poniedziałek, 29 lutego 2016

Nie umiałam pozostać śniegiem, który nie topnieje

Usiadłam na drewnianej ławeczce. Przez moment przestałam słuchać, o czym mówił. Wciągając głęboko czyste, leśne powietrze, spojrzałam na staw, w którym niczym jak w zwierciadle odbijało się piękno świata. Biała kora brzóz, nieopadłe, uschnięte liście dębów, wiecznie zielone sosny i śpiewające trawy. I odbicie nieba, na którym przecięły się smugi pozostawione przez samoloty. Odbicie, na którym zobaczyłam leniwe, dzikie gęsi.

Spojrzałam w górę. Leciały, faktycznie. Jakby chciały już wrócić. Leciały. One, moja ulubiona zapowiedź wiosennych dni. Lubiana nawet bardziej, niż przebijające się przez zmarzniętą jeszcze ziemię wczesne kwiaty, czy nabrzmiałe pąki drzew.

Patrzyłam i nagle przypomniałam sobie, jak bardzo potrafiłam kochać ten świat. Potrafię przecież nadal. Wciąż umiem zaciągać się całym jego dobrem wprost do płuc, by później móc to wszystko oddać z nawiązką. Jak dawno się tym pięknem nie napawałam, wmawiając sobie podświadomie, że przecież nie ma czym.

Oczy zaszły mi łzami.
Łatwo im ostatnio się zaszklić.
Łatwiej, niż kiedykolwiek.

Każda zima się kiedyś kończy. Każdy śnieg prędzej, czy później topnieje, dostając szansę na stanie się cudownym zwierciadłem natury. W końcu zawsze przychodzi wiosna. Ta, którą mnie nazywano.

Wiosna. Moje ulubione imię.



Długo szarpałam się z myślą, czy nie przestać pisać. Zastanawiałam się, czy nie zniknąć z blogosfery na dobre, zostawiając po sobie jedynie mapy wspomnień i dobrych myśli. Pozostać tylko nikłym cieniem, wspomnieniem pewnej, rudej istoty, która kiedyś próbowała zlepkiem słów przynieść innym odrobinę ciepła.

Ale nie umiałam pozostać śniegiem, który nie topnieje.
Nie ja.

Nie umiałam sobie z tym wszystkim poradzić. Najpierw sekundy dzieliły mnie od kliknięcia w przycisk "Usuń bloga". Ale pomyślałam, że tak bez pożegnania się nie znika, że trzeba by jakieś skleić, chociaż najprostsze w świecie "do widzenia".

Ale nie dałoby się w tak prosty sposób zamknąć tego, co stworzyłam z Wami przez całe te dwa lata, które stuknęły kilka dni temu.

Później myślałam, żeby zrobić sobie przerwę. Tylko, czy moje ostatnie, nieudane próby pisania nie są właśnie jedną, wielką przerwą?

Ostatecznie przyszło mi do głowy, by zacząć pisać w innym miejscu. Od nowa. Nawet je założyłam, a tego bloga opisałam jako "Wspomnienie", jako coś, co chciałam zamknąć, jako coś, co mnie chyba zaczęło przerastać, jako coś, przed czym chyba próbowałam uciec. Nawet posta napisałam w tamtym miejscu, tylko go nie opublikowałam. Chciałam poczekać, pomyśleć jeszcze, nie byłam przecież pewna. I Bogu dzięki, bo siedząc dziś na tej drewnianej ławeczce uświadomiłam sobie, jakie tamte miejsce byłoby obce, nieogrzane ciepłymi słowami i wspomnieniami chwil, które przeżyłam w przeciągu tych dwóch lat.

I nagle przypomniało mi się, co czułam, kiedy tego bloga zakładałam. Kim byłam i jak bardzo się zmieniłam.




Zobaczyłam przed oczyma nieśmiałą, rudą dziewczynę, która siedzi w swoim pokoiku i oczekując na swojego P., popija w ciszy herbatę. Jest sama. Jest szczęśliwa. Oddychająca wreszcie spokojnie, tuż po obronie pracy inżynierskiej. Marzy o wiośnie. Marzy o zaręczynach. Marzy o ukończeniu studiów i dobrej pracy. Marzy o kolejnej przyjaźni.




Wiecie, Mili moi, wydawało mi się, że osobie, która istnieje w sieci od ośmiu wówczas lat, blogowy świat dał wszystko, na co było go stać, począwszy od słów, poprzez spotkania, łzy tęsknoty, niezapomniane przyjaźnie, aż po przygody, które wspomina się dziś z uśmiechem na ustach, choć o niektórych może wstyd czasem mówić głośno. To nic. Myślałam wtedy, że będę sobie po prostu pisać, a przy odrobinie szczęścia ludzie będą mnie czytać, może ktoś zostawi po sobie jakiś ślad, a potem szybko o mnie zapomni. Sądziłam, że wystarczy mi nieraz wymiana opinii, napisanie komuś paru dobrych słów. Nie liczyłam wówczas na wiele.
 


Tylko marzyłam.
Marzyłam, że daję innym trochę miłości, którą schowałam na dnie serca.

Okazało się, że los znów zaskoczył. Dostałam więcej, aniżeli mogłam się spodziewać. Więcej ciepła, miłości i życzliwości, których nigdy, przenigdy nie zapomnę.

Wspominam teraz, pod osłoną nocy, ze łzami w oczach całe te dwa lata. Ktoś powie, że zupełnie niepotrzebnie, że nie ma nad czym płakać, że to był piękny czas, ale ci, którzy mnie znają wiedzą, że moje serce nie mieści wszystkich emocji, a dusza grzeszy nadwrażliwością.

Przypominam sobie, jak nauczyłam się kochać świat, nie dzięki sobie. Dzięki Wam, Przyjaciele. A później dzieliłam się tą miłością podwójnie, bo pomyślałam sobie, że tak trzeba. Stworzyłam Nominację dobrych myśli, głupią zabawę, ktoś rzekłby, ale ile przyniosła uśmiechu i Wam i mnie, kiedy czytałam Wasze posty pełne pięknych wspomnień. Dzieliłam z Wami moje radości. Pisałam o mojej pasji, o pracy, którą kochałam, o studiach, o niezwykłych w swej zwyczajności ludziach, których spotykałam. Pisałam o miłości i o marzeniach. Pisałam o smutku, który rozdzierał moje serce. Pisałam o wzlotach i upadkach. O sukcesach i porażkach. Nikt mnie nie potępił.

Dodawaliście mi skrzydeł za każdym razem.

Cieszyliście się ze mną, gdy pisałam o koncertach, o zaręczynach, o obronie pracy magisterskiej, czy o dostaniu wymarzonej pracy. Ocieraliście łzy, gdy nie umiałam sobie z niektórymi sprawami poradzić. Pocieszaliście, gdy umarł Ktoś, kogo nie zdążyłam nazwać Przyjacielem.

Tyle ciepła, ile przyniosło mi te miejsce nie zaznałam w blogosferze przez poprzednie osiem lat pisania. Mimo tego, że już wtedy przeniosłam do realnego świata kilka wirtualnych przyjaźni, że poznałam Anję, Szkę, Ametkę i Gemini, spędzając z nimi niezapomniane chwile... ale one wszystkie były także i tu, w tym właśnie miejscu, dodając mu pięknych barw.

Ale... dawniej nigdy nie byłam w jednym, blogowym miejscu przez tak długi czas. Zwykle moje pisanie, to były kilkumiesięczne przy dobrych wiatrach przygody, a później znikałam. Znikałam, by za moment powrócić. A później znów zniknąć. I tak w kółko.

A tutaj od samego początku była jakaś dziwna, pozytywna energia, która do tej pory nie pozwalała mi stąd odejść. Od pierwszego posta, od pierwszych wymienionych komentarzy, będących początkiem kolejnej przygody, której pewnie nie zapomnę do końca życia.

Cały ten okres przyniósł mi  mnóstwo pięknych chwil.




Długie rozmowy z Tym, który żyje już tylko w sercu moim i innych ludzi, dla których był tak samo ważny. Rozmowy, przy których śmiałam się, lub przeciwnie - płakałam jak dziecko. Pierwszy raz, kiedy odważyłam się obnażyć swoją duszę, lęki i bolesne wspomnienia przed Nim właśnie, a On to tak po ludzku zrozumiał. Jak pomogło, jak cholernie pomogło, wiedziałam tylko ja i właśnie On, bo nikomu, nikomu o tym nie mówiłam. Do tej pory, pojawiający się w moich snach, choć żyjący już w sercu. Zostawił w nim piękne wspomnienie, choć znaliśmy się przez cholernie krótki czas. Znaliśmy nienamacalnie, bo przecież nie zdążyliśmy wypić tego obiecanego piwa nad Rusałką, a przecież mijaliśmy się każdego dnia na dzielnicy Poznania, w której On mieszkał, a w której ja studiowałam. Jego życie zgasło, niczym zdmuchnięty nagle płomień, ale zostało dobro zasiane w moim sercu i Jego muzyka, która cały czas gra, tylko jakby z oddali.

Ale byli też Ci, których mi w żaden sposób nie odebrano, a z którymi dane było mi się wyściskać.  Frida, która do tej pory wiele razy pisze do mnie, raz z troską, raz żartobliwie, ale zawsze, tak po ludzku o mnie pamięta. Ta, której książki mam na półkach, a czasu, by za nie solidnie się zabrać, wciąż brak. Ta, z którą jednego dnia piję piwo, też w towarzystwie jej Męża i Red, a kiedy indziej ratuje mnie na poznańskim dworcu, bo nagle robi mi się słabo, a ona - zupełnie przypadkiem - znajduje się w odpowiednim miejscu i czasie.

Martyna, której przyjazd był jednym z najlepszych wspomnień minionego roku. Najpierw krótkie spotkanie nad Rusałką, pełne łez, ale takich dobrych łez. A później... później dłuższy pobyt w Polsce i w naszym jeszcze nieurządzonym mieszkaniu. Spacery nad Wartę i do lasu. Impreza z chłopakami, po której zezłościli się sąsiedzi. Jej dziki i nieopanowany śmiech, który nieraz musiałam uciszać do tego stopnia, że w końcu sama zaczynałam się śmiać z bezsilności. I jej ciepło, które czuję nawet przez dzielące nas kilometry, czy mile.

I jeszcze Lusia przecież, którą wyściskałam w krakowskiej galerii. Kilka chwil spędzonych z tą kruszynką tuż przed koncertem, na który się wybieraliśmy naładowało mnie masą pozytywnej energii, mimo tamtego paskudnego listopada. Długie rozmowy, gdy którejś było źle, takie ludzkie zrozumienie. I uśmiech przez łzy nieraz. Zwłaszcza kiedy napisała do mnie sms'a: "Słuchaj przed 19-stą Muzo.fm!". Słuchałam więc. I nagle usłyszałam jej znajomy głos: "Nic się nie martw Asik. Ze wszystkim damy radę. Ty dasz radę. Będzie dobrze."

Gdy sobie przypomnę wszystkie maile, listy i kartki, które dostałam, łzy same cisną się do oczu. Wszystkie mam schowane w pudełku, głęboko w szufladzie.

No, może poza piernikami od Małej Czarnej. :)

Te dwa lata temu nawet nie przypuszczałabym, że spotkam tak cudownych ludzi. Ludzi, których tak po prostu pokochałam. Pokochałam tak, jak tylko człowieka można pokochać. W ciągu tych dwóch lat uderzyło we mnie więcej dobra i magii, niż kiedykolwiek mogłabym się spodziewać.
 
I dlatego właśnie, Kochani moi, dosłownie walczyłam ze sobą, zastanawiając się, jak nie zniszczyć tego miejsca.

Zostać? Odejść? Żegnać się, czy nie? Przenieść się w inne miejsce? Kontynuować, czy zacząć zupełnie od nowa? Być sobą, czy udawać?

Pogubiłam się.

To wszystko gryzło się we mnie jak nigdy. Silniejsze, niż kiedykolwiek.

I dziś, siedząc sobie na tej drewnianej ławeczce nagle pomyślałam, że za dużo jest jeszcze osób, z którymi chciałabym wypić piwo nad stawami. Za dużo jest tu ludzi, których chciałabym jeszcze wyściskać. Ponownie, lub po raz pierwszy. Za dużo jest we mnie ukrytych słów, miłości, historii w rękawie. Historii moich własnych, lub ludzi, których dane było mi spotkać, pokochać tak najzwyczajniej, o których chciałabym Wam opowiedzieć.

Myślałam, że nie potrafię.
Nadal nie wiem, czy umiem.

Ale spróbuję.

Pozostanę tu, jako wciąż ta sama osoba, która tylko musi wybudzić się z jakiegoś dziwnego snu, w który zapadła nagle, nie wiedząc dlaczego.

Przynajmniej nie będę miała wyrzutów sumienia, że nie próbowałam.

Pozwolę sobie stopnieć. Wyleję uczucia, które mi przeszkadzały. A kto wie? Może i ja ze śniegu przemienię się w zwierciadło odbijające to, co najpiękniejsze?



Jestem wierszem
Splotem słów tęskniących

Szeptem też jestem
Znajdź mi w sobie miejsce

Rozświetlę przestrzeń
Nią też jestem

Musisz tylko zechcieć
Zabronić myślom
Tłumić serce

72 komentarze:

  1. Kochana ja bym Ci nie darowała gdybyś napisała odchodzę żegnajcie. Oj nie. Masz jeszcze tyle do napisania. Czy z przerwami,czy też nie, nie znikaj!
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to czuję się dopiero postawiona pod ścianą XD
      Spróbuję, no :)

      Usuń
  2. Uważam tak jak Lena - nie znikaj. Pisz wtedy kiedy masz na to ochotę, ale nie odchodz. Jesteś takim słoneczkiem blogosfery - zawsze ciepła i pełna miłości :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko boję się, że przez te niepisanie popsuję te miejsce. Ale jak napisałam też Lenie wyżej - spróbuję :) Swoją drogą nigdy nie sądziłam, że przez bloga będę się kiedyś tak szarpać...
      Dziękuję za ciepłe słowa :*

      Usuń
    2. Nie możesz popsuć tego miejsca. Twego się nie da zrobić :-) Ile byś nie pisała to zawsze wracasz prawdziwa Ty i dzięki temu to miejsce jest tak chętnie odwiedzane przez innych :-) Nikogo nie udajesz, zawsze piszesz szczerze, a notki są pełne uczuć, które czuć jak się je czyta :-)
      Oczywiście jeżeli masz być tu na siłę i się z nami męczyć no to wiadomo co powinnaś zrobić. Ale skoro masz takie dylematy i tak się szarpiesz to chyba jednak tak naprawdę nie chcę od nas odchodzić. Bo my z pewnością tego nie chcemy:-)

      Usuń
    3. I to mnie na swój sposób cieszy, wiesz? Tylko po prostu czasem myślę sobie, czy pewnych rzeczy nie powinno się zostawić takich, jakie są, nie naciągać na siłę, ale cóż, no... dałam ostatnią szansę sobie - zobaczymy, co z tego wyjdzie :)
      Z Wami nigdy nie jestem na siłę. Raczej ze sobą jakoś tak. Nie potrafię się ogarnąć, no ;) I tak, w głębi duszy chcę tu zostać. Pytanie tylko, czy będę potrafiła...

      Usuń
    4. Wiesz, może i nie powinno się naciągać, ale nie zawsze da się je zostawić od tak. Zwłaszcza nam kobietom ;-) A przynajmniej mnie:-P
      Przecież nie musisz być ogarnięta:-) Taki Twój urok, no:-)
      Nic na siłę. Zobaczysz z czasem czy potrafisz, czy chcesz. To samo wyjdzie.

      Usuń
    5. No mnie też jak widać ^^
      Urok roztrzepańca w sensie? ;D Coś w tym jest cholera XD
      Pożyjemy, zobaczymy :)

      Usuń
    6. No więc może wszystkie kobiety tak mają;)
      No nie byłabyś sobą, gdybyś nie była takim rudym, zwariowanym, pełnym miłości roztrzepańcem;)

      Usuń
    7. Ja tam myślę, że od każdej reguły są wyjątki, ale większość zapewne tak ma ;)
      :)))

      Usuń
  3. Kochana może nie zaglądam tu tak często jak kiedyś ale zawsze jestem ciekawa co u ciebie a i jak z praca znalazłaś coś? Dobrze ze nigdzie nie uciekasz i się nie poddajesz tu masz wspomnienia wiec szkoda z tego wszystkiego zrezygnować ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano szkoda, szkoda :)
      A właśnie delektuję się kawą w ostatnie, wolne, poniedziałkowe przedpołudnie ^^ Jutro ruszam do nowej pracy! I pewnie opowiem o tym w pierwszej kolejności :)

      Usuń
    2. To kochana ja trzymam kciuki, aby wszystko bylo ok :)

      Usuń
  4. Mała przerwa może jest wskazana? Zatęsknisz i wtedy wrócisz.
    Nie ma co odchodzić tak pod wpływem chwili. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle, że to nie pod wpływem chwili. Te szarpanie się trwa i trwa. Tygodnie, miesiące nawet. Posty pisałam raz, dwa razy na miesiąc, a potem o tym wszystkim zapominałam. Dawniej nawet nie przyszło mi na myśl, by odejść... teraz myślałam o tym coraz częściej. No ale... spróbowałam. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Powiedzmy, że dałam sobie ostatnią szansę, no ;)

      Usuń
  5. Kiedy Ty chciałaś odchodzić, mnie gryzła myśl czy wrócić. Wróciłam, ale w inne miejsce ;).
    Kochanie, dostałaś tyle ciepła, bo wszystko, co dajemy wraca do nas z nawiązką :). Trzymaj się i pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie wróciłaś, jeśli można wiedzieć? ;>
      Spróbuję :*

      Usuń
    2. Miałam już podać link, ale widzę, że trafiłaś sama ;)
      Wierzę w Ciebie. Potrzebna tu taka iskierka radości, jaką jesteś :)

      Usuń
    3. Ano trafiłam :)
      :)

      Usuń
  6. Nie wyobrażam sobie blogosfery bez Ciebie, wiesz? Jesteś naszym aniołem, co stwierdziłam, gdy po raz trzeci wypełniałam Nominację Dobrych Myśli. Twoje ciepło ogrzewa, nieustannie przywołując uśmiech. Również mam wiele pięknych blogerskich wspomnień, ale na pewno nie potrafiłabym ich opisać tak pięknie jak Ty. Zostań z nami jak najdłużej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana moja Papużko :* I właśnie dlatego mam tę cholerną motywację, by tu zostać. Dla Was. Bez Ciebie i jeszcze paru osób sobie tego miejsca nie wyobrażam. Dziękuję :*

      Usuń
  7. Nie można tak zniknąć bez słowa, tym bardziej jak ma się tylu czytelników! Pisz rzadziej, ale pisz! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczuwam presję, cholera XD

      Usuń
    2. To nie presja, to wsparcie! :)

      Usuń
    3. A widzisz, ja to tak troszeczkę odbieram, głównie dlatego, że nawet nie przyszło mi do głowy odejście bez słowa. To nie w moim stylu po prostu...

      Usuń
  8. No chyba Cię pogieło Asiu? że tak kulturalnie napiszę :)
    Jak możesz to pisz chociaż raz na miesiąc, to wtedy wszyscy się ucieszą :P
    no i ze mną musisz się spotkać, kiedyś :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde no, ale czemu? XD
      Postaram się częściej, niż raz na miesiąc, no :)
      Koniecznie, z przyjemnością! :)

      Usuń
    2. Chcesz zostawić swoich czytelników, przed najważniejszym dniem w swoim życiu? Nie ładnie :p
      No ja ostatni rok przebimbałam i teraz starałam się częściej pisać :P

      Usuń
    3. I takie podejście mnie właśnie motywowało do odejścia. Poczucie, że jakoś "muszę". Brr. Poza tym sporo było "najważniejszych dni w moim życiu", nawet tych najzwyklejszych ;)

      Usuń
    4. "Muszę" to złe nastawienie. Ja chcę pisać i chcę to robić przynajmniej raz w miesiącu. Widzisz różnicę? Chodzi o nastawienie do pisania :) Chociaż czasami łapię się na tym, że coś się dzieje w moim życiu a ja chcę od razu napisać o tym na blogu :)

      Usuń
    5. Nastawienie nastawieniem, ja wiem, że niczego nie muszę tak naprawdę. Chcę, ale kiedy nagle brakuje mi chęci, takie komentarze stają się dla mnie pewnego rodzaju właśnie presją.

      Usuń
  9. Odwiedzam Cię krótko, ale pomimo że nie lubie czytać tak długich wpisów to twoje czytam jednem tchem. Są szczere, dobre, inspirujące, pięknie napisane. A Ty jako osoba taka wartościowa, kochana. Polubiłam Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to czytać :) Dziękuję :)

      Usuń
  10. Asiu :-* cieszę się że zostajesz :)ostatnio odchodzą same znajome osoby nawet tak po prostu bez pożegnania :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez pożegnania bym nie potrafiła... nie po takim czasie ;)

      Usuń
    2. Asiu za jakiś czas mój blog będzie zamknięty na zaproszenie jesli masz ochotę mnie czytać zostaw mejla w komentarzu u mnie :)

      Usuń
  11. A więc jednak zdecydowałaś. I w tą stronę. Też dobrze:)
    Nie powiem, że przez kilka dni nie zaglądałam, to tu, to na ten drugi twór dziwaczny, patrząc, co zrobisz. Ale nie pytałam, bo by było, że jakąś presję wywieram XD Ale cieszę się, że zostałaś. W tym jednak miejscu, chociaż, mi pewnie by nie robiło różnicy. Ale to dla ciebie ważne więc...jesteś, bądź i działaj:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak. Też mi się wydaje, że tak jest dobrze :) Trochę z tym walczyłam, jak wiesz zresztą, ale wolałam się z tym przespać, o. Wierz mi, że każdego dnia mialam inne wyjście, ale to wydało się ostatecznie najlepsze. Póki co - nie żałuję :)
      Ten drugi twór dziwaczny już nie istnieje. I nawet mi ulżyło XD
      Jestem. I postaram się być tu i teraz... choć nadal po staremu :)

      Usuń
    2. Ale ja myślałam prześpi jedną noc, a nie tydzień XD Nie no śmieję się, ale mówię, tak obserwowałam co ty zrobisz i już bałam się, że nic, pierdolniesz i tyle XD I dobrze. A jak będziesz chciała zmiany, jeny, zawsze możesz jej dokonać, no nie?:)
      To na pewno. To jak niechciane dziecko XD
      A nawet jak ze zmianami, to co z tego? Te też bywają potrzebne i dobre:)

      Usuń
    3. Z moim roztrzepaniem lepiej z problemem przespać się tydzień, a nie jedną noc XD Dokładnie :)
      Geez... Ty i te Twoje porównania XD
      Otóż to ;)

      Usuń
    4. Raczej to nie kwestia roztrzepania już chyba, a niezdecydowania i dogadania się z sobą?:D
      No co, co ci się nie podoba?:D

      Usuń
    5. Roztrzepania :D Własnie, że roztrzepania! Bo ja nieraz nie wiem, co będę za 15 minut robić i zdarza mi się co chwilę zmieniać zdanie, albo mi się nagle coś przypomni itd. Musiałam oszacować, co mi częściej podpowiada umysł XD
      Nie, że mi się coś nie podoba XD Może tylko tyle, że opluwam się przez Ciebie nieraz herbatą XD

      Usuń
  12. Zawsze można, Kochanie, zmienić adres, schować wszystkie posty i w tym samym miejscu zacząć od nowa :) Cieszę sie jednak, że podjęłaś taką decyzję.

    To radio, ta piosenka, za każdym razem gdy ją słyszę myślę o tamtym czasie, że mimo całego smutku, wniosła do naszych żyć bardzo, bardzo dużo. I cieszmy się chwilą, skoro jest nam to dane, i z każdym dniem będzie coraz lepiej, i lepiej i no :)

    Jestem zawsze przy Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, ale no... nawet to było dla mnie, cholera, trudne. Nie wiem, co mnie tu ściagnęło ostatecznie, bo jak pisałam wyżej Fridzie - walczyłam z tym wszystkim parę ładnych dni. Ale jestem. I czytając te wszystkie komentarze tylko umacniam się w tym, by nigdzie się już nie wybierać.

      A mi się ona kojarzy zawsze z Tobą, gdy ją przypadkiem słyszę w Antyradiu, o :) Choć miała dla mnie ona kiedyś zupełnie inny wymiar, ale... jak widać nawet to może się zmienić :)

      I vice versa :*

      Usuń
    2. Blogowanie jak jazda na rowerze, raz się nauczysz, raz Ci się spodoba i nie da się z tego zrezygnować.

      Jak widać :) Tak jak wszystko, świat się zmienia i tak samo my :)

      :*

      Usuń
    3. Znam to aż za dobrze :)

      Ale też ma to swój urok, no nie? :)

      Usuń
    4. :)

      Wiadomo. Jak się patrzy na zdjęcia, stare wpisy, odkurza wspomnienia... i widzi się jaką drogę się pokonało by być w tym miejscu - duma rozpiera :) I to jest urocze :)

      Usuń
    5. Dokładnie! Ogromna satysfakcja. I radocha :)

      Usuń
    6. W rzeczy samej. Więc z teraźniejszością trzeba robić wszystko, by za kilka lat móc się w przeszłość z uśmiechem popatrzeć :)

      Usuń
  13. Asiu Tyś naszym światełkiem w tunelu, zorzą w mroku, blaskiem w ciemności. Nie wolno Ci nawet myśleć o zamknięciu bloga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to normalnie poczułam, że promieniuję XD Ej, nie mów tak, bo czuję presję :P
      :*

      Usuń
    2. Ale jest tu presja i koniec! :P

      Usuń
    3. jaka presja?! toć uczucia przyjacielskie :)

      Usuń
    4. W uczucia przyjacielskie nie wątpię :) Po prostu nie lubię określenia, że czegoś mi nie wolno, no ;)

      Usuń
  14. Zmusiłaś mnie do przypomnienia sobie kim ja byłam gdy zakładałam bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nawet jeśli usuniesz bloga, to przez jakiś czas, chyba miesiąc albo dwa, on i tak zostaje i możesz do niego wrócić. Nie, żebym Cię do czegoś takiego namawiała. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że jest taka opcja, bo dawniej miałam takiego bloga, na którym pisałam tak o - sama dla siebie. I postanowiłam go usunąć. Z tym, ze co do tego miejsca - nawet nie przeszło mi przez myśl likwidowanie go. Raczej zaprzestanie pisania ;)

      Usuń
  16. Wiesz ja też pisałam w kilku miejscach ale tu zostałam najdłużej i mimo że jestem sporadycznie za nic bym bloga nie usunęła. To miejsce jest częścią Ciebie i ja lubie tu bywać, więc mam nadzieje, że nie znikniesz bo zwyczajnie będzie mi Ciebie brakować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to czytać, dziękuję :)

      Usuń
  17. Badz taka jaka jesteś i się nie zmieniaj!

    OdpowiedzUsuń
  18. Asia, ja dużo z Ciebie przykładu biorę! chciałabym być taka silna jest Ty ;-) nie usuwaj bloga, kto mi będzie dodawał tyle otuchy co Ty? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana moja Ty :* Przecież masz do mnie kontakt w razie czego, możesz pisać o każdej porze dnia i nocy :)

      Usuń