Ktoś mi ostatnio powiedział, że związek trwa cztery lata i albo się rozpada, albo przypieczętowuje się go zaręczynami, ślubem, wspólnym mieszkaniem, lub ciążą. Nasz czteroletni związek jest jak sierpniowe niebo ostatnimi czasy. Rozgrzane słońcem tylko po to, by za chwilę zmienić się w granatowo-burzowe, chłodne i zalane deszczowymi łzami.
Do końca roku zostały jeszcze co prawda ponad cztery miesiące, ale pamiętam, jak powiedział mi w sylwestra, że ten rok będzie dla naszego związku przełomowy. Cały czas byłam przekonana, że pewnego dnia mi się oświadczy i liczyłam na to chyba aż za bardzo. Dziś sobie pomyślałam, że być może dany został nam zupełnie inny przełom. Że być może uratowaliśmy siebie.
Po ostatnich burzach z gradobiciem spędziliśmy kilka wspólnych dni i nocy. I były to zupełnie inne wspólne dnie i noce, niż kiedyś. Byliśmy sobie wsparciem. Bardzo pomagał mi w tym, co wzięłam sobie na głowę wysyłając Rodziców na wakacje, na które w pełni sobie zasłużyli. Rozśmieszał mnie, gdy byłam smutna, a jego żarty dawno mnie tak nie bawiły. Oboje się do siebie znów uśmiechaliśmy. Przytulał, gdy się bałam. Pozwalał mi na słabość, a potem tłumaczył, że mam w sobie za dużo siły, żeby być słabą. Przykrywał kołdrą i przytulał, gdy marzłam w nocy. I tak fajnie było kombinować we dwoje w kuchni. Lubiłam patrzeć, jak zajada się ze smakiem tym, co upichciliśmy wspólnie, chociaż najmarniejszy kucharz świata ze mnie. I powiedział, że może znów zapuści dla mnie włosy. Uwielbiałam go w długich włosach. Gdy układał na strunach moje odzwyczajone od gry palce, powiedział, że zamówił dla mnie nowe struny, stroik i kostki do gitary. Będziemy znów grać. Razem.
Po ponad czterech latach, zamiast się rozstać, lub zaręczać powoli przypominamy sobie, jak to jest być tą najfajniejszą parą. A ja wrzuciłam na luz. Może po prostu potrzebny jest nam czas, by sobie wszystko poukładać. Bym nigdy więcej nie musiała mówić mu To koniec. Jutro możesz przyjść po swoje rzeczy.
Baby, Baby, I don't wanna leave you,
I'm ain't jokin' woman, I'm got to ramble.
Oh, yeah, baby, baby I believin'
We really got to ramble.
Przyjadę na Wasz ślub :*
OdpowiedzUsuńSpoko! ;D :*
UsuńZ zaręczynami itp. jeszcze nic straconego. :)
OdpowiedzUsuńFajnie, że tak Wam się układa. :*
Jasne, że nie :) Tylko ostatnio poczułam, że tak powiem "presję" rówieśniczek :P
UsuńTeż się cieszę :)
Wszystkie się zaręczają? :)
UsuńŻeby tylko! Zaślubiają i zaciążają :P
UsuńTeraz moda na to, ja tam wolę pocieszyć się młodością. :D
UsuńTo przybij piątkę! ;D
UsuńNo to piąteczka w takim razie. :)
UsuńNo i proszę, jak się zrozumiałyśmy ^^
UsuńDoskonale wręcz. :D
UsuńNie pierwszy raz ;D
Usuńnajważniejsze,że jest lepiej...:*
OdpowiedzUsuńOtóż to :*
UsuńCieszę się, że jesteście tak bardzo dojrzali. Że chcecie dbać o jakość swojego związku, bo to się potem przekłada na jego długość. Zaręczyny to według mnie bardzo odpowiedzialny krok, z którym absolutnie nie można się spieszyć.
OdpowiedzUsuńWłaśnie bardzo mnie to cieszy, że oboje staramy się wdrażać powoli w swoje zachowania to, co chcieliśmy naprawić podczas poprzednich rozmów. Czasem bywa trudno, ale mając taką świadomość, że staramy się oboje czuję, że przetrwamy :)
UsuńWielkie brawa :) Bo przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo, prawda? A im więcej człowiek pracy w coś włoży, tym większą ma później satysfakcji. Jak to śpiewają Luxi "chcę ubrudzić ręce, by wybudować szczęście" :)
UsuńJasne. Gdyby było za słodko i za prosto, to też bym się wkurzała, bo ile można? XD A Luxi bardzo mądrze prawią i w tej piosence :) Aż śpiewająco to przeczytałam :)
UsuńHej, do końca tego roku jeszcze daleko :P Kto wie, co się może wydarzyć :P
OdpowiedzUsuńToteż właśnie zaznaczyłam, że jeszcze cztery i pół miesiąca do końca roku XD
UsuńAle zauważyłam dużo ważniejszy "przełom", który wróży lepiej, niż pierścionek na palcu :)
No pewnie, że tak :) Cieszę się, że między Wami wszystko jest coraz piękniej :)
UsuńAczkolwiek ja czytałam że taki powrót i chęć poczucia tego co było na początku to nie jest dobre. Bo związek podobno ma 3 fazy. Pierwszą czyli to zakochanie, drugą czyli to dopasowanie do siebie, zaś później jest albo rutyna, gdzie ludzie chcą wrócić do tych czasów z fazy pierwszej. Jednak to nic nie daje ponieważ zdrową trzecią fazą dla związku jest zrozumienie co Ty wnosisz do jego życia i co on wnosi do Twojego oraz uświadomienie sobie, że to co dla siebie wnosicie stało się trwałym elementem waszego życia :)
Wiesz, ja nie potrafię uwierzyć w takie teorie dla ogółu. Mi się po prostu wydaje, że kazdy związek jest inny, ma inne fazy i wszystko zależy od ludzi i charakterów itd... Ale fakt faktem, coś w tym jest - mieliśmy taki moment, kiedy sobie mówiliśmy, że mogło by być jak dawniej i jednak wszelkie próby okazały się toksyczne. I cieszę się, że u nas to zrozumienie pojawiło się właśnie teraz... taki inny rodzaj zrozumienia. Dla przykładu - on wie, że jestem nerwowa, dawniej go to irytowało, a teraz gdy zaczynam panikować przytula mnie i daje czas na uspokojenie. :)
UsuńWłaśnie o takie coś w tym rodzaju mi chodziło :P Czyli jednak to kolejna faza waszego związku a nie powrót do tej pierwszej :) Cieszy mnie to :)
UsuńCałe szczęście, bo przez pewien czas toczyliśmy istną walkę z wiatrakami. Czasem jednak tęskni się za tym, co było kiedyś... Ja często wracam myślami.
UsuńTo pomyśl sobie wtedy, że najlepsze jeszcze przed Wami :)
UsuńWłaśnie tak zawsze staram się myśleć :)
UsuńMoja pierwsza myśl brzmi podobnie jak ta Anelise: "do końca roku jeszcze trochę czasu" :P A poza tym, to dobrze, że jest dobrze.
OdpowiedzUsuńAno fakt, kto wie, co się wydarzy :P Ale dopadł nas dużo ważniejszy przełom :) Bo zaczynamy siebie rozumieć, a to wróży całkiem dobrze :)
UsuńNo bo to nie sztuka się zaręczać czy rodzić dzieci bez rozumienia się nawzajem... Więc gratuluję tego przełomu :*
UsuńOstatnio łapię nas nawet na tym, że bez trudu wykrztuszamy słowo "przepraszam", a to było w naszym związku chyba słowo najtrudniejsze do wypowiedzenia. :)
UsuńPiękny wpis. Zaszkliły mi się oczy... I oby to nigdy nie zgasło, nigdy nie wypaliło się. Tego Wam życzę!
OdpowiedzUsuńOjej, dawno się tu nie szkliły oczy nikomu ^^ Dziękuję! :*
UsuńUmiejętne operowanie słowem, piękne przesłanie... Trudno się nie wzruszyć :)
UsuńW takim razie miło mi, że potrafię wzbudzić emocje ;)
UsuńZawsze zdarzają się burzowe okresy... po to właśnie, by człowiek mógł z radością powitać pierwsze promienie słońca. Powoli.
OdpowiedzUsuńDlatego właśnie też te burzowe okresy doceniam i staram się rozumieć :)
UsuńJak Ty pięknie piszesz o uczuciach..
OdpowiedzUsuńSerio? :)
UsuńNajważniejsze jest to, żeby być pewnym tej drugiej osoby, a niestety ślub, zaręczyny czy dziecko nie dają gwarancji na to, że partner będzie zawsze.
OdpowiedzUsuńTak naprawdę nigdy nie mamy pewności. Grunt to zaufanie. No i miłość, rzecz jasna.
UsuńDokładnie. Miłość i zaufanie to najważniejsze, a z resztą związek da radę.
UsuńKiedyś powiedziałabym jeszcze, że rozmowa jest ważna... ale teraz wiem, że ważna jest też umiejętność dania sobie czasu na pewne sprawy :)
UsuńTo też, ale znam par np. moja koleżanka rozstała się z chłopakiem po 8 latach to 1/3 naszego życia. No i co mają zrobić? Podobnie moja druga koleżanka. Nie wiem, czasem może po prostu jest tak, że coś się wypali? Sama nie wiem, chociaż często ludziom właśnie brakuje umiejętności szczerej rozmowy i chęci zrozumienia tej drugiej strony.
UsuńTrochę to straszne, wiesz? Taka świadomość, że coś może się wypalić właśnie. No bo jaka w takim razie pewność, że to się nie wypali, gdy ten związek się już przypieczętuje wspólnym mieszkaniem? Chociaż na razie wnioskuję, że takie wspólne życie często okazuje się antidotum na te wszystkie burze...
UsuńPowiem tak, myślę, że właśnie przez jakieś niedopowiedzenia i jakieś pretensje. Tak jak u mnie. Mój były miał nieuzasadnione pretensje, o których mi nie mówił, w konsekwencji czego odszedł, a ja nawet nie wiedziałam dlaczego.
UsuńOtóż to. Jest zrozumiałe, że można potrzebować czasu, ale jeśli jest się z kimś - no potrzebna jest ta rozmowa i tyle... Należy sobie wszystko wyjaśnić. Każdy zasługuje na wyjaśnienie.
UsuńStrasznie długo już jesteście razem! Ale nic na siłę, wszystko przyjdzie w swoim czasie ;-)
OdpowiedzUsuńNawet nie wiem, kiedy to zleciało ^^
UsuńSzczęśliwi czasu nie liczą, więc to akurat dobrze świadczy, że nie wiesz, kiedy to zleciało ;-)
UsuńO widzisz! I to jest piękna teoria ;D
Usuńjakby nie bylo jestescie mlodzi i ksztaltujecie sie i wiaodmo jest ze moga byc i burze i piekne sloneczne niebo ale najfajniejsze ze wzystko idzie w dobrym kierunku ze uklada sie tak ze chcecie byc razem :)
OdpowiedzUsuńKoniec końców zawsze zostajemy ze sobą. To chyba właśnie dobrze wróży :)
UsuńKochana, i na zaręczyny przyjdzie czas! ;-)
OdpowiedzUsuńWiem, wiem! :)
Usuńmyślę że czeka na właściwą okazję :D może boże narodzenie?
OdpowiedzUsuńA kto go wie :D Może akurat XD Chociaż już mi jakoś aż tak na tym nie zależy :P
Usuńmówię Ci będziesz jadła rybę i zamiast ości znajdziesz pierścionka :D
UsuńHahaha XD Żebym się tylko nim nie udławiła :P
UsuńBo ogólnie życie w parze, w ogóle życie to zbiór i tych słonecznych dni i gradobić, ważne,że jesteście razem i jesteście dla siebie oparciem podczas tych burz.
OdpowiedzUsuńW ogóle nauczyłam się doceniać te burze. Nie tylko dlatego, że po nich zawsze wychodzi słońce, ale też dlatego, że zawsze wnoszą coś wartościowego ;)
Usuńbardzo bym chciała, aby Wam się udało na nowo odnaleźć głębokie szczęście ;) Dobrze, że ukochany Ci tak pomaga i że masz wsparcie. Nawet Wam ciut zazdroszczę - mnie się nie udało uratować nic z mojego życia i związku. Ale TY nie pozwoł sobie odebrać radości bycia razem nawet przez wielkie burze, w każdym związku takie są :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWiesz Kochana, bo czasem tak jest, że lepiej po prostu odpuścić. Ja sobie myślę wtedy "może tak miało być?" I najciekawsze jest to, że to po paru latach się sprawdza. I nigdy nie jest tak, że niczego nie wyratujemy... zawsze pozostaje nam jakaś nauka :)
UsuńJesteś cierpliwa :) czasami po latach związek jakby się odnawiał jakby. Ale ja bym 4 lat nie czekała na zręczny. Choć wiem, że nie każdemu to potrzebne. Ale kto wiem może jeszcze Cie zaskoczy
OdpowiedzUsuńAno właśnie mi to nie jest jakoś specjalnie potrzebne :) Właściwie to obyłoby się bez zaręczyn. tym bardziej, że nie potrzebujemy ich, aby rozmawiać o ślubie i wspólnej przyszłości :)
UsuńZobaczysz, że Cię jeszcze zaskoczy w najmniej odpowiedniej chwili :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, ze Wam się wszystko tak dobrze układa :)
Kto go tam wie XD
UsuńTeż się cieszę :)
A to nie było 3 lata? A nawet jeśli 4 to przez najbliższe miesiące może dużo się zmienić :)
OdpowiedzUsuńNie, nie - 4, dobrze liczę :D
UsuńNie nie - chodziło mi o to, że związek po 3 latach ma albo się rozpaść albo para ma wziąć ślub :D
UsuńA widzisz :D Teraz czaję bazę :D Łe, no to my już w takim razie po kryzysie XD
UsuńMiałam to na zajęciach z psychologii, więc wiesz :p najgorsze masz już za sobą :P
UsuńZatem masz potwierdzone badaniami informacje :P Pozostaje mi tylko uwierzyć ^^
UsuńUwierz, miałam 5 z psychologii :D
UsuńNo to w takim razie wierzę bez dwóch zdań! :)
UsuńNie wiem co to za głupota z tymi latami... Nam minęło 4 lata, jest cudownie, co prawda ja ostatnio zrobiłam burzę bo było mi za dobrze w całym moim życiu na wszystkich możliwych pułapach :P ale ani się nie zaręczamy, ani nie pobieramy, dziecka też nie mamy i ślubu też nie będzie :P Zaręczeni jesteśmy, o dzieci trudno, możliwości mieszkaniem razem nie ma (chyba,że u rodziców a ja to wykluczam - jak mieszkać to oddzielnie, bez rodziców). Tak więc po prostu trzeba być :)
OdpowiedzUsuńI obyś nie zapomniała jaką parą jesteście, bo to nie może być tylko chwilowe :P Chwilowe może być załamanie :P
Wiesz, to Wam. Głupota, nie głupota, ale kilka nawet najbliższych mi par rozpadło się po paru latach bycia ze sobą. Moze właśnie zabrakło jakiegoś działania? Nie wiem, można gdybać, bo ile związków, tyle problemów, bo każdy posiada inne. Ja się staram nie odnosić tak teoretycznie do ogółu i w zasadzie unikam tego, ale biorąc pod uwagę wspomniane zaprzyjaźnione pary... Trochę się przeraziłam, tym bardziej, że i u nas nie było ostatnio kolorowo.
UsuńNie może być ciągle kolorowo, ja się troszkę boje bo wiem,że w przeciągu dwóch lat nie mamy możliwości zamieszkania razem. Ślubu... Choć bardzo byśmy chcieli, a sześć lat to dosyć dużo będzie :P Zauważyłam,że po ok 7 latach to już nie zdrowy związek. Choćby dlatego,że właśnie też znam pary co się rozpadły, a jak już wzięły ślub to było bardzo ciężko i nie wiadomo czemu się trzymają jeszcze razem jak jest bardzo źle...
UsuńAle z drugiej strony tak jak napisałaś różne są pary, ludzie i chyba nie trzeba sobie tego brać do głowy tylko cieszyć się, starać, dbać.
No nie, ale ostatnio potrafimy się pokłócić nawet o krzywe spojrzenie. W sumie... moja koleżanka właśnie wyszła za mąż po 6 latach związku. Głównie dlatego, że zaszła w ciążę, no a rodzina nie akceptowała dziecka bez ślubu. No ale im to było na rękę w sumie, bo sami planowali wziąć ślub niedużo poźniej, bo w przyszłym roku. Ciąża przynajmniej im wszystko przyspieszyła. W każdym razie... tak mi się teraz wydaje, że po paru latach nie wystarczy samo bycie. Bo jeśli jest się z kimś długo, to znaczy, że na jakiś sposób planuje się z tym człowiekiem przyszłość, to w pewnym momencie, jak napisałaś to staje się niezdrowe. Toksyczne. Już mniej istotne staje się chodzenie za rękę, czy niewinne pocałunki - okej, to nadal ważne, ale pojawiają się inne sprawy: albo realizujemy nasze marzenia, albo nadal stoimy w miejscu...
UsuńNo dokładnie. Wiele par chyba im dłuższy staż tym pary się zatrzymują. Akurat o tyle dobrze,że my musimy jeszcze walczyć o normalne bycie razem bo dzieli nas ponad 500 km, więc szuka się pracy, stara się by były pieniądze i odkłada się na to wszystko. A na razie nie mamy odłożonego grosza :P Wiem,że gdyby mieszkał obok znaleźlibyśmy wspólne mieszkanie, byłoby inaczej ale nie jest... Te drobne gesty nie zanikły, dalej są jak było na początku, smakują inaczej ale są :) Teraz jednak oprócz tego jest wsparcie, dużo przytulania i pomagania.
UsuńA co do kłótni, to chyba oboje musicie ustępować sobie nawzajem, bo jak można się kłócić o coś takiego ? :P Lepiej się zaśmiać, obrócić jakoś w żart... A ten kto zaczyna powinien się uciszyć :)
No i właśnie chyba o te całe staranie chodzi. Te wszystkie próby jakoś utrzymują związek. Ano u Was dochodzi jeszcze ta cholerna odległość... tym bardziej, że to nie godzina czy dwie jazdy samochodem, ale aż 500 km... Ale właśnie te wsparcie, to przytulenie i pomoc jakoś tak sprawia, że jest łatwiej, nie? :) Małe gesty, a cieszą :)
UsuńMy mamy takie charakterki, że nieraz obrót w żart to jest zabójstwo XD Ale pracujemy nad tym, szczególnie ja - w pewnych sytuacjach czasem nie potrafię wyluzować. Ale to właściwie tylko wtedy, gdy mam nadmiar obowiązków i jakieś takie stresujące dni ;)
To jest 10 h jazdy pociągiem :P samochodem nie dość,że drogo to i zmęczenie, nie dałoby rady jeździć. Ale wiedząc,że on się stara tyle jeżdżac, że dzwoni, że ja mogę zadzwonić i się rozpłakać w środku nocy bo mój zwierz jest chory, albo mi jest nie dobrze :P
UsuńMy tacy jesteśmy,że jak już się sprzeczamy to są żarty i lubimy sobie tak dokuczać, pośmiać się :) No i staramy się robić coś dla siebie, ostatnio dużo problemów, stresu to staramy sobie to wynagradzać, np. wyjściem gdzieś, ale teraz nie ma okazji na to i szkoda.
Ano wiem, wiem ;) Mam przyjaciółkę 500 km od siebie :P Najważniejsze, że macie ze sobą tak dobry kontakt - to bardzo ważne :)
UsuńWiesz, my też lubimy sobie podokuczać, tylko są takie dni, że no... bez kija nie podchodź, bez czołgu nie podjeżdżaj XD A on nieraz tego po prostu nie rozumie.
A jak związek trwa już prawie 5 lat i się psuje to co? :)
OdpowiedzUsuńTo trzeba rozmawiać.
UsuńPrzełomowy moment nie koniecznie muszą oznaczać zaręczyny co już wiesz. Aczkolwiek bardzo miło czytało mi się Twój wpis. Cały czas się uśmiechałam. Brawo za postawę! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, to mile! :) Cóż, człowiek uczy się całe życie :)
UsuńGratuluję tak długiego związku. 4 lata to już kawał czasu. Oby dalej było tylko dobrze. A o zaręczyny się nie martw. Może planuje je zrobić w wielkim stylu? Może poczeka nawet do ostatniego dnia roku? Kto wie! :D
OdpowiedzUsuńDzięki :) Nie wiem XD Znamy się na tyle długo, że nie wiem, czy spodziewałabym się po nim zaręczyn w wielkim stylu XD No ale kto wie, kto wie :P
UsuńTakie gadanie o kant pupy można rozbić. ;P
OdpowiedzUsuńWątpliwości mogą nadejść w każdej chwili - trawa przecież zawsze zieleńsza. Tylko czy o to tu chodzi?
A kiedy wątpliwości pojawiają się z większą częstotliwością?
UsuńNam też już zaraz 4 lata stukną :)
OdpowiedzUsuńPozostaje mi pogratulować! :)
Usuńco tu dużo mówić chyba trafił swój na swego ;)
OdpowiedzUsuńNa to wygląda :)
UsuńMoże faktycznie dany Wam był ten inny przełom, ale to jeden z tych przełomów, których się nie planuje i nie da przewidzieć. A P. chyba nie taki miał na myśli :) Ale mniejsza z tym... najważniejsze, że teraz jest lepiej, że przypominacie sobie o tym, co było dla Was istotne na początku związku, te wszystkie niby zwykłe, codzienne czynności, gesty, słowa, które mają bardzo ważną rolę w miłości. Które zawsze powinny być ważne, nawet po kilku latach razem. Może przez ich zaniedbanie coś idzie nie tak, z pozornie banalnych spraw tworzą się największe burze. I cieszę się, że te burze się kończą, że wychodzi słońce, że idzie ku dobremu. Oby tak było jak najdłużej :*
OdpowiedzUsuńWiem, wiem - nie to miał na myśli, zdecydowanie. Ale mi się wydaje, że osiągnęliśmy dużo więcej, niż pierścionek na palcu. Bo co z tego, że bym go miała, skoro nie umielibyśmy się dogadać? Ja myślę, że to te drobiazgi, o których wspomniałaś Aniu są zaniedbane. Chociaż staramy się o nich pamiętać, to jednak nie zawsze idzie to w parze z praktyką...
UsuńKochana :*
OdpowiedzUsuńTakie chwile są cudowne i bardzo podbudowują związek.
Cieszę się, że jest lepiej :*
Czasem to lepsze niż długo wyczekiwane zaręczyny...naprawdę :)
Buziaki :*
Otóż to - takie chwile przyniosły dużo więcej radości :)
Usuń:*
Dobrze jest przypomnieć sobie tę świeżość związku i towarzyszące jej emocje. Nic nie jest przecież tak intensywne jak początki. A Wy umieliście po latach do tego wrócić, to nieoceniona umiejętność.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że będzie Wam się dobrze układało i mimo kłótni, które przecież wciąż się wszystkim przydarzają, nie zapomnicie nigdy razem spędzonego czasu. :)
Wiesz, ja czasem nawet za często wracam do tych początków, a to bywa trochę toksyczne, bo tak naprawdę już ni będzie tak, jak dawniej. Ale staramy się doceniać drobiazgi, które są przecież tak ważne :)
UsuńRównież mam taką nadzieję :)
A ja trzymam kciuki za Was. :)
UsuńDziękuję! :)
Usuńprzełom dla każdego oznacza co innego...
OdpowiedzUsuńWychodzę z założenia, że przełomów może być naprawdę wiele.
Usuń