poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Przełom

Ktoś mi ostatnio powiedział, że związek trwa cztery lata i albo się rozpada, albo przypieczętowuje się go zaręczynami, ślubem, wspólnym mieszkaniem, lub ciążą. Nasz czteroletni związek jest jak sierpniowe niebo ostatnimi czasy. Rozgrzane słońcem tylko po to, by za chwilę zmienić się w granatowo-burzowe, chłodne i zalane deszczowymi łzami.

Do końca roku zostały jeszcze co prawda ponad cztery miesiące, ale pamiętam, jak powiedział mi w sylwestra, że ten rok będzie dla naszego związku przełomowy. Cały czas byłam przekonana, że pewnego dnia mi się oświadczy i liczyłam na to chyba aż za bardzo. Dziś sobie pomyślałam, że być może dany został nam zupełnie inny przełom. Że być może uratowaliśmy siebie.

Po ostatnich burzach z gradobiciem spędziliśmy kilka wspólnych dni i nocy. I były to zupełnie inne wspólne dnie i noce, niż kiedyś. Byliśmy sobie wsparciem. Bardzo pomagał mi w tym, co wzięłam sobie na głowę wysyłając Rodziców na wakacje, na które w pełni sobie zasłużyli. Rozśmieszał mnie, gdy byłam smutna, a jego żarty dawno mnie tak nie bawiły. Oboje się do siebie znów uśmiechaliśmy. Przytulał, gdy się bałam. Pozwalał mi na słabość, a potem tłumaczył, że mam w sobie za dużo siły, żeby być słabą. Przykrywał kołdrą i przytulał, gdy marzłam w nocy. I tak fajnie było kombinować we dwoje w kuchni. Lubiłam patrzeć, jak zajada się ze smakiem tym, co upichciliśmy wspólnie, chociaż najmarniejszy kucharz świata ze mnie. I powiedział, że może znów zapuści dla mnie włosy. Uwielbiałam go w długich włosach. Gdy układał na strunach moje odzwyczajone od gry palce, powiedział, że zamówił dla mnie nowe struny, stroik i kostki do gitary. Będziemy znów grać. Razem

Po ponad czterech latach, zamiast się rozstać, lub zaręczać powoli przypominamy sobie, jak to jest być tą najfajniejszą parą. A ja wrzuciłam na luz. Może po prostu potrzebny jest nam czas, by sobie wszystko poukładać. Bym nigdy więcej nie musiała mówić mu To koniec. Jutro możesz przyjść po swoje rzeczy. 


Baby, Baby, I don't wanna leave you,
I'm ain't jokin' woman, I'm got to ramble.
Oh, yeah, baby, baby I believin'
We really got to ramble.

104 komentarze:

  1. Z zaręczynami itp. jeszcze nic straconego. :)
    Fajnie, że tak Wam się układa. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że nie :) Tylko ostatnio poczułam, że tak powiem "presję" rówieśniczek :P
      Też się cieszę :)

      Usuń
    2. Wszystkie się zaręczają? :)

      Usuń
    3. Żeby tylko! Zaślubiają i zaciążają :P

      Usuń
    4. Teraz moda na to, ja tam wolę pocieszyć się młodością. :D

      Usuń
    5. To przybij piątkę! ;D

      Usuń
    6. No to piąteczka w takim razie. :)

      Usuń
    7. No i proszę, jak się zrozumiałyśmy ^^

      Usuń
  2. najważniejsze,że jest lepiej...:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że jesteście tak bardzo dojrzali. Że chcecie dbać o jakość swojego związku, bo to się potem przekłada na jego długość. Zaręczyny to według mnie bardzo odpowiedzialny krok, z którym absolutnie nie można się spieszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie bardzo mnie to cieszy, że oboje staramy się wdrażać powoli w swoje zachowania to, co chcieliśmy naprawić podczas poprzednich rozmów. Czasem bywa trudno, ale mając taką świadomość, że staramy się oboje czuję, że przetrwamy :)

      Usuń
    2. Wielkie brawa :) Bo przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo, prawda? A im więcej człowiek pracy w coś włoży, tym większą ma później satysfakcji. Jak to śpiewają Luxi "chcę ubrudzić ręce, by wybudować szczęście" :)

      Usuń
    3. Jasne. Gdyby było za słodko i za prosto, to też bym się wkurzała, bo ile można? XD A Luxi bardzo mądrze prawią i w tej piosence :) Aż śpiewająco to przeczytałam :)

      Usuń
  4. Hej, do końca tego roku jeszcze daleko :P Kto wie, co się może wydarzyć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toteż właśnie zaznaczyłam, że jeszcze cztery i pół miesiąca do końca roku XD
      Ale zauważyłam dużo ważniejszy "przełom", który wróży lepiej, niż pierścionek na palcu :)

      Usuń
    2. No pewnie, że tak :) Cieszę się, że między Wami wszystko jest coraz piękniej :)
      Aczkolwiek ja czytałam że taki powrót i chęć poczucia tego co było na początku to nie jest dobre. Bo związek podobno ma 3 fazy. Pierwszą czyli to zakochanie, drugą czyli to dopasowanie do siebie, zaś później jest albo rutyna, gdzie ludzie chcą wrócić do tych czasów z fazy pierwszej. Jednak to nic nie daje ponieważ zdrową trzecią fazą dla związku jest zrozumienie co Ty wnosisz do jego życia i co on wnosi do Twojego oraz uświadomienie sobie, że to co dla siebie wnosicie stało się trwałym elementem waszego życia :)

      Usuń
    3. Wiesz, ja nie potrafię uwierzyć w takie teorie dla ogółu. Mi się po prostu wydaje, że kazdy związek jest inny, ma inne fazy i wszystko zależy od ludzi i charakterów itd... Ale fakt faktem, coś w tym jest - mieliśmy taki moment, kiedy sobie mówiliśmy, że mogło by być jak dawniej i jednak wszelkie próby okazały się toksyczne. I cieszę się, że u nas to zrozumienie pojawiło się właśnie teraz... taki inny rodzaj zrozumienia. Dla przykładu - on wie, że jestem nerwowa, dawniej go to irytowało, a teraz gdy zaczynam panikować przytula mnie i daje czas na uspokojenie. :)

      Usuń
    4. Właśnie o takie coś w tym rodzaju mi chodziło :P Czyli jednak to kolejna faza waszego związku a nie powrót do tej pierwszej :) Cieszy mnie to :)

      Usuń
    5. Całe szczęście, bo przez pewien czas toczyliśmy istną walkę z wiatrakami. Czasem jednak tęskni się za tym, co było kiedyś... Ja często wracam myślami.

      Usuń
    6. To pomyśl sobie wtedy, że najlepsze jeszcze przed Wami :)

      Usuń
    7. Właśnie tak zawsze staram się myśleć :)

      Usuń
  5. Moja pierwsza myśl brzmi podobnie jak ta Anelise: "do końca roku jeszcze trochę czasu" :P A poza tym, to dobrze, że jest dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano fakt, kto wie, co się wydarzy :P Ale dopadł nas dużo ważniejszy przełom :) Bo zaczynamy siebie rozumieć, a to wróży całkiem dobrze :)

      Usuń
    2. No bo to nie sztuka się zaręczać czy rodzić dzieci bez rozumienia się nawzajem... Więc gratuluję tego przełomu :*

      Usuń
    3. Ostatnio łapię nas nawet na tym, że bez trudu wykrztuszamy słowo "przepraszam", a to było w naszym związku chyba słowo najtrudniejsze do wypowiedzenia. :)

      Usuń
  6. Piękny wpis. Zaszkliły mi się oczy... I oby to nigdy nie zgasło, nigdy nie wypaliło się. Tego Wam życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dawno się tu nie szkliły oczy nikomu ^^ Dziękuję! :*

      Usuń
    2. Umiejętne operowanie słowem, piękne przesłanie... Trudno się nie wzruszyć :)

      Usuń
    3. W takim razie miło mi, że potrafię wzbudzić emocje ;)

      Usuń
  7. Zawsze zdarzają się burzowe okresy... po to właśnie, by człowiek mógł z radością powitać pierwsze promienie słońca. Powoli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie też te burzowe okresy doceniam i staram się rozumieć :)

      Usuń
  8. Jak Ty pięknie piszesz o uczuciach..

    OdpowiedzUsuń
  9. Najważniejsze jest to, żeby być pewnym tej drugiej osoby, a niestety ślub, zaręczyny czy dziecko nie dają gwarancji na to, że partner będzie zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę nigdy nie mamy pewności. Grunt to zaufanie. No i miłość, rzecz jasna.

      Usuń
    2. Dokładnie. Miłość i zaufanie to najważniejsze, a z resztą związek da radę.

      Usuń
    3. Kiedyś powiedziałabym jeszcze, że rozmowa jest ważna... ale teraz wiem, że ważna jest też umiejętność dania sobie czasu na pewne sprawy :)

      Usuń
    4. To też, ale znam par np. moja koleżanka rozstała się z chłopakiem po 8 latach to 1/3 naszego życia. No i co mają zrobić? Podobnie moja druga koleżanka. Nie wiem, czasem może po prostu jest tak, że coś się wypali? Sama nie wiem, chociaż często ludziom właśnie brakuje umiejętności szczerej rozmowy i chęci zrozumienia tej drugiej strony.

      Usuń
    5. Trochę to straszne, wiesz? Taka świadomość, że coś może się wypalić właśnie. No bo jaka w takim razie pewność, że to się nie wypali, gdy ten związek się już przypieczętuje wspólnym mieszkaniem? Chociaż na razie wnioskuję, że takie wspólne życie często okazuje się antidotum na te wszystkie burze...

      Usuń
    6. Powiem tak, myślę, że właśnie przez jakieś niedopowiedzenia i jakieś pretensje. Tak jak u mnie. Mój były miał nieuzasadnione pretensje, o których mi nie mówił, w konsekwencji czego odszedł, a ja nawet nie wiedziałam dlaczego.

      Usuń
    7. Otóż to. Jest zrozumiałe, że można potrzebować czasu, ale jeśli jest się z kimś - no potrzebna jest ta rozmowa i tyle... Należy sobie wszystko wyjaśnić. Każdy zasługuje na wyjaśnienie.

      Usuń
  10. Strasznie długo już jesteście razem! Ale nic na siłę, wszystko przyjdzie w swoim czasie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiem, kiedy to zleciało ^^

      Usuń
    2. Szczęśliwi czasu nie liczą, więc to akurat dobrze świadczy, że nie wiesz, kiedy to zleciało ;-)

      Usuń
    3. O widzisz! I to jest piękna teoria ;D

      Usuń
  11. jakby nie bylo jestescie mlodzi i ksztaltujecie sie i wiaodmo jest ze moga byc i burze i piekne sloneczne niebo ale najfajniejsze ze wzystko idzie w dobrym kierunku ze uklada sie tak ze chcecie byc razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniec końców zawsze zostajemy ze sobą. To chyba właśnie dobrze wróży :)

      Usuń
  12. Kochana, i na zaręczyny przyjdzie czas! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. myślę że czeka na właściwą okazję :D może boże narodzenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto go wie :D Może akurat XD Chociaż już mi jakoś aż tak na tym nie zależy :P

      Usuń
    2. mówię Ci będziesz jadła rybę i zamiast ości znajdziesz pierścionka :D

      Usuń
    3. Hahaha XD Żebym się tylko nim nie udławiła :P

      Usuń
  14. Bo ogólnie życie w parze, w ogóle życie to zbiór i tych słonecznych dni i gradobić, ważne,że jesteście razem i jesteście dla siebie oparciem podczas tych burz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle nauczyłam się doceniać te burze. Nie tylko dlatego, że po nich zawsze wychodzi słońce, ale też dlatego, że zawsze wnoszą coś wartościowego ;)

      Usuń
  15. bardzo bym chciała, aby Wam się udało na nowo odnaleźć głębokie szczęście ;) Dobrze, że ukochany Ci tak pomaga i że masz wsparcie. Nawet Wam ciut zazdroszczę - mnie się nie udało uratować nic z mojego życia i związku. Ale TY nie pozwoł sobie odebrać radości bycia razem nawet przez wielkie burze, w każdym związku takie są :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Kochana, bo czasem tak jest, że lepiej po prostu odpuścić. Ja sobie myślę wtedy "może tak miało być?" I najciekawsze jest to, że to po paru latach się sprawdza. I nigdy nie jest tak, że niczego nie wyratujemy... zawsze pozostaje nam jakaś nauka :)

      Usuń
  16. Jesteś cierpliwa :) czasami po latach związek jakby się odnawiał jakby. Ale ja bym 4 lat nie czekała na zręczny. Choć wiem, że nie każdemu to potrzebne. Ale kto wiem może jeszcze Cie zaskoczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie mi to nie jest jakoś specjalnie potrzebne :) Właściwie to obyłoby się bez zaręczyn. tym bardziej, że nie potrzebujemy ich, aby rozmawiać o ślubie i wspólnej przyszłości :)

      Usuń
  17. Zobaczysz, że Cię jeszcze zaskoczy w najmniej odpowiedniej chwili :)
    Cieszę się, ze Wam się wszystko tak dobrze układa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto go tam wie XD
      Też się cieszę :)

      Usuń
  18. A to nie było 3 lata? A nawet jeśli 4 to przez najbliższe miesiące może dużo się zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie - 4, dobrze liczę :D

      Usuń
    2. Nie nie - chodziło mi o to, że związek po 3 latach ma albo się rozpaść albo para ma wziąć ślub :D

      Usuń
    3. A widzisz :D Teraz czaję bazę :D Łe, no to my już w takim razie po kryzysie XD

      Usuń
    4. Miałam to na zajęciach z psychologii, więc wiesz :p najgorsze masz już za sobą :P

      Usuń
    5. Zatem masz potwierdzone badaniami informacje :P Pozostaje mi tylko uwierzyć ^^

      Usuń
    6. Uwierz, miałam 5 z psychologii :D

      Usuń
    7. No to w takim razie wierzę bez dwóch zdań! :)

      Usuń
  19. Nie wiem co to za głupota z tymi latami... Nam minęło 4 lata, jest cudownie, co prawda ja ostatnio zrobiłam burzę bo było mi za dobrze w całym moim życiu na wszystkich możliwych pułapach :P ale ani się nie zaręczamy, ani nie pobieramy, dziecka też nie mamy i ślubu też nie będzie :P Zaręczeni jesteśmy, o dzieci trudno, możliwości mieszkaniem razem nie ma (chyba,że u rodziców a ja to wykluczam - jak mieszkać to oddzielnie, bez rodziców). Tak więc po prostu trzeba być :)
    I obyś nie zapomniała jaką parą jesteście, bo to nie może być tylko chwilowe :P Chwilowe może być załamanie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to Wam. Głupota, nie głupota, ale kilka nawet najbliższych mi par rozpadło się po paru latach bycia ze sobą. Moze właśnie zabrakło jakiegoś działania? Nie wiem, można gdybać, bo ile związków, tyle problemów, bo każdy posiada inne. Ja się staram nie odnosić tak teoretycznie do ogółu i w zasadzie unikam tego, ale biorąc pod uwagę wspomniane zaprzyjaźnione pary... Trochę się przeraziłam, tym bardziej, że i u nas nie było ostatnio kolorowo.

      Usuń
    2. Nie może być ciągle kolorowo, ja się troszkę boje bo wiem,że w przeciągu dwóch lat nie mamy możliwości zamieszkania razem. Ślubu... Choć bardzo byśmy chcieli, a sześć lat to dosyć dużo będzie :P Zauważyłam,że po ok 7 latach to już nie zdrowy związek. Choćby dlatego,że właśnie też znam pary co się rozpadły, a jak już wzięły ślub to było bardzo ciężko i nie wiadomo czemu się trzymają jeszcze razem jak jest bardzo źle...
      Ale z drugiej strony tak jak napisałaś różne są pary, ludzie i chyba nie trzeba sobie tego brać do głowy tylko cieszyć się, starać, dbać.

      Usuń
    3. No nie, ale ostatnio potrafimy się pokłócić nawet o krzywe spojrzenie. W sumie... moja koleżanka właśnie wyszła za mąż po 6 latach związku. Głównie dlatego, że zaszła w ciążę, no a rodzina nie akceptowała dziecka bez ślubu. No ale im to było na rękę w sumie, bo sami planowali wziąć ślub niedużo poźniej, bo w przyszłym roku. Ciąża przynajmniej im wszystko przyspieszyła. W każdym razie... tak mi się teraz wydaje, że po paru latach nie wystarczy samo bycie. Bo jeśli jest się z kimś długo, to znaczy, że na jakiś sposób planuje się z tym człowiekiem przyszłość, to w pewnym momencie, jak napisałaś to staje się niezdrowe. Toksyczne. Już mniej istotne staje się chodzenie za rękę, czy niewinne pocałunki - okej, to nadal ważne, ale pojawiają się inne sprawy: albo realizujemy nasze marzenia, albo nadal stoimy w miejscu...

      Usuń
    4. No dokładnie. Wiele par chyba im dłuższy staż tym pary się zatrzymują. Akurat o tyle dobrze,że my musimy jeszcze walczyć o normalne bycie razem bo dzieli nas ponad 500 km, więc szuka się pracy, stara się by były pieniądze i odkłada się na to wszystko. A na razie nie mamy odłożonego grosza :P Wiem,że gdyby mieszkał obok znaleźlibyśmy wspólne mieszkanie, byłoby inaczej ale nie jest... Te drobne gesty nie zanikły, dalej są jak było na początku, smakują inaczej ale są :) Teraz jednak oprócz tego jest wsparcie, dużo przytulania i pomagania.
      A co do kłótni, to chyba oboje musicie ustępować sobie nawzajem, bo jak można się kłócić o coś takiego ? :P Lepiej się zaśmiać, obrócić jakoś w żart... A ten kto zaczyna powinien się uciszyć :)

      Usuń
    5. No i właśnie chyba o te całe staranie chodzi. Te wszystkie próby jakoś utrzymują związek. Ano u Was dochodzi jeszcze ta cholerna odległość... tym bardziej, że to nie godzina czy dwie jazdy samochodem, ale aż 500 km... Ale właśnie te wsparcie, to przytulenie i pomoc jakoś tak sprawia, że jest łatwiej, nie? :) Małe gesty, a cieszą :)
      My mamy takie charakterki, że nieraz obrót w żart to jest zabójstwo XD Ale pracujemy nad tym, szczególnie ja - w pewnych sytuacjach czasem nie potrafię wyluzować. Ale to właściwie tylko wtedy, gdy mam nadmiar obowiązków i jakieś takie stresujące dni ;)

      Usuń
    6. To jest 10 h jazdy pociągiem :P samochodem nie dość,że drogo to i zmęczenie, nie dałoby rady jeździć. Ale wiedząc,że on się stara tyle jeżdżac, że dzwoni, że ja mogę zadzwonić i się rozpłakać w środku nocy bo mój zwierz jest chory, albo mi jest nie dobrze :P
      My tacy jesteśmy,że jak już się sprzeczamy to są żarty i lubimy sobie tak dokuczać, pośmiać się :) No i staramy się robić coś dla siebie, ostatnio dużo problemów, stresu to staramy sobie to wynagradzać, np. wyjściem gdzieś, ale teraz nie ma okazji na to i szkoda.

      Usuń
    7. Ano wiem, wiem ;) Mam przyjaciółkę 500 km od siebie :P Najważniejsze, że macie ze sobą tak dobry kontakt - to bardzo ważne :)
      Wiesz, my też lubimy sobie podokuczać, tylko są takie dni, że no... bez kija nie podchodź, bez czołgu nie podjeżdżaj XD A on nieraz tego po prostu nie rozumie.

      Usuń
  20. A jak związek trwa już prawie 5 lat i się psuje to co? :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Przełomowy moment nie koniecznie muszą oznaczać zaręczyny co już wiesz. Aczkolwiek bardzo miło czytało mi się Twój wpis. Cały czas się uśmiechałam. Brawo za postawę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to mile! :) Cóż, człowiek uczy się całe życie :)

      Usuń
  22. Gratuluję tak długiego związku. 4 lata to już kawał czasu. Oby dalej było tylko dobrze. A o zaręczyny się nie martw. Może planuje je zrobić w wielkim stylu? Może poczeka nawet do ostatniego dnia roku? Kto wie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Nie wiem XD Znamy się na tyle długo, że nie wiem, czy spodziewałabym się po nim zaręczyn w wielkim stylu XD No ale kto wie, kto wie :P

      Usuń
  23. Takie gadanie o kant pupy można rozbić. ;P
    Wątpliwości mogą nadejść w każdej chwili - trawa przecież zawsze zieleńsza. Tylko czy o to tu chodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedy wątpliwości pojawiają się z większą częstotliwością?

      Usuń
  24. Nam też już zaraz 4 lata stukną :)

    OdpowiedzUsuń
  25. co tu dużo mówić chyba trafił swój na swego ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Może faktycznie dany Wam był ten inny przełom, ale to jeden z tych przełomów, których się nie planuje i nie da przewidzieć. A P. chyba nie taki miał na myśli :) Ale mniejsza z tym... najważniejsze, że teraz jest lepiej, że przypominacie sobie o tym, co było dla Was istotne na początku związku, te wszystkie niby zwykłe, codzienne czynności, gesty, słowa, które mają bardzo ważną rolę w miłości. Które zawsze powinny być ważne, nawet po kilku latach razem. Może przez ich zaniedbanie coś idzie nie tak, z pozornie banalnych spraw tworzą się największe burze. I cieszę się, że te burze się kończą, że wychodzi słońce, że idzie ku dobremu. Oby tak było jak najdłużej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem - nie to miał na myśli, zdecydowanie. Ale mi się wydaje, że osiągnęliśmy dużo więcej, niż pierścionek na palcu. Bo co z tego, że bym go miała, skoro nie umielibyśmy się dogadać? Ja myślę, że to te drobiazgi, o których wspomniałaś Aniu są zaniedbane. Chociaż staramy się o nich pamiętać, to jednak nie zawsze idzie to w parze z praktyką...

      Usuń
  27. Kochana :*
    Takie chwile są cudowne i bardzo podbudowują związek.
    Cieszę się, że jest lepiej :*
    Czasem to lepsze niż długo wyczekiwane zaręczyny...naprawdę :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - takie chwile przyniosły dużo więcej radości :)
      :*

      Usuń
  28. Dobrze jest przypomnieć sobie tę świeżość związku i towarzyszące jej emocje. Nic nie jest przecież tak intensywne jak początki. A Wy umieliście po latach do tego wrócić, to nieoceniona umiejętność.

    Mam nadzieję, że będzie Wam się dobrze układało i mimo kłótni, które przecież wciąż się wszystkim przydarzają, nie zapomnicie nigdy razem spędzonego czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja czasem nawet za często wracam do tych początków, a to bywa trochę toksyczne, bo tak naprawdę już ni będzie tak, jak dawniej. Ale staramy się doceniać drobiazgi, które są przecież tak ważne :)

      Również mam taką nadzieję :)

      Usuń
    2. A ja trzymam kciuki za Was. :)

      Usuń
  29. przełom dla każdego oznacza co innego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzę z założenia, że przełomów może być naprawdę wiele.

      Usuń