niedziela, 23 sierpnia 2015

O ludzkiej życzliwości, czyli wspomnienie 21 Przystanku Woodstock

I znów mnie tu trochę nie było. Wszystko za sprawką tego, że odkąd wróciłam z Woodstocku, czekała na mnie fala zmian - raz lepszych, raz gorszych, ale ostatecznie jakoś tak wszystko wychodzi na plus. Te zmiany sprawiły też, że bardzo szybko wróciłam do codzienności po woodstockowych szaleństwach. Codzienność ta jednak odrobinę zaczęła mnie na swój sposób przytłaczać. Ale o tym innym razem.

Kiedy zerkałam tutaj w ostatnich dniach i widziałam Wasze komentarze, w których prosiliście mnie o relację z tych kilku dni spędzonych w Kostrzynie - przyznaję, prawie rwałam sobie włosy z głowy. Przygnieciona nagłymi sprawami zastanawiałam się, jak uda mi się wrócić do tamtych dni, naprawdę magicznych dni.

Dziś, w chłodny, niedzielny, sierpniowy jeszcze wieczór myślę sobie, że być może się uda. A nawet przyda się małe cofnięcie w czasie.

Przyznaję, nie jestem woodstockową weteranką. Byłam tam dopiero drugi raz w życiu. Nie poznałam Woodstocku w Żarach, czy w Szczecinie Dąbiu. Nie poznałam Woodstocku który zdaniem niektórych ludzi nie był jeszcze komercyjny. Owszem, zabrakło mi większej ilości polskich, dobrych kapel typu Hey, czy KSU, zabrakło Piotra Bukartyka na zakończeniu, ale... nie zabrakło młodych, wybijających się zespołów, jak chociażby Pull The Wire, czy Trzynasta w Samo Południe, których kawałka "Hell Yeah" słucham namiętnie. Poza tym każdy, kto choć raz był na Woodzie, doskonale wie, że nie o samą muzykę tam chodzi. Byłam tam nie jako - oczywiście nie urażając nikogo - nastoletnia gówniara szukająca przygód w cudzych namiotach, ale jako ktoś, kto mimo chęci zabawy posiada swój rozum i pewne wartości, których łamać nie zamierza.

Wtorek, godzina 14:35. Wpakowałam się z chłopakami do pociągu, rozglądając się za Agą, która wyczekiwała nas, jadąc z Poznania. I od razu to poczułam. Powiew szczęścia i beztroski. Groźne spojrzenia starszych, moherowych pań. Jakże się zdziwiły, gdy roześmiane "bydło" o mało nie wyściskało ich wysiadając w Krzyżu, życząc przy okazji przyjemnej reszty podróży. Czekała na nas przesiadka. Tłum nieco zdezorientowanych ludzi, część koczująca po bilety, część z podkrążonymi ze zmęczenia oczami. Ale jedno pozostawało niezmienne - uśmiech. Ciepły uśmiech i zwyczajna, ludzka życzliwość. Próbując ogarnąć nasze pogięte stado podeszłam do jednego z panów ochroniarzy i... uzyskałam odpowiedź, zanim zdążyłam zapytać:
- Z trzeciego Słoneczko. O, tam! - odwrócił mnie delikatnie wskazując kierunek. - I spokojnie, macie jeszcze prawie dwadzieścia minut do odjazdu. Zdążycie.

Na miejsce dotarliśmy dość szybko. Lekko podchmieleni ruszyliśmy w kierunku pola. Nie zdążyliśmy ujść dwustu metrów, a już zostaliśmy powitani hucznie przez R. - naszego kolegę-Spidermana. Tak, mieliśmy w obozie Spidermana. Z krwi i kości. I z gardłem nie do zdarcia, powtarzającym nieraz do znudzenia te same przyśpiewki. Zresztą... ba. Supermana też mieliśmy, który dzielnie w nocy wdrapywał się na drzewa po gałęzie do ogniska, przy czym odcinając je, spadał pokracznie razem z nimi na ziemię. Spokojnie, kości (i zęby) miał całe!

Szukanie miejsca do rozbicia namiotu zawsze wiąże się z jakimś dramatem. I tym razem też się bez tego nie obyło. A bo jeden nam zajął miejsce, a bo drugi wolałby bliżej sceny, a trzeci zaś na totalnym "wypiździajewie". Nijakie, leśne "wypiździajewo" okazało się jednak strzałem w dziesiątkę. Mnóstwo miejsca, świetni sąsiedzi, z którymi utrzymaliśmy kontakt i ogniska, które paliły się tam nocami, cichutko tląc się jeszcze nieraz nad ranem.


Ludzie byli niesamowici. Obcy, z naprawdę odległych stron Polski, ale jednocześnie jacyś tacy... bliżsi. Jeden przyniósł flaszkę, drugi gitarę, a trzeci po prostu dobry humor. Cholernie chłodne noce ogrzewała genialna atmosfera. Gdy na dniach dotarła reszta moich przyjaciół, istnym koncertom nie było końca. Gitary, bębny i harmonijki szły w ruch. Wino, dużo wina, którym wszyscy się dzielili. I uśmiech, który prawie nigdy nie schodził z twarzy. A jeśli już...

Dość dotkliwie przeżyłam jedną z kłótni. Zupełnie o nic. Ostra wymiana słów zrobiła swoje i zaryczana ruszyłam... sama nie pamiętam już w jakim kierunku. Moi przyjaciele wiedzą dobrze, że kiedy ryczę, lub dostaję napadu szału to nie wolno mnie pocieszać, a już broń Boże głaskać po ramieniu. Po prostu muszę się wyryczeć, a kiedy będę potrzebowała się przytulić, lub wygadać to sama przyjdę. A wtedy jakoś... poczułam się cholernie samotna w tym tłumie ludzi. Przez moment, ułamek sekundy dosłownie. Poczułam, jak ktoś pociąga mnie za rękę do siebie. "Nie płacz!" - powtarzały jakieś obce usta, obce ramiona zaczęły mnie przytulać i nieść ukojenie. Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się w środku kółka. Ludzie tak po prostu przystanęli, żeby mnie pocieszyć.Jakiś chłopak, który zatańczył pokracznie i zagrał dla mnie na harmonijce, żebym się uśmiechnęła. Przyznaję, przez jego fałszowanie nie dało się nie wznieść kącików ust do góry. Jakieś dziewczyny, które poczęstowały mnie winem i zaśpiewały wesołe piosenki. Usłyszałam dziesiątki, setki słów, dobrych słów. I nagle miałam siły, by wrócić do namiotu i porozmawiać z Nim. Już na spokojnie, bez nerwów. I w dobrym nastroju przeżywać resztę festiwalu.


Koncerty... były niezwykłe, jednak te, na które czekałam najbardziej nieco mnie rozczarowały. Jak chociażby Black Label Society, którzy zagrali tak... jakby im się nie chciało. Zakk nie wypowiedział ani jednego słowa do publiczności, ze sceny cały czas uderzała typowa, metalowa sieka, a tymczasem BLS ma mnóstwo niesamowicie pięknych ballad, jak chociażby In this river, czy The last goodbye. To był jeden z koncertów na który najbardziej czekałam, a na którym najmocniej się niestety zawiodłam. Wyszłam więc spod sceny w połowie. I skopało trochę też długo wyczekiwane przeze mnie VooVoo, które nieco smęciło niestety przez większość koncertu. Chwała im jednak za to, że utwór Łobi-Jabi zabrali w nieco radośniejszej wersji, niż ta na albumach. Nie zawiodło mnie za to Dream Theater. Zastanawiałam się, jak zespół, który daje ponad trzygodzinne koncerty ze względu na cholernie długie nieraz utwory zmieści się w półtorej godziny z bisem. Tymczasem zagrali nieziemsko, większość dobrze znanych kawałków, a kiedy niespodziewanie usłyszałam Spirit carries on, którego podobno mieli nie zagrać, popłakałam się pod sceną, jednocześnie zdzierając gardło. Mnóstwo dobrych utworów, żadnej technicznej popisówki, jak na DT przecież przystało. Tak samo nieziemsko dobre były koncerty Within Temptation i Eluveitie, przy którym hasałam z jakimś kolegą "pod rękę".

Jednak najmocniej w sercu zapisał się koncert Ani Rusowicz z gośćmi i jej projekt Flower Power, gdy byliśmy kolorowi pod sceną. Totalnie hippisowskie brzmienie. Chciałabym się z Wami podzielić, ale niestety póki co nie mogę nigdzie znaleźć nagrania Jednego serca wykonanego przez Kamila Czeszela u boku Rusowicz, na którym stałam zalana kolorowymi łzami. Zresztą, nie ja jedna. Zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Do tej pory pamiętam, jak przez moje ciało przechodziły ciarki. Energii, która biła wówczas ze sceny opisać słowami się nie da. Cały koncert był magią. Uderzała we mnie muzyka, którą kocham ponad wszystko, której słucham na co dzień, a w dodatku ubarwiona była (i to w dosłowności) tak niezwykłym ciepłem.

Gdy zapytalibyście, za czym najbardziej tęsknię... nie odpowiedziałabym od razu. Bo tęsknię za wszystkim na swój sposób. Za losowaniem "w miarę ogarniętych" toi-toiów, nawet za porannkami pod kranami z lodowatą wodą (bo umyć przecież się trzeba)... Gdy powiedziałam to Tacie, odparł: proszę bardzo, odkręć sobie na rano lodowatą wodę z kranu i się myj. Ale to nie to samo. Bo gdzie będą okrzyki tych wszystkich ludzi "kurwa mać jak zimno!", bo gdzie będzie ta życzliwość ludzkich dłoni, które lodowatą wodą polewają ci nagle plecy, mając ubaw z twojej złowrogiej miny? Tęsknię za zakupami w Rockowym Lidlu, w którym śpiewało się piosenki stojąc w kolejce do kasy. Tęsknię za śniadaniami w naszym obozie, za głodnymi duszami, bo zawsze się jakaś do nas przypałętała. Tęsknię za ogniskami, za darciem mordy, za graniem i śpiewaniem. I tęsknię za tą całą dziczą, na którą tak długo czekałam.

Ale najbardziej tęsknię za zakurzonym tupotem tysięcy stóp. I za ludźmi. Po prostu za ludźmi. Za ich życzliwością, za ich uśmiechami i taką zwyczajną chęcią przytulenia kogoś. Bezinteresownie.

Tymczasem przyszło mi wracać do rzeczywistości. Trochę dotkliwie, o czym opowiem Wam następnym razem. Mimo wszystko dobrze było przypomnieć sobie te wszystkie chwile. Chwile, które napawają mnie radością i motywacją do działania. Bo po spotkaniu takich ludzi, jak na Woodstocku, po prostu się wie, że warto.


A ja zostawiam Was dziś z Beatlesami, z namiastką wspomnianego Flower-Power. Niechaj i Wam ta piosenka przyniesie odrobinę magii.

Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better.

Hey Jude, don't be afraid,
you were made to go out and get her.
The minute you let her under your skin,
then you begin to make it better.

94 komentarze:

  1. a ja tak właśnie zastanawiałam się, gdzie się podziewasz :) Kochana, jakbyś chciała pogadać, to wiesz gdzie mnie szukać, trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano znów potrzebowałam momentu na wyciszenie ;) Wiem, wiem - pamiętam i dziękuję :* Choć bardziej stawiam ostatnio na izolowanie się, jakoś bardziej pomaga ;)

      Usuń
    2. Rozumiem :) Każdy ma swój sposób na "przetrwanie" :)

      Usuń
    3. Swoją drogą dawno takiej "izolacji" nie testowałam...

      Usuń
  2. mi się woodstock marzy i wiem że kiedyś pojawię się tam:) by to przeżyć wszystko na własnej skórze a nie tylko z opowieści

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro Ci się marzy, to wybierz się tam koniecznie :)

      Usuń
    2. chłop był już tam dwa razy więc jest ogarnięty. Mówi że najlepsze błotne kąpiele xd

      Usuń
    3. A ja właśnie w błocie nie byłam xD Jakoś nie mogłam się przełamać xD

      Usuń
  3. Mnie trochę te tłumy przerażają jednak w Kostrzynie. Ale nie powiem, jak słucham koncertu Budki
    Suflera stamtąd to mam ciarki.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj... byłam na tym koncercie i tego się nie da opisać. I o dziwo filmy z tego wydarzenia nawet częściowo oddają tę atmosferę ;)

      Usuń
  4. Zazdroszczę Woodstocku i wiem, że sama tam kiedyś pojadę. Pojadę choćby sama. Bitelsi na koniec - cudnie ^^ Nie wiem, co napisać, bo jestem tak zakochana w tym festiwalu, choć nigdy tam nie byłam, że nie umiem sklecić zdania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś jechała sama to z pewnością ktoś by Cię przygarnął ^^ Tam nie ma opcji, żeby być samotnym ;)

      Usuń
  5. Moja koleżanka w tym roku pierwszy raz pojechała na Woodstock, później wysłała mi masę zdjęć i już powiedziała, że na pewno jeszcze wiele razy pojedzie. Może w przyszłym roku mi się uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo na Woodstock jedzie się raz - później się już tylko wraca :) My za to przyszły rok będziemy musieli odpuścić raczej ze względu na ślub :(

      Usuń
  6. dużo słyszałam o woodstocku, wielu z moich znajomych tam było albo bywa. i za pierwszym razem jak słuchałam historii, to liczyłam na jakieś głosy niezadowolenia typu: ludzie zachowywali się jak zwierzęta; cywilizacji próżno szukać itp., ale - o dziwo - słyszałam właściwie zachwyty, zwłaszcza nad atmosferą, która tam panuje, bo wszyscy są otwarci, przyjaźni, mili. :) sama osobiście nie wybrałabym się, bo po prostu się boję, ale woodstock sam w sobie jest legendą i wydaje się być ciekawą przygodą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, zupełnie, jak mój znajomy: "liczyłem na ostre ćpanie, chlanie, i ruchanie ze złapaniem hiva, ale cholera... jakoś się zawiodłem XD" A tak całkiem poważnie... dokładnie, na tym festiwalu najważniejsi są właśnie ludzie i atmosfera. I te poczucie przyjaźni w powietrzu. I jest ciekawą przygodą, szczególnie, kiedy ma się równie zakręconych ludzi przy sobie ;)

      Usuń
    2. ja to bym się bała, że na koniec się zgubię albo ktoś mnie porwie. takie tłumy chyba trochę źle działają na mnie. :c ale z dobrą ekipą wszędzie jest świetnie. więc po tylu falach zachwytów, może kiedyś wybiorę się, choćby tak na jeden dzień... :>

      Usuń
    3. Właśnie na początek dobrze jest wybrać się tak na jeden dzień, tak hmm... "na próbę", o. Nawet bez noclegu, jeśli się boisz, czy coś :) A daleko masz do Kostrzyna? ;)

      Usuń
    4. też tak sądzę, bo porwać się na cały woodstock, a potem beczeć, że beznadziejnie to też żadna przyjemność. ;)
      daleko, oj daleko. ok. 600km będzie. XD

      Usuń
    5. A też mieliśmy takie osoby w obozie... którym niezbyt się podobało. No ale oni prawie nie wychodzili z namiotu, to w sumie co im się mogło podobać XD
      Uhu, to faktycznie sporo... :P

      Usuń
    6. to chyba trzeba być trochę słabym zawodnikiem, żeby nawet nie dać szansy takiej imprezie. :)

      Usuń
    7. Cóż, ja naprawdę wszystko jestem w stanie zrozumieć, ale takie właśnie nie danie szansy nawet było po prostu słabe...

      Usuń
  7. kurde, mój Luby zawsze nabąkuje, że chciałby tam pojechać. A ja? sama nie wiem. Ale po tym co Ciebie/ Was tam spotkało chciałabym tą życzliwość ludzi przeżyć na własnej skórze ;-) na pewno na swój sposób jest tam wyjątkowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę Ci powiedzieć - ja uważam, że warto. Naprawdę nie żałuję tego, że tam byłam i w tym i w zeszłym roku. Czasem aż trudno uwierzyć, że ludzie potrafią być tak... przyjaźni ;)

      Usuń
  8. bo ludzie Asik są najważniejsi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę kiedyś tam pojechać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak będziesz jechała, to daj znać ;D

      Usuń
    2. Może w przyszłym roku się uda. Jak będę miała z kim dziecko zostawić.

      Usuń
    3. Nas za to w przyszłym roku nie będzie niesteten...

      Usuń
    4. Bo jakby wszyscy tak na raz byli, to miejsca by zbrakło ;)

      Usuń
    5. Tam nie braknie miejsca na szczęście dla nikogo ^^

      Usuń
    6. Choć my się obawialiśmy, że nie znajdziemy miejsca na 10 namiotów :P

      Usuń
    7. A jak mija dzień? ;)

      Usuń
    8. Przyjemnie :) Pół dnia latałam po lesie z aparatem ^^

      Usuń
    9. No to faktycznie przyjemnie musiał minąć ^^ mi dzisiaj pozostało się zabrać za mycie okien :D

      Usuń
    10. Mnie dzisiaj też sprzątanie czeka :(

      Usuń
    11. Teraz to już bym chyba wolała sprzątanie, niż bieganie po urzędach pracy :(

      Usuń
    12. Ale cóż, wszystkiemu trzeba stawić czoła ;)

      Usuń
  10. O kurczę. Ale to musiało być niebanalne uczucie, gdy otoczyła Cię garść nieznajomych coby Cię pocieszyć, magia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, to była magia ;) Wystarczy, że człowiek zastanowi się, jak na łzy reagują ludzie w takim "codziennym" świecie.

      Usuń
    2. A z tamtymi.. zostałaś, porozmawiałaś?

      Usuń
    3. Jasne, pobyłam z nimi chwilę, ale też nie mogłam u nich przesiadywać. :P Wolałam isć i rozwiązać sytuację.

      Usuń
  11. co za miejsce i co za koncerty! tyle niesamowitych zespołów, a mnie tam nie było... jednak z Twojej relacji czuję się, jakbym była tam z Tobą. och, brak mi słów...!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wybierzesz się tam kolejnym razem? ;)

      Usuń
    2. oj, chciałabym - i to bardzo, ale czas pokaże jak to w życiu będzie. a może razem się uda? :D

      Usuń
    3. Może się uda, czemu nie :) I dokładnie, czas pokaże ^^

      Usuń
  12. Tyle dobrego słyszałam o Woodstocku i chciałabym tam kiedyś pojechać. Ale nigdy nie mam z kim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samemu to faktycznie trochę słabo... szczególnie pierwszy raz. Choć czytałam relacje ludzi, którzy wybrali się w pojedynkę i... sami byli tylko, gdy wsiadali do pociągu ;)

      Usuń
  13. Po raz kolejny uświadomiłaś mi jak mylne mam wrażenie o Woodstocku. W uprzednim roku byłam równie zdziwiona, że jest tam tak życzliwie i na swój sposób spokojnie ;) Ale chyba i tak nie dałabym się namówić na ten koncert ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wielu ludzi ma wciąż mylne wyobrażenie. Ja sama miałam nieco spaczone, dopóki tam nie pojechałam. Tak jak mówię, tego miejsca trzeba po prostu dotknąć :)

      Usuń
    2. Chociaż podobno i tak jest zupełnie inne od pierwotnego Woodstocku. I to nie tylko od Ciebie znam tą wersję :P

      Usuń
    3. Też o tym słyszałam i tak jest na pewno :) Bo dawny Woodstock znam i z zdjęć, filmów i z opowieści, więc faktycznie odbiegał od obecnego. Ale mówię, ja byłam tam drugi raz, a atmosfera wciąż jest piękna, więc pod tym względem odbiega niewiele ;)

      Usuń
    4. Gdybym chociaż słuchała takiego rodzaju muzyki :P Prędzej Ciacha dałoby się namówić niż mnie ;p

      Usuń
    5. Chociaż powiem Ci, że muzyka jest coraz bardziej różna i nie tylko w klimatach rockowych ;) W tym roku był nawet Shaggy xD

      Usuń
  14. i to mnie właśnie utwierdza w przekonaniu, że woodstock to naprawdę świetna sprawa, cieszę się, że dobrze się bawiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest świetna sprawa ^^ Też się cieszę :) A może Ty za rok się wybierzesz? ;)

      Usuń
  15. Jejku ta życzliwość zupełnie obcych sobie ludzi jest nie do opisania. Ile tam jest ciepła, radości, zrozumienia, empatii czy po prostu chęci wywołania uśmiechu na czyjejś twarzy. Na prawdę ujmujące i przywracające wiarę w ludzi. Tych dobrych, to dowód, że oni gdzieś są, na pewno <3
    A poza tym - z wymienionych przez Ciebie zespołów znam tylko jeden, więc... nie nadaję się na woodstock xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, mi to też przywraca wiarę w ludzi, ogromnie. Tam naprawdę odczuwa się jakiś... inny stan umysłu xD I nikt na nikogo nie najeżdża, bez względu na to, czy jest się katolikiem, ateistą, czy gejem. Wystarczy być dobrym człowiekiem i tyle. Osobiście nie zapomnę wyrazu twarzy dziewczyny na wózku, którą po prostu przytuliłam, kiedy ją mijałam, a cała moja ekipa zaśpiewała jej gromkie sto lat, do którego dołączyli się przechodzący ludzie, w tym jakichs dwóch Litwinów z gitarą i akordeonem XD Na końcu powiedziała: "jesteście nieźle pierdolnięci" i się popłakała :)
      A jaki znasz? :> Wiesz, zawsze mogę Ci coś polecić xD

      Usuń
    2. Jejku, aż mi się zachciało tam jechać. Może nie na cały, ale chociaż tak zajrzeć i przekonać się na własnej skórze, jaka atmosfera tam panuje. :)
      Hahaha, jesteście wspaniali! :D Widzę, że było dużo łez, ale raczej przeważały te łzy radości. :)
      Within Temptation - ale tylko z czasów swojego buntu młodzieńczego. :D

      Usuń
    3. Jasne, czemu nie :) Wielu ludzi tak robi, że wpada na jeden dzień, nawet autem :) A później przyjeżdżają już na cały :D Z Poznania nie miałabyś daleko :>
      Dokładnie, przeważały łzy radości :)
      Też miałam kiedyś straszną fazę na nich, teraz mi trochę przeszła, ale na koncert się wybrałam mimo to ^^

      Usuń
    4. Małymi kroczkami :D Jejku, ten wpis na prawdę jest zachęcający. Muszę jeszcze tylko namówić swojego B. ^^
      Taka pozytywna energia płynie od tego wydarzenia, aż by się chciało, żeby świat wyglądał tak na co dzień <3
      Ja może jakiejś fazy nie miałam, ale pamiętam kilka utworów, które przewijały się na mojej playliście zakłócając spokój domowników :P

      Usuń
    5. :) A namawiaj go, namawiaj :D
      Dlatego właśnie po powrocie z Woodstocku zostaje w człowieku taki dziwny... "kac" :<
      Spoko, WT jeszcze aż tak nie zakłóca xD Gorzej, jakbyś słuchała np Behemotha xD

      Usuń
  16. Nie wiem, czy to impreza dla mnie, ale miło o niej czytać u Ciebie :) Tyle emocji i wspomnień i człowiek nabiera ochoty, żeby jednak zobaczyć to na własne oczy
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To po prostu mnóstwo pozytywnej energii, która daje siły do działania :)

      Usuń
  17. I udało się spoko rozwiązać konflikt z Patrykiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My zawsze rozwiązujemy konflikty... jakoś XD

      Usuń
    2. Czemu mi to dodało jako osobny komentarz? :o To dobrze ;)

      Usuń
    3. Czasem się tak zdarza, jak się przez przypadek kliknie w złe okienko ;) Ale to nic takiego :)

      Usuń
  18. W obecnym momencie za ognisko na Woodzie bym cię walnęła przy tej suszy XD Zresztą, zawsze o to wojny toczyłam, bo jak to tak, namioty ze sztucznych tkanin, środek lasu tak naprawdę, w sumie to otulina parku.. XD Ale ja to ja, mam obsesję przez pewną historię spalonego namiotu właśnie, takie dziwne jakieś przyzwyczajenia:D
    A wiesz, ludzie to tak się i w mieście uśmiechają i są życzliwi. Sama się o tym ostatnio przekonuję, jak wielu podlatuje do mnie podczas moich brawurowych krwotoków nagłych, jak wielu obcych ludzi się po prostu interesuje i chce pomóc. Albo dzisiaj, jak wesoło było, jak pan przed lodziarnią, z której dolatywał istny, boski rock n roll tańczył razem ze mną na przejściu dla pieszych, czekając na światła XD Tylko czasem w pewnych zgrupowaniach to łatwiej dostrzec i naładować sobie akumulatory:) Po to chyba takie miejsca właśnie są:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my dziwnym trafem mieliśmy pozwolenie od straży pożarnej, bo w samym lesie nie byliśmy, więc nic złego się nie mogło wydarzyć widzisz :)
      I wiem, a właściwie często o tym mówię, że na co dzień też można spotkać życzliwych i dobrych ludzi. A może czasem samemu wystarczy wyjąć kij z tyłka i się po prostu uśmiechnąć, tylko cóż... niektórym po prostu się nie chce. A później się narzeka ;)

      Usuń
    2. A to jak w lesie nie to spoko XD Mówię, dla mnie to...złe, dziwne wspomnienia. I zjeba, jaką dostałam pijana od Wojtka i Królika, że nie mieli mnie za taką idiotkę, co ogniska koło poliestru rozpala XD
      No więc właśnie:) Tylko czasem trzeba po prostu większej energii naraz, żeby sobie pewne takie rzeczy przypomnieć:)

      Usuń
    3. No trafiła nam się taka fajna polana, więc mogliśmy sobie robić ^^ A widzisz, masz nauczkę na przyszłość ;D
      Jasne ;) Tyle, że niektórzy ludzie nawet nie próbują. I potem mamy takich... wampirów energetycznych ;)

      Usuń
    4. No dokładnie i to dosadną:) Dlatego tak się z tym pilnuję XD
      Owszem. A ja mam tendencję do nie przejmowania się że ktoś jest wampirem i potem....zdziwienie XD

      Usuń
    5. I dobrze, przynajmniej drugi raz gafy nie popełnisz ;D
      Och... jak ja bym tak chciała umieć :D Się nie przejmować ^^

      Usuń
  19. Też byłam na woodstocku, jak dla mnie to najpiękniejszy festiwal *o*

    Nie mam pojęcia jak coś takiego można zarzucać :'c
    W sumie mam to już gdzieś i dodałam nową notkę, która dotyczy sobie własnie mojej choroby, a niech sobie myslą, że się niby chwalę, mam to głeboko w poważaniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, w tym roku byłaś też? :>

      Nie ma się co ludźmi przejmować, o ;) Ty wiesz swoje i to jest najważniejsze ;)

      Usuń
  20. Ale sympatyczny pan ochroniarz :D
    Ja miałam ciarki, jak czytałam Twoją relację, więc doskonale jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to odczuwałaś na żywo. I... tak wszyscy wokół mówią, jacy to ludzie są nieżyczliwi, a Woodstock pokazuje tę inną prawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bardzo poczciwy ;D
      Cieszę się więc, że udało mi się to chociaż trochę tutaj oddać :)

      Usuń
  21. uwielbiam czytać o Woodstocku, a nigdy na nim nie byłam :) może za rok się wybiorę?
    fajnie to opisałaś, jak zwykle zresztą :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wybieraj się, wybieraj koniecznie :)
      I dzięki ^^

      Usuń
  22. Z wielkim żalem muszę się przyznać, że na Woodstocku jeszcze nie byłam. Dlaczego? Nie miałam okazji, motywacji, zawsze brakowało czasu, pieniędzy, wcześniej też takie wydarzenia mnie nie interesowały. Teraz żałuję, aczkolwiek wszystko jest do nadrobienia! ;) Wyjazdy zawsze są beztroskie, jest się wolnym i szczęśliwym! Robi się co się chce, jest się tam, gdzie się chce :) uśmiech i pełen luz :) Rzeczywistość też może być taka beztroska, trzeba tylko znaleźć na to sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że wszystko jest do nadrobienia. Więc cóż, może w kolejnym roku się tam wybierzesz? :)

      Usuń
  23. Dziękuję <3
    Własnie takie komentarze dają mi najwięcej siły, przypominają mi o mojej sile, która tkwi, gdzieś w środku mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ciesze sie ze dobrze sie bawilas :) mnie akurat to nie kreci ale na comiccon to bym pojechala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam zdjęcia i Comic Con wygląda naprawdę ciekawie ^^

      Usuń
  25. Ja to już chyba za stara jestem na Woodstocki ;P. Tak mentalnie.
    Dzieci, kapcie... Tatry ;D!!!

    OdpowiedzUsuń
  26. Trochę późny ten komentarz, ale i tak muszę skomentować. Byłem w sąsiedzkim campingu i widziałem całą akcję Superman'a. Co za człowiek :D Miło jest przeczytać coś, co inni też widzieli :)

    OdpowiedzUsuń