- O czym piszesz pracę? - zapytał mnie Krzyś podczas naszej ostatniej rozmowy.
- Jak to o czym, o drzewach!
- Dziwna jesteś Asiu... - wyczułam nutkę niedowierzania w jego słowie pisanym. Choć był po drugiej stronie monitora, dobrze wiedziałam, że uśmiecha się pod nosem. Nie mógł uwierzyć, że znów wzięłam sobie to na głowę.
Pamiętam, jak w styczniu, na tydzień przed oddaniem pracy inżynierskiej dzwoniłam do niego zaryczana, mówiąc że pilnie muszę wydrukować moje wypociny dla promotorki, bo musimy poprawić ostatnie błędy, a na monitorze, jak wiadomo, trudno wyłapać wszystkie chochliki. No i rzecz jasna i mi i Patrykowi padła drukarka w najbardziej potrzebnym momencie.
- Ile stron? - zapytał, jak zawsze nie potrafiąc odmówić mi pomocy.
- Yyy... no sto sześćdziesiąt osiem.
Siedzieliśmy u niego w mroźne, ciemne już popołudnie. Patryk zabawiał się gitarą, a ja nerwowo obracałam w dłoniach kubek z dostygającą herbatą zerkając od czasu do czasu, czy drukarka się oby nie zacina.
- Dobrze, że przywiozłaś papier, bo tyle bym nie miał - śmiał się Krzyś.
- I czteropak! - dorzuciłam z uśmiechem.
Wiem, że jest najlepszym kumplem na świecie.
- Za to co zrobiłaś, powinni dać ci doktorat, a nie jakiegoś tam inżyniera!
Moja promotorka uważała nieco inaczej. Moim zadaniem była inwentaryzacja drzew na dwóch osiedlach w Poznaniu. Każdy z jej inżynierantów dostawał określony rodzaj. Jedni mieli pomierzyć dęby, inni kasztanowce, a mi przypadły lipy. Na początku mojej przygody z lipami, w sierpniu zeszłego roku byłam dość optymistycznie nastawiona do czasu, aż nie wybrałam się na poznańskie Rataje i nie zaczęłam ich liczyć. Gdy doliczyłam do sześciuset okazów, pojechałam do promotorki prawie z płaczem, że może jednak zrobimy jedno osiedle, że może o połowę mniej, że ja przecież nie dam rady.
- Asia! - pamiętam podniesiony ton pani profesor, gdy przerwała moje biadolenie. - Co to jest sześćset drzew?! - dodała z ironią w głosie, po czym pokazała mi pracę magisterską dziewczyny, która inwetaryzowała ponad dwa tysiące drzew gdzieś pod Poznaniem. - Ty? Ty nie dasz rady?
Nie wiedzieć czemu, złość, jaką wtedy we mnie wzbudziła, cholernie mnie zmotywowała do działania. Tak, jasne, że dam sobie radę!
Na czym polegała moja praca? Do każdej lipy na terenie wyznaczonych osiedli musiałam podejść, rozpoznać jej gatunek, bądź odmianę, zmierzyć obwód na wysokości 130 cm, wysokość drzewa, wysokość osadzenia korony, odległość od krawężników, chodników i każdego kolejnego mierzonego drzewa, spisać współrzędne geograficzne z GPS-u i każdą lipę ładnie opisać, dla przykładu: czy ma szczeliny mrozowe, niebezpieczne rozgałęzienia, obnażone korzenie, czy uschnięte konary. I tak razy dokładnie sześćset siedemdziesiąt dziewięć.
I wierzcie mi - byłam wykończona. Ale bardziej nerwowo, niż fizycznie. I chyba bardziej na własne życzenie. A pewnego dnia, chodząc od drzewa do drzewa, dotykając kory, sprawdzając, czy mają zdrowe liście, poczułam, że naprawdę to polubiłam.
Z obrony wyszłam uryczana ze szczęścia, jak małe dziecko. I nie było mi wstyd moich łez. Wszak mało kto mógł powiedzieć, że napisał pracę inżynierską na sto sześćdziesiąt stron z dwoma potężnymi podkładami graficznymi i z badaniem prawie siedmiuset drzew. Tak, byłam i jestem cholernie z siebie dumna. Tak dumna chyba pierwszy raz w życiu.
I po tym wszystkim, po tym płaczu, nerwach, zmęczeniu... powiedziałam mojej promotorce, gdy zadzwoniła do mnie przed rozpoczęciem studiów magisterskich:
-Tak, chcę pisać u pani pracę!
Pozwoliła mi wybrać sobie teren w moich rodzinnych Wronkach, żebym miała bliżej. Tym razem zadanie mam trudniejsze. Muszę zinwentaryzować wszystkie drzewa, krzewy i pnącza w podobny sposób, jak w pracy inżynierskiej. Od razu wiedziałam, jaki teren sobie wybiorę.
Nasze wronieckie tzw. "Olszynki", teren rekreacji i sportu ograniczony z jednej strony lasem, z drugiej rzeką, a z trzeciej drogą wojewódzką. Drzewa i krzewy zasadzone ręką człowieka, ale i sporo tych dzikich, zwanych "samosiewami". To one nadają temu miejscu szczególny urok.
I tak, odkąd posiadam sprzęt od ponad tygodnia "walczę" z moimi drzewkami i krzaczkami, powoli się do nich przyzwyczajając. Na razie naliczyłam i zmierzyłam około czterystu sztuk, a nie jestem pewna, czy to już połowa. Niektóre miejsca są tak zarośnięte, że nie da się w nie wejść. A mnie aż rwie do pracy. W głowie pojawiają się pomysły na rozdziały, zrywam sobie pędy roślin, których nie znam tylko po to, by po powrocie do domu wertować książkę Senety w poszukiwaniu odpowiedniego gatunku. Wymyśliłam sobie nawet pomysł na projekt i od razu musiałam nim się podzielić z promotorką, dzwoniąc do niej popołudniu - przyznała, że pomysł świetny i że możemy się za to zabrać.
Słysząc mój entuzjazm, nawet nie powiedziała "...o ile dasz radę." Bo dam. Muszę i chcę.
Na studiach każdy w pewnym momencie odnajduje jakąś swoją smykałkę. Odnajduje coś, co go interesuje szczególnie. Ja, studiując architekturę krajobrazu, zakochałam się w drzewach. Po prostu lubię być wśród nich, słyszeć ich szum, zachwycać się ich potęgą, zastanawiać się, ile razy są starsze ode mnie i ile pokoleń przeżyły. Za każdym razem będąc samotnie wśród nich wyobrażam sobie, że mieszkają w nich dobre duchy i czuję, że powietrze wokół nich jest zdrowsze, a moja dusza spokojniejsza.
Tak, drzewa są magiczne. Choć moja pierwsza myśl o robocie takiej jak Twoja brzmiała: "rany boskie, nie zdzierżyłabym" myślę, że też bym to z czasem polubiła. ^^
OdpowiedzUsuńNa początku nie mogłam patrzeć na lipy XD Ale później jakoś się oswoiłam. Dziś jak jadę przez te osiedla, to uśmiecham się pod nosem, zamiast odwracać wzrok :)
UsuńRobota nie dla każdego, ale... przynajmniej na świeżym powietrzu, no :D
ja właśnie w tej chwili poczułam się taka mała jak ta kropka ---> . przy Tobie. Jesteś wielka i pełen podziw dla Ciebie z mojej strony, wzór do naśladowania, dziewczyna z głową pełną pomysłów - do tego taka zdolna,ładna - Twój Patryk to szczęściarz! :)) powodzenia :*
OdpowiedzUsuńJeeej Kochana, teraz to mi tak nasłodziłaś, że aż się zarumieniłam ^^' :* Wiesz, ja po prostu robię to, co lubię i oddaję się temu w pełni :) Podobnie, jak Ty :) I to się po prostu chwali :)
UsuńA to ja jestem szczęściarą, że mam Patryka - teraz mnie będzie uczył grać na gitarze, o! XD
Dziękuję :*
dobrze,że macie siebie nawzajem i nie masz mi za co dziękować :* tylko się cieszyć... :):)
UsuńCieszę się z całego serducha :))
UsuńPodziwiam Cię! Tyle pracy w to wszystko włożyłaś i aż mi wstyd, bo jedynym moim wysiłkiem w pracy licencjackiej było przeczytanie dwóch książek. Z trzech kolejnych korzystałam pobieżnie. Tylko że pisałam o temacie, który doskonale znam, więc może to dlatego... Ale mimo wszystko - podziwiam Cię za tę pracę!
OdpowiedzUsuńO widzisz, to ja czytałam tylko artykuły, a z książek wybiórcze rozdziały, które były mi potrzebne. Ale jeśli się znasz na rzeczy i robisz to, co lubisz, to żadna praca nie jest taka straszna, jak się wydaje na początku, serio :)
UsuńCałkiem prawdopodobne ;-) Ale jednak jak czytałam, co musiałaś robić, to mnie to bardzo przeraziło! I mimo wszystko - podziwiam, za ten cały czas i pracę, którą w to włożyłaś.
UsuńZatem cóż, dziękuję :) Właściwie w tym wszystkim najgorsze było wdeptywanie w psie miny na osiedlowych trawnikach, kiedy rozwijałam miarę :P
UsuńTylko to? A wysokość drzewa jak mierzyłaś?
UsuńNie tylko - tak na serio czasem dostawałam pierdolca :P Szczególnie, jak gubiłam się w numeracji.
UsuńDo mierzenia wysokości dostawałam specjalny sprzęt - klinometr. Żeby zmierzyć wysokość, musiałam odmierzyć 15 metrów od drzewa i wtedy przy pomocy tego cudeńka mierzyłam ;)
No bo się zastanawiałam, jak się takie rzeczy mierzy. A jak działa ten cały klinometr?
UsuńNie wiem czy uda mi się Tobie wyjaśnić XD Bo to jednak łatwiej pokazać, niż opisać... Cóż, przykładasz do jednego oka i widzisz oś i skalę. Szukasz punktu zera, drugim okiem patrząc na pień przesuwasz do samego wierzchołka - no i ze skali odczytujesz wymiar :D Po czym dodajesz 1,50 - wysokość wzroku :) I tyle :P
UsuńHmm mniej więcej rozumiem, ale przestało to być łatwe dla mnie hahaha. Myślałam, że to jakoś samo się mierzy, ale jednak trzeba też się trochę przy tym pomęczyć.
UsuńNo niestety XD Mierzenie wysokości było chyba najbardziej uciążliwe :P
UsuńBrzmi uciążliwie ;-) Nie no, naprawdę Cię podziwiam. W ogóle podziwiam ludzi, którzy tyle pracy w coś wkładają.
UsuńWiesz, nie ma co podziwiać tak naprawdę :) Można samemu szukać okazji i próbować dać z siebie wszystko, by poczuć tę satysfakcję - bo uczucie to niesamowite :)
UsuńTylko widzisz... ja raczej jestem leniwa. Jedyne miejsce, w którym daje z siebie wszystko to stadion. A tak poza tym to raczej jestem leń.
UsuńMoże jednak warto wykorzystać ten potencjał gdzie indziej? ;) Może warto spróbować?
UsuńMatko Bosko Asik SZACUN! :*
OdpowiedzUsuńCzytam i stwierdzam, że ja i moja praca magisterska możemy się schować do mysiej dziury :P
Moja praca nie była łatwa (historyczna), ale Twoja to jest po prostu mega!
Dasz radę tego jestem pewna :*
Mocno trzymam za Ciebie kciuki i życzę cierpliwości w liczeniu :)
Buziaki Kochana :*
Dziękuję Kochana! :* :) Mam nadzieję, że tej cierpliwości mi nie zabraknie :) O widzisz, to ja dostawałam białej gorączki pisząc jeden podrozdział zwiążany z historią, więc równie dobrze podziwiam Ciebie za to, co zrobiłaś :) Grunt to robić to, co się lubi!
Usuń:*
I to Ty mi piszesz, że jestem wielka? Jak ja jestem wielka, to Ty jesteś gigantyczna. :) Tyle pracy i Ci się udało. Nic dziwnego, że jesteś z siebie dumna.
OdpowiedzUsuńJestem przekonana, że sobie poradzisz. Tym bardziej, że - jak piszesz - lubisz to, a to ułatwia nieco zadanie.
Trzymam kciuki, chociaż wiem, że i bez nich doskonale dasz sobie radę. :)
Oj, oj... każdy jest wielki na swój sposób :) Ale fakt faktem, dumna z siebie jestem, bo to było ogromne poświęcenie z mojej strony.
UsuńCałe szczęście, że to lubię :) Prawdę powiedziawszy współczuję osobom, które trafiły na temat u dendrologów, a które w ogóle nie czuły tego.
Dziękuję :) Kciuki mimo wszystko się bardzo przydadzą! :) Żeby tylko pogoda w pomiarach sprzyjała i cierpliwości w pisaniu nie zabrakło :)
Ważne, żeby robić to co się lubi :)
OdpowiedzUsuńOtóż to :) Nie wyobrażam sobie robić czegoś na siłę ;)
UsuńJa na szczęście też robię to co lubię więc nie ma co narzekać ;)
UsuńA co dokładnie robisz? ;>
UsuńStudiuję jak na razie dziennie farmację :p
UsuńFaktycznie, mówiłaś mi - ta moja skleroza xD
UsuńPodziwiam :) domyślam się jakie to nie jest łatwe by dokładnie opisywać to wszystko itp. Jednak jeśli to lubisz... To wszystko to pryszcz, robi się to z radością i przyjemnością :)
OdpowiedzUsuńWiesz, aż taki pryszcz to nie... Bo nieraz to i psycha człowiekowi siadała :P Najgorzej, jak się pomyliły numery drzew, albo złapała ulewa XD
UsuńAle wiesz, to trzeba też wiedzieć kiedy odpocząć :P Bo nawet ulubionej rzeczy nie można non stop robić :)
UsuńCzy to moja ulubiona rzecz, to też bym polemizowała, zdecydowanie wolę rysowanie XD
UsuńOj, ale napisałaś,że sprawia Ci to przyjemność :) Ja np. bardzo bałam się iść na praktyki, bo tyle godzin... A przesiadywałam jeszcze dłużej niż powinnam bo tak mi się podobało :P ale pewnie codziennie łażąc itp. to miałabym chwile słabości :)
UsuńAno sprawia, sprawia :) Wybacz, mam bezczelny nawyk łapania za słówka czasem XD O widzisz, to to podobna sytuacja ;)
UsuńJa pisząc magisterkę porozmawiałam z paroma nauczycielami historii i tyle. A tu proszę, pełne poświęcenie. I wielki szacunek. Naprawdę musisz to kochać :)
OdpowiedzUsuńKiedy się tak męczyłam nieraz w terenie, to marzyłam sobie właśnie o tym, by móc po prostu przeczytać kilka ksiażek, zrobić ankietę, pogadać z ludźmi i po prostu pisać. Prawdę powiedziawszy po tej całej lataninie z pomiarami, samo napisanie zajęło mi jakieś dwa tygodnie - toż to sama przyjemność już była :P
Usuńaż sama bym napisała coś takiego :D to j est fajne, to jest twórcze :D
OdpowiedzUsuńTo co? Startujesz na AK do Poznania? ;D
Usuńrzucam robotę i lecę :D a potem po każdych zajęciach będę CIę brała na winiasze :D
UsuńSuper! Już nie mogę się doczekać :D
Usuńtylko wymyśl na kaca xd
UsuńAle ja rzadko mam kaca, więc nie wiem XD
Usuńmój najgorszy trzymał kiedyś do 17-stej xd
UsuńMój cały dzień - bezlitosny XD
UsuńAsik niesamowicie to opisałaś :)
OdpowiedzUsuńw tak wyjątkowy sposób,że mnie zaintrygowałaś :)
Cieszy mnie to :)
UsuńO kurde, zszokowałam się i na prawdę podziwiam, ja to bym się chyba poddała, zanim bym się za to zabrała :) I chyba najważniejsze jest, że to polubiłaś i sprawia Ci to przyjemność. :)
OdpowiedzUsuńTeż mi się wydawało, że się poddam. I sama pewnie nigdy nie dałabym sobie z tym rady :)
UsuńMoja magisterka miała około 80 stron, więc się nie odzywam. Ale pisałam o kapitale ludzkim i rozwoju regionalnym, więc ile o tym mogłam pisać? ;|
OdpowiedzUsuńWiele rzeczy wydaje się niemożliwe na początku, jak wiesz, ile pracy Cię czeka i Ci się po prostu nie chce. Ale fajne jest to uczucie, jak zaczynasz nieprzekonana, a z czasem naprawdę zaczyna Ci się to podobać :D
Ale 80 stron to bardzo dużo! Wiesz, u mnie bardzo dużo nadrobiły tabele z pomiarami, więc ;) I tak sporo napisałaś na taki temat ;)
UsuńZgadza się, to jest rewelacyjne uczucie ;) Tym bardziej, że człowiek nawet nie pomyśli o tym, że to mogłoby się mu spodobać :P
Tabelek i rysunków też trochę miałam, bo na ich analizie opierał się mój drugi rozdział XD
UsuńNo i jak tak się popatrzy z perspektywy czasu i przypomni, jak to się nam wtedy nie chciało i jak wątpiliśmy, że to w ogóle zaczniemy, a teraz już skończyliśmy/kończymy/no prawie, to jedyne, co mi przychodzi na myśl, to: "ale ja byłam kiedyś głupia, bo to wcale nie było takie trudne" :D
Ale powiem Ci, że mi też podobna myśl do głowy przychodzi :P Teraz po prostu rozłożyłabym to sobie jakoś logicznie w czasie. No ale człowiek zawsze czuje nutkę paniki przed nieznanym :P
UsuńWidać, że kochasz to, co robisz. Nawet nie wiesz jak bardzo czytasz skupiona z uśmiechem na twarzy. :) Kojarzysz mi się z chochlikiem. Zawsze uśmiechniętym :) .
OdpowiedzUsuńO, jak miło ^^ Więc od dzisiaj będę pozytywnym chochlikiem :)))
Usuń:) Okej. Zawsze będziesz mnie rozbawiała! :D
UsuńNie ma sprawy - biorę to na siebie :D
UsuńOkej :)) Jak coś to będę pisała do Ciebie ;p
UsuńOk :)
Usuń:)
UsuńZnów nie mogę kliknąć by odpisać :P Nie wiem czy to wina mojego kompa czy blogspota....
OdpowiedzUsuńA no nic :) Ja staram się "obrazować" to o co mi chodzi bo wtedy chyba ludzie lepiej mnie rozumieją hehe :D
Pewnie blogspota, jak zwykle :P
UsuńO, to takie kalambury trochę? ;D
lipy to moje ulubione drzewa :)
OdpowiedzUsuńpodziwiam za upor i wytrwalosc...ja pewnie bym padla przy 367 drzewie :)
trzymam mocno kciuki i wierze,ze poradzisz sobie spiewajaco :)
Ja jeszcze lubię dęby i kasztanowce własnie :)))
UsuńSzczerze? Ja padłam :P I to nie raz :P
Dziękuję :) Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze :)))
zabrzmiało mi to jak jakiś średniowieczny pomysł na torturę. ale może rzeczywiście to fajne? co innego działać - i to w całkiem przyjemnym terenie - a co innego przeczytać "zmierzyłam siedemset drzew"
OdpowiedzUsuńszczęka opada :o też byłabym cholernie z siebie dumna!!
Dla mnie taką torturą byłoby napisanie czegoś na temat ekonomiczny, czy coś w ten deseń :P
UsuńTeraz będę mierzyć jeszcze więcej XD
brzmi ekscytująco xD
UsuńHaha :D
UsuńPamiętam jak mi opisywałaś właśnie to jak się męczyłaś z tymi drzewami :D
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za kolejną Twoją pracę :)
I oczywiście wciąż pamiętam, że będziesz ogród mi planować w moim hotelu :D
Masz dobrą pamięć :P
UsuńDziękuję, przyda się ;)
To dobrze, bo ja się nie przestanę polecać XD
To kolejny rok spędzony z drzewami Cię czeka? :D
UsuńDokładnie tak :P No, prawie rok, jeśli uznam, że się zepnę i skończę do czerwca XD
UsuńA uznajesz to? :D
UsuńJeszcze tak :P
Usuńwybacz ale no nie da się inaczej :P
OdpowiedzUsuńMożna tak powiedzieć :P Ale słowne hehe :D choć niektórzy to odbierają a ona ciągle pisze ' a ja to, a ja tamto " :P a mi po prostu łatwiej dać przykład tego o co mi chodzi.
Spoko, nie gniewam się :P
UsuńA co tam. Dobry i taki sposób ;D
Ja jakoś już mam to we krwi, że staram się tłumaczyć na przykładach :P
UsuńWszak to dobry sposób ^^
UsuńAle wiesz :P Różnie to się odbiera :) Za to nigdy nie potrafię tłumaczyć szkolnych rzeczy, jedynie angielski... Dawałam korki i było ok :) Ale jak ktoś mnie coś prosił zawsze w szkole czy coś bym wytłumaczyła to nie potrafiłam nigdy :P
UsuńPonoć najgorzej tłumaczy się ułamki :D Zresztą... siostra Patryka za chwilę idzie do zerówki. A ja mam ponoć najlepszą cierpliwość do tłumaczenia, więc... wszystko przede mną :P
UsuńOjej :D ja zawsze się staram ale podobno pogmatwanie tłumaczę :P
UsuńChoć jest coraz lepiej bo dzieciakom na praktykach takie pierdoły tłumaczyłam świetnie i chętnie do mnie szły o pomoc :) Więc może się wyrabiam ? :D
Najważniejsze, że się starasz :) No i Kochana praktyka czyni mistrza :D
UsuńTeraz się stresuje bo albo dostanę robotę w środę albo nie. Jak dostanę to zajebiście, ale.... Ale byłabym nauczycielką. Odpowiedzialną za dzieci i w ogóle... Boje się,że mogę coś nie tak zrobić. Do człowieka dociera to nagle wszystko. I bardzo bym chciała bo chcę tak pracować w zawodzie, a z drugiej strony... Nie osiągnęłam uprawnień, choć szansa mega to boje się,że będę źle robić wszystko :P
UsuńRozumiem Twój strach... ale wiesz, jak ja się bałam, jak się dowiedziałam, że mój pierwszy projekt ogrodu idzie do realizacji? "Boże - myślałam sobie - jak tym ludziom rośliny powiędną, bo może dawałam na złe stanowisko, złe zalecenia itd..." Byłam po-sra-na. Ale wiesz, ludzie, którzy nas zatrudniają wiedzą, że my dopiero tego doświadczenia szukamy. I mam nadzieję, że dostaniesz tę pracę! I że będziesz mogła nabyć to doświadczenie, coby i strach był mniejszy :) A w jakiej szkole byś miała pracować? Podstawowej?
UsuńNie, przedszkole integracyjne, miałabym grupę dzieci i w nich byłyby także te niepełnosprawne z lekkim upośledzeniem. Z kuratorium dostałabym pozwolenie i zaświadczenie,że byłabym oligofrenopedagogiem. Po prostu szał niebieskich ciał, doskonale wiem jak niemal niemożliwe jest pracować w zawodzie przed ukończeniem studiów, a po takiej pracy to miałabym z górki. Nie wiem niestety ile to byłoby dzieci, jaki wiek itp. Chyba jakaś mała grupa bo bez pomocy nauczyciela by to było... Więc to kolejny strach,że sama, z jednym do łazienki a reszta zostaje bez opieki? W ogóle chciałam się starać właśnie o to by być jedynie pomocą nauczyciela... A oni zaproponowali mi nauczyciela specjalnego :P Nogi mi się ugięły, to po prostu jak spełnienie marzeń, szans... ale strach jest, mega. To jednak są dzieci, żywe dzieci i jak za młodu pójdzie coś nie tak to potem jest źle... Wicedyrektorka przepytała mnie, podstawowe informacje mam, co i jak, była zadowolona. Tylko boją się,że nie załatwią wszystkiego do wrześina, za późno się odezwałam. Nie przemyślałam sprawy. A mają już jedną nauczycielkę przyjętą. Przede mną, ale z pewnego źródła wiem,że druga odeszła nagle...
UsuńTrzeba być dobrej myśli, Kochana. Słuchaj, jeśli wicedyrektorka uznała, że masz wiedzę i że jesteś dobra, to nic, tylko próbować! Poza tym jeśli masz podejście do dzieciaków to sobie poradzisz. Tak, wiem co mówię, bo przez rok studiowałam pedagogikę wczesnoszkolną XD A jak długo w takim przedszkolu trwają zajęcia?
UsuńJa bym pracowała od 7 do 13 :D ale przedszkole do 17 :D Bym miała po 6 h jedynie, weekendy wolne, wszystkie święta i do ręki 800 zł, niby mało ale co mogę narzekać? Skoro rzadko kto pracuje w zawodzie w trakcie studiów.
UsuńO, to ja też pracuje po 6h na razie :) Da się wytrzymać bez pójścia do łazienki, tylko nie można za dużo kawy pić XD No jasne że tak :) Ja pracuję na ćwierć etatu, żeby to połączyć z dziennymi. Ludzie nieraz się śmieją, że to nie praca, bo chodzę 2 dni w tygodniu ale 500 zł do ręki dostaję. :P
UsuńNa dziennych tyle? To i tak świetnie :) Ja zaocznie, więc mi to odpowiada.
UsuńSzczególnie,że ten rok miałam "bezrobotny" dostawałam 1200 zł prawie do ręki. Ostatnią wypłatę dostanę 10.09 a połowę 10.10 :) Może załapię się też w tym roku na socjalne, bo mama nie pracuje, brat niepełnosprawny więc to wszystko spada. Zawsze dobry taki grosz. A na co mi więcej kasy? Jak siedzę u rodziców, potrzebuje tylko na szkołę, zjazdy i swoje pierdoły, a udało mi się poodkładać kasę i jeszcze na 2 wyjazdy wakacyjne było i zakupy :D
Tak :) No ja jestem bardzo zadowolona, bo udało mi się w ten sposób dość mocno usamodzielnić - opłacam sobie miesięczny bilet i tramwaje i "życie" w Poznaniu, więc odciążyłam rodziców i to jest największy plus. No ale fakt faktem, że kiedy zaczynają się studia i siedzę nieraz do wieczora a na drugi dzień do pracy muszę iść i nieraz w biurze się uczyć - to bywa cieżko :P
UsuńSocjalne to dobry sposób :) Choć u mnie odpada, bo od kiedy mama otworzyła swój sklep, to już sytuacja się u nas polepszyła - i Bogu dzięki, bo pamiętam, jak było kiepsko czasem. A nam, dopóki nie mamy dzieci, swoich domów, rachunków i opłat - dokładnie, na co więcej kasy? :)
No właśnie :) Ja sobie opłacam sama studia, zjazdy bo to jednak 40 zł bilet na weekend, do tego drugie tyle jedzenie wychodzi... Nawet jak człowiek własne kanapki bierze to zawsze coś i kasy nie ma :P A telefon sama opłacam, lekarzy też sama, rodzice się o nic nie martwią. I chociaż Mama się nie martwi,że przez kiepską sytuacje nie studiuje. Mój Tata tylko zarabia obecnie więc... Bywa. Ogólnie dużo zarabia, nie możemy narzekać ale też nie ma luksusów. A wydatki na lekarzy i leki mamy ogromne. Wcześniej było lepiej, mieliśmy własną działalność, wszyscy zdrowi ale już od roku nie dało się tego ciągnąć.
UsuńNo i to jest wlaśnie dobre, że potrafimy same o siebie na tyle zadbać :) Myślę,że to większy powód do dumy, niż te moje drzewa :P
UsuńHehe :D ja szczerze mówiąc zawsze byłam samodzielna. Bo pracowałam u rodziców już mając 12 lat :P w wieku 13, przeprowadziliśmy się i wyremontowałam swój pokój, za własną kasę :P I zawsze wszystko kupuje za swoje, rodzice jedynie czasem coś mi kupią, od tak, ale tak od ok. 3 lat to nawet większość jedzenia kupuje. Oczywiście obiady są wspólne itp, ale często ja kupuje produkty i gotuje :) I choć rodzice wcześniej tego nie zaznaczali to teraz mówią,że od zawsze byłam samodzielna, radziłam sobie sama ze wszystkim i byli dumni. Może dlatego też często się buntowałam bo byłam samodzielna. Nie pamiętam by rodzice kupowali mi doładowania do telefonu, czy jakieś droższe ciuchy, albo nawet książki do szkoły. Może ktoś z boku by powiedział,że rodzice o mnie nie dbali, ale dziękuje im za tą samodzielność, zawsze jakoś byłam dojrzalsza od innych i szanowałam pieniądze. A urzędowe papierki mnie nie przerażają, wszystko sama wypełniam, załatwiam. A wiem,żę wiele moich znajomych nic nie potrafią w tej kwestii. Nawet pieniędzmi nie potrafią gospodarować. A ja mogę dumnie powiedzieć,że pokój mam taki jaki chcę, meble sama wybrałam i zapłaciłam - ostatnio komodę wymieniłam i nie musiałam błagać rodziców o nową. Tak samo o ciuchy. Jak mama miała swoją działalność to potrafiła mi kupić bluzkę albo coś ( kosztowało to ok. 20 zł) i byłam szczęśliwa, ja dokładałam do tego swoje i Zawsze za jakieś 60 zł miałam masę ciuchów i to takich, gdzie w sklepie kosztują ok 60 zł za sztukę. Z resztą wczoraj Mama mi w New Yorkerze kupiła sukienkę za 10 zł :D
UsuńW NY sukienkę za 10 zł :D To się nazywa szczęście, haha :D
UsuńNo to w takim razie nic, tylko pogratulować samodzielności :) Wiesz, wielu znajomych żyje tak po dziś dzień - chociażby ci, którzy nas tak linczują. Tzw. "studenciki". Większość nie pracuje, żyje za pieniądze rodziców i potrafi tylko szczekać, kiedy okazuje się, że będą musieli zjeść obiadek na uczelni, a nie w domu. Prawdę powiedziawszy współczuję im w dalszym życiu :)
Dokładnie! Znam to. Oskarżono mnie nawet o zazdrość bo mi rodzice tak nie dają :P Ale ja po prostu tego nie ogarniam... Ludzie po ponad 20 lat i szastają kasą rodziców i marudzą jak coś jest nie tak. Takie rozpieszczone bachory :P A potem dziwne,że pracy nie ma, bo po co było dbać o doświadczenie i pracę skoro mama z tatusiem dawali pieniążki ? Większość z nich studiuje dla zabawy...
UsuńWiesz, ja jeszcze rozumiem, kiedy rodzice naprawdę chcą pomóc. Moi bardzo chcieli, żebym poszła na studia dzienne i obrali sobie za cel, że mi je opłacą. No ale nie miałam lekko - nie stać nas było na mieszkanie dla mnie, spore wydatki itd. Opłacali mi miesięczny, a nieraz na dzień dostawałam 5 zł - starczało na drożdżówkę i kawę, a czasem nic więcej nie trzeba. :) Ja miałam się "tylko uczyć". No ale też bywały kompleksy - nie miałam tak zajebistych ciuchów, jak inni itd. Generalnie mi to nie przeszkadzało, bo nie potrzebuję ubrań z H&M-u, NY, czy innych markowych sklepów. Wolałam się nosić "po mojemu" :) Ale jednak przebywanie z tymi ludźmi na dłuższą metę przyprawiło mnie o kompleksy. Myślalam sobie, że jestem w ich oczach biedakiem, który musi dojeżdżać pociągiem, bo nie stać na mieszkanie, nie noszę się tak zajebiście jak oni itd... I prawdopodobnie tak było. Tylko z biegiem czasu zrozumiałam, że wyniosłam z tego czasu chyba trochę więcej, niż oni. I dlatego tak ważne było dla mnie to, że w końcu udało mi się znaleźć pracę, którą pogodzę ze studiami dziennymi :)
UsuńMoi nigdy by nie mieli na dzienne, a dojeżdżać po 2 h codziennie? Nie ma mowy :P Tyle miesięczny by wyszedł co i opłata za rok. Poza tym... Uważam,ze zaoczne są lepsze. Byłam na dziennych u siebie, zrezygnowałam po półtora roku. I nie żałuję. Teraz jak widać mogę pracować w zawodzie, robić coś.
UsuńOprócz mnie rodzice mają jeszcze nastolatka... Teraz 500 zł poszło na jego książki, a oprócz tego zeszyty i tak dalej, wizyty u lekarza. Po prostu musiałam radzić sobie sama. Może było mi trochę przykro,że nie mogli mi pomóc, ale z drugiej strony sama sobie poradziłam i dumna z tego jestem :P
A co do ciuchów, to w tych wszystkich sieciówkach są ciuchy za grosze :P Tylko wyprzedaże są albo kupony, i choć za bogacza się nie uważam to zawsze miałam zajebiste ciuchy :P Jak nie z hurtowni to właśnie z wyprzedaży :) Potrafiłam skórzane buty kupić za 40 zł :) Albo marynarkę przecenioną z 350 zł na 50 :)
O, to ja właśnie byłam na zaocznych i mi nie odpowiadały :P No i przyzwyczaiłam się do tych moich dojazdów, wszystko było do zniesienia, gorzej bywało tylko, gdy lądowałam w tygodniu w domu później, niż o 18-stej. Moi też mieli nastolatka... Pomagali nam obojgu. bardzo im zależało, by mnie wykształcić, właściwie miałam zakaz myślenia o tym, by studia rzucić. I dziś im za to właściwie dziękuję. :)
UsuńTylko widzisz... ja nie przepadam za chodzeniem po sklepach XD W zasadzie to ja nie znoszę zakupów XD Tak wiem, jestem dziwna XD
Ja wolę zaoczne bo można pracować, zdobywać doświadczenie choćby na wolontariatach, na dziennych jest ciężko coś takiego robić "w branży", szczególnie jeśli chodzi o pedagogikę. Po poprzednich studiach w życiu bym nie miała roboty, może siedziałabym na kasie w sklepie.
UsuńI moi rodzice cóż, nie mieli. Mój brat chodził ciągle po psychologach, psychiatrach, kasy na to poszło dużo, miał też przebojową historię... I po prostu ich nie stać było. Zazwyczaj ja im pomagałam. A to pracując i dostając za to pieniądze, a to z bratem siedząc, a to obiad robiąc. I tak od początku gimnazjum :P Właściwie nie miałam koleżanek przez to,że one nie rozumiały "teraz nie mogę", a jak mogłam już wyjść to one miały mnie w dupie :)
I nie wiem jak twoi rodzice, ale mój od roku dopiero pracuje u kogoś, tak mieli własny interes, różnie z niego wyciągali... I mieli odłożone pieniądze rok temu to 1 tyś zł poszło na moją operację... A właściwie na sam żel do operacji... Bywało tak,że tabletki po 300 zł musiałam kupować i mając 19 lat nie stać mnie było na nie, więc rodzice kupowali. Teraz moja mama miała zawał, operację tarczycy i musiałam prędko wracać do domu z wyjazdu bo okazało się,że ma krwotok i znów jest chora na coś innego i nie wiemy co... Dlatego nie mam pretensji,że nie finansują mnie. Jestem samodzielna, jakoś sobie radzę i ubrana też chodzę ładnie (ostatni rok było ciężko, nawet deprechę miałam ale rok był ciężki :P ) .
Każdy ma inną sytuacje, i jeśli komuś rodzice pomagają z głową to dobrze, moi nie mogli. Mieszkam z nimi i nie mogę narzekać, szczególnie,że Wilka też biorą pod swój dach już od czterech lat. A potrafi mieszkać z nami i miesiąc (jak ostatnio). Nie mogą wspomóc pieniężnie to chociaż tak :)
Ależ Kochana, ja nie miałam na myśli, że Twoi Rodzice nie pomagali Ci dlatego, że nie chcieli. Bo piszesz o nich zawsze dobrze i choć ich nie znam to wydaje mi się, że gdyby tylko mogli, zrobiliby wszystko, aby Ci pomóc. Po prostu czasem się nie ma takiej możliwości. Moi byli blisko tej granicy, ale na szczęście wystarczyło - choć było ciężko. I właśnie - pieniądze to nie wszystko. Liczy się każda forma wsparcia ;)
UsuńNo wlasnie... A nie dosc, ze mama wyszla ze szpitala i znow cos jest zle to tacie 2 tys z pensji ucieli... Pieniadze sa i ich nie ma. Wlasciwie to nawet rodzicom ja pozyczalam pieniadze. 2,5 tys. Splacaja mi w ratach ;p teraz na rate taka czekam bo leki i ginekolog. Dentyste mama mi zaplaci... ale to masakra. Przebolec nie moge, ze w styczniu bylam 2 razy u gina, w lutym raz i w maju... i wizyta 150 i badania z krwi za kazdym razem po ok 80 /90 zl... i leki doszly 150... bo powiedzialam, ze truc sie nie bede byle czym i mam ;p Po prostu jak zdrowia sie nie ma to pieniadze sa niczym. Normalnie mozna je zarobic a tak wydaje sie na leczenie. I smece o lekarzach a mam dopiero 22 lata ;(
UsuńI to jest w sumie cholernie smutne. Żadne pieniądze nie zastąpią nam zdrowia, niestety :(
UsuńO kurczę, pierwszy raz słyszę o takim temacie :D Bardzo ciekawie i oryginalnie :D
OdpowiedzUsuńCieszę się, że i Tobie się podoba ^^
UsuńCholera jasna, też jestem z Ciebie dumna :o nie wyobrażam sobie tak chodzić i mierzyć. Pewnie w końcu bym się powiesiła na którymś z tych drzew xd nie ma lipy :o
OdpowiedzUsuńOj nie ma lipy :P Co ciekawe w moich obecnych pomiarach jeszcze nie natknęłam się na lipę - może to faktycznie jakiś znak? XD Wiesz, ile razy ja tam chciałam się wieszać? :D
UsuńWow, podziwiam. Naprawdę szacun :D W każdym razie dobrze, że to polubiłaś.
OdpowiedzUsuńHmm, dzięki ^^ Grunt to lubić to, co się robi :)
UsuńPełen szacunek - jeśli chodzi o pracę inżynierską :) i jestem pewna że równie dobrze pójdzie Ci z magisterką :) tak - drzewa mają w sobie coś takiego...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że tak będzie! Mam póki co w sobie bardzo dużo zapału i zamierzam to wykorzystać, nim dopadnie mnie jesienna depresja :P
UsuńDrzewa są wyjątkowe :)
To jest dopiero promotorka. Też pewnie bym ryczała na Twoim miejscu ale chciałabym dostać takiego kopa jak Ty :) Bo mój promotor na magisterce, gdy usłyszał jaki temat sobie wybrałam, to powiedział, że jestem zbyt ambitna... :)
OdpowiedzUsuńJa bym wtedy chciała usłyszeć coś takiego, serio :P Ale ja w siebie nie wierzyłam. A podstawa to wiara w siebie. Jeśli jesteś na tyle ambitna i mierzysz siły na zamiary, a nie na odwrót to warto się starać i robić swoje :) Choćby dla własnej satysfakcji i udowodnienia innym, że dam radę :)
UsuńAle ja właśnie miałam podcięte skrzydła :P
UsuńKażda rana się kiedyś goi ;)
UsuńTeraz to ja się z tego śmieję. Ale wtedy to huhu :P
UsuńAno wierzę, wierzę :) Na studiach wiele razy miałam podcięte skrzydła :P
UsuńA teraz skup się na drzewach a my będziemy Cię wspierać, aby skrzydełka były całe :p
UsuńZa to Was wszystkich kocham :* :D
UsuńPewnie, że dasz!
OdpowiedzUsuńA teraz nie ma zmiłuj - ale wreszcie musimy się spotkać, Sis!
Nie mam wyjścia :D
UsuńNo właśnie! :*
Koniecznie! I to jak najszybciej! =*
UsuńO tak :D
UsuńBędziesz moim informatorem co do drzew i krzewów :) Podziwiam Ci, że masz taki temat pracy :)
OdpowiedzUsuńNie ma sprawy! Bardzo chętnie :)
Usuńba! oczywiście, że dasz radę....kocham drzewa. Wiem, że to głupio brzmi, ale uwielbiam je, kocham szum liści....
OdpowiedzUsuńTo wcale nie brzmi głupio ;) Powiem więcej: mam tak samo ;)
UsuńMam nadzieję, że i ja podczas studiowania znajdę w sobie taki entuzjazm! Powodzenia i wytrwałości Tobie. :)
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci tego!
UsuńDziękuję :)
Dobrze, że studia są Twoją pasją i studiujesz to co Cię satysfakcjonuje :) życzę dalszych sukcesów :) hmm ciekawe ile będzie miała Twoja magisterka :P:P
OdpowiedzUsuńTeż jestem ciekawa i nie mogę się doczekać dnia, gdy będę trzymać tę kolumbrynę w dłoniach XD
Usuńsamych rewelacyjnie męczących dni na tych studiach Ci życzę! :D
OdpowiedzUsuńDzięki ;D
UsuńNie tylko w tym jesteś dobra, ale dobrze że kochasz to co robisz, bo to jest najważniejsze :)
OdpowiedzUsuńOczywiście powodzenia życzę :*
Dziękuję Kochana :* Kciuki się przydadzą, jak najbardziej :)
Usuńskoro pisziesz magisterke na temat ktory Cie interesuja i zaciekawil to polowa sukcesu bo jakby nie bylo bedzie sie przyjemniej pisalo ;) to zycze wytrwalosci i sily do pisania :)
OdpowiedzUsuńOtóż to - nie wyobrażam sobie pisać o czymś, do czego brakuje mi smykałki.
UsuńDziękuję :)
Mimo stresu i ciężkiej pracy dałaś rade. Jak coś jest trudne człowiek jeszcze bardziej jest siebie dumny :)
OdpowiedzUsuńDlatego dobrze czasem postawić poprzeczkę wyżej :)
UsuńO twojej pracy i walce poprzedniej to już mi nawet mówiłaś widzisz:) Więc mam nadzieję, że i tym razem wyjdziesz obronną ręką, z wielką 5 czy coś XD Zresztą, mam nadzieję...ja to wiem! Zdecydowanie XD
OdpowiedzUsuńOch, bo mieszkają. A raczej inaczej- to one mają duszę i mówią. Tylko trzeba nauczyć się ich słuchać. Ale tobie to chyba już dobrze idzie, mówię jakem szaman:)
Ja Tobie już o wielu ważnych aspektach mego życia opowiadałam, więc i to mnie nie dziwi :) Też mam taką nadzieję - Stasia nie pozwoli mi zrobić krzywdy na obronie i to mnie uspokaja :P
UsuńMają dusze. Żyją, więc mają dusze :) I potrafią pięknie mówić i nucić... :)