środa, 1 kwietnia 2015

"(...) Jeżeli piękno nie będzie istnieć w nas samych, to jak w ogóle będziemy mogli je zauważyć?" - Ernst Haas

Nocne lampki bywają czasem łysymi śpiewaczkami - jak mówiła jedna ze znanych piosenek. Kiedy jedna z takich łysych śpiewaczek rozświetlała mi mrok wczorajszego wieczoru, ja dopijając herbatę przeglądałam zdjęcia z odzysku. Wiecie, przeglądanie ponad sześćdziesięciu tysięcy odzyskanych fotografii z dysku jest może i męczące, ale też ma swój urok.

Możecie mi wierzyć, lub nie, ale idzie w tym wszystkim nawet trochę utonąć.
Zapytacie mnie, czy mam we łbie po kolei.

Ano nie mam.
Ale też nie spodziewałam się, że mam na komputerze jeszcze takie zdjęcia. Ułamki milisekund uchwycone na komputerowej pikselozie, fotografie z dni, które zupełnie mi z mej rudej łepetyny umknęły.

A dlaczego umknęły?
Bo były właśnie najzwyczajniejszymi ze zwyczajnych dni. A jednak czaiły się w nich pewne iskierki, które czyniły je bardziej magicznymi. Iskierki, które momentalnie poczułam wszystkimi zmysłami.

Z tych fotografii płynęła melodia. Melodia wygrywana na gitarach. Nasze podpite śpiewy przy dźwiękach rozstrojonych szarpanych strun, nuty dobiegające wprost z harmonijki. I blues w powietrzu wymieszany z papierosowym dymem. Uwierzcie, lub nie, ale poczułam, jak fajnie było wtedy uderzyć w płuca dymem tytoniowym, jak on dobrze smakował pośród całej tej atmosfery. Czasem palony z drewnianej fajki, przekazywany z ust do ust niczym kalumet, czasem wymieszany z innymi ziołami. Poczułam zapach majowego jeziora, chociaż inni twierdzą, że to nie zapach, a smród. Być może. Dla mnie zawsze był to zapach rodzącego się lata.

Z tej fotografii biło ciepło. Ciepło ogniska odbijającego się w oczach tych wszystkich ludzi, za którymi dzisiaj do bólu tęsknię i których wciąż kocham myśląc o nich dobrze. Czułam dotyk Jego ciepłej bluzy, którą założył mi, żeby nie było mi za zimno. Przecież wczesnomajowe noce bywają jeszcze złudne.

Z całej tej pikselozy, gdzieniegdzie rozmazanej płynęło She talks to angels, które jeden z kumpli cudnie zagrał i zaśpiewał w pewnym momencie przy akompaniamencie jedynie czkawki któregoś z nas.

Kiedy naszpikowana tymi wspomnieniami zamknęłam oczy, zobaczyłam niebo pełne gwiazd. Słyszałam wszystkie powierzone mi w gwieździste noce sekrety, o których nigdy nikomu nie powiedziałam, poczułam na wierzchu dłoni wszystkie łzy, które ocierałam z policzków tych kochanych ludzi, bo zawsze chciałam ich jakoś pocieszyć, bo zawsze wydawało mi się, że są mniej szczęśliwi, jak ja.

Z tej fotografii biły ciepłe iskierki, które momentalnie postanowiły zamieszkać na dnie serca przypominając, że wcale tak wiele się nie zmieniło. Zmieniło się dużo, owszem, ale wcale nie aż tyle, ile mi się wydaje.

*   *   *

- Ale dobrze! Znowu jesteśmy wszyscy razem, jak dawniej! - zapiszczała Kaka, kiedy siedzieliśmy u nich na grillu.

Po cichu przyznałam jej rację, choć widziałam, że niektóre spojrzenia nie są już takie jak dawniej, niektóre czupryny się skróciły, niektóre usta mówiły mniej, niż kiedyś, a czasem wręcz pozostawały zaciśnięte do bólu.

Trochę mnie to uwierało. Patrzyłam na tych ludzi i zdawałam sobie sprawę z tego, że wiemy o sobie tak potwornie wiele, że tyle razem przeżyliśmy i cholera - jak smutno jest o tym zapominać.

Zdaję sobie z tego sprawę, bo sama o tym na chwilę zapomniałam. Zapomniałam o tym wszystkim, co było tak magiczne, zapomniałam o kieliszkach chowanych za nasz prowizoryczny "stolik" nad stawami, o skakaniu przez ognisko, o zwiewaniu przed policją przez las, o She talks to angels śpiewanym w niebogłosy, o wyprawach rowerowych, o piciu za Raya Manzarka po jego śmierci, o uciekaniu przed chrabąszczami i rozbijaniu namiotów nad jeziorem.

To wszystko było i jest wyryte w serduchach nawet, jeśli ktoś o tym zapomniał.
Przypomni sobie.
Mocno wierzę, że prędzej, czy później przypomni sobie, jacy jesteśmy wyjątkowi.

Dziś świat rozdzielił nas trochę, porozrzucał po swoich miejscach, ale wciąż umiemy się jakoś ostatecznie zgrać. Nieco rzadziej, ale jednak. I jesteśmy wciąż tak samo niezdarni - skoro jedno z nas na grilla pełnego żarcia przyjeżdża na hot-dogiem, a inne wywraca się o własne nogi. Wciąż lekko podpici oglądamy głupie filmiki, puszczamy ulubione piosenki i śpiewamy je głośno. A potem z Kaką śmiejemy się, że sikanie z górki jest takie zabawne i że faceci nie wiedzą, jak fajnie jest lać kucając. A ja wciągam się w kolejne, głupie "co Asik, ty tego nie zrobisz?!" pukając w okna tirowcom na parkingu i włażąc na ciężarówki.

Przecież wciąż jesteśmy tacy sami. Wciąż nosimy na sercach pewne znaki, choć niektórym zatarł się wzrok.

Nie mogę się doczekać, kiedy znów poczuję zapach "śmierdzącej" wody z jeziora, ciepło ogniska i zobaczę blask gwiazd odbijający się w ich oczach. Nie mogę się doczekać, kiedy te iskry wystrzelą nie z fotografii, a z codzienności. I kiedy któryś z chłopców znów zagra She talks to angels.

Wczoraj odezwała się do mnie pewna znajoma. Taka dobra znajoma, choć dużo młodsza ode mnie, będąca kiedyś taką "małą przylepą" w naszej paczce. Lubianą przylepą, bo poznałam ją jako czternastolatkę zakochaną w Black Sabbath i The Doors.

- Szkoda, że to się wszystko tak posypało... - napisała mi wczoraj.

Pamiętam, jak z jej siostrą i jej byłym obecnie chłopakiem i z moim P. leżeliśmy w pewną sierpniową noc na trawie wypatrując spadających gwiazd. Pamiętam, jak było cholernie zimno, ale też pamiętam, że nie mogliśmy przestać się śmiać. I pamiętam pająka, przez którego o mało nie dostałam zawału, podłogę upaćkaną pizzą i znów nieodłączną część naszej wyjątkowości - gitarę.

Swoją drogą może właśnie dlatego każde z nas nosiło na szyi gitarkę z drewna wyrzeźbioną przez jednego z nas. Śmiałam się, kiedy mówili, że "to nasz totem..."

I wspominając z kolei tamto spoglądanie w gwiazdy wiem, że pewne chwile muszą pozostać wspomnieniami. Choć nie chowam urazy, bo zrozumiałam pewnego dnia, że ona wyniszcza tylko i wyłącznie mnie, to jednak przez pewne względy, cudze bóle z przeszłości, możliwe, że nigdy nie będziemy mogli usiąść przy jednym ognisku.

Ale pewnym rzeczom trzeba też pozwolić odejść. Pogodzić się z nimi. Taka bywa przecież kolej rzeczy. Ludzie przychodzą i odchodzą, pojawiają się, zostawiają ślad i znikają czasami na zawsze. Czasami, oddając cudze rzeczy trzeba umieć spojrzeć prosto w oczy i dać do zrozumienia jedno: "jestem wdzięczny, że ze mną byłeś, choć przez chwilę."

Bo każde spotkanie czegoś nas uczy. Każda taka dobra chwila zasiana na dnie samego serca, niby drobnostka, którą czasami trzeba najpierw odkopać.

Jednak pozostaniemy ślepi na to piękno i dobro, dopóki nie wyzbędziemy się jednej rzeczy - nienawiści. Dopóki nie będziemy umieli sobie wybaczyć i pozwolić sobie zrozumieć, że wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy popełniamy czasami błędy.

Bo kiedy w środku zostaje życzliwość, można śpiewać te same piosenki nawet do wspomnień - i nie będzie bolało.
A jeśli zaboli, to tak naprawdę tylko na chwilę.


"Po tym jak spotkasz jej rodzinę,
Maluje swoje oczy tuszem czarnym jak noc.
Ciasno zaciąga zasłony,
Uśmiecha się, gdy nadchodzi ból.
Ten ból wszystko naprawi,
Mówi, że rozmawia z aniołami."

44 komentarze:

  1. Cholera, Asik. Miałam zażartować...ale czytając ten wpis..czułam jak kurczy mi się żołądek. Zawsze piszesz prosto z serca...łapiąc mnie za serducho. Wiesz, najtrudniej jest się trzymać z osobami, z którymi tak wiele się przeżyło. Zmienilo to was, to normalne, ale nadal sie trzymacie razem i to jest najważniejsze. Masz tyle dobrych duszków wokół siebie...nie strać tego. Czasem troszkę Ci zazdroszczę. Tego. .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co Ci się skurczyło w końcu - żołądek, czy serducho? :D Ale tak na poważnie... Wiesz tak naprawdę nie ma czego zazdrościć, bo nam na tę chwilę dosyć ciężko jest się no... zgrać jakoś. Zwłaszcza z niektórymi osobami. Ale fakt faktem - jak się spotkamy, to nagadać i nawariować się nie idzie :)

      Usuń
  2. Ej, jak wróciłam w poniedziałek z Poznania to dopadł mnie szał (zaraz po tym, jak rozpakowałam walizkę - cud, że zrobiłam to od razu!) i zaczęłam robić porządek w zdjęciach na komputerze. Usunęłam ponad 10 GB staroci, katalogowałam te, które zostały... I tak się jakoś właśnie jak Ty, delektowałam. I chwytało mnie za serce, gdy widziałam się na zdjęciach z osobami, które w tej chwili odwracają głowę na ulicy, gdy mnie widzą, a odzywają się jedynie raz do roku - w moje urodziny. Smutno tak trochę... te niektóre wspomnienia z tych zdjęć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie chyba najbardziej przykre, kiedy takie osoby Cię nie poznają na ulicy... chociaż u nas z tych bliższych jeszcze tak się chyba nie wydarzyło...
      I w urodziny, taa... jeszcze jak fejs przypomni ;)

      Usuń
  3. Ludzie odchodzą, ale wspomnienia zostają :) I cudnie, że masz zdjęcia, które mogą o tym przypominać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja czerpię takie wspomnienia nie tylko ze zdjęć :) Widzę je w piosenkach, na grzbietach książek, które wtedy akurat czytałam, a nawet w filmach, czy serialach, które oglądałam - też mi się rozmięka serducho, jak akurat coś leci w tv :D Po prostu, z tego wszystkiego czerpię ten smak, który w tym pozostał, a daje to ogromne pokłady sił "na teraz" :)

      Usuń
  4. czasem fajnie tak powspominać i przypomnieć sobie dobre chwile, od razu poprawia się humor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to :) dlatego ja lubię wracać do takich momentów ;)

      Usuń
  5. Uwielbiam te chwile ze wspomnieniami. Na stare lata robię się sentymentalna bo takie seanse pełne wspomnień funduję sobie coraz częściej i częściej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właśnie dobrze sobie to wszystko fundować - takie wspmnienia bardzo podnoszą na duchu ;)

      Usuń
  6. Czasy mijają bezpowrotnie. Spotkanie po latach nigdy nie będzie już takie samo, ale zamiast skupiać się na tym, że nie będzie warto pielęgnować tą wspólną chwilę i zachować piękne, nowe wspomnienie. Bo za jakiś czas i tego grilla będziesz wspominać :P Wspominanie to zadanie dla starców jak mawiał Pauli Coelho. :P
    Też mam mnóstwo starych fotografii pozgrywanych na płyty i pewnie jakbym tak usiadła i pooglądała, niejedna łezka by się w oku zakręciła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to nawet nie było takie spotkanie po latach, bo my się znamy... jakieś niecałe 5 lat właśnie, tylko w ostatnich miesiącach jakby dużo się zmieniło.
      I ja się z Coelho nie zgodzę :P Bo jest nie tylko dla starców, o. Takie wspomnienia mają w sobie ukryte bardzo dużo dobrej siły, pozytywnej energii, którą można się naładować - a starcza jej na bardzo długo nawet, jeśli w oku zakręci się łza ;)

      Usuń
  7. Uwielbiam wspomnienia zapisane na fotografiach... chociaż zdecydowanie wolę wersję już wywołaną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą muszę zgrać zdjęcia do wywołania zanim mój komputer zechce na nowo wszystko zjeść xD

      Usuń
  8. przez całe nasze życie Kochany Asiczku przewija się mnóstwo osób...niektóre zostają na dłużej...niektóre na całe życie,a niektórzy odchodzą bardzo szybko...
    najważniejsze,że pozostają fotografie i wspomnienia,których nikt nie zabierze,a takie relacje wieloletnie to coś najwspanialszego i trzeba bardzo mocno pielęgnować!
    Zdrowych,wesołych,jajecznych Świąt Kochana :* już życzę bo pojawię się na blogu dopiero po Świętach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Kochana, to nawet nie o same fotografie chodzi, choć głównie o nich tu pisałam. Ci wszyscy ludzie zapisują się we wszystkim - w muzyce, w słowach, a nawet w "rzeczach", o których nawet by się nie pomyślało, że mogą się z nimi kojarzyć.
      Dlatego właśnie pielęgnujemy - choć bywa trudno, ale jesteśmy chyba w "najgorszym" pod tym względem etapie życia, kiedy rozjeżdżamy się na studia i próbujemy poukładać sobie to życie. A co przyniesie los - zobaczymy :)
      I raz jeszcze dziękuję Kochana i wzajemnie! :*

      Usuń
  9. zdjęcia.. tyle wspomnień, tyle poznanych osób... tyle wydarzeń zapisanych w pamięci ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Ty Siostrzyczko chyba dużo o tym wiesz, hm? :)

      Usuń
  10. Ah, aż wspomnienia mojej paczki, z którą również przeżywałam magiczne chwile na ogniskach i wspólnych posiadówach odżyły i stały się bardziej intesywne. Bo ja o nich nigdy nie zapominam. Często tęsknię, bo podobnie, jak was - i nas los rozsiał po różnych stronach świata i równiez mniej tej okazji do wspólnego spędzenia czasu jest. Na dziś zaproponowałam wspólny wypad na piwo, zobaczymy, jaki będzie odzew. Też nie mogę doczekać się cieplych wieczorów, które pozwolą rozpalić ognisko i zbiorą wokół ognia te cudowne duszyczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mam nadzieję, że wypad na piwo Wam się udał? :)
      Latem zawsze jakoś łatwiej... Mama mi zawsze powtarzała, że najtrudniej przetrwać zimę. I w rzeczywistości i w przenośni - w przyjaźniach, związkach, etc. Więc jedyne co pozostaje to cieszyć się, że zbliża się znów czas, kiedy będzie mnóstwo okazji by nadrobić stracony czas ;)

      Usuń
  11. Zdjęcia potrafią obudzić w nas wiele wspomnień. Uchwycić te magiczne chwile, które wydają nam się takie zwyczajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie tylko zdjęcia tak naprawdę ;)

      Usuń
  12. Kocham notki, w których wspominasz takie rzeczy, jak nastoletnie lata. Są piękne i urzekają. Tak prosto, bez zbędnych ozdobników. Kocham słuchać takich historii i wiesz, bardzo się cieszę, że kiedyś zajrzałaś na mojego bloga i że mogłam w ten sposób trafić tutaj. Dziękuję.
    Piosenka cudowna. Widzę, że akordy całkiem proste, więc może się jej nauczę :)
    Masz jeszcze "totem"?
    Masz talent do opowiadania. Martwi mnie tylko jedna rzecz - że większość przyjaźni wieku nastoletniego się rozpada - zostają te serio najmocniejsze, a z resztą ludzi po latach przestajesz się znać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, miło mi to czytać :) To ja się cieszę ogromnie, że zaglądasz tutaj - wszak miejsce dla Ciebie przy mym blogowym ognisku jest zawsze ^^
      O, ucz się ucz! Swoją drogą ostatnio znowu chciałam sięgnąć po gitarę :D Bo nauczyciela mam prywatnego - mój P. jest gitarzystą ^^ I jak chciałam pograć,to struna pierdolnęła, no nie pogadasz xD
      Oczywiście, że mam! :) Często noszę nawet, ale na tę chwilę nie mam żadnego rzemyka :<
      Dziękuję :) Wiesz, u nas to nie były tak do końca przyjaźnie wieku nastoletniego (przynajmniej nie w moim przypadku, bo byłam jedną z najstarszych i jak się poznaliśmy, to miałam lat 20 :D). Jedno, co mnie pociesza, że część tych przyjaciół to rodzina mojego P. - kuzynostwo, więc... zbyt bardzo oddalić się od siebie nie możemy chyba :)

      Usuń
  13. Ja robię mało zdjęć, nawet bardzo. Swoim wpisem uświadomiłaś mi, ile może przez to umknąć. Chociaż ostatnio nie ma czego uwieczniać. W życiu piękne są tylko chwile, o ile w ogóle SĄ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz, Papużko moja Kochana, zdjęcia zdjęciami, ale tak naprawdę to wszystko zapisuje się we wszystkim, co nas otacza. Śmieję się, że czasem widzę wspomnienia nawet na grzbietach książek, czy okładkach płyt. Bo w tym, co wówczas czytałam, albo czego słuchałam zapisuje się też wiele dobrych uczuć :)

      Usuń
    2. O tym nie pomyślałam... patrząc w ten sposób, mam mnóstwo pięknych wspomnień. Zaprawdę, wszystko jest względne :D

      Usuń
  14. Ja dużo zdjęć nie posiadam, nie jestem jakimś chomikiem w tym względzie choć...dobra, jest wiele poskładanych, pozgrywanych od znajomych. Czasem lubię je przeglądać, ale są dni, gdy oczywiście nie mogę. Bo wspomnienia piękna rzecz, tak samo więzi...ale cóż. Niektóre zniknęły, dla mnie te najważniejsze, co też tkwią na wielu zdjęciach, zniknęły bezpowrotnie i to wcale nie przez ludzką złą wolę, niechęć, lenistwo czy błędy...a przez samą złośliwość losu. Więc ja się złoszczę tylko na los i niego nieraz nienawidzę, choć wiem, trzeba przyjmować go pokornie, bo ponoć wie, co robi:)
    Ale dobrze sobie przypomnieć nieraz właśnie takie piękne chwile, wszystkie ogniska, zapach palonego drewna i jezior ( cóż, w końcu ja z krainy jezior jestem i u mnie sporo tych ognisk było:D),bieganie po polach...
    Nie wiem czemu, ale przypomniał mi się jeden kawałek, też pewnie w kontekście tego, co mówiłaś nieraz, wcześniej:
    https://www.youtube.com/watch?v=lqVxzzacrRA
    Tyle, że Marian wcale nie musi ze schodów spaść, nie trzeba pić po pół i nadal można mówić ze słowikiem po niemiecku ( przednia zabawa :D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie, wiele tych zdjęć jednak zgrywa się od znajomych, albo dostaje się na maila, cokolwiek. Wiadomo, czasem... czasem się nie da. Niestety, bywają one najlepszymi motyworami, ale też nieraz potrafią cholernie zdołować, za dużo się przypomina po prostu. I taa... pieprzona złośliwość losu. Można go nieraz nienawidzić.
      Dobrze przypomnieć - trzeba po prostu wyczuć dobry moment, żeby czasem nie otworzyć pewnych ran.
      A kawałek przesłuchałam i cóż... i cóż, właśnie... i wcale w jedną noc nie musi przeżywać pięciu lat :)

      Usuń
  15. fajnie że masz w sercu i na zdjęciach wspomnienia które nikt Ci nie zabierze:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudownie jest miec przyjaciół i takei piekne wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nauczyłam się przyjmować fakt, że ludzie odchodzą i zostają po nich tylko wspomnienia. Fakt, to boli, ale tak już się dzieje, po prostu. Chyba właśnie z Tobą o tym rozmawiałam i teraz jest mi jakoś lżej, jakoś łatwiej jest się po prostu cieszyć wspomnieniami, zamiast płakać nad nimi z myślą, że to jedyne co nam pozostało. Cóż - może i jedyne, ale za to najpiękniejsze i najcenniejsze, bo nikt i nic wspomnień nam nie odbierze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, trzeba po prostu nieraz "przekręcić" tok myślenia i cieszyć się, że coś się w ogóle przytrafiło, że mieliśmy to szczęście i że to na nas właśnie to wszystko padło. Bo jak mówisz - tego nie odbierze nam nikt :)

      Usuń
  18. Eech, mimo wszystko smutno mi się zrobiło czytając to, bo mam teraz przy sobie ludzi, których bardzo lubię, do których tak naprawdę niedawno bardziej się zbliżyłam, a teraz już tak niedługo porozchodzimy się na studia. I jest gdzieś taki strach i ukłucie bólu, że ich stracę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale hej, to się nie musi zmieniać! My się poznaliśmy, kiedy część była studentami, a część się uczyła jeszcze w liceum, lub pracowała. I ostatecznie udało nam się zgrać, choć ostatnio rzadziej, to fakt. Ale! Trzeba to wszystko pielęgnować, więc nie zapominajcie o tym, co macie tak naprawdę :)

      Usuń
    2. Kurcze, no wiem. Oczywiście, że nie musi. Będę się starała pielęgnować cenne dla mnie relacje, bo choć nie będę miała ich już na wyciągnięcie ręki, to w sumie wcale nie muszę ich stracić ani mam taką nadzieję, że nawet nie musi to oznaczać, że nasza relacja się osłabi. Będzie po prostu inna, to fakt. Ale cóż, staram się być dobrej myśli :)

      Usuń
  19. To prawda co pisałaś. Szkoda tylko,że ludzie odchodzą. trudno się nie przyzwyczajać do czyjejś obecności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno, ale niestety nie mamy na to wpływu. A nie bez powodu ktoś mądry powiedział, by przejmować się tylko tym, na co mamy wpływ.

      Usuń
  20. wiesz, czasami bardzo Ci zazdroszczę tych prawdziwych przyjaciół i tylu wspaniałych wspomnień :) :*

    OdpowiedzUsuń