czwartek, 4 lutego 2016

"Nowe wyzwania biorę na klatę, oby do przodu - dam sobie radę!"

Noc jeszcze młoda, więc się pojawiam. Pojawiam się, by w końcu przynieść - jak na mnie przystało przecież - coś pozytywnego. Pojawiam się, bo u mnie nastała już wiosna, mimo, że w kalendarzu dopiero luty. Może czas się tą wiosną podzielić, bo ja już czuję promienie słońca łaskoczące mnie przyjemnie w policzki. I uśmiechać nie mogę się przestać. Dobrze jest.

Myślałam, że tamten dzień będzie jak każdy inny ostatnio. Że wstanę, wstawię wodę na kawę i będę leniwie snuć się po mieszkaniu, czekając na jakikolwiek przełom. Że czasem zachce mi się płakać, to popłaczę sobie. Że kolejny raz nie będę mogła znaleźć sobie miejsca.

Obudził mnie telefon, krótko po ósmej. Sięgnęłam po niego zaspana, leniwie i trochę zdziwiona, bo nie nastawiałam przecież budzika.

I nagle zerwałam się na równe nogi.

"Zapraszamy panią na rozmowę kwalifikacyjną. W poniedziałek, na ósmą."

Po odłożeniu słuchawki rozryczałam się, jak to na mnie przystało. Trzęsłam się i śmiałam głośno przez łzy. Nie wierzyłam. Czekałam na ten telefon pół roku. Pieprzone pół roku. Wydawało się, że te czekanie nigdy się nie skończy. Już przestawałam snuć marzenia o pracy w zawodzie, już wyobrażałam sobie siebie w jakiejś monotonnej pracy, zapominając powoli o tym, co tak bardzo kocham robić.

Ogromnie zestresowana poszłam w poniedziałek na rozmowę. Weszłam niepewnie do pokoju prezesa i zdziwiłam się, że kiedy usiadłam na krześle nerwy zeszły ze mnie momentalnie. Naprzeciwko mnie siedział naprawdę miły i konkretny człowiek. Rozmowa przebiegła spokojnie i kiedy zaprosił mnie na kolejną, na której byłam wczoraj, już czułam, że chyba wszystko poszło dobrze.

Nagle dowiedziałam się, że mam być jedną z dwóch osób odpowiedzialnych za zieleń miejską. Mam projektować kolorowe rabaty, sadzić pachnące kwiaty, takie, jakie tylko zapragnę. Mam opiekować się drzewami w moim mieście. Mam razem z dziewczyną, z którą będę dzieliła obowiązki, mieć pod skrzydłami brygadę kilku osób, które będą razem z nami tę zieleń pielęgnować. Mam być roztrzepaną panią kierownik, która w ogrodniczkach będzie zasuwać po mieście i robić to, co kocha, a później, już ubrana elegancko przedstawiać przed władzami miasta swoje pomysły.

Oszalałam z radości, wiecie?

Właśnie spełnia się moje marzenie. Mam przed sobą ogromne wyzwanie, masę roboty, bo muszę razem z moją współtowarzyszką stworzyć cały plan działania, dopilnować zakup niezbędnych maszyn, narzędzi, nawozów i roślin. To ja mam zwerbować i pomóc zatrudnić odpowiednich do pracy w zieleni ludzi. Na moje barki spadło doglądanie estetyki całego miasta. I będę się tym zajmowała na pewno do końca tego roku. A jeśli się sprawdzę, to i przez kolejne lata.

Na mych oczach tworzy się moje nowe miejsce pracy, komórka pewnego, dużego przedsiębiorstwa, którego teraz i ja będę częścią. Będę roztrzepaną, uśmiechniętą od ucha do ucha, rudą panią kierownik w ogrodniczkach.

Stresuję się, jasne, że się stresuję. Ale ten stres po raz pierwszy napędza mnie jakoś tak do działania. Jest ogromną motywacją. Nie ma dnia, bym nie zaglądała do moich starych notatek z architektury krajobrazu, książek i czasopism ogrodniczych, na które przez ostatnie pół roku jakoś nie mogłam patrzeć. Nie ma dnia, by do głowy nie wpadł mi jakiś nowy pomysł. Uśmiecham się. Cholera jasna, no nie mogę przestać się uśmiechać!

Bo tak bardzo mi przecież brakowało mojej pracy. Bez niej usychałam, jak te wszystkie kwiaty, którymi nagle musiałam przestać się opiekować.

I wiem, że w tym wszystkim nie jestem sama. A to także ogromna motywacja. Oprócz mojej współtowarzyszki, z którą będę kierować naszą brygadą, a z którą świetnie się dogaduję przy kawie, wspierają mnie wszyscy ci, których kocham i którzy mnie kochają. Także ci, którzy kochają mnie, tylko z oddali. Oni jak zawsze są moją największą siłą, powtarzając w moich snach: "Poradzisz sobie, Promyczku. Ze wszystkim po kolei."

I okazuje się, że nie tylko oni są moim wsparciem.

- To ja panią poleciłem prezesowi, pani Asiu - powiedział mi mój poprzedni szef, naprawdę szanowany w moim mieście architekt krajobrazu, który wszystkiego mnie tak naprawdę nauczył, kiedy pracowałam w jego firmie jeszcze będąc studentką. - Wierzę w panią. A gdyby pani czegoś nie wiedziała, ma pani do mnie numer, zawsze podpowiem, pomogę.

Kolejnego dnia spotykam pana Michała, z którym pracowałam w terenie w tej samej firmie. W sumie ucieszyłam się, że go zobaczyłam, miałam do niego pewną sprawę, zupełnie niezwiązaną z moją nową pracą.
- Mam do pana pytanie - powiedziałam, gdy wyściskał mnie serdecznie, jak zawsze zresztą, kiedy mnie spotyka. - Czy ma pan może jeszcze te ulotki, które zostawił pan w sklepie mojej mamy?
- Mam Asiu, mam. A co, donieść jeszcze?
Wiedziałam, że ma chorą córkę. Parę dni temu zostawił u mojej mamy ulotki z prośbą o przekazanie jednego procentu z podatku, a ja na śmierć o nich zapomniałam.
- Jasne, że donieść! Rozeszły się jak świeże bułeczki, mama mówiła, że kolejne mogłybyśmy wsunąć w gazety, a nuż kogoś ruszy dobre serce. No i ja. Ja chciałam przekazać swój jeden procent. Dużo tego nie ma, ale...
Nie dokończyłam, bo drugi raz mnie mocno uściskał. Obiecał, że doniesie. Dziękował.
- A jak Asiu u ciebie? Słyszałem, że dostałaś pracę? - zmienił temat uśmiechając się od ucha do ucha.
- A dostałam! - już mogłam potwierdzić radośnie, po wczorajszej, drugiej rozmowie. - Od marca zaczynamy. Wie pan, trochę się boję, ale...
- Dasz sobie radę! - przerwał mi znów. - Będziesz najsympatyczniejszą panią kierownik, jaką znam. I pamiętaj, że zawsze służę pomocą. Jeden telefon rudzielcu i jestem, pamiętaj. Trzymaj się ciepło!

Po takiej dawce dobrych myśli wróciłam do mieszkania z uśmiechem od ucha do ucha. Zalewając herbatę, zadzwoniłam do pani Magdy, z którą kiedyś zasuwałam w terenie nieraz do upadłego.
- Dzień dobry pani Madziu! 
- Asieńka, tak na jednej nodze, o co chodzi? Bo jestem w robocie, w ochronie robię teraz, a mój szef to totalny pojeb, jak zobaczy, że gadam przez telefon, to mnie opierdoli jak psa!
Prawie oplułam się herbatą. Cała pani Magda. Szczera do bólu.
- A nie chciałaby pani wrócić do pracy w zieleni?
- Asiula... jak?
- A tak, że chcę mieć panią w swojej brygadzie. Niech mi pani podrzuci papiery!
- Kurwa.. Asiula. Będę! Jeszcze dzisiaj przywiozę. Będziemy zapierdalać w terenie...
- ...do upadłego! - zaśmiałam się. I zakończyłam rozmowę, słysząc przedtem jeszcze kilka wzmianek o tym, że no... będziemy zapierdalać.

Padłam na łóżko, wciąż nie mogąc przestać się uśmiechać. To wszystko wydaje się być jakimś snem, totalną abstrakcją. Nigdy nie przestawałam marzyć, nawet, kiedy smutki waliły mi się na łeb, nawet, kiedy listopadowe chłody przygnębiały, nawet, gdy przyszła zima, z którą nie umiałam się zaprzyjaźnić.

Odżywam. Znów staję się sobą. Znów jestem ruda, uśmiechnięta i pełna nadziei. Znów sieję uśmiech dookoła. Znów jestem Wiosną, jak nazywał mnie jeden z moich serdecznych kumpli. Znów czerpię z życia, ile się da.

Czerpię do tego stopnia, że w sobotni wieczór w poznańskim klubie U Bazyla, ledwie siedząc na krześle, z obitym dupskiem po bolesnym upadku z fali po koncercie Kabanosa, na którym dałam się - delikatnie rzecz ujmując - ponieść pozytywnym emocjom rozpierającym mnie od środka, stwierdziłam:
- Jaka stara, taka głupia. - jęczałam. - Czy to mi teraz przystoi? Chyba powinnam spoważnieć, co?
- Chrzanisz?! - zapiszczała Aga, biorąc potężny łyk piwa - Będziesz najzajebistszą panią kierownik na świecie. Nawet nie próbuj się zmieniać w stereotypowego ponuraka!

No to nawet nie próbuję.
Bo bycie ponurakiem zdecydowanie nie jest dla mnie.

I jeśli mogę prosić... trzymajcie za mnie mocno kciuki!


To, co nieznane, to jest przede mną,
nieodkrywane wszystko przede mną.
Nowe wyzwania biorę na klatę,
oby do przodu - dam sobie radę!

Kto nic nie robi, ten w miejscu stoi,
a ja już widzę początek drogi.
I się nie boję, tego, co nowe
i czuję wolność na myśl, co zrobię. 

Tak, to ja wyfruwam z gniazda.
Balony kolorowe, napompowane w głowie.
Tak, to ja biorę na klatę,
Wszystkie kłody po drodze, spoko, poradzę sobie!

16 komentarzy:

  1. Mocno trzymam kciuki,bardzo bardzo mocno. A życiowa strategia bardzo mi się podoba!:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Asik aż się wzruszyłam czytając ten post, cieszę się, że u Ciebie tak dobrze się dzieje :* trzymam mocno kciuki za Ciebie kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekałaś i się doczekałaś. ;)
    Bardzo się cieszę, że dostałaś taką, pracę o jakiej marzyłaś i że będziesz panią kierownik. Wspaniała wiadomość. Gratuluję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję! Sama chcę mieć pracę w swoim zawodzie, więc na pewno będę równie szczęśliwa jeśli taką dostanę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam to uczucie, pewnego spokoju, gdy ma się już właśnie pewną pracę i to pracę wymarzoną:) Więc przed tobą dużo wyzwań ale...ekscytacja, ekscytacja!:D A nie deprymacja, o :D
    I trzymam mocno:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Równowaga we wszechświecie zachowana - ja stracilam prace, Ty dostałaś :D warto było tyle czekać (chociaż mam nadzieje, ze ja nie bede musiała, bo nie mogę sobie pozwolić na takie luksusy xD). Także gratulacje i cóż, powodzenia na nowym stanowisku! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Serdecznie gratuluję pracy! Pamiętam, jak ja się cieszyłam, dostając moją. Nie mogłam uwierzyć, że mi się tak poszczęściło :)

    Pozdrawiam! :)

    http://w365dnidookolazycia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz to, na co zasłużyłaś (zazwyczaj to powiedzenie brzmi jak wyrok, ale tutaj jest zupełnie odwrotnie!) :D Gratuluję Ci, przy tym fragmencie gdzie polecił Cię Twój były szef miałam takiego banana na mordzie... a jeszcze się powiększył po rozmowie z panią Magdą;D ile babka ma lat? U mnie też taka pracuje, kobieta po 50 ale teksty ma grubsze niż niejeden małolat:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję :)) Ogromnie się cieszę!
    Gdybyś chciała mieć dostęp do mojego bloga to napisz. deszczowenoce@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję i wierzę, że dasz radę. I widzę, że marzenia i dążenie do celu daje skutki. Poznań będzie jeszcze piękniejszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratulacje! Jestem pewna, że świetnie dasz sobie ze wszystkim radę. Trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No to trzymam mocno za powodzenie w pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Super wieści! Ty prostu musisz pracować w zawodzie, widać, że to kochasz :D A kciuki oczywiście trzymam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratuluje pracy :) Mam nadzieję, że będzie zdawała nam relację ;)

    OdpowiedzUsuń