sobota, 2 stycznia 2016

"Dla mnie to nic. (...) nowy rok. Słońce, księżyc, gwiaz­dy po­zos­taną te same."

Kto by pomyślał, że ani człowiek nie zdąży się obejrzeć za siebie, a tu już mu cały rok śmignie przed nosem. Lubię te przecinki życiowe. Lubię ten moment, kiedy wraz z ułudą przeskakuję z jednej krawędzi na drugą i myślę sobie, że teraz też będzie fajnie. Lubię tę chwilę, kiedy przypominam sobie, jak pisałam we śnie list pod tytułem "do siebie rok później". Lubię cichy, ciepły głos odzywający się w głowie.  
Gdziekolwiek nie będziesz i cokolwiek się nie wydarzy, będzie dobrze. Nigdy o tym nie zapominaj.
Jeśli miałabym podsumować miniony rok jednym słowem, określiłabym go dziwnym, jak mówiłam na sylwestrze Marth. Albo raczej dziwną nazwałabym moją ulgę, że się kończy. Choć sama nie potrafię powiedzieć, co mogłoby mi się w nim nie podobać. Było przecież wiele dobrych chwil, pozytywnych myśli i ludzi przy mnie. A jednak cały czas mnie coś w nim uwierało. Może fala zmian, która spadła na mnie. Bo zmieniło się naprawdę sporo.

Lubię podsumowywać. Lubię zbierać dobre chwile do jednego worka, co zapewne już wiecie przecież. Jako, że naprawdę świetny sylwester za nami, a kac wyleczony, podsumuję sobie i tym razem, a co.

Styczeń był czasem tęsknoty i wyrzutów sumienia o których nie mówiłam głośno. Był chwilami zwątpienia i złości na samej siebie. Szukania jakiegoś drogowskazu, zmagając się z szarpaniem uczuć i zapaleniem oskrzeli. Ach... dobrze, że minął szybko.

W lutym spadł śnieg. Śnieg, który od zawsze kojarzył mi się z zabawą. I ten śnieg przyniósł odrobinę nadziei, wiary w ludzi i w siebie, mimo długiej i uciążliwej walki z egzaminami. Przyniósł długie spacery nad Rusałką z grzańcem w termosie i czekoladą. Pozwalał nadal tęsknić, ale też przyniósł śmiech. Znów ten beztroski, nieopanowany nieraz śmiech.


W marcu udało mi się choć na chwilę spotkać się z moją Anją i przytulić ją na poznańskim dworcu. Dobrze było ją zobaczyć choćby przez chwilę. Bo jej obecność była chyba jedynym pozytywnym aspektem tego miesiąca, który poza tym przyprawił mnie niemalże o zawał serca, kiedy zorientowałam się, że na dwa miesiące przed oddaniem mojej pracy magisterskiej zniknął z mojego komputera cały folder z jej zawartością. Całe ponad sto stron mojej inwentaryzacji, artykuły naukowe, które sobie gromadziłam, skany z książek i map poszły w ciężką cholerę razem z moim roztrzepaniem. A co roztrzepańca motywuje bardziej do działania, jeśli nie taki właśnie solidny kop w tyłek?

Dlatego w kwietniu przysiadłam ostro na dupsko i wzięłam się do roboty. Zarywałam całe dnie i nocki, żyłam o kawie i nadziei, ale... wybrnęłam. I duma rozpierała me serce. Bo w międzyczasie przecież wróciłam do mojej pracy, która - choć kochałam ją całym sercem - bywała też czasem cholernie intensywna. Ale z jakiejś niewyobrażalnego źródła brałam jakoś siły na to wszystko. Satysfakcja ogromna. Kwiecień to także czas łez z tęsknoty. Pierwsze spotkanie z Martyną, jej burza warkoczyków na głowie, Heineken nad Rusałką i nostalgia, która nas wówczas ogarnęła. I ciepło, które zostawiła w moim sercu. Naprawdę niewielu ludzi ma taki dar.

Maj to zawsze mój ulubiony czas w roku. Nie było inaczej i tym razem. Może dlatego, że mam wtedy urodziny, a może po prostu dlatego, że wszystko się wtedy tak cudnie budzi do życia. I u mnie także wszelkie sprawy nabrały większego tempa. Począwszy od ustalenia daty ślubu...


...w czerwcu nadszedł czas na powolne zwieńczanie edukacji. Ostatnie egzaminy, załatwianie wpisów, absolutorium, dopinanie na ostatni guzik pracy magisterskiej i oddanie jej do dziekanatu. Szczęście mnie rozpierało i wiedziałam wtedy, że dobre duchy czuwają nade mną. Spełniało się jedno z moich najważniejszych marzeń, do którego dobrnęłam o własnych siłach i dzięki pomocy tych, którzy mnie kochają.

Kto znajdzie rude, ten ma browara!

Lipiec... pełen emocji, stresu, ale i pozytywnych zdarzeń. Obrona ósmego lipca - dzień pełen wrażeń. Pozytywnych wrażeń. Uzyskanie tytułu magistra inżyniera architekta krajobrazu, niespodzianka od moich cudownych przyjaciół, wieczorne opijanie z Rodzicami, choć pijana byłam już samym zmęczeniem... A później błogi odpoczynek przez kilka dni, którego tak bardzo było mi potrzeba. Pamiętna impreza, na której złamałam sobie pół górnej jedynki. Ryk w niebogłosy i panika, czy doprawią mi tego zęba do wyjazdu na Woodstock...

...doprawili. A Woodstock... kolejne fajne wspomnienie. Kilka świetnych dni  spędzonych z cudownymi ludźmi, nie tylko moimi przyjaciółmi, ale także z tymi, którzy po prostu podchodzili i przybijali piątki, lub po prostu chcieli się przytulić.



Sierpniowy powrót z Woodstocku i jednocześnie wracanie do szarej rzeczywistości okazało się jak zwykle dość trudne. Dowiedziałam się, że muszę odejść z mojej pracy, co też nie było dla mnie łatwym doświadczeniem, bo po prostu lubiłam tę robotę. Ciężkie rozstanie z tym, co kochałam przywołało wczesnojesienną deprechę szybciej, niż myślałam. Oprócz tego sierpień to wynajęcie naszego mieszkania. Remont, malowanie, sprzątanie, masa roboty... ale warto było. Teraz siedzę w naszym zielonym pokoiku, Kotik pochrapuje w plecaku, a P. się raduje, że zmusiłam go do kolejnej partii w Leauge of Legends, twierdząc, że muszę dokończyć posta w spokoju. Fajnie jest.

Wrzesień to początek stażu u mojej Mamy, który właśnie skończyłam. Załapanie roboty na szybko, żeby tylko jakiś grosz wpadł do kieszeni. Październik to kolejne fale tęsknoty i smutku, które mnie dopadły. Jesień, która spadła na barki i przytłoczyła mnie mimo moich prób pozytywnego myślenia.

Listopad miał minąć łagodnie. I w zasadzie taki był nawet, oprócz jego końcówki, która mogła skończyć się rozstaniem, a nawet tragedią. Wolę nie wspominać nawet.

W grudniu zamieszkał z nami nowy współlokator, o którym Wam ostatnio opowiadałam. Małe, rude i kochane. Grudzień to nasza pierwsza wspólna wigilia. Sylwester, na którym świetnie się wybawiłam, mimo, że właściwie z całkiem obcymi ludźmi. A skoro do końca roku dobrnęliśmy...

Życzę Wam, Kochani moi, aby ten rok był szczęśliwy. Po prostu szczęśliwy. Byście mieli masę powodów do uśmiechu, by nigdy nie brakowało Wam nadziei nawet, jeśli będzie źle, a los położy na Wasze ramiona kolejne zmartwienia. To nic, dopóki jest nadzieja, dopóki są ludzie, którzy pomagają to wszystko przetrwać. Życzę Wam Kochani, by spełniały się Wasze marzenia i - co ważne - byście nie bali się do nich dążyć i o nie walczyć. Byście w następnego Sylwestra powiedzieli, że ten rok był dla Was po prostu i po mojemu - fucking awesome!


A czego życzę sobie? Siły i wytrwałości. Ten rok będzie dla mnie ogromnym przełomem. Za pół roku zostanę żoną. Na dniach czeka mnie rozmowa kwalifikacyjna w przedsiębiorstwie, w którym staram się o pracę od sierpnia.

Po prostu trzymajcie za mnie kciuki. I bądźcie tu ze mną czasem, jeśli mnie jeszcze trochę lubicie :)

52 komentarze:

  1. Chciałam zrobić podobne podsumowanie ale poprostu nie umiem.
    Trzymam kciuki aby ten rok przyniósł Ci samych pozytywnych zmian :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tobie również ;)

      Usuń
  2. Piękne podsumowanie Asiu :)trzymam kciuki i oczywiście lubię tu do Ciebie wpadać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wpadaj jak najczęściej :)

      Usuń
  3. No to życzę Ci kolejnego tak wspaniałego roku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mocno trzymam kciuki za wszystkie ważne dla Ciebie sprawy:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja za Ciebie, Lenko :) Dzięki!

      Usuń
  5. Ja też miniony rok nazwałabym dziwnym i jakiś taki ciężar spadł, że po prostu się zakończył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie takie same odczucie... oby teraz było lepiej ;)

      Usuń
    2. Jakoś im bliżej końca tym powoli ten ciężar malał i większa energia we mnie wstąpiła i dużo uśmiechu :) Dokładnie, oby tak dalej :)

      Usuń
    3. Miałam dokładnie takie same odczucie. A teraz tak lekko na duszy ;D

      Usuń
    4. Oj tak, ale najważniejsze, że możemy od nowa wyznaczyć sobie cele, ciekawe czym nas zaskoczy ten rok :)

      Usuń
    5. Pożyjemy, zobaczymy :)

      Usuń
  6. Asiu niech 2016 będzie dla Ciebie rokiem pełnym szczęścia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wzajemnie, Leonie :*

      Usuń
    2. jak na razie możesz mi życzyć ciepła bo zimno za oknem jak brrrr;p

      Usuń
    3. To życzę ciepła w takim razie :D Byle do wiosny, bo ja właśnie te zimno odchorowuję :P

      Usuń
  7. Można powiedzieć, że tamten już rok był zarówno dobry, jak i przyniósł wiele złego ale...będę pewnie nudna, gdy powiem, że to po prostu jak w życiu?:D Zasadniczo, ostatnio zauważam, że tak naprawdę nie ma złych i dobrych zdarzeń-kwestia, jak się do nich nastawimy i czy czegoś nas nauczą. Czy to my chcemy się nauczyć. Więc mam nadzieję, że tamten rok po prostu nauczył cię wiele:) I dzięki niemu, w nowym będziesz mogła te mądrości wykorzystać..i uczyć się na nowo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, po prostu wszystko musimy przyjąć na klatę i tyle ;) I cóż, myślę, że nauczył sporo - teraz czas wyciągać wnioski :)

      Usuń
    2. Dokładnie. Zresztą, już jesteśmy w tym wieku, że ta pewna reguła staje się aż oczywista, co?:) I ruszyć z innymi rzeczami i właśnie, o wnioski mądrzejsza:) Nie ma tego złego... :D

      Usuń
    3. Zgadza się. :) ...co by na dobre nie wyszło ;) No i pociesza mnie myśl, że mam w sobie jeszcze mnóstwo nadziei ;)

      Usuń
    4. Bo bez tej ani rusz, prawda:)

      Usuń
    5. Otóż to :) Więc lepiej niech nas nie opuszcza ^^

      Usuń
  8. Mój 2015 także był dziwny... pełny wzlotów i upadków. Mam nadzieję, że ten będzie lepszy. Dużo, chociaż już zaczął się dość "dziwnie"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci, by mimo wszystko był dobry :)

      Usuń
  9. Bardzo emocjonalny ten rok, ale przynajmniej go zapamiętałaś :-) Ja nie potrafiłabym zrobić takiegozestawienia co w którym miesiącu. Niektórych miesięcy wcale nie zapamiętałam, a inne z kolei pamietam poprzez jakieś jedno czy dwa bardziej poruszające wydarzenia. Dla mnie 2015 byl spokojny, ale jakiś taki nijaki. Szczęśliwego 2016 życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt faktem, sporo się działo, było dużo nerwów i emocji, ale - podołaliśmy. Wręcz można powiedzieć, że to rozgrzewka, przed tym, co czeka nas w tym roku :)
      I Tobie również, szczęścia i spokoju życzę! :)

      Usuń
  10. Kolejny rok będzie cudowny, szczególnie ten lipiec i Ty w sukni ślubnej :* szczęścia Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jestem spanikowana, jak myślę o lipcu, zobaczymy, jak będzie, kiedy przyjdzie co do czego :P Dziękuję i wzajemnie Kasiu :*

      Usuń
  11. To był dobry rok Asik :) zwłaszcza ta walka z pisaniem pracy, wygrana na końcu :) i własne mieszkanie - wszystko na plus :) Oby nowy rok był jeszcze cudowniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był dobry, nie przeczę :) Tylko te wszystkie zmiany spowodowały trochę mętliku w głowie, ale wszystko zmierza ku dobremu i o to właśnie chodzi :)

      Usuń
  12. Podobają mi się życzenia, dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie umiałabym napisać tyle o minionym roku, a już na pewno nie tyle dobrego i tyle plusów. Ważne, że już się skończył. ;)

    Oby wszystko Ci się spełniło. ;) ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci zatem, aby ten rok przyniósł Ci wiele dobrych chwil i ciepłych myśli :)
      :*

      Usuń
  14. Kochana to ja zycze Ci, aby to wszystko sie spelnilo czego tak bardzo pragniesz :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* A ja Tobie życzę dużo szczęścia! :*

      Usuń
  15. Ale intensywny był ten rok. Spójrz, niedawno się broniłyśmy, ale wydaje się, jakby to było wieki temu. Czas tak szybko ucieka, więc nie ma się co oglądać za siebie - tylko żyć, najlepiej jak potrafimy. Dużo dobrego dla Ciebie Aisku. Powodzenia z rozmową. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nawet nie wiadomo, kiedy i gdzie to zleciało. Czas pędzi jak oszalały :) I zgadzam się - musimy wycisnąć wszelkie dobro z każdej chwili, koniecznie :) Dziękuję Kochana, Tobie również życzę mnóstwo szczęścia w tym roku :*

      Usuń
  16. Twój marzec... ja bym się chyba poddała. Poważnie, już widzę oczami wyobraźni siebie mówiącą, że takie rzeczy to tylko mi się przytrafiają ;p nie ma to jak pozytywne myślenie.
    Na tym zdjęciu to jesteś albo z lewej taka rozmazana ;D albo z prawej patrzysz w bok. Browarek? XD
    Ten rok to będzie dla Ciebie rok wielkich zmian. Które już się zaczęły, Kotik, nowy dom... powodzenia, zasługujesz na ślub z bajki, dobra kobieto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mi został mega uraz na psychice XD
      A z lewej właśnie, z lewej XD Ta z prawej zawsze miała ból dupy o to, że moje włosy były bardziej ogniste od jej, sasasasas XD
      Więc browarek koniecznie, geez, ale bym się z Tobą napiła! ;D
      Dokładnie. Grunt to ze wszystkim się ogarnąć :) I jej, dziękuję :* Ja mam tylko nadzieję, że przypału sobie nie narobię, bo to tak bardzo w moim stylu XD

      Usuń
    2. Haaaaaa, znalazłam Cię! Yaaay! Dobre, znalazłam dwa największe rudzielce.:D A w ogóle to pewnie tylko ja szukałam, co?... -.-
      To dawaj do UK na piwko haha ;D
      Jak będzie przypał, to chociaż co wnukom opowiadać. Tak, czy nie !;D

      Usuń
    3. No okazuje się, że tylko Ty xD
      A kto wie, czy się nie wybiorę po ślubie XD Geez, wszystko muszę odkładać teraz na "po ślubie" ;D
      W sumie racja ;D Na przypale, albo wcale, no ;)

      Usuń
  17. Jejku, u mnie też w tym roku tyle się zmieniło i chociaż średnio lubię robić podsumowania, to napiszę o tym. Już zaczęłam w szkicu, ale nie wiem,. kiedy skończę. Postaram się przed końcem stycznia XD
    O małym Rudasku właśnie doczytałam i jeszcze bardziej chcę do mojej Koty, bo się jednak stęskniłam.
    No i życzę Ci tej siły i wytrwałości, których potrzebujesz, bo w sumie to każdemu chyba by się to przydało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę powodzenia, by udało Ci się to jakoś ogarnąć ^^ Dobrze sobie zrobić taki bilans zysków i strat :)
      A weź, mnie dzisiaj do białej gorączki doprowadził, uwielbia mnie wkurwiać XD
      Dziękuję :* Zgadza się. I odrobiny cierpliwości, bo na dupsku usiedzieć nie potrafię.

      Usuń
    2. Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć :)
      Taki już chyba urok kotałków. Masz to, bo dziś znalazłam! :D

      Usuń
  18. o, a u mnie maj zawsze był najgorszy z jakiegoś powodu, mimo słońca i wiosny był przepełniony niemiłymi wydarzeniami. 2015 na szczęście przełamał tę passę, oby tak już zostało :) wszystkiego najlepszego w 2016 roku, życzę Ci mnóstwo uśmiechu i energii do realizacji marzeń!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak zostało, życzę Ci tego :) Dziękuję i wzajemnie - mnóstwa szczęścia :*

      Usuń