Chciałam Wam powiedzieć, że jesień wcale nie jest taka zła. Że wcale nie musi odbierać nadziei, nie musi budzić demonów schowanych w najciemniejszych zakamarkach duszy, nie musi przypominać o istnieniu lęku. Chciałam Wam przypomnieć, jakie cudne bywają czasem jesienne wieczory, pełne kolorowych liści i zapachu owocowej herbaty. Chciałam, byście nie czuli lęku...
Ale ten lęk poczułam także ja. Nagły, zimny wiatr, który pojawił się za oknem, deszczowe poranki i chłodne wieczory odbiły się także na mnie. Za szybko to wszystko się dzieje, za szybko.
Dziś chciałabym, żeby mnie ktoś przytulił.
Zaparzyłam sobie czarnego earl greya, żeby pomógł mi rozjaśnić myśli. Tak trudno mi ostatnio złożyć słowa w porządne zdania. Nie zaglądałam tu, bo gdy tylko wracałam z terenu, zmywałam makijaż, brałam prysznic i resztę dnia spędzałam w ciemnym pokoju, pod kocem, oglądając kolejne odcinki serialu. Czasem zapominałam nawet o odsłonięciu rolet, a w moim pokoju znów zapanował bałagan pomieszany z mrokiem. Dziwnym trafem nie przeszkadzało mi to.
Czuję na siebie złość. Za dużo złości.
Pierwszego dnia czerwca rzuciłam palenie. Wytrzymałam sesję, najbardziej stresujące egzaminy i wyzwania. Wyzbyłam się przeklętych, śmierdzących dymem przyzwyczajeń. Na Woodstocku pewna dziewczyna poczęstowała mnie papierosem. Nie odmówiłam. Dopaliłam go do połowy i doszłam do wniosku, że moje płuca są już zbyt odzwyczajone, Że więcej spalić nie dam rady. Nie smakował mi. Był paskudny.
- Wiesz... Dziś mijają dwa miesiące, odkąd rzuciłam palenie. - powiedziałam jej, gapiąc się, jak ta trucizna sama się żarzy, bez pomocy moich płuc.
- A więc to było słabe, moja droga - odparła dziewczyna, wyrwała mi z ręki papierosa i wyrzuciła.
Woodstockowy wybryk wydawał się bardzo niewinny, ale obwiniałam się o niego. I obwiniam do tej pory, bo chociaż nie palę już na co dzień i nie kupuję papierosów, nie umiem odmówić ich "do piwa". Sięgam po nie też w stresowych sytuacjach. W mojej torebce jest paczka, którą zabrałam z lady, kiedy zastąpiłam Mamę na sklepie. Choć żadnego nie dopaliłam do końca, czuję się beznadziejnie. Jestem do niczego - powtarzam sobie leżąc w ciemnym pokoju pod kocem. Użalam się nad sobą, przez co czuję się jeszcze gorzej i koło się zamyka. Czemu we mnie tyle słabości? Skąd?
Jeszcze na studiach inżynierskich pożyczyłam mojej Rudej tubę, żeby schowała sobie do niej projekty, które miała zanieść do prowadzącego na konsultacje. Po co bidulka miała targać je w rękach... Jeszcze coś by im się stało i cała jej praca poszłaby na marne.
- Oddasz mi ją po weekendzie, a ja będę miała jedną rzecz mniej do pilnowania w pociągu - powiedziałam jej z uśmiechem.
Tego samego dnia, wieczorem, zadzwoniła do mnie zapłakana.
- Asik, Asik, ja tak cię przepraszam... Jestem beznadziejna, przepraszam!
- Ale co się stało? Agata uspokój się...
- Zgubiłam twoją tubę... Jezu, nie wiem, jak to się stało, chyba zostawiłam ją w autobusie, sprawdziliśmy z Marcinem wszystkie 50-tki i nie ma jej. Dopiero na Górczynie zauważyłam... Przepraszam...
I chlipała biedna, a ja się roześmiałam.
- Głupku, tuba to rzecz do nabycia! Nie miałam w niej nic cennego, tylko ksero moich starych projektów. Nie przej-muj-się!
- O matko! Naprawdę? - znów długo pociągnęła nosem - Ale ja ci odkupię, naprawdę...
- Na spokojnie, serio. Na razie jej do niczego nie potrzebuję. Nie martw się! Powiedz lepiej, jak projekty? Zaliczone chociaż?
- Zaliczone. Zaliczone na czwórki.
Uśmiechnęłam się, powiedziałam jej jeszcze kilka ciepłych słów, żeby się nie przejmowała i rozłączyłam się. Następnego dnia okazało się, że ktoś uczciwy oddał tubę do MPK. Tuba wróciła do mnie cała i zdrowa razem ze skserowanymi projektami.
Czemu ci ludzie się tak przejmują, jak coś zgubią? Przecież wszystko można zrozumieć. - myślałam sobie.
W poprzednim poście pisałam Wam, że od kilku dni intensywnie zabrałam się za pomiary do mojej magisterki. Choć w ostatnich dniach humor mi raczej już nie dopisywał, to jednak kiedy wchodziłam między powyginane od wiatru i wilgoci rzeki olchy, czułam spokój. Czułam się dobrze, słysząc ich szum. Wiedziałam, że one mnie o nic nie obwinią, nie powiedzą nic złego, co najwyżej zanucą coś uspokajającego.
W pomiarach pomaga mi Braciak, któremu przy okazji staram się pomóc, wyciągając go z domu - ale o tym innym razem. Notuje wszystko, co mu powiem, a sam od czasu do czasu otwiera się opowiadając o swoich problemach. Wczoraj po śniadaniu, gdy Braciak dopijał kawę, ja otworzyłam plecak, by sprawdzić, czy mamy wszystko, co potrzebne.
- Notes mamy, sprzęt jest, długopisy są... miara... Młody, gdzie jest miara?!
Spanikowałam. To miara taty Patryka, nie mogłam jej ot tak zgubić... I jak, i kiedy? Przecież pilnowałam jak oka w głowie!
Pobiegłam do pokoju. Do mojego pokoju, w którym znów panuje bałagan. Wszystko fruwało w powietrzu. Nie ma jej, nie ma, matko, co teraz? Rozpłakałam się.
- A pamiętasz, jak wczoraj się pokłóciliśmy? - Braciak wszedł do pokoju.
Taa... dzień wcześniej przyklejałam numerki na młode jesiony, żeby je sobie oznaczyć i wtedy się pożarliśmy. Nawet nie wiem już o co, bo nie jestem pamiętliwa. Najwyraźniej o jakąś durnotę. Ale pamiętam, że byłam wściekła i rzucałam mięsem na prawo i lewo...
- Może wtedy ją zostawiłaś? Tam przy alejce? Bo my zaraz potem szliśmy do domu... - dodał Braciak.
No tak. Może w tej złości nie spakowałam jej, ale... nie, nie, nie... nadal nie wiem, jak to się stało. Chociaż rzeczywiście nie pamiętałam, żebym pakowała ją do plecaka. Pobiegliśmy do parku.
Rozdzieliliśmy się. Szukaliśmy we wszystkich miejscach, w których mierzyliśmy dzień wcześniej. I jej nie znaleźliśmy.
Znów się rozryczałam. Teraz to sobie o mnie dopiero teść pomyśli...
Nie zrobiliśmy tego dnia już wiele. Znów nie mogłam zebrać myśli i Braciak postanowił odprowadzić mnie do domu.
- Odkupimy mu, nie martw się, zrozumie, przecież cię lubi. Poza tym takie rzeczy się zdarzają - powtarzał.
Po powrocie do domu postanowiłam zadzwonić do Patryka. Przyjął do wiadomości, nawet nie był zły. Jednak po chwili dodał:
- Asia... przed chwilą zgubiłaś podkład geodezyjny, teraz miarę ojca, co się z tobą dzieje do cholery? - powiedział, a ja, choć słyszałam, że się śmieje, miałam już łzy w oczach i wielką gulę w gardle. - Rozkojarzona jesteś jakaś ostatnio, może ty coś na pamięć weź, co?
Przez resztę rozmowy z nim nie mogłam wydusić słowa. Sama nie wiem, co się ostatnio ze mną dzieje. Przedokresowa świnia, to na pewno. Płacz na wierzchu i wieczna złość. W dodatku tyle tęsknot się we mnie ostatnio budzi. Tyle lęków. Tyle demonów złych. Jesień? Czy to oby na pewno tylko jesień?
Znów zawijam się w koc, za oknem robi się ciemno, a ja jeszcze chwilkę chcę pozostać sama. Zawsze to ja przytulam wszystkich, ocieram łzy... Zawsze to ja muszę być silna. Dziś chciałabym, aby przytulono mnie. Nie potrzebuję nic więcej, nie potrzebuję ochrzanu, może tylko o te pieprzone fajki.
Chciałabym tylko, żeby ktoś mnie dziś przytulił.
Tak po prostu, do serca.
Nie mówiąc nic, swoim ciepłem sprawił, że znów nabrałabym sił.
Bo przecież ja też jestem tylko człowiekiem.
"Wierzba dziś płacze,
Wietrzyk z dali wzywa twoje imię.
Rozpościeraj swe czarne skrzydła
i czekaj na niego.
Przez horyzont przybywa,
By cię zmieść,
Przybywa, by cię zmieść..."
Aśku bez zbędnych słów, mocno, mocno Cię przytulam! :**
OdpowiedzUsuńDziękuję Serduszko :*
UsuńAhh... Ja też odczuwam chłód... Choć lubię pić herbatę, siedzieć przy grzejniku i słuchać deszczu to przez tą moją odporność też mi źle... Już zimno, chorowicie i herbata nie cieszy jak boli gardło...
OdpowiedzUsuńI chyba każdy ma taką chwilę słabości. Chyba potrzeba mężczyzny w tych chwilach by bez słowa podał tą herbatę, przytulił i pogłaskał po włosach i plecach :)
Też to lubię - każda pora ma wbrew pozorom swój urok, jesień też :)
UsuńAle wlaśnie ta słabość... Są takie dni, że opadają ręce po prostu. A mój P. w pracy - robi popołudniami teraz. Więc się nie widzimy cały tydzień. W ogóle ja kiepsko jego popołudniówki znoszę :P
A wieczorem nie da rady? Ale pewnie jak pracuje to do późna...
UsuńJa sama na własne życzenie nie mam Wilka i nie wiem czy przedłużać naszą rozłąkę bo z jednej strony bym chciała... Pojechałabym do koleżanek, dawno się z nimi nie widziałam. a z drugiej strony Wilk... Przykrył by kocykiem, dbałby cały dzień :P
I tak, każda pora roku ma urok i w każdej coś znajduję pięknego, ale jak jestem chora to nic nie jest fajne i piękne :(
Kończy o 22:00. Właściwie to teraz :) Ale ja jutro rano do pracy, też muszę się wcześniej położyć, on zmęczony, więc... lepiej odpuścić.
UsuńTeż czasem mam takie dylematy :P Tobie się teraz by przydała odrobina takiego "zadbania" właśnie, co? :*
Ano choroba potrafi popsuć cały urok :( Ale to minie!
Ano to lepiej odpuścić, po pracy człowiek wykończony.
UsuńZadbanie by się przydało, szczególnie wiem,że on dba o mnie wyjątkowo i zawsze :)
Minie, minie ale dopiero się zaczęło ;P
Znaczy my ogólnie lubiliśmy takie wieczorne spacery. Nieraz łaziliśmy do pierwszej w nocy, albo i lepiej :P Bo on na drugi dzień na czternastą, to się wyśpi. Ale to wychodziliśmy głównie, jak ja na drugi dzień miałam wolne, albo kiedy wieczory były jeszcze ciepłe. Teraz to się ani nosa na dwór wystawiać nie chce. A mnie już gardło też pobolewa :( A u mnie w domu wszyscy śpią, a pies hałasu narobi :(
UsuńMoże minie szybciej, niż się spodziewasz ;)
No tak, ale jak jest praca i po pracy to nie za fajnie :P ale teraz zamiast spacerów to łóżko i filmy albo po prostu łóżko :)
UsuńAj wiem, bo mnie wszystko boli! no może oprócz tego szwu po zębie :P co powinien chyba boleć najbardziej...
Mam nadzieję,że szybko.
Jemu to tam nie przeszkadza ^^ My lubimy spacerować nawet zimą :) Nieraz jak szliśmy na spacer do lasu to wracaliśmy tak przemarznięci, że masakra :P Ale fakt faktem - marzą mi się teraz wieczory z filmem, łóżkiem i winem :)
UsuńNie kracz, bo zacznie boleć! :P Mnie chyba też przeziębienie dopada tak swoją drogą...
A ja jestem zmarzluchem :P Zaraz bym leżała rozłożona, po operacji tak mnie wszystko łatwo łapie,że szok... No i u mnie nie ma gdzie spacerować nawet... Co, mielibyśmy się przyglądać blokowym dresom ? :P Ehh :) Ale ja lubię takie wieczory w łóżku, dużo gadania, śmiania się, jakiś film... Jakiś seks :P
UsuńA boli mnie wszystko wokół zęba :P Język po stronie tej rany, no i od policzka mi się coś robi, dobrze,że mam dezaftan, on jest też na rany i powiem, że mega! Moment ból ustępuje.
Ja w sumie też zmarzluch, ale kursować lubię :D No Ty to musisz na siebie Kochana uważać :) uuu, to blokowym dresom naprzeciw lepiej nie wychodzić :D
UsuńAno właśnie, jakiś seks XD Jak mi minie ciota to mnie znowu chcica najdzie hahahahaha XD Ale najpierw muszę przeżyć PMS. Serio, już wolę zwijać się z bólu brzucha ;(
O widzisz. To nie wiedziałam, że to takie skuteczne :)
No muszę, ale co zrobić? Nawet nie zdążyłam jesiennych uodporniaczy kupić i o:P
UsuńA ja w okres uwielbiam i przed okresem i po :P Ale w okres i w dni płodne mam chyba największą chcicę, a PMS ? Nawet nie wiem co to :D
Musimy wziąć rutinoscorbin :P
UsuńJak ja Ci zazdroszczę! :P Ja przed okresem cierpię bardziej, niż podczas niego, a ból brzucha mam paskudny. Jak dostanę okres i całe napięcie ze mnie schodzi, to bym albo spała, albo beczała, ale robię się potulna jak baranek. Teraz chodzę wkurwiona, zdołowana, a cycki bolą mnie tak, że mam ochotę je sobie odciąć XD
Rutinoscorbin to gówno ! Brałam to kiedyś i chorowałam jeszcze bardziej a lekarz mi kazał, powiedziałam,że nigdy w życiu już...
UsuńWspółczuje, ja tylko w okres, choć nie powinnam bo biorę leki ale cóż... Mój organizm nie miał problemów do póki nie pojawiły się torbiele, jak leczę się od 5 lat tak ciągle coś... ale odpukać teraz jest nawet, nawet.
A mi pomaga :D Ale ja to choruję dwa razy do roku, powiedziałabym, że bardzo "regularnie" bo zawsze na wiosnę i na jesień właśnie. A bierze mnie choróbsko raz a konkretnie :P
UsuńNo u mnie się zaczyna tydzień przed okresem :( I przez ten tydzień się powoli wszystko kumuluje, a trzy ostatnie dni są nie do zniesienia. Zdaję sobie nawet sprawę, że i ze mną trudno wtedy wytrzymać, ale ja sama ze sobą ledwo wyrabiam.
A mi nigdy nie pomagał, nawet jak nie miałam problemów to po braniu tego chorowałam ;/ a bez żyło mi się cudnie, do czasu operacji, od półtora roku mam tak słabą odporność :( sylwester, styczeń, połowa lutego... Teraz na wakacje trochę spokoju było ale trochę zimniejszy dzień i ja leżę na wszystko ;/
UsuńJa nie mam tego problemu, w ogóle do 18, nawet nie czułam okresu, zawsze był regularny, nic nie bolało. Po 18 i po pierwszych hormonach trochę się pogorszyło, bo bywa okres bolesny, nie był regularny, na dni płodne czasem jajnik boli, ale teraz mam krążki i jest nawet nawet. Choć przy przeziębieniu czuje,że i jajnik jest osłabiony.
No to faktycznie słabo :(
UsuńO widzisz. Chociaż dziś dostałam i ból jest potworny. Tylko łóżko, koc, herbata i film. A P. przyjedzie wieczorem - jak głaszcze to jest najlepsze lekarstwo :)
Ojej, to współczuje.
UsuńU mnie najlepsze lekarstwo to seks :D Na każdy ból :D Nawet Wilk się śmiał,że dobrze,że go nie ma bo bym przez ząb go zajeździła :(
Hahaha wykończyłabyś chłopa xD
UsuńSilny jest :P Da radę :) I nic nie poradzę, a teraz myślę jak tu zorganizować jego przyjazd bo pewnie i tak będzie okres i w sumie się cieszę bo wtedy jest największa chcica :P
UsuńNa Ciebie nie ma mocnych :P I to w sumie dobrze :) Ja dziś cierpię drugi dzień :<
UsuńSeks :P wiedziałaś,że seks podczas okresu łagodzi wszelkie objawy? Mniej leci, mniej boli :P A jest i dużo przyjemniej.
UsuńSłyszałam, ale... chyba nie dam się namówić XD
UsuńJak uważasz :) Ja eksperymentując byłam zaskoczona :) A i Wilkowi się podoba bo jest inaczej, przyjemniej. A krew? Cóż i tak się nią brudzimy i jest, nie raz Wilk się obudził z zakrwawionymi udami mimo,że miałam majtki :P
UsuńCóż, póki co nie mogę się ruszać, a co dopiero eksperymentować :P
UsuńA tabletki ? Bierzesz jakieś przeciwbólowe ? Albo nie badałaś się czemu masz takie bóle? Bo zazwyczaj to nie jest normalne :P
UsuńLekarz stwierdził, że to normalne i że może mi zapisać tabletki anty. Że przejdzie jak kiedyś tam urodzę. Mama potwierdziła, że cierpiała dopóki mnie nie urodziła, więc może to genetycznie też. Teraz w ogóle nie czuje, że miesiączkuje. A ja tabletek anty nie chciałam brać ;) Żadne ibupromy i inne nie pomagały, a pomaga jak się okazało... wino :) Wczoraj się zaskoczyłam, jak mama przyniosła mi lampkę wina, wypiłam i przeszło. Co prawda na dłuższą chwilę, ale zawsze :D
UsuńTo kiepski ginekolog :P Naszym matkom można to było jeszcze wmawiać ale to nie jest prawda. Często się badasz ? Usg ? bo możesz coś mieć nie tak, może to coś drobnego, czasem są potrzebne anty, ale jeśli ktoś nie chce brać to nie musi i dobry lekarz wie jak to obejść :P
UsuńBadam się rzadko. Zresztą wiesz, jakie podejście mam do lekarzy :P Tak wiem, wiem, powinnam to zmienić. Na dniach i tak planuję się wybrać, chociaż tak kontrolnie :) Wiesz, kiedyś też dostałam tabletki na receptę, na ból brzucha... ale nazwy za cholerę nie pamiętam. :( A tamte to pomagały właśnie...
UsuńNo właśnie, badaj się. Wiesz po co masz nie potrzebnie cierpieć ? Niby nic, teraz olewasz a potem może się okazać,że to spory problem ;/ Ja już ginekologicznie obeznana jestem :P Wiem,że niejeden wołał,że " po porodzie przejdzie" a potem do porodu dojść nie mogło, albo przepisywał jak leci tabsy anty.... Bo po co badać albo dobierać ?
UsuńAno właśnie... a ja anty nie chciałam, bo raz: obiecałam teściowej (tak teściowej, mam super teściową xD), że brała nie będę, a dwa: nasłuchałam się opowieści o źle dobranych tabletkach , problemach z zajściem w ciążę, no a my byśmy tak myślę za rok, za dwa zaczęli planować. Nawet gdyby teraz się przytrafiło, to bym się cieszyła :)
UsuńZ tym problemem po to wcale nie jest prawda, a dobrać to nie problem, wystarczy chcieć, ale ja brałam z musu i teraz też(choć teraz to sama mogłam wybrać krążki) to dla mnie to sama chemia, roztraja organizm. Jednak jeśli dobrze się nie przebadasz a masz takie bóle to to może dopiero być problem z ciążą. Moja koleżanka miała takie bóle i też jej powiedział "po ciąży przejdzie" a ciąży nie ma, są problemy i leczenie... Bo wcześniej się nie chodziło.
UsuńJa łudzę się,że teraz na tych lżejszych mój organizm się rozbudził i będę mogła myśleć o dziecku, bo póki co to nie wychodziło :P ale ja mam za to dłuuugą historię badań i leczenia.
A wiesz,że czasem daje się na jeden miesiąc anty by prędko zajść ? Często z tego bliźniaki wychodzą :)
O, a to o tym nie słyszałam :) A mówiłam Ci, że mi i tak bliźniaki "grożą"? :D
UsuńNie :) ale to fajna sprawa, ja bym się cieszyła :) I też łudzę się,że się trafią :)
UsuńAle z wiekiem... Po prostu jeśli w ogóle będę w ciąży to będę się cieszyć.
Też będę się cieszyła, a co :P
UsuńPrzytulam!
OdpowiedzUsuńJa też już czuje jesień w pobliżu. I staram się nie bać. Bo przecież szybko minie i znów wyjdzie słońce. Tak jest zawsze.
:*
UsuńStaram się żyć w zgodzie z taką zasadą "I to przeminie" - i dobre i złe. Wtedy łatwiej przyjąć do wiadomości pewne rzeczy. Choćby mijające lato, ale też świadomosć, że i jesień odejdzie.
Tulę Cię wirtualnie najmocniej jak się tylko da. Ja też dzisiaj potrzebuję przytulenia, więc tulmy się wzajemnie.
OdpowiedzUsuńZdarza się, że czasami coś gubimy, czasami nawet więcej niż tylko coś. Pamiętaj tylko, żeby w tym wszystkim nie zgubić siebie. Więc wyrzuć te papierosy, które masz gdzieś tam schowane i nie kuś się więcej na nie. No i jak ktoś Cię będzie częstował, to odmawiaj - bądź asertywna!
W takim razie i ja Ciebie mocno przytulam :*
UsuńWłaśnie byłam asertywna... Cholera, odmówiłam tylu osobom. Nie wiem, co mnie naszło na tym Woodzie... Nie chciało mi się wierzyć, że taki jeden wybryk może zadecydować, to się skusiłam. Wczoraj rozmawiałam o tym z mamą. Zauważyła, jak z mojego plecaka wystają papierosy... Jako, że sama jest palaczem od wielu, wielu lat, to wiedziała, co mówi. Stwierdziła, że nieraz taki impuls wystarczy. I znów mnie paskudztwo dopada :( Teraz mogę paczkę wyrzucić, ale czuję, że jak zacznie się uczelnia, to będzie mi bardzo trudno nie palić :(
Ściskam. Sama tak mam w taki czas. Chyba perspektywa jesieni i ten chwilowy brak słońca spowodował głęboką chęć by mnie ktoś objął i już nigdy z bezpiecznych ramion nie wypuścił.
OdpowiedzUsuńWięc i ja ściskam. Taki smutek dopadł chyba każdego...
Usuńbędzie dobrze:* to pewnie zmiana klimatyczna zbliżającą się jesienną zadumą, albo może syndromy hormonów babskkich co się skumulowały ...
OdpowiedzUsuńOj Kochana, chyba i jedno i drugie :<
Usuńja przed PMS miałam owa przypałową sobotę z zeszłego tygodnia co to ludzi bym rozjechała xd
UsuńNo to ja mam podobne akcje :D I od razu "jestem do niczego" i w ryk :P
Usuńja tak samo... zamykam się w sobie i ryczę i jem czekoladę lol;p
UsuńCzekolada czekoladą... ale ja mam nieraz nieodpartą ochotę na chipsy xD
Usuńprzytulam :)))))) :******
OdpowiedzUsuńspokojnego weekendu, wyciszenia się :*
Dzięki :*
UsuńZ pewnością by się przydało takie wyciszenie...
Kochana, takiego rzeczy się zdarzają, nie przejmuj się! :*
OdpowiedzUsuńJednego dnia jest gorzej, drugiego lepiej... a teraz taka pogoda to każdy chodzi jakiś rozkojarzony.
Ściskam :*
Ja rozumiem, ale najgorsze, co może być, to zgubić czyjąś własność :(
UsuńChyba właśnie każdego dopada ta wczesnojesienna chandra...
W takim razie wysyłam wirtualnego przytulasa :D
OdpowiedzUsuńW ogóle zauważyłam, że w ostatnim czasie coraz więcej osób popada w taki melancholijny nastrój. Jesień...
Dzięki, przyda się :)
UsuńTeż to zauwazyłam... cóż, plaga jesienna...
Ja jestem mistrzem w gubieniu rzeczy. Nawet już nie zliczę, ile tego było, ale pamiętam, że kilka razy miałam przez to srogo przerąbane i poniektórych.
OdpowiedzUsuńNigdy nie paliłam nałogowo. Nigdy nie byłam od papierosów uzależniona i nigdy sama od siebie nie kupiłam paczki fajek. Jednak zawsze zapalę przy piwie a na woodstocku w sumie wypaliłam 2 paczki bodajże przez ten cały czas, co tam byłam i to nie tak, że sobie kupowałam, tylko liczyłam te, którymi ktoś mnie poczęstował :p
Ja póki co nie mogę znaleźć takiej samej miary. :( Jeszcze teścia nie uświadomiłam :(
UsuńNo to ładnie dałaś czadu :P W sumie... 40 fajek? Pół paczki na dzień? Tyle paliłam, jak już nałogowo XD Na Woodzie to co chwile też częstowali :D Wiesz, ja ogólnie na początku rzucania palenia chciałam po prostu osiągnąc taki stan, żeby "popalić" a nie "palić". Bo czasem mam tak ogromną ochotę i po prostu lubię, no. Ale zaczęłam się obawiać, że znowu mnie wciagnie... Bo palić do piwa to jeszcze luz. Ale jak się sięga w stresowych sytuacjach, to to już za dobrze nie wróży.
O cholender... ale myślę, że z pewnością cos ogarniesz.
UsuńNo, dokładnie pół paczki na dzień. O cholera, jak strasznie to teraz wygląda z tej perspektywy haha. Ja raz zapaliłam, już w drodze powrotnej do domu na jednym z postojów na stacji fajkę od kumpla. Sam ją skręcał. Kuźwa, tak mnie płuca bolały, że mam dość palenia na najbliższy rok ;p Popalać to jeszcze. Wszak wszystko jest dla ludzi. Jednak się zastanawiam, czy takie popalanie nie wzbudzi w Tobie tego uzależnienia raz jeszcze. Mój ojciec tak miał i nie wyszło mu to na dobre. Podjął się terapii tym desmoksanem całym i nie pali już ponad rok po 30 latach jarania.
No na szczęście pod tym względem jestem uparta, więc nie ma bata - muszę coś ogarnąć :P
UsuńAno widzisz słabo... Te skręcane to są cholerstwa! Moi rodzice takie palą (bo są tak nałogowymi palaczami, że kupując normalne fajki by zbankrutowali). Też nieraz im podwędziłam, ale mnie co prawda płuca nie bolały, bo bardziej przyzwyczajone do palenia były chyba, ale niedobre w cholerę. Ble! Właśnie też się boję, że te popalanie wzbudzi znów uzależnienie. Igram sama ze sobą, ech...
To jeżeli tata nie pali już rok, to może w końcu się przemógł i już nie ruszy? :)
Mieli jakiś jabłkowy tytoń, czy kij wie co i po tym jednym skręconym to ło matko. Mi się swego czasu zdarzało (dawno już) krasć matce, ale to w trakcie ostrej depresji. Na szczęście nie uspokajało mnie do tego stopnia, by podkradać częściej :D
UsuńNie igraj, nie ma sensu się truć i Ty dobrze o tym wiesz.
Nie, nie :) Mówi, że dalej ze sobą walczy, ale idzie mu coraz lepiej i wierzy, że z czasem na prawdę nie będzie myślał o tym, by ruszyć cokolwiek z tych rzeczy ;p
Aaa to te smakowe tytonie jeszcze są znośne w miarę. Ale te zwykłe już nie. :P No to całe szczęście, że mimo wszystko się nie wciągnęłaś w to cholerstwo ;)
UsuńWiem, wiem...
Mawiają, że człowiek rzuca palenie resztę życia. Ach w co myśmy się pakowali :P
NIkt nie mówił, że łatwo będzie rzucić palenie ;)
OdpowiedzUsuńJa sama zupełnie nie wiem czy jest na to jakiś typowo skuteczny sposób. Owszem, znam osoby, które rzuciły palenie i po prostu nie palą, ale myślę, że o wiele lepiej by dla Ciebie było gdybyś po prostu przełożyła się na podpalanie a nie palenie.
Ale mnie już nawet nie ciągnęło, nie wiem, co mi odwaliło :<
Usuń"Na podpalanie" - jak to fajnie zabrzmiało :D Wiesz, właśnie chciałam taki stan osiągnąć,żeby sobie popalać do piwa. I nie więcej. Ale zaczęłam sięgać też w stresowych sytuacjach. A gdy zacznie się uczelnia, będzie ich dużo, dużo więcej, niż teraz. I co wtedy? :(
Wtedy będziemy się martwić razem, bo i ja - niepaląca dołączę do tych melodramatów xD
UsuńAż nie chce myśleć o październiku :P
UsuńNie myślmy :) Zaczął się dopiero wrzesień :)
UsuńAno właśnie :)
UsuńWięc ja cię mentalnie przytulam skarbie, a jako że wróciłem to przytulić mogę i realnie :* Zresztą, napisałem ci maila ( może szkoda że zanim to przeczytałem), twojego numeru teraz nie mam, ale ty masz mój ( bo się nie zmienił) i wiesz gdzie mnie szukać. Ale tak ogólnie to hm...
OdpowiedzUsuńO tym mówiłem. Wracam i wszyscy jakoś...są nie tym, kim byli. Znika uśmiech. Wszystko ma tłumaczyć jesień? Ja się na to nie godzę. Sama jesień jest przecież piękna, tylko ona ma takie światło, tylko ona ma kasztany i szarlotkę. I nawet deszcz, ten cudny deszcz, zimny, lejący się za kołnierz. Więc nie dajmy sobie wmówić, że to jesień. Wiesz, ostatnio miałem pewną rozmowę i hm..to chyba prawda, co mi powiedziano. Co sam już wcześniej wiedziałem. W czasie jesieni nie musisz mieć wymówek, że jest ci źle, że marudzisz i tak dalej, bo to jesień i każdy jest smutny. To nie to co lato, które wymusza uśmiech. Więc wtapiasz się w to tło, może jest nawet presja, żeby być smutnym..a ja temu, do cholery, mówię zdecydowane nie! Więc jesień to nie wymówka ani powód.
Tak mi się nasunęło, o. W sensie, nie powód żeby się poddwać czy coś. Ale gorsze dni ma każdy więc...trzeba się po prostu wyplakać i iść dalej. Z uśmiechem już, co?
I nie mów, że jesteś beznadziejna. Gdyby rzucanie palenia było łatwe, to nie byłoby wokół tego takiego halo :P Jesteś człowiekiem ze słabościami, czasem z nimi przegrywasz...ale nadal możesz zrobić wszystko, żeby z nimi wygrać. Nie przestawać się starać. I to świadczy o sile i wartości. Nie to, że od razu się uda. A ja wierzę, że w końcu po prostu się uda:) Tak jak i mi, choć, nieraz mam cholerną ochotę na ćmika XD
Dziękuję :* Napisałam Ci to już raz, ale drugi też nie zaszkodzi. Widziałam Twojego maila i domyśliłam się właśnie, że to przed czytaniem tego :P No i numer już masz :) I wszystko na swoim miejscu :) A przytulić realnie będziesz mnie mógł, jak wpadnę do Pozka w końcu :) a we wrześniu chyba będę często, bo promotorka będzie pewnie wzywać XD
UsuńWiesz, mi ogólnie chodziło po głowie napisanie czegoś, co zmieniłoby trochę myślenie. Bo mi też jesień nie przeszkadza, masz rację - jest piękna. Paskudnie znoszę ją dopiero tak w okresie listopada - to chyba najbardziej przygnębiający miesiąc ever :( Ale teraz... za chwile będą kolorowe liście, wypady na grzyby, zapach lasu jeszcze bardziej intensywny (pająków od chuja XD ble) i te ostatnie, ciepłe promienie słońca, które się w tym czasie bardziej docenia. Długie wieczory też mają swój urok - wieczorne gry w karty, czy planszówki przy winie, domówki i wypady do naszej ulubionej karczmy z bilardem. I te ciepło w pomieszczeniach, które bardziej się docenia, niż latem. Więc do listopada jakoś wszystko dzielnie znoszę :D
Tylko poza tym... jesień zawsze mi się kojarzyła z czymś... stresującym. Wiadomo, jako dzieciak wracało się do szkoły. Teraz wraca się na uczelnie. W ogóle za nią nie tęsknię. Nie spieszy mi się do tych ludzi, którzy nadają na innych falach, niż ja. W poprzednich latach było inaczej. Nie mogłam się doczekać pierwszych zajęć, spotkania z ludźmi, a teraz? Brr...
Wiesz, dziś już jest trochę lepiej. Przedokresowa świnia minęła i dzisiaj już "tylko" zdycham na brzuch. Jeszcze ambitnie się zadałam w teren i chłopcy musieli mnie do domu odprowadzać XD Więc się uśmiecham do Ciebie :))) I czekam, aż przestanie boleć brzuch, o :P
Tylko kurcze... Mnie już w ogóle do tego nie ciągnęło. Nie wiem, co mi odbiło na tym Woodzie. Myślałam, że to na niczym nie zaważy, a później sobie myślałam "a, skoro raz mogłam tak to mogę i drugi." Zupełnie, jakbym na nowo wpadała w nałóg. Nie chcę :(
Pewnie Cię już pytałam, ale wylecialo mi z głowy... Jak długo już nie palisz?
No tak, teraz już wszystko "jest na miejscu" że tak rzeknę:) No i mam nadzieję, wiesz, jakby co to możesz wpaść po prostu do mnie XD
UsuńA ja listopad lubię. Ten deszcz, szarość, zamieranie. Chociaż...ma on w sobie też dla mnie bolesne daty i nie lubię tylko śniegu w listopadzie, tego przedwczesnego. Ale to trochę dłuższa historia. W każdym razie lubię go, bo czemu nie. Ta szaruga też przypomina o czymś ważnym. Więc mam nadzieję, że ten listopad przetrwasz mimo wszystko dobrze. Nawet jak smutno- bo i smutek jest potrzebny nieraz.
No tak, szkoła, teraz powrót na studia....Ale wiesz co? Tak naprawdę już niedużo czasu ci na nich zostało i pomimo dziwnych ludzi cóż...można docenić ten czas, a nawet może cieszyć się, że będzie ci łatwiej odejść już na dobre do innego etapu życia? Pomyślałaś o tym w ten sposób?
Weź jakąś nospę czy coś XD
No tak to tak działa, jeden a potem kolejne. Jak z każdym nałogiem :P Nie palę od śmierci mojej mamy, czyli w listopadzie właśnie będą już 4 lata.
Ano :) Jasne! Spodziewaj się mnie, będę wpadać na herbatę szczególnie, jak będę miała wieczorne okienka i nie będę miała się gdzie podziać :P
UsuńRozumiem. Może kiedyś przyjdzie czas, byś i tę historię mi opowiedział. Wiem, wiem... Ale na mnie działa on potwornie źle. Mówią nawet, że jestem meteopatką XD Tylko nie wiem, czy w to wierzyć. Chociaż coś w tym jest.
Też staram się tak myśleć, że dużo nie zostało, no ale jednak trzeba będzie się z tym zmierzyć. Nie myślałam o tym w taki sposób. Ale dzięki za to spojrzenie, pomogło :)
Zamiast nospy mama przyniosła mi lampkę wina domowej roboty i dopiero pomogło :D Co prawda na chwilę, ale zawsze. Bo wiadomo, rozluźnia :) Ale dzisiaj już jest dobrze.
Rozumiem. Choć zdecydowanie wolałabym, byś odliczał od innej daty :( Ale należą Ci się gratulacje, toż to bardzo długi staż "jużniepalacza" ;)
Kochana moja, to ja Cię przytulę tak na odległość! :* przypomnij sobie nasze krakowskie spotkanie i to ciepło w serduszku, ktore nam się przytrafiło :) człowiek jest pełen słabości i nie ma w tym żadnego wstydu. czasem zwyczajnie opadam z sił ;*
OdpowiedzUsuń:* Ooo :) Faktycznie, aż mi się ciepło na serduchu zrobiło :) To był piękny dzień! A wiesz, że ja we wrześniu planuję odwiedzić Kraków? :)
UsuńPrzytulam, chociaż wirtualnie ;( ;*
OdpowiedzUsuńJak teraz jest źle, to może być już tylko lepiej, a nieszczęścia i smutek staną się przeszłością.
I takie przytulenie dobre :*
UsuńW końcu musi przecież wyjrzeć słońce...
przytulam również! i skądś to znam, nie Ty jedna masz takie dni. Jutro będzie lepiej!
OdpowiedzUsuńDziękuję :* Jeszcze troszkę i się pozbieram...
UsuńMoże to tylko takie jednorazowe, że wszystko gubiłaś, teraz już będzie tylko lepiej :) A ja Cię mocno przytulam :)
OdpowiedzUsuńNaprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam tak nieogarnięta :( Dziękuję Serduszko :*
UsuńPrzyjedź w poniedziałek, to Cię przytulę!
OdpowiedzUsuńKochanie, w poniedziałek nie mogę. Mam jeszcze sprzęt i muszę go wykorzystać tu u mnie, w terenie. Ale na dniach będę bywała w Poznaniu, a od października codziennie! :*
UsuńKoniecznie w końcu musimy się spotkać! =*
UsuńI to niejeden raz :)))))
UsuńNawet nie wiesz, jak się z tego powodu cieszę!
UsuńWiem, wiem... bo ja cieszę się tak samo :)
UsuńNawet nie wiesz jak się cieszę! :D
UsuńHaha :D :*
UsuńChodz do mnie, to Cię przytulę. Każdy jest tylko człowiekiem i nie jesteśmy w stanie wszystkiego ogarniać.
OdpowiedzUsuńTo idę :<
UsuńPewnie! :* Zapraszam w razie czego do siebie :*
UsuńNie ma sprawy :*
UsuńMiło by było poznać kolejną osobę z bloga ;)
UsuńI cała przyjemność po mojej stronie :) Ja już kilka takich blogowych przyjaźni ziściłam, a przestać nie mam zamiaru :)
UsuńJa mam podobnie :p
UsuńTo super ^^
UsuńNie wiem czy to wina jesieni, że włączają nam się czerwone lampki, ostrzeżenia, lęki i fobie, bo demony mogą nas dopaść w każdej chwili, niezależnie od pory roku, poziomu szczęścia, intensywności wspomnień i refleksji, niezależnie od wszystkiego. Czasem potrzebujemy takich gorszych chwil, ale kiedy są nieuzasadnione, bo po prostu się pojawiają, to jak najszybciej musimy się ich pozbyć. Dobrze wtedy zrobić to, co się lubi, co uspokaja i pomaga. Ja Cię teraz przytulam wirtualnie, ale niedługo to będziesz musiała mi mówić, żebym z tym uważała, bo jeszcze Cię uduszę :) :* To minie jak wszystko mija. Będzie dobrze :*
OdpowiedzUsuńCo do palenia... to, że się złamałaś i zapaliłaś, nie znaczy, że jesteś do niczego. Każdy ma jakieś słabości, a gdy z nimi wygrywa, a później się łamie, nie czyni go słabym. Bo widzisz Asiu... siłą człowieka jest świadomość własnych słabych punktów. Siłą jest walka z nimi i przyznanie się, że coś nie wyszło, bo "to moja wina". Ale wiem, jak to potrafi dobić. Kiedy łamiesz obietnicę, którą sama sobie dałaś, którą dałaś też innym, czujesz się beznadziejnie. Ale masz prawo do tych słabości, trzeba stale je pokonywać i radzić sobie z nimi (kto to mówi). A Ty to przecież robisz, a to jest wielka rzecz :*
Myślę, że sięgnięcie po coś, co uspokaja i pomaga, coś co się lubi mogłoby okazać się dobre :) Od kilku dni chodzi mi po głowie znów chęć rysowania, ale jakoś nie mogę zebrać się w sobie. I jedyne, co mnie jakoś podnosi na duchu to fakt, że ten wrzesień może być jeszcze kolorowy z innego powodu - że w końcu mnie wyściskasz :) A ja czuję, że ten wspólnie spędzony czas będzie dobrym kopem na nadchodzące trudności. :*
UsuńWiem, Aniu... wiem, wiem. Ale człowieka nieraz dopada taka myśl, kiedy tyle czasu z czymś walczy, wkłada w to tyle sił i wyrzeczeń, a później jeden gest, jedna chwila wszystko zmienia. Jutro mogłabym powiedzieć, że nie palę trzy miesiące. Toż to kwartał. A mogę powiedzieć, co najwyżej, że zaczynam od nowa. Tylko jakoś mniej wiary mam w tym, wiesz? Wtedy miałam jakąs motywację, bo źle się czułam, bo pogorszył mi się stan zdrowia i zrobiłam to głównie dlatego. A teraz... wydobrzałam i wiesz co? Trochę mnie przeraża nieraz brak szacunku dla własnego zdrowia. Zauważyłam to u siebie już jakiś czas temu...
Też paliłam i dawno temu palenie rzuciłam. W ogóle to u mnie palenie ciągle przeplatało się z rzucaniem, ale teraz od 4 lat rzuciłam inaczej tzn. wyraźnie czuję (z biegiem czasu coraz wyraźniej) jaki to był syf i jaką krzywdę mogłam sobie wyrządzić, gdybym ciągle jarała. O cerze palacza już nie wspominając. Takie grzeszki bezkarnie uchodzą w latach młodości, później trzeba za nie płacić. Ale kiedy mam nerwówkę to zdarza mi się zapalić - jednorazowo, bez wyrzutów, po prostu tak jest. Na szczęście to sytuacje wyjątkowe. Bo tak jak napisałaś, jesteśmy tylko ludźmi... Na pewno ktoś Cię w końcu przytuli w realu, ode mnie mentalny przytulas ;-)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za tego mentalnego przytulasa :) Dzięki Wam wszystkim jest mi już dużo lepiej :) Właśnie... nawet po dwóch miesiącach niepalenia poczułam, jakie papierochy są okropne. A z każdym kolejnym czułam to coraz mniej. Też lubię sobie zapalić właśnie w nerwowych sytuacjach i trochę się tego boję, bo zaraz zacznie się ostatni rok studiów i tam nerwówek będzie od cholery. Trochę się boję, że mimo postanowienia znów poczuję słabość i wrócę do nałogu...
UsuńJeszcze nie ma jesieni. Nie, nie i nie. Nie zgadzam się...
OdpowiedzUsuńAle do przytulania to ja zawsze jestem chętna, także wiesz :> Bo to często bardziej pomaga niż najbardziej wyszukane słowa pocieszenia.
Jakby się uprzeć JESZCZE mamy sierpień :D Chyba ta nagła zmiana pogody tak działa...
UsuńNo to tulimyyy :D :*
Tulę z podwójną mocą, bo tęskniłam :*
OdpowiedzUsuńZłe okresy miewa każdy, ale jak w piosence: nic nie może przecież wiecznie trwać. Pamiętaj o tym :)
Wysłałam zaproszenie na bloga - chwilowo będzie prywatny.
Kochana moja Ty :*
UsuńTeż tęskniłam właśnie :( I nie wiedziałam Bidulko, co się z Tobą dzieje... zauważylam, że blog bywał prywatny, nie mogłam na niego wejść i się zamartwiałam za każdym razem, jak na niego zerkałam :( Ale najważniejsze, że znów jesteś wśród nas :*
W pewnym momencie myślałam, że nie wrócę, że wystarczy, nie chcę... ale to wszystko przez chorobę. Kiedy tylko zaczęło się poprawiać, doszłam do wniosku, że czas dać głos :D
UsuńI prawidłowa decyzja :)))
UsuńCzasem i mnie się zdarza pomyśleć xD
UsuńCóż, każdy z nas miewa czasem "napady" xD
UsuńTo się nazywa przebłysk geniuszu ^^
UsuńOtóż to!
UsuńNic nie mów o nadchodzącej jesieni, bo po niej przychodzi zima, a to już... grrr. Stop! Nawet nie chcę o niej myśleć.
OdpowiedzUsuńLubię się przytulać. Może nie zawsze mam do tego nastrój, ale w gruncie rzeczy jestem przylepą. :)
PS: Tak ładnie piszesz. Jakby to określić... powieściowo? :)
Prędzej czy później będziemy zmuszone oswoić się z tym...
UsuńNo to przybij piątkę! :)
Miło mi to czytać, dziękuję! :)
Zauważyłam ostatnio, że kobiety mają dziwne potrzeby (ja też). I to chyba jest tak, że kiedy najbardziej chcemy zostać przytulone - odrzucamy.
OdpowiedzUsuńNo to ja mam inaczej, bo ja się kleję zawsze do przytulania :P
UsuńKiedyś tak miałam, a potem się zakochałam, niestety
UsuńDlaczego niestety?
UsuńJakie to głupie myśli czasami przychodzą do człowieka w takich dniach... Bo przeważnie, po fakcie, się okazuję, że to faktycznie ta przedwczesna jesień, że ta przedokresowa świnia (świetne określenie, btw), że po prostu gorszy dzień. A się wkrada jakiś niepokój, że może to coś więcej, że właściwie nie wiadomo co, ale coś nie tak.
OdpowiedzUsuńNo i mimo, że już pewnie nie trzeba to i tak przytulam. Tak na zapas, na kolejny taki dzień :)
Przytul zawsze jest dobry i zawsze go przyjmę z radością :D Także ten :)
UsuńA faktycznie, choć przedokresowa świnia minęła, nastrój nieco lepszy to jednak jakiś taki niepokój pozostał.
Ja to zawsze wynajduje sobie różne przyczyny - od ciąży po choroby psychiczne. Ale jak już jest lepiej to wszystko zlewam i udaję, że nic się nie działo xD
UsuńHaha :D Jak ktoś ma dystans do siebie, to po czasie jest się z czego przynajmniej pośmiać ;D
UsuńRacja :D Gorzej jak w końcu coś okaże się prawdą, chyba nie będzie mi wtedy do śmiechu xD
UsuńJa tam bym się z ciąży cieszyła nawet ;D
UsuńNie jesteś beznadziejna nawet tak nie mów. Dobrze Ci idzie z tym paleniem nie daj się. To że byłam chwila słabości nie poddawaj się walcz dalej :)
OdpowiedzUsuńNie poddam się :*
UsuńMnie też się ostatnio dziwne rzeczy przytrafiają. Z reguły jestem poukładana i odpowiedzialna, ale ostatnio - wszystko mi leci z rąk, zapominam o różnych (na szczęście drobnych) sprawach, chodzę jakaś rozkojarzona więc witaj w klubie :/
OdpowiedzUsuńJesień Kochana, jesień...
UsuńKtóregoś dnia sierpnia, jakoś na początku, była taka beznadziejna jesienna pogoda, a ja mknęłam na praktyki. W autobusie usnęłam i obudziłam się na dworcu, idąc do McDonalda zderzyłam się z dwójka ludzi, a pijąc kawę omal się nie zakrztusiłam. Na praktykach, mimo tego że ciepło ubrana byłam, przemarzłam, później przemokłam, bo zaczął padać deszcz... Ugh. A to dopiero sierpień był! Wolę nie myśleć co jesień przyniesie.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że zdążymy się do tego czasu jakoś przyzwyczaić...
UsuńSą takie dni często, że po prostu jakaś wręcz depresja dopada, że człowiek potrzebuje dużo ciepła i miłości, a przed okresem to już wgl :p
OdpowiedzUsuńPrzed okresem to u mnie jest jakaś masakra :P
Usuń