poniedziałek, 7 marca 2016

O pierwszych dniach w pracy słów parę

Niektórzy twierdzą, że godzina o której wstaję w dni robocze z łóżka jest porą co najmniej niegodziwą. Kiedy o tej rzekomo niegodziwej porze robię sobie poranną kawę, w radiu znów mówią, że poniedziałki w pracy są paskudne. W dodatku wczesnowiosenne przesilenie wchodzi w grę i wydawałoby się, że człowiekowi nie zostaje nic innego, jak tylko siąść i płakać.

Tyle, że to nie w moim stylu po prostu.

Przykrywam mocniej kołdrą mojego P., by nie zmarzł, bo w mieszkaniu chłodno przecież, a on może pospać jeszcze parę godzin. Karmię kota, który łasi się i plącze pod nogami niemiłosiernie. Po chwili odsłaniam okno, by Kotik z nieukrywaną radością mógł wskoczyć na parapet i obserwować, cóż się wyprawia na "jego dzielni".

Widzę, że na budzącym się dopiero do życiu niebie nie ma chmur. Uśmiecham się do siebie. Ładne, poniedziałkowe niebo. A przede mną kolejne wyzwania.

Mam w sobie dużo takiego stresu, z jakim bardzo rzadko miałam do czynienia. Ten stres mnie motywuje. A motywacja sprawia, że czuję się potrzebna. Ubieram się ciepło, pakuję kanapki i buty na przebranie. Wychodzę, a lekko mroźne powietrze szczypie w policzki. To nic. Przecież za parę godzin poczujemy, jak łaskoczą nas promienie słońca.

Nie mogę się łamać, choć przyznaję - w piątek po powrocie z pracy, usiadłam i się popłakałam.

- Płakałaś? - zapytała mnie W., moja wspólniczka. - Wiesz co... mi też puściły nerwy. 

Popłakać sobie trzeba, ale nie możemy sobie na to pozwalać w pracy. W końcu jesteśmy pracownikami nadzoru, wydajemy polecenia i mamy nad wszystkim pieczę. Jesteśmy osobami pierwszego kontaktu z urzędem miasta, to my zbieramy baty za każdą źle wykonaną robotę, to my konsultujemy się osobiście z prezesem, kolejnym solidnym i dobrym człowiekiem, jak się okazuje, którego los postawił na mojej drodze.

Nie możemy się łamać przy ludziach, których mamy pod skrzydłami, bo i oni się załamią.

Na razie mnóstwo jest chaosu. Z jednymi pracownikami dogadujemy się lepiej, z innymi gorzej. Wciąż musimy domówić potrzebny sprzęt, wciąż jeszcze wychodzą pewne braki, przez które z pewnymi rzeczami nie dajemy sobie jeszcze rady. Przez moment wydawało mi się, że ja, taki zwykły, pospolity, rudy Asik nie uporam się z pewnymi sprawami. Wydawało mi się, ale musiałam stanąć na wysokości zadania.

- Jesteście pracownikami, ale jesteście też tylko ludźmi - powiedziałam, kiedy pani Magda parzyła w naszej bazie poranną kawę. Wszak to było moje pierwsze polecenie: dzień zaczynamy od kawy i śniadania. - Nie jesteście robotami - kontynuowałam. - Pracujcie na tyle, na ile was stać. Róbcie sobie przerwy. A kiedy mnie, albo W. nie będzie obok, a będzie się działo coś, co was zaniepokoi macie nasze numery telefonów. 

Ludzie, których mam pod skrzydłami - do rany przyłóż. Pracowici, otwarci, mówiący wprost, co jest nie tak. Zresztą... choćby z panią Magdą znamy się przecież jak łyse konie. Nieraz, gdy wrócimy z terenu i zamykamy drzwi od bazy, leci kurwa za kurwą, ćmik za ćmikiem, czasem pękamy ze śmiechu, a czasem muszę zwyczajnie walnąć pięścią w stół i powiedzieć "Nie łamać się, do kurwy nędzy, ludzie! Damy radę, no!"

Przecież to wszystko dopiero się tworzy, dogrywa, a my jesteśmy tego częścią. To powód do radości, nie do załamywania się - powtarzam sobie, może trochę naiwnie.

Pierwszy dzień w pracy był mocno organizacyjny. Poza szkoleniem bhp, urządzaliśmy sobie bazę i rozpakowywaliśmy narzędzia i testowaliśmy wszelki sprzęt. Była masa papierkowej roboty, podpisywanie ważnych papierów, list i tworzenie harmonogramów.

Następnego dnia ruszyliśmy już w teren. Także ja i W. założyłyśmy robocze ciuchy, wzięłyśmy do rąk grabie i poszłyśmy pomóc. Po drodze spotkała mnie moja przybrana ciocia, o której opowiem Wam innym razem.

- Asiu, a ty nie masz ludzi do pracy, czy Ty też musisz zgrabiać te liście? - zapytała z lekkim niesmakiem w głosie.
- Ciocia, ja nie umiem ich tak zostawić, znasz mnie, Ty wiesz przecież - odparłam. - To nie w moim stylu, nie umiem usiedzieć w miejscu. 

Ktoś powie, że to dobre podejście. Ktoś, że złe. Wszak doprowadziło do tego, że kilku logistyków i kierowników różnych działów zapomniało o tym, że my także jesteśmy kierowniczkami pomimo tego, że nieraz zasuwamy z grabiami. Nie ogarnęli, że jesteśmy troszeczkę wyżej w tej całej hierarchii, w której i ja sama się gubię jeszcze. A dokładnie na równi z nimi. A może - jak twierdzą inni - pokazałyśmy, że jesteśmy zbyt pracowite.

Na szczęście dziś pan prezes wyjaśnił dosadnie tym którzy o tym zapomnieli, kim tak naprawdę jesteśmy. Dobrze jest mieć takiego prezesa, który śmieje się, gdy jeden z panów na spotkaniu przypadkowo rozlewa herbatę wprost na jego kalendarz, zamiast zwyzywać od stóp do głów. Dobrze jest mieć prezesa, który na odchodne mówi:"Nigdy się nie poddawajcie. Pamiętajcie, że ja pokładam w was ogromne nadzieje i wierzę, że mnie nie zawiedziecie. Uśmiechnijcie się, bo uśmiechnięte was poznałem. I skrzydła do góry, a nie w dół. Damy radę." Dobrze jest mieć prezesa, od którego mimo jego posady biją pewnego rodzaju ciepło i troska.

Nasze biuro już się urządza. Wiecie, nawet ono tworzone jest od podstaw. Kiedy byłyśmy tam ostatnim razem, było jeszcze ruiną przypominającą ponurą piwnicę. Dziś leżały tam już płytki, a ściany były odmalowane. Prawdopodobnie do końca tygodnia panowie wniosą tam szafki, biurko, krzesła i komputer, a informatyk wgra wszystkie niezbędne programy do projektowania. I w przyszłym tygodniu będę mogła robić to, co kocham najbardziej. Projektować kolorowe i pachnące kwietniki.

Z W. dogaduję się dobrze. Nieraz ja ją podnoszę na duchu, nieraz ona mnie. Bo bywa różnie przecież. Podobnie jak ja nauczona jest pewnej pokory we wszystkim, co robi. Uzupełniamy się wzajemnie, bo ona jest po ogrodnictwie, a ja jestem architektem krajobrazu.

- Mam nadzieję, że nauczysz mnie też tych wszystkich programów, podpowiesz mi parę rzeczy w projektowaniu - powiedziała mi dzisiaj, kiedy wróciłyśmy z terenu, gdzie tłumaczyłam jej, jak formować młode drzewka. Nauczyłam się tego w poprzedniej firmie. Swoją drogą miałyśmy z tego niezłą frajdę.
- Jasne, że nauczę! A ty nauczysz mnie jak ogarniać sprzęt i podpowiesz, jakich nawozów, czy środków ochrony roślin używać.

Bywa trudno, ale dajemy radę. Musimy dać radę, choć zdarzyło się wrócić z płaczem. Swoją drogą ja także nie panuję nad emocjami ostatnio, jak zauważył słusznie mój P., bo parę rzeczy,nie tylko praca, mnie przerasta. Musimy dać radę, choć i moje roztrzepanie bierze górę nade mną, gdy czwartego dnia w pracy zdarzy mi się zaspać i pędzę na łeb, na szyję.

Damy radę. Ja dam radę, bo wspierają mnie ludzie, których kocham i którzy kochają mnie. Rodzice, Brat, P., Przyjaciele.

Jak miły był wieczór tuż przed pierwszym dniem w pracy, kiedy nagle, gdy szykowałam kolację, do kuchni wszedł P.
- Kaka dzwoniła. Za pięć minut wpadnie na papierosa.
Zdziwiłam się, co robi w naszej skromnej mieścinie, zamiast być w Poznaniu przecież.

Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Wpadłam na papierosa i dać ci kopa na szczęście. Dasz radę sobie ze wszystkim radę, pamiętaj!

Dam. Bo kiedy ma się wokół siebie takich ludzi, nie może być inaczej.

 
I, może powtarzam się muzycznie.
Ale żaden utwór, ani teledysk nie podnosił mnie na duchu ostatnio tak, jak właśnie ten.

16 komentarzy:

  1. Grunt to znaleźć pracę, gdzie nie będzie się chciało zdychać za każdym razem idąc do niej. Ale to trudne. A nawet jak się ją ma to każdy woli odpoczywać. Cóż, organizacyjny dzień musi być. Ja pracuję tylko okresowo w charakterze hostessy, a na samą myśl mi się nie chce :D A radę dasz, na pewno. Skoro masz takich ludzi to wszystko może być Twoje ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedziałam, że znalazłaś się w najlepszym dla siebie miejscu. Mimo ogromu odpowiedzialności wierzę, że dobrze będzie Ci się tam Asiku pracowało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie jest robić to co się kocha, i pomimo przeciwności to pamiętaj, że na końcu czeka Cię nagroda. A ona może właśnie dzięki tym trudnościom będzie Cię cieszyć jeszcze bardziej.

    Ps. Gratuluję przyjaciół i ich wsparcia. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Asiu! Tak jak przedmówczynie uważam że znaleźć ukochana prace w dzisiejszych czasach to cud :)
    Pracuj sobie i spełniaj marzenia :-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś nie tak łatwo znaleźć pracę, która dawałaby tyle satysfakcji i była tym co się kocha ;) Mam nadzieję,że ta praca da Ci morze satysfakcji,mimo pewnych trudności:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Początki zawsze są trudne, ale Ty masz mnóstwo wsparcia, wspaniałych ludzi wokół siebie, ludzi z którymi pracujesz no i robisz to co kochasz:) Czego chcieć więcej:)
    A w końcu nie napisałaś o której wstajesz;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ohohoh no to pięknie z tą nową pracą! Oby Ci tam było dobrze. Z resztą na pewno będzie, bo czego można chcieć więcej niż wspaniałych ludzi i robienia w pracy tego, co się na prawdę lubi?? Powodzenia! Daję Ci również wirtualnego kopa na szczęście :-D

    OdpowiedzUsuń
  8. Po prostu, początki są trudne, zawsze. Cholernie stresują, wymagają, męczą ale...człowiek od razu wie, czy ten wysiłek jest tego wart. Jak nie jest prędzej czy później to rzuci. Ale jeśli jest warte...jeny, nie ma nic lepszego, niż się spełniać pomimo wysiłku. Wiesz o tym doskonale, tak samo jak pewnie wiesz, że masz, podobnie jak ja, wielkie szczęście, że się udało na coś takiego trafić:) I ja trzymam kciuki, żeby to szło jak najlepiej, do przodu, z czasem też i żeby było łatwiej, no XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie masz pojęcia jak dobrze Cię rozumiem. Wprawdzie nie pracuję, ale widzę jak ogromną siłę wpływu mają na mnie ludzie, z którymi przebywam. Czy to w czasie sesji, kiedy mnie wspierali, czy to przy projekcie który nadzoruję, czy to w pracy w grupie, kiedy widzę że komuś oprócz mnie się chce, że ktoś wychodzi z inicjatywą a moim zadaniem pozostaje tylko podłapanie tego dobrego impulsu wysłanego w świat. Łapię go i wzmacniam swoim przekazem i nagle każdy zaczyn wierzyć, że jednak się da, że można.
    Śmiało mogę powiedzieć, że gdybym teraz miała obok siebie zgoła odmiennych ludzi, to i ja byłabym całkiem inna. Na szczęście stało się jak się stało i poznałam równie przemiłych ludzi. Chociaż nikt mi jeszcze nigdy nie powiedział "skrzydła do góry", ale teraz już wiem na co będę czekać. Bardzo mi się to spodobało - oby spotykać coraz więcej takich ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak ja bym chciala by mnie stres motywowal a nie paralizowal.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobre podejście do pracy :). Takie bardzo... ludzkie, a nie katorżnicze. Jak zawsze wiedziałam, że dasz sobie radę, bo przecież kto, jak nie Ty :).
    Ważne, że wśród pracowników masz dobrych ludzi, bo dzień w pracy z takimi nie wydaje się ciężki, staje się przyjemnością i pozwala dociągnąć do końca nieraz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ciekawią mnie bardzo efekty tej Waszej zielennej pracy:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Dasz radę Asik! kto jak kto ale Ty na pewno :)))
    To o której wstajesz? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nic nie jest proste, ale przecież od tego są trudności, żeby je pokonywać.

    OdpowiedzUsuń
  15. No i takie podejście mi się podoba ☺ jednym słowem jesteś zadowolona z tego co robisz i dobrze tak ma być Powodzenia dasz rade i ja w Ciebie wierze 😀

    OdpowiedzUsuń
  16. Znaleźć pracę, którą się lubi - bezcenne. :)

    OdpowiedzUsuń