgłupiałem, gdzie jestem XD
OdpowiedzUsuńbo czasem potrzebujemy człowieka więcej, a mniej pieniędzy. ale nieraz...warto przetrwa. jeśli naprawdę, pracuje się i poświęca dla większego celu-warto. tylko trzeba uważać, żeby czegoś nie zgubić po drodze. nie zgubić siebie, nie wymazać tego podstawowego uczucia.
i hm...nie wydaje mi się, że przesadzasz. masz słabszy okres, potrzebujesz. to naturalne, takie odczucia, marudzenie nieraz...ważne tylko żeby umieć o tym może porozmawiać. zdecydować wspólnie, czy można coś zmienić, czy trzeba uzbroić się w siłę i przeczekać, zacisnąć zęby, skoro tobie jest źle. bo ma prawo być źle.
w każdym razie, życzę wam powodzenia. żebyście dali razem radę w realizacji tych wspólnych pragnień i nie przestali się przy tym trzymać za rękę.
No bo próbuję zrobić remont i kombinuję jak koń pod górkę :D
UsuńZawsze Mu powtarzam: "przecież praca to nie wszystko, pieniądze też, sam mówiłeś, że jak jest miłość w rodzinie, to i pieniądze się znajdą"... Ale on zdaje sobie sprawę, że do spelnienia naszych marzen musimy dążyć sami. Nie mamy tak, jak nasi znajomi, że większość mają podane na tacy i ciągną od rodziców ile się da. Dlatego tak się cieszę, że mam tę pracę i będe mogła mu (nam) jakoś pomóc.
Okres mam faktycznie paskudny, ostatni tydzień dał mi porządnie w kość, obawiam się, że najbliższe nie będą o wiele lepsze, dlatego odczuwam potrzebę być blisko niego. Kiedy potrzeba jest niezaspokojona, popadam w jeszcze gorszą chandrę i koło się zamyka.
Ale może ta tęsknota nas umocni w tym, co jest między nami. Zawsze staram się widzieć jakieś pozytywy, nawet jeśli mam je widzieć przez mgłę :)
Dzięki :) Mam nadzieję, że damy radę. Dobrze jest mieć Was - blogową brać, kiedy tak ciężko na sercu. Jak czlowiek z siebie wszystko wyleje, od razu robi się lepiej :)
oho, kolejna zmiana, no nie mogę XD
Usuńjak to mówi mój przyjaciel "ja pracuję po to, żeby móc żyć, a nie żyję po to, żeby pracować". bardzo znamienne słowa.
i rozumiem to jak najbardziej. sam musiałem praktycznie pracować od 15 roku życia, dorabiać, bo się nie przelewało. trzeba to trzeba nieraz, zakasać rękawy...ale nie można też się zamęczyć, zajechać. przez przypadek coś cennego poświęcić.
i jak to mawiają, prawdziwa miłość przetrwa wszystko:)
to fakt. przynajmniej właśnie jest gdzie to wylać wszystko:)
No ale już się zdecydowałam :D Tamten wgrałam z jakiejś strony i mi się nie spodobał :D
UsuńSama prawda jest w tych słowach.
U nas też było słabo. Moi rodzice nie mają wyższego wykształcenia, ale bardzo im zależało, żebym ja studiowała. Czasem zastanawiam się, czy zrobilam to wtedy bardziej dla nich, czy dla siebie :) Mama bardzo poświęcała się, pracowała na to, bym miała na bilet miesięczny i na "dzienne" wydatki, z taty pensji żyliśmy na co dzień. Często mówiła, że jej mnie żal, że nie mogę mieszkać w Poznaniu, jak moje koleżanki, że tłukę się pociągami... ale dałam sobie radę :) Myślałam, że skończę te cholerne studia, by kiedyś mieć dobrą pracę i im się odwdzięczyć... P. również ma ciężko. Ma czwórkę rodzeństwa i mieszkają na jednym pokoju. Nie przelewa się, ale robi co może. Właśnie poszedł na nockę, ale udało nam się spędzić miły wieczór, jakby w rekompensacie za wczorajszy :P I udało mi się mu wyżalić :) I teraz jest mi lepiej i jestem pełna gotowości na nowy, ciężki tydzień :P
Przetrwa, wierzę, że przetrwa :)
No, to jest spokój XD
UsuńWidzisz, u mnie oboje byli wykładowcami na uczelni. Ale z ojcem to wiadomo, mama zmarła ponad 3 lata temu, to też zupełnie inaczej. W ogóle, jak nas 5 była, to trudno było się utrzyma. Bo co, pensja mamy, emerytury dziadków- też nie za wysokie, pomimo, że nauczycielskie..to trzeba było iść do pracy.
Czasem tak jest, idzie się na studia, bo spełnia się niezrealizowane marzenia rodziców...ale to nieraz na dobre wychodzi:)
Ważne właśnie, że dałaś- i dajesz radę. I wiesz co? Z taką szkołą życia potem będzie lepiej. Ja mam nieraz takie wrażenie, że jak człowiek nie miał lekko, to potem sobie lepiej wżyciu poradzi, bo jakiś kryzys zawsze może nastąpić-a ty już zaprawiona w niektórego rodzaju bojach:)
No, czyli żale wylane, to już lepiej:) Człowiek nieraz musi po prostu się wygadać i od razu właśnie mu lżej na duszy.
remont skończony, chowamy drabiny i inny sprzęt xD
UsuńRozumiem... i widzę, że i Ty mnie rozumiesz. :) ...rzeczywiście, nieraz wychodzi to na dobre.
Też tak mi się wydaje. Oboje damy sobie radę, bo na tym etapie, na którym jesteśmy, wiemy, jak potrafi być ciężko. Nie wiem, jak będzie w przyszłości, ale trzymam się jego słów: "jeśli w domu będzie miłość, to znajdą się i pieniądze i cała reszta." :)
Jasne :) A dziś nawiedziłam go, bo miał imieniny :D I biedak pokładał się jeszcze, bo nie odespał nocki a ja z jego 4-letnią siostrą oglądałam śmieszne koty na youtube - serio, nie wiedziałam, ze one są takie rozjebane xD
Ano, pono nie ma tego złego...nieraz mądrości ludowe coś w sobie mają XD
UsuńCoś w tym jest. Fakt, że samą miłością człowiek się nie wyżywi, ale jest najważniejsza. Bo motywuje, pozwala do czegoś więcej dążyć.
Widzę, że mało znasz koty XD Uważaj, bo ci opowiem o moich kotach, yb to nic XD
Si :) Dla mnie milość to pierwsze ogniwo łańcucha życiowego... dzisiaj wiem, że bez niej nie chciałoby mi się wstawać z łóżka, jeść, wychodzić, żyć.
UsuńMało, bo u nas w domu kociambrów nigdy nie było :( Opowiedz :D
Pierwsze i ostatnie :> Ale ja mam trochę dziwne teorie XD
UsuńO to opowiem ci o Ganeszu, kocie- słoniu. Zasadniczo, Ganesz powinien być na diecie, no ale, wszyscy go dokarmiają. W każdym razie np. ostatnio taki Ganesz miał jednocześnie katar..i sraczkę. Najgorzej, co? Bo jak kichnął i poszedł mu gil z nosa to się..jednocześnie zesrał XD Takiego zdziwienia na kociej morde i rozpaczy jeszcze nie widziałem XD
Albo mam kota, który kocha wirowanie pralki. Kładzie się zawsze, jak pralka wiruje, przywiera całym ciałem i się wytrząsa. To takie przykłady tylko XD
Nawet nie wyobrażasz sobie, jak poprawiłeś mi humor Genuszem, kiedy wróciłam zła, przemoknięta i uryczana do domu w środę wieczorem :D Widziałam biedaka oczyma wyobraźni :D
Usuńod kilku dni mam dokładnie to samo i wstyd mi, ze tego nie dostrzegam, nie doceniam. że to, co zbudowaliśmy stało się taką codziennością, a nie nadal czymś wyjątkowym.
OdpowiedzUsuńpłaczę w milczeniu z otwartymi oczami.
ale ja doceniam, tylko po prostu, po ludzku za nim tęsknię :(
Usuńtęsknota potrafi być również przyjemna. :)
Usuńczasami, jak mi za bardzo wyobraźnia działa :)
Usuńw takim razie pracuj nad wyobraźnią częściej. :) tworzenie przeróżnych scenariuszy może wciągnąć i umilić czas.
Usuńpracuję, głównie na wykładach :D
Usuńhaha, takie miejsca to jakoś szczególnie pobudzają wyobraźnię. :D jak u mnie lekcje.
Usuńlepsze to, niż liczenie kasetonów na suficie :D
Usuńdokładnie, albo czytanie w kółko jednego i tego samego tekstu od lewej do prawe i od prawej do lewej. :D
Usuńteż :D ja jeszcze czasem rysuję ciuchcię na ławkach z dopiskiem "dorysuj wagonik" xD
UsuńTo chyba w naturze ludzkiej marudzić. Nie ma w nic nic złego. Tylko co do tej pracy to jednak co za dużo to nei zdrowo.
OdpowiedzUsuńtylko mi się wydaje, że czasem przesadzam, ale nie potrafię tego zmienić :(
Usuńteż mam wrażenie, że trochę za dużo jest tej pracy, ale tyle już było rozmów i próśb...
Może cierpi na pracoholizm?
Usuńmyślę, że mamy w naszym związku pewien przełomowy moment i doszedł do wniosku, że jeśli nie odłoży teraz, to poźniej będzie trudniej.
UsuńCzasem każdy marudzi, a my kobiety mamy skłonności do przesady :* Przecież on wie, że Tobie też jest ciężko. Ja za to wiem, że przetrwacie, bo miłość ma moc przecież :) :*
OdpowiedzUsuńDziś trochę nadrobiliśmy na szczęście :) Był czas i na wygłupy, i na czułości, i na żale, i na oglądanie serialu (i to aż dwa odcinki obejrzeliśmy :P). Własnie poszedł na nockę, mówiłam mu, jak się z nim żegnałam, że trochę przegina. A on na to, że wie...
Usuńno fakt, że w tym całym biegu życia teraz łatwo się zatracić i zapomnieć o tym co najważniejsze... mam nadzieję, że wy widzicie te granice :*
Usuńostatnio każdą krótką chwilę staramy się spędzić razem. odbiera mnie z dworca, przyjeżdża na herbatę przed pracą, chociaż ja zasypiam na stole ze zmęczenia...
Usuńkochana, w koncu bedzie lepiej! jak to przetrwacie to to was umocni i zbliży :*
Usuńbardzo na to czekam :*
UsuńTo wbrew pozorom wcale nie są takie błahe powody do marudzenia. Ty po prostu tęsknisz i masz do tego prawo. Od czasu do czasu przydałby Wam się czas na totalne zresetowanie.
OdpowiedzUsuńOj, przydałoby się. Moja mama obiecała, że za moje bóle związane z obroną i problemy ze zdrowiem zafunduje nam we dwoje mały, weekendowy wyskok nad nasze polskie morze, tylko ma się zrobić trochę cieplej :) Każdego dnia myślę o tym "resecie" :D
UsuńNo widzisz, wtedy już żadne obowiązki Wam nie przeszkodzą :)
Usuńto teraz tylko do tego trzeba dożyć :D
UsuńNie mów jak moja babcia xD
Usuńja ostatnio coraz częściej tak :D ostatnio, jak wszyscy mi mówią, że mam się wyspać, to odpowiadam, że wyśpię się w grobie :P
UsuńTylko śmierć i śmierć...:P Oszalała Ty?!
Usuńe tam :D uznajmy to za czarny humor :D
UsuńCzarny jak śmierć :D
Usuńjak dupa szatana :P
Usuńojej szkodą, że tak rzadko się widzicie ,ale tak już bywa w życiu. I chyba każda para tak ma czasem o ile nie mieszka ze sobą. Może uda wam się jakiś weekend cały przeznaczyć tylko dla siebie :)
OdpowiedzUsuńno własnie, dlatego jest nam ciężko, bo nie mieszkamy ze sobą :( odliczam już do kolejnego weekendu z niecierpliwością :)
UsuńJa też ze swoim nie mieszkam i czasem widzimy się 4 raz w tygodniu a czasem raz a nawet było, że cały tydzień się nie widzieliśmy. Takie jest życie. Poza tym trochę tęsknoty nie zaszkodzi.
UsuńNie zaszkodzi, no ale ileż można. Chcialoby już się być na swoim, budzić się i zasypiać obok siebie.
UsuńPowiem ci, że miałam to ponad 4 miesiące(jak na czas remontu mieszkałam u swojego) i po czasie nie jest tak kolorowo.
Usuńwiadomo, że nie będzie jak z bajki. ale grunt, że razem. ;)
UsuńJak ja Cię doskonale rozumiem. Też ciągle narzekam, zamiast cieszyć się z tego, że mam tak cudownego faceta. Tylko my widujemy się znacznie rzadziej.
OdpowiedzUsuńwydaje mi się, że właśnie te rzadkie spotkania chyba przyprawiają nas o te marudzenie...
UsuńBardzo możliwe, choć u mnie to jest chyba bardziej skomplikowana sprawa.
UsuńJeśli masz ochotę - opowiadaj, mamy czas ;)
UsuńJakbym jeszcze wiedziała, o co mi dokładnie chodzi;p Ja mam chyba za duże wymagania względem mojego chłopaka. No i moi rodzice nie przepadają za nim...
Usuńz rodzicami kiepska sprawa... niby nie powinnaś się przejmować, bo mówi się, że to Wasze życie, nie ich. ale jednak wiem, jak słowa rodziców czasem dają w kość.
UsuńSama wiem, jak słowa rodziców ranią. Już tyle się nasłuchałam... Staram się to słuchać jednym uchem, a wypuszczać drugim, ale ogólnie ciężko jest.
Usuńniestety nie pozostaje Ci nic innego, jak zacisnąć zęby... :(
Usuńczasem każdy miewa takie dni, a kiedy ma się kogoś obok, to normalne, że chce się z nim spędzać więcej czasu i mieć go bardziej dla siebie, mam nadzieję, że uda się Wam szybko razem zamieszkać!
OdpowiedzUsuńrozmawialiśmy, uznaliśmy to za nasze, takie inne pożegnanie, to on z tym wyskoczył, nie wiem do końca co przez to rozumieć, znaczy, czy jakoś o tym rozmyślał, czy nie, mam nadzieję, że na dzień dzisiejszy się już z tym nie użera :)
i jak idzie godzenie pracy i uczelni? mam nadzieję, że wszystko jest jak najlepiej! :)
również mam taką nadzieję :)
Usuńoby tak było :)
jakoś sobie radzę - mam za sobą pierwszy tydzień i poki co praca bardziej mnie satysfakcjonuje od kontynuacji studiów... ale zobaczymy, co będzie dalej ;)
Wytrwałości życzę. Nawet po sobie wiem, że tęsknota potrafi wywołać dużo gorsze efekty niż marudzenie, więc i tak trzymasz się dzielnie.
OdpowiedzUsuńDziękuję :* Powiedziałabym, że "robię, co mogę", ale to chyba nieprawda... czasem po prostu wysiadam, nic mnie nie cieszy i nie umiem korzystać z tego, że on jest obok. Na szczęście dzisiaj trochę nadrobiliśmy :)
UsuńOboje jesteście stęsknieni, ale jednocześnie zmęczeni codziennością. Przydałoby Wam się oderwanie, chwila zapomnienia... :)
UsuńDokładnie... planujemy mały wyskok nad morze, ale nie wiem kiedy... podejrzewam, że najszybciej w czerwcu, bo ja w maju kończę semestr, a później egzaminy. Już nie mogę się doczekać:)
UsuńTeż bym szalała z radości, kocham morze :)
Usuńwreszcie ktoś mnie rozumie :D większość osób powtarza mi, że morze jest nudne i dużo ciekawsze jest chodzenie po górach. lubię góry, ale dużo bardziej odpręża mnie gapienie się w rozbijające się o brzeg fale i wsłuchiwanie się w szum morza i mewy... może to przez moją naturę nerwusa :P
UsuńOooo... to! Bezmiar wód mnie powala, jest fascynujący :)
Usuńmogłabym wsłuchiwać i wpatrywać się w niego godzinami :)
UsuńRozumiem i Ciebie i jego. Ale faktycznie czasami trzeba przystopować, zwolnić - zrobić to i dla siebie i dla drugiej osoby. W każdej sprawie można dojść do porozumienia, trzeba tylko rozmawiać o tym i chcieć pójść na kompromis ;)
OdpowiedzUsuńPowodzenia i pozdrawiam :)
Rozmowa nam się przyda i to poważna - ale dzisiaj, jak próbowałam delikatnie, to po raz kolejny zauważyłam, że jego upór nie zna granic :P
UsuńAj, to może być ciężko, ale na pewno znajdziesz jakiś sposób ;)
Usuńokaże się ^^
UsuńJa Cię doskonale rozumie, bo mam podobnie... Kobiety chciałby chyba baardzo dużo :D ale nie da się mieć wszystkiego, niestety...
OdpowiedzUsuńzbyt wymagające jesteśmy :P
UsuńRozumiem Cię bardzo dobrze, też tak mam. Sama się zastanawiam nad sobą, po tym co przeczytałam u ciebie, że ja marudna jestem czasami aż nie do zniesienia a on jakoś to wytrzymuje i jeszcze nic nie mówi. Czasami są takie dni, kiedy nie można wytrzymać bez Niego myśli krążą tylko kiedy Go zobaczę a jak ma się to stać okazuje się, ze jednak coś awaryjnego wypadło i pryska bańka radości na drobne kawałki czekania kiedy to się stanie.
OdpowiedzUsuńech, my baby musimy chyba swoje "odmarudzić" :P
Usuńdokładnie... nie znoszę tego momentu, kiedy dowiaduję się, że plany się posypały. :(
Też mi się tak wydaje, bo co to za życie bez marudzenia ;P
UsuńAle jakoś trzeba to przeboleć i poczekac na lepszy moment ;)
no liczę, że dzisiejsza sobota będzie lepsza :)
UsuńNo i ja była?:D
UsuńCudowna :D <3
UsuńTroszkę więcej wiary w siebie, Sis. =*
OdpowiedzUsuńz tym to ja zawsze miałam problemy :P
UsuńMam to samo, też czasami nie doceniam swojego faceta. Ale chyba już taki nasz urok. :)
OdpowiedzUsuńZ bloga http://moj-przekaz.blogspot.com/ przenoszę się na http://kilka-moich-chwil.blogspot.com/
Przepraszam za utrudnienia, ale sprawy techniczne.
To witam w klubie marudnych i upartych bab :D
UsuńNoł problemo :)
Taka już chyba nasza natura. :D
UsuńOj Asik wiem co czujesz.... ja też pojechałam na weekend do domu tylko ze względu na niego, aby móc się przytulić, wyżalić na wszystko co mnie ostatnio przykrego spotkało, i też mi zasypia przy moim marudzeniu...chyba obie jesteśmy takie wstrętne? :D
OdpowiedzUsuńjesteśmy wstrętne, ale w kupie raźniej przynajmniej :D ja mu od niedzieli marudzę, że za dużo pracuje, a ten dalej swoje...
UsuńRobi to dla Was, stara się, to bardzo dobrze o nim świadczy :)
OdpowiedzUsuńwiem i bardzo to doceniam :) ale czasami mi go brak :(
UsuńPieniądze są ważne, ale czy aż tak? Czy to pieniądze i dobrobyt dają szczęście?
OdpowiedzUsuńTu nie mowa o dobrobycie. Raczej o starcie życiowym, który bez pieniędzy w dzisiejszych czasach nie ma szans. Dlatego owszem, dają szczęście w tym przypadku.
UsuńA ja niestety nie rozumiem, bo nie mam faceta, który się stara, ale za pewne gdybym miała, też bym nie doceniała, tak już mam, marudne baby, marudne. ^^
OdpowiedzUsuńMarudy na 102! :P
UsuńTo są właśnie takie momenty, że cieszę się, że jednak jestem tą kobietą i nie muszę ze sobą żyć. ^^
UsuńMnie ta myśl specjalnie nie pociesza, bo nieraz sama ze sobą wytrzymać nie mogę :D
UsuńTo wyobraź sobie jak to facetów musi wkurzać. Czasem aż mi ich szkoda. Ale tylko czasem, na sekundę, ale ciii, nie mogą o tym wiedzieć...:D
UsuńOj, mi ich szkoda czasem nieco dłużej, niż sekundę :D
UsuńTakie już jesteśmy.
OdpowiedzUsuńAle jakie? :P
UsuńMoże w takim razie czas zamieszkać razem? Czasami warto postawić wszystko na jedną kartę, by żyło się lepiej i bliżej siebie.
OdpowiedzUsuńTo prawda, niestety zamieszkanie razem na tę chwilę jest niemożliwe...
UsuńNa niego też spadło bardzo wiele. I nie jesteś sama. Masz jego. Może pracuje od rana do nocy, od weekendu, do weekendu, ale Cię kocha.
OdpowiedzUsuńWiem. I ja go też kocham, tylko trudno jest czasem kochać siebie w biegu i na odległość.
UsuńRozmawiałaś z nim o tym? Że jest Ci z tym wszystkim ciężko?
UsuńTak... On to rozumie, ale jednocześnie wie, że na razie nie może być inaczej.
Usuń