- ...Asik, a znajdzie się czas na jakieś piwko jutro, co? - zapytała mi się Agnieszka, kiedy kończyłyśmy wczorajszą, ponad godzinną rozmowę przez telefon.
Jasne, że się znajdzie czas! Bo jutro przecież luźne zajęcia, bo jutro przecież "tylko" szkoła i jedne, jedyne zajęcia z "psychoowocnikiem", na świeżym powietrzu, pewnie będzie można się pośmiać... jasne, jam na piwo chętna zawsze.
Ale zaraz... jutro właściwie... ostatnie zajęcia.
Ale że jak? - zapytałam samą siebie. - To już?!
No tak. Przecież w przyszłym tygodniu zaczynają się zaliczenia.
Ale że jak?
I nie będzie już "kawy trzy w jednym w białym kubeczku" na Ogrodach, pogawędek z tą miłą, siwą panią z portierni, ani wbiegania na najwyższe miejsca na sali wykładowej? Nie będzie wiosennych spacerów nad Rusałkę po zajęciach, picia wina na wykładzie z historii ogrodów, mandatów za picie piwa, ani chodzenia na ćwiczenia na haju? I nie będzie codziennych powrotów pociągiem, chodzenia na tanie spaghetti i narzekania na terenówki? Nie będzie?
Boże, jak to zleciało...
Gdzie, kiedy? Przecież dopiero co jechałam na egzamin z rysunku, a kilka dni później popłakałam się ze szczęścia widząc, że go zdałam. Dopiero co o mało nie udusiłam ojca wieszając mu się na szyi z radości i krzycząc "dostałam się, dostałam!"
Pięć lat studiów jak z bicza strzelił. Pięć lat, które wyglądały zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałam, ale przecież... były cudowne.
Bo studia miały być początkiem nowego życia, po nieudanym związku. Studia miały być mieszkaniem w Poznaniu, poznaniem nowych ludzi, nowych przyjaciół. Miały być spełnieniem marzeń, życiem w większym mieście, niż moje rodzinne, kochane Wronki.
Okazały się zupełnie inne. Bowiem trzy dni po euforii z powodu dostania się na studia zostałam "dziewczyną mojego chłopaka" który teraz jest już moim narzeczonym. No jakżebym mogła wyjechać? Zatęskniłabym się na śmierć!
Zamiast wynajmować zatem studencki pokój, przez pięć lat dojeżdżałam pociągiem godzinę w jedną stronę. I nie, wcale mi to nie zbrzydło, choć czasami spałam przytulona do plecaka w nieczynnych oknach kas czekając na opóźniony pociąg na starym, poznańskim dworcu, albo marzłam na stacji Pole Szczere, kiedy zbuntowany maszynista nagle oznajmiał ludziom, że "pociąg się spierdolił i dalej nie jadymy!" W domu zawsze czekał na mnie ciepły obiad nawet, kiedy można by go nazwać "późną kolacją". Dni były czasami od rana do wieczora zawalone zajęciami. Nocki zarwane nad projektami, mój P. klęczący nad moimi planszami i pomagający mi je sklejać... Kiedyś na to narzekałam, dziś wspominam miło... wszystkie te zaproszenia na herbatę od kolegów i koleżanek z roku, wszystkie wypalone ćmiki, wszystkie powierzone sekrety. Żal mi niektórych urwanych kontaktów. Potwornie żal. Zwłaszcza gdy sobie przypomnę wymyślanie pośród papierosowego dymu nazwy naszej trzyosobowej firmy, obietnice, że nigdy nie stracimy kontaktu. Ludzie przychodzą i odchodzą i tego nauczyłam się w ostatnim czasie.
Jednak siedząc z Agą, Marth i chłopakami nad Wartą w piątek znów poczułam nadzieję, że może tym razem będzie inaczej. Oj, ile ja bym dała, żeby było inaczej... żeby wypalił nam ten wspólny wypad na Woodstock i żeby nie zabrakło chęci by wpaść do siebie na herbatę, czy piwo od czasu do czasu. I oby to było częściej, niż raz na rok.
A więc jutro pójdziemy na piwo. Na ostatnie piwo "po zajęciach". Później ewentualnie będziemy mogli iść na piwo po egzaminach i na srogą flaszkę po obronie, kiedy już zyskamy miana magistrów inżynierów architektów krajobrazu...
Póki co jednak przed nami wizja kolejnej sesji (Boziu, znów?), oddawania prac, absolutorium i obron. A ja już zaczynam tęsknić.
"Urodzona i wychowana
Po złej stronie miasta,
Stajesz się taka wysoka
Aż nie możesz się rozpaść.
Po złej stronie miasta,
Stajesz się taka wysoka
Aż nie możesz się rozpaść.
Widzę nierówną drogę,
Wiesz nie poddaję się...
(...)"
Co ty dajesz, w piątek byłaś nad Wartą? A my też :D Zresztą, tak samo jak i w czwartek:) Zawsze możesz dać znać, jak tam będziesz:)
OdpowiedzUsuńA tak już mówiąc na temat...sama byłam zdziwiona, jak mi 5 lat studiów szybko minęło. Chociaż pewne końce przeżywałam wcześniej...kiedy studia kończył Wojtek. Bo jakby "byłam z nimi na roku" jak twierdzili i do tej pory trzymam się z ich ekipą ze studiów bardziej niż ze swoją. Bo to już były trochę inne kontakty i mam stale gorącą linię tylko z 3 najbliższymi osobami, jeśli o swoje studia idzie. Ale właśnie, wszystkich kontaktów nie da się utrzymać, a czasu pędzącego zatrzymać, ani trochę. Ważne, że było co było...i że jeszcze tak wiele może być:) A zostaną cudne wspomnienia, właśnie nawet płakania podczas sesji ( taaa...pamiętam jak śwignęłam zbiorem zadań z bioteromdynamiki płacząc, że nigdy tego nie zdam:D) albo z upijania się na zajęciach. Ważne, co się przeżyło, to zostanie w sercu...a tam czekają nowe wyzwania i radochy. A może i trochę płaczu, ale, tak to już musi być w życiu:)
I właśnie, nawet jeszcze ostatnia sesja przed tobą więc...trzymam za nią kciuki. A potem za obronę:) Daj znać, jak będziesz mieć termin konkretny. A może już masz?:>
Byłam xD Ale u siebie, we Wro xD Tak, też mamy tu Wartę xD
UsuńAż nie chce się wierzyć, że tak szybko, co?
No tak, to przeżywałaś to wszystko dwukrotnie, można powiedzieć ;) Jasne, wszystkich kontaktów nie da się utrzymać... prawdę powiedziawszy z niektórymi się nawet nie chce ich utrzymywać ^^' Ale było mi żal tych właśnie takich nabliższych osób, które odbierały jedynie telefon ode mnie, ale same już nie oddzwaniały. A to nie może być jednostronne, bo właśnie wtedy drogi się rozchodzą.
Taa, dokładnie. I tak, jak mówił jeden z moich ulubionych wykładowców "Jak spieprzycie coś w projekcie, albo w ogrodzie na studiach, to jedyną karą będzie dwója, którą można poprawić nawet na piątkę. Ale jak spieprzycie coś u klienta, w pracy, albo w terenie, to kary będą już tylko pieniężne..." - i cóż, podsumował krótko ten kończący się czas beztroski :P
Dziękuję! :* Kciuki mile widziane, bo nawet nie mam kiedy się uczyć i pewnie pójdę na żywioł xD Terminu obrony jeszcze nie znam, wiem tylko, że wypadnie jakoś w dwóch pierwszych tygodniach lipca, ale kiedy dokładnie, to się zobaczy :)
No tak :D A ja odruchowo pomyślałam o Poznaniu widzisz, przez to, że tam tak często bywałam w tamtym tygodniu :D
UsuńI jasne. Ale czas ma to do siebie, że nie istnieje, a jak mamy wrażenie że istnieje, to zaskakuje swoim pędem :D
W pewien sposób tak i to za pierwszym razem bardziej. Ale daje się razem trzymać, widzisz, nawet w sobotę jak Kinga była to i Marta i Wera były z nami, a były z chłopakami na roku..więc idzie się umówić. I to czasem aż za bardzo przeginając :D I to też fakt, że nie każdego chce się widzieć, od niektórych to ucieka się gdzie pieprz rośnie. Sama na roku miałam taką jedną żmijkę, cieszyłam się tylko, że czerwiec nadszedł i nie muszę jej oglądać :D
W ogóle ja mam wrażenie nieraz ciężko się zgadaćbo...każdy czeka na ruch. A to jakoś umyka. Mi samej czasem dopiero po czasie przychodzi do łba, że miałam zadzwonić, napisać. Czasem ludzie gubią się w pędzie życia. Ale właśnie jak gubią kogoś po drodze...właśnie na tym ma polegać chyba tez życie i jakaś jego konieczna selekcja, tego, z czym życie się styka. Nie poradzisz no.
To jak u nas. Tylko u nas było wręcz ludzkie życie :D
To daj znać po prostu jak ci termin wyznaczą, kto wie, może z kwiatami i flachą podskoczę?:D
No to zrozumiałe w takim razie ^^
UsuńCoś w tym jest :P
No najważniejsze, że kontakt pozostaje i to się ceni najbardziej po latach :) Dlatego też w pewnych kwestiach czerwca nie mogę się doczekać xD
A to prawda. Najlepsze są takie spontaniczne akcje, jak wczorajsza Agnieszki, o czym pisałam dzisiaj. I dlatego właśnie dobrze jest czasami zwolnić.
To już poważna sprawa xD
Okej ^^
Czas szybko leci Asik, zwłaszcza na studiach ;) tez nie wiem kiedy te moje studia minęły :) ale to fajny czas i tyle wspomnień - dobrych i złych :))
OdpowiedzUsuńAle pamięta się głównie dobre, nawet te zasmarkane dni wydają się być mniej straszne :)
Usuńwiesz te wspomnienia są bezcenne ;) narzekałam na swoje studia, ale teraz miło je wspominam, to był dobry czas :)
UsuńAch, wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma ;)
UsuńAż mi się zrobiło smutno :( Bo i mi w tym roku kończy się moje 5 lat :( Chociaż u mnie przez te 5 lat przychodziły i odchodziły różne osoby, więc to nie będzie takie tragiczne rozstanie, jakie mogłoby być, jakie jest u Ciebie.
OdpowiedzUsuńNawiasem mówiąc szybko kończycie zajęcia. U mnie zostały jeszcze 4tygodnie.
Oj, nie chciałam by Ci było smutno :* U mnie w sumie osoby za którymi najmocniej tęsknię odeszły po inżynierce, teraz zżyłam się z Agą i z Marth jeszcze bardziej, mam nadzieję, że tym razem kontakt pozostanie :)
UsuńOj to długo... My musimy uwinąć się do końca maja, na początku czerwca kilka egzaminów (ze trzy bodajże tylko), no a potem na początku lipca już obrony.
My też z pracą mamy się uwinąć do końca maja, w lipcu obrony, ale egzaminy w międzyczasie mam 3 i nikogo nie bardzo na uczelni obchodzi, żeby nam to wszystko jakoś ułatwić :D
UsuńTo współczuję cholera, myślałam, że nasza uczelnia osiągnęła szczyty w utrudnianiu wszystkiego studentom xD Choć w sumie musiałyśmy sobie wywalczyć teraz taki, a nie inny układ :P
UsuńU nas też mogli o tym pomyśleć, ale z drugiej strony nie wiem czy to by nie było jeszcze większe utrudnienie dla mnie. Bo to by oznaczało wszystkie egzaminy i kolokwia na raz :/
UsuńNo u nas właśnie tak jest - stąd moje urwanie głowy :P
UsuńNie zazdroszczę :D Ale trzymam kciuki :)
UsuńTrzymaj mocno, bo ostatnio jakoś motywacji mi brak :<
UsuńU mnie też, więc wiem co czujesz. Może musimy chwilę od tego wszystkiego po prostu odetchnąć?
UsuńJa już nie mam czasu na to, by odetchnąć :D
UsuńJakoś 15 lat temu czas płynął zupełnie inaczej. Pamiętam jak nerwowo czekałam na wyniki matury i dostanie się na studia. Jak te dni się dłużyły, a same studia minęły jak 3 dni....
OdpowiedzUsuńMasz za to piękne wspomnienia na całe życie:)
Zgadza się, wspomnień nie zabierze nikt :)
UsuńDoskonale Cię rozumiem :( Nawet pomimo tego, że studiowałam w dwóch różnych miastach (osobno licencjat i mgr) to i tak przykro :( tyle znajomości, wspomnień, wrażeń itp.
OdpowiedzUsuńRozumiem... pewien etap po prostu się zamknął. Ale dużo dobrych wspomnień, to najważniejsze ;)
UsuńNajważniejsze to utrzymać kontakt z tymi ludźmi po studiach :)
UsuńNo mam nadzieję, że się utrzyma. Po inżynierce niektóre kontakty niestety się pourywały :(
UsuńMnie też 5 lat zleciało nawet nie wiem kiedy.. Tęsknię za studiami, całą tą otoczką, a nawet egzaminami...
OdpowiedzUsuńMnie też 5 lat zleciało nawet nie wiem kiedy.. Tęsknię za studiami, całą tą otoczką, a nawet egzaminami...
OdpowiedzUsuńPrawda? Nawet egzaminy po czasie okazują się być fajne :P
Usuńwidzę, że u Ciebie też sentymentalnie ;)
OdpowiedzUsuńAno kończy się pewien etap, toteż na sentymenty nachodzi :)
Usuńczas zakrzania!
OdpowiedzUsuńI to jak!
UsuńJaki ten czas jest kruchy. Pięć lat, jak się tak pomyśli, to masa czasu, a później się okazuje, że przeleciało, zanim się człowiek obróci. Cóż, najważniejsze, że masz wspaniałe wspomnienia, które zostaną już na zawsze :) I życzę tego, by ludzie też zostali, chociaż garstka, ale żeby się nie wykruszyła :)
OdpowiedzUsuńPamiętam, jak się śmiałam, gdy dobry znajomy mówił, że to minie "o, tak", jak pstryknięcie palcem. Dziś już wiem, co miał na myśli. I cóż, mam właśnie taką nadzieję, że paru tych ludzi jednak pozostanie ;)
UsuńJa będąc w technikum myślałam, gdzie tam 4 lata... A teraz uwierzyć nie mogę, że od 2 lat już jest po wszystkim.
UsuńZ czasów szkolnych niezwykle rzadko udaje się utrzymać kontakt, ale studia to już co innego, myślę :) Inna dojrzałość.
Czas pędzi niestety, nawet nie zauważamy kiedy.
UsuńInna dojrzałość, zgadza się. Cóż, wszystko wyjdzie w praniu ;)
mi studia tak zleciały szybko że już o nich zapomniałam... teraz kontakt z ludźmi z grupy znikł praktycznie..
OdpowiedzUsuńCóż, z biegiem czasu wszystko jakoś umyka...
Usuńteż przez jakiś czas dojeżdżałem na studia, to duża strata czasu, koniec studiów to koniec pewnej epoki ale będąc już te 6 lat po studiach uważam, że teraz jest lepiej i nie chciałbym wrócić się do okresu studiów, chociaż czasu było więcej i więcej ludzi się poznawało, teraz mimo wszystko czuje się bardziej odpowiedzialny, że coś ode mnie zależy
OdpowiedzUsuńDla mnie to nie była strata czasu, bo nauczyłam się go wykorzystywać. W pociągu mogłam się pouczyć, poczytać potrzebne artykuły i spędzić te dwie godziny dziennie konstruktywniej, aniżeli w domu, gdzie pewnie bym je zmarnowała. ;)
UsuńJak coś się kończy to widzimy jak czas leci.
OdpowiedzUsuńLogiczne xD
UsuńTy moja sentymentalna duszyczko ! <3
OdpowiedzUsuńWiesz, że ostatnio skończyłam szkołę średnią i również jakoś żal mi się zrobiło i trochę...smutno. Czeka Cię kolejny - zapewne cudowny - rozdział w życiu. Tego się trzymaj ! :*
Jasne, że cudowny, jakżeby mogło być inaczej? ^^
Usuń:*
Asik ;* jak to mówią wszystko co dobre szybko się kończy ;-)
OdpowiedzUsuńpozostają wspomnienia i przyjaźnie to najważniejsze :)
Niestety... ale najważniejsze jest wlaśnie to, co pozostaje :)
Usuńprzypomniałaś mi siebie rok temu... straszne jak ten czas na studiach szybko mija... i powiem Ci, że nie raz za tym tęsknię... naprawdę! choć będę na mgr chciałam te studia jak najszybciej skończyć, ale licencjat zdecydowanie miło wspominam! :)
OdpowiedzUsuńpowodzenia na obronie! ;)
jeśli pamiętasz dissolved--girl - to ja, wróciłam :)
Jasne, że pamiętam :)
UsuńTrzymam kciuki, żeby wszystko poszło dobrze ;) jak już coś minie to wydaje się, że szybko zleciało, a tak to czas się ciągnie nieraz. Ważne, że są fajne wspomnienia. Teraz kolejny etap w życiu przed Toba, wiec nadal na nudę nie będziesz mogła narzekać ;)
OdpowiedzUsuńDzięki :) Na nudę to ja nigdy nie narzekam ^^
UsuńMam nadzieję, że i ja dożyję kiedyś ostatniego dnia studiów... :P
OdpowiedzUsuńPoza tym godzina w jedną stronę to nie jest aż tak długo, można tyle dojeżdżać mieszkając w tym samym mieście, więc bez przesady. :)
Życzę Ci powodzenia na ostatnich egzaminach i obronie. ;)
Dasz radęxD
UsuńJasne, wielu ludzi mieszkających w Poznaniu jedzie nieraz dłużej ode mnie, a współczują mi, że jadę pociągiem, więc cóż xD
I dzięki ;)
Rany, toż to ja jestem już prawie rok po studiach .______. Czas tak szybko leci, nieważne czy w trakcie trwania studiów, czy po.
OdpowiedzUsuńAsiu, wszystkiego co najlepsze z okazji urodzin! :* :)
UsuńAno zasuwa do przodu, jak oszalały wręcz :P
UsuńDziękuję za pamięć! :*
No i jak tam po tych ostatnich zajęciach? Trzymasz się? :) Czas zapiernicza szybko, wszystko co fajne, szybko się kończy... Ja sama, przepraszam bardzo, dopiero pisałam maturę... dopiero?!... kuzynka młodsza w tym roku pisala, ja kończę drugi rok... nie chce żeby wszystko tak szybko mijało :(
OdpowiedzUsuńAno trzymam, wyjścia innego nie mam. Opiłyśmy zakończenie zajęć w deszczu, nad jeziorem, więc kolorowo jest mimo wszystko :D
UsuńNo niestety, czas pędzi nieubłaganie...
Twój wpis uświadomił mi, że ja też nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak szybko ten czas minął i ile mam cudownych wspomnień związanych z uczelnią. Dziś piszę "cudownych", ale wówczas przeklinałam te momenty i chciałam mieć już to wszystko za sobą... Hmm... Chyba będę musiała o tym napisać, ale zanim uzbieram wszystko w całość.. ho ho.
OdpowiedzUsuńZawsze jest mi trochę szkoda, gdy coś się kończy. Pamiętam, jak było mi żal szkoły średniej i jak bałam się być znów "nowa" w kolejnym miejscu. Teraz kończę dzienne studia, od października pójdę zaocznie i znów będę "nowa" i znów mi żal tego co już było...
A co do "złej strony miasta" - nieprzerwanie kojarzy mi się to ze mną i tym, że mieszkam "po złej stronie rzeki" xD
Napisz maila to się umówimy w końcu na ten "soczek" ;)
Usuńoooironiooo@gmail.com
No to ja czekam na wpis w takim razie :)
UsuńTeż się jakoś zawsze boję być "nową". Wiadomo, że bezpieczniej czujemy się, kiedy już zaczynamy czuć się "swojo" w jakimś miejscu. Ale do wszystkiego da się przyzwyczaić :)
No bo mieszkasz xD
Okej, już drukuję! :D
ostatnie zajęcia... to zawsze wywołuje jakieś niekontrolowane emocje. u mnie ostatnie zajęcia będą dopiero w lipcu, ale raczej nie będę odczuwała szczególnej nostalgii.
OdpowiedzUsuńotwierajmy się na nowości :)
ściskam!
Otwieram się, otwieram. Jednak jestem dość sentymentalna ^^
Usuńczas dobrze leci w dobrym towarzystwie, pamiętam jak kończyłam technikum i nagle poczułam taką pustkę, bo nie wiadomo co ze swoim życiem zrobić i tak dalej... a teraz jest już dobrze, monotonia mi służy. :D
OdpowiedzUsuńpowodzenia !
Haha :D Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić, jak widać ;D
UsuńDzięki ;)
Mi te 5 lat też minęło wyjątkowo szybko. I powiem szczerze, że jeszcze ciągle nie przestałem być studentem w sensie mentalnym... ;) Nieraz budzę się z myślą czy nie zaspałem na zajęcia :D Brakuje mi tej atmosfery, zajęć i ludzi. Ehhh... Trzeba się wziąć na doktorat! :D
OdpowiedzUsuńHahaha żyjesz przeszłościa widzę :D Bierz się, bierz ^^
Usuńwszystko dobre, co się dobrze kończy :) ten moment kiedy uświadamiasz sobie, że ostatnie zajęcia, że już nigdy nie powtórzy się tak wiele rzeczy, to moment ogarniającej tęsknoty i myśli, że wcale nie było tak źle, nawet, gdy wydawało się, że było. Ale dzięki temu będziesz miała co wspominać, a to przecież piękne :) :*
OdpowiedzUsuń