W końcu mamy czas na to, by ze sobą pobyć, nawet, jeśli smarkamy na zmianę, a między nas na łóżko wskakuje kulawy kociak. Wreszcie mamy okazję zatroszczyć się o siebie. Mamy czas na to, by otulać się wzajemnie kocem, by dotykać czule czoła sprawdzając, czy te drugie ma gorączkę, by przynosić sobie herbatę z cytryną. Możemy w końcu oglądać śmieszne filmiki na Youtube i śmiać się do łez nawet, kiedy śmiech przerywa czasem duszący kaszel. Możemy odpalić kolejny odcinek serialu nie ważąc na to, że jest już późno. Tak dobrze jest usłyszeć "Leż, nie wychodź spod kołdry. Ja pójdę dorzucić do pieca, robi się chłodno. Chcesz jeszcze jedną herbatę?", by za moment powiedzieć dokładnie to samo.
Lubię ten spokój, te bycie we dwoje. "W zdrowiu i w chorobie" - jak będziemy sobie przecież niedługo przyrzekać. Brakowało mi tego. Paradoksalnie, bo przecież pomieszkujemy już tutaj od ponad dwóch miesięcy. Ale wciąż się mijaliśmy, a ja czasem nawet zasypiałam sama i przebudzałam się tylko na chwilę, gdy po powrocie z popołudniowej zmiany próbował jak najciszej wślizgnąć się pod kołdrę i przytulić mnie.
Nie myślcie sobie jednak, że często wolimy być tak sami. Owszem, nadrabiamy wspólny czas, czasem wyłączamy telefony, by w spokoju pobyć tylko we dwoje. Jednak to, co szczególnie mnie cieszy w tym mieszkaniu to to, że ono zaczęło tętnić szczęściem. I nie tylko moim i Jego śmiechem.
Właściwie nie ma dnia, by ktoś nas nie odwiedził. To Aga z Ibim wpadają na herbatę przed pociągiem, to Krzyś przychodzi z butelką "wyśmienitego trunku", jak mawia. Nieraz gnam chłopaków na podwórze, żeby palili szlugi tam, a nie w łazience, bo potem nie mogę wywietrzyć stamtąd dymu. To urządzamy sobie z Kaką i Adą babski wieczór, po którym pędzimy w nocy na huśtawki, a potem przeskakujemy przez krzaki biegnąc na skróty po pizzę. To Dżedaj wpadnie z czekoladą. To wpadnie Marth, znów woląc herbatę od wina, bo musi wracać samochodem do domu. Choć przecież nieraz znajdzie się kawałek wycieraczki do przenocowania. I kubek ciepłej herbaty w mrozie, kiedy ktoś akurat przechodzi przez centrum naszego więziennego miasta.
I cholera, kocham to. Kocham to, kiedy nieraz mówię przez telefon "Nie pukaj, nie dzwoń, tylko właź, zostawię otwarte." Albo śmieję się, że ktoś się dobrze załapał, bo akurat skończyłam smażyć nuggetsy, czy robić pizzę. Nawet nie pytam, czy ktoś jest głodny. Zawsze ściągają z talerza. A mnie to cieszy.
Cieszy mnie nawet, kiedy Krzyś przekomarza się ze mną, że z Asika przemieniłam się w panią domu. A ja tego określenia nie znoszę. Nie pasuje ono do mnie, po prostu. Nawet, jeśli po kolanach pucuję łazienkę, albo smażę schabowe. Chociaż... uwierzycie, że od bałaganiary stałam się jakąś dziwną pedantką? I serio, prędko próbuję się tego oduczyć, bo to mnie jakoś dziwnie wyniszcza. Zresztą, zbyt czysty dom jest oznaką zmarnowanego życia, jak mawiają. A ja życia zmarnować sobie nie zamierzam! Dlatego od nazywania mnie panią domu zdecydowanie wolę świadomość, że robię to po prostu zawsze dla nich. Dla ludzi, których kocham.
Bo oni przecież zawsze robią tak wiele dla mnie, dla nas. Jestem szczęśliwa, kiedy sobie pomyślę, że choćby tak mnóstwo rzeczy w tym mieszkaniu jest tu dzięki nim. Filiżanki, kubki, książki, kwiaty w doniczkach, stolik, a nawet biurko i fotele. I tablica korkowa, która mi o dobrych ludziach zawsze przypomina.
Przypomina nie tylko o tych, którzy mają do mnie po drodze na kawę, lecz także od tych, którzy w
mroźne dni otulają ciepłem słów płynących prosto z listów, czy pocztówek. Pamiętajcie, że i dla Was moje drzwi pozostaną zawsze otwarte. I niekoniecznie musi Waszą cząstkę przynosić tu listonosz. :)
"Rażące, prawie oślepiające światło,
Ciemna noc nadal się tam jarzy
Nie mogę zrobić kroku, wciąż tylko się wspinam,
Nie mogę zrobić kroku, wciąż tylko się wspinam,
Szukając tego co już mam.
Mówię ci, najlepszą rzeczą,
jaką możesz teraz zrobić,
to uśmiechnąć się,
Do kogoś, kogo przygniata smutek."
Do kogoś, kogo przygniata smutek."
Taki dom chciałabym kiedyś mieć. Choć może i mój obecny pokoik mógłby się po części taki stać :)
OdpowiedzUsuńZdrowiejcie tam :D
Niech się więc taki staje ^^
UsuńDzięki, próbujemy :D
Na razie to się włóczę głównie po cudzych mieszkaniach xD Ale w sumie czemu by i do siebie nie spraszać czasami fajnych ludzi ^^
UsuńAsiu "w zdrowiu i chorobie dopóki śmierć Was nie rozłączy" te słowa wypowiadane w kościele maja naprawde magiczna moc! Poczułam to w dniu ślubu i tego tez Ci życzę :-*
OdpowiedzUsuńMogę wpasc na pizze?:D
Dziękuję :) A to już całkiem niedługo :)
UsuńPewnie! ;D
To tworzy niepowtarzalny klimat :) a jak nie drzwiami to oknem jak to się mówi :D
OdpowiedzUsuńOknem już też P. wyłaził, jak się drzwi zatrzasnęły XD
UsuńAż zamarzyłam, żeby wpaść do Ciebie na herbatę :-) I samej w przyszłości stworzyć taki dom, który będzie tętnić miłością i szczęściem :)
OdpowiedzUsuńNie ma sprawy, wpadaj, drzwi zawsze otwarte :) I kto wie, może akurat taki dom stworzysz? :)
UsuńMarzy mi się tak sam dom :) Wam życzę dużo, dużo zdrówka. Mogę wpaść z soczkiem z czarnego bzu? :)
OdpowiedzUsuńhttps://sweetcruel.wordpress.com/
Dziękujemy :* Jasne, soczek z czarnego bzu akurat się przyda! ;D
UsuńDobrze mieć takich ludzi wokół, który w razie potrzeby wyciągną pomocną dłoń. :)
OdpowiedzUsuńNajlepiej :)
UsuńTo ważne, bo czasem można zwątpić w ludzi, kiedy kolejna osoba po drodze zawodzi.
UsuńTo ja wam życzę dużo zdrówka i żeby te chwile razem nie były tylko podczas choroby, ale tak zawsze jak jesteście zdrowi ☺ Super mieć takich przyjaciół co wpadną bez powodu a humor się od razu poprawia. U nas to nie możliwe gdyż każdy jest tak zapracowany ze nie ma czasu a poza tym mieszkamy z teściami wiec i na to trzeba patrzeć... niestety
OdpowiedzUsuńNadia Leon zgubił adres Twego bloga.... zapodasz? :D
UsuńDzięki :) próbujemy jakoś wybrnąć, bo choróbsko daje się we znaki...Pewnie. Dziś też mieliśmy mieć odwiedziny, ale wolimy nikogo nie zarażać póki co :P
UsuńU mnie mezusia coś zaczyna rozbierać i juz go leczę żeby mnie nie zaraził ☺
Usuńchoroby pozwalają nam się zatrzymać, pomyśleć. a że akurat się zsynchronizowaliście, to dodatkowy plus :)
OdpowiedzUsuńzazdroszczę takiego domu - tętniącego życiem - zawsze o tym marzyłam, albo chociaż, żeby mieć znajomego, który ma taki dom. jakoś tak moje życie się toczy, że odkąd pamiętam mój dom był "zamknięty" - dosłownie, żyliśmy z rodzicami jak w jakiejś bańce mydlanej, a ja zaczęłam przenosić to na swoje życie dorosłe. introwertyzm i lęk przed zaufaniem większej grupie osób. taki hermetyczny świat. a że ciągnie swój do swego, to też mam raczej "ostrożnych" znajomych. wszystkie największe "fazy" przeżyłam w okresie gimnazjalnym. a później to wygasło. tęsknię czasem za czymś takim. spontanicznością.
Fakt... chociaż dla mnie fenomenem choroby jest oglądanie Ukrytej prawdy i Trudnych spraw XD
UsuńCóż, pozostaje mi więc życzyć Tobie, żeby jednak taka spontaniczność i otwartość się i u Ciebie pojawiła. Marzenia się spelniają, więc kto wie, jak będzie kiedyś? ;)
Fajny post, taki szczery i naturalny :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
:)
Usuńmogę się kiedyś wprosić do Was na kawę?:D
OdpowiedzUsuńGłupie pytanie ;D
Usuńxd no jak się Wam tak pół Polski zwali to wiesz;p
UsuńA więc miłego chorowania....
OdpowiedzUsuńTrudno, by to było miłe, zwłaszcza dziś...
UsuńHaha, wspólne chorowanie, skąd ja to znam :D W zeszłym roku spędziliśmy tak miesiąc przecież, ja z półpaścem, on z zapaleniem oskrzeli :D I było ...fajnie:D Zresztą, my zawsze lubimy razem chorować wbrew pozorom..jak i wszystko inne robić razem. Bo na tym polega bycie razem, we wszystkim znajduje się sporo fanu :D
OdpowiedzUsuńI cóż...to drugie znam i kocham tak samo:) Bo kto karmi jak nie "mama Basia" ( no bo przecież już awansowałam z cioci Fridy na mamę Basię albo Szopią mamę:D) i kto założył komunę w kamienicy?:D Stale otwarte drzwi domu to naprawdę fajna sprawa bo...co komu po gołych murach. Ważni w życiu są ludzie i ich ciepło, które te mury wypełnia:)
Pamiętam ^^ Jakoś tak człowiek się wspiera wtedy i jest nawet znośnie. Chociaż dzisiaj mam ochotę umrzeć, zwłaszcza jak pomyślę, że jutro mnie czeka podróż do urzędu pracy :(
UsuńDokładnie. Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Jasne, że nieraz potrzeba trochę samotności i spokoju, ale chyba należę do tego typu ludzi, którzy ciszy zbyt długo nie znoszą ;)
Ale nie umarłaś mam nadzieję? Czekam na wieści, pamiętaj :D
UsuńI trzeba po prostu w tym wypośrodkować. Każdy człowiek musi mieć czas na pracę, pasję, czas dla siebie właśnie, czas dla najważniejszej osoby i czas dla tych ważnych, ale z któymi nie budujesz życia. Czasem trudno wybalansować ale..wiem, że się da:) Nam się udaje w każdym razie:)
Powrotu do zdrowia życzę ;)
OdpowiedzUsuńMarzy mi się taki dom, przez który zawsze przewijałoby się masę ludzi, w którym zawsze coś by się działo, chociaż wiadomo takie chwile by pobyć tylko z ukochaną osobą są ważne.
Dzięki :)
UsuńMarzenia się spełniają i życz, byś i Ty stworzyła kiedyś taki dom :)
Obyście wszyscy szybko wyzdrowieli. ;P I Kotik też. ;)
OdpowiedzUsuńKiedyś też przez mój dom przewijała się masa ludzi i to serio było świetne. ;)
zdrowia dla Waszej trójeczki z kotkiem oczywiście :D
OdpowiedzUsuńod razu widać, że macie prawdziwych przyjaciół ale wcale mnie to nie dziwi skoro Wy jesteście przyjacielscy ktoś wobec Was też. ;-)
Dużo zdrówka, Asiku!
OdpowiedzUsuńMasz rację, sprzątanie jest nie tylko oznaką zmarnowanego życia, ale także "tylko nudne kobiety mają w domu nieskazitelną czystość".
Narobiłaś mi ochoty na nuggetsy, Aśka, zatłukę :D
Ja swoje wychorowałam na święta i też tak mam, że jak się pochwalę, to już wiadomo, co sie stanie ;-) Udało Ci sie stworzyć ciepłe,przytulne, pełne miłości gniazdko, super :-) Najlepszym dowodem na to, są ludzie, którzy do niego/do was lgną. Zdrówka życzę!
OdpowiedzUsuńJeejj stworzyłaś swoje własny przysłowiowe cztery ściany, które od początku są tylko Twoje :) i jakoś dajesz sobie radę z chorym facetem? Bo podobno to straszna męka :p
OdpowiedzUsuńZawsze podziwiałam takie otwarte domy. Mój rodzinny jest zupełnym przeciwieństwem, rzadko ktoś do nas zagląda. Nadmiar towarzystwa nas irytuje. :P
OdpowiedzUsuńŻyczę szybkiego powrotu do zdrowia, ale jednocześnie, żebyście nie musieli chorować, by znaleźć czas dla siebie. ;)
Trzymajcie się tam ciepło i dobrze się kurujcie! Takie wspólne chorowanie jest... ciekawsze (?), bo przynajmniej nie cierpi się w samotności.
OdpowiedzUsuńMarze o własnie takim domu, pełnym ciepła i otwartym dla tych najważniejszych :) może i ja wpadnę kiedyś na herbatę :)
OdpowiedzUsuńGratulacje :) widać, że powoli stwarzasz dom pełen ciepła. Skoro Twoi znajomi wiedzą, że zawsze mogą do Was wpaść i Ty powitasz ich z uśmiechem, to czy może być lepiej? oby tak dalej! :)
OdpowiedzUsuńMega klimacior <3 do mnie też ludzie przychodzili przez pierwsze kilka tygodni dzień w dzień. To zobaczyć dom, to na piwko, na fajeczkę... ale było lato, a my blisko jeziora mieszkamy. Teraz wszyscy się kiszą u siebie.;p
OdpowiedzUsuńNo i też bym sobie tak poleniuchowała z K., jeszcze w zimowe dni! uwielbiam!
Jak ja bym chciała móc usiąść z Tobą w tej Twojej kuchni nad parującym kubkiem z herbatą. :*
OdpowiedzUsuńRozumiem Cie doskonale. Ja również od dwóch miesięcy mieszkam sama, na swoim własnym mieszkanku, w którego włożyłam mnóstwo pracy. I jakoś też bardziej skupiam sie na tym, aby panował w nim porządek. Prawdopodobnie jest tak zawsze kiedy coś tworzymy od początku sami i wkładamy to serce.
OdpowiedzUsuńChyba na swoim człowiek jakoś bardziej dba o porządek - może nawet nie do końca świadomie, ale jednak. :) Chętnie bym się załapała na te nuggetsy. :D
OdpowiedzUsuńOch i nawet nie wiesz jak mi się marzą te własne cztery kąty, obok On i oczywiście kot. ^^