sobota, 28 marca 2015

"Cholera, mam nadzieję, że nie trafimy na kolesia z maczetą!" - czyli Rudy Roztrzepaniec powraca z plecakiem pełnym szczęścia.

- Ty to jesteś jak Wiosna, Asiu - powiedział mi kiedyś mój dobry znajomy, kiedy spotkaliśmy się na dworcu w Poznaniu. Uśmiechnęłam się wtedy od ucha do ucha, bo to był najfajniejszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałam. Być jak Wiosna. Coś pięknego. Być kimś, kto sprawia, że się śmiejesz, kto przypomina o tym, że zawsze warto mieć nadzieję i że dobre myśli krążą zawsze wokół nas. A ja wiosnę uwielbiam, zwłaszcza taką, która zasiewa w nas odrobinę tej niecierpliwości w oczekiwaniu na wybuch natury, która przypomina o nadziei i pozwala poczuć, jak pierwsze promienie słońca łaskoczą policzki. Być jak Wiosna. To takie moje, bo sama przecież późną wiosną się rodziłam, dokładnie wtedy, kiedy pachną w pełni rozkwitnięte bzy i konwalie.

Jestem, jak widzicie. Żyję i mam się dobrze.
Było mi głupio, że zniknęłam tak nagle i bez jakiegokolwiek uprzedzenia, jednak tak naprawdę nie planowałam żadnej przerwy w pisaniu. Mimo tego nie powiem, że mi się nie przydała. Bo okazuje się, że chyba właśnie była mi bardzo potrzebna, by pewne rzeczy sobie uświadomić i poukładać w głowie. Zrozumiałam, że z pewnymi sprawami trzeba się pogodzić i choć czasem coś paskudnie boli i rozrywa od środka, to jednak nie trwa to wieczność a rozrywający ból pojawia się na coraz krótsze odstępy czasu, każe wyć i krzyczeć czasami to w końcu zawsze znika, a coś nas popycha, byśmy mogli iść dalej silniejsi, odważniejsi i mądrzejsi o pewną naukę. Bo to wszystko umacnia. Za każdym razem dodaje sił. I uczy. A ja zawsze mawiam, że jaki by nie był powód do łez, w końcu i tak trzeba wytrzeć nos.

Więc jestem i uśmiecham się do Was najpiękniej, jak potrafię.

I wiecie, przez te półtora miesiąca, kiedy mnie tu nie było zdążyłam narozrabiać, wylać morze łez, prawie wylecieć ze studiów, usłyszeć, że "ja to już nie ja", zostać samotnikiem na chwilę, a później na nowo zacząć lgnąć do ludzi, planować przyszłość i - właśnie - odnaleźć na nowo nadzieję i powody do uśmiechu.
"Z tobą to jest tak, że poryczysz, poryczysz, a potem wstajesz i zasuwasz dalej. I tak właśnie powinno być."

No to może od początku.
Narozrabiałam. I to porządnie. Powiecie mi, że mam mentalność blondynki - nie obrażę się. Sporo osób mi to w ostatnim czasie powiedziało, więc się przyzwyczaiłam. Moja przerwa w bywaniu tutaj była spowodowana zepsutym komputerem. Zdarza się. Mój stary, poczciwy laptop przeleżał i wycierpiał swoje u informatyka, a kiedy go w końcu odzyskałam, postanowiłam sformatować sobie dysk i wgrać na nowo system. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdy podczas wgrywania sterowników zorientowałam się, że na pendrive, na którym zgrałam najważniejsze foldery brakuje jednego - tego z pracą magisterską. Folderu w którym było sto sześćdziesiąt stron tabel z wynikami, sto zdjęć drzew, które robiłam w różnych porach roku, zdjęcia satelitarne, literatura i podkład A0 a CADzie. Nie, nie sprawdziłam milionowy raz, czy ten folder jest tam, gdzie powinien i skończyło się tak, że mój laptop ponownie wylądował u tego samego informatyka w celu odzyskiwania danych z dysku, a ja nie przespałam kilku kolejnych nocy i schudłam z nerwów dwa kilo. Komputer odzyskałam, ale dane nie wszystkie - podkład poszedł w cholerę, a z wyników zostało może dwie trzecie tego, co miałam tam napisane. Tak, tak, wiem. Roztrzepanie vs. Asia: 1:0.

Opowiadałam o tym ostatnio jednej prowadzącej na zajęciach, kiedy parzyłam w przerwie kawę - tak, mamy jedne takie fajne zajęcia w laboratoriach, gdzie słuchając prezentacji pijemy kawę i zajadamy się ciastkami - marzenie w środowe poranki, co?
- Szkoda pani pracy i wkładu, bo pracę magisterską ma pani obszerniejszą, niż pozostali - powiedziała mi, kiedy słodziłam kawę w kantorku.
- Niestety, za błędy się płaci - odpowiedziałam i ku jej zdziwieniu uśmiechnęłam się. - Ale może tak miało się stać. Teraz przynajmniej mam motywację, żeby zrobić to od nowa i porządnie. Na szczęście mam wydruki na brudno. Dam sobie jakoś radę.
- No to pozostaje mi pogratulować pani optymizmu... mało kto ma takie podejście, jak pani...

I wiecie, to nie jest tak, że nie wyrywałam sobie włosów z głowy w panice. Bo wyrywałam. Ale jak już opadają emocje, to za każdym razem zastanawiam się ile można? I biorę się do roboty, bo to jest zawsze skuteczniejsze, aniżeli dołowanie się, obgryzanie paznokci z nerwów i biczowanie siebie że muszę to w końcu zrobić. Lepiej ten nadmiar energii, którą nasiąka się przez tego typu sytuacje wykorzystać na pracę, aniżeli na właśnie rwanie włosów. Usiadłam więc na dupsku i wzięłam się do pracy. Tym sposobem nadrobiłam już sporo i jestem spokojniejsza. Obrałam sobie na cel, że sprawię sobie na moje urodziny prezent w postaci wydrukowanej pracy magisterskiej, a więc mam na to niecałe dwa miesiące. A to w sumie dużo, jak na moje samozaparcie.

Z lepszych wieści?

Wiem już, kiedy zostanę żoną i w jakim lokalu będziemy bawić się z tej okazji do białego rana. Wybraliśmy lipiec, dokładnie szesnasty dzień miesiąca kolejnego roku. A więc w okolicach naszej rocznicy. Lipiec zawsze uwielbiałam i za każdym razem przynosił coś dobrego, może oprócz tamtego roku, w którym zmarł mój Dziadek. Poza tym zawsze to był ogrom szczęścia i pozytywnej energii. Zatem niech się dzieje.

Sala sama w sobie jest przepiękna. Kiedy byliśmy tam pierwszy raz, to nawet nie podejrzewaliśmy, że zdecydujemy się właśnie na ten lokal, choć zaraz po przekroczeniu progu kopary opadły nam do ziemi. Wtedy też nie byłam przekonana co do właścicielki lokalu, która miała nieco radykalne poglądy w pewnych kwestiach, ale ostatecznie, po wysłuchaniu wielu opinii okazało się, że to osoba naprawdę godna zaufania, przy której nie trzeba się obawiać, czy wszystko wypali.

Klamka zapadła, a my jesteśmy szczęśliwi i w końcu mamy ten oczekiwany "punkt zaczepienia", dzięki któremu można dalej planować. Rozmawiamy o liście gości, obrączkach i kapeli, która ma u nas zagrać. I w końcu nie jest to temat do kłótni i nerwów. Ale jak pisałam wyżej - zamiast się stresować niepotrzebnie i szastać nerwami na prawo i lewo trzeba wyłożyć karty na stół i wziąć się do roboty. To tak naprawdę najczęściej najlepsze rozwiązanie.

Co dalej?

Zamieniłam papierochy na bieganie. Dalej nie palę, już cztery i pół miesiąca. Przykra motywacja okazuje się jednak najbardziej skuteczna. A i kondycja się przyda, bo...

...bo postanowiłam znowu zacząć żyć. Kiedy patrzyłam niedawno na pewnych znajomych, którzy w wieku dwudziestu paru lat zachowują się jak emeryci, poprzysięgłam sobie, że nie stanę się taka, jak oni. Chcę napieprzać życie, jak to mówią. Wstawać wcześnie rano, wyprowadzać siebie na spacer, zakochiwać się na nowo w świecie. Poszukiwać, oddychać, smakować i chcieć. Łapać każdy moment, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zakończy się wędrówka. Kochać, śmiać się i płakać. Odliczać dni do kolejnych wydarzeń. Cudownie się niecierpliwić, jak właśnie tą wczesną wiosną, która rodzi tyle nadziei. Kolekcjonować dobre chwile - swoją drogą, strzeżcie się, bo skoro już tu jestem, to może wypadałoby narobić trochę pozytywnego bałaganu przy wiosennych porządkach i na nowo ruszyć mózgownice bawiąc się  znowu w nominację dobrych myśli? Co Wy na to?

I chcę wpadać na szalone pomysły, jak wczoraj wieczorem, podczas piwa z moim dobrym kumplem, kiedy rozmawialiśmy o ludziach podróżujących stopem po Europie. Najpierw wpadliśmy na pomysł, że pojedziemy stopem na najbliższy Woodstock, bo w sumie daleko nie mamy, a potem uznając, że to jednak nie najlepszy pomysł, pomyśleliśmy, że wybierzemy się na początek stopem w Bieszczady, jakoś po mojej obronie. Jeszcze tylko nie wiem, co powie na to mój przyszły Mąż, bo robił wczoraj wielkie oczy, kiedy nas słuchał, ale przecież doskonale wie, że ja się bez niego nigdzie nie ruszam (bo wiem, że samej by mnie nie puścił)!
- Na początek te Bieszczady będą spoko, tak myślę. - napisał mi dziś Ibi. - Wiesz, być tam, chodzić po górach, jechać do Polańczyka, nad jezioro Solińskie... pięknie, po prostu pięknie!
I tak się nakręcałam z każdym jego słowem.
- Cholera, mam tylko nadzieję, że nie trafimy na kolesia z maczetą! - zaśmiałam się.
A reszta... niech się dzieje.
Dopóki stąpamy niestrudzenie po tej jednej ziemi, to bierzmy z tego życia jak najwięcej, pełnymi garściami. Przecież na tym świecie może być całkiem fajnie. Wystarczy tylko patrzeć i widzieć. I choć odrobinę chcieć.


A teraz czas ponadrabiać zaległości u Was. Czuję, że czeka mnie sporo czytania, choć do wielu z Was zaglądałam choć w telefonie, to jednak dobrze mieć możliwość znów zostawiać u Was ślad :)

80 komentarzy:

  1. Asiku jak dobrze że jestes i pisujesz:* kurcze sama nie wiem jak ja bym sie zachowała gdyby praca mgr mi się tak nagle wzięła i zniknęła z dysku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę :D :*
      No ja nie spałam trzy noce pod rząd i chodziłam z zapuchniętym od beczenia ryjcem :P

      Usuń
    2. ja pamiętam jak mi raport kiedyś jakies wcięło... depresję miałam chorobna xd

      Usuń
    3. Cóż, za roztrzepanie trzeba płacić :P

      Usuń
    4. to akurat komputer mi się zawiesił i nie mogłam odzyskać danych... nie mniej jednak teraz mam nauczkę i zapisuję wszystko sobie i robię kopie zapasowe :)

      Usuń
    5. A to widzisz, w moim przypadku to tylko i wyłącznie roztrzepanie XD W sumie nie wiem, co się ze mną dzieje - już P. momentami ze mną nie wyrabia :P
      Ale fakt faktem, nauczka pozostaje - ja teraz co chwilę wysyłam sobie na maila to, co zdążyłam zrobić :D

      Usuń
    6. P. przynajmniej nie nudzi się z Tobą xd :D

      Usuń
    7. No nie, gwarantuję mu różne atrakcje, jakkolwiek by to nie zabrzmiało :D

      Usuń
    8. haha xd kochajcie się dalej wariaty:*

      Usuń
  2. Ja bym chyba siadła gdzieś w kąciku i z rozpaczy wyrwała wszystkie włosy. Dobrze,że udało Ci się odzyskać dużą część pracy.
    Macie salę? To gratuluję :)
    W ogóle to cieszę się,że wróciłaś-nie powiem, martwiłam się co tam u Asika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No całe szczęście :)
      Ano ^^ Także klamka zapadła XD Dzięki :)
      Ojojoj...ależ o mnie nie trzeba się martwić ;) Choć teraz mi głupio, że tak bez słowa cholera...

      Usuń
  3. Jak to dobrze, że jesteś. Miałam ostatnio nawet pisać do Fridy czy wie może co się z Tobą dzieje, ale i ona mi gdzieś znikła na dniach :/ Ja nie wiem...
    Ale już jesteś :) Z tymi danymi na komputrze miałam ostatnio podobnie. Chciałam usunąć śmieci z pulpitu i niechcący zaznaczyłam swój folder w którym mam wszystko: muzykę, zdjęcia, pracę, książki, i wiele innych. I zaczeło się usuwać. W 3/4 się zorientowałam, że coś za długo się usuwa. Praca ocalała i zdjęcia też - tego nie byłabym w stanie już odratować. Natomiast zniknęła cała muzyka i książki, cudem książki do pracy magisterskiej miałam na pendrivie. Ale strach był.
    I też tak mam jak Ty, że w pierwszej kolejności byłam wściekła i miałam ochotę się rozpałakać, ale kiedyś trzeba było wziąć się w garść :D
    A poprawiny Waszego wesela będą w moje imieniny xD
    Ciesze się, że udało CI się rzucić palenie, bieganie jest o wiele zdrowsze :) Ja również zamierzam zacząć biegać, więc zaczynamy? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to byś dobrze zrobiła w sumie, bo Frida ze mną jest na bieżąco widzisz :P W środę nawet się z nią widziałam i tym razem ja mogę zapewnić, że też jest cała i zdrowa :)
      Ano jestem :) Co prawda nie dawałam znaku życia, ale nie powiedziałam też, że zamierzam odejść, prawda? A to bym zrobiła na pewno - uprzedziła w sensie ;) O cholera, to widzę, że też się stresu najadłaś przez to wszystko. I w sumie też jakoś bardziej mnie rozumiesz, o ;) Ale spójrz, teraz przynajmniej będziemy "mniej roztrzepane" - o ile się da :D
      Ano bo kiedyś trzeba :)
      No proszę, serio? :D Tyle okazji do świętowania! ^^
      Własnie miałam teraz małą przerwę w bieganiu przez babskie dni - wtedy niestety nie jestem podnieść dupska z łóżka nieraz. I ciężko mi znowu rytm złapać, ale od jutra zaczynam :D To możesz ze mną ^^

      Usuń
    2. To dobrze, bo ostatnio jej się chorowało z tego co pamiętam :P
      No właśnie, o ile się da :P Bo myśmy tego chcący nie zrobiły i wprawdzie dostałyśmy po łapach, ale roztrzepanie to w pewnym rodzaju cecha charakteru a te da się zmieniać, ale chyba nie od razu :D
      U mnie właśnie pogoda zaczęła uniemożliwiać bieganie, bo jest zimno, wietrznie i pada a nie chcę znów być chora :/

      Usuń
    3. Ano chorowało się, ale na szczęście już wydobrzała :)
      A ja się zawsze śmiałam, że to mój szef jest roztrzepany, jak przychodziłam do biura i nieraz całowałam klamkę, bo zapomniał zostawić kluczy XD
      No pogoda paskudna, mój P. też wstał rano, żeby sobie pobiegać i jak zobaczył, co dzieje się za oknem, to odpuścił... ja mam nadzieję, że do wieczora się chociaż ten wiatr uspokoi, bo na mojej trasie jest trochę drzew, a nie chciałabym zginąć pod konarem XD

      Usuń
    4. To całe szczęście :)
      Nie wiedzialam, że już pracujesz :D Od dawna? :D
      U mnie też tak bardzo wieje :/ Na dodatek padał grad, a Ciacho dzwonił, że u niego nawet grzmiało :) marzec żegna nas tak jak nas powitał :)

      Usuń
    5. Ano pracuję w sumie hmm... odkąd tu jestem XD Dostałam pracę w lutym zeszłego roku i cały sezon przepracowałam :P No ale taki urok pracy sezonowej, szczególnie w moim zawodzie, że od grudnia był tzw "martwy sezon", bo zima. No i czekam właśnie na telefon od szefa kiedy mam przyjść, bo od kwietnia miałam właśnie znów zacząć :)
      No pogoda jak w kratkę nadal :( O, grzmiało? :D Ja nie mogę się doczekać pierwszej burzy w tym roku ;)

      Usuń
    6. To gdzie pracujesz? :) Bo może wspominałaś, ale moja niezawodna pamięć zaszufladkowała ten fakt gdzieś głęboko :)
      Ja też uwielbiam burze!! :D

      Usuń
    7. W takiej małej firmie zajmującej się projektowaniem i wykonawstwem ogrodów :) Ano możliwe, że po prostu gdzieś Ci umknęło, bo ja tu często o mojej pracy nie wspominałam jednak :)
      To będziemy teraz wypatrywać razem tej pierwszej :D A znając moje szczęście, pierdolnie, jak będę biegła na pociąg XD

      Usuń
    8. Czyli pracę masz zgodną z tym, co lubisz :) Ja wciąż pamiętam, że jak będę miała hotel to mi zaprojektujesz ogród xD
      Hahaha xD Ważne, żeby zaczeło padać dopiero jak będziesz juz w domu :D

      Usuń
    9. No w zawodzie :) Cieszę się, że pamiętasz :D
      Otóż to! :D Chociaż ostatnio biegałam sobie w deszczu, nie ma chyba nic bardziej orzeźwiającego ^^

      Usuń
    10. Brrrr... Bieg w deszczu :P Dostałabym chyba alergii xD

      Usuń
    11. Było całkiem fajnie - polecam xD

      Usuń
  4. Czasem potrzebna jest taka przerwa, żeby po prostu odreagować i nabrać sił. A też mam wrażenie, że moi rówieśnicy po prostu zachowują się jak ich starzy to jak w tej reklamie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, niektórzy szybko zapominają, jak to jest być młodym. Najgorzej, że umyka im to wtedy, kiedy tą młodością najbardziej powinni się cieszyć.

      Usuń
    2. Dlatego staram się jak najlepiej z tego korzystać. I żyć chwilą, która przecież już może się nie trafić.

      Usuń
    3. I to jest zdrowe podejście. ;)

      Usuń
  5. Ojejku! Tak dawno Cię nie było. Ale dobrze, że wracasz z większymi pokładami optymizmu. Cieszę się, że wracasz, na prawdę się cieszę. Ktoś mnie może wreszcie kopnie w dupę i zarazi optymizmem :D
    Z tą pracą magisterską ostro pojechałaś. Czytałam z zapartym tchem, ale dobrze, że chociaż dało się odzyskać trochę tej pracy.
    Pomysł z podróżą na stopa - genialny. Jedno z moich marzeń.
    I gratuluję planów ślubnych, chyba na reszcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uhh... miło mi, że się cieszysz ^^ A zarażać optymizmem mogę, jak najbardziej - w sumie od tego jestem, no nie? :D
      Hahaha... zupełnie jak w jakimś filmie sensacyjnym widzisz XD
      Bo to są właśnie świetne marzenia, tylko ich realizacja wymaga sporo odwagi. I otwarcia na ludzi. Zobaczymy, czy nam się uda ;)
      Dzięki! :) Ano w koncu, w sumie wszystko ruszyło dokładnie pół roku po zaręczynach - ot taka ciekawostka ^^

      Usuń
    2. Chyba tak. Jesteś takim słońcem :D
      Blog wielozadaniowy, nawet czytelników umiesz nastraszyć :P
      Co do realizacji marzeń - polecam obejrzeć ten filmik - https://www.youtube.com/watch?v=vTFrObtDeNs i oczywiście życzę powodzenia, w końcu to nie jest aż jakieś marzenie z kosmosu, tylko takie w miarę możliwe do spełnienia.

      Usuń
    3. Podoba mi się te określenie ^^
      Taa, trzymam w napięciu do samego końca :D
      I dziękuję Ci za ten filmik, faktycznie, daje pozytywnego kopa :)

      Usuń
  6. No i jesteś wreszcie! Miło!
    Kurcze, tak na prawdę to za każdym razem, gdy chcę się znów zacząć śmiać i cieszyć zyciem na nowo - coś mi w tym przerywa. Ktoś mi odbiera wiarę w to, że życie jest piękne. Że ludzie mogą być dobrzy. Ja wiem, że zło jest bardziej jaskrawe, a dobro czai się po kątach i ciężko go ujrzeć, ale... to mi nie pomaga. Ale Tobie życzę powodzenia. Czerp z życia tyle, ile jesteś w stanie. Po to ma się tę młodość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jestem, jestem :) Mi także!
      Owszem, zło jest bardziej jaskrawe, a dobro czai się po kątach, a do tego pojawiają się jeszcze pewne blokady, może jakieś nasze lęki, czy niezamknięte podświadomie sprawy, które nie pozwalają się tak do końca tym wszystkim cieszyć. I mi się nieśmiało wydaje, że Ty właśnie taką blokadę masz... Ale mam nadzieję, że to zniknie w końcu i narodzi się w Tobie trochę więcej nadziei. Bo chyba jej w tym momencie sporo brakuje, co?

      Usuń
  7. I w sumie wszystko wyszło na plus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie... nawet jakoś nie chce mi się doszukiwać minusów, a to też jest chyba dobre :)

      Usuń
    2. Nie ma co szukać dziury w całym ;P

      Usuń
  8. Ej wariatko nawet nie wiesz jak mi Cie tu brakowało! Odnośnie ślubu to ja jutro Cie sobie rezerwuje, i jak wrócę spokojnie do domku to musimy nadrobić te półtora miesiąca,o! I bądź mi taka pozytywnie zakręconą wariatką :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, serio? :) W sumie miałam nadzieję, że nikt nie zauważy, że mnie nie ma XD Ale to miło mi bardzo :) A i nie ma problemu, w końcu mam Ci co opowiadać, nie nie? :)

      Usuń
    2. No słuchaj, ciężko by było nie zauważyć XD No trochę chyba się uzbierało tych njusów! :)

      Usuń
    3. E tam, ja taka cichociemna ostatnio XD Wiesz, uciekam przed promotorką, udaję, że nie istnieję i takie tam XD Jasne! :)

      Usuń
  9. Kochanie!!!! Cieszę się z wyboru daty ślubu! :> Gratuluję Wam :* ! A jesli chodzi o przygodę z komputerem -> to rozmawiałyśmy o tym prywatnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę ^^ Dzięki :* Ano byłaś na bieżąco w mej niedoli ^^

      Usuń
    2. A no miałam tą przyjemność...

      Usuń
  10. Asieńko Kochana jak ja się cieszę, że jesteś! :*
    Brakowało nam Ciebie Zwariowany Rudzielcu! :*
    Twój powrót jest zapowiedzią cudnej wiosny! :D O tak! :D
    Data ślubu idealna :D Gratuluję i cieszę się razem z Wami! :)
    Sytuacja z komputerem przeraziła mnie nie na żarty, dobrze że chociaż coś udało się odzyskać.
    Aśku ściskam Cię mocno, przesyłam buziaki i same pozytywne myśli! :*:*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jak mi miło :* Co prawda zaglądałam do Was na blogi w telefonie, ale brakowało mi takiego właśnie bycia tutaj :)
      Oho, niech tak będzie zatem :D
      Ano trafiona data dla nas, bo blisko naszej rocznicy (śmieję się, że będzie pamiętał przynajmniej XD). Dzięki Kochana :*
      Mnie też przeraziła, wierz mi XD Dawno nic mi tak nie zmroziło krwi w żyłach... Ale na szczęście, że mogę sobie dalej pisać, a jutro od samego rana zasuwam dalej, jako, że mam dwa dni wolnego :)
      Również ściskam :* :)))

      Usuń
  11. Cudowny i rzadki komplement, ale w pełni zasłużony :) Bądź nam dobrym duchem zawsze, takich ludzi jest jak na lekarstwo :*

    OdpowiedzUsuń
  12. W sumie to jakoś wcześniej tego nie zauważyłam, ale naprawdę jesteś jak Wiosna! I dobrze, bo dzięki takim ludziom aż chce się żyć, nieważne co by się działo :)
    Z tymi urządzeniami elektronicznymi to czasem więcej stresu niż z ludźmi, mimo że (urządzenia) są przewidywalne. Ale czasem warto dostać takiego kopa i powera do zrobienia czegoś jeszcze lepiej niż to się już raz zrobiło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie sama nie wiem do końca, czy tak jest, ale cholernie miło było coś takiego usłyszeć i wiedzieć, że jest się kojarzonym z uśmiechem :)
      Ano dokładnie. Wiesz, ja nauczyłam się nawet mówić sobie "a może tak miało być?" - i tego się trzymam. Nic nie dzieje się bez przyczyny przecież ;)

      Usuń
    2. Podobno sami siebie nigdy nie oceniamy obiektywnie (no bo jak to niby zrobić? XD), więc musisz polegać na naszej opinii!
      No też racja, ale ile razy tak sobie "ma to być"? Czasem już się nie ma do tego siły :/

      Usuń
    3. Nie mam wyjścia, cholera XD
      W sumie mi się zdarzyło po raz pierwszy, więc... XD

      Usuń
  13. Wyobrażam sobie, co przeżyłaś tracąc folder z pracą magisterską, dobrze, że opatrzność nad Tobą czuwała i te wydruki miałaś. Jest taka komedia "Starsza pani musi zniknąć" podczas której właściwie cały czas coś mnie śmieszy, za wyjątkiem jednej sceny - kiedy bohater traci pod kołami pędzącej ciężarówki laptop ze swoją książką gotową do oddania. Z tego nie potrafię się śmiać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj najpewniej pasuje słynne stwierdzenie, że głupi ma szczęście. Tak to można kolokwialnie ująć. Ale w sumie przez każdą taką potyczkę człowiek się czegoś uczy. I znam dobrze ten film i pamiętam tę scenę - teraz chyba nie będę mogła na ten moment w ogóle patrzeć ^^

      Usuń
  14. Wiosną jakoś łatwiej być szczęśliwym, prawda? :-) Gratuluję optymizmu, trzymam kciuki za ślubne plany i cieszę się, że wróciłaś z naładowanymi bateriami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano prawda :) W sumie nic dziwnego, kiedy w końcu wszystko dookoła tak pięknie odżywa :) Dziękuję! :)

      Usuń
  15. Uuuuu.... Szkoda tego, co już udało Ci się wypracować. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem (przynajmniej nie za długo :D) i poszukać w sobie motywacji do działania :) Łatwo się mówi, wiem. Dlatego tym bardziej podziwiam Twoje mądre i optymistyczne podejście :)

    Gratuluję skonkretyzowania ślubnych planów! :D Podzielam Twoją sympatię do lipca ;D

    Też biegam i muszę powiedzieć, że często mam z tego sporo frajdy :) Chociaż czasem ciężko jest się zmobilizować do treningu...

    Pozdrawiam Cię serdecznie, Wiosno! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! I fajnie, że już jesteś :)

      Usuń
    2. To jest właśnie motywacja - że korzystając z wolnego dnia, za chwilę spędzę kolejne kilka godzin, wlepiając je w strony wordowskie - ale za błędy się płaci właśnie XD Poza tym ja już dużo nadrobiłam, więc też trochę jakby kamień z serca mi spadł :) I w sumie nie ma co podziwiać nawet, po prostu taka kolej rzeczy, tak mi się wydaje :) I wzięcie się do roboty w końcu to jedyne zdrowe podejście :)

      Dziękuję! ^^ I w sumie nie dziwi mnie to, lipca trudno nie kochać :)

      Dokładnie, trudno się zmobilizować, ale mi też daje to strasznie dużo satysfakcji. Nawet nie biegam, "żeby schudnąć do lata" - jak to ostatnio skwitował mój kolega, ale po prostu, dla zdrowia. Nie robię dziesięciu kilometrów, ale chcę się po prostu zmęczyć, pomyśleć, nawdychać świeżego powietrza i... poczuć się lepiej :)

      Również pozdrawiam i cóż... miło mi :) Też się cieszę, że w końcu tu zawitałam, bo stęskniłam się za Wami wszystkimi ^^

      Usuń
  16. Asik :* a ja cały czas zastanawiałam się czy wrócisz i jesteś! :)))))
    bardzo mnie to cieszy :D
    ślub w lipcu? też wtedy brałam dokładniej 26 ;)
    ale miałaś "przygodę" z tą utratą danych :0 rany jak w horrorze! powodzenia trzymam kciuki!
    i przesyłam mega uściski :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, jestem i mam się dobrze :D
      O, to mamy podobnie ^^ i też "6" w dacie ^^
      Ano przygoda kiepska, ale też pouczająca... I dziękuję ze kciuki, bardzo mi się teraz przydadzą! :)
      :*

      Usuń
  17. gratuluję zamiany papierosów na bieganie! :D miejsca na ślub itp! Mimo roztrzepania bilans jest raczej dodatni;) Więc nic tylko się cieszyć! :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Dokładnie, ostatecznie wychodzi to wszystko na plus, nawet sporo pracy już nadrobiłam,więc nie jest źle :)

      Usuń
  18. Ile stresu bym przeżyła na Twoim miejscu huhu :D
    Może się przyczepie ale nie w lipcu literki "r" ale pewnie w to nie wierzysz :p
    I tak trzymaj, Wiosno :) Biegaj i ciesz się życiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślisz, że ja nie przeżyłam? :P O mało nie zeszłam na zawał serca cholera XD
      I owszem, nie wierzę w takie rzeczy ;) A nawet je bojkotuję :P
      Tak właśnie zamierzam :)

      Usuń
    2. Jeżeli lipiec to dla was szczęśliwy miesiąc, to dlaczego nie?
      Moja koleżanka bierze ślub w tym roku 13. Bo 13 się spotkali, bo 13 się zaręczyli itp. To chyba nie ma większego znaczenia :)

      Usuń
    3. Otóż to :)
      Skoro 13 jest ich szczęśliwą liczbą, to tylko i wylącznie to ich wybór :)) i ja myślę, że dobry, bo to właśnie jest ważniejsze, aniżeli szerzące się gdzieś zabobony ;)

      Usuń
  19. stracona praca magisterska to jak horror z najgorszych snów studenta, dobrze ze chociaż cokolwiek odzyskałaś, o widzę, że i Ty zamierzasz stanąć na ślubnym kobiercu u mnie to nastąpi miesiąc po Tobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No był to horror i przytrafił mi się tylko i wyłącznie przez moje roztrzepanie, niestety.
      No proszę :)

      Usuń
  20. Ale ten post jest naładowany pozytywną energią, aż się chcę żyć - mimo pogody za oknem, która jednak składania do zachowywania się jak emeryt. :D
    Jejku, z tą pracą magisterską, to zawał serca totalny. Dobrze, że ten informatyk uratował chociaż część.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak miało być! No ja dzisiaj jadąc do domu pociągiem przeżyłam śnieg, grad, słońce i ścianę deszczu xD
      No można powiedziec, że przeżyłam zawał serca xD

      Usuń
  21. Cieszę się, że tu jesteś! I nie tylko tu :*
    Powiem tylko, że najważniejsze, iż po (i pomimo) tych wszystkich złośliwościach losu jest dobrze, jest światełko w tunelu, radość i... wiosna :) chociaż pogodowo kiepska póki co, ale to jednak wiosna :)
    trzymaj się i nakurwiaj dalej :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem wszędzie Ryjku kochany :* wszędzie mnie pełno!
      ...ale jednak wiosna. właśnie. i tego się trzymajmy :)
      nakurwiam :D :*

      Usuń
  22. Oj to dobrze,że wróciłaś :)
    Och no właśnie...Skąd ja to znam.Chociaż wiesz uważam,że każda kobieta wysiada przy pracy z komputerem :) Nie dla nas technologia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę :)
      Wypraszam sobie, ja potrafię przy kompie ogarnąć więcej, niż niejeden chłop xD

      Usuń