wtorek, 6 października 2015

"Ride the snake, he's old and his skin is cold."

"Asia, co się z tobą dzieje? Jakbyś nie była sobą od kilku dni. Martwię się..."
Takiego sms'a dostałam dziś rano od mojego P. Siedziałam akurat za ladą w sklepie, kiedy Mama uzupełniała na zapleczu jakieś faktury. Część z Was wie, że odkąd upadła firma w której pracowałam, załapałam się na staż w sklepie mojej Mamy, która i tak potrzebowała tam mojej pomocy. Wiecie - kiosk, pamiątki, upominki, kartki okolicznościowe, artykuły papiernicze i takie tam. Nie jestem dzięki temu aż tak bezużyteczna póki co.

Siedziałam więc i gapiłam się w jeden punkt. Kiedy przeczytałam wiadomość od Niego, oczy zaszły mi łzami. Nie mogłam tego opanować. Jedna z łez popłynęła po policzku, kiedy do sklepu weszła jakaś starsza pani. Nie zdążyłam się ogarnąć. Zauważyła. Nie powinnam sobie na to pozwalać - skarciłam się w myślach.

Nie poznaję siebie. Wiecznie rozmyślam, wspominam, zastanawiam się nad przyszłością. Siedząc w sklepie wspominałam po cichu, jak rok temu spacerowałam z Agą tuż po zajęciach z dendrologii nad kolorową od jesieni Rusałką, zatroskana, pełna nadziei. Dobrze będzie - powtarzałam sobie, dobrze będzie - powtarzałam Komuś. Wiedziałam, że te wspomnienia prędzej, czy później mnie dopadną. Choć obiecałam sobie, że się opamiętam, karciłam się za smutek, nie można - myślałam - nie można, bo inni tęsknią bardziej. Odebrałam sobie prawo do tęsknoty, odebrałam sobie prawo do mówienia o niej głośno. Nie chciałam. Nie chciałam nikogo martwić, nie chciałam nikogo dołować. Myślałam sobie, że mi nie wolno. Że co tam taka ja. I to się pogłębiało. Bo... czymże jest mój smutek w porównaniu do ich smutku? Wystarczyło mi, że od paru dni sama ryczałam w poduszkę wieczorami, kiedy wszyscy już spali. Rok temu w wodach Rusałki odbijały się kolorowe drzewa pełne nadziei. Dziś odbija się w mojej rzeczywistości poprzedni rok. Każdy dzień porównuję do tamtejszego. O ile go pamiętam. Szósty października pamiętałam doskonale, co do godziny, co do minuty, co do słowa wręcz.

Dopóki te wspomnienia będą się odbijać, to wiem, że będzie ciężko. Ale wiem też, że nie tylko mi. I doskonale wiem, którego dnia nastąpi kumulacja. I przełom.

Każdego wieczoru modlę się za tych, których boli to bardziej ode mnie. Nie modlę się za to, żeby zapomnieli o bólu, bo się nie da raczej. Modlę się, by bolało trochę mniej. Jeśli to tylko możliwe.

Dopadła mnie fala jesiennych myśli. Tyle się zmieniło. A co będzie za rok? Według planów będę mężatką, szczęśliwą mężatką, już na swoim... może w końcu wybiorę się na jakiś koncert, a może wyjedziemy w góry, albo nad morze... a jeśli szczęście dopisze, to będę pracować w zawodzie...

Boże, jak brakuje mi mojej pracy. Z chęcią pomagam Mamie, w dodatku uwielbiam z nią nadrabiać czas, którego dawniej miałyśmy dla siebie bardzo mało. Lubię pracować z ludźmi. Lubię z nimi rozmawiać i uśmiechać się do nich. Lubię ich po prostu nawet, jeśli  czasem sprawiają, ze idę na zaplecze się wyryczeć, bo i tacy się przecież zdarzają, a ja mam niestety za miękkie serce.

Kolejna łza popłynęła po policzku, kiedy przypomniałam sobie, jak odbierałam świadectwo pracy od mojego szefa.
- Czy pan Michał z panem Irkiem są na szkółce? - zapytałam szefa. - Chciałam się... pożegnać.
Ledwo wydusiłam z siebie ostatnie słowo. Szef tylko skinął głową i powiedział, że mogę pójść.
Ruszyłam więc w kierunku szkółki.
- Ruda przyszła! - wykrzyknął pan Michał radośnie, jak zawsze. Lubiłam go za to. Nawet, jeśli na przywitanie powiedział mi coś uszczypliwego. Pan Irek za to przywitał się ze mną grzecznie, jak zwykle. - Siadaj Aśka, zaraz ogarniemy jakąś kawę, bo akurat jest przerwa. A na szkółce cię nie było widać... w biurze dzisiaj byłaś?
- Nie, panie Michale - uśmiechnęłam się. - Ja tylko na moment. Właściwie... to przyszłam się pożegnać.
- Osz ty cwana... o dziesiątej już do domu? Taka to pożyje... A jutro będziesz od siódmej, czy ósmej?
Jakaś gula utknęła mi w gardle.
- Wcale mnie nie będzie, panie Michale.
Momentalnie spoważniał. Wiedział przecież. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaka jest sytuacja w firmie, wiedział, że czas się żegnać.
- Smutno tu będzie bez ciebie i nudno, rudzielcu.
Wyściskałam ich oboje i pożegnałam się, ruszając ostatni raz w kierunku szkółki. Zrobiłam to pospiesznie, żeby się tylko przy nich nie rozryczeć.
Mijałam rośliny, którymi się opiekowałam. Które przycinałam, przesadzałam i dzieliłam na mniejsze sadzonki zawsze z dużą ostrożnością. Mijałam wszystko to, do czego tak mocno się przywiązałam, w co włożyłam całe moje serce i całą moją pasję. I smutno mi było. Bardzo smutno.

Brakuje mi pracy w zawodzie. Brakuje jak cholera. Brakuje biegania w terenie z miarą, w roboczym obuwiu, brakuje ubrudzonych rąk. Brakuje siedzenia przy komputerze i robienia projektów, sporządzania dokumentacji. Brakuje uczenia się przy pracy, mojej wiecznie niezaspokojonej ciekawości i uczenia się nowych łacińskich nazw na pamięć przy dźwiękach mojego ulubionego radia. Brakuje mi tego poczucia, że się rozwijam, że robię to, co kocham.

Złożyłam kilka CV i cierpliwie czekam. Najbardziej zależy mi na pracy w pewnym przedsiębiorstwie w moim mieście jako architekt krajobrazu. Bo podobno przejmują zieleń w mieście. Bo podobno będzie całkiem nowa jednostka zieleni miejskiej. Bo podobno ruszają od stycznia. Bo podobno mogę być bardzo potrzebna. Podobno.

Męczy mnie niepewność, uczucie siedzenia w miejscu. Ciągłe zastanawianie się: uda się, czy nie? Mam za dużo czasu na myślenie. Myśli zżerają mnie od środka. Za dużo analizuję. I zamykam się w sobie.

W miniony piątek jechałam z moim P. i jego bratem samochodem. Jako, że dosiadłam się później, usiadłam z tyłu. Chłopcy z przodu świetnie się bawili, rozkręcając piosenki AC/DC na cały regulator. A ja zamykałam się w sobie. Milczałam. Ja. Ta, która dawniej rozniosłaby ten samochód, powtarzając: "ej dajcie mi poprowadzić!" Ja. Smutna, zgaszona, hamująca łzy. Czy to na pewno jeszcze ja?

Zastanawiam się, gdzie podziało się moje szaleństwo, moja niesforność i roztrzepanie. Mój głośny, głupkowaty śmiech rozbawiający innych. Nie chcę, by to była sprawka jesieni, bo ją przecież na swój sposób lubię. Ma swoją szarlotkę, kasztany, smakową herbatę pod kocem i książki. I długie wieczory spędzane tylko z Nim i z winem. Za Nim też ostatnio tęsknię. Pracuje jak oszalały, zostaje na nadgodzinach, obiecuje, że kolejny weekend spędzimy razem, a ja nie chcę się nastawiać, bo jestem prawie przekonana, że znów nie wyjdzie i usycham z tęsknoty.

Nie lubię ostatnio siebie. Spoglądam w lustro i odwracam wzrok. Ja to nie ja. Przytyłam, oczy mam podkrążone, nawet rudość jakoś zniknęła z moich włosów, które stały się kasztanowe. Złamałam obietnice, których nie złożyłam, złamałam Czyjeś tak ważne dla mnie prośby. Nie spodziewałam się, że jestem aż tak słaba. W mojej głowie kłębią się myśli, niczym dym w płucach, myśli, których nawet bym się po sobie nie spodziewała, których nie wolno dopuszczać do siebie. Uciekam w książki, by wkraść się na moment w cudze życie, by uciec od swojego, pełnego niepewności i złych myśli.

Wyszłam późnym popołudniem do mojej Iwonki, licząc, że towarzystwo jej i małego Franka poprawi mi humor. I faktycznie. Maleńkie dłonie niespełna rocznego dziecka, obejmujące moją twarz i śmiejące się szczerze do mnie, wielkie, niebieskie oczyska mówiące: "uśmiechnij się" sprawiły, że się przełamałam. Dla niego, bo zawsze kradnie moje serce bez reszty. Ale znów na moment, na chwilę, kiedy nosiłam go na rękach.

A później... pożegnałam się i ruszyłam w stronę chłodnego, październikowego miasta i wzdrygnęłam się, czując powiew listopada obok starego cmentarza.

Smutno mi.


"To już jest koniec,
Piękna przyjaciółko
To już jest koniec,
Moja jedyna przyjaciółko, koniec

Koniec naszych rachub niespełnionych
Koniec tego, co trwa nieporuszone
Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec
Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje... ponownie

Czy możesz zobrazować mi to, co będzie?
Ten brak granic i wolność
Desperacko potrzebuję czyjejś obcej dłoni 
w zdesperowanym świecie"

22 komentarze:

  1. jakkolwiek banalnie to zabrzmi, to czasem trzeba się zgubić i stracić samego siebie, żeby wrócić ze zdwojoną siłą. ściskam♥ i trzymam kciuki za wymarzoną pracę

    OdpowiedzUsuń
  2. Też czasem mi brak pracy w zawodzie, w końcu uwielbiam dzieci. Ale wmówiłam sobie,że praca w szkole to nie było to. nie wiem, czy kiedyś w pełni to uwierzę,ale każda praca przynosi wiele nowych doświadczeń, pozwala lepiej poznać siebie. Życzę Ci pracy w zawodzie, i więcej słońca tej jesieni :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. ech ja pracuje w handlu od ponad 2 lat... miałam kilka dni temu szansę na odmianę na coś lepszego. Ale nie wybrali mnie mimo dni próbnych kilku za free. i mam doła:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeżeli potrafisz tak prosto i bezpośrednio pisać o tym, co Cię smuci, to będzie Ci dużo łatwiej ten smutek przepędzić... Życzę wszystkiego dobrego:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze jakiś koniec oznacza początek :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten jesienny dół kiedyś minie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że jesień Cię dopadła. Jednak jaka by nie była pora roku, to zawsze uważałam, że nadmiar czasu sprzyja głupiemu rozmyślaniu i rozdrapywaniu ran. I to nachodzi samo. Ale można z tym walczyć. Uciekaj w te książki, kiedy tylko możesz. Zachwycaj się deszczem kolorowych liści czy chwilami spędzanymi z mamą. No i przede wszystkim PRZESTAŃ MYŚLEĆ. To niczego nie zmieni. Teraz musisz usiąść z tyłkiem i po prostu czekać - aż odpowiedzą na CV, aż P. zaskoczy Cię romantycznym wieczorem, aż zauważysz, że jest dobrze. Tylko nie rozmyślaj już tyle. A jak się nudzisz, to kup sobie krzyżówki, o! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem potrzebny jest smutek. Czasem trzeba sobie na niego w pełni pozwolić, otworzyć na niego serce i...odczuwać. Bo to naturalna część życia i stale próbując jej unikać to tak, jakbyśmy właśnie nieraz unikali samego życia, nie masz takiego wrażenia nieraz? Nieraz musi być źle, żebyśmy potem poczuli się lepiej, żebyśmy poczuli piękno. Siła to wcale nie wieczny uśmiech. Siła która tkwi w człowieku akceptuje i rozumie potrzebę smutku. Pozwala sobie na nią przed samym sobą. Przynajmniej ja, zwłaszcza ostatnio, miewam takie wrażenie.
    Nieraz trzeba też wspominać i tęsknić. I mam wrażenie, że musisz jeszcze...zrozumieć pewne rzeczy. Może to źle zabrzmiało XD Ale chodzi mi o to że...każdy ma prawo do swojej tęsknoty. Tego się nie porównuje. Tylko czasem, jak ktoś ma gorszy dzień to tupie nogą i mówi "a co ja mam powiedzieć", to jak gra z "a ja mam gorzej". Każdego dopada. Ale przez to nie można blokować i swoich uczuć, prawd? Zwłaszcza w sobie. I w najbliższym otoczeniu choćby.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeżywasz teraz dokładnie to, co ja przeżywałam jeszcze tydzień temu. Poczucie kompletnego zagubienia, niepewność przyszłości, niewiedza czego się chce, dokąd się zmierza. Odnoszę wrażenie, że każda jedna osoba w naszym wieku to przechodzi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę sobie właśnie, że tęsknoty nie mierzy się żadną miarą i nie można powiedzieć, że ktoś tęskni mniej niż bardziej. Tak samo jest z bólem. To co dla mnie jest normalnością, Ciebie może strasznie boleć... i odwrotnie. Każdy ma swoją skalę i każdy ma do niej prawo. Do łez także. Więc jeśli czujesz potrzebę wylania ich - wylewaj. One nie uśmierzą bólu, ale noszenie go w sobie tylko go potęguje...

    OdpowiedzUsuń
  11. Asieńko kochana ;*
    wybacz...jestem tu ostatnio tak rzadko ale od miesiąca mam niemowlaka w domu więc sama rozumiesz ;)
    przesyłam moc buziaczków i uścisków i dużo dużo pozytywnej ciepłej energii :))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Po każdej burzy przychodzi słońce. Takie chwile czasami są potrzebne, by później znowu odkryć powody do radości. Jesteś pozytywną osobą i to na pewno tylko chwilowe.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie dołuj się, kochana ;) To na pewno tylko przejściowe. W końcu masz wokół siebie ludzi, którzy Cię wspierają, i wiesz, co chcesz robić... Więc prędzej czy później wszystko się ułoży. ;) Trzymam kciuki za pracę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Oh, Asik, mam nadzieję, że przyjmą Cie do tej pracy i rozwitniesz na nowo... :) Trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Asik, nie smuć się :* a za pracę trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Smutno tu. Ale rozumiem ten smutek. Może to jesień, może tylko jesień. A może po prostu chwila zwątpienia, taka słabsza chwila, która każdego w końcu dopada. Bo nie jesteśmy robotami zaprogramowanymi na wieczną radość i bestroskę. Nie w każdej minucie możesz rozśmieszać i zarażać optymizmem. Jesteś tylko człowiekiem i masz prawo do łez, smutku, tęsknoty. To znaczy, że czujesz, że odzywa się w Tobie wrażliwość. To minie, zapewne niebawem. Po prostu wszystko się skumulowało. Poradisz sobie z tym :) A za pracę mocno trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Czasem kiedy coś się u mnie psuję, pozwalam sobie popaść w fatalizm i w pewnym momencie już nie wiem, czy to ja sobie wszystko ubzdurałam i nakręciłam, czy też rzeczywiście jest tak źle. A kiedy moje problemy zaczynają się mnożyć, wtedy przychodzi do mnie mama i mówi: słuchaj, jeżeli teraz jest tak źle, to znaczy że wkrótce będzie lepiej.
    Rzadko kiedy to do mnie trafia, ale czasem właśnie tego potrzebuję - tego światełka w tunelu i myśli, że ten marazm musi się wreszcie skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  18. Asiu, to ta piękna, zimna jesień. To jej wina.
    Ja, szczęśliwa mama dwóch szczęśliwych dzieciaczków, też mam takie dziwne nastroje ostatnio.

    Całe życie przed Tobą!!! Na pewno odnajdziesz drogę, która da Ci szczęście!!! Ach!!! Masz przecież miłość swojego życia. To jest najważniejsze!!! Reszta też się w końcu ułoży :D!!! Życzę Ci tego z całego serca!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. To może ja po prostu przytule? Ściskam Cię mocno i prosze nie daj się smutkom...

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo trafna etykieta. Ja mam mało czasu na myślenie, a i tak myślę dużo. Również o przyszłości. Masz miłość, tak jak koleżanka wyżej napisała. Ja bym dużo dała, by ją znaleźć :) Ciesz się tym, co masz! Może to jest klucz do szczęścia?..

    OdpowiedzUsuń
  21. Powiedziałabym, że to te uroki jesieni, ale śnieg który widzę za oknem trochę zmienia mi szyk. Pracę w zawodzie znajdziesz na pewno, bo taka głowa nie będzie się marnować za ladą w sklepie :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Miałam, a w zasadzie mam w dalszym ciągu podobny problem: wspominam, żyję przeszłością idealizując ją jednocześnie. Przyszłość natomiast wydaje się taka bezbarwna itd. Staram się jednak za wszelką cenę to zmienić, bo i te kolejne lata zmienią się kiedyś w byłe i idealne chwile. Ponadto zaczynam czuć, że jeszcze wiele ciekawych momentów przede mną.
    Myślę, że pomimo chandry warto spojrzeć bardziej optymistycznie na świat, docenić to co zostało nam dane. Dużo zmian przed Tobą, a wymarzona praca prędzej czy później się trafi:) Trzymam mocno kciuki za poprawę nastroju. Może to faktycznie jesień tak Ciebie dobija?

    OdpowiedzUsuń