niedziela, 6 grudnia 2015

Nie tym razem, listopadzie

Listopad odszedł po cichu, zostawiając za sobą przejrzystą smugę mgły. Odszedł, nie zadając ran, choć próbował zebrać przykre żniwo. Zupełnie, jakby nie mógł się bez tego obyć. Odszedł, choć mógł skończyć się burzliwym rozstaniem, odszedł, choć mógł skończyć się nawet tragicznie. Odszedł, a ja mogłam odejść razem z nim. Tak samo cicho, tak samo spokojnie.

Ale listopadowi się nie udało. Nadszedł grudzień. Wyjątkowo ciepły grudzień, otulający dwukrotną potrzebą doceniania dobrych chwil i życzliwych ludzi.

Piszę dziś do Was, Przyjaciele z zupełnie nowego miejsca. Miejsca, którego nie nazywam jeszcze domem - mój dom jest wciąż w kamienicy obok. Piszę z mojego, naszego wspólnego mieszkania, w którym jest coraz mniej kartonów, a coraz więcej miłości. Nauki nowego życia. Całkiem nowego życia. Nowego związku, rzekłabym wręcz, na zupełnie nowych zasadach.

Dlaczego nowego?

Mogłam być dziś wolnym strzelcem, samotną wędrowniczką pośród pędzącego tłumu. Samotną, lecz szczęśliwą, bo przecież szczęśliwa być potrafię. Wybrałam jednak inaczej. Wybrałam nas. Ostatni raz, jak sobie obiecałam. Jak nam obiecałam. Gdy nagromadziło się zbyt wiele przykrych spraw, tajemnic i demonów między Nami, to, co budowaliśmy od ponad pięciu lat o mało nie zostało przygniecione gruzami murów, które miedzy sobą stworzyliśmy. Kiedy spędzałam noc u rodziców, a moje serce pękało niemal w dosłowności, myśląc o tym, że On leży w łóżku sam, a Jego serce pęka tak samo, jak moje, uświadomiłam sobie, na czym mi tak bardzo zależy. Kiedy dzwoniłam do Anji, tuż przed Naszą ostateczną rozmową, wymianą zdań, która miała rozstrzygnąć wszystko, moje serce, osłabione serce o mało nie wyskoczyło z piersi wraz z cieknącymi po policzkach łzami. Gdy Go zobaczyłam tamtej soboty, po prostu nie mogłam. Kolejny raz poczułam, że jesteśmy stworzeni dla siebie, że osobno się po prostu żyć nie da. Gdy padliśmy sobie w ramiona i mogłam po dniach rozłąki znów poczuć Jego zapach zrozumiałam, że musimy to naprawić. Że nie mamy po prostu innego wyjścia.

I naprawiamy. Robimy, co możemy. Wspólnie, we dwoje. Pilnujemy siebie wzajemnie, by ani jedno, ani drugie nie zaczęło wątpić. Dbamy o swoje szczęście, choć budujemy je na nowo. Rozmawiamy ze sobą tak, jakbyśmy dopiero co się poznali. Po prostu ze sobą jesteśmy. Bo o tym chyba zapomnieliśmy właśnie - że jesteśmy parą, szczęśliwą parą, która pogubiła się w tym byciu razem. Bo pogubić się w tym, jak się okazało, jest bardzo łatwo. Brnęliśmy prosto w ogień rozstania i gorzkich łez. Ale udało się. Budujemy nowy dom, uczymy się siebie na nowo. I staramy się być szczęśliwi.
Nie tym razem, listopadzie.

W poniedziałkowe przedpołudnie, gdy jeździłam z Marth po Poznaniu autem, załatwiając na uczelni ostatnie sprawy w celu odebrania dyplomu, w pewnym momencie życie stanęło mi przed oczami. Gdy jechałyśmy w kierunku głównego budynku naszej uczelni, nagle z podporządkowanej drogi wjechał tuż przed nas starszy mężczyzna. Gdy zamykam oczy, wciąż widzę srebrnego Matiza ze staruszkiem za kierownicą, który po prostu nas nie zauważył. Widzę go tuż przed nami. Słyszę nasze jedno, niecenzuralne słowo, które równocześnie wyrwało się z ust moich i Marth. Słyszę pisk opon i nasze niespokojne oddechy, czuję strach i łzy w oczach. Gdyby nie refleks Marth i kierowcy, który jechał tuż za nami, naprawdę nie wiem, co zostałoby z jej samochodu. I z nas. Od wypadku dzieliły nas milimetry. I Anioły, w które nieustannie wierzę, wciąż mocniej i mocniej.
Nie tym razem, listopadzie.

Wracam więc tu, cała i zdrowa, z bagażem nowych doświadczeń i dobrych myśli. Bo to podczas burzliwych dni uczymy się przecież ich najwięcej. Bez ulewy nie ma tęczy, a i ta się pojawiła na listopadowym niebie. Doceniam to wszystko jeszcze mocniej. Moją Rodzinę i Przyjaciół, którzy troszczyli się o mnie w tych trudnych dniach, którzy nie wyzywają już o to, że znów palę papierosy (i to prawie paczkę dziennie), którzy po prostu są, rozumieją i pomagają uspokoić moje drżące ręce. Doceniam każdy dzień, który teraz jakby podwójnie jest mi dany, bo przecież mogło mnie już nie być. Żyję tak, jakby jutro miało nie istnieć, jeszcze silniej, intensywniej. Doceniam jeszcze mocniej poranki, ich krwawiące niebo, budzące się do życia. I ja się budzę - wracam, choć wcale stąd nie odeszłam przecież. Wracam, by znów zarażać dobrą energią. Wracam, by Wam opowiadać, co u mnie.

A opowieści parę mam w rękawie. :)
I powiem, że - po prostu - dobrze Was znów widzieć. :)

62 komentarze:

  1. Asiczku kochany normalnie ciarki mi przeszly po plecach jak Cie czytałam :/ cale szczęście ze nic Wam nie jest :-* i cieszę sie ze w miłości jesteście razem nie obok :)
    Mocno sciskam :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złego diabli nie biorą ;D
      Też się cieszę :)
      I również ściskam :*

      Usuń
  2. Asiku! Stęskniłam się i w blogowym sensie - bo czytać Ciebie to sama radość - ale i tak po prostu, po ludzku mi było do Ciebie, do Was tęskno. Czekamy na te opowieści... I wiedziałam, że temu listopadowi wszyscy damy spokojnie radę. Witaj z powrotem :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście mam już stałe łącze, więcej wolnego czasu, więc mogę tu bywać regularnie :)
      :*

      Usuń
    2. W takim razie mogę sie jedynie cieszyc :) :*

      Usuń
    3. To cieszmy się razem ;D :*

      Usuń
  3. Kuuur zapiał, Piszę ten Komentarz już drugi raz:-/
    Myślę, że wszystkie pary, a Przynajmniej większość z dłuższym stażem często zapominają o tym co jest ważne w związku. Zapominają o tym, że są szczęśliwi, że trzeba okazywać czułości i rozmawiać o wszystkim. W końcu miłość jest jak kwiat, który niepielęgnowany usycha.
    Na drodze trzeba być bardzo ostrożnym i mieć oczy dookoła głowy. Trzeba myśleć nie tylko za siebie ale również za innych kierowców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bywa :P
      Oczywiście, to naturalny proces. Dlatego nie chcemy pozwolić temu kwiatu uschnąć ;)
      Fakt. Jedną "dobrą" stroną tej sytuacji było to, że to nie byłaby nasza wina. A ten pan... cóż, nawet nie zauważył, że coś się mogło stać.

      Usuń
    2. Oczywiście, że nie chcemy :-)
      Całe szczęście nic się nie stało.

      Usuń
    3. :)
      Całe szczęście ;)

      Usuń
  4. Wpadłam tu i jakie radosne nowiny! :)
    Jestem bardzo ciekawa tych kolejnych opowieści i jak najbardziej zarażaj nas pozytywną energią dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekałam na Twoją notkę, na to, aż w końcu coś napiszesz i się doczekałam :) Mam nadzieję, że będziesz bywać tu częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło wiedzieć, że czekałaś :) Będę, teraz już będę :)

      Usuń
  6. Wspólne mieszkanie to nowy stan dla pary, także trzeba się siebie nauczyć na nowo. Wy jesteście parą, którą da radę ze wszystkim,ja w to wierzę.
    Bardzo tęskniłam za Twoim pisaniem, nawet wczoraj myślałam-gdzie Asia i jesteś:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tę wiarę, Lenko :*
      A ja tęskniłam za Wami. I spójrz, przyciągnęłaś mnie myślami :)

      Usuń
  7. to o tym samochodzie czytałam z drżeniem serca... dobrze, że tylko na pisku opon się skończyło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o ludu teraz dopiero widać jak to sekundy wystarczą ...

      Usuń
    2. Dokładnie. W takich chwilach zaczyna się doceniać każdą sekundę...

      Usuń
    3. wtedy wiemy jak to jest krucho i nie jesteśmy wieczni

      Usuń
  8. A chciałam się już wczoraj pytać, kiedy znajdziesz czas na posta. Nie, żebym wywierała presję, no gdzież ja! :D
    A wszystkie złe i niedobre czegoś nas uczą, więc właśnie, jesteście oboje nauczeni o wiele więcej i...w przyszłości zawsze już sobie lepiej poradzicie:) I kryzysy trzeba doceniać, choć to, jak wiadomo, możliwe głównie wtedy, gdy już świeci słońce:)
    No i pisz, pisz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No gdzież Ty xD A mnie już "wyrywało" tutaj wręcz. I w końcu znalazłam czas :)
      Nie inaczej :) Każde potknięcie czegoś uczy. To nauczyło nas bardzo wiele. Mam nadzieję, że wyciąganie wniosków i wdrażanie ich w życie potrwa nieco dłużej :)
      No będę, będę, no xD

      Usuń
    2. No tak, gdzież tam ja, tylko niewinne nagabywanie...:D
      Dokładnie, człowiek inaczej...stałby w miejscu. Tylko ten, kto stoi, się też nie potyka, swoją drogą :D I pewnie tak:)Ale i na następne potknięcie jesteście mądrzejsi:)

      Usuń
    3. Taa, tylko takie tam, to wiesz ;D
      Otóż to, sama bym lepiej tego nie ujęła ;) Obyśmy tylko tę mądrość wykorzystali :)

      Usuń
    4. No, takie napisz bo wpierdol :D
      Oby:) I mi się wydaje, że jednak mądrości nigdy za wiele:D Chociaż wiadomo, nie za dużym kosztem:D

      Usuń
    5. I już wyczuwam presję, cholera xD
      Mi na razie nabywania tej mądrości starczy, przynajmniej na jakiś czas :D Wszak nie wiem, jakbym to zniosła :P

      Usuń
  9. Asia! nie strasz mnie tak! prawie mi serce z piersi wyskoczyło... nie wolno tak... ehh jak to dobrze, że nic Ci nie jest kochana :* smutno byłoby bez Ciebie i tęskniłabym, w sumie to i tak tęsknię...cieszę się, że nic Ci się nie stało.. i trzymam kciuki za Ciebie i P. :) ściskam najmocniej jak potrafię :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, lepiej niech nie wyskakuje :* Ta sytuacja jednak po raz kolejny wiele mi uświadomiła. Dziękuję Kochana :* Również ściskam <3

      Usuń
  10. Czasami te milimetry czy dosłowne czy w przenośni są potrzebne, żeby na nowo docenić i zrozumieć, żeby się cieszyć. Żeby poczuć spokój, wbrew wszystkiemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to :) Dzięki temu człowiek na nowo przypomina sobie, co jest naprawdę ważne.

      Usuń
    2. Dlatego zawsze lubiłam te momenty, mimo ze sa przerażające

      Usuń
    3. Ja może samych momentów nie, bo bywały nieraz zbyt przerażające aż, ale chwile wyciągania wniosków już owszem :)

      Usuń
    4. A dla mnie nawet w tych momentach jest coś pięknego. Chwila, gdy zatrzymuje Ci się serce, gdy przestajesz oddychać, a cale życie staje przed oczami.

      Usuń
    5. Ja mam na to zdecydowanie za słabe nerwy. Wolę takie momenty doceniać z perspektywy czasy jednak.

      Usuń
    6. Ważne, że się docenia ;)

      Usuń
  11. To dlatego tyle Cię nie było :) ale dobrze, że nie dałaś się listopadowi i jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano :) A do tego jeszcze przeprowadzka, brak internetów i ogólne zalatanie. Ale tłumaczyłam się posta wcześniej, no xD

      Usuń
    2. No wybaczam wybaczam :p Tłumaczyć się już się nie musisz - bo mamy już grudzień :P

      Usuń
  12. Dobrze, że kierowca wiedział co zrobić z kierownicą w takim momencie i w efekcie końcowym nic Wam się nie stało. I zgadzam się z Redcar, takie właśnie chwile na nowo pozwalają nam docenić czym jest życie i uzmysłowić jak bardzo jest kruche.. bo czasem tylko milimetry i tylko sekundy dzielą nas od końca..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze jest to, że często, kiedy jeździłam z Marth, to byłam wbita w fotel, bo nieźle wywijała na drodze, a ulubioną "czynnością" jej samochodu było gaśnięcie na środku skrzyżowania ;D Ale serio, podziwiam ją za tamten refleks i opanowanie przede wszystkim. I zgadza się :)

      Usuń
    2. A widzisz. Mocno bym Ją za to przytuliła, oj mooocno.

      Usuń
  13. Gdybyś podjęła inną decyzję straciłabym wiarę w miłość. Serio. Zewsząd wciąż mnie ataktują ostatnio wieść o parach, które były ze sobą milion dni i się rozstają. Nie wyobrażam sobie tego w moim przypadku i na duchu podtrzymują mnie wszystkie przypadki, gdy jednak para pokonała przeciwności losu. Dziękuję, że dałaś mi wiarę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? :( Bo to wszystko serio wisiało na włosku, poszło o takie sprawy, o których nawet nie chciałam tutaj pisać, ale po prostu mur między nami był coraz większy. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo można się oddalić od siebie chociażby przez brak rozmowy.
      I nie ma za co :* Wiesz, ja myślę, że po paru latach po prostu warto walczyć.

      Usuń
    2. Brak rozmowy to chyba podstawowy grzech główny w związku, który w moim popełniamy notorycznie. Dlatego czasem się boję, że w końcu przed nami wyrośnie mur.
      Uważam, że o miłość zawsze warto walczyć. Bo jeśli nie poradzimy sobie w tym związku, nie poradzimy sobie też w innym.

      Usuń
    3. Zgadza się. Tylko nieraz trudno jest rozmawiać, trudno jest mówić o tym, co boli zwłaszcza...
      Z tym drugim zdaniem polemizowałabym, bo związki bywają jednak różne. I różnie ludzie się dopasowują, raz lepiej, a raz gorzej...

      Usuń
  14. Uwielbiam Twojego bloga. Czytam i zastanawiam się nad sobą.
    Też jeszcze nie odczuwam tego domu jako NASZEGO domu. Za mało w nim nas, ale powolutku gromadzimy swoje wspólne rzeczy. Zdjęcia idą na ścianę, ubrania wspólnie wiszą na suszarce...
    Najlepsze, że obie jesteśmy mniej więcej tyle samo czasu w związku i mniej więcej w tym samym czasie się przeprowadziłyśmy na swoje!:D interesting xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłe :)
      Myślę, że po prostu do wszystkiego trzeba się przyzwyczaić. Tylko na spokojnie :)
      Przypadek? Nie sądzę ;D

      Usuń
    2. Pewnie, że tak. Tu nachodzi mnie myśl, że nawet do dobrego trzeba się przyzwyczaić.
      Mówi się "nie sondze", nie znasz się, czy co?! xD

      Usuń
    3. No zjebałam xD I jeszcze "pszypadeg", zamiast "przypadek" xD

      Usuń
    4. HAHAHA to kiedy na to piwo?! XDD #pifonałoncenadrzekom

      Usuń
  15. Pięknie opowiedziane... piękna miłość po prostu :) Prawdziwa miłość. Taka, która przetrwa wszystko. Aż się wzruszyłam :D Chyba macie już za sobą najgorsze sztormy, więc może jeszcze przedwcześnie, ale cudownych świąt Wam życzę :D I żebyście każdego dnia się aklimatyzowali coraz bardziej. I czekam na inne Twoje opowieści ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci :* Mam nadzieję, że to wszystko z czasem się unormuje :)

      Usuń
    2. Na pewno :) Każdy początek to jednak pewien szok i zawsze potrzeba trochę czasu, żeby się z nową sytuacją oswoić i przyzwyczaić się. Ale w końcu zawsze nadchodzi ten moment :)

      Usuń
    3. Oby było tak, jak mówisz :)

      Usuń
  16. Kochana to dobrze Ciebie "widzieć" i czytać to wszystko i cieszyć się razem z Tobą i tak po cichutku i z życzliwością zazdrościć Ci tego układania życia, bo to jest najwspanialsze. Trzymam mocno kciuki i przytulam :-)

    OdpowiedzUsuń